Drogie Siostry w Bólu,
Ot i wszystko. Dziś się wyprowadził.
Ale wiecie co? Zdarzyło się coś, co w jednej minucie wpuściło jasność do mojego umysłu i mojej duszy. Wczoraj wygłosił do mojego (nie naszego tylko mojego) 15-letniego syna mowę pogrzebową. W skrócie wyglądała ona tak: twoja matka była taka nieznośna, że musiałem ją zdradzić. Ja chciałem jeszcze coś naprawiać, ale ona mnie wyrzuca z domu.
Nic o uczuciach, nic o tym, co było w naszym życiu piękne, nic o tym, że przez ostatnie miesiące tyle było rozmów i coś oboje zrozumieliśmy i być może dzięki temu koszmarowi, który przeszliśmy mamy jeszcze szanse na wspólne życie (tym wszystkim mnie faszerował cały czas, od kiedy poprosiłam go o wyniesienie się). Nic z tych rzeczy - tylko obrzydliwa próba wybielenia siebie samego na koniec i zdezawuowanie mnie (trudne słowo) w oczach mojego dziecka. Tak na wszelki wypadek, gdybym już nie zechciała go przyjąć z powrotem, postanowił zapewnić sobie w oczach mojego dziecka wizerunek ofiary odchodzącej z godnością. I to moje biedne dziecko, całkowicie olane przez własnego ojca pięć lat temu, ten mój mały dorastający mężczyzna zaczął płakać, i powiedział, że mogłam być lepsza dla J., żeby nie musiał odchodzić (czytaj ? po raz kolejny spieprzyłaś nasze życie).
I wtedy, w jednej chwili zobaczyłam J. takim, jakim był naprawdę i to, kim ja byłam dla niego. A byłam dla niego przez tych pięć lat tylko kolejną kobietą, na której postanowił po raz kolejny sprawdzić się, przetrenować swoje umiejętności krasomówcze, seksualne, pseudorodzinne. W pewnym momencie postanowił sprawdzić, czy jego urok, umiejętność uwodzenia, zwodzenia, snucia wielkich wizji WSPANIAŁEGO WSPÓLNEGO ŻYCIA ciągle działa na kolejne kobiety. Zadziałało, można iść dalej i sprawdzać się na kolejnych modelach. Tak, drogie siostry, ja i moje dziecko byliśmy tylko stacją benzynową. Zatankował i pojechał dalej. Nagle dotarło do mnie, że żyłam z kimś, kto nigdy nikomu nie chciał nic dać z siebie a wszystko, co robił a nosiło takie pozory miało służyć tylko podreperowaniu jego wybrakowanego ego.
I tak sobie o tym wszystkim dziś myślałam w te naszą ?ostatnią noc? i w pewnym momencie wskoczyła mi do głowy myśl (zgadnijcie, skąd ją znam) ?Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek? ? i właśnie wtedy nadszedł. Wiem, że dalej będzie bardzo ciężko. Będą wszystkie etapy, przez które przechodzi każda z Was, będzie tęsknota za przytuleniem się do jego ciała w nocy, będzie czekanie nie wiadomo na co, będzie ciągłe uporczywe poranne robienie herbaty ?dla dwojga?, zamiast ?tylko dla siebie?, będzie ból, odrętwienie. Ale zdałam sobie sprawę, że cała ta żałoba będzie po człowieku, którego nigdy nie było w realu. On był tylko w mojej głowie ? wymyśliłam go sobie a ?ten tu? nigdy nim nie był. Ten tu nawet nie próbował odczytać moich pragnień a co dopiero je zrealizować. Mężczyźni, których same sobie wymyślamy na swoje potrzeby nigdy by nas nie zdradzili, pamiętaliby o naszych małych i większych świętach, kombinowaliby, co nas może uszczęśliwić, nie robiliby nam pretensji, że pytamy, o której będą w domu (bo ich ograniczamy), nigdy nie chcieliby podreperować swojego sumienia kosztem rany szarpanej na duszy naszego dziecka.
Dziś rano jeszcze chciał się przytulać, próbować rozmawiać o ewentualności powrotu i naprawie powypadkowej ? ale we mnie nie było już nic. Może dopiero jego okrucieństwo wobec mojego dziecka zadziałało na mnie silniej niż wszystkie razem jego okrucieństwa, które zaserwował mnie.
Ale muszę powiedzieć też coś jeszcze. I to odkrycie jest dla mnie bardzo ważne ? już wiem, dlaczego to my bardziej cierpimy po rozstaniach. Otóż nasza choroba powoduje, że wtapiamy się w życie partnera. Wypracowujemy w naszym codziennym życiu mnóstwo nawyków, ba!, RYTUAŁÓW z NIM związanych ? pamiętamy o JEGO czystej koszuli (bo on przecież lubi dobrze wyglądać), myślimy, co ON zjadłby na obiad (chociaż on to po prostu zjada i tyle), czekamy na jego powroty (chociaż jemu się wcale nie śpieszy), myślimy o urodzinach jego rodziców (o których on nie pamięta), pozostajemy w ciągłej gotowości bojowej do rozwiązywania jego problemów (i nawet nie oczekujemy na słowo ?poproszę? a potem ?dziękuję?), zastanawiamy się, jaka bielizna erotyczna JEGO kręci (mimo, że on nie zastanawia się, jak doprowadzić mnie do wielokrotnego orgazmu). I to wszystko to jest nasz balast rozstaniowy. I, wiecie co? Oni w sobie tego wszystkiego nie muszą kastrować. Dla nich nie zmienia się nic oprócz mebli i infrastruktury. To dla nas zmienia się całe nasze życie.
Z tą świadomością oto nastał dla mnie pierwszy dzień mojej miłości do siebie. Zdałam sobie wreszcie sprawę, że NIE MOŻNA SOBIE TEGO ROBIĆ i nie można tego robić swoim najbliższym. J. świadomie, znając swoje skłonności już dawno, oszukał moje dziecko (które pomyślało ?wreszcie mam tatę?), moją mamę (która pomyślała ?wreszcie moja córka będzie szczęśliwa?), mojego psa (który pomyślał ?wreszcie będę miał i panią i pana?) i to ja mu pozwoliłam na to okrucieństwo wobec nich wszystkich i wobec siebie.
Drogie Siostry. Teraz Wy jesteście moim stadem ? Wy, które wiecie albo zaczynacie rozumieć, że najważniejsze jest to, co MY kochamy, a nie to JAK ZASŁUŻYĆ SOBIE NA MIŁOŚĆ.
Strasznie tu ostatnio pusto, ale jestem z Wami i będę tu zaglądać, żeby czerpać energię ze starych i nowych postów, do swojego uleczenia. Wchodzę w mój kokon rozpaczy i przemian. Nie wiem, czy będę potrafiła się w trakcie transformacji uzewnętrzniać ale będę tu cały czas. Na okres rekonwalescencji wydrukowałam sobie całą literaturę, którą dostałam od Niekochanej. I tak najważniejsze w tym całym procesie było dla mnie czytanie naszego forum. To ono dało mi siłę i świadomość, że trzeba z tym chorym układem skończyć i umożliwiło mi zrobienie tego w sposób godny ? na moich warunkach. Postaram się odrobić lekcję kochającej za bardzo ? zero kontaktu i myślenie tylko o sobie i swoich najbliższych a nie o NIM. Nie będzie łatwo, bo na razie mam tylko ? rysunek techniczny ale nie mam jeszcze ani narzędzi ani budulca ale rysunek to zawsze już coś.