Zdrada i wybaczenie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 82 ]

39

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:

To co, myślicie, że się już serio tylko msci a jak ktoś popełnił błąd to już nigdy nie zasługuje na szczęście?

Nie wiem, czy się mści, czy po prostu nie potrafi sobie poradzić sam ze sobą,.

Jak sobie wyobrażasz bycie dalej razem w tej sytuacji? Chyba sama widzisz, że tak się nie da żyć?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa
Zobacz podobne tematy :
Odp: Zdrada i wybaczenie
Cyngli napisał/a:
KasiaKatarzyna89 napisał/a:

To co, myślicie, że się już serio tylko msci a jak ktoś popełnił błąd to już nigdy nie zasługuje na szczęście?

Nie wiem, czy się mści, czy po prostu nie potrafi sobie poradzić sam ze sobą,.

Jak sobie wyobrażasz bycie dalej razem w tej sytuacji? Chyba sama widzisz, że tak się nie da żyć?

Ja potrafię, bo nigdy nie wpadlam na taki pomysł, kiedy tutaj był... Kocham go naprawdę.

41

Odp: Zdrada i wybaczenie

Ale on nie potrafi.
Jednego dnia obrzuca Cię wyzwiskami i piszę jak bardzo Cię nienawidzi.
Następnego dnia pisze, że Cię kocha.
I tak na zmianę.

Nie dostrzegasz, jak bardzo to jest chore ?

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

42

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:
Burzowy napisał/a:

Na początek przestań sie usprawiedliwiać, bo znowu zrobisz to samo. Serio dzisiaj opuścić druga osobe na chwile to jest niemal wyrok dla związku. I jeszcze te teksty o niepełnych zdradach, lol. Nikt nie chce byc ze zdradzajaca kobieta, facetów to boli duzo bardziej niz Was, nawet tych, którzy lepsi nie sa. Takze jak to robisz to juz jest koniec i wiedz, ze następny facet jak sie dowie o tym co bylo, to raczej mocno zwątpi na wstępie.

Trochę bez sensu co piszesz, bo kobieta to inny człowiek niż facet? Co znaczy, że Was bardziej boli? A jak się popełnilo błąd to już do końca trzeba byc samemu? Tyle jest wątków ojtym, ze komuś się udało...:(


Ano inny człowiek, a to coś dziwnego, że się jednak różnimy? Pewnie się uda i trafisz na kogoś podobnego, komu nie przeszkadza Twoje dotychczasowe postępowanie. Czyli będzie tak samo jak zawsze i w każdym przypadku.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!
Odp: Zdrada i wybaczenie
IsaBella77 napisał/a:

Ale on nie potrafi.
Jednego dnia obrzuca Cię wyzwiskami i piszę jak bardzo Cię nienawidzi.
Następnego dnia pisze, że Cię kocha.
I tak na zmianę.

Nie dostrzegasz, jak bardzo to jest chore ?

Widze, ale jakos staram sie tego nie oceniać na gorąco. Bo jednak 2mies choć wydaje się, że to kawal czasu, teoretycznie nie jest dużo, zwazajac na to, że ciągle mamy kontakt i było wiele spotkań.

Naprawdę nie ma tu nikogo komu się udało?

Odp: Zdrada i wybaczenie
Burzowy napisał/a:
KasiaKatarzyna89 napisał/a:
Burzowy napisał/a:

Na początek przestań sie usprawiedliwiać, bo znowu zrobisz to samo. Serio dzisiaj opuścić druga osobe na chwile to jest niemal wyrok dla związku. I jeszcze te teksty o niepełnych zdradach, lol. Nikt nie chce byc ze zdradzajaca kobieta, facetów to boli duzo bardziej niz Was, nawet tych, którzy lepsi nie sa. Takze jak to robisz to juz jest koniec i wiedz, ze następny facet jak sie dowie o tym co bylo, to raczej mocno zwątpi na wstępie.

Trochę bez sensu co piszesz, bo kobieta to inny człowiek niż facet? Co znaczy, że Was bardziej boli? A jak się popełnilo błąd to już do końca trzeba byc samemu? Tyle jest wątków ojtym, ze komuś się udało...:(


Ano inny człowiek, a to coś dziwnego, że się jednak różnimy? Pewnie się uda i trafisz na kogoś podobnego, komu nie przeszkadza Twoje dotychczasowe postępowanie. Czyli będzie tak samo jak zawsze i w każdym przypadku.

Co masz na mysli piszac 'tak samo jak zawsze'? Nigdy wcześniej tak nie postapilam, to nie jest moj charakter, to wyraz zabladzenia, beznadziei, nieradzenia sobie z tym, co sie dzieje. Dotarło. Prędzej nowa go zdradzi niż ja po tym, co przeszłam.... Spytam inaczej... Nikt z Was nie jest jasnowidzem, to wiem. Ale co wg Was mogę zrobić, by zwiększyć swoją szanse na odbudowę?

45

Odp: Zdrada i wybaczenie

Moim zdaniem już nic nie możesz zrobić.

Chyba, że go olać totalnie, może wtedy zatęskni, ale jakoś w to wątpię.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

46

Odp: Zdrada i wybaczenie

Tak, 2 miesiące to mało czasu, a kontakt macie sporadyczny i spotkań było raptem kilka - na pewno nie można powiedzieć, że było ich wiele.

Prawdziwy problem polega jednak na tym, że u Was nie ma żadnych podstaw do tego, żeby sądzić, iż Wam się uda.
Nie ma między Wami żadnego prawdziwego dialogu, żadnego porozumienia. Przecież Wy na dobrą sprawę nie rozmawiacie ze sobą.
Nie ma żadnych działań terapeutycznych, ani naprawczych. Nie widzę nawet chęci.
Dochodzi jedynie do jakichś dziwnych zrywów - Twój partner kiedy czuje, że obelgami i wyzwiskami uraził Cię zbyt mocno - wraca z wyznaniami miłości.
Tylko po to, żeby wkrótce po nich zamilknąć, a później przejść znowu do wyzwisk.

W jaki sposób cokolwiek mogłoby się udać na takiej podstawie ??

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

47

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Co masz na mysli piszac 'tak samo jak zawsze'? Nigdy wcześniej tak nie postapilam, to nie jest moj charakter, to wyraz zabladzenia, beznadziei, nieradzenia sobie z tym, co sie dzieje. Dotarło. Prędzej nowa go zdradzi niż ja po tym, co przeszłam.... Spytam inaczej... Nikt z Was nie jest jasnowidzem, to wiem. Ale co wg Was mogę zrobić, by zwiększyć swoją szanse na odbudowę?

Chodzi tylko i wyłącznie o to, że w zasadzie jest to normalna sytuacja, która dotyczy każdego z nas, gdy próbujemy wejść w bliższą relację. Czyli bilans wad i zalet, pewnie trafi się taki, który uzna, że jest ok smile.

Znam dwa związki, gdzie były zdrady, a potem doszło do ślubu i trwają do dziś. Tylko, że w obu przypadkach akurat zdradził facet, a to jak już mówiłem co innego.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!
Odp: Zdrada i wybaczenie
Cyngli napisał/a:

Moim zdaniem już nic nie możesz zrobić.

Chyba, że go olać totalnie, może wtedy zatęskni, ale jakoś w to wątpię.

Czemu wątpisz? Cały czas tęskni. Z tymże mam pewne przeczucia, że zanim doszło do tej zdrady i tak było już beznadziejnie. Dlatego do niej doszło. Jednak nie potrafię tego jakoś sensownie sama przed sobą wytłumaczyć a jest mi to potrzebne choćby do tego, by funkcjonować normalnie. Z 1 strony jestem zajebista babką, która kiwnie palcem i poleci 9/10 (serio), z 2...żeby któryś został? Ojjj, trudny mam charakter. Mam świadomość zarówno swoich zalet i wad. Jasne, że chcę pracować nad tym związkiem. Nad sobą już pracuje. Ale nie pierwszy raz. Jestem w terapii od kilku lat z przerwami. Miałam epizidy samookaleczania, picia...pochodzę z rodziny alkoholików. Tata i dziadek dali radę. Są czyści od ok 20 lat (ojciec) i dziadek dłużej. Babcia natomiast ze strony mamy zapiła się na śmierć w wieku 45 lat. Więc ciągle ten temat jest obecny w moim życiu. Nie umiem dokonywać racjonalnych wyborów. Mam wrazenie, ze odczuwam 3x mocniej niz przeciętny człowiek i ze ludzie mnie wykorzystują. Niby cechuje mnie egoizm, ale jak juz oddam komus swoje serce, on je przezuje, wypluje i zdepcze. Czasem myślę, ze jestem skazana na porażkę.

