Czy to zdrada??? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 428 ]

261

Odp: Czy to zdrada???

Rozumiem, że wolisz z taką zradzająca osobą żyć. Ja jednak wolę jak się zabierze razem ze swoją nowa miłością. smile

Zobacz podobne tematy :

262

Odp: Czy to zdrada???

No pewnie że nie big_smile
Ale rozumiem że żona może być rozżalona i utrudniać rozwód (czy też mąż). Chociażby po złości...

263

Odp: Czy to zdrada???
Symbi napisał/a:
noben napisał/a:
Pikupik2019 napisał/a:

Moje doświadczenia i lektura tego forum...

Na tym forum ton nadają osoby których relacje z płcią przeciwną albo w ogóle nie istnieją, albo leżą i kwiczą.
Dlatego wyciąganie jakichkolwiek wniosków natury ogólnej na bazie tutejszych postów jest nieporozumieniem.

Jak też zawsze zdradzeni i porzuceni są niewinni i idealni, a zdrajcy i odchodzący to wcielone zło.

Gdzie odchodzący w samotność są przedstawiani jako wcielone zło?

Co do zdradzaczy, biedactwom zdradzaczom tak źle, okropnie i strasznie było w starym związku, tylko jakoś nie potrafili odejść wcześniej i czekali na pojawienie się nowej gałęzi, bidulki. No weź jakby jakiś zdradzacz tak powiedział, to uznałabym to za czystą próbę usprawiedliwiania swoich świństw i słabą próbę wybielenia siebie.

264

Odp: Czy to zdrada???
polis napisał/a:

biedactwom zdradzaczom tak źle, okropnie i strasznie było w starym związku, tylko jakoś nie potrafili odejść wcześniej i czekali na pojawienie się nowej

Ale dlaczego histeryzujesz?
Ogromna masa ludzi tkwi w gównianych albo po prostu nijakich małżeństwach, ale jednak nie czują potrzeby odchodzić. Natomiast jak poznają kogoś nowego, kto im się spodoba, to wówczas taka potrzeba się pojawia.
Co to za dziwaczny przesąd, że ''nie wolno'' odejść do kogoś, ale odejść i być samemu to już tak..?

265

Odp: Czy to zdrada???
noben napisał/a:
polis napisał/a:

biedactwom zdradzaczom tak źle, okropnie i strasznie było w starym związku, tylko jakoś nie potrafili odejść wcześniej i czekali na pojawienie się nowej

Ale dlaczego histeryzujesz?
Ogromna masa ludzi tkwi w gównianych albo po prostu nijakich małżeństwach, ale jednak nie czują potrzeby odchodzić. Natomiast jak poznają kogoś nowego, kto im się spodoba, to wówczas taka potrzeba się pojawia.
Co to za dziwaczny przesąd, że ''nie wolno'' odejść do kogoś, ale odejść i być samemu to już tak..?

Nie histeryzuje, tylko bawi mnie toporne usprawiedliwianie się i próba wybielania swojej osoby.

Pomijasz pewien "drobny" szczegół, że jeśli mówimy o zdradzaczach to przed odejściem zrobili świństwo partnerowi z nową gałęzią.

266

Odp: Czy to zdrada???
noben napisał/a:

Co to za dziwaczny przesąd, że ''nie wolno'' odejść do kogoś, ale odejść i być samemu to już tak..?

Na prawdę nie rozumiesz czy tak się zgrywasz?

Chodzi przede wszystkim o krzywdę jaką się wyrządza drugiemu człowiekowi. Jak ktoś odchodzi bo mu źle to można sobie powiedzieć no tak, nie wyszło, popłakać chwilę i ruszyć dalej. Na spokojnie, można to zakończyć i z klasą.

Ale jeśli ktoś nie odchodzi mimo, że jest mu źle i tkwi w gównianym związku, najczęściej generuje masę zobowiązań, kredytów, dzieci itp które powodują rozstanie jeszcze trudniejsze. A zauważ, że jak kogoś pozna to nagle wkracza determinacja, ogromny pociąg do tej osoby i odchodzi się po prostu po trupach. Najpierw jest emocjonalna huśtawka, masa kłamstw w żywe oczy, potem jest przerzucanie winy na tego zdradzanego i porzucanego i robienie z niego gówna. Przy okazji rykoszetem dostają dzieci. A nowy partner też ma przewalone, bo tamten związek jest jeszcze mentalnie nie zakończony i właściwie w całym układzie jest jeden wielki szajs. Toż to egoizm w czystej postaci. Nie wyjdę ze swojej strefy komfortu bo jestem tchórzem i nie chcę być sam, ale jak ktoś się pojawi to spalę partnera żywcem i zjem na obiad. Słabe to i tyle.

267

Odp: Czy to zdrada???
Pikupik2019 napisał/a:

Ale jeśli ktoś nie odchodzi mimo, że jest mu źle i tkwi w gównianym związku,.

Znacznie częściej jest nijak; wtedy odchodzenie nie ma sensu, bo i po co się męczyć jeśli jakość życia ogólnie nie ulegnie zmianie.
Pragmatyka.
No a jak pojawi się nowe zauroczenie, to jest po co odchodzić. I nie dramatyzujmy, że to zawsze jest po trupach. Nie zawsze.
A że w takim układzie ktoś będzie mocno niezadowolony, to rzecz nieunikniona.

268

Odp: Czy to zdrada???
noben napisał/a:
Pikupik2019 napisał/a:

Ale jeśli ktoś nie odchodzi mimo, że jest mu źle i tkwi w gównianym związku,.

czy
Znacznie częściej jest nijak; wtedy odchodzenie nie ma sensu, bo i po co się męczyć jeśli jakość życia ogólnie nie ulegnie zmianie.

Czyli zdradzacz używa innych ludzi do tego, żeby mu podnosili jakość życia, bo sam nie potrafi być szczęśliwy ze sobą? Słabo, egoizm i moim zdaniem szukanie wiatru w polu. Albo ktoś się czuje szczęśliwy sam z sobą i wtedy żaden dzień nie jest nijaki, bo sam robi sobie człowiek święto albo jest tak naprawdę nieszczęśliwy sam ze sobą i szuka, żeby inni robili mu w życiu święto, co oczywiście w każdym związku kiedyś się kończy.

269 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-02-17 12:13:58)

Odp: Czy to zdrada???
noben napisał/a:

...
No a jak pojawi się nowe zauroczenie, to jest po co odchodzić. I nie dramatyzujmy, że to zawsze jest po trupach. Nie zawsze.
A że w takim układzie ktoś będzie mocno niezadowolony, to rzecz nieunikniona.

Co za głupoty. To nie jest zabawa w piaskownicy.
Odwracasz kota ogonem.
Niech odchodzi, krzyż na drogę ... ale ....
Głównym problemem jest ponoszenie konsekwencji za podejmowanie przez siebie decyzje, nie przerzucanie tego na innych, a tak się najczęściej dzieje. Skoro podjęła jedną główną decyzję, tj. przysięgę, wejście w cudze, życie, brała na siebie prawa ale tez obowiązki, zostały podjęte zobowiązania.
Jednak w wyniku wykonywanego przez zdradzacza salta chce on uniknąć kłopotów dla siebie, a konsekwencje, z powodu jego decyzji mają ponieść pozostałe osoby, w tym głównie dzieci i małżonek zdradzony.
Wystarczy wziąć winę na siebie i kłopotów z rozwodem by nie było.
Zradzacz jednak najczęściej chce się wyślizgać i zostawić z kłopotami pozostałych. "On nic złego nie robi tylko wszyscy się zawzięli i utrudniają mu bycie szczęśliwym". Tak, dokładnie tak jak ktoś napisał wyżej, kieruje się własnym egoizmem. Niestety najczęściej "po trupach" byle tylko on miał wygodnie. Wymaga się od zdradzanego by stał się siostrą miłosierdzia i odpuścił mu wszystkie winy i zobowiązania, a najlepiej szybko sobie kogoś znalazł tak by sumienie było czyste.

Patrząc na chłodno ślub to forma umowy, jednostronne złamanie zasad w każdej niesie konsekwencje.

270

Odp: Czy to zdrada???
bullet napisał/a:
noben napisał/a:

...
No a jak pojawi się nowe zauroczenie, to jest po co odchodzić. I nie dramatyzujmy, że to zawsze jest po trupach. Nie zawsze.
A że w takim układzie ktoś będzie mocno niezadowolony, to rzecz nieunikniona.

Co za głupoty. To nie jest zabawa w piaskownicy.
Odwracasz kota ogonem.
Niech odchodzi, krzyż na drogę ... ale ....
Głównym problemem jest ponoszenie konsekwencji za podejmowanie przez siebie decyzje, nie przerzucanie tego na innych, a tak się najczęściej dzieje. Skoro podjęła jedną główną decyzję, tj. przysięgę, wejście w cudze, życie, brała na siebie prawa ale tez obowiązki, zostały podjęte zobowiązania.
Jednak w wyniku wykonywanego przez zdradzacza salta chce on uniknąć kłopotów dla siebie, a konsekwencje, z powodu jego decyzji mają ponieść pozostałe osoby, w tym głównie dzieci i małżonek zdradzony.
Wystarczy wziąć winę na siebie i kłopotów z rozwodem by nie było.
Zradzacz jednak najczęściej chce się wyślizgać i zostawić z kłopotami pozostałych. "On nic złego nie robi tylko wszyscy się zawzięli i utrudniają mu bycie szczęśliwym". Tak, dokładnie tak jak ktoś napisał wyżej, kieruje się własnym egoizmem. Niestety najczęściej "po trupach" byle tylko on miał wygodnie. Wymaga się od zdradzanego by stał się siostrą miłosierdzia i odpuścił mu wszystkie winy i zobowiązania, a najlepiej szybko sobie kogoś znalazł tak by sumienie było czyste.

Patrząc na chłodno ślub to forma umowy, jednostronne złamanie zasad w każdej niesie konsekwencje.

Mam do was doświadczonych pytanie, w zasadzie do wszystkich. Jeśli coś jest jednak na rzeczy, ktoś ma coś za uszami, jest jakiś sekret. TO co takiego manipulanta jest w stanie wyprowadzić najbardziej z równowagi??? W sensie, zbić z tropu, jakie zachowanie, lub pomysł, co można zrobić by być bliżej prawdy i odkryć co jest na rzeczy???

271

Odp: Czy to zdrada???

Jeśli bardzo zależy Ci na odkryciu prawdy, to detektyw.
Albo złapanie "złodzieja za jego rękę" na gorącym uczynku, ale to rzadko się udaje.
Prowokacje, żądania - prowadzą tylko do kłótni i konfliktów, które zdradzający wykorzystuje jako pretekstu do tego, żeby jeszcze bardziej zacieśniać kontakty z koleżanką/ kolegą. Robi się z tego przysłowiowa żona sekutnica, która swoimi awanturami sama wpycha męża w ramiona kochanki.

272

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:
bullet napisał/a:
noben napisał/a:

...
No a jak pojawi się nowe zauroczenie, to jest po co odchodzić. I nie dramatyzujmy, że to zawsze jest po trupach. Nie zawsze.
A że w takim układzie ktoś będzie mocno niezadowolony, to rzecz nieunikniona.

Co za głupoty. To nie jest zabawa w piaskownicy.
Odwracasz kota ogonem.
Niech odchodzi, krzyż na drogę ... ale ....
Głównym problemem jest ponoszenie konsekwencji za podejmowanie przez siebie decyzje, nie przerzucanie tego na innych, a tak się najczęściej dzieje. Skoro podjęła jedną główną decyzję, tj. przysięgę, wejście w cudze, życie, brała na siebie prawa ale tez obowiązki, zostały podjęte zobowiązania.
Jednak w wyniku wykonywanego przez zdradzacza salta chce on uniknąć kłopotów dla siebie, a konsekwencje, z powodu jego decyzji mają ponieść pozostałe osoby, w tym głównie dzieci i małżonek zdradzony.
Wystarczy wziąć winę na siebie i kłopotów z rozwodem by nie było.
Zradzacz jednak najczęściej chce się wyślizgać i zostawić z kłopotami pozostałych. "On nic złego nie robi tylko wszyscy się zawzięli i utrudniają mu bycie szczęśliwym". Tak, dokładnie tak jak ktoś napisał wyżej, kieruje się własnym egoizmem. Niestety najczęściej "po trupach" byle tylko on miał wygodnie. Wymaga się od zdradzanego by stał się siostrą miłosierdzia i odpuścił mu wszystkie winy i zobowiązania, a najlepiej szybko sobie kogoś znalazł tak by sumienie było czyste.

Patrząc na chłodno ślub to forma umowy, jednostronne złamanie zasad w każdej niesie konsekwencje.

Mam do was doświadczonych pytanie, w zasadzie do wszystkich. Jeśli coś jest jednak na rzeczy, ktoś ma coś za uszami, jest jakiś sekret. TO co takiego manipulanta jest w stanie wyprowadzić najbardziej z równowagi??? W sensie, zbić z tropu, jakie zachowanie, lub pomysł, co można zrobić by być bliżej prawdy i odkryć co jest na rzeczy???

