jak żyć? no jak ? ja nie potrafię chciałabym przestac oddychać nie czuć
Podobne tematy
Nie umiem już oddychać..Każdy oddech sprawia mi ból..
Odszedł... Nie wiem gdzie jest i co się z nim dzieje..Milczy... Już powoli przestaję pisać, dzwonić... Nie odpowiada..Milczy... Zniknął praktycznie bez słów.. Miesiąc temu.. Ostatni raz widzieliśmy się w święta.. Potem dzień przed sylwestrem zadzwonił, mówiąc że ma duże problemy w pracy..I zamilkł..Kiedy próbowałam dotrzeć do niego, odchodząc od zmysłów co się dzieje, po jakimś czasie odezwał się mówiąc " żegnaj"...
Mam taki ogromny żal..Taki ogromny smutek mnie przeszywa.. Po tym wszystkim co razem przeszliśmy tylko na tyle było go stać.. Boli.. Boli tak bardzo, że czasem zastanawiam się czy jest to możliwe...
Mam żal do samej siebie... Nie potrafię sobie z nim poradzić...
wyobrażam sobie jak Ci ciężko trzymaj się
Okropny dzień...Tak bardzo pusty...Tak ogromnie samotny... Wiązałam tak duże nadzieje na lepsze życie.. Z nim... Mieliśmy tyle planów... Miała być bajka.. Jest koszmar... W jednej chwili wszystko runęło.. Zgasł już nawet promyk nadziei.. nie ma już nic poza ogromną pustką i tęsknotą... Tak... To dziwne... Skrzywdził mnie a ja za nim tak bardzo tęsknię... I kocham...
Dlaczego????
Lavido, zapewniam, że ta tęsknota i nadzieja na coś, co być miało a się już nie spełni z czasem ucichną, nawet jeżeli długo będziesz odczuwać je bardzo dotkliwie. Jedno jest pewne- jeżeli ktoś, kto staje się z własnego wyboru najbliższym Ci człowiekiem a potem ucieka bez słowa jest świnią. Jest świnią podrzędnego gatunku. Bo co innego stwierdzić, że nie widzi dalej waszej wspólnej drogi, a co innego potraktować kogoś jak powietrze, jak nic, bo tak jest nie wiem... wygodniej ? Tęsknisz pomimo, że Cię skrzywdził bo kochałaś go szczerym uczuciem, kochałaś szereg rzeczy, które gdzieś tam żyją dalej w Twojej świadomości i nie znikną ot tak bo zrobił coś złego. Z czasem jednak zmieni się Twój punkt widzenia, po pierwsze wspomnienia zbledną, po drugie przyzwyczaisz się do myśli, że czegoś co miało być już nie ma, po trzecie nauczysz się od nowa czerpać radość z życia bez niego. Wtedy popatrzysz na wszystko bardziej całościowo i obiektywnie i sądzę, że Twój stosunek do jego osoby ulegnie zasadniczej zmianie...po tym jak zwiał... Wiem, że w tym co odczuwasz teraz czujesz się jak w pułapce bez wyjścia, to jest cierpienie, przed którym nie ma ucieczki i ono musi przetoczyć się przez Ciebie, trzeba to przeżyć, żeby się oczyścić- strach, że sama nie dasz rady.. ból, że nic już nie jest tak piękne jak z nim...smutek, złość, żal, bezsilność i pewnie tak naprzemian.... a potem będzie tylko coraz lepiej.
Lavida26 - nie jesteś pierwszą zakochaną - kochanką która liczy na to że jej wybraniec - żonaty rozwiedzie się i będą "żyli długo i szczęśliwie" - no bo przecież mówi że kocha, tęskni , rozwodzi się itd... i mówi to tak że przecież nie można tego udawać - MOŻNA !!!!!!!! Oni udają, kłamią spędzają miłe chwile z kochanką a potem wracają do cierpliwie czekających żon na obiadek i do ciepłego łóżka udając po raz setny kochających dobrych mężów. Wmawiają i jednej i drugiej miłość, sypiając z obiema na zmianę (nie wierz że nie kocha żony, nie śpi z nią itd... typowe mydlenie oczu kochance - żeby czuła się ważna i nie miała wyrzutów sumienia) Wiem że to co pisze boli ale jestem żoną i nie żal mi kobiet które mając świadomość że deptają czyjeś szczęście i życie i mając 100 przykładów jak to wygląda z tymi kochankami nadal brną w związki które ranią ale najbardziej właśnie żony - piszesz że cierpisz - napewno ale na własne życzenie a jego żona bez żadnej winy jest skazywana na cierpienie. Już pół roku temu powinnaś była wiedzieć że to nie ma przyszłości (śmierć matki to była wymówka żęby w ładny sposób zakończyć romans) ale ty mu na to nie pozwoliłaś więc on stwierdził czemu nie dopóki dam radę to będę grał na dwa fronty - ale widać już nie daje rady dlatego pisze "żegnaj" i jeśli to uczucie które opisujesz to miłość to uszanuj jego decyzję i daj sobie spokój, przestań mieszać w jego rodzinie i życiu.
Wybacz za brutalność ale za pół roku znowu napiszesz że wrócił i znów odszedł i co masz zamiar zestarzeć się sama czekając na coś co się nie zdaży bo gdyby miało się zdażyć to pół roku to długo żęby wiele spraw poukładać - ale on tego nie chce.
