Czemu tak sądzisz? Myślisz, że co się wydarzy?
Czemu tak sądzisz? Myślisz, że co się wydarzy?
Nie wiem, ale zanosi się, że zostaniesz z mamą i wtedy Twój związek stanie pod znakiem zapytania...
Bo w oczach partnera /i naszym, co jest mniej ważne/mama dla Ciebie jest ważniejsza niż on.
Chociaz Ty go znasz najlepiej i wiesz czy będzie tu z Tobą mieszkał do śmierci mamy, bo jak tu zostaniesz, to do końca...
Oto123 napisał/a:Czemu tak sądzisz? Myślisz, że co się wydarzy?
Nie wiem, ale zanosi się, że zostaniesz z mamą i wtedy Twój związek stanie pod znakiem zapytania...
Bo w oczach partnera /i naszym, co jest mniej ważne/mama dla Ciebie jest ważniejsza niż on.
Chociaz Ty go znasz najlepiej i wiesz czy będzie tu z Tobą mieszkał do śmierci mamy, bo jak tu zostaniesz, to do końca...
Robię wszystko, by to jakoś rozwiązać. Wałkuje ten temat na psychoterapii, pracuje nad sobą. Ale te wyrzuty sumienia nadal mnie dręczą. Dlatego chciałabym żeby mama była w miejscu, gdzie ma swobodny dostęp do wszystkiego. To pozwoliłoby mi zacząć żyć swoim życiem. Mój partner niestety też sam nie wie czego chce i będzie tak jak ja zdecyduje... Co też nie ułatwia sprawy ![]()
Nie ma lepszego rozwiązania dla wszystkich, jakby mama przeniosła się do tego mieszkania w mieście, dla Ciebie też, ale masz toksyczną mamę, która uważa, że ma tak być, jak ona chce, nieważne, że Twoim kosztem...
A czy jej mówisz jak się czujesz z tego powodu? Jak Ci ciężko, że jej postawa zagraża Twójemu związkowi.
Ona chce mieszkać z wami i koniec.
Ale skoro masz wolną rękę, sama masz zdecydować, to zostańcie tu z mamą do końca... Bo i tak Twoja decyzja będzie decyzją mamy.
Ostatnio rozmawiałam z nią na spokojnie. Ona też na spokojnie mówiła, że jeśli ma być sama to woli zostać na wsi. Ale ona sobie nie zdaje sprawy z tego, że w zimie będzie ciężko, samotnie, fizycznie też ciężko bo odśnieżanie. Odludzie. W mieście mogłaby nawet codziennie być w kościele, między ludźmi, coś robić, dojeżdżać tutaj na wieś nawet. Ale to moze tylko moje wyobrażenie? Może jej tu jest po prostu dobrze a ja na siłę chce ją uszczęśliwić?
Ona też pytała mnie co ja chcę, powiedziałam, że chce do miasta, bo tutaj tracę życie. Przyjęła to ze spokojem ale sytuacja dalej jest nierozwiązana.
Moim problemem jest to, że to ja nie potrafię puscic mamy... Czekam na jej pozwolenie na wyprowadzkę, a ona sama mówiła żebyśmy zaczęli jeździć na kilka dni do miasta. Tylko z niemowlakiem jest to trudne. Trzeba brać cały sprzęt, butelki, wszystko, łóżeczko, itd. zresztą to nie załatwia głównego problemu, że nadal mieszkamy razem, kilka dni w mieście nie rozwiąże głównego problemu... Ehhh... Wymiekkam, nie chce tu zostać ![]()
Przecież będziecie przyjeżdżać, również w razie potrzeby, Ty masz problem ze sobą, bo traktujesz mamę jak dziecko.
Co to za problem z odśnieżeniem w zimę, której praktycznie nie ma, czy palenie w piecu, przynajmniej będzie miała zajęcie. Wymyślasz powody, boisz się decyzji, dlatego powiedz partnerowi niech on decyduje.
Traktujesz mamę jak osobę niepełnosprawną fizycznie i psychicznie. Nie odcięłaś pępowiny o czasie i to się teraz mści...
Moim problemem jest to, że to ja nie potrafię puscic mamy... (
Czas dorosnąć.
