netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jak żyć?

218 odpowiedzi25 206 wyświetleńzałożony przez Lavida26, 22.05.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 219 z 219 ]

196

Odp: Jak żyć?
newlife napisał/a:

Lavida - ty nadal myslisz ze to byla milosc -  z twojej strony to bylo i jest uzaleznienie. I to glebokie... Napisz troche o swoim dziecinstwie to moze cos bedzie mozna bardziej doradzic.
Przez te 6 lat powinnas juz poradzic sobie, rozwinac sie i dojrzec. Zmienic swoje wnetrze. Pamietaj zaden czlowiek nie ma takiej wladzy by zadac nam ten potworny bol - fundujesz go sama sobie, a przy okazji swojej coreczce. Myslalas o niej jak ona sie czuje majac matke, ktora jest uzalezniona - uzalezniona od potrzeby milosci...
Idz do psychologa, psychiatry, znachora.... kogokolwiek kto moze wyciagnac cie z tego uzaleznienia.
Poczytaj odpowiednie ksiazki... Jestes madra i wyksztalcona, nie funduj swojej coreczce takiego samego zycia. Wszystko zalezy tylko od ciebie.
Ktore z rodzicow odrzucilo cie w dziecinstwie? Co sie stalo ze tak reagujesz?


Nie byłam i nie jestem odrzucona przez swoich rodziców... Mój tato pracował za granicą kiedy byłam dzieckiem... Przyjeżdżał do domu dosyć często... Dawał mi i mojemu rodzenstwu poczucie miłości i ciepła rodzinnego... Nie czułam się nigdy odrzucona przez swoich rodziców...
W człowieku o którym pisze znalazłam wszystko czego pragnelam... Przynajmniej tak mi się wydawało... Pamiętam że jako dziecko już miałam takie poczucie że nie powinnam żyć w tych czasach... Poprzez to ze byłam i nadal jestem ogromnym romantykiem... On wyczuł to od razu... Pielegnowal we mnie... Potrafił wyczuć na odległość kiedy byłam smutna... Czytał ze mnie jak z otwartej książki... Tyle tylko że czasem wykorzystywał ta wiedzę o mnie przeciwko mnie... Niestety... Bolało tyle razy, że brakuje palców u obu dłoni... Ale znosilam ten ból w sobie niejednokrotnie obwiniajac siebie samą... Myślałam że jeśli dam mu całą siebie... Moja miłość... Moja troskę... Tęsknotę... Wrażliwość... Ciepło... To wystarczy... Przez całe 6 lat czekałam... Na to aż On wreszcie dojrzeje do tego aby podjąć decyzję... Podjął... W sierpniu mówił że kocha tak jak jeszcze nie kochał nikogo... A we wrześniu byłam już niepotrzebna... Dziś jestem nikim... Boli...  Nie rozumiem... Jak można wyrzucić tak szybko wszystko co było i żyć spokojnie afiszujac się wszem i wobec... Jeśli można to dlaczego ja nie potrafię? 
Czasem mam poczucie że zwariuje... Są dni kiedy jest dobrze... Dwa...trzy... A potem pojawiają się wyrzuty sumienia że tak mało myślałam o nim... O tym co było... Robię krok do przodu i dwa w tył... Czasem czuje ze dam rade... Ze podałam... A czasem wspomnienia bombarduja mój umysł i sciaskaja serce tak że aż parzy...
Staram się wypełnić swój czas na maksa... Pracuje... Biegam...Bardzo dużo poświęcam go córce... Absolutnie nie chcę Jej angażować w mój smutek... I te chwile są piękne... Takie nasze... Ale kiedy Ona zamyka oczy... Powracają te chwile... Noce stają się długie... Puste... Zimne... Wracają słowa... Gesty... Tęsknota...
Jestem zmęczona... Bardzo zmęczona....

Ale wierzę że kiedyś zaswieci duże i ciepłe słońce również dla mnie....

197

Odp: Jak żyć?

Masz jakieś niesamowite wyobrażenie o nim,niemające nic wspólnego z rzeczywistością,żyjesz marzeniami i zatruwasz całą siebie.A teraz włącz myślenie!Jakiż z niego fircyk,człowiek nieodpowiedzialny,straszny egoista,kłamczuch itp.Przysięgał swojej żonie przed Bogiem,słowa nie dotrzymał,więc już Ci hamulec powinien się włączyć,że z nim coś nie teges jest.Na co Ty liczyłaś?Ile Ty masz lat?Ludzie w pewnym wieku powinni być odpowiedzialni za swoje słowa i czyny.I napiszę Ci jeszcze jedną przykrą rzecz,Ty się do niego w ogóle nie odzywaj ponieważ na nich byłe kochanki działają jak czerwona płachta na byka są tak znienawidzone,ze nawet nie masz tym wyobrażenia.Nie będę Ci cytować słów jakimi określił mój były mąż swoją kochankę i jestem pewna,że ona na koniec te wszystkie wyrzuty plus wulgaryzmy pod swoim adresem usłyszała.Kobieto miej swój honor,zapomnij i znienawidź.Karma zawsze powraca i teraz wiesz co przeżywała jego żona i dzieci.Pamiętaj tak na przyszłość-nigdy nie wolno wchodzić jako trzecia lub trzeci w małżeństwo. Mężczyźni poszukują poza małżeństwem tylko darmowego seksu i tyle!!!

198 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-04-23 07:03:40)

Odp: Jak żyć?

