Chciałbym nadal ufać swojej żonie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 77 do 114 z 119 ]

77

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Witam Cię,. Od trzech lat śledzę wątki na różnych portalach i szukam podobnych sytuacji do mojej..... I wiesz co mogę powiedzieć że Twoja jest żona i sytuacja to odbicie lustrzane mojej. A jak to ona się zarzekala że nikogo nie ma,że chce być sama . Z dnia na dzień odeszła wyprowadziła się, a ja zostałem ten wg. Niej zły.
Wiesz, nie znałem prawdy więc nie mogłem dojść do siebie. Może to brzydko zabrzmi ale zostałem chyba stalkerem, ale już po tygodniu wiedziałem że nie odeszła w próżnie tylko miała gacha, po tym odkryciu zaznałem spokoju ducha bo porostu chciałem wiedzieć dlaczego!
Teraz minęło już trzy lata i mogę Ci powiedzieć że kobieta nie odchodzi jeżeli nie ma w pobliżu gałęzi na którą mogła by wskoczyć.

Zobacz podobne tematy :

78

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
BillieJean napisał/a:

A nie możecie po prostu porozmawiać?
Rozmowa to podstawa.. Wyjaśnijcie sobie... A ty się chłopie meczysz może bezpodstawne..

Nie no rozmawialiśmy. Mówi, że po prostu wygasło uczucie.

79 Ostatnio edytowany przez Luki.wroc (2018-12-17 10:41:31)

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
orkan88 napisał/a:

Witam Cię,. Od trzech lat śledzę wątki na różnych portalach i szukam podobnych sytuacji do mojej..... I wiesz co mogę powiedzieć że Twoja jest żona i sytuacja to odbicie lustrzane mojej. A jak to ona się zarzekala że nikogo nie ma,że chce być sama . Z dnia na dzień odeszła wyprowadziła się, a ja zostałem ten wg. Niej zły.
Wiesz, nie znałem prawdy więc nie mogłem dojść do siebie. Może to brzydko zabrzmi ale zostałem chyba stalkerem, ale już po tygodniu wiedziałem że nie odeszła w próżnie tylko miała gacha, po tym odkryciu zaznałem spokoju ducha bo porostu chciałem wiedzieć dlaczego!
Teraz minęło już trzy lata i mogę Ci powiedzieć że kobieta nie odchodzi jeżeli nie ma w pobliżu gałęzi na którą mogła by wskoczyć.

Eh... Takie słowa brzmią prawdziwie i sensownie, ale jednak kłuja w serce.

Tak sobie teraz analizuje to wszystko od początku.
A może po prostu było tak, że gdy się poznaliśmy to żona stwierdziła w duchu, że zobaczymy jak to będzie.
Bo w naszym przypadku nie było wow i wybuchu wielkiej miłości na początku. Wszystko było stonowane.
Potem do siebie się przywiazalismy, tworzylismy wspólna historie. Jedno i drugie czuło się bezpiecznie i stabilnie.
Ale może jednak te wątpliwości od początku siedziały w mojej zonie, że "to jednak nie ten. Ale przecież jest mi z nim dobrze... Nie mega dobrze, ale dobrze więc po co sobie utrudniać życie..."
Czyli, że po prostu nie pasowalismy do siebie tak jak powinno. A świat wokół nas skłonił nas do bycia razem i radzenia sobie z nim.
W tym jednak sek, że u mnie to odczucie przerodzilo się w uczucie. Wiem, że to trywialne zabrzmi, ale gdybym miał wejść w żywy ogień, żeby ocalic moja żonę to zrobiłbym to odruchowo z pełną świadomością potencjalnej śmierci. Gdyby nie była dla mnie tak ważna, to przecież każdy by się zawahal myslac" mogę stracić życie, jej i tak już nie pomogę a ja mogę zyc". To taki przykład siły uczucia.
I dlatego jestem gotów pracować nad poprawą, nad naprawa bo wierzę, że nie ma takich spraw, których nie można naprawić. Tylko śmierć jest nieodwracalna. A jeśli chodzi o ludzka psychikę to nigdy nie wiadomo co w nas siedzi.
Ale... Niestety muszą chcieć podjąć ta walkę 2 strony. A do tego moja żona musi dojrzeć ewentualnie sama.

80

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Wiem jak To brzmi- ale ciesz się więc, że masz serce zdolne do kochania.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

81

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Tak, do naprawy trzeba chęci dwóch stron, a tym roztrząsaniem i rozmowami w jedną stronę to ją tylko denerwujesz, może zastosuj terapię 34 kroków ja niestety nie miałem okazji tego wdrożyć... w niektórych przypadkach podobno działa.

82 Ostatnio edytowany przez Luki.wroc (2018-12-17 15:46:57)

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
orkan88 napisał/a:

Tak, do naprawy trzeba chęci dwóch stron, a tym roztrząsaniem i rozmowami w jedną stronę to ją tylko denerwujesz, może zastosuj terapię 34 kroków ja niestety nie miałem okazji tego wdrożyć... w niektórych przypadkach podobno działa.