Niezbite dowody niewierności,zdrady ,bo na resztę tych prowokacji,myków,kruczków itp w amoku i na haju to jest się odpornym i przygotowanym,sumienie jest prawie perfekcyjnie znieczulone ,przerzucanie winy działa nawet z byle powodu i wystarczają błahostki żeby się usprawiedliwić zracjonalizować zdradę,która staje się właściwie nie zdradą ,choć werbalnie możesz usłyszeć przyznanie Ci nawet racji w głowie jest jednak coś innego ,tak jest często jak romans wychodzi na jaw w trakcie jego trwania.

273

Odp: Czy to zdrada???
IsaBella77 napisał/a:

Jeśli bardzo zależy Ci na odkryciu prawdy, to detektyw.
Albo złapanie "złodzieja za jego rękę" na gorącym uczynku, ale to rzadko się udaje.
Prowokacje, żądania - prowadzą tylko do kłótni i konfliktów, które zdradzający wykorzystuje jako pretekstu do tego, żeby jeszcze bardziej zacieśniać kontakty z koleżanką/ kolegą. Robi się z tego przysłowiowa żona sekutnica, która swoimi awanturami sama wpycha męża w ramiona kochanki.


Niby tak, tyle że on do mnie kiedyś powiedział, że wpycham go w jej ramiona, no tyle, ze te ramiona muszą być dla niego otwarte, tak. Bo  tak jak mówiłam tam jest kilkudziesięciu chłopa i te jej ramiona są otwarte tylko dla niego????
Czyli co, on tylko czeka na jej zielone światło, a gdy się zapali, to poleci jak w dym, no bo żona zła i awantury robi.

274

Odp: Czy to zdrada???
paslawek napisał/a:
alien1666 napisał/a:
bullet napisał/a:

Co za głupoty. To nie jest zabawa w piaskownicy.
Odwracasz kota ogonem.
Niech odchodzi, krzyż na drogę ... ale ....
Głównym problemem jest ponoszenie konsekwencji za podejmowanie przez siebie decyzje, nie przerzucanie tego na innych, a tak się najczęściej dzieje. Skoro podjęła jedną główną decyzję, tj. przysięgę, wejście w cudze, życie, brała na siebie prawa ale tez obowiązki, zostały podjęte zobowiązania.
Jednak w wyniku wykonywanego przez zdradzacza salta chce on uniknąć kłopotów dla siebie, a konsekwencje, z powodu jego decyzji mają ponieść pozostałe osoby, w tym głównie dzieci i małżonek zdradzony.
Wystarczy wziąć winę na siebie i kłopotów z rozwodem by nie było.
Zradzacz jednak najczęściej chce się wyślizgać i zostawić z kłopotami pozostałych. "On nic złego nie robi tylko wszyscy się zawzięli i utrudniają mu bycie szczęśliwym". Tak, dokładnie tak jak ktoś napisał wyżej, kieruje się własnym egoizmem. Niestety najczęściej "po trupach" byle tylko on miał wygodnie. Wymaga się od zdradzanego by stał się siostrą miłosierdzia i odpuścił mu wszystkie winy i zobowiązania, a najlepiej szybko sobie kogoś znalazł tak by sumienie było czyste.

Patrząc na chłodno ślub to forma umowy, jednostronne złamanie zasad w każdej niesie konsekwencje.

Mam do was doświadczonych pytanie, w zasadzie do wszystkich. Jeśli coś jest jednak na rzeczy, ktoś ma coś za uszami, jest jakiś sekret. TO co takiego manipulanta jest w stanie wyprowadzić najbardziej z równowagi??? W sensie, zbić z tropu, jakie zachowanie, lub pomysł, co można zrobić by być bliżej prawdy i odkryć co jest na rzeczy???

Niezbite dowody niewierności,zdrady ,bo na resztę tych prowokacji,myków,kruczków itp w amoku i na haju to jest się odpornym i przygotowanym,sumienie jest prawie perfekcyjnie znieczulone ,przerzucanie winy działa nawet z byle powodu i wystarczają błahostki żeby się usprawiedliwić zracjonalizować zdradę,która staje się właściwie nie zdradą ,choć werbalnie możesz usłyszeć przyznanie Ci nawet racji w głowie jest jednak coś innego ,tak jest często jak romans wychodzi na jaw w trakcie jego trwania.

To się mu wymsknęło na początku, jak nie zapanował nad sobą. Na mój zarzut, ze coś go z nią łączy zaczął krzyczeć, że on ma przegwizdane w pracy( tak ciężko) i w domu (a ja codziennie obiadek cieplutki na stół, kawusia ciasteczko, rozmowa). I że gdzieś tam na imprezę z nim nie poszłam i miałam takie wrażenie, że dla niego to był właśnie powód, ważny powód by robić co chce.
Powiedział, że ona przychodzi do niego po pomoc, płacze, że ją wywalą i takie tam. Ale potem wszystkiego co ja wyżej napisałam się wyparł. Ja nic z tego nie rozumiem. Pierwszy raz od 15 lat przyłapuję go na kłamstwach!!! On zawsze gardził kłamstwem a teraz to robi

275

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

Niby tak, tyle że on do mnie kiedyś powiedział, że wpycham go w jej ramiona, no tyle, ze te ramiona muszą być dla niego otwarte, tak. Bo  tak jak mówiłam tam jest kilkudziesięciu chłopa i te jej ramiona są otwarte tylko dla niego????
Czyli co, on tylko czeka na jej zielone światło, a gdy się zapali, to poleci jak w dym, no bo żona zła i awantury robi.

Na to, czy tamte ramiona są dla niego otwarte i w jakiej szerokości - nie masz żadnego wpływu. To on decyduje o tym, czy z tych ramion skorzysta. I nie chodzi o to, że nagle dostanie zielone światło. On to zielone ma na stałe od niej, potrzebuje tylko pretekstu, usprawiedliwienia przed samym sobą. A pretensje, zarzuty i żądania prawdy - które są w tym monecie jak najbardziej zasadne z Twojej strony! - będą jako taki pretekst wykorzystane.
Przecież to jest klasyczne "żona mnie nie rozumie".

alien1666 napisał/a:

To się mu wymsknęło na początku, jak nie zapanował nad sobą. Na mój zarzut, ze coś go z nią łączy zaczął krzyczeć, że on ma przegwizdane w pracy( tak ciężko) i w domu (a ja codziennie obiadek cieplutki na stół, kawusia ciasteczko, rozmowa). I że gdzieś tam na imprezę z nim nie poszłam i miałam takie wrażenie, że dla niego to był właśnie powód, ważny powód by robić co chce.
Powiedział, że ona przychodzi do niego po pomoc, płacze, że ją wywalą i takie tam. Ale potem wszystkiego co ja wyżej napisałam się wyparł. Ja nic z tego nie rozumiem. Pierwszy raz od 15 lat przyłapuję go na kłamstwach!!! On zawsze gardził kłamstwem a teraz to robi

W którymś z moich poprzednich postów napisałam Ci dokładnie to samo odnośnie moich doświadczeń, a Ty skoczyłaś do mnie o to z pazurami wink
Kropka w kropkę to samo usłyszałam od mojego byłego partnera o kobiecie, z którą mnie zdradził.
Że leniwa, niepojętna, że nic nie robi, że wszyscy się z niej śmieją bo głupia. Że olewa pracę i zawala plany, przez co zespół nie wyrabia grupowych targetów inie dostają premii. No i że brzydka, że ma przydrożną urodę. Że wszyscy faceci z firmy już z nią spali i jak ją widzą, to żartują że fajnie że przyjechała, bo sobie przynajmniej zamoczą.
No ale że biedna przecież taka, nieszczęśliwa samotna matka, no przecież jak kogoś takiego z pracy wyrzucić.
Ja również nie poszłam z nim na jedną imprezę, która była organizowana jakieś 2 dni przed Wigilią, nie mogłam po prostu, byłam zawalona pracą i obowiązkami przed świętami.
Z tej imprezy do domu następnego dnia przywiozła go właśnie ona, nic zdrożnego, przecież mieszkaliśmy w tym samym mieście, jedyne co było dziwne, to to jak patrzyła na mnie (paskudnie i wilkiem) jak witaliśmy się pocałunkiem przed domem po tym, jak on wysiadł z samochodu.
Następnego dnia po południu usłyszałam, jaka to ja jestem przecież wredna, jak się strasznie o wszystko czepiam i o wszystko mam pretensje. I jak to on dłużej już tak naprawdę nie może.
Po czym wyszedł, a gdzie spał tej samej nocy, to już chyba nie muszę dodawać smile
Sama możesz ocenić, co ze słów mojego byłego partnera było prawdą, a co kłamstwem.

276

Odp: Czy to zdrada???
IsaBella77 napisał/a:
alien1666 napisał/a:

Niby tak, tyle że on do mnie kiedyś powiedział, że wpycham go w jej ramiona, no tyle, ze te ramiona muszą być dla niego otwarte, tak. Bo  tak jak mówiłam tam jest kilkudziesięciu chłopa i te jej ramiona są otwarte tylko dla niego????
Czyli co, on tylko czeka na jej zielone światło, a gdy się zapali, to poleci jak w dym, no bo żona zła i awantury robi.

Na to, czy tamte ramiona są dla niego otwarte i w jakiej szerokości - nie masz żadnego wpływu. To on decyduje o tym, czy z tych ramion skorzysta. I nie chodzi o to, że nagle dostanie zielone światło. On to zielone ma na stałe od niej, potrzebuje tylko pretekstu, usprawiedliwienia przed samym sobą. A pretensje, zarzuty i żądania prawdy - które są w tym monecie jak najbardziej zasadne z Twojej strony! - będą jako taki pretekst wykorzystane.
Przecież to jest klasyczne "żona mnie nie rozumie".,

No niby tak, tyle że ja już tysiąc razy go pytałam czy on coś do niej czuje i czy ona coś do niego ma. No i wmawia mi, że ona do niego na pewno nic nie ma, a on do niej też, że to najbrzydsza dziewczyna w okolicy i że kompletnie mu się nie podoba. No tyle, że do niej coś głupiego pisał i jej broni.

alien1666 napisał/a:

To się mu wymsknęło na początku, jak nie zapanował nad sobą. Na mój zarzut, ze coś go z nią łączy zaczął krzyczeć, że on ma przegwizdane w pracy( tak ciężko) i w domu (a ja codziennie obiadek cieplutki na stół, kawusia ciasteczko, rozmowa). I że gdzieś tam na imprezę z nim nie poszłam i miałam takie wrażenie, że dla niego to był właśnie powód, ważny powód by robić co chce.
Powiedział, że ona przychodzi do niego po pomoc, płacze, że ją wywalą i takie tam. Ale potem wszystkiego co ja wyżej napisałam się wyparł. Ja nic z tego nie rozumiem. Pierwszy raz od 15 lat przyłapuję go na kłamstwach!!! On zawsze gardził kłamstwem a teraz to robi

W którymś z moich poprzednich postów napisałam Ci dokładnie to samo odnośnie moich doświadczeń, a Ty skoczyłaś do mnie o to z pazurami wink
Kropka w kropkę to samo usłyszałam od mojego byłego partnera o kobiecie, z którą mnie zdradził.
Że leniwa, niepojętna, że nic nie robi, że wszyscy się z niej śmieją bo głupia. Że olewa pracę i zawala plany, przez co zespół nie wyrabia grupowych targetów inie dostają premii. No i że brzydka, że ma przydrożną urodę. Że wszyscy faceci z firmy już z nią spali i jak ją widzą, to żartują że fajnie że przyjechała, bo sobie przynajmniej zamoczą.
No ale że biedna przecież taka, nieszczęśliwa samotna matka, no przecież jak kogoś takiego z pracy wyrzucić.
Ja również nie poszłam z nim na jedną imprezę, która była organizowana jakieś 2 dni przed Wigilią, nie mogłam po prostu, byłam zawalona pracą i obowiązkami przed świętami.
Z tej imprezy do domu następnego dnia przywiozła go właśnie ona, nic zdrożnego, przecież mieszkaliśmy w tym samym mieście, jedyne co było dziwne, to to jak patrzyła na mnie (paskudnie i wilkiem) jak witaliśmy się pocałunkiem przed domem po tym, jak on wysiadł z samochodu.
Następnego dnia po południu usłyszałam, jaka to ja jestem przecież wredna, jak się strasznie o wszystko czepiam i o wszystko mam pretensje. I jak to on dłużej już tak naprawdę nie może.
Po czym wyszedł, a gdzie spał tej samej nocy, to już chyba nie muszę dodawać smile
Sama możesz ocenić, co ze słów mojego byłego partnera było prawdą, a co kłamstwem.

I co nie przeszkadzało to Twojemu, że pół pracy ją przeleciało, że taka głupia????
Jak teraz się tłumaczy, co o niej mówi???

