dlaczego zdradzani sa glupi... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » dlaczego zdradzani sa glupi...

Strony Poprzednia 1 45 46 47 48 49 55 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,991 do 3,055 z 3,559 ]

2,991

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Median napisał/a:

Tak swoja droga - przeznaczenie czy przypadek?

Nie wierzę w przeznaczenie, tak samo jak nie wierzę w przesądy.
Powód jest prosty i pochodzi z mego jakże smutnego dzieciństwa. Otóż WSZYSTKO mogło byc wytłumaczeniem picia mojego ojca przez moją mamę.
Rozsypałam sól - "Matko - nieszczęście. Pewnie przyjdzie pijany" - dla jasności to słowa mojej mamy smile A ja jako mały gnojek wiedziałam, że to przecież bez sensu smile
Tak więc nie wierzę przeznaczenie i przesądy.
Bardziej przemawia do mnie przypadek, zbieg okoliczności. Ale i tak najbardziej lubię świadomy efekt naszych działań - nawet jak boli.

Zobacz podobne tematy :

2,992

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Median napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:

Monia co ma byc to bedzie, nie masz na wiele rzeczy wplywu.

No nie do konca sie z tym zgodze. Owszem, nie mamy zbyt duzego wplywu na innego czlowieka, ale mamy wplyw na siebie samych i to od nas zalezy to, co bedzie sie z nami dzialo. Mozemy usiasc w kącie i plakac tygodniami, pograzajac sie we wlasnej frustracji, a mozemy sprobowac to przelknac, przeczekac i zrobic cos ze soba. Wlasnie na to mamy wplyw, a przeciez walczymy o sobie, a nie innego czlowieka. Mozemy manipulowac swoimi myslami dla wlasnej korzysci. Owszem, nie jest to proste, nie bywa to przyjemne, ale na to wlasnie mamy wplyw i wykorzystajmy to.

Tak swoja droga - przeznaczenie czy przypadek?

big_smile toz ja nie napisalam, ze na nic nie mamy wplywu
W zasadzie to napisalam to samo co Ty big_smile

2,993

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

u mnie juz mocne postanowienie - pisalam w innym poscie.. zaprzyjaznie siez rózowym gumowym kolegą z łazienki:) on mnie nie zawiedzie:D  i wara ode mnie chlopy bo nożem i kopa.. big_smile

2,994 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-03-06 18:04:40)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Zazdrosc napisał/a:

... i nie pojmuje, z perspektywy czasu i pracy wlozonej w renowacje faldek mozgowych, jak ja moglam tak uparcie walczyc o uczucia takiego owsika
Normalnie wstyd sie przyznac ile za niego zalatwialam, ile spraw mu wyprostowalam" i ile dzieki mojemu wysilkowi wlozonemu w jego sprawy zyskal. Powinien mnie szanowac jako swego patrona od spraw zyciowych... juz nie wspomne o reszcie.
Bylam taka zalosna...

Dobra - sprowokowałaś mnie. Napiszę coś żenującego.
Mamy XXI wiek, a mój jeszczemąż nie ma konta. Poważnie. "nie jest mu potrzebne" - a tak naprawdę w swoim chorym umyśle uroił sobie (całkiem jak Kaczyński), że nikt nie będzie go kontrolował.
Taa... a co jak był potrzebny przelew? No przecież, że od tego ma odważną żone, która nie boi się mieć konta.
Bosz... teraz bedzie musiał sobie albo założyć konto, albo znaleźć nową żonę z kontem. Ciekawe, które wymaaga od niego mniej zaufania?

2,995

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Niekochana, cos niesamowitego! Mój w życiu (ze mną) nie uczynil ani jednego przelewu. Miał od tego domową bankierkę. A jak tylko jakies kłopoty z plynnością - wiadomo, kto nawalił.

2,996 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-03-07 15:16:20)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Monia139 napisał/a:

Jestem na dnie rozpaczy. Czuję się taka głupia, naiwna i wykorzystana. Qurwus, nawet mnie nie przeprosił, nie usłyszałam słowa "wybacz". Nie mogę pojąć za co mnie to spotkalo. Czy jestem aż tak beznadziejna? Wiem doskonale, że to nie moja wina, że zdrady nic nie tłumaczy, tylko dlaczego to ja się czuję tak podle? Dwa dni po odkryciu zdrady zamiast poczuc ulgę, że wreszcie dowiodłam prawdy, czuję tak wielki ból, który wydaje się niemal fizyczny. Jest ze mną coś nie tak.

Monia. Każdy z nich ma swoje sposoby, żeby nas pogrążyć. Mój powiedział - i po co grzebałaś. Gdybyś TEGO nie znalazła, to by sie wysuszyło, pokruszyło i odpadło a tak zrobił się dramat.
Czujesz tekst? I co z tego, że usłyszałam 'wybacz'. Sens całości jest ten sam tylko manipulacja lepsza albo gorsza.

2,997

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Median napisał/a:

Dobry wieczor,
jestem po wizycie u psychiatry. Diagnoza - lekka deprecha. Dostalam Bioxetin. Odpowiednik prozacu... Ma poprawic humor, spowodowac przyplyw energii i ograniczyc apetyt (stanowczo sie przyda). Skutki uboczne jak wiadomo moga byc rozne. Przejrzalam opinie na forach i coz... lekarka ostrzegla, ze czesto tj w 99% najpierw pacjentowi pogarsza sie nastroj, a dopiero po 3, 4 tygodniach lek zaczyna dzialac prawidlowo. W pierwszych dniach murowane mdlosci i bole glowy. Opinie na forach potwierdzaja w wiekszosci poczatkowe, niepozadane stany hmm Jutro rano biore pierwsza tabletke. Mam nadzieje, ze pomoze, bo jak nie to juz wiem, co mi pomoze.
Jako ciekawostka - okazalo sie, ze nie jestem jedyna osoba z mojej firmy, ktora do niej trafila... tiaaa....
Powiedziala, zebym pokazala sie za 3 tygodnie, a w miedzyczasie bardzo intensywnie szukala innej pracy, bo przeciez lekow do konca zycia brac nie bede...
No i tyle. Troche sie boje, kurcze..

No i jak efekty? Ja jadę na innym specyfiku ale lekarz uprzedzał o tych samych rewelacjach w okresie wstępnym. Ale, wiesz co? Wcale nie było tak źle w tych pierwszych tygodniach a skutek po 14 dnia - nader zadowalający.

2,998

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Ja też dzisiaj idę do bratowej, aby mi coś dała na moj obecny nastrój. Nie wiem tylko co, może ten Bioxetin o którym pisała Median. Bez tego nie dam rady.

2,999 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-03-07 16:58:50)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Terapia poznawczo-behawioralna robi kariere od dwudziestu lat.
Dlatego pozwalam sobie kolejny raz polecic ksiazke Davida Burnsa "Radosc zycia"
Nie mam pewnosci ale we wstepie chyba jest nawet powiedziane, ze przeczytanie samej ksiazki przynosi wieksze efekty niz prozac i inne antydepresanty.
Goraco polecam.
Nie wiem jakie sa koszty antydepresantow... ale moze wieksze niz ksiazki...

Wielu osobom z forum bardzo pomoglo przeczytanie ksiazek z naszej bilblioteczki...
+ muzykoterapia.
Mam kilka CD jesli ktos jest zainteresowany muzykoterapia moge przeslac Niekochanej do rozeslania. Jesli nadal Niekochana chce byc  lacznikiem z biblioteka big_smile

3,000

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Zazdrości, dzięki za info odnośnie tej ksiązki. Zobaczę czy jest dostepna w wersji pdf. W sumie to nigdy w życiu nie zażywałam antydepresantów, więc mam mieszane uczucia. To taka wersja ostateczna. W sumie w pracy jakoś egzystuję, ale boję się powrotu do domu. Dużo mi dają rozmowy ze starszą siostrą, która ma anielską cierpliwość do mnie.

