Miłość po 40 - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 391 ]

261 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2025-10-20 13:33:54)

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

To właśnie dojrzałe osoby częściej decydują się na związki typu LAT, często jest to też związane z odległością albo z posiadaniem małoletnich dzieci z poprzednich związków. Ewentualnie też z obawy, co już uważam za mocno słabe przed wpólnym budżetem.

LAT to nie związek. To luźna relacja, nic więcej. Tak samo jak każda „relacja na odległość”.

Związek to nie tylko spotkania wtedy, gdy mamy na nie czas i ochotę. To codzienność — wspólne życie, dzielenie się radościami i problemami, bycie razem na dobre i na złe. To obecność, a nie tylko obecność „od święta”. To gotowość do konfrontowania się z trudnościami, a nie ich omijania.

Dla mnie związek to nie układ, który działa tylko wtedy, gdy wszystko jest łatwe i wygodne. To decyzja, by być razem — nie tylko emocjonalnie, ale też fizycznie i życiowo. Bez wspólnego życia, bez realnego zaangażowania, trudno mówić o prawdziwym partnerstwie. Można się lubić, można się spotykać, ale to jeszcze nie znaczy, że tworzy się związek.

Dlatego sam zrezygnowałem z takiego "związku", bo nie czułem się abym był w związku a w jakimś układzie czy relacji ...

Zobacz podobne tematy :

262

Odp: Miłość po 40
Kaszpir007 napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

To właśnie dojrzałe osoby częściej decydują się na związki typu LAT, często jest to też związane z odległością albo z posiadaniem małoletnich dzieci z poprzednich związków. Ewentualnie też z obawy, co już uważam za mocno słabe przed wpólnym budżetem.

LAT to nie związek. To luźna relacja, nic więcej. Tak samo jak każda „relacja na odległość”.

Związek to nie tylko spotkania wtedy, gdy mamy na nie czas i ochotę. To codzienność — wspólne życie, dzielenie się radościami i problemami, bycie razem na dobre i na złe. To obecność, a nie tylko obecność „od święta”. To gotowość do konfrontowania się z trudnościami, a nie ich omijania.

Dla mnie związek to nie układ, który działa tylko wtedy, gdy wszystko jest łatwe i wygodne. To decyzja, by być razem — nie tylko emocjonalnie, ale też fizycznie i życiowo. Bez wspólnego życia, bez realnego zaangażowania, trudno mówić o prawdziwym partnerstwie. Można się lubić, można się spotykać, ale to jeszcze nie znaczy, że tworzy się związek.

Dlatego sam zrezygnowałem z takiego "związku", bo nie czułem się abym był w związku a w jakimś układzie czy relacji ...

Nei przekreślałabym związków na odległość, to że ktoś aktualnie mieszka tam gdzie mieszka i nie czyni tej relacji gorszą. Fakt, że kobieta Ci nie pierze, nie sprząta i nie gotuje to nie od razu przekreśla tą relację.

263

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:
Kaszpir007 napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

To właśnie dojrzałe osoby częściej decydują się na związki typu LAT, często jest to też związane z odległością albo z posiadaniem małoletnich dzieci z poprzednich związków. Ewentualnie też z obawy, co już uważam za mocno słabe przed wpólnym budżetem.

LAT to nie związek. To luźna relacja, nic więcej. Tak samo jak każda „relacja na odległość”.

Związek to nie tylko spotkania wtedy, gdy mamy na nie czas i ochotę. To codzienność — wspólne życie, dzielenie się radościami i problemami, bycie razem na dobre i na złe. To obecność, a nie tylko obecność „od święta”. To gotowość do konfrontowania się z trudnościami, a nie ich omijania.

Dla mnie związek to nie układ, który działa tylko wtedy, gdy wszystko jest łatwe i wygodne. To decyzja, by być razem — nie tylko emocjonalnie, ale też fizycznie i życiowo. Bez wspólnego życia, bez realnego zaangażowania, trudno mówić o prawdziwym partnerstwie. Można się lubić, można się spotykać, ale to jeszcze nie znaczy, że tworzy się związek.

Dlatego sam zrezygnowałem z takiego "związku", bo nie czułem się abym był w związku a w jakimś układzie czy relacji ...

Nei przekreślałabym związków na odległość, to że ktoś aktualnie mieszka tam gdzie mieszka i nie czyni tej relacji gorszą. Fakt, że kobieta Ci nie pierze, nie sprząta i nie gotuje to nie od razu przekreśla tą relację.

Związek na odległość może być udany pod jednym warunkiem. Od momentu bycia razem do aktualnego spotkania minie kilka miesięcy max, a napewno nie będzie trzeba czekać na spotkanie dłużej niż rok czasu.

264

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

Nei przekreślałabym związków na odległość, to że ktoś aktualnie mieszka tam gdzie mieszka i nie czyni tej relacji gorszą.

Oczywiście, że czyni. Wprost ze swojej definicji.

265

Odp: Miłość po 40
Jack Sparrow napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

Nei przekreślałabym związków na odległość, to że ktoś aktualnie mieszka tam gdzie mieszka i nie czyni tej relacji gorszą.

Oczywiście, że czyni. Wprost ze swojej definicji.

Ty wciąż nie rozumiesz, bądź udajesz że nie rozumiesz, że jest jednak pewna różnica między ludźmi którzy w sekundę są w stanie spakować się w reklamówkę z biedry, wsiąść w tramwaj i zamieszkać z kimś wynajętej kawalerce na wyperdkowie, a ludzmi którzy mają swoje domy, mieszkania, w rożnych częsciach świata i po prostu mieszkają raz tu, raz tam, wciąż razem ale nie w jednym miejscu.

Jeśli do mnie pijesz, to daj sobie spokój, nie ogarniamy tematu po jednym torze, a ja ze swojego życia prywatnego więcej nie zamierzam się tutaj opowiadać.

Napiszę jeszcze raz, co tak ciebie i innych faciów wkurza:

Jestem naprawdę szczęsliwa  big_smile

I tyle.

266

Odp: Miłość po 40
Salomonka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

Nei przekreślałabym związków na odległość, to że ktoś aktualnie mieszka tam gdzie mieszka i nie czyni tej relacji gorszą.

Oczywiście, że czyni. Wprost ze swojej definicji.

Ty wciąż nie rozumiesz, bądź udajesz że nie rozumiesz, że jest jednak pewna różnica między ludźmi którzy w sekundę są w stanie spakować się w reklamówkę z biedry, wsiąść w tramwaj i zamieszkać z kimś wynajętej kawalerce na wyperdkowie, a ludzmi którzy mają swoje domy, mieszkania, w rożnych częsciach świata i po prostu mieszkają raz tu, raz tam, wciąż razem ale nie w jednym miejscu.

Jeśli do mnie pijesz, to daj sobie spokój, nie ogarniamy tematu po jednym torze, a ja ze swojego życia prywatnego więcej nie zamierzam się tutaj opowiadać.

Napiszę jeszcze raz, co tak ciebie i innych faciów wkurza:

Jestem naprawdę szczęsliwa  big_smile

I tyle.

Niektórzy nie potrzebują związku tylko atencji. Ma 50 lat i mu nie staje ale to nic kobieta ma siedzieć przy nim i tak siedzieć bo no tak trzeba. Nic innego tylko siedzieć obok niego dla atencji. Min 14h w ciągu doby.

Są różne sytuacje różne zawody np marynarze czy inni którzy z racji pracy nie są tylko w domu.

267

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Oczywiście, że czyni. Wprost ze swojej definicji.

Ty wciąż nie rozumiesz, bądź udajesz że nie rozumiesz, że jest jednak pewna różnica między ludźmi którzy w sekundę są w stanie spakować się w reklamówkę z biedry, wsiąść w tramwaj i zamieszkać z kimś wynajętej kawalerce na wyperdkowie, a ludzmi którzy mają swoje domy, mieszkania, w rożnych częsciach świata i po prostu mieszkają raz tu, raz tam, wciąż razem ale nie w jednym miejscu.

Jeśli do mnie pijesz, to daj sobie spokój, nie ogarniamy tematu po jednym torze, a ja ze swojego życia prywatnego więcej nie zamierzam się tutaj opowiadać.

Napiszę jeszcze raz, co tak ciebie i innych faciów wkurza:

Jestem naprawdę szczęsliwa  big_smile

I tyle.

Niektórzy nie potrzebują związku tylko atencji. Ma 50 lat i mu nie staje ale to nic kobieta ma siedzieć przy nim i tak siedzieć bo no tak trzeba. Nic innego tylko siedzieć obok niego dla atencji. Min 14h w ciągu doby.

Są różne sytuacje różne zawody np marynarze czy inni którzy z racji pracy nie są tylko w domu.

Fakt. Do tego nie znieśliby, gdyby ich kobieta odaliła się od nich na kilka metrów... Bo przecież może ich zdradzić big_smile

268

Odp: Miłość po 40

Problem potrzeby bycia zroślakiem niestety istnieje ładnie się to nazywa byciem atnecjuszem. Delikatnie przypomnę, iz bardzo wiele par zostało się przez pandemię, przez to siedzenie cały czas razem. Ludzie potrzebują za sobą zatęsknić a nie wyłącznie siedzieć jeden na drugim i liczyć ile ta osoba była w toalecie.

Inną kwestią jest to kiedy niektórzy nie mają całkowicie nic do zaoferowania i to siedzenie przed Polsatem czy TVN jest ich jedyną rozrywką.

Niektórzy potrzebują być nieustannie podziwiani nawet jak nie ma za co, bo fakt zrobienia kanapki czy naleśnika to nie jest wejście na K2 zimą, ale cóż.

269 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-10-21 10:21:36)

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

Nei przekreślałabym związków na odległość, to że ktoś aktualnie mieszka tam gdzie mieszka i nie czyni tej relacji gorszą. Fakt, że kobieta Ci nie pierze, nie sprząta i nie gotuje to nie od razu przekreśla tą relację.

