Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Strony Poprzednia 1 4 5 6

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 337 z 337 ]

326

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Szczerze?  Nie chce się wyprowadzać. Nie mam ochoty tułac sie po jakis stancjach czy hotelach. Pogorszyloby to tylko moj stan psychofizyczny, ktory ostatnio i tak jest slaby. Jeśli moja zona znowu zrezygnuje z pracy lub nie przedłuża jej umowy, to będę chciał żeby wyjechała do rodziców. Oni będą mieli czas żeby ewentualnie z nią jeździć po lekarzach w związku z tą borelioza. Ja nie mam ani ochoty, ani czasu. Być może wtedy by zatesknila A jej rodzice by sie przynajmniej przekonali jaką jest mendą- że nic w domu nie zrobi, A ciągle jest wyczerpana, śpi i ciągle narzeka.
Przyznaje że myślałem o separacji i trochę podswiadomie idę w tym kierunku- żeby nie brać jeszcze rozwodu, ale dac jasny sygnał, że nie godzę sie na takie życie.
A jeszcze w kontekście rozwodu- z dwa tygodnie temu jechaliśmy do naszych rodziców w odwiedziny. Oczywiście się poklocilismy. Mojej żonie gdzieś się rzucił w oczy pozew rozwodowy, ktory walał się między różnymi papierami (kiedyś o tym pisałem, że jej dałem pozew, trochę jako ultimatum, że jak nic sie nie zmieni, to go zloze w sądzie). No i ubzdurala sobie, ze juz chce to złożyć w sądzie w przyszłym tygodniu. I wiecie co dla niej było najważniejsze? Nie żebym nie składał itd. Ale to że na pewno chce jej rodzicom pokazać. Najważniejsze było dla niej to żeby mamusia i tatuś się nie dowiedzieli. Kurde przecież jakbyśmy wzięli rozwód to i tak chyba by zauważyli, prawda? Niesamowita logika. Ogółem cała sytuacja porządnie mnie zdolowala. I sam się sobie dziwię czemu jeszcze nie podjąłem żadnych formalnych kroków w celu zakończenia mojej gehenny.



To zrób coś w końcu a nie narzekasz . Masz jedno życie a siedzisz w bagnie na które sam narzekasz . Pomysl trochę o sobie .

Zobacz podobne tematy :

327

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Autorze, bardzo proszę poczytaj o boreliozie. Ja zaglebilam się w ten temat, kiedy zachorowała moja znajoma. Niestety, po kilku latach walki z tą skomplikowaną i przybierającą wiele form chorobą zmarła. Jej mąż wspieral ją do końca.
Dlatego postanowiłam napisać do Ciebie, żeby zwrócić Twoją uwagę na to, że choroba żony może być dużo poważniejsza niż się wydaje.
Borelioza może się wiązać z wieloma powikłaniami psychicznymi i neurologicznymi typu depresja czy zespół przewlekłego zmęczenia. Krzywdzące jest więc uznać za lenistwo kogoś, kto z powodu choroby ledwie ma siłę na codzienne funkcjonowanie.

328

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

I właśnie zamierzam z moim życiem dużo zrobić. I to już w tym miesiącu.
Jeśli chodzi o te boreliozę żony. Ja wiem o objawach. Zdaje sobie sprawę. Tylko że to nie było tak, że moja zona była wspaniała i nagle przestała być. Przez lata nie dostrzegłem tego że ciągle załatwianie za nia dosłownie wszystkiego to jest nienormalne. A ona przyzwyczaiła się do tego że wszystko jest przygotowane. Poza tym z tą borelioza jest tak że jak już to ona ma tzw. ataki. Tzn. jednego dnia czuje sie super a innego fatalnie. Różnie bywa. W każdym razie nie powoduje to że moja zona może całkowicie zobojętnieć na wszystko do okola. Mojej córce okazuje uczucia, więc to nie jest kwestia choroby tylko jej nastawienia do mnie.
Szczerze mówiąc w wyniku naszych zlych relacji ja jej obecnie nie wspieram. Ograniczam się do dawania pieniedzy na leczenie badania itd. Po prostu to za daleko zaszlo. Ale nie mam wyrzutów sumienia. Tak samo nie miałem z jej strony żadnego wsparcia Po śmierci mojej mamy pół roku temu.

