Dziewczyno idź na terapię. Twoje podejście nie jest zdrowe. Uwierz mi, wcale nie jesteś spisana na straty, możesz sobie pomóc.
Już sama nie wiem. Nie wierzę, że ktoś mi pomoże, terapeuta to tylko człowiek, a nie cudotwórca. I jak któreś z rodziców albo brat się dowie, to boję się, że zostanę uznana za "psychiczną" albo będą się zadręczać, że może kiedyś popełnili jakiś błąd w wychowaniu i to ich wina.
68 2018-10-07 10:32:31 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-10-07 10:33:50)
Terapeuta nie ma być cudotwórca. Jeśli chodzi o problemy natury wewnętrznej to możesz nim być tylko Ty sama. Terapeuta jest pomocą i wsparciem, doświadczonym spojrzeniem z boku. To nie on ma Cie wyleczyć a pomoc Tobie wyleczyć się samej.
A co do rodziny. Od Ciebie zależy czy im powiesz czy nie ale tu chodzi o Twój problem i nie możesz się kierować myśleniem że będziesz go dusić w sobie bo ktoś sobie coś może pomyśleć albo komuś może być przykro. Tu chodzi o Ciebie nie o nich. Martwisz się że zranisz ich uczucia. A o swoich uczuciach pomyślałaś? Zastanów się nad tym
Już sama nie wiem. Nie wierzę, że ktoś mi pomoże, terapeuta to tylko człowiek, a nie cudotwórca. I jak któreś z rodziców albo brat się dowie, to boję się, że zostanę uznana za "psychiczną" albo będą się zadręczać, że może kiedyś popełnili jakiś błąd w wychowaniu i to ich wina.
Potrzeba bycia kochanym nie jest durna. Jesteś młodziutka czemu miałabyś być spisana na straty ? Korzystanie z porady psychologa to nie jest żadna ujma. Tak samo jest z psychiatrą. Teraz to cała masa ludzi jedzie na antydepresantach. Musisz uwierzyć. Uwierzyć w samą siebie. Ty sama powinnaś sobie pomóc. Specjalista tylko może wskazać Ci drogę. Ale to ty sama będziesz musiała nią podążać. Jesteś dorosła i to co będą myśleć o tobie twoi rodzice czy ktokolwiek inny nie powinno mieć aż tak wielkiego znaczenia.
Hmm bardzo przypominasz mnie sprzed kilku lat. ![]()
70 2018-10-07 10:41:21 Ostatnio edytowany przez beacia96 (2018-10-07 10:48:19)
Jak o tym wszystkim myślę, to czuję mega wstyd i bezsilność, bo nie umiem sobie z tym poradzić. Strach też, bo nigdy nie byłam u psychologa czy psychoterapeuty. No i mnie nie stać, a zanim doczekam się na NFZ to zdąży mi się 10 razy pogorszyć.
71 2018-10-07 10:49:21 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2018-10-07 10:50:22)
Jak o tym wszystkim myślę, to czuję mega wstyd i bezsilność, bo nie umiem sobie z tym poradzić. Strach też, bo nigdy nie byłam u psychologa czy psychoterapeuty.
I nie potrzebnie. Twoje wpisy na początku rzuciły mi się w oczy. Byłaś wtedy agresywna. Teraz widać ogromny postęp
Otworzyłaś się. Strach i bezsilność jest normalny. Nie wstydź się tego. To ludzkie.
72 2018-10-07 10:52:12 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-10-07 10:52:31)
Jak o tym wszystkim myślę, to czuję mega wstyd i bezsilność, bo nie umiem sobie z tym poradzić. Strach też, bo nigdy nie byłam u psychologa czy psychoterapeuty. No i mnie nie stać, a zanim doczekam się na NFZ to zdąży mi się 10 razy pogorszyć.