Odp: Zdrada i wybaczenie
IsaBella77 napisał/a:

Tak, 2 miesiące to mało czasu, a kontakt macie sporadyczny i spotkań było raptem kilka - na pewno nie można powiedzieć, że było ich wiele.

Prawdziwy problem polega jednak na tym, że u Was nie ma żadnych podstaw do tego, żeby sądzić, iż Wam się uda.
Nie ma między Wami żadnego prawdziwego dialogu, żadnego porozumienia. Przecież Wy na dobrą sprawę nie rozmawiacie ze sobą.
Nie ma żadnych działań terapeutycznych, ani naprawczych. Nie widzę nawet chęci.
Dochodzi jedynie do jakichś dziwnych zrywów - Twój partner kiedy czuje, że obelgami i wyzwiskami uraził Cię zbyt mocno - wraca z wyznaniami miłości.
Tylko po to, żeby wkrótce po nich zamilknąć, a później przejść znowu do wyzwisk.

W jaki sposób cokolwiek mogłoby się udać na takiej podstawie ??

Jak na to, ze był tu raptem 2tyg, to kontakt był spory. Nie wiem skąd taki wniosek. D
Poza chwilami zwatpienia (jego) dzwonimy do siebie po kilkanascie x dziennie. Widzielismy sie wtedy jak wrocil codziennie i prawie codziennie. Poświęcił mi więcej czasu niz dziecku. Jednak chyba nie o to chodzi, by się tu stawiać wyżej niz ktoś/coś... A może właśnie w tym jest rzecz? Zawsze czułam potrzebę być wyżej niż ktoś. Nie wiem skad sie to wzielo. Rodzice choc z problemami i choć pochodze z takiej a nie innej rodziny, poświęcali mi duzo uwagi. Moze czasem wiecej niz mogli. Nie wiem czemu ciągle o nich gadam w temacie zdrady. Jednak czuje, ze gdzieś w rodzinie tkwi przyczyna. Jestem cholernie nieszczęśliwa. Mam wykształcenie, naprawdę nieprzeciętną urodę, której jestem świadoma, poczucie humoru, pieniądze (obecnie moze nie, bo spieprzylam przez samopoczucie), własną firmę, rodzinę (rozbitą, ale jednak), a mimo to, czuję się jak "0". A on mnie w tym utwierdza. Bo jest starszy i całe życie chciał prowadzić mnie za rączkę.

50

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Moim zdaniem już nic nie możesz zrobić.

Chyba, że go olać totalnie, może wtedy zatęskni, ale jakoś w to wątpię.

Czemu wątpisz? Cały czas tęskni.

Bo raz tęskni, a raz olewa. Chcesz naprawdę żyć na takiej huśtawce?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

51

Odp: Zdrada i wybaczenie

Wcześniej sama napisałaś:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

...wiem, ze on nie jest typem człowieka, który potrafi wybaczyc i prędzej mnie zniszczy niz tego dokona

Ufaj sobie, swoim uczuciom, swojej intuicji.
Nie kieruj się jednak wyłącznie swoimi intencjami. Ty chciałabyś, żeby on Ci wybaczył, a później żebyście żyli razem długo i szczęśliwie.
Musisz zwracać uwagę na fakty i jego czyny, postępowanie.
Nie na to co mówi, ale na to co robi.
Mówić można wiele, i jeszcze więcej, ale prawdziwe zamiary okazuje się czynami.
A w Twojej sytuacji absolutnie takiej konsekwencji nie ma. Ot, on raz zadzwoni, raz powie, że tęskni, że kocha.
Następnego razu kiedy zadzwoni powie, że nienawidzi, że nigdy nie będzie mógł być z kimś takim jak Ty.
I tak w kółko.

Równie dobrze ja mogłabym zdobyć Twój numer telefonu wink zadzwonić do Ciebie i powiedzieć że Ciebie kocham i że tęsknię smile
I co ?
Ano nic. Absolutnie nic poza moim gadaniem by z tej sytuacji nie wynikło.
Patrz na to jak on Cię traktuje, a nie na to, co do Ciebie mówi.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

52

Odp: Zdrada i wybaczenie

Zaczęłam myśl, więc do niej wrócę:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:
Olinka napisał/a:

Czy ten rozwód był wynikiem Waszego romansu? Pytam nie bez przyczyny, ale o tym później.
Nie byłam powodem. (...)

Sądzę, że bezpośrednim powodem może nie byłaś, ale na pewno przyspieszyłaś tę decyzję. Sama zresztą wspomniałaś, że pomagałaś mu w kwestii sformalizowania rozwodu, co dla mnie znaczy, że do tej pory brakowało mu determinacji i odkładał to na jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość.
Zadałam to pytanie, bo nieśmiało zastanawiam się czy nie gryzą go przypadkiem wątpliwości, czy kiedyś, kiedy zdecydował się odejść od żony, nie popełnił błędu. Przy czym tu nawet nie chodzi o to, że żałuje decyzji o tamtym rozstaniu jako takim, ale że gdyby do niego nie doszło, to dziś nie przeżywałby tego, co przeżywa. Wiem, pokrętna to logika, ale spotkałam się w otoczeniu z podobną sytuacją - wtedy padały wyrzuty w typie "gdybym cię nie poznał, nie byłoby tego wszystkiego" albo "żałuję, że zdecydowałem się być z tobą, nie było warto", przy czym muszę wyraźnie zaznaczyć, że w tym przypadku rozwód był ewidentnie wynikiem związania się faceta (mężczyzną go nie nazwę) z kochanką i to nawiązanie romansu było początkiem i końcem małżeństwa .

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

To co, myślicie, że się już serio tylko msci a jak ktoś popełnił błąd to już nigdy nie zasługuje na szczęście?

Trudno ocenić czy on się mści, czy jest to może taka nieudolna próba poradzenia sobie z emocjami, na pewno jednak jest to toksyczne i przemocowe zachowanie.
Poza tym odnoszę wrażenie, że poddawana jesteś przez niego testom na jak wiele może sobie pozwolić i jak dużo jesteś w stanie znieść. Ty jednak pamiętaj, że pomimo tego co się wydarzyło, to po pierwsze na tym etapie on też nie jest bez winy, bo odpłacił Ci pięknym za nadobne, w dodatku - o zgrozo - wmawiając Ci, że to ma pomóc, w co Ty - też o zgrozo - uwierzyłaś i na co przystałaś, a po drugie masz pełne prawo do postawienia granicy. Nie powinnaś, a nawet nie możesz, dać sobą tak pomiatać, pozwolić, by traktował Cię jak poduszkę do bicia, regularnie pokazywał jak bardzo NIC dla niego znaczysz i tym podobne. Jeśli to ma tak wyglądać, to naprawdę lepiej się rozstać, w przeciwnym razie za chwilę będziesz emocjonalnym wrakiem.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."
Odp: Zdrada i wybaczenie
Olinka napisał/a:

Zaczęłam myśl, więc do niej wrócę:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:
Olinka napisał/a:

Czy ten rozwód był wynikiem Waszego romansu? Pytam nie bez przyczyny, ale o tym później.
Nie byłam powodem. (...)

Sądzę, że bezpośrednim powodem może nie byłaś, ale na pewno przyspieszyłaś tę decyzję. Sama zresztą wspomniałaś, że pomagałaś mu w kwestii sformalizowania rozwodu, co dla mnie znaczy, że do tej pory brakowało mu determinacji i odkładał to na jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość.
Zadałam to pytanie, bo nieśmiało zastanawiam się czy nie gryzą go przypadkiem wątpliwości, czy kiedyś, kiedy zdecydował się odejść od żony, nie popełnił błędu. Przy czym tu nawet nie chodzi o to, że żałuje decyzji o tamtym rozstaniu jako takim, ale że gdyby do niego nie doszło, to dziś nie przeżywałby tego, co przeżywa. Wiem, pokrętna to logika, ale spotkałam się w otoczeniu z podobną sytuacją - wtedy padały wyrzuty w typie "gdybym cię nie poznał, nie byłoby tego wszystkiego" albo "żałuję, że zdecydowałem się być z tobą, nie było warto", przy czym muszę wyraźnie zaznaczyć, że w tym przypadku rozwód był ewidentnie wynikiem związania się faceta (mężczyzną go nie nazwę) z kochanką i to nawiązanie romansu było początkiem i końcem małżeństwa .

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

To co, myślicie, że się już serio tylko msci a jak ktoś popełnił błąd to już nigdy nie zasługuje na szczęście?