Ona podjęła decyzję, dlatego ją uszanuj.
Teraz twoja kolej układać sobie życie.
Wiem moi drodzy, że macie rację...
To znowu ja...
Dzisiaj mam ochotę spakować się i na kilka dni wybyc do miasta. Właśnie planuje kupić nowe łóżeczko do miasta dla dziecka i inne rzeczy, które są potrzebne dla maluszka. Ale czy będę mieć odwagę?
Czy ja się czepiam?
Siedzę na ubikacji a mama wchodzi, mówię że ja tu jestem a ona dalej idzie i bierze ścierkę, wkrzylan się mówię że bez przesady a ona że no przepraszam ale chciałam wziąć ścierkę. Mówię wkurzona, że nawet nie zapytasz czy możesz ...
Kolejna sytuacja to byliśmy na zakupach z moim partnerem i na stole przypadkowo położył ciuchy, a mama jak gdyby nigdy nic przyszła i zaczęła je oglądać, koszulki mojego faceta, moje sukienki... Mówię jej żeby nie przeglądała ich bo to moje nowe ciuchy a ona "taka samolubna jesteś" mówię że nie tylko to prywatność a ona to co masz tam erotyczna bielizne a ja że tak a ona to sobie pooglądam i zaraz że ojejku żeby to już ciuchów nie można było przeglądać i poszła obrażona...
Oczywiście mam wyrzuty sumienia, że piszę o własnej mamie w internecie...
Czyli nic się nie zmienia, Tobie brakuje odwagi do samodzielnego życia...Mamy nie zmienisz, siebie pewnie też nie...
Może trzeba było siedzieć z rodzicami i nie myśleć o związkach...
Podejrzewam, że Twoj pierwszy związek rozleciał się, m.in. dlatego, bo nie mogłaś żyć bez rodziców.
Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz...
Liczyłam na twoją odpowiedź.
Tak niewiele się zmienia, tylko rośnie moja złość...
Jak znaleźć tę siłę? Myślę o wyprowadzce do miasta... Ale nie mam odwagi.
Mój poprzedni związek a właściwie małżeństwo rozleciało się przez przemoc psychiczna i wbrew pozorom uzależnienie mojego byłego od swojej matki... Wówczas mieszkaliśmy osobno, bez moich rodziców i wtedy właśnie zyskałam zalążek niezależności.
Ale Ty też jesteś uzależniona od swojej mamy...
Ma tu ogromne znaczenie wychowanie, można powiedzieć, że rodzice trzymali Cię pod kloszem, jesteś jedynaczką, a to często bywa "zmorą"...
Terapia widać wcale Ci nie pomaga, bo i też nie zmieni Twojej osobowości i charakteru.
Dlatego musisz na coś postawić.
W jakiej sutuacji czułabyś się najbardziej komfortowo... Ano przy mamusi ![]()
Dlatego najlepiej tu zostańcie i nie szarp się dłużej sama ze sobą, bo ile można...
Partner za wiele nie protestuje, więc nic nie zmieniaj, może w przyszłości rozwiązanie przyjdzie samo.
Przy mamie czuje się jak na polu minowym, więc nie najbardziej komfortowo...
Przy mamie czuje się jak na polu minowym, więc nie najbardziej komfortowo...
A jednak Cię przy niej trzyma... Tak działa toksyczna relacja ![]()
Nie wiadomo, czy Ty bardziej boisz się samodzielności, czy o mamę, bo na początku wyglądało, że to drugie, a teraz, że to jednak to pierwsze.
Pomyśl jak wychowasz dzieci, jak je nauczysz samodzielności, jak sama masz z tym problem.
Dzięki za odpowiedź. No właśnie dlaczego to jest takie toksyczne? ![]()
Najbardziej przy mamie trzymają mnie wyrzuty sumienia, że zostawię ją samą. Samodzielności się nie boje, wręcz mi jej brakuje. Z dziećmi wiem, dlatego staram się znaleźć siłę na rozwiązanie sytuacji, póki dziecko jeszcze nie rozumie wszystkiego.
