Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko.. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 do 120 z 146 ]

61

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
memo331 napisał/a:

Zgadzam się z Dayzee, że zdrada to oszustwo, a zarówno zdradzani jak i kochankowie są naiwni.

A czy ci co zdradzają nie są naiwni myśląc, że nic się nie wyda, że są sprytniejsi od wszystkich dokoła i że bezkarnie mogą zjeść ciastko i mieć ciastko?
To, jacy są żałości widać doskonale wtedy, jak wszystko się wyda i próbują za wszelką cenę ratować swoje 4 litery.
A już szczytem wszystkiego jest zostawanie przy rodzinie i zgrywanie ofiary, jak to się wielce poświęca cierpiąc męki po skończonym romansie.

Zobacz podobne tematy :

62

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:

A czy ci co zdradzają nie są naiwni myśląc, że nic się nie wyda, że są sprytniejsi od wszystkich dokoła i że bezkarnie mogą zjeść ciastko i mieć ciastko?
To, jacy są żałości widać doskonale wtedy, jak wszystko się wyda i próbują za wszelką cenę ratować swoje 4 litery.
A już szczytem wszystkiego jest zostawanie przy rodzinie i zgrywanie ofiary, jak to się wielce poświęca cierpiąc męki po skończonym romansie.

A to już inna para kaloszy , że się tak wyrażę. Skupiłam się na zależności żona/kochanka. W rolę ofiary Roxann najczęściej wbijamy ich sami. Zdradzona żona obwini kochankę ( co jej męża opętała, franca jedna) kochanka żonę ( zła kobieta to była co Misia skrzywdziła) smile. I ściąga się odpowiedzialność z ramion tegoż Misia smile Zamiast realnej oceny sytuacji, robimy jakieś umysłowe sztuczki. Sami bronimy tego "pogubiłem się" bo to jest dla nas świetne kłamstwo, którym następnie tłumaczymy niemoc w podejmowaniu decyzji.  Umówmy się. Jeśli chce się relacji z oszustem, po którejkolwiek stronie by się nie było, to na pewnym etapie trzeba być gotowym na jedno: ściemę.

Statek w porcie jest bezpieczny, ale nie po to buduje się statki

63 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-13 09:45:39)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Btw, tak się zastanawiam ile kobiet piszących o tym, że facet powinien szczerze się przyznać i to jeszcze przed zdradą, postawionych w takiej sytuacji wiedziałoby co zrobić.
Załóżmy przykładowo taką sytuację: mamy dobry związek/małżeństwo, dogadujemy się, fajnie nam się spędza czas, seks też ok, tylko jakby potrzeby na tym tle zaczynają rozmijać - facet chce coraz więcej lub czegoś nowego, natomiast kobiecie jest dobrze tak jak jest i nie w głowie jej "fikanie". Facet namawia czy próbuje rozmawiać raz, drugi, trzeci ale kobieta twierdzi, że nie ma (aż) takich potrzeb, że to i tamto jej w ogóle nie kręci i w zasadzie to on wymyśla i/lub jest "zboczony".
Jestem ciekawa, co by kobiety odpowiedziały i czy potraktowałyby poważnie słowa: "ok, nie to nie, to pójdę/poszukam tego gdzieś indziej". Podejrzewam, że co najmniej 70% odpowiedziało by "to idź, powodzenia"! Może na odchodne dodałyby "ale już nie wracaj";)
Tylko to przecież nie załatwia sprawy...
Oczywiście sytuację można też odwrócić i/lub odnieść do innego problemu.

64

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Myślę, że podobne rozważania można przenieść nie tylko na środowisko żon. Ile kochanek zdecydowałoby się na romans, gdyby na samym początku koleś uczciwie postawił sprawę tak: pewnie będę miał z tobą świetny seks, porozumienie dusz i ogólnie wszystkie sfery niebieskie. Ale żony nie zostawię bo: nie jest w sumie ani taka zła, ani taka brzydka, ani sex nie jest taki zły, tylko nudno. To co, dogadani? smile Pewnie niejedna nazwałaby typa prawdziwym imieniem i wysłała w siną dal .Ale my chcemy się oszukiwać. I walczyć, która ważniejsza smile Kochanka chce być ważniejsza niż żona, żona niż kochanka. A tu paradoks taki. Że bardzo chcemy być najważniejsze, a stawiamy nad sobą drugiego człowieka.

Statek w porcie jest bezpieczny, ale nie po to buduje się statki

65 Ostatnio edytowany przez Ebeti (2021-09-13 10:24:36)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
memo331 napisał/a:

A tu paradoks taki. Że bardzo chcemy być najważniejsze, a stawiamy nad sobą drugiego człowieka.

Jakie to mądre i prawdziwe. Do zapamiętania. I zmiany.

Odpowiadając na pytanie w temacie:
15 lat małżeństwa, dwójka dzieci. Jestem atrakcyjną, energiczną kobietą, z pasjami, niedawno też skończyłam studia, spełniałam swoje marzenie, nie zaniedbując ani związku ani rodziny. Randki, kolacyjki, wyjazdu weekendowe we dwoje, wakacje, koncerty, sprawianie sobie niespodzianek - i wydawało mi się że jestem szczęśliwa, spełniona. Pracowaliśmy nad związkiem, dużo fajnego wypracowaliśmy przez lata, tak o tym wtedy myślałam - nie przypuszczałam tylko, że mąż wypracował sobie na boku drugą relację...
Nie potrafię teraz nawet myśleć o tym czasie (niemałym) kiedy ja myślałam, że wszystko jest ok. Czy to moje urojenie było, czy co.

66 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-13 10:24:20)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Memo, nie wiem dlaczego tak jest ale przecież w obecnych czasach, kiedy relacje fwb są coraz bardziej popularne, kobiety są w coraz gorszym położeniu. No bo umówmy się, że takie układy są atrakcyjne i korzystne głównie dla facetów, którzy nie chcą związków, tylko darmowy seks. Kobiety się na to godzą bo często nie mają wyjścia i/lub wierzą, że to może być droga lub wstęp do "normalnego" związku. Inne tłumaczą sobie, że mają przez to chociaż namiastkę bliskości i seks. Czym się to różni od takiego romansu poza tym, że któraś ze stron jest w stałym związku?
Jeśli ktoś się godzi na relacje fwb, to raczej nie będzie miał problemu z wejściem w romans. W końcu zasady są proste i jasne. Teoretycznie to czy ktoś z kimś jest czy nie nie powinno 2 osobę interesować.
Inna sprawa, że niektórzy wierzą, że taki układ może przerodzić się w coś więcej. Bo tak jak żona/partnerka, tak i kochanka jest przekonana, że jak kocha, to nie zdradza. Taki paradoks, że zdrajcy najczęściej kochankę zdradzają żoną, a żonę z kochaną, a to automatycznie oznacza, że nie kocha i nie szanuje żadnej z nich.

67

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
memo331 napisał/a:

Myślę, że podobne rozważania można przenieść nie tylko na środowisko żon. Ile kochanek zdecydowałoby się na romans, gdyby na samym początku koleś uczciwie postawił sprawę tak: pewnie będę miał z tobą świetny seks, porozumienie dusz i ogólnie wszystkie sfery niebieskie. Ale żony nie zostawię bo: nie jest w sumie ani taka zła, ani taka brzydka, ani sex nie jest taki zły, tylko nudno. To co, dogadani? smile Pewnie niejedna nazwałaby typa prawdziwym imieniem i wysłała w siną dal .Ale my chcemy się oszukiwać. I walczyć, która ważniejsza smile Kochanka chce być ważniejsza niż żona, żona niż kochanka. A tu paradoks taki. Że bardzo chcemy być najważniejsze, a stawiamy nad sobą drugiego człowieka.

No i właśnie.  Chcemy być najważniejsze.  To chyba nie najgorsza potrzeba (o ile nie wiąże się to z krzywdzeniem kogokolwiek). Zatem jeśli mamy zdrowe poczucie własnej wartości, to rola kochanki (znowu odrzucam przypadki układów seksualnych) będzie dla nas zbyt przykra i żałosna, żeby w nią wejść. No bo co takiego ma kochanka? Nic. Trochę seksu, jakieś teksty o "braterstwie dusz". Jak się trafi kochanek z kasą i gestem, to może jakiś prezent,  ale w d... mam taki prezent. Mam swoje pieniądze,  mogę sobie prezenty kupować.
Zdradzona osoba, po wydaniu się zdrady goni zdrajcę na 4 wiatry. Nie wiedziałabym już kiedy mąż mi mówi prawdę, a kiedy ściemnia.  Jak tworzyć związek, kiedy brak zaufania? A jak widać, bardzo często nie goni. Trzyma za ręce i nogi.

Chcemy wierzyć w ściemy, bo przyznanie się przed  samymi sobą, że to w co chcemy wierzyć jest ściemą, obnaży prawdę o nas samych.
Kochanka może odkryć,że nie jest znowu taka super, skoro godzi się na bycie kimś gorszym. Skoro bierze udział w oszustwie. Więc wciska sobie kity, że czeka, bo kocha. Ratuje, bo kocha. Szkoda, że siebie nie kocha, nie byłaby wtedy kochanką.

Zdradzona - że skoro pozwala zdrajcy wrócić, to też godzi się na byle co. Na to, że zdrajca, mówiąc brzydko nas.ał na jej uczucie, na ich związek,  a ona chce, by on dalej był.
Zdradzony, że oszukuje,  bo jest oszustem i nic go nie tłumaczy - ani rzekomo wredna żona,  ani kwilące dzieciaczki. Nie ceni kobiety, z  którą założył rodzinę, skoro ją oszukuje, a i kochankę ma w dupie. Nie Zocha, to Krycha. A jak nie Krycha to inna jakaś.

A my przecież lubimy myśleć o sobie dobrze

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

68

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:

Teoretycznie to czy ktoś z kimś jest czy nie nie powinno 2 osobę interesować.

Dlaczego nie powinno interesować? Mógłbym się zgodzić, gdyby po drugiej stronie była tylko para, mężczyzna i kobieta. Jednak, gdy są jeszcze dzieci, kochanek/kochanka jak najbardziej ma obowiązek nie wchodzić w taką relację.

Nie możemy rozbijać rodzin, nigdy nie powinno być na to żadnego przyzwolenia. Nie żyjemy w pojedynkę, w izolacji, a w społeczeństwie. I tylko od nas zależy jaki jest świat wokół nas. "Ludzie ludziom zgotowali ten los".

Decydując się na romans z osobą z dziećmi, możemy doprowadzić do rozbicia rodziny i wyrządzić tym dzieciakom ogromną krzywdę. Skrzywimy ich, a one w konsekwencji skrzywdzą inne osoby oraz swoje dzieci i tak bez końca. Może i można bawić się w stopniowanie winy i ta osoba, mająca rodzinę, znająca sytuację lepiej, do tego oszukująca kochankę/kochanka, jest w tej sytuacji bardziej winna. Ale w romansie winne są obie strony tego romansu.

Zasada jest bardzo prosta. Jesteś zajęty/zajęta, nie pozwalam sobie na romantyczną relację z Tobą. Nie ma co komplikować prostych sytuacji.

Oczywiście w życiu często jest łatwiej powiedzieć, niż zrobić, dlatego "tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono". Jednakże patrząc na chłodno, z dystansu, sytuacja jest naprawdę prosta.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

69 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-09-13 10:49:37)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Na początek cytat z wątku

https://www.netkobiety.pl/viewtopic.php … 4#p3774755

Mam koleżankę [X], która "działa" na tinderze od dłuższego czasu i idzie na ilość smile Jak słyszę jej opowieści to jestem załamana smile Trafia na facetów szukających sexu, zazwyczaj żonatych (a chce znaleźć kogoś na stałe), jak ją ostatnio zapytałam po co się z nimi spotyka, to stwierdziła, ze z braku laku woli to, niż nic, przynajmniej będzie sex smile smile
...
Moja wspomniana koleżanka, też nie umawia się na sex od razu, trochę korespondencji jest, potem kawa/wino zapoznawcze, czasami obiad/kolacja.

Otóż ta "koleżanka X" realizuje swój plan... umawia się z kimś, bo chce się z nim spotkać, aby miło spędzić czas. Na końcu: "przynajmniej będzie sex". Prawdopodobnie żaden z tych żonatych nie nawija jej makaronu na uszy, bo nie musi, bo umawiają się jak w poście memo331:


memo331 napisał/a:

Ile kochanek zdecydowałoby się na romans, gdyby na samym początku koleś uczciwie postawił sprawę tak: pewnie będę miał z tobą świetny seks, porozumienie dusz i ogólnie wszystkie sfery niebieskie. Ale żony nie zostawię bo: ........... To co, dogadani? smile

Ile kochanek by się zdecydowało? Tyle ile jest takich, dla których spotkania z kimś są cenne dla jej poczucia szczęścia. Bo inaczej by tego nie robiły. "Koleżanka X" realizuje swój plan, nie daje się skrzywdzić, robi to dla siebie.
Fragment "nie zostawię bo ..." następujący po słowie "bo" jest nieistotny dla kochanki, dla "koleżanki X" -- co ją to interesuje... Przecież wiadomo, że on od żony nie odejdzie, a pewnie jej hobby nie polega na wysłuchiwaniu problemów w obcych małżeństwach.

Twierdzenie, że mąż, aby mieć kochankę musi oczerniać żonę jest nieuzasadnione. To jakiś stereotyp.


Pewnie niejedna nazwałaby typa prawdziwym imieniem i wysłała w siną dal

Niejedna by wysłała w siną dal, a niejedna by się z nim spotykała. Dobrali się w takich samych uzupełniających szczęście potrzebach. On nie ma super małżeństwa, a ona ("koleżanka X") nawet nie ma męża. On nie odejdzie od żony, a ona jak znajdzie męża, to pewnie nie będzie taki super jak w marzeniach. Szarość życia.


Ale my chcemy się oszukiwać. I walczyć, która ważniejsza smile Kochanka chce być ważniejsza niż żona, żona niż kochanka.

