Moja historia z oziebłością i zdradą w tle - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 176 z 176 ]

131

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

Niestety nie należę do osób, które działają pod wpływem impulsu. Rozważam w sobie, co należy zrobić. Ciągle waham się żeby dać temu jeszcze szansę, a z drugiej zakończyć to małżeństwo. Odbyłem z żoną kolejną ciężką rozmowę w piątek. W końcu coś w niej pękło, bo się popłakała patrząc mi w oczy. Coś czego wcześniej nie było. Może to gra z jej strony, a może zaczyna do niej docierać, że nie żartuję i że musi zacząć poważniej podchodzić do mojej osoby. Chcę iść z nią na terapię małżeńską, niech ona w końcu wyrzuci z siebie, to co jej leży na sercu. Ja też, może to będzie nowe otwarcie. Albo koniec naszego związku.

Ojejku, ona się popłakała i widzisz światełku w tunelu :-O Masz nadzieję (znowu ta nadzieja), że coś ją ruszyło? Może rzeczywiście to byłaby Twoja szansa, gdybyś odwoływał się do silnych emocji, tak jak tu stawiając przed nią widmo, że skrzyżowanie bankomatu z wyrobnikiem się ocknęło i wywołując w niej strach, że byle jakie, ale w miarę wygodne życie się skończy dla niej. Tylko czy Ty potrafisz tak „tresować” ją? Szczerze watpię.

Żeby terapia małżeńska zadziałała, to minimum jest, aby obie osoby miały przynajmniej jakieś zasady, a wiadomo, że Twoja żona żadnych nie ma.

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Gdyby ona była niezależna finansowo od ciebie i wtedy chciała walczyć o małżeństwo Ti wtedy mógłbyś mieć cień nadziei ale tak ona walczy tylko o bankomat, nie o ciebie

133

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
normalnyjestem napisał/a:

różnie ludzie reagują, różnie postępują więc nie dziw się że inaczej niż tobie się wydaje reagują i radzą. Na pewno wszystkiego nam nie przekazałeś bo się nie da (powieści tutaj nikt nie przeczyta tylko zarys). Twoje postępowanie na pewno nie należy do standardowych ale jakie są ? w większości tylko schematyczne gdzie wynik jest zbliżony. Z tego co piszesz co się działo już dawno powinieneś coś z tym zrobić (sobą i nią). Nie masz twardych dowodów i raczej o nie nie zabiegałeś a twoje domysły i przeczucia robią z mózgu papkę emocjonalną którą dusisz. Rozmowa z małżonką była, jej reakcja zaskoczyła ciebie i dalej nic nie wiadomo. Zrozum zdradzacz nie przyzna się choćby w łóżku został nakryty, będzie kręcił mataczył i kłamał. Do rzadkości należy przyznanie się i powiedzenie prawdy któa jest w większości mocno spłycona i zakłamana. Teraz nie masz jak się dowiedzieć co powoduje że żyjesz w domysłach bo jak jej wierzyć w cokolwiek ??!! Nie doczytałem czy zrobiłeś testy DNA (po cichu bez jej wiedzy ) bo to by trochę uspokoiło twoje emocje albo by dało impuls do skonczenia małżeństwa a tak chyba będziesz się miotał. Przemyśl sobie konsekwencje rozstania (rozwód) i pozostania w takim związku z takimi emocjami. Co dalej? wez kartkę i spisz pozytywy i negatywy trwania w małżeństwie. Ludzie rozwodzą się z powodu zdrady emocjonalnej przez telefon i komunikator nawet bez widzenia siebie na żywo bo dostają wyrażny sygnał że ,,już nie kocha" i obecność denerwuje zauroczoną osobę. A może ona nie zdradziła tylk taka jest seksualna i emocjonalna a ty dla niej jesteś takim współlokatorem i kolegą ? Szkoda że nie chce jednak wyrzucić co jest ,,grane" bo i żona odczuwa pewnie taką sytuację negatywnie. Wykonczycie się na dłuższą metę.

Twardym dowodem byłoby złapanie jej lub dowód w postaci filmu. Ale ona już przestała negować, że mnie nie zdradziła. W czasie ostatniej kłótni powiedziała mniej więcej tak: Ty to sobie wyobrażasz, że ja tam z nim nie wiem co robiłam. Co pokazuje, że już dłużej wypierać zdrady się nie da. I nie utrzymuje już, że mnie nie zdradziła tak jak dotąd utrzymywała.

Testów DNA nie robiłem, ciągle się waham. Mam nadzieję, że jak psychotropy zaczną działać (trzeba czekać minimum 2 tygodnie), to wtedy zacznę myśleć racjonalnie i bez emocji. Muszę to zrobić tak, żeby się nie wydało. A dziecko jest już w takim wieku, że może się mamie wygadać.

Też ubolewam, że po tylu latach małżeństwa nie stać jej na szczerą rozmowę. Ale widzę, że zaczyna pękać pod naporem mojego gniewu i zaczyna mówić coraz więcej. Tylko ile z tego, co mówi jest prawdą, tylko ona wie.

134

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
MagdaLena1111 napisał/a:

Ojejku, ona się popłakała i widzisz światełku w tunelu :-O Masz nadzieję (znowu ta nadzieja), że coś ją ruszyło? Może rzeczywiście to byłaby Twoja szansa, gdybyś odwoływał się do silnych emocji, tak jak tu stawiając przed nią widmo, że skrzyżowanie bankomatu z wyrobnikiem się ocknęło i wywołując w niej strach, że byle jakie, ale w miarę wygodne życie się skończy dla niej. Tylko czy Ty potrafisz tak „tresować” ją? Szczerze watpię.

Żeby terapia małżeńska zadziałała, to minimum jest, aby obie osoby miały przynajmniej jakieś zasady, a wiadomo, że Twoja żona żadnych nie ma.

Światełko w tunelu widzę nie po tym jak się popłakała, tylko od jakiegoś czasu uświadomiła sobie, że nie żartuję, że nie da się już zamieść tego pod dywan. I zaczyna się starać. Obawiam się, żeby to nie było tylko działanie chwilowe. Zmieniam cały czas swoje postępowanie względem żony. Ona to zresztą zauważyła. Zgodnie z tym co pisano na tym forum, że należy pokazać osobie, która zdradzała, że już mi na niej nie zależy. Teraz to ona musi pokazać, że zależy jej jeszcze na naszym związku. Zacząłem w stosunku do niej coś na kształt tresury. Polega to mniej więcej na tym, że ma wyznaczone sprawy do załatwienia. Nie pomagam jej, nie podpowiadam jej jak załatwić. Ma te sprawy sama załatwiać od a do z. Musi docenić ile trudu czasem to kosztuje i ile miała spokoju jak ja to ogarniałem. Drugim elementem "tresury" jest to, że wychodząc na dwór nie kupuję jej nic nawet jak poprosi. Też musi docenić ile trudu kosztuje pójście do sklepu. Musi sama wychodzić i robić sobie zakupy. Teraz będzie sama jeździć do teściów kierując samochodem. Niech też zobaczy jak to jest siedzieć za kierownicą jak człowiek jest zmęczony. A nie siedzieć sobie obok i podziwiać widoki zza okna. Będzie jeszcze więcej elementów. Ogólnie to na co najbardziej narzekałem teraz przerzucam na nią. Mam nadzieję, że doceni w końcu ile dla jej wygody robiłem.

Z terapią pełna zgoda będę naciskać w temacie. Nie pozwolę jej tego zamieść pod dywan.

135

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
display napisał/a:

Gdyby ona była niezależna finansowo od ciebie i wtedy chciała walczyć o małżeństwo Ti wtedy mógłbyś mieć cień nadziei ale tak ona walczy tylko o bankomat, nie o ciebie

Po wakacjach ma szukać pracy. Nie będzie taryfy ulgowej. Nie popuszczę tego tematu.

136

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

Twardym dowodem byłoby złapanie jej lub dowód w postaci filmu.

Ty sobie z nas jaja robisz?
To co napisałeś

krzychu666 napisał/a:

Zacząłem przeglądać historię jej gg, grzebać po poczcie, telefonie. Ona nigdy nie kryła nic. Znałem jej hasła piny. Dostałem w łeb. Okazało się, że miała romans z kolesiem od internetu. Mówiła, że przyjeżdża do niej czasem na kawę. On żonaty, ona mężatka. Gość bardzo doświadczony i dyplomatyczny, ale ich konwersacje nie pozostawiły wątpliwości, że przyjeżdżał na sex. Zdradzała mnie z nim jeszcze w czasie chodzenia zdradzała po ślubie.

Jest kłamstwem?
To nie jest twardy dowód?
Musisz zobaczyć pornola żeby uwierzyć?

krzychu666 napisał/a:

Ale ona już przestała negować, że mnie nie zdradziła.

Do czego potrzebujesz tego przyznania się?
Dlaczego skoro go oczekujesz to nie pokarzesz jej dowodów?
Po co ten cyrk?

krzychu666 napisał/a:

W czasie ostatniej kłótni powiedziała mniej więcej tak: Ty to sobie wyobrażasz, że ja tam z nim nie wiem co robiłam. Co pokazuje, że już dłużej wypierać zdrady się nie da.

Przecież to zdanie pokazuje że ona nadal się wypiera - jakim cudem tego nie widzisz?

krzychu666 napisał/a:

I nie utrzymuje już, że mnie nie zdradziła tak jak dotąd utrzymywała.

A ile lat ma zaprzeczać?
A ile lat Ty będziesz kręcił się w kółko?
Ile lat będziesz udawał że nic nie wiesz tylko podejrzewasz?

krzychu666 napisał/a:

Też ubolewam, że po tylu latach małżeństwa nie stać jej na szczerą rozmowę.

Przecież Ty sam nie jesteś szczery, też kłamiesz...i wymagasz szczerości od żony?

137

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Po przeczytaniu pierwszego elaboratu jakoś nie chciało mi się wertować tych stron.

Pierwszego zdradzała, ciebie zdradzała z różnymi kolesiami od samego początku, praktycznie nie uprawiacie seksu, choć jak widać ona libido jakieś tam ma....

Ty sprawdzałeś, czy dzieciak faktycznie twój badaniami genetycznymi (a nie jedynie opierając się na grupie krwi) ?

To co jej serwujesz to nie jest 'tresowanie'. Po prostu traktujesz ją jak dorosłą osobę.

138

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Ojejku, ona się popłakała i widzisz światełku w tunelu :-O Masz nadzieję (znowu ta nadzieja), że coś ją ruszyło? Może rzeczywiście to byłaby Twoja szansa, gdybyś odwoływał się do silnych emocji, tak jak tu stawiając przed nią widmo, że skrzyżowanie bankomatu z wyrobnikiem się ocknęło i wywołując w niej strach, że byle jakie, ale w miarę wygodne życie się skończy dla niej. Tylko czy Ty potrafisz tak „tresować” ją? Szczerze watpię.

Żeby terapia małżeńska zadziałała, to minimum jest, aby obie osoby miały przynajmniej jakieś zasady, a wiadomo, że Twoja żona żadnych nie ma.

Światełko w tunelu widzę nie po tym jak się popłakała, tylko od jakiegoś czasu uświadomiła sobie, że nie żartuję, że nie da się już zamieść tego pod dywan. I zaczyna się starać. Obawiam się, żeby to nie było tylko działanie chwilowe. Zmieniam cały czas swoje postępowanie względem żony. Ona to zresztą zauważyła. Zgodnie z tym co pisano na tym forum, że należy pokazać osobie, która zdradzała, że już mi na niej nie zależy. Teraz to ona musi pokazać, że zależy jej jeszcze na naszym związku. Zacząłem w stosunku do niej coś na kształt tresury. Polega to mniej więcej na tym, że ma wyznaczone sprawy do załatwienia. Nie pomagam jej, nie podpowiadam jej jak załatwić. Ma te sprawy sama załatwiać od a do z. Musi docenić ile trudu czasem to kosztuje i ile miała spokoju jak ja to ogarniałem. Drugim elementem "tresury" jest to, że wychodząc na dwór nie kupuję jej nic nawet jak poprosi. Też musi docenić ile trudu kosztuje pójście do sklepu. Musi sama wychodzić i robić sobie zakupy. Teraz będzie sama jeździć do teściów kierując samochodem. Niech też zobaczy jak to jest siedzieć za kierownicą jak człowiek jest zmęczony. A nie siedzieć sobie obok i podziwiać widoki zza okna. Będzie jeszcze więcej elementów. Ogólnie to na co najbardziej narzekałem teraz przerzucam na nią. Mam nadzieję, że doceni w końcu ile dla jej wygody robiłem.

Z terapią pełna zgoda będę naciskać w temacie. Nie pozwolę jej tego zamieść pod dywan.

Jak już ktoś napisał, stawianie dorosłej osobie oczekiwań, że będzie zajmowała się normalnymi życiowymi codziennymi sprawami, zamiast wymagać od innych, żeby to za nią ogarniali, to żadna „tresura”. To traktowanie jej jak osoby dorosłej a nie jak dziecka albo osoby z upośledzeniami.
Jak pisałam o „tresowaniu”, to miałam na myśli techniki „treserskie” odwołujące się do silnych emocji, bo przeważnie tylko to oddziaływuje na osoby z minimalną świadomością. Ale - jak już też wspominałam - nie sądzę, że coś takiego potrafiłbyś. I dobrze!

139

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:

Ty sobie z nas jaja robisz?

Jest kłamstwem?
To nie jest twardy dowód?
Musisz zobaczyć pornola żeby uwierzyć?[/qoute]

Nie muszę może nawet lepiej, że nie musiałem tego oglądać. Podczas jednej z wymian zdań, bo na szczęście nie doszliśmy wtedy do kłotni powiedziałem jej wprost, że nawet jeżeli nie uprawiała z nim seksu, to te konweersacje bezsprzecznie są zdradą emocjonalną.

maku2 napisał/a:

Do czego potrzebujesz tego przyznania się?
Dlaczego skoro go oczekujesz to nie pokarzesz jej dowodów?
Po co ten cyrk?