Sroga erystyka - czesto spotykana u narcyzow - twoj ex Cie tego nauczyl?

"zwiazek" na odleglosc to nie zaden zwiazek tylko uklad dlatego, ze bedac na odleglosc mozna tylko gadac.
Jak jedna osoba potrzebuje pomocy (jest np. chora) to druga jej na odleglosc nie pomoze.

Zwiazek polega na wykonywaniu dla siebie fizycznej pracy w fizycznym swiecie i rozmowach, ktore zaczepione sa w kontekscie tej pracy a nie tylko gadania.

270 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2025-10-21 10:34:47)

Odp: Miłość po 40

Minnie, jesteś naprawdę wyjątkowa.
Rozumiem, że według Ciebie pary, które są razem przez całe życie, to jakieś zrośnięte mutanty, a każdy, kto chce codzienności z drugą osobą, to desperat łaknący atencji?

Czyli co — normalny związek, wspólne życie, dzielenie się obowiązkami, śmiech przy śniadaniu i kłótnie o pilot to już patologia? A może to ja jestem dziwny, bo nie uważam, że relacja polegająca na okazjonalnym „cześć, jak tam?” przez telefon to szczyt romantyzmu?

Wiesz, w XXI wieku mężczyzna potrafi sam zrobić pranie, ugotować obiad i ogarnąć dom. Szok, wiem. Ale to nie znaczy, że nie chce mieć obok siebie kogoś, z kim można dzielić życie, a nie tylko rachunek za Netflixa.

Związki typu LAT czy FWB? Jasne, fajne na chwilę, jak fast food — szybko, tanio, bez zobowiązań. Ale nie każdy chce żyć na diecie emocjonalnego McDrive’a.

Człowiek to stworzenie stadne. Samotność może być wyborem, ale niekoniecznie zdrowym. A jeśli ktoś chce żyć w układzie „spotkajmy się, gdy będzie wygodnie” — jego sprawa. Ja wolę związek, który działa nie tylko wtedy, gdy wszystko jest łatwe.

Ja już swoje w życiu miałem — długi związek, dzieci, małżeństwo. Nie jestem świeżakiem, który właśnie odkrył, że fajnie jest mieć kogoś do wspólnego zamawiania sushi.

Chciałbym jeszcze kiedyś być w związku, jasne. Ale bez spiny i bez łapania za wszelką cenę. FWB? LAT? Przerabiałem. Fajnie brzmi w teorii, w praktyce to jak picie kawy bez kofeiny — niby coś tam jest, ale po co?

Wiem, czego szukam. I wiem, czego nie chcę. Jeśli nie uda mi się znaleźć kobiety, której też zależy na czymś prawdziwym — trudno. Ale nie będę się łudził, że „coś luźnego” to związek. Nie interesuje mnie bylejakość ani relacje, które tylko udają bliskość.

271 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-10-21 11:02:34)

Odp: Miłość po 40

Wow, jestem pod wrazeniem twojego powyzszego postu Kaszpir.
Tresciwy, trzezwa argumentacja, momentami zabawny, pytania retoryczne dobitnie pokazujace absurdalnosc wartosci, do ktorych autorka probuje przekonywac.

Autorka od swojego pierwszego posta na forum sprawila na mnie wrazenie zgorzknialej.
Zaden mezczyzna by nie chcial byc w prawdziwym zwiazku z taka kobieta bo u kobiet mezczyzni cenia dokladne przeciwienstwo - cieplo, empatie, chec do zycia i gotowosc do akcji, ktore niosa ze soba pewna doze ryzyka.

Jednoczesnie ma zbyt duze EGO aby moc swoje niepowodzenia na tle relacji damsko-meskich atrybuowac swoim cechom charakteru, ktore sa od niej zalezne, zamiast sytuacji zyciowej, ktora nie jest.
Ba. Jej EGO jest tak wielkie, ze mimo checi, nawet nie podejmuje powaznej proby takiej relacji bo ryzyko odrzucenia wiazaloby sie ze zbyt duzym dysonansem poznawczym zwiazanym z jej opinia o swojej wartosci jako czlowieka.

Nic nowego - zachowuje sie dokladnie jak inny uzytkownik tego forum, ktory wszystko zrzuca na swoj nie-ponadprzecietny wyglad.

272

Odp: Miłość po 40
Salomonka napisał/a:

Jeśli do mnie pijesz.


Ja nie mam problemu z adresowaniem kuksańców jeśli nie zauważyłaś do tej pory. Jeśli mówiłbym o tobie, to bym ciebie wymienił. Fakt, że mój wpis potraktowałaś personalnie mówi zaś bardzo wiele.

Podobnie jak wasze spijanie sobie z dzióbków i utwierdzanie się w posiadanym szczęściu poprzez umniejszanie innym. Jest to szczególnie komiczne w wykonaniu porzuconej minnie.89, która tu regularnie płacze na temat swojej samotności i niemożności zbudowania związku, który spełniałby wymarzone standardy (uzupełnijmy - standardy jej toksycznej matki). Przecież jeszcze nie tak dawno temu rozpisywała się, że bez małżeństwa i wspólnoty to nie można nazywać się prawdziwą rodziną, a teraz bajdurzy o zaletach związków LAT, bo mentalnie tkwi w takim ze swoim eksem.


mają swoje domy, mieszkania, w rożnych częsciach świata i po prostu mieszkają raz tu, raz tam, wciąż razem ale nie w jednym miejscu.

NIKT i NIGDY nie napisał tu (ani w sumie gdziekolwiek indziej) o posiadaniu kilku nieruchomości jako uzasadnieniu dlaczego to para nie może zamieszkać razem. Jak się buduje związek oparty na wzajemności, to jest to idealna sytuacja zabezpieczająca wspólny byt. Bo może to być zabezpieczenie pod kredyt na większą/wspólną nieruchomość lub źródło pasywnego dochodu. Podawanie takiego argumentu jest zwyczajnie niepoważne. I też jest dowodem potwierdzającym moje słowa. Nie ma mowy o związku, jeśli jest ciągłe warunkowanie "ja" i "moje". Mój biznes, moje życie, moja rodzina, moje sprawy. Ja i moje. To nie związek. W związku jest nasza rodzina, nasze inwestycje. Na tym właśnie polega rodzina. Na wspólnocie. Gracie razem, a nie osobno. To, że uprawiacie ten sam sport nie czyni was drużyną.


Owszem takie związki też mają swoje plusy. Są po prostu wygodne dla ludzi, którzy nie są tak naprawdę zainteresowani budowaniem wspólnoty z partnerem, którzy grają zachowawczo, bo zawsze można drugiego gracza wymienić bez większego przestawiania swojego życia. Znam takich ludzi. Przeszczęśliwi. Bo mogą prowadzić równolegle 2-3 życia. Niby są w związku, ale de facto zależy im na singielskiej wolności. Niby są w związku, ale nie idą na żaden kompromis. Niby są w związku......ale ich tak naprawdę nie ma. Bo nie ma 'ich'. Jest tylko ciągle podkreślane 'ja'.


Mogę tutaj się zgodzić i z Kaszpirem i z Johnym - związek na odległość to nie związek. To emocjonalny fastfood.

273

Odp: Miłość po 40

Jakiej chorobie? W katarze? Dla mnie to popadanie w skrajność, czym innym jest choroba rzeczywista choroba a czym innym jest nie chce mi się iść do pracy to może poudaję, że jestem chory. Kłótnia o telewizor fajnie nie ogląda więc chyba nie mam tego problemu. Śmiech przy śniadaniu tak jasne, jeśli ktoś indzie do pracy na 7 czy nawet na 8 to rozumiem, iż wstaje o 5 rano. Zejdźmy na ziemię, jeśli 99% społeczeństwa na takie powolne śniadanie może pozwolić sobie tylko w weekend to co mi robi, czy on mieszka ulicę dalej czy 300 km skoro realnie to jesteśmy w stanie wykonać wtedy kiedy nie idę do pracy.
Kluczowe pytanie ile przez lata małżeństwa razy mieliście w dni pracujące "fajne śniadanko"? Iluzja z Instagrama?
Absolutnie nikt nie mówi, o tym że związek to sms o treści cześć co u Ciebie i to wszystko, tylko są ludzie którzy mają taką prace a nie inną vide marynarze, kierowcy, pracownicy linii lotniczych można wymieniać w nieskończoność.
Jeśli dla kogoś związek to wyłącznie podział obowiązków no to jego sprawa. Karta stanowiskowa też jest?
Pytanie jeśli ktoś nie ma wspólnych dzieci to jakie mają mieć wspólne obowiązki jakie mają mieć wspólne problemy?

274

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

Zejdźmy na ziemię, jeśli 99% społeczeństwa na takie powolne śniadanie

A kto ci takich bzdur nagadał?

Nie znam i nigdy nie słyszałem o rodzinach, które przynajmniej jednego posiłku dziennie nie jadłyby wspólnie. Ci co tego nie robią to jedynie trwająca patologia - kłótnie, terapia ciszą, brak wspólnych celów i zainteresowań. Są, bo zaliczyli wpadkę albo mają razem kredyt i nie stać ich na zakończenie farsy, choć mają na to ochotę.


Kluczowe pytanie ile przez lata małżeństwa razy mieliście w dni pracujące "fajne śniadanko"? Iluzja z Instagrama?

Śniadania i kolacje zawsze (lub obiadokolacje) zawsze jemy razem. Wyjątkiem są wyjazdy służbowe lub pojedyncze sytuacje. A ogólnie (nie samego małżeństwa) to jestem z lubą już naście lat. Jak ona musi wstać wcześniej, to ja wstaje razem z nią i po prostu robię jej śniadanie. I tak też jest w drugą stronę. Na tym polega wzajemne dbanie o siebie.


Absolutnie nikt nie mówi, o tym że związek to sms o treści cześć co u Ciebie i to wszystko, tylko są ludzie którzy mają taką prace a nie inną vide marynarze, kierowcy, pracownicy linii lotniczych można wymieniać w nieskończoność.

