Wyprowadziłam się, mimo że kocham.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 62 z 62 ]

39

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Złóż wniosek o alimenty i zawalcz o swój finansowy wkład w budowę domu - BO JEDNO I DRUGIE CI SIĘ NALEŻY, a szybko ci przejdzie.

Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Autorko, jak najbardziej należy Ci się zwrot nakładów dokonanych na budowę tego domu ...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.
Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
IsaBella77 napisał/a:

Autorko, jak najbardziej należy Ci się zwrot nakładów dokonanych na budowę tego domu ...

Tylko musi mieć to udokumentowane. Fv, świadków, zdjęcia, przelewy.
Mało tego, aby sąd przyjął pozew, powód musi zapłacić określony procent od wartości o jakiej zwrot się ubiega. Samemu jest z tym ciężko, więc warto zatrudnić adwokata, który też nie bierze mało.
Droga ciężka i długa, podobno do wygrania. Ja stanęłam na początku.

Przede wszystkim alimenty i terapia.

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

42

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
Pokręcona Owieczka napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Autorko, jak najbardziej należy Ci się zwrot nakładów dokonanych na budowę tego domu ...

Tylko musi mieć to udokumentowane. Fv, świadków, zdjęcia, przelewy.
Mało tego, aby sąd przyjął pozew, powód musi zapłacić określony procent od wartości o jakiej zwrot się ubiega. Samemu jest z tym ciężko, więc warto zatrudnić adwokata, który też nie bierze mało.
Droga ciężka i długa, podobno do wygrania. Ja stanęłam na początku.

Przede wszystkim alimenty i terapia.

U nas to był kredyt, więc dokumentem będa raty płacone od lat z naszego wspólnego konta.

43

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:
exshop napisał/a:

Hej czytając to co napisałaś o waszych relacjach to tak jakbym czytała o sobie . 15 lat razem 12 latania córka.  Od 5 lat masakra . Mój mąż nie włożył sobie zatyczek do uszu ale tak to wygląda jakby je miał. Już raz się rozstalismy obiecał poprawę niestety nic się nie zmieniło.  Mieszkamy w moim mieszkaniu mój mąż nie ma nic swojego cała wypłatę przepieprza na swoje przyjemności. Nie łączy nas ostatnio nic. Ja siedzę na telefonie on na telefonie zero rozmów uczuc . Nic oprócz pretensji...  Od roku był temat zmiany mieszkania na dom miał odkładać pieniądze miał coś dac w końcu od siebie . Domy byliśmy oglądać 8 stycznia miałam podpisać umowę o kupno domu do którego brakuje naprawdę nie wiele . Ale co się okazało on nie ma nic. 2 dni temu mega awantura . Ostentacyjnie się spakował i się wyprowadził.  Czeka aż to przeprosze i pozwolę by to wszystko tak wyglądało dalej... jest mi ciężko ..tyle lat razem.. Ale czytając podobne historie myśląc za czym ja tęsknię wiem że muszę to przetrwać.  Wiem że wystarczy moje słowo i on wróci .. Ale po Co? Co to za życie?myślę że coś jeszcze mi sie od życia należy tylko nie z nim. Polecam ci skonatowac sie z innym prawnikiem . To z ziemia nie jest twoja nie znaczy że nie masz.praw do domu wszystko co kupione w trakcie małżeństwa jest wspólne chyba że macie rozdzielnosc majątkowa i każdy zakup na oddzielną osobę
Też od 2 dni siedzę analizuje rozpamietuje A potem się pukam po głowie.  Co niby się wielce zmieni na moja niekorzyść... Nic...nadal byśmy się wykanczali nadal było by jak jest . A tak jest nadzieja na lepsze jutro

Myślisz racjonalnie, nic już nie stracisz, możesz jedynie zyskać na rozstaniu. Ja niby też to wiem ale od rana mam takiego doła że rozkleiłam się kompletnie sad


Trudno się dziwić . Ja niby wiem że już nic nie tracę że w sumie zmienia się tylko to że nie ma jego rzeczy A zanim zasnę leżę i ryczę. Ale to chyba normalne.  W końcu tyle.lat razem tyle wspomnień i dobrych i złych planów .. marzeń A najbardziej boli to że ktoś kto był najbliższy nie zrobił dla mnie nic ..