Nie. Nie rozmawiamy więcej o tym co się dzieje. Nie wspominam przeszlosci nie proszę. Powiedziałem jej tylko to raz na poczatku. Ze jestem gotów na walkę z tym kryzysem. Co do niej czuje. I że zdaje sobie sprawę, że ona może nie chcieć być świadkiem mojej metamorfozy i procesu naprawy. Ale ze uszanuje jej decyzję choć będzie mnie to boleć.
Zdaje sobie sprawę, że kwekanie i przemawianie do rozsądku czy wspominanie dobrych czasów tylko by ją wzburzylo mocniej i zbudowalo wyższy mur.  Zdaje sobie sprawę, że tak to działa, że moja osoba ja teraz drażni.

OK. Poczytałem i 34 krokach.
Hm... Po części tak postępuje.
Jestem świadom, że teraz tylko ewentualnie swoim zachowaniem mogę spowodować reakcje żony. Być może dać do myślenia, że traci coś co jednak jest ważne. Odnaleźć wartości i poukładać je w głowie.
A być może utwierdzic, że nie pasujemy do siebie i że dobrze robi odchodząc.

Wiem jedno, słowami typu zastanów się, dajmy sobie czas mogę tylko pogłębić jej niechęć do mnie.
Ja też bym tak czuł gdybym czuł nacisk i psychiczne namawianie do czegoś o czym jeszcze nie zdecydowałem.

83

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Markotny napisał/a:

Autorze, po chyba 10 miesiącach się tu zalogowałem specjalnie, by ci odpisać. Owszem wystarczy kilka dni by wszystko się zmieniło. U mnie od zapewnień o miłości do końca minęły 4 dni. A zdrada wyszła po tygodniu. Tez były plany wyjazdów, pokupowane bilety, plany zakupowe. Wystarczył Messenger, czule słówka i wszystko do gleby. Twoja żona ewidentnie zauroczyła się w innym. Najgorsze w tej chwili to dać z siebie robić idiotę i koło ratunkowe gdyby jej z czasem nie wyszło. W gruncie rzeczy kobiety słabo się kryją.

Markotny dostałeś moje priv wiadomości ?

84

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Myślę, że kogoś poznała. Nagle chciała mieć komputer bez Twojego dostępu, tydzień była sama, wszystko stało się po Twoim powrocie...
Ponadto dała Ci wyraźnie do zrozumienia, że nie pociągasz jej fizycznie, piszesz też, że byłeś mocno skupiony na zarabianiu.
Puść ją wolno.

85

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Luki.wroc napisał/a:

Markotny dostałeś moje priv wiadomości ?

Nic nie ma.

86

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Jestem ciekawa, autorze: skoro tak bardzo kochasz żonę, że wskoczyłbyś za nią w ogień, dlaczego ją zaniedbywałeś emocjonalnie?

"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej".
Albert Einstein

87

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Kareena napisał/a:

Jestem ciekawa, autorze: skoro tak bardzo kochasz żonę, że wskoczyłbyś za nią w ogień, dlaczego ją zaniedbywałeś emocjonalnie?

Cóż, wg mojego postrzegania postępowałem wystarczająco dobrze. Ustaliliśmy pewne priorytety na obecne życie, ona w sobie zdusila swoje tęsknoty az do teraz.
To nie jest tak, że teraz emocje mną szargaja i szafuje słowami. Nie raz gdy spała patrzyłem na nią i myślałem jakie mam szczęście.
Widocznie mój przypadek jest tak prosta konstrukcja faceta, że nie spostrzegłem sygnałów jakie mi dawała, choćbym w nie czołem uderzył.
Niestety widzę tu geny mojego ojca. Najciekawsze, że zawsze powtarzalem, że ja taki nie będę. A jednak, w 99% kopiuj wklej.
Też mi ciężko to zrozumieć.
Może było mi z żoną za dobrze? Rozpiescila mnie.

88

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Piszę, żeby się wypisać. Muszę to z siebie wyrzucić. Taki blog terapeutyczny.
Ostatni mój post był 15 grudnia. Dzisiaj mamy 26 marca roku kolejnego...

Żona wyprowadziła się 30 stycznia... wróciłem do domu po tygodniowym wyjeździe i zastałem...
- zimno w domu, kaloryfery zakręcone,
- ciemno,
- cicho grobowo,
- brak połowy mebli (tak ustalaliśmy, że zabierze, nie potrzebuję ich, to nie jest temat),
- brak 99% jej rzeczy,
- puste miejsca na ścianie po zdjęciach, nie zabrała tych, na których byłem ja.

Wylądowałem ok. 20.00 , do domu wszedłem ok. 22.00. Nie mogłem się pozbierać do północy. Bardzo bałem się tego momentu. Facet 40 lat z głową na karku... bał się wejść do domu. Wiedziałem, że to taka "kropka nad i".
Wypiłem drinka i zasnąłem.
Rano zaraz po przebudzeniu pościągałem wszystkie zdjęcia... pochowałem resztę rzeczy do kartonów. Pomalowałem ścianę po zdjęciach.
Tego samego dnia wieczorem...  powiesiłem spowrotem zdjęcia. Nie potrafiłem patrzeć na pustą ścianę.
Wolę cierpień i patrzeć na jej twarz niż na pusta ścianę.
Wypracowałem sobie model, że ... umarła. Że nie zobaczę jej już więcej, nie usłyszę. Ale nadal kocham i muszę po prostu przeyżyć żałobę, tak jak to bywa w takich przypadkach. Zdejmę zdjęcia gdy będę gotowy.
Poprosiłem ją przez what's up żeby nie kontaktowała się ze mną.

