Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 337 ]

196

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Entropia napisał/a:

Czepianie się o niezjedzenie wczorajszego obiadu czy niezgaszenie światła może w takiej sytuacji tylko pogorszyć sprawę, a ją utwierdzić w przekonaniu, że tak naprawdę to masz ją gdzieś. Razi mnie też Twoje podejście do jej potencjalnych problemów zdrowotnych. Gdyby ktokolwiek w mojej rodzinie podejrzewał, że ma boreliozę, oddałabym ostatnie grosze na leczenie. Ty podchodzisz do tego raczej obojętnie i jeszcze boli Cię wydatek. Dziwisz się, że ona się może czuć niekochana? Mówisz, że coś dla niej robisz, ale tak naprawdę robisz dla siebie. Wyjazd to zabawa dla Ciebie, nie spytałeś jej, czy w sumie ma na to ochotę. Na siłę prowadzisz ją do fryzjera, Ty wiesz wszystko lepiej. Próbujesz ją urabiać jak plastelinę, żeby pasowała do modelu żony, jaką Ty chcesz mieć. Mam wrażenie, że kompletnie nie interesuje Cię, jaka ona jest naprawdę i czego naprawdę chce, wkurza Cię za to, że nie chce być taka, jak Ty byś chciał.

Nie mówię, że Twoja żona jest bez winy, bo pewnie oboje przyłożyliście rękę do tego, jak to wszystko teraz wygląda. Ale w Twoich postach nie ma ani krztyny miłości czy troski i Twoja żona na pewno to czuje. Nie piszę tego, żeby Cię obrazić, ale naprawdę nie chciałbym być w związku z kimś takim jak Ty. Może i z zewnątrz robisz wszystko, jak należy. Pracujesz, bierzesz na sobie sporą część obowiązków domowych. Ale emocjonalnie jest w tym wszystkim taki chłód i brak zainteresowania drugim człowiekiem. Może i prawdę piszesz, że żona się Tobą nie interesuje, ale Ty tak naprawdę nią jako osobą też nie.

Nie akceptuje wyrzucania żywności. Zwolniła się z pracy, ustaliliśmy że trzeba zaciągnąć pasa. I co? Tylko ja to robię. Bo mojej żonie się nie chce, głowy sobie nie zawraca, zapomina. Jasne super. Teraz.mam jej pozwolić na to żeby gotowała obiad i na drugi dzień do kibla. Rozwiązanie jest proste i to jej tłumacze- ugotuj mniej. Swiatlo- wychodzisz z pokoju czy z kuchni to gas światło. To żadna filozofia. Rozumiem o co Ci chodzi- czepianie się dobija każdego. Ale nie obwiniaj mnie że ja jestem nieczuly itd. To napraabłahe prośby w stosunku do niej.
Wyjazd- zabawa dla mnie? Prosze Cie. Gdyby miała być zabawa dla mnie to wzialbym kumpli i pojechał bym na męski wypad. To był wyjazd dla nas. Niespodzianka. I wierz mi znam swoją zone- lubi takie wyjazdy. Trudno żebym robił niespodziankę i pytał się jej gdzie chce pojechać. Jak planujemy wakacje to ustalamy razem zawsze. I to nie jest tak że ja chcę do Grecji A ona chce do Portugalii. Oboje chcemy do Grecji i do Portugalii. Ale patrzymy też na co nas stac.
Wierz mi nie urabiam jej. Chce tylko żeby się ogarnela. Sama przyznała że lubi chodzić do fryzjera. A kiedyś nie znosiła bo się zrazila do jednego.
Wmawiaj mi dalej że jestem tyranem i tylko stawiam warunki i kształtuje jak to modelu żony jaki chce.miec. No super. Bo jak chce się bzykać A ona nie to już ja urabiam? A jak chciałbym żeby był porządek w domu bo w końcu siedzi w domu, to też ja urabiam? Wiesz.jak ja działam? Ja daje możliwości i to od niej zależy czy je wykorzysta. Przez lata jej perswadowalem że powinna zmienić branżę. Że praca nauczyciela w przedszkolu jej szkodzi. Nie lubiła jej, wracała zmęczona, wkurzona i z bólem głowy. W domu nie funkcjonowała. Znowu mi powiesz że jej coś wmowilem,  że ja sobie dopasowalem? Sama w koncu doszla.do tego że musi się przebranzowic bo sobie nie wyobraża do emerytury pracować w przedszkolu. Zrobiła podyplomowke i od września idzie do pracy w biurze. Wspierslem ja w tym cały czas i dałem jej możliwość przebranzowienia. O co więc chodzi?
Nie wkurza mnie że jest inna niż rzekomy mój model kobiety. Ja nie mam jakiegoś modelu kobiety. Dla mnie normalne jest że skoro ja jestem w pracy a ona w domu, to każdy swoją działkę robi.
Ogółem chciałem jej pomóc żeby znowu czula się piękna. Nie chodzi o to że mam jakiś instynkt samczy, że muszę się kumplom żona pochwalić itd. Wiem że się źle że.soba czuje. Czy to źle że chce jej pomóc- że zabrałem ja do tego fryzjera. Chciałbym aby znowu patrzyła na siebie w lustrze i czula się piękna. Bo wiem że się nie czuje. A że nie ma tej inicjatywy to jestem pewien że jeszcze 5 lat siedzialaby w domu i nic z tym nie zrobiła. Ja daje tylko możliwości czasem perswaduje ale nie zmuszam.