Rzadko się zdarza żeby chciało mi się czytać cały wątek, w którym od początku nie uczestniczę wink

Tym razem zrobiłam wyjątek - masz autorko dar ubierania myśli w słowa. Niektóre posty ocierają się o poezję, bravo..

Ale 6 lat? <ojapierdole> 

Krótko: masz 100% aktywny syndrom sztokholmski, w pełnej krasie i ze wszystkimi objawami.
Ktoś w innym wątku przytoczył znakomity przykład najbardziej efektywnej metody tresury szczurów: dawanie i odmowa dawania pożywienia, w efekcie całkowita dezorientacja gryzonia i przymus 'warowania' pod automatem z żarciem, w nadziei, że tym razem papu się pojawi.
Idealne odwzorowanie jak powstaje mechanizm uzależnienia od emocji w przypadku relacji u kkzb.

Co tu dużo gadać - nic się nie zmieniło, bo Autorka nadal zabiera się za problem od pupy strony i zamiast nauczyć się skupiać na tym co ONA czuje i myśli, wciąż rozkminia motywy i pogubienie Dziubdziusia, któremu, jak opisała Inga11, jedno trzeba oddać - piękne szoł odpier..ł i prawie ni razu się nie potknął na scenie wink Seks na 6-kę, piękne słowa na 6 z +, ckliwość i tani romantyzm - podobnie. Profesjoalista i człek z doświadczeniem w te klocki. smile


Autorko, weźże choć ten 1 raz na 6 lat nie udawaj, że próbujesz coś zrobić w kierunku pogrzebania tego uczucia/wyjścia z uzależnienia, tylko naprawdę to ZRÓB. Choćby i tiptopek na początek. Nawet lepiej - małe, prawie niezauważalne kroki do przodu, byle powtarzane konsekwentnie dadzą większy efekt niż 1 wielki krok do przodu,a  potem 5 krok w tył.

W chwilach słabości czytaj posty, które dostarczają Ci najwięcej wewnętrznego buntu i wku...nia - są najprawdopodobniej najbliższe prawdy o tym gościu i waszej relacji, a  przed tym właśnie uciekasz w bajkę o miłości w kolorach sadomaso wink

199

Odp: Jak żyć?

Lavida, marsz do psychoterapeuty. Ty jesteś dziewczyno chora. Zaniknal Ci instynkt samozachowawczy. Za chwilę cierpienie psychiczne zacznie objawiać się u Ciebie w postaci  chorób fizycznych. Ratuj się!

200 Ostatnio edytowany przez Lavida26 (2016-04-23 14:12:22)

Odp: Jak żyć?

Tak analizuje te ostatnie lata... Kiedyś byłam spokojniejsza, mimo że moje małżeństwo dało mi trochę w kość... Ale częściej się usmiechalam, czułam się lżej... Ta znajomość -"związek"  wyssal ze mnie lekkość...

Wszyscy wokół widzieli w Nim człowieka który mnie krzywdzi... Nie było ani jednej osoby, która nie okreslala Go jako złego człowieka... Po prostu... Tylko ja widziałam w Nim ciepłego i czulego faceta... Bronilam Go jak lwica... Naiwnie i żałośnie... 

Macie rację drogie kobiety we wszystkim co mówicie.. Byłam głupia i na własne życzenie masochistycznie dokladalam sobie bólu...

Dziś jest ładny dzień... Świeci słońce... Wiatr delikatnie kolysa mlodziutkimi listeczkami... Czas biegnie dziś wolniej... Jakby chciał żeby pochłonąć z niego każdą chwilę... Każdy moment... Rozkoszować się każdym wdechem wiosny... Dziś jest dobry dzień...

201

Odp: Jak żyć?

Mimo że oburzacie się na słowa jakiejś tam zdradzonej żony która brzydko nazwała autorkę, to ta żona ma rację.

Zauważcie, że zależy w jaki sposób ktoś opowie swoją historię, a już zmieniają się Wasze opinie o tej osobie.

Gdy na forum pisze zdradzona żona, jakoś nie widać wpisów "biedna kochanka, tyle czasu musiała cierpieć, wylała morze łez". A możecie wierzyć, ze zazwyczaj historia kochanki TAKŻE jest smutna i tragiczna. Ona też cierpi.

Jest mi żal autorki, na serio. Ale nieważne jak przedstawiła swoją historię, fakt jest następujący: weszła w butami w życie żonatego faceta i liczyła na to że porzuci dla niej swoją rodzinę.
Sama cierpiała bo miała rozwaloną rodzinę, czy musiała robić to komuś innemu?

202

Odp: Jak żyć?

Kochanica mojego męża jest też uzależniona od niego (a on od niej). Opis obiektu westchnień autorki jest bardzo trafny - czarodziej, który wie jak uwieść kobietę (ze mną zrobił dokładnie to samo, tylko ja wtedy byłam niewinna dziewusia i świata nie znałam).

Kochanica mojego męża działała świadomie, odbyłyśmy jedną jedyną rozmowę telefoniczną, w której jej wyraźnie powiedziałam, co mi robi , ale ona dalej ma to w doopie, bo romansik trwa, tyle że ja się już od niego odcięłam.

Dlaczego przytaczam poniższy cytat - każda, która zabiera się za żonatego, powinna go przeczytać. Wszyscy, powtarzam, wszyscy, uwikłani w jakiś sposób w zdradę cierpią - zdradzeni małżonkowie, dzieci, to wiadomo. Ale ... zdradzacze też! Powiedział mi o tym osobiście mój własny małżonek i ja mu wyjątkowo, w to co stwierdził wierzę. Są rzeczy, o których rzecz jasna nie myśli w szale namiętności - są chwile refleksji kim się stałem i co komu robię. W tym dzieciom kochanicy, bo jak się jej mąż dowiedział, że pomimo, iż jej wybaczył ta dalej ciągnie spotkanka z gachem, to się wyprowadził, a dzieci płakały, bo tęskniły za tatą...