W sumie to Ty sama do końca nie wiesz, co Cię trzyma przy mamie, bo raz Ci się wydaje, że boisz się być o mamę, drugi raz, że z nią się nie da żyć, ale też boisz się rozłąki.
Przeczytaj sobie kilka razy w/w artykuł, znajdziesz dużo cech wspólnych, może coś do Ciebie dotrze.
Tylko psychoterapeuta w jakimś stopniu może Ci pomóc, może zmień specjalistę, skoro stoisz w miejscu...
Nie wiadomo czy potrafisz się otworzyć przed psychologiem, bo przecież wyrzuty sumienia.. ![]()
.
Czytałam podobne artykuły. Jednak za bardzo wyidealizowalam mamę i nawet jak widzę podobieństwa, to ją usprawiedliwiam w głowie ![]()
Przed psychoterapeuta jestem otwarta i to bardzo. Rozmawiamy szczegółowo o problemie. Ale wszystko idzie powoli. Trudno jest zmienić nawyki mysleniowe i emocjonalne, które ktoś mi wpajał przez 30 lat.
Wczoraj zrobiłam mały postęp. Mieliśmy wizytę u lekarza w mieście i wzięłam dziecko z partnerem i pojechaliśmy po wizycie do mieszkania na cały dzień. Czułam się swobodnie i wolna...
Czekamy na dalsze kroki...
Już chyba wiesz, że korzystanie z pomocy mamy przy wychowywaniu wnuków jest chybione, więc to już powinno zmobilizować Cię do podjęcia decyzji.
Muszę się wyprowadzić póki jest ciepło, bo w zimie tym bardziej będę mieć wyrzuty sumienia...
Będąc w mieszkaniu, jednak myślałam o mamie. To minie? A z drugiej strony chętnie wyslalam zdjęcia z dzieckiem jak się bawimy, nie było to takie wymuszone, tylko szczere.
Z tą pomocą to byłaby tylko jeden tydzień naprzemiennie bo mój chłopak pracuje na dwie zmiany. Myślisz, że mama naprawdę będzie wpływać toksycznie na moje dziecko? Czy to będzie pośredni wpływ na dziecko przez wpływ na mnie?
Myślisz, że mama naprawdę będzie wpływać toksycznie na moje dziecko? Czy to będzie pośredni wpływ na dziecko przez wpływ na mnie?
Twoja mama będzie wpływać negatywnie na ciebie, a ty na dziecko.
Doskonale wiesz co masz zrobić, to tylko ustal harmonogram i realizuj.
Muszę się wyprowadzić póki jest ciepło, bo w zimie tym bardziej będę mieć wyrzuty sumienia...
Na dziecko też będzie miała negatywny wpływ, bo będzie je uzależniała od siebie, tak jak Ciebie. Już kombinujesz...
Powinnaś po wyprowadzce zmniejszać kontakt, nie wydzwaniać codziennie, bo nigdy nie wyjdziesz z roli małego dziecka, co trzyma się mamy spódnicy...Co dziwne mamę też traktujesz jakby była małym dzieckiem...
To jest chore...
Zastanawiam się czy Ty w ogóle dorośniesz, chyba u was z pokolenia na pokolenie wyrastają toksyczne osoby, dlatego tak Ci ciężko, powinnaś z tym walczyć i przerwać te chore relacje.
Harmonogram, dobry pomysł. Na razie zamierzam wyjeżdżać na kilka dni do miasta, by powoli przyzwyczajać się do przeprowadzki.
Nie tak łatwo przerwać pokoleniowe zachowania
nie kombinuje, wiem, że musimy się rozdzielić. Ale wyrzuty sumienia i tak mam. Dodatkowo po śmierci taty, podwójnie boje się o mamę.
Musisz walczyć z tymi wyrzutami sumienia...
Stałe myśleć o korzyściach wynikających z odcięcia pępowiny.
Dzięki za odpowiedź i zaangażowanie w mój wątek. Staram się, ale jest ciężko. Uwikłana jestem znowu w różne zależności. Czemu tak ciężko mi się wyprowadzić ![]()
Dzięki za odpowiedź i zaangażowanie w mój wątek. Staram się, ale jest ciężko. Uwikłana jestem znowu w różne zależności. Czemu tak ciężko mi się wyprowadzić
Czemu... Mamie podziękuj ![]()
Swego czasu czytałam historię faceta z przyrośniętą pepowiną, który po śmierci mamy wpadł w ciężką depresję, potem jak zmarł ojciec w jeszcze cięższą i do śmierci pewnie już z tego stanu nie wyjdzie.