Którzy po odbębnieniu swojej zmiany, jak wracają do domu na tych kilka tygodni to prawie cały ten czas poświęcają rodzinie właśnie. A kiedy tego brakuje, to kończy się to rozpadem. Bo nie da się tak żyć, kiedy jest tylko "ja" i "moje".


Pytanie jeśli ktoś nie ma wspólnych dzieci to jakie mają mieć wspólne obowiązki jakie mają mieć wspólne problemy?

I to właśnie twój największy problem. Kolejny raz to samo myślenie toksycznej mamusi z ciebie wychodzi.

275

Odp: Miłość po 40

W którym miejscu ja napisałam że LAT jest zajebiste?! Zarówno jak jak i Salomonka logicznie piszemy, że fakt braku siedzenia na tych samych 40 metrach czy ilu kto tam mam czy to w mieście czy ba wydupiu nie powoduje, że nie można stworzyć wartościowej relacji. No chyba, że to osobnik który wszystko co ma to może zabrać do siatki z biedronki no to co innego.

276 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-21 12:04:24)

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

W którym miejscu ja napisałam że LAT jest zajebiste?! Zarówno jak jak i Salomonka logicznie piszemy, że fakt braku siedzenia na tych samych 40 metrach czy ilu kto tam mam czy to w mieście czy ba wydupiu nie powoduje, że nie można stworzyć wartościowej relacji. No chyba, że to osobnik który wszystko co ma to może zabrać do siatki z biedronki no to co innego.

Wiesz, to komiczne kiedy dwie baby z mocno nieudanym życiem seksualno związkowym (i bez żadnych wzorców wyniesionych z domu) próbują pouczać szczęśliwie żonatego kolesia z kilkunastoletnim stażem w związku. Doprawdy - urocze. smile


Już to napisałem wcześniej, ale powtórzę - przestań bajdurzyć, że związki typu LAT to są jakieś wartościowe relacje. To układy z wygody podobne do FWB. To, że mentalnie w takim tkwisz ze swoim byłym niczego tu nie zmienia, a twoje nieogarnięcie emocji i życia rzutuje na twoje dziecko, które wchodzi powoli w rolę mediatorki. Bo nie - żadne dziecko nie chce mieszkać na dwa domy. Nikt nie chce. Z rodziną chce się być blisko. Takiego związku na odległość partnerstwem i wspólnotą nazwać się nie da. Bo po prostu nie jest ona tam obecna. Nie ma tego, co faktycznie spaja (lub dzieli) ludzi - czyli codzienność (tak rutyna jak i spontan). Nie deklaracje i słowa, ale życiowa ich weryfikacja poprzez WSPÓLNE życie. Wspólne - czyli razem. Jak się jest osobno i tylko umawia się na randki, nie zawsze nawet z nocowaniem i ewentualnie jakieś wakacje, acz też nie zawsze to nie ma tam niczego razem. Są zazębiające się grafiki z opcjonalnym seksem i to wszystko.


Czym to się niby różni od FBW ?

277

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

Pytanie jeśli ktoś nie ma wspólnych dzieci to jakie mają mieć wspólne obowiązki jakie mają mieć wspólne problemy?

Miałam więcej na tym forum nie pisać, ale kurcze - podirytowałaś mnie lekko.

Zacznę od tych wspólnych  śniadań..  Widzisz, może nie śniadania, ale wspólne poranne kawy są codziennie. Taki fajny akcent na początek dnia.

A to dzieci są jedynie niezbędne do wspólnych obowiązków, czy planów? Serio jesteś aż tak nijaka, żeby jedyne obowiązki  z partnerem/mężem znajdować w dziecku?
Szczęśliwie mamy swoje obowiązki i całą masę wspólnych planów.

278

Odp: Miłość po 40
Motocyklistka napisał/a:

Serio jesteś aż tak nijaka, żeby jedyne obowiązki  z partnerem/mężem znajdować w dziecku?

Serio. Bo to wypływa regularnie.

I jeszcze poucza innych o wartościowych związkach. A winę za jej nieumiejętność zbudowania relacji zwala na facetów. Bo to też było grane wiele razy.

279

Odp: Miłość po 40

Osobiście nie jestem podobnie jak większość przedmowcow fanem FWB czy LAT. Nie dla mnie. Ale nie bede opowiadał o wyższości normalnego zwiazku bo ludzie mają różne priorytety czy potrzeby i znajda sie tacy którym te rozwiązania idealnie pasują. Sa tacy którzy wybierają je świadomie i nie ma potrzeby mowic im o zaletach i wadach bo je znają i akceptują. Ludzie sa rozni.

Minnie na poczatku swoich wypowiedzi na forum mówiła wprost ze ona moze tylko w FWB pojsc. Wtedy z opisów wywnioskowałem ze szuka bliskosci ale jednocześnie sie jej boi. Że boi sie bólu porażki w przypadku niepowodzenia. A jak nie ma zaangażowania to i bólu nie ma. Taka metoda na ochronę samego siebie. Będę zawsze trochę z boku. Wypowiedzi Minnie na ten temat odbieram jako racjonalizacje pewnej postawy która jest jej bliska. Bycie w zwiazku na  pół gwizdka, tylko od tąd do tąd.

Nie wiem skąd to sie u Ciebie Minnie wzięło- czy to wynik doswiadczen w Twoim małżeństwie, czy może cos wyniesionego z domu, czy jakiś brak zaufania do facetow ogólnie. Trudno powiedziec ale wydaje mi sie ze jestes w grupie która moze pójść w FWB jako drogę ucieczki a nie świadomy wybor

280

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

Problem potrzeby bycia zroślakiem niestety istnieje ładnie się to nazywa byciem atnecjuszem. Delikatnie przypomnę, iz bardzo wiele par zostało się przez pandemię, przez to siedzenie cały czas razem.

Jeśli nie byli w stanie ze sobą wytrzymać w jednym domu podczas pandemii, to znaczy, że związek był do niczego już wcześniej, a nowe okoliczności tylko odebrały im możliwość unikania problemu.

minnie.89 napisał/a:

Ludzie potrzebują za sobą zatęsknić a nie wyłącznie siedzieć jeden na drugim i liczyć ile ta osoba była w toalecie.

Ile znasz osób, które wyliczają sobie czas spędzony w toalecie?

281 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-21 13:41:11)

Odp: Miłość po 40
Bert44 napisał/a:

Ale nie bede opowiadał o wyższości normalnego zwiazku bo ludzie mają różne priorytety czy potrzeby i znajda sie tacy którym te rozwiązania idealnie pasują.

Nie chodzi o wyższość, ale wskazanie różnicy pomiędzy FWB/LAT a właśnie regularnym związkiem.


Chodzi dokładnie o taką, widoczną na każdym kroku postawę piewców zalet wartościowych związków na odległość i układów wszelkiej maści

Bycie w zwiazku na  pół gwizdka

To czy ktoś w tym odnajduje szczęście czy nie, jest kompletnie osobną kwestią. Może to strach, może to wzorce z domu, może to kompleksy, może to milion innych rzeczy. Ale to są wszystko wymówki i usprawiedliwienia przed pełnym zaangażowaniem. Jak ktoś lubi układy - spoko. Jego życie, jego kredki. Ale nie kreujmy typowych układów jako wartościowych relacji. Bo nimi obiektywnie nie są. Są wartościowe dla ich piewców. Ale też to bardzo, bardzo rzadko opowiada obu osobom w takiej relacji, bo prawie zawsze ktoś chce czegoś więcej. Albo zwyczajnie staje się zmęczony takim siedzeniem okrakiem.


To tak jak w dyskusjach o tym, czy między kobietą a mężczyzną może być zażyła przyjaźń. Tam jakoś prawie wszyscy zgodnie dochodzą do wniosku, że to niemożliwe, bo zawsze któraś strona oczekuje czegoś więcej z czasem. Tak jak w przeciągniętym FWB jedna strona prędzej czy później się zakocha. A jak przychodzi do związków na odległość w jakich tkwią babki, które same dyktują warunki, to nagle jest to pełnowartościowa relacja zaspokajająca potrzeby obu stron? No nie, tego nie da się pogodzić.

282

Odp: Miłość po 40
Mrs.Happiness napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

Problem potrzeby bycia zroślakiem niestety istnieje ładnie się to nazywa byciem atnecjuszem. Delikatnie przypomnę, iz bardzo wiele par zostało się przez pandemię, przez to siedzenie cały czas razem.

Jeśli nie byli w stanie ze sobą wytrzymać w jednym domu podczas pandemii, to znaczy, że związek był do niczego już wcześniej, a nowe okoliczności tylko odebrały im możliwość unikania problemu.

O to to. Właśnie. Brak wspólnego mieszkania to możliwość życia nie z realnym człowiekiem, którego codzienne nawyki i rutyny mogą okazać się nie do zniesienia, a jedynie z wyobrażeniem, wyidealizowanym obrazem danego człowieka. Brak wspólnego mieszkania=brak wspólnego życia i brak konieczności konfrontacji wyobraźni z rzeczywistością. Takie układy to nieustająca możliwość ucieczki od każdej niewygodnej sytuacji.


A ile ludzi tu opisywało swoje historie opisując wszystko w superlatywach ZANIM zamieszkali ze sobą co doprowadziło do rozpadu związku, bo tam jednak nic nie grało jak powinno?

283

Odp: Miłość po 40
Bert44 napisał/a:

Osobiście nie jestem podobnie jak większość przedmowcow fanem FWB czy LAT. Nie dla mnie. Ale nie bede opowiadał o wyższości normalnego zwiazku bo ludzie mają różne priorytety czy potrzeby i znajda sie tacy którym te rozwiązania idealnie pasują. Sa tacy którzy wybierają je świadomie i nie ma potrzeby mowic im o zaletach i wadach bo je znają i akceptują. Ludzie sa rozni.