3,001

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Monia139 napisał/a:

Zazdrości, dzięki za info odnośnie tej ksiązki. Zobaczę czy jest dostepna w wersji pdf. W sumie to nigdy w życiu nie zażywałam antydepresantów, więc mam mieszane uczucia. To taka wersja ostateczna. W sumie w pracy jakoś egzystuję, ale boję się powrotu do domu. Dużo mi dają rozmowy ze starszą siostrą, która ma anielską cierpliwość do mnie.

Gdybys znalazla ta ksiazke w wersji pdf to prosze daj mi znac.
Mam "zywa ksiazke" ale potrzebuje pdfow dla znajomej, ktora pod wplywem sytuacji rodzinnej potrafi postarzec sie o 20 lat w jedna noc. Jest to dla mnie bolesne chocby z tego powodu, ze pracuje bezskutecznie nad  procesem odwrotnym...

Gdybym opisala Wam jej zycie z "malzonkiem" to chyba nikt by nie uwierzyl. Tego nie bylo jeszcze na forum sad
Ale to jej tajemnica.... Mam odwage napisac tylko tyle, ze dzieja sie rzeczy STRASZNE! i ona potrafi to zracjonalizowac sad

3,002 Ostatnio edytowany przez Median (2011-03-07 18:29:41)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Tarantella napisał/a:

No i jak efekty? Ja jadę na innym specyfiku ale lekarz uprzedzał o tych samych rewelacjach w okresie wstępnym. Ale, wiesz co? Wcale nie było tak źle w tych pierwszych tygodniach a skutek po 14 dnia - nader zadowalający.

Dzis leci 7 dzien i nie mam zadnych efektow ubocznych, dzialac tez jeszcze nie dziala. Nadal chodze wkurzona i zacisnieta, czuje niepokoj. Mam nadzieje, ze w koncu odczuje dzialanie. Tak wiec zadnych biegunek, wymiotow, bolow glowy. A przepraszam, bolala mnie glowa w piatek, ale to ze wzgledu na sprawy kobiece. Samochod prowadze bez problemu, nie zauwazylam u siebie wiekszej ospalosci niz dotychczas wink

Jesli chodzi o wspomagajki, o ktorych wspomniala Zazdrosc - na mnie juz nic nie dziala. Dlatego psychotrop. W sumie z najlzejszej grupy, ale jednak to psychotrop. Niekochanej juz wspominalam o dystymii. Na takie zaburzenie niestety tylko leczenie famakologiczne.
Wiem, co mam i mam mozliwosc walki z wrogiem. Podobno w wiekszosci przypadkow wrog sie poddaje.

Monia, zastanow sie 5x nad tym, czy rzeczywiscie odczuwasz koniecznosc karmienia sie uspokajaczami....

3,003

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Zazdrosc napisał/a:

Wielu osobom z forum bardzo pomoglo przeczytanie ksiazek z naszej bilblioteczki...
+ muzykoterapia.
Mam kilka CD jesli ktos jest zainteresowany muzykoterapia moge przeslac Niekochanej do rozeslania. Jesli nadal Niekochana chce byc  lacznikiem z biblioteka big_smile

No to ja poproszę. Teraz mi się bardzo przyda. Ostatecznie przeciełam dziś wrzód (napisałam na Grupie) i powtórzę - jeszcze nie zamknęły się za nim drzwi a ja już wyję.
Dziś mnie jednak strzeliło - przyszedł mi do głowy kolejny DOMYSŁ, a gdzież to on mógł być i czy aby nie z nią. Pomyślałam - lepsze wycie i detoks niż te domysły, kontrole, czytanie mowy jego ciała.
Jest ze mną źle. Dalej będzie tylko gorzej a potem już tylko lepiej. Teraz muszę się obłożyć literaturoterapią, muzykoterapią, aromaterapią, chustkoterapią. Ciekawe, co się ze mnie na koniec wykluje - motyl czy modliszka.

3,004

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Tarantella napisał/a:

Jest ze mną źle. Dalej będzie tylko gorzej a potem już tylko lepiej. Teraz muszę się obłożyć literaturoterapią, muzykoterapią, aromaterapią, chustkoterapią. Ciekawe, co się ze mnie na koniec wykluje - motyl czy modliszka.

Oby modliszka smile Motylkom mowimy zdecydowanie NIE!!!
Za duzo sie tej gadziny po swiecie placze i pozniej tylko same klopoty wink

3,005

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Zazdrość, niestety nie znalazłam tej ksiązki w pdf. Coś mi się przypomina, że już kiedyś jej poszukiwałam, wtedy gdy wymieniałyśmy się literaturą.
Median, zastanowiłam się i wydaje mi się, że potrzebuję. Nie mam na nic ochoty, leżę do kocem i nie mogę się zmusic by spod niego wyjść. Syn na szczęście dobrze sobi radzi z pralką i przygotowaniem jedzienia, ale nie mogę zostawić wszystkiego na Jego głowie. W pracy też nie ma ze mnie większego pożytku.

3,006 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-03-07 20:54:45)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Zazdrosc napisał/a:

Terapia poznawczo-behawioralna robi kariere od dwudziestu lat.
Dlatego pozwalam sobie kolejny raz polecic ksiazke Davida Burnsa "Radosc zycia"
Nie mam pewnosci ale we wstepie chyba jest nawet powiedziane, ze przeczytanie samej ksiazki przynosi wieksze efekty niz prozac i inne antydepresanty.
Goraco polecam.
Nie wiem jakie sa koszty antydepresantow... ale moze wieksze niz ksiazki...

Wielu osobom z forum bardzo pomoglo przeczytanie ksiazek z naszej bilblioteczki...
+ muzykoterapia.
Mam kilka CD jesli ktos jest zainteresowany muzykoterapia moge przeslac Niekochanej do rozeslania. Jesli nadal Niekochana chce byc  lacznikiem z biblioteka big_smile

Książki nie spotkałam w pdf. Mam wersję papierowa, ale jeszcze nie zabrałam się za czytanie. Można zamówić w empiku.
Tak - nadal "robię" za bibliotekarkę, więc kochana siostro - możesz wysyłać. Będę rozpowszechniać.


Median napisał/a:

[
Monia, zastanow sie 5x nad tym, czy rzeczywiscie odczuwasz koniecznosc karmienia sie uspokajaczami....

Ja nie biorę, bo się boję. Uzależnienia, jako jednostka obciążona genetycznie sad

3,007

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

A ja biorę Depralin już pół roku i jest bardzo dobrze, jestem spokojna, wyciszona a czasem zupełnie obojętna na wszystko, tumiwisizm działa.

3,008

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Maxi, ten Depralin jest na receptę?

3,009 Ostatnio edytowany przez maxi (2011-03-07 21:20:06)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Tak, tylko na receptę ale naprawdę działa.


Depralin jest odpowiednikiem takich leków jak Elicea, Lexapro, Escitil czy Mozarin. Jest to generyk. Wszystkie te preparaty mają taki sam składnik aktywny. Jest nim escitalopram. Należy on, podobnie jak sławniejszy od niego prozac do selektywnych inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny. To grupa leków, których działanie opiera się na podwyższaniu w pewien sposób ilości serotoniny w przestrzeni międzysynaptycznej. Zmniejszona ilość serotoniny, lub (co może być niespodziewane) nadaktywność receptorów serotoninowych wiązana jest z depresją. Depralin normalizuje poziom tego, neuroprzekaźnika. Jest to jeden z najsilniejszych ssri, efektywnością przewyższający swoich braci. Nasilenie skutków ubocznych leku nie jest jednak większe niż w przypadku innych ssri. Plusem leku jest to, że niewiązany jest z nim przyrost wagi pacjenta, a ten proces jest bardzo częsty przy lekach antydepresyjnych.

