W tym wątku występują dwie kwestie, które należałoby rozstrzygnąć z osobna.
Mamy:
1) Jego, który zabrania i oczekuje, że ona się dostosuje do zakazów.
2) Ją, która bez zapowiedzi, ot tak, z dnia na dzień wyjeżdża zostawiając jego z poczuciem niepewności i strachu.
Jeśli czegoś nie cierpię w związkach, to są to bezsensowne zakazy i nakazy, szczególnie takie, które są motywowane chorobliwą zazdrością chęcią panoszenia się czy zdominowania partnera. ALE w tym konkretnym przypadku niepokój chłopaka jest dla mnie zrozumiały. Panna zostawia go bez wyjaśnienia, z uczuciem niepokoju w brzuchu i nie uważa za stosowne w jakikolwiek sposób odnieść się do jego obaw, choćby po to, żeby go uspokić. Najwidoczniej takie zachowanie nie zdarzało się u niej nigdy wcześniej, albo są młodą parą, nic więc dziwnego w tym, że autor czuje się taką sytuacją zaalarmowany i zaniepokojony i ma potrzebę protestu.
Jedyne, co HIPOTETYCZNIE mogłoby być usprawiedliwieniem dla tej dziewczyny, to sytuacja, kiedy chłopak byłby osobą nadmiernie kontrolującą i ona chciałaby mu utrzeć nosa na zasadzie: "Odwal się zazdrośniku, jadę i tyle". Wtedy rozumiałabym, że cała akcja była dla dziewczyny aktem wyzwolenia.
W każdym innym przypadku nie potrafię z czystym sumieniem poprzeć kogoś, kto bez wyjaśniej gdzieś tam sobie z kimś jedzie z uzasadnieniem "bo jestem wolna, a Tobie nic do tego gdzie i z kim jeżdżę". Gdybym miała taką sytuację z mężczyzną, to owszem, zaleciłabym mu korzystać z wolności, ale do mnie już po wszystkim nie wracać.