Mistrz zapytany co by zrobił, gdyby ktoś wyprowadził w jego stronę cios, powiedział "że najlepiej tam nie być". Lepiej nie być w miejscu gdzie się walczy, gdzie jedna kobieta chce być ważniejsza od drugiej. Lepiej nie walczyć.



Roxann napisał/a:

Memo, nie wiem dlaczego tak jest ale przecież w obecnych czasach, kiedy relacje fwb są coraz bardziej popularne, kobiety są w coraz gorszym położeniu. No bo umówmy się, że takie układy są atrakcyjne i korzystne głównie dla facetów, którzy nie chcą związków, tylko darmowy seks. Kobiety się na to godzą bo często nie mają wyjścia i/lub wierzą, że to może być droga lub wstęp do "normalnego" związku. Inne tłumaczą sobie, że mają przez to chociaż namiastkę bliskości i seks.

Przykład "koleżanki X" dowodzi, że ta teoria jest nieprawdziwa.
"Namiastka bliskości i seks" -- to nie namiastka.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

70

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Gary napisał/a:

Przykład "koleżanki X" dowodzi, że ta teoria jest nieprawdziwa.
"Namiastka bliskości i seks" -- to nie namiastka.

Gary, obyś się mylił...

71

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
merle napisał/a:
Roxann napisał/a:

Teoretycznie to czy ktoś z kimś jest czy nie nie powinno 2 osobę interesować.

Dlaczego nie powinno interesować? Mógłbym się zgodzić, gdyby po drugiej stronie była tylko para, mężczyzna i kobieta. Jednak, gdy są jeszcze dzieci, kochanek/kochanka jak najbardziej ma obowiązek nie wchodzić w taką relację.
(...)
Zasada jest bardzo prosta. Jesteś zajęty/zajęta, nie pozwalam sobie na romantyczną relację z Tobą. Nie ma co komplikować prostych sytuacji.

Oczywiście w życiu często jest łatwiej powiedzieć, niż zrobić, dlatego "tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono". Jednakże patrząc na chłodno, z dystansu, sytuacja jest naprawdę prosta.

Ale ja tu mówię o układach lub jasnych deklaracjach, że "tylko" seks i nic więcej bo... lub nawet bez tłumaczeń dlaczego.
Mówię to w kontekście rosnącej popularności relacji fwb, w której teoretycznie każdy może robić co chce i nie mieć oczekiwań na nic więcej. To czy ktoś wchodzi w takie relacje mając stałego partnera i/lub dzieci, to jego sprawa, czyż nie? Zakładanie, że osoba trzecia, która w jakiś sposób też z tego układu korzysta będzie nagle "adwokatem diabła" jest równie naiwne, jak wierzenie w słowa zdrajcy.
Jeszcze wrócę do przykładu Pain (sorry, ale w sumie wszyscy chyba go tu kojarzymy), gdzie i facet i kobieta byli świadomi swoich drugich połówek, a mimo to weszli w romans. Tak jak pisałam wyżej, jestem przekonana, że gdyby się nie wydało, Pain nadal żyłaby w nieświadomości, że coś w jej małżeństwie nie tak, a tamta kobieta pewnie już by była "szczęśliwą" mężatką.

72

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
merle napisał/a:
Roxann napisał/a:

Teoretycznie to czy ktoś z kimś jest czy nie nie powinno 2 osobę interesować.

Dlaczego nie powinno interesować? Mógłbym się zgodzić, gdyby po drugiej stronie była tylko para, mężczyzna i kobieta. Jednak, gdy są jeszcze dzieci, kochanek/kochanka jak najbardziej ma obowiązek nie wchodzić w taką relację.

Nie możemy rozbijać rodzin, nigdy nie powinno być na to żadnego przyzwolenia. Nie żyjemy w pojedynkę, w izolacji, a w społeczeństwie. I tylko od nas zależy jaki jest świat wokół nas. "Ludzie ludziom zgotowali ten los".

Decydując się na romans z osobą z dziećmi, możemy doprowadzić do rozbicia rodziny i wyrządzić tym dzieciakom ogromną krzywdę. Skrzywimy ich, a one w konsekwencji skrzywdzą inne osoby oraz swoje dzieci i tak bez końca. Może i można bawić się w stopniowanie winy i ta osoba, mająca rodzinę, znająca sytuację lepiej, do tego oszukująca kochankę/kochanka, jest w tej sytuacji bardziej winna. Ale w romansie winne są obie strony tego romansu.

Zasada jest bardzo prosta. Jesteś zajęty/zajęta, nie pozwalam sobie na romantyczną relację z Tobą. Nie ma co komplikować prostych sytuacji.

Oczywiście w życiu często jest łatwiej powiedzieć, niż zrobić, dlatego "tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono". Jednakże patrząc na chłodno, z dystansu, sytuacja jest naprawdę prosta.


Już nie przesadzaj, ok? O swoich dzieciach powinni myśleć przede wszystkim rodzice. Czyli to zdradzacz/zdradzaczka ma se dać siana z romansami jeśli mu/jej leży na sercu dobro związku i dzieci,a nie osoba z zewnątrz.

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

73

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Dayzee napisał/a:

Już nie przesadzaj, ok? O swoich dzieciach powinni myśleć przede wszystkim rodzice. Czyli to zdradzacz/zdradzaczka ma se dać siana z romansami jeśli mu/jej leży na sercu dobro związku i dzieci,a nie osoba z zewnątrz.

Sorry, mam tendencję do rozpisywania się, ale chodzi mi o ten kawałek: "Zasada jest bardzo prosta. Jesteś zajęty/zajęta, nie pozwalam sobie na romantyczną relację z Tobą."

Można go uzasadnić na wiele sposobów, ale jeśli ludzie trzymali by się takiej prostej zasady, ile wątków tutaj w ogóle by nie powstało?

Jest Ci źle, zakończ jedna relację, ułóż sobie życie, potem pogadamy. Do tanga trzeba dwojga i nie wybielajmy kochanek/kochanków jakby oni wcale też nie grali w tę grę i nie wciskali różnych kitów tym zajętym osobom.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

74

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Gary napisał/a:
Roxann napisał/a:

Memo, nie wiem dlaczego tak jest ale przecież w obecnych czasach, kiedy relacje fwb są coraz bardziej popularne, kobiety są w coraz gorszym położeniu. No bo umówmy się, że takie układy są atrakcyjne i korzystne głównie dla facetów, którzy nie chcą związków, tylko darmowy seks. Kobiety się na to godzą bo często nie mają wyjścia i/lub wierzą, że to może być droga lub wstęp do "normalnego" związku. Inne tłumaczą sobie, że mają przez to chociaż namiastkę bliskości i seks.

Przykład "koleżanki X" dowodzi, że ta teoria jest nieprawdziwa.
"Namiastka bliskości i seks" -- to nie namiastka.

Gary, "koleżanka X", to tylko jeden typ kobiet, bynajmniej nie reprezentatywny. Pewnie kojarzysz wątek w którym padło pytanie o stosunek czy też doświadczenia kobiet w relacjach fwb czy też ons. Zdecydowana większość stwierdziła, że nigdy by w coś takiego nie weszła bo więcej jest w tym "-" czy zagrożeń niż "+". Kobiety z podejściem jak opisana przez Ciebie "koleżanka X", spokojnie mogłyby na tym zarabiać. Nie mają hamulców, strachu/obaw przed takimi kontaktami z nieznajomymi. Myślę, że jednak zdecydowana większość kobiet by miała. Dlatego nawet jeśli wchodzą w luźne relacje to raczej z nadzieją, że przerodzi się ona w coś więcej. Natomiast jeśli rzeczywiście tylko o seks chodzi, to szybciej zrobią to z kimś, kogo znają i komu ufają (a do (nie)stety pasuje jakiś kolega z pracy, nawet zajęty/żonaty).

75

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
merle napisał/a:
Dayzee napisał/a:

Już nie przesadzaj, ok? O swoich dzieciach powinni myśleć przede wszystkim rodzice. Czyli to zdradzacz/zdradzaczka ma se dać siana z romansami jeśli mu/jej leży na sercu dobro związku i dzieci,a nie osoba z zewnątrz.

Sorry, mam tendencję do rozpisywania się, ale chodzi mi o ten kawałek: "Zasada jest bardzo prosta. Jesteś zajęty/zajęta, nie pozwalam sobie na romantyczną relację z Tobą."

Można go uzasadnić na wiele sposobów, ale jeśli ludzie trzymali by się takiej prostej zasady, ile wątków tutaj w ogóle by nie powstało?

Jest Ci źle, zakończ jedna relację, ułóż sobie życie, potem pogadamy. Do tanga trzeba dwojga i nie wybielajmy kochanek/kochanków jakby oni wcale też nie grali w tę grę i nie wciskali różnych kitów tym zajętym osobom.

Sorry, ale kity raczej wciskają "uciśnieni" małżonkowie - wszak to oni za wszelką cenę chcą mieć ciastko (mąż/żona, wspólne życie) i zeżreć ciastko (kochanka/ek na ekscytujący seks na boku) a że na układ FwB niewielu się skusi, raczej kochanka/kochanek ma nadzieję na to,  że jednak żonaty/mężatka zobaczy ich "lepszość" (ach to braterstwo dusz, och to porozumienie bez słów i seks jak z herlequina). No z jakiegoś powodu chcą wierzyć w te ściemy.  Po czasie, jak romans się ciągnie i wygląda jakby się oglądało wciąż ten sam odcinek "Mody na sukces" i zauroczenie zaczyna zdychać te ściemy do nich docierają i romans sie kończy.
Zaś chyba niewielu małżonków wchodzi w romanse by zacząć z kochanką/kochankiem nowe życie? Tak sądzę.

Zgadzam się, że nieudane związki nalezy kończyć i dopiero wtedy zaczynać cos nowego. Nie wymagałabym jednak od kochanki troski o moje dzieci. O nie powinnam się troszczyć ja i ich ojciec.

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

76

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:

Gary, "koleżanka X", to tylko jeden typ kobiet, bynajmniej nie reprezentatywny. Pewnie kojarzysz wątek w którym padło pytanie o stosunek czy też doświadczenia kobiet w relacjach fwb czy też ons. Zdecydowana większość stwierdziła, że nigdy by w coś takiego nie weszła

Tak. Racja. Jest wiele historii.

"Koleżanka X" szuka kogoś na stałe, a romansuje dla spotkań, dla seksu.

Singielka w pracy zbliża się do żonatego kolegi. Kończy się to może rozwodem jak u PanisIsFinite.

Mężatka, która chce czegoś poza małżeństwem, nie chce się rozwodzić, ale przeżyć coś jeszcze innego z kimś innym.



"koleżanka X", spokojnie mogłyby na tym zarabiać.  ... Nie mają hamulców, strachu/obaw przed takimi kontaktami z nieznajomymi. ... jeśli wchodzą w luźne relacje to raczej z nadzieją, że przerodzi się ona w coś więcej. Natomiast jeśli rzeczywiście tylko o seks chodzi, to szybciej zrobią to z kimś, kogo znają i komu ufają (a do (nie)stety pasuje jakiś kolega z pracy, nawet zajęty/żonaty).

Różni ludzie, różne sytuacje życiowe, różne cele. Nawet trudno mi się do czegokolwiek odnieść, co jest dobre, a co złe. Każdy szuka szczęścia, różne drogi do szczęścia wybierają.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

77 Ostatnio edytowany przez zrzutekranu (2021-09-13 12:10:02)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

No ja się nie zgodzę, że kochanek/kochanka powinna jakiś reserch jeszcze robić. To zdradzacz ma zobowiązania. Ba, często kochanek/ka nie wie o obecności rodziny (albo udaje że nie wie).
Tak samo bawią mnie teksty o uwiedzeniu  biednego zdradzacza, pogubieniu. No brak słów, to jest DECYZJA zdradzacza. Że stawia na szali rodzinę, dla seksu, dla emocji, dla randkowania, dla ulotności pierwszych spotkań.
Co do relacji fwb - to jest po prostu znacznie łatwiejsze. I cóż, kobieta (bo tu Roxanne raczej kobiety wymienia) wie na co się piszę. To że zaklina rzeczywistość, marzy, naiwnie myśli - to już jej problem. Tu sytuacja jest jasna i klarowna. Zresztą, są kobiety i mężczyźni którzy po prostu nie nadają się na stałego partnera. Albo ktoś tej osoby nie chce. Ale relacje fwb? Czemu by nie, może być fajnie.
Nie lubię zrzucania odpowiedzialności za swoje czyny na innych. Zdrada to decyzja. Wejście w fbw to decyzja, to jasna relacja. I podejmując decyzję winnym jest być gotowym na poniesienie (często nieprzyjemnych) konsekwencji.
Zresztą Roxanne - ja nie jestem grupą reprezentacyjną, wiem o tym, ja jestem jakiś tam promil ludzia. Ale jak mówię dziewczynie wprost po randce jednej drugiej że nie widzę jej jako dziewczyny(mojej) bo coś tam a ona w to brnie dalej to kto tu jest "winny"?

78

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
zrzutekranu napisał/a:

Zresztą Roxanne - ja nie jestem grupą reprezentacyjną, wiem o tym, ja jestem jakiś tam promil ludzia. Ale jak mówię dziewczynie wprost po randce jednej drugiej że nie widzę jej jako dziewczyny(mojej) bo coś tam a ona w to brnie dalej to kto tu jest "winny"?

