Te kursy mogłyby działać, gdyby każdej kobiecie zależało tylko na tym, aby facet przez cały czas ją zdobywał, zasypując czułymi słówkami, udowadniając jaka jest zaje***. Na szczęście tak to chyba nie działa ![]()
Te kursy mogłyby działać, gdyby każdej kobiecie zależało tylko na tym, aby facet przez cały czas ją zdobywał, zasypując czułymi słówkami, udowadniając jaka jest zaje***. Na szczęście tak to chyba nie działa
Wierz mi, kobieta nie dba czy obcy facet zasypuje ją czułymi slowkami. A jak go nie lubi, czy się jej z jakiegoś powodu nie podoba, to odetchnie z ulgą, gdy nie będzie jej zdobywał.
68 2021-05-04 11:01:37 Ostatnio edytowany przez jjbp (2021-05-04 11:02:32)
To nawet nie chodzi o czule słówka, niektóre kobiety to mogą lubić. Problem tylko że techniki pua wykraczają poza czule słówka a wchodzą na poziom bycia absolutnie creepy. Zaraz mi pewnie ktoś powie że umiejętnie zastosowane wcale nie są creepy - mi się w życiu nie zdarzyło nigdy spotkać z tego typu technikami (czy to na żywo, czy filmik w necie, czy opowieści koleżanek, czy for umowę posty zwolenników) które nie wzbudzały by we mnie lekkiego niepokoju
Zalinkowany wyżej Szabelski akurat w środowisku osób związanych z PUA ma status błazna, więc robienie z niego punktu odniesienia jest bez sensu.
Jak już koniecznie ktoś chce się wypowiadać, to niech sobie najpierw zobaczy ze dwa filmy Pawła Rawskiego na przykład, to może wreszcie trochę przystopujecie z tymi 'manipulacjami' i 'czułymi słówkami'...
Bo póki co, to większość wpisów jest właśnie na poziomie Szabelskiego, tylko że stanowią lustrzane odbicie.
70 2021-05-04 13:56:19 Ostatnio edytowany przez kamiloo86 (2021-05-04 13:57:01)
Ale po co ma ktokolwiek gdzieś zaglądać skoro zarówno eksperci jak i szerokie badania naukowe potwierdzają że PUA ma negatywne konsekwencje, zarówno dla uczestników jak i kobiet, które padły ofiarą manipulacji. Wy na prawdę nie rozumiecie że to czego się uczycie to sztuczki które działają na podświadomość i pewne biologiczne mechanizmy, możesz wierzyć sobie i w Świętego Mikołaja jak Ci z tym dobrze ale kitu innym nie wciskaj. Jedyna zmiana jest poprzez ciężką pracę. Już i tak wystarczy że na każdym kroku marketing i reklamy oraz wiele firm stosuje na nas język korzyści i metody wywierania wpływu.
Tu się wypowiadają kobiety inteligentne, wy nie rozumiecie, że są setki pustaków i desperatek, które na to polecą. To jest obraza dla waszego intelektu i nie potraficie sobie wyobrazić, że takie bzdety mogą na kogoś działać, ale tak istotnie jest.
72 2021-05-04 14:31:26 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-05-04 14:31:48)
Tu się wypowiadają kobiety inteligentne, wy nie rozumiecie, że są setki pustaków i desperatek, które na to polecą. To jest obraza dla waszego intelektu i nie potraficie sobie wyobrazić, że takie bzdety mogą na kogoś działać, ale tak istotnie jest.
Jest z prostej biznesowej przyczyny - nisza.
Jest popyt jest podaż.
Gdyby kobiety się na to nie nabierały to by nie było tych biznesmenów podających się za mistrzów podrywu.
Otóż to.
Gdyby kobiety się na to nie nabierały to by nie było tych biznesmenów podających się za mistrzów podrywu.
Chyba raczej faceci... zdesperowani brakiem brania/spragnieni wizji łatwego zaliczania.
Przecież ci trenerzy, nie wszyscy ale jednak, chwalą się wynikami. Typu: - w takim czasie miał tyle podejść, a z tego tyle x, y, z.
Goście którzy sprzedają kursy, książki, robią blogi i tak mają tych "zaliczonych" na poziomie kilku %. A podobno to i tak jest dużo, i typowy kursant to ni hu hu, żeby tyle wykręcił.
Toż to skuteczność jak telemarketing, a czasu na to idzie w ****.
Sprzedawanie ludziom marzeń to najlepszy biznes/sposób na naciąganie. ![]()
Oszukana przez "Willa Smitha z Instagrama"
35-latka z okolic Chełma straciła kilkadziesiąt tysięcy złotych. Uwierzyła oszustowi, który podawał się znanego amerykańskiego aktora - Willa Smitha. Gwiazdor poprosił ją o odebranie diamentów i gotówki wartych miliony dolarów.Oszukana kobieta zgłosiła się do jednego z lubelskich komisariatów. Z jej zawiadomienia wynikało, że straciła 45 tys. zł. Kobieta wyjaśniła, że poznała na Instagramie mężczyznę, podającego się za Willa Smitha - znanego amerykańskiego aktora.
– Rozmowy polegały przede wszystkim na wymianie wiadomości w jednym z komunikatorów. Ale były też przypadki nawiązywania połączeń wideo, podczas których kobieta rozpoznała w swoim rozmówcy gwiazdora – wyjaśnia kom. Kamil Gołębiowski, rzecznik KMP w Lublinie.
35-latka uwierzyła, że rozmawia z prawdziwym Willem Smithem. Oszust mógł więc swobodnie realizować swój plan. Podczas jednej z rozmów upoważnił 35-latkę do odbioru paczki, w której miały być diamenty warte 6 mln dolarów, 3 mln dolarów w gotówce oraz dokumenty rozwodowych.
Do odebrania przesyłki konieczne było jednak wniesienie opłaty. Po tym kobieta miała dostać „certyfikat” upoważniający do odbioru kosztowności oraz zapłacić cło.
– Łącznie kobieta została poproszona o przelanie na wskazane rachunki 45 tysięcy złotych – dodaje kom. Kamil Gołębiowski.
Tak samo jak te wszystkie "ukrainki/rosjanki" z randek online. Tak się w was zakochały, już przyjadą tylko... na bilet nie ma, mama zachorowała, pies umarł i... 1000 USD potrzeba.
Ten sam mechanizm.
75 2021-05-04 15:04:14 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-05-04 15:17:51)
Tu się wypowiadają kobiety inteligentne, wy nie rozumiecie, że są setki pustaków i desperatek, które na to polecą. To jest obraza dla waszego intelektu i nie potraficie sobie wyobrazić, że takie bzdety mogą na kogoś działać, ale tak istotnie jest.
Nie masz racji.
Takie zagrania dobrze wykonane działają na wyobrażnię- a wyobraźnia wymaga inteligencji na wyższym nieco poziomie ![]()
więc wbrew pozorom łatwiej uwieść kobietę inteligentna czy inteligentnego mężczyznę- o ile robi się to z finezją i zastosowaniem właściwych środków- więc nie jest to zabawa dla "pustaków" czy desperatek ![]()
Ktoś kto nie chwyta wszelkich aluzji tylko się zirytuje.
Ktos kto chwyta aluzje i niuanse moze się poczuć zniesmaczony zbyt prymitywnym podrywem, co nie znaczy ze na poziomie podświadomym i tak nic się nie wydarzy.
No i najważniejsze- to nie jest sztuka wymyślona- tylko powstała z obserwacji tych którym wychodzi to NATURALNIE.
tak więc podczytuję to sobie co tu wypisujecie i uśmiecham się pod nosem ![]()
A z jakiego mistrza Pua korzystał słynny Tulipan?
Z żadnego- bo nie było takich. Więc proponuję zauważyć że przed modą na PUA też były oszustwa matrymonialne
Ja to chyba żyje w jakiejś równoległej rzeczywistości - ja kompletnie nie rozumiem tego co tu jest napisane.
]Boją się że zainteresuje ich mniej atrakcyjny z urodzenia samiec niż mogłyby mieć według własnej oceny.
Ze co??
Jak oglądałam ten filmik o tym super podrywaczu co ktoś wkleił wcześniej to koleś bullshitował aż iskrzyło. Jakby wziął moja ręka i trzymał trzy minuty i patrząc mi się w oczy powiedział ze widzi linie tego albo tamtego to następne co by zobaczył to mój środkowy palec.
Ja nie wiem co z wami faceci jest nie tak? Żeby oglądać takie bzdury jak radzi jak przesadzić torebkę żeby usiąść koło kobiety.
Gdzie się podziali normalni ludzie? Naturalni? Bo jak ktoś gada takie czerstwe rzeczy jak ten koleś na filmiku, to ja naprawdę wolałabym posłuchać o historii militariów. Przynajmniej widać wtedy ze koleś ma zainteresowania a nie jest głównym zainteresowaniem jest to jak podrywać dziewczyny.
Ja rozumiem ze istnieją na świecie laski które na to lecą, ale ja chyba miałam zawsze jakieś parasol ochronny chroniący mnie przed takiego typu ludźmi i jak wyczulam ze ktoś cos takiego robi - od razu odechciewa mi się gadać.