I ta w tym naszym "trójkącie" też chyba cierpiała - z relacji mojego męża wiem, że płakała, kiedy gdzieś wyjeżdżałam, bo on taki samotny żuczek siedział w domu sam i ona dostrajała się na kanapie z nim do jego głębokiego smutku. Potem płakała", kiedy wracałam - to już chyba wiadomo, dlaczego tongue

Inga11 napisał/a:

Masz jakieś niesamowite wyobrażenie o nim,niemające nic wspólnego z rzeczywistością,żyjesz marzeniami i zatruwasz całą siebie.A teraz włącz myślenie!Jakiż z niego fircyk,człowiek nieodpowiedzialny,straszny egoista,kłamczuch itp.Przysięgał swojej żonie przed Bogiem,słowa nie dotrzymał,więc już Ci hamulec powinien się włączyć,że z nim coś nie teges jest.Na co Ty liczyłaś?Ile Ty masz lat?Ludzie w pewnym wieku powinni być odpowiedzialni za swoje słowa i czyny.I napiszę Ci jeszcze jedną przykrą rzecz,Ty się do niego w ogóle nie odzywaj ponieważ na nich byłe kochanki działają jak czerwona płachta na byka są tak znienawidzone,ze nawet nie masz tym wyobrażenia.Nie będę Ci cytować słów jakimi określił mój były mąż swoją kochankę i jestem pewna,że ona na koniec te wszystkie wyrzuty plus wulgaryzmy pod swoim adresem usłyszała.Kobieto miej swój honor,zapomnij i znienawidź.Karma zawsze powraca i teraz wiesz co przeżywała jego żona i dzieci.Pamiętaj tak na przyszłość-nigdy nie wolno wchodzić jako trzecia lub trzeci w małżeństwo. Mężczyźni poszukują poza małżeństwem tylko darmowego seksu i tyle!!!

Inga11, ukłon w Twoją stronę za pięknie sformułowane ostrzeżenie.

203

Odp: Jak żyć?
I_see_beyond napisał/a:

Wszyscy, powtarzam, wszyscy, uwikłani w jakiś sposób w zdradę cierpią - zdradzeni małżonkowie, dzieci, to wiadomo. Ale ... zdradzacze też! Powiedział mi o tym osobiście mój własny małżonek i ja mu wyjątkowo, w to co stwierdził wierzę.

Tak, masz rację, cierpią wszyscy. Zdradzający bardzo często też cierpią i wierzę w to.
ALE
Kochanka cierpi, bo tak wybrała. Owszem, liczyła że jej się uda (kiedyś czytałam jakieś statystyki, tam było że bodajże tylko 8% czy 10% mężów zostawia swoje żony dla kochanki, całe 90% zostaje przy żonie), ale weszła w to z pełną świadomością że prawdopodobnie będzie cierpieć i płakać a i tak on nie odejdzie. Sama sobie zadaje cierpienie. Znałam kilka kochanek i ich związki z żonatym to piekło, każdej bez wyjątku - samotne dni, dużo łez, dużo zawodów że znów okłamał.
Natomiast żonie to cierpienie jest fundowane bez jej wiedzy i zgody. Ona tego nie wybrała, tylko została postawiona przed faktem. Ktoś jej zadał cierpienie.
Dlatego uważam cierpienie żony za bardziej istotne i bardziej tragiczne.

Właściwie to dziwią mnie moje wypowiedzi, nigdy jakoś nie broniłam z zapałem zdradzanych żon. smile Ale uderzyła mnie w tym wątku właśnie ta niesprawiedliwość że tyle osób głaszcze autorkę po głowie.
Jej historia nawet z czysto statystycznego punktu widzenia nie mogła mieć innego zakończenia jak właśnie to.

204

Odp: Jak żyć?
Lavida26 napisał/a:

Tak analizuje te ostatnie lata... Kiedyś byłam spokojniejsza, mimo że moje małżeństwo dało mi trochę w kość... Ale częściej się usmiechalam, czułam się lżej... Ta znajomość -"związek"  wyssal ze mnie lekkość...

Wszyscy wokół widzieli w Nim człowieka który mnie krzywdzi... Nie było ani jednej osoby, która nie okreslala Go jako złego człowieka... Po prostu... Tylko ja widziałam w Nim ciepłego i czulego faceta... Bronilam Go jak lwica... Naiwnie i żałośnie... 

Macie rację drogie kobiety we wszystkim co mówicie.. Byłam głupia i na własne życzenie masochistycznie dokladalam sobie bólu...

Autorko, ja nie wyleję na Ciebie kubła pomyj dlatego, że jestem zdradzoną żoną tongue. Oczywiście solidaryzuję się ze zdradzonymi, ale dobrze, że zaczyna w Tobie kiełkować świadomość, co Ci zabrała ta relacja.

Widzimy, co chcemy widzieć, podczas tych krótkich spotkanek, kiedy możemy sobie powciskać kit i pożyć marzeniami - Ty, jak i ta "moja" tongue widziałyście czułego i ciepłego faceta... Gdybyś tylko zamieniła się ze mną miejscami i zobaczyła, jaki potrafił być w stosunku do mnie w domu po spotkankach z kochanką - dr Jekyll i Mr Hyde!