329

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Slovian, zamilkłeś ... i nic nie piszesz, czy swoje zeszłoroczne "zamierzenia" wprowadziłeś w czyn.
A moźe relacje z źoną uległy poprawie.
Byłoby dobrze.

Pozdrawiam.

330

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Cześć, zamilkłem to fakt. Jakoś tak czasu nie było. Tyle rzeczy się wydarzyło w moim życiu. Głównie negatywnych. Ogółem nadal jesteśmy z żoną razem ale to już ostatnie podrygi. Wzajemnie sie chyba nienawidzimy. Nie ukrywam, że prawdopodobnie nabawiłem się depresji. I teraz nie jestem już tym samym człowiekiem co rok temu. Obecnie całkowicie usiadłem psychicznie i trochę fizycznie. Jestem w trakcie zmiany pracy bo w tamtej się wypalilem. Obecnie nie pracuje, ale szukam. Ogółem jest słabo :-(. Teraz mogę wprost powiedzieć, że mam zdeptane poczucie własnej wartości i z pewnością żaden ze mnie facet. Nie że się użalam  nad sobą, ale po prostu konflikt w moim małżeństwie mnie zniszczył prawie doszczętnie. Tak na.przyszlosc innym tylko powiem, że jeśli druga strona związku depcze twoje poczucie wartości i niszczy wszystko co dla Ciebie święte, to uciekaj z takiego związku. Ja tego nie zrobiłem w porę i stąd taki mój stan.

331

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Niestety czułam, że lepiej nie będzie. Wy już patrzeć na siebie nie mogliście. Reanimujecie trupa bez końca, ze względu na dzieci. Nic dziwnego, że zabrało Ci to tyle energii, że aż depresja dopadła. Ją może nawet dużo wcześniej, tylko też ze względu na dziecko i wygodę, nie chciała tego rupa spopielić i zamknąć temat.

332 Ostatnio edytowany przez Slovian (2019-11-21 14:07:47)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Jest to dla mnie wszystko nielogiczne. Ona mówi że  nie chce się rozwodzić, że mnie kocha, ale robi zupełnie coś innego. Ma napady złości i szału. Wypomina mi różne rzeczy czasami tak absurdalne jak np to że jej młodsza kolezanka ma dom A my nie itd. Nie chce sie cofac w czasie itp, ale zasadniczo to ze nie.mamy domu czy większego mieszkania to w dużej czesci pokłosie jej nieodpowiedzialnego zachowania, w tym m.in. rzucenia pracy. Zreszta juz jakis czas  temu jej powiedziałem ze na.razie nie.zamierzam z nia wchodzić w zadne przedsiewziecia i zobowiazania, bo jest dla mnie niepewna. Ja nie wiem czy jutro się nie.rozwiedziemy, a ja zostanę z kredytami i/lub al8mentami.
Z drugiej strony myślałem że jesli już będziemy na takim etapie jak teraz jesteśmy to z ulgą się rozejdziemy albo chociaż sie opamietamu i zaczniemy się starać. Ale to bujda nikt nie ma ochoty się starać. Ja czuję się zraniony ona zła i dodatkowo nadal wszystko zwala na chorobę- boreliozę, że dlatego jest obojętna itd. Tyle że ja uważam, że po prostu czasami musi się wyżyć a ja jestem pod ręką. I s8e z tym nie.godzę. Mowilem jej wielokrotnie ze nie bede z nia rozmawial jesli bedzie mnie obrazac itp. Jakos podczas klotni nie ma problemów z okazywanie uczuć. Tak samo w stosunku do dziecka. Ogółem nie spimy razem, nie jemy razem, nie spędzamy razem czasu i chyba nawet nie lubimy. Seks zdarza sie bardzo rzadko i nie ukrywam, że teraz to już ja nawet nie mam ochoty. Ogolem tylko nadal nie mam odwagi złożyć pozwu bo nadal się łudze, ze moze cos sie zmieni.
No i dochodzi kwestia pracy- nie mojej (Bo teraz szukam), ale jej. Odkąd zaczęła pracować we wrześniu zeszłego roku, praktycznie nie ma dnia żeby nie narzekała na te prace i na to jak jest zmęczona. Ostatnio stwierdziła że jej mlodsza koleżanka (ta od domu) nie musi pracować. Jej facet zapieprza w Norwegii na jakiejś platformie więc jest rzadko A kasa spływa. Moja.zona ostatnio stwierdziła że uważa, że To jest świetne rozwiązanie. Ja w robocie A ona w domu. I powiedziała to, czego się bałem od lat. Po prostu nie lubi pracować. Oczywiście mówi że jest chora itd. Ale nawet przed chorobą ciężko jej było w kazdej pracy.

