Szczerze? Nie chce się wyprowadzać. Nie mam ochoty tułac sie po jakis stancjach czy hotelach. Pogorszyloby to tylko moj stan psychofizyczny, ktory ostatnio i tak jest slaby. Jeśli moja zona znowu zrezygnuje z pracy lub nie przedłuża jej umowy, to będę chciał żeby wyjechała do rodziców. Oni będą mieli czas żeby ewentualnie z nią jeździć po lekarzach w związku z tą borelioza. Ja nie mam ani ochoty, ani czasu. Być może wtedy by zatesknila A jej rodzice by sie przynajmniej przekonali jaką jest mendą- że nic w domu nie zrobi, A ciągle jest wyczerpana, śpi i ciągle narzeka.
Przyznaje że myślałem o separacji i trochę podswiadomie idę w tym kierunku- żeby nie brać jeszcze rozwodu, ale dac jasny sygnał, że nie godzę sie na takie życie.
A jeszcze w kontekście rozwodu- z dwa tygodnie temu jechaliśmy do naszych rodziców w odwiedziny. Oczywiście się poklocilismy. Mojej żonie gdzieś się rzucił w oczy pozew rozwodowy, ktory walał się między różnymi papierami (kiedyś o tym pisałem, że jej dałem pozew, trochę jako ultimatum, że jak nic sie nie zmieni, to go zloze w sądzie). No i ubzdurala sobie, ze juz chce to złożyć w sądzie w przyszłym tygodniu. I wiecie co dla niej było najważniejsze? Nie żebym nie składał itd. Ale to że na pewno chce jej rodzicom pokazać. Najważniejsze było dla niej to żeby mamusia i tatuś się nie dowiedzieli. Kurde przecież jakbyśmy wzięli rozwód to i tak chyba by zauważyli, prawda? Niesamowita logika. Ogółem cała sytuacja porządnie mnie zdolowala. I sam się sobie dziwię czemu jeszcze nie podjąłem żadnych formalnych kroków w celu zakończenia mojej gehenny.
To zrób coś w końcu a nie narzekasz . Masz jedno życie a siedzisz w bagnie na które sam narzekasz . Pomysl trochę o sobie .