I jest coś, co mnie zaciekawiło w Twoim poście - piszesz o swojej naiwności i głupocie. Oni czasem na kochanki wybierają sobie takie właśnie naiwne, ufające istotki (wiem, są i też takie france, co jak postanowią upolować faceta, to po trupach do celu). Wiesz, co powiedział mi mój mąż o swojej "przyjaciółce"?

Że ja byłam dla niego zbyt przenikliwa, a on potrzebował głupiej, żeby się dowartościować. Włącz myślenie!

I weź sobie do serca radę elle88

Elle88 napisał/a:

W chwilach słabości czytaj posty, które dostarczają Ci najwięcej wewnętrznego buntu i wku...nia - są najprawdopodobniej najbliższe prawdy o tym gościu i waszej relacji, a  przed tym właśnie uciekasz w bajkę o miłości w kolorach sadomaso

To co lubię - twardo, konkretnie i co najważniejsze - skutecznie. Potwierdzam z autopsji tongue

205

Odp: Jak żyć?

Madoja, ależ nikt chyba jej nie głaszcze po głowie... a już na pewno nie akceptuje i nie pochwala tego co zrobiła. Nikt jej nie rozgrzesza. Cierpi na swoje własne życzenie - dokładnie tak jak napisałaś.

Fakt jest jednak taki, że "uległa" temu mężczyźnie jako młodziutka dziewczyna - taki błąd jakkolwiek można zrozumieć...

Niezrozumiałe jest to, że tkwi w tym przez tyle lat. Tym bardziej, że on do niej nie odszedł. Że wraca do rodziny. A może w takim razie zależy mu na żonie? Może martwi się o własne dzieci? Itd. itp. scenariuszy może być wiele. Tego Autorka zupełnie nie bierze pod uwagę.
Jest tak bardzo pogrążona we własnym cierpieniu, że nie ma siły, by zauważyła cokolwiek innego... dlatego najpierw musi się otrząsnąć, wyjść z tego... a potem może pokusi się i o moralną ocenę tego, co zrobiła... i o ocenienie szkód, których narobiła wszystkim wokół, jak również sama sobie...

Póki co jest na dnie cierpienia - i fakt, że są na forum osoby (jak ja), które radzą jej jak z tego wyjść wcale jeszcze nie oznacza, że moja ocena jest taka czy taka. Ale cóż Madoja da dodatkowe pastwienie się nad nią... wytknięto już jej to co zrobiła... a ona przyszła tu po wsparcie, bo tego teraz bardzo potrzebuje.

206

Odp: Jak żyć?
Zorija napisał/a:

Fakt jest jednak taki, że "uległa" temu mężczyźnie jako młodziutka dziewczyna

28 lat, do tego matka i żona to młodziutka dziewczyna? smile Nie przesadzajmy.

207

Odp: Jak żyć?
madoja napisał/a:

Kochanka cierpi, bo tak wybrała. Owszem, liczyła że jej się uda (kiedyś czytałam jakieś statystyki, tam było że bodajże tylko 8% czy 10% mężów zostawia swoje żony dla kochanki, całe 90% zostaje przy żonie), ale weszła w to z pełną świadomością że prawdopodobnie będzie cierpieć i płakać a i tak on nie odejdzie. Sama sobie zadaje cierpienie.

Oczywiście, że tak smile Ja wszędzie podkreślam słowo świadomość. I trzymam się żelaznej zasady - zdrada jest zła.

madoja napisał/a:

Natomiast żonie to cierpienie jest fundowane bez jej wiedzy i zgody. Ona tego nie wybrała, tylko została postawiona przed faktem. Ktoś jej zadał cierpienie.
Dlatego uważam cierpienie żony za bardziej istotne i bardziej tragiczne.

I tu absolutnie nie dyskutuję - masz 100% rację. Ja nie wybierałam tego cierpienia.

madoja napisał/a:

Ale uderzyła mnie w tym wątku właśnie ta niesprawiedliwość że tyle osób głaszcze autorkę po głowie.

Mam nadzieję, że nie zaliczam się do głaszczących tongue Nie widzę się w tej roli tongue

madoja napisał/a:

Jej historia nawet z czysto statystycznego punktu widzenia nie mogła mieć innego zakończenia jak właśnie to.

madoja - takie są właśnie fakty, jest tak jak piszesz. I te statystyki znikąd się nie biorą. Swoją drogą jest jakaś magia w liczbie 90% - ja nie przyjęłam męża, choć mi ten powrót proponował - statystyki mówią, o czym już gdzieś pisałam, że 90% osób, które zdradzą raz, zrobią to ponownie. I wiecie co? Statystyki nie kłamią! Dokładnie 6 dni po "propozycji nie do odrzucenia" małżonek jedzie na randkę z kochanicą! Potwierdzony fakt.

madoja napisał/a:

Zauważcie, że zależy w jaki sposób ktoś opowie swoją historię, a już zmieniają się Wasze opinie o tej osobie.

To prawda, sposób opowiadania historii ma znaczenie. Tak też jest w sądach - te same fakty adwokat może przekazać w sposób jakże odmienny od sposobu prokuratora. Jest też wiele innych czynników, które wpływają na nasz osąd - wygląd na przykład.

Postawmy obok siebie zmęczoną codziennością, nieco zaniedbaną, wyrzucającą z siebie jakieś krótkie komendy (bo tu obiad, bo tu zakupy, bo tu lekcje z dziećmi, a doba ma tylko 24 h) zdradzoną żonę, a śliczną, uśmiechniętą, milutką trzpiotkę. Tak uczciwie - nie pomyśli sobie ktoś na pierwszy rzut oka, bez znajomości sytuacji - "no nie ma co się facetowi dziwić?"