Trudno ocenić czy on się mści, czy jest to może taka nieudolna próba poradzenia sobie z emocjami, na pewno jednak jest to toksyczne i przemocowe zachowanie.
Poza tym odnoszę wrażenie, że poddawana jesteś przez niego testom na jak wiele może sobie pozwolić i jak dużo jesteś w stanie znieść. Ty jednak pamiętaj, że pomimo tego co się wydarzyło, to po pierwsze na tym etapie on też nie jest bez winy, bo odpłacił Ci pięknym za nadobne, w dodatku - o zgrozo - wmawiając Ci, że to ma pomóc, w co Ty - też o zgrozo - uwierzyłaś i na co przystałaś, a po drugie masz pełne prawo do postawienia granicy. Nie powinnaś, a nawet nie możesz, dać sobą tak pomiatać, pozwolić, by traktował Cię jak poduszkę do bicia, regularnie pokazywał jak bardzo NIC dla niego znaczysz i tym podobne. Jeśli to ma tak wyglądać, to naprawdę lepiej się rozstać, w przeciwnym razie za chwilę będziesz emocjonalnym wrakiem.

Dziękuję Wam za odpowiedzi. Odniosę się najpierw do tej. Jestem taka rozchwiana przez to wszystko. Popełniłam dużo błędów... Ale rzeczywiście czuję się poddawana testom. Tylko po co? Kiedy on chce wybaczyć, naprawdę widzę to uczucie. Wierze, ze urwal kontakt z tamtą babą, bo widzialam tak jak wspomnialam jej blagalnego smsa z wyrzutami, ze ja zostawil po tym jak zaliczyl... Tylko, ze przeplatane jest to jego znecaniem się psychicznym na mnie. Jestem w stanie przyjąć, że wypomina, bo go to boli, ale ja tez jestem tylko czlowiekiem i te wyrzuty nie dają mi normalnie funkcjonować. Kiedy odbieram 5 telefon w ciągu dnia od niego i z 10 tematów 8-9 to zdrada i wypominki, jak bardzo on tego przeżyć nie może, to jak mam prawidłowo reagować? Tłumaczyłam na początku, Przepraszalam, obiecałam, że nigdy więcej... Przepracowuje ten problem na terapii, ale kiedy mimo to mam wieczne pretensje i huśtawki nastroju z jego strony, to czasem sama pękam i mówię, że mam to gdzieś, choć tak nie jest. I on wtedy znowu gora, bo jestem psychiczna i nie moge się zdecydować. Nie wiem juz jakie mieć reakcje, co będzie najlepsze i co zrobić by wreszcie go zadowolić i żeby poszło do przodu. Zauważyłam, że jak się wycofuje, jest najpierw bombardowanie wyzwiskami i nara a potem mięknie. Ale nie o to przecież chodzi, żebym manipulowala dla korzyści. Nie wiem kompletnie jak do tego podejść, mam do niego tak w ogóle wykupiony lot, na który raz się cieszy a raz mówi, że nie otworzy mi drzwi...

Odp: Zdrada i wybaczenie
IsaBella77 napisał/a:

Wcześniej sama napisałaś:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

...wiem, ze on nie jest typem człowieka, który potrafi wybaczyc i prędzej mnie zniszczy niz tego dokona

Ufaj sobie, swoim uczuciom, swojej intuicji.
Nie kieruj się jednak wyłącznie swoimi intencjami. Ty chciałabyś, żeby on Ci wybaczył, a później żebyście żyli razem długo i szczęśliwie.
Musisz zwracać uwagę na fakty i jego czyny, postępowanie.
Nie na to co mówi, ale na to co robi.
Mówić można wiele, i jeszcze więcej, ale prawdziwe zamiary okazuje się czynami.
A w Twojej sytuacji absolutnie takiej konsekwencji nie ma. Ot, on raz zadzwoni, raz powie, że tęskni, że kocha.
Następnego razu kiedy zadzwoni powie, że nienawidzi, że nigdy nie będzie mógł być z kimś takim jak Ty.
I tak w kółko.

Równie dobrze ja mogłabym zdobyć Twój numer telefonu wink zadzwonić do Ciebie i powiedzieć że Ciebie kocham i że tęsknię smile
I co ?
Ano nic. Absolutnie nic poza moim gadaniem by z tej sytuacji nie wynikło.
Patrz na to jak on Cię traktuje, a nie na to, co do Ciebie mówi.

I właśnie to jest najgorsze. Że ja serio czynami widziałam chęć. Płakał, przytulał, całował, nawet dostawalam super mile smsy na dobranoc i obiecywał, że postara się skończyć z wypominkami, zdarzyło się, że nawet on mnie przeprosił za zachowanie i żebym okazała mu więcej cierpliwości. A potem wyskakiwal z co rusz nowymi warunkami, że mam natychmiast rzucić wszystko i z nim tam zamieszkać do końca kontraktu, dac hasła do fb itp. Początkowo się na to zgodzilam, ale doszłam do wniosku, ze co to za próba, gdzie ma być inwigilacja? Nie mam nic do ukrycia już, ale to by się rownalo z tym, że robię coś wbrew sobie, bo prywatność jest ważna. Do niego też chciałam jechać, wystawialam nawet już ogłoszenia w necie, ze szukam tam pracy. Jednak nie jest to takie proste, każdy chciał najpierw okres próbny i dopiero decyzja, co jest zrozumiałe, ale mi jest cholernie ciężko pomimo miłości podjąć takie ryzyko, bo ja mam tu salon, musialabym zawiesić działalność, kij wie czy po pół roku klient do mnie wróci, czy będę musiała zaczynać od zera. Dodajmy do tego brak pewności czy się ułoży. A jak wyjdę, zamknę wszystko a on mi powie za 2 miesiące, że sorry, ale nie da rady? Nie mogę spać przez to wszystko. Jestem na skraju wytrzymania, nigdy aż tak bardzo nie wiedziałam, co mam robić...

Odp: Zdrada i wybaczenie

Już bez cytatu, bo nie chce mi się szukać, ale pewien Pan mi tu próbował wcisnąć, że facetowi trudniej wybaczyć niż kobiecie. Burzyowy, czy coś takiego. Okropnie mnie to zirytowało. Bo co, my kobiety jesteśmy do zdradzania i Wy zasługujecie na wybaczenie, bo jest Was mniej i jesteście samcami alfa? Wg mnie nie ma co robić tu podziału na płeć, jesteśmy wszyscy ludźmi, trochę inaczej myślimy i czujemy, ale nie można mówić o tym, że baba, czy chłop to różnica w kwestii wybaczania zdrady. Kobietę boli tak samo, nie jesteśmy z innej gliny. Możemy się różnić podejściem, ale ten komentarz zabrzmiał tak, jakby facet był z góry na wygranej pozycji... Czemu ta Wasza duma jest czasem wyżej niż uczucie? Ja naprawdę żałuję... Nie można po prostu wziąć tego na barki, skoro się podjęło decyzję tylko trzeba człowieka zniszczyć swoimi huśtawkami?