Lavida 26 to co czytam przeraza mnie jak sama siebie usmiercasz -moje pytanie czy warto???nie wyszlo trudno wiem ze to boli bo milosc prawdziwa zawsze boli ,ale to minie i nie wracaj do tego widocznie to nie bylo to ,i musisz sie tym pogodzic.Pozdrawiam i glowa do gory.
atinasarz masz rację pewno we wszystkim, co mówisz... nie powinnam była już na samym początku wchodzić w ten układ...sama jestem winna sobie...
Lavida26 - dziewczyno jesteś mloda nie rozumiem jak można tak się upokażać, pozwalać marnować sobie życie. Owszem to co zrobiłaś było dla mnie jako żony obrzydliwe ale to co on robi jest równie obrzydliwe albo jeszcze bardziej. Ogarnij się milość- miłością ale powinna ona dawać radośc i szczęście a nie ból wszystkim wokół.
Ona dawała radość.. Dawała ciepło..Pozwalała oddychać..Teraz boli...
Wiesz, wydawało mi się przez chwilę, że pomału odzyskuję spokój.. Chyba nawet zaczęłam wierzyć w to, że jestem silna.. Nie pisałam, nie dzwoniłam... Wczoraj późnym wieczorem dostałam od niego 2 puste smsy... Odpisałam pytając czy tylko tyle ma mi do powiedzenia.. Cisza..Dziś rano napisał,że pomylił adresata... Dziwne..2 krotnie pomylił adresata wysyłając puste smsy w pewnych odstępstwach czasu..
Mój ( chyba wyimaginowany) spokój runął jak domek z kart.. Powróciła straszna tęsknota... Tysiące wspomnień.. Żal...
Najgorsze jest to, że próbuję sobie tłumaczyć to wszystko o czym do mnie drogie dziewczyny mówicie, a zawsze znajduję sobie wytłumaczenie dla jego zachowań.. Zgadzam się z tym wszystkim kiedy czytam, a zaraz potem myślę " nie, on taki nie jest..Nie on.."...Nie umiem sobie poradzić z tym...
Miłość jest piękna, szkoda tylko,że boli i niejednokrotnie upokarza...
Droga Lavido,ja wiem ze to co pzezywasz to strasznie boli.Ale masz dla kogo zyc-masz coreczke ktora Cie bardzo potrzebuje!To dla niej powinnas sprobowac stanac na nogi.Jest ciezko teraz ale to minie-czas leczy rany.A ten Twoj facet-wydaje mi sie bardzo dziwny,manipuluje Toba i Twoimi uczuciami..Daj sobie z tym wszystkim spokoj i zyj dla corki!
LAVIDA,
milosc,to cos,co utrzymuje nas 10 cm ponad ziemia.
W momencie,kiedy jej zabraknie - wpadamy w odchlan,a jej glebi przeciez nikt nie zmierzyl.........
CZAS i jego zbawcze dzialanie.....
Ten bol minie,pozwol mu na to.
To wszystko sie przetoczy jak olbrzymia fala,ktora moze burzy.....
Ale potem morze ucichnie i uspokoja sie Twoje emocje i poranione uczucia.
Badz cierpliwa i pozwol przejsc nawalnicy.
Lavida26 - piszesz że rozumiesz ale zaraz twoja podświadomość krzyczy: " nie, on taki nie jest..Nie on.." jest to typowy model wyparcia tego co jest wuidoczne i o czym doskonale wiesz ale dla własnego zdrowia "psychicznego" po to żeby ból nie owładnął cię całkiem wypierasz fakty. Robisz tak bo gdybyś przyznała że on to palant, kłamca i podlec musiałabyś przyznać sama przed sobą że ty jeseś też nie najlepszej "jakości" skoro go pokochałaś, oddałaś mu duszę. Takie przyznanie się przed sobą jest tragiczne ale oczyszczające pozwala uporządkować priorytety, daje szansę na porządkowanie życia i ruszenie wreszcie w drogę nie oglądając się za siebie czy on wróci czy nie. Wiem łatwo pisać kiedy nie ma w sercu i w głowie tego co ty ale jeśli dziś nic z sobą nie zrobisz to jutro cię nie będzie - będzie cień kobiety która nie wie po co żyje i dokąd zmierza. Dlatego takie związki są destrukcyjne a przecież ty nie możesz być egoistką zamykającą się w skorupie bólu bo masz dziecko i co mu powiesz kiedyś nie miałaś matki bo jeden dupek zrujnował mi życie i psychikę - ona tego nie zrozumie jak miłość do faceta może mieć pierszeństwo przed milością do dziecka i pamiętaj nawet jak się dziś uśmiechasz (cała w bólu) do dziecka to on czuje że coś jest nie tak. Dzieci współodczuwają nastroje matek nawet jak są małe i nie umieją tego pojąć.Więc głowa do góry popełniłaś "grzech" dostałaś "pokutę" w postaci łeż i bólu teraz czas na "mocne postanowienie poprawy" i powrót do życia.
79 2011-01-29 10:51:08 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-01-29 10:52:31)
I wreszcie świeci Słońce..
Dzień uśmiecha się do mnie..
A życie nabiera tęczowych barw...
Uśmiecham się...
Tak było. Tak jeszcze będzie.
Masz dziecko, małe dziecko - masz więc dla kogo żyć - masz bezwarunkową 100% miłość
NIE OGLĄDAJ SIĘ ZA SIEBIE W BEZDENNE I BOLESNE PIEKŁO.
