Wczoraj odszedł mój Kot - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wczoraj odszedł mój Kot

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 167 ]

66

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Bardzo Cię, Madoju, rozumiem i... przytulam.

Kiedyś już chyba opisywałam, jak ratowałam swojego futrzaka, w którym byłam po uszy zakochana, a straty którego zupełnie nie potrafiłam sobie wyobrazić. Był z nami prawie 10 lat, właściwie był już wczesnym staruszkiem, kiedy go straciliśmy. Od jakiegoś czasu zwierzątko zachowywało się nieco inaczej niż do tej pory - było spokojniejsze, za to wciąż aktywne. Początkowo zrzuciliśmy to na karb wieku, w końcu zaawansowany wiek chyba każde zwierzę nieco wycisza. Przyszedł jednak taki moment, kiedy poczuliśmy się już zaniepokojeni, wtedy natychmiast pojechaliśmy po pomoc do weterynarza. Niestety diagnoza wskazała, że jest źle, w grę wchodziła nawet opcja uśpienia, ale sam weterynarz uznał, że z tym zawsze zdążymy, a warto spróbować wzmocnić organizm, a potem poddać pupila operacji, która potencjalnie mogła mu jeszcze uratować życie. Kilka dni z rzędu podawaliśmy leki, jednej nocy właściwie nie spałam dozując co dwie godziny tzw. karmę ratunkową, opiekowaliśmy się nim najbardziej troskliwie, jak daliśmy radę.

TEGO dnia rutynowo już w tamtym okresie wróciłam od weterynarza, akurat coś drgnęło, wydawało się, że idzie ku lepszemu, a że był mróz, to przyniosłam pupila w transporterku do domu i sama szybko zbiegłam do apteki, którą mam dosłownie na przeciwko mieszkania, więc zajęło mi to może 5 minut. Weszłam, najcieplej jak umiałam zaczęłam do niego mówić, że zaraz dostanie kropelki, że będzie lepiej, po czym podeszłam i... jego ciałko było jeszcze ciepłe, ale już martwe.

Nie chciałabyś widzieć histerii, w jaką wpadłam. Usiadłam na podłodze, właściwie to prawie się skuliłam i dosłownie wyłam. Wcześniej zadzwoniłam do syna, do męża z informacją co się stało. Widząc moją rozpacz już mieli łzy w oczach, a przecież każdy też był do malucha przywiązany.
Kochałam to maleństwo od pierwszego wejrzenia i bezwarunkowo, potem długo walczyłam z wyrzutami sumienia, że może coś przeoczyłam, coś źle zrobiłam, na koniec, że wyszłam na tych kilka minut i kiedy odchodził, to mnie przy tym nie było. Nie wiem, może on to tak czuł, że powinien odejść właśnie wtedy?

Przepraszam, że to opisuję, bo może wcale nie pomaga, ale chciałam napisać, że bardzo Cię rozumiem i że jest mi ogromnie przykro.
Chcę też napisać, że traciłam bliskich mi ludzi i wcale nie uważam, że to się jakoś da ze sobą porównywać i temu bólowi po starcie pupila umniejszać.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Tak to jest. Bierzesz zwierzę, potem musisz się z nim pożegnać. Dojrzewam też do wzięcia kolejnego, ale długo schodzi.

68

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
JohnyBravo777 napisał/a:

Z moich obserwacji wynika, ze Salomonka jak powie cos nieszczesliwego lub podzieli sie bledna opinia, to niezaleznie od sily argumentow z drugiej strony, zamiast przyznac racje, idzie w zaparte (i rzadko to sie dobrze dla niej konczy).

Natomiast Wy drodzy empatyczni uzytkownicy, ktorzy tak dbacie o to aby inni sie dobrze czuli...
Wy mieliscie do wyboru po komentarzu Salomonki:

1. Polaczyc wasze wsparcie Madoi ze wsparciem Salomonki (ktora tez wlasnie przezyla strate przyjaciela) poprzez nadanie temu co napisala pozywniejszych intencji i zalagodzeniu tego (rozumiejac, ze sama musi przezywac trudny okres i moze sobie z tym nie radzic sama) - Opcja wydawaloby sie oczywista dla tak empatycznych ludzi.
2. Zignorowac komentarz lub skwitowac, ze sie nie zgadzacie z ta opinia i skupic sie na trzymaniu sie tematu - Opcja mniej empatyczna

Ale wybraliscie opcje 3 - Wyeskalowac problem i zmienic watek w niepowiazana z nim gownoburze po to aby rycersko wybronic jedna osobe a doyebac innej, ktora przezywa zalobe.

I cytujac Rossanke - co wam dalo to, ze wszyscy w obronie jednej osoby przechodzacej zalobe rzuciliscie sie na druga i zrobiliscie z tematu temat interrogacji i biczowania Salomonki?
Odpowiedz jest prosta: satysfakcje.

Salomonka to powinna przeprosić po prostu Madoję za swój wpis w jej temacie i myslę, ze byłoby po sprawie.

69 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-12-23 00:38:57)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Dziękuję. Bardzo mi pomaga że piszecie i że rozumiecie.

Wiem że niektórych może śmieszyć że tak przeżywam "tylko kota".
Wiem jak to jest - że na tym zdjęciu to po prostu jakiś tam kot. Ale on był mój przez 13 lat, znałam każdy włosek na jego ciele, wiedziałam jaki w dotyku jest jego nosek, a dźwięk jego miauczenia był dla mnie rozpoznawalny wśród miauknięć 100 innych kotów.

Nie wiedziałam że będzie tak trudno. Można byłoby pomyśleć, że skoro mam 4 inne zwierzaki, to powinnam szybko ochłonąć, ale tak nie jest. Głównie śpię i płaczę. Lubię spać, bo wtedy nie myślę o Jego śmierci. Najgorszy jest moment po obudzeniu gdy sobie przypominam co się stało.

To prawda, wyrzuty sumienia mnie dobijają. To że umierał sam. To że go wyniosłam ostatniej nocy do innego pokoju, choć spał u mnie w łóżku. Wybrał mnie, wybrał spanie ze mną, a ja go wyniosłam. To że czasami zdejmowałam go z kolan gdy musiałam pracować lub coś zrobić. A to był straszny tulas i non-stop by siedział na kolanach. Mam nadzieję że wybaczy mi wszystko co złe.

Rozmawiałam z weterynarzem, spytałam czy kot cierpiał, powiedział "lekko nie było", dobiło mnie to. Mógł mnie okłamać sad
Kilka godzin po śmierci Maluszka weszłam do pokoju w którym go znaleźliśmy. Na kanapie było chyba z 8 plam wymiocin. Jego legowisko było zasikane. Czyli nie tak że leżał w jednym miejscu i umarł, ale chodził po pokoju, wymiotował i sikał. sad 
Tak strasznie trudno było mi sprzątać te wymiociny i siki po kotku który już nie żył...

Z drugiej strony, pocieszyło mnie, gdy wet powiedział, że kot żył naprawdę długo jak na ilość zabiegów i narkoz które w życiu przeszedł. Oraz że niewydolność nerek to choroba śmiertelna i moglibyśmy jedynie trochę wydłużyć mu życie i to na kroplówkach i ścisłej diecie, ale uratować byśmy go nie mogli. Poza tym Maluszek miał cukrzycę wtórną oraz białaczkę.
Był naprawdę mocno chudziutki, chociaż jadł najwięcej. A kiedyś to był spory kot.
W momencie śmierci ważył niewiele ponad 2 kg.

Wczoraj wróciliśmy z dużych zakupów i Maluszek zawsze wtedy ciekawsko zaglądał do toreb. No to wygrzebywałam jego przysmaczki i mu dawałam, a dopiero potem rozpakowywałam zakupy. Teraz go nie było. Żaden inny kot nie zaglądał do toreb.

Czuję że nasza gromadka jest niepełna. Byliśmy w siódemkę "od wieków" (mąż i ja, 4 koty, 1 pies), teraz została nas szóstka. Jest mi smutno że siedzimy w ciepłym mieszkaniu, śpimy w łóżkach, jemy pyszne jedzonko, a on gdzieś tam... chyba już spalony...

Bardzo chciałam żeby ta Wigilia była w końcu normalna i szczęśliwa.
3 lata temu tata umierał. 2 lata temu pierwsza Wigilia po jego śmierci, nawet jej nie urządziliśmy. Rok temu dzień przed Wigilią zmarł brat mojej mamy i też Wigilia była opłakana.
I teraz znów to samo.
Może tak wygląda dorosłość. Wszyscy po kolei odchodzą.

70 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-12-23 00:27:41)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

PS. Jutro skomentuję Wasze wpisy, bardzo dziękuję za nie.

Ja jestem taka, że ból muszę przegadać, mówić o nim. Wtedy mi lżej. Dlatego założyłam ten temat. Nawet gdy nie odpisywałam, to Was czytałam.
Ze znajomymi i rodziną też od 3 dni gadam tylko o kocie. Pewnie już mają dość smile Ale rozumieją. Duża część z nich doświadczyła tej straty, więc wie. Np. moja przyjaciółka miesiąc temu straciła 2 ukochane koty w ciągu 1 tygodnia (!) i sama mówi że to cud że nie wylądowała w psychiatryku.

71

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Dawno mnie tu nie było, choć czasem sobie to i owo podczytuję, ale Twój wątek, Madoju, w którym jest tyle emocji i smutku, sprawił, że nie potrafię przejść obojętnie, stąd mój dzisiejszy wpis.

madoja napisał/a:

Wiem że niektórych może śmieszyć że tak przeżywam "tylko kota".
Wiem jak to jest - że na tym zdjęciu to po prostu jakiś tam kot, ale on był mój przez 13 lat, znałam każdy włosek na jego ciele, wiedziałam jaki w dotyku jest jego nosek, a dźwięk jego miauczenia był dla mnie rozpoznawalny wśród miauknięć 100 innych kotów.

