Dziękuję mirello za te wszystkie słowa... Mam nadzieję, że kiedyś rozum wygra... Potrzebuję spokoju...Wręcz go pragnę...
Dziś też pisał... Nie daje mi spokoju... Niech już da mi spokój...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak żyć?
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Dziękuję mirello za te wszystkie słowa... Mam nadzieję, że kiedyś rozum wygra... Potrzebuję spokoju...Wręcz go pragnę...
Dziś też pisał... Nie daje mi spokoju... Niech już da mi spokój...
Podobne tematy
Hej Lavida co u Ciebie? Tak podejrzanie zamilkłaś...
Cześć mirello... Jestem... Co u mnie? Tak jak było kochana..Sobota wieczór..Siedzę sama i jest mi smutno i źle.. On wciąż nie daje mi spokoju..Wciąż pisze..Odpisałam żeby dał mi spokój- powiedział że nie umie beze mnie żyć..że tęskni...
Ciężko mirello..Coraz bardziej...
Co u Ciebie, powiedz....?
Lavida dobrze mu napisałaś. Kurcze, ja wiem że to jest okropny ból ale On będzie coraz mniej intensywny. Wierzę w Ciebie w to że masz na tyle siły aby się odciąć, tylko w tym wypadku to On nie może odciąć się od Ciebie. Nie daj się zwariować facetowi który nie wie czego chce, który nie daje ci poczucia bezpieczeństwa, który zadał ci tyle ran. Pomyśl, że gdybyś nawet wróciła do niego nie będziesz już z nim szczęśliwa, będziesz rozpamiętywała co ci zrobił, nie będziesz mu ufać. Zadręczysz się myślami gdzie jest i z kim jest. Myślę że to za dużo jak na osobę która tyle przeszła. Nie rozumiem mężczyzn i nawet się nie staram ogarnąć ich postępowań. Nie dość że ranią to jeszcze okazują się dręczycielami i nie wiadomo co gorsze.
A u mnie... no cóż... Podobnie jak u Ciebie. Sobota była okropna, wieczorem zebrałam siły żeby pojechać na zakupy a dzisiaj kolejny dzień stagnacji. Oby do jutra. Praca jest moim motorem napędowym który wykorzystuje do realizacji mojego celu - chyba jedynego na ten czas. Dzień podobny do dnia i mam wrażenie że w moim życiu już nic nowego się nie wydarzy. Ale trzeba marzyć....
Tak mirello...Trzeba marzyć..I mocno wierzyć w realizację swoich marzeń.. Od jakiegoś czasu marzę o własnym kącie..Dla mnie i dla mojej córeczki.. I wiesz postanowiłam że zrealizuje to marzenie.. Muszę coś zrobic dla nas..Dla nas dwóch.. Postanowiłam że skupię uwagę na budowaniu czegoś od początku.. Kiedyś on do mnie mówił " daj nam czystą kartkę"...I tą kartkę postanowiłam dać raz jeszcze ale dla życia mojej córeczki..Marzę o własnym kącie i zrobię wszystko aby go mieć i abyśmy wspólnie zaczęły zapisywać tą kartkę samymi miłymi sprawami...
Nie wiem jak będzie wyglądało moje życie w stosunku do niego..Ale nie chcę teraz o tym myśleć..I tak nie mam na to wpływu..Przyjmę wszystko co jest mi pisane.. Nie rozumiem go i podobnie jak Ty mirello nie będę próbować.. Szkoda na to czasu i siły..
Tęsknię za nim, wiesz...Bardzo..Chciałabym się do niego przytulić..Usłyszeć, dotknąć.. Niestety ale tak jest...Chociaż staram się zagłuszać ten krzyk serca i duszy..
Musimy dać radę mirello...Musimy dla nas samych...
Biegnijmy za naszymi marzeniami...
Dziewczyny odezwijcie sie ?? co u Was slychac?? jak sie macie?? jak sie czujecie??
Tyle dni...Tyle nocy...A wszystko to stworzyło tygodnie...Miesiące... Co przyniósł czas?? Niewiele... Ale cóż...Serce jest głupie, ślepe i głuche... Romantyzm skończył się wieki temu... Teraz jest inny wiek... Wiek walki...Wiek zdrady...Wiek braku czułości...Romantyzm...Tylko dla niepoprawnych...Takich jak ja... wręcz głupich... Cóż...Czas przyniósł tyle, że z tym sie pogodziłam ale nic to nie zmieniło...Dalej to samo uczucie...A co z tym idzie w bliźniaczej parze?? Ból...Na własne życzenie...
Jeśli czytałyście moją historię to wiecie co przeżywałam, przeżywam i niestety przeżywać będę..."Never ending story"... Kalejdoskop...Wczoraj świeciło słońce, a dziś grzmi i pada...Taki mój los-na własne życzenie...ON...
Jest piątek...Siedzę sama...Który to już raz?? nie wiem...Zagubiłam się w rachowaniu dawno temu...Ale nie o to chodzi...Mimo tego wszystkiego bólu, który sobie sama zadaje nie umiąc powiedzieć dość, znalazłam odrobinkę siły...Przetrwałam trudną drogę biurokracji i absurdów i dotarłam do mety... Mam swoje m........
Mimo, że kocham nie tam gdzie powinnam...A raczej kocham tam gdzie nie powinnam...
"mój dom w którym piszę od lat"...
P.S.
Kocham wciąż tego samego człowieka...Wciąż co jakiś czas cierpię przez to...
Lavida, dziś już wiem, że nic nie boli tak jak życie, a jeszcze bardziej boli samotność... Wiem też, że ból psychiczny jest gorszy od fizycznego ale przed ludźmi łatwiej ukryć złamaną nogę niż złamaną duszę. Tutaj jest takie właśnie miejsce. Tu nie musimy udawać, uśmiechać się do monitora, przebywać z kimś mimo naszego podłego dnia. Przechodzimy w stan offline i przeżywamy to sami ze sobą...
Niestety, pora odciąć ten tlen który wydaje ci się zbawienny dla duszy. Wiem że ciężko, wiem że boli, wiem że psych klęka... Popłacz sobie ale nie zatrzymuj się w miejscu. W końcu czekam na parapetówę :*
Zanuć sobie: "A Ja się wzniosę, podniosę... bo muszę!"
http://www.youtube.com/watch?v=EVaxKYhi3cU
Płakać już chyba też nie mam prawa..Po części każdy z nas jest kowalem własnego losu...Pozwoliłam sobie na silne uczucie, które jest destrukcyjne..Pije piwo, którego sobie sama nawarzyłam.. Nie smakuje...Jest pełne goryczy, słonych łez, żalu i tęsknoty...Paskudne...Słaby ze mnie piwowar..
"już nikt nigdy cię nie skrzywdzi maleństwo".....
Kiedy ból jest tak przytłaczający, że wstrzymuje oddech...?
Kiedy krzyk nagiej duszy jest tak głośny, że zagłusza myśli...?
Kiedy kobieta piękna staje się tylko smutnym odbiciem w lustrze...?
Kiedy wszystko wokół niej robi się szare i zimne...?
Kiedy nikt wie, nie widzi jej cierpienia...?
Kiedy tęsknota jest jej bliźniaczą siostrą...?
Czy wtedy miłość jest tym samym pojęciem...?
Czy wtedy miłość jest energią, siłą...?
Czy wtedy miłość jest cierpliwa...?
O ironio!! To ty....
Lavida przeczytałam Twoją historię i patrzę na nią trochę przez pryzmat mojej sytuacji... Uświadamiam sobie z całą mocą, że Oni nigdy nie odchodzą od żon i dzieci.
Lavida, mimo całego Twojego bólu spowodowanego tą wielką miłością, czy ten ból nie trwa jednak za długo? Czy nie robisz sama sobie krzywdy rozpamiętując te wszystkie słowa, które Ci mówił? Masz dziecko, masz istotkę, która kocha Cię miłością bezwarunkową - dlaczego to nie daje Ci siły? Dlaczego nie powiesz sobie, że Twoja historia jest podobna do miliona i ONI NIGDY NIE ZOSTAWIAJĄ RODZIN? Wiem, chciałaś być dla niego właśnie tym powodem, dla którego on wybierze właśnie Ciebie, jednak zrozum, on nie jest wolny, ma dzieci, za które czuje się odpowiedzialny. Nawet jeśli cierpi, nie porzuci dzieci. Czuje się głową rodziny i nie może zawieść.
Moje uczuie nie jest nawet w połowie tak silne jak Twoje, moja historia trwa krótko i nie padły w niej nigdy tak mocne słowa, mimo wszystko też w głębi serca mam nadzieję, że los nie może nas rozdzielić. Ale codziennie powtarzam sobie to, co napisałam wyżej i to pomaga, to przywraca mi zdolność widzenia rzeczy takimi jakie są, a nie jakimi chciałabym je widzieć.
Znajdź w sobie siłę i zapomnij. Jeśli nie dajesz rady sama, zwróć się o pomoc do specjalisty. Dasz radę!
Aga...
Zawiesiłam się w matni.. Uzależnił mnie od siebie...Czekam na niego naiwnie mając nadzieję...I wiem jedno, że póki nie znajdę sposobu na to żeby zagłuszyć tą nadzieję nie będę umiała się podnieść w żaden sposób...
Żałosne...
A macie teraz jakiś kontakt? Dalej terroryzuje Cię tymi smsami, że kocha, tęskni itp?
Ostatnie dni to z jego strony huśtawka uczuć...Jednego dnia kocha i tęskni...A drugiego mówi jak bardzo go zawiodłam i obiecuje sobie że to już ostatni raz...