Przecież napisałem kilka postów wyżej, że pokazałem jej część dowodów. Nie pokazywałem jej całości, żeby w razie czego nie naszykowała sobie linii obrony. Moim zdaniem powinna się przyznać, bo to będzie oznaczało, że pierwszy raz przestanie kłamać i iść w zaparte w temacie zdrady. Trzeba się najpierw ukorzyć, żeby na tych gruzach zbudować coś na nowo.

maku2 napisał/a:

Przecież to zdanie pokazuje że ona nadal się wypiera - jakim cudem tego nie widzisz?

Moim zdaniem to jest przyznanie się, ale poprzez umniejszanie wagi tego, co się stało.

maku2 napisał/a:

A ile lat ma zaprzeczać?
A ile lat Ty będziesz kręcił się w kółko?
Ile lat będziesz udawał że nic nie wiesz tylko podejrzewasz?

Też o tym pisałem że ja nie mam wątpliwości, że doszło do zdrady. Ja jej nie podejrzewam, tylko wiem, że do zdrady doszło. Nic już nie muszę podejrzewać.

maku2 napisał/a:

Przecież Ty sam nie jesteś szczery, też kłamiesz...i wymagasz szczerości od żony?

Gdzie jestem nieszczery?? Wymagam od niej szczerości, bo jest osobą niesłowną. Czas na zmiany, koniec z manipulowaniem moją osobą.

140

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
MagdaLena1111 napisał/a:
krzychu666 napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Ojejku, ona się popłakała i widzisz światełku w tunelu :-O Masz nadzieję (znowu ta nadzieja), że coś ją ruszyło? Może rzeczywiście to byłaby Twoja szansa, gdybyś odwoływał się do silnych emocji, tak jak tu stawiając przed nią widmo, że skrzyżowanie bankomatu z wyrobnikiem się ocknęło i wywołując w niej strach, że byle jakie, ale w miarę wygodne życie się skończy dla niej. Tylko czy Ty potrafisz tak „tresować” ją? Szczerze watpię.

Żeby terapia małżeńska zadziałała, to minimum jest, aby obie osoby miały przynajmniej jakieś zasady, a wiadomo, że Twoja żona żadnych nie ma.

Światełko w tunelu widzę nie po tym jak się popłakała, tylko od jakiegoś czasu uświadomiła sobie, że nie żartuję, że nie da się już zamieść tego pod dywan. I zaczyna się starać. Obawiam się, żeby to nie było tylko działanie chwilowe. Zmieniam cały czas swoje postępowanie względem żony. Ona to zresztą zauważyła. Zgodnie z tym co pisano na tym forum, że należy pokazać osobie, która zdradzała, że już mi na niej nie zależy. Teraz to ona musi pokazać, że zależy jej jeszcze na naszym związku. Zacząłem w stosunku do niej coś na kształt tresury. Polega to mniej więcej na tym, że ma wyznaczone sprawy do załatwienia. Nie pomagam jej, nie podpowiadam jej jak załatwić. Ma te sprawy sama załatwiać od a do z. Musi docenić ile trudu czasem to kosztuje i ile miała spokoju jak ja to ogarniałem. Drugim elementem "tresury" jest to, że wychodząc na dwór nie kupuję jej nic nawet jak poprosi. Też musi docenić ile trudu kosztuje pójście do sklepu. Musi sama wychodzić i robić sobie zakupy. Teraz będzie sama jeździć do teściów kierując samochodem. Niech też zobaczy jak to jest siedzieć za kierownicą jak człowiek jest zmęczony. A nie siedzieć sobie obok i podziwiać widoki zza okna. Będzie jeszcze więcej elementów. Ogólnie to na co najbardziej narzekałem teraz przerzucam na nią. Mam nadzieję, że doceni w końcu ile dla jej wygody robiłem.

Z terapią pełna zgoda będę naciskać w temacie. Nie pozwolę jej tego zamieść pod dywan.

Jak już ktoś napisał, stawianie dorosłej osobie oczekiwań, że będzie zajmowała się normalnymi życiowymi codziennymi sprawami, zamiast wymagać od innych, żeby to za nią ogarniali, to żadna „tresura”. To traktowanie jej jak osoby dorosłej a nie jak dziecka albo osoby z upośledzeniami.
Jak pisałam o „tresowaniu”, to miałam na myśli techniki „treserskie” odwołujące się do silnych emocji, bo przeważnie tylko to oddziaływuje na osoby z minimalną świadomością. Ale - jak już też wspominałam - nie sądzę, że coś takiego potrafiłbyś. I dobrze!

No właśnie zacząłem od niej wymagać. To był też jeden z problemów. Mam nadzieję, że już nie wróci to co było w zakresie obowiązków domowych. Możesz rozwinąć wątek "tresury emocjonalnej"??

141

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

Nie muszę może nawet lepiej, że nie musiałem tego oglądać. Podczas jednej z wymian zdań, bo na szczęście nie doszliśmy wtedy do kłotni powiedziałem jej wprost, że nawet jeżeli nie uprawiała z nim seksu, to te konweersacje bezsprzecznie są zdradą emocjonalną.

Przecież Ty masz twarde dowody że przez lata dawała dupy innemu to dlaczego jej mówisz - "nawet jeżeli nie uprawiałaś z nim seksu". Czemu to ma służyć?
Rozumem że dowodów z których wynika że lata Ciebie zdradzała to jej nie pokazałeś?
Jeśli Ty tak krążysz wokół tematów to nie dziwie się że jesteś w czarnej dupie od lat. I chyba tam zostaniesz.

krzychu666 napisał/a:

Przecież napisałem kilka postów wyżej, że pokazałem jej część dowodów. Nie pokazywałem jej całości, żeby w razie czego nie naszykowała sobie linii obrony.

Jaka lina obrony, dla kogo, dla sądu?
Ty wszedłeś w posiadanie tych dowodów lata temu, przez ten czas zdarzyło Ci się ją pyknąć dla sądu będzie to dowód że jej wybaczyłeś bo przez te lata z tych dowodów nie skorzystałeś. Więc trzymanie dowodów w szufladzie mija się z celem.

krzychu666 napisał/a:

Moim zdaniem powinna się przyznać, bo to będzie oznaczało, że pierwszy raz przestanie kłamać i iść w zaparte w temacie zdrady

I tak przez całe lata.
Wydaje mi się że Twoja zona należy do ludzi którym trzeba udowodnić zdradę a go oznacza ze nadal będziesz krążył jak mucha wokół...Nie szkoda Ci życia na takie gierki?
Nawet jeśli Ci się przyzna to co zmieni w waszym małżeństwie?
W końcu rzuci Ci w twarz - zdradzałam Ciebie. I co dalej, zastanowiłeś się co z tym wyznaniem zrobisz?

krzychu666 napisał/a:

Trzeba się najpierw ukorzyć, żeby na tych gruzach zbudować coś na nowo.

Ukorzyć, zbudować...Żeby to miało jakiś sens to ona musiałaby sama to zrobić a ona "ukorzy" się tylko pod przymusem dowodów. Czy to będzie szczere?

krzychu666 napisał/a:

Moim zdaniem to jest przyznanie się, ale poprzez umniejszanie wagi tego, co się stało.

No to się mylisz. Tak zbudowane zdanie 

krzychu666 napisał/a:

W czasie ostatniej kłótni powiedziała mniej więcej tak: Ty to sobie wyobrażasz, że ja tam z nim nie wiem co robiłam.

wmówić Ci że sobie wyobrażasz nie stworzone rzeczy/że to co siebie wyobrażasz jest bzdurą- gdybyś jej pokazał dowody to takich rozmów byście nie przeprowadzali bo i po co. Moglibyście pójść do przodu a tak drepczecie w miejscu.

krzychu666 napisał/a:

Gdzie jestem nieszczery??

W kłamstwie że nie masz dowodów na jej zdrady.

krzychu666 napisał/a:

Wymagam od niej szczerości, bo jest osobą niesłowną.

Od kłamcy, oszusta, zdrajcy - wymagasz szczerości? Ile chcesz czekać?

krzychu666 napisał/a:

Czas na zmiany, koniec z manipulowaniem moją osobą.

Żeby ona przestała kłamać to musiałbyś jej pokazać dowody ale chyba Ciebie na to nie stać - strach?
Sam sobie weź do serca własne słowa - przestań manipulować, stań w prawdzie tylko to może pomóc.

142

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

krzychu666 czy nie masz wrażenia, że większość wypowiedzi panów jest skoncentrowana na przeszłości w celu rozliczeniu i ukaraniu Twojej żony?
Jakby zemsta miała zapewnić Ci szczęśliwe i spokojne życie w przyszłości.
Moim zdaniem to tak nie zadziała.

143 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-06-06 19:23:38)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Być może i dla żony zmiana w zachowaniu męża jest odbierana jako niesprawiedliwość i zemsta nic niezwykłego u osób które potencjalnie zdradziły w przeszłości,
Przeszłość jednak "wisi" a na razie nie ma sposobu na akceptację i cały jej proces
Milczenie przez parę lat okazało się jeszcze bardziej niszczące dla tego związku niż ujawnienie faktów.
Tylko jedna strona coś usiłuje i to ją przerasta druga strona czyli żona wyraźnie unika możliwe że pozoruje zmianę
więc nie ma w tym równowagi żadnej, równowaga jest blisko poczucia sprawiedliwości jakkolwiek się ją pojmuje, a tu też to się rozjeżdża.
Krzychu jak wiele osób przed nim i jak między innymi wiele kobiet które dały szansę po zdradzie mężom i z nimi zostały, sam nie pociągnie małżeństwa.
Deklarowanie odpuszczenia i wybaczenia to początek początku o ile jest to działanie przemyślane,zrozumiane i dobrowolne, z przeżytymi jakoś negatywnymi emocjami .A żeby odpuścić i podjąć decyzję trzeba mieć co wybaczyć, same spekulacje, domniemania, nawet dowody okazały się marnym narzędziem do poprawy czegokolwiek
Tu ja przynajmniej nic takiego nie widzę widzę faceta który przestaje być odrobinę frajerem albo ma na to ochotę choć się boi i żonę która łaskawie ustępuje i coś tam czasem zrobi łaskawie też nie ma kochanka do dojeżdżania z jakichś powodów.

144

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Nie wiem czy mnie masz na myśli ale...

Agnes76 napisał/a:

czy nie masz wrażenia, że większość wypowiedzi panów jest skoncentrowana na przeszłości w celu rozliczeniu i ukaraniu Twojej żony?

Przecież nie ma dnia dzisiejszego bez dnia wczorajszego.
Historia Krzycha i jego żony zaczęła się lata temu i dzisiejszy ich stan posiadania wynika z ich działania.
To chyba jasne?
Rozliczyć żonę trzeba.
Karać...i jak to miałoby wyglądać?

Agnes76 napisał/a:

Jakby zemsta miała zapewnić Ci szczęśliwe i spokojne życie w przyszłości.

Zemsta...że niby rozwód ma nią być?

Agnes76 napisał/a:

Moim zdaniem to tak nie zadziała.

Bo nie zadziała.
Oraz Krzych nie jest mściwy.

145

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:

Nie wiem czy mnie masz na myśli ale...

Przecież nie ma dnia dzisiejszego bez dnia wczorajszego.
Historia Krzycha i jego żony zaczęła się lata temu i dzisiejszy ich stan posiadania wynika z ich działania.
To chyba jasne?
Rozliczyć żonę trzeba.
Karać...i jak to miałoby wyglądać?

Spokojnie maku2 wdech - wydech wink

A jak chcesz rozliczyć żonę z działań sprzed kilku lat? I po co?
Naprawdę nie chodzi mi o to, że winną jest kobieta, bo pisałabym to samo, gdyby winny był mężczyzna.
Jeśli nie chcesz jej karać to nie ma żadnego sensu grzebanie się w tym teraz. Moim zdaniem najlepiej będzie to wyrzucić z pamięci.
Jeśli chcą nadal ze sobą żyć, to ten rozdiał trzeba zamknąć.

Wiesz, jak miałam sobie wziąć psa to kupiłam książkę "Pies dobrze wychowany" i dowiedziałam się z niej, ze nie należy karać psa za zachowanie po upływie 10 minut, bo nie będzie tych rzeczy łączył. Ja wiem że człowiek to nie pies, no ale czy rozliczanie za sprawy sprzed wielu, wielu lat ma sens i na pewno zostanie właściwie połączone a działanie skojarzone?

Oni teraz są na zupełnie innym poziomie. Tamto było, minęło i wskrzeszanie tego na pewno im nie pomoże.
Nie można wymagać po latach, że ktokolwiek będzie resztę życia przepraszał i był wdzięczny, bo coś teraz zostało odkryte i w łaskawości darowane. Nie można, bo nikt tego nie udźwignie. Moim zdanie roztrząsanie tego teraz rozwali to małżeństwo.
Oczekiwanie, że żona będzie się z nim gorąco kochać z wdzięczności za wybaczenie zdrady jest nierozsądne.
Nawet jeśli Krzych nie jest mściwy, w co nie wątpię, to i tak potem każde jego niemiłe zachowanie może być odebrane jako zemsta. Po latach może i tak się zdarzyć, ze Krzych będzie potrzebował opieki żony, a wtedy ona będzie chciała wyrównać swoje krzywdy.
Oni się w tym pogubią.


Krzych powinien tą wiedzę przekuć na wewnętrzne poczucie swojej wartości. Niech ma tą świadomość, że bez jego dobrej woli to wszystko by się rozleciało. Niech wie, że jest filarem tej rodziny. A potem, pewny siebie, niech spokojnie i stanowczo ustala nowe zasady w małżeństwie.
I jeśli czegoś od żony oczekuje, czego chce, na czymś mu zależy, to niech o tym mówi, zamiast przyjmować wielkopańską postawę "nie będę się prosił".