Mimo wszystko kilka razy pisała co u mnie. W końcu powiedziałem, żeby uszanowała moje odczucia. Myślę, że teraz już się nie odezwie. Pewnie następny kontakt będzie w sądzie. I pewnie ostatni. Chcę, żeby była szczęśliwa w życiu, należy jej się za stracone dzieciństwo. Ale ja muszę nadal żyć i jeśli mój umysł przyswaja szybciej fakt "żałoby" po niej... to niech tak zostanie.

Jej koleżanki odezwały się do mnie... pytały "jak się trzymasz"?. Mówiły "dla mnie to niepojęte", "szacunek szacunkiem, ale ja bym ją śledziła".
A ja... cały czas bronię mojej żony (jeszcze). Choć cierpię, to dała mi 10 lat wspaniałego życia i wiem, że to było szczere.
Nie zamierzam tracić szacunku do niej.
Jeśli dzisiaj się z kimś spotyka, to pomimo mojej miłości do niej chcę, żeby była szczęśliwa. Nie wiem skąd, ale w głowie mam takie zdanie:"jeśli kochasz prawdziwie, to daj odejść". 
Zaczynam to rozumieć. Nie wiem skąd, nie wiem dlaczego, ale pojmuję to powoli.
Zależy mi na dobrym życiu mojej żony na tym świecie, na jej uśmiechu... Ze mną tego nie dostanie.  Więc chcę, żeby szukała gdzie indziej.
Kocham i pozwalam odejść. Szanuję.

Żyjemy średnio 70-80 lat. 1/8 z tego wypełniła swoją osóbką moją żona. Za to jestem jej wdzięczny. I zawsze będę.

Wszedłem dzisiaj do domu i ... ucałowałem jej zdjęcie, które stało na szafce. I schowałem je...
Czy zdejmę te ze ściany i będę codziennie widział tylko jej biel ? Nie wiem czy zrobię to jutro.... ale pewnie kiedyś to zrobię. 
Będę żył.


ps. nie wstydzę się tego co napisałem powyżej. To moje oczyszczenie. Moja walka.

89

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Przepięknie napisane .
Nie wstydź się też pisać o innych emocjach gniewie rozgoryczeniu rozczarowaniu urazie zranieniu mogą się pojawić i nie uciekaj przed nimi nie udawaj nie tłum niczego w sobie .Wypieranie szkodzi emocje nic złego Tobie nie zrobią .
Poza tym masz wybór jak myśleć o byłej żonie .
Pozdrowienia

90 Ostatnio edytowany przez Luki.wroc (2019-03-27 01:11:01)

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
paslawek napisał/a:

Przepięknie napisane .
Nie wstydź się też pisać o innych emocjach gniewie rozgoryczeniu rozczarowaniu urazie zranieniu mogą się pojawić i nie uciekaj przed nimi nie udawaj nie tłum niczego w sobie .Wypieranie szkodzi emocje nic złego Tobie nie zrobią .
Poza tym masz wybór jak myśleć o byłej żonie .
Pozdrowienia

To noszę w sobie. Dzień po dniu. Minuta po minucie. Od 4 miesięcy... Muszę to z siebie wyrzucić, bo eksploduję. Mam papkę w mózgu. Pracuje na 101%. Zaczyna się przegrzewać. Nie śnię, nie marzę. Muszę z tego wyjść bo się unicestwiam.
Dzisiaj nie czuję gniewu, żal niewielki, nie wart wspominania, urazy nie chowam... co będzie za jakiś czas, tego nie wiem. Napiszę.
Dzisiaj muszę z siebie wyrzucić wszystko. Inaczej świat mnie straci. Nie, nie w sensie, że zrobię coś sobie. Ale w sensie mojego świadomego istnienia na tej planecie i normalnego funkcjonowania.

91

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Od tego jest takie forum jak to a to jest naprawdę fajne .
A nie obwiniaj się i nie bądź surowym dla siebie to bywa pułapką trzyma w martwym punkcie czyli myśleniu o przeszłości stara cwana sztuczka ego
Walka to też tłumienie umordujesz się i wzmocnisz emocje ich natężenie .
Żałoba to proces wygrywasz godząc się z przegraną .
Wolno Ci wszystko czuć i nie musisz być idealny w tym .
Czasem uciekniesz w coś tak jest daj sobie prawo nie być doskonałym .

92

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
paslawek napisał/a:

Od tego jest takie forum jak to a to jest naprawdę fajne .
A nie obwiniaj się i nie bądź surowym dla siebie to bywa pułapką trzyma w martwym punkcie czyli myśleniu o przeszłości stara cwana sztuczka ego
Walka to też tłumienie umordujesz się i wzmocnisz emocje ich natężenie .
Żałoba to proces wygrywasz godząc się z przegraną .
Wolno Ci wszystko czuć i nie musisz być idealny w tym .
Czasem uciekniesz w coś tak jest daj sobie prawo nie być doskonałym .

Szczerze dziękuję.

93

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Luki.wroc napisał/a:

Piszę, żeby się wypisać. Muszę to z siebie wyrzucić. Taki blog terapeutyczny.
Ostatni mój post był 15 grudnia. Dzisiaj mamy 26 marca roku kolejnego...

Żona wyprowadziła się 30 stycznia... wróciłem do domu po tygodniowym wyjeździe i zastałem...
- zimno w domu, kaloryfery zakręcone,
- ciemno,
- cicho grobowo,
- brak połowy mebli (tak ustalaliśmy, że zabierze, nie potrzebuję ich, to nie jest temat),
- brak 99% jej rzeczy,
- puste miejsca na ścianie po zdjęciach, nie zabrała tych, na których byłem ja.