Hmm, a czymże Ty go zawiodłaś? Całe jego zachowanie świadczy jednak o skrajnym egoizmie. Skoro podjął decyzję, że zostaje z rodziną, to powinien dać Ci spokój. Tymi smsami rzucanymi od czasu do czasu daje Ci nadzieję, przywiązuje Cię do siebie i ciągle jesteś zawieszona w próżni i ciągle wystarczy jeden jego ruch, żebyś wróciła. On o tym wie i tego chce i tym się karmi jego ego. Przepraszam, że nie owijam bawełnę, ale gdyby Cię kochał, to myślałby o Tobie, o tym jak Cię krzywdzi dając Ci tę nadzieję i jak przez to nie myślisz o układaniu sobie życia z kimś innym.
Czym go zawiodłam... Otóż...
Podjęliśmy decyzję o wspólnym zamieszkaniu... W któryś weekend mieliśmy pojechać aby znaleźć to miejsce... Był u mnie wieczorem i przez całą noc...Rano ( w dniu kiedy mieliśmy szukać) powiedział, że musi wracać siebie gdyż jego córka jest chora... Zamurowało mnie i nie powiedziałam nic... Stwierdził, że jestem egoistką bo on mnie potrzebował...Mojego wsparcia wtedy a ja zachowałam się jak obrażona dziewczynka... Od tego czasu ta ciągła huśtawka z jego strony....
Czyli on jednak zrobił krok dalej i żona wie o Was...
Nie wiem czy żona wie czy nie...Wiem na pewno że wie jego siostra...Bardzo bliska mu osoba...
Trudne to dla mnie...Cholernie...
Elias Canetti
Póki jest mowa o miłości, kobieta uwierzy we wszystko.
Tak sobie myślę, że miłość to już w zarodku łączy się z bólem... I póki trwa miłość ból też będzie trwał...
Ktoś kiedyś powiedział, że najbardziej ranimy osoby te które najbardziej kochamy...
Dwa lata minęły od ostatniej wizyty tutaj... Dwa lata... Co się zmieniło? Odszedł...Na dobre... Co czuję??? Chyba nie ma słów... Te lata z nim zniszczyły mnie... Teraz zdałam sobie z tego sprawę... Otworzyłam oczy na to na co byłam ślepa...
Mimo tak ogromnego bólu jaki mam w sercu bardzo chcę się od niego uwolnić... Pewno teraz nie...Długo jeszcze nie...Ale wierzę, że kiedyś będę lekka... Teraz muszę znaleźć tylko metodę... Jak żyć?...
Albo w sumie nieważne, usuncie to
Lavida, wysłałam Ci maila.
Jestem... Nieprawdopodobne jak bardzo można czuć się samotną... Tyle dni...Tyle miesięcy... I co? Wciąż to samo uczucie... Wspomnienia tak żywe... Tęsknota tak silna... Czas... Już mnie męczy.... Umarłam już w środku... Nie żyję już dla siebie... Boję się każdego dnia... Boję się każdej nocy... 5 lat... Destrukcja...
Droga Lavido,
Przeczytałam Twoją historie. Przerażające, jak wielu mężczyzn gra w grę zwaną "zdrada" bez zająknięcia, nawet wówczas, gdy widzą, jak ich kolejne zagrania niszczą drugą osobę. Proszę, nie wierz w jego gierki. Ja co prawda nigdy nie byłam w podobnej sytuacji, ale wyciągałam z niej siostrę. On też był jak książę z bajki, dojrzały, opiekuńczy. Obiecywał, zwodził, czarował... T sytuacja trwała bardzo długo, ona kończyła to, lecz on wciąż pisał. Pisał, że miłość do żony wygasła, że trzymają go przy niej tylko dzieci, że dla niej odejdzie... Że kocha, że leżąc przy żonie cierpi wyobrażając sobie, że wtula się w jej ciepłą skórę.
Rozchodzili się na jakiś czas, mówił, że zostanie z rodziną. jednak po tygodniu- dwóch znów dawał o sobie znać. Pisał, że kocha. Że zrozumiał, że nie może bez niej żyć. Że kobieta, z którą się ożenił nic już dla niego nie znaczy. Wierzyła, bo kochała. Dlatego nakłoniłam ją do podjęcia naprawdę ostatecznego kroku.
Skopiowała esemesy i maile i wysłała je do jego żony.
Jakież było jej zdziwienie, gdy następnego dnia ta kobieta zadzwoniła do niej z płaczem. Lecz nie po to, by ją obrazić, lecz po to, by wesprzeć. Ona doskonale zdawała sobie sprawę z jego zdrad. Powiedziała, że nie była pierwszą, że było ich wiele. Wiele, którym wyznawał miłość, wiele, którym mówił dokładnie to, czego chcą usłyszeć. Ją również mamił.Płakał, mówiąc, że to była kolejna pomyłka, że kocha tylko ją. Że "ta natrętna baba" się do niego przyczepiła, że on nic nie może na to poradzić.
Że chce rozwodu już od dawna, ale ją też zniszczył, choć tak dobrze wie, że powinna odejść zawsze wmawiała sobie, że kocha, czemu by kłamał?
Ta kobieta do tej pory od niego nie odeszła. Siostra zmieniła numer, odcięła się. Cierpiała przez pewien czas, ale cierpienie mija, jeśli pozwolimy mu odejść. Zastanów się, czy nie podtrzymujesz tego płomienia na siłę? Czasami nie potrafimy zapomnieć, bo wydaje nam się, że nawet nieszczęśliwa miłość jest lepsza od jej braku. Masz przecież dla kogo żyć, dla kogo być wzorem. Masz cudowną córeczkę, dla której jesteś całym światem. Ten wyrachowany drań zabrał Ci wystarczająco dużo, a nie był wart ani jednej łzy, którą przez niego wylałaś. Proszę, bądź silna.
Droga maciupka,
Tak łatwo komuś doradzać, kogoś wspierać a tak trudno poradzić sobie samej... Dla wielu osób sytuacja jest banalna... Zostaw...Zapomnij...Zamknij...I to tyle... A to właśnie nie tyle... Tak ciężko jest wymazać...Uciec... Moja nadzieja jest moją kostuchą...
Bardzo dziękuję Ci za Twoje słowa... Boję się tylko, że jestem tak cholernie słaba w stosunku do tego uczucia... Chyba nakreśliłam już krzyżyk na samą siebie....
Nieprawdopodobne... Praktycznie dokładnie 6 lat temu napisałam ten post... Dzisiaj wróciłam tutaj i pewno powinnam napisać, że jestem wolna od tego chorego uczucia , które mnie opętało...Tak ..Opętało... Mimo, że nie mogę powiedzieć " nie ma we mnie miłości do tego człowieka" uważam, że jestem silniejsza bo dziś wiem, że jest to choroba... Uzależniłam się od człowieka, który dawał i zabierał... Zabierał niezwykle destrukcyjnie...Depcząc po każdym kawałku mojego rozpadającego się serca...
Mija pół roku od czasu kiedy nastąpił koniec tego" związku"... Tak strasznie trudną drogę przechodzę od tego czasu... Zostawił mnie samą w w tak bardzo dużych problemach... Ale nie zrobił tego jak prawdziwie dorosły facet... Zostawił mnie samą z problemami i obciążył poczuciem winy... Przez ostatnie miesiące walczyłam ze swoją psychiką, która nie widziała sensu funkcjonowania... Byłam na dnie... Jeszcze z niego się nie uwolniłam... Jeszcze tęsknię...Jeszcze wspominam... Jeszcze kocham... I to jest moim dnem... Ale kiedyś prosiłam Boga aby nie zabierał mi tych uczuć...Aby nie zabierał mi jego...Dziś proszę o wymazanie z pamięci tych 6 lat...Aby więcej nie bolało...Abym mogła iść dalej...Przed siebie...Od nowa...Inna...Lepsza...To jest moje marzenie...Wewnętrzny spokój...
Kochane kobietki nie wiem jak długo jeszcze będzie bolało...Ale wiem że będę walczyła z tum bólem...I kiedys wygram...
Czasem chodzi mi po głowie zemsta...Ze to ona przyniesie ulgę...Ze pomoże iść dalej...Ze uwolni...
Lavida pięknie piszesz! Wierzę w Ciebie, że odbudujesz poczuje swojej wartości i odnajdziesz szczęście
)))))) Fajnie, że tu wróciłaś!
Dziękuję Rytta za te słowa. Piszę bo to jedyna forma uwolnienia emocji i bólu z którymi na co dzień raczej się maskuje.. Nie chcę zameczac moich bliskich tym co we mnie jest.. I tak wszyscy myślą że uporalam się z tym co mnie spotkało.. Nie.. Z tym na co godzilam się przez te lata.. Niestety jeszcze nie... Jeszcze długo nie...
Wiecie.. Czasem siebie nienawidzę... Za to że pomimo tego co mi zrobił tęsknię za nim.. Za tymi perełkami w postaci chwil które były dla mnie wyjątkowe... Kiedy przytulalam się do niego... Czułam jak małe dzieciątko... Spokojnie.. Cicho... Bezpiecznie...
Otrzymałam od niego sporo nieprzyjemnych słów tych jako ostatnie... I wiecie mam żal... Ogromny... Ze traktuje mnie w taki sposób... Ze nie moglibyśmy rozstać się normalnie... Jak dorośli ludzie... Porozmawiać od czasu do czasu... Mam żal...
Jeśli jesteście ciekawe co z nim... Hmmm... Pewno większość wie... Wrócił do żony... Albo może.... Nigdy od niej nie odszedł.... Czuję się zdradzona...
Czuję jak każda drobinka mojego roztrzaskanego serca wbija się w resztę ciała i obezwladnia go bólem i goryczą... Usiłuje zbierać to co zostaje i sklejac na kształt radosnej kobiety... Ale takie to trudne kiedy ciężko rozszyfrować instrukcje...
... Czy kiedyś zobaczę jasne niebo?
Czy ciepły promień słońca obejmie moje zimne ciało?
Czy dusza uwolni się z ciężaru bólu, tęsknoty i smutku?...
...czy zaufam?...