146

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

A jak chcesz rozliczyć żonę z działań sprzed kilku lat?

Poprzez pytania i odpowiedzi.

Agnes76 napisał/a:

I po co?

Oboje muszą stanąć w prawdzie.
Ona musi wiedzieć że on wie a nie że się domyśla.
On musi usłyszeć odpowiedzi.
Inaczej nic tam się nie zmieni.

Agnes76 napisał/a:

Jeśli nie chcesz jej karać to nie ma żadnego sensu grzebanie się w tym teraz. Moim zdaniem najlepiej będzie to wyrzucić z pamięci

Ja po uzyskaniu wiedzy że zawsze byłem zdradzany - rozwiódłbym się.  Czy to byłaby kara?
Gdyby ona po tych zdradach była normalna dla Krzycha to bym się z Tobą zgodził. Ale tam normalnie nie jest.
Myślę że Krzych chce jej coś udowodnić a jednocześnie usłyszeć jej skruchę która MOŻE nastąpi gdy jej pokarze dowody.
Wyrzucenie z pamięci...gdyby ona była dla męża inna to już by się stało bo Krzych przełknął to co ona mu zrobiła. Ale ona się nie zmieniła i stoją tak w miejscu, ten związek trzeba popchnąć żeby ruszyli dalej lub żeby się posypał.

Agnes76 napisał/a:

Jeśli chcą nadal ze sobą żyć, to ten rozdiał trzeba zamknąć

Krzych chce a ona?
I na jakich zasadach to ma trwać? Bo te co są Krzychowi nie pasują. 
Rozdział trzeba zamknąć ale nie kłamstwem, oszustwem, udawaniem niewiedzy.

Agnes76 napisał/a:

Wiesz, jak miałam sobie wziąć psa to kupiłam książkę "Pies dobrze wychowany" i dowiedziałam się z niej, ze nie należy karać psa za zachowanie po upływie 10 minut, bo nie będzie tych rzeczy łączył. Ja wiem że człowiek to nie pies, no ale czy rozliczanie za sprawy sprzed wielu, wielu lat ma sens i na pewno zostanie właściwie połączone a działanie skojarzone?

Zgadzam sie. Człowiek to nie pies. Jeśli ona "zapomniała"(W co wątpię) to on ma dowody żeby przypomnieć. Krzych chce usłyszeć przyznanie sie do winy i słowo - przepraszam.
Ponawiam - gdyby ona zmieniła swoje nastawienie to od lat byłoby tam inaczej a Krzycha tutaj by nie było.
To co proponujesz to zamiecenie ich problemów pod dywan i niczego to nie zmieni.

Agnes76 napisał/a:

Oni teraz są na zupełnie innym poziomie. Tamto było, minęło i wskrzeszanie tego na pewno im nie pomoże

Chyba czytamy inna historię.
Inny poziom? To dlaczego Krzych nadal robi za petenta, dlaczego zmusza/żebra o seks?
Dlaczego tam nie ma śladu czułości?
Innym poziom - co tam się zmieniło że tak twierdzisz?
Ja widzę że tam jest tak samo jak było, z pewną różnicą - podobno już go nie zdradza. Ale to niczego dla Krzycha nie zmieniło.

Agnes76 napisał/a:

Nie można wymagać po latach, że ktokolwiek będzie resztę życia przepraszał i był wdzięczny, bo coś teraz zostało odkryte i w łaskawości darowane.

Wystarczy raz ale szczerze.
Tutaj natomiast od lat mamy zaprzeczanie i kłamstwa. Czy można żyć przez lata z kłamstwem? Oszustwem? Wmawianiem że mężowi odbiła bo ona była wierna?
Naprawdę to proponujesz?

Agnes76 napisał/a:

Moim zdanie roztrząsanie tego teraz rozwali to małżeństwo.

Przecież na wyraźne życzenie żony Krzycha to małżeństwo trwa tylko na papierze. Jego nie ma. Jest tylko jakiś układ który trwa tylko dzięki postawie Krzycha. On tu zaistniał rok temu a nie 10 lat.
Oni trwają, to nie jest życie dla młodych ludzi.
A że rozwali...a można rozwalić coś czego nie ma? Myślisz że Krzych tu zawitał z radości i szczęścia?

Agnes76 napisał/a:

Oczekiwanie, że żona będzie się z nim gorąco kochać z wdzięczności za wybaczenie zdrady jest nierozsądne.

To prawda. Nie wiem dlaczego Krzych się łudzi że jej przyznanie coś zmieni. Może coś na niej wymusi ale tego oczekuje?

Agnes76 napisał/a:

Nawet jeśli Krzych nie jest mściwy, w co nie wątpię, to i tak potem każde jego niemiłe zachowanie może być odebrane jako zemsta.

Owszem.
Ale to jej wybory, jej decyzje, jej postępowanie doprowadziło ich do tego miejsca.
Ona może tak to odbierać ale tylko "kawa na ławie" może tam coś zmienić - owijanie g...a w sreberko nie sprawdziło się, chociaż Krzych to robił przez lata.
Krzych nie jest wymagający, odnoszę wrażenie że odrobina czułości z jej strony jemu by wystarczała. 

Agnes76 napisał/a:

Po latach może i tak się zdarzyć, ze Krzych będzie potrzebował opieki żony, a wtedy ona będzie chciała wyrównać swoje krzywdy.

Albo ona odejdzie. Bo gdzie jest napisane że z nim będzie za rok?

Agnes76 napisał/a:

Krzych powinien tą wiedzę przekuć na wewnętrzne poczucie swojej wartości. Niech ma tą świadomość, że bez jego dobrej woli to wszystko by się rozleciało. Niech wie, że jest filarem tej rodziny.

Czyli ma zacisnąć zęby i trwać we własnym poczuciu krzywdy, braku szczęścia?
I tak przez kolejne lata?
Przecież on już ma takiego życia dość, dlatego tu się zjawił.

Agnes76 napisał/a:

A potem, pewny siebie, niech spokojnie i stanowczo ustala nowe zasady w małżeństwie.

Myślisz że przez minione lata on nie próbował tego zrobić?
Że nie próbował wpłynąć na żonę?
Przecież to pobożne życzenie.

Agnes76 napisał/a:

I jeśli czegoś od żony oczekuje, czego chce, na czymś mu zależy, to niech o tym mówi, zamiast przyjmować wielkopańską postawę "nie będę się prosił".

A ile lat można prosić się o bzykanko?
Ja też bym się nie prosił, tylko po postawieniu sprawy jasno - zrobiłeś to Krzychu? - odszedłbym.
Agnes, przecież ich związek od dnia ślubu przestał istnieć, chociaż Krzychu o tym nie wiedział. Dopiero przejrzał na oczy gdy odkrył zdrady. Jeśli on nie wstrząśnie żoną tam nic się nie zmieni. Nic.

147 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-06-08 11:29:28)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

maku2 my chyba czytamy inną historię smile
To co piszesz miałoby sens gdyby ta zdrada wydarzyła się pół roku temu, co najwyżej.

Krzych nigdy się nie prosił o bzykanko. On wyszedł z założenia, że nie będzie się prosił bo zasługuje na seks.
To tak nie działa w związku gdzie nie ma wielkiego pożądania. On na pewno według żony na wiele zasługiwał, tylko niekoniecznie na seks. I moim zdaniem ta żona też wiele do tego związku wnosiła, bo inaczej na pewno by z nią nie był. Teraz mu się zebrało na podsumowania i w poczuciu krzywdy i widzi siebie jako całkowitą ofiarę jej oziębłości.
Tymczasem w związkach tak jest, że dostajemy to, co sobie wypracujemy, jak ustawimy granice. Nigdzie nie ma idealnej sprawiedliwości, bo to w ogóle pojęcie z księżyca. Twierdzenie, że jak kogoś kochasz to będziesz się dla niego poświęcał jest brednią, bo gdyby ta osoba nas kochała to by nie pozwoliła abyś się dla niej poświęcił, tylko ona poświęciłaby się dla Ciebie. I tak kółko z poświęceniami i udowadnianiem miłości się zamyka. To droga donikąd.

Ona teraz jest normalna, jest jaka jest, bo zawsze taka była. Myślisz, że jak jej wytknie winy, to ona nagle w przypływie poczucia skruchy i wdzięczności zmieni się w inna osobę? Będzie mieć inne przyzwyczajenia i sposób postępowania?
Małżeństwo to proces, ustalanie granic, wywalczanie sobie przywilejów, dzielenie się obowiązkami. To sie dzieje cały czas bo nic nie jest stałe, a warunki życiowe też ulegają zmianom. Nikt mu nie wypłaci teraz rekompensaty, bo tego nie ds się zrobić. To nie jest tak, że zadasz jej pytanie czy chce tego małżeństwa, a jak chce, to ma to czy tamto i sprawa załatwiona. To się wypracowuje i w pewnym sensie egzekwuje każdego dnia.

148

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Po latach może i tak się zdarzyć, ze Krzych będzie potrzebował opieki żony, a wtedy ona będzie chciała wyrównać swoje krzywdy.

To nie kobieta, która wspomoże swojego męża.

149 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-06-08 12:08:15)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Farmer napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Po latach może i tak się zdarzyć, ze Krzych będzie potrzebował opieki żony, a wtedy ona będzie chciała wyrównać swoje krzywdy.

To nie kobieta, która wspomoże swojego męża.

Tego nie wiesz.
Ja wiem jedno - w każdym małżeństwie role się zmieniają tak, jak partnerzy sobie ustalą. Nikt nie da drugiemu forów swoim kosztem, każdy coś sobie chce polepszyć a nie pogorszyć. Nikt nie wchodzi w małżeństwo żeby tylko się poświęcać i dawać.
On mimo małej sprawności fizycznej będzie miał inne aktywa, które mogą bardzo żonie odpowiadać i rekompensować wkład jaki w ten związek będzie dawać.
Ludzie są ze sobą po 50 lat i niekoniecznie tam musi być wielki seks i pożądanie.
Względy ekonomiczne też są ważne.
Dlatego dobrze by było, aby potrafili w sobie wzbudzić serdeczność i wzajemną opiekuńczość, nawet jesli nie będzie gorącej miłości.
Rozliczanie, wytykanie błędów, wymaganie zadośćuczynienia, wzbudzanie winy, oczekiwanie rekompensaty itp na pewno nie obudzą tych ciepłych uczuć.

150

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

To co piszesz miałoby sens gdyby ta zdrada wydarzyła się pół roku temu, co najwyżej.

Może dla Ciebie ale nie Krzycha

krzychu666 napisał/a:

Ból pozostał, lata lecą i któregoś dnia doszło do mnie, że zmarnowałem ponad 10 lat na człowieka, który mnie zdradzał. Który związał się ze mną z rozsądku nie z miłości. Osoby, która nie daje mi nic od siebie w sensie emocjonalnym

Dla niego to nadal paląca sprawa.

Agnes76 napisał/a:

Krzych nigdy się nie prosił o bzykanko.

A na co to wygląda?

krzychu666 napisał/a:

W końcu po kolejnej odmowie współżycia...

Dla mnie na proszenie się.

Agnes76 napisał/a:

On na pewno według żony na wiele zasługiwał, tylko niekoniecznie na seks.

Czyli go wykastrowała a sama sobie z innymi używała - łaskawa pani.
Nie wiesz co ona o nim myśli - nie dopisujmy sobie.

Agnes76 napisał/a:

I moim zdaniem ta żona też wiele do tego związku wnosiła, bo inaczej na pewno by z nią nie był.

Jest z nią bo ją kocha. A ona jest z nim bo...ciekawe dlaczego? Bo jeśli ona go kocha...to w dziwny sposób.

Agnes76 napisał/a:

Teraz mu się zebrało na podsumowania i w poczuciu krzywdy i widzi siebie jako całkowitą ofiarę jej oziębłości.

Bo jest jej ofiarą.
Zdradzała go od zawsze?
Czekał na 1 seks po ślubie 4 lata?
Nadal prosi się o seks?
Nie okazuje mu czułości?
Jeśli on nie jest ofiarą to kim jest?

Agnes76 napisał/a:

Tymczasem w związkach tak jest, że dostajemy to, co sobie wypracujemy, jak ustawimy granice.

I tu jest wina Krzycha. Pozwolił jej stawiać granice. Wina Krzycha bo kocha za dwoje.
On powinien zadziałać niedługo po jej porodzie...a czekał lata nie wiem na co.

Agnes76 napisał/a:

Twierdzenie, że jak kogoś kochasz to będziesz się dla niego poświęcał jest brednią, bo gdyby ta osoba nas kochała to by nie pozwoliła abyś się dla niej poświęcił, tylko ona poświęciłaby się dla Ciebie.

Dokładnie.
Dlatego myślę że żona Krzycha nie kocha.
Śmiało można powiedzieć że on dla żony się poświęcił.
A ona poświęciła Krzycha...dla siebie.

Agnes76 napisał/a:

Ona teraz jest normalna, jest jaka jest, bo zawsze taka była.

Problem w tym że nie była taka przed ślubem...ślub i nagle inna babka.

Agnes76 napisał/a:

Myślisz, że jak jej wytknie winy, to ona nagle w przypływie poczucia skruchy i wdzięczności zmieni się w inna osobę? Będzie mieć inne przyzwyczajenia i sposób postępowania?

Nie wiem jak zareaguje.
Wiem że Krzych powinien zadziałać w 2015 gdy się dowiedział jaka ona jest i jak go potraktowała.
Wiem też że Krzych wymaga od niej przyznania się do zdrad.
Nie wiem dlaczego zwleka tyle lat żeby pokazać dowody.
Wiem że coś MUSZĄ zrobić żeby pójść do przodu bo to co jest teraz nie rokuje dobrze na przyszłość.
Zamieść pod dywan...przecież Krzych zamiata tam przez lata i czy to coś dało?