Co do naszego związku- to wspólna wina. Az taki zły nie jestem jak myślisz. Chłód? Jak ma się czuć facet przez dłuższy czas odrzucany np. W łóżku. U kobiet nie raz wystarczy przytulić się i mają potrzebę bliskości zapewniona. Nie będę mówił za.wszystkich mężczyzn, ale ja.mam tak że potrzebuje seksu. Jeśli nawet jest we mnie chłód to nie jest on samoistny tylko z czegoś wynika.

Zobacz podobne tematy :

197

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Tak czytam wypowiedzi roznych osob na forum i mysle sobie jak nieobiektywni potrafimy nieraz byc. Gdyby watek zalozyla kobieta ktora pisalaby ze maz sie nie stara, nie zarabia, zaniedbuje ja emocjonalnie itp to dostalaby od razu opinie ze maz to taki owaki, ze niedojrzaly, nie dorosl do roli meza i ojca, wygodny albo ma kochanke. Jak sytuacja jest odwrotna to nagle okazuje sie ze to wszystko wina meza bo przytloczyl, nie wsparl odpowiednio, nie zrozumial problemow zony. Nie dbalby? Zle. Zadbal tez zle bo przez to wychodzi ze on taki zajebisty a zona przy nim slaba. Najlepiej chyba zeby usiadl razem z nia i trwal w marazmie, wtedy nie musialaby sie czuc gorzej jako ta ktora nie ogarnia bo razem by nie ogarniali. Pomijam juz fakt ze po latach zycia w takiej nieciekawej sytuacji malo kto widzi i daje mu prawo zeby on psychicznie  tez mogl miec juz dosc i mial prawo byc zlosliwy, negatywnie nastawiony i zniechecony.  Nie, ona ma prawo byc schorowana, psychicznie nieobecna, niezainteresowana utrzymaniem domu i szczesciem malzonka a on powinien jak robot wszystko ogarniac zawsze cieprliwy, usmiechniety i empatyczny. Troche to mocno nie fair. Szczegolnie ze gdyby jej tak zle bylo z tym mezem tyranem i taka by byla schorowana to nie w glowie byloby jej kolejne dziecko. Na to sily jakos ma?
Nawet jesli to depresja to tez jej to nie zwalnia z wszelkiej odpwiedzialnosci za zycie  bo wielu chorych samych szuka pomocy by wlasnie nie stracic rodziny. Nawet jesli nie jest sie swiadomym problemu to widzac ze rodzina sie rozpada i przy sugestii bliskich idzie sie dla spokoju sumienia do lekarza upewnic czy aby na pewno zrodlo kryzysu nie tkwi w duzej mierze w moich zachowaniach. Chorowac kazdy ma prawo i choroba nie wybiera ale jesli sie nic nie robi zeby wyzdrowiec lub rzetelnie zdiagnozowac co mi jest tylko wybiera sie "wygodne scenariusze" typu to na pewno borelioza i nie rob ze mnie wariatki  to juz jest zachowanie ponizej pasa.
Z jednym sie zgodze a mianowicie z tym, ze Autor doszedl juz do takiego poziomu  zniechecenia zeby nie rzec wrecz obrzydzenia zona ze raczej ciezko bedzie tu juz cos ratowac. Troche za pozno sie za to wszystko wzial, nie wtedy gdy jeszcze kierowalo nim autentuczne uczucie trosko o zone i milosc tylko juz czyste poczucie obowiazku i troska o los dziecka po rozwodzie. Watpie ze nawet gdyby sie teraz udalo troche podreperowac sytuacje to byloby dobrze. Mysle ze juz za duzo  zlych mysli i slow zaistnialo i ciezko bedzie Ci wyjsc Autorze z roli tego ktory musial tyle poswiecic i zniesc zeby wkoncu bylo dobrze. A z takim poczuciem daleko nie zajedziecie.
A co do krytykowania i narzucania pewnej dyscypliny przez Autora...  Moj maz tez ma pewne obszary na ktore zwraca uwage typu nie lej wody jak myjesz zeby,  po co sie swiatlo swieci na darmo, marnujesz jedzenie, nie zaplacilas rachunku na czas. Ale wiecie co? No ma racje. Jak bardzo by mnie nie wkurzalo ze zwraca mi uwage na te moje potkniecia to i tak musze obiektywnie przyznac mu racje. Zaczelam zwracac uwage na zakrecanie kranu a nie bezmyslne lac wode i widac roznice i to nie mala w rachunkach. Za ta kase moge sobie fajny ciuch kupic bo nie w tym rzecz zeby ciulac do przesady tylko wydac na cos fajnego a nie puscic ot tak. Rachunek zaplacony na czas tez daje komfort psychiczny a nie potem odkrecanie i stres czy odlacza prad /telefon itp. A jesli nawet widze ze marudzi czasem przesadnie to mu zwyczajnie to mowie i on tez wtedy umie odpuscic. Nie jest cyborgiem. Wazne w tym wszystkim jest to ze widze ze on to naprawde robi z troski o nas/o mnie bo nie zaluje mi niczego. Jeden to nazwie materializmem a ja nazwe zwyklym szacunkiem do pieniadza i rozsadkiem.

