RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:Jak najbardziej jest możliwe powiedzieć sobie STOP.
Tylko że Ty nawet nie próbujesz.
Piszę o małych krokach, co z premedytacją ignorujesz.
W wiedzy o tym, że sam jesteś przyczyną swojego zachowania, nie chodzi o obwinianie się.
Masz tak jak masz na tę chwilę, wiele czynników się na to złożyło.
Twoje położenie nie wynika z czynników zewnętrznych, bo te są dobre. Wynika z tego, w jaki sposób myślisz.
Biorąc odpowiedzialność za swój sposób myślenia, przestajac szukać usprawiedliwień, wreszcie dojdziesz do wniosku że Ci to nie służy i chcesz to zmienić.
Poradników jak to zrobić jest mnóstwo. W tym temacie wiedzy jest mnóstwo.
Jednym ze sposobów jest rozpoczęcie DZIAŁANIA, od małych kroków.
W ten sposób możesz sobie udowodnić, że masz błędne przekonania.
Pisząc wprost, masz chujowy software, który sprawia degradację całego systemu.
Dobra wiadomosc- Ty możesz to sam zmienić. Przed czym się dosyć zawzięcie bronisz.
Zmiana na każdym etapie życia i w każdym wieku ma sens, jeśli służy dobremu.
Ty ledwie zacząłeś dorosłe życie. Choć w tym się zgadzam, możesz długo nie pożyć jeśli tak to będzie wyglądać następne lata a Ty nic nie zrobisz ani na zewnątrz, ani z konfliktem wewnętrznym.
Zmianę warunków możesz sobie zafundować sam- np wyjeżdżając na prace sezonowe z granicę czy w pl.
Na wolontariat tez- mnóstwo freaków z zajawką na małe bio-eko komuny, szuka pomocy w np zakładaniu siedlisk czy uprawianiu roli.
Zgromadzenia religijne i wyjazdy z nimi.
Długo by wymieniać, podałem pierwsze z brzegu sposoby, by totalnie zmienić środowisko i wybić się z utartego rytmu.
Jesteś inteligentny.
Wszystko u Ciebie do niedawna działało ok. Ponad dwadzieścia lat. Wykształciłeś się w kierunku, gdzie raczej nie można być głąbem.
Z pracą już gorzej, bo poszedłeś po lini najmniejszego oporu. Ale ją podjąłeś i przez lata utrzymywałeś.
Tutaj w swoich racjonalizacjach i sposobie pisania pokazujesz, że Ci inteligencji nie brakuje.
Problem pogłębia się id kilku lat, a Ty już zakładasz że tak pozostanie zamiast skupić się na tym, co REALNIE mógłbyś zrobić.
Nie napisałem że jesteś przebiegły.
Nie sugeruję nigdzie że celowo i świadomie próbujesz manipulować ludźmi, forum.
To są nieświadome mechanizmy.
Jeśli jesteś jak piszesz, uzależniony od komputera, to SUPER!
Dlatego, że widzisz problem i umiesz się do niego przyznać. Od reszty są specjaliści, gdybyś chciał z tym coś zrobić. Chcesz?
W ostatnim swoim akapicie dobitnie pokazujesz, jak bardzo nie przyjmujesz tego co się do Ciebie pisze.
Nigdzie nie przedstawiłem wymagań odnośnie pracy. To jest Twoje a nie moje.
Wyraźnie i kilka razy powtarzałem, że chodzi o wyjście z głowy i zaczęcie REALNYCH działań.
Takich, które sam uznasz za możliwe- to Ty decydujesz. To Ty masz sobie realnie ustawić poprzeczkę.
Ba, najlepiej ustawić ją sporo poniżej i udowadniać sobie że potrafisz, karmić się swoimi codziennymi sukcesami, które będą Cię napędzały by sobie poprzeczkę podnosić.
Wpierdoliles się w szambo i nikt nie oczekuje że jednym susem z niego wyskoczysz. Ale jeden cm dziennie to niemal dwa metry w pół roku.
Nie chciałbyś za pół roku mieć trochę więcej komfortu w życiu, zadowolenia, spokoju w głowie?
Do zrobienia, ale trzeba robić. Choć trochę.
Na początek spróbuj zaakceptować stan obecny. Skończyć z niemożliwymi wymaganiani, których nie masz szans spełnić.
Zrzucić to z siebie.
Obecny styl życia to też jakiś sposób i tak też ludzie żyją.
Przez tydzień rób to co robisz, świadomie.