Nie mogę go znieść , bo jest taki jak dziesiątki tysięcy kolesi w Warszawie.
Ma kutasa , ale nie jest mężczyzną .Nie szanuje kobiet .Nie słucha ich . Pieprzy je po to , aby odznaczyć kolejną kreskę na ścianie , pozacierać ręce przez chwilę , że teraz jest ich już trzydzieści siedem , a nie tylko trzydzieści sześć .Jest ciotą , której trzeba podcierać dupę , gotować obiadki , robić za nią pranie .Wszystko co mówi brzmi piskliwie jak prośby małego dziecka o zabawkę . Tym głosem , pozornie niskim , ale ze chowanym gdzieś pod spodem piskiem , każdemu opowiada wszystko . Przykleja się do ludzi lepkimi ,trzymanymi w gaciach paluchami , wpycha im do głów wątpliwej jakości informacje , aby wzbudzić ich zaufanie . Żongluje sekretami .Krótko trzyma w ustach , a następnie wypluwa wstydliwe fakty .Kłamie .Łasi się .Wije .Jest miękki .Jest z tego złego miotu , który nigdy nie ma własnej myśli.
Jakub Żulczyk – Ślepnąc od świateł
Tak właśnie jest...
Lawida - z ciekawością czytałam to co piszesz. Z ciekawością z punktu widzenia zdradzanej żony. Co prawda rozwiodłam sie z dziwkarzem, ale zawsze mnie interesowało co myślą sobie panienki tych zakłamanych drani. Dzisiaj już zdrada nie boli, dzieci dorosłe, układam sobie życie na nowo. Ale wtedy dla mnie to był koniec świata. Nie mogłam zrozumieć jak można próbować budować swoje szczęście na czyimś nieszczęściu. Oczywiście całą winą obarczyłam byłego, bo to on szukał łatwej, naiwnej, młodszej, egzaltowanej itd, itp. Nie inaczej było w twoim przypadku. Oczywiście robisz z siebie skrzywdzoną, niewinną bidulkę. Jak on mógł zostać z żoną, dziećmi? Dlaczego ich nie zostawił dla ciebie? A on tylko się z tobą zabawił. Mówił to co chciałaś usłyszeć . Wy, te współżyjące z żonatymi facetami tworzycie sobie fikcyjny świat. Niewielu zdradzaczy zostawia żony. Przeważnie z podkulonym ogonem wracają do rodziny. Jak sprawa przycichnie, znowu szukają pierwszej naiwnej. Mnie śmieszy jak boczniara zdradzającego robi z siebie cierpiętnicę, pokrzywdzoną. Przecież wiedziałaś, że on jest żonaty. Mogłaś poczekać, aż fagas rozwiedzie się z żoną. Wtedy sytuacja byłaby jasna. Ale ty nie przejmowałaś się żoną. Może nawet śmialiście się oboje z niej. Mój były opowiadał dziwce o mnie. Różne rzeczy. A ona słodko mu sączyła do uszka, że go ograniczam, a on taki wspaniały nie może przy mnie się rozwijać. Skąd to wiem? Podsłuchaliśmy co nie co. To były takie puste, banalne rozmowy. Miałam też wątpliwą przyjemność porozmawiać z taką lafiryndą. Zapytałam kim ona jest. Odpowiedziała,że nikim. I na tym można by zakończyć. Z tym, że jest jeszcze jedna sprawa. Zło i dobro do człowieka wraca. Do ciebie też. Szybciej niż ci sie wydaje. Skrzywdzoną osobą była tylko i wyłącznie żona tego du...ka. Ty i on jesteście ludżmi bez zasad, bez kręgosłupa moralnego. Takich ludzi należy omijać szerokim łukiem. Pamiętaj karma powraca.
Lawida - z ciekawością czytałam to co piszesz. Z ciekawością z punktu widzenia zdradzanej żony. Co prawda rozwiodłam sie z dziwkarzem, ale zawsze mnie interesowało co myślą sobie panienki tych zakłamanych drani. Dzisiaj już zdrada nie boli, dzieci dorosłe, układam sobie życie na nowo. Ale wtedy dla mnie to był koniec świata. Nie mogłam zrozumieć jak można próbować budować swoje szczęście na czyimś nieszczęściu. Oczywiście całą winą obarczyłam byłego, bo to on szukał łatwej, naiwnej, młodszej, egzaltowanej itd, itp. Nie inaczej było w twoim przypadku. Oczywiście robisz z siebie skrzywdzoną, niewinną bidulkę. Jak on mógł zostać z żoną, dziećmi? Dlaczego ich nie zostawił dla ciebie? A on tylko się z tobą zabawił. Mówił to co chciałaś usłyszeć . Wy, te współżyjące z żonatymi facetami tworzycie sobie fikcyjny świat. Niewielu zdradzaczy zostawia żony. Przeważnie z podkulonym ogonem wracają do rodziny. Jak sprawa przycichnie, znowu szukają pierwszej naiwnej. Mnie śmieszy jak boczniara zdradzającego robi z siebie cierpiętnicę, pokrzywdzoną. Przecież wiedziałaś, że on jest żonaty. Mogłaś poczekać, aż fagas rozwiedzie się z żoną. Wtedy sytuacja byłaby jasna. Ale ty nie przejmowałaś się żoną. Może nawet śmialiście się oboje z niej. Mój były opowiadał dziwce o mnie. Różne rzeczy. A ona słodko mu sączyła do uszka, że go ograniczam, a on taki wspaniały nie może przy mnie się rozwijać. Skąd to wiem? Podsłuchaliśmy co nie co. To były takie puste, banalne rozmowy. Miałam też wątpliwą przyjemność porozmawiać z taką lafiryndą. Zapytałam kim ona jest. Odpowiedziała,że nikim. I na tym można by zakończyć. Z tym, że jest jeszcze jedna sprawa. Zło i dobro do człowieka wraca. Do ciebie też. Szybciej niż ci sie wydaje. Skrzywdzoną osobą była tylko i wyłącznie żona tego du...ka. Ty i on jesteście ludżmi bez zasad, bez kręgosłupa moralnego. Takich ludzi należy omijać szerokim łukiem. Pamiętaj karma powraca.
co z ciebie za obrzydliwy czlowiek! 6 straconych lat i morze wylanych lez to dla ciebie za malo na kare, czego jej zyczysz: choroby, smierci? co usatysfakcjonuje taka zepsuta dusze jak twoja?
plawisz sie ciagle w swoim "nieszczesciu", kiedy czytam takie wpisy jak twoj to jeszcze bardziej sie przekonuje, ze zycie nie jest czarno-biale, a ofiara moze byc w sekunde katem, jakie szczescie, ze mam rzadko do czynienia z taka zgnilizna emocjonalna.
masz dorosle dzieci i jestes pewna, ze wszystko o nich wiesz....no tak, bo u ciebie to nigdy, bo u ciebie to zawsze;)
to forum przekonuje mnie, ze zdradzone zony w duzej czesci to okropne sekutnice, dac im wladze, a palilyby na stosach bez mrugniecia powieka- pewnie jeszcze w imie milosci do boga i sprawiedliwosci;)
facetom w Polsce uchodzi zdrada na sucho, wina rozklada sie na dwoje- to znaczy, ze wlasciwie to moze on nie az tak winny, moze uwiedziony, moze nie wiedzial co czyni- a to znow oznacza, ze zona kolejny raz sie nabierze i pare innych kobiet rowniez.
czy to jest az takie trudne do zrozumienia, ze kazdy czlowiek odpowiada za swoje wlasne decyzje???? co z waszymi mozgami, az tak wam sie zlasowaly, ze nie rozumiecie, ze nikogo nie mozna zmusic do zdrady, nie piszac o wielokrotnej i zroznymi osobami.
a jakby twoj ex zdradzal cie tylko z dziwkami, za kazdym razem z inna to jak opowiadalabys o tym? kogo bys nawracala? a gdyby robil to z facetami?
Lawida - z ciekawością czytałam to co piszesz. Z ciekawością z punktu widzenia zdradzanej żony. Co prawda rozwiodłam sie z dziwkarzem, ale zawsze mnie interesowało co myślą sobie panienki tych zakłamanych drani. Dzisiaj już zdrada nie boli, dzieci dorosłe, układam sobie życie na nowo. Ale wtedy dla mnie to był koniec świata. Nie mogłam zrozumieć jak można próbować budować swoje szczęście na czyimś nieszczęściu. Oczywiście całą winą obarczyłam byłego, bo to on szukał łatwej, naiwnej, młodszej, egzaltowanej itd, itp. Nie inaczej było w twoim przypadku. Oczywiście robisz z siebie skrzywdzoną, niewinną bidulkę. Jak on mógł zostać z żoną, dziećmi? Dlaczego ich nie zostawił dla ciebie? A on tylko się z tobą zabawił. Mówił to co chciałaś usłyszeć . Wy, te współżyjące z żonatymi facetami tworzycie sobie fikcyjny świat. Niewielu zdradzaczy zostawia żony. Przeważnie z podkulonym ogonem wracają do rodziny. Jak sprawa przycichnie, znowu szukają pierwszej naiwnej. Mnie śmieszy jak boczniara zdradzającego robi z siebie cierpiętnicę, pokrzywdzoną. Przecież wiedziałaś, że on jest żonaty. Mogłaś poczekać, aż fagas rozwiedzie się z żoną. Wtedy sytuacja byłaby jasna. Ale ty nie przejmowałaś się żoną. Może nawet śmialiście się oboje z niej. Mój były opowiadał dziwce o mnie. Różne rzeczy. A ona słodko mu sączyła do uszka, że go ograniczam, a on taki wspaniały nie może przy mnie się rozwijać. Skąd to wiem? Podsłuchaliśmy co nie co. To były takie puste, banalne rozmowy. Miałam też wątpliwą przyjemność porozmawiać z taką lafiryndą. Zapytałam kim ona jest. Odpowiedziała,że nikim. I na tym można by zakończyć. Z tym, że jest jeszcze jedna sprawa. Zło i dobro do człowieka wraca. Do ciebie też. Szybciej niż ci sie wydaje. Skrzywdzoną osobą była tylko i wyłącznie żona tego du...ka. Ty i on jesteście ludżmi bez zasad, bez kręgosłupa moralnego. Takich ludzi należy omijać szerokim łukiem. Pamiętaj karma powraca.