44

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Niestety, ale dobrze zrobiłaś. Po pierwsze Twój mężczyzna nie szanuje Twoich obaw, zmartwień ani cierpienia.  Możesz powtarzać mu przez kilka lat o co go prosisz, co Cie boli, a nawet jeśli się coš zmienia to tylko na chwilę. To oznacza, że nie traktuje Twoich uczuć poważnie. Nie martwi się o to, że czujesz się fatalnie tylko mówi, że masz wracać do domu i kropka. Powinien uszanować Twoja decyzje i wspierać Cię jeśli Cię kocha i chce abyś do niego wróciła. Wrócisz, ale będziesz tego za jakiś czas BARDZO żałować i znowu odejdziesz lub On to zrobi. Krzyczałaś na niego i wymagałaś, bo byłaś bezradna i zawiedziona, a to zamiast do niego dotrzeć odsunęło go tylko od Ciebie co oznacza, że w przyszłości gdy pojawi Ci się słabszy czas ponownie nie okaże empatii a będzie Ci wyrzucał, że masz problem ze soba. Nie daj sobie wmówić, że TYLKO TY potrzebujesz terapii, bo to w ZWIAZKU Z NIM pojawiły się te problemy więc to WASZ ZWIAZEK potrzebuje terapii. Jednak to nie oznacze, ze nie byloby warto zainwestowac pieniedzy też w samodzielna terapie, ktora moglaby Ci uswiadomić, ze jestes silna kobieta, ze staralas sie utrzymac to wszystko wylacznie na swoich barkach, ale zabrakło pomocy Z JEGO STRONY. Powinnas isc na terapie zeby uzmyslowic sobie ze w tej relacji czujesz ze musisz wszystko ratowac a On nie jest partnerem, ktory ruszy Ci na pomoc gdy bedziesz tego potrzebowac. Na Twoja corke, podswiadomie wplywa obraz waszego zwiazku od kilku lat, widzi ze cierpisz choc uzmyslowi to sobie jak bedzie starsza. Musisz zaczac wpajac jej priorytety zdrowego zwiazku, w ktorym nie trzeba domagac sie milosci od mezczyzny, tylko takiego ktory sam z checia ja ofiarowywuje. Wolisz meczyc sie z nim wiele lat czy pomeczyc sie sama przez jakis czas i na nowo byc promienna? To bedzie trudne, ale zrobilas juz pierwszy krok i musisz byc konsekwentna, jesli jednak chcesz z nim zostac MUSI CI POKAZAC ZE ROZUMIE CO ROBIL ZLE I CO POWINIEN ZMIENIĆ. Ze nie wrocisz do niego na jego warunkach, bo zyjesz na nich juz wiele lat, ze chcesz wrocic teraz na swoich warunkach, ktore przeciez DADZA WAM SZCZESCIE I SA FAIR. To nie sa jakies warunki z kosmosu tylko rakie, ktore pozwola wam zbydowac zdrowa relacje.

zawiedziona01 napisał/a:

Witam wszystkich, czytam to forum od jakiegoś czasu, analizuję, próbuję Wasze historie odnieść do swojej.... Postanowiłam napisać tutaj, może zdołam się pozbierać.... Historia będzie nieco długa.
Jesteśmy ze sobą 16 lat, 8 lat po ślubie. Związek myślałam, że idealny, ale teraz po latach gdy sobie przypominam naszą historię, to bardzo krótko czułam się naprawdę ważna i kochana. Między nami jest naprawdę źle od 8 lat, od kiedy urodziła się córka. Dziecko nieplanowane ale chciane. Mąż bardzo się ucieszył na wiadomość o ciąży. Po porodzie był dwa tygodnie na urlopie, bardzo mi wtedy pomagał. Po urlopie włożył stopery do uszu i tak mu zostało do dzisiaj.... Śpi w stoperach. Powiedział, że on musi się wysypiać. Nigdy, nawet jeden raz nie wstał do dziecka w nocy, nie udało mi się z nim ustalić żebym mogła się wyspać chociaż jedną noc w miesiącu, np w weekend (mała budziła się co 3 godziny przez wiele wiele miesięcy, do dzisiaj nie przespała w całości nawet jednej nocy, a ja razem z nią). Popełniliśmy ten błąd, że kilka miesięcy po porodzie postanowiliśmy zbudować dom, więc zaczęło się spędzanie każdej wolnej chwili i zarywanie nocy przez męża przy laptopie - sam projektował dom i sam czytał o różnych technologiach, wybierał firmę itd.... Nas jakby nie było. Nie mam o to żalu, bo rozumiem, że to był bardzo trudny czas. Mąż wracał z pracy i siadał do swoich zajęć lub jechał na budowę, a ja ciągle robiłam mu awantury, krzyczałam, że mam dość takiego życia, że jestem ciągle sama itd. Do tego miałam depresję poporodową, która nie była leczona, miałam myśli samobójcze. Mąż nie wspierał, ale ja jego też nie... Przeprowadziliśmy się do domu, gdy mała miała 2,5 roku. I wtedy powiedział mi ze nic do mnie nie czuje, jest wypalony, NIC. Przez rok mijaliśmy się, żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie, dziecka nie zauważał, traktował ją jak powietrze, zresztą przez te 2,5 roku był z nią może dwa razy na spacerze.... Po roku mijania się oswiadczył ze chce sie rozwieść, kazal mi sie wyprowadzić. Przeprowadziłam się do rodziców. Po 1,5 tygodnia przyjechał i prosił żebym wróciła. Wróciłam - niestety, nie postawiłam żadnych  warunków.... Żadnych zmian itd. Mąż praktycznie nigdy nie pomagał mi w domu, dzieckiem  też się nie zajmował. Zaczął spędzać z małą czas chyba dopiero jak poszła do pierwszej klasy. Przez pierwsze dwa miesiące szkoły nie wiedział, gdzie jest szkoła. Nigdy nie zawiózł jej ani nie odebrał. Lekarz, zebrania, dentysta, psycholog, to wszystko jest na mojej głowie, on zawsze tlumaczy sie brakiem czasu. Praktycznie od urodzenia córki, od kiedy zaczęły się miedzy nami kłótnie nie ma bliskości, czułości, wspólnie spędzanego czasu, prarktycznie nic. W weekendy on zajmuje sie swoimi sprawami, ma swoje hobby, czasem raz w miesiącu łaskawie spędził z nami weekend. Od kilku lat mówiłam że jest źle, że jestem nieszczesliwa, żebysmy coś z tym zrobili, żebyśmy poszli na terapię. On uważa ze terapia jest potrzebna ale nie nam tylko mnie, że problem jest w mojej głowie, że jego brak czasu nie jest zależny od niego, po prostu siła wyższa. Dodatkowo jeszcze zaczęłam z nim rozmawiać o naszej sytuacji majątkowej - dom zbudowalismy za wspolnie wzięty kredyt, który razem spłacamy od 8 lat, ale na jego działce. Nie miałam pojęcie podpisując ten kredyt, że nie będę miała żadnych praw do budynku, dowiedziałam sie o tym kilka lat temu, gdy kazal mi sie wyprowadzic i poszlam wtedy do prawnika z pytaniem co ja mam robić. Mój mąż niezle zarabia, ale bardzo duzo wydaje, praktycznie całą pensję. Ja zarabiam mniej więcej podobnie, czasami więcej niż on. Poruszyłam kwestię własności, powiedzialam ze skoro razem go splacamy to proszę zeby dopisal mnie do dzialki, bo nie chce byc lokatorem we wlasnym domu, chcę byc na równych prawach. Zaproponowałam, że mogę od niego kupić część działki, jeśli ma problem z uwspólnieniem. Absolutnie nie chce o tym słyszeć, powiedział żebym zapomniała, że będę miała prawo własności. No, może za 10 lat to zrobi, tak powiedzial. Ale nie teraz. Wziął kredyt na motocykl, na który nie wyraziłam zgody, teraz spłacamy go wspólnie bo będąc żoną jego długi ciążą też na mnie. Rok temu założyłam oddzielne konto, bo miałam dość wiecznego braku pieniedzy. Swoja pensje przelewam na oddzielne konto, daję mu na wspólne wydatki. Po moich bezskutecznych prośbach o zmiany w naszym związku straciłam do niego serce, przestałam mieć ochotę na seks. Nie kochaliśmy się prawie rok. Śpię właściwie od porodu z córką, żeby nie wybudzała mnie kilka razy w ciągu nocy. Gdy prosiłam go żebyśmy cos z tym zrobili, żebysmy poswiecili kilka czy kilkanascie nocy zeby odprowadzac ją do łóżka i wreszcie zaczeli spac jak mąż i żona, odparł, że skoro ją tak nauczyłam, to teraz mam sobie radzić sama. Groziłam że jesli nic sie nie zmieni, wyprowadzę się. Zrobiłam to dwa miesiące temu... Zabrałam córkę i wynajęłam mieszkanie. Następnego dnia on przyjechał i powiedzial - w tym tygodniu widze cie z powrotem w domu. Żadnych rozmów, żadnych obietnic zmian, nic... Nie wróciłam. Pierwszy miesiąc był cholernie trudny, płakałam codziennie. Kocham go i wiem, że gdyby  tylko on pokazał że chce coś zmienić, że mu zależy, że on mnie kocha - wróciłabym bez wahania. Rozmawialiśmy kilka razy w tym czasie - powiedzialam ze oprocz zmian miedzy nami, moim warunkiem powrotu jest uwspólnienie domu i terapia małżeńska. Wytłumaczyłam mu że nie chcę pracować na coś co nie jest moje. Nie zgodził się. Doszedł do wniosku ze "poleciałam na jego majątek" i tylko o to mi zawsze chodzilo (gdy sie poznalismy, on nie mial nic, mieszkalismy przez kilka lat w moim mieszkaniu). Jestem rozdarta. On przyjezdza do corki czasami, wobec mnie zachowuje sie jak obcy facet. Przez ostatnich kilka lat żyłam w emocjonalnej lodówce, zero uczuć z jego strony, zero czułości, przytulenia. I tłumaczę sobie - czy ja chcę tak spędzić resztę życia??????? Z drugiej strony czuję się winna - że może gdybym zaczęla zmiany od siebie, zaczela jemu okazywac uczucia, przestała sie czepiac, to moze on  tez by sie zmienił.... Ale miałam już dość jego życia obok, wiele razy prosiłam go żeby pomógł mi w domu, twierdził że nie ma w czym pomagać. Brak seksu na pewno zamknął go na mnie jeszcze bardziej. Ale jak mam się kochać z człowiekiem, na którego wsparcie nie mogę liczyć. Trzy razy jechałam z dzieckiem do szpitala, z czego dwa razy sama bo jego nie było... Nie wiem co mam robić - wyprowadziłam się przeciez sama, sama podjęłam tę decyzję a teraz cholernie tęsknię i płaczę..... Zastanawiam się nad powrotem, ale wiem, że jeśli teraz sama wrócę to będę przegrana w jego oczach. Dodam jeszce że mąż kilka lat temu miał epizod poważnej choroby psychicznej, podejrzewał wszystkich że chcemy się go pozbyć. Leczył się ponad rok, objawy ustąpiły. Zastanawiam się czy znów coś się z nim złego nie dzieje...