Idź do psychiatry. Nie czeka się tak długo, u nas na Śląsku ok 2-3 tygodni na pierwszą wizytę, a potem już nie czeka się wcale.
To nic strasznego, naprawdę.
Chodziłam dość długo i brałam leki. Chodziłam też do psychologa, którego potem zamieniłam na terapeutę, którego sama wybrałam. Bardzo mi to pomogło.
73 2018-10-07 10:58:00 Ostatnio edytowany przez beacia96 (2018-10-07 11:01:00)
Nie, słowo "psychiatra" budzi we mnie mega lęk, więc do niego na pewno nie pójdę. Na pewno zostanę uznana za "psychiczną", bo u mnie w rodzinie były przypadki chorób psychicznych. Wolałabym psychoterapeutę, bo nie budzi we mnie aż takiego lęku, ale jednak brak pieniędzy jest mocną przeszkodą.
Nie, słowo "psychiatra" budzi we mnie mega lęk, więc do niego na pewno nie pójdę. Na pewno zostanę uznana za "psychiczną", bo u mnie w rodzinie były przypadki chorób psychicznych. Wolałabym psychoterapeutę, bo nie budzi we mnie aż takiego lęku, ale jednak brak pieniędzy jest mocną przeszkodą.
Wedlug mnie nie potrzebujesz psychiatry. Raczej psychoterapeute.
Ty serio jestes z 96?
76 2018-10-07 11:06:18 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-10-07 11:08:52)
Wiesz ze do psychiatry chodzą również osoby nie "psychiczne"?
Ja jestem przykładem.
Nie jestem chora psychicznie. Z niczym mnie nigdy nie zdiagnozowano.
A jednak chodzę do psychiatry i biorę leki w wyniku różnych ciężkich sytuacji życiowych które mnie otaczają. Jestem zdrowa ale nie ze wszystkim co mnie spotyka mogę sobie poradzić. Tyle
psychika osób zdrocyh również bywa ulomna i naprawdę to żadna ujma albo dowód na to że jesteś rąbnięta. Po prostu masz takie a nie inne doświadczenia, może się trochę pogubiłas, może potrzebujesz wsparcia.
Tak
78 2018-10-07 11:10:10 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-10-07 11:10:39)
Nie, słowo "psychiatra" budzi we mnie mega lęk, więc do niego na pewno nie pójdę. Na pewno zostanę uznana za "psychiczną", bo u mnie w rodzinie były przypadki chorób psychicznych. Wolałabym psychoterapeutę, bo nie budzi we mnie aż takiego lęku, ale jednak brak pieniędzy jest mocną przeszkodą.
Nie gniewaj się, ale ewidentnie masz problem ze sobą.
Warto, by wysłuchał Cię lekarz psychiatra, który skieruje Cię do odpowiedniego terapeuty, psychoterapeuty, psychologa.
Jeśli nie chcesz, to nikt nie zmusza, ale Twoje życie nie zmieni się na lepsze, jeśli ciągle będziesz się chowała za swoim lękiem. Schowanie problemów pod dywan nie sprawi, że one znikną.
Nie życzę Ci tylko, żebyś doprowadziła się do stanu, gdzie już nie będziesz miała innego wyjścia, jak tylko leczyć się u psychiatry. Przechodziłam, to wiem. Wtedy dopiero jest masakra.
Kazdy Ci zadzi dobrze a Ty zawsze na nie. Wiec czego jeszcze oczekujesz?
Po prostu się boję. Nie wierzę, że ktoś z Was poszedł do psychologa/psychoterapeuty/ psychiatry od razu, jak zdał sobie sprawę z problemu i z uśmiechem na ustach. Najbardziej jestem skłonna iść do psychoterapeuty i nawet przeboleć kilumiesięczne czekanie, byle tylko zrobić pierwszy krok.