56 Ostatnio edytowany przez KasiaKatarzyna89 (2019-01-17 12:50:47)

Odp: Zdrada i wybaczenie

Braku kontaktu dzień drugi. Powiem Wam, że myślałam, że umrę dzisiaj w nocy. Nie mogę jeść, spać, funkcjonować. Ostatnio poplakalam się w pracy przy klientce.Bardzo głupio się z tym czuję, ale okazała mi na szczęście wsparcie i zrozumienie. Wiem, że tak dalej być nie może, ale ja już fizycznie sobie przestaje radzić. Czuje, ze moj organizm wysiada, mam bóle głowy, żołądka, serca...nie dbam o siebie kompletnie, o to co jem, jak i kiedy... Rano nie jem nic, nabombie się kawą x2 żeby jakoś wstać, pale 3 fajki na raz, nie jem nic do wieczora a potem jem syf, zeby tylko było szybko i bez zaangażowania. Czuję, że moje ciało odmawia mi posłuszeństwa i naprawdę martwię się, że któregoś dnia się nie obudzę. Zaczęłam potrzebować zwiększenia dawki leków nasennych, konsultowalam to z psychiatra, ale mimo wszystko czuje, że zmierza to do czegoś bardzo zlego. Psycholog też widzi, ze jest zle, ale przecież on nic nie może. Owszem, chciałam urwać kontakt na jakiś czas, ale nie w taki sposob, nie w gniewie i obelgach. I ja chcialam to zrobić celem naprawienia, dystansu, właśnie po to, żebyśmy oboje mieli trochę spokoju do ugaszenia emocji i zajęcia się swoimi sprawami. Tymczasem on zamknął rozdział a ja czuje, że sobie z tym nie poradzę. Bo o ile można poradzić sobie ze słabością charakteru, razem cos zdziałac celem naprawy, o tyle nie umiem ruszyć z miejsca, kiedy on dosłownie na mnie splunął. Z 1 str czuje, ze mial prawo po moich wyskokach, z 2 przeciez odpłacił mi... Poza tym jeszcze 2 dni temu mówił, że kocha i tęskni. Nie wiem co mam robić. Tzn wiem, ja już się odezwać nie mogę. Sam zapowiedzial, że mam się "odpier...", więc z ciężarem na sercu, ale odpier...am się. Wyglądam okropnie, mam wrażenie, ze twarz mi się postarzała o ładnych parę lat, rodzina mówi, że jestem jakaś spuchnięta i oczy mi się zapadły. Nawet teraz pisząc to, placze. Boję sie, ze w końcu nawet pracę zaprzepaszcze, bo mimo ze sama jestem sobie szefem, ciężko mi robić cokolwiek, starać się, dopilnowywac spraw urzędowych...To był człowiek, z którym chciałam spędzić życie a on nie może uwierzyć, że już nie popełnie znowu tych samych błędów. Musialabym być niepoczytalna, żeby znów się narazić na coś takiego. Mialam robione psycho testy i nie jest ze mna tragicznie. Jest nie najlepiej, ale babka mowi, że dużym plusem jest świadomość mechanizmów, bo sa ludzie, których nawet na to nie stać. I że muszę zrozumieć, czemu pewne schematy powtarzają się w moim postępowaniu, by na zawsze je wyeliminowac. Zaczynamy grzebać w relacjach rodzinnych, pomaga mi to, wiem co jest dobre w co zle. Jednak to, co jest miedzy nami dobija mnie i odbiera chęci do życia. Wstaje, robie wszystko na siłę. Ostatnio nawet poszłam spać w ciuchach, w których pracowałam i nie zmylam makijażu. Czuję się nic niewarta i niegodna normalnego życia. Nie chce mi się o siebie dbać, bo dla samej siebie mam to gdzies, a dla kogo już nie mam. Pourywalam kontakty z toksycznymi ludzmi, ci, dla ktorych z kolei ja bylam toksyczna, urwali je ze mną. Z matką nie rozmawiam od prawie miesiąca po tym jak się zachowała wobec mnie (w tej sprawie akurat ona zawiniła)...czuje, ze moje zycie osiągnęło taki punkt zwrotny, że już przepieprzyłam sobie wszystko i już nigdy nie będę szczęśliwa. Tak bardzo chcialabym cofnąć czas i do tego wszystkiego nie dopuścić. Nie wiem, co mam zrobić z tym lotem. Mam do niego lot na 1sza połowę lutego kupioby. Najpierw się cieszyl, potem po kłótni uznał, ze mnie nie wpusci i nawet nie wyjedzie po mnie na lotnisko... Ryczec mi sie chce, nie mam siły iść dalej do pracy...zmuszam się do oddychania. A on pewnie mysli, ze w najlepsze flirtuje i korzystam z życia... A może on korzysta? Cholera wie. Czuje, ze oberwalam mocniej niz zawinilam, choć wiem, ze Postapilam zle. Nie chce litości z jego strony i zeby zadzwonił ze strachu. O tyle jestem silniejsza, ze wiem, ze nic sobie sama już nie zrobię, ale boje sie, ze z tej depresji nie wyjde jak tak dalej pójdzie... Macie jeszcze jakas mądra rade? Chcialam sprzedać ten lot, ale jeszcze tli sie we mnie nadzieja...chyba dam sobie kilka dni i jeśli sie nie odezwie, odpuszcze na dobre, bo nie chce też zostać z reka w nocniku z kilkoma stówami w plecy, po to, by uslyszec, że mam znikać i nie chce mnie widziec..

57

Odp: Zdrada i wybaczenie

Co masz zrobić?
Nie kontaktować się. Powiedzieć- kocham Cię, ale tak żyć się nie da. Przemyśl sobie beze mnie przez najbliższe 3 miesiące i kochaj albo rzuć.
emocje które są teraz są normalne u najbardziej spokojnych ludzi.
Ale skoro Ty sobie z swoimi radzisz z jakimś skutkiem- to On też powinien.
A jak nie potrafi, to trudno.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

58 Ostatnio edytowany przez KasiaKatarzyna89 (2019-01-17 20:11:27)

Odp: Zdrada i wybaczenie
Ela210 napisał/a:

Co masz zrobić?
Nie kontaktować się. Powiedzieć- kocham Cię, ale tak żyć się nie da. Przemyśl sobie beze mnie przez najbliższe 3 miesiące i kochaj albo rzuć.
emocje które są teraz są normalne u najbardziej spokojnych ludzi.
Ale skoro Ty sobie z swoimi radzisz z jakimś skutkiem- to On też powinien.
A jak nie potrafi, to trudno.

Tak też zrobiłam. I równiez mam wrażenie, że on wykorzystuje swoją krzywdę przeciwko mnie. Nie jestem zerem, jak mnie nazwał, nie jestem nic niewarta. To, ze sie tak czuje, jest efektem wielu doświadczeń, ale tak nie jest. Gdyby tak było, nie pokochalby mnie ani on ani nikt inny, nie osiagnelabym żadnego sukcesu. Nie jestem gównem tylko dlatego, że się pogubiłam i zdradzilam, dlatego, że się cięłam i mam problem z emocjami i alkoholem. Takie mamy czasy, trudno jest być zrównoważonym, a i jemu to wcale nie wychodzi tak dobrze, jak mu się wydaje. Zawsze był uparty. Czasem mi odpuszczal, bo ja też jestem bardzo uparta, ale właśnie dzięki tej "przerwie" zaczynam dostrzegać, że on również nie był w porządku. Nie wiem już sama, od czego to się zaczęło, fakt jest taki, że zawsze brałam na siebie winę za wszystko. Mogłam okazywać inaczej, ale w duchu zawsze czułam się winna i było mi z tym lepiej. Na dzisiejszym spotkaniu psycholog mi powiedziała, że to mógł być mój mechanizm obronny przed odrzuceniem. Że zawsze tak bardzo się tego bałam, że wolalam sama coś nadpsuć, żeby było na mnie, żebym musiała cierpieć. A potem jak ta druga osoba zaczynała się zmieniać i też zle postępować, ciągle na świeczniku byłam ja, bo ja zrobiłam coś 1szy raz. Czuje, ze to ja jestem ofiarą w relacjach choć teoretycznie jestem sprawcą zła. Dlaczego nadal czuję się okropnie, choć facet mi dorównał swoim rewanżem i nawet mnie w nim przewyższył? Ja naprawdę chciałam to odbudować i naprawdę wierzyłam w sukces. Nadal jakieś resztki mnie wierzą. Takim jestem człowiekiem, że dopóki choć jakaś cząstka mnie kocha, dopóty wierzę w sens. Nie mogę być do szpiku zła... Te 2 dni temu napisał mi na do widzenia, ze jestem "dzi*ką, alkohokiczką, psychopatką, idiotką i zerem"... Jak się można czuc po takich słowach od kogoś, kogo się kocha? Coś we mnie pęka powoli... Bo on przestaje wyglądać dla mnie jak zraniony czlowiek a jak ktoś żądny zemsty, zniszczenia i dobrej wymówki, by wyjść samemu z twarzą... Mam na razie w głowie mętlik, ale staram się to powoli poskładać do kupy. Mam nadzieję, że jeszcze mu podziękuję za to "spier...aj", choć dziś ledwo żyje i nie mogę przestać mieć nadziei... Ale to chyba już straciło sens. Czuję, że on naprawdę przestał mnie kochać. No nic, nie truje Wam już dziś. Postaram się odsunąć wszelkie poważne decyzje i jeszcze postarać się stanąć z boku i w końcu nauczyć hamować impuls. Myślę, że jestem na dobrej drodze i choć rzadko odpisujecie, takie wylanie swoich odczuć tutaj też mi coś daje. Piszcie czasem, te różnorodne opinie i kopy w tyłek są mi na razie potrzebne sad choć mam swój rozum (nie pozwolę sobie w to zwątpić), to jednak obiektywne opinie też dodają otuchy w tym trudnym czasie. Wiem, że postapilam zle, ale chyba ważna jest świadomość i kroki podjęte w celu naprawy...

Odp: Zdrada i wybaczenie

Czy forum umiera po kilku dniach od założenia tematu? Serio jestem na tyle nudna, że szkoda dalej komentować, czy nikogo tu nie ma? Aktualizacja tematu- jadę do niego w lutym, zdecydował, że chce. Jest dobrze w tej chwili, ale mam obawy, że to nie na stałe. Co myślicie?