Agnes76 napisał/a:

Małżeństwo to proces, ustalanie granic, wywalczanie sobie przywilejów, dzielenie się obowiązkami. To sie dzieje cały czas bo nic nie jest stałe, a warunki życiowe też ulegają zmianom.

Ja to wiem ale czy Krzych wie?
Czy tak oślepł że nie widział że źle się dzieje w państwie duńskim...znaczy w ich małżeństwie? 4-letni celibat...ten związek jest bo tak chciał Krzych. I będzie nadal gdy tego będzie chciał.

Agnes76 napisał/a:

Nikt mu nie wypłaci teraz rekompensaty, bo tego nie ds się zrobić.

Generalnie gdyby ona chciała się częściej bzykać Krzyś byłby zadowolony...może tylko o to chodzi?

Agnes76 napisał/a:

To się wypracowuje i w pewnym sensie egzekwuje każdego dnia.

Chcący czy nie ale właśnie mi przytaknęłaś - Krzych pokaż dowody żonie i egzekwuj co tam chcesz.
Lecz pamiętaj że ona może się nie zgodzić

151 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-06-08 12:33:55)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Mam wrażenie, że chcesz udowodnić, że wiesz lepiej od wszystkich co myśli i chce Krzychu. No niestety tak nie jest.
On tą żonę nadal kocha, i bardzo dobrze. Tobie się włączyła jakaś zimna śledcza sprawiedliwość, która wcale mu nie pomaga.

152

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:
Farmer napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Po latach może i tak się zdarzyć, ze Krzych będzie potrzebował opieki żony, a wtedy ona będzie chciała wyrównać swoje krzywdy.

To nie kobieta, która wspomoże swojego męża.

Tego nie wiesz.
Ja wiem jedno - w każdym małżeństwie role się zmieniają tak, jak partnerzy sobie ustalą. Nikt nie da drugiemu forów swoim kosztem, każdy coś sobie chce polepszyć a nie pogorszyć. Nikt nie wchodzi w małżeństwo żeby tylko się poświęcać i dawać.
On mimo małej sprawności fizycznej będzie miał inne aktywa, które mogą bardzo żonie odpowiadać i rekompensować wkład jaki w ten związek będzie dawać.
Ludzie są ze sobą po 50 lat i niekoniecznie tam musi być wielki seks i pożądanie.
Względy ekonomiczne też są ważne.
Dlatego dobrze by było, aby potrafili w sobie wzbudzić serdeczność i wzajemną opiekuńczość, nawet jesli nie będzie gorącej miłości.
Rozliczanie, wytykanie błędów, wymaganie zadośćuczynienia, wzbudzanie winy, oczekiwanie rekompensaty itp na pewno nie obudzą tych ciepłych uczuć.

W takim stanie zawieszenie to nie widać żadnych fundamentów na którym się opiera małżeństwo,ani miłość,ani zaufanie,zero uczciwości szczerości etc nawet takiej po ludzku nieidealnej niedoskonałej,mam wrażenie że proponujesz taki związek z rozsądku,wyrachowania kalkulacji
bo facet ma chory kręgosłup a żona niby się nawróciła
Tam się nie da ot tak zasypać bagna tylko żeby zbudować coś od nowa,a takie sposoby żeby Krzychu zwiększył swoją atrakcyjność pracując nad sobą i dla siebie samego przy obojętności i interesowności żony to też taki skalkulowane te ciepłe uczucia wątpliwe bo wyproszone wybłagane ale w inny sposób po prostu i niema gwarancji że podziałają na nią tak że Krzychu rozkocha żonę w sobie
Te wszelkie urazy tworzą mur z kłamstw niedomówień nawet radykalne wybaczenie wymaga jakiejś gotowości
Nie przeskoczy się pewnych podświadomych zjawisk kontynuując zamiatanie zdrad w przeszłości pod dywan
O niewypominaniu zdrady i po wybaczeniu nie wspominam bo do wybaczenia odpuszczenia to jeszcze spora odległość jest.
Co nie znaczy że praca nad sobą Autora i nad jego przestrzenią jest zbędna ,jest dla niego koniecznością ale nie ma pewności co z żoną
nie jest wiarygodna nie ma z jej strony zbyt wielkiej chęci odbudowania zaufania u męża jest opór i obronna przed nim.

153

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Mam wrażenie, że chcesz udowodnić, że wiesz lepiej od wszystkich co myśli i chce Krzychu. No niestety tak nie jest.
On tą żonę nadal kocha, i bardzo dobrze. Tobie się włączyła jakaś zimna śledcza sprawiedliwość, która wcale mu nie pomaga.

Błędnie założyłaś.
Tak samo jak Ty zakładam co Krzych i co jego żona - a to nie ma nic wspólnego z wiedzą.
Podejście Krzycha do żony i małżeństwa przez lata nie przyniosło oczekiwanego rezultatu.
Dlatego uważam że podejście należy zmienić bo kolejne lata miną i nic nie osiągnie.
Uważam że powinien na kolejne jej kłamstwa pokazać dowody.

Gdyby Krzychowi pasowało jak jest to jego tu by nie było. A że kocha, tak kocha - za dwoje.

154

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
paslawek napisał/a:

,mam wrażenie że proponujesz taki związek z rozsądku,wyrachowania kalkulacji
bo facet ma chory kręgosłup a żona niby się nawróciła

Chyba tak smile
Bo czy nie lepsze małżeństwo z rozsądku od samotności w chorobie?
Małżeństwa z rozsądku przez wieki się sprawdzały o ile małżonkowie opiekowali się sobą i wspierali wzajemnie.

tak mi się przypomniało big_smile

155

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:
paslawek napisał/a:

,mam wrażenie że proponujesz taki związek z rozsądku,wyrachowania kalkulacji
bo facet ma chory kręgosłup a żona niby się nawróciła

Chyba tak smile
Bo czy nie lepsze małżeństwo z rozsądku od samotności w chorobie?
Małżeństwa z rozsądku przez wieki się sprawdzały o ile małżonkowie opiekowali się sobą i wspierali wzajemnie.

tak mi się przypomniało big_smile

Sprytne i takie po kobiecemu big_smile

Może jak nie zapomnę później lub jutro coś więcej napiszę

156

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Bo czy nie lepsze małżeństwo z rozsądku od samotności w chorobie?
Małżeństwa z rozsądku przez wieki się sprawdzały o ile małżonkowie opiekowali się sobą i wspierali wzajemnie.

Przez dziesiątki tysięcy lat.

157

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Noble napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Od lat nic się nie dzieje - czyli obecna sytuacja nie wynika ze skłonności żony do innych mężczyzn.
Dopadła Was nuda, brakuje Ci ciepła w związku i zacząłeś szukać obecnego stanu rzeczy w sprawach historycznych.
Czy to Ci w czymś pomoże? Czy obwinianie żony poprawi Waszą sytuację małżeńską?
Czy w razie rozwodu jesteś wygrany?

Z tego co wnioskuję masz 1/3 własności mieszkania a żona 2/3. Jak myślisz, kto z tego mieszkania wyjdzie?
Gdzie chcesz  mieszkać i z kim? jakie masz szanse na wspaniały związek ze swoimi problemami zdrowotnymi i erotycznymi?
Czy samotność w pustym, wynajmowanym za ciężkie pieniądze mieszkaniu i alimenty sprawią, że Twoje życie rozkwitnie gdy odejdziesz od rodziny?

Ja bym Ci życzyła wszystkiego co najlepsze, tylko co z tego? Trzeba w życiu być realistą.
Mężczyźni, którzy Ci tutaj doradzają rozstanie z żoną są samotni, chociaż nie mają takich problemów jak Ty i o wiele lepszą sytuację materialną. Nie tak łatwo stworzyć nowy związek.
Masz dobry kontakt z synem a potem nie wiadomo co będzie.
Nawet jeśli żona nie pragnie z Tobą bliskości to nie jest wobec Ciebie agresywna, nie poniża Cię. Nie każdy może tak powiedzieć o swoim nieudanym małżeństwie.

Jeśli chcesz sobie poprawić życie to musisz zrobić to  sam. Jak dobrze zauważyłeś powinieneś zbudować siebie na nowo.
Zadbaj o swoje rozrywki i przyjemności będąc w tym małżeństwie. W życiu tak bywa, że gdy człowiek staje się samodzielny i emocjonalnie silny przyciąga do siebie innych ludzi. Może i tak się zdarzyć, ze żona zobaczy Cię w innym świetle jako innego człowieka. To nie jest łatwe, ale jeśli jej zaimponujesz swoją zmianą może się nawet zakochać w Tobie po latach.

Oboje weszliście w ten związek niejako z braku lepszych możliwości. Ona chciała mieć dziecko i męża, Ty żonę i rodzinę. Oboje przymykaliście oko na wiele swoich niedociągnięć by zrealizować cele. Nie ma w tym niczego złego ani nawet dziwnego - na świecie nie żyją same księżniczki i królewicze, najwięcej jest przeciętnych ludzi, którzy akceptują się nawzajem by razem stworzyć rodzinę i mieć bliskie sobie osoby.

Postaw na siebie. Sam o siebie dbaj, a rodzinie daj  tyle ile chcesz, bez wyliczania i wymagań. To sprawi, że poczujesz się pewny i niezależny. Brak wymagań to brak rozczarowań więc i spokój ducha.
Życie trzeba przejść na własnych nogach, a partner to tylko towarzysz podróży zwanej życiem.

Nie wierzę w to, co czytam; czyżby faktycznie dla własnego zdrowia psychicznego lepiej jest siedzieć w nieszczęśliwym związku, bo tak jest po prostu taniej?

Co?

158

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
JuliaUK33 napisał/a:
Noble napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Od lat nic się nie dzieje - czyli obecna sytuacja nie wynika ze skłonności żony do innych mężczyzn.
Dopadła Was nuda, brakuje Ci ciepła w związku i zacząłeś szukać obecnego stanu rzeczy w sprawach historycznych.
Czy to Ci w czymś pomoże? Czy obwinianie żony poprawi Waszą sytuację małżeńską?
Czy w razie rozwodu jesteś wygrany?

Z tego co wnioskuję masz 1/3 własności mieszkania a żona 2/3. Jak myślisz, kto z tego mieszkania wyjdzie?
Gdzie chcesz  mieszkać i z kim? jakie masz szanse na wspaniały związek ze swoimi problemami zdrowotnymi i erotycznymi?
Czy samotność w pustym, wynajmowanym za ciężkie pieniądze mieszkaniu i alimenty sprawią, że Twoje życie rozkwitnie gdy odejdziesz od rodziny?

Ja bym Ci życzyła wszystkiego co najlepsze, tylko co z tego? Trzeba w życiu być realistą.
Mężczyźni, którzy Ci tutaj doradzają rozstanie z żoną są samotni, chociaż nie mają takich problemów jak Ty i o wiele lepszą sytuację materialną. Nie tak łatwo stworzyć nowy związek.
Masz dobry kontakt z synem a potem nie wiadomo co będzie.
Nawet jeśli żona nie pragnie z Tobą bliskości to nie jest wobec Ciebie agresywna, nie poniża Cię. Nie każdy może tak powiedzieć o swoim nieudanym małżeństwie.

Jeśli chcesz sobie poprawić życie to musisz zrobić to  sam. Jak dobrze zauważyłeś powinieneś zbudować siebie na nowo.
Zadbaj o swoje rozrywki i przyjemności będąc w tym małżeństwie. W życiu tak bywa, że gdy człowiek staje się samodzielny i emocjonalnie silny przyciąga do siebie innych ludzi. Może i tak się zdarzyć, ze żona zobaczy Cię w innym świetle jako innego człowieka. To nie jest łatwe, ale jeśli jej zaimponujesz swoją zmianą może się nawet zakochać w Tobie po latach.

Oboje weszliście w ten związek niejako z braku lepszych możliwości. Ona chciała mieć dziecko i męża, Ty żonę i rodzinę. Oboje przymykaliście oko na wiele swoich niedociągnięć by zrealizować cele. Nie ma w tym niczego złego ani nawet dziwnego - na świecie nie żyją same księżniczki i królewicze, najwięcej jest przeciętnych ludzi, którzy akceptują się nawzajem by razem stworzyć rodzinę i mieć bliskie sobie osoby.

Postaw na siebie. Sam o siebie dbaj, a rodzinie daj  tyle ile chcesz, bez wyliczania i wymagań. To sprawi, że poczujesz się pewny i niezależny. Brak wymagań to brak rozczarowań więc i spokój ducha.
Życie trzeba przejść na własnych nogach, a partner to tylko towarzysz podróży zwanej życiem.

Nie wierzę w to, co czytam; czyżby faktycznie dla własnego zdrowia psychicznego lepiej jest siedzieć w nieszczęśliwym związku, bo tak jest po prostu taniej?

Co?

dla zdrowia psychicznego lepiej zakonczyc toksyczny zwiazek

159

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Farmer napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Bo czy nie lepsze małżeństwo z rozsądku od samotności w chorobie?
Małżeństwa z rozsądku przez wieki się sprawdzały o ile małżonkowie opiekowali się sobą i wspierali wzajemnie.

Przez dziesiątki tysięcy lat.