277

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

I co nie przeszkadzało to Twojemu, że pół pracy ją przeleciało, że taka głupia????
Jak teraz się tłumaczy, co o niej mówi???

Wiesz co, po tym co zrobił to mnie już nie obchodziło co jemu przeszkadzało, a co nie.

Bardzo mocno ją wychwalał, że taka spokojna, że ułożona, że prawo studiowała, a ja jak tylko pierwszy raz to usłyszałam, to pomyślałam sobie - jesteś kolego w czarnej dupie, jeśli sam musisz siebie i wszystkich głośno o tym jaka to ona cudowna, przekonywać.
Ich romans potrwał aktywnie przez kilka tygodni raptem, może z 2 miesiące tego wszystkiego było.
Co mnie zaskoczyło, to fakt, że ona bardzo agresywnie działała przeciwko mnie. Nie znając mnie i nie wiedząc o mnie niczego, oprócz tego, że wprowadziłam zasady spotykania się z dzieckiem dogodne i bezpieczne dla dziecka, a nie dostosowane pod nią - nazywała mnie suką, szmatą, przekonywała go że ona mu pomoże w tym, aby mi to dziecko odebrać. Przykro mi, ale dziecko nie jest małpą do pokazywania w cyrku, czy w zoo. I nie ma żadnych podstaw do tego, żeby stykało się z kimś takim zaledwie w tydzień po rozpoczęciu romansu tatusia.

Ja nie wybaczyłam, nie potrafiłam, nie mogłam, mimo że on po tych kilku tygodniach siedział już u mnie na wycieraczce i płakał, że on nie przestał mnie kochać, że przeprasza i jak to mu bardzo zależy.
Mnie nie interesowały jego tłumaczenia, ani to co mówił o niej później. Wiem tylko, że ona jeszcze długi czas zabiegała o niego, pisała, wysyłała zdjęcia, na golasa również, zaczepiała go.
Nie umiem ocenić kto na tym wyszedł najgorzej, ale zdaje się, że on sam.

P.S. Żadnego prawa nie studiowała, to też była ściema smile

278

Odp: Czy to zdrada???
IsaBella77 napisał/a:
alien1666 napisał/a:

I co nie przeszkadzało to Twojemu, że pół pracy ją przeleciało, że taka głupia????
Jak teraz się tłumaczy, co o niej mówi???

Wiesz co, po tym co zrobił to mnie już nie obchodziło co jemu przeszkadzało, a co nie.

Bardzo mocno ją wychwalał, że taka spokojna, że ułożona, że prawo studiowała, a ja jak tylko pierwszy raz to usłyszałam, to pomyślałam sobie - jesteś kolego w czarnej dupie, jeśli sam musisz siebie i wszystkich głośno o tym jaka to ona cudowna, przekonywać.
Ich romans potrwał aktywnie przez kilka tygodni raptem, może z 2 miesiące tego wszystkiego było.
Co mnie zaskoczyło, to fakt, że ona bardzo agresywnie działała przeciwko mnie. Nie znając mnie i nie wiedząc o mnie niczego, oprócz tego, że wprowadziłam zasady spotykania się z dzieckiem dogodne i bezpieczne dla dziecka, a nie dostosowane pod nią - nazywała mnie suką, szmatą, przekonywała go że ona mu pomoże w tym, aby mi to dziecko odebrać. Przykro mi, ale dziecko nie jest małpą do pokazywania w cyrku, czy w zoo. I nie ma żadnych podstaw do tego, żeby stykało się z kimś takim zaledwie w tydzień po rozpoczęciu romansu tatusia.

Ja nie wybaczyłam, nie potrafiłam, nie mogłam, mimo że on po tych kilku tygodniach siedział już u mnie na wycieraczce i płakał, że on nie przestał mnie kochać, że przeprasza i jak to mu bardzo zależy.
Mnie nie interesowały jego tłumaczenia, ani to co mówił o niej później. Wiem tylko, że ona jeszcze długi czas zabiegała o niego, pisała, wysyłała zdjęcia, na golasa również, zaczepiała go.
Nie umiem ocenić kto na tym wyszedł najgorzej, ale zdaje się, że on sam.

P.S. Żadnego prawa nie studiowała, to też była ściema smile

Jesteście jeszcze razem, czy nie?? Pozwoliłaś mu wrócić??
Wiesz ta jego to nie jest typ lafiryndy, to raczej taka mało urodziwa szara myszka, pewnie dość inteligentna, modląca i tak dalej. Może mu czegoś zabrakło u nas.
Najgorsze jest to, że ja czuję się jak śmieć, że może jestem tak mało ciekawa i interesująca, że szuka rozmów i zrozumienia u innych.

279

Odp: Czy to zdrada???

Nie. Nie jesteśmy razem i nie chciałam wrócić do niego.
On wylądował u swoich rodziców, mieszka tam do dzisiaj.

Może jestem zatwardziała, może zawzięta, ale nie potrafiłam się zmusić do tego, żeby TO wybaczyć.
Ona po kilku miesiącach od ich romansu została jednak wyrzucona z firmy, gdzie wspólnie pracowali, narobiła tam jakiegoś bałaganu dużego, dodatkowo dopatrzono się, że kończy dzień pracy o 12-13 codziennie. Także wtedy już nikomu nie przeszkadzało, że jest biedną, samotną mamą. Z tego co wiem, jej poprzedni związek to też był romans z żonatym mężczyzną, który miał dwójkę dzieci. Mieli już podobno razem zamieszkać, ale on wrócił do swojej rodziny. Nie wiem, i w sumie mało mnie to obchodzi, czy z jakiegoś powodu ona wybierała sobie partnerów według jakiegoś określonego modelu.
U mnie to był typ kobiety kreującej siebie samą na kobietę uczciwą, mówiła o tym, jakie to ona ma zasady, jaki kręgosłup, jaka jest skromna, moralna itepe, a jednocześnie nazywała mnie suką, szmatą, zachęcała go do odebrania mi praw rodzicielskich (!) i wysyłała mu setki swoich nagich zdjęć.
Jaki to rodzaj uczciwości i moralności, to niech już sobie każdy sam określi.
Swoją drogą, on ten pozew złożył. I dostał takie wciry w sądzie, że aż było przykro na to wszystko patrzeć i słuchać tego.

Absolutnie nie powinnaś czuć się gorsza, mniej interesująca, czy mniej atrakcyjna! Absolutnie!
Jesteś sobą. Nie nią. Masz więc swoje cechy.
Jesteś piękna, interesująca i jak najbardziej warta MIŁOŚCI, wierności, szacunku i szczerości.
Podkreślam - jak najbardziej!
Jesteś inna od niej. Być może to Twojemu mężowi wystarczy do jakiejś gradacji, oceny, czy wyboru, to świadczy również o jego głębi emocjonalnej, jednak zapamiętaj sobie raz na zawsze - nie jesteś gorsza.

280 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-02-17 14:53:21)

Odp: Czy to zdrada???

zacytuje fragment, ale celny, może nie do końca w tym wątku ale ...

IsaBella77 napisał/a:

...Ja nie wybaczyłam, nie potrafiłam, nie mogłam, mimo że on po tych kilku tygodniach siedział już u mnie na wycieraczce i płakał, że on nie przestał mnie kochać, że przeprasza i jak to mu bardzo zależy.
Mnie nie interesowały jego tłumaczenia...

... alien jaki widzisz w postach wyżej były wpisy o tym jacy wredni są Co zdradzeni, ze pastwią się nad bidulami, które tak bardzo cierpią w nieszczęśliwym związku, że robimy z siebie biedne misie ... itp.
Nie wiem w jakim procencie, i mi to szczerze mówiąc wisi, ale z życia i z tego forum wyłania się obraz, ze znaczna większość jeśli nie prawie wszystkie takie związku budowane na nieszczęściu kończą się katastrofą dla zdradzacza. Zostaje z kwitkiem bo albo dostaje kopa (kto chce osobę, która tak łatwo zdradza) albo sama widzi, że rycerz nie taki piękny, a zbroja nie taka lśniąca. Reasumując, ze syf ten sam tylko ryj inny. Po prostu rutyna zycia, zaczynają się wspólne sprawy i zaczyna się problem.
Jeśli taki zdradzacz zdąży zamydlić oczy zdradzonemu małżonkowi zanim ten się otrząśnie lub ten nie w czas wykryje zdradę to ma on jeszcze szansę.
Ot "nic nie było", "nie było sexu", "to tylko kolega/kolezanka" .... i inne "to tylko ..." bzdety
W innym wątku ktoś się zastanawia, czy zdradzający żałuje, czy nie, a jeśli tak to kiedy...
Odpowiedź "nie ma to znaczenia", bo wcześniej czy później natura znów się odezwie.

Dlaczego o tym piszę?
Otóż wszystko zależy od tego jak zdradzony sobie z tym poradzi, jak ustawi relacje. Ty jeszcze się miotasz ale już nie masz przeczucia lecz wiesz co się zdarzyło.
OT: Ja zaś dowiedziałem się (wyszło w jakiejś rozmowie ze znajomą mi osobą), że moja ex rozstała się z KOLEJNYM partnerem (z kolejnym po wielkiej miłości). Jakoś mnie to ani nie połechtało, ani nie zasmuciło, że nie może sobie życia ułożyć po tylu latach, a przecież (ten pierwszy, z którym  mnie zdradziła) to była tak wielka miłość. Nie czuję nienawiści ani nie tęsknię, to co czuję to raczej obrzydzenie, minęło sporo lat i dla mnie temat zamknięty.
Między nami postawiłem takie zasieki, by żaden odprysk ani wybuch z jej życia mnie nie dosięgnął choć były takie próby.

alien1666 napisał/a:

Może mu czegoś zabrakło u nas.
Najgorsze jest to, że ja czuję się jak śmieć, że może jestem tak mało ciekawa i interesująca, że szuka rozmów i zrozumienia u innych.

czytaj inne wątki. Zobaczysz, że takie twierdzenie , ze "czegoś zabrakło" to wyłącznie jeden z elementów usprawiedliwienia własnej słabości przez zdradzacza nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.
Na pewno niczego nie brakowało, na pewno nie jesteś gorsza.
Takie samopoczucie pojawia się pewnie zawsze u zdradzonych. Ja tez to przechodziłem

życzę trzeźwości w spojrzeniu. Na prawdę zalecam wizytę u specjalisty, psycholog przyjmuje za darmo.

281

Odp: Czy to zdrada???
IsaBella77 napisał/a:

Nie. Nie jesteśmy razem i nie chciałam wrócić do niego.
On wylądował u swoich rodziców, mieszka tam do dzisiaj.

Może jestem zatwardziała, może zawzięta, ale nie potrafiłam się zmusić do tego, żeby TO wybaczyć.
Ona po kilku miesiącach od ich romansu została jednak wyrzucona z firmy, gdzie wspólnie pracowali, narobiła tam jakiegoś bałaganu dużego, dodatkowo dopatrzono się, że kończy dzień pracy o 12-13 codziennie. Także wtedy już nikomu nie przeszkadzało, że jest biedną, samotną mamą. Z tego co wiem, jej poprzedni związek to też był romans z żonatym mężczyzną, który miał dwójkę dzieci. Mieli już podobno razem zamieszkać, ale on wrócił do swojej rodziny. Nie wiem, i w sumie mało mnie to obchodzi, czy z jakiegoś powodu ona wybierała sobie partnerów według jakiegoś określonego modelu.
U mnie to był typ kobiety kreującej siebie samą na kobietę uczciwą, mówiła o tym, jakie to ona ma zasady, jaki kręgosłup, jaka jest skromna, moralna itepe, a jednocześnie nazywała mnie suką, szmatą, zachęcała go do odebrania mi praw rodzicielskich (!) i wysyłała mu setki swoich nagich zdjęć.
Jaki to rodzaj uczciwości i moralności, to niech już sobie każdy sam określi.
Swoją drogą, on ten pozew złożył. I dostał takie wciry w sądzie, że aż było przykro na to wszystko patrzeć i słuchać tego.

Absolutnie nie powinnaś czuć się gorsza, mniej interesująca, czy mniej atrakcyjna! Absolutnie!
Jesteś sobą. Nie nią. Masz więc swoje cechy.
Jesteś piękna, interesująca i jak najbardziej warta MIŁOŚCI, wierności, szacunku i szczerości.
Podkreślam - jak najbardziej!
Jesteś inna od niej. Być może to Twojemu mężowi wystarczy do jakiejś gradacji, oceny, czy wyboru, to świadczy również o jego głębi emocjonalnej, jednak zapamiętaj sobie raz na zawsze - nie jesteś gorsza.

Dzięki za te miłe słowa.
Trochę mi się teraz jeszcze właśnie miesza w głowie.
Wiesz, w pracy to wszyscy nam się jawią tacy ciekawi, fajni itd.
A w domu żona, która czegoś chce. Tyle, że ja najczęściej od niego chciałam tylko żebyśmy od czasu do czasu gdzieś z dziećmi wyszli, bo resztę ogarniałam sama!!!
I to mnie najbardziej wkurza, bo  to ja przez 13 lat dbam i wychowuje nasze dzieci, on raczej nie musiał wiele o tym myśleć i pojawia się jakaś lafirynda w pracy i samym tym, że jest zawraca mu w głowie.