zamoszcz napisał/a:Lawida - z ciekawością czytałam to co piszesz. Z ciekawością z punktu widzenia zdradzanej żony. Co prawda rozwiodłam sie z dziwkarzem, ale zawsze mnie interesowało co myślą sobie panienki tych zakłamanych drani. Dzisiaj już zdrada nie boli, dzieci dorosłe, układam sobie życie na nowo. Ale wtedy dla mnie to był koniec świata. Nie mogłam zrozumieć jak można próbować budować swoje szczęście na czyimś nieszczęściu. Oczywiście całą winą obarczyłam byłego, bo to on szukał łatwej, naiwnej, młodszej, egzaltowanej itd, itp. Nie inaczej było w twoim przypadku. Oczywiście robisz z siebie skrzywdzoną, niewinną bidulkę. Jak on mógł zostać z żoną, dziećmi? Dlaczego ich nie zostawił dla ciebie? A on tylko się z tobą zabawił. Mówił to co chciałaś usłyszeć . Wy, te współżyjące z żonatymi facetami tworzycie sobie fikcyjny świat. Niewielu zdradzaczy zostawia żony. Przeważnie z podkulonym ogonem wracają do rodziny. Jak sprawa przycichnie, znowu szukają pierwszej naiwnej. Mnie śmieszy jak boczniara zdradzającego robi z siebie cierpiętnicę, pokrzywdzoną. Przecież wiedziałaś, że on jest żonaty. Mogłaś poczekać, aż fagas rozwiedzie się z żoną. Wtedy sytuacja byłaby jasna. Ale ty nie przejmowałaś się żoną. Może nawet śmialiście się oboje z niej. Mój były opowiadał dziwce o mnie. Różne rzeczy. A ona słodko mu sączyła do uszka, że go ograniczam, a on taki wspaniały nie może przy mnie się rozwijać. Skąd to wiem? Podsłuchaliśmy co nie co. To były takie puste, banalne rozmowy. Miałam też wątpliwą przyjemność porozmawiać z taką lafiryndą. Zapytałam kim ona jest. Odpowiedziała,że nikim. I na tym można by zakończyć. Z tym, że jest jeszcze jedna sprawa. Zło i dobro do człowieka wraca. Do ciebie też. Szybciej niż ci sie wydaje. Skrzywdzoną osobą była tylko i wyłącznie żona tego du...ka. Ty i on jesteście ludżmi bez zasad, bez kręgosłupa moralnego. Takich ludzi należy omijać szerokim łukiem. Pamiętaj karma powraca.
Rozumiem Twoje rozgoryczenie i żal bardziej niż Ci się wydaje... Z zasady cudzy mąż jest nie do ruszenia.. Szkoda tylko że nie zastanowisz się nad tym co dokładnie napisałam... Nie uwodzilam go i w tym temacie nie mam sobie nic do zarzucenia... Jedyne co sobie zarzucam to fakt że pozwoliłam sobie na uczucie do niego... Uczucie które okazało się dużo silniejsze niż jakiekolwiek inne... Tak, zgadzam się z Tobą że szczęścia na cudzym nieszczęściu nie da się zbudować bo całe te 6 lat okazało się fikcją... Przezywalam samotne święta, sylwestry i inne okazje ważne emocjonalnie dla każdego człowieka... Nie uzalam się nad sobą tylko pisze o bólu który ten związek we mnie stworzył...
Zastanawialas się kiedyś nad tym co by było gdybyś Ty znalazła się w podobnej sytuacji? Z drugiej strony? Spróbuj... Kochasz kogoś bezwarunkowo... Oddajesz wszystko... Więcej... On przez 6 lat mówi że się rozwiedzie... Nie naciskasz bo chcesz żeby była to tylko jego decyzja... Wynajmujecie razem mieszkanie... 300 km od Twojego miejsca zamieszkania... Decydujesz się na zmiany... Duże... Ogromne... Szkoła dla dziecka... Otoczenie... I nagle kiedy większość Twoich rzeczy wisi w waszej wspólnej szafie on wymyśla powód który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i wysyła Ci sms że to koniec... Powtarzam SMS... Nie masz nawet możliwości odebrania swoich rzeczy... A Ty w głębi duszy wybaczasz mimo że chcesz /musisz go znienawidzic... I tęsknisz...
Żeby kogoś oceniać trzeba pomyśleć o wszystkich aspektach... Wtedy ta ocena jest autentyczna... A z całym szacunkiem ale Ty wylewasz mi na głowę swój żal i smutek... Obwiniasz wszystkie kobiety za to że Twój mąż okazał się być gnojem...
Ty cierpisz i dla Ciebie to jest najważniejsze... Ale pomyśl że inni też odczuwają ból... I ja do tych osób należę... Nie jestem typem wyrafinowanej suki która bawi się w uwodzenie zonatych facetów... Zakochałam się... Uwiezrylam... Zaufalam... Może nie powinno to się zdarzyć... Ale się stało... I wiesz nie życzę Ci abyś kiedyś była w podobnej sytuacji nawet mimo tego że być może to pozwoliło by Ci zrozumieć i zobaczyć innych ludzi i ich cierpienia...
Życzę Ci prawdziwie ciepłej i szczerej miłości...
Lavida, to jest przerażające ile lat zabrało Ci to chore uzależnienie od tego człowieka. Bo sorry, ale z miłością to chyba nie ma nic wspólnego. Szkoda Twojego życia! Byłaś na jakiejś psychoterapii? Takie uzależnienie wymaga pomocy specjalisty. Musisz zamknąć ten rozdział w swoim życiu. Bo życie masz tylko jedno. Powinnaś być szczęśliwa, szukać szczęścia, a nie grzebać w tej ranie i rozpamietywac. Życzę Ci powodzenia.
zamoszcz napisał/a:Lawida - z ciekawością czytałam to co piszesz. Z ciekawością z punktu widzenia zdradzanej żony. Co prawda rozwiodłam sie z dziwkarzem, ale zawsze mnie interesowało co myślą sobie panienki tych zakłamanych drani. Dzisiaj już zdrada nie boli, dzieci dorosłe, układam sobie życie na nowo. Ale wtedy dla mnie to był koniec świata. Nie mogłam zrozumieć jak można próbować budować swoje szczęście na czyimś nieszczęściu. Oczywiście całą winą obarczyłam byłego, bo to on szukał łatwej, naiwnej, młodszej, egzaltowanej itd, itp. Nie inaczej było w twoim przypadku. Oczywiście robisz z siebie skrzywdzoną, niewinną bidulkę. Jak on mógł zostać z żoną, dziećmi? Dlaczego ich nie zostawił dla ciebie? A on tylko się z tobą zabawił. Mówił to co chciałaś usłyszeć . Wy, te współżyjące z żonatymi facetami tworzycie sobie fikcyjny świat. Niewielu zdradzaczy zostawia żony. Przeważnie z podkulonym ogonem wracają do rodziny. Jak sprawa przycichnie, znowu szukają pierwszej naiwnej. Mnie śmieszy jak boczniara zdradzającego robi z siebie cierpiętnicę, pokrzywdzoną. Przecież wiedziałaś, że on jest żonaty. Mogłaś poczekać, aż fagas rozwiedzie się z żoną. Wtedy sytuacja byłaby jasna. Ale ty nie przejmowałaś się żoną. Może nawet śmialiście się oboje z niej. Mój były opowiadał dziwce o mnie. Różne rzeczy. A ona słodko mu sączyła do uszka, że go ograniczam, a on taki wspaniały nie może przy mnie się rozwijać. Skąd to wiem? Podsłuchaliśmy co nie co. To były takie puste, banalne rozmowy. Miałam też wątpliwą przyjemność porozmawiać z taką lafiryndą. Zapytałam kim ona jest. Odpowiedziała,że nikim. I na tym można by zakończyć. Z tym, że jest jeszcze jedna sprawa. Zło i dobro do człowieka wraca. Do ciebie też. Szybciej niż ci sie wydaje. Skrzywdzoną osobą była tylko i wyłącznie żona tego du...ka. Ty i on jesteście ludżmi bez zasad, bez kręgosłupa moralnego. Takich ludzi należy omijać szerokim łukiem. Pamiętaj karma powraca.
co z ciebie za obrzydliwy czlowiek! 6 straconych lat i morze wylanych lez to dla ciebie za malo na kare, czego jej zyczysz: choroby, smierci? co usatysfakcjonuje taka zepsuta dusze jak twoja?
plawisz sie ciagle w swoim "nieszczesciu", kiedy czytam takie wpisy jak twoj to jeszcze bardziej sie przekonuje, ze zycie nie jest czarno-biale, a ofiara moze byc w sekunde katem, jakie szczescie, ze mam rzadko do czynienia z taka zgnilizna emocjonalna.masz dorosle dzieci i jestes pewna, ze wszystko o nich wiesz....no tak, bo u ciebie to nigdy, bo u ciebie to zawsze;)
to forum przekonuje mnie, ze zdradzone zony w duzej czesci to okropne sekutnice, dac im wladze, a palilyby na stosach bez mrugniecia powieka- pewnie jeszcze w imie milosci do boga i sprawiedliwosci;)
facetom w Polsce uchodzi zdrada na sucho, wina rozklada sie na dwoje- to znaczy, ze wlasciwie to moze on nie az tak winny, moze uwiedziony, moze nie wiedzial co czyni- a to znow oznacza, ze zona kolejny raz sie nabierze i pare innych kobiet rowniez.
czy to jest az takie trudne do zrozumienia, ze kazdy czlowiek odpowiada za swoje wlasne decyzje???? co z waszymi mozgami, az tak wam sie zlasowaly, ze nie rozumiecie, ze nikogo nie mozna zmusic do zdrady, nie piszac o wielokrotnej i zroznymi osobami.a jakby twoj ex zdradzal cie tylko z dziwkami, za kazdym razem z inna to jak opowiadalabys o tym? kogo bys nawracala? a gdyby robil to z facetami?