Marnuj czas, czasem dorabiaj, luz. Nawet miesiąc, w perspektywie życia to nic. Świadomie i uznając, że teraz tak żyjesz i możesz tak żyć całe życie- nic się nie stanie. To powinno uspokoić konflikt wewnętrzny.
Po czasie, który sobie z góry założysz, zrobisz sobie podsumowanie i podejmiesz decyzję co dalej.
Sama świadomość że obecny styl życia też jest ok, powinna być uwalniająca.
W ten sposób powinieneś spojrzeć z zupełnie innej perspektywy na swoje życie i to, jak chciałbyś by ono wyglądało- realnie a nie w megalomańskich marzeniach.
Jestes w punkcie, gdzie możesz wszystko.
Nikt Ci głowy nie urwie jeśli niczego nie zmienisz, ale będzie to świadome. Czyli, już bez narzekań że np nie masz pracy ani dziewczyny.
Nie masz, bo niczego nie robisz by mieć, bo tak wolisz- no i ok.
A jeśli spróbujesz ruszyć, masz tu kilka osób które będą Cię wspierać. Dobrze byłoby, gdybyś wreszcie zaczął szukać informacji nt tego, jak sam możesz to robić- wspierać sam siebie. Zmieniać swoje myślenie, przekonania.
Odniosę się do posta kierowanego do mnie, w odpowiedzi na ten cytowany powyżej, choć wyraźnie widać że udzielanie się tutaj prowadzi tylko do tego, do czego prowadziło do tej pory.
No nic, don Kichot nadchodzi ponownie!
Shini, tak sprytnie to poobracałeś, że znów jesteśmy w dokładnie tym samym miejscu.
Ludzie dają Ci rozwiązania, Ty na każde z nich wyszukujesz problem.
Shinigami napisał/a:Nie próbuję bo nie mogę sobie nawet wyobrazić by to było możliwe.
Rozumiem, że Twoja wyobraźnia o tym decyduje?
Zostało Ci wyłożone jak krowie na rowie- POWINIENEŚ WYJSĆ Z GLOWY I RUSZYĆ.
Tylko tak możesz coś zmienić. Małymi krokami.
To one będą Ci pokazywać że się da.
Siedząc w fotelu przed kompem i mieląc w kółko beznadzieję swojego życia, tego nie doświadczysz.
Za to bardzo skutecznie sobie to życie obrzydzisz. Póki co, jesteś na dobrej drodze do tego.
Rozumiem że masz świadomość dokąd prowadzi tą droga?
Takiej chcesz dla siebie?
Shinigami napisał/a:Tu nie mogę się zgodzić. Warunki zewnętrzne teraz nie są dobre, wcześniej jeszcze bardziej nie były dobre. Tu nie chodzi tylko o warunki bytowe. Chodzi też, a może przede wszystkim o warunki psychiczne i rozwój na tym poziomie, który u mnie praktycznie nie istniał.
Przestań manipulować. Warunki zewnętrzne, czyli ciepło, dach nad głową, bliscy którzy podstawią talerz pod nos.
Nie masz długów, jesteś zdrowy fizycznie, itd itp.
To jest bardzo dużo.
To Twoja głowa nie dowozi, ale z tym też się da zrobić porządek. Sam masz na to wpływ, na sposób swojego myślenia.
Sam możesz je przeprogramować.
Do tego potrzeba Twojej decyzji by ruszyć. By ROBIĆ. Nikt Ci nie zmieni myślenia za Ciebie.
Shinigami napisał/a:To kim jestem teraz jest efektem tego co oddziaływało na mnie wcześniej. Rodzice, szkoła, internet, gry, anime, totalnie toksyczni i przemocowi rówieśnicy, niemal całkowity brak relacji damsko-męskich w latach szkolnych i studenckich i mógłbym tak jeszcze dalej wymieniać.
No i?
To już się stało i tego nie zmienisz.
Możesz zmienić siebie, bo to co sie stało CIEBIE NIE DEFINIUJE.
Shinigami napisał/a:Obwiniam się głównie o to, że tak późno poszedłem na terapię i tak późno dowiedziałem się tego wszystkiego co wiem teraz. Dowiedziałem się tego dopiero kiedy mój stan psychiczny zaczął być na krawędzi życia. Jednak chyba najbardziej obwiniam się o stratę dziewczyny, być może jedynej na całe życie tak bliskiej osoby, która dawała też możliwość zmiany otoczenia. Niby wiem, że nie mogłem nic zrobić ale przyrzekłem jej, że nie zniknę bez słowa i będę ją chronił. Nie pomyślałem tylko o tym, że musiałbym ją chronić przed nią samą. I o to, że nie o tym nie pomyślałem obwiniam się chyba najbardziej.
