związek z rozsądku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z rozsądku

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 88 ]

39

Odp: związek z rozsądku
Ela210 napisał/a:

No tak.. tylko to dawanie szansy drogie Panie, nie ma na tym polegać- to ja Ci daję szansę, spędzimy czas razem, a Ty mi coś udowodnij- tylko naprawdę otwieram się na drugiego człowieka..nie boję się go "dotknąć i powąchać" smile

Tak, ale otwierać się można z wewnętrznej potrzeby, jak ktoś nas fascynuje i intelektualnie i fizycznie. Inaczej nic z tego nie będzie.

Zobacz podobne tematy :

40

Odp: związek z rozsądku
rossanka napisał/a:
serdeczna napisał/a:

No właśnie, więc po co było to wchodzenie ze mną w związek, skoro nie kochał. Wiedział to od początku, więc taki związek z góry był skazany na porażkę. Dodam, że na odchodne usłyszałam od niego, że gdy patrzy w oczy tamtej to od razu ma ochotę się oświadczyć, argumentując jednocześnie że z nią nie ma o czym rozmawiać tak jak ze mną...

Ja się domyślam dlaczego tak było. Być może było tak, że wszedł z Tobą w związek, bo na początku, jakkolwiek nie było zauroczenia itd, to po prostu dobrze mu się z Tobą rozmawiało, może mieliście podobne poglądy, lubiliście w określony sposób spędzać czas. wyglądem nie straszyłąś (sorry smile ), może i miał nadzieję, że kiedyś przyjdzie z jego strony uczucie, ale nie przyszło i Wasz związek był po prostu dobrym koleżeństwem z bonusem (przepraszam, że tak prosto z mostu piszę, ale tak to wygląda), on Cię faktycznie bardzo lubił, może seks też był dość udany (wiadomo, ludzie potrzebują seksu), ale - jak piszesz - jak on patrzy tamtej w oczy to ma się ochotę od razu oświadczyć - bo ta druga jest właściwą osobą. On sie nie zastanawia, czy ją kocha, co do niej czuje, czy chce się z nią ożenić itd - bo to po prostu wie.
I może z nią nie ma o czym tak rozmawiąć jak z Tobą, ale jednak ją widzi jako swoją partnerkę a nie Ciebie. A tylko rozmawiać - to się to robi właśnie z koleżanką.

Ja to doskonale wiem. Związek już dawno przebolałam więc wisi mi to. Ale co do uczucia do tamtej - ona go nie chciała, dla niej on nie był tą miłością. W sumie ja mam takie samo podejście jak on sam tyle że ja nie weszłambym w związek z kimś kogo pewną nie jestem. Proste.

"Istnieje tylko jedna osoba, która kiedykolwiek może uczynić Cię szczęśliwym i tą osobą jesteś Ty"

41

Odp: związek z rozsądku
serdeczna napisał/a:

Ja to doskonale wiem. Związek już dawno przebolałam więc wisi mi to. Ale co do uczucia do tamtej - ona go nie chciała, dla niej on nie był tą miłością. W sumie ja mam takie samo podejście jak on sam tyle że ja nie weszłambym w związek z kimś kogo pewną nie jestem. Proste.

Dokładnie, tak też może być. Czasem się człowiek naszuka zanim trafi na osobę dla siebie (z wzajemnością). Jednym się to udaje (nawet parę razy), inni latami są sami i bywa, że sami zostaną - takieżycie, trzeba to dzielnie przyjąć smile

42

Odp: związek z rozsądku
rossanka napisał/a:
serdeczna napisał/a:

Ja to doskonale wiem. Związek już dawno przebolałam więc wisi mi to. Ale co do uczucia do tamtej - ona go nie chciała, dla niej on nie był tą miłością. W sumie ja mam takie samo podejście jak on sam tyle że ja nie weszłambym w związek z kimś kogo pewną nie jestem. Proste.

Dokładnie, tak też może być. Czasem się człowiek naszuka zanim trafi na osobę dla siebie (z wzajemnością). Jednym się to udaje (nawet parę razy), inni latami są sami i bywa, że sami zostaną - takieżycie, trzeba to dzielnie przyjąć smile

Prawda jest taka, że związał się ze mną bo przede mną nikogo nie miał na poważnie bo zaliczał właśnie same porażki. No a jak wiemy na fajnym gadaniu związku się nie zbuduje jak brak jednak tego czegoś.