Nie miało dla niego znaczenia, że miał żonę...
Wychowali życiowego kalekę.
Dlatego tu też trzeba współczuć Twojemu facetowi...
Nikt za Ciebie życia nie przeżyje... Mama też.
Żyj więc jak chcesz, my to jedynie możemy sobie pogadać.
No tak, tylko ja chcę żyć w mieście ze swoją rodziną a nie potrafię tego zrobić. To jest straszne, że chce a nie umiem...
Mój facet niestety też nie jest stanowczy, jemu to nie przeszkadza. Zrobi tak jak ja chcę, to też nie ułatwia sprawy.
Z mamą miałam inne relacje jak mieszkaliśmy osobno. Nawet czasem tęskniłam, przyjeżdżałam w sobotę lub w niedzielę. Z chęcią opowiadałam jej o pewnych sprawach, a pewne zachowywałam dla siebie. Jednak skoro taka zależność wróciła po roku mieszkania wspólnie to chyba tylko wydawało mi się że jestem już niezależna
tego nie rozumiem, że to wróciło a wypracowywałam nowa relacje długo.
Jesteśmy w mieście od kilku dni, taki wyjazd próba na razie. Mama odpoczywa, dzwoni do koleżanek, a my mamy trochę prywatności i dużo więcej obowiązków. Zaczęliśmy wymianę drzwi w mieszkaniu, byliśmy z maluszkiem w markecie budowlanym, coś nowego dla mnie. No i dużo chętniej rozmawiam z mamą, opowiadam jej co u nas... Jutro ma nas odwiedzić. Zobaczymy jak będzie dalej..
Jesteśmy w mieście od kilku dni, taki wyjazd próba na razie. Mama odpoczywa, dzwoni do koleżanek, a my mamy trochę prywatności i dużo więcej obowiązków. Zaczęliśmy wymianę drzwi w mieszkaniu, byliśmy z maluszkiem w markecie budowlanym, coś nowego dla mnie. No i dużo chętniej rozmawiam z mamą, opowiadam jej co u nas... Jutro ma nas odwiedzić. Zobaczymy jak będzie dalej..
Pierwsze kroczki dziecka zrobione ![]()
Oto123 napisał/a:Jesteśmy w mieście od kilku dni, taki wyjazd próba na razie. Mama odpoczywa, dzwoni do koleżanek, a my mamy trochę prywatności i dużo więcej obowiązków. Zaczęliśmy wymianę drzwi w mieszkaniu, byliśmy z maluszkiem w markecie budowlanym, coś nowego dla mnie. No i dużo chętniej rozmawiam z mamą, opowiadam jej co u nas... Jutro ma nas odwiedzić. Zobaczymy jak będzie dalej..
Pierwsze kroczki dziecka zrobione
Tragedia jeszcze sie tym chwali
wieka napisał/a:Oto123 napisał/a:Jesteśmy w mieście od kilku dni, taki wyjazd próba na razie. Mama odpoczywa, dzwoni do koleżanek, a my mamy trochę prywatności i dużo więcej obowiązków. Zaczęliśmy wymianę drzwi w mieszkaniu, byliśmy z maluszkiem w markecie budowlanym, coś nowego dla mnie. No i dużo chętniej rozmawiam z mamą, opowiadam jej co u nas... Jutro ma nas odwiedzić. Zobaczymy jak będzie dalej..
Pierwsze kroczki dziecka zrobione
Tragedia jeszcze sie tym chwali
No tak lepiej żebyś przeczytała kolejny post o tym, że stoję w miejscu.
JuliaUK33 napisał/a:wieka napisał/a:Pierwsze kroczki dziecka zrobione
Tragedia jeszcze sie tym chwali
No tak lepiej żebyś przeczytała kolejny post o tym, że stoję w miejscu.