282

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

Dzięki za te miłe słowa.
Trochę mi się teraz jeszcze właśnie miesza w głowie.
Wiesz, w pracy to wszyscy nam się jawią tacy ciekawi, fajni itd.
A w domu żona, która czegoś chce. Tyle, że ja najczęściej od niego chciałam tylko żebyśmy od czasu do czasu gdzieś z dziećmi wyszli, bo resztę ogarniałam sama!!!
I to mnie najbardziej wkurza, bo  to ja przez 13 lat dbam i wychowuje nasze dzieci, on raczej nie musiał wiele o tym myśleć i pojawia się jakaś lafirynda w pracy i samym tym, że jest zawraca mu w głowie.

To nie są miłe słowa smile ja nie jestem nigdy miła, gdyż od tego bolą mnie wszystkie zęby.
To jest prawda.
Oto, kim jesteś. SOBĄ.
A to oznacza, że nikim gorszym, brzydszym, mniej interesującym niż potencjalna koleżanka z pracy.
Doskonale znam również sytuacje, w których mąż/ partner nie angażuje się w zwyczajne, codzienne życie rodzinne, bo sama też do czegoś takiego doprowadziłam.
Mój partner jechał np. z kolegami po choinkę na święta do lasu. I zajmowało mu to ... 13 godzin. Nienormalnym był dla niego fakt, że ja widzę w tym coś niestosownego. Że sama zostaję z dziećmi w domu na cały dzień, z całym tym przedświątecznym bajzlem, i że tak długa nieobecność i brak jego pomocy w domu akurat w tym czasie, jest zwyczajnym obciążaniem wyłącznie mnie rzeczami, które muszą być zrobione.
Potrafił wyjść rano przed 9 "po choinkę" i wrócić o 23 i paść od razu do łóżka śmiertelnie zmęczony, bo przecież on się tyle nachodził.
A ja się jeszcze czepiam, o co mi chodzi, ciągle mam pretensje, toż się tego wytrzymać nie da.
Teraz wiem, że to było właśnie szukanie tych pretekstów, tych usprawiedliwień. Bez powodu byłoby głupio. A tak, powód sam się znalazł, Izka się ciągle czepia, pójdę do Kaśki, bo ona jest fajniejsza.
Różnica między nami jest taka, że ja nie złapałam się w pułapkę przeniesienia złości i środka ciężkości jakim jest odpowiedzialność za zdradę, na tą kobietę.
Nie uważam, żeby była lafiryndą, puszczalską i co tam jeszcze. Ona wiedziała o mnie i o sytuacji tyle, ile mój partner jej powiedział. To była jedyna prawda jaką znała. A ta prawda to było oczywiście to, że ja go wcale nie rozumiem i że wcale ze sobą nie śpimy wink
Ale to nie ona mnie zdradziła, to nie ona mnie okłamała, nie ona mnie skrzywdziła.

@bullet Chciałam, naprawdę chciałam wybaczyć i widziałam w tym wiele korzyści dla naszej relacji i rodziny, jaką kiedyś byliśmy. Ale nie potrafiłam tego zrobić wbrew sobie i złożyło się na to wiele czynników.
Jednak to wszystko było dla mnie tak bolesne, tak trudne i jednocześnie tak okrutne, że nie potrafiłam zmusić siebie do zrozumienia tego. A bez zrozumienia nie szło mi wybaczanie.
Próbowałam jakiś czas. Chodziliśmy na mediacje i do poradni. I im więcej słyszałam od niego, tym bardziej rozumiałam, że nie dam rady.
On potrafił powiedzieć, że tak bardzo tęsknił za córką, z którą ograniczyłam mu kontakt, że potraktował tamtą kobietę jak plaster na swoje zmartwienia i dlatego też ją skrzywdził.
Wspaniała empatia.
Tylko, że w momencie w którym wyszedł z domu, zarzucając mi wieczne pretensje i czepialstwo, to od razu poszedł do niej, i był u niej pół godziny później. Jaka więc tęsknota za dzieckiem? W momencie w którym do żadnych ograniczeń nawet nie doszło, bo nie wiedziałam że on idzie od razu do niej?
Albo ta uwaga o tym, że ją skrzywdził zakończeniem romansu po kilku tygodniach.
Fajne, że przejmuje się takimi rzeczami.
Jednak nie zająknął się słowem o rodzinie, którą te kilka tygodnie temu porzucił z godziny na godzinę. Tu już żadnej krzywdy nie widział.
Mniejsza z tym. Mam nadzieję, że czegoś się z tego nauczyłam.

283 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-02-17 17:20:23)

Odp: Czy to zdrada???

Zdrada to nie sex, ten jest wyłącznie wynikiem zdrady.
Zdrada to stan umysłu.

Isabela - chyba Cię rozumiem, tyle że ja nie czuję nawet potrzeby wybaczania, które wg mnie jest jakimś odczuciem, zastanawianiem się nad tym.
Wybaczanie nie jest żadną miarą, to pusty slogan, jeśli istnieje opatrzność ona sama się tym zajmie, to nie moja rola, nie zostałem do tego uprawniony.
Ty zadałaś sobie trud i próbowałaś, ja bym nie podjął tego, mi to lotto. Trzeba poprawić kokardy i ... do przodu.

284

Odp: Czy to zdrada???
bullet napisał/a:

Zdrada to nie sex, ten jest wyłącznie wynikiem zdrady.
Zdrada to stan umysłu.

Isabela - chyba Cię rozumiem, tyle że ja nie czuję nawet potrzeby wybaczania, które wg mnie jest jakimś odczuciem, zastanawianiem się nad tym.
Wybaczanie nie jest żadną miarą, to pusty slogan, jeśli istnieje opatrzność ona sama się tym zajmie, to nie moja rola, nie zostałem do tego uprawniony.
Ty zadałaś sobie trud i próbowałaś, ja bym nie podjął tego, mi to lotto. Trzeba poprawić kokardy i ... do przodu.

No właśnie. Ja nawet do końca nie wiem jaka to była to zdrada czy tylko zauroczenie czy rzeczywiście coś kurna więcej a mimo to od kilku miesięcy mimo że chcę zapomnieć i wybaczyć to cyklicznie co kilka dni mnie w środku trzęsie, czuję wściekłość i gniew.

285

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

To właśnie najbardziej mnie boli, bo bardzo mu ufałam, dałabym za niego uciąć przysłowiową rękę uciąć. Kilka razy już o to się pokłóciliśmy , on wszystkiego się wypiera ale zwykle dostaje szału i ataku agresji tak, że się go boję, krzyczy, że do niczego nie doszło.
Najpierw twierdzi, że do niego przychodzi w pracy, że prosi o pomoc, płacze, teraz wszystkiego się wypiera, musi, że nic takiego nie było. Wiem , że kłamie, bo jak coś wyjdzie to ja będę chciała rozwodu, on tego nie chce i boi się.

Ja z kolei od kilku lat jestem z facetem - zaopiekował się mną jak byłam w ciąży bo ojciec dziecka mnie zostawił.  Jednak zgodziwszy się na związek z nim po fakcie, dowiedziałam się że był żonaty z Ukrainką, która starała się o obywatelstwo i nie widziałabym w tym nic złego, gdyby nie fakt, że on mówił że ona go już nie obchodzi, nie chce z nią być, nawet będąc że mną wziął z nią rozwód, jednak cały czas się spotykają i on tak lata na dwa fronty, czasem wychodzi bez słowa z domu na kilka nocy- jest u niej ( wiem, bo myli wtedy nasze imiona ) , następnie wraca do mnie i do dziecka jak gdyby nigdy nic i nie przeprasza, nie tlumaczy, nic. Jeszcze bezczelnie potrafi się do mnie dobierać (jeśli chodzi o atrakcyjność fizyczna to jestem dużo ładniejsza od tamtej ) i czy ktoś może mi wytłumaczyć o co tu chodzi ? Bo ja już się pogubiłam w tym , odcięłam się emocjonalnie, jednak nie mam gdzie i jak się wyprowadzić z dzieckiem od niego, zajęłam się dzieckiem ale absolutnie się pogubiłam w tej powalonej sytuacji . Może ktoś coś? Dziekuje za wszystkie ewentualne komentarze .

286

Odp: Czy to zdrada???
Weronika123456 napisał/a:

Może ktoś coś? Dziekuje za wszystkie ewentualne komentarze .

Zacznij od założenia własnego, osobnego wątku proszę.

287

Odp: Czy to zdrada???
IsaBella77 napisał/a:
alien1666 napisał/a:

Dzięki za te miłe słowa.
Trochę mi się teraz jeszcze właśnie miesza w głowie.
Wiesz, w pracy to wszyscy nam się jawią tacy ciekawi, fajni itd.
A w domu żona, która czegoś chce. Tyle, że ja najczęściej od niego chciałam tylko żebyśmy od czasu do czasu gdzieś z dziećmi wyszli, bo resztę ogarniałam sama!!!
I to mnie najbardziej wkurza, bo  to ja przez 13 lat dbam i wychowuje nasze dzieci, on raczej nie musiał wiele o tym myśleć i pojawia się jakaś lafirynda w pracy i samym tym, że jest zawraca mu w głowie.

To nie są miłe słowa smile ja nie jestem nigdy miła, gdyż od tego bolą mnie wszystkie zęby.
To jest prawda.
Oto, kim jesteś. SOBĄ.
A to oznacza, że nikim gorszym, brzydszym, mniej interesującym niż potencjalna koleżanka z pracy.
Doskonale znam również sytuacje, w których mąż/ partner nie angażuje się w zwyczajne, codzienne życie rodzinne, bo sama też do czegoś takiego doprowadziłam.
Mój partner jechał np. z kolegami po choinkę na święta do lasu. I zajmowało mu to ... 13 godzin. Nienormalnym był dla niego fakt, że ja widzę w tym coś niestosownego. Że sama zostaję z dziećmi w domu na cały dzień, z całym tym przedświątecznym bajzlem, i że tak długa nieobecność i brak jego pomocy w domu akurat w tym czasie, jest zwyczajnym obciążaniem wyłącznie mnie rzeczami, które muszą być zrobione.
Potrafił wyjść rano przed 9 "po choinkę" i wrócić o 23 i paść od razu do łóżka śmiertelnie zmęczony, bo przecież on się tyle nachodził.
A ja się jeszcze czepiam, o co mi chodzi, ciągle mam pretensje, toż się tego wytrzymać nie da.
Teraz wiem, że to było właśnie szukanie tych pretekstów, tych usprawiedliwień. Bez powodu byłoby głupio. A tak, powód sam się znalazł, Izka się ciągle czepia, pójdę do Kaśki, bo ona jest fajniejsza.
Różnica między nami jest taka, że ja nie złapałam się w pułapkę przeniesienia złości i środka ciężkości jakim jest odpowiedzialność za zdradę, na tą kobietę.
Nie uważam, żeby była lafiryndą, puszczalską i co tam jeszcze. Ona wiedziała o mnie i o sytuacji tyle, ile mój partner jej powiedział. To była jedyna prawda jaką znała. A ta prawda to było oczywiście to, że ja go wcale nie rozumiem i że wcale ze sobą nie śpimy wink
Ale to nie ona mnie zdradziła, to nie ona mnie okłamała, nie ona mnie skrzywdziła.

@bullet Chciałam, naprawdę chciałam wybaczyć i widziałam w tym wiele korzyści dla naszej relacji i rodziny, jaką kiedyś byliśmy. Ale nie potrafiłam tego zrobić wbrew sobie i złożyło się na to wiele czynników.
Jednak to wszystko było dla mnie tak bolesne, tak trudne i jednocześnie tak okrutne, że nie potrafiłam zmusić siebie do zrozumienia tego. A bez zrozumienia nie szło mi wybaczanie.
Próbowałam jakiś czas. Chodziliśmy na mediacje i do poradni. I im więcej słyszałam od niego, tym bardziej rozumiałam, że nie dam rady.
On potrafił powiedzieć, że tak bardzo tęsknił za córką, z którą ograniczyłam mu kontakt, że potraktował tamtą kobietę jak plaster na swoje zmartwienia i dlatego też ją skrzywdził.
Wspaniała empatia.
Tylko, że w momencie w którym wyszedł z domu, zarzucając mi wieczne pretensje i czepialstwo, to od razu poszedł do niej, i był u niej pół godziny później. Jaka więc tęsknota za dzieckiem? W momencie w którym do żadnych ograniczeń nawet nie doszło, bo nie wiedziałam że on idzie od razu do niej?
Albo ta uwaga o tym, że ją skrzywdził zakończeniem romansu po kilku tygodniach.
Fajne, że przejmuje się takimi rzeczami.
Jednak nie zająknął się słowem o rodzinie, którą te kilka tygodnie temu porzucił z godziny na godzinę. Tu już żadnej krzywdy nie widział.
Mniejsza z tym. Mam nadzieję, że czegoś się z tego nauczyłam.