Serio co stało się z byciem sobą? A nie jakaś wydumana wersja siebie która analizuje w głowie wiecznie co zrobić żeby spodoba się dziewczynie ?Z drugiej strony mowa ze Arabowie to dobrzy podrywacze- oni tak jak na filmiku stawiają na dotyk i gadanie głupot typu ze nie widziałem od ciebie piękniejszej laski i tak dalej i faktycznie dużo się na to łapie - na te ich puste słowa nie poparte niczym i cukierkowe komplementy. Jak dla mnie to są nachalni, nieszczerzy ludzie.
Dokładnie
Podpisuję się tu pod każdym słowem!!! ![]()
Na wygląd to pewnie licealistki głównie lecą albo jakieś płytkie panny.
To naprawdę buduje pewność siebie u dorosłego mężczyzny?
Mi się to wydaje nieprawdopodobne.
Ty Witold brzmisz jak 20 latek i to jeszcze taki co się niespecjalnie ku dorosłości zbiera.
To już moja córka maturzystka i jej koleżanki wyraźnie wyrastają z myślenia że chłopak ma być przede wszystkim ładny i w fajnych ciuchach i fryzurze A patrzą co ma w głowie.
Nie patrzy się na słowa tylko na czyny. Większość facetów mówi, że nie lubi kaczych ust i mocnego makijażu u dziewczyn, a jakoś one mają powodzenie? Tak samo większość kobiet mówi, że wygląd się nie liczy. Tylko dziwnym trafem nie od dziś wiadomo, że im wyższy/przystojniejszy tym większe ma powodzenie. Skoro wygląd się nie liczy dla kobiet to czemu przystojni mają większe powodzenie niż przeciętni? Z powietrza się ono bierze czy jak.
Zresztą takie oczywiste wywody nie mają sensu. Chodzi tylko i wyłącznie o to, że wygląd, pierwsze wrażenie jest ultra ważne, najistotniejsze na początku relacji. To nie jest jednoznaczne z tym, że trzeba być modelem z wybiegu. Chodzi mi po prostu o to, że jeżeli facet spodoba się kobiecie z wyglądu to nie będzie miało wielkiego znaczenia co facet będzie mówił i jak będzie mówił. Nawet jak ten facet będzie totalnie nudny, ale spodoba się z wyglądu to i tak wielu kobiet to nie zrazi i będą kontynuować znajomość.
Natomiast jeżeli facet nie spodoba się kobiecie z wyglądu to nie ważne co będzie mówił. Będzie nudny i niezbyt ciekawie prowadził konwersację? Dostanie kosza. Będzie super inteligentnym, wygadanym, elokwentnym? Też dostanie kosza. Będzie rzucał tekstami pua? Też dostanie kosza. Dlaczego? Bo się nie spodobał z wyglądu. Jeszcze raz powtarzam - nie musi być modelem, ale musi się po prostu spodobać. Jak facet się nie spodoba to może zostać max kolegą lub przyjacielem i żadne sztuczki nie pomogą. Dlatego pua to strata czasu.
Tylko, że te metody działają na młodziutkie albo nieco starsze ale dosyć nierozgarnięte kobiety. Inteligentna babka połapie się szybko i o niej taki PUA nie będzie miał czego szukać, bo normalnie dostanie kosza.
Dla nich zostaną więc Tylko naiwne, zdesperowane lub niezbyt inteligentne panie.
Zgadzam się. Jeżeli chodzi o młode, niedoświadczone kobiety, zaburzone lub po prostu studentki szukające przygody - to może na niektóre zadziałać. Ale po pierwsze - to jest jak granie na kodach, oszukiwanie. Jaka przyjemność może być z spotykania się z kobietami, które zostały zmanipulowane? można się oszukiwać, ale podświadomie gdzieś będzie informacja, że trzeba było użyć oszustwa do zdobycia kobiety, czyli bycie sobą nie wystarczyło - to jasny sygnał, że trzeba nad sobą pracować, skoro zwykłe "bycie sobą" nie pozwala poznać fajnej dziewczyny i trzeba uciekać do tanich sztuczek. Po drugie -
na dorosłe, dojrzałe kobiety, które szukają związku lub stabilizacji nic to nie da.
Bardzo często właśnie inteligentne babki dają się załapać na takie zagrywki. Na to nie ma reguły. Po prostu trzeba być ostrożnym i umieć wyciągać wnioski w wielu sytuacjach.
Raczej nie na te sztuczki, tylko po prostu chemia. Sztuczkami nie da się wywołać chemii, tylko wyglądem. Tracą głowę dla przystojnego faceta, tak samo jak faceci tracą głowę dla toksycznej "zołzy", która została obdarzona dużym biustem lub fajnym tyłkiem.
Jaki jest w takim razie twoja porada jak wartościowi ale nieśmiali mogą nawiązać relacje (oczywiście związek bo relacja oparta na seksie jest zawsze wyłącznie efektem manipulacji i najwyraźniej to co napisała autorka tematu "Czy iść w taką relację ?" nie ma znaczenia) z wartościową (wg. ciebie) kobietą? Proszę jak najhojniej w szczegóły
Przede wszystkim zbudować zdrową samoocenę.
- jeżeli ma fobie społeczną, nieśmiałość to powinien pójść do specjalisty - psycholog, psychiatra lub pokrewne. Praca nad słabościami, kompleksami, traumami oraz toksycznymi przekonaniami na temat życia. Ten pierwszy punkt to przeważnie jest wystarczający. Pewność siebie wraz ze zdrowymi przekonaniami i umiejętnością rozmowy na zwykłe tematy wystarczy, aby nawiązywać relacje koleżeńskie lub romantyczne.
Dodatkowo można też:
- pracować nad sylwetką, regularny sport, poprawienie ubioru, fryzury. Tak żeby się po prostu dobrze poczuć we własnej skórze
- pracować nad życiem towarzyskim
- posiadać zainteresowania i realizować się w nich albo robić karierę w pracy
78 2021-05-04 21:52:53 Ostatnio edytowany przez KoloroweSny (2021-05-04 21:54:27)
Raczej nie na te sztuczki, tylko po prostu chemia. Sztuczkami nie da się wywołać chemii, tylko wyglądem. Tracą głowę dla przystojnego faceta, tak samo jak faceci tracą głowę dla toksycznej "zołzy", która została obdarzona dużym biustem lub fajnym tyłkiem.
O nie nie chemia to nie jest wtedy kiedy ktoś leci na czyjś wygląd. Przezyłeś kiedykolwiek 'chemie' z kimś ?
Jak ktoś jest mega przystojny to nie trzeba PUA ani innych podobnych ![]()
Chodzi tylko i wyłącznie o to, że wygląd, pierwsze wrażenie jest ultra ważne, najistotniejsze na początku relacji. To nie jest jednoznaczne z tym, że trzeba być modelem z wybiegu. Chodzi mi po prostu o to, że jeżeli facet spodoba się kobiecie z wyglądu to nie będzie miało wielkiego znaczenia co facet będzie mówił i jak będzie mówił. Nawet jak ten facet będzie totalnie nudny, ale spodoba się z wyglądu to i tak wielu kobiet to nie zrazi i będą kontynuować znajomość.
Jak ktoś będzie totalnie nudny, że nie wspomnę, że będzie prostakiem, to żaden wygląd nie pomoże mu wyjść poza to słynne pierwsze wrażenie. Chyba, że mowa o nastolatce albo naprawdę mało rozgarniętej przedstawicielce żeńskiej części społeczeństwa, której ładne ciało wystarczy, by stworzyć z kimś dłuższą relację.
Natomiast jeżeli facet nie spodoba się kobiecie z wyglądu to nie ważne co będzie mówił. Będzie nudny i niezbyt ciekawie prowadził konwersację? Dostanie kosza. Będzie super inteligentnym, wygadanym, elokwentnym? Też dostanie kosza. Będzie rzucał tekstami pua? Też dostanie kosza. Dlaczego? Bo się nie spodobał z wyglądu. Jeszcze raz powtarzam - nie musi być modelem, ale musi się po prostu spodobać. Jak facet się nie spodoba to może zostać max kolegą lub przyjacielem i żadne sztuczki nie pomogą. Dlatego pua to strata czasu.
Jeśli facet nie spodoba się z wyglądu, to wciąż może nadrobić. Uwierz, że znam mnóstwo mężczyzn, którzy uwagę kobiet przyciągają nie swoją aparycją, ale stylem bycia, osobowością, tym w jaki sposób oraz o czym rozmawiają, jakie mają spojrzenie na świat, na życie, czyli takich, którzy zyskują przy bliższym poznaniu.
Zresztą nie dalej jak dziś pojawiła się u mnie refleksja na temat jednego z panów z mojego otoczenia. Poznałam go relatywnie niedawno, bo jakieś trzy miesiące temu, kiedy to dołączył do mojej grupy w szkole tańca. Pierwsze wrażenie robił bardzo średnie, z wyglądu przeciętny, zachowanie chwilami irytujące z uwagi na to, że nazbyt głośne, jednak w miarę upływu czasu zdaje się coraz bardzo zyskiwać i to do tego stopnia, że zaczęłam na niego patrzeć zupełnie inaczej - jak na bardzo sympatycznego i wartościowego mężczyznę. Mało tego, kto wie czy jakbym nie była sama i aktywnie nie szukała partnera, to nie byłabym nim zainteresowana.
Jednym słowem wygląd wyglądem, ale chyba jednak go przeceniacie.