3,010

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Wszystko to, co naprawde dziala jest na recepte smile I nie dziala od razu, musi minac parenascie dni, czasem pare tygodni. Mozesz ewentualnie pojsc do apteki i poprosic o cos ziolowego.. na mnie ziola nie dzialaja.

3,011

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
maxi napisał/a:

Tak, tylko na receptę ale naprawdę działa.


Depralin jest odpowiednikiem takich leków jak Elicea, Lexapro, Escitil czy Mozarin. Jest to generyk. Wszystkie te preparaty mają taki sam składnik aktywny. Jest nim escitalopram. Należy on, podobnie jak sławniejszy od niego prozac do selektywnych inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny. To grupa leków, których działanie opiera się na podwyższaniu w pewien sposób ilości serotoniny w przestrzeni międzysynaptycznej. Zmniejszona ilość serotoniny, lub (co może być niespodziewane) nadaktywność receptorów serotoninowych wiązana jest z depresją. Depralin normalizuje poziom tego, neuroprzekaźnika. Jest to jeden z najsilniejszych ssri, efektywnością przewyższający swoich braci. Nasilenie skutków ubocznych leku nie jest jednak większe niż w przypadku innych ssri. Plusem leku jest to, że niewiązany jest z nim przyrost wagi pacjenta, a ten proces jest bardzo częsty przy lekach antydepresyjnych.

no to bioxetin jest podobny - ma rozweselac, uspokajac i hamowac apetyt smile

3,012

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Maxi dzięki za szczegółowe wyjasnienie. Uff, ziołowe zapewne nie pomogą. Bratowa ma apteki, więc może się zgodzi dać mi coś bez recepty.

3,013

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Monia139 napisał/a:

Maxi dzięki za szczegółowe wyjasnienie. Uff, ziołowe zapewne nie pomogą. Bratowa ma apteki, więc może się zgodzi dać mi coś bez recepty.

ciezko moze byc, bo psychotropy sa pod szczegolna ochrona..

3,014

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Apetytu i tak nie mam, znowu będę wyglądać jak worek kości. Zapiszę sobie nazwy tych leków i zobaczę co bratowa orzeknie.

3,015

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Na mnie też ziołowe nie działają, a ten lek dopiero po m-cu zadziałał, uspokaja bardzo, wręcz zobojętnia, nawet jak mnie ktoś wkurzy jestem cały czas spokojna. Było ze mną bardzo źle dlatego dostałam ten lek, teraz praktycznie już jest dużo, duzo lepiej i mogłabym już nie brać, żadnych skutków ubocznych nie miałam, zupełnie nic.

3,016

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

maxi, ale wiesz, ze nie powinno sie odstawiac nagle, tak z dnia na dzien?

3,017

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Wiem Median, przez jakiś czas trzeba brać po pół tabletki

3,018

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Monia139 napisał/a:

Maxi dzięki za szczegółowe wyjasnienie. Uff, ziołowe zapewne nie pomogą. Bratowa ma apteki, więc może się zgodzi dać mi coś bez recepty.

Moniu, lepiej podyrdaj do lekarza (psychiatry, nie ogólnego) zamiast na własną rękę eksperymentować, leki nawet jednej grupy  działają jednak różnie. Jedne działają na jeden neuroprzekaźnik, inne na dwa itd. Lekarz najlepiej powinien dobrać lek zaleznie od objawów. Z tym to nie warto ryzykować, trochę więcej z tym filozofii niż z syropem na kaszel, możesz sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc.

3,019

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Fajka napisał/a:
Monia139 napisał/a:

Maxi dzięki za szczegółowe wyjasnienie. Uff, ziołowe zapewne nie pomogą. Bratowa ma apteki, więc może się zgodzi dać mi coś bez recepty.

Moniu, lepiej podyrdaj do lekarza (psychiatry, nie ogólnego) zamiast na własną rękę eksperymentować, leki nawet jednej grupy  działają jednak różnie. Jedne działają na jeden neuroprzekaźnik, inne na dwa itd. Lekarz najlepiej powinien dobrać lek zaleznie od objawów. Z tym to nie warto ryzykować, trochę więcej z tym filozofii niż z syropem na kaszel, możesz sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Zobaczę jak będę funkcjonować. Na razie w pracy jest lepiej niż myślałam, łzy co prawda zbierają się w najmniej spodziewanym momencie, ale daję radę. Gorzej wieczorami w domu.

3,020 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-03-10 11:15:12)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Drogie Siostry w Bólu,
Ot i wszystko. Dziś się wyprowadził.
Ale wiecie co? Zdarzyło się coś, co w jednej minucie wpuściło jasność do mojego umysłu i mojej duszy. Wczoraj wygłosił do mojego (nie naszego tylko mojego) 15-letniego syna mowę pogrzebową. W skrócie wyglądała ona tak: twoja matka była taka nieznośna, że musiałem ją zdradzić. Ja chciałem jeszcze coś naprawiać, ale ona mnie wyrzuca z domu.
Nic o uczuciach, nic o tym, co było w naszym życiu piękne, nic o tym, że przez ostatnie miesiące tyle było rozmów i coś oboje zrozumieliśmy i być może dzięki temu koszmarowi, który przeszliśmy mamy jeszcze szanse na wspólne życie (tym wszystkim mnie faszerował cały czas, od kiedy poprosiłam go o wyniesienie się). Nic z tych rzeczy - tylko obrzydliwa próba wybielenia siebie samego na koniec i zdezawuowanie mnie (trudne słowo) w oczach mojego dziecka. Tak na wszelki wypadek, gdybym już nie zechciała go przyjąć z powrotem, postanowił zapewnić sobie w oczach mojego dziecka wizerunek ofiary odchodzącej z godnością. I to moje biedne dziecko, całkowicie olane przez własnego ojca pięć lat temu, ten mój mały dorastający mężczyzna zaczął płakać, i powiedział, że mogłam być lepsza dla J., żeby nie musiał odchodzić (czytaj ? po raz kolejny spieprzyłaś nasze życie).

I wtedy, w jednej chwili zobaczyłam J. takim, jakim był naprawdę i to, kim ja byłam dla niego. A byłam dla niego przez tych pięć lat tylko kolejną kobietą, na której postanowił po raz kolejny sprawdzić się, przetrenować swoje umiejętności krasomówcze, seksualne, pseudorodzinne. W pewnym momencie postanowił sprawdzić, czy jego urok, umiejętność uwodzenia, zwodzenia, snucia wielkich wizji WSPANIAŁEGO WSPÓLNEGO ŻYCIA ciągle działa na kolejne kobiety. Zadziałało, można iść dalej i sprawdzać się na kolejnych modelach. Tak, drogie siostry, ja i moje dziecko byliśmy tylko stacją benzynową. Zatankował i pojechał dalej. Nagle dotarło do mnie, że żyłam z kimś, kto nigdy nikomu nie chciał nic dać z siebie a wszystko, co robił a nosiło takie pozory miało służyć tylko podreperowaniu jego wybrakowanego ego.
I tak sobie o tym wszystkim dziś myślałam w te naszą ?ostatnią noc? i w pewnym momencie wskoczyła mi do głowy myśl (zgadnijcie, skąd ją znam) ?Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek? ? i właśnie wtedy nadszedł. Wiem, że dalej będzie bardzo ciężko. Będą wszystkie etapy, przez które przechodzi każda z Was, będzie tęsknota za przytuleniem się do jego ciała w nocy, będzie czekanie nie wiadomo na co, będzie ciągłe uporczywe poranne robienie herbaty ?dla dwojga?, zamiast ?tylko dla siebie?, będzie ból, odrętwienie. Ale zdałam sobie sprawę, że cała ta żałoba będzie po człowieku, którego nigdy nie było w realu. On był tylko w mojej głowie ? wymyśliłam go sobie a ?ten tu? nigdy nim nie był. Ten tu nawet nie próbował odczytać moich pragnień a co dopiero je zrealizować. Mężczyźni, których same sobie wymyślamy na swoje potrzeby nigdy by nas nie zdradzili, pamiętaliby o naszych małych i większych świętach, kombinowaliby, co nas może uszczęśliwić, nie robiliby nam pretensji, że pytamy, o której będą w domu (bo ich ograniczamy), nigdy nie chcieliby podreperować swojego sumienia kosztem rany szarpanej na duszy naszego dziecka.