"Istnieje tylko jedna osoba, która kiedykolwiek może uczynić Cię szczęśliwym i tą osobą jesteś Ty"

43

Odp: związek z rozsądku
serdeczna napisał/a:
rossanka napisał/a:
serdeczna napisał/a:

Ja to doskonale wiem. Związek już dawno przebolałam więc wisi mi to. Ale co do uczucia do tamtej - ona go nie chciała, dla niej on nie był tą miłością. W sumie ja mam takie samo podejście jak on sam tyle że ja nie weszłambym w związek z kimś kogo pewną nie jestem. Proste.

Dokładnie, tak też może być. Czasem się człowiek naszuka zanim trafi na osobę dla siebie (z wzajemnością). Jednym się to udaje (nawet parę razy), inni latami są sami i bywa, że sami zostaną - takieżycie, trzeba to dzielnie przyjąć smile

Prawda jest taka, że związał się ze mną bo przede mną nikogo nie miał na poważnie bo zaliczał właśnie same porażki. No a jak wiemy na fajnym gadaniu związku się nie zbuduje jak brak jednak tego czegoś.

Bogatsza o doświadczenie w końcu kogoś sobie znajdziesz, młoda jesteś, wszystko przed Tobą smile

44

Odp: związek z rozsądku

No i z czym tu jeszcze dyskutować, ross nie chciała się na nikogo otwierać, liczyła na nie wiadomo co, niech się dzieje samo. A facet serdecznej myślami cały czasy był przy innej. Przecież to są zupełnie inne przypadki. Jak się chce kogoś obdarzyć uczuciami, to trzeba prezentować postawę aktywną, a nie pasywno - roszczeniową. I nie ma tu miejsca na żadne negocjacje i odstępstwa.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

45

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:

No i z czym tu jeszcze dyskutować, ross nie chciała się na nikogo otwierać, liczyła na nie wiadomo co, niech się dzieje samo. .

Bo to się dzieje samo, albo Ci ktoś odpowiada albo nie, to nie wyższa matematyka big_smile

46

Odp: związek z rozsądku

To jest właśnie po części matematyka, ale to nie 2 + 2. Chyba powinnaś się zastanowić, dlaczego kolejni faceci Ci się nie podobali nie?

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

47 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-02-09 00:13:53)

Odp: związek z rozsądku
marsylia napisał/a:

Hej! Co myślicie o takim związku z rozsądku? Przeszło pół roku temu poznałam pewnego chłopaka, zaprzyjaźnilismy się i złapalismy świetny kontakt, ale ja go wrzuciłam do szufladki 'friend zone'. Domyślałam się, że mogę się mu podobać, ale nie dopuszczałam tej myśli, że nasza relacja mogłaby wykroczyć poza margines przyjaźni i mieć charakter romantyczny. Przez te pół roku zbliżyliśmy się bardzo do siebie, chociaż nasza relacja opierała się głównie na komunikatorach, gdyż wyprowadziłam się na pewien czas z Polski. W międzyczasie zaczęło mi się zmieniać postrzeganie jego i naszej relacji, a po powrocie do kraju jakoś tak wyszło, że zostaliśmy parą. Mimo, że byłam bardzo niepewna tego, to właściwie określiliśmy naszą relację mianem związku.
To super człowiek, uczuciowy, dobry, kochany, uczynny, empatyczny, kulturalny i bardzo zaangażowany w naszą relację. Stawia moje potrzeby ponad wszystko inne. Ponadto dobrze rokuje życiowo na przyszłość. Wiem, że mu zależy. I tu pojawia się problem, bo mam wrażenie, że weszłam w ten związek z racjonalnych powodów, którymi w zasadzie są jego cechy charakteru i chęć poczucia stabilizacji. Bo niestety cytując współczesnego klasyka: "nie ma fal, nie ma fal". Czuję ogromne pokłady ciepła i sympatii względem niego.  Czułość, pocałunki, seks - również wszystko jest i napewno nie są one wymuszone. Poza tym już zaczęło się pomieszkiwanie u siebie. Może trochę szybko, ale mieszkamy rzut beretem od siebie i czasem zostajemy u siebie na noc. Są sytuacje, w których trochę baranieje ze swoim myśleniem, np gdy on mówi, że tęskni, a ja tego nie czuję. Nie przechodzą mi te słowa przez gardło. Poza tym nie ma motylków, szału emocji, endorfin itp. Jest po prostu...stabilnie. Czuję się jakbym była już z nim z 10 lat smile
Domyślam się, że mogłam wejść w tę relację głównie dlatego, że czuję się przy nim dobrze i mamy jakąś płaszczyznę porozumienia. Ja jestem sama już 5 lat nie licząc marnych prób budowania stałej relacji. W między czasie m.in. fatalnie się zakochałam w mężczyźnie, który brutalnie zerwał ze mną znajomość, a ja to potem odchorowywałam przez rok czy też wpakowałam się w prawie roczną, toksyczną relację, w której doznałam dość mocnej karuzeli emocjonalnej. Obecnego partnera (?) nie chcę skrzywdzić, wie o moich obawach, które wynikały początkowo głównie z różnicy wizji na przyszłość i stylów życia, a teraz dodatkowo dochodzą moje obawy o to, że nie ma TEGO CZEGOŚ i boję się, że to się za jakiś czas rozleci. Poza tym on się zaczyna dla mnie zmieniać, ja na nim niczego nie wymuszam, bo nie chce by robił cokolwiek wbrew sobie i ciagle mu to wbijam do głowy.
Ogólnie nie wiem jak na to patrzeć, czy się za bardzo przejmuje i analizuje? Czy robię jednak słusznie rozkładając sytuacje na czynniki pierwsze i powinnam się z tego wyplątać? Znajomi mówią bym przestała wybiegać na x czasu do przodu i bym się skupiła na tu i teraz, a czas pokaże, ale nie odpowiada mi do końca taki stan rzeczy i rozkładam ręce.
Help.