Ale Agnes jesteś naiwna i jakaś w swoich poglądach niedoświadczona, weź na tapet literaturę: "Chłopów" czy "Nanę", czy sztukę "Grupa krwi";  to że przez stulecia były związki z rozsądku, to nie znaczy, że wszystkie były szczęśliwe i zgodne, wiele z nich było nieszczęśliwych, zdrada była na porządku dziennym, małzeństwo to było jedno, głownie na pozór i korzyści majątkowych,  a szukanie uczucia poza związkiem to była norma. A  juz argument, żeby być z kimś, ze strachu przed samotną starością, czy powodów ekonomicznych, to najgorsza bzdura. Dziś był poruszony w mediach temat kobiety, która z dziecmi i jedną walizką ubrań uciekła od męża-pijaka, z jedną walizką!, a przecież dla powodów ekonomicznych mogła trwać przy alkoholiku, bo przecież nie miała dokąd iść. Nigdy pewnie Agnes nie byłaś w związku z rozsądku, toteż nawet nie potrafisz sobie wyobrazić, jaka to może byc udręka, sypiać z kimś, z kim wiąże Cie wyłącznie "rozsądek"(celowo w cudzisłowie)

160

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Noble nigdy nikomu nie radziłam aby był w nieszczęśliwym związku. Ani żeby było taniej, ani nawet na bogato.
Czy ja tutaj twierdzę, że żona nagle zacznie się z nim kochać, bo on ją rozliczy i daruje winy? Przecież od samego początku piszę, że nie może oczekiwać zmiany żony pod wpływem presji czy zadośćuczynienia. Weź na spokojnie przeczytaj co pisałam, bo  nie zrozumiałaś mojego przekazu.

Każdy związek jest na swój sposób nieszczęśliwy, ponadto jedne bardzo i nie do uratowania, a inne mniej i ludzie jeszcze się kochają, chociaż mają do siebie sporo żalu. Ja ten związek odbieram jako taki do uratowania. Tu można wykonać pracę i wiele zmienić. Czy wszystko? Na pewno nie.
Druga sprawa - naiwnością jest twierdzić, że każde małżeństwo spełnia 100% potrzeb obojga małżonków. Jak spełnia 70% to podobno jest super. Jak mniej, to też trzeba rozważyć na ile ważne są te potrzeby, które spełnia i czy lepiej jest mieć część czy nic.
Jeśli ludzie się unieszczęśliwiają, są dla siebie okrutni albo nienawidzą to nie ma czego naprawiać.
Tutaj tego nie widzę.

161

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

nigdy nikomu nie radziłam aby był w nieszczęśliwym związku. Ani żeby było taniej, ani nawet na bogato.
.

vs

Agnes76 napisał/a:

Czy w razie rozwodu jesteś wygrany?

Z tego co wnioskuję masz 1/3 własności mieszkania a żona 2/3. Jak myślisz, kto z tego mieszkania wyjdzie?
Gdzie chcesz  mieszkać i z kim? jakie masz szanse na wspaniały związek ze swoimi problemami zdrowotnymi i erotycznymi?
Czy samotność w pustym, wynajmowanym za ciężkie pieniądze mieszkaniu i alimenty sprawią, że Twoje życie rozkwitnie gdy odejdziesz od rodziny?

vs

Agnes76 napisał/a:

Bo czy nie lepsze małżeństwo z rozsądku od samotności w chorobie?
Małżeństwa z rozsądku przez wieki się sprawdzały o ile małżonkowie opiekowali się sobą i wspierali wzajemnie.

Chyba, że nie wiesz, co piszesz, Agnes
Osobiście mam gdzieś autora, skoro kocha żoną, która go traktuję gorzej niż kupę, chce siedzieć w bagnie, jak mu tam ciepło, to niech sobie siedzi.

162

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Wszystko się zgadza i wzajemnie sobie nie przeczy.
Życie nie jest zero-jedynkowe.

Malownicze określenie jak traktuje go żona to jedynie Twoja wena żeby błysnąć, podobnie jak określenie jego małżeństwa bagnem. Jak byś miała odpowiedni poziom  to byś takich rzeczy nie napisała, bo to nie jest w żaden sposób miarodajne, a jedynie uwłaczające.
Nie popisałaś się, niestety.


Każdy z nas ma prawo do własnych wniosków i rad, ważne by niczego nie narzucać ani nikogo nie obrażać. Forum to dyskusja i przedstawianie różnych poglądów.
Autor zrobi co zechce.

163 Ostatnio edytowany przez Socjallibertarianin (2023-06-08 22:13:00)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Noble napisał/a:
Farmer napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Bo czy nie lepsze małżeństwo z rozsądku od samotności w chorobie?
Małżeństwa z rozsądku przez wieki się sprawdzały o ile małżonkowie opiekowali się sobą i wspierali wzajemnie.

Przez dziesiątki tysięcy lat.

Ale Agnes jesteś naiwna i jakaś w swoich poglądach niedoświadczona, weź na tapet literaturę: "Chłopów" czy "Nanę", czy sztukę "Grupa krwi";  to że przez stulecia były związki z rozsądku, to nie znaczy, że wszystkie były szczęśliwe i zgodne, wiele z nich było nieszczęśliwych, zdrada była na porządku dziennym, małzeństwo to było jedno, głownie na pozór i korzyści majątkowych,  a szukanie uczucia poza związkiem to była norma. A  juz argument, żeby być z kimś, ze strachu przed samotną starością, czy powodów ekonomicznych, to najgorsza bzdura. Dziś był poruszony w mediach temat kobiety, która z dziecmi i jedną walizką ubrań uciekła od męża-pijaka, z jedną walizką!, a przecież dla powodów ekonomicznych mogła trwać przy alkoholiku, bo przecież nie miała dokąd iść. Nigdy pewnie Agnes nie byłaś w związku z rozsądku, toteż nawet nie potrafisz sobie wyobrazić, jaka to może byc udręka, sypiać z kimś, z kim wiąże Cie wyłącznie "rozsądek"(celowo w cudzisłowie)

Dąży się do rozwoju a nie zastoju. Kiedyś było niewolnictwo ludzkość się rozwija. To jest właśnie kwintesencja prawicy. Celebracja cierpiętnictwa służąca nie wiadomo czemu ? Widzę tu wielką zawiłość jak u Godek. Dlatego w Hiszpani Polakos to synonim zawistnego idioty (widzę to także w Niemczech). Libki i prawacy często grają do jednej kliki. Forum te ma służyć także pomocy drugiej osobie. Jak ty nie chcesz pomagać to przynajmniej daj pomóc komuś innemu. Czyżbyś była jego żonką ?

164

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

Witajcie Drodzy Forumowicze
Na początku napiszę dlaczego się tu pojawiłem, bo to mój pierwszy post.Otóż trafiłem tutaj kilka dni temu, szukając w internecie odpowiedzi na to co dalej zrobić ze sobą i swoim życiem uczuciowym. Jestem po 40, moja żona również. Dzieli nas prawie dosłownie pół roku, a rocznikowo rok (ja jestem lekko starszy od niej). Jesteśmy ze sobą 14 lat, prawie 12 lat po ślubie. Mamy 11 letniego syna. Od jakiegoś czasu zacząłem robić rachunek sumienia, co dalej zrobić ze swoim życiem uczuciowym, dopadło mnie poczucie zmarnowanego czasu.

To teraz napiszę coś więcej o swoim życiu. Żonę poznałem przez Internet na portalu randkowym. Była rok z hakiem po rozwodzie ze swoim pierwszym mężem (ich małżeństwo trwało niecałe 4 lata). W moim przypadku była ona pierwszą poważną miłością. Byłem wychowywany w dyscyplinie, dlatego miałem od zawsze wpojone najpierw nauka potem dziewczyny. Dlatego partnerki życiowej szukałem dopiero po studiach, co dzisiaj jest pewnie zjawiskiem rzadkim. Do tego moja rodzina jest bardzo religijna i te zasady też miałem ładowane do głowy przez całe dzieciństwo. Obecnie od wielu lat nie wierzę i nie praktykuję. Jak poznałem moją żonę, żeby było ciekawiej to nie ja do niej napisałem tylko zaczęło się od tego, że ona odwiedziła mój profil. Wcześniejsze randki z portalu kończyły się po jednym spotkaniu w realu. Schemat był zawsze ten sam, ja znajdowałem potencjalne kandydatki, zaczynałem do nich pisać. Po jakimś czasie tzw. pisania dochodziło do spotkania i koniec cisza z ich strony. Nie narzucałem się więc tylko szukałem dalej. Była jedna dziewczyna z którą zacząłem się spotykać i o dziwo ciągnęła tą relację, do czasu aż odkryłem że ma za granicą chłopaka. Zerwałem z nią kontakt, bo dla mnie to nieuczciwe całować się z innym facetem jak się kogoś ma. Usunąłem ją ze znajomych usunąłem jej numer telefonu. Teraz wróćmy do początków z moją żoną. Skoro okazała zainteresowanie to postanowiłem do niej napisać, bo była to dla mnie ciekawa sytuacja, poczułem że się ktoś mną zainteresował. Od dziwo szybko mi odpisała. To była niedziela, a nam się tak fajnie rozmawiało, że umówiliśmy się na pierwsze spotkanie już w poniedziałek. Spotkanie było inne niż z poprzednimi dziewczynami. Poszliśmy nawet razem na piwo. Zrobiło się chłodno, więc zaproponowałem, że ją przytulę. Zgodziła się. Pod namiotem piwnym doszło do ciekawej sytuacji, spotkaliśmy jej sublokatorki, które siedziały niedaleko nas. Potem okazało się, że celowo zaproponowała tam piwo, bo one miały tam być i mnie ocenić. Drugą okolicznością był fakt, że oblewała zdany egzamin na prawo jazdy. po spotkaniu całowała się ze mną. po powrocie do domu czułem, że tym razem może się udać. I faktycznie się udało. Zaczęliśmy się spotykać, ja wygasiłem rozmowy z innymi dziewczynami (konta nie likwidowałem, bo przecież mogło nam nie wyjść). Ona też odprawiła partnera do seksu i zakończyła rozpoczęte znajomości. Rozgrzało się między nami uczucie. Powoli odsłaniała przede mną karty ze swojego życia. Już na jednym z pierwszych spotkań powiedziała mi o tym że jest po rozwodzie. Nie mieli dzieci, ale ważna informacja była z nim kiedyś w ciąży, którą straciła (było to jeszcze przed ich ślubem). Ona po rozwodzie wróciła do rodzinnego miasta, ale potem zaczęło jej się przykrzyć więc wróciła do miasta, w którym mieszkał jej były mąż i mieszkamy my. Powodem rozwodu była jej zdrada. Tłumaczyła się w ten sposób, że jej były mąż był bałamucony przez koleżankę z pracy. I że nie miała 100% dowodów na to, że jak wyjeżdżali razem to ją zdradzał. Ale ona była tego pewna. Do tego dochodziło z jego strony do przemocy, po roku bez zbliżeń wziął siłą to co jego. Żona twierdziła że ją zgwałcił i pobił. Nie zgłosiła tego na policję. Ale w odwecie zdradziła go z jego przyjacielem. On się o wszystkim dowiedział i złożył pozew o rozwód. Straciła cały wspólny majątek, odwrócili się od niej wszyscy znajomi z pracy (moja żona pracowała ze swoim byłym w jednej firmie). Postanowiła wrócić do domu rodzinnego. Zawsze żaliła się, że jej rodziców nigdy nie interesowało to, dlaczego się rozwiedli. Bardziej byli załamani tym, że nikt nigdy w rodzinie się nie rozwodził, i jak oni to powiedzą reszcie. Będzie wstyd, będą gorsi. W domu wytrzymała kilka miesięcy, potem jej mama zaczęła naciskać na to by coś ze sobą zrobiła. Postanowiła wrócić do miasta, z którego wcześniej wyjechała. Lokum pomógł jej znaleźć były mąż i znalazła pracę. Tutaj w jej życiu pojawiłem się ja nieśmiały człowiek z wbitymi do głowy różnymi zasadami. Nigdy nie byłem zbyt atrakcyjny dla kobiet. Do tego byłem nieśmiały, dopiero w pracy zacząłem się uczyć z nimi obcować i przełamywać wcześniejsze kompleksy. Dodam jeszcze co bardzo istotne mam bardzo chory kręgosłup (choroba niszcząca układ kostny) jestem po leczeniu i rehabilitacji. cały czas muszę uważać, nie mogę uprawiać różnych aktywności, pracować fizycznie. Garb na plecach też nie dodawał mi uroku i już w dzieciństwie był przedmiotem drwin. Lekarze robili co mogli żebym mógł normalnie funkcjonować, ale nie wszystko mogli zrobić. teraz z wiekiem dolegliwości dają coraz bardziej popalić tak jak wieszczyli lekarze.