80 2021-05-05 10:26:31 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-05-05 10:26:57)
W dzisiejszym świecie słowo "nuda", "rutyna", "brak przebojowości" czy "bylejakość" mogą nabierać nieco innego znaczenia. Wiele ludzi, a kobiet szczególnie sądzi, że brak wymienionych przywarów oznacza, że ktoś prowadzi życie wyjątkowe, szczególne, przynajmniej z punktu widzenia przeciętnego człowieka. Dużo polotu, spontanicznośći, brak przewidywalności - to co tak bardzo jednych podnieca, innych może zniechęcać. Oso biście uważam, że zarówno przeginanie w tą "nudną" stronę, bywa niezdrowe jak i w tą drugą. Dlatego też, kiedy trafi się gdzieś w sieci przypadkiem na historię osoby, która odeszła od partnera bo ten był nudny, to od razu zapala mi się lampka, mówiąca o tym, że prawda leży gdzieś pośrodku.
Co do PUA to przykre jest po prostu, że są faceci, którzy wierzą, że to ich 100% recepta na sukces. Tak samo zresztą, jak kobiety, lecące na tego typu teksty i zachowania.
81 2021-05-05 11:56:46 Ostatnio edytowany przez W1dmo (2021-05-05 11:57:36)
Zawsze mnie ciekawi kim są ci mityczni faceci (tym razem wspomina o tym Olinka), co nie mają kasy, nie mają aparycji ani siusiaka po kolana i mają niby suuuper powodzenie u kobiet. To chyba jakieś flashbacki po lekturze romansu
. Oczywiście omijam tu przypadki obcokrajowców i zróżnicowania genetycznego, bo faktycznie wtedy kobiety potrafią zapomnieć o hipergamii nagle. Aczkolwiek obstawiam, ze po prostu gdy cieszą się towarzystwem jakiejś kobiety to starają się w tym towarzystwie pokazać innym samicom, to jakoś tam działa zawsze.
Zawsze mnie ciekawi kim są ci mityczni faceci (tym razem wspomina o tym Olinka), co nie mają kasy, nie mają aparycji ani siusiaka po kolana i mają niby suuuper powodzenie u kobiet. To chyba jakieś flashbacki po lekturze romansu
. Oczywiście omijam tu przypadki obcokrajowców i zróżnicowania genetycznego, bo faktycznie wtedy kobiety potrafią zapomnieć o hipergamii nagle. Aczkolwiek obstawiam, ze po prostu gdy cieszą się towarzystwem jakiejś kobiety to starają się w tym towarzystwie pokazać innym samicom, to jakoś tam działa zawsze.
Aparycję to akurat każdy ma :-P Tylko nie każdy jest z niej zadowolony.
Olinka pisała tylko o tym, że jakieś urodowe niedociągnięcia faceci mogą nadrobić w inny sposób. Ja się w sumie z tym zgadzam.
Ale to nie działa tak, że ktoś, kto Cię odrzuca nagle zyskuje po bliższym poznaniu. Raczej ktoś, na kogo nie zwracasz uwagi, czyli przeciętny z urody, wzbudza większe zainteresowanie w trakcie znajomości, bo np. ma świetne poczucie humory, albo nadajesz z kimś na podobnych falach, bo macie podobną wrażliwość, albo ktoś czymś Cię zainteresuje, bo potrafi o czymś opowiadać z zacięciem.
A czasami są to nawet zupełnie odjechane cechy, które ciągną do faceta. Mój np. mógłby mi szeptać do ucha kodeks drogowy i słuchałabym wniebowzięta, bo taki ma glos, że działał na mnie zniewalająco od początku :-D
Zawsze mnie ciekawi kim są ci mityczni faceci (tym razem wspomina o tym Olinka), co nie mają kasy, nie mają aparycji ani siusiaka po kolana i mają niby suuuper powodzenie u kobiet.
Hmm... Ja coś napisałam o kasie i siusiakach? Szukam i dziwnie nie umiem znaleźć. Pomijam przy tym, że w moim odczuciu ani jedno, ani drugie nadal nie gwarantuje powodzenia u kobiet.
Prawdę mówiąc MagdaLena bardzo dobrze ujęła co miałam na myśli, więc nie będę wyważać otwartych drzwi i robić tego ponownie
.
Bagienniku, mnie się wydaje, że w tym kontekście, a przypomnę, że mowa była o pierwszym wrażeniu, chodzi nie o życiową nudę, ale o nudę na spotkaniu, kiedy nie można ze sobą znaleźć wspólnego języka, dwoje ludzi bardziej się męczy niż cieszy swoim towarzystwem, co z kolei pozwala sądzić, że dalej może być podobnie.
Zawsze mnie ciekawi kim są ci mityczni faceci (tym razem wspomina o tym Olinka), co nie mają kasy, nie mają aparycji ani siusiaka po kolana i mają niby suuuper powodzenie u kobiet. To chyba jakieś flashbacki po lekturze romansu
. Oczywiście omijam tu przypadki obcokrajowców i zróżnicowania genetycznego, bo faktycznie wtedy kobiety potrafią zapomnieć o hipergamii nagle. Aczkolwiek obstawiam, ze po prostu gdy cieszą się towarzystwem jakiejś kobiety to starają się w tym towarzystwie pokazać innym samicom, to jakoś tam działa zawsze.
Nazywa się to marketing własnej osoby i wyrobienie marki.
Nikt nie mówi, że ten przekaz ma być prawdziwy, ale z pewnością musi być skuteczny. ![]()
Olinko Jeśli tylko uznamy, że po pierwszym spotkaniu już wiemy, jaki człowiek jest, to OK. W każdym razie zawsze to pierwsze spotkanie może się nie udać, bo ktoś miał po prostu zły dzień..
Jeśli idzie o osoby, które sa niby niedostrzegalne( nie zaś odrzucają) a potem stają się nagle niezmiernie ciekawe, to pytanie co musi się zdarzyć, aby te osoby w jakikolwiek sposób się zbliżyły do siebie..
Jeśli idzie o osoby, które sa niby niedostrzegalne( nie zaś odrzucają) a potem stają się nagle niezmiernie ciekawe, to pytanie co musi się zdarzyć, aby te osoby w jakikolwiek sposób się zbliżyły do siebie..
Tu chyba jedynym wyjściem jest stworzenie możliwości poznania się na neutralnym gruncie, w większym gronie. Gdyby Olinka miała okazję tylko raz spotkać tego faceta, miałaby o nim nienajlepsze zdanie, natomiast jak się okazało facet znacznie zyskał przy bliższym poznaniu. Oni jednak spotykają się na kursie tańca a nie na randkach więc siłą rzeczy regularnie się widują. Podejrzewam jednak, że gdyby to było spotkanie zapoznawcze czy randka, to kolejnego by nie było. Taki scenariusz bardzo często pojawia się przy znajomościach internetowych, kiedy łatwo sobie w głowie stworzyć jakieś wyobrażenie drugiej osoby, a potem przychodzi rozczarowania bo w realu dana osoba jest zupełnie inna.
Jeśli idzie o osoby, które sa niby niedostrzegalne( nie zaś odrzucają) a potem stają się nagle niezmiernie ciekawe, to pytanie co musi się zdarzyć, aby te osoby w jakikolwiek sposób się zbliżyły do siebie..
Żeby się do siebie zbliżyć, to najpierw trzeba się poznać. Ludzie poznają się sytuacyjnie. Tak jak np. w opisanym przez Olinkę przypadku na kursie tańca. Mają wtedy okazję przebywać w swoim towarzystwie, rozmawiać, obserwować siebie.
Jak ktoś nie zmienia towarzystwa, obraca się w określonym środowisku, w którym nie ma rotacji i możliwości poznawania nowych osób, to ma problem. Bo chyba zostaje sposób z wątku: Jak poznać kobietę w miejscu publicznym. No ale wtedy właśnie działają takie powierzchowne wabiki a nie takie, które uwidaczniają się dopiero w bliższym poznaniu.
88 2021-05-05 14:05:40 Ostatnio edytowany przez Misinx (2021-05-05 14:07:03)
Zawsze mnie ciekawi kim są ci mityczni faceci (tym razem wspomina o tym Olinka), co nie mają kasy, nie mają aparycji ani siusiaka po kolana i mają niby suuuper powodzenie u kobiet. To chyba jakieś flashbacki po lekturze romansu
. Oczywiście omijam tu przypadki obcokrajowców i zróżnicowania genetycznego, bo faktycznie wtedy kobiety potrafią zapomnieć o hipergamii nagle. Aczkolwiek obstawiam, ze po prostu gdy cieszą się towarzystwem jakiejś kobiety to starają się w tym towarzystwie pokazać innym samicom, to jakoś tam działa zawsze.
Ja tam nie wiem jak się podrywa "na siusiaka po kolana". W ogóle jak się podrywa "na siusiaka". Może kolega coś podpowie ? No bo tak normalnie to siusiaków nie widać. Nawet tych po kolana. No chyba, że są jakieś triki ? Przeźroczyste gacie ? Gdybam sobie... Ja jestem jak prezydent i ciągle się uczę.
Tu chyba jedynym wyjściem jest stworzenie możliwości poznania się na neutralnym gruncie, w większym gronie. Gdyby Olinka miała okazję tylko raz spotkać tego faceta, miałaby o nim nienajlepsze zdanie, natomiast jak się okazało facet znacznie zyskał przy bliższym poznaniu. Oni jednak spotykają się na kursie tańca a nie na randkach więc siłą rzeczy regularnie się widują. Podejrzewam jednak, że gdyby to było spotkanie zapoznawcze czy randka, to kolejnego by nie było. Taki scenariusz bardzo często pojawia się przy znajomościach internetowych, kiedy łatwo sobie w głowie stworzyć jakieś wyobrażenie drugiej osoby, a potem przychodzi rozczarowania bo w realu dana osoba jest zupełnie inna.