To teraz niektórzy zapewne zabiją mnie śmiechem, ale ja tak przeżywałam odejście... króliczka. Był przesłodki, przekochany i całym sobą kochający, miał mięciutkie, pachnące futerko (ono naprawdę pachniało!) i rozkoszne długie, zwisające uszka. Reagował na swoje imię, odstawiał taniec radości, kiedy wracałam do domu albo rano wstałam i przyszłam się przywitać. Kiedy wracaliśmy z zakupów, to podobnie jak Twój Maluszek zaglądał do toreb, by sprawdzić czy przynieśliśmy mu jakiś smakołyk, choćby to miał być jego ulubiony, zerwany po drodze mlecz.

Dla wielu zwykły, pewnie nawet głupi królik, ale... wyczuwał mój smutek i przychodził mnie wtedy pocieszać, a ja uwielbiałam wtulać się w jego mięciutkie futerko. Miał swoje zwyczaje, miewał foszki, ulubione kąty. Jak tylko dorósł, to nie robił żadnych szkód. Doskonale wiedział, kiedy odbędzie się "seans" telewizyjny i jeszcze przed włączeniem odbiornika zasiadał na wielkiej skórzanej pufie, by razem z nami oglądać ruszające się obrazy. Kiedy rano przygotowywaliśmy śniadanie, to cierpliwie czekał na podłodze przy stole aż "pan" albo "pańcia" zasiądą i a nuż dostanie mu się jakieś pyszny smakołyk. Miał też jakiś nadzwyczajny zmysł, który dawał mu znać, że do salonu wkroczyła... czekolada. Kochał czekoladę! Do dziś nikt nie wie, jak to możliwe, że siedząc w innym pokoju wyczuwał, że ktoś właśnie po nią sięga. Oczywiście nie karmiliśmy malucha słodyczami, ale gdyby tylko mógł, to jadłby ją regularnie.

Był moim pupilem, ale uwielbiali go wszyscy domownicy, a i znajomi nierzadko bywali zaskoczeni widząc, jak mądrym jest zwierzątkiem. I tak jak wcześniej wspomniałam - to była miłość od pierwszego wejrzenia, bezwarunkowa, dzięki której przyniosłam go do domu zupełnie spontanicznie, bo nowy domownik absolutnie nie był planowany, a i ja nie wiedziałam nic na temat zwyczajów ani opieki nad królikami. 

I teraz uwaga: futrzak zmarł zimą trzy lata temu, a ja jeszcze niedawno, jak o nim opowiadałam, to aż mnie ścisnęło, a oczy się zaszkliły. Kiedy dziś ubierałam choinkę, a kupiliśmy taką dużą, piękną, to od razu pojawiła się myśl, że na jakieś trzy tygodnie miałby pod nią swoje ulubione miejsce do leżakowania i na drzemki.

Dążę do tego, że jeśli dla kogoś Twój Maluszek jest - jak napisałaś - jakimś tam kotem, to dla Ciebie był TWOIM kochanym Maluszkiem,  członkiem Twojej rodziny, nie masz powodu, żeby umniejszać swoim uczuciom ani żeby się z nich tłumaczyć. Masz prawo do swojego cierpienia, rozpaczy, do poczucia straty. 

madoja napisał/a:

Tak bardzo chciałam żeby ta Wigilia była w końcu normalna i szczęśliwa.
3 lata temu tata umierał. 2 lata temu pierwsza Wigilia po jego śmierci, nawet jej nie urządziliśmy. Rok temu dzień przed Wigilią zmarł brat mojej mamy i też Wigilia była opłakana.
I teraz znów to samo.
Może tak wygląda dorosłość. Wszyscy po kolei odchodzą.

Myślę, że to nie o samą dorosłość tu chodzi. Tak po prostu wygląda życie.
Przykro mi, Madoju, nawet nie wiesz jak bardzo...

Nas też niestety jest coraz mniej, więc i święta coraz to inne.

72

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Podczepię się z pytaniem o stratę.
Wiadomo, że w ciągu życia spotykają nas różne straty, ludzie, zwierzęta idchodza, starsi, młodsi, rodzina, znajomi, przyjaciele. Jedna sprawa to fakt pogodzenia się z tym i przyjecia do wiadomości. Przynajmniej w jakimś stopniu.
Tylko tu włącza mi się kolejne pytanie, co zrobić z tym, że jedni odchodzą ale nie przychodzą inne osoby, nie chodzi mi o wypełnienie pustki ale o właśnie nowe osoby.
W rodzinach jest tak, że dziadki umierają, wnuki się rodzą, taka kolej rzeczy. I za 100lat też tak będzie.
A co z rodzinami, które nie są liczne, starsze pokolenia juz pomarły, a nowych nie będzie, nie narodzą się w nich nie dzieci? Jak radzicie sobie z takimi sytuacjami wiedząc, że jesteście ostatnimi?

73

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Rossanko, może i tak lepiej, być ostatnim. Nikt już nie będzie cierpiał po tym jak umrzemy.

Przedwczoraj pochowałam tatę...Tak bardzo pragnął dożyć do ostatnich wspólnych świąt, nie udało się, los jest okrutny. Po tym co przeszedł chciał tak niewiele, tylko spędzić razem te pieprzone święta, nawet to mu nie bylo dane, nie mogę tego przeboleć.

Przykro mi madoja z powodu kotka, trzymaj się.

74

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
lody miętowe napisał/a:

Przedwczoraj pochowałam tatę...Tak bardzo pragnął dożyć do ostatnich wspólnych świąt, nie udało się, los jest okrutny. Po tym co przeszedł chciał tak niewiele, tylko spędzić razem te pieprzone święta, nawet to mu nie bylo dane, nie mogę tego przeboleć.

Szczere wyrazy współczucia.

75

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Dziękuję Farmer.

76

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
lody miętowe napisał/a:

Rossanko, może i tak lepiej, być ostatnim. Nikt już nie będzie cierpiał po tym jak umrzemy.

Przedwczoraj pochowałam tatę...Tak bardzo pragnął dożyć do ostatnich wspólnych świąt, nie udało się, los jest okrutny. Po tym co przeszedł chciał tak niewiele, tylko spędzić razem te pieprzone święta, nawet to mu nie bylo dane, nie mogę tego przeboleć.

Przykro mi madoja z powodu kotka, trzymaj się.

Bardzo Ci współczuję, pamiętam jak opisywałaś chorobę swojego taty i wciąż miałaś nadzieję (jak wszyscy zresztą gdy jest chory ktoś bliski)...
Wiem dokładnie co czujesz. sad
Czeka Cię trudny okres, ale zapewniam - po jakimś czasie znów będziesz się śmiała. Po prostu nauczycie się żyć w nowej rzeczywistości bez Niego. Obiecuję że będzie dobrze, choć teraz to dla Ciebie niewyobrażalne.

Jak się trzyma Twoja mama?

Ja kiedyś myślałam, że życie po śmierci bliskiej istoty wygląda tak, że najpierw się cierpi, a po jakimś czasie nie boli WCALE.
A to wygląda tak, że z czasem po prostu człowiek uczy się o tym już nie myśleć. Natomiast gdy tylko zacznie myśleć, zagłębiać się we wspomnienia - boli dokładnie tak samo jak na początku. To jest ten klucz do "wyzdrowienia" z żałoby - nie myśleć już o tym. Najpierw myśli się w każdej sekundzie, robiąc nawet inne rzeczy. Potem raz na kilka minut, aż w końcu są długie godziny że się o tym nie wspomina. Znów zaczynają różne rzeczy cieszyć, znów odczuwa się przyjemność z życia.

Jeszcze raz - przykro mi bardzo. I to jeszcze przed świętami... Ehhhh..... sad

Życie to kurwa niestety.

77

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
rossanka napisał/a:

Podczepię się z pytaniem o stratę.
Wiadomo, że w ciągu życia spotykają nas różne straty, ludzie, zwierzęta idchodza, starsi, młodsi, rodzina, znajomi, przyjaciele. Jedna sprawa to fakt pogodzenia się z tym i przyjecia do wiadomości. Przynajmniej w jakimś stopniu.
Tylko tu włącza mi się kolejne pytanie, co zrobić z tym, że jedni odchodzą ale nie przychodzą inne osoby, nie chodzi mi o wypełnienie pustki ale o właśnie nowe osoby.
W rodzinach jest tak, że dziadki umierają, wnuki się rodzą, taka kolej rzeczy. I za 100lat też tak będzie.
A co z rodzinami, które nie są liczne, starsze pokolenia juz pomarły, a nowych nie będzie, nie narodzą się w nich nie dzieci? Jak radzicie sobie z takimi sytuacjami wiedząc, że jesteście ostatnimi?

Ja się boję że zostanę sama, zwłaszcza że nie mamy dzieci, ani dużej rodziny. Właściwie zostaliśmy we troje - mama, mąż i ja (z rodziną męża nie utrzymujemy kontaktów).
Boję się wizji że umrą zwierzęta, potem mama, na końcu mąż i zostanę sama (oczywiście kolejność może być inna, ale patrząc statystycznie - tak właśnie będzie). Bedę chorować sama i umrę sama.

Ale moja mama ma od jakiegoś czasu konta na portalach randkowych i ku mojemu zdziwieniu - wciąż z kimś gada, wciąż kogoś poznaje.
Tym w sumie można się pocieszyć, że zawsze można kogoś poznać. Że śmierć bliskich to nie koniec świata nawet gdy jesteś w jesieni życia, bo gdzieś też są samotni ludzie.
A często ci ludzie mają dzieci, więc niewykluczone że wejdziesz w nową rodzinę i przykładowo święta będą duże.