Nie pisałam wam, o naszej akcji sprzed kilku tygodni.
Zapytałam go czemu raz mówi, że ona przychodzi do niego a raz się wypiera, raz mówi że nie rozmawia z nią a raz że musi rozmawiać, dlaczego kłamie i czego się boi. Powiedziałam, że nawet jeśli u nas nie zawsze była sielanka to ja zawsze się starałam i nie ma prawa mówić że to przeze mnie i że nie  miał prawa mnie oszukiwać.
Rzucił dokumenty i telefon  i powiedział, że się zabije i poszedł nad rzekę. Ja w szoku przeryczałam kilka godzin, trzęsąc się ze strachu.
Wrócił a ja od tego czasu odpuściłam i o nic nie pytam, bo się boję. Zwyczajnie się boję. Czy to jest manipulacja z jego strony???
Czy  człowiek, który nie ma nic na sumieniu robi takie rzeczy???

288

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

Nie pisałam wam, o naszej akcji sprzed kilku tygodni.
Zapytałam go czemu raz mówi, że ona przychodzi do niego a raz się wypiera, raz mówi że nie rozmawia z nią a raz że musi rozmawiać, dlaczego kłamie i czego się boi. Powiedziałam, że nawet jeśli u nas nie zawsze była sielanka to ja zawsze się starałam i nie ma prawa mówić że to przeze mnie i że nie  miał prawa mnie oszukiwać.
Rzucił dokumenty i telefon  i powiedział, że się zabije i poszedł nad rzekę. Ja w szoku przeryczałam kilka godzin, trzęsąc się ze strachu.
Wrócił a ja od tego czasu odpuściłam i o nic nie pytam, bo się boję. Zwyczajnie się boję. Czy to jest manipulacja z jego strony???
Czy  człowiek, który nie ma nic na sumieniu robi takie rzeczy???

smile big_smile komedia. Przepraszam Cię alien1666, ale to jest teatr dla jednego widza. Dla Ciebie.
Co byś zrobiła, gdybyś była oskarżana o niewierność bezpodstawnie?
Powiem Ci, jak ja zachowałabym się w sytuacji, w której partner podejrzewałby mnie niesłusznie o nieuczciwość. Gdyby sytuacja eskalowała już do tego stopnia, że wzbudziłaby moją złość - po prostu dałabym, wręczyła, rzuciła mu swój telefon z wiadomościami w których nic nie ma i wykrzyczałabym - masz, czytaj sobie, sam się przekonaj i daj mi wreszcie spokój!!

Tak, to jest manipulacja z jego strony. Prostacka i głupia w dodatku.
On tak bardzo chce, żebyś przestała drążyć, tak desperacko będzie unikał wyjawienia Ci prawdy, że nawet zagrozi Ci pozorowanym samobójstwem i będzie Cię tym szantażował, żebyś tylko wreszcie dała spokój i przestała domagać się prawdy.
To jest tak słabe, że na skali bycia żałosnym nie ma chyba odpowiedniej liczby, żeby określić jak bardzo jest to słabe.

289

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

Rzucił dokumenty i telefon  i powiedział, że się zabije i poszedł nad rzekę. Ja w szoku przeryczałam kilka godzin, trzęsąc się ze strachu.
Wrócił a ja od tego czasu odpuściłam i o nic nie pytam, bo się boję. Zwyczajnie się boję. Czy to jest manipulacja z jego strony???
Czy  człowiek, który nie ma nic na sumieniu robi takie rzeczy???

Tak to miało właśnie być i zrobiłaś to co mąż chciał.
A ten jego szantaż z resztą prymitywna manipulacja miało znaczyć do Ciebie "zamknij się " "nic Ci nie powiem i niczego konkretnego się ode mnie nie dowiesz" "mam Cię dość" ewentualnie coś w ten deseń.
Twój mąż wygląda na nieźle zakręconego w tej chwili i w tym stanie.

290

Odp: Czy to zdrada???
paslawek napisał/a:
alien1666 napisał/a:

Rzucił dokumenty i telefon  i powiedział, że się zabije i poszedł nad rzekę. Ja w szoku przeryczałam kilka godzin, trzęsąc się ze strachu.
Wrócił a ja od tego czasu odpuściłam i o nic nie pytam, bo się boję. Zwyczajnie się boję. Czy to jest manipulacja z jego strony???
Czy  człowiek, który nie ma nic na sumieniu robi takie rzeczy???

Tak to miało właśnie być i zrobiłaś to co mąż chciał.
A ten jego szantaż z resztą prymitywna manipulacja miało znaczyć do Ciebie "zamknij się " "nic Ci nie powiem i niczego konkretnego się ode mnie nie dowiesz" "mam Cię dość" ewentualnie coś w ten deseń.
Twój mąż wygląda na nieźle zakręconego w tej chwili i w tym stanie.

Tak właśnie powiedział, że ma mnie dość..
Tyle, że ja pomyślałam głupia, że jest taki uczciwy i tak mnie kocha, że woli się zabić niż ze mną rozwieść. I już nie pytam. Głupia jestem ale już kompletnie nie wiem co mam zrobić

291

Odp: Czy to zdrada???

Hmmm, a nie pomyślałaś, że człowiek uczciwy nie usuwa potajemnie całej korespondencji z "koleżanką"?
Że człowiek uczciwy nie będzie ukrywał przed Tobą normalnego koleżeństwa? Że człowiek uczciwy potrafi wprost i szczerze wyjaśnić Ci sprawy, które Ciebie niepokoją? Że gdyby to było normalne, prawdziwe koleżeństwo, to i Ty znałabyś tą kobietę i mogłabyś się z nią spokojnie napić herbaty?
Skoro mu tak zależy na Tobie, to dlaczego chce się niby zabić big_smile przecież chodzi o to, żeby być z Tobą, a jeśli będzie martwy, to raczej nic z tego. Dlaczego miałby sam pozbawiać się tego, na czym mu najbardziej na świecie zależy?
Nie rozumiem, nie wiem po prostu - jak można zinterpretować czyjeś kłamstwa, krętactwa, uporczywe milczenie w zasadniczych kwestiach i szantaż emocjonalny - jako wyraz miłości i uczciwości.
Nie kupuję tego.

292 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-02-18 18:25:23)

Odp: Czy to zdrada???

No widzicie,  ja miałam taki mętlik w głowie po jego scenach, że wiele razy go przepraszałam za moje podejrzenia!!!
Kiedy on krzyczy,  że tylko mnie kocha że do niczego nie doszło, że zatruwam mu  pytaniami życie  ( krzyczy tak że dzieci słyszą i się boją) i jeszcze chce się zabić, to ja się cała trzęsę, płaczę, przepraszam. Tak to wygląda....

293

Odp: Czy to zdrada???

Allien, od tego wydarzenia powinnaś zacząć swoją opowieść, bo to jest SCHEMAT działania zdradza za. Wiesz ile z nas słyszało groźby, że zdradzacz idzie się zabić? Będzie tak długo Ciebie szantażował samobójem, jak długo to będzie działać. Manipuluje Tobą. Jestem o tym przekonana, bo miałam podobnie. Oczywiście już po, kiedy wszystko się wydało i kiedy bal się, że naprawdę odejdę. Twój się miota, bo boi się, że wszystko runie. Nie masz za co przepraszać, on nabroił, niech sprząta. Z dziunią flirt był, ale sądząc po chwiejnym zachowaniu, to raczej jest to przeszłość. Inaczej byłby bezczelny, a on raczej z tego co piszesz, to jest wystraszony i boi się twojego grzebania.

294

Odp: Czy to zdrada???

Ja bym mu powiedziała, ale kochanie dlaczego raczysz mnie tymi informacjami? A może mnie twoja koleżanka nie interesuje?
A jeśli tak na niej zależy to drzwi otwarte. I jak dama odeszła lub wyszła z domu. Olać dziada jak mu pała staje do innej do niech idzie w siną dal.
Tylko niech nie zatruwa ci powietrza.

295

Odp: Czy to zdrada???
VERA86 napisał/a:

Ja bym mu powiedziała, ale kochanie dlaczego raczysz mnie tymi informacjami? A może mnie twoja koleżanka nie interesuje?
A jeśli tak na niej zależy to drzwi otwarte. I jak dama odeszła lub wyszła z domu. Olać dziada jak mu pała staje do innej do niech idzie w siną dal.
Tylko niech nie zatruwa ci powietrza.

Fajne są te rady, udzielane bez czytania wątków, takie ... nie za trafne, a czasem i wcale nietrafne.

296 Ostatnio edytowany przez alien1666 (2021-02-19 08:51:31)

Odp: Czy to zdrada???

Wczorajsza przykra sytuacja. Napisał do mnie na mess znajomy taki stary, co u mnie słychać, ja odpisałam, że nic takiego i zaraz grzecznie się pożegnałam . Cała sytuacja była przy mężu, nawet mu pokazałam.
Kiedy już byliśmy w łóżku on powiedział, że mam się nie kontaktować z tym człowiekiem, no więc mówię dobrze, przy nim usunęłam go ze znajomych i powiedziałam, że nigdy nie spojrzałabym na kogoś kto mając żonę pisze z inną kobietą, bo myślę o takich najgorzej. Mój się zagotował, bo wziął to do siebie.
Pokłóciliśmy się o tamto zdarzenie, gdzie kasował smsy od koleżanki . Złapał mnie za ramiona, ścisnął, przycisnął do łóżka całym sobą. Mam ślady na ramionach od tego śćiśnięcia i bolą mnie plecy. WYkrzyczał, że mam się zamknąć, że nigdy nie będzie wracał do tego tematu. TEMAT ZAMKNIĘTY, NIE MAM PRAWA DO NIEGO WRACAĆ!!!
TO już kolejny raz gdy zdarzyła się taka sytuacja kiedy mną szarpie, ściska do siniaków i mną potrząsa. Ostatnio szedł się niby zabić. Czy jeśli kogoś kochamy robimy mu takie rzeczy, tak go traktujemy????

297

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

Wczorajsza przykra sytuacja. Napisał do mnie na mess znajomy taki stary, co u mnie słychać, ja odpisałam, że nic takiego i zaraz grzecznie się pożegnałam . Cała sytuacja była przy mężu, nawet mu pokazałam.
Kiedy już byliśmy w łóżku on powiedział, że mam się nie kontaktować z tym człowiekiem, no więc mówię dobrze, przy nim usunęłam go ze znajomych i powiedziałam, że nigdy nie spojrzałabym na kogoś kto mając żonę pisze z inną kobietą, bo myślę o takich najgorzej. Mój się zagotował, bo wziął to do siebie.
Pokłóciliśmy się o tamto zdarzenie, gdzie kasował smsy od koleżanki . Złapał mnie za ramiona, ścisnął, przycisnął do łóżka całym sobą. Mam ślady na ramionach od tego śćiśnięcia i bolą mnie plecy. WYkrzyczał, że mam się zamknąć, że nigdy nie będzie wracał do tego tematu. TEMAT ZAMKNIĘTY, NIE MAM PRAWA DO NIEGO WRACAĆ!!!
TO już kolejny raz gdy zdarzyła się taka sytuacja kiedy mną szarpie, ściska do siniaków i mną potrząsa. Ostatnio szedł się niby zabić. Czy jeśli kogoś kochamy robimy mu takie rzeczy, tak go traktujemy????

Czemu po prostu od niego nie odejdziesz?

298 Ostatnio edytowany przez Janix2 (2021-02-19 10:04:23)

Odp: Czy to zdrada???
IsaBella77 napisał/a:

Fajne są te rady, udzielane bez czytania wątków, takie ... nie za trafne, a czasem i wcale nietrafne.

Dokładnie. Jak na FB po przeczytaniu 2 zdań artykułu.

VERA86 napisał/a:

Ja bym mu powiedziała, ale kochanie dlaczego raczysz mnie tymi informacjami? A może mnie twoja koleżanka nie interesuje?
A jeśli tak na niej zależy to drzwi otwarte. I jak dama odeszła lub wyszła z domu. Olać dziada jak mu pała staje do innej do niech idzie w siną dal.
Tylko niech nie zatruwa ci powietrza.