To akurat jest żywym dowodem na to, jak bardzo można się przejechać w ocenie drugiego człowieka. Choćby w trakcie pierwszego spotkania, na takiej randce. Pod warunkiem, że np facet nie wygląda inaczej niż na zdjęciu, tudzież jego ubiór, higiena czy sposób zachowania nie prezentują się tragicznie, ciężko wnioskować, jaki tak naprawdę człowiek jest.
Co do towarzystwa, to akurat mam do czynienia ze specyficznym środowiskiem, gdzie ludzie najczęściej dobierają się w pary wewnątrz tego środowiska, mają po prostu wspólny punkt widzenia
Poza tym, kontaktują się z innymi ludźmi, ale na partnerów wybierają raczej takie osoby, które patrza na świat podobnie do nich ![]()
90 2021-05-05 14:43:17 Ostatnio edytowany przez pyszneSalami (2021-05-05 14:44:52)
pyszneSalami napisał/a:Tu się wypowiadają kobiety inteligentne, wy nie rozumiecie, że są setki pustaków i desperatek, które na to polecą. To jest obraza dla waszego intelektu i nie potraficie sobie wyobrazić, że takie bzdety mogą na kogoś działać, ale tak istotnie jest.
Nie masz racji.
Takie zagrania dobrze wykonane działają na wyobrażnię- a wyobraźnia wymaga inteligencji na wyższym nieco poziomie
więc wbrew pozorom łatwiej uwieść kobietę inteligentna czy inteligentnego mężczyznę- o ile robi się to z finezją i zastosowaniem właściwych środków- więc nie jest to zabawa dla "pustaków" czy desperatekKtoś kto nie chwyta wszelkich aluzji tylko się zirytuje.
Ktos kto chwyta aluzje i niuanse moze się poczuć zniesmaczony zbyt prymitywnym podrywem, co nie znaczy ze na poziomie podświadomym i tak nic się nie wydarzy.No i najważniejsze- to nie jest sztuka wymyślona- tylko powstała z obserwacji tych którym wychodzi to NATURALNIE.
tak więc podczytuję to sobie co tu wypisujecie i uśmiecham się pod nosem
A z jakiego mistrza Pua korzystał słynny Tulipan?
Z żadnego- bo nie było takich. Więc proponuję zauważyć że przed modą na PUA też były oszustwa matrymonialne
i widzisz - ja o chlebie, ty o niebie
bo mówisz o facetach, którym przychodzi to naturalnie, a ja mówię o nieudacznikach którzy idą na kursy PUA - taki facet nie zdobywa finezji, wszystkie techniki idą mu siermiężnie i szablonowo (zresztą większość tych technik jest siermiężna i szablonowa sama w sobie) - a i tak znajdą się muchy na tak kiepski lep.
Ela210 napisał/a:pyszneSalami napisał/a:Tu się wypowiadają kobiety inteligentne, wy nie rozumiecie, że są setki pustaków i desperatek, które na to polecą. To jest obraza dla waszego intelektu i nie potraficie sobie wyobrazić, że takie bzdety mogą na kogoś działać, ale tak istotnie jest.
Nie masz racji.
Takie zagrania dobrze wykonane działają na wyobrażnię- a wyobraźnia wymaga inteligencji na wyższym nieco poziomie
więc wbrew pozorom łatwiej uwieść kobietę inteligentna czy inteligentnego mężczyznę- o ile robi się to z finezją i zastosowaniem właściwych środków- więc nie jest to zabawa dla "pustaków" czy desperatekKtoś kto nie chwyta wszelkich aluzji tylko się zirytuje.
Ktos kto chwyta aluzje i niuanse moze się poczuć zniesmaczony zbyt prymitywnym podrywem, co nie znaczy ze na poziomie podświadomym i tak nic się nie wydarzy.No i najważniejsze- to nie jest sztuka wymyślona- tylko powstała z obserwacji tych którym wychodzi to NATURALNIE.
tak więc podczytuję to sobie co tu wypisujecie i uśmiecham się pod nosem
A z jakiego mistrza Pua korzystał słynny Tulipan?
Z żadnego- bo nie było takich. Więc proponuję zauważyć że przed modą na PUA też były oszustwa matrymonialne
i widzisz - ja o chlebie, ty o niebie
bo mówisz o facetach, którym przychodzi to naturalnie, a ja mówię o nieudacznikach którzy idą na kursy PUA - taki facet nie zdobywa finezji, wszystkie techniki idą mu siermiężnie i szablonowo (zresztą większość tych technik jest siermiężna i szablonowa sama w sobie) - a i tak znajdą się muchy na tak kiepski lep.
Ja bym oddał głos tym muchom, bo może ten lep wcale nie jest dla nich taki kiepski. A muchom też się coś od życia należy.
Ja tam nie wiem jak się podrywa "na siusiaka po kolana". W ogóle jak się podrywa "na siusiaka". Może kolega coś podpowie ? No bo tak normalnie to siusiaków nie widać. Nawet tych po kolana. No chyba, że są jakieś triki ? Przeźroczyste gacie ? Gdybam sobie... Ja jestem jak prezydent i ciągle się uczę.
Co do przeźroczystych gaci, to przypomniała mi się sytuacja kiedy na basem wparował facet w zwykłych bawełnianych slipach. Można się tylko domyślać co było jak wyszedł z wody
Nie wiem czy to było celowe czy facet po prostu zapomniał kąpielówek ale był sensacją
Z kolei w saunach wielu panów się kompletnie nie krępuje i wchodzi nago dumnie prezentując swoje klejnoty. Akurat taka nachalna ekspozycja nie robi na mnie wrażenia, zdecydowanie bardziej mnie kręci i działa na wyobraźnię facet w zwykłych bokserkach, szczególnie kiedy ma przy okazji jędrne pośladki.
To akurat jest żywym dowodem na to, jak bardzo można się przejechać w ocenie drugiego człowieka. Choćby w trakcie pierwszego spotkania, na takiej randce. Pod warunkiem, że np facet nie wygląda inaczej niż na zdjęciu, tudzież jego ubiór, higiena czy sposób zachowania nie prezentują się tragicznie, ciężko wnioskować, jaki tak naprawdę człowiek jest.
No ale przecież dana osoba pewnie nie dowie, że pierwsze wrażenie było mylne bo zwyczajnie nie będzie okazji by się lepiej poznać. Mi też by było szkoda czasu na dalsze poznawanie osoby, która przy pierwszym spotkaniu zrobiłaby na mnie negatywne wrażenie, no chyba, że byłby to ktoś z kim tak czy inaczej miałabym kontakt.
Pytanie tylko jak ma się to pierwsze wrażenie do rzeczywistości, do prawdziwego oblicza i cech danej osoby, kiedy to pierwsze wrażenie może być skutkiem np tego, że druga osoba zwyczajnie się stresuje czy palnie jakąś gafę, którą jednak można spróbować naprawić.
Ciekawym doświadczeniem byłoby sprawdzenie, jak się ma to pierwsze wrażenie do dłuższej znajomości
Choćby w ten sposób, że najpierw się dwie osoby poznają na takiej randce i niestety nie zaiskrzy. Potem po jakimś czasi się np spotykają na takich zajęciach, gdzie mają blizszy, ale bardziej neutralny kontakt. I nagle ta niby nieatrakcyjna osoba nabiera w naszych oczach plusów..
Roxann napisał/a:Tu chyba jedynym wyjściem jest stworzenie możliwości poznania się na neutralnym gruncie, w większym gronie. Gdyby Olinka miała okazję tylko raz spotkać tego faceta, miałaby o nim nienajlepsze zdanie, natomiast jak się okazało facet znacznie zyskał przy bliższym poznaniu. Oni jednak spotykają się na kursie tańca a nie na randkach więc siłą rzeczy regularnie się widują. Podejrzewam jednak, że gdyby to było spotkanie zapoznawcze czy randka, to kolejnego by nie było. Taki scenariusz bardzo często pojawia się przy znajomościach internetowych, kiedy łatwo sobie w głowie stworzyć jakieś wyobrażenie drugiej osoby, a potem przychodzi rozczarowania bo w realu dana osoba jest zupełnie inna.
To akurat jest żywym dowodem na to, jak bardzo można się przejechać w ocenie drugiego człowieka. Choćby w trakcie pierwszego spotkania, na takiej randce. Pod warunkiem, że np facet nie wygląda inaczej niż na zdjęciu, tudzież jego ubiór, higiena czy sposób zachowania nie prezentują się tragicznie, ciężko wnioskować, jaki tak naprawdę człowiek jest.
Co do towarzystwa, to akurat mam do czynienia ze specyficznym środowiskiem, gdzie ludzie najczęściej dobierają się w pary wewnątrz tego środowiska, mają po prostu wspólny punkt widzenia
Poza tym, kontaktują się z innymi ludźmi, ale na partnerów wybierają raczej takie osoby, które patrza na świat podobnie do nich
Takie smutne czasy teraz mamy, że ludzie nie mają czasu na poznawanie a faza przejściowa między znajomością a związkiem jest skracana do kilku dni
Także jak dawać szanse komuś kto nie bardzo ci na pierwszy rzut oka odpowiada a możesz przewidywać że za chwilę będzie chciał się z tobą całować albo nie daj boże iść do łóżka:D To raczej zamiast kolejnego spotkania zostaniesz w domu ![]()
Gdyby nie to forum to w życiu bym nie wiedziała co to PUA
Normalnie bym pomyślała że taki chłop ma nierówno pod sufitem a to taki światowy dżentelmen wyszkolony na kursach z kołczami ![]()
Pytanie tylko jak ma się to pierwsze wrażenie do rzeczywistości, do prawdziwego oblicza i cech danej osoby, kiedy to pierwsze wrażenie może być skutkiem np tego, że druga osoba zwyczajnie się stresuje czy palnie jakąś gafę, którą jednak można spróbować naprawić.