Ja się spotkałam z czymś takim. I takie komentarze płynęły z ust kobiet.

208

Odp: Jak żyć?
I_see_beyond napisał/a:

Kochanica mojego męża jest też uzależniona od niego (a on od niej). Opis obiektu westchnień autorki jest bardzo trafny - czarodziej, który wie jak uwieść kobietę (ze mną zrobił dokładnie to samo, tylko ja wtedy byłam niewinna dziewusia i świata nie znałam).

Kochanica mojego męża działała świadomie, odbyłyśmy jedną jedyną rozmowę telefoniczną, w której jej wyraźnie powiedziałam, co mi robi , ale ona dalej ma to w doopie, bo romansik trwa, tyle że ja się już od niego odcięłam.

Dlaczego przytaczam poniższy cytat - każda, która zabiera się za żonatego, powinna go przeczytać. Wszyscy, powtarzam, wszyscy, uwikłani w jakiś sposób w zdradę cierpią - zdradzeni małżonkowie, dzieci, to wiadomo. Ale ... zdradzacze też! Powiedział mi o tym osobiście mój własny małżonek i ja mu wyjątkowo, w to co stwierdził wierzę. Są rzeczy, o których rzecz jasna nie myśli w szale namiętności - są chwile refleksji kim się stałem i co komu robię. W tym dzieciom kochanicy, bo jak się jej mąż dowiedział, że pomimo, iż jej wybaczył ta dalej ciągnie spotkanka z gachem, to się wyprowadził, a dzieci płakały, bo tęskniły za tatą...

I ta w tym naszym "trójkącie" też chyba cierpiała - z relacji mojego męża wiem, że płakała, kiedy gdzieś wyjeżdżałam, bo on taki samotny żuczek siedział w domu sam i ona dostrajała się na kanapie z nim do jego głębokiego smutku. Potem płakała", kiedy wracałam - to już chyba wiadomo, dlaczego tongue

Inga11 napisał/a:

Masz jakieś niesamowite wyobrażenie o nim,niemające nic wspólnego z rzeczywistością,żyjesz marzeniami i zatruwasz całą siebie.A teraz włącz myślenie!Jakiż z niego fircyk,człowiek nieodpowiedzialny,straszny egoista,kłamczuch itp.Przysięgał swojej żonie przed Bogiem,słowa nie dotrzymał,więc już Ci hamulec powinien się włączyć,że z nim coś nie teges jest.Na co Ty liczyłaś?Ile Ty masz lat?Ludzie w pewnym wieku powinni być odpowiedzialni za swoje słowa i czyny.I napiszę Ci jeszcze jedną przykrą rzecz,Ty się do niego w ogóle nie odzywaj ponieważ na nich byłe kochanki działają jak czerwona płachta na byka są tak znienawidzone,ze nawet nie masz tym wyobrażenia.Nie będę Ci cytować słów jakimi określił mój były mąż swoją kochankę i jestem pewna,że ona na koniec te wszystkie wyrzuty plus wulgaryzmy pod swoim adresem usłyszała.Kobieto miej swój honor,zapomnij i znienawidź.Karma zawsze powraca i teraz wiesz co przeżywała jego żona i dzieci.Pamiętaj tak na przyszłość-nigdy nie wolno wchodzić jako trzecia lub trzeci w małżeństwo. Mężczyźni poszukują poza małżeństwem tylko darmowego seksu i tyle!!!

Inga11, ukłon w Twoją stronę za pięknie sformułowane ostrzeżenie.

Co najmniej 10 lat temu moja przyjaciółka poznała w internecie mężczyznę... Ponad 20 lat starszego od Niej... Nie muszę dodawać że facet żonaty z dwójka dzieci w wieku zbliżonym do mojej przyjaciółki... Przesiedzialysmy setki nocy na rozmowach na temat tego związku... Za każdym razem mówiłam Jej ze tak się nie da.  Tak nie można... Ze Ją skrzywdzi... Zresztą same wiecie co wtedy się myśli i mówi... Ona mówiła mi że zakochała się... Ze razem są spelnieni... Nie rozumialam tego...  Nie godzilam się z tym... Zakazany owoc - po niego się nie sięga... Jakiś czas później On odszedł od żony, zamieszkali razem i po dzień dzisiejszy tak jest... Są szczęśliwi... A ja poznałam człowieka, który zawalił mnie z nóg... Taki chichot losu... Bardzo szybko zrozumiałam... Aż za dobrze...

To spowodowało że staram się w pełni postawić w sytuacji drugiego człowieka zanim go ocenie... Oczywiście zgadzam się z Wami kiedy wieszacie mnie na szubienicy za to że weszłam z butami w cudze życie... To niemoralne... Paskudne... Nie ma na to wytłumaczenia... Nawet w postaci miłości... Pozwoliłam sobie na uczucie zakazane... Była wina jest kara... Jak czarne i białe... Ale niestety życie nie jest takie proste... Niose swój krzyż z pokorą... I nie szukam odpuszczenia winy a jedynie ujścia emocji, żalu,smutku, samotności, bólu... Bo uwierzcie mi takie kobiety jak ja też czują...

A zdanie " mężczyźni poszukują poza małżeństwem tylko darmowego seksu " wyryje głęboko w sercu, duszy i umyśle aby stało się moim talizmanem, moja tarcza...