45 Ostatnio edytowany przez smallangel (2019-01-05 14:25:37)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

46

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
smallangel napisał/a:

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

Właśnie mam poczucie winy. I wyrzuty sumienia. I myśli, że gdybym mimo wszystko zaczeła okazywać mu uczucia zamiast walczyć, może byśmy byli dzisiaj w innym miejscu. Ale myślę też, że oboje znęcaliśmy się nad soba psychicznie. Czy kochający mąż wychodzi z pokoju, gdy żona skarży się na związek i płacze na kanapie? I prosi wiele razy żebyśmy razem coś z tym zrobili? Żebyśmy poszli na terapię? On mówi - to ty masz problem, ja jestem prawie idealnym mężem i ojcem. Proszę żeby pomógł mi rozwiesić pranie, bo jest tego naprawdę dużo - jego odpowiedź - to twoja robota, narobiłaś sobie zaległości to teraz sobie radź. Pomoc przy sprzątaniu - nie, ponieważ "nie ma w czym pomagać". Wstać w nocy do dziecka - nie, bo on pracuje i musi się wysypiać. Pomoc w ogrodzie - nie, bo on nie lubi grzebać w ziemi... Czytałam książkę "Pięć języków miłości" Chapmana i myślę, że gdybym może zawzięła się i okazywała mu miłość mimo jego chęci pomocy w czymkolwiek, może ocknąłby się. A może nie. Ciężko stwierdzić co by było gdyby. Żałuję, że zanim się wyprowadziłam nie wypróbowałam tej ostatniej deski ratunku. Ale skoro on nie nalega na nasz powrót, nie robi właściwie nic, żeby coś naprawić - nie wiem czy w ogóle mnie kocha. Może jest zbyt dumny żeby przeprosić. A może po  prostu uważa że nie ma za co przepraszać.