198 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-08-22 09:35:38)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Nieprawda Feniks.
Zakladają tu wątki i dziewczyny i mężatki i dostają po głowie, że matkują, że nadskakują, że przyduszają. I słusznie. Nie widzę na  tym forum dyskryminacji kogoś ze względu na płeć.
Takiej kobiecie jak Słowian napisałabym to samo i nie tylko ja.
On niestety wysysa energię ze swojej żony, niecelowo i z dobrych chęci.
Wątek nie służy do rozstrzygnięecia czy jest On dobrym gosciem czy złym- są pewne mechanizmy i kto je widzi, to pisze.
Ale życie  decyzje jego.
I nikt nie twierdzi, że żona jest idealna.
Może przy podobnej sobie kobiecie nie miałby takich dylematów- albo przy silniejszej, bo nie dałaby się stłamsić.
Ale wybrał  taką, którą chce urabiać. Gdyby to ona napisała, jakie dostałaby porady?

199

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
terazszczesliwa napisał/a:

On nawet siostrze żony życie układa żona to mały pikuś ciekawe co córce zaplanował. U osób z cechami narcystycznymi właśnie taki model związku obowiązuje najpierw bierze sobie za żonę osobę uległa empatyczna a jak ja ją usiedli (dziecko) to dojeżdża do żywego. Przecież żona ma być taka i taka i sorry choćby się.. To taka nie będzie bo coś nowego on wymyśli i zajdzie dziewczynę a to że ona jest bez energii wcale się nie dziwię po rozwodzie energia wraca i nie mówię tu tylko o sobie ale całym szeregu  zon/dziewczyn/kobiet które wychodzą z zawlaszczenia tylko dziewczyna będzie go musiała skutecznie wywalić z życiorysu choć będzie wracał jak bumerang (bo dziecko). Ja już na pierwszych stronach napisałam rozwiedz się całej trójce zrobisz przysługę.