Trochę to brzmi jak opis związku z braku laku dla Ciebie :-(. A jego pochłonęło.
Sama sobie UCZCIWIE odpowiedz na pytanie, czy ta relacja powoduje, że dajesz z siebie, ile możesz, a ten facet sprawia, że starasz się dla niego najbardziej na świecie? Czy jednak masz zapas, ale zapału, żeby swój potencjał realizować brak.
Chciałabyś być w realacji, w której Twój partner stara się dla Ciebie na maksa, czy tak, jak mu wychodzi?
Czy on ma szansę poczuć, jak to jest, gdy kochasz tak, że jesteś gotowa na „wszystko” ;-) ?
Nie wiem, ale chyba nie warto kogoś krzywdzić czymś z definicji gorszym :-\ Bo w chwilach, kiedy będzie Ci gorzej w tym związku, albo pojawią się problemy, Zamiast je rozwiązywać z miości do niego, będziesz myślała,  że pojawły się dlatego, że on jest trochę słabszym wyborem niż mógłby być.

Albo wiesz co? Nie przejmuj się nim. W sumie to on musi się zatroszczyć o siebie. Widocznie mu to pasuje.

48

Odp: związek z rozsądku

Pytanie co mu pasuje, ten układ, czy niewiedza? tongue

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

49

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:

To jest właśnie po części matematyka, ale to nie 2 + 2. Chyba powinnaś się zastanowić, dlaczego kolejni faceci Ci się nie podobali nie?

Za niscy byli i za mało zarabiali.  Przecież musiałam żyć na jakim poziomie.

50

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:

Pytanie co mu pasuje, ten układ, czy niewiedza? tongue

Na moje oko, to jak mu już minie haj, to się dość szybko połapie. Takie rzeczy wyjdą w praniu.

51

Odp: związek z rozsądku
rossanka napisał/a:

Za niscy byli i za mało zarabiali.  Przecież musiałam żyć na jakim poziomie.

Uuu, cóż za docinki. Gorzej ross, że Ty tego nie wiesz, a ja się mogę domyślać jedynie.

MagdaLena1111 napisał/a:

Na moje oko, to jak mu już minie haj, to się dość szybko połapie. Takie rzeczy wyjdą w praniu.

Troszkę nie rozumiem za co obwiniamy tego chłopaka. A haj jak mu się nie poszczęści może potrwać 3 lata. Jak autorka chce kochać to droga wolna, jak nie to powinna zakończyć.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

52

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:
rossanka napisał/a:

Za niscy byli i za mało zarabiali.  Przecież musiałam żyć na jakim poziomie.

Uuu, cóż za docinki. Gorzej ross, że Ty tego nie wiesz, a ja się mogę domyślać ć.

To nie docinki,  to szczera prawda. Czekałam na księcia.

53

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Na moje oko, to jak mu już minie haj, to się dość szybko połapie. Takie rzeczy wyjdą w praniu.

Troszkę nie rozumiem za co obwiniamy tego chłopaka. A haj jak mu się nie poszczęści może potrwać 3 lata. Jak autorka chce kochać to droga wolna, jak nie to powinna zakończyć.