WEŹ dziecko za rękę i idź NAPRZÓD
Życzę Ci dużo sił i czerp radość życia z tego małego człowieczka koło Ciebie - ono też tego potrzebuje OD CIEBIE - w spokoju siła
Witajcie! Boże jak dobrze czytać wasze słowa...kogoś kto WIE jak boli i rozumie...są przyjaciele ale oni tego nie przeżyli, nie zrozumieją. Droga Lavido i inne dziewczyny...mam 23 lata, w wieku 21 lat wyszłam za mąż za mężczyznę którego kocham ponad życie. Marzyłam o domu, dzieciah o wspólnym starzeniu się. Wierzyłam, że będzie WIERNY i nigdy mnie nie opuści...z powodu jego pracy przeprowadziliśmy się na drugi koniec Polski, zostawilam rodzinę, przyjaciół, poszlabym z nim na koniec świata. Na początku było cudownie, urządziliśmy sobie mieszkanko, kupiliśmy psa...często się kłóciliśmy i wiele rzeczy się nie układało ale wierzyłam że wszystko się zmieni, że możmy być szczęśliwi...tydzień temu dowiedziałam się, że mnie zdradził...z 30-letnią kobietą która ma mężą i 2 małych dzieci...przeczytałam wszystkie ich czułe maile - do mnie nigdy nie mówił takich romantycznych słów...i że się kochają...na szczęście nie było go tydzień w domu, wrócił wczoraj - przygotowałam mu kolacje przy świechach, kochaliśmy się a potem powiedziałam mu że wiem, normalnie o tym rozmawialiśmy...bez krzyków, bez histerii...że kiedyś kochał mnie nad życie ale mu przeszło, teraz kocha ją i chociaż wie że nie będą razem bo ona nie zostawi męża i dzieci to on chce rozwodu...
A mi serce pękło na milion kawałków, których już nie da się poskładać...nie mogę jeść ani spać, nie potrafię funkcjonować....zamiast go znienawidzieć jeszcze bardziej go kocham! Wiem co straciłam i tak bardzo pragnę żeby znów mnie kochał....chore jest to, że normalnie rozmawiamy, śpimy w jednym łóżku, on mnie przytula, przeprasza i mówi że nie chciał, żeby tak się skończyło...ale chce rozwodu
A ja boje się, że juz NIGDY NIKOGO INNEGO NIE POKOCHAM...nie mam gdzie wracać a jeśli wrócę do swojego miasta to tam wszystko będzie mi go przypominało...nie potrafię poradzić sobie z tym bólem, ostatkiem sil powstrzymuję się żeby nie płakać w pracy i na ulicy...on mówi, że mnie kochał ale przez kłótnie i moje pretensje to ja zabiłam tą miłość...a ja mu wierzę
pomóżcie proszę!
81 2011-01-29 12:37:27 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-01-29 12:38:10)
mam 23 lata, w wieku 21 lat wyszłam za mąż za mężczyznę którego kocham ponad życie.
...on mówi, że mnie kochał ale przez kłótnie i moje pretensje to ja zabiłam tą miłość...a ja mu wierzę
NIE, przynajmniej nie do końca to prawda. To TYLKO prawda wygodna dla niego. Bo czyż mówił Ci i Cię ostrzegał, że swoim zachowaniem go zrażasz?
Gdy w małżeństwie pojawiają się problemy to trzeba je rozwiązywać a nie szukać pocieszenia w cudzym łóżku. Za łatwe i proste rozwiązanie sobie znalazł ![]()
To szok. Myślę, że powinnaś jednak wyjechać do rodziców, do bliskich - dać się przytulić i pocieszyć - dać sobie czas na przemyślenia i ochłonięcie. Przecież jego widok Cię katuje - po co chcesz się ranić? Oddalenie pozwoli wam obojgu zastanowić się na spokojnie czy wszystko stracone i co macie do stracenia. Pozdrawiam i życzę dużo sił ![]()
MłodaZdradzonaŻono...Wiem co znaczą marzenia o spokojnym domu, w którym słychać radość dzieci...Mam dziecko...Moja córka jest dla mnie wszystkim co najpiękniejsze i najprawdziwsze na świecie...Dla Niej chciałam stworzyć taki dom...By widzieć Jej radość w tych malutkich, niewinnych oczkach... Chciałam tego domu dla nas obu... O takim domu marzyliśmy z nim... Marzyliśmy o oazie spokoju..Banalne...O pokoikach dla naszych córek...O wspólnych weekendach, feriach,wakacjach, świętach..."chcę żebyśmy wspólnie stworzyli dom dla naszych dzieci i dla nas..dom do którego będziemy wracać z największą przyjemnością.."
Nie umiem Cię pocieszyć..Nie umiem Ci pomóc..Sama zaginęłam gdzieś w ciemności i nie potrafię odnaleźć drogi..Jest tutaj na tym forum tak wiele mądrych kobiet..Kobiet, które doskonale rozumieją..Co więcej-One czują.. Potrafią jasno i logicznie spojrzeć na pewne sprawy..Zawsze szczerze podejdą do każdej z Nas...Bądź tutaj...To na prawdę pomaga..Choćby nawet po to aby przełykając słone łzy pisać o swoim bólu.. Wiem jedno..Ból który nosimy w sobie, choć pewno każdej z Nas inny, głęboko zamknięty degraduje Nas..Niszczy Nasze dusze..
Wiem,że żadna z dziewczyn które tutaj są nie podejmie za mnie decyzji..Nie wybije mi młotem z głowy myśli, wspomnień i ciągle jeszcze marzeń..Żadna nie wydrze miłości, tęsknoty i niestety bólu, rozpaczy i cierpienia.. Ale swoimi słowami potrafią podnieść na duchu..Nawet słowami krytyki..A wiesz dlaczego? Bo są to słowa szczere i bezinteresowne...