47

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Może oboje powinniśmy się przeprosić za to co było, zapomnieć o przeszłości, odciąć się od niej grubą kreską i zacząć od nowa. Tylko dlaczego mam przeczucie że to się nie uda...

48

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:

Mam 41 lat... Ja ciągle mam do siebie pretensje, że może gdybym się nie wyprowadziła, tylko zaczęła zmiany w naszym związku od siebie, wymusiłabym zmiany na nim. Z drugiej strony on nigdy nie dałby mi tego, czego tak mi brakuje - uwagi i czułości. To bardzo spokojny facet, zrównoważony, awantury wszczynałam ja - z bezsilności. Zdarzyło mu się raz podnieść głos.... Tylko raz. Właśnie ten jego spokój mnie ujął gdy się poznaliśmy. Pamiętam go sprzed urodzenia dziecka - zawsze uśmiechnięty, przegadaliśmy razem niejedną noc. Było nam ze sobą dobrze. A teraz - żyję wspomnieniami i łudzę się że to wróci. Córka ma 8 lat, przez ostatni rok można powiedzieć że nawiązali kontakt. Zabiera ją czasami na noc do siebie. Najbardziej boli mnie, że odpuścił, że nie walczy o rodzinę, o mnie sad Od lat nie usłyszałam że mnie kocha. Chociaż nigdy nie był wylewny, podobnie jak ja. Ale mimo wszystko potrzebuję bliskości. Od jakiegoś roku przestałam się awanturować, po prostu odpuściłam, bo widziałam że nie ma efektów. Odcięłam go od moich pieniędzy i seksu. Zarzucił mi cynizm..... A ja chciałam tylko żeby mnie wreszcie zauważył....

smallangel napisał/a:

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

Witajcie. Wydaje się, że te dwa cytaty doskonale charakteryzują problem. Autorko wątku, dalsze działanie Twego męża to już pokłosie Twoich działań, zaniechań i oczekiwań względem męża, a jak mówią mądre podręczniki zmiany należy zaczynać od siebie. Nie twierdzę, że mąż jest bez winy, bo można w nim dostrzec pewne  zachowania socjopaty, jednakże pytanie brzmi, czy Twoje zachowanie nie doprowadziło do takiej sytuacji. Jesteś przekonana, że mąż nie ma nikogo na boku, co wydaje się być dziwne, zważywszy na okoliczność, że od roku nie uprawiacie sexu.
Po przeczytaniu Twojej relacji, bo oczywiście nie znamy relacji męża, byłbym bardzo ostrożny z wydaniem ostatecznego osądu, kto zawinił i być może jest dla was jeszcze szansa, ale trzeba usiąść na neutralnym gruncie i pogadać. A pierwsze pytanie powinno brzmieć, czy jeszcze chcemy to wspólnie  kontynuować? W każdym razie powodzenia.

49

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
Thorpe napisał/a:
zawiedziona01 napisał/a:

Mam 41 lat... Ja ciągle mam do siebie pretensje, że może gdybym się nie wyprowadziła, tylko zaczęła zmiany w naszym związku od siebie, wymusiłabym zmiany na nim. Z drugiej strony on nigdy nie dałby mi tego, czego tak mi brakuje - uwagi i czułości. To bardzo spokojny facet, zrównoważony, awantury wszczynałam ja - z bezsilności. Zdarzyło mu się raz podnieść głos.... Tylko raz. Właśnie ten jego spokój mnie ujął gdy się poznaliśmy. Pamiętam go sprzed urodzenia dziecka - zawsze uśmiechnięty, przegadaliśmy razem niejedną noc. Było nam ze sobą dobrze. A teraz - żyję wspomnieniami i łudzę się że to wróci. Córka ma 8 lat, przez ostatni rok można powiedzieć że nawiązali kontakt. Zabiera ją czasami na noc do siebie. Najbardziej boli mnie, że odpuścił, że nie walczy o rodzinę, o mnie sad Od lat nie usłyszałam że mnie kocha. Chociaż nigdy nie był wylewny, podobnie jak ja. Ale mimo wszystko potrzebuję bliskości. Od jakiegoś roku przestałam się awanturować, po prostu odpuściłam, bo widziałam że nie ma efektów. Odcięłam go od moich pieniędzy i seksu. Zarzucił mi cynizm..... A ja chciałam tylko żeby mnie wreszcie zauważył....