Wylądowałem ok. 20.00 , do domu wszedłem ok. 22.00. Nie mogłem się pozbierać do północy. Bardzo bałem się tego momentu. Facet 40 lat z głową na karku... bał się wejść do domu. Wiedziałem, że to taka "kropka nad i".
Wypiłem drinka i zasnąłem.
Rano zaraz po przebudzeniu pościągałem wszystkie zdjęcia... pochowałem resztę rzeczy do kartonów. Pomalowałem ścianę po zdjęciach.
Tego samego dnia wieczorem...  powiesiłem spowrotem zdjęcia. Nie potrafiłem patrzeć na pustą ścianę.
Wolę cierpień i patrzeć na jej twarz niż na pusta ścianę.
Wypracowałem sobie model, że ... umarła. Że nie zobaczę jej już więcej, nie usłyszę. Ale nadal kocham i muszę po prostu przeyżyć żałobę, tak jak to bywa w takich przypadkach. Zdejmę zdjęcia gdy będę gotowy.
Poprosiłem ją przez what's up żeby nie kontaktowała się ze mną.

Mimo wszystko kilka razy pisała co u mnie. W końcu powiedziałem, żeby uszanowała moje odczucia. Myślę, że teraz już się nie odezwie. Pewnie następny kontakt będzie w sądzie. I pewnie ostatni. Chcę, żeby była szczęśliwa w życiu, należy jej się za stracone dzieciństwo. Ale ja muszę nadal żyć i jeśli mój umysł przyswaja szybciej fakt "żałoby" po niej... to niech tak zostanie.

Jej koleżanki odezwały się do mnie... pytały "jak się trzymasz"?. Mówiły "dla mnie to niepojęte", "szacunek szacunkiem, ale ja bym ją śledziła".
A ja... cały czas bronię mojej żony (jeszcze). Choć cierpię, to dała mi 10 lat wspaniałego życia i wiem, że to było szczere.
Nie zamierzam tracić szacunku do niej.
Jeśli dzisiaj się z kimś spotyka, to pomimo mojej miłości do niej chcę, żeby była szczęśliwa. Nie wiem skąd, ale w głowie mam takie zdanie:"jeśli kochasz prawdziwie, to daj odejść". 
Zaczynam to rozumieć. Nie wiem skąd, nie wiem dlaczego, ale pojmuję to powoli.
Zależy mi na dobrym życiu mojej żony na tym świecie, na jej uśmiechu... Ze mną tego nie dostanie.  Więc chcę, żeby szukała gdzie indziej.
Kocham i pozwalam odejść. Szanuję.

Żyjemy średnio 70-80 lat. 1/8 z tego wypełniła swoją osóbką moją żona. Za to jestem jej wdzięczny. I zawsze będę.

Wszedłem dzisiaj do domu i ... ucałowałem jej zdjęcie, które stało na szafce. I schowałem je...
Czy zdejmę te ze ściany i będę codziennie widział tylko jej biel ? Nie wiem czy zrobię to jutro.... ale pewnie kiedyś to zrobię. 
Będę żył.


ps. nie wstydzę się tego co napisałem powyżej. To moje oczyszczenie. Moja walka.


Ty nie masz się czego wstydzić a to co zrobiłeś i tutaj napisałeś powinieneś jej wysłać . Dziś może będzie miała to w tyłku bo nowy ja zabawia ale za jakiś czas zrozumiała by co zrobiła i kogo straciła .

94

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Powód tego wszystkiego jest oczywisty, ma dwie nogi, dwie ręce i wacka.

Wyrazy szacunku Autorze za błyskawicznie wykonane cięcie. Ale Twój długi dzisiejszy wpis u ex wzbudziłby co najwyżej uśmiech politowania.

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

I takie historie jak ta, dają mi czasem do myślenia, że nie warto jest oddawać całego siebie dla drugiego człowieka.
Związek 2 ludzi to nie spotkanie dwóch połówek jabłka, są dwie odrębne jednostki, gdzie kiedy jedna odchodzi, druga musi dalej żyć.
Autor umiera w środku po odejściu żony, bo oddał i poświęcił wszystko co miał, w imię tej miłości. Czuje się przegranym, nie potrafi znaleźć sensu.
Stawia ją na ołtarzu, czule żegna...Autorze, Luki, gdzie Twój gniew i złość? Zachowujesz się tak, jakbyś uważał, że nic już Cię w życiu nie spotka. Byłeś u psychologa? Myślę, że jego pomoc byłaby wskazana.

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

96

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Nie zamierzam tego co tu piszę pokazywać żonie. Nie po to to robię. Jestem z tych co jak się wyglądają to im lepiej. Lżej. Niestety mieszkam za granicą i nie mam tu nikogo z kim mógłbym się spotkać przy kawie i obgadać tematy.
Teraz pisze to dla terapii.
Oczywiście, że gdyby to zobaczyła to wiele by ja to nie obeszło. Ona kieruje się teraz emocjami a nie racjonalnymi przeslankami, więc coś takiego byłoby tylko ckliwym tekstem porzuconego. Czym w sumie jest...