Jak były plotki że Putin walnie w Polskę bombą atomową, to nawet odczułam coś w rodzaju ulgi - umrzemy wszyscy razem, nikt po nikim nie będzie płakał.

78

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
lody miętowe napisał/a:

Rossanko, może i tak lepiej, być ostatnim. Nikt już nie będzie cierpiał po tym jak umrzemy.

Przedwczoraj pochowałam tatę...Tak bardzo pragnął dożyć do ostatnich wspólnych świąt, nie udało się, los jest okrutny. Po tym co przeszedł chciał tak niewiele, tylko spędzić razem te pieprzone święta, nawet to mu nie bylo dane, nie mogę tego przeboleć.

Przykro mi madoja z powodu kotka, trzymaj się.

Przykro mi Lody Miętowe, mój tata  umarł pare dni przed wielkanocą,  już zaraz będzie 15 lat temu, jak ten czas leci, tamte świeta były mega dziwne, wiem, co możesz i jak sie mozesz teraz czuć. sad
Teraz musi Ci czas zrobić swoje, upłynąć - z tego co pamiętam u siebie jak to było.
Rok temu zmarła jedna osoba z mojej bliższej rodziny a dwa lata temu też jedna osoba z bliższej rodziny, to wiem jak to jest i Święta nie nastrajają wtedy człowieka jakoś optymistycznie.

"Rossanko, może i tak lepiej, być ostatnim. Nikt już nie będzie cierpiał po tym jak umrzemy. " - dla nich tak, ale dla mnie to ciężkie i nie wiem, jak sie z tym uporac.

Jeszcze raz przykro mi z powodu twojej straty.

79

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:
rossanka napisał/a:

Podczepię się z pytaniem o stratę.
Wiadomo, że w ciągu życia spotykają nas różne straty, ludzie, zwierzęta idchodza, starsi, młodsi, rodzina, znajomi, przyjaciele. Jedna sprawa to fakt pogodzenia się z tym i przyjecia do wiadomości. Przynajmniej w jakimś stopniu.
Tylko tu włącza mi się kolejne pytanie, co zrobić z tym, że jedni odchodzą ale nie przychodzą inne osoby, nie chodzi mi o wypełnienie pustki ale o właśnie nowe osoby.
W rodzinach jest tak, że dziadki umierają, wnuki się rodzą, taka kolej rzeczy. I za 100lat też tak będzie.
A co z rodzinami, które nie są liczne, starsze pokolenia juz pomarły, a nowych nie będzie, nie narodzą się w nich nie dzieci? Jak radzicie sobie z takimi sytuacjami wiedząc, że jesteście ostatnimi?

Ja się boję że zostanę sama, zwłaszcza że nie mamy dzieci, ani dużej rodziny. Właściwie zostaliśmy we troje - mama, mąż i ja (z rodziną męża nie utrzymujemy kontaktów).
Boję się wizji że umrą zwierzęta, potem mama, na końcu mąż i zostanę sama (oczywiście kolejność może być inna, ale patrząc statystycznie - tak właśnie będzie). Bedę chorować sama i umrę sama.

Ale moja mama ma od jakiegoś czasu konta na portalach randkowych i ku mojemu zdziwieniu - wciąż z kimś gada, wciąż kogoś poznaje.
Tym w sumie można się pocieszyć, że zawsze można kogoś poznać. Że śmierć bliskich to nie koniec świata nawet gdy jesteś w jesieni życia, bo gdzieś też są samotni ludzie.
A często ci ludzie mają dzieci, więc niewykluczone że wejdziesz w nową rodzinę i przykładowo święta będą duże.

Jak były plotki że Putin walnie w Polskę bombą atomową, to nawet odczułam coś w rodzaju ulgi - umrzemy wszyscy razem, nikt po nikim nie będzie płakał.

No tak, po wojnie atomowej byłby spokój wink

Poki co to jestem sama, okropnie sama z każdym rokiem i nie pisze już o facecie tylko o rodzinie, która się strasznie kurczy. Za dziecka byłky Świeta liczniejsze, chociaż nie pochodze ze zbyt dużej rodziny, ale było nas wiecej. Co roku jest zaś mniej.
Dlaszą rodzinę mamy daleko bardzo, utrzymujemy kontakty telefoniczne, zawsze to coś, ale jednak nie to samo co na miejscu. Pisze już nie w kontekście jakichkolwiek świąt, ale ogólnie.
Zwierzaka to teraz boje się jakiegokolwiek wziąc, bo co z nim będzie jakby mi się coś stało? Trzeba być odpowiedzialnym.
Kwiatki za to hoduje na parapetach.

80

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
lody miętowe napisał/a:

Przedwczoraj pochowałam tatę...Tak bardzo pragnął dożyć do ostatnich wspólnych świąt, nie udało się, los jest okrutny. Po tym co przeszedł chciał tak niewiele, tylko spędzić razem te pieprzone święta, nawet to mu nie bylo dane, nie mogę tego przeboleć.

Bardzo, bardzo współczuję. I przytulam...
To są takie chwile, kiedy wszystkie słowa wydają się puste, dlatego dodam jedynie, żebyś nie trzymała w sobie tego bólu. Bądźcie ze sobą blisko, jak może nigdy wcześniej. 

Kilka lat temu, gdzieś na początku grudnia, od ordynator hematologii usłyszałam, że nadchodzące święta mogą być ostatnimi dla mojego kochanego Brata. Też nie doczekał. To były chyba najsmutniejsze ze wszystkich świąt. Kilka lat wcześniej zmarł mój Tata, także relatywnie niedługo przed Bożym Narodzeniem. Z Tatą nawet nie zdążyłam się pożegnać, bo zmarł nagle, zupełnie niespodziewanie.

Był w moim życiu taki czas, kiedy co roku przy stole wigilijnym było nas więcej, potem zaczęło nas ubywać. To są bardzo trudne chwile.

81

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Olinka napisał/a:

Dla wielu zwykły, pewnie nawet głupi królik, ale... wyczuwał mój smutek i przychodził mnie wtedy pocieszać, a ja uwielbiałam wtulać się w jego mięciutkie futerko. Miał swoje zwyczaje, miewał foszki, ulubione kąty. Jak tylko dorósł, to nie robił żadnych szkód. Doskonale wiedział, kiedy odbędzie się "seans" telewizyjny i jeszcze przed włączeniem odbiornika zasiadał na wielkiej skórzanej pufie, by razem z nami oglądać ruszające się obrazy. Kiedy rano przygotowywaliśmy śniadanie, to cierpliwie czekał na podłodze przy stole aż "pan" albo "pańcia" zasiądą i a nuż dostanie mu się jakieś pyszny smakołyk. Miał też jakiś nadzwyczajny zmysł, który dawał mu znać, że do salonu wkroczyła... czekolada. Kochał czekoladę! Do dziś nikt nie wie, jak to możliwe, że siedząc w innym pokoju wyczuwał, że ktoś właśnie po nią sięga. Oczywiście nie karmiliśmy malucha słodyczami, ale gdyby tylko mógł, to jadłby ją regularnie.

Był moim pupilem, ale uwielbiali go wszyscy domownicy, a i znajomi nierzadko bywali zaskoczeni widząc, jak mądrym jest zwierzątkiem. I tak jak wcześniej wspomniałam - to była miłość od pierwszego wejrzenia, bezwarunkowa, dzięki której przyniosłam go do domu zupełnie spontanicznie, bo nowy domownik absolutnie nie był planowany, a i ja nie wiedziałam nic na temat zwyczajów ani opieki nad królikami. 

I teraz uwaga: futrzak zmarł zimą trzy lata temu, a ja jeszcze niedawno, jak o nim opowiadałam, to aż mnie ścisnęło, a oczy się zaszkliły. Kiedy dziś ubierałam choinkę, a kupiliśmy taką dużą, piękną, to od razu pojawiła się myśl, że na jakieś trzy tygodnie miałby pod nią swoje ulubione miejsce do leżakowania i na drzemki.

Przepraszam że piszę post pod postem.

Nie, nie jest mi przykro że to opisujesz. Jest mi właśnie lepiej.
Lepiej, bo nie odczuwam tego sama.

Jestem zdziwiona tym co napisałaś o króliczku - myślałam że króliki są trochę głupiutkie smile (nigdy nie miałam z nimi do czynienia). A z Twoich opowieści wynika coś innego. Bardzo mi przykro że też to przeszłaś. sad

Byłam na stronie gdzie dosłownie tysiące ludzi opisywało swoje straty (zwierząt). I to nie jest tak, że smutno jest tylko po psie czy kocie. Były historie o króliczkach właśnie, o szczurkach, chomikach. Na YT jest kanał dziewczyny która hoduje pająka o imieniu Rosie. Ona go głaszcze, mówi do niego jak do dziecka. smile Myślę że jak Rosie kiedyś odejdzie, to dziewczyna odczuje potężną stratę. Jak widać  - można pokochać każde stworzenie. To jest piękne.

82

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
R_ita2 napisał/a:

Szkoda, że nawet taki temat podzielił, a nie połączył. A miał potencjał.

A ja czuję że połączył.

83 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-12-23 18:04:49)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Lucyfer666, Jack Sparrow, Agnes76, rossanka, Miklosza, ChuopskiChłop,  feniks35, Szeptuch, wiatr_we_włosach, TheFrozen Autumn, KoralinaJones, JuliaUK33, paslawek, rakastankielia, SaraS, Karmaniewraca, Kyliekay, Farmer, Olinka, lody miętowe, R_ita2

Dziękuję że przeczytaliście mój temat i dziękuję za słowa otuchy. Wszystkie przeczytałam z uwagą, wiele dla mnie znaczą!

