SmutnaDziewczyna, tak masz rację ja absolutnie nie przewiduję możliwości zakochania się, zreszta jak sama wskazałaś to domena 20+, a nie osób starszych z ułożonym życiem.
Oczywiście, że nie przewiduję zaangażowania emocjonalnego, jestem po długim niezbyt satysfakcjonującym związku, był to mój pierwszy związek zatem mój były był jedynym moim partnerem. Z wyłączeniem jednego bardzo ciężkiego rozstania nie mam innego za sobą i nie mam zamiaru tego powtórzyć, bo kosztowało mnie to bardzo dużo.
Zresztą poza funkcją seksualną nie miałabym dla niego żadnej innej roli. Mimo wszystkich przeciwności poukładałam sobie życie, mam 11 letnią córkę, zobowiązania rodzinne, finansowe, zawodowe. Mam swoje zainteresowania, pasje, które realizuję. Na razie musiałam ograniczyć podróże z przyczyn finansowych ale pewnie i to z czasem ogarnę. Ostatnio wkręciłam się z naukę nowych form tańca i bardzo to sobie chwalę. Uważam się za samodzielną niezależną, bo sama sobie rodzę. Absolutnie nie jestem zwolennikiem koncepcji o tym, że mężczyżni są zli czy coś w tym stylu. Nie, po prostu mi nie wyszło, ale to nie jest powód żeby uznawać, że należy się nad nimi pastwić, czy robić komuś na złość. Mam bardzo dobre relacje z ojcem mojej córki, często mu pomagam i są one oparte na relacjach koleżeńskich może nawet przyjacielskich, absolutnie nie uważam się za osobę zgorzkniałą czy jakoś skrzywioną.
Nie uważam się za ofiarę, bo mimo zajścia w ciążę na studiach to jednak całkiem nieźle funkcjonuję, zajmuję się dzieckiem (co chyba nie jest dziwne ;P) pracuję, zarabiam, rozwijam się, dokształcam, tak jak napisałam jestem dość niezależna bo mam 3 pokojowe mieszkanie w świetnej lokalizacji w dużym mieście, samochód z czynnym prawo jazdy, więc czego chcieć więcej.
Tak jak napisałam mimo niefortunnego zdarzenia, absolutnie nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem jakąś ofiarą losu.
Oj minnie mam nadzieję ze Ci przejdzie. Choc przy Twoim podejściu malo prawdopodobne. Strasznie dostałaś z kopa w d..pe od życia i zrezygnowałaś. Jest sporo sprzeczności i obawiam się racjonalizacji w Tobie. Mowisz ze faceci są ok ale się ich boisz (a trafiłaś pechowo po prostu). Mowisz ze dajesz radę w zyciu i jestes raczej pewna ale możesz zaproponować tylko seks. Boisz się dostać drugiego kopa. Z drugiej strony taka podjelas decyzje - Twoje prawo. W tej wersji na pewno nie grozi Ci zadne zranienie. Bo jak nie ma zaangażowania to nic nie boli. Ale jak dla mnie jakos pusto. Tak nic? Praca, zakupy, dzieci, mechaniczne bzykanko bez zaangażowania. Oczywiście można ale rozwaz czy pewność braku zranienia jest aż tyle warta.