Ciekawym doświadczeniem byłoby sprawdzenie, jak się ma to pierwsze wrażenie do dłuższej znajomości
Choćby w ten sposób, że najpierw się dwie osoby poznają na takiej randce i niestety nie zaiskrzy. Potem po jakimś czasi się np spotykają na takich zajęciach, gdzie mają blizszy, ale bardziej neutralny kontakt. I nagle ta niby nieatrakcyjna osoba nabiera w naszych oczach plusów..
Wiesz, o ile ktoś nastawia się na poznanie kogoś, to pewnie po pierwszym spotkaniu nie zrezygnuje, no chyba, że to ktoś z tych co odbywa kilka 'randek' w ciągu dnia z ludźmi z portali, a tam jak wiadomo jest supermarket i niby zawsze może trafić ktoś lepszy.
Ja kiedyś, jeszcze przed A., poznałam faceta, który na pierwszy rzut oka nie był w moim typie ale bardzo mi się spodobała jego błyskotliwość, inteligencja, poczucie humoru itd., że samo przebywanie w jego towarzystwie sprawiało mi przyjemność. Gdybyśmy się częściej widywali i/lub mieszkali bliżej, to nie wiem, nie wiem... ![]()
Gdybym miała skreślić faceta na pierwszym spotkaniu, to musiałby zarówno z wyglądu mi nie pasować, jak i charakteru (sposobu bycia, prowadzenia rozmowy). Jak i jedno i drugie pasuje to wiadomo, że sytuacja idealna, a jak tylko jedno (obojętnie które), to tym drugim można nadrobić, tylko potrzeba więcej czasu.
Takie smutne czasy teraz mamy, że ludzie nie mają czasu na poznawanie a faza przejściowa między znajomością a związkiem jest skracana do kilku dni
Także jak dawać szanse komuś kto nie bardzo ci na pierwszy rzut oka odpowiada a możesz przewidywać że za chwilę będzie chciał się z tobą całować albo nie daj boże iść do łóżka:D To raczej zamiast kolejnego spotkania zostaniesz w domu
Gdyby nie to forum to w życiu bym nie wiedziała co to PUA
Normalnie bym pomyślała że taki chłop ma nierówno pod sufitem a to taki światowy dżentelmen wyszkolony na kursach z kołczami
Przed tym całowaniem to przynajmniej te maski ostatnio chroniły. A teraz jak już będzie można je zdjąć, to naprawdę strach
Chociaż w pomieszczeniach chyba dalej obowiązują. Ale w takim parku to ktoś już się może rzucić do całowania.
Ja tam nie wiem jak się podrywa "na siusiaka po kolana". W ogóle jak się podrywa "na siusiaka". Może kolega coś podpowie ? No bo tak normalnie to siusiaków nie widać. Nawet tych po kolana. No chyba, że są jakieś triki ? Przeźroczyste gacie ? Gdybam sobie... Ja jestem jak prezydent i ciągle się uczę.
Zrobiłeś mi dzień tym postem
.
Olinko Jeśli tylko uznamy, że po pierwszym spotkaniu już wiemy, jaki człowiek jest, to OK. W każdym razie zawsze to pierwsze spotkanie może się nie udać, bo ktoś miał po prostu zły dzień..
Jeśli idzie o osoby, które sa niby niedostrzegalne( nie zaś odrzucają) a potem stają się nagle niezmiernie ciekawe, to pytanie co musi się zdarzyć, aby te osoby w jakikolwiek sposób się zbliżyły do siebie..
Prawdę mówiąc tego, jaki ktoś jest, nie wiemy nie tylko po pierwszym spotkaniu, ale i po kolejnych także. Są jednak takie cechy, które albo nas do drugiej osoby przyciągną, w jakiś sposób zainteresują i wywołają chęć dalszego poznawania, albo zniechęcą. Oczywiście jeśli pierwsze spotkanie jest randką, a nie jednym z wielu, które zupełnie naturalnie po sobie następują, to istnieje ryzyko, że się pomylimy. Wtedy już od nas zależy czy damy komuś szansę na drugie wrażenie, w założeniu mogące zniwelować niezbyt korzystne pierwsze, czy od razu kogoś skreślimy. Wiem, że brutalne, ale tak to działa.
Można jednak, jak to opisałam, poznawać kogoś stopniowo i dopiero po jakimś czasie zwrócić uwagę, że na początku zadziało się coś (to może być spięcie, stres, niepewność w danej sytuacji), co zepsuło efekt, pomimo że rzeczywistość jest o niebo łaskawsza, a nawet bardzo łaskawa
.
Misinx napisał/a:Ja tam nie wiem jak się podrywa "na siusiaka po kolana". W ogóle jak się podrywa "na siusiaka". Może kolega coś podpowie ? No bo tak normalnie to siusiaków nie widać. Nawet tych po kolana. No chyba, że są jakieś triki ? Przeźroczyste gacie ? Gdybam sobie... Ja jestem jak prezydent i ciągle się uczę.
Zrobiłeś mi dzień tym postem
.
Miło mi
Jeszcze trochę dnia zostało ![]()
No cóż, czasy są dziwne: wszystkim się zawsze i wszędzie śpieszy, każdy chce wykorzystywac maksymalnie czas, oby tylko nie zmarnowac choćby sekundy..
Fakty sa takie, że w ten sposób(odrzucając kogoś po pierwszym spotkaniu, bo np ten ktoś był nieco podenerwowany) nie pozwala poznać go takim jaki jest naprawdę. O ile sa pewne kwestie, wokół których ciężko dyskutować, to szczeóły pozostaną i tak nieznane, dopóki z tą osobą się nie spotkamy przynajmniej kilka razy. Zbyt wiele osób sądzi, że pierwsze wrażenie już mówi o wszystkim.
Poza tym, w tym ciągłym dążeniu do doskonałości, oczekujemy od siebie i od innych, że wszystko ma wyglądać perfekcyjnie, nawet pierwsze spotkanie z obcym człowiekiem(!) Tworzymy sobie idealny obraz spotkania, gdzie nie ma żadnej gafy, świetnie się rozmawia i od początku wręcz sypią się iskry. Wszystko ma być tip-top...
No cóż, czasy są dziwne: wszystkim się zawsze i wszędzie śpieszy, każdy chce wykorzystywac maksymalnie czas, oby tylko nie zmarnowac choćby sekundy..
Fakty sa takie, że w ten sposób(odrzucając kogoś po pierwszym spotkaniu, bo np ten ktoś był nieco podenerwowany) nie pozwala poznać go takim jaki jest naprawdę. O ile sa pewne kwestie, wokół których ciężko dyskutować, to szczeóły pozostaną i tak nieznane, dopóki z tą osobą się nie spotkamy przynajmniej kilka razy. Zbyt wiele osób sądzi, że pierwsze wrażenie już mówi o wszystkim.
Poza tym, w tym ciągłym dążeniu do doskonałości, oczekujemy od siebie i od innych, że wszystko ma wyglądać perfekcyjnie, nawet pierwsze spotkanie z obcym człowiekiem(!) Tworzymy sobie idealny obraz spotkania, gdzie nie ma żadnej gafy, świetnie się rozmawia i od początku wręcz sypią się iskry. Wszystko ma być tip-top...
Bez przesady. Pierwsze dobre wrażenie też można zepsuć. Ja tak miałam z ex. Na początku wydawał się bardzo ok, dopiero po czasie okazało się, że nadużywa alkoholu i jest po nim agresywny. Ludzie też potrafią się dobrze kamuflować by na początku dobrze wypaść.
Normalnie bym pomyślała że taki chłop ma nierówno pod sufitem a to taki światowy dżentelmen wyszkolony na kursach z kołczami
Może to być jeszcz jutubowy prankster. ![]()
No cóż, czasy są dziwne: wszystkim się zawsze i wszędzie śpieszy, każdy chce wykorzystywac maksymalnie czas, oby tylko nie zmarnowac choćby sekundy..
Fakty sa takie, że w ten sposób(odrzucając kogoś po pierwszym spotkaniu, bo np ten ktoś był nieco podenerwowany) nie pozwala poznać go takim jaki jest naprawdę. O ile sa pewne kwestie, wokół których ciężko dyskutować, to szczeóły pozostaną i tak nieznane, dopóki z tą osobą się nie spotkamy przynajmniej kilka razy. Zbyt wiele osób sądzi, że pierwsze wrażenie już mówi o wszystkim.
Poza tym, w tym ciągłym dążeniu do doskonałości, oczekujemy od siebie i od innych, że wszystko ma wyglądać perfekcyjnie, nawet pierwsze spotkanie z obcym człowiekiem(!) Tworzymy sobie idealny obraz spotkania, gdzie nie ma żadnej gafy, świetnie się rozmawia i od początku wręcz sypią się iskry. Wszystko ma być tip-top...