Że mu pała stoi to dobrze chyba natomiast użycie wyrażenia " kochanie" uważam za przegięcie. smile

299

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

Wczorajsza przykra sytuacja. Napisał do mnie na mess znajomy taki stary, co u mnie słychać, ja odpisałam, że nic takiego i zaraz grzecznie się pożegnałam . Cała sytuacja była przy mężu, nawet mu pokazałam.
Kiedy już byliśmy w łóżku on powiedział, że mam się nie kontaktować z tym człowiekiem, no więc mówię dobrze, przy nim usunęłam go ze znajomych i powiedziałam, że nigdy nie spojrzałabym na kogoś kto mając żonę pisze z inną kobietą, bo myślę o takich najgorzej. Mój się zagotował, bo wziął to do siebie.
Pokłóciliśmy się o tamto zdarzenie, gdzie kasował smsy od koleżanki . Złapał mnie za ramiona, ścisnął, przycisnął do łóżka całym sobą. Mam ślady na ramionach od tego śćiśnięcia i bolą mnie plecy. WYkrzyczał, że mam się zamknąć, że nigdy nie będzie wracał do tego tematu. TEMAT ZAMKNIĘTY, NIE MAM PRAWA DO NIEGO WRACAĆ!!!
TO już kolejny raz gdy zdarzyła się taka sytuacja kiedy mną szarpie, ściska do siniaków i mną potrząsa. Ostatnio szedł się niby zabić. Czy jeśli kogoś kochamy robimy mu takie rzeczy, tak go traktujemy????

No takie są skutki uboczne wszelkich półprawd i niedomówień. On sprawę ostrej zażyłości chce ukryć, a Ty wciąż kopiesz. Jego ego fest ucierpiało przez tą drugą, może został odrzucony, może ktoś inny zajął jego miejsce, może został przez nią wyśmiany, albo przestraszyl, bo ktoś przywołał go do porządku. Nic nie wiesz, a on tej prawdy boi się jak diabli. Ty zdecyduj, czy idziecie razem dalej na jego warunkach, czy Twoich?
I po kiego cziorta dzielisz się z nim wszystkimi szczegółami swojego życia? Jesteś w porządku, to dziób na klucz i jak najmniej takich sytuacji. Przecież on teraz szuka haka na Ciebie, żeby wykrzyczeć Ci, że też nie jesteś w porządku. Chce przykryć swój wstyd i sromotę Twoimi wyimaginowanymi grzechami. Zakompleksiony facet z niego. Musisz owiać go chłodem, żeby trochę przysiadł na dupsku.

300 Ostatnio edytowany przez Alea (2021-02-19 10:57:13)

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

Wczorajsza przykra sytuacja. Napisał do mnie na mess znajomy taki stary, co u mnie słychać, ja odpisałam, że nic takiego i zaraz grzecznie się pożegnałam . Cała sytuacja była przy mężu, nawet mu pokazałam.
Kiedy już byliśmy w łóżku on powiedział, że mam się nie kontaktować z tym człowiekiem, no więc mówię dobrze, przy nim usunęłam go ze znajomych i powiedziałam, że nigdy nie spojrzałabym na kogoś kto mając żonę pisze z inną kobietą, bo myślę o takich najgorzej. Mój się zagotował, bo wziął to do siebie.
Pokłóciliśmy się o tamto zdarzenie, gdzie kasował smsy od koleżanki . Złapał mnie za ramiona, ścisnął, przycisnął do łóżka całym sobą. Mam ślady na ramionach od tego śćiśnięcia i bolą mnie plecy. WYkrzyczał, że mam się zamknąć, że nigdy nie będzie wracał do tego tematu. TEMAT ZAMKNIĘTY, NIE MAM PRAWA DO NIEGO WRACAĆ!!!
TO już kolejny raz gdy zdarzyła się taka sytuacja kiedy mną szarpie, ściska do siniaków i mną potrząsa. Ostatnio szedł się niby zabić. Czy jeśli kogoś kochamy robimy mu takie rzeczy, tak go traktujemy????

Szczerze mówiąc, większym problemem wydaje mi się tu agresja Twojego męża. Nie może być tak, że w chwili złości on Cię szarpie, przyciska, robi siniaki. To jest już przemoc. Tu bym upatrywała ewentualny powód chęci odejścia od takiego męża, a nie SMSy. Chociaż i nad tym można pracować, jeśli jest wola z obu stron. Proponowalas mu już jakaś terapię, wizytę u psychologa?

301

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

TO już kolejny raz gdy zdarzyła się taka sytuacja kiedy mną szarpie, ściska do siniaków i mną potrząsa. Ostatnio szedł się niby zabić. Czy jeśli kogoś kochamy robimy mu takie rzeczy, tak go traktujemy????

Agresja ?
Dziewczyno on już się kwalifikuje na leczenie z czymś takim .
Te wybuchy i przemoc świadczyć mogą że bardzo się czegoś jednak w głębi boi stąd te ataki pod byle pretekstem
na Ciebie.

302

Odp: Czy to zdrada???

To ja trochę przewrotnie, ale celowo, żeby Ci coś może uświadomić.
W co drugim poście pytasz o to, czy coś jest normalne kiedy się kogoś kocha.
Naprawdę tego nie wiesz?
Nie wiesz, że zdrada, ukrywanie romansu, brak szczerości, wrzaski, szantaże emocjonalne, PRZEMOC (wielka czerwona lampka) - nie powinny być normą w żadnym związku?
Czy trzeba Tobie mówić, że ludzie będący ze sobą się nie biją, nie wrzeszczą, nie szarpią, nie potrząsają sobą?
A czy jeśli napiszemy Ci, że tak, że to normalne, to uznasz to za takie?

Masz prawo wracać do wszystkiego, co Cię niepokoi, boli i rani.
Masz prawo oczekiwać od męża szczerości i otwartości w sprawie jego romansu.
A przede wszystkim, masz prawo wyciągnąć konsekwencje.

Im więcej piszesz o zachowaniu swojego męża, tym bardziej mam ochotę zapytać, gdzie ta sielanka? I nie złośliwie, ani zgryźliwie. Czy jest możliwe, że wszystkie te wydarzenia uniemożliwiają Ci trzeźwy osąd sytuacji w jakiej się znalazłaś?
Mam wrażenie, że oboje nawzajem siebie prowokujecie, bo czym innym niż prowokacją jest wspominanie mężowi o tym, że och, kolega do mnie napisał, ale dla mnie żonaty to jak święty?
Przecież to była celowa złośliwość i prowokacja z Twojej strony. Chciałaś ukazać siebie jako osobę nieskazitelną i wbić mężowi szpilę. Nie ma absolutnie żadnego sensu w tym. "Kolega do mnie napisał, ale i tak nie będę mu odpisywać, bo on żonaty".
Nie możesz, nie potrafisz utrzymywać normalnych kontaktów z mężczyznami? Ja mam kolegów, z których oprócz gejów wszyscy są żonaci, albo w związkach. Nie wyobrażam sobie latać do męża z każdym smsem jakie dostaję od znajomych, czy przyjaciół. To są normalne kontakty, pytanie co słychać, jak się żyje, zdjęcia dzieci, kotów, psów, prezentu dla żony z pytaniem czy ładny. W tym, że żonaty znajomy pyta się co słychać co jest zdrożnego, czy niemoralnego?

Tymczasem - jeśli nie akceptujesz tego co zrobił i co robi - odejdź.
Doskonale rozumiem, jak się czujesz i że reagujesz instynktownie. Jesteś zła, wściekła, jesteś tak zła, że mogłabyś spalić cały świat. I rozumiem, że musisz jakoś tę złość kanalizować, jakoś się jej pozbywać. Ale nie tak. Ty jesteś wściekła na męża o to co zrobił i co robi.
On jest wściekły na Ciebie o to, że o tym ciągle gadasz i nieomal każde Twoje słowo odbiera jako aluzję do siebie. Im więcej mówisz, tym bardziej on się z kolei złości.

Wy nie potraficie się zupełnie porozumieć. Nie umiecie rozmawiać. Mąż z resztą nie chce i w jawny i w bardzo lekceważący sposób to okazuje.
Ty z kolei potrzebujesz tego, chcesz usłyszeć prosto w oczy prawdę, co do której przeczuwasz, że jest prawdą i nie mylisz się (moim zdaniem).
Zamiecione pod dywan śmieci, a było to raptem kilka dni temu - już zaczęły śmierdzieć.
Niepokojąca jest też hipokryzja Twojego męża, który sam sobie daje przyzwolenie do romansu, Tobie zabrania mówić o tym, a jednocześnie żąda, abyś Ty nie kontaktowała się z nikim, nikomu nie odpisywała. Dla mnie to bardzo dziwne.

Pozostając w tej chorej sytuacji znienawidzicie siebie, bo wydobywacie z siebie nawzajem najwyższe pokłady wściekłości i podłości. Jeśli zostaniecie ze sobą, to się pozabijacie, bo jasno widać, że Twój mąż jest furiatem i agresorem, który nie potrafi nad sobą panować.
Ciebie zaś z kolei jego zdrada i romans tak boli, że nie potrafisz milczeć o tym, i słusznie.
Miłość miłością, ale jeśli nie skorzystacie z mediacji, terapii, poradni - czegokolwiek - to nie dogadacie się i długo jeszcze będziecie sobie pluli pod nogi przy każdym spotkaniu.

303

Odp: Czy to zdrada???
IsaBella77 napisał/a:

To ja trochę przewrotnie, ale celowo, żeby Ci coś może uświadomić.
W co drugim poście pytasz o to, czy coś jest normalne kiedy się kogoś kocha.
Naprawdę tego nie wiesz?
Nie wiesz, że zdrada, ukrywanie romansu, brak szczerości, wrzaski, szantaże emocjonalne, PRZEMOC (wielka czerwona lampka) - nie powinny być normą w żadnym związku?

Jest nieszczerość i szantaż i przemoc, nie mam dowodów na zdradę i romans!!!!

IsaBella77 napisał/a:

Czy trzeba Tobie mówić, że ludzie będący ze sobą się nie biją, nie wrzeszczą, nie szarpią, nie potrząsają sobą?
A czy jeśli napiszemy Ci, że tak, że to normalne, to uznasz to za takie?
Masz prawo wracać do wszystkiego, co Cię niepokoi, boli i rani.
Masz prawo oczekiwać od męża szczerości i otwartości w sprawie jego romansu.
A przede wszystkim, masz prawo wyciągnąć konsekwencje.
Im więcej piszesz o zachowaniu swojego męża, tym bardziej mam ochotę zapytać, gdzie ta sielanka? I nie złośliwie, ani zgryźliwie. Czy jest możliwe, że wszystkie te wydarzenia uniemożliwiają Ci trzeźwy osąd sytuacji w jakiej się znalazłaś?

Sielanka jest zawsze, gdy się godzimy i nie drążek tematu, tydzień, kilka dni....

IsaBella77 napisał/a:

Mam wrażenie, że oboje nawzajem siebie prowokujecie, bo czym innym niż prowokacją jest wspominanie mężowi o tym, że och, kolega do mnie napisał, ale dla mnie żonaty to jak święty?
Przecież to była celowa złośliwość i prowokacja z Twojej strony. Chciałaś ukazać siebie jako osobę nieskazitelną i wbić mężowi szpilę. Nie ma absolutnie żadnego sensu w tym. "Kolega do mnie napisał, ale i tak nie będę mu odpisywać, bo on żonaty".

Pisał do mnie, gdy siedziałam przy mężu.
Więc, on widział. Mam znajomych i potrafię z nimi utrzymywać kontakty ale ten facet to taki znudzony życiem i żoną podstarzały gość, który wyraźnie szuka wrażeń i ja zdecydowanie nie chcę mieć z nim nic do czynienia.

IsaBella77 napisał/a:

Nie możesz, nie potrafisz utrzymywać normalnych kontaktów z mężczyznami? Ja mam kolegów, z których oprócz gejów wszyscy są żonaci, albo w związkach. Nie wyobrażam sobie latać do męża z każdym smsem jakie dostaję od znajomych, czy przyjaciół. To są normalne kontakty, pytanie co słychać, jak się żyje, zdjęcia dzieci, kotów, psów, prezentu dla żony z pytaniem czy ładny. W tym, że żonaty znajomy pyta się co słychać co jest zdrożnego, czy niemoralnego?

Tymczasem - jeśli nie akceptujesz tego co zrobił i co robi - odejdź.
Doskonale rozumiem, jak się czujesz i że reagujesz instynktownie. Jesteś zła, wściekła, jesteś tak zła, że mogłabyś spalić cały świat. I rozumiem, że musisz jakoś tę złość kanalizować, jakoś się jej pozbywać. Ale nie tak. Ty jesteś wściekła na męża o to co zrobił i co robi.
On jest wściekły na Ciebie o to, że o tym ciągle gadasz i nieomal każde Twoje słowo odbiera jako aluzję do siebie. Im więcej mówisz, tym bardziej on się z kolei złości.

Wy nie potraficie się zupełnie porozumieć. Nie umiecie rozmawiać. Mąż z resztą nie chce i w jawny i w bardzo lekceważący sposób to okazuje.
Ty z kolei potrzebujesz tego, chcesz usłyszeć prosto w oczy prawdę, co do której przeczuwasz, że jest prawdą i nie mylisz się (moim zdaniem).
Zamiecione pod dywan śmieci, a było to raptem kilka dni temu - już zaczęły śmierdzieć.
Niepokojąca jest też hipokryzja Twojego męża, który sam sobie daje przyzwolenie do romansu, Tobie zabrania mówić o tym, a jednocześnie żąda, abyś Ty nie kontaktowała się z nikim, nikomu nie odpisywała. Dla mnie to bardzo dziwne.