Dziś jest okej. Nie płakałam wcale. Mam nadzieję że po troszeczku z dnia na dzień będzie coraz lepiej (choć wiem że ciężkie chwile będą wracać).

84

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
KSandraK napisał/a:

Szkoda kota.

Wydaje mi się, że to mógł być nowotwór, skoro mocno schudł.

Sugerowałabym zmienić weterynarza, na ile rozumiem kot był pod opieką lekarską ale dostał błędną diagnozę.

Gdyby miało okazać się kiedyś potrzebne, warto przypilnować weterynarza podającego zastrzyk żeby najpierw użył środka nasennego i solidnie odczekał, zanim poda ten drugi, bo miałam w rodzinie przypadek że weterynarz chciał usypiać na chama na żywca. Lepiej odejść we śnie niż na przytomnie.

Tragedia nie będzie nigdy mniej tragiczna, ale z czasem będzie mniej miażdżąca i będzie rzadziej się przypominać.

Ufam swojemu weterynarzowi (to jest czwarty weterynarz z usług którego korzystamy i w mojej opinii najlepszy i od niego nie odejdę).
Widziałam wyniki badań, wskaźniki nerkowe faktycznie wywalone w kosmos.
Natomiast schudnięcie pasowało właśnie do niewydolności nerek i białaczki.

Myślę że podanie zastrzyka u Maluszka trwało tak szybko, bo on praktycznie nie żył. Ruszała się jeszcze (bardzo powoli) jego klatka piersiowa, ale ogólnie kot był już po drugiej stronie. Bezwładny, z otwartymi oczami 9koty umierają z otwartymi oczami).
Ten sam weterynarz usypiał rok temu kotkę mojej mamy i zrobił to prawidłowo. Czyli najpierw narkoza, mama mogła wtedy pożegnać się z kotem. Potem mama wyszła, lekarz podał właściwy zastrzyk. Wyszedł do mamy po ok. 20 minutach i powiedział że trzykrotnie sprawdzał i kot już na pewno nie żyje. Podał kota w pudełku i powiedział żeby już tam nie zaglądać, bo mogą byś jeszcze jakieś odruchy pośmiertne typu uciekające gazy i nie ma sensu na to patrzeć.

Ten sam weterynarz powiedział mi też, że jako że sam ma niski próg bólu, to bardzo dba o to, żeby zwierzęta bólu nie odczuwały i np. po operacjach daje im trochę większą dawkę przecibólowych.

Ja mu na serio ufam. Wątpię że znęcał się nad moim kotem.

85

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
rossanka napisał/a:

Poki co to jestem sama, okropnie sama z każdym rokiem i nie pisze już o facecie tylko o rodzinie, która się strasznie kurczy. Za dziecka byłky Świeta liczniejsze, chociaż nie pochodze ze zbyt dużej rodziny, ale było nas wiecej. Co roku jest zaś mniej.
Dlaszą rodzinę mamy daleko bardzo, utrzymujemy kontakty telefoniczne, zawsze to coś, ale jednak nie to samo co na miejscu. Pisze już nie w kontekście jakichkolwiek świąt, ale ogólnie.
Zwierzaka to teraz boje się jakiegokolwiek wziąc, bo co z nim będzie jakby mi się coś stało? Trzeba być odpowiedzialnym.
Kwiatki za to hoduje na parapetach.

Gdy zamieszkałam z mężem i nie mieliśmy tutaj żadnych znajomych, dałam ogłoszenie na lokalnym forum że poznamy jakąś fajna parę (z podkreśleniem że nie chodzi o seks big_smile).
Poznaliśmy wtedy dwie pary, z jedną z nich się zaprzyjaźniliśmy mocniej, aż do dziś.

Ale też napisało do mnie ok. 10 dziewczyn szukających koleżanki. Może głupio zrobiłam, ale wszystkim odmówiłam, bo szukałam pary. A nie że tylko ja będę miała kumpelę, a mój mąż będzie sam.

Zmierzam do tego, że może tak spróbuj (o ile bardzo chcesz poznać koleżankę)? Napisz o tym na jakiejś LOKALNEJ stronie.

PS. Jako ciekawostkę napiszę że odezwał się też jakiś starszy facet który zaproponował nam że z chęcią poobserwuje jak uprawiamy seks big_smile Ale taki zbok na szczęście był tylko jeden na ok. 25 "zgłoszeń" (a mieszkam w małym mieście, więc wynik był imponujący - jak się okazuje jest ogrom ludzi którzy siedzą w domach i nie wiedzą jak poznać znajomych).

A po drugie - już nie przesadzaj z tym zwierzakiem. smile Młoda jesteś, co miałoby się stać w ciągu najbliższych 10-15 lat?

86

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:
rossanka napisał/a:

Poki co to jestem sama, okropnie sama z każdym rokiem i nie pisze już o facecie tylko o rodzinie, która się strasznie kurczy. Za dziecka byłky Świeta liczniejsze, chociaż nie pochodze ze zbyt dużej rodziny, ale było nas wiecej. Co roku jest zaś mniej.
Dlaszą rodzinę mamy daleko bardzo, utrzymujemy kontakty telefoniczne, zawsze to coś, ale jednak nie to samo co na miejscu. Pisze już nie w kontekście jakichkolwiek świąt, ale ogólnie.
Zwierzaka to teraz boje się jakiegokolwiek wziąc, bo co z nim będzie jakby mi się coś stało? Trzeba być odpowiedzialnym.
Kwiatki za to hoduje na parapetach.

Gdy zamieszkałam z mężem i nie mieliśmy tutaj żadnych znajomych, dałam ogłoszenie na lokalnym forum że poznamy jakąś fajna parę (z podkreśleniem że nie chodzi o seks big_smile).
Poznaliśmy wtedy dwie pary, z jedną z nich się zaprzyjaźniliśmy mocniej, aż do dziś.

Ale też napisało do mnie ok. 10 dziewczyn szukających koleżanki. Może głupio zrobiłam, ale wszystkim odmówiłam, bo szukałam pary. A nie że tylko ja będę miała kumpelę, a mój mąż będzie sam.

Zmierzam do tego, że może tak spróbuj (o ile bardzo chcesz poznać koleżankę)? Napisz o tym na jakiejś LOKALNEJ stronie.

PS. Jako ciekawostkę napiszę że odezwał się też jakiś starszy facet który zaproponował nam że z chęcią poobserwuje jak uprawiamy seks big_smile Ale taki zbok na szczęście był tylko jeden na ok. 25 "zgłoszeń" (a mieszkam w małym mieście, więc wynik był imponujący - jak się okazuje jest ogrom ludzi którzy siedzą w domach i nie wiedzą jak poznać znajomych).

A po drugie - już nie przesadzaj z tym zwierzakiem. smile Młoda jesteś, co miałoby się stać w ciągu najbliższych 10-15 lat?

Ale ja mam koleżanki, nie narzekam na brak towarzystwa, z czego się cieszę. Pisałam o najbliższych:)

Wszystko się może stać, ludzie umierają w różnym wieku, a że jestem sama, nie mieszkam z rodzicami, teściami czy swoją rodziną, w razie czego, co ze zwierzęciem?

87

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

A, ja myślałam że nie masz nikogo, nawet koleżanki.

Skoro masz przyjaciółki, to w razie czego jakaś nie mogłaby zaopiekować się zwierzakiem po Twojej śmierci?

88

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:
lody miętowe napisał/a:

Rossanko, może i tak lepiej, być ostatnim. Nikt już nie będzie cierpiał po tym jak umrzemy.

Przedwczoraj pochowałam tatę...Tak bardzo pragnął dożyć do ostatnich wspólnych świąt, nie udało się, los jest okrutny. Po tym co przeszedł chciał tak niewiele, tylko spędzić razem te pieprzone święta, nawet to mu nie bylo dane, nie mogę tego przeboleć.

Przykro mi madoja z powodu kotka, trzymaj się.

Bardzo Ci współczuję, pamiętam jak opisywałaś chorobę swojego taty i wciąż miałaś nadzieję (jak wszyscy zresztą gdy jest chory ktoś bliski)...
Wiem dokładnie co czujesz. sad
Czeka Cię trudny okres, ale zapewniam - po jakimś czasie znów będziesz się śmiała. Po prostu nauczycie się żyć w nowej rzeczywistości bez Niego. Obiecuję że będzie dobrze, choć teraz to dla Ciebie niewyobrażalne.

Jak się trzyma Twoja mama?

Ja kiedyś myślałam, że życie po śmierci bliskiej istoty wygląda tak, że najpierw się cierpi, a po jakimś czasie nie boli WCALE.
A to wygląda tak, że z czasem po prostu człowiek uczy się o tym już nie myśleć. Natomiast gdy tylko zacznie myśleć, zagłębiać się we wspomnienia - boli dokładnie tak samo jak na początku. To jest ten klucz do "wyzdrowienia" z żałoby - nie myśleć już o tym. Najpierw myśli się w każdej sekundzie, robiąc nawet inne rzeczy. Potem raz na kilka minut, aż w końcu są długie godziny że się o tym nie wspomina. Znów zaczynają różne rzeczy cieszyć, znów odczuwa się przyjemność z życia.

Jeszcze raz - przykro mi bardzo. I to jeszcze przed świętami... Ehhhh..... sad

lody miętowe również pamiętam jak pisałaś o chorobie taty. Szczere kondolencje.
madoja dałaś mi wyobrażenie jak to może być i dziękuję za to. Wszyscy musimy liczyć się ze stratą. Czasem po długiej chorobie a czasem zupełnie nagle odchodzi najbliższa osoba i nie wiadomo jak sobie poradzić ze stratą. Piękne jest gdy ludzie potrafią  dzielić się bólem i jednocześnie dawać sobie wsparcie.
Pogodnych Świąt Wam życzę smile

89

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:

A, ja myślałam że nie masz nikogo, nawet koleżanki.