Po prostu się boję. Nie wierzę, że ktoś z Was poszedł do psychologa/psychoterapeuty/ psychiatry od razu, jak zdał sobie sprawę z problemu i z uśmiechem na ustach. Najbardziej jestem skłonna iść do psychoterapeuty i nawet przeboleć kilumiesięczne czekanie, byle tylko zrobić pierwszy krok.
Pierwszy raz poszłam, bo zmusiła mnie sytuacja, po pierwszej próbie samobójczej. Spędziłam 6 tygodni na oddziale.
Nie chciałam się leczyć, jak tylko mogłam, to się odcięłam.
Drugi raz poszłam, jak zobaczyłam, że moje zachowanie negatywnie wpływa na moja rodzinę. Byłam się, że stracę męża, którego bardzo kocham.
Wtedy poszłam z uśmiechem na ustach, a u psychiatry otworzyłam się jakoś dopiero na 4 wizycie. Leki bardzo pomogły dojść do siebie. Potem zaczęłam terapię, cały czas równolegle chodząc do psychiatry.
Dziś jest bardzo ok. Nie biorę leków, zakończyłam terapię.
Dlatego Ci napisałam... Nie czekaj, aż będzie Ci tak źle, że sobie całkiem nie poradzisz. Nie warto.
82 2018-10-07 11:28:24 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2018-10-07 11:30:37)
Po prostu się boję. Nie wierzę, że ktoś z Was poszedł do psychologa/psychoterapeuty/ psychiatry od razu, jak zdał sobie sprawę z problemu i z uśmiechem na ustach. Najbardziej jestem skłonna iść do psychoterapeuty i nawet przeboleć kilumiesięczne czekanie, byle tylko zrobić pierwszy krok.
A ja uwazam, że nie trafilaś jeszcze na odpowiednią osobe, przed którą moglabyś sie otworzyć. Jesteś zablokowana. Ale warto zawczasu reagować. Ty sama musisz chcieć. Jak czlowiek nie chce to zawsze sobie znajdzie jakieś usprawiedliwienie.
Problemy z psychiką to takie same problemy jak z fizyką
Jedno i drugie należy leczyć.
83 2018-10-07 11:33:27 Ostatnio edytowany przez beacia96 (2018-10-07 11:36:22)
beacia96 napisał/a:Po prostu się boję. Nie wierzę, że ktoś z Was poszedł do psychologa/psychoterapeuty/ psychiatry od razu, jak zdał sobie sprawę z problemu i z uśmiechem na ustach. Najbardziej jestem skłonna iść do psychoterapeuty i nawet przeboleć kilumiesięczne czekanie, byle tylko zrobić pierwszy krok.
Pierwszy raz poszłam, bo zmusiła mnie sytuacja, po pierwszej próbie samobójczej. Spędziłam 6 tygodni na oddziale.
Nie chciałam się leczyć, jak tylko mogłam, to się odcięłam.Drugi raz poszłam, jak zobaczyłam, że moje zachowanie negatywnie wpływa na moja rodzinę. Byłam się, że stracę męża, którego bardzo kocham.
Wtedy poszłam z uśmiechem na ustach, a u psychiatry otworzyłam się jakoś dopiero na 4 wizycie. Leki bardzo pomogły dojść do siebie. Potem zaczęłam terapię, cały czas równolegle chodząc do psychiatry.Dziś jest bardzo ok. Nie biorę leków, zakończyłam terapię.
Dlatego Ci napisałam... Nie czekaj, aż będzie Ci tak źle, że sobie całkiem nie poradzisz. Nie warto.
Cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło. Na szczęście nigdy nie targnęłam się na swoje życie i nie zamierzam tego robić. Chciałabym najpierw spróbować psychoterapii. Chyba rzeczywiście wolę zacząć od tego niż to odkładać w nieskończoność a potem leczyć to i kolejne urazy, które mogą się dołączyć.