Shini, skończ pierdolić.
Obwiniasz się o stratę dziewczyny, kombinując jakby tu capnąć następną?
Co Ci daje to obwinianie? Aż tak bardzo to lubisz, że nie szukasz sposobów by przestać?
Co Ci niby dala wiedza, którą nabyłeś? Jesteś cały czas w czarnej dupie, bo to co robisz (a raczej nie robisz), jest nieskuteczne.
Kiedy ludzie podają Ci rozwiązania które działają, masz dziesiątki wymówek by ich nie podejmować.
Niektórych z nich małe dziecko wstydziłoby się użyć.
Shinigami napisał/a:Ja już dawno doszedłem do wniosku, że to wszystko mi nie służy i chcę to zmienić, a mimo to nie jestem w stanie. Z tym software lepiej bym tego nie ujął tylko nadal ta wiedza i świadomość nic nie dają. Odkąd zacząłem tą terapię obalam moje negatywne przekonania i to też nie daje efektów w dalszej perspektywie.
Choćbyś pozjadał wszystkie rozumy, posiadł całą wiedzę, dalej będziesz gdzie jesteś.
Wiedzy trzeba używać do DZIAŁANIA, żeby mogła, nomen omen, działać.
Ty sobie rozważasz. Na pewno od tego przyjdzie zmiana.
Shinigami napisał/a:Tu też nie mogę się zgodzić, nie mogę sam tego zmienić. Mając wsparcie w postaci dziewczyny dałoby się to zrobić, mam na myśli zmianę otoczenia.
Mając- ale nie masz. Więc po co w ogóle tracić czas na pisanie o tym
Tylko i wyłącznie Ty możesz coś zmienić.
Skoro brakuje Ci motywacji by to zrobić samemu i dla siebie, najwyraźniej jeszcze nie osiągnąłeś wystarczającego punktu dyskomfortu.
Być może on przyjdzie kiedy rodzice wystawią Cię za drzwi, albo ich zabraknie. Wtedy skończą się cieplarniane warunki, pozwalające na bezczynność i dywagacje bez końca.
Będziesz musiał zarabiać, zajmować się domem, itp.
I wtedy się nagle okaże, że te rzeczy są możliwe do zrobienia. Że się da.
Shinigami napisał/a:Wybacz ale ja jakoś nie widzę sensu w zmianie na przykład po 50. Wtedy już będzie o wiele za późno na tworzenie swojej rodziny, majątku czy doświadczanie i przeżywanie różnych rzeczy.
Wybaczem.
Sensu to ja nie widzę w Twoim pisaniu. Ludzie w tym wieku robią to wszystko i cieszą się życiem, zaczynając je od nowa.
Gdyby posluchali Ciebie, powinni sobie zamawiac trumny i sie w nich powoli mościć.
Shinigami napisał/a:Dorosłe życie zaczęło się dawno temu, a raczej powinno się zacząć bo tak naprawdę ono nigdy się nie zaczęło. Nawet nie chodzi o moje zdrowie, ja po prostu nie mogę sobie wyobrazić jakiegokolwiek życia w takim wieku. Teraz bez rodziców bym sobie nie poradził i po paru miesiącach możliwe, że wylądowałbym na ulicy. Oni wiecznie żyć nie będą więc możliwe, że ja umrę razem z nimi. Oczywiście o ile ten cały stres, stan psychiczny i narastająca nienawiść do siebie nie wykończą mnie wcześniej.
Może tak być. To wciąż Twoja decyzja.
Shinigami napisał/a:Gdyby nie dziewczyna nawet na tydzień bym nie wyjechał z domu, a ty piszesz o wyjeździe za granicę na o wiele dłużej do pracy? Ja nawet na wakacje nie jestem w stanie sam wyjechać i nie chodzi tu o kwestie finansowe. Spokojnie byłoby mnie stać na kilka wyjazdów do krajów jakie zawsze chciałem zobaczyć ale sam nie jestem w stanie nawet zaplanować takiego wyjazdu. Z dziewczyną razem usiedliśmy i w jeden dzień mieliśmy ogarnięty wyjazd na tydzień.
Biedactwo. Ludzie, zaplanujcie mu bo on nie umie. A najlepiej dajcie mu dziewczynę, niech mu życie planuje.
A wyjazd do sąsiedniego miasta połączony z wizytą w kinie, teatrze, zwiedzaniem to wciąż za dużo dla Ciebie?
Na JEDEN dzień?
A może w następnym kroku na dwa? Nocleg w hotelu?
Tyle razy było powtarzane. MAŁE KROKI.