60

Odp: Zdrada i wybaczenie

Myślimy to samo, co na początku wątku.
Moim zdaniem nie ma tu już nic do dodania.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

61

Odp: Zdrada i wybaczenie

Nie rozumiem tej sarkastycznej uwagi ?
A czy to forum to piekarnia, żeby w chwilę po zamówieniu wydać Ci świeżo upieczone bułki ?

Może wszystkie osoby, które wypowiadały się w Twoim wątku nie zmieniły zdania i nie mogą napisać Ci nic nowego ?
Ze mną np. tak jest. A że nie widzę większego sensu w pisaniu jednego i tego samego po kilkakroć - to nie wypowiadam się.

Moim zdaniem amplituda huśtawek emocjonalnych w Waszym "związku" jest tak ogromna, że absolutnie nie uda się Wam stworzyć z tego szczęśliwej, satysfakcjonującej relacji.
Przecież Wy co drugie dzień obrzucacie się wyzwiskami, zrywacie kontakt, a Ty piszesz, że tym razem to ostateczny koniec - na zmianę z tym, że wszystko jest super, cud, miód i orzeszki.
Dla mnie to lekko schizofreniczne coś takiego.
Takie gwałtowne i ciągłe, natychmiastowe przejścia od miodu do łajna, sprawiają, że człowieka co najwyżej zemdli porządnie. Nie są zaś żadnym wyznacznikiem dobrego związku.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

62

Odp: Zdrada i wybaczenie

Ależ masz rację- pewnie jeszcze z parędziesiąt razy mu się odwidzi.
No i Cyngli ma rację; opinie będą te same.

Na tym właśnie polega problem z rajem. Nic tak nie przyciąga złego.
,,Na końcu tęczy''

63

Odp: Zdrada i wybaczenie

Ledwie kilka dni temu napisałaś:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Nie wiem kompletnie jak do tego podejść, mam do niego tak w ogóle wykupiony lot, na który raz się cieszy a raz mówi, że nie otworzy mi drzwi...

Po czym 17 stycznia pojawił się wpis:

KasiaKatarzynka89 napisał/a:

Te 2 dni temu napisał mi na do widzenia, ze jestem "dzi*ką, alkoholiczką, psychopatką, idiotką i zerem"...

Dziś z kolei:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Aktualizacja tematu- jadę do niego w lutym, zdecydował, że chce. Jest dobrze w tej chwili, ale mam obawy, że to nie na stałe. Co myślicie?

Naiwnością byłoby zatem twierdzić, że coś się nagle zmieniło i rokuje na zmianę na lepsze. Pomijam przy tym, że wcześniej też raz chciał, a raz twierdził, że nie otworzy drzwi, ale jeśli jednego dnia wyzywa Cię w sposób wyraźnie wskazujący na jego skrajnie negatywny stosunek do Ciebie, w tym zupełny brak szacunku, to fakt, że dziś 'zdecydował, że chce' dla mnie o niczym NIE świadczy, bo przecież jutro, pojutrze prawdopodobnie znów zmieni zdanie.

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Czy forum umiera po kilku dniach od założenia tematu? Serio jestem na tyle nudna, że szkoda dalej komentować, czy nikogo tu nie ma?

Nie będę oryginalna twierdząc, że temat żyje dopóty, dopóki jest o czym dyskutować. Na tę chwilę nic się w zasadzie nie zmieniło.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."
Odp: Zdrada i wybaczenie
Olinka napisał/a:

Ledwie kilka dni temu napisałaś:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Nie wiem kompletnie jak do tego podejść, mam do niego tak w ogóle wykupiony lot, na który raz się cieszy a raz mówi, że nie otworzy mi drzwi...

Po czym 17 stycznia pojawił się wpis:

KasiaKatarzynka89 napisał/a:

Te 2 dni temu napisał mi na do widzenia, ze jestem "dzi*ką, alkoholiczką, psychopatką, idiotką i zerem"...

Dziś z kolei:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Aktualizacja tematu- jadę do niego w lutym, zdecydował, że chce. Jest dobrze w tej chwili, ale mam obawy, że to nie na stałe. Co myślicie?

Naiwnością byłoby zatem twierdzić, że coś się nagle zmieniło i rokuje na zmianę na lepsze. Pomijam przy tym, że wcześniej też raz chciał, a raz twierdził, że nie otworzy drzwi, ale jeśli jednego dnia wyzywa Cię w sposób wyraźnie wskazujący na jego skrajnie negatywny stosunek do Ciebie, w tym zupełny brak szacunku, to fakt, że dziś 'zdecydował, że chce' dla mnie o niczym NIE świadczy, bo przecież jutro, pojutrze prawdopodobnie znów zmieni zdanie.

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Czy forum umiera po kilku dniach od założenia tematu? Serio jestem na tyle nudna, że szkoda dalej komentować, czy nikogo tu nie ma?

Nie będę oryginalna twierdząc, że temat żyje dopóty, dopóki jest o czym dyskutować. Na tę chwilę nic się w zasadzie nie zmieniło.

Macie rację, jednak czytam inne tematy, w których tez nic nowego nie ma do dodania i sa odpowiedzi, wsparcie. Chyba od tego jest forum? Jak człowiek ma żyć, jak ani ze strony przyjaciół nie uzyska wsparcia i rozmowy ani nawet tutaj? Zresztą pozyjemy, zobaczymy, zdam relacje na bieżąco.

65 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-01-22 15:12:58)

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:
Olinka napisał/a:

Ledwie kilka dni temu napisałaś:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Nie wiem kompletnie jak do tego podejść, mam do niego tak w ogóle wykupiony lot, na który raz się cieszy a raz mówi, że nie otworzy mi drzwi...

Po czym 17 stycznia pojawił się wpis:

KasiaKatarzynka89 napisał/a:

Te 2 dni temu napisał mi na do widzenia, ze jestem "dzi*ką, alkoholiczką, psychopatką, idiotką i zerem"...

Dziś z kolei:

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Aktualizacja tematu- jadę do niego w lutym, zdecydował, że chce. Jest dobrze w tej chwili, ale mam obawy, że to nie na stałe. Co myślicie?

Naiwnością byłoby zatem twierdzić, że coś się nagle zmieniło i rokuje na zmianę na lepsze. Pomijam przy tym, że wcześniej też raz chciał, a raz twierdził, że nie otworzy drzwi, ale jeśli jednego dnia wyzywa Cię w sposób wyraźnie wskazujący na jego skrajnie negatywny stosunek do Ciebie, w tym zupełny brak szacunku, to fakt, że dziś 'zdecydował, że chce' dla mnie o niczym NIE świadczy, bo przecież jutro, pojutrze prawdopodobnie znów zmieni zdanie.

KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Czy forum umiera po kilku dniach od założenia tematu? Serio jestem na tyle nudna, że szkoda dalej komentować, czy nikogo tu nie ma?

Nie będę oryginalna twierdząc, że temat żyje dopóty, dopóki jest o czym dyskutować. Na tę chwilę nic się w zasadzie nie zmieniło.

Macie rację, jednak czytam inne tematy, w których tez nic nowego nie ma do dodania i sa odpowiedzi, wsparcie. Chyba od tego jest forum? Jak człowiek ma żyć, jak ani ze strony przyjaciół nie uzyska wsparcia i rozmowy ani nawet tutaj? Zresztą pozyjemy, zobaczymy, zdam relacje na bieżąco.

Mamy wspierać na siłę podejmowanie przez Ciebie złych toksycznych decyzji, których za jakiś czas pożałujesz?

Idź do terapeuty, jeśli potrzebujesz 100% uwagi od obcego człowieka, tu jest forum, a Twój temat tylko jednym z wielu.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

66

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Macie rację, jednak czytam inne tematy, w których tez nic nowego nie ma do dodania i sa odpowiedzi, wsparcie. Chyba od tego jest forum? Jak człowiek ma żyć, jak ani ze strony przyjaciół nie uzyska wsparcia i rozmowy ani nawet tutaj?

Ale jakiego wsparcia oczekujesz? Bo jeśli uważasz, że powinniśmy Cię wspierać w brnięciu w tę toksyczną relację, a wyraźnie taką właśnie decyzję podjęłaś, to przypuszczam, że się przeliczysz.
I jeszcze taka uwaga - wiesz, że szantaże emocjonalne na świadomych tego ludzi nie działają?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

67 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-01-22 18:22:15)

Odp: Zdrada i wybaczenie
Olinka napisał/a:
KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Macie rację, jednak czytam inne tematy, w których tez nic nowego nie ma do dodania i sa odpowiedzi, wsparcie. Chyba od tego jest forum? Jak człowiek ma żyć, jak ani ze strony przyjaciół nie uzyska wsparcia i rozmowy ani nawet tutaj?

