Moniu,
nie powiem, że z serca piszę, ale z doświadczenia. Właściwie tylko po to, żeby powiedzieć głośno jak to jest. Dziękuję za dobre słowo. Ono zawsze droższe pieniędzy i dobra wszelakiego.
Empatyku, ja nie jestem ofiarą miłości, ja jestem ofiarą swojego wygodnictwa. Nawet nie umiem określić kiedy zaczęłam być obok. Obok siebie, jego, nas. Wystarczająco dawno, żeby nie pamiętać. To też odchodzi powoli, po kawałku, nie wiesz kiedy i już nie ma nas. Jest wróg, wojna. O siebie, o godność, o dzieci, o przetrwanie. Ale już nie o nas... Nas już dawno nie ma. Po bitwach - zawieszenie broni, ale wojna trwa, pokoju nie będzie. Kto wygrał? Kto przegrał? Czy wojna się skończyła?
Za to choinkę mam cudną, właśnie skończyłyśmy z córcią dekorację. Święta będą, prezenty już leżą, czekają. Mniej niż do tej pory, ale to nie ma znaczenia. Pierogi są, pierniki są, inne pierdoły też. Super tata zaproponował synowi (córki nie zasłużyły?) spędzenie Świąt z nim. Syn się obśmiał, z obcymi ludźmi nie będzie jadał świątecznego obiadu, rodzinę ma. A kto nie ma - trudno. Jestem dumna z moich dzieci, są bardzo mądre i dojrzałe. Wspierają mnie na każdym kroku. Dzięki nim wiem, że nie błądzę. Jesteśmy po jasnej stronie mocy i na pewno tu zostaniemy, razem. To znaczy, że mam Aliantów, zapracowałam na to, ciężko, uczciwie i odpowiedzialnie. Bez grzechu zaniechania. Głupio powiedzieć, że się opłaciło, ale jakoś zostaje oddane.
Życzę Wszystkim spokoju, dobrych myśli, telefonu od prawdziwego przyjaciela. Niech będą z Wami ci, którzy kochają, inni niech nie zmącą przyjemności istnienia.