Pojeździsz po okolicy to w końcu wybierzesz się dalej.
Ale nie, bo przecież lepiej jojczeć że się nie da.
Shinigami napisał/a:O tych bio-eko komunach, siedliskach itd nigdy w życiu nie słyszałem, będę musiał sprawdzić o co z tym chodzi.
No no, jasne. Już za pół roku czy za rok na pewno otworzysz taką kartę w wyszukiwarce.
Shinigami napisał/a:Co do zgromadzeń religijnych mam pytanie. Wiem, że jest w tym sporo dziewczyn tylko zawsze się zastanawiałem czy na coś takiego może pójść ktoś kto nie jest wierzący? To znaczy więżący w sposób w jaki naucza kościół. Czy to od razu nie wyjdzie kiedy niemalże ateista znajdzie się w gronie ludzi turbo wierzących? Co do samej wiary to ja wierzę w Boga ale moim zdaniem nie ma on zbyt wiele wspólnego z tym jak opisuje go kościół.
Szukasz towarzystwa czy nie?
To jest jedna z opcji, gdzie Cię przyjmą i będą z Tobą rozmawiać, niezależnie od tego jak wyobrażasz sobie Boga.
Bedziesz móg z nimi dyskutować, mieć interakcję- a to jedna z Twoich wyraznych, niezaspokojonych potrzeb.
Shinigami napisał/a:I znowu, kolejna osoba wyjeżdża z tą moją inteligencją, która moim zdaniem nie istnieje. Terapeutka powtarza mi to samo i zawsze się z nią o to kłócę. Człowiek inteligentny nie wpakowałby się w sytuację taką jak moja lub szybko znalazłby z niej wyjście. U mnie jeszcze nigdy nic nie działało jak powinno. Szkołę skończyłem z ledwo przeciętnymi ocenami. Na studia poszedłem bo rodzice kazali, ja nie chciałem iść. Tyle tylko, że okazały się całkiem ciekawe więc je skończyłem z nienajgorszymi wynikami. Pracę dostałem po rodzinie bo to była jedyna opcja jaką miałem, nie dało się jej nie dostać. Możliwe, że gdyby nie to to do dziś nie miałbym żadnego doświadczenia zawodowego ani żadnych swoich pieniędzy. Jestem dobry jedynie w analizowaniu i pisaniu, no i w treningu nienajgorszy. Poza tym chyba jestem całkiem dobrym człowiekiem ale to przecież nie ma żadnego znaczenia w świecie dorosłych.
Blablabla
Ludzie mówią jak Cię postrzegają, ale Ty jak zwykle mądrzejszy.
Shinigami napisał/a:Widzę ten problem o dawna, byłem już u specjalisty od uzależnień. Jedyne co mógłbym zrobić to posiedzieć trochę w ośrodku dla uzależnionych, niestety tego typu uzależnienia nie ma na NFZ, a prywatnie to koszt daleko wykraczający poza moje możliwości.
Możesz zrobić o wiele więcej, ale ja Ci nie będę wyszukiwał możliwości, które Ty będziesz obalał.
Sam sobie poszukasz kiedy przyjdzie odpowiedni moment.
Zresztą, podstawowym błędem ludzi tutaj, też moim, jest podawanie Ci rozwiązań. Wyraźnie widać co z tym robisz.
Shinigami napisał/a:Terapeutka też mi powiedziała, że nie raz jej nie słucham i odpalam się z automatu przerywając jej głównie kiedy mówi, że coś mam lub coś mi się udało. Nie ma takiej poprzeczki, która byłaby dla mnie możliwa do przeskoczenia czy tym bardziej podniesienia. Dla mnie cały czas jest wszystko albo nic. Albo idealny sukces albo błąd zakończony śmiercią. Terapeutka powiedziała, że największa krzywda jaką sobie robię to nie pozwalanie sobie na błędy, a ja nie potrafię tego zmienić choćbym nie wiem jak próbował.
A konkretnie- jak wygląda te próby? KONKRETNIE
Shinigami napisał/a:Nie ma opcji by akceptacja obecnego stanu rzeczy uspokoiła konflikt wewnętrzny. Tak się nie da przez całe życie, a dla mnie każdy miesiąc może być ostatnim. Wybacz ale nie widzę teraz możliwości uspokojenia tego konfliktu czy tym bardziej nie odczuwania nienawiści do siebie. Naprawdę chciałbym by dało się zrobić jak piszesz ale nie potrafię.
Z czasem jest tylko gorzej.
Nie potrafisz?
A co KONKRETNIE robisz w tym kierunku?