Zaczęliśmy się spotykać było nam razem dobrze ona dała szansę mnie, ja jej. Szybko poznała moich rodziców (niecały tydzień po pierwszym spotkaniu), ja jej rodziców. Byłem jej wdzięczny, że się mną zaintersowała, w zasadzie nigdy nawet jej nie pytałem, czy chce ze mną chodzić to wszystko szło samo do przodu. Po miesiącu znajomości załamała się jej sytuacja zawodowa i mieszkaniowa. Straciła pracę, musiała się wyprowadzić z wynajętego pokoju. Chciała wrócić do domu rodzinnego ale ja walczyłem,prosiłem, by tego nie robiła. Wiedziałem, że na odległość daleko nie zajedziemy. Została, zamieszkała czasowo ze mną u mojego brata (ja też nie pochodzę z miejscowości, w której mieszkam). Gdy ją poznałem mieszkałem z bratem, bo jeszcze nie miałem własnego lokum. Potem jej wynająłem pokój, z który płaciłem, bo ona była bez pracy. Niestety często musiała zmieniać miejsca zamieszkania, dlatego zaczęła naciskać swoich rodziców na kupno mieszkania dla niej. Ponoć obiecali jej to jeszcze jak była ze swoim poprzednim mężem. Oni postawili warunek, że chcą wnuka. Ale trwały poszukiwania odpowiedniego lokum. Nakłamała im, że ja też chcę mieć z nią dziecko, chociaż znaliśmy się kilka miesięcy. W końcu znalazło się mieszkanie. Tyle, że ona znowu straciła pracę, więc do kredytu wszedłem ja jako poręczyciel, teściowie jako spłacający. Było mi z tym cholernie ciężko, bo ot był niecały rok znajomości. Po roku się zaręczyliśmy (ona poprosiła mnie o rękę). Już wtedy mieszkaliśmy na swoim (mieszkanie na kredyt, ja mam 1/3 własności, jej rodzice 2/3). Po kolejnym roku wzięliśmy ślub cywilny. Tuż przed ślubem zaczęliśmy starać się o dziecko i dzień po ślubie okazało się, że jest w ciąży. O tym, że jest najpierw powiedziała swoim rodzicom, dopiero potem mnie.
Ciąża była zagrożona więc przez cały jej okres nie uprawialiśmy seksu. Po narodzinach syna nastąpił ciężki okres w naszym życiu, gdyż mały był bardzo wymagającym dzieckiem. Szybko przestała karmić go piersią, więc nocne wstawanie zrzuciła na mnie. Musiałem godzić pracę, nocki z dzieckiem i popołudnia, w których ona potrzebuje od niego odpoczynku. Miałem myśli samobójcze, byłem wrakiem człowieka. Teściowie widząc, co się dzieje zabierali ją z małym do siebie, żebym mógł stanąć na nogi. To samo moi rodzice, mama spała z małym lub ojciec. Nocne wstawanie skończyło się dopiero po roku. jakoś przetrwałem. Ale już wtedy miałem żal do żony, że zostałem z tym wszystkim sam. Że nie mam w niej oparcia, tylko ona mnie wykorzystuje. Do tego nadal nie uprawialiśmy seksu, cały czas tłumaczyła się brakiem libido po ciąży. Nasze relacje stały się chłodne. Dziecko rosło, teściowie spłacali kredyt, ona raz pracowała raz nie. I tak leciał czas. Dodam, że była ona moją pierwszą partnerką seksualną, ja dla niej nie. Miałem problemy z potencją spowodowane problemami z krążeniem krwi. To one spowodowały także chorobę kręgosłupa. Zacząłem się leczyć u andrologów, chodziłem do znanego seksuologa. Jednak jadąc na 1 pensji ciężko było wydawać na coraz droższe leki. Żona na początku wspierała mnie w leczeniu, potem zostawiła mnie na pastwę losu w tym temacie. W końcu dałem sobie spokój z leczeniem, bo i tak nie dążyła do zbliżeń. Czekałem 4 lata na pierwszy sex (dostałem receptę na wiagrę i chyba chciała sprawdzić jak to zadziała). Zużyliśmy 1 tabletkę z 4 reszta się przeterminowała i 250 zł poszło w kosz. Potem znowu była przerwa kilkuletnia dopiero jak zapragnęła kolejnego dziecka, to się mną zainteresowała. Niestety z tych starań nic nie wyszło. planowaliśmy 2 dzieci miał być krótszy odstęp, ale nasz syn ma adhd i dawał nam tak popalić, że przesunęliśmy w czasie staranie o kolejnego potomka. Zbliżenia w małżeństwie można policzyć na palcach dwóch rąk. Do tego większość czasu przesiedziała w domu tłumacząc się tym, że nie może iść do pracy bo jej tato jest ciężko chory i ona musi być dyspozycyjna. Teść faktycznie ciężko chorował, a teściowa wyjeżdżała na kilka tygodni za granicę do pracy. Wtedy faktycznie potrzebował opieki. I tak leciały lata ja trwałem w tej dziwnej sytuacji.

Teraz coś o zdradzie

To, że nie uprawiała ze mną seksu nie dawało mi spokoju. Ale wmawiałem sobie, że to przez problemy ze mną, może faktycznie na ma libido.Czytałem na ten temat i faktycznie u każdej kobiety jest inaczej. Niektóre w ogóle go nie odzyskują. W 2015 roku przypadkiem stało się coś co mnie jeszcze bardziej dobiło. Korzystaliśmy z komunikatora gadu gadu. Otwierały się razem. Któregoś dnia kiedy siedziałem przy komputerze napisał do niej znajomy, który jest fotografem i mieszka w jej rodzinnym mieście. Podesłał jej link do galerii swoich zdjęć. Nie wiedział, że pisze z jej mężem. Wszedłem na ten link i przeżyłem szok. Na jednym ze zdjęć była naga kobieta z różą między piersiami. Twarz nie była do końca widoczna. Ale jestem pewny, że to moja żona. Jeszcze jak chodziłem z nią to wspominała o nim i o tym, że chciał jej zrobić nagą sesję na sianie. Wtedy coś we mnie pękło. Zacząłem przeglądać historię jej gg, grzebać po poczcie, telefonie. Ona nigdy nie kryła nic. Znałem jej hasła piny. Dostałem w łeb. Okazało się, że miała romans z kolesiem od internetu. Mówiła, że przyjeżdża do niej czasem na kawę. On żonaty, ona mężatka. Gość bardzo doświadczony i dyplomatyczny, ale ich konwersacje nie pozostawiły wątpliwości, że przyjeżdżał na sex. Zdradzała mnie z nim jeszcze w czasie chodzenia zdradzała po ślubie. Wszystko urwało się jak zmienił pracę. Jeszcze w 2013 roku doszło do takiej sytuacji, że spóźniał jej się okres. Napisała mu o tym siedzieli w stresie przez kilka tygodni. Dopiero przyszła ulga jak dostała okres. Od tego czasu ona nie chciała z nim zbliżeń. mam kopie ich konwersacji na ten temat. Ale to nie jedyny przypadek. Dochodzi jeszcze pan fotograf, również żonaty. Stał się jej pocieszycielem po jej rozwodzie i powrocie do domu. Zdradzał z nią swoją żonę. Moją cały czas bałamucił żeby przyjechała pisał z nią takie rzeczy totalnie bez dyplomacji. Że tęskni za jej piersiami itd. Ona go spławiała, ale widzieli się co najmniej 2 razy jak już była ze mną. Nie wiem, czy do czegoś doszło, ale on był napalony na moją żonę po całości. Ten trzeci. Był jeszcze 3 facet jej dawny przyjaciel, jak się potem okazało miłość z dzieciństwa. Samotny gość cały czas mieszkający z matką. On się w niej kochał i chyba cały czas na nią czeka. Mieszka w jej rodzinnej miejscowości. Cierpiał już po jej 1 ślubie, gdzie był jej świadkiem. Potem jak dowiedział się o jej rozwodzie zaczął z nią pisać, ale okazało się że ona ma męża i dziecko. więc znowu się wycofał. Ale za to ona zaczęła go bałamucić obiecywać, że mnie zostawi, że wróci w rodzinne strony. 2 razy obiecywała mu rozwód, ale się z tego wycofywała. Te wszystkie akcje mam pokopiowane w bezpiecznym miejscu. Mnie cały czas traktuje z rezerwą. Nie całuje nie trzyma za rękę. Ona ma swój świat ja swój. Schodzimy się wspólnie jak o chodzi o tematy dziecka domu itd. Razem robimy zakupy, śpimy. Ja aktywnie uczestniczę w obowiązkach domowych wychowywaniu syna. On cały czas mówi, że jak ona się wyprowadzi to zostanie ze mną. To czytanie mu bajek do brzucha (jak jeszcze był u swojej mamy w brzuszku), obecność przy porodzie. Potem to całe wstawanie spędzanie z nim czasu zaprocentowało więzią, której ja nie miałem ze swoim ojcem.

Po co zdecydowałem się napisać

No właśnie tyle lat ukrywałem przed żoną że znam prawdę na temat jej gierek aż do zeszłego roku. Na rocznicę ślubu dostałem od niej piękny prezent talon na bzykanko. Odżyłem myślałem, że wrócą stare dobre czasy. Miałem nadzieję, że odzyskuje młodość. okazało się jednak, że na konsumpcję talonu czekał pół roku. W tym czasie rozbudzona nadzieja zamieniła się w złość poczucie rozgoryczenia. Nie mogłem spać po nocach bardzo to przeżywałem. W końcu po kolejnej odmowie współżycia wywaliłem jej co wiem. Ona próbowała zamieść to pod dywan negować. Zbliżyła się ze mną, bo akurat miała dni płodne i ostatnią nadzieję, że coś drgnie. Ból pozostał, lata lecą i któregoś dnia doszło do mnie, że zmarnowałem ponad 10 lat na człowieka, który mnie zdradzał. Który związał się ze mną z rozsądku nie z miłości. Osoby, która nie daje mi nic od siebie w sensie emocjonalnym, a ma duże oczekiwania ode mnie. Oczywiście jej oziębłość do mnie to moja wina. Bo to niby ja przestałem się nią interesować. Nie chce rozmawiać na te tematy, jak jej pokazałem część tego co mam na nią stwierdziła, że po co tam zaglądałem. mam za swoje. Niewiele wiem na temat jej pragnień, zdążyła tylko kiedyś powiedzieć, że chciałaby seksu z dwoma mężczyznami. Jest osobą biseksualną i rzekomo miała stosunki z kobietami. No i jeszcze wydusiłem z niej kiedyś że uprawiała seks w samochodzie, nie z mężem byłym. Wychodzi, że z panem fotografem (mam zdjęcia jak żonaty mężczyzna liże piersi mojej żony w aucie gdzieś na jeziorem, to było zaraz po jej rozwodzie). Ostatnie zbliżenie było kilka dni temu. Po kłótniach stwierdziła, że nie uprawia ze mną seksu, bo jej nie zabieram na randki. Była randka, był seks. Chciała chyba udowodnić mi, że jest słowna. Sama zresztą zainicjowała randkę, bo ja już jej nie wierzę więc nie chciałem nic inicjować żeby znowu potem tego nie przeżywać. Do tego zacząłem spać osobno a to ją boli, bo ona boi się spać sama i to zawsze miało dla niej znaczenie. I to chyba ją zachęciło. Temat zdrad dalej zamiata pod dywan, twierdzi, że coś sobie wymyśliłem. Głupi byłem, że jej ufałem. Gdybym szybciej wiedział co się dzieje na tych kawkach, zamontowałbym kamery i film byłby koronny i bezsprzeczny. Mogło by się okazać, że jemu pozwalała na znacznie więcej. U mnie  w seksie były raptem 2 pozoycje klasyczna i na jeźdzca. Teraz ograniczone tylko do klasycznej. Nie ma całowania, gry wstępnej tylko dostaję piersi potem w nią wchodzę. Dochodzę bardzo powoli przez to cholerne krążenie krwi. Więc po jakimś czasie mówi koniec i wsio. Nie wiem co robić. Jest mi z tym źle tęsknię za młodosią,żałuję, że wtedy nie puściłem jej jak chciała wyjechać. Może znalazłbym kogoś bradziej ucziuciowego od niej. Na razie nie chcę się rozwodzić cały czas próbuję kruszyć ten mur. Zdrady tej fizycznej z panem od internetu i emocjonalnej z fotografem i przyjacielem z dzieciństwa jej nie wybaczyłem oficjalnie, bo ona dalej idzie w zaparte że nic się nie działo. Ostatnio jakby mniej, bo jej pokazałem część tego co mam. Cały czas zbywa tematy nas, naszej relacji. Całe życie od czegoś uciekała i ucuieka. Niedługo mamy rocznicę ślubu, ciekawe co się będzie działo. Sam nigdy nie zdradziłem nie dotknąłem innej kobiety. A okazje na pewno by się znalazły. Ale jeżeli coś obiecałem, to staram się dotrzymać słowa. Ona kiedyś wypaliła, że z takim kimś jak ja żadna się nie zwiąże, co może sugerować że czuje się pewnie. Wiem, że też przegląda mój telefon, pocztę jak tylko ma okazję. Czyli co innego mówi, co innego robi. Poradźcie co mam dalej robić, czy to kruszenie muru ma w ogóle sens. Łudzę się jeszcze, że miłość można odzyskać. Chcę rozbudzić ją seksualnie, może jeszcze się coś odrodzi. Obawiam się, że jak znajdzie się inna lepsza jej zdaniem partia to pewnie pójdzie w długą. Myślę, że jest do tego zdolna. Chociaż to, że od wielu lat nic się nie dzieje, może świadczyć o tym, że coś w niej pękło. Że przestraszyła się, że wtedy mogło się wydać i rozbiłaby 2 rodziny. Bo skoro ze mną nie było seksu, a zaszłaby w ciąże no to wiadomo, że ze zdrady. Tu na forum widzę, że takie przypadki kończą się rozwodem i batalią emocjonalną. Ja jeszcze się łudzę, ale czas leci zdrowie się sypie i żal tego, co straciłem. Ale nie chcę 2 odrębnych światów. Tylko wspólny. A nasz wspólny łącznik rośnie i coraz bliżej do wyfrunięcia z gniazda. Co będzie wtedy. Dlaczego ona ode mnie nie odeszła. Mogę się tylko domyślać. Po pierwsze fasada przy rodzinie, po drugie moi teściowie mnie bradzo lubią i ona liczy się ze zdaniem swojej mamy, po trzecie nie pracuje, więc jest zależna ekonomicznie. Po czwarte ma kompleksy na swoim punkcie, ale o dziwo cały czas faceci się nią interesują.

Faktycznie, związek opisany w tym poście to rokująca perfumeria.

165

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Nie wiem czy mnie masz na myśli ale...

Przecież nie ma dnia dzisiejszego bez dnia wczorajszego.
Historia Krzycha i jego żony zaczęła się lata temu i dzisiejszy ich stan posiadania wynika z ich działania.
To chyba jasne?
Rozliczyć żonę trzeba.
Karać...i jak to miałoby wyglądać?

Spokojnie maku2 wdech - wydech wink

A jak chcesz rozliczyć żonę z działań sprzed kilku lat? I po co?
Naprawdę nie chodzi mi o to, że winną jest kobieta, bo pisałabym to samo, gdyby winny był mężczyzna.
Jeśli nie chcesz jej karać to nie ma żadnego sensu grzebanie się w tym teraz. Moim zdaniem najlepiej będzie to wyrzucić z pamięci.
Jeśli chcą nadal ze sobą żyć, to ten rozdiał trzeba zamknąć.