Cyngli napisał/a:beacia96 napisał/a:Po prostu się boję. Nie wierzę, że ktoś z Was poszedł do psychologa/psychoterapeuty/ psychiatry od razu, jak zdał sobie sprawę z problemu i z uśmiechem na ustach. Najbardziej jestem skłonna iść do psychoterapeuty i nawet przeboleć kilumiesięczne czekanie, byle tylko zrobić pierwszy krok.
Pierwszy raz poszłam, bo zmusiła mnie sytuacja, po pierwszej próbie samobójczej. Spędziłam 6 tygodni na oddziale.
Nie chciałam się leczyć, jak tylko mogłam, to się odcięłam.Drugi raz poszłam, jak zobaczyłam, że moje zachowanie negatywnie wpływa na moja rodzinę. Byłam się, że stracę męża, którego bardzo kocham.
Wtedy poszłam z uśmiechem na ustach, a u psychiatry otworzyłam się jakoś dopiero na 4 wizycie. Leki bardzo pomogły dojść do siebie. Potem zaczęłam terapię, cały czas równolegle chodząc do psychiatry.Dziś jest bardzo ok. Nie biorę leków, zakończyłam terapię.
Dlatego Ci napisałam... Nie czekaj, aż będzie Ci tak źle, że sobie całkiem nie poradzisz. Nie warto.
Cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło. Na szczęście nigdy nie targnęłam się na swoje życie i nie zamierzam tego robić. Chciałabym najpierw spróbować psychoterapii.
Możesz. Ty wybierasz, Ty decydujesz.
Jutro spróbuję się umówić przez telefon. Akurat będę sama w domu i nie będzie obawy, że ktoś usłyszy.
Owszem z uśmiechem na ustach nie poszłam. Poszłam gdy zrozumiałam że jak tego nie zrobię to dalej będę żyła na niesatysfakcjonujacym poziomie jeśli nie podejmę drastycznych kroków a jestem młoda, sprawna i chce czerpać z życia ile mogę. Też chwilę mi zajęło by dojrzeć do decyzji
Owszem z uśmiechem na ustach nie poszłam. Poszłam gdy zrozumiałam że jak tego nie zrobię to dalej będę żyła na niesatysfakcjonujacym poziomie jeśli nie podejmę drastycznych kroków a jestem młoda, sprawna i chce czerpać z życia ile mogę. Też chwilę mi zajęło by dojrzeć do decyzji
Masz rację. Mnie jednak trochę przeraża wizja takiego życia, w którym nie będę w pełni szczęśliwa.
88 2018-10-07 12:12:18 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-10-07 12:23:26)
Mnie też przerażała. Dzięki Bogu mamy spory wpływ na swoje życie więc niech ta rozmowa może sprowokuje w Tobie myśli jak to zrobić. Trzymam kciuki ![]()
Dziękuję Wam wszystkim za dodanie mi odwagi. ![]()
Nie, słowo "psychiatra" budzi we mnie mega lęk, więc do niego na pewno nie pójdę. Na pewno zostanę uznana za "psychiczną", bo u mnie w rodzinie były przypadki chorób psychicznych. Wolałabym psychoterapeutę, bo nie budzi we mnie aż takiego lęku, ale jednak brak pieniędzy jest mocną przeszkodą.
Dziewczyno idac do psychiatry wcale nie oznacza ze cos z Tobą nue tak
Ja 5lat temu przez rok leczylam doe na nerwice
W tym roku poszłam po skierowanie do psychiatry.
Dostalam z tym ze dopiero termin mialam na
maj.
Ale to w zastepstwie i to u psychologa bo na nfz ale do psychiatry tez bylam ze skierowania
Z tym ze p.psycholog najpierw stwierdzila depresje
potem mialam sie zglosic do psychoatry.
Zglosilam sie ale juz po powrocie z wczasow.Sama zauwazylam ze juz mi lepiej.P.psychiatra stwierdzila ze nie eidzi depresji juz a widac moze byla wczesna.