Powolutku, powolutku będzie lepiej i każdy będzie (mniej lub bardziej) zadowolony.
Nie uszczęśliwisz wszystkich.
Czytajac caly temat doszedlem do wniosku, ze chyba glownym zrodlem twoich problemow jest bezsensowna proba udowodnienia komukolwiek (sobie?), ze jestes silna i niezalezna.
W rzeczywistosci tych cech ani Ty ani ktokolwiek inny nie posiada (ludzie sa slabi i zalezni) - to jest jedynie wytwor wyobrazni (majacym zrodlo w "terapii"?), ktory sprawia, ze marnujesz energie na tematy malo istotne (co kto powiedzial / zrobil) zamiast sie zaadaptowac w srodowisku i skupic w 100% na swojej roli.
Czytajac caly temat doszedlem do wniosku, ze chyba glownym zrodlem twoich problemow jest bezsensowna proba udowodnienia komukolwiek (sobie?), ze jestes silna i niezalezna.
W rzeczywistosci tych cech ani Ty ani ktokolwiek inny nie posiada (ludzie sa slabi i zalezni) - to jest jedynie wytwor wyobrazni (majacym zrodlo w "terapii"?), ktory sprawia, ze marnujesz energie na tematy malo istotne (co kto powiedzial / zrobil) zamiast sie zaadaptowac w srodowisku i skupic w 100% na swojej roli.
Tak jeszcze uczynmy normalnym fakt, ze prawie 30 letnie dzieci nadal mieszkaja z rodzicami
Małymi kroczkami przeprowadziliśmy się. Odwiedzamy mamę, czasem zostajemy na weekend. Mama też wyrywa się do nas, głównie żeby pobyć z wnukiem bo tęskni za nim. Nasze kontakty się poprawiły, gdy zaczęliśmy się rozdzielać.
Jednak jest nadal problem we mnie. Cały czas gdzieś wewnętrznie czuje wyrzuty sumienia, że mama nie ma do kogo się odezwać na co dzień. Jest w moich myślach... Pracuje z psychoterapeutą nad tym cały czas, jest lepiej ale niekiedy to myślenie, nadmierna troska o mamie wraca jak bumerang. Dodatkowo, po nagłej śmierci taty, dopadają mnie wyrzuty sumienia, że z jednej strony chce żyć swoim życiem a z drugiej mojej mamie tego życia nie zostało kto wie ile, a ja ten czas trwonie zamiast cieszyć się jej towarzystwem...
To pracuj dalej nad sobą, za mamę życia nie przeżyjesz, skupiaj się na swojej rodzinie, a mamie daj przestrzeń też na swoje życie.
Mama nie pierwsza i ostania, która mieszka sama, jak jej odpuścisz, to jak będzie chciała zawsze może poznać kogoś do towarzystwa.
Przestań w końcu ją traktować jak dziecko, bo sobie przy tym robisz krzywdę.
Pójdź jak tylko możliwe do pracy, bo masz za dużo czasu na rozmyślania.
Dziękuję Ci za odpowiedź i za śledzenie mojego wątku. Staram się, walczę ze sobą. No tak mama nie jedna jest sama, ale to moja mama i inne mnie nie interesują, ten argument do moich emocji nie trafia hehe.
Ale mama, to nie Twoja własność ![]()
169 2024-01-21 10:14:13 Ostatnio edytowany przez racja (2024-01-21 10:15:38)
Nikt inny tylko ty. Kraj ma w nosie dzieci dostaniesz ich na głowę. Mam temat na tapecie. Nawet jeśli musiałabys rozwalić własnej rodzinie ułożone dobrze życie.
Ale mopsy ścigają. Rozumiem i współczuję to raz a dwa są różne sprawy że i tak musisz być choćby u notariusza żeby odrzucić spadek po nich. Oj temat rzeka.
Dzisiaj już mnie przerosło, opiszę w skrócie sytuację. Jestem po jednym nieudanym małżeństwie, mam faceta od dwóch lat, jestem w ciąży. Mieszkaliśmy razem bez formalnego związku, ale nagle zmarł mój tata. Zostaliśmy postawieni w trudnej sytuacji, ja jako przeciwniczka mieszkania z rodzicami, podjęłam wraz z partnerem decyzję by przeprowadzić się do mamy, która ciężko znosi śmierć taty, jest w depresji, mieszka na wsi z dala od jakiejś większej cywilizacji.