Ale jakiego wsparcia oczekujesz? Bo jeśli uważasz, że powinniśmy Cię wspierać w brnięciu w tę toksyczną relację, a przecież wyraźnie taką właśnie decyzję podjęłaś, to przypuszczam, że się przeliczysz.
I jeszcze taka uwaga - wiesz, że szantaże emocjonalne na świadomych tego ludzi nie działają?

Po prostu nigdy nie miałam styczności z tym forum. Kiedyś w innej sprawie pisałam z ludźmi ponad 2 lata. Na innym forum. Codziennie, prawie codziennie. Nie było jadu, wyczerpania tematu. Były super znajomości, które przeszły do świata realnego i prawdziwe wzajemne wsparcie lub kopy w tyłek na zmianę. Czemu nie wróciłam? Tylko dlatego, że forum już nie istnieje. Czy tu również nie możemy stworzyć takiego klimatu? wulgaryzm, opinia, "z was juz nic nie będzie", do odstrzału i następny? No bez jaj. Każda sytuacja jest inna, każdy potrzebuje mniej lub więcej uwagi. Na terapię chodzę, ale pomiędzy spotkaniami chcialabym rozmawiać tutaj. Za dużo wymagam, nawet od Was, tak?

68

Odp: Zdrada i wybaczenie

Kasiu, jeśli mogę dać Ci radę - przestań robić emocjonalną jazdę użytkownikom tego forum, tylko i wyłącznie dlatego, że wydaje Ci się, że Twój wątek jest zbyt rzadko komentowany i zbyt rzadko odwiedzany.
Uwierz, że w ten sposób nie zaskarbisz sobie ani sympatii, ani nie nawiążesz nowych znajomości.
Wypowiadanie się na naszym forum jest dobrowolne, co oznacza, że wszyscy piszą wtedy, kiedy chcą i kiedy mają coś do powiedzenia.
Jeśli pragniesz rozmawiać nie tylko o swoim związku, i zależy Ci na luźniejszej atmosferze - zachęcam Cię do przyłączenia się do którejś z netkafejek, których mamy naprawdę sporo.
Zawsze możesz założyć również własną.

W kwestii Twojego "związku" - nie wiem jak inni forumowicze - ale ja osobiście naprawdę nie mogę napisać nic nowego.
Dla mnie Wasza relacja jest bez szans na jakiekolwiek wspólne, szczęśliwe życie, o ile pozostaniecie przy dotychczasowych schematach kontaktu.
A że przy nich pozostajecie, to widać jak na dłoni. Obstawiam, że o ile polecisz do niego, to po 2 dniach albo będziesz wracać z płaczem, albo pisać, że Cię wyzywa, ubliża Ci i że Cię wygania.

Nie mam zamiaru dawać Ci takich rad, które są sprzeczne z moją opinią, tylko dlatego, że Ty takich oczekujesz.

I naprawdę daruj sobie ironię w stylu, że za dużo wymagasz nawet od nas.
A co to ma niby znaczyć ? Że użytkownicy tutaj to emocjonalne półgłówki ? Bo nie piszą Ci, że wszystko między Wami będzie cudownie ?
I że będziecie wspólnie hodowali stada jednorożców pierdzących gazem rozweselającym ?
Pisanie do innych per "nawet Wy" - w kontekście negatywnym, jest naprawdę baaaardzo słabe.
Nie obrażaj w ten sposób forumowiczów proszę.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.
Odp: Zdrada i wybaczenie
IsaBella77 napisał/a:

Kasiu, jeśli mogę dać Ci radę - przestań robić emocjonalną jazdę użytkownikom tego forum, tylko i wyłącznie dlatego, że wydaje Ci się, że Twój wątek jest zbyt rzadko komentowany i zbyt rzadko odwiedzany.
Uwierz, że w ten sposób nie zaskarbisz sobie ani sympatii, ani nie nawiążesz nowych znajomości.
Wypowiadanie się na naszym forum jest dobrowolne, co oznacza, że wszyscy piszą wtedy, kiedy chcą i kiedy mają coś do powiedzenia.
Jeśli pragniesz rozmawiać nie tylko o swoim związku, i zależy Ci na luźniejszej atmosferze - zachęcam Cię do przyłączenia się do którejś z netkafejek, których mamy naprawdę sporo.
Zawsze możesz założyć również własną.

W kwestii Twojego "związku" - nie wiem jak inni forumowicze - ale ja osobiście naprawdę nie mogę napisać nic nowego.
Dla mnie Wasza relacja jest bez szans na jakiekolwiek wspólne, szczęśliwe życie, o ile pozostaniecie przy dotychczasowych schematach kontaktu.
A że przy nich pozostajecie, to widać jak na dłoni. Obstawiam, że o ile polecisz do niego, to po 2 dniach albo będziesz wracać z płaczem, albo pisać, że Cię wyzywa, ubliża Ci i że Cię wygania.

Nie mam zamiaru dawać Ci takich rad, które są sprzeczne z moją opinią, tylko dlatego, że Ty takich oczekujesz.

I naprawdę daruj sobie ironię w stylu, że za dużo wymagasz nawet od nas.
A co to ma niby znaczyć ? Że użytkownicy tutaj to emocjonalne półgłówki ? Bo nie piszą Ci, że wszystko między Wami będzie cudownie ?
I że będziecie wspólnie hodowali stada jednorożców pierdzących gazem rozweselającym ?
Pisanie do innych per "nawet Wy" - w kontekście negatywnym, jest naprawdę baaaardzo słabe.
Nie obrażaj w ten sposób forumowiczów proszę.

Dobrze, postaram się. Na razie kiedy miał kolejne załamanie, udalo mi sie nie wybuchnac i sytuacja opanowana. Ale nie, nie wyzywal mnie. Beczal, ze sie zaraz zrzuci z wiaduktu po drodze do domu...nigdy takich tekstów nie rzucał, kocham go, nawalilam i chcę pomóc. Jestem mu to winna. A co dalej...okaze sie. Po prostu wiem, ze jak nie spróbuję, to tego właśnie bede zalowala. A wole zalowac proby niz jej braku. Ze swojej strony zrobie wszystko, by go nie wkurzac, nie prowokowac i być wsparciem. Jesli mimo to sie nie uda, wtedy odejdę. Ale muszę mieć pewnosc, ze sięgnęłam po wszystkie środki.

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Na razie kiedy miał kolejne załamanie, udalo mi sie nie wybuchnac i sytuacja opanowana. Ale nie, nie wyzywal mnie. Beczal, ze sie zaraz zrzuci z wiaduktu po drodze do domu...nigdy takich tekstów nie rzucał, kocham go, nawalilam i chcę pomóc. Jestem mu to winna. A co dalej...okaze sie. Po prostu wiem, ze jak nie spróbuję, to tego właśnie bede zalowala. A wole zalowac proby niz jej braku. Ze swojej strony zrobie wszystko, by go nie wkurzac, nie prowokowac i być wsparciem. Jesli mimo to sie nie uda, wtedy odejdę. Ale muszę mieć pewnosc, ze sięgnęłam po wszystkie środki.

Chcesz być jego terapeutą, gdy tymczasem on robi z Ciebie worek treningowy. Ile jeszcze?
W imię "miłości" będziesz chodziła na paluszkach, by Pan i Władca nie miał pretekstu do wybuchów złości.
Nie jesteś mu nic winna. Zrozum to w końcu, że on Cię nie kocha. Upokarza Cię, obraża, wyżywa na Tobie, to Twoim zdaniem jest miłość?
Jeśli sama chodzisz na terapię, mam nadzieję, że mówisz o tym wszystkim terapeucie.

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

71

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Dobrze, postaram się. Na razie kiedy miał kolejne załamanie, udalo mi sie nie wybuchnac i sytuacja opanowana. Ale nie, nie wyzywal mnie. Beczal, ze sie zaraz zrzuci z wiaduktu po drodze do domu...nigdy takich tekstów nie rzucał, kocham go, nawalilam i chcę pomóc. Jestem mu to winna. A co dalej...okaze sie. Po prostu wiem, ze jak nie spróbuję, to tego właśnie bede zalowala. A wole zalowac proby niz jej braku. Ze swojej strony zrobie wszystko, by go nie wkurzac, nie prowokowac i być wsparciem. Jesli mimo to sie nie uda, wtedy odejdę. Ale muszę mieć pewnosc, ze sięgnęłam po wszystkie środki.