Udalo mi sie pokonac samej swoj stan
Gdyby jeszcze cos soe zdarzylo takiego znow pojde.
to zadna ujma ani wstyd
Ty masz inne problemy
Powinnas skorzystac z pomocy
Do psychiatry nie potrzeba skierowania.
Trochę dziwnie jest z tymi skierowaniami, ale mniejsza o to. Psychiatrę też wezmę pod uwagę.
Do psychiatry nie trzeba skierowania.
Do psychologa i psychoterapeuty trzeba. Plus u mnie jest tak, że na psychoterapię trzeba mieć też opinię od psychiatry z jednej wizyty.
Więc musisz iść do rodzinnego po skierowanie do psychologa. Nie martw się, jesteś pełnoletnia, więc jeżeli wycofasz zgodę na wgląd w kartę dla Twojej rodziny to nikt nie będzie miał prawa o tej wizycie wiedzieć.
Nie wiem gdzie mieszkasz, ja w Krakowie czekałam na wizytę u psychologa 2 tygodnie
i to tylko dlatego, że były święta.
Więc na spokojnie. Ale nie masz co dzwonić, bo bez skierowania nie dadzą Ci terminu wizyty. Tak to działa.
Możesz też iść gdzieś prywatnie i płacić.
Jednak doszłam do wniosku, że chyba pójdę do psychiatry, bo nie chce mi się latać po skierowanie. Taki psychiatra powinien się orientować wstępnie co mi jest i może wiedzieć "na oko", który rodzaj psychoterapii byłby dla mnie (bo jest ich kilka). Jestem z Wrocławia i jest tu sporo PZP, w niektórych miejscach mogę się umówić na NFZ już na przyszly tydzień, ale są też takie gdzie czeka się ok. 3 miesięcy.
Na razie tylko NFZ, prywatnie to jak skończę studia i usamodzielnię się finansowo.
Żaden psychiatra nie powie Ci na oko, jaki rodzaj psychoterapii jest dla Ciebie najlepszy ![]()
wszystko zależy od Twojego podejścia i tyle. Dla jednego sprawdzi się jeden rodzaj, dla drugiego inny.
Myślałam, że to zależy też od rodzaju problemu. Inna terapia jest dla osób z zaburzeniami osobowości a inna np. dla osób z zaburzeniami osobowości.
No to też, ale nie spotkałam się z dzieleniem psychologów ze względu na to, że jeden np. jest od depresji, a inny od nerwicy. Może tak jest, nie wiem.
Co do nurtów psychologii, bo zakładam, że o to Ci chodzi, to po prostu trzeba sprawdzić na sobie, który najbardziej Ci spasuje.
Psychiatra Cię nie zdiagnozuje na pierwszej wizycie. Potrzeba ich kilka.
Tak, o to mi chodziło. I zdaję sobie sprawę z tego, że niekoniecznie pierwszy terapeuta będzie umiał do mnie "dotrzeć", słyszałam też że terapia potrafi trwać latami i troszkę mnie to przeraża.
100 2018-10-07 18:00:10 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2018-10-07 18:00:28)
Tak, o to mi chodziło. I zdaję sobie sprawę z tego, że niekoniecznie pierwszy terapeuta będzie umiał do mnie "dotrzeć", słyszałam też że terapia potrafi trwać latami i troszkę mnie to przeraża.
Tak to prawda. Psychoterapia może trwać wiele lat. Wszystko zależy od skali i złożoności problemów. Nawet leczenie farmakologiczne może trwać kilka lat. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od ciebie.
101 2018-10-07 18:02:08 Ostatnio edytowany przez beacia96 (2018-10-07 18:08:21)
...
Chyba od tego jak bardzo spier*****am sobie życie
Od czego ?