Za bardzo wplatasz i porownujesz w tym wątku swoje zycie. Siostrze życie ulozylem? Sama sobie ułożyła. Ja jej tylko pomogłem w kluczowym momencie- wyciągnąłem do niej rękę i wyrwalem z matni. Dziewczyna byla w glebokim dolku. Siedziała na wiosce u rodziców w domu, na staż w jakimś urzędzie dojeżdżala 30 km autobusem. Dwa lata wcześniej skończyła studia i nie miala żadnych perpektyw na własne życie. Jej rodzice jeszcze jej wmawiali córeczko zostan u nas gdzie tak dobrze będziesz miała itd. A ona nie czuła tego A nie wiedziała co ma zrobić. Bo z jednej strony rodzice A z drugiej strony chce usamodzielnienia się. Ja Jej tylko powiedziałem żeby do nas przyjechała. Że będzie mogła u nas pomieszkac przez tydzien dwa. Znajdzie coś na wynajem potem pracę i stanie na nogi. Powtarzałem jej to kilka razy za każdym razem jak prstjezdzalidmy do teściów. I w końcu podjęła decyzję A my ja przyjęliśmy. I to wszystko. Nie komentuj zatem jesli idziesz tylko po domyslach. Przyznaje uzywam skrotow myślowych bo nie.chce sie jeszcze bardziej  rozpisywac, ale naprawdę aż takim zlem wcielonym nie jestem.
A wiesz jaki mam plan dla córki? Żaden. Będzie robiła w życiu co będzie chciała. Nawet jak zajdzie w ciążę w wieku 15-16 lat nie będę miał z tym problemu. Pomogę jej i będę płakał z radości ze.mam wnuka. Ale chciałbym żeby jej facet był chociaż odpowiedzialnym człowiekiem. Zawsze będę ja wspierał bez względu na to jaka decyzję podejmie. Jestem liberalnym człowiekiem będzie chciała być zolnierka żaden problem. Skakać na spadochronie? Spoko. Pić alkohol- mam nadzieję że napije się że swoim staruszkiem. Palić skręty? Mam nadzieje ze mi skręci jednego i ze mna zapali. A jak nie będzie umiała skręcać to sam ja nauczę to robić. Będzie chciała być zakonnica? Z wielkim żalem ale zaakceptuje. Żaden problem.

Zwróć uwagę że czasami sytuacja nas zmusza do podejmowania trudnych decyzji. Jeśli życiowo stoimy jako rodzina pod ścianą i trzeba podjąć.jakas decyzję, a nie ma.komu tego zrobić (bo moja zona sie boi), to niestety odpowiedzialność spada na tego który ma siłę żeby to uradzic. I najczęściej w naszym związku ja jestem ta osoba. Może przez lata się przyzwyczaiłem do tej roli i czasami zapomnę się zatrzymać. I wtedy czasami rzeczywiście można odnieść wrażenie, że te decyzje są bezduszne.
Rozwod- na.pewno córce zrobię największą przysługę. Tym bardziej że z obojgiem z.nas jest mocno związana.

200

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

Nieprawda Feniks.
Zakladają tu wątki i dziewczyny i mężatki i dostają po głowie, że matkują, że nadskakują, że przyduszają. I słusznie. Nie widzę na  tym forum dyskryminacji kogoś ze względu na płeć.
Takiej kobiecie jak Słowian napisałabym to samo i nie tylko ja.
On niestety wysysa energię ze swojej żony, niecelowo i z dobrych chęci.
Wątek nie służy do rozstrzygnięecia czy jest On dobrym gosciem czy złym- są pewne mechanizmy i kto je widzi, to pisze.
Ale życie  decyzje jego.
I nikt nie twierdzi, że żona jest idealna.
Może przy podobnej sobie kobiecie nie miałby takich dylematów- albo przy silniejszej, bo nie dałaby się stłamsić.
Ale wybrał  taką, którą chce urabiać. Gdyby to ona napisała, jakie dostałaby porady?