Latami możesz być z kimś i go nie poznać.
Ludzie po prostu muszą się na początku "obwąchać". I jak pasuje to idą dalej, a jak nie to następny. Nie zmienisz ludzkiej natury.
Paradoksalnie Ty właśnie sprawiasz wrażenie perfekcjonisty. Masz wyidealizowany obraz relacji, jak powinny wyglądać i jak coś jest inaczej to budzi Twój sprzeciw.
103 2021-05-05 16:55:05 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-05-05 16:58:27)
Latami możesz być z kimś i go nie poznać.
Ludzie po prostu muszą się na początku "obwąchać". I jak pasuje to idą dalej, a jak nie to następny. Nie zmienisz ludzkiej natury.
Paradoksalnie Ty właśnie sprawiasz wrażenie perfekcjonisty. Masz wyidealizowany obraz relacji, jak powinny wyglądać i jak coś jest inaczej to budzi Twój sprzeciw.
Problem w tym, że Bagienni_k, co wiedzą osoby znające go z forum, w bliższej relacji nie był i nie jest (no chyba, że coś zmieniło
). Zapewne stąd ten jego wyidealizowany obraz relacji. Choć z tego co pisze ona by była dość specyficzna bo Bagienni_k jest indywidualistą, który chce żyć po swojemu i żadna "baba" tego nie zmieni ![]()
Btw jestem ciekawa, jak z tymi swoimi poglądami odnalazłby się na tych 30 m2 z drugą osobą, tak by nie wchodzić sobie w drogę.
Olinko Jeśli tylko uznamy, że po pierwszym spotkaniu już wiemy, jaki człowiek jest, to OK. W każdym razie zawsze to pierwsze spotkanie może się nie udać, bo ktoś miał po prostu zły dzień..
Jeśli idzie o osoby, które sa niby niedostrzegalne( nie zaś odrzucają) a potem stają się nagle niezmiernie ciekawe, to pytanie co musi się zdarzyć, aby te osoby w jakikolwiek sposób się zbliżyły do siebie..
Muszą zacząć rozmawiać.
I vice versa nieraz czas pryska jak przystojniak otworzy usta.
Oczywiście, że dobre wrażenie można zepsuć po czasie..
Ale mi chodzi właśnie o to obwąchanie
No, chyba, że wiekszość ludzi jest tak pewna siebie i swoich potzeb, żę wystarczy im do tego jedna rozmowa lub co gorsza, parę wiadomości wymienione w sieci.
Na paru randkach się bywało
, ale np jakoś ciężko mi było raz pojąć, na szczęście przez krótki czas, dlaczego po jednej czy paru wiadomościach, wysłanych z mpojej strony, kiedy to inicjatywa wyszła nie ode mnie, nagle następowała cisza. Teraz patrzę na to inaczej, ale wtedy człowiek zachodził w głowę, co się stało...
Nie wpadłbym na to, że po jednej wiadomości zna się człowieka na wylot..No, ale widocznie ona stwierdziła, że czegoś mi brakuje..Dzisiaj się z tego śmieję.
Rox, w metrażu mieszkania o te 10m kwadratowych za mało Ci wyszło ![]()
Oczywiście, że dobre wrażenie można zepsuć po czasie..
Ale mi chodzi właśnie o to obwąchanie
No, chyba, że wiekszość ludzi jest tak pewna siebie i swoich potzeb, żę wystarczy im do tego jedna rozmowa lub co gorsza, parę wiadomości wymienione w sieci.
Na paru randkach się bywało, ale np jakoś ciężko mi było raz pojąć, na szczęście przez krótki czas, dlaczego po jednej czy paru wiadomościach, wysłanych z mpojej strony, kiedy to inicjatywa wyszła nie ode mnie, nagle następowała cisza. Teraz patrzę na to inaczej, ale wtedy człowiek zachodził w głowę, co się stało...
Nie wpadłbym na to, że po jednej wiadomości zna się człowieka na wylot..No, ale widocznie ona stwierdziła, że czegoś mi brakuje..Dzisiaj się z tego śmieję.
Rox, w metrażu mieszkania o te 10m kwadratowych za mało Ci wyszło
Ale błędnie przyjmujesz, że ktoś kogoś dobrze poznaje i zawiązuje relację
To ułuda. W rzeczywistości albo się komuś daje, albo nie daje, duży kredyt zaufania. I przez cały czas okazuje się czy ten kredyt był słuszny, czy nie. To jest zawsze wielka niewiadoma.
bagienni_k napisał/a:Oczywiście, że dobre wrażenie można zepsuć po czasie..
Ale mi chodzi właśnie o to obwąchanie
No, chyba, że wiekszość ludzi jest tak pewna siebie i swoich potzeb, żę wystarczy im do tego jedna rozmowa lub co gorsza, parę wiadomości wymienione w sieci.
Na paru randkach się bywało, ale np jakoś ciężko mi było raz pojąć, na szczęście przez krótki czas, dlaczego po jednej czy paru wiadomościach, wysłanych z mpojej strony, kiedy to inicjatywa wyszła nie ode mnie, nagle następowała cisza. Teraz patrzę na to inaczej, ale wtedy człowiek zachodził w głowę, co się stało...
Nie wpadłbym na to, że po jednej wiadomości zna się człowieka na wylot..No, ale widocznie ona stwierdziła, że czegoś mi brakuje..Dzisiaj się z tego śmieję.
Rox, w metrażu mieszkania o te 10m kwadratowych za mało Ci wyszło
Ale błędnie przyjmujesz, że ktoś kogoś dobrze poznaje i zawiązuje relację
To ułuda. W rzeczywistości albo się komuś daje, albo nie daje, duży kredyt zaufania. I przez cały czas okazuje się czy ten kredyt był słuszny, czy nie. To jest zawsze wielka niewiadoma.
Dokładnie. Miłość czy nawiązywanie znajomości to decyzja.
Czy nie lepiej w takim razie będzie, jak się powie, że się CHCE poznać jak najlepiej
Albo wydaje się, że się powinno znać kogoś w miarę dobrze
Natomaist nie chcę przeginać w drugą stronę, kiedy kogoś się prawie w ogóle nie zna i albo się decyduje na wspólne życie albo stwierdza, czasami błędnie, że ktoś nie pasuje..
Czy nie lepiej w takim razie będzie, jak się powie, że się CHCE poznać jak najlepiej
Albo wydaje się, że się powinno znać kogoś w miarę dobrze
Natomaist nie chcę przeginać w drugą stronę, kiedy kogoś się prawie w ogóle nie zna i albo się decyduje na wspólne życie albo stwierdza, czasami błędnie, że ktoś nie pasuje..
Jak się zakochujesz to jesteś na takim haju, że masz kompletnie skrzywione postrzeganie rzeczywistości
Będzie Ci się wydawać, że już kogoś znasz, a tak naprawdę to nie. Biologia robi swoje
Gdyby to wszystko opierało się tylko na myśleniu to ludzie by rzadko się ze sobą wiązali. A to są po prostu emocje. Nie koniecznie racjonalne.
Ale błędnie przyjmujesz, że ktoś kogoś dobrze poznaje i zawiązuje relację
To ułuda. W rzeczywistości albo się komuś daje, albo nie daje, duży kredyt zaufania. I przez cały czas okazuje się czy ten kredyt był słuszny, czy nie. To jest zawsze wielka niewiadoma.
Dobrze ujęte :-)
Z czasem po prostu weryfikujemy własne założenia/oczekiwania/nadzieje. Dlatego tak wiele relacji się rozpada :-/ Nie przechodzą próby czasu.
Misinx napisał/a:Ale błędnie przyjmujesz, że ktoś kogoś dobrze poznaje i zawiązuje relację
To ułuda. W rzeczywistości albo się komuś daje, albo nie daje, duży kredyt zaufania. I przez cały czas okazuje się czy ten kredyt był słuszny, czy nie. To jest zawsze wielka niewiadoma.
Dobrze ujęte :-)
Z czasem po prostu weryfikujemy własne założenia/oczekiwania/nadzieje. Dlatego tak wiele relacji się rozpada :-/ Nie przechodzą próby czasu.
Cóż, jak mawiają Rosjanie... "Life is brutal" ![]()
Może ominął mnie etap, gdy człowiek łatwo się zakochiwał. Dziś sobie nie wyobrażam być na haju tylko dlatego, że się ktoś mną zainteresował (i vice versa). A gdyby nawet mi się przydarzył, nie odważyłabym się pod jego wpływem podejmować życiowe decyzje.
bagienni_k napisał/a:Czy nie lepiej w takim razie będzie, jak się powie, że się CHCE poznać jak najlepiej
Albo wydaje się, że się powinno znać kogoś w miarę dobrze
Natomaist nie chcę przeginać w drugą stronę, kiedy kogoś się prawie w ogóle nie zna i albo się decyduje na wspólne życie albo stwierdza, czasami błędnie, że ktoś nie pasuje..
Jak się zakochujesz to jesteś na takim haju, że masz kompletnie skrzywione postrzeganie rzeczywistości
Będzie Ci się wydawać, że już kogoś znasz, a tak naprawdę to nie. Biologia robi swoje
Gdyby to wszystko opierało się tylko na myśleniu to ludzie by rzadko się ze sobą wiązali. A to są po prostu emocje. Nie koniecznie racjonalne.
Tak dokladnie:D
A jeszcze jak usłyszysz od niego, że on seksu z uczuciem nie łączy, możemy to zrobić, ale związku to on nie chce-mozna mieć mętlik w głowie i się zniechęcić.