I szczerze mówiąc to juz nie ma dla mnie znaczenia czy moja zona się z kimś spotyka czy nie. Już mogę o tym myśleć.
Teraz myślę tylko o tym, żeby jej się udało. Żeby zaczęła się śmiać częściej i żyła w taki sposób jakiego ja jej nie dałem. Serio.
Już moge o tym myśleć w ten sposób.
Choć tesknota wielka, ale nie mam 20 lat i nie mogę wypierac rzeczywistości, która się dzieje.
Idealnie byloby gdybym wszystko teraz zostawił, w sensie ten dom i ogród, ale niestety się nie da. Jeszcze nie teraz. Ale każdy dzień ku temu przybliża. Postanowiłem, ze nic, ale to nic co bylo nasze wspólne nie zabiorę. Odetnę się totalnie.
Życie zaczyna się po 40tce, to ja zrobię właśnie takie nowe rozdanie.

Odnośnie gniewu, złości... To szczerze mówiąc tylko go przejawialem wobec swojej osoby za moją nieudolność w utrzymaniu związku. Wiem, wiem, to nie tylko moja wina i wogole jeszcze wielu czynników, no ale tylko wtedy odczuwalem złość.
Jedyny, ale to jedyny żal jak mam wobec żony, to to, że dusila to wszystko co jej nie pasowało przez te lata i nie wstrząsnęła mna. I może jeszcze jeden malutki żal za to, ze nie chciala ze mna zawalczyć na koniec. Ale tu już zdaję sobie sprawę, że jej "wypalenie" było tak silne, że nie miała sił.

Na dzień dzisiejszy noszę w sobie tęsknotę i... choć to naiwnie i "cipowato" zabrzmi, ale tylko Wy o tym wiecie, martwię się czy będzie u niej wszystko OK, czy będzie szczęśliwa.

Nie spodziewałem się, ze tak moga się w człowieku uczucia poukładać, że będę w stanie tęsknić za kimś, a jednocześnie życzyć tej osobie wszystkiego dobrego po rozstaniu.
Czytałem dawno temu o tym, ale do tego chyba potrzeba lat.

No suma summarum jestem swiadom, ze moje życie będzie jeszcze przez dlugi czas sinusoida. Póki poziom serotoniny w mózgu nie wejdzie na równy, wysoki poziom.
Gdy sinusoida bedzie w jej dole to wtedy będę pisał. Wypisywal.

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Życzę Ci, by ta sinusoida trwała jak najkrócej, byś rzadziej pisał, bo zasługujesz na szczęście.
Trzymaj się

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

98

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Autorze, szacunek ogromny dla Ciebie. Trzeba mieć niesamowitą siłę i godność, żeby w takiej chwili życzyć szczęścia byłemu partnerowi. Jeśli mnie taka sytuacja kiedyś w życiu trafi, chciałabym umieć zachować się w ten sposób.

Zgadzam się z Owieczką co do słów o autonomii jednostki. Jak to mówią, jedyną osobą, która na 100% będzie z nami już zawsze, jest ta po drugiej stronie lustra. Warto więc życie poukładać tak, by nie uzależniać sensu istnienia od partnera i aby cieszył nas czas spędzany we własnym towarzystwie

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać, ale to pewnie jak z większością dobrych rad.

Trzymam za Ciebie kciuki, z Twoich postów wychodzi obraz naprawdę poukładanego mężczyzny. Życzę szczęścia!

99

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Luki.wroc napisał/a:

Życie zaczyna się po 40tce, to ja zrobię właśnie takie nowe rozdanie.

To też ale życie zaczyna się też każdego dnia od rana to fajna sprawa jest.

100 Ostatnio edytowany przez Luki.wroc (2019-03-27 21:42:42)

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Katarzynka88 napisał/a:

Autorze, szacunek ogromny dla Ciebie. Trzeba mieć niesamowitą siłę i godność, żeby w takiej chwili życzyć szczęścia byłemu partnerowi. Jeśli mnie taka sytuacja kiedyś w życiu trafi, chciałabym umieć zachować się w ten sposób.

Zgadzam się z Owieczką co do słów o autonomii jednostki. Jak to mówią, jedyną osobą, która na 100% będzie z nami już zawsze, jest ta po drugiej stronie lustra. Warto więc życie poukładać tak, by nie uzależniać sensu istnienia od partnera i aby cieszył nas czas spędzany we własnym towarzystwie

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać, ale to pewnie jak z większością dobrych rad.

Trzymam za Ciebie kciuki, z Twoich postów wychodzi obraz naprawdę poukładanego mężczyzny. Życzę szczęścia!

Dziękuję Wam za miłe słowa.
Ja nie postrzegam siebie jako silnego człowieka. Napewno nie teraz, wręcz przeciwnie.
Inaczej to widzę, jako osobą bezpośrednio uwikłana w sytuację.

Otóż jeszcze "przed chwilą", sam nie mogłem tego przyjąć do wiadomości, jak można komuś, kto odszedł z różnych względów, a kogo Ty nadal kochasz, jak można martwić się o tą osobę i chcieć dla niej szczerze dobra.
Ale myślę, że to jest tak, że gdy człowiek myśli o czymś przez długi czas, myśli o czymś na czym mu zależy i myśli dosłownie w każdej chwili, podczas każdej codziennej czynności i to myślenie jest w tle naszej świadomości, to wtedy w mózgu otwierają się klapki normalnie niedostępne.
Wtedy człowiek zaczyna postrzegać inaczej, przewartościowuje wiele spraw. Widzi inny dystans.