Z tego co napisałaś, wyciągam wniosek taki, że w Waszej relacji absolutnie nic się nie zmieniło. Amplituda łajno --> miód działa ciągle z takim samym natężeniem.
Jeden dzień miód, następnego już lądujesz twarzą w  g**nie sad
Jeszcze jedno przyszło mi do głowy .... z powodu Twoich zdrad on chce skakać z mostu ?
Z co z jego zdradami ?
Jeśli tak strasznie załamują go zdrady, to powinien skakać z mostu również ze swojego powodu.
Jeżeli jednak on brzydzi się wyłącznie Twoimi zdradami, to oznacza, że kompletnie nic się w Waszej relacji nie zmieni. Ty pozostaniesz jedyną winną, której głowę on będzie wpychał w łajno, regularnie co drugi dzień.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

72 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-01-24 19:18:06)

Odp: Zdrada i wybaczenie

Kasiu, to może ja do ciebie napiszę.
Zamotalas się strasznie i co najgorsze tak się szarpuesz, że coraz ciaśniej oplatujesz te sieć wokół siebie.
Pochodzisz z patologii i niestety mści się to teraz na tobie. Nikt nie nauczył cię normalnych reakcji, normalnych zachowań w sytuacjach trudnych. Cały czas jedziesz tylko na emocjach u to tych skrajnych, a przecież oprócz emocji człowiek ma też rozum, z którego powinien korzystać albo, jak w twoim przypadku, nauczyć się korzystać
Z jednej strony jesteś ogarnięta, zaradna i pracowita, prowadzisz firmę, wiesz jak utrzymać tę firmę by nie stracić klientów, potrafisz wszędzie się obrócić, bo życiowa z ciebie kobieta.
Z drugiej jednak strony, gdy przychodzi do spraw uczuciowych, relacji z facetami, czyli tam, gdzie rządzi serce, ty kompletnie tracisz rozum. Wpadasz przez to w kłopotu i szarpiesz się potem jak pchła na grzebieniu.
Z tego związku nic już nie będzie, bo czasu nie cofniesz i niczego już nie zmienisz. Ty zdradziłaś, on zdradził i cóż? Nie ma dla was przyszlosci.
Urywam teraz ten post, bo nie mam czasu. Napiszę później.


Piszę zgodnie z obietnicą.
Wyobraź sobie, że jakimś cudem wracacie do siebie i pomysl logicznie, jak długo byłby spokój?
Przecież ten facet zadreczylby cię ciągłymi podejrzeniami i non stop miałby wątpliwości czy dobrze zrobił wracając do ciebie.
Mało który facet jest w stanie wrócić do kobiety, jak gdyby nigdy nic wiedząc, że ta go zdradzała, no chyba że są dzieci albo zdrada ma jakiś inny wymiar, choć dla mnie zdrada to zdrada, no ale jest jednak pewna różnica. Ty puscilas się kilka razy i to z przypadkowymi, więc sorry ale mądra to ty nie jesteś. Obojętne jakie miałaś intencje puszczając się nie zmienia to faktu, że nie obrzydaly cię obce chłopy, które mogły być zasyfione, nie wiadomo na co chore.
Co trzeba mieć w głowie, żeby dopuścić do siebie byle kogo.
Nic dziwnego, że facet ciebie nie chce.

Dalej- posunelas się do takiego upodlenia, że potrafiłaś zawieźć tego faceta do burdelu, by ulżył sobie z prostytutka, a potem oboje plakaliscie.
No ludzie drodzy.
I ty po czymś takim chcesz, żeby ten facet cię poważał?
Jesteś patologia. Sorry ale tak cię odbieram i ten facet też nie jest na poziomie.
Nie jedź do niego w lutym, bo rzeczywiście może spotkać cię afront, bo on nawet drzwi ci nie otworzy, a nawet jeśli, to co zawojujesz?
Znowu będziesz go błagać?
Znowu przepraszać?
Przecież on doskonale wie o tym, że tobie na nim zależy i że żałujesz tego, co się stało, ale to jeszcze nie jest dla niego powód, by przyjmować cię z powrotem.

Nawet jeśli on ciągle coś do ciebie czuje, to nawet to nie jest powodem do tego, by przyjac cię z powrotem.

Przestań narzucać się temu człowiekowi i zacznij żyć swoim życiem.
Dobrze że chodzisz do psychologa, bo niestety patologia odbiła na tobie piętno, no wyrwij się z patologii i postaraj się być kobietą z klasą.
To tyle.

Odp: Zdrada i wybaczenie

Nie ukrywam, ze zabolały mnie slowa o patologii, ale przemyslalam sprawe i dochodze do wniosku, ze patologia to nie tylko brudny menel i zasmarkane zaniedbane dzieci pośród smrodu i skaczacych pchel. Moja rodzina choc ma problemy, nalezy do inteligentnych osób, zawsze byl w domu porządek a ojciec nawet jak pil, nie rozrabial, nie wyzywal. Pil sam, z kolega, zaszywal sie gdzies i nie wchodzil nikomu w drogę. Z mama jest gorzej, ale tez bez przesady. Po co sie tłumaczę...bo chce, zebyscie mieli lepszy obraz mojej sytuacji, u nas jest patologia emocjonalna, tak bym to nazwala - byc może Wam tez o to chodzilo.

A wracając do tematu. Bopotrzebuje takiej realnej oceny. Czy uwazacie, ze zasluzylam na takie traktowanie? Ja wiem, ze zrobilam bardzo zle. Chce sprostować 1 rzecz- bo chyba błędnie mnie zrozumieliście. Nie "puscilam sie" kilka razy, to byl jeden jedyny raz, gdzie pomieszalam alkohol z lekami na uspokojenie i facet troche wykorzystal sytuacje, no gwaltem tego nie nazwe, ale ja bylam kompletnym workiem, nie wiedzialam co sie dzieje, mam pewne przeswity i obrazy, ale czulam sie tak splatana, ze nie moglam racjonalnie pomyslec i zareagowac... Dobrze, ze znajoma weszla, bo mogłoby sie to zle skończyć. Plakalam jej potem pol nocy podobno a rano nic nie pamietalam i ta opowieść byla dla mnie szokiem. Przeżyłam to jakby po raz drugi, dziewczyny musialy mnie trzymac i uspokajac. Tamte inne sytuacje to byly tylko pocałunki i dotyk (tak, wiem, to też zdrada), natomiast 1sza sytuacja miala miejsce z dawnym kolegą. Nie szlam na to spotkanie z nastawieniem zdrady. Szlam pogadać, na piwko, gora trzy. Oczywiście zalatwilam się na amen w pacierzu i kumpel zaczął mnie podrywac. Imponowalo mi to. Nie usprawiedliwiam się, ale gdyby miedzy mna a ukochanym było dobrze, zgasilabym te konskie zaloty. Jednak od dluzszego czasu jakos tak czulam, ze partner mnie zaniedbal. Wiem, zr bardzo go caly nasz związek absorbowalam soba, jestem meczacym typem człowieka oczekujacym 100% uwagi, zdaje sobie sprawę. Mialam badania psychologiczne i ustalono, ze mam zaburzenia osobowości - chwiejna emocjonalnie, typ impulsywny. Polega to na kierowaniu się sprzecznymi emocjami i słabszej umiejętności przewidywania konsekwencji plus destrukcyjne czyny (przedawkowywanie lekow, samookaleczenia, picie). Ale naprawdę odkad chodze na terapie, zaczelam panowac nad soba i bede tam chodzic dopóki nie zakoduje sobie na stale pewnych reakcji. Wracając... Kolega dal mi uwage i konplementy, których nie dostalam od dawna od faceta. Nie zsduzulam sie w nim, ale wszedl pewien rodzaj zauroczenia, bo lubiłam spedzac z nim czas oprócz fizycznosci (chociaż finalnie do seksu miedzy nami nie doszlo i cale szczęście). Kontakt urwany. Zgubilam wtedy portfel ze wszystkimi dokumentami, pamietam, ze wyrabialam od nowa dowod, dzwonilam po pubach czy ktoś go nie znalazl...zachowałam sie fatalnie. Bardzo chcialam mu o tym powiedzieć, ale balam sie. Nawet na ostatnim spotkaniu rozwazalismy z kumplem przyznanie sie swoim partnerom, ale uznalismy, ze to byl obustronny błąd i nie ma co rozwalac zwiazkow tylko zapomniec o sobie i o sprawie. Potem było lepiej miedzy nami, ale on tam sam, w obcym kraju, ciagle przeprowadzki, bo zle trafial z mieszkaniem, problemy w pracy, samotnosc, zdala od rodziny... Zaczal byc dla mnie oschly i nie poświęcał czasu. Dzwonił co prawda czesto, ale te rozmowy były krotkie, płytkie i juz zaczelam bac sie mowic o uczuciach, bo nic to nie dawalo a tylko rodzilo niepotrzebne sprzeczki i slyszalam, ze "męczę go". I na wyjezdzie coś pękło w listopadzie. Tak naprawdę zaden facet nie krecil mnie jak ukochany, ale poczulam sie tak beznadziejnie z ta sytuacja, ze wyszlo jak wyszlo. Jasne, nikt mnie siła nie zmusil do kolejnej zdrady. Jednak nie umiałam juz sobie poradzic z tym, jak zle sie czuje i troche jakbym w duchu chciala zrobic mu na zlosc a troche poczuć się dowartosciowana...sana nie wiem. I kolezanki, zle duchy, podpowiadajace, żebym skorzystała z okazji, jak facet mnie zle traktuje. Myslalam o rozstaniu, ale nie umialam tego zrobic. Myslalam, ze te czyny mi pomogą. Tymczasem poczulam sie po nich jeszcze gorzej choc zgrywalam przed kolezankami zadowolona. I dotarlo do mnie, ze nadal swojego faceta kocham i ze glownie ja sie przyczynilam do rozpadu. Bo wspomne Wam, że przez pierwsze lata naprawde dalam mu popalic. Ile razy nosil mnie pijana na ramieniu z imprezy, wyzywalam go, dostal w pysk nie raz za nic, udawalam, ze mam atak serca i przyjechało pogotowie, no pełno manipulacji w tym związku robilam. Zawsze dla wiekszej uwagi albo gdy nie wiedzialam jak przeforsowac swoje zdanie. Nie mowie, ze on byl święty, sle każdy mowil, ze jest dla mnie zbyt cierpliwy i nawet rodzina widziala, ze traktuje powaznie nasz związek. Pomocny, zaradny, kulturalny... To ja doprowadzilam do tego stanu rzeczy... Zawsze mi cos nie pasowalo a jak to dostawalam, nie pasowalo mi cos innego albo zmienialam zdanie. Lubiłam desperackie udowadnianie miłości i mialam cale zycie okropny lęk przed odrzuceniem, nie wiem skąd.  Paradoksalnie sama do tego odrzucenia doprowadzalam, bo usilnie chcialam sobie udowodnic, ze mogę wszystko a on i tak ze mna będzie. Wiem, to chore, chce sie z tym raz na zawsze rozprawić.