O nic go nie obwiniam. Uważam, że jest na haju i póki co nawet nie zauważa, że jego ukochana tego haju nie doświadcza. Zakochanie to egoistyczny stan, w którym myśli się tylko o tym, żeby ukochany obiekt nie zniknął i nie pozbawił nas haju. Potem zaczyna się życie.

54

Odp: związek z rozsądku

No Ross.. ale nawet Kopciuszek Księcia obtańcowywał do zgubienia pantofelka.. big_smile Inaczej nic by z tego nie było

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

55

Odp: związek z rozsądku
Ela210 napisał/a:

No Ross.. ale nawet Kopciuszek Księcia obtańcowywał do zgubienia pantofelka.. big_smile Inaczej nic by z tego nie było

Książę,  nie książę,  romantyzm mi już dawno uleciał . No nic, może w przyszłym życiu się poszczesci ; )

56

Odp: związek z rozsądku

Ross, przed następną randką albo nawet rozmową na portalu walnij sobie czteropaczek Wojaka i to mocnego. Jak wleci ten brakujący luz to powinno być dobrze.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

57

Odp: związek z rozsądku
Burzowy napisał/a:

Ross, przed następną randką albo nawet rozmową na portalu walnij sobie czteropaczek Wojaka i to mocnego. Jak wleci ten brakujący luz to powinno być dobrze.

Na razie się na żadną nie wybieram, ale dzięki za troskę.

58

Odp: związek z rozsądku

Po takim czteropaczku to luz nie pozwoli nogami powłóczyć..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

59

Odp: związek z rozsądku

A ja tam lubię „bum” smile Nie mam po nim moralniaków, za to ogrzewające serce wspomnienia. I te łzy wylane... ajajaj smile

60

Odp: związek z rozsądku

Powiem tak. Moim zdaniem taki układ ma sens tylko wtedy, kiedy obie strony wiedzą, że nie ma między nimi ''tego czegoś'', ale mimo to chcą się angażować dalej i to ciągnąć.

Sytuacja, w której jedna strona nie kocha, ale jest bo jest, a druga wierzy w szczerość uczuć i niczego nie podejrzewa, to zwykłe kłamstwo i totalne świństwo. Takie moje zdanie. Wykorzystywanie naiwności, uczuć, obecności drugiego człowieka i czyste wyrachowanie.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

61

Odp: związek z rozsądku
Cyngli napisał/a:

Sytuacja, w której jedna strona nie kocha, ale jest bo jest, a druga wierzy w szczerość uczuć i niczego nie podejrzewa, to zwykłe kłamstwo i totalne świństwo. Takie moje zdanie. Wykorzystywanie naiwności, uczuć, obecności drugiego człowieka i czyste wyrachowanie.

Zgadzam się. Dlatego jeśli zaistnieje taka sytuacja, to należy o tym szczerze porozmawiać i w ten sposób pozwolić drugiej osobie świadomie zdecydować czy chce tkwić w takiej relacji z nadzieją, że z czasem rozsądek zamieni miejsce z miłością i prawdziwym przywiązaniem, czy odpuścić i szukać swojego szczęścia gdzieś indziej. Uczciwość jest bardzo ważna, tym bardziej, że uczuć nie da się oszukać i jeśli one nigdy nie wybuchną, to z czasem druga strona zacznie orientować się, że coś jest nie tak - to może być początek końca.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

62

Odp: związek z rozsądku

O kurcze, potok wiadomości! Dziękuję wszystkim za odzew i opinie, to duży bodziec dla mnie do dalszych rozmyślań nt mojej sytuacji.
Postaram się w miarę możliwości poodpowiadać składnie i rzeczowo na wszystkie wiadomości dotyczące mojego problemu.

