Alea napisał/a:Alien, masz absolutne prawo czuć to, co czujesz. Wiem, że w takiej sytuacji najgorsze inwektywy cisną się na usta względem tej drugiej. Spróbuj jednak wyciszyć emocje choćby z zewnątrz. Wewnątrz na pewno będzie Cię targać, przynajmniej dopóki nie poznasz prawdy. Nie znam Twojego męża, ale sądzę, że jak każdy, nie lubi być atakowany i "męczony" podejrzeniami, niezależnie czy są słuszne, czy nie. Jeśli dasz radę, wycisz emocje i obserwuj, nie komentuj, nie dokuczaj, nie wypytuj. A jak się nadarzy odpowiedni moment, mąż będzie w nastroju, spróbuj delikatnie wprowadzić temat, bez oskarżania, mów tylko o swoich uczuciach, lękach. Jeśli kocha, wysłucha i będzie mu zależało na Twoim komforcie psychicznym. Powodzenia
Zobacz co napisałam.
'Kiedy wam napisałam , że ją zniszczę??? WYkrzyczałam to na początku mężowi, bo chciałam żeby powiedział prawdę i tylko o to chodziło. Nigdy potem ode mnie nic podobnego nie wyszło.
Czego oczekujecie ode mnie, że powinnam gratulować mężowi, że może udało mu się wyhaczyć niezłą laskę. No niestety, nie mam czego gratulować, ani ładna ani mądra. Nie napiszę inaczej. A jeśliby coś ich naprawdę łączyło to nadal utrzymuję, że on stałby się w moich oczach kłamcą i zdrajcą a ona dziwką.
Nie po to opisałam tu swój problem, byście mi pisali teksty " może nie taka brzydka", "może ma piękne wnętrze i jest dobrym człowiekiem", bo jeśli bierze się za czudzego męża to nie jest ani piękna ani dobra.
Oczekiwałam tylko pomocy i jasnego spojrzenia innych na tę sytuację. Wielu z was mi pomogło, kazaliście ochłonąć, spojrzeć na wszystko z dystansem, zająć się teraz dziećmi i zadbać o siebie.
I za te rady bardzo dziękuję.
Prawda jest tak, że jeśli jest między nimi coś poważnego i będą chcieli to ciągnąć i być razem, to i tak niedługo się o tym dowiem.
Ja już i tak swoje wypłakałam, pogodziłam się z taką możliwością i nie uznam czegoś takiego za koniec świata. Potrzebowałam kilku miesięcy, żeby zrozumieć, że nie wszystko będzie trwać wiecznie.
Z drugiej strony, jeśli między nimi nic nie ma, mój mąż wciąż mnie o tym , zresztą cały czas tak jak wcześniej pisałam jest w domu, troszczy się o mnie itd, to swymi ciągłymi podejrzeniami i niepewnością nie chcę go męczyć. Kłótnią mogę tylko coś zniszczyć. Muszę mu w pewnym sensie zaufać, nadal go kocham i mi na nim zależy. Jeśli jest zakochany to odejdzie, jeśli nic nie było zostanie z nami.
Będę was informować na bieżąco.
On zapewnia mnie że nic nie było każdego dnia, cierpliwie znosi moje nastroje. Mówi, że nigdy przenigdy nie chciał z nas zrezygnować. Nie mogę tego podeptać i zniszczyć nawet jeśli mam wątpliwości, Kocham go i zamierzam walczyć,by między nami było dobrze i tyle.