taniec jest aktywnością wyjątkowo zbliżającą, zwłaszcza kobiety i mężczyzn, bez porównania z innymi aktywnościami. Ale nie każdego taniec musi interesować. Dodatkowo liczy się też dynamika grupy, osoba instruktora/nauczyciela itp. To co opisujesz trudno nazwać regułą dla wszystkich aktywności grupowych.
Zgadza się, ale ten przykład został przez Witka wrzucony do tego samego worka z innymi, a że tutaj mam chyba najwięcej do powiedzenia, to go przytoczyłam.
to działają teraz jakieś akademie tańca w czasie pandemii?
Jak widać działają i mają się całkiem dobrze. Uczestniczyłam też w warsztatach i tzw. praktisach, którym w formie bliżej do imprezy niż czegoś, co ma służyć nabywaniu szlifów. Zresztą podobnie jak siłownie, a nawet restauracje. Mój syn jakieś pół roku temu zaczął chodzić na zajęcia MMA. Wystarczy poszukać.
Zwróć uwagę na to, że w opisywanych przez Ciebie sytuacjach Ty jesteś stroną pasywną, a mężczyźni aktywną. To oni inicjują rozmowę, dołączają się, a Ty mówisz że jest prosto
. Ja natomiast gdy uprawiam takie indywidualne aktywności wolę unikać ludzi, bo skupiam się na planie treningowym i technice i to jest mój cel. Nigdy nie poznałem nikogo biegając, pływając (a spędziłem na basenie dobre kilkaset godzin) czy uczęszczając na siłownię. Teoretycznie najłatwiej może poznać kogoś na łyżwach, też mógłbym przedstawić dogłębną analizę, dlaczego to nie działa. Druga sprawa - czy coś z tych opisywanych przez Ciebie sytuacji wynikło? Chyba nie, bo pewnie nie byłaś w ogóle zainteresowana by coś wynikało. A zwróć uwagę, że analizujemy problem poznania kogoś nie jednorazową, niezobowiązującą pogawędkę, tylko na tzw. "rokującą" znajomość.
To były tylko przykłady, bo bardzo często to ja jestem tą aktywną, zagadującą stroną. Bardziej chodziło mi o pokazanie, że jeśli człowiek się nie spina, na nic nie nastawia, to ludzi można poznać niemal od niechcenia i właściwie w każdych okolicznościach. Osobiście nikogo nie szukam, więc też nie mam potrzeby robienia wrażenia, nie zastanawiam się co powiedzieć, żeby zabrzmiało interesująco, nie wysyłam żadnych sygnałów, a to - jak widać - ma przełożenie na kontaktowość. I nie ma tu znaczenia, że przytoczone sytuacje (podałam je jako bardzo świeże) nie miały ciągu dalszego, bo są i takie, które go mają.
Widzę Olinka że jesteś po prostu otwartą i towarzyską osobą więc kontakty nawiązują Ci się same i zawsze gdzieś się pozbiera znajomych i przyjaciele pojawią. Taka postawa jest częsta ale chyba nie aż tak jak Ci się wydaje. Wiele osób ma niestety z tym problem bo przypuszcza że otwarta osoba nie uszanuje jego granic albo że ona sama nie będzie potrafić ich pokazać.
Stąd tyle ludzi samotnych wśród ludzi.
Tymczasem bezpośrednie w pierwszym kontakcie osoby niekoniecznie posuną się dalej na czyjś teren niż np introwertycy. To kwestia wyczucia a nie stylu bycia.
Słuszna uwaga. Jako introwertyczka (bo tak, jestem introwertyczką) rzeczywiście bardzo uważam na to, aby nie naruszać granic innych ludzi. To może pomagać.