No wiadomo, że niby nie Ty.
Jednak jak dla mnie jest tu wiele analogii do romansu. Mimo, że dana osoba wie, że ta druga jest zajęta, pewnie na nic innego prócz takiego fwb nie ma co liczyć, ale i tak w to wchodzi. Dlaczego? Czy nie dla jakiejś namiastki bliskości i seksu?
Seks to nie jest jednak kawa na mieście, tylko bardzo ważna, intymna relacja, która choćby poprzez reakcje biologiczno-chemiczne powoduje, że nasze postrzeganie drugiej osoby się zmienia (wydzielają się hormony szczęścia, przywiązania itd.). Dlatego często nawet nie wiemy kiedy się zakochujemy i wtedy pojawia problem. Kolejny jest taki, że mamy w zwyczaju przenosić nasze odczucia na inne osoby, a wtedy w najmniejszym geście doszukujemy się tego potwierdzenia.
Ja wiem, że wiele osób traktuje seks jak sport, jednak wydaje mi się, że niewielu jest w stanie oddzielić go 100% od sfery emocjonalnej bo to zwyczajnie stoi w sprzeczności z naszą biologią. No ale tak jak są psychopaci czy ludzie nie mający empatii, tak pewnie i chodzą po tym świecie osoby dla których seks jest zwykłą prymitywną czynnością.

79

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

@Roxann / Dayzee / zrzutekranu,

Nie będę się kłócić, czy przekonywać Was za wszelką cenę. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Na romansie mojej żony nie skorzystał nikt dla mnie ważny (bo boczniak może i skorzystał) - ani ona, ani ja, ani nasze rodziny, a już na pewno nie dzieci.

Oczywiście ona nie musiała iść w ten romans. Gdyby nie poszła, nie byłoby problemu. Gdyby jednak facet, 50-letni dodam, o którym wiem, że ma przynajmniej jedno dziecko (więc powinien wiedzieć lepiej), też tego nie zrobił, romansu by nie było, a co za tym idzie nie byłoby totalnego rozpierdzielu w mojej rodzinie i wywrócenia nam życia do góry nogami.

Ktoś może powiedzieć, że gdyby ten gość się wycofał, żona pewnie za niedługo znalazłaby kogoś innego. Możliwe. Ale może by i nie znalazła, rzeczy między nami by się poprawiły i żylibyśmy razem do końca życia.

Dlatego nie zgodzę się, że odpowiedzialność jest tylko po jednej stronie. Zgoda na relacje fwb z kimś kto ma rodzinę, to zło (mocne określenie, ale czasem trzeba nazywać rzeczy po imieniu), nieważne jakie ustalenia poczyniły ze sobą strony. To sprawa zero-jedynkowa. Nie ma okoliczności łagodzących.

Gdybyście mieli za sobą takie doświadczenia, jak jak w ciągu ostaniego roku (ten sam punkt siedzenia), być może spojrzelibyście na tą sprawę nieco inaczej.

Tyle z mojej strony w temacie smile

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

80

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:
zrzutekranu napisał/a:

Zresztą Roxanne - ja nie jestem grupą reprezentacyjną, wiem o tym, ja jestem jakiś tam promil ludzia. Ale jak mówię dziewczynie wprost po randce jednej drugiej że nie widzę jej jako dziewczyny(mojej) bo coś tam a ona w to brnie dalej to kto tu jest "winny"?

No wiadomo, że niby nie Ty.
Jednak jak dla mnie jest tu wiele analogii do romansu. Mimo, że dana osoba wie, że ta druga jest zajęta, pewnie na nic innego prócz takiego fwb nie ma co liczyć, ale i tak w to wchodzi. Dlaczego? Czy nie dla jakiejś namiastki bliskości i seksu?
Seks to nie jest jednak kawa na mieście, tylko bardzo ważna, intymna relacja, która choćby poprzez reakcje biologiczno-chemiczne powoduje, że nasze postrzeganie drugiej osoby się zmienia (wydzielają się hormony szczęścia, przywiązania itd.). Dlatego często nawet nie wiemy kiedy się zakochujemy i wtedy pojawia problem. Kolejny jest taki, że mamy w zwyczaju przenosić nasze odczucia na inne osoby, a wtedy w najmniejszym geście doszukujemy się tego potwierdzenia.
Ja wiem, że wiele osób traktuje seks jak sport, jednak wydaje mi się, że niewielu jest w stanie oddzielić go 100% od sfery emocjonalnej bo to zwyczajnie stoi w sprzeczności z naszą biologią. No ale tak jak są psychopaci czy ludzie nie mający empatii, tak pewnie i chodzą po tym świecie osoby dla których seks jest zwykłą prymitywną czynnością.

Ogólnie to akurat z tym się zgadzam, bo sam tak mam. To nie tak, że jestem robotem i kiedyś wpieprzyłem się (dwa razy) w takie bagno. Tylko to była tylko i wyłącznie moja odpowiedzialność. Ja UDAŁEM przed sobą, że nie widzę, że te kobiety będą marnymi partnerkami, że są toksyczne ogólnie.
Dlatego nie należy rezygnować z logiki, rozsądku. Coś zaczyna się dziać w takiej relacji - wymiksować się dla własnego dobra i spalić most najlepiej. Dlatego też długie relacje fbw nie, tak samo jakieś tam pisanie słodkie pierdzenie sobie. Konkrety. Bo mógłbym się zaangażować w coś co nie ma przyszłości (bo skoro jej nawet nie rozpatruje jako partnerki związkowej, a tylko seksualną, to coś jest na rzeczy).
Śliski temat generalnie, ryzykowne zabawy. Dla dorosłych, świadomych ludzi.
Ale sama na pewno zauważyłaś chociażby bo wątkach rozterkowo tinderowych kobietowych po 40stce że partnerkę czy partnera do związku cholernie trudno czasem znaleźć, a takich do relacji bez zobowiązań jest (pewnie przez pewne trendy ale to inny temat) na pęczki.

81

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
merle napisał/a:

@Roxann / Dayzee / zrzutekranu,

Nie będę się kłócić, czy przekonywać Was za wszelką cenę. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Na romansie mojej żony nie skorzystał nikt dla mnie ważny (bo boczniak może i skorzystał) - ani ona, ani ja, ani nasze rodziny, a już na pewno nie dzieci.

Oczywiście ona nie musiała iść w ten romans. Gdyby nie poszła, nie byłoby problemu. Gdyby jednak facet, 50-letni dodam, o którym wiem, że ma przynajmniej jedno dziecko (więc powinien wiedzieć lepiej), też tego nie zrobił, romansu by nie było, a co za tym idzie nie byłoby totalnego rozpierdzielu w mojej rodzinie i wywrócenia nam życia do góry nogami.

Ktoś może powiedzieć, że gdyby ten gość się wycofał, żona pewnie za niedługo znalazłaby kogoś innego. Możliwe. Ale może by i nie znalazła, rzeczy między nami by się poprawiły i żylibyśmy razem do końca życia.

Dlatego nie zgodzę się, że odpowiedzialność jest tylko po jednej stronie. Zgoda na relacje fwb z kimś kto ma rodzinę, to zło (mocne określenie, ale czasem trzeba nazywać rzeczy po imieniu), nieważne jakie ustalenia poczyniły ze sobą strony. To sprawa zero-jedynkowa. Nie ma okoliczności łagodzących.

Gdybyście mieli za sobą takie doświadczenia, jak jak w ciągu ostaniego roku (ten sam punkt siedzenia), być może spojrzelibyście na tą sprawę nieco inaczej.

Tyle z mojej strony w temacie smile

Oezu, a gdybyś Ty wielkiej afery nie robił o to, że żona Cię zdradziła, i udawał przed całym światem, że jest ok, to dzieci też by nie cierpiały, no nie? Po co w to dzieci wciągać? Trzeba było zgrzytnąć zębami i tyle tongue

I co z tego, że ma 50 lat? Znam prawie 50-latków, ktorzy zachowują się jak nastolatki - porąbane  w dodatku. Wiedza i dojrzałość nie zawsze idą w parze z wiekiem.
Kochanek miał swoje dziecko i onie dbał. Zapewne nie wymagał od Twojej żony dbania o to dziecko?
Olej kochanka i zajmij się sobą. Przestań szukać winnych, bo guzik Ci to da, a tylko latami będziesz mielił to w głowie. To żona brała z Tobą ślub i na coś się z Tobą umawiała. To ona powinna Cię kochać i o Ciebie dbać,a nie kochanek - obcy chłop. Równie dobrze można by na siłę Ci zarzucać,że trzeba było żony lepiej pilnować, to by Cię nie zdradziła. Tak samo to głupie.

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

82

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
merle napisał/a:

Zgoda na relacje fwb z kimś kto ma rodzinę, to zło (mocne określenie, ale czasem trzeba nazywać rzeczy po imieniu), nieważne jakie ustalenia poczyniły ze sobą strony. To sprawa zero-jedynkowa. Nie ma okoliczności łagodzących.

Nikt tu nie mówi o okolicznościach łagodzących, tylko o sednie "problemu". Jeżeli dwoje wolnych ludzi decyduje się na fwb, to (teoretycznie) dają sobie wolną rękę jeśli chodzi o ew nowe relacje. Umawiają się, że póki chcą i im pasuje, to będą się spotykać "na seks", a jak komuś przestanie, to każde pójdzie w swoją stronę. Z wchodzeniem w romans chyba jest podobnie, nawet (a może przede wszystkim) wtedy kiedy obie osoby są zajęte lub mają zobowiązania w postaci dzieci. Chyba nikt z nich od razu nie zakłada, że romans może się wydać. Ja obracam się w towarzystwie męskim i widzę jak się zachowują lub jak ze sobą rozmawiają. Oni naprawdę świadomie i premedytacją uwodzą mężatki, a one tak samo dają uwodzić. Zwykle, w początkowym założeniu, to ma być tylko 1 raz, nikt nie dowie itd. Tylko potem jest kolejna okazja, kolejna delegacja - wiadomo "zakazany owoc kusi", a otoczka romansu dodaje tylko smaczku i adrenaliny. Wtedy zwykle wszystko zaczyna komplikować bo coraz ciężej to ukryć i zakończyć.
Także założenie, że gdyby nie dana (trzecia) osoba, to może zdrady by nie było, jest szalenie naiwne.

83

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Dayzee napisał/a:

Oezu, a gdybyś Ty wielkiej afery nie robił o to, że żona Cię zdradziła, i udawał przed całym światem, że jest ok, to dzieci też by nie cierpiały, no nie? Po co w to dzieci wciągać? Trzeba było zgrzytnąć zębami i tyle tongue

I co z tego, że ma 50 lat? Znam prawie 50-latków, ktorzy zachowują się jak nastolatki - porąbane  w dodatku. Wiedza i dojrzałość nie zawsze idą w parze z wiekiem.
Kochanek miał swoje dziecko i onie dbał. Zapewne nie wymagał od Twojej żony dbania o to dziecko?
Olej kochanka i zajmij się sobą. Przestań szukać winnych, bo guzik Ci to da, a tylko latami będziesz mielił to w głowie. To żona brała z Tobą ślub i na coś się z Tobą umawiała. To ona powinna Cię kochać i o Ciebie dbać,a nie kochanek - obcy chłop. Równie dobrze można by na siłę Ci zarzucać,że trzeba było żony lepiej pilnować, to by Cię nie zdradziła. Tak samo to głupie.

Oczywiście, że by cierpiały, bo nie robię afery o to, że żona mnie zdradziła. O zdradzie dowiedziałem się dopiero, gdy już się wyprowadziła i zło się dokonało. Nie mówię o sobie. Po pierwsze jestem dorosły. Po drugie nie mam problemu ułożyć sobie życia na nowo. Zło się wyrządziło wobec dzieci i wyrządza się nadal, a ja mogę jedynie minimalizować jego skutki, w miarę możliwości. I jest to coś z czym najtrudniej się pogodzić. I oczywiście, że będę to latami mielił w głowie, gdy widzę jak moje dzieci cierpią i gdy nie mogę (a jednak bardzo chcę) już nic zrobić, by to naprawić.

Jeśli istnieją osoby, które potrafią przestać mielić takie rzeczy w głowie i bardzo szybko przejść nad tym do porządku dziennego, winszuję.

Nie wiem też na jakiej podstawie twierdzisz, że wymagam od obcych dbania o moje dziecko. Wymagam tylko tego, by nie robić drugiemu, co nam jest niemiłe. Jeżeli wg Ciebie branie się za osoby, które mają rodzinę jest okej, to mamy zupełnie inną moralność i dalsza dyskusja jest pozbawiona sensu. Jeśli uważasz, że nie jest okej, to też nie wiem, po co ta dyskusja? Co właściwie chcesz wykazać? Że świat jest be, będzie be i mamy tylko dbać o czubek własnego nosa?

Roxann napisał/a:

Umawiają się, że póki chcą i im pasuje, to będą się spotykać "na seks", a jak komuś przestanie, to każde pójdzie w swoją stronę

Sęk w tym, że komuś może nagle zacząć zależeć, a nawet jeśli nie, to taka relacja wyjdzie przypadkiem na jaw i najmniej na tym będą cierpieć osoby praktykujące to fwb, a najbardziej właśnie rodzina, która w niczym nie zawiniła.

Na początku napisałem, że jeśli w taką relację wchodzą osoby bez rodzin, mogę to zrozumieć. Jest tu jednak jakaś niepotrzebna próba zracjonalizowania zła, jakim jest wchodzenie w relację z osobami, które mają rodzinę.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

84 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-09-13 13:23:19)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
merle napisał/a:
Dayzee napisał/a:

Oezu, a gdybyś Ty wielkiej afery nie robił o to, że żona Cię zdradziła, i udawał przed całym światem, że jest ok, to dzieci też by nie cierpiały, no nie? Po co w to dzieci wciągać? Trzeba było zgrzytnąć zębami i tyle tongue

I co z tego, że ma 50 lat? Znam prawie 50-latków, ktorzy zachowują się jak nastolatki - porąbane  w dodatku. Wiedza i dojrzałość nie zawsze idą w parze z wiekiem.
Kochanek miał swoje dziecko i onie dbał. Zapewne nie wymagał od Twojej żony dbania o to dziecko?
Olej kochanka i zajmij się sobą. Przestań szukać winnych, bo guzik Ci to da, a tylko latami będziesz mielił to w głowie. To żona brała z Tobą ślub i na coś się z Tobą umawiała. To ona powinna Cię kochać i o Ciebie dbać,a nie kochanek - obcy chłop. Równie dobrze można by na siłę Ci zarzucać,że trzeba było żony lepiej pilnować, to by Cię nie zdradziła. Tak samo to głupie.