To się po prostu samo w głowie zmieniło. Samo mi to przyszło. Ot, myśl, która przyszła i z którą się indentyfikuję i akceptuję.

Coś w podobie jak niektórzy malowali, pisali czy coś tam jeszcze tworzyli będąc w depresji, albo pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Mam wrażenie, że innaczej mózg pracuje podczas traumatycznych przeżyć.

Wszędzie twierdzą, że kryzys w życiu właśnie pozwala się odrodzić lepszym. Po to np. też jest ważna żałoba, a nie udawanie, że nic wielkiego się nie stało. Widocznie konieczne są te hormony, które nam mieszają w głowie. Choć skutek uboczny to odczuwane przez nas cierpienie.

Podobno w Chinach znaczenie słowa kryzys to właśnie "odrodzenie".

Więc czerpię siłę na dzisiaj z tego co jest do wytłumaczenia. Rozpracowuję na czynniki pierwsze. Jest ciężko, ale taka konstrukcja naszego organizmu.


ps. ja również nie postrzegam związku jako dwóch połówek jabłka. Trzeba być niezależnym bytem. Być może też mieć w sobie odrobinę tajemnicy, prywatności. I to zawsze, nawet gdy wszystko się układa. Wiadomo, gdy człowiek się angażuje, to chce oddać siebie drugiej osobie. Zatraca swoje pole obronne... i potem jest gorzej mu się poskładać.

101

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

No i brawo Luki, to jest chyba dobre podejście. Smutek zastępuje złość, może ciężej się go wyzbyć trochę, ale po zdradzie i różnych brzydkich rzeczach z nią związanych też nie umiem nienawidzić jakoś. Czasem się jednak zastanawiam, czy to nie aby jakaś zakamuflowana nadzieja na powrót. Tak, czy siak mimo wszystko rzeczy typu zdjęcia itd lepiej pochować albo spalić. Zawsze jak wraca dołek, to sobie myślę, że przecież ja miałem zawsze dobre intencje i chciałem dla niej dobrze, więc skoro teraz jest jej lepiej, to niech tak zostanie, a ja się odcinam.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

102

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Burzowy napisał/a:

No i brawo Luki, to jest chyba dobre podejście. Smutek zastępuje złość, może ciężej się go wyzbyć trochę, ale po zdradzie i różnych brzydkich rzeczach z nią związanych też nie umiem nienawidzić jakoś. Czasem się jednak zastanawiam, czy to nie aby jakaś zakamuflowana nadzieja na powrót. Tak, czy siak mimo wszystko rzeczy typu zdjęcia itd lepiej pochować albo spalić. Zawsze jak wraca dołek, to sobie myślę, że przecież ja miałem zawsze dobre intencje i chciałem dla niej dobrze, więc skoro teraz jest jej lepiej, to niech tak zostanie, a ja się odcinam.


Hej Burzowy.
Wiesz, wydaje mi się, że nienawiść to zbyt często używane słowo. W sensie, że to naprawdę gruby kaliber jest czynu.
Myślę, że nie nienawidzisz bo masz głowę na karku, żyjesz dalej, podniosłeś się. Mega żal, rozczarowanie, smutek, ale nie sądzę, że nienawidzisz.

Dla mnie nienawidzieć, to życzyć komuś wszystkiego co najgorsze.

A nie wierzę, że tak myślisz o swojej ex. Może jesteś zły, zniesmaczony, obojętny co się dzieje w jej życiu, ale nie masz nic przeciwko temu, że nadal chodzi po tej ziemi, nie życzysz jej wszelkiej pomyślności, ale przecież napewno nie życzysz jej samych plag egipskich i wszelkich możliwych okropnych chwil w dalszym życiu.

103

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Żona była lojalna, poznała kogoś i chciała najpierw zrobić miejsce, nie łączyć związków, tak myślę.
Przeżywasz, zrobisz sobie budyń z mózgu, a żałoba zajmie Ci pewno następne 10 lat, bez sensu, życie jest za krótkie. Zajmij się czymś konkretnym, weź nadgodziny albo zajmij się sportem, ale nie rozmyślaj, cały czas. Obejrzysz czasami komedię romantyczną czy jakieś inne kino familijne, popłaczesz i to wystarczy, nie ma co się dręczyć bez sensu cały czas i rozmyślać nad jedną duperelą z dwudziestu stron.

104 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-04-17 08:56:34)

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
terk napisał/a:

Żona była lojalna, poznała kogoś i chciała najpierw zrobić miejsce, nie łączyć związków, tak myślę.
Przeżywasz, zrobisz sobie budyń z mózgu, a żałoba zajmie Ci pewno następne 10 lat, bez sensu, życie jest za krótkie. Zajmij się czymś konkretnym, weź nadgodziny albo zajmij się sportem, ale nie rozmyślaj, cały czas. Obejrzysz czasami komedię romantyczną czy jakieś inne kino familijne, popłaczesz i to wystarczy, nie ma co się dręczyć bez sensu cały czas i rozmyślać nad jedną duperelą z dwudziestu stron.