Skoro masz przyjaciółki, to w razie czego jakaś nie mogłaby zaopiekować się zwierzakiem po Twojej śmierci?

Jak, jak maja mężów, dzieci i swoje własne zwierzaki? Albo zwierzaków nie maja bo dziecko ma alergię?

90

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Dziękuję wszystkim za miłe słowa i wsparcie. Nie ma co już dodawać, wiecie jak to jest.

91

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Olinka napisał/a:

Dawno mnie tu nie było, choć czasem sobie to i owo podczytuję, ale Twój wątek, Madoju, w którym jest tyle emocji i smutku, sprawił, że nie potrafię przejść obojętnie, stąd mój dzisiejszy wpis.

madoja napisał/a:

Wiem że niektórych może śmieszyć że tak przeżywam "tylko kota".
Wiem jak to jest - że na tym zdjęciu to po prostu jakiś tam kot, ale on był mój przez 13 lat, znałam każdy włosek na jego ciele, wiedziałam jaki w dotyku jest jego nosek, a dźwięk jego miauczenia był dla mnie rozpoznawalny wśród miauknięć 100 innych kotów.

To teraz niektórzy zapewne zabiją mnie śmiechem, ale ja tak przeżywałam odejście... króliczka miniatury. Był przesłodki, kochany, miał mięciutkie, pachnące futerko (ono naprawdę pachniało!) i rozkoszne długie, zwisające uszka. Reagował na swoje imię, odstawiał taniec radości, kiedy wracałam do domu albo rano wstałam i przyszłam się przywitać. Kiedy wracaliśmy z zakupów, to podobnie jak Twój Maluszek zaglądał do toreb, by sprawdzić czy przynieśliśmy mu jakiś smakołyk, choćby to miał być jego ulubiony, zerwany po drodze mlecz.

Dla wielu zwykły, pewnie nawet głupi królik, ale... wyczuwał mój smutek i przychodził mnie wtedy pocieszać, a ja uwielbiałam wtulać się w jego mięciutkie futerko. Miał swoje zwyczaje, miewał foszki, ulubione kąty. Jak tylko dorósł, to nie robił żadnych szkód. Doskonale wiedział, kiedy odbędzie się "seans" telewizyjny i jeszcze przed włączeniem odbiornika zasiadał na wielkiej skórzanej pufie, by razem z nami oglądać ruszające się obrazy. Kiedy rano przygotowywaliśmy śniadanie, to cierpliwie czekał na podłodze przy stole aż pan albo pańcia zasiądą i a nuż dostanie mu się jakieś pyszne warzywko. Miał też jakiś nadzwyczajny zmysł, który dawał mu znać, że ktoś przyniósł do salonu... czekoladę. Kochał czekoladę! Do dziś nikt nie wie, jak to możliwe, że siedząc w innym pokoju wyczuwał, że ktoś właśnie po nią sięga. Oczywiście nie karmiliśmy malucha słodyczami, ale gdyby tylko mógł, to jadłby ją regularnie.
Był moim pupilem, ale uwielbiali go wszyscy domownicy, a i znajomi byli zaskoczeni widząc, jak mądre jest to zwierzę. Tak jak wcześniej wspomniałam, to była miłość od pierwszego wejrzenia, dzięki której trafił do domu zupełnie spontanicznie, bo absolutnie nie był planowany, a i ja nie wiedziałam nic na temat zwyczajów, a tym bardziej opieki nad królikami. 

I teraz uwaga - futrzak zmarł zimą trzy lata temu, a ja jeszcze niedawno jak o nim opowiadałam, to aż mnie ścisnęło, a oczy się zaszkliły. Kiedy dziś ubierałam choinkę, a kupiliśmy taką dużą, piękną, to od razu pojawiła się myśl, że na jakieś trzy tygodnie miałby pod nią swoje ulubione miejsce do leżakowania i na drzemki.

Dążę do tego, że jeśli dla kogoś Twój Maluszek jest - jak napisałaś - jakimś tam kotem, to dla Ciebie był TWOIM kochanym Maluszkiem,  członkiem Twojej rodziny, nie masz powodu żeby umniejszać swoim uczuciom ani żeby się z nich tłumaczyć. Masz prawo do swojego cierpienia, rozpaczy, do poczucia straty. 

madoja napisał/a:

Tak bardzo chciałam żeby ta Wigilia była w końcu normalna i szczęśliwa.
3 lata temu tata umierał. 2 lata temu pierwsza Wigilia po jego śmierci, nawet jej nie urządziliśmy. Rok temu dzień przed Wigilią zmarł brat mojej mamy i też Wigilia była opłakana.
I teraz znów to samo.
Może tak wygląda dorosłość. Wszyscy po kolei odchodzą.

Myślę, że to nie o dorosłość tu chodzi, tak niestety czasem wygląda po prostu życie.
Przykro mi, Madoju, nawet nie wiesz jak bardzo...

Nas też niestety jest coraz mniej, więc i święta coraz to inne...


Bardzo mnie poruszyła historia króliczka. Właściwie to nawet zainspirowała do tego, że może bym króliczka wzięła pod opiekę? Tylko ja nigdy nie zajmowałam się żadnym zwierzakiem, ja nie wiem czy bym umiała się zająć zwierzątkiem. Czy jestem dość uważna np jakby chorował, albo czy umiałabym właśnie udźwignąć chorobę. I to Czy może zostać sam i jak długo? Trochę się boję, że będzie kupki robił wszędzie. Muszę poczytać ale byłoby super mieć takie urocze stworzenie

92

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:

Nie, nie jest mi przykro że to opisujesz. Jest mi właśnie lepiej.
Lepiej, bo nie odczuwam tego sama.

Taką miałam nadzieję, ale jesteśmy różni, a emocje są tak delikatną materią, że zawsze lepiej się upewnić.

madoja napisał/a:

Jestem zdziwiona tym co napisałaś o króliczku - myślałam że króliki są trochę głupiutkie smile (nigdy nie miałam z nimi do czynienia). A z Twoich opowieści wynika coś innego.

Bo z zasady... są wink, ale czas, duuużo czasu, uwaga i cierpliwość, oczywiście połączone z miłością, mogą zrobić cuda. Nie ukrywam też, że ta rasa, której był mój uszak, prawdopodobnie jest tą najinteligentniejszą, więc było mi nieco łatwiej.

Na pewno trzeba poświęcić zwierzątku dużo uwagi, a ono wtedy pięknie się odwdzięcza. Podam tylko dla przykładu, że z uwagi na to, że mieliśmy króliczka, to wychowawczyni z technikum mojego syna poprosiła go o opiekę na czas kilkudniowego wyjazdu. Dla nas to była sama radość, a i ciekawość, jak nasz uszak zareaguje na młodszego kolegę. Uszak schodził mu z drogi, bo kolega okazał się być zadziorem big_smile, ale jakież było zaskoczenie właścicielki, kiedy po trzech dniach naszej nad nim opieki syn wysłał jej film, na którym pupil grzecznie siedzi u mnie na kolanach i się mizia. No cóż, jeśli zwierzę przez cały dzień zamknięte jest w klatce i zostawione samo sobie (nasze biegało po całym domu, zamykaliśmy je tylko na kilka godzin na noc), a opieka nad nim kończy się na karmieniu i czyszczeniu kuwety, to trudno oczekiwać, żeby maluch był zsocjalizowany i nawiązywał interakcje.

madoja napisał/a:

Bardzo mi przykro że też to przeszłaś. sad

Napisałam to po to, by pokazać, że jest nas takich więcej, a wydaje się, że nawet bardzo dużo.

madoja napisał/a:

Jak widać  - można pokochać każde stworzenie. To jest piękne.

Nic dodać, nic ująć <3

93

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
lody miętowe napisał/a:

Dziękuję wszystkim za miłe słowa i wsparcie. Nie ma co już dodawać, wiecie jak to jest.

Na pewno jeszcze przez jakiś czas będzie trudno, czasem zapewne będzie bardzo bolało, ale pozwól sobie na to przeżywanie i po prostu... daj czasowi czas.

-------------

Karmaniewraca napisał/a:

Bardzo mnie poruszyła historia króliczka. Właściwie to nawet zainspirowała do tego, że może bym króliczka wzięła pod opiekę? Tylko ja nigdy nie zajmowałam się żadnym zwierzakiem, ja nie wiem czy bym umiała się zająć zwierzątkiem. Czy jestem dość uważna np jakby chorował, albo czy umiałabym właśnie udźwignąć chorobę. I to Czy może zostać sam i jak długo? Trochę się boję, że będzie kupki robił wszędzie. Muszę poczytać ale byłoby super mieć takie urocze stworzenie

Bardzo polecam, to było najmilsze, najbardziej wdzięczne i przywiązane zwierzątko, jakie mogłam sobie wymarzyć. Oczywiście natury się nie oszuka i pewnych rzeczy nie przeskoczysz, ale można dostać o wiele więcej niż zapewne większość z nas się spodziewa.

Ja, jak wspomniałam, kiedy zdecydowałam się dać mu dom, też nie wiedziałam, jak opiekować się takim króliczkiem, ale okazało się, że nie jest to specjalnie trudne, a z pomocą przychodzą poświęcone miniaturkom strony poradnikowe.
Mnie udało się uszaka nauczyć czystości, swoje potrzeby załatwiał wyłącznie w kuwecie, a nawet gdyby coś się przydarzyło, to kupki (właściwie tzw. bobki) są twarde, bez zapachu, bez problemu usuniesz z pomocą papieru toaletowego. Jeśli chodzi o zostawanie samemu, to wychodząc na kilka godzin nawet nie zamykaliśmy go w klatce, bo nie było takiej potrzeby. Dbaliśmy jedynie, żeby miał dostęp do warzyw (nie kupowałam gotowych karm, bo one im nie służą), do sianka (bardzo ważne) i wody.