Z tym okresem zapoznawania też jest różnie, czasem ktoś zyskuje z każdym następnym spotkaniem, zaczyna się coraz bardziej podobać, człowiek nie może doczekać się spotkania, a czasami odwrotnie, z biegiem czasuvjuz wiesz, że niż z tego nie będzie . Albo znajomość sama się kończy, bo z obydwu stron brak jest chęci.
Po kątach sądzę, że wszystko ma się dziać samo ( chodzi mi o poczatek), bo jak człowiek się zastanawia, czy mu się podobam, co on o mnie myśli, napisał smsa to chyba się podobam-takoe rozmyślania świadczą o tym, że się jednak nie podobam. Inaczej potwierdza to czyny. Dlatego też nie bardzo wiem, jaki cel mają szkoły podrywu, albo takie rozbieranie wszystkiego na czynniki pierwsze. Sama tak robiłam,analizowałam, co zrobić, co powiedział, co on miał na mysli- tak naprawdę to się ma samo dziać. Jak się nie dzieje, to żadno roztrząsanie na forum ani wróżki ani tozkminianoe z przyjaciolkami-na to szkoda czasu. Tak zaobserwowałam. To się zdarza albo się nie zdarza.
114 2021-05-06 09:40:29 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-05-06 09:42:29)
Piegowata, poruszyłaś kwestię, która mnie nurtuje, kiedy tutaj pojawiają się wątki osób dojrzałych(nie nastolatek/tków), którzy właśnie zakochują się tak łatwo i tak łatwo się angażują, jak właśnie młodzi, niedoświadczeni ludzie. Wystarczy czasami jedno dwa spotkania albo pisanie w sieci i co? Już ktoś jest na owych haju, bo inna osoba zaledwie zwróciła na niego uwagę, pogadała sobie trochę czy szepnęła kilka ciepłych słówek..
rossanka, na rany Chrystusa zrozum, że nie każdy człowiek na tej planecie jest Twoją wierną kopią!! Przestań mi to w każdym poście wypominać, bo to już się robi nieciekawe, żeby nie powiedzieć inaczej..Przyjmij do wiadomości, że inni ludzie mają inne potrzeby a nie próbuj ich nawracać na swoje przekonania!
MagdaLena1111 napisał/a:Misinx napisał/a:Ale błędnie przyjmujesz, że ktoś kogoś dobrze poznaje i zawiązuje relację
To ułuda. W rzeczywistości albo się komuś daje, albo nie daje, duży kredyt zaufania. I przez cały czas okazuje się czy ten kredyt był słuszny, czy nie. To jest zawsze wielka niewiadoma.
Dobrze ujęte :-)
Z czasem po prostu weryfikujemy własne założenia/oczekiwania/nadzieje. Dlatego tak wiele relacji się rozpada :-/ Nie przechodzą próby czasu.Cóż, jak mawiają Rosjanie... "Life is brutal"
Ale wiesz co? Tak mi przyszło do głowy, że czym mniejsze oczekiwania a większa ciekawość drugiej osoby, tym większe szanse, że się uda.
Zobacz, zamiast weryfikować własne założenia, to odkrywasz drugą osobę.
Tylko jak się wyzbyć własnych potrzeb, które w związku chce się realizować? :-/
Piegowata, poruszyłaś kwestię, która mnie nurtuje, kiedy tutaj pojawiają się wątki osób dojrzałych(nie nastolatek/tków), którzy właśnie zakochują się tak łatwo i tak łatwo się angażują, jak właśnie młodzi, niedoświadczeni ludzie. Wystarczy czasami jedno dwa spotkania albo pisanie w sieci i co? Już ktoś jest na owych haju, bo inna osoba zaledwie zwróciła na niego uwagę, pogadała sobie trochę czy szepnęła kilka ciepłych słówek..
Czasami jest to dłużej, kilka miesięcy i nagle jesteś jak na haju, przeżyłam to wiele razy. Haj jestxwxale nie mniejszy:DNatomiast nigdy nie zdarzyło się tak, że nastąpił bum przy pierwszym spotkaniu. Ale to się zdarza.;)
Misinx napisał/a:MagdaLena1111 napisał/a:Dobrze ujęte :-)
Z czasem po prostu weryfikujemy własne założenia/oczekiwania/nadzieje. Dlatego tak wiele relacji się rozpada :-/ Nie przechodzą próby czasu.Cóż, jak mawiają Rosjanie... "Life is brutal"
Ale wiesz co? Tak mi przyszło do głowy, że czym mniejsze oczekiwania a większa ciekawość drugiej osoby, tym większe szanse, że się uda.
Zobacz, zamiast weryfikować własne założenia, to odkrywasz drugą osobę.
Tylko jak się wyzbyć własnych potrzeb, które w związku chce się realizować? :-/
Myślę, że to nie tak. Nie możesz się wyzbyć własnych potrzeb, wiem z doświadczenia, bo to wtedy będzie fmdla Ciebie nieudany związek. W związku są dwie osoby, które się akceptują takimi jakimi są . Gdy jedna osoba jest akceptowana, a druga rezygnuje że swoich potrzeb-to się nie uda.
Ale wiesz co? Tak mi przyszło do głowy, że czym mniejsze oczekiwania a większa ciekawość drugiej osoby, tym większe szanse, że się uda.
Zobacz, zamiast weryfikować własne założenia, to odkrywasz drugą osobę.
Tylko jak się wyzbyć własnych potrzeb, które w związku chce się realizować? :-/
Coś w tym może być ![]()
119 2021-05-06 09:47:32 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-05-06 09:55:00)
Ale wiesz co? Tak mi przyszło do głowy, że czym mniejsze oczekiwania a większa ciekawość drugiej osoby, tym większe szanse, że się uda.
Zobacz, zamiast weryfikować własne założenia, to odkrywasz drugą osobę.
Magdaleno, bardzo podoba mi się to stwierdzenie. Myślę podobnie.
Dlatego też coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że "ustawiane" randki, znajomości zawierane bardzo interesownie, jednym słowem portale randkowe - to nie moja bajka.
Misinx napisał/a:MagdaLena1111 napisał/a:Dobrze ujęte :-)
Z czasem po prostu weryfikujemy własne założenia/oczekiwania/nadzieje. Dlatego tak wiele relacji się rozpada :-/ Nie przechodzą próby czasu.Cóż, jak mawiają Rosjanie... "Life is brutal"
Ale wiesz co? Tak mi przyszło do głowy, że czym mniejsze oczekiwania a większa ciekawość drugiej osoby, tym większe szanse, że się uda.
Zobacz, zamiast weryfikować własne założenia, to odkrywasz drugą osobę.
Tylko jak się wyzbyć własnych potrzeb, które w związku chce się realizować? :-/
To jest oczywiste, że jak ktoś jest mniej "usztywniony" w swoich oczekiwaniach i wymaganiach, to ma większą szansę na spasowanie się z drugą osobą. Tak to działa ![]()
Bagiennik ja myślę, że jak kogoś "walnie" to wiek nie ma znaczenia
Nie tylko młodzi się ślepo zakochują.
MagdaLena1111 napisał/a:Misinx napisał/a:Cóż, jak mawiają Rosjanie... "Life is brutal"
Ale wiesz co? Tak mi przyszło do głowy, że czym mniejsze oczekiwania a większa ciekawość drugiej osoby, tym większe szanse, że się uda.
Zobacz, zamiast weryfikować własne założenia, to odkrywasz drugą osobę.
Tylko jak się wyzbyć własnych potrzeb, które w związku chce się realizować? :-/To jest oczywiste, że jak ktoś jest mniej "usztywniony" w swoich oczekiwaniach i wymaganiach, to ma większą szansę na spasowanie się z drugą osobą. Tak to działa
Bagiennik ja myślę, że jak kogoś "walnie" to wiek nie ma znaczenia
Nie tylko młodzi się ślepo zakochują.
Dokładnie. Mnie tak siekło po 40stce . Nie trzeba mieć więc 15 lat aby leczenie "na haju" ![]()
Piegowata, poruszyłaś kwestię, która mnie nurtuje, kiedy tutaj pojawiają się wątki osób dojrzałych(nie nastolatek/tków), którzy właśnie zakochują się tak łatwo i tak łatwo się angażują, jak właśnie młodzi, niedoświadczeni ludzie. Wystarczy czasami jedno dwa spotkania albo pisanie w sieci i co? Już ktoś jest na owych haju, bo inna osoba zaledwie zwróciła na niego uwagę, pogadała sobie trochę czy szepnęła kilka ciepłych słówek..
A Ty czasem doświadczasz jakichś emocji? Czy masz je odłączone i tylko liczy się co myślisz?
Z lubością wytykasz innym niedojrzałość, zachowywanie się jak niedoświadczona osoba. Ciekawe czy sam jesteś taki dojrzały i doświadczony. Nie widziałam, żebyś pisał o swoim doświadczeniu, mam wrażenie, że masz po prostu dużo teorii. Niektórzy doświadczenie zdobywają w późniejszym wieku, coś ich zablokowało wcześniej. Ciekawe czy sam nie jesteś taką osobą.
Często nas bardzo denerwuje u innych coś, co przypomina nam samym o czymś bolesnym lub w jakiś sposób sami zaprzeczamy u siebie, nie dajemy sobie do tego prawa.