Minnie na poczatku swoich wypowiedzi na forum mówiła wprost ze ona moze tylko w FWB pojsc. Wtedy z opisów wywnioskowałem ze szuka bliskosci ale jednocześnie sie jej boi. Że boi sie bólu porażki w przypadku niepowodzenia. A jak nie ma zaangażowania to i bólu nie ma. Taka metoda na ochronę samego siebie. Będę zawsze trochę z boku. Wypowiedzi Minnie na ten temat odbieram jako racjonalizacje pewnej postawy która jest jej bliska. Bycie w zwiazku na  pół gwizdka, tylko od tąd do tąd.

Nie wiem skąd to sie u Ciebie Minnie wzięło- czy to wynik doswiadczen w Twoim małżeństwie, czy może cos wyniesionego z domu, czy jakiś brak zaufania do facetow ogólnie. Trudno powiedziec ale wydaje mi sie ze jestes w grupie która moze pójść w FWB jako drogę ucieczki a nie świadomy wybor

Tyle, że FwB dla osoby szukającej bliskości jest kiepskim wyborem.
Jest to po prostu substytut, a już najgorzej, jak wejdą emocje, któych nie powinno być. Czasem, jak czytam Minnie, to mam wrażenie, że ma ostro namieszane w głowie, poprzekrzywiane obrazy, do tego odbieram ją jako osobę wrażliwą. Czy to dźwignie, to ona sama wie najlepiej.

Jesteśmy dorośli i podejmujemy swoje wybory. Czasem po prostu trzeba się skonfrontować z ich konsekwencjami.

284

Odp: Miłość po 40
Motocyklistka napisał/a:

Tyle, że FwB dla osoby szukającej bliskości jest kiepskim wyborem.
Jest to po prostu substytut, a już najgorzej, jak wejdą emocje, któych nie powinno być. Czasem, jak czytam Minnie, to mam wrażenie, że ma ostro namieszane w głowie, poprzekrzywiane obrazy, do tego odbieram ją jako osobę wrażliwą. Czy to dźwignie, to ona sama wie najlepiej.


Ale minnie.89 nie próbuje tworzyć żadnej bliskości. Przecież gdyby próbowała, gdyby wiedziała na czym to polega, to nie pisałby głupot, że pary bez wspólnych dzieci to nie mają ze sobą nic wspólnego.

285

Odp: Miłość po 40

W mojej ocenie brak wspólnego zamieszkania nie przekreśla tej relacji. To że nie mieszkają razem teraz nie oznacza, ze stan faktyczny nie ulegnie zmienie, być może zmienią się okoliczności i będzie to łatwiejsze albo bardziej możliwe. Nie warto przekreślać czegoś tylko dlatego, że teraz nie są w stanie razem mieszkać,  spieszenie się do tego uważam za zupełnie nieuzasadnione.

286

Odp: Miłość po 40
Jack Sparrow napisał/a:
Motocyklistka napisał/a:

Tyle, że FwB dla osoby szukającej bliskości jest kiepskim wyborem.
Jest to po prostu substytut, a już najgorzej, jak wejdą emocje, któych nie powinno być. Czasem, jak czytam Minnie, to mam wrażenie, że ma ostro namieszane w głowie, poprzekrzywiane obrazy, do tego odbieram ją jako osobę wrażliwą. Czy to dźwignie, to ona sama wie najlepiej.


Ale minnie.89 nie próbuje tworzyć żadnej bliskości. Przecież gdyby próbowała, gdyby wiedziała na czym to polega, to nie pisałby głupot, że pary bez wspólnych dzieci to nie mają ze sobą nic wspólnego.

no tak.
z takim nastawieniem i podejściem, to może faktycznie jakieś FwB lub LAT ma w jej przypadku rację bytu.

287 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-21 13:52:00)

Odp: Miłość po 40
Jack Sparrow napisał/a:

O to to. Właśnie. Brak wspólnego mieszkania to możliwość życia nie z realnym człowiekiem, którego codzienne nawyki i rutyny mogą okazać się nie do zniesienia, a jedynie z wyobrażeniem, wyidealizowanym obrazem danego człowieka. Brak wspólnego mieszkania=brak wspólnego życia i brak konieczności konfrontacji wyobraźni z rzeczywistością. Takie układy to nieustająca możliwość ucieczki od każdej niewygodnej sytuacji.

Zgadzam się. Nic tak nie weryfikuje związku jak wspólne mieszkanie. Jeśli razem przebrniecie przez gorsze dni, różne humorki, mniejsze lub większe konflikty, akceptujecie swoje dziwactwa i nawyki, to dopiero można powiedzieć, że tworzycie prawdziwą relację.

288

Odp: Miłość po 40
Mrs.Happiness napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

O to to. Właśnie. Brak wspólnego mieszkania to możliwość życia nie z realnym człowiekiem, którego codzienne nawyki i rutyny mogą okazać się nie do zniesienia, a jedynie z wyobrażeniem, wyidealizowanym obrazem danego człowieka. Brak wspólnego mieszkania=brak wspólnego życia i brak konieczności konfrontacji wyobraźni z rzeczywistością. Takie układy to nieustająca możliwość ucieczki od każdej niewygodnej sytuacji.

Zgadzam się. Nic tak nie weryfikuje związku jak wspólne mieszkanie. Jeśli razem przebrniecie przez gorsze dni, różne humorki, mniejsze lub większe konflikty, akceptujecie swoje dziwactwa i nawyki, to dopiero można powiedzieć, że tworzycie prawdziwą relację.

wg minnie obowiązkowo powinno znaleźć się tam dziecko.
bez tego  lipa wink

tak na marginesie - Hej Happiness smile

289

Odp: Miłość po 40
Motocyklistka napisał/a:

Tyle, że FwB dla osoby szukającej bliskości jest kiepskim wyborem.
Jest to po prostu substytut, a już najgorzej, jak wejdą emocje, któych nie powinno być.

Nie wiem czy jasno sie wyrazilem. Właśnie tak to widze w przypadku Minnie. Namiastka bliskosci badz cos co udaje bliskosc. Ucieczka od prawdziwej bliskosci. Bo bliskosc ryzykowna jest

290

Odp: Miłość po 40

Mam wrażenie, że pojęcie "związku" okrutnie się rozmyło, tak definicyjnie. Jęknę sobie niczym stara ciotka z kanapy - kiedyś było lepiej. Było małżeństwo albo stały konkubinat, przedtem narzeczeństwo albo "chodzenie ze sobą" i proste. A teraz to niemal każdą bliższą relacje nazywa się związkiem i dodaje etykietki najchętniej od angielskich skrótowców. I kombinuje oraz ocenia, czy coś jest "normalne" czy może "nienormalne". Oszaleć można. A ludzie, wiadomo, różni są i co jednemu pasuje innemu wcale nie.
Jak coś jest konsensualne, obu stronom pasuje i nikogo nie krzywdzi to niech sobie będzie. Koniecznie to trzeba zaszufladkować i oceniać, co wartościowe a co nie?
Jacuś, dla pary 60+ związek typu LAT może być wartościowy, bo potrzeby w tym wieku są inne, jest się w innym momencie życia.  Ten sam LAT w wieku 30+ to jest de facto co innego, ale też może dla konkretnej pary być wartościowy i ze świadomego wyboru, problem to moim zdaniem się pojawia,  jeśli ten LAT czy FWB jest marnym substytutem tego, czego ktoś tak naprawdę by chciał.


Minnie to IMHO siedzi okrakiem na płocie, wdruki z domu rodzinnego odnośnie "jedynej dobrej opcji" w sprawie związku nadal są silne i nadal je silnie racjonalizuje.

291

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

W mojej ocenie brak wspólnego zamieszkania nie przekreśla tej relacji. To że nie mieszkają razem teraz nie oznacza, ze stan faktyczny nie ulegnie zmienie, być może zmienią się okoliczności i będzie to łatwiejsze albo bardziej możliwe. Nie warto przekreślać czegoś tylko dlatego, że teraz nie są w stanie razem mieszkać,  spieszenie się do tego uważam za zupełnie nieuzasadnione.


Jest OGROMNA różnica pomiędzy "nie mieszkają, bo nie mogą", a "nie mieszkają, bo jednej stronie się nie chce".

W pierwszym wypadku obie strony chcą, ale nie są w stanie. Np ze względów religijnych lub ekonomicznych, kiedy to np ludzie wolą pomęczyć się mieszkając  u rodziców dłużej, ale jak się wyprowadzić to na swoje niż wynajmować. Tam chęć cały czas jest. I dążenie do zrealizowania tego celu też.

W drugim przypadku tej chęci budowania bliskości i wspólnoty zwyczajnie nie ma, a jakiekolwiek działania jak się pojawiają to mają podkreślić niezależność i indywidualizm. Jest też wszystko, o czym ci też inni interlokutorzy mówią - wygodnictwo, strach, wycofanie, asekuranctwo. To nie jest ani fundament, ani spoiwo żadnej relacji. To układ, który z podobnych motywów może akceptować też i druga strona. Ale gdzie w tak mozolnie podkreślanej niezależności jest miejsce na oddanie? Na tworzenie emocjonalnej więzi i bliskości? Bo sobie w dwóch różnych mieszkaniach pooglądamy równolegle to samo na Netflixie i się od czasu do czasu pociupciamy o ile nam się grafiki zgrają?

Im szybciej para jest w stanie zamieszkać razem tym lepiej. Bo szybciej to weryfikuje na ile sprzedawany na okazjonalnych randkach wizerunek człowieka jest prawdziwy. A na ile jest to ułuda, gra lub właśnie własne (często jednak mylne) wyobrażenie o człowieku. Randkowanie samotnych rodziców w podobnej sytuacji życiowo-ekonomicznej to nie jest tworzenie wartościowego związku, a jego substytut.