Oczywiście, że by cierpiały, bo nie robię afery o to, że żona mnie zdradziła. O zdradzie dowiedziałem się dopiero, gdy już się wyprowadziła i zło się dokonało. Nie mówię o sobie. Po pierwsze jestem dorosły. Po drugie nie mam problemu ułożyć sobie życia na nowo. Zło się wyrządziło wobec dzieci i wyrządza się nadal, a ja mogę jedynie minimalizować jego skutki, w miarę możliwości. I jest to coś z czym najtrudniej się pogodzić. I oczywiście, że będę to latami mielił w głowie, gdy widzę jak moje dzieci cierpią i gdy nie mogę (a jednak bardzo chcę) już nic zrobić, by to naprawić.

Jeśli istnieją osoby, które potrafią przestać mielić takie rzeczy w głowie i bardzo szybko przejść nad tym do porządku dziennego, winszuję.

Nie wiem też na jakiej podstawie twierdzisz, że wymagam od obcych dbania o moje dziecko. Wymagam tylko tego, by nie robić drugiemu, co nam jest niemiłe. Jeżeli wg Ciebie branie się za osoby, które mają rodzinę jest okej, to mamy zupełnie inną moralność i dalsza dyskusja jest pozbawiona sensu. Jeśli uważasz, że nie jest okej, to też nie wiem, po co ta dyskusja? Co właściwie chcesz wykazać? Że świat jest be, będzie be i mamy tylko dbać o czubek własnego nosa?

Roxann napisał/a:

Umawiają się, że póki chcą i im pasuje, to będą się spotykać "na seks", a jak komuś przestanie, to każde pójdzie w swoją stronę

Sęk w tym, że komuś może nagle zacząć zależeć, a nawet jeśli nie, to taka relacja wyjdzie przypadkiem na jaw i najmniej na tym będą cierpieć osoby praktykujące to fwb, a najbardziej właśnie rodzina, która w niczym nie zawiniła.

Na początku napisałem, że jeśli w taką relację wchodzą osoby bez rodzin, mogę to zrozumieć. Jest tu jednak jakaś niepotrzebna próba zracjonalizowania zła, jakim jest wchodzenie w relację z osobami, które mają rodzinę.

Zatem dzieci cierpią przez rozwód. A że doprowadziła do niego zdrada to inna para kaloszy. Równie dobrze mogło do niego doprowadzić cokolwiek innego.  Proponujesz zakaz rozwodów dla ludzi z dziećmi?
Zdrada jest zła. I co z tego? Ważne co my z tym zrobimy. Twoja żona wybrała rozwód. A gdyby rozwiodła się uznawszy,że Cię nie kocha, albo jej się nie podobasz, albo coś tam - byłoby lepiej? No nie. Bo i tak byłby rozwód i cierpienie dzieci.
Kochanek to sprawa poboczna i jego brak wcale nie musiałby sprawić, że byłby inny finał tej sprawy.

Edit. Zdrada jest zła, nikt w to nie wątpi. Jednak przestań się skupiać na obcym chłopie,bo robił sobie dobrze, a nie Tobie źle. Jego istnienie nie ma znaczenia. Zona odeszła bo Cię NIE KOCHA i zdradziła  BO CIĘ NIE KOCHA. Wolałbyś, żeby została? I dalej miała Cię gdzieś?

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

85

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Tak oczywiscie:)
Osoby które nie chcą  się wiązać  to oczywiście z nich rekrutują się prostytutki wink bo jakżeby z grzecznych narzeczonych i żon czy samotnych matek.
Wiadomo też że jak Pani ma obrączkę to wartościowa i posiadająca uczucia kobieta.
No to mamy poukładany świat. smile
Koniecznie Merle szybko jakiejś kolejną  obrączkę  nałóż.  To gwarancja sukcesu.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

86 Ostatnio edytowany przez new_life (2021-09-13 13:31:00)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Góral_ka napisał/a:

Od dłuższego czasu nurtuje mnie pytanie, ale zanim je postawię, krotki wstęp. Przeczytałam i wysłuchałam już wielu historii od kochanek, którym żonaty facet opowiada różne historie na temat złej żony. Nie jest tajemnicą, że i sama kiedyś wierzyłam w tego rodzaju opowieści. Żona jest tak niedobra, że właściwie składa się tylko z wad, jest chodzącym złem, które jest w dodatku nieatrakcyjne z rozdartą gębą (przepraszam za dosłowność, ale taką informację otrzymuje kochanka). I pytanie do Was, zdradzone żony - czy Wy, obiektywnie spoglądając, jesteście zaniedbanymi chodzącymi niewypałami? Czy w czasie romansu mąż trzymał się od Was z daleka jak od zarazy jakiejś? Czy nie dotykał Was nawet kijem? Czy może było inaczej? Jeśli inaczej, to jak? Czy czułyście, że on jest gdzieś daleko ciałem i myślami? Chyba gdzieś po cichu chciałabym, żeby każda omotana kochanka poznała perspektywę drugiej strony - Waszą.

Kolejny bardzo dobry wątek smile Jestem rok po rozwodzie, dwa lata od rozstania, prawie dwie dekady razem. Wiem o dwóch zdradach mojego bm, po drugiej nie było już co zbierać. Mój bm odpłynął i w obu tych kilkumiesięcznych romansach opowiadał o nas/o mnie podobne rzeczy, że małżeństwo nie istnieje. Nie mam pojęcia czym uzasadniał fakt, że nie może odejść, bo ani dzieci, ani kredytu już wtedy nie mieliśmy. W obu przypadkach o zdradzie dowiedziałam się od kochanek, po tym jak jednak zdał sobie sprawę, że to ja jestem miłością jego życia smile

Podczas pierwszej zdrady naprawdę nie widziałam różnicy w jego zachowaniu czy naszej relacji. Podczas drugiej (3 lata później) już tak. Ponieważ z mojej perspektywy pierwsza zdrada była naprawdę przepracowana i włożyliśmy dużo pracy w naprawę związku, nie sądziłam, że mógł być tak głupi, żeby to zepsuć. Wszystko wskazywało na kochankę, wszystko. I okazało się to prawdą.

Także dwie zdrady i dwa zupełnie różne zachowania. Wspólne jednak było to, że "wracał" do mnie i deklarował nienawiść do kochanek, którym wcześniej wyznawał miłość.

I obiektywnie jestem atrakcyjna, wyglądam na dużo młodszą niż jestem, prowadzę własny biznes, jestem dojrzała i inteligentna smile I co ciekawe obie kochanki są bardzo do mnie fizycznie podobne, naprawdę bardzo...

87 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-13 13:45:46)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
merle napisał/a:
Roxann napisał/a:

Umawiają się, że póki chcą i im pasuje, to będą się spotykać "na seks", a jak komuś przestanie, to każde pójdzie w swoją stronę

Sęk w tym, że komuś może nagle zacząć zależeć, a nawet jeśli nie, to taka relacja wyjdzie przypadkiem na jaw i najmniej na tym będą cierpieć osoby praktykujące to fwb, a najbardziej właśnie rodzina, która w niczym nie zawiniła.

Na początku napisałem, że jeśli w taką relację wchodzą osoby bez rodzin, mogę to zrozumieć. Jest tu jednak jakaś niepotrzebna próba zracjonalizowania zła, jakim jest wchodzenie w relację z osobami, które mają rodzinę.


Nie wiem gdzie u mnie widzisz próbę racjonalizowania zła. To na co chcę zwrócić uwagę, być może nieudolnie, to coraz szerszy i bardziej widoczny kryzys relacji międzyludzkich, w tym damsko-męskich. Jak dla mnie sama propozycja fwb jest jak policzek, być może jeszcze większy gdybyśmy oboje byli wolni bo wtedy teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie do stworzenia "normalnej" relacji w przeciwieństwie do sytuacji, kiedy ktoś jest w związku. To coś na zasadzie: chętnie się pobzykam ale tylko tyle. Bez żadnego starania, zabiegania, szacunku. Wtedy można się dopiero załamać zadręczając pytaniami, co z nami nie tak?! W romansach chociaż pozornie ta otoczka romantyczności jest zachowana.
Moim zdaniem obie formy relacji są destrukcyjne. Jednakże (nie wiedzieć czemu) ta pierwsza, szczególnie wśród facetów, jest bardzo popularna i pożądana.
W jakimś wątku w innym dziale padło określenie "zezwierzęcenia", przyznam szczerze, że jak kiedyś widziałam co i w jaki sposób piszą faceci (pewnie też kobiety) na pewnych portalach, które notabene są bardzo popularne, załamałam się. Nie wiem co bardziej mnie zszokowało, prymitywizm piszących czy świadomość, że są osoby (kobiety), które na takie wiadomości odpowiadają i ... umawiają z takimi osobnikami!

88

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Mam wrażenie, że dyskusja się trochę zofftopowała przez mój komentarz smile Nie ukrywam, że nie przeczytałem wszystkich odpowiedzi od czasu założenia wątku i może czegoś nie doczytałem. Uważam jedynie, że jakakolwiek forma relacji by to nie była, branie się za żonatych / mężatki nie ma żadnego usprawiedliwienia. Oczywiście to tylko moje zdanie i nie ma problemu, jeśli ktoś ma inne ;-)

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

89

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
merle napisał/a:

Mam wrażenie, że dyskusja się trochę zofftopowała przez mój komentarz smile Nie ukrywam, że nie przeczytałem wszystkich odpowiedzi od czasu założenia wątku i może czegoś nie doczytałem. Uważam jedynie, że jakakolwiek forma relacji by to nie była, branie się za żonatych / mężatki nie ma żadnego usprawiedliwienia. Oczywiście to tylko moje zdanie i nie ma problemu, jeśli ktoś ma inne ;-)

Owszem i nikt tego nie robi, jedynie zwraca uwagę, że dana mężatka czy żonaty sam się dał "wziąć", a nawet może do tego dążył. Nikt tu nie racjonalizuje zła, jednak zaklinanie rzeczywistości nic nie da. Zaobrączkowanie czy potomstwo nie daje gwarancji wierności.

90

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:
merle napisał/a:
Roxann napisał/a:

Umawiają się, że póki chcą i im pasuje, to będą się spotykać "na seks", a jak komuś przestanie, to każde pójdzie w swoją stronę

Sęk w tym, że komuś może nagle zacząć zależeć, a nawet jeśli nie, to taka relacja wyjdzie przypadkiem na jaw i najmniej na tym będą cierpieć osoby praktykujące to fwb, a najbardziej właśnie rodzina, która w niczym nie zawiniła.

Na początku napisałem, że jeśli w taką relację wchodzą osoby bez rodzin, mogę to zrozumieć. Jest tu jednak jakaś niepotrzebna próba zracjonalizowania zła, jakim jest wchodzenie w relację z osobami, które mają rodzinę.


Nie wiem gdzie u mnie widzisz próbę racjonalizowania zła. To na co chcę zwrócić uwagę, być może nieudolnie, to coraz szerszy i bardziej widoczny kryzys relacji międzyludzkich, w tym damsko-męskich. Jak dla mnie sama propozycja fwb jest jak policzek, być może jeszcze większy gdybyśmy oboje byli wolni bo wtedy teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie do stworzenia "normalnej" relacji w przeciwieństwie do sytuacji, kiedy ktoś jest w związku. To coś na zasadzie: chętnie się pobzykam ale tylko tyle. Bez żadnego starania, zabiegania, szacunku. Wtedy można się dopiero załamać zadręczając pytaniami, co z nami nie tak?! W romansach chociaż pozornie ta otoczka romantyczności jest zachowana.
Moim zdaniem obie formy relacji są destrukcyjne. Jednakże (nie wiedzieć czemu) ta pierwsza, szczególnie wśród facetów, jest bardzo popularna i pożądana.
W jakimś wątku w innym dziale padło określenie "zezwierzęcenia", przyznam szczerze, że jak kiedyś widziałam co i w jaki sposób piszą faceci (pewnie też kobiety) na pewnych portalach, które notabene są bardzo popularne, załamałam się. Nie wiem co bardziej mnie zszokowało, prymitywizm piszących czy świadomość, że są osoby (kobiety), które na takie wiadomości odpowiadają i ... umawiają z takimi osobnikami!

Znowu muszę przyznać rację bo to są fakty, a z faktami się nie dyskutuje.
Tym nie mniej - jak zauważyłaś - gdyby takie bezpośrednie propozycje (w realu czy nie) nie działały - to ludzie by do tego nie dążyli. A jak widać działa.

91

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Góral_ka napisał/a:

Od dłuższego czasu nurtuje mnie pytanie, ale zanim je postawię, krotki wstęp. Przeczytałam i wysłuchałam już wielu historii od kochanek, którym żonaty facet opowiada różne historie na temat złej żony. Nie jest tajemnicą, że i sama kiedyś wierzyłam w tego rodzaju opowieści. Żona jest tak niedobra, że właściwie składa się tylko z wad, jest chodzącym złem, które jest w dodatku nieatrakcyjne z rozdartą gębą (przepraszam za dosłowność, ale taką informację otrzymuje kochanka). I pytanie do Was, zdradzone żony - czy Wy, obiektywnie spoglądając, jesteście zaniedbanymi chodzącymi niewypałami? Czy w czasie romansu mąż trzymał się od Was z daleka jak od zarazy jakiejś? Czy nie dotykał Was nawet kijem? Czy może było inaczej? Jeśli inaczej, to jak? Czy czułyście, że on jest gdzieś daleko ciałem i myślami? Chyba gdzieś po cichu chciałabym, żeby każda omotana kochanka poznała perspektywę drugiej strony - Waszą.