Bardzo dziękuję za zrozumienie... Na prawdę nie uzalam się nad sobą... Ten człowiek zostawił mnie w sytuacji kiedy mój interes ( w którym miał mi pomagać a w który zainwestowalam wszystkie swoje oszczędności) upadł... Zostałam sama z kupa długów, komorników etc.. I nawet nie chodzi o pieniądze... Tylko chodzi o rzecz teoretycznie prosta... Wsparcie... A on mnie zostawił... Wsparcie okazało się słowem nie zapisanym w jego słowniku...
Nie raz myśle że to też jest kara za zakazana miłość... Cierpię na każdej płaszczyźnie... I zamoszcz może być usatysfakcjonowana... " dziwka ponosi karę "... Takie to zero-jedynkowe... Szkoda tylko że życie takie nie jest... Na szczęście większość z nas będących na tym portalu dobrze o tym wie... Przez ostatnie 6 lat zdążyłam poznać większość takich kobiet tutaj...
Dziękuję...
Lavida, to jest przerażające ile lat zabrało Ci to chore uzależnienie od tego człowieka. Bo sorry, ale z miłością to chyba nie ma nic wspólnego. Szkoda Twojego życia! Byłaś na jakiejś psychoterapii? Takie uzależnienie wymaga pomocy specjalisty. Musisz zamknąć ten rozdział w swoim życiu. Bo życie masz tylko jedno. Powinnaś być szczęśliwa, szukać szczęścia, a nie grzebać w tej ranie i rozpamietywac. Życzę Ci powodzenia.
Miłość... Uzależnienie... TO mnie wykonczylo... Stałam się tak bardzo nieufna... Taka pusta... Zniszczylo mnie to... Minie sporo czasu zanim / jeśli w ogóle, będę " normalna " i wypre tego człowieka z mojej świadomości, pamięci.. Serca...
Dziękuję za każde słowo wsparcia... To właśnie one budują mnie i dają siłę... Dziękuję...
Ale czy szukałas pomocy u specjalisty? 6 lat to potwornie długo. Jeśli przez tyle czasu nie poradziłas sobie z tym sama, to obawiam się, że nie będzie już lepiej,a wręcz przeciwnie.
to forum przekonuje mnie, ze zdradzone zony w duzej czesci to okropne sekutnice,
no ![]()
w przeciwieństwie do kochanek ![]()
te są the best
czy to jest az takie trudne do zrozumienia, ze kazdy czlowiek odpowiada za swoje wlasne decyzje???? co z waszymi mozgami, az tak wam sie zlasowaly, ze nie rozumiecie, ze nikogo nie mozna zmusic do zdrady, nie piszac o wielokrotnej i zroznymi osobami.
dobrze rozumiemy to Kejt ![]()
każdy człowiek odpowiada za swoje decyzje - niech skrzywdzona, oszukana i wykorzystana kochanka zapisze to sobie tłustym drukiem na lodówce...
kejt38 napisał/a:to forum przekonuje mnie, ze zdradzone zony w duzej czesci to okropne sekutnice,
no
w przeciwieństwie do kochanek
te są the bestkejt38 napisał/a:czy to jest az takie trudne do zrozumienia, ze kazdy czlowiek odpowiada za swoje wlasne decyzje???? co z waszymi mozgami, az tak wam sie zlasowaly, ze nie rozumiecie, ze nikogo nie mozna zmusic do zdrady, nie piszac o wielokrotnej i zroznymi osobami.
dobrze rozumiemy to Kejt
każdy człowiek odpowiada za swoje decyzje - niech skrzywdzona, oszukana i wykorzystana kochanka zapisze to sobie tłustym drukiem na lodówce...
no przeciez mowie, ze na stos;);)
Ale czy szukałas pomocy u specjalisty? 6 lat to potwornie długo. Jeśli przez tyle czasu nie poradziłas sobie z tym sama, to obawiam się, że nie będzie już lepiej,a wręcz przeciwnie.
Szczerze... Nie szukałam pomocy nigdzie...
Autorko, żeby nie było niejasności - szczerze Ci współczuję, bo trafiłaś na wyjątkowego gnojka...
Ale błagam Cię... 6 lat??
On jest egoistycznym durniem, ale Ty przez ten czas powinnaś już dawno zmądrzeć!
Płaczesz za facetem, który regularnie Cię porzuca i wraca do żony... przed Tobą miał inne kochanki, w trakcie związku z Tobą też prawdopodobnie...
Ogarnij się... można dać się wykorzystać raz... uwierzyć, dać się omotać... dwa razy już niekoniecznie... a Tobie zdarza się to co pół roku...
[kejt38]
co z ciebie za obrzydliwy czlowiek! 6 straconych lat i morze wylanych lez to dla ciebie za malo na kare, czego jej zyczysz: choroby, smierci? co usatysfakcjonuje taka zepsuta dusze jak twoja?
plawisz sie ciagle w swoim "nieszczesciu", kiedy czytam takie wpisy jak twoj to jeszcze bardziej sie przekonuje, ze zycie nie jest czarno-biale, a ofiara moze byc w sekunde katem, jakie szczescie, ze mam rzadko do czynienia z taka zgnilizna emocjonalna.
masz dorosle dzieci i jestes pewna, ze wszystko o nich wiesz....no tak, bo u ciebie to nigdy, bo u ciebie to zawsze;)
to forum przekonuje mnie, ze zdradzone zony w duzej czesci to okropne sekutnice, dac im wladze, a palilyby na stosach bez mrugniecia powieka- pewnie jeszcze w imie milosci do boga i sprawiedliwosci;)
facetom w Polsce uchodzi zdrada na sucho, wina rozklada sie na dwoje- to znaczy, ze wlasciwie to moze on nie az tak winny, moze uwiedziony, moze nie wiedzial co czyni- a to znow oznacza, ze zona kolejny raz sie nabierze i pare innych kobiet rowniez.
czy to jest az takie trudne do zrozumienia, ze kazdy czlowiek odpowiada za swoje wlasne decyzje???? co z waszymi mozgami, az tak wam sie zlasowaly, ze nie rozumiecie, ze nikogo nie mozna zmusic do zdrady, nie piszac o wielokrotnej i zroznymi osobami.
a jakby twoj ex zdradzal cie tylko z dziwkami, za kazdym razem z inna to jak opowiadalabys o tym? kogo bys nawracala? a gdyby robil to z facetami?[/quot Kejt - spokojnie,bo ci żyłka pęknie. Czyzbym nadepnęła ci na odcisk? Poczytałam twoje posty i zauważyłam, że bardzo, ale to bardzo przejmujesz sie losem kochanek. Bo żony to dla ciebie gorszy sort. Piszesz o 6 latach straconych przez Lawide. Ależ to były lata pełne szczęścia, miłości. Czasem tylko był ból i zal, jak kochanek wracał do żony. Piszesz, że zyczę jej śmierci. Tu juz poszłaś po bandzie. Najgorszemu wrogowi tego nie życzę, a co dopiero obcej osobie. Moją dusza też się nie zajmuj. Od tego jest zupełnie kto inny. Natomiast moje dzieci zostaw w spokoju. To nikczemne. Twoje wywody to czysta manipulacja. Najlepiej prawde zakrzyczeć, zakłamać, odwrócić " kota ogonem". Robisz to nie po raz pierwszy. Jestem od jakiegoś czasu rozwiedziona, szczęśliwa, żyję sobie spokojnie. Mam to szczęście, że po latach robię to co chcę. Do swoich wątpliwej jakości wpisów nie mieszaj duszy, Boga i sprawiedliwości. To się ma nijak do zdrady. Piszesz, że każdy człowiek odpowiada za swoje czyny. To zdanie jest prawdziwe. Każdy. Zdradzający i kochanka też. Więc o co ci chodzi. Chyba, że według ciebie kochanka to osoba świetlana, bez skazy, którą nic tylko na piedestał postawić. Tak naprawdę to Lawidy jest mi szkoda. Jak tu ktoś już napisał potrzebuje pomocy psychologa albo jakiegoś psychoterapeuty. Gostek nieżle nią manipulował. Podobnie jak żoną. Ale to nie znaczy, że jest bez winy. Dobrze wiedziała w co sie pakuje. Miała tylko nadzieję, że dla niej odejdzie od żony i rodziny. A juz kejt twojego ostatniego zdania zupełnie nie rozumiem. Dziwny to atak. Kogo mam nawracać? Mój ex zdradzał mnie z dziwkami też. A czy z facetami? Nie wiem. Rozwiodłam się z nim. Dziś jest mi obojętny. Mamy poprawne stosunki, bo przecież mamy dzieci. Nie zapomniałam co zrobił, ale wybaczyłam. To było. Dzisiaj żyję pełniej,inaczej. Otaczam się ludżmi dla których słowa: wierność, uczciwość, moralność, prawda, honor coś znaczą. I wyobraż sobie, że nigdy ale to nigdy nie związałabym się z zajętym facetem. Jak wiele wiele innych kobiet. Te którym to nie przeszkadza, to jakiś maleńki procent. Do którego ty akurat się zaliczasz. Oczywiście za chwilę wylejesz wiadro pomyj na mnie, bo jak mogłam napisac prawdę. A o stosach już pisałaś. Wymyśl coś innego.