94

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Olinka napisał/a:

Bardzo polecam, to było najmilsze, najbardziej wdzięczne i przywiązane zwierzątko, jakie mogłam sobie wymarzyć.

Tym bardziej mi smutno, że króliki się zjada sad

95

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:

Tym bardziej mi smutno, że króliki się zjada sad

Prawda? Nie potrafiłabym...

96

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Olinka napisał/a:

Prawda? Nie potrafiłabym...

Z drugiej strony, takim świniom czy krowom nawet nie daje się szansy żeby je poznać, a to ponoć tez inteligentne zwierzęta (zwłaszcza świnie).

Wszystkim życzę Wesołych Świąt, Tobie także lody_malinowe, choć te święta będą dla Ciebie trudne. Ja lubię myśleć że tata wciąż jest obok, patrzy, słucha i pomaga.

97 Ostatnio edytowany przez racja (2023-12-24 20:16:22)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Miałam pod opieką bezdomniaka który ciągle chorował i oddałam go do azylu. Nie przeżyłby kolejnej zimy a leczenie było drogie. Też tęsknię za nim i cię rozumiem.zeby opłacac leczenie opiewające na tysiące to trzeba byłoby go wziąć do domu a mamy agresywnego psa i żaden domownik się nie zgodził. Bezdomniaka karmiliśmy z sąsiadami ponad pięć lat . Oglądam filmiki z azylu kot żyje i ma koci HIV.dlategi tak chorował. Jest odseparowany od reszty kotów których jest tam ponad sto. Ja nie pracuje więc skąd brać.dotychczas radziłam sobie sama duomoxem albo lekami które kiedyś dał lekarz. I tak mu przedłużyłem życie

98

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
madoja napisał/a:

Z drugiej strony, takim świniom czy krowom nawet nie daje się szansy żeby je poznać, a to ponoć tez inteligentne zwierzęta (zwłaszcza świnie).

Pełna zgoda, ale też dlatego od lat powtarzam, że nawet gdybym mieszkała na wsi, to nie mogłabym hodować żadnych zwierząt, przynajmniej z przeznaczeniem na mięso. No nie wyobrażam sobie po prostu, że miałabym codziennie je karmić, patrzeć jak rosną, a potem... zabić. Jestem przekonana, że zdążyłabym się przywiązać i nabrałyby w moich oczach "ludzkich" cech.

madoja napisał/a:

Wszystkim życzę Wesołych Świąt

Co prawda prawie połowa już ich upłynęła, ale dziękuję i wzajemnie, Madoju. Niech pomimo smutnych przeżyć będzie to dla Was naprawdę piękny czas! smile

99

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Wszystkim którym się wydaje, że mnie znają na wylot powiem: Głupi jesteście.

Kocham zwierzęta, bo tylko one czasami były mi przyjaciólmi gdy ludzie zawiedli. Tylko zwykle gdy ludzie na których mi zależało, jakoś bardziej, kochali kotki, pieski, króliczki a mnie spychali w swojej świadomości na samo dno. Od tej chwili nie mam ani krzty zaufania do ludzi robiących pogrzeb króliczkoim i papużkom smile Ja głodowałam, a musiałam pracować i karmić stada "zwierzątek" bo podobno one nie mogą być głodne.

Dlatego teraz być może inaczej oceniam ludzi niż reszta świata smile

I żeby nie bylo: Nie zamierzam nikogo za swoj wpis przepraszać, bo nie wiem kim jest czlowiek który ten wpis zamieścil: Może celebruje śmierć kota, a ludziom codzienne sprawia ból.

Przykre, że śmierć żadnego czlowieka na tym forum nie wywołała takiego poruszenia.

100

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
lody miętowe napisał/a:

Rossanko, może i tak lepiej, być ostatnim. Nikt już nie będzie cierpiał po tym jak umrzemy.

Przedwczoraj pochowałam tatę...Tak bardzo pragnął dożyć do ostatnich wspólnych świąt, nie udało się, los jest okrutny. Po tym co przeszedł chciał tak niewiele, tylko spędzić razem te pieprzone święta, nawet to mu nie bylo dane, nie mogę tego przeboleć.

Przykro mi madoja z powodu kotka, trzymaj się.

Współczuje Miętusku  też się trzymaj.

101

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Wszystkim którym się wydaje, że mnie znają na wylot powiem: Głupi

I żeby nie bylo: Nie zamierzam nikogo za swoj wpis przepraszać, bo nie wiem kim jest czlowiek który ten wpis zamieścil: Może celebruje śmierć kota, a ludziom codzienne sprawia

Idź do psychologa
sad

102

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Wszystkim którym się wydaje, że mnie znają na wylot powiem: Głupi

I żeby nie bylo: Nie zamierzam nikogo za swoj wpis przepraszać, bo nie wiem kim jest czlowiek który ten wpis zamieścil: Może celebruje śmierć kota, a ludziom codzienne sprawia

Idź do psychologa
sad

Albo ty sama idź, tobie bardziej się przyda smile

103

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Wszystkim którym się wydaje, że mnie znają na wylot powiem: Głupi

I żeby nie bylo: Nie zamierzam nikogo za swoj wpis przepraszać, bo nie wiem kim jest czlowiek który ten wpis zamieścil: Może celebruje śmierć kota, a ludziom codzienne sprawia

Idź do psychologa
sad

Albo ty sama idź, tobie bardziej się przyda smile

Nieudane, samotne święta?

104

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Wszystkim którym się wydaje, że mnie znają na wylot powiem: Głupi jesteście.

Kocham zwierzęta, bo tylko one czasami były mi przyjaciólmi gdy ludzie zawiedli. Tylko zwykle gdy ludzie na których mi zależało, jakoś bardziej, kochali kotki, pieski, króliczki a mnie spychali w swojej świadomości na samo dno. Od tej chwili nie mam ani krzty zaufania do ludzi robiących pogrzeb króliczkoim i papużkom smile Ja głodowałam, a musiałam pracować i karmić stada "zwierzątek" bo podobno one nie mogą być głodne.

Dlatego teraz być może inaczej oceniam ludzi niż reszta świata smile

I żeby nie bylo: Nie zamierzam nikogo za swoj wpis przepraszać, bo nie wiem kim jest czlowiek który ten wpis zamieścil: Może celebruje śmierć kota, a ludziom codzienne sprawia ból.

Przykre, że śmierć żadnego czlowieka na tym forum nie wywołała takiego poruszenia.

Nie wiem co chciałaś osiągnąć swoim wpisem, ale nie zamierzam przepraszać za to, że poruszyły mnie emocje Madoji, podobnie jak poruszyła mnie śmierć mojego zwierzaka, który był z nami przez prawie 10 lat.
Czy to w jakiś sposób pokazuje, że obojętne jest mi ludzkie cierpienie i ludzka śmierć? Nie sądzę.

Temat był o Maluszku, więc Maluszek jest w tym wątku głównym bohaterem, a Twoje uwagi wydają się zupełnie nie na miejscu.
To wciąż jednak nie znaczy, że nie współczuję Ci trudnych doświadczeń.

105

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Snake napisał/a:
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Idź do psychologa
sad

Albo ty sama idź, tobie bardziej się przyda smile

Nieudane, samotne święta?

Snake smile
Zgadłeś smile

Tylko częsciowo smile

Po prostu jestem tak wykończona świętami i towarzystwem, że odpoczywam teraz.

Tak po prostu.

Następny, który próbuje udowodnić mi, że bez chłopa żyć się nie da?

Otóż da się i to nawet całkiem fajnie smile

106

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
Snake napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Albo ty sama idź, tobie bardziej się przyda smile

Nieudane, samotne święta?

Snake smile
Zgadłeś smile

Tylko częsciowo smile

Po prostu jestem tak wykończona świętami i towarzystwem, że odpoczywam teraz.

Tak po prostu.

Następny, który próbuje udowodnić mi, że bez chłopa żyć się nie da?

Otóż da się i to nawet całkiem fajnie smile

Pewnie sie da,ale ja bym juz chciala byc w zwiazku.

107

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Olinka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Wszystkim którym się wydaje, że mnie znają na wylot powiem: Głupi jesteście.

Kocham zwierzęta, bo tylko one czasami były mi przyjaciólmi gdy ludzie zawiedli. Tylko zwykle gdy ludzie na których mi zależało, jakoś bardziej, kochali kotki, pieski, króliczki a mnie spychali w swojej świadomości na samo dno. Od tej chwili nie mam ani krzty zaufania do ludzi robiących pogrzeb króliczkoim i papużkom smile Ja głodowałam, a musiałam pracować i karmić stada "zwierzątek" bo podobno one nie mogą być głodne.

Dlatego teraz być może inaczej oceniam ludzi niż reszta świata smile

I żeby nie bylo: Nie zamierzam nikogo za swoj wpis przepraszać, bo nie wiem kim jest czlowiek który ten wpis zamieścil: Może celebruje śmierć kota, a ludziom codzienne sprawia ból.

Przykre, że śmierć żadnego czlowieka na tym forum nie wywołała takiego poruszenia.

Nie wiem co chciałaś osiągnąć swoim wpisem, ale nie zamierzam przepraszać za to, że poruszyły mnie emocje Madoji, podobnie jak poruszyła mnie śmierć mojego zwierzaka, który był z nami przez prawie 10 lat.
Czy to w jakiś sposób pokazuje, że obojętne jest mi ludzkie cierpienie i ludzka śmierć? Nie sądzę.

Temat był o Maluszku, więc Maluszek jest w tym wątku głównym bohaterem, a Twoje uwagi wydają się zupełnie nie na miejscu.
To wciąż jednak nie znaczy, że nie współczuję Ci trudnych doświadczeń.