Mój ból jest inny od Twojego.. Moja tęsknota zapewne też.. Sięgnęłam po zakazany owoc.. Nie ma tłumaczenia, że to nie moja wina..To jest moja wina..Powinnam była się wycofać tuż na starcie.. Ale zaufałam..Uwierzyłam..Za nim się zorientowałam przyszło uczucie..O ironio..Tak silne..Tak mocne..Po wcześniejszym "złym życiu" uczucie unoszące mnie ponad ziemie..Poczułam się kobietą..Poczułam się potrzebna..Poczułam sie kochana, szanowana..Wiesz kiedy byliśmy razem świat się zatrzymywał dla mnie..Czułam, że mogę wszystko..On mnie rozumiał.. Doskonale..Czasem bez słów..
Teraz czuję zupełnie odwrotnie..Nie mam siły..Nawet troszkę..Świat szaleje, nie zatrzymuje się..W mojej głowie są wspomnienia, które powodują rozdzieranie duszy.. Widzę go, słyszę, czuję..Tęsknię za nim..Kocham...
Puste dni...
LAVIDA,
wiem,brzmi beznadziejnie,ale musisz sie temu poddac.
Nie obarczaj sie dodatkowo wina,to niczego nie zmieni.
Milosc,to bardzo dziwne uczucie....
Ma tyle znaczen i odcieni.
I jest take subiektywne.
Ponownie; jestem pewnie nudna - CZAS -,uwierz mi, magiczne slowo.
Tak proste i za razem tak skomplikowane.......
Nie szarp sie prosze,tracisz tylko energie....
Pozwol nawalnicy przejsc....
Trzymam za Ciebie kciuki.
Wyjdziesz z tego.
Nie wiem co robić?! wiem o zdradzie, on wie że ja wiem a zachowujemy się jakby nic się nie stało! to jest chore-jemy razem, śpimy...wychodzimy. Porozmawialiśmy szczerze...o wszytskim- pierwszy raz w naszym małżeństwie:/ on mnie przytula, bierze za rękę przeprasza. Ale nie wie co zrobi! wczoraj mówił, że już mnie nie kocha bo kocha tylko ją...dziś mówi że mnie też kocha...że żałuje...planuje przyszłość! ale gdyby ona zostawiła męża to on z nia bedzie...a co ja mam robic? jak idiotka czekam na okruchy miłości! Łudze się, ze on ją zostawi, że bedzie ze mną, że bedzie wszytsko dobrze...ale przecież nie będe mu ufać...ona ciagle bedzie gdzies w pobliżu! Rozum mówi-uciekaj jak najdalej od tego uzaleznienia od tej chorej miłości, serce mówi-zostań, on się pogubił, kocha cię będziecie szczęśliwi...jestem rozdarta, nie wiem co robić nie potrafię podjąć żadnej sensownej decyzji...wiem że ona kiwnie palcem i będzie miała go u stóp...a ja czekam nie wiadomo na co...żyję nadzieją bo nie chcę dopuścić do siebie bólu...nie chcę w to wierzyć, ale kiedy nadzieja umrze boje się że sie nie pozbieram, że z tym bólem n ie będe mogła sie zmierzyc...oszukuję się bo tak łatwiej...
posluchaj rozumu..
Droga MłodaZdradzonaŻono..Jak doskonale rozumie Twoje rozdarcie.. Ta wewnętrzna walka rozum kontra serce... Mam dokładnie to samo... Kocham jak wariatka....
Wciąż niby przypadkiem wysyła do mnie wiadomości..
Rozdarcie...Tak..To najlepsze określenie tego co jest we mnie...
Nie daje już rady...nigdy w życiu nie czułam się taka samotna...tak zmęczona, zagubiona...on ciągle daje mi nadzieję, ja się staram ze wszystkich sił, wszystko robię żeby znów mnie pokochał a jak już zaczynam wierzyć, że się ułoży to on znowu chce rozwodu...o co ja walczę? o faceta który mnie zdradził i mnie nie kocha? dlaczego nie potrafię odejść? i dlaczego to tak boli?! i niekskończona rzeka łez....
MłodaZdradzonaŻono jak ja Cię dobrze rozumiem... Jak dobrze... Ten ból.. Tylko łez brakuje już...Nie pomagają już nawet... Wegetuję...
Kocham.....
Ile razy można kogoś ranić??
Nieskończenie???
Boli....
Jakie to przykre ech.Mam nie co podobna sytuacje tylko maz zone zdradzil ze mna.
w sumie zle mi z tym jest.Bo wiem co by czula ta kobieta jk by sie dowiedziala o zdradzie meza a ona nie wie do tej pory
Jednak kłamał..Po mistrzowsku..Przez cały ten czas tulił, całował, mówił że kocha patrząc w oczy i kłamał jak pies.. Bez mrugnięcia okiem.. Czuję się zdeptana..Czuję się zniszczona.. Czuję się jak nikt...
Czasu trzeba. Z czasem się podniesiesz. I nie czuj się jak nikt, to on nim jest skoro kłamał. W życiu czasem spotykamy niewłaściwe osoby. Dobrze jeżeli szybko z niego znikają.
Czuję się jak nikt, bo dałam się nabrać na te wszystkie czułości jakie mi serwował.. Wierzyłam bo wierzyć chciałam.. A on sukcesywnie kłamał..
Nie jestem jak teraz wiem jedyna..
95 2011-02-22 19:56:51 Ostatnio edytowany przez Pandora_1 (2011-02-22 19:58:31)
Kochana ...wczoraj przez przypadek przeczytalam Twoj post, czytając Go mam wrazenie ze jakaś cząstka Twej histori dotyczy również mnie(może wam kiedyś opowiem).