Coś w tym jest. Ostatnie miesiące pracuję po 60h w tygodniu. Rozmyslnie. Ostatnio ryczalem jak bóbr na Avatarze (tak, dopiero teraz go obejrzałem).
Postanowiłem, że nadwyżkę finansową przeznacze na wyjazd w góry. Kocham Alpy. Myślę o Alpach austriackich w czerwcu.
Ale... żeby był lepszy smaczek to pojadę tam z namiotem i będę laził po szczytach, po których normalnie zjezdzam zimą na nartach.
Od przyszłego tygodnia zaczne kompletowac wszystko, co też da mi jakieś zajęcie i radość.

Będę uczył się czuć dobrze samemu ze sobą, ale też i wychodzić do ludzi. Bo przecież spotkam kogoś na takich wypadach.
Taki jest plan.

Hmm.... Kolejny etap jakby postępuje.
Wczoraj zdałem ze 20 zdjęć, ze sciany. Wyciagnalem gwoździe i zalepilem dziury po nich. Kupilem farby.
Kolejna sprawa, że e spojrzalem na dom i stwierdziłem, że to tylko dom do licha. Już jeden wspólny sprzedalismy i też mi było trochę nieswojo na początku, ale teraz już mysle o nim bez emocji.
Pewnie i tu będzie podobnie.
Wspólne urzadzanie, malowanie, tworzenie... Na początku rozstania to boli, jednak po jakimś czasie wydaje się tak mało znaczace w myśl powiedzenia "z Toba choćby pod mostem"
Po prostu, kiedys zamkne drzwi od zewnątrz  i wyjadę nie obracając się za siebie.
To tylko budynek, dom. Ze wspomnieniami, ale nie można żyć przeszłością.

105

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Mały update do tematu.
Jak wspomniałem, blogi dzisiaj już nie modne, a ja potrzebuję się wypisać. Więc tu to robię.

Jutro, tj. 25 kwietnia mija 5 miesięcy od słów "wypaliło się, chcę się wyprowadzić". A 3 miesiące, gdy ostatni raz widziałem swoją żonę i usyłyszałem słowa "nawet nie wiesz jak mi jest przykro".

I wiecie co ? Ja nadal kocham swoją żonę. Nadal noszę obrączkę, choć coraz częściej dopuszczam do siebie myśl, że łączy nas tylko urzędnicza formalność. Jednak myślę, że będę ją nosił aż do rozwodu.
Żyję, mam się dobrze. Życie toczy się dalej. Dbam o dom, o ogród (choć w bardzo zubożałej wersji), zabookowałem sobie wypad na narty w połowie czerwca i nie mogę się na to doczekać. Staram się żyć dniem. Staram się. Choć przyznam że zauważyłem, że cieszę się gdy jest już 22.00 wieczorem i zaraz kładę się spać.
Sen dla mnie to wybawienie od kolejnego dnia... Jednk takie herezje jakie mi się śnią to nigdy nie miałem. Podświadomość się odzywa: spadające samoloty, spalone ciała zabitych, ja nago w kościele i na ulicy... masakra.

Pomimo tego, realizuję plan swoich zmian. Jestem w trakcie finalizowania swoich zmian, które dużo dla mnie znaczą. Jedna jak dobrze pamiętam nastąpi po 30 latach swojej bytności, a druga, ta ważniejsza, po blisko 20 latach.
I daję radę, i żyję. Na wszystko można spojrzeć z innej perspektywy.

Zablokowałem się. Zablokowałem się na twardość. Jednak twardość w wytrwaniu w moich zmianach i ich realizacji.
Bo jeśli chodzi o twardość w uczuciach, to jestem miękka faja. Facet 40 lat, tuli się wieczorem do poduszki, w miejscu gdzie spała żona. Zasypiam głównie w pozycji embrionalnej. 9 na 10 nocy tuż przed zaśnięciem moje oczy nie potrafią powstrzymać łez, a mózg przywołuje "kocham Cię".  I tak zasypiam.
Rano jestem gotowy do walki ponownie.

Pomimo łatwości życia, braku stresu prozą codzienną, postanowiłem, że mniej więcej za rok wrócę do Polski. Na dłuższą metę gdybym tego nie zrobił to byłaby to wegetacja.  Sam ze sobą. Sam na sam. I tak przez resztę życia ?
Prawdziwość życia raczej znajdę wśród znajomych, swoich terenów, nawet okupioną stresami i zmartwieniami przyziemnymi.
Co mi po łatwym prześlizgiwaniu się po życiu, skoro nie czuję, że żyję ?

Teraz jeszcze trzyma mnie tutaj tęsknota za żoną, która bądź co bądź jest te 10 minut gdzieś ode mnie. Ale wiem, że dojrzeję do tego, że ten dystans się zwiększy do 2000 km.
Teraz mogłaby mnie jeszcze potrzebować. Ale za rok być może już ułoży sobie tak życie, że będzie bezpieczna i szczęśliwa, a ja nie będę musiał się o nią martwić.
Tak, to wszystko nie wygląda tak jak trzeba, ale ja tak czuję.

I zdaję sobie sprawę, że niektóre kobiety czytając to, byłyby zadowolone spotykając takiego mężczyznę, który postrzega sprawy jak ja i nie rozumiałyby mojej żony (włączając w to moją matkę, która przyznała mi jakiś czas temu w szczerej rozmowie, że od ojca dostała wszystko poza poczuciem bezpieczeństwa i stabilności a tego najbardziej potrzebowała). Ale nie moja żona. Ona jest zgoła inna. I za to ją kochałem i kocham.
Jest wymagająca. Jest odmieńcem. Chce czuć życie przez skórę, nawet kosztem poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. To trochę masochizm.
Ja też taki byłem, ale gdzieś to zgubiłem. Teraz się w tym odradzam. Chcę czuć życie przez każdy centymetr skóry. Nie chcę iść po najmniejszej linii oporu, schematami społecznymi.
Chcę powrotu masochistycznych pobudek, czuć niepewność i stres codzienną, ale być najważniejszym dla kogoś i postrzegać kogoś jako najważniejszego.
Razem, choćby pod mostem...