292 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-21 14:17:55)

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

W mojej ocenie brak wspólnego zamieszkania nie przekreśla tej relacji. To że nie mieszkają razem teraz nie oznacza, ze stan faktyczny nie ulegnie zmienie, być może zmienią się okoliczności i będzie to łatwiejsze albo bardziej możliwe. Nie warto przekreślać czegoś tylko dlatego, że teraz nie są w stanie razem mieszkać,  spieszenie się do tego uważam za zupełnie nieuzasadnione.

Powiedzmy, że masz wyjątkowo kiepski dzień i potrzebujesz się do kogoś przytulić, by poczuć, że nie musisz mierzyć się z tym w pojedynkę, ale wracasz do domu, gdzie witasz się ze swoimi czterema ścianami, bo partner jest kilkadziesiąt, czy kilkaset kilometrów dalej i zobaczycie się dopiero za tydzień. Możesz zadzwonić, tyle że rozmowa przez telefon w żaden sposób nie zastąpi fizycznej bliskości.
Czyli niby jesteś w związku, ale tak naprawdę sama.
Oczywiście to się może sprawdzić przez pewien czas, ale według mnie niewiele osób jest w stanie długotrwale funkcjonować w takim układzie.

293 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-21 14:17:25)

Odp: Miłość po 40
Motocyklistka napisał/a:

wg minnie obowiązkowo powinno znaleźć się tam dziecko.
bez tego  lipa wink

To ja nie wiem, jak mi się udało być w związku tyle lat, skoro nie mamy dzieci.
Muszę być wyjątkowa big_smile

Motocyklistka napisał/a:

tak na marginesie - Hej Happiness smile

Hejka smile

294

Odp: Miłość po 40
Muqin napisał/a:

dla pary 60+ związek typu LAT może być wartościowy,

A co ja napisałem wcześniej? Że takie związki mogą być wartościowe dla ich piewców. Co jednak nie zmienia tego, że są one namiastką, substytutem pełnej relacji. To wygodny układ dla kogoś, kto nie chce realnych zmian we własnym życiu i takie okazjonalne spotkania i częściowe wakacje wystarczą. Rozpisywanie się w superlatywach czy sztuczne podnoszenie argumentów przeciw zamieszkaniu (nie zamieszkamy razem bo mamy za dużo nieruchomości - no kurwa, serio?) to właśnie elementy tej racjonalizacji, o jakiej piszesz. A za nimi stoją kompleksy i nieprzepracowane traumy. A obie je mają i minnie.89 i salomonka. Żadna z nich nie ma wzorców z domu, obie były krzywdzone (każda na swój sposób), obie skończyły jako samotne matki. Takie asekuranctwo i spaczony wizerunek bliskości i bezpieczeństwa (szczególnie emocjonalnego) są przecież w takiej sytuacji typowe.

Piwniczny koniobijca też będzie zachwycony z relacji z własną ręką. Tylko to nie o to tu chodzi.

295

Odp: Miłość po 40
Jack Sparrow napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

W mojej ocenie brak wspólnego zamieszkania nie przekreśla tej relacji. To że nie mieszkają razem teraz nie oznacza, ze stan faktyczny nie ulegnie zmienie, być może zmienią się okoliczności i będzie to łatwiejsze albo bardziej możliwe. Nie warto przekreślać czegoś tylko dlatego, że teraz nie są w stanie razem mieszkać,  spieszenie się do tego uważam za zupełnie nieuzasadnione.


Jest OGROMNA różnica pomiędzy "nie mieszkają, bo nie mogą", a "nie mieszkają, bo jednej stronie się nie chce".

W pierwszym wypadku obie strony chcą, ale nie są w stanie. Np ze względów religijnych lub ekonomicznych, kiedy to np ludzie wolą pomęczyć się mieszkając  u rodziców dłużej, ale jak się wyprowadzić to na swoje niż wynajmować. Tam chęć cały czas jest. I dążenie do zrealizowania tego celu też.

W drugim przypadku tej chęci budowania bliskości i wspólnoty zwyczajnie nie ma, a jakiekolwiek działania jak się pojawiają to mają podkreślić niezależność i indywidualizm. Jest też wszystko, o czym ci też inni interlokutorzy mówią - wygodnictwo, strach, wycofanie, asekuranctwo. To nie jest ani fundament, ani spoiwo żadnej relacji. To układ, który z podobnych motywów może akceptować też i druga strona. Ale gdzie w tak mozolnie podkreślanej niezależności jest miejsce na oddanie? Na tworzenie emocjonalnej więzi i bliskości? Bo sobie w dwóch różnych mieszkaniach pooglądamy równolegle to samo na Netflixie i się od czasu do czasu pociupciamy o ile nam się grafiki zgrają?

Im szybciej para jest w stanie zamieszkać razem tym lepiej. Bo szybciej to weryfikuje na ile sprzedawany na okazjonalnych randkach wizerunek człowieka jest prawdziwy. A na ile jest to ułuda, gra lub właśnie własne (często jednak mylne) wyobrażenie o człowieku. Randkowanie samotnych rodziców w podobnej sytuacji życiowo-ekonomicznej to nie jest tworzenie wartościowego związku, a jego substytut.

Patrzysz wyłącznie z perspektywy osób 20+ które mieszkają z rodzicami, tylko że tu mówimy o osobach nieco starszych.

Są różne okoliczności i nie każdy z różnych przyczyn nie zawsze złych ma taką możliwość.

W tym zdaniu przekreśliłeś osoby po przejściach wskazując dobitnie, iż nie mogą one stworzyć wartościowej relacji.

296

Odp: Miłość po 40
Mrs.Happiness napisał/a:

To ja nie wiem, jak mi się udało być w związku tyle lat, skoro nie mamy dzieci.
Muszę być wyjątkowa big_smile

To w takim razie jesteśmy wyjątkowe obie - my też bez dzieci hehe i (niestety) na brak obowiązków nie mogę marudzić big_smile

297

Odp: Miłość po 40
Mrs.Happiness napisał/a:
minnie.89 napisał/a:

W mojej ocenie brak wspólnego zamieszkania nie przekreśla tej relacji. To że nie mieszkają razem teraz nie oznacza, ze stan faktyczny nie ulegnie zmienie, być może zmienią się okoliczności i będzie to łatwiejsze albo bardziej możliwe. Nie warto przekreślać czegoś tylko dlatego, że teraz nie są w stanie razem mieszkać,  spieszenie się do tego uważam za zupełnie nieuzasadnione.

Powiedzmy, że masz wyjątkowo kiepski dzień i potrzebujesz się do kogoś przytulić, by poczuć, że nie musisz mierzyć się z tym w pojedynkę, ale wracasz do domu, gdzie witasz się ze swoimi czterema ścianami, bo partner jest kilkadziesiąt, czy kilkaset kilometrów dalej i zobaczycie się dopiero za tydzień. Możesz zadzwonić, tyle że rozmowa przez telefon w żaden sposób nie zastąpi fizycznej bliskości.
Czyli niby jesteś w związku, ale tak naprawdę sama.
Oczywiście to się może sprawdzić przez pewien czas, ale według mnie niewiele osób jest w stanie długotrwale funkcjonować w takim układzie.

Nigdy nie byłam w takiej sytuacji zawsze radziłam sobie sama, wiec pewnie jest mi łatwiej.

298 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-10-21 14:41:20)

Odp: Miłość po 40

Mysle, ze wszyscy - wraz z autorka - jestesmy zgodni, ze jedynym co ma sens w jej przypadku jest FWB - bo oprocz oddania komus swojego ciala na 15 minut to zadnej innej wartosci nie wnosi.
Wiec chyba lepiej, ze tego rodzaju uklad uwaza za zwiazek - ba! nawet niech za malzenstwo go uwaza.
Facet bedzie zadowolony bo ma zapchajdziure
Autorka bedzie zadowolona uwazajac, ze ma meza i piekna rodzine big_smile

299

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

W tym zdaniu przekreśliłeś osoby po przejściach wskazując dobitnie, iż nie mogą one stworzyć wartościowej relacji.

Osoby po przejściach mogą. Ty nie możesz, bo mentalnie się zawiesiłaś na byłym i mamie. Jak się uwolnisz z tej mentalnej uszczelki na swoim móżdżku to pójdziesz w życie dalej.



Nigdy nie byłam w takiej sytuacji zawsze radziłam sobie sama, wiec pewnie jest mi łatwiej.

I to jest kolejny dowód na to, że nie masz bladego pojęcia jak wygląda partnerstwo, wzajemność i bliskość.



Na temat związków wypowiadasz się jak daltonista o wzorniku producenta farb. To co napisała Mrs.Happiness o przytuleniu jest kluczowe dla tego zagadnienia. Takie zachowanie daje więcej niż tysiąc słów. Zwłaszcza jak partner ciebie zna i czyta z ciebie jak z otwartej księgi i nie pyta, bo nie musi. Bo czyta twoją minę, mowę ciała. Wie czy przytulić, czy podać piwo. Kiedy zaczepiać próbując rozweselić, a kiedy dać po prostu przestrzeń. Tego nie zaznasz w związku LAT, choć może on być wygodny, bo jest egoistyczny. W związkowym partnerstwie nie chodzi bowiem o to, aby brać to na co mamy ochotę w danej chwili. Chodzi o to, aby dawać drugiemu człowiekowi to, czego akurat widzimy że potrzebuje. W LAT nie dowiesz się jak to jest obudzić się śniadaniem do łózka tak po prostu, bez okazji, bo druga osoba chciała ci dać siłę na ciężki dzień. Nie dowiesz się jak to jest śmiać się z własnych bąków, bo wyniku żartów nie zauważyliście, że przedobrzyliście z przyprawami w czasie wspólnego gotowania. Nie dowiesz się jak to jest się śmiać z własnej głupoty i zacietrzewienia z powodu kłótni o pierdołę bez znaczenia, bo ktoś odłożył pilot chuj wie gdzie. Nikt ci nie poda grzanego piwa jak ciebie gdzieś wymroziło. Nie będzie się dobijał do drzwi w czasie gry w ciepłą deskę kiedy was oboje dopadnie grypa żołądkowa.


