Jak mówisz mu na osobności, tym bardziej w jego oczach, stajesz po stronie matki, lepiej nie komentuj, zostaw to im.
Weszłaś w rolę matki swojej mamy jakby była dzieckiem, do tego nieporadnym. Teraz, niańczysz dwoje dzieci
A jak mamy zabraknie, dziecko wyjdzie z domu, zostaniesz też sama, bo partnera już raczej przy Tobie nie będzie.
Dlatego powinnaś myśleć o sobie, bo nikt za Ciebie życia nie przeżyje.
Przeprowadzka na odludzie była jej decyzją, na pewno nie ma to związku z Tobą, bo jak już, to można się było przeprowadzić w takie miejsce, żeby było łatwiej na stare lata.
Tak jest jak się nie myśli i uwiesza na mężu czy córce. Wiadomo, że nie żyjemy wiecznie i trzeba tak robić, żeby sobie w życiu radzić jak zabraknie męża, a dzieci wyfruną z gniazda.
Mama nawet nie starała się być samodzielna, bo uważała, że jak ma męża i córkę to już będzie na stare lata tak miała jak chce.
To jest jej świadome działanie, rozumiem, że dba o siebie, ale nie powinna kosztem córki.
Musisz "dojrzeć" do wyprowadzki, w rodzinie musimy sobie pomagać, ale w granicach... Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mama się wyprowadziła do tego mieszkania. Ustal priorytety i działaj wg nich.
Myśl, przewiduj, a nie, że jakoś to będzie...
Edit.
Dodam jeszcze, że nie jest tak, że mama jak jest w swoim domu do może wszystko mówić, co jej ślina na język przyniesie.
Po drugie to po części Twój dom, a swoje zdanie możemy wyrażać tak, żeby nie ranić się wzajemnie, czyli nie da się mówić wszystkiego co myślimy, bo z tego właśnie wychodzą wieczne kłótnie i pretensje, chodzi głównie o takt i pozwolenie żyć każdemu swoim życiem.
To teoria, bo w praktyce różnie bywa, ciężko bywa o takie wzajemne zrozumienie.