106

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Właśnie czujesz życie, może najbardziej - zasypiając w pozycji embrionalnej...

107

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
random.further napisał/a:

Właśnie czujesz życie, może najbardziej - zasypiając w pozycji embrionalnej...

Tak, to prawda. Jednak powód jaki to powoduje jest nie taki jakiego bym oczekiwał. I będe chciał się z od niego w końcu uwolnić na rzecz tych bardziej prozaicznych.

108

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Luki.wroc napisał/a:

I będe chciał się z od niego w końcu uwolnić na rzecz tych bardziej prozaicznych.

W każdym razie - powodzenia.
Choć, hm.., coś może i warto przewartościowsć, może ta proza to jednak coś więcej (jakoś tak mi sie nasunęło), ale ... sam to ocenić musisz.

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Luki.wroc napisał/a:

Teraz jeszcze trzyma mnie tutaj tęsknota za żoną, która bądź co bądź jest te 10 minut gdzieś ode mnie. Ale wiem, że dojrzeję do tego, że ten dystans się zwiększy do 2000 km.
Teraz mogłaby mnie jeszcze potrzebować. Ale za rok być może już ułoży sobie tak życie, że będzie bezpieczna i szczęśliwa, a ja nie będę musiał się o nią martwić.

Dlaczego sobie to robisz? Ona Cię nie potrzebuje i nie będzie potrzebować. Minęło prawie pół roku a Ty, przepraszam, warujesz jak pies.
Ja rozumiem, że kochasz, boisz się o nią, ale trzeba odciąć się, teraz, już. Nie za rok, czy dwa, bo tylko przedłużasz swoje cierpienie, tęsknotę. Uzależniłeś swoje życie, emocje od niej i dopóki się nie odetniesz, tak będzie wyglądać Twoje życie. Aż pewnego dnia, dojdzie do Ciebie myśl, że ona naprawdę nie wróci i zacznie się rozczarowanie i złość. Pojawią się te wszystkie emocje, które normalnie czuje się "zaraz po". Ty je tłumisz.

Luki.wroc napisał/a:

Chcę powrotu masochistycznych pobudek, czuć niepewność i stres codzienną, ale być najważniejszym dla kogoś i postrzegać kogoś jako najważniejszego.
Razem, choćby pod mostem...

To o czym piszesz, to jakiś toksyczny, chory związek. Jakaś obsesja na czyimś punkcie. W codzienności z kochającą nas osobą nie ma stresu i niepewności.
Obudź się.

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

110

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Wzorcowy przykład jak nie należy z żoną postępować. Ona musiała od tego uciec.

111

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
random.further napisał/a:
Luki.wroc napisał/a:

I będe chciał się z od niego w końcu uwolnić na rzecz tych bardziej prozaicznych.

W każdym razie - powodzenia.
Choć, hm.., coś może i warto przewartościowsć, może ta proza to jednak coś więcej (jakoś tak mi sie nasunęło), ale ... sam to ocenić musisz.

A wiesz, że też mi to przeszło przez myśl.

112

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

a ja wysyłałam Priv smile

113

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Podziwiam Cię, jestem na takim etapie jak Ty w tej chwili i nie umiem sobie z tym poradzić. Powiedz jak przetrwać ten ból ?

114 Ostatnio edytowany przez random.further (2019-04-26 20:18:35)

Odp: Chciałbym nadal ufać swojej żonie
Luki.wroc napisał/a:
random.further napisał/a:
Luki.wroc napisał/a:

I będe chciał się z od niego w końcu uwolnić na rzecz tych bardziej prozaicznych.

W każdym razie - powodzenia.
Choć, hm.., coś może i warto przewartościowsć, może ta proza to jednak coś więcej (jakoś tak mi sie nasunęło), ale ... sam to ocenić musisz.

A wiesz, że też mi to przeszło przez myśl.

smile Hm..., a jak wchodziłeś w związek z Żoną wiedziałeś dobrze czego chcesz ?
Sprawiasz wrażenie jakbyś potrzebował stałego motywu, tej pewności, że ktoś jest... Analizujesz... codzienność masz ogarniętą... 10 lat małżeństwa i nie mieliście dzieci... 40 lat nie przeraziło Cię za bardzo... umiesz planować na teraz...
Hm..., a czy ktoś w real Ci pomagał w ostatnich miesiącach ? Wygadać się przyszedłeś tutaj... sprawiasz wrażenie kontaktowego... klarownie opisujesz swój stan... ale ... ale... czy czujesz pustkę w sobie bo że pustka panująca obok Ciebie jest trudna do wytrzymania dla Ciebie to wyraźnie napisałeś ? apatia Ci chyba nie zagraża...
Zupełnie nie widzę Cię przez pisane przez Ciebie słowa, mimo tej klarowności w postach - mimo spójności podejmowanych działań które tu opisałeś - no nie wiem...

Posty [ 77 do 114 z 119 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Chciałbym nadal ufać swojej żonie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018