Na wstępie tylko dodam, że nie czuję, że do szczęścia jest mi potrzebny facet. Jestem osobą mocno samodzielną i od dawna radzę sobie sama (włącznie z otwieraniem słoików smile ) Czuję się kompletna sama ze sobą, ze swoim życiem, marzeniami, celami itp. Mam mnóstwo pomysłów na swoje życie oraz pasuje, którym staram się w jakimś stopniu oddawać, znajdując czas pomiędzy pracą a resztkami życia studenckiego. On o tym wszystkim wie, rozmawiałam z nim o tym. Wiem też, jak się zachowuje gdy wchodzę w jakąś relację bardzo na siłę - przerobiłam już to rok temu. Wpakowałam się w coś, czego nie byłam pewna, ale potraktowałam to na luzie na zasadzie "będzie co ma być, zobaczy się". Po 3 tygodniach znajomości coś się zaczęło psuć i bardzo mocno mi nie pasować w tym wszystkim, a gdy on wyznał mi że zależy mu na mnie BARDZO... To było dla mnie jak cios mokrą ścierką po twarzy. Doznałam olśnienia i od razu po tym wyznaniu pojawił mi się wyimaginowany w głowie neon PORA WIAĆ! ASAP! I to był w zasadzie koniec naszych spotkań, nie chciałam krzywdzić tamtego gościa więc wytłumaczyłam mu jak to z mojej strony wygląda i że to nie to.
Może potrzebuję tutaj czegoś równie konkretnego, jakiegoś błysku.
Tutaj wydaje mi się, że wszystko wyklarowało się z przyjaźni i porozumienia, ale tez nie nadajemy na tych samych falach, czasem nasze zdania na różne tematy się różnią, co jest oczywiście ok bo to stwarza powody do dyskusji i dalszego poznawania się.
Wiem, że jestem dla niego wyzwaniem i to mnie trochę dołuje. Ja robię sobie 100km wycieczki na rowerze, chodzę po górach, biegam, jeżdzę stopem i szlajam sie po świecie z plecakiem, epizodycznie ćwiczę sztuki walki i jestem nastawiona na rozwój i poznawanie wszystkiego, smakowanie życia.  On jest stabilny, nie zna tego i jednocześnie chce tego wszystkiego spróbować co mnie cieszy. Ale z drugiej strony i przytłacza, bo wiem, że to nie będzie on i że te wszystkie poczynania będą ukłonem w moją stronę, by się do mnie dopasować. Moge go wprowadzać w swój swiat, ale wiem, że ja sama chciałabym kogoś kogo pasjonują te same rzeczy co mnie, kto jest w te rzeczy wkręcony i oboje jesteśmy dla siebie inspiracją i motywacją do dalszego eksplorowania życia.
No to sobie pomarudziłam.
Wiem, że w życiu bywa różnie, na tego księcia można trafić ale jest to ciężkie, ferwor uczuć czasem jest dobry tylko na chwilę, a potem przychodzi szara rzeczywistość i spadanie klap z oczu.  Przeszłam już związek z przyjaźni przeradzającej się w miłość (i potem długo odchorowywałam rozstanie), przeżyłam wielkie bum, wow i motyle (krótka znajomość, a rozstanie przeżywałam 10 razy dłużej niż czas trwania tej relacji), romans i toksyczna karuzela też nie są mi obce. We wszystkich relacjach kierowałam się uczuciami, które pojawiały się prędzej czy później i odciskały piętno na mojej psychice, głębsze lub płytsze.
Ale chyba z autopsji teraz wnioskuję, że najbardziej komfortową sytuacją są te wyzwolone emocje, brak wątpliwości i wirujące motyle otępiające mózg jak po dawce LSD. Potem można płakać rzewnymi łzami w razie porażki, ale co to są za łzy! Jak to już ktoś powyżej napisał... No i ten brak wątpliwości jest wspaniały.
Wiem, że istnieją związki z rozsądku i wiem, że mogą one trwać pro forma latami, bo tak jest lepiej bo i wygodniej dla obu stron. I te obie strony (lub co gorsza - jedna) usychają z tęsknoty za porywem emocjonalnym i momentem wyrwania ich z tej szarej, nudnej rzeczywistości. Nie chcę tak.
Z drugiej strony może i liczę na to, że z czasem przyjdzie miłość za to jaki jest. Wiem, że jest dobrym człowiekiem i zasługuje na dobrą partnerkę.
Wczoraj miałam kryzys i jak się spotkaliśmy to finalnie trochę się posypałam, opowiedziałam mu o swoich wątpliwościach, niestety nie w ten sposób "NIE JARASZ MNIE, NIE EMOCJONUJESZ, NIE FASCYNUJESZ", nie mam serca mu tego powiedzieć, a wiem, że musiałabym to powiedzieć wprost, bo nie umiem owijać w bawełnę i brnąć w temat na około. Z drugiej też strony nie mam tego poczucia, że chciałabym się ewakuować. Jestem beznadziejna, wiem. Gdyby to było dla mnie oczywiste, że go nie chcę, nie ciągnęła bym tego. Pewnie się łudzę. I przy okazji jego i marnuję czas obojgu. Powiedziałam mu wczoraj, że nie wiem czy jestem w stanie zaangażować się w te relacje tak jak on. On niby rozumie. Zapytałam też, czy przyjmuje do świadomości to, że pewnego dnia mogę się z tego wycofać. Powiedział, że tak.