Shinigami napisał/a:Nie będzie uwalniająca bo obecny styl życia nie jest ani trochę ok. Nie da się zaakcentować czegoś co jest jedynie jednym wielkim błędem i ogromną porażką na chyba każdy poziomie życia. Jestem śmieciem, który nie potrafił pomóc ani bliskiej osobie ani samemu sobie, który nie potrafił pokonać demonów z przeszłości i pójść swoją świadomą drogą przez co zmarnował sobie życie. Wierz mi, że naprawdę chciałbym spojrzeć na to wszystko w sposób jaki opisujesz ale tego też nie potrafię, próbowałem wielokrotnie.
Jak próbowałeś? KONKRETY
Nie wierzę Ci za grosz, dlatego dopytuję.
Wielokrotnie udowodniłeś, że nie robisz niczego w tych kwestiach.
Jeśli się mylę, odnieś się konkretnie do moich pytań, podaj sytuacje, sposoby i techniki których używałeś, a które nie zadziałały.
Shinigami napisał/a:Raczej jestem w punkcie gdzie już niezbyt wiele mogę. Mój stan psychiczny zaszedł za daleko, moje przekonania są zbyt silne, moje otoczenie zbyt toksyczne. Nawet jeśli mam możliwości to nie potrafię z nich skorzystać.
Może i nikt mi nie urwie głowy, ale ja sam na pewno. Całe życie ktoś czegoś ode mnie wymagał, teraz ja wymagam od siebie jeszcze więcej niż kiedykolwiek ktoś inny. Ja tak naprawdę cały czas żyje próbując spełniać wymagania rodziców, nauczycielek i kolegów ze szkoły, a do tego trzeba być idealnym. Nie mam bo nie jestem w stanie się nawet zbliżyć do tego ideału, którego wyobrażam sobie, że świat ode mnie wymaga. Nie potrafię pozwolić sobie na błąd i naukę na nim, a już zwłaszcza na to by ktoś to zobaczył i oceniał, tak jak to zawsze było w domu i w szkole. Nie wolę tak i to nie jest ok.
To Twoje ego. JA JA JA JA JA.
Zbyt dumny by ponieść porażkę, by próbować. Musi być ideał albo nic.
Stosujesz mechanizm znany i ograny. Głos innych z przeszłości przyjąłeś za swój.
Efekt- porażka.
Myślenie do wymiany. To jest do o zrobienia, ale trzeba robić.
Shinigami napisał/a:Nadal trudno mi uwierzyć, że istnieją ludzie, którym na mnie zależy. Jednak faktycznie tak jest, widzę to tu na forum, widzę to u terapeutki i widziałem to u dziewczyny. Żeby nie było wyłącznie źle to też nie jest tak, że nic nie robię. Poza treningiem czytam książkę, którą poleciła mi terapeutka, cały czas szukam informacji jak cokolwiek zmienić, pytałem o kilka kwestii AI. Próbowałem już wielu sposobów na zmianę myślenia i przekonań, jak dotąd żaden nie zadziałał ale wciąż szukam kolejnych i sprawdzam.
Jakich sposobów? Jakie konkretnie kroki wykknywałeś, jakie ćwiczenia? Jak długo?
KON-KRE-TY
Shinigami napisał/a:Znów się rozpisałem dłużej niż planowałem ale ja po prostu to lubię, lubię pisać i lubię dyskusję, której mi brakuje w codziennym życiu. Na razie tyle wystarczy, na inne posty odpowiem następnym razem.
No pewnie że lubisz. Fajna formą ucieczki przed działaniem.
WYJDŹ DO ŻYCIA
.
.
.
Shinigami napisał/a:Obecny styl życia to nie życie tylko wegetacja i to wyjątkowo marna. Dla mnie każde wymaganie jest niemożliwe, a to co teoretycznie byłoby możliwe nie widnieje jako coś mający jakikolwiek wpływ na większą zmianę. Mimo to postaram się choć spróbować zastosować się do tego co tu piszesz.
Konkretnie- co masz zamiar zrobić?
W zasadzie wszystko co tu zostało do Ciebie napisane, sprowadza się do jednej prostej rady- Zacznij oswajać dyskomfort, przed którym uciekasz rujnując sobie życie.
Powoli, spokojnie.
Jeśli podejmiesz próby, będę kibicował.
Jeśli będziesz robił to co dotychczas, miłego marnowania życia. Ja do tego już ręki nie będę przykładał.
Edit.
Nie będę się powtarzał- tutaj coś, co Cię może naprowadzi na dobre tory
https://www.netkobiety.pl/t137538.html#p4268505