209

Odp: Jak żyć?
I_see_beyond napisał/a:

Kochanica mojego męża jest też uzależniona od niego (a on od niej). Opis obiektu westchnień autorki jest bardzo trafny - czarodziej, który wie jak uwieść kobietę (ze mną zrobił dokładnie to samo, tylko ja wtedy byłam niewinna dziewusia i świata nie znałam).

Kochanica mojego męża działała świadomie, odbyłyśmy jedną jedyną rozmowę telefoniczną, w której jej wyraźnie powiedziałam, co mi robi , ale ona dalej ma to w doopie, bo romansik trwa, tyle że ja się już od niego odcięłam.

Dlaczego przytaczam poniższy cytat - każda, która zabiera się za żonatego, powinna go przeczytać. Wszyscy, powtarzam, wszyscy, uwikłani w jakiś sposób w zdradę cierpią - zdradzeni małżonkowie, dzieci, to wiadomo. Ale ... zdradzacze też! Powiedział mi o tym osobiście mój własny małżonek i ja mu wyjątkowo, w to co stwierdził wierzę. Są rzeczy, o których rzecz jasna nie myśli w szale namiętności - są chwile refleksji kim się stałem i co komu robię. W tym dzieciom kochanicy, bo jak się jej mąż dowiedział, że pomimo, iż jej wybaczył ta dalej ciągnie spotkanka z gachem, to się wyprowadził, a dzieci płakały, bo tęskniły za tatą...

I ta w tym naszym "trójkącie" też chyba cierpiała - z relacji mojego męża wiem, że płakała, kiedy gdzieś wyjeżdżałam, bo on taki samotny żuczek siedział w domu sam i ona dostrajała się na kanapie z nim do jego głębokiego smutku. Potem płakała", kiedy wracałam - to już chyba wiadomo, dlaczego tongue

Inga11 napisał/a:

Masz jakieś niesamowite wyobrażenie o nim,niemające nic wspólnego z rzeczywistością,żyjesz marzeniami i zatruwasz całą siebie.A teraz włącz myślenie!Jakiż z niego fircyk,człowiek nieodpowiedzialny,straszny egoista,kłamczuch itp.Przysięgał swojej żonie przed Bogiem,słowa nie dotrzymał,więc już Ci hamulec powinien się włączyć,że z nim coś nie teges jest.Na co Ty liczyłaś?Ile Ty masz lat?Ludzie w pewnym wieku powinni być odpowiedzialni za swoje słowa i czyny.I napiszę Ci jeszcze jedną przykrą rzecz,Ty się do niego w ogóle nie odzywaj ponieważ na nich byłe kochanki działają jak czerwona płachta na byka są tak znienawidzone,ze nawet nie masz tym wyobrażenia.Nie będę Ci cytować słów jakimi określił mój były mąż swoją kochankę i jestem pewna,że ona na koniec te wszystkie wyrzuty plus wulgaryzmy pod swoim adresem usłyszała.Kobieto miej swój honor,zapomnij i znienawidź.Karma zawsze powraca i teraz wiesz co przeżywała jego żona i dzieci.Pamiętaj tak na przyszłość-nigdy nie wolno wchodzić jako trzecia lub trzeci w małżeństwo. Mężczyźni poszukują poza małżeństwem tylko darmowego seksu i tyle!!!

Inga11, ukłon w Twoją stronę za pięknie sformułowane ostrzeżenie.

Co najmniej 10 lat temu moja przyjaciółka poznała w internecie mężczyznę... Ponad 20 lat starszego od Niej... Nie muszę dodawać że facet żonaty z dwójka dzieci w wieku zbliżonym do mojej przyjaciółki... Przesiedzialysmy setki nocy na rozmowach na temat tego związku... Za każdym razem mówiłam Jej ze tak się nie da.  Tak nie można... Ze Ją skrzywdzi... Zresztą same wiecie co wtedy się myśli i mówi... Ona mówiła mi że zakochała się... Ze razem są spelnieni... Nie rozumialam tego...  Nie godzilam się z tym... Zakazany owoc - po niego się nie sięga... Jakiś czas później On odszedł od żony, zamieszkali razem i po dzień dzisiejszy tak jest... Są szczęśliwi... A ja poznałam człowieka, który zawalił mnie z nóg... Taki chichot losu... Bardzo szybko zrozumiałam... Aż za dobrze...

To spowodowało że staram się w pełni postawić w sytuacji drugiego człowieka zanim go ocenie... Oczywiście zgadzam się z Wami kiedy wieszacie mnie na szubienicy za to że weszłam z butami w cudze życie... To niemoralne... Paskudne... Nie ma na to wytłumaczenia... Nawet w postaci miłości... Pozwoliłam sobie na uczucie zakazane... Była wina jest kara... Jak czarne i białe... Ale niestety życie nie jest takie proste... Niose swój krzyż z pokorą... I nie szukam odpuszczenia winy a jedynie ujścia emocji, żalu,smutku, samotności, bólu... Bo uwierzcie mi takie kobiety jak ja też czują...

A zdanie " mężczyźni poszukują poza małżeństwem tylko darmowego seksu " wyryje głęboko w sercu, duszy i umyśle aby stało się moim talizmanem, moja tarcza...

210

Odp: Jak żyć?
madoja napisał/a:
Zorija napisał/a:

Fakt jest jednak taki, że "uległa" temu mężczyźnie jako młodziutka dziewczyna

28 lat, do tego matka i żona to młodziutka dziewczyna? smile Nie przesadzajmy.

To ona wtedy miała 28 lat czy teraz?
Zakładałam, że teraz.
Jeśli wtedy to sorry, cofam tekst o młodziutkiej dziewczynie tongue Była na tyle dojrzała, by rozumieć co robi.