63

Odp: związek z rozsądku

Więc nic się nie zmieni i czujesz się usprawiedliwiona...?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

64

Odp: związek z rozsądku

Marsylia, jeśli mogę Ci coś poradzić, to nie staraj się rozwiązać "problemu" na siłę i na szybko, bo ktoś Ci coś powiedział. Chyba, że Ty już tak naprawdę wiesz, że go nie chcesz. Ale z tego co piszesz, to nie.
Może być też tak, że zakończysz związek, a wtedy do świadomości przebiją się jakieś uczucia czy emocje wcześniej przyblokowane i zrozumiesz, że to było TO, a będzie już za późno, by coś naprawić.
Bo nie należy liczyć na to, że on będzie na Ciebie czekać, nawet, jeśli teraz tak mu się wydaje. To nie działa.
Tym bardziej, jeżeli zwiążesz się z kimś innym i stwierdzisz, że te motyle to jednak za mało, powrotu raczej nie będzie...

/Każdy może na ciebie spojrzeć, lecz spotkanie kogoś, kto widzi ten sam świat co ty, jest zjawiskiem dość rzadkim./

65

Odp: związek z rozsądku

Zdziwiłam się dlaczego uważasz, że jak chciałby podzielić z Tobą Twój świat, to robiłby to na siłę,  tylko dla Ciebie? Wycieczki po górach itp to nie są jakieś aktywności wąskie, wiele osób to lubi lub polubić może.
Mi  się wydaje, jakbyś za wszelką cenę chciała bronić  swojego terytorium, by nikt nie mógł się zbliżyć. Może faktycznie nie jesteś gotowa na związek. jakikolwiek i z kimkolwiek.
Albo o coś innego w nim chodzi, o czym tu nie piszesz.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

66

Odp: związek z rozsądku
Ela210 napisał/a:

Zdziwiłam się dlaczego uważasz, że jak chciałby podzielić z Tobą Twój świat, to robiłby to na siłę,  tylko dla Ciebie? Wycieczki po górach itp to nie są jakieś aktywności wąskie, wiele osób to lubi lub polubić może.
Mi  się wydaje, jakbyś za wszelką cenę chciała bronić  swojego terytorium, by nikt nie mógł się zbliżyć. Może faktycznie nie jesteś gotowa na związek. jakikolwiek i z kimkolwiek.
Albo o coś innego w nim chodzi, o czym tu nie piszesz.

Możliwe, że bronię swojego terytorium. Możliwe, że nie jestem gotowa na związek ale z osobą ktorej jestem pewna, byłam juz zakochana i potrafiłam wywrócić swoje życie do góry nogami dla kogoś.

67

Odp: związek z rozsądku
Cyngli napisał/a:

Więc nic się nie zmieni i czujesz się usprawiedliwiona...?

Nie, nie czuję się usprawiedliwiona, ale staram się byc wzgledem niego szczera by wiedział o moich wątpliwosciach, by nie myslał ze wszystko jest czarne albo biale. Nie uważam, że postępuję jak wyrachowana zdzira, nie uśmiecham się fałszywie mówiąc, że wszystko jest cool a za jego plecami pluje na niego. Nie. Po prostu się miotam licząc chyba na jakiś decydujący moment.

68

Odp: związek z rozsądku

A jeśli decydujący moment nie nadejdzie?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

69

Odp: związek z rozsądku
MagdaLena1111 napisał/a:

Trochę to brzmi jak opis związku z braku laku dla Ciebie :-(. A jego pochłonęło.
Sama sobie UCZCIWIE odpowiedz na pytanie, czy ta relacja powoduje, że dajesz z siebie, ile możesz, a ten facet sprawia, że starasz się dla niego najbardziej na świecie? Czy jednak masz zapas, ale zapału, żeby swój potencjał realizować brak.
Chciałabyś być w realacji, w której Twój partner stara się dla Ciebie na maksa, czy tak, jak mu wychodzi?
Czy on ma szansę poczuć, jak to jest, gdy kochasz tak, że jesteś gotowa na „wszystko” ;-) ?
Nie wiem, ale chyba nie warto kogoś krzywdzić czymś z definicji gorszym :-\ Bo w chwilach, kiedy będzie Ci gorzej w tym związku, albo pojawią się problemy, Zamiast je rozwiązywać z miości do niego, będziesz myślała,  że pojawły się dlatego, że on jest trochę słabszym wyborem niż mógłby być.

Albo wiesz co? Nie przejmuj się nim. W sumie to on musi się zatroszczyć o siebie. Widocznie mu to pasuje.