Dziś rano jeszcze chciał się przytulać, próbować rozmawiać o ewentualności powrotu i naprawie powypadkowej ? ale we mnie nie było już nic. Może dopiero jego okrucieństwo wobec mojego dziecka zadziałało na mnie silniej niż wszystkie razem jego okrucieństwa, które zaserwował mnie.
Ale muszę powiedzieć też coś jeszcze. I to odkrycie jest dla mnie bardzo ważne ? już wiem, dlaczego to my bardziej cierpimy po rozstaniach. Otóż nasza choroba powoduje, że wtapiamy się w życie partnera. Wypracowujemy w naszym codziennym życiu mnóstwo nawyków, ba!,  RYTUAŁÓW z NIM związanych ? pamiętamy o JEGO czystej koszuli (bo on przecież lubi dobrze wyglądać), myślimy, co ON zjadłby na obiad (chociaż on to po prostu zjada i tyle), czekamy na jego powroty (chociaż jemu się wcale nie śpieszy), myślimy o urodzinach jego rodziców (o których on nie pamięta), pozostajemy w ciągłej gotowości bojowej do rozwiązywania jego problemów (i nawet nie oczekujemy na słowo ?poproszę? a potem ?dziękuję?), zastanawiamy się, jaka bielizna erotyczna JEGO kręci (mimo, że on nie zastanawia się, jak doprowadzić mnie do wielokrotnego orgazmu). I to wszystko to jest nasz balast rozstaniowy. I, wiecie co? Oni w sobie tego wszystkiego nie muszą kastrować. Dla nich nie zmienia się nic oprócz mebli i infrastruktury. To dla nas zmienia się całe nasze życie.

Z tą świadomością oto nastał dla mnie pierwszy dzień mojej miłości do siebie. Zdałam sobie wreszcie sprawę, że NIE MOŻNA SOBIE TEGO ROBIĆ i nie można tego robić swoim najbliższym. J. świadomie, znając swoje skłonności już dawno, oszukał moje dziecko (które pomyślało ?wreszcie mam tatę?), moją mamę (która pomyślała ?wreszcie moja córka będzie szczęśliwa?), mojego psa (który pomyślał ?wreszcie będę miał i panią i pana?) i to ja mu pozwoliłam na to okrucieństwo wobec nich wszystkich i wobec siebie.

Drogie Siostry. Teraz Wy jesteście moim stadem ? Wy, które wiecie albo zaczynacie rozumieć, że najważniejsze jest to, co MY kochamy, a nie to JAK ZASŁUŻYĆ SOBIE NA MIŁOŚĆ.

Strasznie tu ostatnio pusto, ale jestem z Wami i będę tu zaglądać, żeby czerpać energię ze starych i nowych postów, do swojego uleczenia. Wchodzę w mój kokon rozpaczy i przemian. Nie wiem, czy będę potrafiła się w trakcie transformacji uzewnętrzniać ale będę tu cały czas. Na okres rekonwalescencji wydrukowałam sobie całą literaturę, którą dostałam od Niekochanej. I tak najważniejsze w tym całym procesie było dla mnie czytanie naszego forum. To ono dało mi siłę i świadomość, że trzeba z tym chorym układem skończyć i umożliwiło mi zrobienie tego w sposób godny ? na moich warunkach. Postaram się odrobić lekcję kochającej za bardzo ? zero kontaktu i myślenie tylko o sobie i swoich najbliższych a nie o NIM. Nie będzie łatwo, bo na razie mam tylko ? rysunek techniczny ale nie mam jeszcze ani narzędzi ani budulca ale rysunek to zawsze już coś.

3,021

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Tarantella cieszę się bardzo że wreszcie coś robisz tylko dla siebie, podpisuję się pod Twoim postem całym sercem, masz rację, jesteś mądrą i wrażliwą kobietą i wierzę że dasz radę, ta mądrość i Twój rozsądek spowoduje to że światełko które zapaliłaś w ciemnym tunelu niemocy rozświtli Cię całą i wskaże Ci dalszą drogę zycia, trzymam kciuki, jesteś wielka!!!!!!!!!!!

3,022 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-03-10 13:31:19)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Tarantella napisał/a:

Zdałam sobie wreszcie sprawę, że NIE MOŻNA SOBIE TEGO ROBIĆ i nie można tego robić swoim najbliższym. J. świadomie, znając swoje skłonności już dawno, oszukał moje dziecko (które pomyślało ?wreszcie mam tatę?), moją mamę (która pomyślała ?wreszcie moja córka będzie szczęśliwa?), mojego psa (który pomyślał ?wreszcie będę miał i panią i pana?) i to ja mu pozwoliłam na to okrucieństwo wobec nich wszystkich i wobec siebie.

Drogie Siostry. Teraz Wy jesteście moim stadem ? Wy, które wiecie albo zaczynacie rozumieć, że najważniejsze jest to, co MY kochamy, a nie to JAK ZASŁUŻYĆ SOBIE NA MIŁOŚĆ.

Kochana, pozwoliłam sobie wytłuścić w cytacie kilka słów. Bo to są słowa, dzięki którym zmieni się Wasze (Twoje i Syna, a nawet psa) życie. 
Dojście do tego poziomu samoświadomości jest przeważnie długotrwałe i bolesne, niektóre z nas nigdy do tego "etapu" nie dochodzą. A Ty skoczyłaś jak sarenka - myk i WIESZ. I to jest najważniejsze - ta ŚWIADOMOŚĆ.
Podejrzewam, że już od jakiegoś czasu coś Ci się "klarowało" w związku z tą sytuacją. Osiągnęłaś swoje dno i bach! - odbiłaś się od niego.
TERAZ WSZYSTKO ZALEŻY OD CIEBIE. Nikt nie będzie Ci podcinał skrzydeł, ale też nikt nie zrobi nic za Ciebie.
Oczywiście masz tu nas - jakże my znamy to, co teraz Cię czeka. Każda z nas niby jest inna, ale w końcu cierpimy podobnie; niektóre szybciej dochodzą do siebie, niektóre wolniej.
Moja rada (poparta moim doświadczeniem): jeśli przynosi Ci to ulgę, to pisz o wszystkim, co nie daje Ci spokoju, o swoich wątpliwościach, rozterkach. Pisz, gdy poczujesz doła - wtedy najczęściej podejmujemy pochopne i niedobre dla nas decyzje. Pisz, gdy poczujesz strach, że już nic dobrego Cię nie spotka, że sobie nie poradzisz, że jesteś beznadziejna. Bo wiesz - nie da się żyć w strachu. A często jest tak (ja tak miałam), że jak przeczytasz sama, co napisałaś - zauważasz, jak bardzo się myliłaś, jak mało racjonalne są te "strachy".
No i jak zaczniesz "schodzić ze ścieżki" - zawsze któraś z nas walnie w łebek lub pogłaska po nim (w zależności od potrzeb) w celu przejaśnienia świadomości tongue
Z mojej strony (i chyba wszystkich "stałych" piszących w tym wątku) możesz liczyć na wsparcie i szczerość. My znamy te wszystkie "zaciemniania", "zamglenia" i "wodotryski" - nas nie nabierzesz. smile Będziemy piętnować niekonsekwencję, wspierać w trudnych momentach, dzielić się doświadczeniami (tymi dobrymi i tymi gorszymi), komentować z pozycji obserwatora (niezaangażowanego bezpośrednio, ale jakże za to empatycznego).
BĘDZIE DOBRZE! I wiem, że teraz brzmi to dla Ciebie jak przekaz z planety oddalonej od Ciebie o lata świetlne, ale tak właśnie będzie.