211

Odp: Jak żyć?
madoja napisał/a:
Zorija napisał/a:

Fakt jest jednak taki, że "uległa" temu mężczyźnie jako młodziutka dziewczyna

28 lat, do tego matka i żona to młodziutka dziewczyna? smile Nie przesadzajmy.

Hi hi :-) Dziewczyny, ta młodziutka dziewczyna, to byłam ja, kiedy poznałam czarującego jegomościa, który stał się potem moim mężem. Miałam wtedy ... 21 lat!

"Moja trzecia" ma 37 lat, od 15 jest żoną, od 14 lat matką. Choćby fakt zawarcia małżeństwa i posiadania dzieci powinien dać do myślenia.

Autorka tego wątku jest na etapie refleksji, a to czyni ją inną od tej "mojej", która do tego etapu nie doszła, z zebranych przeze mnie faktów - jeszcze jej do niego daleko tongue

212 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-04-23 16:08:43)

Odp: Jak żyć?
I_see_beyond napisał/a:

Postawmy obok siebie zmęczoną codziennością, nieco zaniedbaną, wyrzucającą z siebie jakieś krótkie komendy (bo tu obiad, bo tu zakupy, bo tu lekcje z dziećmi, a doba ma tylko 24 h) zdradzoną żonę, a śliczną, uśmiechniętą, milutką trzpiotkę. Tak uczciwie - nie pomyśli sobie ktoś na pierwszy rzut oka, bez znajomości sytuacji - "no nie ma co się facetowi dziwić?"

Jasne że tak.
Ale myślę że jednak większość facetów to nie idioci. Oni sobie doskonale zdają sprawę że za X lat ta śliczna milutka kochanka stałaby się marudząca żonką. smile Każda żona też kiedyś była przecież śliczną kochaną dziewczyną, zawsze mającą ochotę na seks i zawsze zadbaną.
Dla nich więc to bez sensu rozwalać sobie całe życie, pakować się w koszty finansowe (podział majątku, alimenty), narażać się na piekło awantur i rozwodu, by zamienić obecną sytuację na identyczną.
Większość z nich (mężów) zdaje sobie sprawę że ten piękny romans jest tylko na chwilę.
Nie jestem jakąś wielką romantyczką i idealistką, więc wcale nie stwierdzę że to z ogromnej miłości do żony. Nie. Z kalkulacji, wygodnictwa, ale tez przywiązania. Lepszy sprawdzony wróbel w garści niż niepewny (choć śliczny) gołąb na dachu.

213 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-04-23 15:51:32)

Odp: Jak żyć?
Zorija napisał/a:
madoja napisał/a:
Zorija napisał/a:

Fakt jest jednak taki, że "uległa" temu mężczyźnie jako młodziutka dziewczyna

28 lat, do tego matka i żona to młodziutka dziewczyna? smile Nie przesadzajmy.

To ona wtedy miała 28 lat czy teraz?
Zakładałam, że teraz.
Jeśli wtedy to sorry, cofam tekst o młodziutkiej dziewczynie tongue Była na tyle dojrzała, by rozumieć co robi.

Zaczyna swój wątek w 2010 roku tym, że ma 28 lat i dopiero co poznała żonatego kolesia - zajrzyj na pierwszą stronę.
Czyli teraz ma 34 lata.

214

Odp: Jak żyć?
Lavida26 napisał/a:

To spowodowało że staram się w pełni postawić w sytuacji drugiego człowieka zanim go ocenie... Oczywiście zgadzam się z Wami kiedy wieszacie mnie na szubienicy za to że weszłam z butami w cudze życie... To niemoralne... Paskudne... Nie ma na to wytłumaczenia... Nawet w postaci miłości... Pozwoliłam sobie na uczucie zakazane...

Tu nie chodzi Lavido o TWOJE UCZUCIA, TWOJĄ MIŁOŚĆ... i to, że pozwoliłaś sobie na uczucie zakazane...

Pozwoliłaś sobie na zniszczenie CZYJEJŚ rodziny... sprowadziłaś cierpienie na KOGOŚ innego, w tym dzieci...

Pozwoliłaś sobie na zwykłą kradzież czegoś, co do Ciebie nigdy nie należało.

Lavida26 napisał/a:

Była wina jest kara...

Tu nie chodzi o winę i karę...
Nawet gdybyśmy mieli absolutną pewność, że nasze czyny pozostaną bezkarne, pewnych rzeczy nie należy robić i tyle.

To co teraz napisałaś to zwykłe użalanie się nad sobą.
Ja rozumiem Twoje cierpienie z powodu tego co się wydarzyło.
Użalania się nie rozumiem.
Dlatego mimo wszystko radzę - zajmij się sobą, swoim życiem TERAZ,  przestań rozpamiętywać swój żal... wypełnij swój dzień zajęciami... i idź do przodu...

215

Odp: Jak żyć?
madoja napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:

Postawmy obok siebie zmęczoną codziennością, nieco zaniedbaną, wyrzucającą z siebie jakieś krótkie komendy (bo tu obiad, bo tu zakupy, bo tu lekcje z dziećmi, a doba ma tylko 24 h) zdradzoną żonę, a śliczną, uśmiechniętą, milutką trzpiotkę. Tak uczciwie - nie pomyśli sobie ktoś na pierwszy rzut oka, bez znajomości sytuacji - "no nie ma co się facetowi dziwić?"