Za grzechy niestety trzeba zapłacić ogromnym cierpieniem i wcale ci nie współczuję Lavida.Człowiek posiada rozwinięty mózg i rozum i tym trzeba się w życiu kierować.A wiesz przez jakie piekło przeszły nasze dzieci i my porzucone żony? Poukładany świat,życie i rodzina-to wszystko wali się,wiesz ile to nas wszystkie kosztowało???Nie masz pojęcia! I dobrze,że wam nie wychodzi,że cierpicie.Tak ma być!Nasze dzieci też cierpią i to cierpienie nigdy się nie skończy!My byłe żony po wielu latach wracamy do równowagi,choć to życie i jest inne,nie wiem czy lepsze czy gorsze ale inne.
Nikt ci śmierci nie życzy,żyj jak najdłużej i codziennie się karm miłością do niego!Tylko to ci pozostało!
Też przeczytałam twój wątek. Mam jakiś taki odbiór tego co piszesz, że cierpisz bo chcesz cierpieć. Nie chcesz się uwolnić od tej "miłości". Pielęgnujesz ją i jest twoim całym światem i jestestwem. Wolisz przeżywać katusze niż to stracić.
No i niestety, na te 6 lat pisania w ani jednym zdaniu nie napisałaś o tym, że choć minimalnie zdajesz sobie sprawę z krzywdy jego żony i dzieci. Ani jednego słowa, ani jednego wyrzutu sumienia, ani jednej myśli o niej. No i że ty uczestniczyłaś w tej krzywdzie. Absolutnie nic. Tylko podlewanie swojego uczucia.
Ale cóż, poczytaj sobie o kobietach, które kochają za bardzo. parę cytatów z książki dla ciebie:
"Dlaczego tak ciężko nam zostawić partnera, który wpędza nas w „taniec" bolesny i destrukcyjny? Zapamiętajmy prostą regułę: tym trudniej zerwać niezdrowy układ, im więcej zawiera on składników przeniesionych z dzieciństwa. Kochamy za bardzo, ponieważ chcemy przezwyciężyć nasze dawne lęki, zawody, cierpienia i napady bezsilnej złości. Odejść od mężczyzny to zrezygnować z cennej okazji do „wyprostowania" dróg, po których niegdyś błądziłyśmy, to zmarnować szansę na znalezienie wreszcie ulgi. Kobieta płaci za to olbrzymimi kosztami emocjonalnymi. Ilekroć próbuje zerwać związek, odciąć się od źródła niedoli, tylekroć czuje się tak, jak gdyby tysiące wolt boleści przeszywały jej nerwy i rozlewały się po całym ciele. Powraca znów znane wrażenie pustki, które spycha ją w ciemny kąt, gdzie nadal czai się groza z lat dziecinnych: groza
osamotnienia. Wydaje się, że jeszcze chwila, a utonie w fali rozpaczy.
Zagadkowa alchemia „niedobrej" miłości sprowadza się do dreszczu, jaki budzi w nas perspektywa, że być może rozliczymy się w końcu z losem, odzyskamy uczucia, których nam poskąpiono, zdobędziemy aprobatę, której nam odmawiano.
...
Nałogowiec „praktykujący" własną chorobę nie szuka kogoś, kto by pomógł mu wyzdrowieć, szuka osoby, przy której mógłby chorować w poczuciu bezpieczeństwa. Kobieta musi być pełna współczucia, gotowa cierpieć za coś, w co wierzy. Ta cecha zawsze przyciąga nałogowca z magnetyczną siłą, ponieważ gotowość do cierpienia stanowi wstępny warunek związku z osobą uzależnioną. Gwarantuje, że partner nie odejdzie, kiedy sytuacja — co nieuniknione — zacznie się pogarszać. „Czy mnie potrzebujesz?" — pyta w skrytości ducha kobieta, która kocha za bardzo. „Czy się mną zaopiekujesz, czy rozwiążesz moje problemy?" — milcząco rozważa mężczyzna, który ją wybierze na towarzyszkę życia.
Gdy uzależnienie od narkotyku lub od drugiego człowieka zostaje przerwane, powstaje straszliwy niepokój. Osoba ogarnięta tym uczuciem wymaga ustawicznej pomocy, podtrzymania i zrozumienia. Najlepiej, gdy robi to ktoś, kto sam przeszedł przez podobne bolesne doświadczenia.
W przypadku kobiety, która kocha za bardzo, jej podstawową chorobą jest uzależnienie od cierpienia i przyzwyczajenie do nie odwzajemnionych uczuć. Zachodzi tu co prawda powielanie wzorców sięgających dzieciństwa, ale żeby mógł się zacząć proces powrotu do normalności, pacjentka musi najpierw dać sobie radę z układami, w których znajduje się obecnie. Bez względu na to, jakim potworem jest partner, musi zrozumieć, że każda próba zmienienia go, pomocy, kierowania nim, czy oskarżania jest dowodem jej choroby. Musi zaprzestać tych praktyk, aby inne dziedziny życia mogły ulec poprawie.
Jedynym prawdziwym zadaniem jest praca nad sobą."
[kejt38]
co z ciebie za obrzydliwy czlowiek! 6 straconych lat i morze wylanych lez to dla ciebie za malo na kare, czego jej zyczysz: choroby, smierci? co usatysfakcjonuje taka zepsuta dusze jak twoja?
plawisz sie ciagle w swoim "nieszczesciu", kiedy czytam takie wpisy jak twoj to jeszcze bardziej sie przekonuje, ze zycie nie jest czarno-biale, a ofiara moze byc w sekunde katem, jakie szczescie, ze mam rzadko do czynienia z taka zgnilizna emocjonalna.masz dorosle dzieci i jestes pewna, ze wszystko o nich wiesz....no tak, bo u ciebie to nigdy, bo u ciebie to zawsze;)
to forum przekonuje mnie, ze zdradzone zony w duzej czesci to okropne sekutnice, dac im wladze, a palilyby na stosach bez mrugniecia powieka- pewnie jeszcze w imie milosci do boga i sprawiedliwosci;)
facetom w Polsce uchodzi zdrada na sucho, wina rozklada sie na dwoje- to znaczy, ze wlasciwie to moze on nie az tak winny, moze uwiedziony, moze nie wiedzial co czyni- a to znow oznacza, ze zona kolejny raz sie nabierze i pare innych kobiet rowniez.
czy to jest az takie trudne do zrozumienia, ze kazdy czlowiek odpowiada za swoje wlasne decyzje???? co z waszymi mozgami, az tak wam sie zlasowaly, ze nie rozumiecie, ze nikogo nie mozna zmusic do zdrady, nie piszac o wielokrotnej i zroznymi osobami.a jakby twoj ex zdradzal cie tylko z dziwkami, za kazdym razem z inna to jak opowiadalabys o tym? kogo bys nawracala? a gdyby robil to z facetami?[/quot Kejt - spokojnie,bo ci żyłka pęknie. Czyzbym nadepnęła ci na odcisk? Poczytałam twoje posty i zauważyłam, że bardzo, ale to bardzo przejmujesz sie losem kochanek. Bo żony to dla ciebie gorszy sort. Piszesz o 6 latach straconych przez Lawide. Ależ to były lata pełne szczęścia, miłości. Czasem tylko był ból i zal, jak kochanek wracał do żony. Piszesz, że zyczę jej śmierci. Tu juz poszłaś po bandzie. Najgorszemu wrogowi tego nie życzę, a co dopiero obcej osobie. Moją dusza też się nie zajmuj. Od tego jest zupełnie kto inny. Natomiast moje dzieci zostaw w spokoju. To nikczemne. Twoje wywody to czysta manipulacja. Najlepiej prawde zakrzyczeć, zakłamać, odwrócić " kota ogonem". Robisz to nie po raz pierwszy. Jestem od jakiegoś czasu rozwiedziona, szczęśliwa, żyję sobie spokojnie. Mam to szczęście, że po latach robię to co chcę. Do swoich wątpliwej jakości wpisów nie mieszaj duszy, Boga i sprawiedliwości. To się ma nijak do zdrady. Piszesz, że każdy człowiek odpowiada za swoje czyny. To zdanie jest prawdziwe. Każdy. Zdradzający i kochanka też. Więc o co ci chodzi. Chyba, że według ciebie kochanka to osoba świetlana, bez skazy, którą nic tylko na piedestał postawić. Tak naprawdę to Lawidy jest mi szkoda. Jak tu ktoś już napisał potrzebuje pomocy psychologa albo jakiegoś psychoterapeuty. Gostek nieżle nią manipulował. Podobnie jak żoną. Ale to nie znaczy, że jest bez winy. Dobrze wiedziała w co sie pakuje. Miała tylko nadzieję, że dla niej odejdzie od żony i rodziny. A juz kejt twojego ostatniego zdania zupełnie nie rozumiem. Dziwny to atak. Kogo mam nawracać? Mój ex zdradzał mnie z dziwkami też. A czy z facetami? Nie wiem. Rozwiodłam się z nim. Dziś jest mi obojętny. Mamy poprawne stosunki, bo przecież mamy dzieci. Nie zapomniałam co zrobił, ale wybaczyłam. To było. Dzisiaj żyję pełniej,inaczej. Otaczam się ludżmi dla których słowa: wierność, uczciwość, moralność, prawda, honor coś znaczą. I wyobraż sobie, że nigdy ale to nigdy nie związałabym się z zajętym facetem. Jak wiele wiele innych kobiet. Te którym to nie przeszkadza, to jakiś maleńki procent. Do którego ty akurat się zaliczasz. Oczywiście za chwilę wylejesz wiadro pomyj na mnie, bo jak mogłam napisac prawdę. A o stosach już pisałaś. Wymyśl coś innego.
a gdzie ty wyczytalas, ze mam kochanka?? swoje skrzywione widzenie rzeczywistosci przenosisz na innych, zreszta nie jestes odosobniona.
ale tak kazdy czlowiek moze odejsc ze zwiazku/malzenstwa i nic z tym nie mozna zrobic, chocbys wyprodukowala milion postow przeciwko kochankom to nie zawrocisz kijem rzeki. swiat jest i bedzie roznorodny.
gdyby twoj ex byl ci obojetny to nie chodzilabys po forach i wylewala zale na kochanki;)
szczerze to chcialabym zobaczyc jak wyglada ktos taki jak ty, z nieposzlakowana opinia (skoro oceniasz innych) i wzorowym zyciem (honor etc.)- musisz miec jak w bajce;);)
Kejt, Ty masz jakiś problem... i to bardzoooo duży
Wiesz, jest coś takiego jak psychoterapeuci... psychoterapia... to pomaga, serio, spróbuj może...
