Autorko, już właściwie wszystko zostało powiedziane ale dodam jeszcze coś od siebie, ponieważ twoja sytuacja bardzo przypomniała mi to wszystko z czym borykałam się półtora roku temu. Bardzo ci współczuje bo ze względu właśnie na podobne przeżycia, wyobrażam sobie co czujesz. Chciałam cię tylko prosić, abyś zamiast ratowania małżeństwa "za dwoje" skupiła się bardzo mocno (a nawet bardziej) na sobie i budowaniu swojej siły. Bez względu na rozwój sytuacji bardzo ci się to przyda. Jeśli w końcu odejdzie - będziesz na tyle silna by sobie lepiej z tym poradzić. Jeśli zostanie - jest szansa zbudować coś trwałego, bo po kryzysie ty będziesz silniejsza, a on się może "ponownie" zakocha. Nie możesz czekać jak na bombie, bo to cię zniszczy, a być może za 2 miesiące (u mnie tyle trwała nasza sielanka) usłyszysz, że on jednak kocha tamtą a cios drugi raz w to samo miejsce boli bardziej. Cała twoja historia (tzn. fakty które przytoczyłaś, bo wszystkiego oczywiście nie wiemy) nie wróży nic dobrego a wszystko wygląda mi na jakiś stan przetrwalnikowy, wyczekujący, może na to czy tamta go zechce czy nie. Dlatego potrzebujesz teraz wyciszyć emocje i skupić się wyłącznie na sobie, olewając pana ciepłym moczem, wręcz dystansując się. To on ma się o was starać nie ty, on powinien jak najwięcej ci tłumaczyć i z tobą rozmawiać. Tylko tak zachowują się ludzie którym zależy. To jest w tej chwili jedyna droga. Oczywiście ryzykowna bo możesz wprost zobaczyć, że ma cię w dupie, ale jest to ważne dla twojej wewnętrznej równowagi. Inaczej zamęczysz się jak wielu tutaj autorów wątków w tym ja. Koniecznie spotkania z psychologiem to raz, żeby wyciszyć emocje i się podbudować. Dwa koleżanki, koledzy, sport? Może jakiś wyjazd sama, bez niego i dzieci (wiem, że trudno bo pandemia). Może być oczywiście tak, ze jak tylko wyjedziesz, to dziunia wyląduje w waszym łóżku. Ale to już wtedy będziesz miała pewność, że to koniec. Szkodzisz sobie tym zamiataniem pod dywan. Nie rób tego. I wierz intuicji. Ja do dziś nie mam dowodów, że sypiali ze sobą zanim mnie zostawił.
Widzę w twoich postach kilka błędnych założeń, które powinnaś dla budowania swojej siły przemyśleć. Nie przeceniałabym tego, że "wszyscy się od odwrócą i straciłby w oczach". To tak nie działa. Ludzie generalnie mają to w dupie. Na początku przeżywają, interesują się bo są po prostu ciekawi lub lubią patrzeć jak "inni mają gorzej". Potem bez problemu nawiązują współpracę a nawet przyjaźnie, bo przecież co ma piernik do wiatraka. Wiem co mówię, bo "moja dziunia" też jest z tej samej firmy co ex mąż, plus jeszcze żeby było ciekawiej to ta sama firma w której i ja pracuję. Taka tam "Moda na sukces", każdy z każdym... normalka.
Po drugie mój jak się miotał to też miał niby "chyba skoczyć pod pociąg" bo już nie może. Żyje do dziś. Z dziunią. Nie wierzyłabym w tego typu manipulacje, bo one mają na celu tylko ci zamieszać w głowie. Żebyś całkiem przestała ględzić, a on mógł sobie rozmyślać o tamtej.
To, że on mówi, że masz zacząć normalnie - to kolejne klasyczne zachowanie mające na celu zamiecenie wszystkiego pod dywan. Ja ci powiem jak dokładnie wygląda skruszona osoba, bo takie znam. Osoba, która nawaliła i chce wszystko naprawić w pierwszej kolejności (to jest najważniejszy punkt) przyznaje się do tego że nawaliła. Po drugie sama siebie nazywa draniem i uznaje oraz szanuje to co czujesz. Wypieranie (nic przecież nie było), zrzucanie winy na ciebie i robienie z ciebie psychicznej to niemal w 100% dowody winy niestety ... to oczywiście nie musi być zdrada w sensie seksu na tym upranym materacu, ale zdrada emocjonalna - jak najbardziej.
I to nie jest wcale tak jak mówisz, że gdyby kogoś miał to już by go dawno z tobą nie było. On może po prostu czekać, bo może tamta się miota, nie chce rozbijać rodziny, może jeszcze jej do końca nie urobił. U mnie dokładnie tak było. Jak dwa miesiące przed rozstaniem zażądałam rozwodu, to naopowiadał, że to przecież tylko koleżanka, dlaczego chcę z powodu takiej bzdury rozwalić rodzinę z nowonarodzonym dzieckiem. Też zrobił ze mnie psychiczną. Że przecież ona mi do pięt nie dorasta. Że to klasyczny dzieciuch z pokolenia gimbazy i po prostu dobrze mu się z nią rozmawia, i że nawet mu się nie podoba. To były dokładnie jego teksty. Przestraszył się, że ja grożę rozwodem i bał się, że zostanie z niczym. Więc zyskał sobie u mnie czas żeby ją do końca zdobyć i po dwóch miesiącach od tej "naszej sielanki" powiedział mi, że jednak z nią będzie układał sobie życie.
Na koniec jeszcze co do dziuni, powiem, że rozumiem w pełni twój żal do niej. Też to przerabiałam. Była to forma wyrzucenia emocji, których nie mogłam wyrzucić na niego, bo bałam się przestanie przychodzić do dziecka. Ale walcz z tym. Nie dlatego, że dziuni szkoda, tylko np. u mnie niestety on jej to wszystko co ja wykrzykuję w emocjach powtarzał, a potem przeczytałam jak się ze mnie nabijali, że się hormonów naćpałam i mi się we łbie poprzestawiało. I było mi mega głupio. Weź to pod uwagę, że wszystkiego co mówisz może słuchać także "ona". On może jej to wszystko powtarzać i się wzajemnie nakręcają dodatkowo przeciwko tobie. A wierz mi, nie chcesz przed nią odsłaniać swoich słabości. To potem działa na twoją niekorzyść i samoocenę.
I powiedz mi jeszcze jak to w końcu jest u was? Z jednej strony napisałaś, że sielanka (winko i przytulasy) i żebyśmy się odczepili, ale z drugiej gdzieś mi mignęło "Ale jak jest w domu to tego szczęścia po nim nie widać za bardzo." Zapewne wiesz, że nasza kobieca intuicja to skarb. Zawsze "to wiemy ". Ty też wiesz, tylko jeszcze się bronisz. I ja to rozumiem, ale wierz mi, że jedyna szansa to albo nowi Wy, albo wcale.