Pozostając w tej chorej sytuacji znienawidzicie siebie, bo wydobywacie z siebie nawzajem najwyższe pokłady wściekłości i podłości. Jeśli zostaniecie ze sobą, to się pozabijacie, bo jasno widać, że Twój mąż jest furiatem i agresorem, który nie potrafi nad sobą panować.
Ciebie zaś z kolei jego zdrada i romans tak boli, że nie potrafisz milczeć o tym, i słusznie.
Miłość miłością, ale jeśli nie skorzystacie z mediacji, terapii, poradni - czegokolwiek - to nie dogadacie się i długo jeszcze będziecie sobie pluli pod nogi przy każdym spotkaniu.

304

Odp: Czy to zdrada???

A czym jest zachowanie Twojego męża, jeśli nie jednym wielkim dowodem zdrady?
Czy człowiek który nie zdradził i nie ma nic na sumieniu szantażuje żonę samobójstwem? Wrzeszczy na nią, że ma się zamknąć i nigdy więcej o tym nie mówić? Czy stosuje wobec niej przemoc fizyczną?
To nie jest dla Ciebie wystarczający dowód?
Nigdy nie usłyszysz od męża, że Cię zdradził, bo on nie ma odwagi ani ochoty na szczerość i prawdziwe naprawianie Waszej relacji.
Bo od tego zaczyna się proces - od szczerości, od prawdy. Od wiedzy o tym co się stało.

A kilkudniowa sielanka ... to nie jest żadna sielanka. To po prostu chwilowe zawieszenie broni. Ty poddajesz się naciskom męża i milczysz przez kilka dni, żadna sielanka.
Sielanka jest wtedy, kiedy wszystko jest naprawdę w porządku.

305

Odp: Czy to zdrada???

Alien, czemu nie chcesz sie rozwiesc?

306 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-02-19 12:46:28)

Odp: Czy to zdrada???

nie mam pewności czy to ma znaczenie ale moja ex też rzuciła się na mnie kilka razy z pazurami gdy wspominałem jej kochanka, raz na twarz ale zdążyłem się zasłonić, poraniła mi głowę, wściekle kopała i prawie mnie wywróciła. Była jak w amoku. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to był okres gdy miedzy nimi było źle, kłócili się, koleś ją wyzywał po pijaku, po prochach itp, a ona go tak "kochała" smile , sądzę, że moja bż "cos" z nim brała i była pobudzona ...

Nie wiem czy należy wykluczyć, że Twój jm "coś" bierze. Te jego napady wg mnie świadczą o dużym konflikcie w jego głowie, a konflikt może nie dotyczy Ciebie tylko innej osoby stąd agresja w Twoja stronę bo Ty jesteś przeszkodą.
Uważam, ze pilnie powinnaś to skonsultować z prawnikiem i psychologiem, ja miałem przewagę siłową, co prawda nie odpowiadałem siłą ale mogłem. Ty nie koniecznie sobie poradzisz w sytuacji skrajnej. To poważna sprawa. Nie mówimy już o braku szacunku ale o agresji  Po takim napadzie powinnaś go uprzedzić, że jeśli to się powtórzy to zgłosisz .... nie wiem czemu się wahasz bo robi się niebezpiecznie, jeśli razem śpicie to jest grubo.

307 Ostatnio edytowany przez alien1666 (2021-02-19 12:50:17)

Odp: Czy to zdrada???
bullet napisał/a:

nie mam pewności czy to ma znaczenie ale moja ex też rzuciła się na mnie kilka razy z pazurami gdy wspominałem jej kochanka, raz na twarz ale zdążyłem się zasłonić i poraniła mi głowę. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to był okres gdy miedzy nimi było źle, kłócili się, koleś ją wyzywał po pijaku, po prochach itp, a ona go tak "kochała" smile , sądzę, że moja bż "cos" z nim brała i była pobudzona ...

Nie wiem czy należy wykluczyć, że Twój jm "coś" bierze. Te jego napady wg mnie świadczą o dużym konflikcie w jego głowie, a konflikt może nie dotyczy Ciebie tylko innej osoby stąd agresja w Twoja stronę bo Ty jesteś przeszkodą.
Uważam, ze pilnie powinnaś to pilnie skonsultować, ja miałem przewagę siłową, co prawda nie odpowiadałem siłą ale miałem. Ty możesz nie poradzić w sytuacji skrajnej. To poważna sprawa. Nie mówimy już o braku szacunku ale o agresji  Po takim napadzie powinnaś ż uprzedzić, że jeśli to się powtórzy to zgłosisz .... nie wiem czemu się wahasz bo robi się niebezpiecznie, jeśli razem śpicie to jest grubo.

Nie, mój nic nie bierze.
On to robi, gdy ja wracam do tematu, zadaje trudne pytania, pytam czemu nie mówi prawdy, tylko coś tak kręci. Mówię do niego słuchaj skoro nic nie było to pokaz mi u niej te usunięte smsy, ona je ma, niech CI je prześle i mi pokażesz, skoro tak mnie kochasz, skoro przez to rozwala się nasze małżeństwo, skoro chciałeś się zabić , to mi je pokaż. Powiedział mi, żebym sobie sama do niej poszła. WTF???
I wtedy atak szału, powiedział, żebym się zamknęła, że nigdy nie będziemy do tego wracać, no i rzucił się na mnie na łóżku, ścisnął mnie i przytrzymał,
Ostrzegłam go, że jeszcze raz i zadzwonię na policję, założą mu niebieską kartę.

308

Odp: Czy to zdrada???
IsaBella77 napisał/a:

A czym jest zachowanie Twojego męża, jeśli nie jednym wielkim dowodem zdrady?
Czy człowiek który nie zdradził i nie ma nic na sumieniu szantażuje żonę samobójstwem? Wrzeszczy na nią, że ma się zamknąć i nigdy więcej o tym nie mówić? Czy stosuje wobec niej przemoc fizyczną?
To nie jest dla Ciebie wystarczający dowód?
Nigdy nie usłyszysz od męża, że Cię zdradził, bo on nie ma odwagi ani ochoty na szczerość i prawdziwe naprawianie Waszej relacji.
Bo od tego zaczyna się proces - od szczerości, od prawdy. Od wiedzy o tym co się stało.

A kilkudniowa sielanka ... Dokładnie o nie jest żadna sielanka. To po prostu chwilowe zawieszenie broni. Ty poddajesz się naciskom męża i milczysz przez kilka dni, żadna sielanka.
Sielanka jest wtedy, kiedy wszystko jest naprawdę w porządku.

Dokładnie jest jak pisze IsaBela. Też już wcześniej wspomniałam, żebys nie dzieliła się z nim wszystkim, bo on tego nie robił i nie zamierza robić. Ja zapytam wprost, czy on jest policjantem, czy coś w tym klimacie? Bo te jego zachowania, to przypominają mi właśnie sytuacje znana że słyszenia, podobny schemat działania faceta i ta agresja. Normalnie pan swojej żony, a w rzeczywistości pospolity przemocowiec i zdrajca.

309

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:
bullet napisał/a:

nie mam pewności czy to ma znaczenie ale moja ex też rzuciła się na mnie kilka razy z pazurami gdy wspominałem jej kochanka, raz na twarz ale zdążyłem się zasłonić i poraniła mi głowę. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to był okres gdy miedzy nimi było źle, kłócili się, koleś ją wyzywał po pijaku, po prochach itp, a ona go tak "kochała" smile , sądzę, że moja bż "cos" z nim brała i była pobudzona ...

Nie wiem czy należy wykluczyć, że Twój jm "coś" bierze. Te jego napady wg mnie świadczą o dużym konflikcie w jego głowie, a konflikt może nie dotyczy Ciebie tylko innej osoby stąd agresja w Twoja stronę bo Ty jesteś przeszkodą.
Uważam, ze pilnie powinnaś to pilnie skonsultować, ja miałem przewagę siłową, co prawda nie odpowiadałem siłą ale miałem. Ty możesz nie poradzić w sytuacji skrajnej. To poważna sprawa. Nie mówimy już o braku szacunku ale o agresji  Po takim napadzie powinnaś ż uprzedzić, że jeśli to się powtórzy to zgłosisz .... nie wiem czemu się wahasz bo robi się niebezpiecznie, jeśli razem śpicie to jest grubo.

Nie, mój nic nie bierze.
On to robi, gdy ja wracam do tematu, zadaje trudne pytania, pytam czemu nie mówi prawdy, tylko coś tak kręci. Mówię do niego słuchaj skoro nic nie było to pokaz mi u niej te usunięte smsy, ona je ma, niech CI je prześle i mi pokażesz, skoro tak mnie kochasz, skoro przez to rozwala się nasze małżeństwo, skoro chciałeś się zabić , to mi je pokaż. Powiedział mi, żebym sobie sama do niej poszła. WTF???
I wtedy atak szału, powiedział, żebym się zamknęła, że nigdy nie będziemy do tego wracać, no i rzucił się na mnie na łóżku, ścisnął mnie i przytrzymał,
Ostrzegłam go, że jeszcze raz i zadzwonię na policję, założą mu niebieską kartę.

Dlaczego sie z nim nie rozwiedziesz?

310

Odp: Czy to zdrada???
Lady Loka napisał/a:
alien1666 napisał/a:
bullet napisał/a:

nie mam pewności czy to ma znaczenie ale moja ex też rzuciła się na mnie kilka razy z pazurami gdy wspominałem jej kochanka, raz na twarz ale zdążyłem się zasłonić i poraniła mi głowę. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to był okres gdy miedzy nimi było źle, kłócili się, koleś ją wyzywał po pijaku, po prochach itp, a ona go tak "kochała" smile , sądzę, że moja bż "cos" z nim brała i była pobudzona ...

Nie wiem czy należy wykluczyć, że Twój jm "coś" bierze. Te jego napady wg mnie świadczą o dużym konflikcie w jego głowie, a konflikt może nie dotyczy Ciebie tylko innej osoby stąd agresja w Twoja stronę bo Ty jesteś przeszkodą.
Uważam, ze pilnie powinnaś to pilnie skonsultować, ja miałem przewagę siłową, co prawda nie odpowiadałem siłą ale miałem. Ty możesz nie poradzić w sytuacji skrajnej. To poważna sprawa. Nie mówimy już o braku szacunku ale o agresji  Po takim napadzie powinnaś ż uprzedzić, że jeśli to się powtórzy to zgłosisz .... nie wiem czemu się wahasz bo robi się niebezpiecznie, jeśli razem śpicie to jest grubo.

Nie, mój nic nie bierze.
On to robi, gdy ja wracam do tematu, zadaje trudne pytania, pytam czemu nie mówi prawdy, tylko coś tak kręci. Mówię do niego słuchaj skoro nic nie było to pokaz mi u niej te usunięte smsy, ona je ma, niech CI je prześle i mi pokażesz, skoro tak mnie kochasz, skoro przez to rozwala się nasze małżeństwo, skoro chciałeś się zabić , to mi je pokaż. Powiedział mi, żebym sobie sama do niej poszła. WTF???
I wtedy atak szału, powiedział, żebym się zamknęła, że nigdy nie będziemy do tego wracać, no i rzucił się na mnie na łóżku, ścisnął mnie i przytrzymał,
Ostrzegłam go, że jeszcze raz i zadzwonię na policję, założą mu niebieską kartę.

Dlaczego sie z nim nie rozwiedziesz?

Zawsze chciałam dać dzieciom dobry dom i pełną rodzinę. Poza tym, może on mnie już przestał kochać ale ja niestety nie!!! Nadal go kocham, klapki spadły mi dopiero pół roku temu, wcześniej myślałam mimo wszystko, że to ja jestem taka jakaś niewystarczająca a on taki wspaniały. Wiem jestem chyba kompletną idiotką.
Myślę o tym rozwodzie, ale tak jak mówię kocham go, on twierdzi, że kocha mnie, dzieci nas potrzebują

311

Odp: Czy to zdrada???
Joohana napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

A czym jest zachowanie Twojego męża, jeśli nie jednym wielkim dowodem zdrady?
Czy człowiek który nie zdradził i nie ma nic na sumieniu szantażuje żonę samobójstwem? Wrzeszczy na nią, że ma się zamknąć i nigdy więcej o tym nie mówić? Czy stosuje wobec niej przemoc fizyczną?
To nie jest dla Ciebie wystarczający dowód?
Nigdy nie usłyszysz od męża, że Cię zdradził, bo on nie ma odwagi ani ochoty na szczerość i prawdziwe naprawianie Waszej relacji.
Bo od tego zaczyna się proces - od szczerości, od prawdy. Od wiedzy o tym co się stało.

A kilkudniowa sielanka ... Dokładnie o nie jest żadna sielanka. To po prostu chwilowe zawieszenie broni. Ty poddajesz się naciskom męża i milczysz przez kilka dni, żadna sielanka.
Sielanka jest wtedy, kiedy wszystko jest naprawdę w porządku.