Wiem, że to nie do mnie było powyżej, ale pozwolę sobie wtrącić, że emocje emocjami. Odczuwam je oczywiście, ale nie kieruję się wyłącznie nimi. Mogę na przykład przyjąć do wiadomości fakt, że ktoś bardzo mi się podoba, a jednocześnie stwierdzić, że z jakichś powodów nie chcę się z nim wiązać.
Zdaję sobie sprawę, że u mnie dużą rolę gra potrzeba bezpieczeństwa i ochronienia się przed bólem. Może to i lepiej, choć zazdroszczę czasem tym, którzy potrafią tak popłynąć...
MagdaLena1111 napisał/a:Ale wiesz co? Tak mi przyszło do głowy, że czym mniejsze oczekiwania a większa ciekawość drugiej osoby, tym większe szanse, że się uda.
Zobacz, zamiast weryfikować własne założenia, to odkrywasz drugą osobę.
Tylko jak się wyzbyć własnych potrzeb, które w związku chce się realizować? :-/To jest oczywiste, że jak ktoś jest mniej "usztywniony" w swoich oczekiwaniach i wymaganiach, to ma większą szansę na spasowanie się z drugą osobą. Tak to działa
Dlatego najtrwalsze są związki, gdy wystarczy, że ktoś po prostu jest. Coś na zasadzie niechby pił, niechby bił, byle był.
To było trochę prowokacyjne stwierdzenie z mojej strony. Bo jednak każdy jakieś oczekiwania względem partnera ma. Tylko albo uświadomione, albo nie. Czym ktoś więcej o sobie wie, tym mniej traci czasu w związku z osobą, która mu nie odpowiada, bo szybciej to może zweryfikować.
Wiem, że to nie do mnie było powyżej, ale pozwolę sobie wtrącić, że emocje emocjami. Odczuwam je oczywiście, ale nie kieruję się wyłącznie nimi. Mogę na przykład przyjąć do wiadomości fakt, że ktoś bardzo mi się podoba, a jednocześnie stwierdzić, że z jakichś powodów nie chcę się z nim wiązać.
Zdaję sobie sprawę, że u mnie dużą rolę gra potrzeba bezpieczeństwa i ochronienia się przed bólem. Może to i lepiej, choć zazdroszczę czasem tym, którzy potrafią tak popłynąć...
Kurcze, ale to chyba myskacy człowiek tak ma. Że mimo haju, który wiele przysłania, z biegiem czasu patrzy się trzeźwo i wtedy decyduje. Np co mi po haju miłosnym, jak facet raz w tygodniu popija i bije, alb potem jest do rany orzyloz( to taki przykład nie doswiadczenue), trzezwo myślący człowiek, zrezygnuje z takiego związku mimo efektu zakochania.
A odwrornie-tak racjonalnie się nie da pisejsc na zasadzue: wolny, pracuje, umie gotować, czyta książki-biore. Takich to można mieć kolegów czy koleżanki. W związku różnica jest taka, że masz uczucie .
126 2021-05-06 10:29:59 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-05-06 10:33:44)
Szczerze? Czasami zbytnia emocjonalność mnie drażni, zwyczjanie irytuje i zniesmacza. Zresztą nieważne..
Widzę i czytam po prostu to, co się dzieje i nic nie poradze na to, że pewne rzeczy mnie irytują. Sam się nieraz zakochiwałem, ale nie oznaczało to, że się zaangażowałem tak, abym nie był w stanie o niczym innym myśleć. Właśnie, to było tylko zakochanie a więc zalewające ciało hormony, które po czasie zwyczajnie przestały działać. Gdybym postęował podobnie, jak niektóre osoby, które po kilku psotkaniach czy wiadmościach w sieci się zakochują, to byłbym pewnie wrakiem człowieka. Tak, ludzie są różni i nie każdy te emocje po sobie pokazuje czy jest na nie wrażliwy i im ulega. Przynajmniej, jeśli mówimy o związkach czy relacjach damsko-męskich.
Akurat w zupełnie innych dziedzinach te emocje zdarza mi się okazywać i to całkiem łatwo im się poddaję.
Często nas bardzo denerwuje u innych coś, co przypomina nam samym o czymś bolesnym lub w jakiś sposób sami zaprzeczamy u siebie, nie dajemy sobie do tego prawa.
Zupełnie nietrafione
edit: Rossanka poruszyła chyba sedno: właśnie często widać, jak im mocniej jedna strona okazuje drugiej brak szacunku i empatii nie mówiąc o uczuciu, to tym mocniej ta druga chce przy niej być.. To sa właśnie te emocje, które nie powinny nami tak silnie i dlugo rządzić. Czy można im zatem pozwolić przejąc nad nami całkoiem kontrolę?
Misinx napisał/a:MagdaLena1111 napisał/a:Ale wiesz co? Tak mi przyszło do głowy, że czym mniejsze oczekiwania a większa ciekawość drugiej osoby, tym większe szanse, że się uda.
Zobacz, zamiast weryfikować własne założenia, to odkrywasz drugą osobę.
Tylko jak się wyzbyć własnych potrzeb, które w związku chce się realizować? :-/To jest oczywiste, że jak ktoś jest mniej "usztywniony" w swoich oczekiwaniach i wymaganiach, to ma większą szansę na spasowanie się z drugą osobą. Tak to działa
Dlatego najtrwalsze są związki, gdy wystarczy, że ktoś po prostu jest. Coś na zasadzie niechby pił, niechby bił, byle był.
To było trochę prowokacyjne stwierdzenie z mojej strony. Bo jednak każdy jakieś oczekiwania względem partnera ma. Tylko albo uświadomione, albo nie. Czym ktoś więcej o sobie wie, tym mniej traci czasu w związku z osobą, która mu nie odpowiada, bo szybciej to może zweryfikować.
Oj bardzo prowokacyjne i zaraz "nożyce mogą się odezwać"
Aż tak tragicznie to chyba nie jest.
128 2021-05-06 10:37:08 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-05-06 10:46:38)
Oczekiwania są, ale to nie znaczy, że mam odgórnie przykładać ludzi do jednej sztancy. Mnie się bardzo podobają sytuacje, gdy ludzie spotykają się gdzieś w życiu, poznają się, mają okazje widzieć się w różnych sytuacjach i coś ich w sobie nawzajem zachwyca, zaczyna pociągać, zbliżać. Robi się znienacka odkrycie, że ten gość nie tylko jest wspaniałym człowiekiem, ale i ma np. piękny profil i można się na niego gapić bez końca.
Przydarzyła mi się taka rzecz, ale okoliczności spowodowały, że nic z tym nie zrobiłam, bo on nie wydawał się mną zainteresowany poza zwykłą koleżeńską sympatią, a i ja uważałam, że dzieli nas zbyt wiele. Zaskoczyło mnie jednak, że dostrzegłam faceta w kimś, kto teoretycznie mojego zainteresowania by nie wzbudził.
Mam więc oczekiwania, ale zostawiam spory margines na nieprzewidywalne.
Szczerze? Czasami zbytnia emocjonalność mnie drażni, zwyczjanie irytuje i zniesmacza. Zresztą nieważne..
Widzę i czytam po prostu to, co się dzieje i nic nie poradze na to, że pewne rzeczy mnie irytują. Sam się nieraz zakochiwałem, ale nie oznaczało to, że się zaangażowałem tak, abym nie był w stanie o niczym innym myśleć. Właśnie, to było tylko zakochanie a więc zalewające ciało hormony, które po czasie zwyczajnie przestały działać. Gdybym postęował podobnie, jak niektóre osoby, które po kilku psotkaniach czy wiadmościach w sieci się zakochują, to byłbym pewnie wrakiem człowieka. Tak, ludzie są różni i nie każdy te emocje po sobie pokazuje czy jest na nie wrażliwy i im ulega. Przynajmniej, jeśli mówimy o związkach czy relacjach damsko-męskich.
Akurat w zupełnie innych dziedzinach te emocje zdarza mi się okazywać i to całkiem łatwo im się poddaję.aniuu napisał/a:Często nas bardzo denerwuje u innych coś, co przypomina nam samym o czymś bolesnym lub w jakiś sposób sami zaprzeczamy u siebie, nie dajemy sobie do tego prawa.
Zupełnie nietrafione
edit: Rossanka poruszyła chyba sedno: właśnie często widać, jak im mocniej jedna strona okazuje drugiej brak szacunku i empatii nie mówiąc o uczuciu, to tym mocniej ta druga chce przy niej być.. To sa właśnie te emocje, które nie powinny nami tak silnie i dlugo rządzić. Czy można im zatem pozwolić przejąc nad nami całkoiem kontrolę?
No w tym przypadku nie można . Ale nie możesz stworzyć związku bez uczucia. Rownie dobrze możesz mieszkać z kolegą. Będziecie dzielić rachunki na pół, oglądać mecze I wychodzić na piwo. Ale to przecież nie będzie związek.
130 2021-05-06 10:38:42 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-05-06 10:51:05)
Rossanko, ostatnie Twoje zdanie to wręcz truizm.
Wchodzenie w związek bez uczucia to jakiś kompletny absurd.
Można jednak pomylić się co do uczuć. Czasem wydaje się np., że kocham, a okazuje się, że zagrały inne emocje, np. rozpaczliwa tęsknota za miłością.
Przydarzyło mi się i to, wpieprzyłam się, za przeproszeniem, w małżeństwo, więc wolę dziś dać sobie czas na weryfikację siebie i drugiego człowieka.