Jesli urabianiem nazwac zwracanie uwagi ze ktos robi cokolwiek zle to sorry ale to gruba przesada. Akceptacja kogos nie oznacza totalnie bezkrytycznego przyjmowania wszystkich zachowan partnera. Urabnianiem dla mnie nie jest tez nie glaskanie po glowie ze partner bez konsultacji ze mna rzucil sobie prace i nie garnie sie do innej. Dla mnie to oczywista oczywistosc ze oboje pracujemy i utrzymujemy rodzine, szczegolnie jesli od poczatku tak bylo. Gdyby zona Autora zapowiedziala mu przed slubem-mam zamiar urodzic Ci dziecko a.potem miec juz wszystko gdzies i siedziec w domu a on by sie na to zgodzil to inna sprawa. Ale takie ustalenia raczej miejsca nie mialy.

201

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Współczuje dzieciom w przedszkolu, które maja panią, którą ciagle boli glowa, denerwuje hałas i wmawia sobie choroby.
Bardzo dobrze, że zmieniła zawód.

202

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

każdy w związku ma swoja rolę , gdy realia się zmieniają , np. pojawia się dziecko, choroba, kłopoty finansowe... nie wiem co jeszcze , należy dostosować swoje działania do nowych realiów … a nie czekać ze teraz ta druga strona ma cos zrobić bo ja robiłem ostatnio.

Żeby nie było że ja Ciebie nie rozumiem, doskonale to rozumiem ….
Ale ta odpowiedzialność za rodzinę , druga osobę właśnie na tym polega … że nie moje jest ważne ale nasze dobro.

No i ja właśnie przez te kilka stron watku próbuje wyjasnic ze ponosze odpowiedzialność za cała rodzinę. A co chwilę się zdarza osoba która mi pisze że ja wiem najlepiej co jest dla mojej żony dobre. Jak razi mnie wyrzucanie zywnosci, jak chce oszczędzać i tne koszty (przypominam że żona sama rzuciła pracę i ustaliliśmy że w związku z powyższym trzeba trochę zaciągnąć pasa), to znowu słyszę zarzuty że zmuszam żonę do zachowywania się jak ja chce. Nikt mi nie powie ze jak mieso, ktore kupilismy od producenta BIO (ktore jest kikka razy drozsze od zwyklego) po raz kolejny idzie w kibel, bo moja zona o nim zapomniała, to wszystko jest spoko. I zaraz znowu ktoś wypali że jestem materialista. Przykre to. Mogę powiedzieć jako czlonek naszej rodziny, że robię wszystko aby nasza rodzina była szczęśliwa. Mam po prostu wrażenie że to moja zona.sie zatrzymała . A ja już jestem dalej. I w tym jest problem.

chceuciekacstad napisał/a:

Ja tez uważam że dziecko to największa wartość w moim życiu , ale nigdy bym nie pomyślała że ono jest winne rozpadowi rodziny .

Nawet jeśli jego pojawienie do tego się przyczyniło - to jednak była decyzja dorosłych , że chcą być rodzicami i jeśli cos spieprzyliśmy to jest to nasza odpowiedzialność !
ale to nasze dzieci zapłacą jednak za nasze błędy . …

Nie chodziło mi o to że dziecko jest winne. Napisałem już.ze my tego nie uradzilismy. Ale jak miałem wskazać kiedy zaczęło się psuć, to właśnie ok 1,5-2 lata po urodzeniu córki. Zle to poukladalismy. I teraz próbuje robić rewizję i chciałem to inaczej poskładać.

chceuciekacstad napisał/a:

ja do psychologa pierwszy raz poszłam bo bałam się ze będę złą matką , że nie będę konsekwentna w wychowaniu , bojąc się tekstu " ja wolę tatusia, bo tatuś to mi daje/pozwala  ". …