Podjęłaś świadomą decyzję, posiadasz wiedzę, która teraz trzeba zastosować w praktyce. To żmudna i bolesna praca. Ale powoli do przodu.
Wiesz - to, co napisałaś o "wtapianiu się" to bardzo dobry START. Zobaczysz teraz każdego dnia, będziesz sobie przypominać, jak dawałaś sobą manipulować, jak pozwalałaś się poniżać, jak bardzo mu na Tobie nie zależało.
To boli jak cholera, ale jeśli będziesz uczciwie umiała się do tego przyznać sama przed sobą, a nawet (ja to osobiście preferuję) mówić o tym głośno (właściwie "pisać głośno"), to jest duża szansa, że już nigdy nie pozwolisz, żeby ktoś Cie źle traktował. Słowa napisane czy wypowiedziane głośno nabierają mocy sprawczej. Ja do dziś z najbardziej zakurzonych szufladek mózgu nagle "uwalniam" rzeczy, które długo ukrywałam. I sama sobie zadaję  pytanie - gdzieś Ty miała mózg kobieto? Dlaczego na to pozwoliłaś?
Bo nie ma co się wstydzić - "dałaś dupy", ale to już przeszłość.
W jednym z pierwszych postów opisałam szczerze, jak leżałam na podłodze w łazience z ręką w ustach (by nie obudzić dziecka) i WYŁAM. Wyłam z bezsilności i strachu. A to dwa najgorsze dla mnie uczucia. NIENAWIDZĘ ICH.
Balansowałam wtedy na granicy - ja: taka zawsze silna i poukładana nagle nie wiedziałam co robić. Nigdy tego nie zapomnę.
I wtedy zbiegiem okoliczności wyjechałam na kilka dni z domu, co pozwoliło mi "złapać" dystans. I znalazłam to forum, i ten watek, i siostrą mą Zazdrość, i inne siostry. Wszystkie dały mi kawałek siebie - to pozwoliło mi zapełnić pustkę, która mnie otoczyła.
Dostałam pomoc, której oczekiwałam, ale prawdą jest też, że byłam GOTOWA na przyjęcie jej w najlepszej postaci - takiej, jak i Ty ja otrzymasz. Bez komunałów, owijania w bawełnę i fałszywych nut. A wszystko okraszone potężną dawką ciężkiego, dosadnego i często obscenicznego humoru. Bo czasami jest taki zły dzień, że tylko śmianie się z tragizmu sytuacji pozwala nam wyjść z jamy.

Ale stawiam moje blond loki, że Ty jesteś fighter'ką big_smile Czuję, że to początek pięknej znajomości.
Ściskam Cię mocno.

P.S. Niełatwe zadanie przed Tobą - wytłumaczenie synowi tej sytuacji. To nasza bolączka (tzn tych posiadających dzieci) - jak ochronić nasze dzieci przed popełnianiem naszych błędów lub wręcz przeciwnie - jak wychowaać, żeby nie powieliły złych wzorców, które miały okazję obserwować.

3,023

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Tarantella Moge napisac tylko tyle, ze mocno trzymam kciuki. By wszystkie zlamane serducha znowu zaczely bic pelnia życia.

3,024

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Primo, dziękuję za słowa otuchy. W ten pierwszy wieczór i noc samotności - bezcenne.
Secundo, Niekochana, uśmiecham się z prośbą o te nagrania muzykoterapii, o ile je masz od Zazdrości. Teraz to dopiero mi się mogą przydać.


niekochana72 napisał/a:

[W jednym z pierwszych postów opisałam szczerze, jak leżałam na podłodze w łazience z ręką w ustach (by nie obudzić dziecka) i WYŁAM. Wyłam z bezsilności i strachu. A to dwa najgorsze dla mnie uczucia. NIENAWIDZĘ ICH.
Balansowałam wtedy na granicy - ja: taka zawsze silna i poukładana nagle nie wiedziałam co robić. Nigdy tego nie zapomnę.

W dziesiątkę. To właśnie czuję - totalną bezsilność i strach. Jak taka dynamiczna, zaradna, wykształcona, dusza towarzystwa, niezły doradca i przyjaciel, kurczę NIEGŁUPIA kobieta, jak ja mogłam się tak strasznie pomylić i nie dostrzegać tak ewidentnie chorych zachowań faceta. Gorzej, dostrzegać je i wypierać. Ta nieszczęsna młodociana laska, z którą mnie zdradził nie była pierwsza w trakcie naszego związku, a cała jego historia przed moją erą, to jakiś książkowy przykład patologicznego stosunku do kobiet, rodziny i siebie samego. Jak mogłam tego nie zauważyć???!!!
TOTALNA NIEMOC. Ja, która fałsz, gierki, pozory rozszyfrowuję na kilometr, nie dostrzegłam ... że sama jestem elementem chorej gry. A skoro jestem taka ślepa, to jakiemu zmysłowi zaufać w przyszłości, skoro oczy, uszy, powonienie, dotyk i nawet smak tego człowieka i nawet szósty zmysł nic mi nie podpowiedziały?


niekochana72 napisał/a:

Ale stawiam moje blond loki, że Ty jesteś fighter'ką big_smile Czuję, że to początek pięknej znajomości.

Byłby to dla mnie zaszczyt big_smile

niekochana72 napisał/a:

P.S. Niełatwe zadanie przed Tobą - wytłumaczenie synowi tej sytuacji. To nasza bolączka (tzn tych posiadających dzieci) - jak ochronić nasze dzieci przed popełnianiem naszych błędów lub wręcz przeciwnie - jak wychowaać, żeby nie powieliły złych wzorców, które miały okazję obserwować.

Już i tak widzę, że zafundowałam mu dzieciństwo niezgorsze niż moje własne. Już trochę mu wytłumaczyłam, czym jest zaufanie, lojalność, normy w związku i niezgoda na ich brak. Podniosę się z ruin, z tęsknoty za iluzją i powolutku na powrót będę się stawać matką dla swojego dziecka. Tak dużo czasu i zaangażowania włożyłam przez 1/3 życia mojego syna w tego obcego faceta, że teraz muszę mu to wynagrodzić. Mam nadzieję, że jeszcze nie za późno.

Buziaki wszystkim. Nie opuszczajcie mnie duchem. Wierzę w zbiorowy umysł pozytywnych jednostek. Czekam na przekaz energetyczny smile

3,025

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Nie mam jeszcze muzykoterapii od Zazdrości. Będę w tej sprawie naciskać siostrę mą i dam znać, jak tylko dostanę.

3,026

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
niekochana72 napisał/a:

Nie mam jeszcze muzykoterapii od Zazdrości. Będę w tej sprawie naciskać siostrę mą i dam znać, jak tylko dostanę.

Wcale nie odczulam naciskania.. ha ha ha
Zapomnialam, przepraszam.
Czy sa jakies sposoby na rozszerzenie doby? Nie za duzo chce, bo tylko 27 godzin zamiast 24. big_smile
Zrobilam sobie ponownie test na depresje Burnsa... i mam tylko 15 pkt... co przy startowej punktacji 67 uwazam za sukces big_smile
Tak jak Burns uwazam, ze zamiast uzalac sie nad soba i zamartwiac moge zaczac polepszac swoj stan. Ciesze sie zyciemi praca a energie, ktora marnowalam na depresje wykorzystalam tworczo.