Nie uważam że jest gorszy a przynajmniej nie chce nawet tak o tym mysleć, nie chce go postrzegać jako gorszego.po prostu. Nie traktuje go jako "z braku laku" (tzn chyba, w moim mniemaniu tak nie jest), bo cenie go sobie jako czlowieka, przyjaciela - stąd wyewoluowała nasza bardziej zażyła relacja. Dużo było opcji po drodze na relacje typu "z braku laku" i jakoś się w nie nie wpakowywałam, bo czułam wiedziałam, że to nie to. Nie potrzebuje też faceta do szczęścia, bo lubię swoje życie takie o, alone. A on przynajmniej wie o moich rozterkach względem niego.

70

Odp: związek z rozsądku
Cyngli napisał/a:

A jeśli decydujący moment nie nadejdzie?


No myślę że prędzej czy później tak, tylko nie chciałabym marnować nam obu lat z moja niepewnością.
Narazie wciąż mam kipisz w głowie.

71

Odp: związek z rozsądku
marsylia napisał/a:

Wiem, że jestem dla niego wyzwaniem i to mnie trochę dołuje. Ja robię sobie 100km wycieczki na rowerze, chodzę po górach, biegam, jeżdzę stopem i szlajam sie po świecie z plecakiem, epizodycznie ćwiczę sztuki walki i jestem nastawiona na rozwój i poznawanie wszystkiego, smakowanie życia.  On jest stabilny, nie zna tego i jednocześnie chce tego wszystkiego spróbować co mnie cieszy. Ale z drugiej strony i przytłacza, bo wiem, że to nie będzie on i że te wszystkie poczynania będą ukłonem w moją stronę, by się do mnie dopasować. Moge go wprowadzać w swój swiat, ale wiem, że ja sama chciałabym kogoś kogo pasjonują te same rzeczy co mnie, kto jest w te rzeczy wkręcony i oboje jesteśmy dla siebie inspiracją i motywacją do dalszego eksplorowania życia.

Ale dlaczego uważasz, że do tego wzajemnego inspirowania i wspólnego eksplorowania świata musicie już na starcie mieć te same pasje i tak samo pewne kwestie postrzegać? Przecież właśnie ta chęć poznawania czegoś nowego i czerpania z doświadczeń, wiedzy partnera - to wszystko jest świetną motywacją, by samemu się rozwijać. Mało tego, to może, a nawet powinno, działać na zasadzie wzajemności, dzięki czemu każde z partnerów coś zyskuje i idzie do przodu bogatsze. Ty masz coś, co on może od Ciebie przejąć, on z kolei może się podzielić czymś innym. Bo nie uwierzę, że nie ma Ci nic do zaoferowania, zwłaszcza, że przecież z jakiegoś powodu stał się Twoim przyjacielem.

marsylia napisał/a:

Gdyby to było dla mnie oczywiste, że go nie chcę, nie ciągnęła bym tego. Pewnie się łudzę. I przy okazji jego i marnuję czas obojgu. Powiedziałam mu wczoraj, że nie wiem czy jestem w stanie zaangażować się w te relacje tak jak on. On niby rozumie. Zapytałam też, czy przyjmuje do świadomości to, że pewnego dnia mogę się z tego wycofać. Powiedział, że tak.

Dobrze, że zdobyłaś się na uczciwość, ale teraz musisz jeszcze liczyć się z możliwością, że pomimo deklaracji, że ma świadomość tego, co może się zdarzyć, wkrótce może również przyjść refleksja, że to jednak coś zmienia, a po niej zwątpienie w sens dalszego angażowania się i stopniowe wycofywanie.

Swoją drogą zastanawiam się czy Ty przypadkiem trochę samej siebie nie oszukujesz? Bo jeśli jesteś taka samowystarczalna, jak to deklarujesz, a przy tym do szczęścia nie potrzebujesz żadnego mężczyzny, a jeśli już, to nie takiego, jak opisywany, to dlaczego jednocześnie nie potrafisz z tej znajomości zrezygnować? Nie musisz tutaj odpowiadać, ale pomyśl nad tym, proszę. W każdym razie w taki sposób to się kupy nie trzyma, więc któryś z elementów tej układanki musi być nieprawdziwy.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

72

Odp: związek z rozsądku
Olinka napisał/a:

Swoją drogą zastanawiam się czy Ty przypadkiem trochę samej siebie nie oszukujesz? Bo jeśli jesteś taka samowystarczalna, jak to deklarujesz, a przy tym do szczęścia nie potrzebujesz żadnego mężczyzny, a jeśli już, to nie takiego, jak opisywany, to dlaczego jednocześnie nie potrafisz z tej znajomości zrezygnować? Nie musisz tutaj odpowiadać, ale pomyśl nad tym, proszę. W każdym razie w taki sposób to się kupy nie trzyma, więc któryś z elementów tej układanki musi być nieprawdziwy.