Widzisz mi żona przez rok- dwa wmawiala że jestem złym ojcem. Bo np. Mnie nie ma kiedy ona mnie potrzebuje. Pocisnela mi nie raz że czuje się jak samotna matka. Potem jak zostawalem z dzieckiem to wmawiala mi że na pewno włączam corce telewizor i mam wszytko w pompie. A to wszystio były jej wymysły. Córka mnie uwielbia i z wzajemnością. A wiesz dlaczego? Bo ją dopuszczam do moich zwykłych spraw. Jak np. Idę na pocztę biorę ja ze sobą. Już od dawna. Wzialem ja na przeglad samochodu- do dzisiaj mi przypomina z uśmiechem na ustach ze ja zabralem. To było dla niej ważne. Dla mojej zony to byłby problem zabrać ja chiciazby na pocztę bo będzie musiała na nią uważać itd. A ja ja zabieram bo uważam że sobie poradzę  w tym się różnimy że ja się nie boję szukac nowych wyzwań dla mnie i dla mojej córki. Ja dla niej znalazłem nowy plac zabaw który moja córka uwielbia. Moja żona rok siedziała w domu. Większy czas córka spędziła w przedszkolu. Ale myślisz że cokolwiek dla niej wymyśliła? Zabralem córkę do teatru. Zabrałem ja na koncert dla dzieci. Tylko niech nikt mi nie pisze, że znowu wiem lepiej co córka chce. Albo ze ja przekupuje. Moja córka po każdej z tych atrakcji była wniebowzieta. Dla mnie nie ma problemu że dziecko chce się winda przejechać. Jeżdżę z nią z góry na dół nawet i 10 razy. Nie rozpieszczam jej. Mówię jej że ostatni raz i jest ostatni raz. I tak mógłbym w kółko wymieniać. Także wszystko chodzi tylko i wyłącznie o inicjatywę. U mojej żony całkowicie jej brak. I to jest mój główny zarzut wobec niej.
A córka normalnie się zajmuje (oczywiscie po powrocie z pracy- wracam max po 17) oprócz tego przedwczoraj ja myłem. Wczoraj i przedwczoraj chociażby usypialem. Dwa dni temu piekła ze mną pizzę. Moglbym tak wymieniac bez konca.


Zabrałeś córkę tam, zabrałeś córkę tu, a gdzie wtedy była żona? Czy w tym teatrze byliście we trójkę? Czy w ogóle robicie coś wspólnie we trójkę?

203

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Lady Siggy napisał/a:
Slovian napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

każdy w związku ma swoja rolę , gdy realia się zmieniają , np. pojawia się dziecko, choroba, kłopoty finansowe... nie wiem co jeszcze , należy dostosować swoje działania do nowych realiów … a nie czekać ze teraz ta druga strona ma cos zrobić bo ja robiłem ostatnio.

Żeby nie było że ja Ciebie nie rozumiem, doskonale to rozumiem ….
Ale ta odpowiedzialność za rodzinę , druga osobę właśnie na tym polega … że nie moje jest ważne ale nasze dobro.

No i ja właśnie przez te kilka stron watku próbuje wyjasnic ze ponosze odpowiedzialność za cała rodzinę. A co chwilę się zdarza osoba która mi pisze że ja wiem najlepiej co jest dla mojej żony dobre. Jak razi mnie wyrzucanie zywnosci, jak chce oszczędzać i tne koszty (przypominam że żona sama rzuciła pracę i ustaliliśmy że w związku z powyższym trzeba trochę zaciągnąć pasa), to znowu słyszę zarzuty że zmuszam żonę do zachowywania się jak ja chce. Nikt mi nie powie ze jak mieso, ktore kupilismy od producenta BIO (ktore jest kikka razy drozsze od zwyklego) po raz kolejny idzie w kibel, bo moja zona o nim zapomniała, to wszystko jest spoko. I zaraz znowu ktoś wypali że jestem materialista. Przykre to. Mogę powiedzieć jako czlonek naszej rodziny, że robię wszystko aby nasza rodzina była szczęśliwa. Mam po prostu wrażenie że to moja zona.sie zatrzymała . A ja już jestem dalej. I w tym jest problem.

chceuciekacstad napisał/a:

Ja tez uważam że dziecko to największa wartość w moim życiu , ale nigdy bym nie pomyślała że ono jest winne rozpadowi rodziny .