Chcę Ci tylko powiedzieć abyś przestała się łudzić!!! śmierć jego matki była tylko wygodnym pretekstem aby zakończyć ten romans,tak naprawdę Twoj ukochany tchórz nigdy nie miał zamiaru zostawić żony!! ale bylo mu na tyle dobrze i wygodnie aby ciągnąć to dalej.!!! Wiem że to co piszę brzmi okrutnie,ale uwierz mi ....przeszłam podobną historię-cierpię do dzisiaj ,ponieważ już same wspomnienia sprawiają że oczy mam pełne łez.Proszę Cię weż się w garść !! nie poniżaj przed nim póbując rozmawiać bo to nic nie zmieni.Ratuj swój honor!!! masz przecież córeczkę:) dla niej warto żyć i się uśmiechać. Pokaż mu że mimo wszystko jesteś wartościową kobietą która nie będzie błagać o resztki milości.Twoja obojętność bardziej Go zaniepokoi niż nadgorliwość.będę trzymać za Ciebie kciuki! głowa do góry jeszcze będziesz w życiu szczęśliwa-z osoba która na to zasługuje.powodzenia:)
Droga Pandoro
powiedz jak sobie poradziłaś z uczuciem okłamania? Jak z tęsknotą za nim? To takie wszystko trudne....
Nic nie rozumiem dziewczyny...Już nic... Wciąż mnie zaczepia... Wypytuje znajomych...Wysyła sms...O co chodzi??? Kim on jest???
Weź to olej. Wiesz, że nie byłaś jedyna, wiesz, że kłamał. Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Jego powody mogą być różne, a najpewniej sam nie wie czego chce. Po co Ci coś takiego...
Sobota..Siedzę samotnie w pustym domu.. Czuję się fatalnie.. Kompletnie sobie nie radzę.. Rozsypałam się i nie mogę się pozbierać.. Czas płynie tak powoli..Tak boleśnie.. Wciąż pytanie- jak żyć??...........
sen też nie przychodzi...ból i tęsknota...tęsknota i ból...
A nie możesz Ty kochana olać gnoja i zacząć normalnie żyć.
Sonieczko wiem, że muszę to zrobić..W innym przypadku będę się męczyć całe życie..Olać gnoja...Właśnie muszę tylko przestać sobie go tłumaczyć ze wszystkich złych rzeczy, które mi zrobił i dojść do tego, że to gnój... Jak? Nie wiem...Chociaż właśnie się zastanawiam...Jest pewna osoba, która mogłaby mi pomóc...Muszę spróbować...Dziewczyny dlaczego się w to wpakowałam? W co ja wierzyłam? W miłość....
Lavida26 Przeczytałam Twoją historię jednym tchem i odżyły we mnie wszystkie wspomnienia, tęsknoty i ten ból... Tak pięknie piszesz o miłości która tak naprawdę dla Ciebie jest przekleństwem, że przeżywam to wszystko razem z Tobą.
Wiem, co to znaczy kochać, cierpieć, tęsknić i mieć dylematy. Ja mojej prawdziwej i jedynej miłości pozwoliłam odejść, nie walczyłam tak jak On, uciekłam w podróbkę szczęścia z fabryki na Tajwanie i straciłam coś niepowtarzalnego. Ale teraz, po prawie dwóch latach, widzę, że tak musiało być. Doceniłam wiele, ochłonęłam, zostałam sama i co najgorsze, oszukana przez ten chiński bubel dla którego zrezygnowałam z kogoś, kogo kochałam.
Na własne życzenie, zafundowałam sobie podwójną porcję bólu.
Trzymam kciuki za Ciebie i córcię. ![]()
Czas! Potrzebujesz czasu.
Brzmi banalnie, ale to prawda. Z czasem bedzie lzej i łatwiej...
Drogie dziewczyny... Trudno będzie Wam uwierzyć w to co napiszę, sama jeszcze nie mogę w to uwierzyć..Postanowiłam poprosić o pomoc..Kiedyś on opowiedział mi w skrócie o kobiecie z którą był.. Znalazłam Ją.. Zadzwoniłam.. Okazało się że była przede mną.. jakieś dwa lata.. Doskonale mnie rozumie, bo przeżyła dokładnie to co ja.. Karmił Ją tak samo jak mnie ciepłymi słowami.. Mówił..Kochał.. I kłamał dokładnie tak jak mnie.. Trudno uwierzyć ale dokładnie ta samą strategię( tak już trzeba to nazwać) zastosował w moim przypadku co w Jej..
Zmierzyłam się z bolesną rzeczywistością.. Czuję się jak w jakimś chorym filmie.. Gram w nim jedną z głównych ról..Wszyscy się śmieją tylko ja nie wiem z czego..Ja płaczę.. W tej chwili nawet nie wiem już co czuję..Pustka- tak to chyba to..Żal-potężny.. Złość i nienawiść- niestety nie.. Nie jest mi żal samej siebie bo naiwnie i głupio uwierzyłam w jego "miłość"..Żal jest mi jego..Jest chory.. Bo jak zdrowy człowiek może tak bardzo manipulować już nawet nie uczuciami drugiej osoby a jej życiem..?? Żal mi go bo to jest człowiek nieszczęśliwy..Gdzieś głęboko w nim jest człowiek ciepły i pragnący uczucia ale on bardzo rzadko wypuszcza go z siebie.. nie wiem, może ze strachu?? Jest mi go żal.. I niestety żal tej która będzie po mnie..Po nas... Bo, że będzie to jestem już pewna...