Bardzo goraco plecam zarzucenie lenistwa wobec siebie i tworczy wysilek.
1. wlasne zdrowie, profilaktyka, dieta, uzywki i sen
2. terapia sportem
3. terapia muzyka i aromaterapia
4. lektury "obowiazkowe"
5. terapia behawioralna
6. inne terapie "na zywo" z terapeuta lub grupa terapeutyczna, wyjazdy terapeutyczne

Wiem, ze niskie poczucie wartosci powoduje czasem niechec do wysilku skierowanego ku nam samym. W chwili gdy zaczniemy wkladac realny wysilek w dzialania dla naszego dobra mozemy powiedziec, ze stajemy sie dla siebie wazni i uczymy sie kochac siebie.
Kochac siebie to nie tylko postawic granice partnerowi albo wywalic go z naszego zycia... nigdy nawet nie zrozumiemy tych granic jesli nie pokochamy siebie i nie bedziemy siebie szanowac...

Brak szacunku do siebie jest dzwignia handlu tytoniowego, alkoholowego, seksem, chusteczek do nosa, pradu (swiatlo po polnocy), fastfoodowego, smieciowego jedzenia, tabletkami uspokajajacymi i handlu pornografia.




..

3,027 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-03-13 12:46:28)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Kochane - wiosna przybyła. U mnie oznacza to cholerny atak alergii, która mnie wykańcza. Nos mi zaraz odpadnie, oczy wypłyną.
Ale nic to - wreszcie słońce!

Poważnie zastanawiam się nad tymi "Dniami skupienia" hmm

3,028 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2011-03-13 17:56:01)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
niekochana72 napisał/a:

Kochane - wiosna przybyła. U mnie oznacza to cholerny atak alergii, która mnie wykańcza. Nos mi zaraz odpadnie, oczy wypłyną.
Ale nic to - wreszcie słońce!

Poważnie zastanawiam się nad tymi "Dniami skupienia" hmm

Pojechalabym tam z Toba na 100% gdyby nie koszty przelotu na kontynent...
Jest to cudowna sprawa.
W zasadzie to mogloby pojechac pare osob z naszego watku i przedluzyc sobie pobyt o pare dni.
Kochane Kobietki pomyslcie o takim wyjezdzie . Zblizaja sie wakacje big_smile

Tarantella napisał/a:

Strasznie tu ostatnio pusto, ale jestem z Wami i będę tu zaglądać, żeby czerpać energię ze starych i nowych postów, do swojego uleczenia. Wchodzę w mój kokon rozpaczy i przemian. Nie wiem, czy będę potrafiła się w trakcie transformacji uzewnętrzniać ale będę tu cały czas. Na okres rekonwalescencji wydrukowałam sobie całą literaturę, którą dostałam od Niekochanej. I tak najważniejsze w tym całym procesie było dla mnie czytanie naszego forum. To ono dało mi siłę i świadomość, że trzeba z tym chorym układem skończyć i umożliwiło mi zrobienie tego w sposób godny ? na moich warunkach. Postaram się odrobić lekcję kochającej za bardzo ? zero kontaktu i myślenie tylko o sobie i swoich najbliższych a nie o NIM. Nie będzie łatwo, bo na razie mam tylko ? rysunek techniczny ale nie mam jeszcze ani narzędzi ani budulca ale rysunek to zawsze już coś.

Tak sie sklada, ze podstawowym narzedziem na poczatku to chustki do nosa smile
Czy moglabys kiedys w czasie sytuacji stresujacej np rozmowa telefoniczna z nim, nagle rozluznic miesnie
To doswiadczenie podpowie Ci jakie partie miesni napinasz w chwili stresu.

Kolejnym narzedziem stanie sie wtedy muzykoterapia od Niekochanej (usilnie wysylam od mojego rana).
Postaraj sie robic to rozluznianie miesni kilka razy w ciagu dnia... ciekawe doswiadzenie i nowa wiedza o naszym ciele.
Rozluznij miesnie teraz, czytajac to zdanie big_smile


Sklepy internetowe oferuja mase plyt relaksacyjnych.
Zwazywszy na regulamin forum nie moge podac adresow sklepow, ale przeslalam Niekochanej namiar dobry sklepik.

a tu nudna wiedza o tym jak zrobic cos dla nudnej i nie wartej uwagi siebie:
http://www.republika.pl/samadi/rart107.htm
http://www.psychoonkologia.info.pl/index.php?dzial=&mid=41&parent=1

3,029

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Doszedł do mnie od Zazdrości "Trening autogenny Schultza". Właśnie wysyłam większości z Was. Gdyby do kogoś nie doszło, a chciałaby - napiszcie na mojego mail'a.
I dodałam drugiego maila z czymś, co wcześniej dostałam.

3,030

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

hej dziewczynki a ja mam takie pytanie, czy jest możliwe że nie ma czasami tego kogoś akurat dla ciebie i pisane jest życie w pojedynkę ??

3,031

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
takie_życie napisał/a:

hej dziewczynki a ja mam takie pytanie, czy jest możliwe że nie ma czasami tego kogoś akurat dla ciebie i pisane jest życie w pojedynkę ??

Kochana - jesteś niecierpliwa? tongue
A tak poważnie - ja osobiście biorę pod uwagę taką ewentualność, że nie spotkam mężczyzny, który będzie dla mnie odpowiedni. Ale moje doświadczenia mówią mi, że to nie jest najgorszy scenariusz na życie. Dla  mnie chyba ważniejsze jest teraz to, żeby nie zmarnować reszty życia. Żeby nie mieć poczucia, że "przeleciało mi przez palce" tak bez sensu.
A poza tym - im mniej się napinamy na poznanie kogoś, tym większe szanse że kogoś takiego spotkamy. I ja planuję spokojnie się rozglądać.
Takie jest moje osobiste zdanie.

3,032

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
niekochana72 napisał/a:
takie_życie napisał/a:

hej dziewczynki a ja mam takie pytanie, czy jest możliwe że nie ma czasami tego kogoś akurat dla ciebie i pisane jest życie w pojedynkę ??

Kochana - jesteś niecierpliwa? tongue
A tak poważnie - ja osobiście biorę pod uwagę taką ewentualność, że nie spotkam mężczyzny, który będzie dla mnie odpowiedni. Ale moje doświadczenia mówią mi, że to nie jest najgorszy scenariusz na życie. Dla  mnie chyba ważniejsze jest teraz to, żeby nie zmarnować reszty życia. Żeby nie mieć poczucia, że "przeleciało mi przez palce" tak bez sensu.
A poza tym - im mniej się napinamy na poznanie kogoś, tym większe szanse że kogoś takiego spotkamy. I ja planuję spokojnie się rozglądać.
Takie jest moje osobiste zdanie.

Niekochana nie napinam się na poznanie kogoś właśnie wręcz przeciwnie bo jakoś latka lecą a tu jakoś nic, po prostu chyba mi się instynkt załącza niestety sad Ale też każdy czasami ma potrzebę aby był ktoś obok do kogo można się przytulić. A może to po prostu początek jakiejś deprechy (choć mam nadzieję że nie) bo najchętniej bym teraz tylko spała. Zresztą sama nie wiem, mam obecnie jakiś chaos w głowie i nie potrafię go uporządkować sad

3,033

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
takie_życie napisał/a:

Niekochana nie napinam się na poznanie kogoś właśnie wręcz przeciwnie bo jakoś latka lecą a tu jakoś nic, po prostu chyba mi się instynkt załącza niestety sad Ale też każdy czasami ma potrzebę aby był ktoś obok do kogo można się przytulić.

I tu muszę Cię kochana bardzo przeprosić - ja jestem w tej komfortowej sytuacji, że mam córkę.
Masz absolutną rację - gdybym nie miała dziecka pewnie inaczej bym odczuwała tą samotność hmm
Myślę, że niestety pogoda nam teraz nie sprzyja - ja też najchętniej bym spała. Przesilenie wiosenne ma nas w garści na całego.