smallangel napisał/a:

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

Witajcie. Wydaje się, że te dwa cytaty doskonale charakteryzują problem. Autorko wątku, dalsze działanie Twego męża to już pokłosie Twoich działań, zaniechań i oczekiwań względem męża, a jak mówią mądre podręczniki zmiany należy zaczynać od siebie. Nie twierdzę, że mąż jest bez winy, bo można w nim dostrzec pewne  zachowania socjopaty, jednakże pytanie brzmi, czy Twoje zachowanie nie doprowadziło do takiej sytuacji. Jesteś przekonana, że mąż nie ma nikogo na boku, co wydaje się być dziwne, zważywszy na okoliczność, że od roku nie uprawiacie sexu.
Po przeczytaniu Twojej relacji, bo oczywiście nie znamy relacji męża, byłbym bardzo ostrożny z wydaniem ostatecznego osądu, kto zawinił i być może jest dla was jeszcze szansa, ale trzeba usiąść na neutralnym gruncie i pogadać. A pierwsze pytanie powinno brzmieć, czy jeszcze chcemy to wspólnie  kontynuować? W każdym razie powodzenia.

Czy możemy to kontynuować tez zwiazek jeśli on nie wyraża chęci zmian, nie chce iść na terapię małżeńska i nie chce uwspólnić domu, który wspólnie wybudowaliśmy i wspólnie spłacamy od wielu lat i nadal będziemy go spłacać razem jeśli zostaniemy ze soba? Czyli mam pracować na jego własność, jego nieruchomość, do której nigdy nie będę mieć prawa? Nie wyobrażam sobie postawić kogoś (najblizsza osobę) w takiej sytuacji - spłacaj ze mna kredyt na dom, który należy tylko do mnie hmm

50

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Szybkie pytanie. Jaki był przed narodzinami córki  ? Nie obchodzi mnie czy kochany, czuły, dobry w łóżku ale czy był twoim partnerem czy nie ? Sama sobie takiego wybrałaś.

51

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:

Czy możemy to kontynuować tez zwiazek jeśli on nie wyraża chęci zmian, nie chce iść na terapię małżeńska i nie chce uwspólnić domu, który wspólnie wybudowaliśmy i wspólnie spłacamy od wielu lat i nadal będziemy go spłacać razem jeśli zostaniemy ze soba? Czyli mam pracować na jego własność, jego nieruchomość, do której nigdy nie będę mieć prawa? Nie wyobrażam sobie postawić kogoś (najblizsza osobę) w takiej sytuacji - spłacaj ze mna kredyt na dom, który należy tylko do mnie hmm

Ty juz wszystko wiesz i nawet zrobiłaś krok w dobrą stronę, teraz tylko wytrwać i otworzyć się na nowe.

52

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
ja86 napisał/a:

Szybkie pytanie. Jaki był przed narodzinami córki  ? Nie obchodzi mnie czy kochany, czuły, dobry w łóżku ale czy był twoim partnerem czy nie ? Sama sobie takiego wybrałaś.

W codziennym życiu - nie był, niestety, partnerem hmm Wszystko było na mojej głowie, ale nie przeszkadzało mi to, bo byliśmy sami. Po pojawieniu się dziecka zaczęło mi to bardzo przeszkadzać.

53

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Jedyna prośba /życzenie/ nadzieja ze wytrwasz  i obronisz swoje przekonania i decyzje. Ten typ żeruje na fakcie ze go kochasz i chce zebyś "tanczyla tak jak on zagra"....trzyma cię "czesciowo" w garsci - a faceci to lubią ..! Praktycznie mu to pochlebia :-0  Wyniosłaś się z domu i to objaw SIŁY ! Słuchaj i weź do serca wiele rozsądnych ludzi którzy dali ci rady w poprzednich wypowiedziach! Myśl o tobie i twojej córeczce .  Tutaj  u mnie we Wloszech mowi sie...: maschilista anaffettivo :-/  Zajmuje się córka raz na 100 lat, obojetny jest w stosunku do ciebie.niestety ..znikly uczucia , ale wygodnie mu trzymac cię " pod ręka.." Jedyny problem to ta wieź emocjonalna..prawdziwa pulapka.  Jestes w polowie drogi do celu - skoncentruj się i walcz o TWOJ i TWOJEJ corki dobrobyt .