Ani Zamoszcz, ani ja, ani inne porzucone żony - matrony i sekutnice z tego forum - nie mają Kejt dobrze... mają do dupy, są nieszczęśliwe, niespełnione w żadnej dziedzinie, ich życie to porażka, są okropne, pastwią się nad boga ducha winnymi kochankami, w dodatku są jadowite, grube, wredne, brzydkie i mają pryszcze, cellulit i trwałą ondulację. Jednym słowem - sytuacja nie do pozazdroszczenia. Lepiej Ci Kejt?? Pomogło choć troszkę i choć na chwilkę??
Kejt, Ty masz jakiś problem... i to bardzoooo duży
Wiesz, jest coś takiego jak psychoterapeuci... psychoterapia... to pomaga, serio, spróbuj może...
Ani Zamoszcz, ani ja, ani inne porzucone żony - matrony i sekutnice z tego forum - nie mają Kejt dobrze... mają do dupy, są nieszczęśliwe, niespełnione w żadnej dziedzinie, ich życie to porażka, są okropne, pastwią się nad boga ducha winnymi kochankami, w dodatku są jadowite, grube, wredne, brzydkie i mają pryszcze, cellulit i trwałą ondulację. Jednym słowem - sytuacja nie do pozazdroszczenia. Lepiej Ci Kejt?? Pomogło choć troszkę i choć na chwilkę??
![]()
Pozostało mi tylko przyznać Ci rację Zorka.
Martona i sekutnica...dobre ![]()
No jestem taka Majka...
przyznaję się! i co Ci na to poradzę?? ![]()
Oj mi jakoś też nie szkoda tej bidulki
łzy nie uronię nad jej losem.
No jestem taka Majka...
przyznaję się! i co Ci na to poradzę??
Ale ja o sobie mówiłam.
W końcu ktoś mi ślepia otworzył ![]()
aaaaaaaa
to witaj w klubie ![]()
aaaaaaaa
to witaj w klubie
Znaczy się teges...to ja rzuciłam chama z pałeczką ukierunkowaną na gotowe cipcie,żeby nie było ![]()
No to w sumie... to jużnie wiem czy to się liczy,czy nie? ![]()
Do zestawu dodałabym jeszcze okularnice,ze szkłami grubości denek od jabola.Tak jeden zdradzacz tutaj prawił.
I ...git
![]()
Kejt, Ty masz jakiś problem... i to bardzoooo duży
Wiesz, jest coś takiego jak psychoterapeuci... psychoterapia... to pomaga, serio, spróbuj może...
Ani Zamoszcz, ani ja, ani inne porzucone żony - matrony i sekutnice z tego forum - nie mają Kejt dobrze... mają do dupy, są nieszczęśliwe, niespełnione w żadnej dziedzinie, ich życie to porażka, są okropne, pastwią się nad boga ducha winnymi kochankami, w dodatku są jadowite, grube, wredne, brzydkie i mają pryszcze, cellulit i trwałą ondulację. Jednym słowem - sytuacja nie do pozazdroszczenia. Lepiej Ci Kejt?? Pomogło choć troszkę i choć na chwilkę??
ty i majka urzadzilyscie sobie nastepne miejsce wzajemnej adoracji, to, ze psujecie komus watek malo was obchodzi.
to co powyzej wypisujesz mowi juz samo za siebie, wiec szkoda to dodatkowo komentowac. dyskusje z toba uwazam za jalowa, powiedzialysmy sobie juz wszystko co mozna powiedziec. bez odbioru.
wpisow majki tez nie skomentuje bo sa ponizej jakiegokolwiek poziomu, maja znamiona trollowania i dziwie sie, ze moderacja jej na takie pyskowki pozwala...ot zycie.
Zorija napisał/a:Kejt, Ty masz jakiś problem... i to bardzoooo duży
Wiesz, jest coś takiego jak psychoterapeuci... psychoterapia... to pomaga, serio, spróbuj może...
Ani Zamoszcz, ani ja, ani inne porzucone żony - matrony i sekutnice z tego forum - nie mają Kejt dobrze... mają do dupy, są nieszczęśliwe, niespełnione w żadnej dziedzinie, ich życie to porażka, są okropne, pastwią się nad boga ducha winnymi kochankami, w dodatku są jadowite, grube, wredne, brzydkie i mają pryszcze, cellulit i trwałą ondulację. Jednym słowem - sytuacja nie do pozazdroszczenia. Lepiej Ci Kejt?? Pomogło choć troszkę i choć na chwilkę??
ty i majka urzadzilyscie sobie nastepne miejsce wzajemnej adoracji, to, ze psujecie komus watek malo was obchodzi.
to co powyzej wypisujesz mowi juz samo za siebie, wiec szkoda to dodatkowo komentowac. dyskusje z toba uwazam za jalowa, powiedzialysmy sobie juz wszystko co mozna powiedziec. bez odbioru.
wpisow majki tez nie skomentuje bo sa ponizej jakiegokolwiek poziomu, maja znamiona trollowania i dziwie sie, ze moderacja jej na takie pyskowki pozwala...ot zycie.
Aż tak Cię zabolało?
No tak,najlepiej powiedzieć,że to trollowanie.
A jak chcesz się czepić poziomu,to zwróć baczniejszą uwagę na to,co sama piszesz i jak sama tworzysz prowokacje, czy zaczepki.To tyle w temacie.
Over.
Zorija napisał/a:Kejt, Ty masz jakiś problem... i to bardzoooo duży
Wiesz, jest coś takiego jak psychoterapeuci... psychoterapia... to pomaga, serio, spróbuj może...
Ani Zamoszcz, ani ja, ani inne porzucone żony - matrony i sekutnice z tego forum - nie mają Kejt dobrze... mają do dupy, są nieszczęśliwe, niespełnione w żadnej dziedzinie, ich życie to porażka, są okropne, pastwią się nad boga ducha winnymi kochankami, w dodatku są jadowite, grube, wredne, brzydkie i mają pryszcze, cellulit i trwałą ondulację. Jednym słowem - sytuacja nie do pozazdroszczenia. Lepiej Ci Kejt?? Pomogło choć troszkę i choć na chwilkę??
ty i majka urzadzilyscie sobie nastepne miejsce wzajemnej adoracji, to, ze psujecie komus watek malo was obchodzi.
to co powyzej wypisujesz mowi juz samo za siebie, wiec szkoda to dodatkowo komentowac. dyskusje z toba uwazam za jalowa, powiedzialysmy sobie juz wszystko co mozna powiedziec. bez odbioru.
wpisow majki tez nie skomentuje bo sa ponizej jakiegokolwiek poziomu, maja znamiona trollowania i dziwie sie, ze moderacja jej na takie pyskowki pozwala...ot zycie.
O biedna, niezrozumiana Kejt... Ale masz rację... sama ze sobą też bym już nie chciała rozmawiać.
Dodam jeszcze, że podziwiam Cię szczerze za empatię i czujność, którą tu przejawiłaś... tak, biedna Autorka wątku, który został przez nas (mnie i Majkę) zaśmiecony... Czuwaj Kejt, czuwaj... a moderacji proponuję donieść - kliknij "raportuj".
Nie zamierzam udowadniać nikomu że nie jestem wielbladem.. Najłatwiej skrytykowac.. Przyjmuje ta krytykę... Ale nie odpowiadam za cierpienia wszystkich zdradzanych kobiet przez mężów... Mój mąż zrobił to tylko raz... I więcej nie miał okazji...
Żona człowieka o którym mówię doskonale wiedziała o mnie... Wiem też ( i to nie od niego) że taki układ jej odpowiadał... Zresztą nigdy nawet nie zareagowała na to... Wy tak robilyscie, czy nie? Dzwonilyscie, spotykalyscie się z kochankami swoich mężów... Jej ten układ odpowiadał bo on przynosił pieniądze do domu i to było najważniejsze... On chciał więcej... Ale najwyraźniej nie miał na tyle odwagi żeby to w całości wziąć... Dziś mówię że są oboje siebie warci... Dziś większość spraw widzę inaczej... Ku zadowoleniu zdradzanych żon - cierpię... Możecie wypełni pałac się ta świadomością jeśli tylko pomaga to Wam zniwelować odrobinę bólu... Żyje tylko dlatego że mam po co... Dla kogo... Dla dziecka... Mojego bólu nie jesteście w stanie zrozumieć... Chociaż nie ukrywam że Wasze słowa mną wstrzasnely i to bardzo pozytywnie.. Obudzilyscie we mnie złość która motywuje mnie do ogarnięcia się i totalnego wyjścia z letargu... Poradzę sobie z tym i wrócę tutaj aby napisać Wam że jest dobrze... i obyscie Wy również przerobily swój ból i żyły szczęśliwie... Bo nikt... Powtarzam nikt, nie zasługuje na cierpienie spowodowane miłością... Miłość nie może boleć.... Ona powinna wznosić wysoko do góry... Jak ba skrzydłach... A łzy powinny być tylko łzami radości...
Lavida, to oczywiste, że cierpisz... i nikt (przynajmniej ja) Ci tego nie życzy. Ale to Ty sama musisz sobie z tym poradzić. Już na to najwyższa pora. Tkwisz w układzie, który Cię wyniszcza. Utknęłaś w tej.... miłości....