Wiesz, jak miałam sobie wziąć psa to kupiłam książkę "Pies dobrze wychowany" i dowiedziałam się z niej, ze nie należy karać psa za zachowanie po upływie 10 minut, bo nie będzie tych rzeczy łączył. Ja wiem że człowiek to nie pies, no ale czy rozliczanie za sprawy sprzed wielu, wielu lat ma sens i na pewno zostanie właściwie połączone a działanie skojarzone?

Oni teraz są na zupełnie innym poziomie. Tamto było, minęło i wskrzeszanie tego na pewno im nie pomoże.
Nie można wymagać po latach, że ktokolwiek będzie resztę życia przepraszał i był wdzięczny, bo coś teraz zostało odkryte i w łaskawości darowane. Nie można, bo nikt tego nie udźwignie. Moim zdanie roztrząsanie tego teraz rozwali to małżeństwo.
Oczekiwanie, że żona będzie się z nim gorąco kochać z wdzięczności za wybaczenie zdrady jest nierozsądne.
Nawet jeśli Krzych nie jest mściwy, w co nie wątpię, to i tak potem każde jego niemiłe zachowanie może być odebrane jako zemsta. Po latach może i tak się zdarzyć, ze Krzych będzie potrzebował opieki żony, a wtedy ona będzie chciała wyrównać swoje krzywdy.
Oni się w tym pogubią.


Krzych powinien tą wiedzę przekuć na wewnętrzne poczucie swojej wartości. Niech ma tą świadomość, że bez jego dobrej woli to wszystko by się rozleciało. Niech wie, że jest filarem tej rodziny. A potem, pewny siebie, niech spokojnie i stanowczo ustala nowe zasady w małżeństwie.
I jeśli czegoś od żony oczekuje, czego chce, na czymś mu zależy, to niech o tym mówi, zamiast przyjmować wielkopańską postawę "nie będę się prosił".

Tak właśnie zacząłem robić. Jasno i klarownie artykułuję, co mnie się podoba, co nie, stawiam granice. Nie będę nic zamiatać pod dywan, walę na świeżo nie czekam aż jakaś sprawa przyschnie. To jest w sumie dobra rada, to że dzięki mojemu uporowi to małżeństwo trwa.

Na razie nastąpiła wyraźna poprawa w naszym związku. Rozmawiamy ze sobą na różne tematy, nie tak jak wcześniej encyklopedyczne krótkie wymiany zdań. Była w szoku, że chcę z nią rozmawiać o rzeczach, które w ogóle mnie nie interesują. Ale to pozwala nam wytworzyć wspólną więź i się do siebie zbliżyć. Ostatnio 2 razy sama zainicjowała seks. Przychodzi, przytula się. Może w końcu dotarło do niej, że nie żartuję.

Temat zdrady już w zasadzie odkładam i staram się o nim nie myśleć. Czekam na terapię indywidualną, biorę leki od psychiatry, dzięki czemu mam dużo mniejszy mętlik w głowie i lepiej radzę sobie z emocjami. No i przesypiam noce jak małe dziecko dzięki czemu jestem ożywiony i lepiej głowa pracuje.

Żona nawet zauważyła zmianę w moim wyglądzie, że schudłem (przez ciśnienie jestem już jakiś czas na diecie, co faktycznie zaczyna być widoczne). Widziałem w jej oczach, że bardziej jej się podobam. Także zobaczymy co będzie dalej, ale wreszcie trochę powiało optymizmem.

166

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

A jak chcesz rozliczyć żonę z działań sprzed kilku lat?

Poprzez pytania i odpowiedzi.

Agnes76 napisał/a:

I po co?

Oboje muszą stanąć w prawdzie.
Ona musi wiedzieć że on wie a nie że się domyśla.
On musi usłyszeć odpowiedzi.
Inaczej nic tam się nie zmieni.

Agnes76 napisał/a:

Jeśli nie chcesz jej karać to nie ma żadnego sensu grzebanie się w tym teraz. Moim zdaniem najlepiej będzie to wyrzucić z pamięci

Ja po uzyskaniu wiedzy że zawsze byłem zdradzany - rozwiódłbym się.  Czy to byłaby kara?
Gdyby ona po tych zdradach była normalna dla Krzycha to bym się z Tobą zgodził. Ale tam normalnie nie jest.
Myślę że Krzych chce jej coś udowodnić a jednocześnie usłyszeć jej skruchę która MOŻE nastąpi gdy jej pokarze dowody.
Wyrzucenie z pamięci...gdyby ona była dla męża inna to już by się stało bo Krzych przełknął to co ona mu zrobiła. Ale ona się nie zmieniła i stoją tak w miejscu, ten związek trzeba popchnąć żeby ruszyli dalej lub żeby się posypał.

Agnes76 napisał/a:

Jeśli chcą nadal ze sobą żyć, to ten rozdiał trzeba zamknąć

Krzych chce a ona?
I na jakich zasadach to ma trwać? Bo te co są Krzychowi nie pasują. 
Rozdział trzeba zamknąć ale nie kłamstwem, oszustwem, udawaniem niewiedzy.

Agnes76 napisał/a:

Wiesz, jak miałam sobie wziąć psa to kupiłam książkę "Pies dobrze wychowany" i dowiedziałam się z niej, ze nie należy karać psa za zachowanie po upływie 10 minut, bo nie będzie tych rzeczy łączył. Ja wiem że człowiek to nie pies, no ale czy rozliczanie za sprawy sprzed wielu, wielu lat ma sens i na pewno zostanie właściwie połączone a działanie skojarzone?

Zgadzam sie. Człowiek to nie pies. Jeśli ona "zapomniała"(W co wątpię) to on ma dowody żeby przypomnieć. Krzych chce usłyszeć przyznanie sie do winy i słowo - przepraszam.
Ponawiam - gdyby ona zmieniła swoje nastawienie to od lat byłoby tam inaczej a Krzycha tutaj by nie było.
To co proponujesz to zamiecenie ich problemów pod dywan i niczego to nie zmieni.

Agnes76 napisał/a:

Oni teraz są na zupełnie innym poziomie. Tamto było, minęło i wskrzeszanie tego na pewno im nie pomoże

Chyba czytamy inna historię.
Inny poziom? To dlaczego Krzych nadal robi za petenta, dlaczego zmusza/żebra o seks?
Dlaczego tam nie ma śladu czułości?
Innym poziom - co tam się zmieniło że tak twierdzisz?
Ja widzę że tam jest tak samo jak było, z pewną różnicą - podobno już go nie zdradza. Ale to niczego dla Krzycha nie zmieniło.

Agnes76 napisał/a:

Nie można wymagać po latach, że ktokolwiek będzie resztę życia przepraszał i był wdzięczny, bo coś teraz zostało odkryte i w łaskawości darowane.

Wystarczy raz ale szczerze.
Tutaj natomiast od lat mamy zaprzeczanie i kłamstwa. Czy można żyć przez lata z kłamstwem? Oszustwem? Wmawianiem że mężowi odbiła bo ona była wierna?
Naprawdę to proponujesz?

Agnes76 napisał/a:

Moim zdanie roztrząsanie tego teraz rozwali to małżeństwo.

Przecież na wyraźne życzenie żony Krzycha to małżeństwo trwa tylko na papierze. Jego nie ma. Jest tylko jakiś układ który trwa tylko dzięki postawie Krzycha. On tu zaistniał rok temu a nie 10 lat.
Oni trwają, to nie jest życie dla młodych ludzi.
A że rozwali...a można rozwalić coś czego nie ma? Myślisz że Krzych tu zawitał z radości i szczęścia?

Agnes76 napisał/a:

Oczekiwanie, że żona będzie się z nim gorąco kochać z wdzięczności za wybaczenie zdrady jest nierozsądne.

To prawda. Nie wiem dlaczego Krzych się łudzi że jej przyznanie coś zmieni. Może coś na niej wymusi ale tego oczekuje?

Agnes76 napisał/a:

Nawet jeśli Krzych nie jest mściwy, w co nie wątpię, to i tak potem każde jego niemiłe zachowanie może być odebrane jako zemsta.

Owszem.
Ale to jej wybory, jej decyzje, jej postępowanie doprowadziło ich do tego miejsca.
Ona może tak to odbierać ale tylko "kawa na ławie" może tam coś zmienić - owijanie g...a w sreberko nie sprawdziło się, chociaż Krzych to robił przez lata.
Krzych nie jest wymagający, odnoszę wrażenie że odrobina czułości z jej strony jemu by wystarczała. 

Agnes76 napisał/a:

Po latach może i tak się zdarzyć, ze Krzych będzie potrzebował opieki żony, a wtedy ona będzie chciała wyrównać swoje krzywdy.

Albo ona odejdzie. Bo gdzie jest napisane że z nim będzie za rok?

Agnes76 napisał/a:

Krzych powinien tą wiedzę przekuć na wewnętrzne poczucie swojej wartości. Niech ma tą świadomość, że bez jego dobrej woli to wszystko by się rozleciało. Niech wie, że jest filarem tej rodziny.

Czyli ma zacisnąć zęby i trwać we własnym poczuciu krzywdy, braku szczęścia?
I tak przez kolejne lata?
Przecież on już ma takiego życia dość, dlatego tu się zjawił.

Agnes76 napisał/a:

A potem, pewny siebie, niech spokojnie i stanowczo ustala nowe zasady w małżeństwie.

Myślisz że przez minione lata on nie próbował tego zrobić?
Że nie próbował wpłynąć na żonę?
Przecież to pobożne życzenie.

Agnes76 napisał/a:

I jeśli czegoś od żony oczekuje, czego chce, na czymś mu zależy, to niech o tym mówi, zamiast przyjmować wielkopańską postawę "nie będę się prosił".

A ile lat można prosić się o bzykanko?
Ja też bym się nie prosił, tylko po postawieniu sprawy jasno - zrobiłeś to Krzychu? - odszedłbym.
Agnes, przecież ich związek od dnia ślubu przestał istnieć, chociaż Krzychu o tym nie wiedział. Dopiero przejrzał na oczy gdy odkrył zdrady. Jeśli on nie wstrząśnie żoną tam nic się nie zmieni. Nic.

maku ja nie proszę o bzykanko, ona sama inicjuje sex. Napisałem o tym zresztą powyżej. Łatwiej byłoby mi rozliczyć się z przeszłością, gdyby powiedziała przepraszam. Gdyby powiedziała dlaczego to zrobiła. Chociaż trudno powiedzieć na ile byłoby to coś prawdziwego. Dowody zdrady jej pokazałem nie wszystkie ale pokazałem. Ona wie, że ja wiem. Wie, że dla mnie zdrada była faktem. Gdyby zaprzeczała to by się ośmieszyła. Także już tego nie ciągnijmy dalej, bo już wcześniej o tym pisałem, a znowu te przeinaczenia się pojawiają. Nastąpiła wyraźna poprawa naszych relacji, ja wreszcie poczułem się szczęśliwy w tym związku. Oby tego nie spieprzyła. Tak cały czas probowałem wpływać na żonę, ale mój błąd polegał na tym, że za długo czekałem z wyłożeniem kawy na ławę. Teraz już wiem, że trzeba było uzbierać nieco dowodów i wywalić to z siebie dużo wcześniej.

167

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

To co piszesz miałoby sens gdyby ta zdrada wydarzyła się pół roku temu, co najwyżej.

Może dla Ciebie ale nie Krzycha

krzychu666 napisał/a:

Ból pozostał, lata lecą i któregoś dnia doszło do mnie, że zmarnowałem ponad 10 lat na człowieka, który mnie zdradzał. Który związał się ze mną z rozsądku nie z miłości. Osoby, która nie daje mi nic od siebie w sensie emocjonalnym

Dla niego to nadal paląca sprawa.

Agnes76 napisał/a:

Krzych nigdy się nie prosił o bzykanko.

A na co to wygląda?

krzychu666 napisał/a:

W końcu po kolejnej odmowie współżycia...

Dla mnie na proszenie się.

Agnes76 napisał/a:

On na pewno według żony na wiele zasługiwał, tylko niekoniecznie na seks.

Czyli go wykastrowała a sama sobie z innymi używała - łaskawa pani.
Nie wiesz co ona o nim myśli - nie dopisujmy sobie.

Agnes76 napisał/a:

I moim zdaniem ta żona też wiele do tego związku wnosiła, bo inaczej na pewno by z nią nie był.

Jest z nią bo ją kocha. A ona jest z nim bo...ciekawe dlaczego? Bo jeśli ona go kocha...to w dziwny sposób.

Agnes76 napisał/a:

Teraz mu się zebrało na podsumowania i w poczuciu krzywdy i widzi siebie jako całkowitą ofiarę jej oziębłości.

Bo jest jej ofiarą.
Zdradzała go od zawsze?
Czekał na 1 seks po ślubie 4 lata?
Nadal prosi się o seks?
Nie okazuje mu czułości?
Jeśli on nie jest ofiarą to kim jest?

Agnes76 napisał/a:

Tymczasem w związkach tak jest, że dostajemy to, co sobie wypracujemy, jak ustawimy granice.

I tu jest wina Krzycha. Pozwolił jej stawiać granice. Wina Krzycha bo kocha za dwoje.
On powinien zadziałać niedługo po jej porodzie...a czekał lata nie wiem na co.

Agnes76 napisał/a:

Twierdzenie, że jak kogoś kochasz to będziesz się dla niego poświęcał jest brednią, bo gdyby ta osoba nas kochała to by nie pozwoliła abyś się dla niej poświęcił, tylko ona poświęciłaby się dla Ciebie.

Dokładnie.
Dlatego myślę że żona Krzycha nie kocha.
Śmiało można powiedzieć że on dla żony się poświęcił.
A ona poświęciła Krzycha...dla siebie.

Agnes76 napisał/a:

Ona teraz jest normalna, jest jaka jest, bo zawsze taka była.

Problem w tym że nie była taka przed ślubem...ślub i nagle inna babka.

Agnes76 napisał/a:

Myślisz, że jak jej wytknie winy, to ona nagle w przypływie poczucia skruchy i wdzięczności zmieni się w inna osobę? Będzie mieć inne przyzwyczajenia i sposób postępowania?