103 2018-10-07 18:06:19 Ostatnio edytowany przez jjbp (2018-10-07 18:11:53)
Żaden psychiatra nie powie Ci na oko, jaki rodzaj psychoterapii jest dla Ciebie najlepszy
wszystko zależy od Twojego podejścia i tyle. Dla jednego sprawdzi się jeden rodzaj, dla drugiego inny.
A to niekoniecznie prawda.
Na podstawie rodzaju problemów z jakimi zmaga się pacjent można określić jaka terapia będzie dla niego bardziej lub mniej skuteczna np z tego co mi wiadomo w przypadku uzależnień najczęściej nie rekomenduje się terapii w nurcie psychodynamicznym. Tak więc wybór terapii zależy od charakteru i podejścia pacjenta owszem ale od rodzaju problemów również.
No i jasne że to w praniu wyjdzie co pacjentowi pasuje co nie I wszystko zależy też od wybranego terapeuty ale psychiatra po zrobieniu wywiadu może jak najbardziej doradzić w kwestii terapii więc ja bym poleciła się o to spytać na wizycie
beacia96 napisał/a:Chyba od tego jak bardzo spier*****am sobie życie
Od czego ?
Od tego jak bardzo zepsułam sobie życie w sferze uczuciowej.
Mordimer napisał/a:beacia96 napisał/a:Chyba od tego jak bardzo spier*****am sobie życie
Od czego ?
Od tego jak bardzo zepsułam sobie życie w sferze uczuciowej.
Jeszcze nie ma tragedii.
Masz tego świadomość. Chcesz to wszystko naprawić. Grunt aby być wytrwałym w dążeniu do wyznaczonych celów.
Mam nadzieję, że były gorsze przypadki ode mnie i jakoś dały się naprawić.
Mam nadzieję, że były gorsze przypadki ode mnie i jakoś dały się naprawić.
No pewnie, że tak. Gwałty, molestowania przez bliskich członków rodziny lub byłych partnerów. I wiele wiele innych traum.
Biorąc pod uwagę że istnial na tym świecie człowiek o 24 osobowościach uwierz mi ze do najgorszego przypadku Ci daleko ![]()
Po prostu jeszcze dziś rano wydawało mi się, że jestem przypadkiem beznadziejnym i nie da się mi pomóc i że zostanę wyśmiana, bo nie umiem sobie radzić z facetami.
Po prostu jeszcze dziś rano wydawało mi się, że jestem przypadkiem beznadziejnym i nie da się mi pomóc i że zostanę wyśmiana, bo nie umiem sobie radzić z facetami.
I co jakoś nikt ciebie tutaj nie wyśmiał ?
111 2018-10-07 18:24:32 Ostatnio edytowany przez beacia96 (2018-10-07 18:25:08)
Nie, ale podejrzewam, że nie wszyscy są tak tolerancyjni. To cud, że ze mną wytrzymujecie, aż sama bym siebie zbanowała.
Podejrzewam, że moi rodzice by mówili, że wymyśliłam sobie problem itp. Koleżanki podobnie, bo one mają "swoich misiów" i nigdy nie zrozumieją mojej perspektywy.
112 2018-10-07 18:26:52 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2018-10-07 18:27:07)
Nie, ale podejrzewam, że nie wszyscy są tak tolerancyjni. To cud, że ze mną wytrzymujecie, aż sama bym siebie zbanowała.
Podejrzewam, że moi rodzice by mówili, że wymyśliłam sobie problem itp. Koleżanki podobnie, bo one mają "swoich misiów" i nigdy nie zrozumieją mojej perspektywy.
Tutaj są sami swoi ![]()
Coś na zasadzie "wariat zrozumie drugiego wariata"? ![]()
Coś na zasadzie "wariat zrozumie drugiego wariata"?
He he. Może i tak być.
Dobra z ciebie dziewczyna ale pogubiona.
Nie, ale podejrzewam, że nie wszyscy są tak tolerancyjni. To cud, że ze mną wytrzymujecie, aż sama bym siebie zbanowała.