Co do kobiet zdradzonych i porzuconych - większość z nas z tego forum już sobie poradziła i żyje. Co nie znaczy, że zmieniła się jakoś nasza ocena moralna zdrady, zdradzacza i kochanki... jest surowa... i taka już zostanie... ale to wynika nie tylko z własnych przeżyć, ale także ogólnie, z zasad, którymi się kierujemy, moralności...
Dyskusja wywiązała się tu głównie po wpisie Kejt, która na każdym możliwym wątku wylewa jakieś swoje frustracje i atakuje... kto ją tam wie, co ją gryzie...
Pozdrawiam, i życzę powodzenia. Naprawdę i szczerze. Życie jest fajne, nie warto go sobie samemu, na własną prośbę marnować ![]()
.. Jej ten układ odpowiadał bo on przynosił pieniądze do domu i to było najważniejsze... On chciał więcej... Ale najwyraźniej nie miał na tyle odwagi żeby to w całości wziąć...
Wg mojego doświadczenia jemu ten układ też pasował i to bardzo. Bo niestety ale to więcej - to więcej romansów na boku. Przed tobą były kobiety (a przynajmniej jedna) i po tobie czy też w trakcie też są inne. Więcej nowych emocji, nowych motyli w brzuchu, więcej tych etapów początkowych. Tego nie da ci żona po iluś tam latach z codziennością i dziećmi na karku. Ale bocznikowa to i owszem. Cały czas na haju i wysokim C. Dlatego od niej nie odszedł. Nie kochana, nie odwagi mu brakowało. On sobie zdaje sprawę, że po jakimś czasie stałabyś się znanym i opatrzonym partnerem a znając swoje potrzeby będzie musiał szukać i tak nowych wrażeń na boku. A ta żona już wie i nie czepia się. Takiej drugiej nie znajdzie. Ty byś pewnie robiła sceny itd. po co mu to? Ot i cały sekret - wg mnie oczywiście - pana nieodważnego.
To czy jej odpowiadał ten układ to nigdy się nie dowiesz,każda z nas jest inna ale nikomu nie życzę by swoim życiu musiał przejść przez taka traumę.Ja sobie nie wyobrażam,żeby tak nisko upaść by się iść bić z kochanką o męża.Dla mnie tacy ludzie są bezwartościowi i oboje siebie warci.Ja nie wyobrażam sobie by zadawać się żonatym,nawet jeśli ktoś ma jakieś potrzeby lub niespełnione fantazje to lepiej iść i zapłacić a nie służyć facetowi jako darmowe pogotowie seksualne.Nie ma usprawiedliwienia.Żadnego!Oszukał żonę,dzieci to dlaczego ma niby nie oszukać obcej baby?
To się już stało... 6 lat temu... Nie oglądałam się za żonatymi... Broń Boże... Dziś nie nabrała bym się tak naiwnie jak wtedy... Ale to się wydarzyło... Nie napisałam tutaj aby pytać o poradę czy angażować się w taki związek tylko wypowiadam słowami to wszystko co gniecie mi serce... Droga Ingo Twoje słowa są sensowne... Pewno masz rację...
Boże jak marzę o tym aby pojawił się taki dzień kiedy będę wolna od myślenia o nim... Od tęsknoty... Od wspomnień które wyciskaja łzy bólu...
Lavida, jak już nie dajesz rady z emocjami to idź do psychiatry. Antydepresanty nie są dobre, ale w takiej sytuacji naprawdę pomagają i nie ma co zgrywać bohatera. Musisz dużo przepracować... zmienić myślenie... poukładać sobie wszystko od nowa... odnaleźć siebie...
a to wszystko z takim bajzelem w głowie Ci się nie uda.
Tabletki - nie uzależniają, nie otumaniają, ale poprawiają nastrój i przywracają chęć do życia i zmierzenia się z problemami.
U mnie minął rok, a ja ciągle jestem na antydepresantach i wcale na razie nie zamierzam z nich rezygnować... może na następną wiosnę?
Ja to rozumiem, że to był błąd, który kiedyś tam popełniłaś... zdarza się...
nie rozumiem tylko dlaczego tak długo dajesz się wykorzystywać... co kilka miesięcy rozpaczasz... ten schemat powtarza się cały czas...
Jak nie wywalisz z głowy tego faceta, to nie zrobisz też w niej miejsca dla kogoś innego, wartościowego, czułego, wspaniałego. Nie dajesz sobie szansy.
Wiesz, ja po odejściu męża (z dnia na dzień wyprowadził się do kochanki) odliczałam tygodnie... było naprawdę cholernie źle... ale założyłam sobie, że potrzeba mi roku, czyli około 50 tygodni na dojście do siebie.
Na początku je liczyłam... pamiętam szósty tydzień, ósmy, dziewiąty... a gdzieś tak koło 11-stego zapomniałam o liczeniu... wyleciało mi to z głowy...
Gdy to sobie uświadomiłam - wiedziałam, że zdrowieję i że dam radę. Oczywiście potem było jeszcze ciężko... ale już nie tak, jak na początku...
Zacznij odliczać... i umacniaj się w pewności, zapewniaj sama siebie o tym co chwila, uwierz w to, że po kilkunastu-kilkudziesięciu tygodniach będzie dobrze. Teraz oczywiście jeszcze jest do dupy, i ma prawo tak być, ale myśląc w ten sposób dajesz sobie szansę na spokojne wyjście z tego: bez oczekiwania na cud, spokojnie i powoli, ale jednak konkretnie.
I pamiętaj - musisz mieć nowy rytm aktywności i obowiązkowo się go trzymać. Np. codziennie (nie ma że się nie chce, zmęczona czy brak czasu) 2 godziny marszu z kijkami... plus każdego dnia coś do tego: basen, siłownia, przyjaciółka, kino...
Ja zapisałam się na kurs tańca i spędzałam tam 3 wieczory w tygodniu.
Wychodziłam na lekcje zbita jak pies... bez najmniejszej chęci i ochoty... a wracałam jak na skrzydłach... przynajmniej przez te 2 godziny odrywałam się od myślenia o tym, co się stało, zapominałam...
No a teraz dodatkowo potrafię tańczyć, a nigdy nie umiałam
- spotykam nowe osoby, poznaję nowych partnerów (do tańca oczywiście), czasem gdzieś wyjeżdżam np. na obóz taneczny (tak! byłam na takim) czy inną imprezę związaną z tańcem...
Powodzenia. I pisz tutaj. To, że czasem dostaniesz po głowie to nic. Ale na pewno dostaniesz też tu wsparcie.
Ostatni raz widziałam się z nim przed świętami Bożego Narodzenia... Napisał mi też " życzenia " na Wielkanoc... Ze względu na swoją godność nie zacytuję ich.. Boli bardzo to że nie dość że w pewien sposób uzaleznil mnie od siebie to jeszcze nie potrafi stanąć przede mną i powiedzieć " przepraszam, wracam do żony "... Obciąża mnie poczuciem winy... Nie mam żalu o to że do niej wrócił bo sama dałam mu prawo podjęcia decyzji... Mam żal o to że przez te wszystkie lata karmil mnie nadzieją że będzie inaczej a zostawił i to jeszcze w taki sposób... A do siebie mam żal że nie potrafię go wyprzec z myśli... I że wszystko mu wybaczam...
Nie boję się Waszych negatywnych reakcji... Chciałam być szczera tutaj i liczyłam się z tym że dostanę po głowie... To tak jak wspomniałam wcześniej jest dla mnie wzmacniające...
Szukam Waszych słów... Waszych doświadczeń... Bo przecież jakoś musi się dać... Faktycznie udam się po pomoc... Bo sama sobie mogę nie poradzić... A bardzo chcę...
Idź koniecznie... najlepiej od razu do psychiatry po leki... a później, za jakiś czas, jak już zaczną działać - ew. na psychoterapię.
Być może on w to wierzył. I wciąż wierzy. Może faktycznie bardzo chciał być z Tobą... ale nie miał odwagi, nie mógł zostawić dzieci... itp...
Więc odpuść mu. Wybacz mu i puść go wolno. Przestań się nim zajmować. Skończ rozpamiętywanie. Zajmij się sobą.
Potraktuj to co było jako pewne doświadczenie. Jesteśmy tu na Ziemi po to właśnie, by doświadczać. I Ty też doświadczyłaś czegoś. Teraz musisz już pójść dalej, a to co było odłożyć w swojej głowie na półkę ze wspomnieniami - i tych dobrych chwil i lekcji, którą dostałaś od życia. Coś tam przeżyłaś, prawda? Pozwól sobie czasem na jakieś miłe wspomnienie, ale cały czas pamiętaj, że to już przeszłość. I oczekuj nowych, fajnych doświadczeń w przyszłości.
Lavida - ty nadal myslisz ze to byla milosc - z twojej strony to bylo i jest uzaleznienie. I to glebokie... Napisz troche o swoim dziecinstwie to moze cos bedzie mozna bardziej doradzic.
Przez te 6 lat powinnas juz poradzic sobie, rozwinac sie i dojrzec. Zmienic swoje wnetrze. Pamietaj zaden czlowiek nie ma takiej wladzy by zadac nam ten potworny bol - fundujesz go sama sobie, a przy okazji swojej coreczce. Myslalas o niej jak ona sie czuje majac matke, ktora jest uzalezniona - uzalezniona od potrzeby milosci...
Idz do psychologa, psychiatry, znachora.... kogokolwiek kto moze wyciagnac cie z tego uzaleznienia.
Poczytaj odpowiednie ksiazki... Jestes madra i wyksztalcona, nie funduj swojej coreczce takiego samego zycia. Wszystko zalezy tylko od ciebie.
Ktore z rodzicow odrzucilo cie w dziecinstwie? Co sie stalo ze tak reagujesz?
Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak żyć?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026