54 Ostatnio edytowany przez smallangel (2019-01-12 12:53:50)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:
smallangel napisał/a:

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

Właśnie mam poczucie winy. I wyrzuty sumienia. I myśli, że gdybym mimo wszystko zaczeła okazywać mu uczucia zamiast walczyć, może byśmy byli dzisiaj w innym miejscu. Ale myślę też, że oboje znęcaliśmy się nad soba psychicznie. Czy kochający mąż wychodzi z pokoju, gdy żona skarży się na związek i płacze na kanapie? I prosi wiele razy żebyśmy razem coś z tym zrobili? Żebyśmy poszli na terapię? On mówi - to ty masz problem, ja jestem prawie idealnym mężem i ojcem. Proszę żeby pomógł mi rozwiesić pranie, bo jest tego naprawdę dużo - jego odpowiedź - to twoja robota, narobiłaś sobie zaległości to teraz sobie radź. Pomoc przy sprzątaniu - nie, ponieważ "nie ma w czym pomagać". Wstać w nocy do dziecka - nie, bo on pracuje i musi się wysypiać. Pomoc w ogrodzie - nie, bo on nie lubi grzebać w ziemi... Czytałam książkę "Pięć języków miłości" Chapmana i myślę, że gdybym może zawzięła się i okazywała mu miłość mimo jego chęci pomocy w czymkolwiek, może ocknąłby się. A może nie. Ciężko stwierdzić co by było gdyby. Żałuję, że zanim się wyprowadziłam nie wypróbowałam tej ostatniej deski ratunku. Ale skoro on nie nalega na nasz powrót, nie robi właściwie nic, żeby coś naprawić - nie wiem czy w ogóle mnie kocha. Może jest zbyt dumny żeby przeprosić. A może po  prostu uważa że nie ma za co przepraszać.

Nie chciałabym byś miała poczucie winy, a wzięła odpowiedzialność za swoje. Ponieść odpowiedzialność, a nie zarzucać się wzajemnie i przerzucać winą.
W Waszym małżeństwie brak było również komuniakcji. Umiejętność rozmawiania, używania słów - jest bardzo istotna.
I słuchania.

Naprawa związku nie należy tylko do Ciebie. I Ty i On - gdybyście wzięli odpowiedzialność za swoje, mogłoby się udać.
Nie chciałabym niczego rokować, ale czasami już nie ma czego po prostu ratować.

55

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Mąż chce żebyśmy spróbowali - ze względu na dziecko przede wszystkim. Powiedział że postara się poświęcać nam więcej czasu i dzielić obowiązkami. Spytałam co z domem - z własnością, czy nadal mam być lokatorką we własnym domu. Tej kwestii on nie chce poruszać - nie ma zamiaru uwspólnić formalnie działki. I już sama nie wiem co robić. Z jednej strony kocham go i chciałabym spróbować, z drugiej - chciałabym mieć poczucie bezpieczeństwa finansowego, wiedzieć że budujemy coś wspólnie, wspólnie wkładamy wysiłek dla wspólnych korzyści. Boję się, że nawet jeśli między nami się jakimś cudem ułoży, zawsze będę miała z tyłu głowy, że pracuję na jego majątek nie mając nic w zamian. I będę czuła się wykorzystywana. Serce kontra rozum. Serce mi mówi "spróbuj", rozum - że nie ma sensu, układaj sobie życie z kimś innym, z kim będziesz wspólnie budować waszą przyszłość. Boję się też, że jeśli nie spróbuję być z nim jednak, będę żałować do końca życia. A jeśli spróbuję i się nie uda - stracę kolejne lata życia. Nie wiem co mam robić, dostaję wariacji...

56

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Spokojnie - wdech, wydech.

Czy jakiekolwiek działania, zachowanie, postępowanie Twojego męża wskazuje na to, że zależy mu na córce ?
Czy od czasu, od kiedy nie mieszkacie wspólnie utrzymuje stały i regularny kontakt z dzieckiem ?
Czy interesuje go zdrowie córki ? Jej samopoczucie, wyniki w nauce ?
Czy dzwoni do niej często, czy do niej przyjeżdża, czy spędza z nią czas ?

Bo to co powiedział, że "postara się", brzmi jak najmniejsza linia oporu.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

57

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
IsaBella77 napisał/a:

Spokojnie - wdech, wydech.