333

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Aha, czyli mało jej to co już dostała, chciałaby więcej i żebyś to Ty pewnie załatwił - ten dom i inne rzeczy. Dobra jest skubana. A do siebie ona nie ma pretensji, że tego domu nie macie?

Nic się  nie zmienia, nadal jest roszczeniową księżniczką, która ma w doopie Twoje wypalenie, zmęczenie.

Nic Was nie łączy prócz dziecka i rachunków, które Ty musisz opłacać. Ile jeszcze życia zmarnujesz? Postawiłabym jej ultimatum - albo wspólna terapia albo koniec.

334

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Wiesz z ta terapia ja już stawialem takie ultimatum. Mam wrażenie że każdym kolejnym ultimatum sam się kompromituje. Bo jedyna konsekwencja teraz jaka może by ja dotknęła to złożenie pozwu i w efekcie rozwód. Natomiast zawsze się bałem czegoś takiego że złożę pozew i w głębi duszy nie będę chciał rozwodu i ona też w głębi duszy. Ale że każdy będzie zbyt dumny i drugiemu nie ustąpi, to i tak się rozwiedziemy na własną wspólną zgubę.

335

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Jeśli nie godzi się na terapię, to znaczy, że ona nie chce zmian. Nie chce zadbać o Wasze dobro wspólnie. Jest jej wygodnie tak jak jest. Nie zgodziłabym się na to. Wynajęłabym jakiś pokój, kawalerkę i odeszła. Zostawiła ją samą. Niech odczuje, co straci. Zostawiasz ją w tym Waszym grajdole. Niech sama się martwi o rachunki, co miesiąc wpłacasz alimenty na dziecko, żyjecie osobno i obserwujesz, czy coś się w niej ruszy, zmieni.

336

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Senshi napisał/a:

Jeśli nie godzi się na terapię, to znaczy, że ona nie chce zmian. Nie chce zadbać o Wasze dobro wspólnie. Jest jej wygodnie tak jak jest. Nie zgodziłabym się na to. Wynajęłabym jakiś pokój, kawalerkę i odeszła. Zostawiła ją samą. Niech odczuje, co straci. Zostawiasz ją w tym Waszym grajdole. Niech sama się martwi o rachunki, co miesiąc wpłacasz alimenty na dziecko, żyjecie osobno i obserwujesz, czy coś się w niej ruszy, zmieni.

Żadnych wyprowadzek . Da jej asa w postaci porzucenia rodziny . Ona z racji choroby może iść na zwolnienie albo porzucić pracę , w razie rozwodu może dostać alimenty też na nią . Najpierw separacja i wtedy można eksperymentować .

337

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Morfeusz1 napisał/a:
Senshi napisał/a:

Jeśli nie godzi się na terapię, to znaczy, że ona nie chce zmian. Nie chce zadbać o Wasze dobro wspólnie. Jest jej wygodnie tak jak jest. Nie zgodziłabym się na to. Wynajęłabym jakiś pokój, kawalerkę i odeszła. Zostawiła ją samą. Niech odczuje, co straci. Zostawiasz ją w tym Waszym grajdole. Niech sama się martwi o rachunki, co miesiąc wpłacasz alimenty na dziecko, żyjecie osobno i obserwujesz, czy coś się w niej ruszy, zmieni.

Żadnych wyprowadzek . Da jej asa w postaci porzucenia rodziny . Ona z racji choroby może iść na zwolnienie albo porzucić pracę , w razie rozwodu może dostać alimenty też na nią . Najpierw separacja i wtedy można eksperymentować .

Ok, ma to sens. Morfeusz dobrze gada.

Posty [ 326 do 337 z 337 ]

Strony Poprzednia 1 4 5 6

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024