Plasterek w postaci FWB czi innego LAT tym właśnie jest - plasterkiem. Może być to satysfakcjonujące, może uzupełniać pewne braki. Ale nie będzie to realnym związkiem tylko formą układu. A rozpisywanie się o tym jakie to się ma szczęście, że własny narzeczony nie chce z tobą mieszkać to już zakrawa o gwałt na rozumie.

Za dużo nieruchomości. Dżizas.

300

Odp: Miłość po 40
JohnyBravo777 napisał/a:

Mysle, ze wszyscy - wraz z autorka - jestesmy zgodni, ze jedynym co ma sens w jej przypadku jest FWB - bo oprocz oddania komus swojego ciala na 15 minut to zadnej innej wartosci nie wnosi.
Wiec chyba lepiej, ze tego rodzaju uklad uwaza za zwiazek - ba! nawet niech za malzenstwo go uwaza.
Facet bedzie zadowolony bo ma zapchajdziure
Autorka bedzie zadowolona uwazajac, ze ma meza i piekna rodzine big_smile

Czy ja wiem? Sa single, sa tacy co się wiąza. Sa też pewnie pośredni. Wyobrażam sobie ze ktos nie chce do zwiazku.. bo nie. Bo woli sam, bo chce niezależność, bo bliskosc go nie kręci, bo lubi w 100% decydować o swoim zyciu, bo to nie jego swiat. Nie chcę jednocześnie zmieniac partnerów jak rękawiczki. Chcę pośmiać sie przy winku, gdzieś wyjechać razem, pójść na koncert, pobzykac sie. Nie mój świat ale potrafię sobie wyobrazić ze komuś to pasuje

301 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-21 15:19:24)

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:

Problem potrzeby bycia zroślakiem niestety istnieje ładnie się to nazywa byciem atnecjuszem. Delikatnie przypomnę, iz bardzo wiele par zostało się przez pandemię, przez to siedzenie cały czas razem. Ludzie potrzebują za sobą zatęsknić a nie wyłącznie siedzieć jeden na drugim i liczyć ile ta osoba była w toalecie.

Inną kwestią jest to kiedy niektórzy nie mają całkowicie nic do zaoferowania i to siedzenie przed Polsatem czy TVN jest ich jedyną rozrywką.

To się chyba nazywa stabilny styl przywiązania. Bycie razem, takie zwykłe, codzienne daje ci frajde. Nawet jak nie ma fajerwerków i dreszczyku emocji gdzie ten facet jest i co robi. Kiedyś jedyna opcja małżeństwa, bo do XX wieku nie istniała koncepcja pracy poza domem i ludzie ogladali siebie i swoją rodzinę 24/7.

Jack Sparrow napisał/a:

O to to. Właśnie. Brak wspólnego mieszkania to możliwość życia nie z realnym człowiekiem, którego codzienne nawyki i rutyny mogą okazać się nie do zniesienia, a jedynie z wyobrażeniem, wyidealizowanym obrazem danego człowieka. Brak wspólnego mieszkania=brak wspólnego życia i brak konieczności konfrontacji wyobraźni z rzeczywistością. Takie układy to nieustająca możliwość ucieczki od każdej niewygodnej sytuacji.


A ile ludzi tu opisywało swoje historie opisując wszystko w superlatywach ZANIM zamieszkali ze sobą co doprowadziło do rozpadu związku, bo tam jednak nic nie grało jak powinno?

Trochę masz rację, ale trochę pobawię się w adwokata diabła. W pewnym momencie nie masz aż tak dużo możliwości życiowych i związek nie ma aż takich perspektyw. Jestem w stanie zrozumieć że starsza para nie chce małżeństwa, bo ma już dzieci, wnuki które wpadają co weekend, nie planują też budować nowej rodziny i za dużo puzzli się nie składa. Moga cieszyć się z regularnych spotkań, ale niekoniecznie mieszkania razem. Młoda para w wieku 20-30 lat mieszkająca razem testuje się na przyszłość, założenie rodziny, w wieku 70 lat w sumie po co rezygnować z komfortu? Taki wdowiec może mieć córkę która raz na tydzień wpadnie zrobić zakupy i pranie, starsza pani może mieć już mieszkanie zapisane na wnuki i duże alimenty od byłego męża. Teraz córka musiałaby prać też tej pani-zakładając że sama jest już trochę niedołężna, może ta pani czułaby się źle mieszkając razem i biorąc alimenty. No nie wiem. Związki są dla ludzi. Może taki wdowiec czuje się komfortowo że wie że dzieci i wnuki się nim zajmą jak zniedołężnieje, a jego rówieśniczka tak nie bardzo będzie fizycznie w stanie, więc lepiej się nie angażować.

302

Odp: Miłość po 40
Bert44 napisał/a:

Nie mój świat ale potrafię sobie wyobrazić ze komuś to pasuje


Oczywiście, że tak, ale to zawsze ma drugie dno w postaci traum i kompleksów jeśli mówimy o takim układzie jako o docelowej relacji.

Bo ktoś był porzucony i nigdy się z tego nie otrząsnął, bo ktoś jest zaburzony/straumatyzowany doświadczeniami z domu rodzinnego, czasem się to zdarza u wdów/wdowców ze względu na strach przed stratą i tak wymieniać można długo.

303 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-10-21 15:17:23)

Odp: Miłość po 40
Jack Sparrow napisał/a:
Muqin napisał/a:

dla pary 60+ związek typu LAT może być wartościowy,

A co ja napisałem wcześniej? Że takie związki mogą być wartościowe dla ich piewców.

Mogą być wartościowe dla pewnej grupy ludzi. Ci ludzie wcale nie muszą być żadnymi ich piewcami czyli, wedle SJP  zagorzałym entuzjastami, Jack. Osobiście entuzjastką nie jestem, ale uznaję, że jak ktoś w danym momencie życia tyle potrzebuje i znajdzie kogoś, kto też tyle potrzebuje, to nie moja rzecz to oceniać.

Każdy piewca jakiegoś rozwiązania czy jakiegoś modelu związku jako jedynego dobrego jest nieco niepokojący smile

Osoba po przejściach może jak najbardziej stworzyć wartościową relację o ile te przejścia  przepracuje. Nienawidzę tego słowa, ale chwilowo nie znajduję dobrego odpowiednika. Ale, Minnie, ileś osób tutaj wskazuje Ci, że Ty, w tym momencie swojego życia, w którym jesteś,  masz co najmniej dwa kamienie u szyi - koncepcje mamusi odnośnie jedynej słusznej drogi dla Ciebie i relację z byłym.

To, co opisała Mrs. Happiness, ten wieczór, puste ściany, przytulenie - to jest model statystycznie typowych potrzeb. W tej konkretnej sprawie każdy ma prawo być statystycznie nietypowy, telefon może (punktowo, w opisanej sytuacji) komuś naprawdę wystarczyć albo i nie być konieczny, ale to przykład ilustracyjny i Jack całkiem fanie opisał, o co biega w bliskości w związku.
Są ludzie, co tego poziomu bliskości nie potrzebują i przyczyny mogą być różne. U Ciebie wygląda trochę na to, że nie potrzebujesz , bo nawet nie wiesz, jak to jest czyli nie zaznałaś, zawsze radziłaś sobie sama.

Jack, oprócz traum i kompleksów są inne czynniki, zwane konstrukcją psychiczną (nieprecyzyjnie), innymi słowy neuroatypowi są wśród nas raz i tacy blisko neuroatypowości. Oni (nie wszyscy rzecz jasna) miewają tą potrzebę pewnego rodzaju bliskości inną w wyposażeniu fabrycznym, bez żadnych traum. Nie żeby Minnie, taki wtręt natury bardziej ogólnej, nie jest tak zero-jedynkowo.

304 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-21 15:20:13)

Odp: Miłość po 40
Muqin napisał/a:

Są ludzie, co tego poziomu bliskości nie potrzebują i przyczyny mogą być różne

Tak i z punktu widzenia psychologii są to osoby zaburzone.

https://psychocare.pl/reaktywne-zaburze … i-terapia/


https://www.twojpsycholog.online/zakres … enia-wiezi

305

Odp: Miłość po 40

Z punktu widzenia psychologii, Jacuś, to ludzi dzielimy na zaburzonych i jeszcze nie zdiagnozowanych big_smile

306 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-21 15:29:56)

Odp: Miłość po 40
Muqin napisał/a:

Z punktu widzenia psychologii, Jacuś, to ludzi dzielimy na zaburzonych i jeszcze nie zdiagnozowanych big_smile


nie ma niewinnych, są tylko źle przesłuchani


Można się pośmiać, ale ani w przypadku minnie, ani w przypadku salomonki to nie mówimy tu o relacji doraźnej, na chwilę tylko o formie docelowego związku. A to już jest patologiczne, co biorąc pod uwagę ich przeszłość jednak pasuje.

Bo widzisz - ja też byłem w FWB (nie jednym). Z lenistwa, wygody i egoizmu. Dwoje lubiących się i wzajemnie się sobie podobających ludzi godziło się na seks. W życiu nie nazwałbym tego związkiem bez względu na to jak satysfakcjonujące to było w ówczesnym czasie. To jest coś kompletnie innego.

307

Odp: Miłość po 40
Jack Sparrow napisał/a:
Muqin napisał/a:

Z punktu widzenia psychologii, Jacuś, to ludzi dzielimy na zaburzonych i jeszcze nie zdiagnozowanych big_smile


nie ma niewinnych, są tylko źle przesłuchani


Można się pośmiać, ale ani w przypadku minnie, ani w przypadku salomonki to nie mówimy tu o relacji doraźnej, na chwilę tylko o formie docelowego związku. A to już jest patologiczne, co biorąc pod uwagę ich przeszłość jednak pasuje.

Bo widzisz - ja też byłem w FWB (nie jednym). Z lenistwa, wygody i egoizmu. Dwoje lubiących się i wzajemnie się sobie podobających ludzi godziło się na seks. W życiu nie nazwałbym tego związkiem bez względu na to jak satysfakcjonujące to było w ówczesnym czasie. To jest coś kompletnie innego.