"wyrzuć smsy i nie wracaj do nich, daj sobie trochę czasu..Pamiętaj!! nie są to smsy piękne tylko fałszywe, każda laska dostaje świetne słówka od tego pana więc trzeba to sobie uświadomić i będzie łatwiej"- tak mi napisała kobieta, która przeżyła dokładnie to samo, przez tego samego człowieka.... Ona się podniosła..
Dzisiaj ja sięgnęłam dna.. To była granica ostateczna... Teraz mogę się tylko odbić albo grzęznąć w tym mule na dnie...
Skąd tylko zaczerpnąć odrobinę tchu który doda siły??
Jak zakończy się ten cholerny film??
Miłość- kim jesteś i dlaczego tak bardzo bolisz??
Miłość- dlaczego przejawiasz się tęsknotą??
Miłość- gdzie jesteś skoro jeszcze nikt Cię nie zobaczył??
Miłość- obyś nigdy mnie już nie szukała......
Prawda bywa destrukcyjna. Jeżeli uznasz, że to co wiesz, da ci siłę by powstać - wygrałaś. Jeżeli zaś, ona cię pogrąży - zatracisz siebie. Przyjmij to do wiadomości ale nie zadręczaj się już więcej pytaniami "dlaczego?" Zapytaj lepiej "w imię czego?"
Powodzenia.
Właśnie zadałam sobie pytanie kiedy ostatnio śmiałam się tak lekko i prawdziwie.. Odpowiedź-nie pamiętam.. Kiedy ostatnio płakałam rzewnie i boleśnie- przed wczoraj, wczoraj, kwadrans temu, teraz.....
Droga mirello, ciężko jest bardzo pytać "w imię czego"...Ufasz komuś bezgranicznie..oddajesz całą siebie..kochasz najmniejszą częścią siebie..A on depcze to wszystko, tak po prostu... Nie chcę wciąż mowić o bólu, bo ten jest tak silny, że ledwo tchu wystarcza na wegetację... Pękło wszystko...Wiara w ludzi... W swojej naiwności zadaje sobie wciąż pytanie "dlaczego"?... Tak jakby odpowiedź na niie pomogła mi żyć...Mam ogromny żal do siebie, że uwierzyłam i pokochałam całą sobą..Tak jak tylko umiałam... Gardzę sobą...
Wiem że ból jest ogromny, ale sama widzisz. Ty dałaś całą siebie, kochałaś na maxa a ON? Dlatego to pytanie: W imię czego mam tracić siebie? W imię kogoś kto nie wie co to miłość, kto gardzi moimi uczuciami? Może nie jesteś jeszcze na etapie zadawania sobie pytań ale uwierz że warto sobie samej dać czasem kopniaka.
wiesz mirello powinnam dać sobie takiego mega wielkiego kopniaka, po którym zostanie ogromny siniak.. W tej chwili mam ogromną huśtawkę..W jednej chwili myślę sobie dasz radę, nie jest tak źle z Tobą, przecież to tylko facet, nie może cię boleć aż tak bardzo...A potem pojawia się chwila słabości, nie mam siły, do oczu cisną się łzy, serce ogarnia ból i ta....tęsknota..I tak w kółko jak na górskiej kolejce.. Na dole pojawia się jego obraz, na którym wtula mnie w siebie i mówi"kocham cię moje maleństwo"...Na górze obraz jego kłamstw i wiecznego niezdecydowania.. Tak, to kolejka górska.. I kolejne pytanie kiedy się zatrzyma? Kiedy wreszcie będę mogła z niej wysiąść i usiąść na łódkę, która przyjemnie kołysa?...
Marzę o spokojnej nocy.. O zamknięciu oczu...Bez tego wszystkiego...
Lavida To co napiszę to banalne i oklepane ale czas, czas, i tylko czas jest naszym sprzymierzeńcem. Wiem, że nie ma granicy w ilości wylanych łez po których wszystko mija, ale wiem, że tą granicę możemy wytyczyć sobie same. I często bywa tak, że to nie przypływ siły stawia nas na nogi tylko właśnie jej brak. Brak żeby walczyć, myśleć, tęsknić...
Masz córkę, bezwarunkową miłość. Dbaj o nią a los na pewno się do Was uśmiechnie.
Droga mirello..Cytat który umieściłaś przy swoim opisie jest jakby o mnie... Wyobraź sobie, że pracuję, dużo jeżdżę i spotykam się z różnymi ludźmi..Pomagam im w rozwiązywaniu problemów, załatwiam wiele rzeczy ( dot. handlu)... Przed nimi nie mam prawa pokazać swojej słabości..To oni wylewają do mnie swoje żale..A ja muszę się uśmiechać.. Jestem zodiakalnym bliźniakiem.. I chyba nie tylko zodiakalnym... Jest nas dwie..Ta na zewnątrz, w pracy- ładna, zadbana, uśmiechnięta, z dobrym słowem...I ta wewnątrz- rozbita, zmęczona, z bólem, tęsknotą i miłością...Dopiero kiedy wracam do domu, kiedy moja córeczka zasypia i zostaje sama znika postać tej pierwszej i jest tylko ta druga...Te chwile są straszne i wręcz okrutne... Tak jak w tym cytacie...
Mirello-czas,czas...To pewno prawda, bo czas nie takie rany leczył...Niech już mija ten czas..Jestem szczerze zmęczona... Wykańcza mnie to wszystko...
I znowu weekend..Nie nawidzę ich... Zbyt dużo wolnego czasu na myślenie...Na wspomnienia...
Boję się tej samotności. Siedzę sama, płaczę, i jest mi tak cholernie źle że aż boję się własnych myśli...
Doskonale Cię rozumiem mirello..To samo jest we mnie...