Pytanie dla "kochanek" - skoro ona, jego żona, jest taka zła, to po co się z nią żenił, żył, ma dzieci, dom? Kochanka ma usłyszeć to, co chce usłyszeć, chce być zmanipulowana. I jest. Ma być odskocznią, mięsem, kotletem.
Moja ex mnie zdradziła... I uczuciowo, i fizycznie. I nie dotykała mnie kijem, nie miała urazy. Po prostu, po skokach na boku, przychodziła do mnie, jak gdyby nigdy nic. Bez wyrzutów sumienia. Zupełnie jakby dawanie d.. było jak zjedzenie frytek w parku.
Ale to czuć, w zachowaniu, w mówieniu, wszystkim.. że coś było nie tak.
Gdy wszystko wyszło na jaw... poszła z nim. Ale koleś chciał ją tylko dla mięsa. Chciała wrócić, "bo przecież tyle nas łączyło'. Tak, łączyło, do pierwszego puknięcia na boku.

92 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-09-13 15:02:37)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
BlackDog napisał/a:
Góral_ka napisał/a:

Od dłuższego czasu nurtuje mnie pytanie, ale zanim je postawię, krotki wstęp. Przeczytałam i wysłuchałam już wielu historii od kochanek, którym żonaty facet opowiada różne historie na temat złej żony. Nie jest tajemnicą, że i sama kiedyś wierzyłam w tego rodzaju opowieści. Żona jest tak niedobra, że właściwie składa się tylko z wad, jest chodzącym złem, które jest w dodatku nieatrakcyjne z rozdartą gębą (przepraszam za dosłowność, ale taką informację otrzymuje kochanka). I pytanie do Was, zdradzone żony - czy Wy, obiektywnie spoglądając, jesteście zaniedbanymi chodzącymi niewypałami? Czy w czasie romansu mąż trzymał się od Was z daleka jak od zarazy jakiejś? Czy nie dotykał Was nawet kijem? Czy może było inaczej? Jeśli inaczej, to jak? Czy czułyście, że on jest gdzieś daleko ciałem i myślami? Chyba gdzieś po cichu chciałabym, żeby każda omotana kochanka poznała perspektywę drugiej strony - Waszą.

Pytanie dla "kochanek" - skoro ona, jego żona, jest taka zła, to po co się z nią żenił, żył, ma dzieci, dom? Kochanka ma usłyszeć to, co chce usłyszeć, chce być zmanipulowana. I jest. Ma być odskocznią, mięsem, kotletem.
Moja ex mnie zdradziła... I uczuciowo, i fizycznie. I nie dotykała mnie kijem, nie miała urazy. Po prostu, po skokach na boku, przychodziła do mnie, jak gdyby nigdy nic. Bez wyrzutów sumienia. Zupełnie jakby dawanie d.. było jak zjedzenie frytek w parku.
Ale to czuć, w zachowaniu, w mówieniu, wszystkim.. że coś było nie tak.
Gdy wszystko wyszło na jaw... poszła z nim. Ale koleś chciał ją tylko dla mięsa. Chciała wrócić, "bo przecież tyle nas łączyło'. Tak, łączyło, do pierwszego puknięcia na boku.


Znowu tylko gdybam,  posiłkując się życiem wokól i forumowymi historiami.
Kiedyś żona była inna. A potem bum-cyk, ciach i trach, stała się kimś zupełnie innym. Krzyczy. Nie chce rozmawiać. Głowa boli. Chce tylko kasy. Ale mamy dzieci. Dzieci to taki fajny powód smile Trudno z  nim dyskutować.
Inna sprawa, że jest to zapewne naginanie rzeczywistości. Żona ostatni raz strzeliła focha w zeszłym roku.  Krzyknęła -" i bułki  kup!!!!", prosiła by kupić jej ibuprom, bo głowa boli. Nie chciała rozmawiać, bo  w nocy do dziecka wstawała. Zupa była za słona. Cokolwiek by nieco upiększyć swoje własne ch.jstwo.

A powody kochanek? Zapewne różne.  Chęć posiadania namiastki pseudo związku, ciepła, rozmowy,  seksu? No chyba, że kochanka lubi zawody o to, która lepsza - ona czy żona.
Tak to, jak sądzę z grubsza wygląda.
Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Memo fajnie zauważyła, że zadając się z oszustem trzeba się ze ściemą liczyć.
New Life przedstawiła, że kochanki były wręcz podobne do niej (więc równie atrakcyjne, jak sądzę).

Może niektórzy zdradzacze lubią tę ekscytację, towarzyszącą początkom relacji? Aurę tajemniczości?

Wchodząc w relację pozamałżeńską, czy z żonatym/mężatką, trzeba się liczyć nz dużą porcjś ściem. Aczkolwiek znam całe 2 przypadki, gdy po zdradzie i rozpadzie małżeństwa powstały normalne związki. Trwają około dekady.

Dla zdradzanego/zdradzonej taka zdrada to wręcz przysługa, bo nie muszą marnować dłużej czasu ze zdradzaczem. Choc pewnie począkowo cierpią jak mało kto. Uważam jednak, że warto poszukać plusów w takim wydarzeniu i przekuć to pozorne nieszczęscie na własny sukces i lepsze życie.

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

93 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-13 16:31:51)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Co do motywacji obu stron, to pewnie ile przypadków, tyle powodów. Wokół mnie jest wiele zdrad. Nie wiem czy to takie środowisko czy tak jest wszędzie. A może to kwestia wieku (30-50l). Jednak z moich obserwacji wynika, że narzekanie czy umniejszanie współmałżonkowi/partnerowi (tyczy się obu płci) jest trochę przerysowane, a nawet demonizowane. Myślę, że osoba zdradzająca i/lub wdająca w romans po 30-stce czy 40-stce, wie że takie teksty są słabe i w sumie nikomu niepotrzebne bo w ten sposób można "bajerować" jakąś nastkę czy 20-stkę, a nie dorosłą osobę, która też ma jakieś doświadczenia. Tacy ludzie wdają się w romanse świadomie i nie potrzebują tła w postaci złej żony czy męża dla usprawiedliwienia swoich czynów. Przerzucanie winy na 2 osobę pojawia się zwykle dopiero wtedy, kiedy romans ujrzy światło dzienne.
A co do motywacji, to myślę, że bardzo często jest to po prostu (s)korzystanie z nadarzającej okazji - gdzieś na wyjeździe, nie rzadko po alkoholu. Wiadomo, że wtedy okoliczności są bardzo sprzyjające: z dala od domu, fajny hotel, miejsce, mnóstwo czasu spędzanego razem itd. Człowiek wyrwany z codzienności chce odreagować, "zabawić", a wtedy często hamulce puszczają. A jak raz puściły i się upiekło, to kolejny raz przychodzi już łatwiej. Dochodzi adrenalina, podekscytowanie a one jak wiadomo uzależniają.
Innym dość częstym przypadkiem jest znudzenie codziennym życiem, rutyną, obowiązkami domowymi, co zresztą tu już zostało wspomniane, ale wtedy tej odskoczni szuka się raczej w necie bo tak najłatwiej i najszybciej.
I jeszcze apropos "motywacji" kochanek... jeśli kobieta młoda, to może i ma już na starcie z tyłu głowy chęć odbicia innej faceta, szczególnie kiedy ten reprezentuje jakiś znacznie wyższy poziom, ale równie dobrze też może go traktować jako trampolinę.
Jeszcze raz wrócę do relacji fwb. Z moich obserwacji wynika, że wolni faceci 30-40+, są w dużej mierze bardzo rozleniwieni i zwyczajnie nie chce im się starać o kobietę z jednego prostego powodu - seks mogą mieć niemal w każdej chwili bez takich "cyrków". Z kolei zajęty facet, który chce mieć stałą kochankę, paradoksalnie (przynajmniej na początku), potrafi "wybrance" przychylić nieba. Wtedy taka kobieta naprawdę może "zgłupieć", co jest normalne i szczere a co grą pozorów by tylko zdobyć zainteresowanie i seks. Szczególnie jeśli wcześniej trafiała na takich "wolnych", którzy nie ukrywają na czym im zależy i walą to prosto z mostu.
Dlatego ja mam wątpliwości czy właściwą przyczyną takiego a nie innego stanu rzeczy jest "branie się za zajętych" czy po prostu zbyt łatwo dostępny seks, a przez to coraz większa niechęć do tworzenia stałych relacji na rzecz fwb czy ons i w konsekwencji rosnąca liczba rozwodów i malejąca zawieranych małżeństw i rodzących się dzieci.
Coś tu poszło nie tak...

94 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2021-09-13 17:09:45)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

No dobrze, przebrnęłam przez cały wątek - mega ciekawy zresztą! Moja historia była nawet przytoczona więc wypowiem się jak wyglądało to u mnie.
Nie wiem jaka była PRAWDZIWA percepcja mojego męża przez te wszystkie lata - ale wiem jedno. Na pewno nie taka, jaką przedstawił kochance. Bo gdyby taka była, to gość by się po dwóch tygodniach od poznania mnie zawinął:D Czego to ja nie usłyszałam o sobie, Maryjo słodka! Łomot biedactwo miał, tłamsiłam go, nie mógł nic robić, nie mógł wyrażać siebie, krzyczałam na niego...
A teraz jak było naprawdę. NIE MIAŁAM POJĘCIA, że moj mąż ma wobec mnie jakieś "ale". Bylismy spokojnym małżeństwem, rzadko się kłóciliśmy. Po części tez moze dlatego, ze on po prostu nie umie sie konfrontowac z niczym - ani z problemami ani z ludzmi ani z uczuciami. Wszystko bylo na moich barkach. Organizacja zycia domowego, wyjsc, odbieranie dzieci, ogarnianie domu, zakupow, rachunkow. Do tego caly czas pracowalam zawodowo. Gosc tylko pracowal i wracal kiedy chcial. Najprawdopodobniej juz od dawna wracal pozniej niz musial, a co robil w miedzyczasie - dzis juz nie chcialabym wiedziec. Niech to zostanie w przeszlosci. Nie wykazywal zadnej inicjatywy w zyciu rodzinnym. Szklanka w połowie pusta u niego. Aczkolwiek kochalam go. Po prostu dzialalalm tak, ze iles lat temu podjelam decyzje, wiec bylam wierna i lojalna. Wspieralam go. Gdy mial problemy ze zdrowiem, gdy jego brata zdiagnozowali (rak). Zawsze wskakiwalam i zalatwialam sprawe, mogl na mnie zawsze liczyc. Kiedys w jakiejs rozmowei powiedzialam mu nawet, ze gdyby mial udar i wylądował na wózku - to ja bym z nim została i pchała ten wózek. Spedzalismy normalnie czas - pikniki z dzieciakami, rowery, spotkania z innymi rodzinami, wakacje razem, wychodzenie na pizze i tak dalej. W dwojke czesto wieczorki z lampka wina i netflixem, dyskusje, w jakies urodziny i rocznice "randki" w dwojke, a bedac u jego rodzicow gdy mielismy opieke - sami do kina szlismy na przyklad. Zasypialiśmy na łyżeczkę, seks też był. Nikt nie narzekał. Po 15 latach razem nie bylo fajerwerkow typu "wez mnie na stole", ale bylo...normalnie. Znajomi i przyjaciele byli zszokowani gdy szambo się rozlało, bo uwazali nas za spoko parę. I choć mogłabym mu wiele zarzucic - to ja go kochalam MIMO wad i skupialam sie na pozytywach. Moim zdaniem to wlasnie dojrzala milosc. Myslalam, ze byl moim najlepszym przyjacielem i dalabym sobie za niego uciąć ręce. Myślę, że to mnie najbardziej w zdradzie zabolało - to, ze ktos kto wie o Tobie wszystko, ufasz mu w 100% - po prostu wywala CIę na śmietnik. Tę przyjazn i to co razem zbudowalismy przez 15 lat. Zaczynajac od zera, jako partnerzy...
Wiec jakbym miala powiedziec cos kochankom - to hmmm nie, Wy nie wiecie NIC. To co on Wam mowi to wersja mająca na celu usprawiedliwienie się przed Wami i samym sobą i wejście w role pokrzywdzonego, by uzyskać Wasze wspolczucie i z Wami stworzyć front "uwalniamy misia spod dyktatury złej żony". To nie ma nic wspolnego z prawdą zazwyczaj.
Dzis męża i jego kochanke widze juz zupelnie inaczej niz rok temu. Uwazam, ze są dwojką zaburzonych ludzi, ktorzy tak bardzo nie lubią siebie, ze muszą przeglądac sie w oczach innych ludzi, by potwierdzac swoją wartosc. Ostatnio poczułam nawet ukłucie wspolczucia do męża, gdy zobaczylam, ze w sumie jak chlopak z takiego zimnego domu bez emocji mogl wyrosnąc na empatyczna osobe? Matka neurotyczna narcyzka i ojciec pod jej pantoflem. Moj maz - niedokochany w dziecinstwie, zimny chów, cale zycie jakby na autopilocie i nawet jak mu źle bylo - nigdy nie powie tylko nosi w sobie i hoduje nienawisc do siebie i swiata wokol...Dzis juz go nie nienawidze, ale mi go troche żal. A ona? DDA ze swoimi "daddy issues". Nawzajem łatają swoje wewnętrzne dziury, chwilę się poprzeglądają w swoich oczach, a potem kto wie..? A moze beda tak sie przegladac juz zawsze. Na zdrowie.
Ja tam jestem na etapie, ze zbudowalam sobie nowe zycie, z nowymi ludzmi, nowa praca i bardzo sie ciesze, ze w moim zyciu nie ma juz negatywnej energii, ktora mnie karmil nieswiadomie (zarowno dla mnie jak i dla niego pewnie!) moj maz. Dzis jak slysze czasem jego glos (mamy kontakt bo mamy jednak dzieci) to czasem az czuje wdziecznosc do wszechswiata, ze juz nie musze go sluchac na co dzien, ze nie mam tego negatywizmu ciagle wokol, ze nie musze rozkminiac go.
Kochanki moim zdaniem są po prostu tez pelne jakichs dziur, ktore zwiazek z zonatym ma załatać. Zadna pewna swojej wartosci kobieta nie weszlaby w tę rolę. Mialam nawet ostatnio test. Spodobał mi sie gosc. Gdy jednak wyszlo na jaw ze ma zone - puff! Rozplynal sie w powietrzu. W sensie - w mojej głowie:)

Dayzee napisał/a:

Dla zdradzanego/zdradzonej taka zdrada to wręcz przysługa, bo nie muszą marnować dłużej czasu ze zdradzaczem. Choc pewnie począkowo cierpią jak mało kto. Uważam jednak, że warto poszukać plusów w takim wydarzeniu i przekuć to pozorne nieszczęscie na własny sukces i lepsze życie.