Bo to nie jest związek....a dużo niewinnych ludzi jest przesluchiwanych i niestety idzie do wiezienia

308

Odp: Miłość po 40
Jack Sparrow napisał/a:

Można się pośmiać, ale ani w przypadku minnie, ani w przypadku salomonki to nie mówimy tu o relacji doraźnej, na chwilę tylko o formie docelowego związku. A to już jest patologiczne, co biorąc pod uwagę ich przeszłość jednak pasuje.

Bo widzisz - ja też byłem w FWB (nie jednym). Z lenistwa, wygody i egoizmu. Dwoje lubiących się i wzajemnie się sobie podobających ludzi godziło się na seks. W życiu nie nazwałbym tego związkiem bez względu na to jak satysfakcjonujące to było w ówczesnym czasie. To jest coś kompletnie innego.

Salomonki praktycznie nie znam, się nie wypowiem.
Minnie zaś...forum w sumie nad wyraz zgodnie dostrzega, że zarówno przekaz z rodzinnego domu jak i jej związek to produkty o sporej toksyczności. Kto by nie pisał ogólna zgodność jest - mamuśka i były wpływ mieli i mają szkodliwy nadal.

Moje FWB nie było z egoizmu ani z lenistwa. Z wygody i owszem. W określonym momencie życia się pojawiło, na spokojnym spontanie obustronnym , trochę potrwało i równie spokojnie się rozjechało. Nikt nie był leniwy - żadne z nas nie było na etapie realizowania  potrzeby budowania związku. Egoizm to paskudnie oceniające negatywnie, jak obie strony potrzebują akurat tego samego to ja bym tego tak nie oceniała. Wygoda? Jasne. Obustronna, no niby czemu ma mi być niewygodnie, skoro nie musi, niewygodnie  dla idei? Byle nikomu się krzywda nie działa. Dla mnie FWB to nie związek, to relacja.  Rzadko dobrze wychodzi czyli relacja ewidentnie podwyższonego ryzyka, rodzaj eksperymentu, co to nieczęsto się udaje.

309

Odp: Miłość po 40
Muqin napisał/a:

Dla mnie FWB to nie związek, to relacja.  Rzadko dobrze wychodzi czyli relacja ewidentnie podwyższonego ryzyka, rodzaj eksperymentu, co to nieczęsto się udaje.

Ano właśnie.

310

Odp: Miłość po 40
Bert44 napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Mysle, ze wszyscy - wraz z autorka - jestesmy zgodni, ze jedynym co ma sens w jej przypadku jest FWB - bo oprocz oddania komus swojego ciala na 15 minut to zadnej innej wartosci nie wnosi.
Wiec chyba lepiej, ze tego rodzaju uklad uwaza za zwiazek - ba! nawet niech za malzenstwo go uwaza.
Facet bedzie zadowolony bo ma zapchajdziure
Autorka bedzie zadowolona uwazajac, ze ma meza i piekna rodzine big_smile

Czy ja wiem? Sa single, sa tacy co się wiąza. Sa też pewnie pośredni. Wyobrażam sobie ze ktos nie chce do zwiazku.. bo nie. Bo woli sam, bo chce niezależność, bo bliskosc go nie kręci, bo lubi w 100% decydować o swoim zyciu, bo to nie jego swiat. Nie chcę jednocześnie zmieniac partnerów jak rękawiczki. Chcę pośmiać sie przy winku, gdzieś wyjechać razem, pójść na koncert, pobzykac sie. Nie mój świat ale potrafię sobie wyobrazić ze komuś to pasuje

To że komuś to pasuje pasuje to nie oznacza że jest to gorsze jak komuś pasuje to jego sprawa
Przypominam iż relacje 40+ w które ktoś wchodzi to nie jest 20+ stad mniej osób ma przysłowiową siatkę z biedronki

311

Odp: Miłość po 40

Śledzę ten wątek z zainteresowaniem i w momencie gdy pojawił się temat wspólnego mieszkania postanowiłam zabrać głos. Widzę,że są tu osoby które mają doświadczenie duże w związkach. Mam pytanie czy uważacie że zamieszkanie razem na 42 M2 podczas gdy oboje pracujemy zdalnie z opcją wyjścia do biura po 2x w tygodniu nie zabije związku? Nie chcemy wynajmować większego bo będziemy kupować większe i szkoda pieniędzy, ale póki co jest taka opcja. Trochę się tego boje ale jeśli związek ma iść dalej to taki jest kolejny etap. Czy sobie darować i żyć dalej osobno

312

Odp: Miłość po 40

Tak czy inaczej Minnie jak nie jesteś na terapii to bądź.  To żadna ujma i raczej książkowy problem jak wychodzisz z trudnej rodziny albo jestes w przemocowym zwiazku. W dużym stopniu naprawialne.

Powiem Ci z głębi serca.  Moja żona pochodzi z potluczonej rodziny. Kosmos. Największe kryzysy i największe pretensje z mojej strony nie wynikały ze "stanu zastanego". Największego wk..rwa, frustrację i złość powodowała we mnie jej niechęć do zauważenia problemu i popracowała nad nim. Te popieprzone schematy rozpierdzielaly nasz związek a ona bala sie ruszyć temat. Nie miałem pretensji o to co sie dzieje bo to nie jej wina. Ale udawanie ze nie problemu to juz tylko jej wina. Nie zamiataj pod dywan - dla swojego dobra

313

Odp: Miłość po 40
She19891989 napisał/a:

Mam pytanie czy uważacie że zamieszkanie razem na 42 M2 podczas gdy oboje pracujemy zdalnie z opcją wyjścia do biura po 2x w tygodniu nie zabije związku?

A wiesz co to przestrzeń coworkingowa?

314

Odp: Miłość po 40
She19891989 napisał/a:

Mam pytanie czy uważacie że zamieszkanie razem na 42 M2 podczas gdy oboje pracujemy zdalnie z opcją wyjścia do biura po 2x w tygodniu nie zabije związku?

Powinniście zamieszkać razem, upewnicie się czy kupno wspólnie większego mieszkania ma rację bytu, bo to będzie sprawdzian waszej relacji.

315

Odp: Miłość po 40
wieka napisał/a:
She19891989 napisał/a:

Mam pytanie czy uważacie że zamieszkanie razem na 42 M2 podczas gdy oboje pracujemy zdalnie z opcją wyjścia do biura po 2x w tygodniu nie zabije związku?

Powinniście zamieszkać razem, upewnicie się czy kupno wspólnie większego mieszkania ma rację bytu, bo to będzie sprawdzian waszej relacji.

Po pierwsze jak oboje pracujecie zdalnie to już jest z góry skazane na porażkę przy takim metrażu. Każdy ma inny charakter pracy, jeden ma prace cichą powiedzmy jest biegłym rewidentem czy programistą spokojnie sobie działa z jedną krótką rozmową dziennie. Praca w HR czy marketingu i telefony stale. Przy 42m2 to macie salon z kuchnią i mini sypialnię oraz mała łazienkę, gdzie chcesz stworzyć przestrzeń do pracy dla dwóch osób?

Jeśli każde z Was ma mieszkanie w okolicach 40m2 czyli małe proponuję wynająć oba mieszkania i za te pieniądze wynająć jedno nieco większe, bo przy założeniu że oboje pracujecie zdalnie to jest serio trudne.

316

Odp: Miłość po 40
Bert44 napisał/a:

Tak czy inaczej Minnie jak nie jesteś na terapii to bądź.  To żadna ujma i raczej książkowy problem jak wychodzisz z trudnej rodziny albo jestes w przemocowym zwiazku. W dużym stopniu naprawialne.

Powiem Ci z głębi serca.  Moja żona pochodzi z potluczonej rodziny. Kosmos. Największe kryzysy i największe pretensje z mojej strony nie wynikały ze "stanu zastanego". Największego wk..rwa, frustrację i złość powodowała we mnie jej niechęć do zauważenia problemu i popracowała nad nim. Te popieprzone schematy rozpierdzielaly nasz związek a ona bala sie ruszyć temat. Nie miałem pretensji o to co sie dzieje bo to nie jej wina. Ale udawanie ze nie problemu to juz tylko jej wina. Nie zamiataj pod dywan - dla swojego dobra

Jasne rozumiem, z tym, że ja nawet gdyby z kimś weszła w jakąś relację to nie zakładam że od razu trzeba razem mieszkać, nie mówię nigdy, ale bardzo powoli.

317

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Tak czy inaczej Minnie jak nie jesteś na terapii to bądź.  To żadna ujma i raczej książkowy problem jak wychodzisz z trudnej rodziny albo jestes w przemocowym zwiazku. W dużym stopniu naprawialne.

Powiem Ci z głębi serca.  Moja żona pochodzi z potluczonej rodziny. Kosmos. Największe kryzysy i największe pretensje z mojej strony nie wynikały ze "stanu zastanego". Największego wk..rwa, frustrację i złość powodowała we mnie jej niechęć do zauważenia problemu i popracowała nad nim. Te popieprzone schematy rozpierdzielaly nasz związek a ona bala sie ruszyć temat. Nie miałem pretensji o to co sie dzieje bo to nie jej wina. Ale udawanie ze nie problemu to juz tylko jej wina. Nie zamiataj pod dywan - dla swojego dobra

Jasne rozumiem, z tym, że ja nawet gdyby z kimś weszła w jakąś relację to nie zakładam że od razu trzeba razem mieszkać, nie mówię nigdy, ale bardzo powoli.

Nie chodzi mi o żaden konkret np. razem mieszkać. Chodzi o cały system przekonan,  schematów itd ktore powodują ze sie jakoś zachowujemy, jakoś myślimy, jakoś traktujemy ludzi i siebie. Ja nie wiem co dokładnie w Tobie siedzi ale to co siedzi szkodzi głowinie Tobie.