3,034

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Córy zazdroszczę smile w sumie chciałabym mieć już własną nawet już mam dla niej imię smile

3,035

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Takie_życie, Tobie lata lecą? O czym Ty mówisz. Przed Tobą jeszcze całych 7 żyć. Mówi Ci to kobieta 45-letnia. Póki co jestem w stanie wskazującym na przedawkowanie toksyną i tego towaru nawet wąchać nie chcę ale wiem, że przyjdzie jeszcze taki moment, że otworzy się we mnie ta potrzeba i dokładnie tak, jak mówi Niekochana, ze spokojem, bez parcia na szybę, bez histerii, bez krwiożerczego błysku w oku wyciągnę z torebki magnes, poczekam i zobaczę, co się do niego przyklei. My przecież zwyczajnie lubimy z kimś dzielić nasze życie a to nie żaden grzech. Jeśłi do magnesu przyklei się samo gówno - trudno, won. Ja już wiem - żadnej więcej bylejakości, zamienników, odpadów popromiennych, wampirów emocjonalnych za cenę bycia z kimkolwiek.

Ale najpierw - leczenie, czytanie, słuchanie, samopoznanie, żeby zminimalizować ryzyko strat.

3,036

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

http://www.youtube.com/watch?v=fgpRTeKGl20&feature=relmfu
a to tak w dzisiajszym moim nastroju

3,037

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Tarantella napisał/a:

Takie_życie, Tobie lata lecą? O czym Ty mówisz. Przed Tobą jeszcze całych 7 żyć. Mówi Ci to kobieta 45-letnia. Póki co jestem w stanie wskazującym na przedawkowanie toksyną i tego towaru nawet wąchać nie chcę ale wiem, że przyjdzie jeszcze taki moment, że otworzy się we mnie ta potrzeba i dokładnie tak, jak mówi Niekochana, ze spokojem, bez parcia na szybę, bez histerii, bez krwiożerczego błysku w oku wyciągnę z torebki magnes, poczekam i zobaczę, co się do niego przyklei. My przecież zwyczajnie lubimy z kimś dzielić nasze życie a to nie żaden grzech. Jeśłi do magnesu przyklei się samo gówno - trudno, won. Ja już wiem - żadnej więcej bylejakości, zamienników, odpadów popromiennych, wampirów emocjonalnych za cenę bycia z kimkolwiek.

Ale najpierw - leczenie, czytanie, słuchanie, samopoznanie, żeby zminimalizować ryzyko strat.

Rozumiem co chcesz mi powiedzieć, ale to niestety nie dociera, nie potrafię spojrzeć na swoje życie oczami kobiety dojrzałej. Z drugiej strony w takich sprawach uczuć, samotność wiek który mamy w dowodzie ma małe znaczenie bo każdy tego potrzebuje mniej lub bardziej chyba. Oj chyba skończę moją pisaninę dzisiaj bo w niej sam chaos sad

3,038

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Tarntella: a to coś dla Ciebie, dla mnie i innych "ofiar". Jakże prawdziwe - nie ma wątpliwości, że Edyta tez to sama przeżyła.

http://www.youtube.com/watch?v=RSaB2BKbMs8

3,039 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-03-13 22:07:02)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Dziękuję Wam obu za fantastyczną muzykoterapię. Wrzucam do ulubionych.

Takie_życie, my wszystkie tu niestety potrzebujemy tego samego i tak samo bardzo. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że Ty szczęśliwie trafiłaś na to forum i dotarłaś do tej wiedzy w swoim młodym wieku i jeśli na tym etapie zrobisz ze swoją serco-duszą porządek już teraz, to masz szanse w moim wieku cieszyć się udanym związkiem, a zwłaszcza udaną samą sobą ... no i udaną córą o wybranym imieniu bez tego typu dramatów, jakie ja przechodzę teraz, kiedy mój syn ma już 15 lat a ja mu funduję kalkę z własnego domu rodzinnego. Jednym słowem - wcześniej wsiadłaś do pociągu, wcześniej z niego wyjdziesz.

3,040

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Hej dziewczyny sytuacja zrobiła się jasna, ja odpuściłam temu facetowi. Ale to wszystko co teraz było spowodowało że wróciło wszystko co dotyczyło R. I to w chwili kiedy ja myślałam że już się z tym uporałam, znów jestem całkowicie rozbita. Tak w sumie mało ważna sytuacja ruszyła w tej chwili lawinę, której nie potrafię powstrzymać, znów muszę dać sobie czas aby się pozbierać, tylko czy znów będzie to trwał następne pół roku ?

3,041

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

No właśnie. A myślałam, że tylko ja zdycham z głupoty i nerwicy. Ja nie wiem. Czy my jesteśmy w ogóle w stanie narzucić sobie jakąś dyscyplinę emocjonalną. Przeciez oni robią z nami co chcą. Mój też mi robi wodę z mózgu: "Mam głęboką nadzieję, że możemy być jeszcze razem. Nie odchodź z naszego mieszkania. Poczeka. Ja muszę przejść przez swój moralny czyściec i wróce przeformatowany." Piękna wstawka, nie? Szkoda tylko, że jego czyściec ma 28 lay i długie blond włosy i nawet sam nie wie, że jest czyśćcem a pewnie wydawało się jej, że siódmym niebem.
I tak realnie i obiektywnie przecież wiem, że muszę spylać z tej chałupy, dawno już podjęłam decyzję i kroki, ale to jego gadanie jak toksyna zmacerowało mi mózg, chociaż trzymałam się dzielnie dość. Nie zmienia to faktu, że przez tą emocjonalną huśtawkę zaczynam dostrzegać u siebie objawy: nerwicy, natrętnego myślenia, obsesji. Zupełnie nie radzę sobie z wyłączaniem TYCH miśli non-stop. Macie jakieś pomysły, bo te zaczerpnięte z literatury straciły moc-chwilowo nie działają.

Takie_życie. Ale był powrót czy tylko myśli?

3,042 Ostatnio edytowany przez takie_życie (2011-03-20 15:13:24)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Nie nie nie było powrotu i nie będzie, tylko strasznie zaczęłam tęsknić i wiem że nadal go kocham. Znów muszę przejść żałobę prawie od nowa sad
Tarantella dasz radę i nie słuchaj go, trzymam za Ciebie kciuki smile

3,043

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Tarantella napisał/a:

No właśnie. A myślałam, że tylko ja zdycham z głupoty i nerwicy. Ja nie wiem. Czy my jesteśmy w ogóle w stanie narzucić sobie jakąś dyscyplinę emocjonalną. Przeciez oni robią z nami co chcą. Mój też mi robi wodę z mózgu: "Mam głęboką nadzieję, że możemy być jeszcze razem. Nie odchodź z naszego mieszkania. Poczeka. Ja muszę przejść przez swój moralny czyściec i wróce przeformatowany." Piękna wstawka, nie? Szkoda tylko, że jego czyściec ma 28 lay i długie blond włosy i nawet sam nie wie, że jest czyśćcem a pewnie wydawało się jej, że siódmym niebem.
I tak realnie i obiektywnie przecież wiem, że muszę spylać z tej chałupy, dawno już podjęłam decyzję i kroki, ale to jego gadanie jak toksyna zmacerowało mi mózg, chociaż trzymałam się dzielnie dość. Nie zmienia to faktu, że przez tą emocjonalną huśtawkę zaczynam dostrzegać u siebie objawy: nerwicy, natrętnego myślenia, obsesji. Zupełnie nie radzę sobie z wyłączaniem TYCH miśli non-stop. Macie jakieś pomysły, bo te zaczerpnięte z literatury straciły moc-chwilowo nie działają.