Ja też tak to już dziś widzę. Ajahn Brahm nazywa to "bólami wzrostowymi". Proces przejściowy to przejście przez piekło, ale potem moze byc pięknie. Też dużo zależy od nas samych, od nastawienia. Ja mysle, ze warto ten czas po rozstaniu wykorzystać na odbudowanie siebie. Zajęcie się sobą. Taki "me time". Wiele z nas zdradzonych w malzenstwie poswiecilo sie - zawodowo, emocjonalnie etc. Po zdradzie i rozstaniu warto wlasnie zadbać o siebie i troche tez popraktykowac zdrowego egoizmu. Ja mam teraz tak, ze tyle zapylałam w malzenstwie robiac na kilka etatow - zawodowo, domowo "dzieciowo" - ze teraz siebie lubie porozpieszczac. A gdy moj maz probuje ze mnie robic frajera w kontekscie dzieci - to mowie mu "stary, to Twoj tydzien, Twoja sprawa, musisz sie nauczyć ogarniać sam". Nie wchodze w role Matki Polki. Odpuściłam. Bardzo polecam takie podejście.

merle napisał/a:

Zasada jest bardzo prosta. Jesteś zajęty/zajęta, nie pozwalam sobie na romantyczną relację z Tobą. Nie ma co komplikować prostych sytuacji.
Oczywiście w życiu często jest łatwiej powiedzieć, niż zrobić, dlatego "tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono". Jednakże patrząc na chłodno, z dystansu, sytuacja jest naprawdę prosta.

A ja się z merle zgadzam. Rozumiem, ze emocje sobie a mózg sobie. Ale gdyby każdy z nas mial taki kompas, to na świecie byłoby wiele mniej zła, bólu, krzywdy...Ja taki kompas mam. Zawsze bylam zamknieta na facetow bedac w malzenstwie. Nie, nie dlatego ze bylam az tak szaleńczo zakochana w mezu. Kochalam go ale podobali mi sie od czasu do czasu inni faceci. A ze jakies tam powodzenie zawsze mialam - to okazje bylyby gdybym tylko chciała. Ale ja wysoko cenię lojalność i spojnosc sama ze soba. Uwazam, ze sama bym siebie skrzywdzilam gdybym zamiast siebie w lustrze widziala świnię, ktora okłamuje męża i bzyka na boku. Po co mi to by bylo? Zniszczyc małżeństwo, skrzywdzic dzieci, zaczac miec "ale" do samej siebie? Nie warto.
Owszem - są małżenstwa, ktore powinny sie rozpaść. Nie zawsze trzeba trwac w czyms co juz od dawna nie funkcjonuje. Ale jesli za chęcią zdrady idzie tylko zwykła nuda rutyną dnia - to sorry, ale jest to po prostu ogromna niedojrzalosc i niedocenienie tego co się ma. Nigdy nie bedzie sie mialo 100%. Trawa zawsze zieleńsza u sąsiada.

Co do obarczania winą kochanki - ja tam kochanki swojego meza nie lubie big_smile Patrzac na to jak sie zachowuje, jak w tym wszystkim sie zachowywala - to smiem twierdzic, ze to pozbawione empatii puszczalskie dziewczę, ktore kieruje się tylko swoim chciejstwem. Ale to nie z nią się hajtałam wiec jej kompas moralny nie jest moją broszką. To mój mąż zawalił. To on ze mną zbudował cały świat, a potem go zdetonował. Nie mam cienia wątpliwosci do kogo mam większe pretensje - czy do niego czy do niej. Jesli ktos wyznawal mi milosc, zadeklarowal sie byc moim mezem i zalozyc ze mna rodzine - to tak jak ja zrezygnowalam z innych mezczyzn - tak samo oczekiwalabym, ze on zrezygnuje z innych kobiet. I prawda jest taka, ze jakby byl fajnym mężem to moglaby stanac obok niego goła Miss Kolumbii - a on by jej nie dotknął. Po prostu nie był fajnym mężem i tyle.

95

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

dokładnie tak jak napisała Roxann.. - nie każdy zdradzający oczernia swą żonę, fajnie ujęła to Ela210: "jedno jest pewne: tam gdzie w związku nie ma miejsca na kochankę, nie ma kochanki. " ...
czasami jednorazowy wyskok (po alkoholu czy inne zaćmienie), czasami pewne braki w małżenstwie powodują, że .. przykladowo czysto zawodowa relacja z czasem zamienia się w.. "braterstwo dusz" czy inne tym podobne bez oczerniania kogos tam.. po prostu się dzieje.. a skąd te braki....i.... zaburzenia - i dlaczego nie udaje się tego załatwić w związku to juz inna sprawa...

96

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
PainIsFinite napisał/a:

Wiec jakbym miala powiedziec cos kochankom - to hmmm nie, Wy nie wiecie NIC. To co on Wam mowi to wersja mająca na celu usprawiedliwienie się przed Wami i samym sobą i wejście w role pokrzywdzonego, by uzyskać Wasze wspolczucie i z Wami stworzyć front "uwalniamy misia spod dyktatury złej żony". To nie ma nic wspolnego z prawdą zazwyczaj.

Pain, z tego co piszesz, to on powielił poniekąd schemat rodzinnego domu. Ty organizowałaś wszystko, a on żył pod Twoje niejako dyktando tłumiąc w sobie emocje i poświęcając pracy.
W kochance (też zaburzonej) znalazł pewnie "bratnią duszę", mógł przed nią otworzyć, w końcu być sobą.
Nie, nie usprawiedliwiam go, ani nie twierdzę, że byłaś rzeczywiście złą partnerką ale... osoby zaburzone tak mają.
Przypomniał mi się przykład Eli, która niewątpliwie jest super babką, z tego co kojarzę ona też miała męża z rodziny dysfunkcyjnej.
Takie osoby często (szczególnie w młodym wieku) podpinają się pod innych, próbują żyć "normalnie", według lepszego wzorca, ale prędzej czy później te ich zaburzenia wychodzą.
Wspomniałaś, że tamta kobieta jest DDA, to wiele tłumaczy.
Ja też jestem DDA, wcześniejsze związki kompletnie mi nie wychodziły. Prawda jednak taka, że przyciągałam facetów z różnymi problemami, a tego już było za wiele. Jednak byłam też w związku z facetem z "normalnej" fajnej rodziny. Początkowo mi to imponowało i myślałam, że w ten sposób mam/zdobędę szansę na stworzenie takiej, własnej. Jednak po czasie zaczęłam się czuć tam jak "kosmitka", zamknęłam w sobie bo wiedziałam, że nie zostanę zrozumiana i co gorsza oceniona przez pryzmat przeszłości/rodziny/rodziców.
Zerwałam i niedługo potem poznałam mego obecnego partnera, też z dysfunkcyjnej rodziny (wychował bez ojca), po przejściach (rozwodzie) i "pykło" od razu. Może nie ma się czym chwalić, że taki facet okazał moją "bratnią duszą" ale w istocie tak jest. Nie miałam żadnej bariery by mu wszystko z siebie wyrzucić bo wiedziałam, że znajdę zrozumienie i wsparcie. I na odwrót. Wtedy dopiero spadł mi niesamowity kamień z serca, że nie muszę udawać czy stwarzać pozorów. Od tamtej pory żyje mi się znacznie lepiej i lżej, a już kilka lat razem jesteśmy, co dla mnie i tak mega wyczyn bo wcześniejsze związki kończyły dość szybko.

97

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Roxann - cenna uwaga! Ja tez myślę, ze wlasnie tak sie u  nich zadzialo. On mi kiedys wyznał, ze miał w sobie "ciemna strone" czy jakos tak. Moim zdaniem ze mna nie mógł tej ciemności realizować bo ja bylam jakas tam względnie normalna, poukładana, nie rozczulalam sie nad soba. A przy niej chyba mógł i moze byc soba z ta swoja ciemnoscia. Bo ona tez to ma i rozumie.
To bardzo możliwy scenariusz.
Ja sie ciesze ze ciemność jest out z mojego zycia:)

98

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
PainIsFinite napisał/a:

Roxann - cenna uwaga! Ja tez myślę, ze wlasnie tak sie u  nich zadzialo. On mi kiedys wyznał, ze miał w sobie "ciemna strone" czy jakos tak. Moim zdaniem ze mna nie mógł tej ciemności realizować bo ja bylam jakas tam względnie normalna, poukładana, nie rozczulalam sie nad soba. A przy niej chyba mógł i moze byc soba z ta swoja ciemnoscia. Bo ona tez to ma i rozumie.
To bardzo możliwy scenariusz.
Ja sie ciesze ze ciemność jest out z mojego zycia:)

Bardzo miło jest przeczytać, że sobie radzisz i jest Ci doskonale smile

Chyba żaden związek po zdradzie nie jest super miejscem i tkwienie w nim jest dla zdradzonego prawdziwym piekłem na ziemi.
Może i w pierwszej chwili człowiek czuje ulgę, że zdrajca został, ale podejrzewam, że po czasie wspólne  życie z oszustem okropnie uwiera...

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

99 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-13 18:18:21)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
PainIsFinite napisał/a:

Roxann - cenna uwaga! Ja tez myślę, ze wlasnie tak sie u  nich zadzialo. On mi kiedys wyznał, ze miał w sobie "ciemna strone" czy jakos tak. Moim zdaniem ze mna nie mógł tej ciemności realizować bo ja bylam jakas tam względnie normalna, poukładana, nie rozczulalam sie nad soba. A przy niej chyba mógł i moze byc soba z ta swoja ciemnoscia. Bo ona tez to ma i rozumie.
To bardzo możliwy scenariusz.
Ja sie ciesze ze ciemność jest out z mojego zycia:)

Dokładnie. Tak jak nie zrozumie głodnego syty, tak osoba z "normalnej" rodziny, osoby z dysfunkcyjnej. Ja nie wiem jakie miało przełożenie na życie i ogólnie na niego (Twojego męża) doświadczenie z domu, jednak osoby DDA od najmłodszych lat uczą się czy też są zmuszane by żyć w kłamstwie/pozorami. Może nie wszystkie ale u mnie akurat tak było, że wszystko było zamykane w 4 ścianach (z pozoru normalna, "uważana" rodzina na poziomie) i jako małe dziecko wiedziałam, że tą tajemnicę MUSZĘ w sobie kryć. To ogromne obciążenie psychiczne o czym się przekonałam w późniejszym, już dorosłym życiu.
Żeby jednak nie wyszło, że robię tu prywatę tylko dodam dlaczego tyle tu pisałam o fwb. Otóż, myślałam, że wypaczenie "normalnego" związku, problemy w ich budowaniu dotyka tylko takich dysfunkcyjnych osób, które nie mają wzorca. Relacje fwb (w tym romanse) uważam za takie dlatego ich skala mnie zwyczajnie przeraża. Skąd ich tak wiele i dlaczego są takie popularne? Czy obecnie aż tyle osób jest "zaburzonych"? Czy to pokłosie tych wszystkich rozwodów? Czy "tylko" zbyt dostępnej seksualności w różnym tego słowa znaczeniu...

Dayzee napisał/a:

Chyba żaden związek po zdradzie nie jest super miejscem i tkwienie w nim jest dla zdradzonego prawdziwym piekłem na ziemi.
Może i w pierwszej chwili człowiek czuje ulgę, że zdrajca został, ale podejrzewam, że po czasie wspólne  życie z oszustem okropnie uwiera...

U moich Rodziców zdrada zdarzyła się ok. 35-40l temu. Zostali ze sobą "dla dzieci", jednak nigdy sobie tego nie wybaczyli, a im są starsi tym gorzej bo obwiniają się za zmarnowane życie. Przy okazji zmarnowali też nam - dzieciom (może paradoksalnie bo niby dla nas ze sobą zostali).

EDIT: Czasem naprawdę się zastanawiam dlaczego niektórzy ludzie nie zdradzą nawet jakby jakaś piękność nago przed nimi stanęła, a inni... potrzebują niewiele a nawet umawiają na divy. Już wiem, że ani status społeczny ani atrakcyjność 2 połówki ani jakość związku nie jest czynnikiem, który to determinuje. Czyli co? Cechy osobowości? Pewne zaburzenia - zbyt niskie poczucie własnej wartości czy wręcz odwrotnie zbyt wysokie (narcyzm)? Problemy z odczuwaniem empatii?
Wiadomo, że zdrady zawsze były, jednak wcześniej można to tłumaczyć aranżowanymi małżeństwami w młodym wieku. Obecnie jednak nikt (raczej) nikogo do małżeństwa nie zmusza, środki antykoncepcyjne też są skuteczne (w tym badania DNA). Także albo zaburzenia albo zwyczajnie instytucja małżeństwa (wierności do śmierci) jest przereklamowana i nieaktualna.
Tak się zastanawiam, do czego to wszystko zmierza i jak będą wyglądały "rodziny" za jakieś kilkadziesiąt lat.

100 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-09-13 18:16:56)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Bardzo przykre Roxann i chyba potwierdza, że nie ma co na siłę sklejać relacji po zdradzie, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia nie z jednorazową głupotą po pijaku, gdy zdrajca szczerze żałuje, a np z regularnym wielomiesięcznym/wieloletnim romansem.

I to wyświechtane - "dla dzieci", a tak naprawdę ze strachu przed tym co nowe, nieznane, przed tym co "ludzie powiedzą"

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

101 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-13 18:29:20)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Dayzee napisał/a:

Bardzo przykre Roxann i chyba potwierdza, że nie ma co na siłę sklejać relacji po zdradzie, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia nie z jednorazową głupotą po pijaku, gdy zdrajca szczerze żałuje, a np z regularnym wielomiesięcznym/wieloletnim romansem.