On natomiast ma problem z nadmiernym unoszeniem sie. Kiedys trzymal to na wodzy, ale każdy z czasem traci nerwy, tym bardziej, ze zycie również go nie rozpiescilo. Nie proszę Was o poprowadzenie mnie za reke w decyzji, ale o czystą obiektywną ocenę... Czy on ma prawo tak sie wobec mnie teraz zachowywać? Bo czuje, ze ma i choc boli mnie to, gdzies w głębi serca to rozumiem. Z 1 str kocha i trudno mu urwać to wszystko, z 2 stracil do mnie szacunek. Polecę w lutym, bo mamy porozmawiać o tym wszystkim i wreszcie mieć na to czas. Uwazam, ze nalezy sie nam to, 10 dni tylko dla nas... I albo w prawo albo w lewo. Nawet jesli faktycznie nie wyjdzie...chyba będzie mi łatwiej to zamknąć po tej próbie. Liczę jednak w głębi serca, że kiedyś nasze drogi znow sie zejda, bo zanim zaczelam odwalac, byl naprawde cudownym człowiekiem i przy nikim wcześniej nie czulam sie tak stabilnie i dobrze... sad

74

Odp: Zdrada i wybaczenie

Usprawiedliwianie zdrady to już chyba norma, chciałaś i to zrobiłaś. Nikt Cię do tego nie zmusił, wiedziałaś jakie mogą być tego konsekwencje, jednak to zrobiłaś. Dodatkowo nie był to jeden wyskok po pijaku (serio, alkohol nie jest usprawiedliwieniem), a kilka... Jeszcze to że zgodziłaś się na jego zdradę i nawet go popchnęłaś do tego kroku znaczy że tak naprawdę wiele dla Ciebie nie znaczył. On może próbował jakoś się ustabilizować jednak zbyt mocno go to wszystko przytłoczyło. Najlepiej będzie uciąć całkowicie kontakt i zapomnieć, innego wyjścia nie ma. Żeby się udało to wszystko naprawić to trzeba poświęcić sporo czasu i chęci (nie tylko Twoich), a i tutaj nikt nie gwarantuje że się uda. W tym przypadku faceta bardziej to wszystko boli niż Ciebie gdyż to Ty doprowadziłaś do rozpadu związku, a nie on. On się o wszystkim dowiedział, spadło to na niego w jednym momencie, dodatkowo od kogoś "przypadkowego", a nie od kobiety którą kochał.

Odp: Zdrada i wybaczenie
TypowyCharlie napisał/a:

Usprawiedliwianie zdrady to już chyba norma, chciałaś i to zrobiłaś. Nikt Cię do tego nie zmusił, wiedziałaś jakie mogą być tego konsekwencje, jednak to zrobiłaś. Dodatkowo nie był to jeden wyskok po pijaku (serio, alkohol nie jest usprawiedliwieniem), a kilka... Jeszcze to że zgodziłaś się na jego zdradę i nawet go popchnęłaś do tego kroku znaczy że tak naprawdę wiele dla Ciebie nie znaczył. On może próbował jakoś się ustabilizować jednak zbyt mocno go to wszystko przytłoczyło. Najlepiej będzie uciąć całkowicie kontakt i zapomnieć, innego wyjścia nie ma. Żeby się udało to wszystko naprawić to trzeba poświęcić sporo czasu i chęci (nie tylko Twoich), a i tutaj nikt nie gwarantuje że się uda. W tym przypadku faceta bardziej to wszystko boli niż Ciebie gdyż to Ty doprowadziłaś do rozpadu związku, a nie on. On się o wszystkim dowiedział, spadło to na niego w jednym momencie, dodatkowo od kogoś "przypadkowego", a nie od kobiety którą kochał.

Mówisz, że na naprawe trzeba duzo czasu. A sadzisz, ze jak naprawdę terapia sie powiedzie i wroci w czerwcu do kraju to będzie wieksza szansa na sukces? Minie troche czasu, zatra sie zle wspomnienia...i bedzie lepsza wersja mnie. Nie wydaje mi sie, aby w pol roku przestał mnie kochac. To uczuciowy facet.

76

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:
TypowyCharlie napisał/a:

Usprawiedliwianie zdrady to już chyba norma, chciałaś i to zrobiłaś. Nikt Cię do tego nie zmusił, wiedziałaś jakie mogą być tego konsekwencje, jednak to zrobiłaś. Dodatkowo nie był to jeden wyskok po pijaku (serio, alkohol nie jest usprawiedliwieniem), a kilka... Jeszcze to że zgodziłaś się na jego zdradę i nawet go popchnęłaś do tego kroku znaczy że tak naprawdę wiele dla Ciebie nie znaczył. On może próbował jakoś się ustabilizować jednak zbyt mocno go to wszystko przytłoczyło. Najlepiej będzie uciąć całkowicie kontakt i zapomnieć, innego wyjścia nie ma. Żeby się udało to wszystko naprawić to trzeba poświęcić sporo czasu i chęci (nie tylko Twoich), a i tutaj nikt nie gwarantuje że się uda. W tym przypadku faceta bardziej to wszystko boli niż Ciebie gdyż to Ty doprowadziłaś do rozpadu związku, a nie on. On się o wszystkim dowiedział, spadło to na niego w jednym momencie, dodatkowo od kogoś "przypadkowego", a nie od kobiety którą kochał.

Mówisz, że na naprawe trzeba duzo czasu. A sadzisz, ze jak naprawdę terapia sie powiedzie i wroci w czerwcu do kraju to będzie wieksza szansa na sukces? Minie troche czasu, zatra sie zle wspomnienia...i bedzie lepsza wersja mnie. Nie wydaje mi sie, aby w pol roku przestał mnie kochac. To uczuciowy facet.

Złe wspomnienia zawsze będą powracać, przy kłótni itp. On może nie przestał Cię kochać, jednak mi się wydaje że z Twojej strony to jedynie zostało przywiązanie i nic więcej. Im rzadziej się widujecie tym bardziej się od siebie odsuwacie, pewna osoba trafnie zauważyła że związki na odległość nie mają porządnego podłoża i szybko się rozwalają.

Posty [ 39 do 76 z 82 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018