Jeśli tylko tego typu techniki miałyby sprawiać, że tacy nieśmiali, zakompleksieni faceci nawbywają ogłady i śmiałości w kontaktach z kobietami(pośrendio te zogólnie z ludźmi), to pewnie nikt by nie miał o nich złego zdania. Obawiam się, że często jednak takie kursy czy rady sprawiają, że ludzie przybierają po prostu maski, stają się kimś innym, niż w rzeczywistości są.
Dokładnie o to mi chodzi. Cóż z tego, że taki poblokowany mężczyzna zagada do potencjalnej partnerki, być może uda mu się nawet wywołać jakieś zainteresowanie, jeśli to będzie maska, poza którą dalej nie wyjdzie, bo po prostu nie będzie potrafił. Przecież długo nie da się udawać kogoś, kim się nie jest. Analogicznie można to odnieść do tego, co napisałam, czyli jeśli założyć, że mimo wszystko uda się zrobić to słynne pierwsze wrażenie, które oparte będzie głównie na wyuczonych schematach, to dalej po prostu musi nastąpić katastrofa, bo ileż można bazować na czymś, co jest dla danej osoby czymś kompletnie nienaturalnym? <pytanie retoryczne>
Owszem, jeśli techniki PUA mają być jakimś wstępem, otworzeniem oczu na określone kwestie, ale za nimi pójdzie daleko idąca praca nad sobą, nad charakterem, a przede wszystkim zdobyte w ten sposób treści nie zdominują sposobu myślenia i/lub postępowania, to można założyć, że człowiek nie zrobi sobie w ten sposób krzywdy. Jeśli jednak ktoś nie ma takiej świadomości, to nie tylko naraża się na śmieszność, ale i na rozczarowanie, nierzadko kolejne i tym bardziej dotkliwe.
Jeżeli chcemy się trzymać tematu początku relacji powiedz w takim razie jak taki nieśmiały facet który ma piękne wnętrze i jest zadbany miałby rozpocząć. Pewnie nie raz zdarzyło ci się że facet do ciebie podszedł, powiedział nieśmiałe "cześć" po czym rozmowa albo się urwała albo zaczął ci zadawać mnóstwo nudnych pytań. A mówimy tu tylko o rozpoczęciu rozmowy które jest czubkiem góry lodowej. Jestem bardzo ciekawy co byś mu poradziła. Poproszę jak najkonkretniej
Przede wszystkim nie należy zadawać zbyt dużo pytań, bo druga osoba może poczuć się jak na przesłuchaniu, ale równocześnie nie silić się na jakieś oryginalności. Gdybym była na miejscu rzeczonego mężczyzny, to zahaczyłabym o coś, co ma miejsce tuż obok albo wydarzyło się przed chwilą, a to już zależy od okoliczności. Jeśli wyszlibyśmy z kina, można porozmawiać o filmie, jeśli w tle słychać muzykę, można coś na ten temat powiedzieć, wtedy ewentualnie zapytać "a ty czego słuchasz?", jeśli na naszych oczach zdarzy się coś wartego komentarza, to można to w jakiś niewymuszony sposób skomentować. Gwarantuję, że jeśli uwagi będą brzmiały z sensem, tym bardziej jeśli będą intrygujące, na swój sposób ciekawe, a przy tym trafi się na względnie rozgarniętą osobę, to osiągnie się zamierzony efekt. W końcu ktoś o - jak to nazwałeś - pięknym wnętrzu nie powinien mieć problemu z wychwyceniem z otoczenia ciekawych szczegółów i ujęciem w słowa tego, co chce przekazać, musi się jedynie przełamać.
Nie wiem czy inne osoby się ze mną zgodzą, ale o ile ktoś nie jest nachalny ani irytujący, to ma zdecydowanie większą szansę, aby taka luźna, naturalnie poprowadzona konwersacja została potraktowana w sposób pozytywny i miała możliwość się rozwinąć. Jeśli jednak już na starcie słychać teksty, które wskazują, że jest to niskich lotów podryw, to większość z nas nie potraktuje tego poważnie. Jeśli do tego dodać nieśmiałość, która nie będzie potrafiła się obronić, to taki mężczyzna ma bardzo duże prawdopodobieństwo, że zostanie zlekceważony.