Mama jest cudowna, dobra kobieta, ale przy wspólnym mieszkaniu pojawiają się pierwsze zgrzyty. Jestem po 1,5 rocznej terapii po rozwodzie, przy której też skorygowałam relacje z rodzicami. Mama od zawsze traktowała mnie jak dziecko, nie nauczyła mnie stawiać granic, mieć własnych oczekiwań. Wypracowałam to na terapii sama i trafiłam na człowieka, który mnie szanuje i kocha (poprzednie maleństwo było emocjonalnie przemocowe).
Przejdę do sedna, partner pochodzi z rodziny, gdzie obiady zawsze gotowała mama. Chciałabym wypracować relacje, w której wspólnie zajmujemy się tymi obowiązkami kuchennymi. Mieszkając z mamą jest to trudne bo mama uważa, że baba ma ugotować i podać facetowi obiad, Że ma po pracy mieć gorący obiad, itp. prosiłam mamę wielokrotnie, by nie nakładała mu jedzenia, że sam sobie weźmie i to akurat jakos dało się wypracować. Ale są już skrajne sytuacje, gdzie czuje się lekceważona i że moje granice są łamane. Tłumacze mamie, że to jest mój facet a nie jej, że nie powinna mu gotować obiadów bez uzgodnienia (ja jestem na specjalnej diecie cukrzycowej i sama sobie gotuje). Doszło do tego, że sam sobie nalozyl obiad a mama przyszła z garnkiem ziemniaków i wrzuciła mu resztę na talerz bez pytania! Mój partner się wkurzyl. Druga sytuacja, gdzie mama już gotuje obiad, nie pytając czy on chce czy nie chce. Mówię jej, że co robi, ona że gotuje jemu obiad bo nie pójdzie głodny do pracy. "Pytałaś go czy chce, czy jest głodny?" Co by tam nie był głodny... Moje prośby o zaprzestanie takiego zachowania są ignorowane, bo co ja tam wiem, mam szanować chłopa... Powiedziałam o tym partnerowi, stoi po mojej stronie, nie zjadł tego obiadu i pojechał do pracy. Dodam, że w poprzednim małżeństwie była sytuacja, gdzie podczas remontu mieszkaliśmy kilka dni u moich rodziców. Oboje wróciliśmy z pracy i od wejścia usłyszałam od mamy "grzej i nakładaj mu obiad, bo chłop wrócił z pracy" było mi mega przykro, bo ja też przecież wróciłam z pracy a mój ówczesny mąż sam nie wiedział jak się zachować bo było mu głupio że mama tak do mnie mówi.
Ręce mi już opadają. Wiem, że to niezdrowe że mieszkamy razem, ale zdarzyła się taka sytuacja losowa... Jest mi ciężko, bo też jestem w żałobie, w dodatku w ciąży, w nowym związku gdzie chce wypracować pewne zasady a jest mi to uniemożliwianie. Nie wiem co robić? Próbuje z mamą rozmawiać ale nie traktuje mnie poważnie, a za chwilę może zrobić się kwas między moim partnerem a nią. Mamy ponad 30 lat i oczekujemy traktowania po partnersku a nie jak 2 letnie dziecko, co ma dwie lewe ręce. Jak zwalczyć ta nadgorliwość?
Moja mama tez taka jest. Siostra mowi, ze juz jej nie zmienimy, niestety.
Na szczescie nie mieszkam z mama, ale przezylam pieklo, kiedy byla u nas w odwiedzinach przez tydzien. Moze o mojego partnera "dba" lepiej niz o meza siostry, ale to jest naprawde uciazliwe takie traktowanie.
Moja mama tez jakby sie mna nie przejmowala, partnera pyta jak w pracy? a ja, a mnie sie nie spytasz? - ty to w biurze pracujesz, a on ciezko!
Uciekajcie.
Tak mops ściga i mogą dowalić opłatę za DPS choćby tysiac zł. Nie patrząc na kredyt na opłaty.