"Świat wypadł mi z moich rąk..." dzisiaj chciałabym umrzeć z miłości. Tak mi cholernie smutno.
Dlaczego uczucia muszą boleć??
Dziewczyny każdą osobę po rozstaniu dopadają chwile zwątpienia, też mam ich mnóstwo. Wiem, że to banalne co teraz napisze ale czas i wiara, ze wszystko się ułozy to dwie najwazniejsze rzeczy. Życz Wam i sobie szczęsliwych poranków i spokojnych niocy:)
"Myślę sobie, że
Ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się
Urośnie kilka drzew
Niedojedzony chleb
W ustach zdąży się rozpłynąć
A niedopity rum
Rozgrzeje jeszcze krew.
Zimny poniedziałek
Gorącą stanie się niedzielą
To co nie pozmywane
Samo zmyje się
Nieśmiały dotąd głos
Odezwie się jak dzwon w kościele
A tego czego mało
Nie będzie wcale mniej...
Choć mało rozumiem
A dzwony fałszywe
Coś mówi mi, że
Jeszcze wszystko będzie możliwe"
Piękny wiersz... póki co taki nierealny...
Dla mnie tez wszystko wydaje się teraz nieralne, ludzie mi mówi wszystko się ułoży, pokochasz kogos równie mocno... chciałabym w to wierzyć ale nie potrafie. Myśli dotyczące przyszłości ograniczam do kilku najblizszych dni bo co dzień zasakuje mnie teraźniejszość. Siedze na emocjonalnej hustawce...śmieje się a potem za chwile płacze, tęsknie a za chwile przeklinam w myslach to co było. Nawet te ciepłe promienie słońca nie dają mi radości, są takie puste... Cały świat wydaje się pusty chociaż każdego dnia walcze ze sobą - o siebie. Czasami bywają dni, w których wszytsko jest łatwe, sa chwile w których usmiecham się do siebie, są noce w kótych on mi sie juz nie śni. Ale to wszytsko jeszcze siedzi we mnie, boje się, że kiedyś wybuchnie.
. Cały świat wydaje się pusty chociaż każdego dnia walcze ze sobą - o siebie. Czasami bywają dni, w których wszytsko jest łatwe, sa chwile w których usmiecham się do siebie, są noce w kótych on mi sie juz nie śni. Ale to wszytsko jeszcze siedzi we mnie, boje się, że kiedyś wybuchnie.
Ja też walczę ale mam coraz mniej sił. Czuję że umarłam za życia...
http://www.youtube.com/watch?v=kfLB77VQoNI
Zadna z Was nie umarła i nie umrze. a to doswiadczenie spowoduje ze bedziecie silniejsze.
Wiem co mowie.
Mnie swego czasu tez swiat sie zawalil, wszytskie plany, marzenia runely w gruzach. jeszcze dobrze nie poczulam smaku bycia zona, pozniej matka, kiedy to po narodzinach dziecka okazalo sie ze moj maz mnie zdradzal od miesiecy, a slub to jedno wielkie przedstawienie. Zrobil cyrk z naszego malzenstwa a ja jako klaun gralam głóna role. Do dzis trudno mi w to wszytsko uwierzyc i przyjac do wiadomosci. Dalam sobie czas, az dojrzalam do decyzji rozwodu, bo z klamca, zdrajca i oszustem nie chce miec nic wspolnego, a juz na pewno nie pozwole mu sie zranic i robic ze mnie posmiewiska.
Bedzie dobrze, byc moze trudno wam teraz w to uwierzyc ale tak bedzie. Z dnia na dzien bedzie coraz lepiej, same zobaczycie to kwestia czasu, ktorego potzrebujecie.
U mnie juz jest lepiej, a dobry rok wegetowalam i wiem ze bedzie jeszcze lepiej i bede szczesliwa, tak szczesliwa jak zawsze chcialam byc ![]()
Sa ludzie ktorzy maja gorzej i zyja wiec w imie czego ja mialam sie dac stlamsic czlowiekowi ktorego mocno kochalam ale ranil jak nikt i rani nadal, na szczescie juz niedlugo i formalnie sie od niego uwolnie.
Odliczam dni.
bałałajka Strasznie utożsamiam się z postami które piszą kobiety takie jak Ty, skrzywdzone przez męża, wychowujące samotnie dzieci. Może to głupie i nie na miejscu, ale gdy to czytam zdaję sobie sprawę że mój przypadek jest jedynie pstryczkiem w nos, kiedy Wy, zdradzane żony dostajecie kopa od życia. Ja wiem że kiedyś znowu zaświeci słońce i będę umiała docenić jego piękno, wiem że noce nie będą już takie straszne, wierzę że jeszcze się zakocham... Ale jeszcze nie teraz. Uczę się żyć z sobą, ze swoimi słabościami, wadami, ze swoim bólem. Przede mną najtrudniejsza szkoła życia.
Dla mnie tez wszystko wydaje się teraz nieralne, ludzie mi mówi wszystko się ułoży, pokochasz kogos równie mocno... chciałabym w to wierzyć ale nie potrafie. Myśli dotyczące przyszłości ograniczam do kilku najblizszych dni bo co dzień zasakuje mnie teraźniejszość. Siedze na emocjonalnej hustawce...śmieje się a potem za chwile płacze, tęsknie a za chwile przeklinam w myslach to co było. Nawet te ciepłe promienie słońca nie dają mi radości, są takie puste... Cały świat wydaje się pusty chociaż każdego dnia walcze ze sobą - o siebie. Czasami bywają dni, w których wszytsko jest łatwe, sa chwile w których usmiecham się do siebie, są noce w kótych on mi sie juz nie śni. Ale to wszytsko jeszcze siedzi we mnie, boje się, że kiedyś wybuchnie.