Czy jakiekolwiek działania, zachowanie, postępowanie Twojego męża wskazuje na to, że zależy mu na córce ?
Czy od czasu, od kiedy nie mieszkacie wspólnie utrzymuje stały i regularny kontakt z dzieckiem ?
Czy interesuje go zdrowie córki ? Jej samopoczucie, wyniki w nauce ?
Czy dzwoni do niej często, czy do niej przyjeżdża, czy spędza z nią czas ?

Bo to co powiedział, że "postara się", brzmi jak najmniejsza linia oporu.

Hmmm... na "dłużej" widzi się z nia jeden dzień w tygodniu - w sobote lub w niedziele, zabiera ją do siebie na kilka godzin. Np. wczoraj był u nas i po dwóch godzinach powiedział że musi już jechać (siedzieli u nas bo córka chora). W sobotę powiedział że nie ma czasu. Co tydzień w środy rano zawozi ją do szkoły. I to by było na tyle jeśli chodzi o ich spotkania. Na początku naszego mieszkania oddzielnie bywał u nas częściej, teraz spotkania są rzadsze.

58

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Zawiedziona - widzisz, teraz sama sobie odpowiedziałaś na większość swoich pytań ...

Ojciec, któremu zależy na dobru dziecka zachowuje się inaczej, niż Twój mąż.
To albo mu zależy na dziecku i dla dobra dziecka jest w stanie starać się i pracować nad naprawą Waszego związku. Albo - brakuje mu komfortu i wygody jaką miał podczas kiedy mieszkaliście razem, a gadanie o dziecku to tylko pretekst.
Ojciec, któremu zależy na dobru dziecka - pokazuje to swoim zachowaniem. A trudno coś takiego w postępowaniu Twojego męża względem Waszej córki zauważyć.
Widywanie się z dzieckiem przez 3 godziny w tygodniu bardzo ciężko nazwać jest szczególną troską o dobro dziecka.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

59 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2019-01-14 15:24:23)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Autorko, przecież on może się starać już teraz ….powinien w sumie by Ciebie przekonać.
czy ten okres nazwała byś że się stara ??? poza słowami co zrobił by przekonać Ciebie ze mu na was zależy, że mu zależy na córce na rodzinie ?

Jestem podobnego zdania jak Isabella .

Raczej marne szanse by cos się zmieniło... może jeśli Ty nie ustąpisz…. zobaczy ze żarty się skończyły .
Po jego stronie zawsze były tylko słowa , których nie traktował poważnie .. więc i Twoich nie uważa za sprawcze.


Co do domu - możecie spisać umowę majątkową , która wyłączy np. Twoja współwłasność w działce jeśli byście się rozwiedli np. lub inne formy zabezpieczenia.
Niech podpisze papier ile Ci zapłaci za inwestycje w jego dom.
Moim zdaniem Twój mąż jest nieuczciwy , nie patrzy na was jak na całość , nie dba o Was... tylko o siebie.

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

60 Ostatnio edytowany przez smallangel (Wczoraj 12:15:28)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Zawiedziona, nikt Ci nie wskaże drogi, którą masz podążać. Bo nikt nie zna Twojego życia. Przedstawiasz tu pewnie cząstkę właśnego życia i to Twoje odczucia, Twoja perspektywa. Nie znamy drugiej strony. Dla mnie osobiście absurdalnym jest - dacie szansy ze względu na dziecko. Jakie relacje zatem miałyby być między Wami? Rodzicielskie?
Myslę, że warto siąść i zajrzeć w głąb siebie.
Porozmawiać samemu ze sobą i...
Podjąć decyzję.

A potem usiądźcie jak dwoje dorosłych ludzi, bez zarzucania sobie czekokolwiek - zwyczajna, spokojna, rzeczowa rozmowa.
Może jeszcze coś między Wami się tli, prócz oskarżeń, roszczeń wobec siebie.

Gdzieś, w pewnym momencie ... pogubiliście się.

61

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Współczuję. Szkoda Ciebie i twojej córeczki dla takiego egoisty.

[tu był nieregulaminowy link i został usunięty przez moderatora]

62

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

We mnie się tli, niestety, nie wiem jak jest z nim. Pogubiliśmy się, mój m. nie sprawdził się jako ojciec, bardzo mnie rozczarował.

Posty [ 39 do 62 z 62 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018