Nie wiem jak zareaguje.
Wiem że Krzych powinien zadziałać w 2015 gdy się dowiedział jaka ona jest i jak go potraktowała.
Wiem też że Krzych wymaga od niej przyznania się do zdrad.
Nie wiem dlaczego zwleka tyle lat żeby pokazać dowody.
Wiem że coś MUSZĄ zrobić żeby pójść do przodu bo to co jest teraz nie rokuje dobrze na przyszłość.
Zamieść pod dywan...przecież Krzych zamiata tam przez lata i czy to coś dało?

Agnes76 napisał/a:

Małżeństwo to proces, ustalanie granic, wywalczanie sobie przywilejów, dzielenie się obowiązkami. To sie dzieje cały czas bo nic nie jest stałe, a warunki życiowe też ulegają zmianom.

Ja to wiem ale czy Krzych wie?
Czy tak oślepł że nie widział że źle się dzieje w państwie duńskim...znaczy w ich małżeństwie? 4-letni celibat...ten związek jest bo tak chciał Krzych. I będzie nadal gdy tego będzie chciał.

Agnes76 napisał/a:

Nikt mu nie wypłaci teraz rekompensaty, bo tego nie ds się zrobić.

Generalnie gdyby ona chciała się częściej bzykać Krzyś byłby zadowolony...może tylko o to chodzi?

Agnes76 napisał/a:

To się wypracowuje i w pewnym sensie egzekwuje każdego dnia.

Chcący czy nie ale właśnie mi przytaknęłaś - Krzych pokaż dowody żonie i egzekwuj co tam chcesz.
Lecz pamiętaj że ona może się nie zgodzić

Nie oślepłem wiem że źle się dzieje i tak jak napisałem powyżej moim błędem było czekanie nie wiadomo na co. To co się ze mną zadziało w tym roku to efekt tego, że czas było coś zrobić. Albo poprawa relacji, albo rozwód. Teraz zacząłem stawiać granice. Nie chodzi tylko o seks. On jest ważny, chodzi też o bliskość rozmawianie spędzanie ze sobą czasu. Kontakt, wspólne emocje. Seks też, bo to w pewnym sensie pokazanie, że drugi człowiek jest ważny. Związki bez seksu szybko się wypalają.

168

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

maku ja nie proszę o bzykanko, ona sama inicjuje sex.

Kto to napisał

krzychu666 napisał/a:

W końcu po kolejnej odmowie współżycia...

Żeby odmówiła to musiałeś do niego dążyć/inicjować/prosić, tak?

krzychu666 napisał/a:

Ostatnio 2 razy sama zainicjowała seks.

CAŁE 2 razy? Łał. Jesteś zwycięzcą.
https://www.youtube.com/watch?v=bEYZoMa7Uzo

Szkoda tylko że czekałeś na to całe lata...ale skoro Tobie pasuje.

169 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-06-16 14:22:16)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

No cóż zawieszenie zapachu "leśnego" brodząc w gównie od wielu wielu lat nie spowoduje że od razu poczujesz się jak w lesie i gówno zniknie ...

Tylko wyjście z gówna, otrzepanie się, wywalenie śmierdzących ubrań, dokładne umycie i odkażenie pozwoli że zapach gówna zniknie big_smile

A Krzychu od lat stoi w tym gównie aż po samą szyję i myśli i zamontowanie choinki zapachowej od razu zmieni jego położenie big_smile

PS. Krzychu nie obraź się ale uprawienia obecnie sexu z "twoją żoną" przypomina bardziej sex z dziwką. Bo ona robi to dla KASY, zysków. Nie robi tego z miłości i pożądania.
Ona wie że dawały dupy latami, że nic do ciebie nie czuje (nawet szacunku) ale jest ZALEŻNA od ciebie. Bo jakbyś dał jej kopa w dupę to wyląduje na ulicy bez niczego.
Dlatego zaciska zęby i zmusza się abyś czasami nic "głupiego" nie wymyślił (rozwód).

A ty odbierasz to że ona "okazuje ci miłość i uczucia). Jak ktoś kogoś zdradzał przez kilka lat to oznacza że wiele wiele wiele lat temu ta miłośc już zniknęła albo ... nigdy jej nie było.

Ty jesteś dla niej "pożyteczny".

Jak lubisz siedzieć zanurzony w latrynie i myśleć dzięki zawieszonemu zapachowi że jestem w lesie to ok.
Twój wybór. Jedno wolą być w pachnącym lesie a inni siedzieć w gównie i wyobrazać sobie że siedzą w lesie big_smile

170

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Pozwólcie autorowi samemu decydować o swoim życiu, zamiast go dołować, chyba już wystarczy tego obrzydzania mu tej kobiety tongue

171

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:
krzychu666 napisał/a:

maku ja nie proszę o bzykanko, ona sama inicjuje sex.

Kto to napisał

krzychu666 napisał/a:

W końcu po kolejnej odmowie współżycia...

Żeby odmówiła to musiałeś do niego dążyć/inicjować/prosić, tak?

krzychu666 napisał/a:

Ostatnio 2 razy sama zainicjowała seks.

CAŁE 2 razy? Łał. Jesteś zwycięzcą.
https://www.youtube.com/watch?v=bEYZoMa7Uzo

Szkoda tylko że czekałeś na to całe lata...ale skoro Tobie pasuje.

Nie prosiłem się o sex. Gdy próbowałem z nią o tym rozmawiać, to były wymówki odmowy. Nie było tak, że się prosiłem, chyba, że rozmowę na ten temat traktujesz jako proszenie się. Ludzie ja wbrew temu, co myślicie na prawdę mam swoją godność i poniżej pewnej normy nie schodzę. Normy, którą mam w głowie.

kaszpir007 bardzo obrazowo to napisałeś. Ja jednak tak tego nie widzę. Nie mam na to wpływu co moja żona myśli, czy podkłada się żeby mi było dobrze, czy jednak coś zrozumiała i próbuje do mnie poczuć coś więcej czego wcześniej nie czuła lub czuła, ale wygasło. To z czasem wyjdzie, bo jeżeli udaje, to prędzej czy później się to wyda. Dużo czytam na ten temat, wychodzi, że jest taka możliwość, żeby ona do mnie poczuła coś czego wcześniej nie było. Czasem ludzie po rozwodzie też schodzą się ze sobą i na nowo rozpalają uczucie.

Na razie jestem na antydepresantach, czekam na terapię. Do tego czasu jeżeli nic się nie wydarzy (ponowna zdrada) albo coś jeszcze nie wyjdzie innego nie planuję rozwodu. A z tym wylądowaniem na ulicy to raczej ja bym chyba miał problem.

172

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Po prostu się boisz...i tak przez całe lata.
Dlaczego nie powiedziałeś jej że wiesz o zdradach?
Bo co?
Po co ta gra przez te lata?

173

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:
Legat napisał/a:

Niezły bajzel. Ona dość, że jest na twoim utrzymaniu, to jeszcze całe małżeństwo cię zdradzała. Oczywiście od początku do końca cię okłamuje. Nawet to, że to ona była odpowiedzialna za rozpadnięcie się poprzedniego małżeństwa. Myśle, że jej poprzedni mąż był w podobnej sytuacji do twojej, ale w końcu zrobił porządek i kopnął ją w tyłek.
Jak to będzie u was? Będzie jak jest. Skoro miałeś wszystkie dowody jej zdrady. Zanikło wasze pożycie, którego tak po prawdzie nie było. Nie zrobiłeś nic. To dalej nic z tym nie zrobisz. Czas od czasu będziesz jej dogryzał i wypominał. Ale będziesz się pocieszał, że np. teściowie cie lubią, czy jednak warto utrzymać fasadę rodziny, no i zdrowie już nie to, żeby robić życiowe rewolucje. I tak czas sobie będzie leciał. Takie związki wbrew pozorom bywają bardzo trwałe. Bo coś tam od siebie dostajecie. Jest jakaś tam stabilność.

Dziękuję za odpowiedź. Chyba trafnie postawiłeś diagnozę. Miałem nawet kiedyś taki pomysł, aby spróbować odnaleźć kontakt do jej byłego męża i jeszcze jednego chłopaka, z którym chodziła zanim poznała swojego 1 męża. Chciałem się od nich dowiedzieć nieco prawdy jak oni widzieli związek z nią. Bo były mąż mógłby być skarbnicą wiedzy i zarazem całkowicie wywrócić to co ona mówiła na jego temat. Niestety ona już wiele lat temu usunęła jego numer telefonu, a nie ma go na portalach społecznościowych. Wydaje mi się że niezłą bajkę mi pocisnęła. Stabilność faktycznie występuje, i chyba to mnie  w tym trzyma. Teraz nasze relacje nieco się poprawiają. Widzę, że zmieniła nastawienie na bardziej otwarte, zobaczymy, czy pojawi się seks i zmiany w łóżku. Widzę światełko w tunelu, którego nie było od wielu lat. Do tego dokłada się to, że zmarł jej tato 1,5 roku temu. Ona ma gorszy kontakt z mamą więc straciła nieco opokę (jest jedynaczką, więc na rodzeństwo nie może liczyć). Ja wyłożyłem kawę na ławę dlatego jest trochę pod moim naporem. Boję się tylko, że tak jak w wielu historiach tutaj za jakiś czas znowu zrobi krok wstecz jak poczuje pewność. Z tym zdradzaniem przez całe małżeństwo to źle zrozumiałeś, to było mniej więcej przez pierwsze 4 lata. Teraz jest spokój, ale jak to w tych przypadkach bywa nigdy nic nie wiadomo. Cały czas monitoruję sytuację.


Po co ci tak naprawde wiedza czy zdradzala poprzednich?

Ja nie rozumiem dlaczego ty nadal chcesz z nia byc? To na pewno nie jest juz milosc z twojej strony, ze przy niej tkwisz i pozwalasz sobie na takie ponizanie.
Moze strach przed rodzina przyznac sie do takiej porazki?

No i zastanawialabym sie czy to twoj syn tak naprawde...

174

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

maku2 to nie mój wątek i nie wiem po co mnie atakujesz. Moje życie moja sprawa, porad wysłuchałem i część z nich którą uznałem za stosowną wdrażam w życie. To, że się ze mną nie zgadzasz nie powinno mnie dyskredytować, mój przypadek może być pomocny. Zresztą niech autorka zdecyduje, czy chce ze mną konwersować czy nie.

Czytać też nie umiesz bo 100 razy pisałem, że wszystko jej powiedziałem, a Ty dalej swoje.

Daj już sobie spokój i jeżeli nie leży Tobie to co piszę to to ignoruj. Na następne zaczepki nie będę Tobie odpowiadał.

Wskaż mi te 100 razy.
I nie atakuję Ciebie tylko sam sobie nie radzisz a chcesz dziewczynie proponować żeby poszła Twoją drogą?

175

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Witajcie nie było mnie dawno ale postanowiłem napisać co u mnie. Od września chodzę na terapię indywidualną, po której bardzo zmieniłem nastawienie do swojego życia. Dziękuję tym, którzy trafnie oceniali moje niskie poczucie własnej wartości. Teraz w wyniku prac z terapeutą zmieniam swoje nastawienie, cieszę się życiem. Stałem się opanowany kiedy pojawia się problem nie denerwuję się tylko od razu zaczynam działać. Teraz widzę, jakim byłem człowiekiem w zasadzie wrakiem. Ludzie, których uważałem za optymistów są teraz strasznymi pesymistami. Moja rodzina wie, że uczęszczam i też widzą zmianę (pozytywną we mnie). Podobnie w pracy. Odbudowuję siebie i jest mi ze sobą dobrze. To tyle o mnie. Dodam że jestem też pod opieką psychiatry, ale dawki leków od wielu miesięcy są bez zmian. Teraz czas na drugą część mojego życia tę, z którą tu przyszedłem. Pod koniec maja zeszłego roku w rocznicę ślubu wywaliłem żonie kawę na ławę postawiłem warunek albo wracamy do tego co było przed ślubem, albo rozwód. Stanęło, że próbujemy odbudować nasz związek. Ona niedawno też poszła na terapię (długi czas oczekiwania), to był jeden z warunków. Od tego czasu bardzo dużo się zmieniło w naszym życiu. Stara się trzymać tego co wypunktowałem jej jako moje warunki pozostania w związku. Z namową terapeutki na razie nie wracamy do tematu zdrady, ona też musi to najpierw przepracować ze swoim terapeutą i być gotową na otwarcie. Wrócił sex, czułości tak jak powinno być zawsze. Jestem szczęśliwy, szkoda, że długo to trwało, ale chyba było warto. Czeka nas terapia małżeńska, ale dopiero po zakończeniu naszych indywidualnych. Żona na prawdę się stara zabiega o mnie, dogadza mi. Zaczęła zarabiać, na razie produkuje rękodzieło, które sprzedaje. Dzięki temu nie wisi u mnie w kieszeni sama zarabia na swoje wydatki. Ma też szansę na pracę u mnie w firmie (w innym dziale). Zaczęła o siebie dbać, słuchać tego, co ma zrobić, żeby być atrakcyjną w moich oczach, To tyle za jakiś czas napiszę jak moje życie potoczyło się dalej.

176

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Wszystko Ok ale jest jedna rzecz która rozwala Ciebie na atomy. Takie ludzkie przyznanie się do zdrad i naprawdę prawdziwe ,,przepraszam, wybacz mi ". Ale prawdopodobnie od niej tego nigdy nie usłyszysz bo kobiety jedne wspominają tamte sytuacje jako najszczęśliwsze na świecie a inne z czasem zaczynają się wstydzić tego co zrobiły i jaką szmatą były w stosunku do swojego męża od którego nie chcą odejść. Ciesz się chwilą która trwa i im dłużej tym dłużej małżeństwo będzie istniało.

Posty [ 131 do 176 z 176 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024