Podejrzewam, że moi rodzice by mówili, że wymyśliłam sobie problem itp. Koleżanki podobnie, bo one mają "swoich misiów" i nigdy nie zrozumieją mojej perspektywy.
No, ale, Beacia, pomyśl
Nawet jeśli wymyśliłabyś sobie problem - to by oznaczało, że i tak potrzebujesz pomocy, bo kto normalny wymyśla sobie problemy? ![]()
Trzymam kciuki za to, że jednak się odważysz. Bo tak sobie Ciebie od początku podczytuję, zauważyłam już pewną zmianę i na dobrej drodze jesteś - tylko daj sobie pomóc jeszcze przed tą ostatnią prostą
Tu już wszystko zależy od Ciebie ![]()
Mordimer- a może właśnie niedobra? ![]()
Troszkę opadły mi negatywne emocje od czasu zerwania kontaktu z tym kolesiem, więc pewnie dlatego jest troszeczkę lepiej, sama nic nie robiłam, oprócz ograniczania myślenia o nim i odrzucania pokusy napisania do niego.
117 2018-10-07 18:50:59 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2018-10-07 18:51:05)
Mordimer- a może właśnie niedobra?
Troszkę opadły mi negatywne emocje od czasu zerwania kontaktu z tym kolesiem, więc pewnie dlatego jest troszeczkę lepiej, sama nic nie robiłam, oprócz ograniczania myślenia o nim i odrzucania pokusy napisania do niego.
Dobra dobra ![]()
A skąd wiesz? ![]()
A skąd wiesz?
Intuicja Beacia ![]()
Myślałam, że intuicja to przeżytek i nie warto jej ufać.
Ech. Jaki przeżytek ? Właśnie intuicji warto zaufać. Nie raz wyszedłem z tarapatów. Trzeba patrzeć nie tylko rozumem ale też sercem.
A co jak ktoś nie ma serca?
A co jak ktoś nie ma serca?
No to trudno. To wtedy warto takich psychopatów unikać. Ale ty masz serce.
124 2018-10-07 19:25:34 Ostatnio edytowany przez beacia96 (2018-10-07 19:26:22)
Znów Ci intuicja tak podpowiada? Bo ja nieraz słyszałam, że nie mam. Miałam, ale zgubiłam. ![]()
Znów Ci intuicja tak podpowiada? Bo ja nieraz słyszałam, że nie mam. Miałam, ale zgubiłam.
Tak mi podpowiada
Ale odnalazłaś. Widać to po twoich wpisach. Taraz a na początku to niebo a ziemia. To dobry znak.
Nie no, bez przesady. Zaraz poprawa... Po prostu zdałam sobie sprawę, że jestem w czarnej dziurze.
Nie no, bez przesady. Zaraz poprawa... Po prostu zdałam sobie sprawę, że jestem w czarnej dziurze.
No mówię serio. Człowiek czasami trafi do czarnej dupy. Grunt aby się w niej nie urządzać.
W sumie to byłam w niej od zawsze więc nie znam innej perspektywy.
129 2018-10-08 02:17:31 Ostatnio edytowany przez mmJUTnetPL (2018-10-08 02:24:28)
Kiedy mówisz, że "godność już dawno temu straciłam" to zamykasz się na każdą pomoc, negujesz się. Zacznij od tego, że : "MAM GODNOŚĆ, MAM!"
mmJUTnetPL- nie, dziękuję, nie skorzystam, nie jestem do niczego powołana (chyba tylko do samotności), godność już dawno temu straciłam, no i jestem ateistką, więc cała ta religijna otoczka mnie odrzuca, nie chcę zmienić się w "moherka" czy inną dewotkę
To ja odpowiem wykładem: "Okłamany człowiek wobec przemocy psychoterapii. Anna Wasiukiewicz Psychomanipulacja." https://youtu.be/ZTMz2zRKYuM
To powinno skutecznie Ciebie wyleczyć z kozetek i pokojów gdzie 1na1 z kimś obcym omawiasz własne problemy.