Jasne że tak.
Ale myślę że jednak większość facetów to nie idioci. Oni sobie doskonale zdają sprawę że za X lat ta śliczna milutka kochanka stałaby się marudząca żonką. smile Każda żona też kiedyś była przecież śliczną kochaną dziewczyną, zawsze mającą ochotę na seks i zawsze zadbaną.
Dla nich więc to bez sensu rozwalać sobie całe życie, pakować się w koszty finansowe (podział majątku, alimenty), narażać się na piekło awantur i rozwodu, by zamienić obecną sytuację na identyczną.
Większość z nich (mężów) zdaje sobie sprawę że ten piękny romans jest tylko na chwilę.
Nie jestem jakąś wielką romantyczką i idealistką, więc wcale nie stwierdzę że to z ogromnej miłości do żony. Nie. Z kalkulacji, wygodnictwa, ale tez przywiązania. Lepszy sprawdzony wróbel w garści niż niepewny (choć śliczny) kanarek na dachu.

Jeśli odnieść się do statystki tongue mój mąż niestety jest w niechlubnych 10% idiotów. Pięknie to ujęłaś, wkręcam się coraz bardziej w to forum - lubię czytać, co piszą mądre, przenikliwe kobiety

216

Odp: Jak żyć?

...
Dlatego mimo wszystko radzę - zajmij się sobą, swoim życiem TERAZ,  przestań rozpamiętywać swój żal... wypełnij swój dzień zajęciami... i idź do przodu...

Tak też zrobię... Jakimś cudem wymarze z pamięci to wszystko... I wtedy tutaj wrócę...


Dziękuję za wszystkie słowa... Pozwalają mi wiele zrozumieć...

Może napiszę książkę skoro niektóre z Was drogie kobiety odnajdujecie we mnie wrażliwość pisarska...

Pozdrawiam Was i życzę po prostu szczęścia...

217

Odp: Jak żyć?

Strasznie egzaltowana jesteś. Zanim zaczniesz pisać książkę idź na terapię. Bo o zmianach ciągle mówisz w czasie przyszłym albo że powinnaś. Tak postępując nigdy nie ruszysz z miejsca. Mam wrażenie, że Ty tak naprawdę nie chcesz sobie pomóc. Bo musiałabys nad sobą pracować. Wygodniej Ci tkwić w tym cierpieniu, bo jest bezpieczne i znane. Bez psychiatry, a potem długiej psychoterapii się nie obejdzie. Nie będę już pisać w Twoim wątku, bo to nie ma sensu. Trochę jak grochem o ścianę. Szkoda mojego czasu. ZECHCIJ wreszcie być szczęśliwa! Albo przestań marudzić.

218 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-04-23 18:09:06)

Odp: Jak żyć?
rezolutna napisał/a:

Strasznie egzaltowana jesteś.

To prawda.
Zauważyłam to po sposobie w jaki pisze,
a robi... to... w .... taki... sposób.... jakby... chciała... dodać... głębi...i... wrażliwości... swoim... wypowiedziom...
Albo... powtarza słowa. Słowa... Tak... Słowa... Żeby... brzmiało.. jeszcze... bardziej... wrażliwie. Tak bardzo wrażliwie....

Staram się wypełnić swój czas na maksa... Pracuje... Biegam...Bardzo dużo poświęcam go córce... Absolutnie nie chcę Jej angażować w mój smutek... I te chwile są piękne... Takie nasze... Ale kiedy Ona zamyka oczy... Powracają te chwile... Noce stają się długie... Puste... Zimne... Wracają słowa... Gesty... Tęsknota...
Jestem zmęczona... Bardzo zmęczona....

Przepraszam  autorko, wcale nie chcę Ci dogryzać, tylko trochę kopnąć Cię w tyłek. Po prostu dodajesz jakiegoś wymiaru metafizycznego swoim cierpieniom, widać to po grafomańskim stylu wypowiedzi, które wyglądają jak wiersze 15-latki.
Pisz normalnie.
Sama się taplasz w tym cierpieniu i egzaltacji, sama to hodujesz i karmisz.

219 Ostatnio edytowany przez Inga11 (2016-04-23 19:48:42)

Odp: Jak żyć?

Nie można twierdzić,że ktoś porzucił  żonę,dzieci,związał się z kochanką i teraz jest szczęśliwy.Małżeństwo to jest układ na całe życie,oczywiście gdy nie ma dzieci,być może jest to prawdą ale dzieci zawsze będą dziećmi i dla rodziców są to największe skarby na ziemi.Nikt nie siedzi w czyjejś głowie i nie  wie co się w niej dzieje,z czym codziennnie się musi zmierzać,jakie rozterki przeżywać.Myślę,że wielu się nigdy nie przyzna,że żałuje.Ileż nowych związków przetrwa?Naprawdę niewiele,potem jest skakanie z kwiatka na kwiatek,szukanie zapomnienia,czegoś  co się bezpowrotnie utraciło i życie staje się bez sensu ponieważ nikt i nic nie zastąpi normalnej rodziny.To są ludzie po przejściach,często bardzo przykrych to nie są młodzi chłopcy wolni,swobodni i bez zobowiązań.
Sama jestem wiele lat po rozwodzie a wiem co piszę.Jest kolosalna różnica pomiędzy tymi znajomościami z młodych lat a tymi teraz.Naprawdę się dziwię kobietom nawet tym wolnym,że wchodzą w coś co z góry jest skazane na niepowodzenie,dla mnie osobiście związek z żonatym facetem byłby bardzo upokarzający i poniżający mnie jako kobietę.

Posty [ 196 do 219 z 219 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026