Takie_życie. Ale był powrót czy tylko myśli?

Tarantella: trzymaj się, kochana. Powinnaś znaleźć coś, co skutecznie zajmie Ci mysli i czas. Ja od przyszłego tygodnia szukam zajęć z jogi.
No i pisz tu, dawaj upust swoim wątpliwościom - zaraz coś poradzimy tongue

3,044 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-03-20 19:01:51)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Wątpliwość jest jedna - kiedy wykupi ode mnie połowę naszego mieszkania. Chcę stąd uciec a nie mogę. On sobie poszedł a ja muszę tu tkwić w tych ścianach będących świadkiem moich najgorszych dramatów. Takie odkupienie połowy mieszkania to nie jest prosta sprawa - kredyty, urzędy. To z pewnością potrwa a jeszcze nie wiadomo z jakim skutkiem w kwestii kredytów - czy bank uzna go za godnego przejąć całośc tego lokum, mimo tego, że jego zarobki są sporo wyższe od moich. Jak już stąd wyjdę, to tak jakbym z więzienia wyszła. To miało być nasze cudowne docelowe mieszkanko ... okazało się, że z blondi w komplecie. Chyba zwymiotuję. To już dziś trzecia melisa.
Ale mam na swoim koncie drobne sukcesy - w związku z tym, że muszę stąd uciekać - poszłam wczoraj na ciuchy a dziś na basen. Co z tego, kiedy ciągle popadam myślowo ze skrajności w skrajność, a najgorsze, że myślę TYLKO o tym ...
Poprosiłam go też, żeby więcej nie kontaktował się ze mną telefonicznie, tylko informował mnie mailowo acz formalnie na temat postępu kwestii formalnych. Boże! jak ja chcę o tym wszystkim zapomnieć, oderwać się od myśli, że jeszcze BĘDĘ ZMUSZONA być z nim w kontakcie - banki, urzędy, notariusze. Gdyby to nade mną nie wisiało, to łatwiej byłoby mi się z tym rozstać i nie memłać obsesyjnie w mózgu. Nie ma tabletek na częściową amnezję?
Niekochana, jak Ci się udało odciąć od niego ... pozostając z nim?

3,045 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-03-20 21:29:07)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Tarantella napisał/a:

Niekochana, jak Ci się udało odciąć od niego ... pozostając z nim?

No cóż, i mnie też nie poszło aż tak szybko smile Moja sytuacja była troszkę inna - kilka miesięcy walczyłam o to, żeby się leczył, ale gdy okazało się, że byłam oszukiwana - zrozumiałam, że albo ON, albo JA i CÓRKA.
Ale prawie od razu - eksmisja z wspólnego łóżka i zdjęłam obrączkę.
Myślę, że zwykły strach, brak poczucia bezpieczeństwa ułatwił mi decyzję. Ale miałam kilka momentów zwątpienia, jak po "fazie ostrej" przyszedł względny spokój - prawie się ta sytuacją zachłysnęłam. Ale na szczęście dostałam po główce od szanownej siostry i wrócił "pion".
Wiesz, ja mam bardzo racjonalne i logiczne podejście do życia, jak sobie coś postanowię - przeważnie dotrzymuję postanowień. A tu nie miałam wątpliwości co do słuszności swojej decyzji. Dla mnie on w momencie, gdy powiedział, że nie będzie sie leczył - przestał być moim mężem. I w głowie i w sercu.
Komunikujemy się na poziomie niezbędnych informacji zawodowo-rodzicielskich, tak jak pisałam wcześniej - podział obowiązków jest sprawiedliwy (w końcu), prawie w ogóle nie wchodzimy w żadne konflikty. Pełna obojętność.
I pomimo, że moja sytuacja mieszkaniowo-materialna jest nieciekawa - nie mam wątpliwości. Dam sobie radę, muszę.
Bo teraz już wiem, że nic nie jest ważniejsze niż spokój mój i córki.

Ja osobiście bardzo dużo czasu poświęcałam na MYŚLENIE - ale nie o nim, czy o nas, ale o sobie. O przeszłości, jak sobie z nią poradzić. No i to forum - nieraz ratowało mi zdrowie psychiczne. A poza tym - praca, córka i znajomi.
Było ciężko, ale wiedziałam, ze warto.
Ty tez dasz radę, kochana.

Kochana - Anhedonia pięknie napisała, że my ginęłyśmy w tych związkach. Pamiętaj o tym, jak przyjdzie chwila zwątpienia. A przecież Ty chcesz żyć, prawda?

3,046

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Median, kochana - odezwij się. Wróciła nasza marnotrawna córka - monia139 smile Trzeba jej przetrzepać tyłeczek smile
Bardzo nam Ciebie brakuje.

3,047

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

To teraz Ty jej trzep wink , bo jak ja probuje to znika... hmm

3,048

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Median napisał/a:

To teraz Ty jej trzep wink , bo jak ja probuje to znika... hmm

Kochana, nie porzucaj mnie na tak długo hmm  Monia sama się przetrzepała i wyduldała wino - bez nas hmm

3,049

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Hehehe... ja tam w libacjach nie zamierzam uczestniczyc big_smile A tak serio to za opuszczenie serdecznie przepraszam i licze na wybaczenie, a jesli chodzi o Monie to podtrzymuje - kazda moja interwencja konczyla sie zniknieciem, wiec odpuszczam.

3,050

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Wybaczam.
A monia znów zniknęła wink

3,051

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

O rany, Jestem i już nie zniknę. Median, Niekochana, jestem, klękam i posypuję głowę popiołem z całej piopielniczki pełnej kiepów.

3,052

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

hehe... Niekochana uszczypnij mnie... smile

3,053 Ostatnio edytowany przez Median (2011-04-04 20:51:46)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Ale pisac prosze, bo specjalnie weszlam! big_smile

Monia jak Ty sie masz? Odzywa sie? CO Z LISTĄ? tongue

Niekochana jak balerinki? big_smile Ja mam oczywiscie przechlapane, bo mam wielkie kopyto i ciezko mi kupic obuwie, w ktorym nie wygladam, jakbym miala 60 lat na karku hmm Mam rozmiar 41 i jak ide do sklepu to ekspedientki informuja, ze taaaakich duuuuzych rozmiarow nie ma, wrrr.. A jak juz cos dopadne to numeracja jest najzwyczajniej w swiecie zanizona. O! Moja mama ma 38, ale w ostatnich dwoch latach stopa jej "urosla" do 40 smile
Wkurzajace, ze musze kupowac buty takie, jakie sa, a nie takie, jakie mi sie podobaja hmm Ale na allegro znalazlam faceta, ktory produkuje fajne, ladne buty, wiec czekam na wyplate smile

3,054 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-04-04 20:43:35)

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...
Median napisał/a:

hehe... Niekochana uszczypnij mnie... smile

Wedle życzenia smile Widzisz, jak wydłużają mi się ręce? Już są w Wa-wie.
Balerinki bardzo, bardzo mi się podobają. Oczywiście obtarły mnie jak cholera - zawsze mam tak po zimie, którą spędzam w wygodnych Salomonach smile

3,055

Odp: dlaczego zdradzani sa glupi...

Median,

mam się nieciekawie, ale dzięki Wam o niebo lepiej. Już nie chodzi o R., ale mam problemy w pracy i straszną zapaść finansową. Nie wiem jak z tego wybrnąć. Pierwszy raz w życiu nie mam nawet ochoty na spotkania z przyjaciółmi, Oni się martwia a ja Ich zbywam, potem mam wyrzuty. Pierwszy raz w życiu jestem w takiej sytuacji i mimo, że mam tyle lat na karku, nie wiem co robic.

Posty [ 2,991 do 3,055 z 3,559 ]

Strony Poprzednia 1 45 46 47 48 49 55 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » dlaczego zdradzani sa glupi...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024