Mam tak samo, a jestem już ponad pół roku po rozstaniu. Kiedyś byłam taka uporządkowana, wiedziałam czego chcę, miałam plany, marzenia,chęci, a teraz? Łapię się sama na tym, że zapominam o różnych rzeczach, gubię je, nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość, nie mam marzeń, na mężczyzn patrzę obojętnym wzrokiem, lub nawet z obrzydzeniem. Jestem już inną osobą, moja psychika całkowicie zmieniła się
mirella---> mam 30 lat a poprzez doswiadczenia zyciowe czyje sie co najmniej na 50-latke, nie ujmujac zadnej z nich.
Tak oto cala ta sytuacja ktora ciagnie sie prawie 2 lata, wplynela na mnie, na moj stan psychiczny.
I nie ma slow na opisanie tego co kazda z nas przezywa, jak sie z tym czuje, jak to na nia oddzialowuje.
Kazda przechodzi to inaczej ale jedno mamy wspolne, jest nam zle i ciezko...
Cala ta bezradnosc, zal, smutek, nienawisc itp itd to proces ktory jest w nas a najgorsza jest walka z wspomnieniami.
I mimo decyzji ktora podjelam zlozeniem pozwu nie raz poplakuje w ciemnym pokoju kiedy mala juz spi i zadaje sobie pytanie czemu mnie sie to przytrafilo i dlaczego to wlasnie mnie spotkalo? I byc moze nie powinnam takich pytan zadawac bo dlaczego mialoby cos podobnego spotkac inna kobiete anizeli mnie, ale moze to wlasnie ja, doswiadczylam tego bo wiadome bylo ze sobie z tym wszytskim poradze i dzieki temu bede silniejsza i przy mezu nie zaznalabym tego co moze zaznam przy kims innym, nigdy nic nie wiadomo, jedno jest pewne nic nie dzieje sie bez przyczyny.
Bynajmniej ja mam takie zdanie na ten temat.
Też miałam problem z tym moim bałaganem w życiu, gdzieś zniknął mój uporządkowany świat, kiedyś wszystko miało swoje miejsce, każde działanie dążyło do jakiegoś celu, były marzenia które prysły wraz z nim. Dziś patrze inaczej na świat, marzenia się zmieniły a moim życiem rządzi teraz bardziej przypadek niz uporządkowanie .Wszechobecna jest spontaniczność, która daje mi energię do działania. Tak naprawdę zmieniło się wszytko, bo ja musiałam sie zmienić. Faceci mnie nie odstraszają, nie patrze na wszystkich obojętnie bo staram się nie wrzucać wszystkich do jednego worku ale panicznie boje się zaangażowania.
Wiecie dziewczyny..Najgorsze w chwili obecnej jest to, że wybaczyłam mu w środku... Czas działa na mnie w ten sposób...Każdego dnia tęsknię za nim bardziej... Nie umiem o nim zapomnieć.. Tym bardziej że on nie daje o sobie zapomnieć......
Przez moment wydawało mi się ze rozmowa z Ta kobietą pomoże... Niestety... Wciąż o nim myślę...Wciąż analizuje, wciąż się zastanawiam... I co gorsze- usprawiedliwiam go...
Dotąd myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach..Jeszcze dosyć banalnych.. To nie film..To moje życie. które teraz jest wielką stertą niepoukładanych rzeczy... Tak jak pisałyście- to bałagan...
Cierpimy bo kochamy?... Zupełna zagadka... Pytanie bez odpowiedzi...Beznadziejnie...
Lavida Jeśli zaczynamy tęsknić to jesteśmy w następnym etapie rozstania. Pierwszym jest złość, niedowierzanie, nienawiść. Drugim szukanie winy w sobie. Potem tęsknota i usprawiedliwianie jego zachowania. Niestety w tym etapie strasznie łatwo się złamać, tym bardziej, jeśli On nie daje o sobie zapomnieć.
Rozmowa z kobietą na pewno ci pomogła, jestem pewna że dzięki niej otworzyłaś oczy, przemyślałaś, przeanalizowałaś, tylko na razie nie dociera do Ciebie żaden argument rozstania. Miłość przysłania wszystko co złe, ale zobaczysz, że czas zweryfikuje każdy element tego związku i zrozumiesz wszystko.
Wiem, tak trudno to wszystko wdrożyć w życie ale musimy żyć.
Droga mirello... Dostałam dziś od niego wiadomość " bardzo cie kocham, choć wiem ze byłoby łatwiej gdyby tak nie było...". Zadrżałam... Poczułam się jak gromem rażona... Kocha czy kłamie? A może kłamie bo kocha? Mirello- mnóstwo pytań.. Zero odpowiedzi...
Nie zareagowałam... Milczę do tej pory...
Ale uwierz, jest ciężko....
Nie można iść jednocześnie dwiema drogami. Czy skrzywdziłabyś kogoś kogo kochasz? Czy postąpiłabyś tak samo jak On? Jeśli naprawdę kochasz to oddajesz mu się w 100%, nie kalkulujesz, nie robisz rachunków zysków i strat. Wiem, że czasem człowiek nie wie co ma dopóki tego nie straci, ale nie w taki perfidny sposób.
A może kłamie bo kocha?
Dla mnie jedno wyklucza drugie. Raczej kłamie się, bo się NIE kocha.
Dobrze zrobiłaś, nie odpisuj mu. Szanuj swoje uczucia bo On tego nie robi.