Żeby nie bylo siedzi w każdym, we mnie rowniez ale Tobie to bardzo komplikuje zycie i utrudnia dojście do odczucia bycia szczęśliwa

318

Odp: Miłość po 40
Bert44 napisał/a:

Nie chodzi mi o żaden konkret np. razem mieszkać. Chodzi o cały system przekonan,  schematów itd ktore powodują ze sie jakoś zachowujemy, jakoś myślimy, jakoś traktujemy ludzi i siebie. Ja nie wiem co dokładnie w Tobie siedzi ale to co siedzi szkodzi głowinie Tobie.

Żeby nie bylo siedzi w każdym, we mnie rowniez ale Tobie to bardzo komplikuje zycie i utrudnia dojście do odczucia bycia szczęśliwa

Myślę, że masz trochę racji za mało w moim otoczeniu osób które mimo przejść ułożyły sobie ponownie życie, stąd gdzieś tam są jakieś większe bądź mniejsze uprzedzenia. Chociaż aktualnie nie widzę tego, żeby mi się ktoś miał dokwaterować owszem miejsca nie brakuje, ale lubię ten porządek który jest smile

319

Odp: Miłość po 40
wieka napisał/a:
She19891989 napisał/a:

Mam pytanie czy uważacie że zamieszkanie razem na 42 M2 podczas gdy oboje pracujemy zdalnie z opcją wyjścia do biura po 2x w tygodniu nie zabije związku?

Powinniście zamieszkać razem, upewnicie się czy kupno wspólnie większego mieszkania ma rację bytu, bo to będzie sprawdzian waszej relacji.

Taki jest cel,żeby w ogóle się sprawdzić jak nam się będzie razem mieszkało, jak w ogóle nasza relacja wygląda w prawdziwym życiu. I czy takie kroki jak kupno mieszkania będzie miało sens.

Biura mamy powiedzmy z 15 minut komunikacja miejska. Problem leży w tym, że oboje jestemy dość przyzwyczajeni do zdalnej i z czystego lenistwa. Zakładam,że będę częściej chodzić do biura niż on, bo będę u niego.

320 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-10-21 22:22:29)

Odp: Miłość po 40
Bert44 napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Mysle, ze wszyscy - wraz z autorka - jestesmy zgodni, ze jedynym co ma sens w jej przypadku jest FWB - bo oprocz oddania komus swojego ciala na 15 minut to zadnej innej wartosci nie wnosi.
Wiec chyba lepiej, ze tego rodzaju uklad uwaza za zwiazek - ba! nawet niech za malzenstwo go uwaza.
Facet bedzie zadowolony bo ma zapchajdziure
Autorka bedzie zadowolona uwazajac, ze ma meza i piekna rodzine big_smile

Czy ja wiem? Sa single, sa tacy co się wiąza. Sa też pewnie pośredni. Wyobrażam sobie ze ktos nie chce do zwiazku.. bo nie. Bo woli sam, bo chce niezależność, bo bliskosc go nie kręci, bo lubi w 100% decydować o swoim zyciu, bo to nie jego swiat. Nie chcę jednocześnie zmieniac partnerów jak rękawiczki. Chcę pośmiać sie przy winku, gdzieś wyjechać razem, pójść na koncert, pobzykac sie. Nie mój świat ale potrafię sobie wyobrazić ze komuś to pasuje

Co innego FBW z kims radosnym i zabawnym a co innego z taka sztywna, zgorzkniala Minnie.

Choc ja zupelnie nie rozumiem dlaczego jakikolwiek mezczyzna do luznej relacji chcialby wziac sobie kobiete 30+ zamiast 20-26.
Wiecej roszczen, wieksza szansa na wpadniecie na mine, zlapanie syfa, na zgorzknialosc, wyrachowanie lub na to, ze jej sie do czegos spieszy czy cos innego sobie wykalkukowala.
No i starsze cialo i twarz rozyebana latami make-upu.

Jesli kobieta 30+ to tylko taka, z ktora weszlo sie w zwiazek wczesniej.
Ewentualnie potrafie zrozumiec, ze trafilo sie slepej kurze ziarno i szansa 1:100000 trafil na ogarnieta kobiete do budowania czegos wspolnie.

Ale do milego spedzania czasu? xD

Czasami widze w kawiarniach spotykaja sie tacy 40 lub nawet 60+ pan i pani.
Gosc jest zawsze wyluzowany a babcia go wypytuje o prace, dom itp big_smile

Osly w chuy. Jak im sie nudzi to lepiej by sobie kupili jakiegos bobera 125ccm i by mieli znacznie lepsza zabawe niz siedzac w Starbim z jakas babcia po przejsciach.

321

Odp: Miłość po 40
She19891989 napisał/a:
wieka napisał/a:
She19891989 napisał/a:

Mam pytanie czy uważacie że zamieszkanie razem na 42 M2 podczas gdy oboje pracujemy zdalnie z opcją wyjścia do biura po 2x w tygodniu nie zabije związku?

Powinniście zamieszkać razem, upewnicie się czy kupno wspólnie większego mieszkania ma rację bytu, bo to będzie sprawdzian waszej relacji.

Taki jest cel,żeby w ogóle się sprawdzić jak nam się będzie razem mieszkało, jak w ogóle nasza relacja wygląda w prawdziwym życiu. I czy takie kroki jak kupno mieszkania będzie miało sens.

Biura mamy powiedzmy z 15 minut komunikacja miejska. Problem leży w tym, że oboje jestemy dość przyzwyczajeni do zdalnej i z czystego lenistwa. Zakładam,że będę częściej chodzić do biura niż on, bo będę u niego.

Długo już jesteście razem, prawdę mówiąc przy tak małym mieszkaniu kiedy on jeszcze musi z niego pracować to będzie Wam trudno, żeby nikt nikomu nie przeszkadzał i nie siedział jeden na drugim.

322

Odp: Miłość po 40
She19891989 napisał/a:
wieka napisał/a:
She19891989 napisał/a:

Mam pytanie czy uważacie że zamieszkanie razem na 42 M2 podczas gdy oboje pracujemy zdalnie z opcją wyjścia do biura po 2x w tygodniu nie zabije związku?

Powinniście zamieszkać razem, upewnicie się czy kupno wspólnie większego mieszkania ma rację bytu, bo to będzie sprawdzian waszej relacji.

Taki jest cel,żeby w ogóle się sprawdzić jak nam się będzie razem mieszkało, jak w ogóle nasza relacja wygląda w prawdziwym życiu. I czy takie kroki jak kupno mieszkania będzie miało sens.

Biura mamy powiedzmy z 15 minut komunikacja miejska. Problem leży w tym, że oboje jestemy dość przyzwyczajeni do zdalnej i z czystego lenistwa. Zakładam,że będę częściej chodzić do biura niż on, bo będę u niego.

Tym bardziej nie ma  problemu.

323

Odp: Miłość po 40
minnie.89 napisał/a:
She19891989 napisał/a:
wieka napisał/a:

Powinniście zamieszkać razem, upewnicie się czy kupno wspólnie większego mieszkania ma rację bytu, bo to będzie sprawdzian waszej relacji.

Taki jest cel,żeby w ogóle się sprawdzić jak nam się będzie razem mieszkało, jak w ogóle nasza relacja wygląda w prawdziwym życiu. I czy takie kroki jak kupno mieszkania będzie miało sens.

Biura mamy powiedzmy z 15 minut komunikacja miejska. Problem leży w tym, że oboje jestemy dość przyzwyczajeni do zdalnej i z czystego lenistwa. Zakładam,że będę częściej chodzić do biura niż on, bo będę u niego.

Długo już jesteście razem, prawdę mówiąc przy tak małym mieszkaniu kiedy on jeszcze musi z niego pracować to będzie Wam trudno, żeby nikt nikomu nie przeszkadzał i nie siedział jeden na drugim.

Są tam dwa pokoje, więc przesadzasz z tym jeden na drugim wink Żeby stawiać takie tezy trzeba najpierw spróbować.

324

Odp: Miłość po 40
wieka napisał/a:
minnie.89 napisał/a:
She19891989 napisał/a:

Taki jest cel,żeby w ogóle się sprawdzić jak nam się będzie razem mieszkało, jak w ogóle nasza relacja wygląda w prawdziwym życiu. I czy takie kroki jak kupno mieszkania będzie miało sens.

Biura mamy powiedzmy z 15 minut komunikacja miejska. Problem leży w tym, że oboje jestemy dość przyzwyczajeni do zdalnej i z czystego lenistwa. Zakładam,że będę częściej chodzić do biura niż on, bo będę u niego.

Długo już jesteście razem, prawdę mówiąc przy tak małym mieszkaniu kiedy on jeszcze musi z niego pracować to będzie Wam trudno, żeby nikt nikomu nie przeszkadzał i nie siedział jeden na drugim.

Są tam dwa pokoje, więc przesadzasz z tym jeden na drugim wink Żeby stawiać takie tezy trzeba najpierw spróbować.

Tak, to są dwa pokoje kuchnia i łazienka. Wiadomo że docelowo to mało, ale na początek może wystarczy? Od czegoś chcemy zacząć.
Razem jesteśmy rok smile
Ja z jednej strony się boje ze drugiej trochę cieszę, zasiedziałam się w domu na zdalnej więc może nawet lepiej jak wyjdę te 2x w tygodniu do ludzi.
Plus ja mam pracę praktycznie bez spotkań. I jak mówię, oboje mamy super blisko biura więc zawsze można ewentualnie wyjść, wrócić. Tylko no wiem że to dość mały metraż na swoje dorosłych ludzi.

325

Odp: Miłość po 40

Są rodziny które mieszkają z dziećmi na 50, ale jak nie sprobujecie to nikt nie ma kuli zeby przewidzieć.
Może nie od razu na 100% tylko na kilka dni i tak powoli powoli nie ma innej rady niż spróbować bo kupić mieszkanie w ciemno to jeszcze gorzej

Posty [ 261 do 325 z 391 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024