Nawet jeśli jego pojawienie do tego się przyczyniło - to jednak była decyzja dorosłych , że chcą być rodzicami i jeśli cos spieprzyliśmy to jest to nasza odpowiedzialność !
ale to nasze dzieci zapłacą jednak za nasze błędy . …

Nie chodziło mi o to że dziecko jest winne. Napisałem już.ze my tego nie uradzilismy. Ale jak miałem wskazać kiedy zaczęło się psuć, to właśnie ok 1,5-2 lata po urodzeniu córki. Zle to poukladalismy. I teraz próbuje robić rewizję i chciałem to inaczej poskładać.

chceuciekacstad napisał/a:

ja do psychologa pierwszy raz poszłam bo bałam się ze będę złą matką , że nie będę konsekwentna w wychowaniu , bojąc się tekstu " ja wolę tatusia, bo tatuś to mi daje/pozwala  ". …

Widzisz mi żona przez rok- dwa wmawiala że jestem złym ojcem. Bo np. Mnie nie ma kiedy ona mnie potrzebuje. Pocisnela mi nie raz że czuje się jak samotna matka. Potem jak zostawalem z dzieckiem to wmawiala mi że na pewno włączam corce telewizor i mam wszytko w pompie. A to wszystio były jej wymysły. Córka mnie uwielbia i z wzajemnością. A wiesz dlaczego? Bo ją dopuszczam do moich zwykłych spraw. Jak np. Idę na pocztę biorę ja ze sobą. Już od dawna. Wzialem ja na przeglad samochodu- do dzisiaj mi przypomina z uśmiechem na ustach ze ja zabralem. To było dla niej ważne. Dla mojej zony to byłby problem zabrać ja chiciazby na pocztę bo będzie musiała na nią uważać itd. A ja ja zabieram bo uważam że sobie poradzę  w tym się różnimy że ja się nie boję szukac nowych wyzwań dla mnie i dla mojej córki. Ja dla niej znalazłem nowy plac zabaw który moja córka uwielbia. Moja żona rok siedziała w domu. Większy czas córka spędziła w przedszkolu. Ale myślisz że cokolwiek dla niej wymyśliła? Zabralem córkę do teatru. Zabrałem ja na koncert dla dzieci. Tylko niech nikt mi nie pisze, że znowu wiem lepiej co córka chce. Albo ze ja przekupuje. Moja córka po każdej z tych atrakcji była wniebowzieta. Dla mnie nie ma problemu że dziecko chce się winda przejechać. Jeżdżę z nią z góry na dół nawet i 10 razy. Nie rozpieszczam jej. Mówię jej że ostatni raz i jest ostatni raz. I tak mógłbym w kółko wymieniać. Także wszystko chodzi tylko i wyłącznie o inicjatywę. U mojej żony całkowicie jej brak. I to jest mój główny zarzut wobec niej.
A córka normalnie się zajmuje (oczywiscie po powrocie z pracy- wracam max po 17) oprócz tego przedwczoraj ja myłem. Wczoraj i przedwczoraj chociażby usypialem. Dwa dni temu piekła ze mną pizzę. Moglbym tak wymieniac bez konca.


Zabrałeś córkę tam, zabrałeś córkę tu, a gdzie wtedy była żona? Czy w tym teatrze byliście we trójkę? Czy w ogóle robicie coś wspólnie we trójkę?

Autor pisal wczesniej ze zona nie miala ochoty wychodzic z nimi i wolala zostac w domu.

204

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

No oczywiście, że się pewne rzeczy konsultuje. Ale mogę sobie wyobrazić, że autor oczywiście wiedziałby lepiej, czy powinna tam pracować czy nie wink
Bo On wszystko robi lepiej.
Niech sobie wybierze więc lepszą żonę i po sprawie..
Co to znaczy nie garnie się?
Z tego co czytałam to rok nie pracowała, a od września ma pracę- ale nie taką, jaką ON by chciał.. big_smile
chyba że czegoś nie doczytałam, jeśli tak to sorry..