I to wyświechtane - "dla dzieci", a tak naprawdę ze strachu przed tym co nowe, nieznane, przed tym co "ludzie powiedzą"

W międzyczasie edytowałam. Moi rodzice pobrali się lata temu, ślub był zaaranżowany (mama miała zaledwie 17l i nie miała nic do gadania). Ojciec 20l starszy, z pozycją. Matka (babcia) chętnie mu ją oddała wierząc, że nią "zaopiekuje" (wychowywała ją dłuższy czas bez ojca, który zmarł), nie przelewało się. Mój ojciec (lekarz) zdążył wyszumieć i wziąć za żonę w wieku ok 40l (na tamte czasy, teraz ma 90) młodą, piękną, z którą zamienił kilka słów. Oświadczył się tak naprawdę jej matce, choć może i taki zwyczaj, że pytało o zgodę rodzica ale mama została postawiona przed faktem dokonanym.
To nie mogło być udane małżeństwo. I jak widać takie przypadki nie miały miejsca tylko w średniowieczu. Może jeszcze gdzieś mają.
Jednak teraz ludzie zwykle sami sobie wybierają osoby z którymi wiążą...choć w pewnym wieku i środowiskach presja wciąż jest.

102

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:
Dayzee napisał/a:

Bardzo przykre Roxann i chyba potwierdza, że nie ma co na siłę sklejać relacji po zdradzie, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia nie z jednorazową głupotą po pijaku, gdy zdrajca szczerze żałuje, a np z regularnym wielomiesięcznym/wieloletnim romansem.

I to wyświechtane - "dla dzieci", a tak naprawdę ze strachu przed tym co nowe, nieznane, przed tym co "ludzie powiedzą"

W międzyczasie edytowałam. Moi rodzice pobrali się lata temu, ślub był zaaranżowany (mama miała zaledwie 17l i nie miała nic do gadania). Ojciec 20l starszy, z pozycją. Matka (babcia) chętnie mu ją oddała wierząc, że nią "zaopiekuje" (wychowywała ją dłuższy czas bez ojca, który zmarł), nie przelewało się. Mój ojciec (lekarz) zdążył wyszumieć i wziąć za żonę w wieku ok 40l (na tamte czasy, teraz ma 90) młodą, piękną, z którą zamienił kilka słów. Oświadczył się tak naprawdę jej matce, choć może i taki zwyczaj, że pytało o zgodę rodzica ale mama została postawiona przed faktem dokonanym.
To nie mogło być udane małżeństwo. I jak widać takie przypadki nie miały miejsca tylko w średniowieczu. Może jeszcze gdzieś mają.
Jednak teraz ludzie zwykle sami sobie wybierają osoby z którymi wiążą...choć w pewnym wieku i środowiskach presja wciąż jest.

No to mamie współczuję. To ona zdradziła (zakładam że tak - była młodsza), nie odeszła bo i pewno finansowo gorzej stała od męża lekarza. I tak przykre. I dzieci też swoje przeszły. No smutne na maxa ;(

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

103 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-09-13 18:47:12)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Dayzee napisał/a:

No to mamie współczuję. To ona zdradziła (zakładam że tak - była młodsza), nie odeszła bo i pewno finansowo gorzej stała od męża lekarza. I tak przykre. I dzieci też swoje przeszły. No smutne na maxa ;(

Tak mama zdradziła ale ojciec jak się okazało miał dzieci sprzed małżeństwa z mamą, które poszły na innego, czy potem zdradzał nie wiem (w dorosłej szczerej rozmowie twierdził, że nie), jednak miał zażyłą relację z jak się okazało matką jego dziecka (sprzed małżeństwa) bo czuł zobowiązany mimo, że tamta miała i męża i inne dzieci (był na każde niemal zawołanie). Dodam, że wtedy nie było testów DNA ani alimentów.
Z kolei tamta kobieta ciągle zatruwała życie matce bo uważała, że gdyby nie ona, tata byłby jej. Eh, szkoda gadać....

104

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Jedna uwaga. Narcyzm to NIE jest nadmierne poczucie wartości. Ro wlasnie bardzo nisie poczucie wartosci maskowane poczuciem wyższości

105

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
PainIsFinite napisał/a:

Jedna uwaga. Narcyzm to NIE jest nadmierne poczucie wartości. Ro wlasnie bardzo nisie poczucie wartosci maskowane poczuciem wyższości

No nie wiem (nie jestem psychologiem). Jednak tzw. "lwów salonowych", nie posądzałabym o to. Też nie dajmy się zwariować, bo zaraz wyjdzie, że każdy z nas zaburzony wink
A nasze poczucie wartości jest jednak zmienne, tak mi się przynajmniej wydaje. Raz mamy gorszy czas, raz lepszy. Jeśli to nie przybiera skrajnych, niebezpiecznych poziomów, to przyzwólmy sobie na to. Nie musimy być zawsze idealni, nieskazitelni itd.
Ogólnie uważam, że tak samo jak przerysowuje się winę żony/męża w zdradach, tak zbyt łatwo zrzuca się wszystkie zachowania do jednego worka: "niskiego poczucia własnej wartości".

106

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:
PainIsFinite napisał/a:

Jedna uwaga. Narcyzm to NIE jest nadmierne poczucie wartości. Ro wlasnie bardzo nisie poczucie wartosci maskowane poczuciem wyższości

No nie wiem (nie jestem psychologiem). Jednak tzw. "lwów salonowych", nie posądzałabym o to. Też nie dajmy się zwariować, bo zaraz wyjdzie, że każdy z nas zaburzony wink
A nasze poczucie wartości jest jednak zmienne, tak mi się przynajmniej wydaje. Raz mamy gorszy czas, raz lepszy. Jeśli to nie przybiera skrajnych, niebezpiecznych poziomów, to przyzwólmy sobie na to. Nie musimy być zawsze idealni, nieskazitelni itd.
Ogólnie uważam, że tak samo jak przerysowuje się winę żony/męża w zdradach, tak zbyt łatwo zrzuca się wszystkie zachowania do jednego worka: "niskiego poczucia własnej wartości".


Pewnie, że nie można wszystkiego zrzucać na zwykłe "bo ja tak mam". Bo tata pił, a mama nie przytuliła. Jednak pewne wydarzenia z naszego życia jakoś nas ukształtowały. Nie zawsze dobrze. Warto zdać sobie z tego sprawę, by wiedzieć z czym się walczy.
Coś sprawia, że są ludzie, którzy będą zdradzać. Cos ich skrzywiło i sprawiło, że ten romansowy haj ich ciągnie.
Są ludzie, którzy wejdą w rolę kochanka/kochanki i pal sześć jeśli zbłądzą na moment, ale dostrzegą syf z romansu płynący i się z niego wygrzebią. Są  jednak ludzie, którzy tkwią w takiej chorej sytuacji całymi latami.
Są zdradzeni, których zdradzą raz, piąty i dziesiąty, a oni będą cierpieć,  męczyć się i dawać kolejne szanse. Coś na to wpływa, że boją się tupnąć nogą i wskazać zdrajcy drzwi, boją się wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie.
Dobrze jest sobie zdaç sprawę ze swoich braków, ze swoich strachów, by wiedzieć jak zawalczyć o siebie i swoje lepsze juteo.

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

107 Ostatnio edytowany przez memo331 (2021-09-14 21:30:48)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Dayzee napisał/a:

Coś na to wpływa, że boją się tupnąć nogą i wskazać zdrajcy drzwi, boją się wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie.
Dobrze jest sobie zdaç sprawę ze swoich braków, ze swoich strachów, by wiedzieć jak zawalczyć o siebie i swoje lepsze juteo.

Najczęściej kiepska sytuacja socjalno- finansowa, dzieci. Idealnym byłoby, jak chociażby w przypadku Pain, posiadać na tę okoliczność lokum, finansową niezależność, wsparcie rodziny. Ale to nieczęste sytuacje. Niepewna przyszłość studzi więc twarde decyzje i bohaterstwo. Jak powiedział bodajże paslawek, miłość miłością, ale jeść trzeba i opłacać rachunki.

Statek w porcie jest bezpieczny, ale nie po to buduje się statki

108 Ostatnio edytowany przez Yazoo (2021-09-16 08:20:07)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Nie, nie każdy facet oczernia swoją żonę, mówi o niej źle i niewybrednie, nie każdy robi z siebie "biednego misia", nie każdy też mówi o rutynie, o wypaleniu się w związku, nie każdy też żałuje, że nie spotkał kochanki wcześniej w swoim życiu i chce się przenosić w czasie (notabene dobry tekst big_smile ).

Są i tacy, którzy nie mówią nic na temat żony, oprócz samego faktu, że ona istnieje. A w pozostałych kwestiach milczą. Jakiekolwiek pytania o żonę zbywają uśmiechem i unikają odpowiedzi oraz opowiadania o swoim małżeństwie. Oświadczają "jestem żonaty" i pozostawiają informację do przetrawienia i do ewentualnego zaakceptowania.
Co o takich myślicie?

109

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Yazoo napisał/a:

Nie, nie każdy facet oczernia swoją żonę, mówi o niej źle i niewybrednie, nie każdy robi z siebie "biednego misia", nie każdy też mówi o rutynie, o wypaleniu się w związku, nie każdy też żałuje, że nie spotkał kochanki wcześniej w swoim życiu i chce się przenosić w czasie (notabene dobry tekst big_smile ).

Są i tacy, którzy nie mówią nic na temat żony, oprócz samego faktu, że ona istnieje. A w pozostałych kwestiach milczą. Jakiekolwiek pytania o żonę zbywają uśmiechem i unikają odpowiedzi oraz opowiadania o swoim małżeństwie. Oświadczają "jestem żonaty" i pozostawiają informację do przetrawienia i do ewentualnego zaakceptowania.
Co o takich myślicie?

Według mnie to "starzy wyjadacze", którzy wiedzą co chcą osiągnąć (relację/romans bez zobowiązań) i nie chcą lub nie mają ochoty tłumaczyć się dlaczego. Tym samym decyzję zostawiają 2 osobie , która doskonale wie wie o co jemu chodzi. A że niektórym kobietom taka informacja wcale nie przeszkadza, to są na tyle zuchwali by na starcie postawić sytuację jasno.

110 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-09-16 08:57:41)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Yazoo napisał/a:

Nie, nie każdy facet oczernia swoją żonę, mówi o niej źle i niewybrednie, nie każdy robi z siebie "biednego misia", nie każdy też mówi o rutynie, o wypaleniu się w związku, nie każdy też żałuje, że nie spotkał kochanki wcześniej w swoim życiu i chce się przenosić w czasie (notabene dobry tekst big_smile ).

Są i tacy, którzy nie mówią nic na temat żony, oprócz samego faktu, że ona istnieje. A w pozostałych kwestiach milczą. Jakiekolwiek pytania o żonę zbywają uśmiechem i unikają odpowiedzi oraz opowiadania o swoim małżeństwie. Oświadczają "jestem żonaty" i pozostawiają informację do przetrawienia i do ewentualnego zaakceptowania.
Co o takich myślicie?


Jeżeli wchodzisz w relację z facetem, który ma żonę, a tobie zależy na związku, na tym, by kochać i być kochaną to NIE KOCHASZ i NIE SZANUJESZ siebie. Jeśli pozwalasz na to, by być nie pierwsza, ani nawet nie druga tylko tak naprawdę ostatnia  - po żonie, dzieciach, zwierzętach domowych, wyjściach z kolegami etc - to  NIE KOCHASZ I NIE SZANUJESZ siebie. Swoich emocji, swojego czasu, swojego serca. I to powinno być dla ciebie najważniejsze, a nie to - "dlaczego on?"
Jeżeli jesteś żoną, która znosi zdrady,  złe traktowanie, oszustwa - to NIE SZANUJESZ i NIE KOCHASZ siebie.
Zarówno jako żona, jak i kochanka - boisz się puścić tego faceta.  Z jakiegoś powodu. Żony wytłumaczą jeszcze dzieci i kredyty, ale nie wyobrażam sobie - ja, jako ja - by móc być żoną, kobietą faceta, który na którymś etapie życia wybraj nie mnie, ale inną. I nawet tłumaczenie,że "to tylko seks", do mnie nie trafia. Bo skoro dla seksu ktoś zaryzykował MNIE, moje uczucia i NASZE wspólne życie, to oznacza to, że ceni je niżej niż ten "tylko seks".
A życie ze mną wybrał z wygody.
Wyboru kochanki nie tłumaczy nic.  Bo tak naprawdę co kochance z takiego faceta? Ani wsparcia, ani pomocy w codzienności... pozory "związku" i upokorzenie.

Co sądzę o takich facetach? Sądzę, że są małymi chłopcami, niedojrzałymi pseudomężczyznami, którzy nie dorośli do roli  dorosłego mężczyzny. Silnego, mądrego, chroniącego swoją rodzinę i kobietę. Dającego wsparcie i miłość. Bardzo smutna postać. Jak każda w trójkącie zdrady.

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

111 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-09-16 09:08:25)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:
Yazoo napisał/a:

na temat żony, .... samego faktu, że ona istnieje. A w pozostałych kwestiach milczą. .... unikają odpowiedzi oraz opowiadania o swoim małżeństwie. Oświadczają "jestem żonaty" i pozostawiają informację do przetrawienia i do ewentualnego zaakceptowania.
Co o takich myślicie?

Według mnie to "starzy wyjadacze", którzy wiedzą co chcą osiągnąć (relację/romans bez zobowiązań) i nie chcą lub nie mają ochoty tłumaczyć się dlaczego. Tym samym decyzję zostawiają 2 osobie , która doskonale wie wie o co jemu chodzi. A że niektórym kobietom taka informacja wcale nie przeszkadza, to są na tyle zuchwali by na starcie postawić sytuację jasno.