Może teraz chętniej zwrócisz wzrok w kierunku wspólnoty "Dzielne Niewiasty". Moja koleżanka - osoba wyjątkowo uzdolniona i mądra, dobra - tam właśnie chodzi na spotkania.
Godności się nie traci, o godności się jedynie zapomina - wmówiono Ci, że tracisz godność, to jest właśnie przemoc psychologiczna. Ten, kto Ci to wmówił, to osobowe zło, czyli potocznie "diabeł".
ŻADNA OSOBA LUDZKA NIE UTRACI GODNOŚCI, BO GODNOŚĆ JEST WPISANA W DZIEŁO STWORZENIA.
MOŻNA TYLKO ZOSTAĆ ZMANIPULOWANYM I POZBAWIONYM POCZUCIA GODNOŚCI.
Poszanowanie osoby ludzkiej
KKK 1929 Sprawiedliwość społeczną można osiągnąć jedynie przy poszanowaniu transcendentnej godności człowieka (INNYCH I SIEBIE!!!).
Osoba jest celem ostatecznym społeczeństwa, które jest jej podporządkowane: w grę wchodzi godność osoby ludzkiej, której obrona i rozwój zostały nam powierzone przez Stwórcę i której dłużnikami w sposób ścisły i odpowiedzialny są mężczyźni i kobiety w każdym układzie dziejowym (Jan Paweł II, enc. Sollicitudo rei socialis, 47).
KKK 1930 Poszanowanie osoby ludzkiej pociąga za sobą poszanowanie praw, które wypływają z jej godności jako stworzenia. Prawa te są uprzednie w stosunku do społeczności i powinny być przez społeczność uznane. Są podstawą moralnej prawowitości wszelkiej władzy; lekceważąc je lub odrzucając ich uznanie w prawodawstwie pozytywnym, społeczeństwo podważa swoją własną prawowitość moralną (Por. Jan XXIII, enc. Pacem in terris, 65). Bez poszanowania osoby władza może jedynie opierać się na sile lub przemocy, by uzyskać posłuszeństwo swoich poddanych. Do Kościoła należy przypominanie tych praw ludziom dobrej woli i odróżnianie ich od nieuzasadnionych i fałszywych roszczeń.
KKK 1931 Poszanowanie osoby ludzkiej przejawia się w poszanowaniu zasady: "Poszczególni ludzie powinni uważać swojego bliźniego bez żadnego wyjątku za «drugiego samego siebie», zwracając przede wszystkim uwagę na zachowanie jego życia i środki do godnego jego prowadzenia" (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 27). Żadne prawodawstwo nie jest w stanie samo przez się usunąć niepokojów, uprzedzeń oraz postaw egoizmu i pychy, stojących na przeszkodzie ustanowieniu prawdziwie braterskich społeczności. Postawy te przezwycięża jedynie miłość, która w każdym człowieku dostrzega "bliźniego", brata.
KKK 1932 Obowiązek traktowania drugiego człowieka jako bliźniego i czynnego służenia mu jest szczególnie naglący wtedy, gdy będąc pozbawiony czegoś, znajduje się on w potrzebie. "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 40).
KKK 1933 Ten sam obowiązek obejmuje także tych, którzy myślą lub działają inaczej niż my. Nauka Chrystusa domaga się nawet przebaczenia win. Rozciąga przykazanie miłości, które jest przykazaniem Nowego Prawa, na wszystkich nieprzyjaciół (Por. Mt 5, 43-44). Wyzwolenie w duchu Ewangelii nie da się pogodzić z nienawiścią do nieprzyjaciela jako osoby, lecz tylko z nienawiścią do zła, które popełnia nieprzyjaciel.
mmJUTnetPL, działy Ci się chyba pomyliły
.