Oczywiście smile

Powiedziala co wiedziała i czego doświadczyła, czyli tak naprawdę niczego. Wychowana w puchu i rodzynkach oświadczyła, że wspólczuje mi trudnych doświadczeń. Naprawdę biorę sobie twoje współczucie do serca i na pewno zmieni to moją postawę co do niektórych życiowych dramatów.

Pozostanę jednak we wspólczuciu dla ludzi, dla zwierząt także... Ale nie wariujmy.

108 Ostatnio edytowany przez rakastankielia (2023-12-25 21:35:03)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Zwierzęta są lepsze od ludzi, bo są niewinne i nikogo nie krzywdzą. Dlatego jak oglądam film, to śmierć zwierzęcia zawsze mnie wzrusza, a śmierć człowieka w ogóle. Tak samo historie bezdomnych zwierzaków czy czekających miesiącami w schroniskach też mnie wzruszają, bo bezdomny człowiek zawsze może pójść do jakiejś noclegowni, umyć się i poszukać jakiejkolwiek pracy, żeby stanąć na nogi (wiadomo, są wyjątki typu ludzie po wypadkach czy np. porzuceni przez żony, które zabrały dzieci i cały majątek), a taki pies czy kot nic nie zrobi.

109

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Oczywiście smile

Powiedziala co wiedziała i czego doświadczyła, czyli tak naprawdę niczego. Wychowana w puchu i rodzynkach oświadczyła, że wspólczuje mi trudnych doświadczeń. Naprawdę biorę sobie twoje współczucie do serca i na pewno zmieni to moją postawę co do niektórych życiowych dramatów.

Pozostanę jednak we wspólczuciu dla ludzi, dla zwierząt także... Ale nie wariujmy.

Coś Ci się dziś ulewa, ale pomyliłaś adres - nie jestem Twoją poduszką do bicia.

Nic o mnie nie wiesz, NIC, więc naprawdę daruj sobie te oceny, tym bardziej, że łatwo się pomylić.

110

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
rakastankielia napisał/a:

Zwierzęta są lepsze od ludzi, bo są niewinne i nikogo nie krzywdzą. Dlatego jak oglądam film, to śmierć zwierzęcia zawsze mnie wzrusza, a śmierć człowieka w ogóle. Tak samo historie bezdomnych zwierzaków czy czekających miesiącami w schroniskach też mnie wzruszają, bo bezdomny człowiek zawsze może pójść do jakiejś noclegowni, umyć się i poszukać jakiejkolwiek pracy, żeby stanąć na nogi (wiadomo, są wyjątki typu ludzie po wypadkach czy np. porzuceni przez żony, które zabrały dzieci i cały majątek), a taki pies czy kot nic nie zrobi.

Jak to nikogo nie krzywdza? A ile to razy zwierze zaatakowalo czlowieka? W Anglii non stop ktos pada ofiara psa. I tak ataki byly niesprowokowane. Mnie tez ostatnio prawie by pies pogryzl, szlam do szkoly po corke, a pit bull sie rzucal w moim kierunku jak pchla jakas, cale szczescie mial madrego wlasciciela i trzymal go na smyczy.  Tez szlam spokojnie nie prowokowalam do ataku. Takze to akurat jest glupota, ze zwierzeta nikogo nie krzywdza i sa niewinne i, ze sa lepsze od ludzi. Czyli co od Ciebie tez sa lepsze? Skoro jestes czlowiekiem

111

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Olinka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Oczywiście smile

Powiedziala co wiedziała i czego doświadczyła, czyli tak naprawdę niczego. Wychowana w puchu i rodzynkach oświadczyła, że wspólczuje mi trudnych doświadczeń. Naprawdę biorę sobie twoje współczucie do serca i na pewno zmieni to moją postawę co do niektórych życiowych dramatów.

Pozostanę jednak we wspólczuciu dla ludzi, dla zwierząt także... Ale nie wariujmy.

Coś Ci się dziś ulewa, ale pomyliłaś adres - nie jestem Twoją poduszką do bicia.

Nic o mnie nie wiesz, NIC, więc naprawdę daruj sobie te oceny, tym bardziej, że łatwo się pomylić.

Dokładnie i odwrotnie.

Tylko powinnaś już zauważyć, że bić się umiem i to naprawdę dobrze smile

Bo ja swoje demony już dawno głęboko pochowalam i nie udaję nikogo, kim nie jestem smile

112

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Bo ja swoje demony już dawno głęboko pochowalam i nie udaję nikogo, kim nie jestem smile

Co do demonów - właśnie chyba nie wink
A więc - kim jesteś?

113

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Herne napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Bo ja swoje demony już dawno głęboko pochowalam i nie udaję nikogo, kim nie jestem smile

Co do demonów - właśnie chyba nie wink
A więc - kim jesteś?

Kimś, kto kocha ludzi, wspolczuje  zwierzętom, i ma wszystko w swojej głowie uporządkowane.

114

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:

Dokładnie i odwrotnie.

Tylko powinnaś już zauważyć, że bić się umiem i to naprawdę dobrze smile

Bo ja swoje demony już dawno głęboko pochowalam i nie udaję nikogo, kim nie jestem smile

Nie przypominam sobie, żebym Cię w którymś punkcie oceniła, jedynie zwróciłam uwagę na niestosowne uwagi, bo mam zwyczaj reagować. Ba, to Ty weszłaś do wątku Madoji umniejszając jej uczuciom i pośrednio ubliżając wszystkim, których jej emocje poruszyły, na koniec stwierdzając, że osoby, którym wydaje się, że Cię znają są głupie. I to Ty na moje szczere współczucie zareagowałaś agresją, z sobie tylko znanego powodu dając sobie przy tym prawo do oceny mojego życia.

Chyba coś poszło nie tak i zaczynasz się gubić.

115 Ostatnio edytowany przez Herne (2023-12-25 22:06:10)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
Herne napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Bo ja swoje demony już dawno głęboko pochowalam i nie udaję nikogo, kim nie jestem smile

Co do demonów - właśnie chyba nie wink
A więc - kim jesteś?

Kimś, kto kocha ludzi, wspolczuje  zwierzętom, i ma wszystko w swojej głowie uporządkowane.

Jeżeli poddamy nawet pobieżnej analizie sposób wypowiedzi w tym wątku, powyższe słowa to tylko niestety projekcja.
Salomonka pisałaś, że jesteś psychologiem. Poddajesz się jakiejś superwizji? (wiem, to temat bardziej psychoterapeutów)

116 Ostatnio edytowany przez racja (2023-12-25 22:09:23)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Psy i koty są w stanie zastąpić ludzi i przyjaciół.psy są bardzo komunikatywne.a przyjaźni nauczył mnie bury kot nazywany gołębiem. Dokonał to swoją łagodnością. Miałam lat 18. Wcześniej nie przyznilam się z nikim.
Madoja masz inne zwierzaki to nie był jeden kot. Dlaczego to przeżywasz skoro nie zostaliście sami?rozumiem że wasza rodzine tworzą koty psy i wy i nie macie dzieci?
A może zaadoptuj jakiegoś głodnego z podwórka. Masz inne koty.

117

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Olinka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Dokładnie i odwrotnie.

Tylko powinnaś już zauważyć, że bić się umiem i to naprawdę dobrze smile

Bo ja swoje demony już dawno głęboko pochowalam i nie udaję nikogo, kim nie jestem smile

Nie przypominam sobie, żebym Cię w którymś punkcie oceniła, jedynie zwróciłam uwagę na niestosowne uwagi, bo mam zwyczaj reagować. Ba, to Ty weszłaś do wątku Madoji umniejszając jej uczuciom i pośrednio ubliżając wszystkim, których jej emocje poruszyły, na koniec stwierdzając, że osoby, którym wydaje się, że Cię znają są głupie. I to Ty na moje szczere współczucie zareagowałaś agresją, z sobie tylko znanego powodu dając sobie przy tym prawo do oceny mojego życia.

Chyba coś poszło nie tak i zaczynasz się gubić.

Olinka,

Ja  nie jestem niepełnosprytna i wiem co pisałam. To ty dałaś sobie prawo do pisania że "coś mi się dziś ulewa".

I dziękuję ci za szczere wyrazy współczucia jeśli to po prostu temat, na ktory postanowiłam odpowiedzieć.

Nie zgadzam się z kimś, jak zwykle na tym forum "albo maszerujesz albo giń".

118

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
racja napisał/a:

Psy i koty są w stanie zastąpić ludzi i przyjaciół.psy są bardzo komunikatywne.a przyjaźni nauczył mnie bury kot nazywany gołębiem. Dokonał to swoją łagodnością. Miałam lat 18. Wcześniej nie przyznilam się z nikim.
Madoja masz inne zwierzaki to nie był jeden kot. Dlaczego to przeżywasz skoro nie zostaliście sami?rozumiem że wasza rodzine tworzą koty psy i wy i nie macie dzieci?
A może zaadoptuj jakiegoś głodnego z podwórka.

Zwierzeta nie moga zastapic ludzi. No Madoja przezywa smierc kota, bo byla z nim zwiazana i to niewazne, ze ma jeszcze inne zwierzeta

119

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot

Julka mogą. Przypominam że niektórzy wracają do domow jako single i właśnie z tymi kotami żyją i nie mają często innych domownikow.

120

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
racja napisał/a:

Julka mogą. Przypominam że niektórzy wracają do domow jako single i właśnie z tymi kotami żyją i nie mają często innych domownikow.

No tak,ale mnie chodzilo, ze zwierzeta ogolnie nie moga ludzi zastapic, bo nawet jezeli ktos mieszka sam to jednak tez ma potrzebe wyjscia z domu i miec kontakt z ludzmi,a nie tylko ze zwierzetami w domu siedziec.