Pełna jasność. Tak jest dobrze. Osoby podejmują decyzje dotyczące ich życia. Każda osoba na własny rachunek. Bez manipulacji.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

112 Ostatnio edytowany przez Yazoo (2021-09-16 10:18:45)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:
Yazoo napisał/a:

Nie, nie każdy facet oczernia swoją żonę, mówi o niej źle i niewybrednie, nie każdy robi z siebie "biednego misia", nie każdy też mówi o rutynie, o wypaleniu się w związku, nie każdy też żałuje, że nie spotkał kochanki wcześniej w swoim życiu i chce się przenosić w czasie (notabene dobry tekst big_smile ).

Są i tacy, którzy nie mówią nic na temat żony, oprócz samego faktu, że ona istnieje. A w pozostałych kwestiach milczą. Jakiekolwiek pytania o żonę zbywają uśmiechem i unikają odpowiedzi oraz opowiadania o swoim małżeństwie. Oświadczają "jestem żonaty" i pozostawiają informację do przetrawienia i do ewentualnego zaakceptowania.
Co o takich myślicie?

Według mnie to "starzy wyjadacze", którzy wiedzą co chcą osiągnąć (relację/romans bez zobowiązań) i nie chcą lub nie mają ochoty tłumaczyć się dlaczego. Tym samym decyzję zostawiają 2 osobie , która doskonale wie wie o co jemu chodzi. A że niektórym kobietom taka informacja wcale nie przeszkadza, to są na tyle zuchwali by na starcie postawić sytuację jasno.

Dziękuje za odpowiedź. Też tak uważam. Chciałam się przekonać czy dobrze zinterpretowałam zachowanie i intencje.


Dayzee napisał/a:

Jeżeli wchodzisz w relację z facetem, który ma żonę, a tobie zależy na związku, na tym, by kochać i być kochaną to NIE KOCHASZ i NIE SZANUJESZ siebie. Jeśli pozwalasz na to, by być nie pierwsza, ani nawet nie druga tylko tak naprawdę ostatnia  - po żonie, dzieciach, zwierzętach domowych, wyjściach z kolegami etc - to  NIE KOCHASZ I NIE SZANUJESZ siebie. Swoich emocji, swojego czasu, swojego serca. I to powinno być dla ciebie najważniejsze, a nie to - "dlaczego on?"
Jeżeli jesteś żoną, która znosi zdrady,  złe traktowanie, oszustwa - to NIE SZANUJESZ i NIE KOCHASZ siebie.
Zarówno jako żona, jak i kochanka - boisz się puścić tego faceta.  Z jakiegoś powodu. Żony wytłumaczą jeszcze dzieci i kredyty, ale nie wyobrażam sobie - ja, jako ja - by móc być żoną, kobietą faceta, który na którymś etapie życia wybraj nie mnie, ale inną. I nawet tłumaczenie,że "to tylko seks", do mnie nie trafia. Bo skoro dla seksu ktoś zaryzykował MNIE, moje uczucia i NASZE wspólne życie, to oznacza to, że ceni je niżej niż ten "tylko seks".
A życie ze mną wybrał z wygody.
Wyboru kochanki nie tłumaczy nic.  Bo tak naprawdę co kochance z takiego faceta? Ani wsparcia, ani pomocy w codzienności... pozory "związku" i upokorzenie.

Co sądzę o takich facetach? Sądzę, że są małymi chłopcami, niedojrzałymi pseudomężczyznami, którzy nie dorośli do roli  dorosłego mężczyzny. Silnego, mądrego, chroniącego swoją rodzinę i kobietę. Dającego wsparcie i miłość. Bardzo smutna postać. Jak każda w trójkącie zdrady.

Bardzo dużo emocji w tej wypowiedzi. Czegoś w rodzaju "wjeżdżania" na ambicję, na dumę, na honor. A przecież pytanie dotyczyło intencji żonatego mężczyzny a nie oceny poziomu szacunku kobiety do samej siebie. 

Czy zatem bardziej "moralna" jest ta która wierzy lub udaje że wierzy wink w bajeczki o złej żonie lub o małżeństwie, które dawno "wypaliło się" czy ta, która po prostu nie ma złudzeń jak działa romans z żonatym mężczyzną? Przecież niezależnie od tego co mówi ten żonaty, w dalszym ciągu pozostaje żonaty. Czy tutaj coś kogoś usprawiedliwia?, a jeśli tak to co i kogo oraz dlaczego?



Gary napisał/a:
Roxann napisał/a:
Yazoo napisał/a:

na temat żony, .... samego faktu, że ona istnieje. A w pozostałych kwestiach milczą. .... unikają odpowiedzi oraz opowiadania o swoim małżeństwie. Oświadczają "jestem żonaty" i pozostawiają informację do przetrawienia i do ewentualnego zaakceptowania.
Co o takich myślicie?

Według mnie to "starzy wyjadacze", którzy wiedzą co chcą osiągnąć (relację/romans bez zobowiązań) i nie chcą lub nie mają ochoty tłumaczyć się dlaczego. Tym samym decyzję zostawiają 2 osobie , która doskonale wie wie o co jemu chodzi. A że niektórym kobietom taka informacja wcale nie przeszkadza, to są na tyle zuchwali by na starcie postawić sytuację jasno.

Pełna jasność. Tak jest dobrze. Osoby podejmują decyzje dotyczące ich życia. Każda osoba na własny rachunek. Bez manipulacji.


Tylko wtedy, jak wynika z wypowiedzi powyżej, narażamy się na zarzut w postaci cynizmu i wyrachowania.

113

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Yazoo napisał/a:

Bardzo dużo emocji w tej wypowiedzi. Czegoś w rodzaju "wjeżdżania" na ambicję, na dumę, na honor. A przecież pytanie dotyczyło intencji żonatego mężczyzny a nie oceny poziomu szacunku kobiety do samej siebie. 

Czy zatem bardziej "moralna" jest ta która wierzy lub udaje że wierzy wink w bajeczki o złej żonie lub o małżeństwie, które dawno "wypaliło się" czy ta, która po prostu nie ma złudzeń jak działa romans z żonatym mężczyzną? Przecież niezależnie od tego co mówi ten żonaty, w dalszym ciągu pozostaje żonaty. Czy tutaj coś kogoś usprawiedliwia?, a jeśli tak to co i kogo oraz dlaczego?

Nie dla każdego wierność jest głównym i pożądanym spoiwem związku. Przecież wiele par tworzy tzw. otwarte relacje i wie doskonale o tym, że partner/partnerka ma seks z kimś innym i to akceptuje.

114

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:
Yazoo napisał/a:

Bardzo dużo emocji w tej wypowiedzi. Czegoś w rodzaju "wjeżdżania" na ambicję, na dumę, na honor. A przecież pytanie dotyczyło intencji żonatego mężczyzny a nie oceny poziomu szacunku kobiety do samej siebie. 

Czy zatem bardziej "moralna" jest ta która wierzy lub udaje że wierzy wink w bajeczki o złej żonie lub o małżeństwie, które dawno "wypaliło się" czy ta, która po prostu nie ma złudzeń jak działa romans z żonatym mężczyzną? Przecież niezależnie od tego co mówi ten żonaty, w dalszym ciągu pozostaje żonaty. Czy tutaj coś kogoś usprawiedliwia?, a jeśli tak to co i kogo oraz dlaczego?

Nie dla każdego wierność jest głównym i pożądanym spoiwem związku. Przecież wiele par tworzy tzw. otwarte relacje i wie doskonale o tym, że partner/partnerka ma seks z kimś innym i to akceptuje.

Czy znasz osobiście choć jedną taką parę, czy wyłącznie słyszałaś o takich związkach?

Jak dobrze rozumiem, nie mówimy tutaj o swingersach.

115

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Yazoo napisał/a:

Czy znasz osobiście choć jedną taką parę, czy wyłącznie słyszałaś o takich związkach?

Jak dobrze rozumiem, nie mówimy tutaj o swingersach.

Znam nie jedną taką parę, w której na 100% małżonkowie/partnerzy wiedzą, że są regularnie "zdradzani" (nie raz nawzajem), a nie tylko, że zostali zdradzeni. Czy się na to godzą bo nie jest to dla nich coś, co przekreśla związek, a może po prostu udają, że jest ok bo chcą za wszelką cenę zachować status quo, nie wiem.

116

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Yazoo napisał/a:
Gary napisał/a:
Roxann napisał/a:

Według mnie to "starzy wyjadacze", którzy wiedzą co chcą osiągnąć (relację/romans bez zobowiązań) i nie chcą lub nie mają ochoty tłumaczyć się dlaczego. Tym samym decyzję zostawiają 2 osobie , która doskonale wie wie o co jemu chodzi. A że niektórym kobietom taka informacja wcale nie przeszkadza, to są na tyle zuchwali by na starcie postawić sytuację jasno.

Pełna jasność. Tak jest dobrze. Osoby podejmują decyzje dotyczące ich życia. Każda osoba na własny rachunek. Bez manipulacji.


Tylko wtedy, jak wynika z wypowiedzi powyżej, narażamy się na zarzut w postaci cynizmu i wyrachowania.

On mówi co chce.
Ona to akceptuje i też określa czego ona chce.
Jeśli oboje chcą tego samego, czyli np. seksu razem poza małżeństwem, to ten seks mają.
Jest to zaplanowane, zorganizowane, na podstawie świadomej decyzji dwóch osób.

Oczywiście jest to zdrada, bo jak się ślubowało wierność, to złamano tę obietnicę. Ale jeśli w małżeństwie ... bla, bla, bla... i tutaj można ciągnąć cały wątek (np.  https://www.netkobiety.pl/t106284.html ).


Złe postępowanie jest takie, że:

-- ktoś się zakochał, i nagle chce rzucić rodzinę, zmieniać życie, psuje małżeństwo
-- albo on chce seksu, szuka w sieci kobiety X, którą chce poznać i rozkochać w sobie, by w końcu razem w łóżku wylądować

Zakochanie trzeba przeczekać.
A jak kto chce seksu, to niech szuka seksu, a nie romansowania.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

117

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Gary napisał/a:
Yazoo napisał/a:
Gary napisał/a:

Pełna jasność. Tak jest dobrze. Osoby podejmują decyzje dotyczące ich życia. Każda osoba na własny rachunek. Bez manipulacji.


Tylko wtedy, jak wynika z wypowiedzi powyżej, narażamy się na zarzut w postaci cynizmu i wyrachowania.

On mówi co chce.
Ona to akceptuje i też określa czego ona chce.
Jeśli oboje chcą tego samego, czyli np. seksu razem poza małżeństwem, to ten seks mają.
Jest to zaplanowane, zorganizowane, na podstawie świadomej decyzji dwóch osób.

Oczywiście jest to zdrada, bo jak się ślubowało wierność, to złamano tę obietnicę. Ale jeśli w małżeństwie ... bla, bla, bla... i tutaj można ciągnąć cały wątek (np.  https://www.netkobiety.pl/t106284.html ).

W takim razie szkoda, bo gdyby mężczyźni szukający wyłącznie romansu stawiali sprawę od razu jasno i uczciwie, nie mieliby szans na ten romans, ponieważ  - jak na ironię - bardziej akceptowalne i pełne większego zrozumienia jest oszukiwanie zarówno kogoś jak i samego siebie wink
Czyli zakłamana moralność - tak. Uczciwie postawienie sprawy - nie.

118 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-09-16 10:50:40)

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Ja wiem czy emocjonalne? Moim zdaniem takie relacje są nienormalne, niosą w dalszej perspektywie głównie ból, no chyba że jest się psychopatą, traktującym ludzi instrumentalnie. To wtedy nie. Wtedy można się chełpić swoją "uczciwością" i "uczciwym " postawieniem sprawy  big_smile
A tak naprawdę jest się po prostu tragicznym czlowiekiem.
Zas kochankę traktuje się jak bezpłatne pogotowie seksualne. Co kto lubi.

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

119

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Yazoo napisał/a:

W takim razie szkoda, bo gdyby mężczyźni szukający wyłącznie romansu stawiali sprawę od razu jasno i uczciwie, nie mieliby szans na ten romans, ponieważ  - jak na ironię - bardziej akceptowalne i pełne większego zrozumienia jest oszukiwanie zarówno kogoś jak i samego siebie wink
Czyli zakłamana moralność - tak. Uczciwie postawienie sprawy - nie.

Myślę, że tylko ktoś szalenie pewny siebie i/lub ze sporym doświadczeniem w tej kwestii, stawia sprawę jasno na samym początku (musi wiedzieć, że nie musi wymyślać, by chętną/chętnego znaleźć). Inni próbują zachować pozory normalności czy moralności tłumacząc swoje postępowanie złą żoną, strzałą amora, dziećmi, kredytami i nie wiem czym jeszcze.

120

Odp: Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..
Roxann napisał/a:
Yazoo napisał/a:

W takim razie szkoda, bo gdyby mężczyźni szukający wyłącznie romansu stawiali sprawę od razu jasno i uczciwie, nie mieliby szans na ten romans, ponieważ  - jak na ironię - bardziej akceptowalne i pełne większego zrozumienia jest oszukiwanie zarówno kogoś jak i samego siebie wink
Czyli zakłamana moralność - tak. Uczciwie postawienie sprawy - nie.

Myślę, że tylko ktoś szalenie pewny siebie i/lub ze sporym doświadczeniem w tej kwestii, stawia sprawę jasno na samym początku (musi wiedzieć, że nie musi wymyślać, by chętną/chętnego znaleźć). Inni próbują zachować pozory normalności czy moralności tłumacząc swoje postępowanie złą żoną, strzałą amora, dziećmi, kredytami i nie wiem czym jeszcze.

Też tak sądzę. Stary wyjadacz, który kochanki musiałby w specjalnym rejestrze wpisywać, żeby wszystkie spamiętać.
I raczej żaden fajny, normalny facet, tylko jednostka silnie zaburzona.

"Zrozumiałam, że jestem sama odpowiedzialna za swoje życie i swoje emocje. I one maja mi coś do powiedzenia, trzeba ich tylko posłuchać" Marajka

Posty [ 61 do 120 z 146 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pytanie do zdradzonych żon i nie tylko..

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021