Mam bardzo podobne odczucia i prośbę o autorefleksję bez odnoszenia się do tego na forum. W ten sposob nie będziemy musieli kolejny raz stawać się Twoim wyrzutem sumienia, któremu będziesz zawzięcie zaprzeczać :-P

marsylia napisał/a:

"NIE JARASZ MNIE, NIE EMOCJONUJESZ, NIE FASCYNUJESZ

Słowa, która nie przechodzą Ci przez gardło są w moim odczuciu tak bardzo wymowne, że nic tutaj więcej nie trzeba dodawać. Ciebie póki co jara nie on, ale to, źe on próbuje Ci dorównać w dziedzinach, które są Twoja pasja, Ciebie emocjonuje i fascynuje jego zachwyt Tobą. Gdy już mu przejdzie haj i zacznie się normalne życie, wtedy tu napisz, jak Wam się układa.

73

Odp: związek z rozsądku

Lubisz góry i rower? To następnym razem proponuję bikepark w górach, kilka zjazdów jakieś skoki po drodze i już będziesz mieć motylki a jak wrócisz zajechana to wystarczy że chłopak pomasuje plecki i zrobi obiad i już będzie księciem z bajki xD spróbujesz czegoś nowego i zaoszczędzisz czas na szukanie nowego obiektu westchnień big_smile

74

Odp: związek z rozsądku
Krzyś321 napisał/a:
niepodobna napisał/a:

I właśnie pytanie, na ile nie pasuje i czy obie strony potrafią to zaakceptować i świadomie wybrać siebie, mimo wrażenia, że mogłoby być więcej, mocniej, lepiej. Czy sobie naprawdę wystarczają, czy tylko próbują się o tym przekonać.


W jakim sensie "więcej, mocniej, lepiej"? Zazwyczaj mało kto otwiera na początku całego siebie, a wręcz powinno nas to zaniepokoić, gdy tak się dzieje. Dużo też zależy, jakich cech u danej osoby się poszukuje, jednak tym "kurkiem", od którego zależy, ile z tego człowieka wypływa jego osobowości jest temperament, ale to już cecha zaliczająca się do tych bliższych cechom zewnętrznym - trudnym do zmiany, a w skutkach widoczne na ogół na pierwszy rzut oka.

W sensie świadomości czy wyobrażeń, że gdzieś indziej, w stosunku do kogoś innego, mogłyby się może pojawić silniejsze uczucia, emocje, większa fascynacja, głębsze przywiązanie. Czasem tak jest naprawdę, a czasem to tylko działa wyobraźnia. Osoby, które tak czują, często przecież nie wiedzą, kto to miałby być i jakie musiałby mieć cechy, żeby wywołać to "więcej".

Zgadzam się z resztą komentarza.

/Każdy może na ciebie spojrzeć, lecz spotkanie kogoś, kto widzi ten sam świat co ty, jest zjawiskiem dość rzadkim./

75

Odp: związek z rozsądku
uleshe napisał/a:

Przez tysiące lat ludzie wiązali się z sobą z rozsądku. Partnera wybierała rodzina . Takie związki miały jedną zaletę były trwałe

Były trwałe nie ze względu na tryb zawarcia, ale  z powodów ekonomicznych. Kobieta sama nie mogła się utrzymać, szczególnie z dziećmi. Mężczyzna dostarczał tego mamuta.

Jak tylko zlikwidować instytucję alimentów i pomoc społeczną dla samotnych rodziców, od razu małżeństwa będą trwalsze. Ludzie będą tkwić w nieudanych związkach, bo na życie w pojedynkę nie będzie mogła sobie pozwolić jedna ze stron, a czasami obie.

Dochodzi presja społeczna również - rewolucja seksualna lat sześćdziesiątych swoje zrobiła.

76

Odp: związek z rozsądku

Po co kobiecie związek z rozsądku skoro lepiej zdecydować się(?) na związek pod wpływem emocji czyli tego co czujesz? Ciekawe czy jakiś facet zdecydował się na związek z rozsądku czy też wszyscy myślą tak: ma ładne cycki, podnieca mnie, będzie moją żoną, niech się dzieje co chce, jakoś to będzie?

Posty [ 39 do 76 z 88 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » związek z rozsądku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018