121

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
racja napisał/a:

Julka mogą. Przypominam że niektórzy wracają do domow jako single i właśnie z tymi kotami żyją i nie mają często innych domownikow.

Mogą, jak mogą. Muszą..

122

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
JuliaUK33 napisał/a:
rakastankielia napisał/a:

Zwierzęta są lepsze od ludzi, bo są niewinne i nikogo nie krzywdzą. Dlatego jak oglądam film, to śmierć zwierzęcia zawsze mnie wzrusza, a śmierć człowieka w ogóle. Tak samo historie bezdomnych zwierzaków czy czekających miesiącami w schroniskach też mnie wzruszają, bo bezdomny człowiek zawsze może pójść do jakiejś noclegowni, umyć się i poszukać jakiejkolwiek pracy, żeby stanąć na nogi (wiadomo, są wyjątki typu ludzie po wypadkach czy np. porzuceni przez żony, które zabrały dzieci i cały majątek), a taki pies czy kot nic nie zrobi.

Jak to nikogo nie krzywdza? A ile to razy zwierze zaatakowalo czlowieka? W Anglii non stop ktos pada ofiara psa. I tak ataki byly niesprowokowane. Mnie tez ostatnio prawie by pies pogryzl, szlam do szkoly po corke, a pit bull sie rzucal w moim kierunku jak pchla jakas, cale szczescie mial madrego wlasciciela i trzymal go na smyczy.  Tez szlam spokojnie nie prowokowalam do ataku. Takze to akurat jest glupota, ze zwierzeta nikogo nie krzywdza i sa niewinne i, ze sa lepsze od ludzi. Czyli co od Ciebie tez sa lepsze? Skoro jestes czlowiekiem

Pitbulle to nie psy, tylko krzyżówki, które przez to są właśnie agresywne. Wina ludzi.

123

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
assassin napisał/a:
racja napisał/a:

Julka mogą. Przypominam że niektórzy wracają do domow jako single i właśnie z tymi kotami żyją i nie mają często innych domownikow.

Mogą, jak mogą. Muszą..

No właśnie smile

124 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-12-25 23:51:27)

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
Herne napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Bo ja swoje demony już dawno głęboko pochowalam i nie udaję nikogo, kim nie jestem smile

Co do demonów - właśnie chyba nie wink
A więc - kim jesteś?

Kimś, kto kocha ludzi, wspolczuje  zwierzętom, i ma wszystko w swojej głowie uporządkowane.

To marnie ci idzie wyrażanie tego bardzo słabo zwłaszcza od paru miesięcy.
Nie widać tego kochania ludzi i współczucia niestety, widać aroganckie, przemądrzałe,zarozumiałe próżne babsko złośliwe, rozpychające się łokciami w cudzych wątkach i idące w zaparte nie potrafiące przyznać się do błędu i dość kiepsko prowokujące innych z jakiegoś powodu.

125

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
paslawek napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Herne napisał/a:

Co do demonów - właśnie chyba nie wink
A więc - kim jesteś?

Kimś, kto kocha ludzi, wspolczuje  zwierzętom, i ma wszystko w swojej głowie uporządkowane.

To marnie ci idzie wyrażanie tego bardzo słabo zwłaszcza od paru miesięcy.
Nie widać tego kochania ludzi i współczucia niestety, widać aroganckie, przemądrzałe,zarozumiałe próżne babsko złośliwe, rozpychające się łokciami w cudzych wątkach i idące w zaparte nie potrafiące przyznać się do błędu.

Tak cię ubodło, gdy napisałam że faceci spowalniają kobiety i po prostu je ograniczają?


Pasławek, wyluzuj smile Ani o tobie ani o twojej żonie to nie był temat więc spasuj. To było tylko o mnie smile

126

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
Snake napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Albo ty sama idź, tobie bardziej się przyda smile

Nieudane, samotne święta?

Snake smile
Zgadłeś smile

Tylko częsciowo smile

Po prostu jestem tak wykończona świętami i towarzystwem, że odpoczywam teraz.

Tak po prostu.

Następny, który próbuje udowodnić mi, że bez chłopa żyć się nie da?

Otóż da się i to nawet całkiem fajnie smile

Ani tego nie napisałem, ani nie to miałem na myśli tzn. chłopa, ale uderz w stół, a nożyce się odezwą.
Jeśli zadowoli to twoje ego, to napiszę, że jesteś ciekawym przypadkiem. Dlaczego ja jestem na tym forum, to wiem. Ot, kiedyś je odkryłem jako miejsce do zwykłych pogaduszek o niczym, a czasem lubię tak pogadać bez samczego pędu do udowodnienia, że ma się największego kutasa w okolicy.
Ciekawe co TY realizujesz obecnością na tym forum?
Moja małżonka przez lata mojej obecności na forum Netkobiety zwracała mi uwagę, że to miejsce, gdzie większość kobiet, to osoby skrzywdzone i połamane przez życie, partnerów i co tam im się w życiu wydarzyło.
Z pewnością niejednokrotnie zdarzyło mi się nie wziąć tego pod uwagę w dyskusjach na różne tematy, ale z całą pewnością zawsze starannie starałem się omijać tematy osobistych dramatów.
Z prostego powodu, bo jako człowiek cokolwiek emocjonalnie okaleczony ani nie miałem woli aby kogoś pocieszać, ani podzielić się dobrą radą. Może nawet miałem to w dupie.
Jednocześnie nie czerpię przyjemności z bezinteresownego skurwysyństwa, żeby w takich chwilach komuś dokładać lub choćby nabijać sobie czyimś kosztem punktów w rankingu na największego skurwysyna na tym forum.
Czy tobie zamarzyło się znaleźć na pudle w tym rankingu?

127

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
paslawek napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Kimś, kto kocha ludzi, wspolczuje  zwierzętom, i ma wszystko w swojej głowie uporządkowane.

To marnie ci idzie wyrażanie tego bardzo słabo zwłaszcza od paru miesięcy.
Nie widać tego kochania ludzi i współczucia niestety, widać aroganckie, przemądrzałe,zarozumiałe próżne babsko złośliwe, rozpychające się łokciami w cudzych wątkach i idące w zaparte nie potrafiące przyznać się do błędu.

Tak cię ubodło, gdy napisałam że faceci spowalniają kobiety i po prostu je ograniczają?


Pasławek, wyluzuj smile Ani o tobie ani o twojej żonie to nie był temat więc spasuj. To było tylko o mnie smile

Mnie nikt nie ogranicza

128

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Wszystkim którym się wydaje, że mnie znają na wylot powiem: Głupi

I żeby nie bylo: Nie zamierzam nikogo za swoj wpis przepraszać, bo nie wiem kim jest czlowiek który ten wpis zamieścil: Może celebruje śmierć kota, a ludziom codzienne sprawia

Idź do psychologa
sad

Albo ty sama idź, tobie bardziej się przyda smile

Masz deficyty, wiemy skąd. Możemy współczuć i podziwiać jak sobie poradziłaś.
Ale nie musimy tolerować takiego zachowania.

Wesołych Świąt Salomonka.

129

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Snake napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Snake napisał/a:

Nieudane, samotne święta?

Snake smile
Zgadłeś smile

Tylko częsciowo smile

Po prostu jestem tak wykończona świętami i towarzystwem, że odpoczywam teraz.

Tak po prostu.

Następny, który próbuje udowodnić mi, że bez chłopa żyć się nie da?

Otóż da się i to nawet całkiem fajnie smile

Ani tego nie napisałem, ani nie to miałem na myśli tzn. chłopa, ale uderz w stół, a nożyce się odezwą.
Jeśli zadowoli to twoje ego, to napiszę, że jesteś ciekawym przypadkiem. Dlaczego ja jestem na tym forum, to wiem. Ot, kiedyś je odkryłem jako miejsce do zwykłych pogaduszek o niczym, a czasem lubię tak pogadać bez samczego pędu do udowodnienia, że ma się największego kutasa w okolicy.
Ciekawe co TY realizujesz obecnością na tym forum?
Moja małżonka przez lata mojej obecności na forum Netkobiety zwracała mi uwagę, że to miejsce, gdzie większość kobiet, to osoby skrzywdzone i połamane przez życie, partnerów i co tam im się w życiu wydarzyło.
Z pewnością niejednokrotnie zdarzyło mi się nie wziąć tego pod uwagę w dyskusjach na różne tematy, ale z całą pewnością zawsze starannie starałem się omijać tematy osobistych dramatów.
Z prostego powodu, bo jako człowiek cokolwiek emocjonalnie okaleczony ani nie miałem woli aby kogoś pocieszać, ani podzielić się dobrą radą. Może nawet miałem to w dupie.
Jednocześnie nie czerpię przyjemności z bezinteresownego skurwysyństwa, żeby w takich chwilach komuś dokładać lub choćby nabijać sobie czyimś kosztem punktów w rankingu na największego skurwysyna na tym forum.
Czy tobie zamarzyło się znaleźć na pudle w tym rankingu?

Dzisssis.. Ale się powymądrzałeś, aż mnie zatkało:)

130

Odp: Wczoraj odszedł mój Kot
Farmer napisał/a:
Salomonka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Idź do psychologa
sad

Albo ty sama idź, tobie bardziej się przyda smile

Masz deficyty, wiemy skąd. Możemy współczuć i podziwiać jak sobie poradziłaś.
Ale nie musimy tolerować takiego zachowania.

Wesołych Świąt Salomonka.


Wesołych Świąt smile

Rozumiem, że musicie moim kosztem wyrównywać swoje braki smile Naprawdę to rozumiem.

Posty [ 66 do 130 z 167 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wczoraj odszedł mój Kot

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024