Dokładnie jest jak pisze IsaBela. Też już wcześniej wspomniałam, żebys nie dzieliła się z nim wszystkim, bo on tego nie robił i nie zamierza robić. Ja zapytam wprost, czy on jest policjantem, czy coś w tym klimacie? Bo te jego zachowania, to przypominają mi właśnie sytuacje znana że słyszenia, podobny schemat działania faceta i ta agresja. Normalnie pan swojej żony, a w rzeczywistości pospolity przemocowiec i zdrajca.

Nie jest policjantem, ale trochę despotyczny jest, tyle, że ja wcześniej zawsze umiałam dostać to co chciałam.
Zawsze dbał, żeby jego wizerunek był czysty i przejrzysty wobec znajomych i rodziny, nawet pin do telefonu mi dał, tyle, że od znajomych i od rodziny ostatnio się trochę odsunął.

312

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
alien1666 napisał/a:

Nie, mój nic nie bierze.
On to robi, gdy ja wracam do tematu, zadaje trudne pytania, pytam czemu nie mówi prawdy, tylko coś tak kręci. Mówię do niego słuchaj skoro nic nie było to pokaz mi u niej te usunięte smsy, ona je ma, niech CI je prześle i mi pokażesz, skoro tak mnie kochasz, skoro przez to rozwala się nasze małżeństwo, skoro chciałeś się zabić , to mi je pokaż. Powiedział mi, żebym sobie sama do niej poszła. WTF???
I wtedy atak szału, powiedział, żebym się zamknęła, że nigdy nie będziemy do tego wracać, no i rzucił się na mnie na łóżku, ścisnął mnie i przytrzymał,
Ostrzegłam go, że jeszcze raz i zadzwonię na policję, założą mu niebieską kartę.

Dlaczego sie z nim nie rozwiedziesz?

Zawsze chciałam dać dzieciom dobry dom i pełną rodzinę. Poza tym, może on mnie już przestał kochać ale ja niestety nie!!! Nadal go kocham, klapki spadły mi dopiero pół roku temu, wcześniej myślałam mimo wszystko, że to ja jestem taka jakaś niewystarczająca a on taki wspaniały. Wiem jestem chyba kompletną idiotką.
Myślę o tym rozwodzie, ale tak jak mówię kocham go, on twierdzi, że kocha mnie, dzieci nas potrzebują

I jestes absolutnie przekonana, ze w imie dobrego domu i pelnej rodziny pokazesz dzieciom obraz ojca, ktory matki nie szanuje i stosuje wobec niej przemoc i agresje slowna i fizyczna?
W takiej sytuacji to dzieciom jest najlepiej osobno.

313

Odp: Czy to zdrada???

Nie, nie jestem o niczym przekonana.

314

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
alien1666 napisał/a:

Nie, mój nic nie bierze.
On to robi, gdy ja wracam do tematu, zadaje trudne pytania, pytam czemu nie mówi prawdy, tylko coś tak kręci. Mówię do niego słuchaj skoro nic nie było to pokaz mi u niej te usunięte smsy, ona je ma, niech CI je prześle i mi pokażesz, skoro tak mnie kochasz, skoro przez to rozwala się nasze małżeństwo, skoro chciałeś się zabić , to mi je pokaż. Powiedział mi, żebym sobie sama do niej poszła. WTF???
I wtedy atak szału, powiedział, żebym się zamknęła, że nigdy nie będziemy do tego wracać, no i rzucił się na mnie na łóżku, ścisnął mnie i przytrzymał,
Ostrzegłam go, że jeszcze raz i zadzwonię na policję, założą mu niebieską kartę.

Dlaczego sie z nim nie rozwiedziesz?

Zawsze chciałam dać dzieciom dobry dom i pełną rodzinę. Poza tym, może on mnie już przestał kochać ale ja niestety nie!!! Nadal go kocham, klapki spadły mi dopiero pół roku temu, wcześniej myślałam mimo wszystko, że to ja jestem taka jakaś niewystarczająca a on taki wspaniały. Wiem jestem chyba kompletną idiotką.
Myślę o tym rozwodzie, ale tak jak mówię kocham go, on twierdzi, że kocha mnie, dzieci nas potrzebują

On twierdzi że kocha??? I okazuje to poprzez szarpanie, nabijanie siniaków, manipulację, romanse na boku??? A ja myślałam, że miłość się inaczej okazuje...

315

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

Nie, nie jestem o niczym przekonana.

No to przemysl to. Czy w imie dobrego i pelnego domu chcesz fundowac dzieciom takie wzorce.
I przede wszystkim sobie. Bo co z tego, ze Ty go kochasz, skoro on stosuje wobec Ciebie przemoc.

316

Odp: Czy to zdrada???

Alien, co ja napisałam już wiele, wiele razy na tym forum, i czego będę się nadal trzymać, to napiszę również Tobie.
Gadanie o miłości, to nie miłość.
Gadanie o zmianie, to nie zmiana.
Prawdziwą miłość i prawdziwą zmianę udowadnia się i okazuje CZYNAMI, postępowaniem, a nie gębą.
Tymczasem Twój mąż gada owszem.
Ale poza gadaniem - wrzeszczy na Ciebie, szarpie Cię, potrząsa Tobą, szantażuje Cię i robi jeszcze wiele innych podłych świństw. Jaka to miłość?

To co masz teraz dla dzieci, to ani nie dobry dom, ani nie pełna rodzina. To dom pełen napięć, konfliktów i agresji.

317

Odp: Czy to zdrada???
IsaBella77 napisał/a:

Alien, co ja napisałam już wiele, wiele razy na tym forum, i czego będę się nadal trzymać, to napiszę również Tobie.
Gadanie o miłości, to nie miłość.
Gadanie o zmianie, to nie zmiana.
Prawdziwą miłość i prawdziwą zmianę udowadnia się i okazuje CZYNAMI, postępowaniem, a nie gębą.
Tymczasem Twój mąż gada owszem.
Ale poza gadaniem - wrzeszczy na Ciebie, szarpie Cię, potrząsa Tobą, szantażuje Cię i robi jeszcze wiele innych podłych świństw. Jaka to miłość?

To co masz teraz dla dzieci, to ani nie dobry dom, ani nie pełna rodzina. To dom pełen napięć, konfliktów i agresji.

Powinnam Twoim zdaniem zażądać w tym momencie rozwodu??

318

Odp: Czy to zdrada???

Nie jestem Tobą. Nie mogę Ci napisać, co powinnaś zrobić.
Napisałam Ci powyżej kilka razy co zrobiłam ja.
Każdy ma swoje granice i wytrzymałość.
Ale w momencie w którym dochodzi do takiej eskalacji złości, wściekłości, agresji i przemocy, a nie ma chęci porozumienia czy naprawy - to trwanie na siłę w takim związku określiłabym raczej jako syndrom sztokholmski, a nie jako miłość ...

319

Odp: Czy to zdrada???
alien1666 napisał/a:

Powinnam Twoim zdaniem zażądać w tym momencie rozwodu??

przede wszystkim powinnaś to skonsultować ze specjalistą, bo to jest poważne co się dzieje
pisałem Ci to już kilkukrotnie

320

Odp: Czy to zdrada???

Autorka nie słucha niczego i nikogo, tylko swoich chorych emocji. Wielu z nas ostrzegało, że albo da sobie spokój z tym ciągłym wypominaniem, albo niech się rozejdą. Ale ona i tak tego nie słucha. Ileż mona? To jest chore.

321

Odp: Czy to zdrada???
prego napisał/a:

Autorka nie słucha niczego i nikogo, tylko swoich chorych emocji. Wielu z nas ostrzegało, że albo da sobie spokój z tym ciągłym wypominaniem, albo niech się rozejdą. Ale ona i tak tego nie słucha. Ileż mona? To jest chore.

Bo dziewczyna jest przerażona i wycofana, tkwi w tej pozornej strefie komfortu i cierpi. Boi się go, jego reakcji, jego czynów. I rozumiem ją, bo zanim ja postawiłam na swoim, to też wiele nerwów zjadłam. Taki manipulant potrafi świetnie grać na emocjach i wykańcza drugą osobę, robi mentlik w głowie, osacza i przytłacza jednocześnie. Musi zobaczyć, że żarty się skończyły, zwyczajnie dziewczyna musi w tej walce mieć sojuszników wśród bliskich, on musi wiedzieć, że nie jest bezbronna. Najgorsze jest trzymanie tego w tajemnicy, zwłaszcza go ona się go boi.

322

Odp: Czy to zdrada???
Joohana napisał/a:
prego napisał/a:

Autorka nie słucha niczego i nikogo, tylko swoich chorych emocji. Wielu z nas ostrzegało, że albo da sobie spokój z tym ciągłym wypominaniem, albo niech się rozejdą. Ale ona i tak tego nie słucha. Ileż mona? To jest chore.

Bo dziewczyna jest przerażona i wycofana, tkwi w tej pozornej strefie komfortu i cierpi. Boi się go, jego reakcji, jego czynów. I rozumiem ją, bo zanim ja postawiłam na swoim, to też wiele nerwów zjadłam. Taki manipulant potrafi świetnie grać na emocjach i wykańcza drugą osobę, robi mentlik w głowie, osacza i przytłacza jednocześnie. Musi zobaczyć, że żarty się skończyły, zwyczajnie dziewczyna musi w tej walce mieć sojuszników wśród bliskich, on musi wiedzieć, że nie jest bezbronna. Najgorsze jest trzymanie tego w tajemnicy, zwłaszcza go ona się go boi.

Niestety, boję się.
Boję się gdy drążę temat, bo on krzyczy, boję się tego co zrobi, po prostu się boję.
Jak zostanie tak jak jest to tak jakby mi zamknął usta . Wiem, że on do niej coś ma ale prędzej zrobi coś głupiego niż powie o tym.

323

Odp: Czy to zdrada???

Nie zrobi nic głupiego, zapewniam Cię.
To tylko szantaż, żebyś przestała gadać, pytać i oczekiwać szczerości.

324

Odp: Czy to zdrada???

Alien, to przykre, co piszesz, ale.....
Wróciłam do początków tego wątku. Masa rad od tych, co swoje przeszli. Twoje oburzenie i złość, niedowierzanie, zarzucałaś, że to piszący mają problem z oceną sytuacji. Napisałam Tobie 8 lutego, że nie słuchasz tego, co Ci doradzają i że prawda ,jak wybuchnie, ogłuszy Cię. Miałaś straszne obiekcje, zarzucałaś ,że w moim małżeństwie jest żenada. Minęło zaledwie 11 dni, a Ty piszesz, jak bardzo eskaluje problem w Twoim domu. Czy przypadkiem nie ostrzegano Cię, że to idzie dokładnie w tą stronę ?
Alien, nie pisze, żeby Ci dokuczyć, bo naprawdę zrobiło mi się przykro, gdy przeczytałam Twoje wpisy, wolałabym przeczytać, że oboje ciężko pracujecie nad powrotem zaufania......ale tak nie jest,  problem narasta, Ty znów dostajesz bardzo mądre rady i znów piszesz : ale ja go kocham. Rozumiem doskonale Twoje uczucia do niego, ale musisz zrozumieć jedno : pewien etap dobiegł końca, już nigdy nie będzie tak samo.
Zobacz, wtedy wieszałaś psy na koleżance męża, ale kto okazuje wobec Ciebie przemoc? Czy to nie mąż właśnie? i jak ładnie manipuluje, biedaczysko.
Pisałam Ci wtedy, byś zobaczyła sprawy dokładnie takie, jakie są.
Nie musisz nikogo przekonywać, że masz mętlik w głowie i panicznie boisz się ,co dalej. Ty wciąż chcesz wierzyć, że tam nic nie było.
Myślisz ,że każdy z nas nie przechodził tego bądź podobnego etapu?

Inna użytkowniczka zapytała w podobnym tonie, czemu ma służyć ten wątek. Bo czas płynie, Tobie jest coraz ciężej, dochodzi przemoc i..... co dalej z tym robisz?
Alien, zamiast nim zacznij zajmować się swoimi odczuciami. Czy będziesz czuła się dobrze stawiając przed nim śniadanie, gdy nagle wspomnisz sobie jego agresywne przyciśnięcie Cię do podłoża i wykrzywioną w nienawiści gębę, bo śmiałaś zapytać ,jak jest prawda?  To jest ten fajny związek, w którym czujesz się zaopiekowana i bezpieczna?
O sobie pomyśl, tak chcesz spędzić kolejne lata ?
A już ta jego obietnica, że coś sobie zrobi.........boszzzz, gdyby głupota umiała fruwać , linie lotnicze by zbankrutowały. Zwykły pajac używa takich zagrywek, a nie dojrzały człowiek.

325

Odp: Czy to zdrada???

Skoro to takie schematyczne, to co będzie kolejnym etapem????

Posty [ 261 do 325 z 428 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024