205

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Chceuciekacstad- to nie tak że nasze zycie to ciągle zakazy, nakazy itd. Nie, ale są jakieś normy. To co pisała feniks. Że po prostu są takie sytuacje, że obiektywnie mam rację. Natomiast zgadzam się że ciągle czepianie się może wkurzac. Książkę postaram się przeczytać. Zapisałem sobie autora i tytuł.
Feniks- dzięki za zrozumienie. Trochę przygnebila mnie opinia, że nasze małżeństwo jest już ciężkie do odratowania. Ale bede próbował.
Ela210- jesli chodzi o wysysanie energii to moge to samo powiedziec o mojej zonie. A z tym urabianiem- caly czas to ona mnie urabiala.  Szczególnie zachowanie u jej rodziców. Nie.mozna się sprzeciwić, bo nie wolno mamusi denerwować. Nie wolno powiedzieć że coś nie smakuje. Dosolenie zupy to już oznacza że mi nie smakuje. Przy mamusi nie można zwrócić uwagi mojej żonie, nie wolno się nie zgodzić na pomysł żony itd. Itp. Przez lata mnie tak dreczyla. Ona ma 33 lata i dziecko 3,5 letnie i się boi swojej matce chrzestnej odmówić. Potem chodzi wkurzona po domu i przeżywa że jej ciotka to bluszcz i wysysa z niej energię. Ja stwierdzam że to prostu- wyrób sobie asertywność jesteś dorosła.
Ja obecnie jej nie urabiam po prostu często ratuje to czego ona nie dopilnowala, mimo że powinna. Często tak to właśnie mógłbym określić.
Ola_la- nie martw się duza cześć przedszkolanek traktuje swoją pracę jakby utknela w tej branzy za kare.
Oczywiście są dziewczyny z tzw. powołaniem. Poznałem koleżanki mojej żony i również nie jedna miała dość swojej pracy i nie tylko firmy ale w ogóle branży. Bardzo cieszę sie że udało się jej zmienić branżę. Mam nadzieje ze ta choroba jej nie pokrzyzuje szykow i da radę.

Jeszcze odnośnie choroby- tłumaczyłem to kilka razy
Nie ma.dla mnie problemu że place za badania zabiegi itp. mojej zony. Ale tego nie odpuszcze- jak mogę jakieś badanie zrobić taniej A nie drożej, to nie ma powodów żeby za.nie płacić ponad miarę. Ja też mialem dwa pieprzyki do wyciecia. Jeden byl w trybie dość pilnym i co mogłem wyciąć za 900 zł oba. Poszedłem do przychodni i wycieli mi je za darmo. Tzn. Nie za darmo bo co miesiąc place składki.  Ciagu 2 tygodni temat byl zalatwiony. Ja Nawet żonie nie wspominam o NFZ. Wszędzie chodzi prywatnie i jej nie żałuję. Ale przeplacania nie będę tolerowal. Również nie oczekujcie ode mnie że 2000 miesięcznie za badania itd. Będę płacił z uśmiechem na ustach. Żałować nie żałuję ale wiadomo że taka kwota nie jest przyjemna. Pieniadze rzecz nabyta. Dzisiaj są jutro ich nie ma. Cieszę się że na razie dzisiaj są. Ale to w dużej części m.in. moja zasługa. I nie chodzi tylko pracę, ale również to że rzekomo prześladuje moja żonę żeby światło gasila, żeby nie wyrzucala jedzenia, że jeżdżę rowerem do pracy codziennie łącznie prawie 22 km, negocjuje przy zakupach wiekszych rzeczy itp. Itd. Staram się dostrzegać jasne strony życia- nie jeden stuka.sie w głowę że 11 km w jedną stronę jeżdżę, A ja uważam że mi wyjdzie na zdrowie. Temat finansowania badań zony uważam za calkowicie wyjasniony- nie będę się już do niego odnosil.

206 Ostatnio edytowany przez Slovian (2018-08-22 10:44:14)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

LadySiggy- masę rzeczy, ale zrozumcie wreszcie że ja to wszystko organizuje. Moja żona nic nie organizuje nie ma zadnej inicjatywy. A Potem ktoś mi pisze że żonie wszystko narzucam A ona biedna musi się słuchać. Wygląda to tak że chce wziąć córkę do teatru pytam żony, ona że nie wie. Gdybym nie reagował to w ogóle byśmy nie poszli. Dlatego nie zwracam uwagi planuje termin i pytam się żony czy idzie z nami. Zazwyczaj chce iść. Ale zrozum sama nie wyjdzie z inicjatywą i zawsze ja muszę, a potem jeszcze pomysł wstrzymuje bo ona nie wie. Tak to zazwyczaj wygląda.
Feniks- raczej zona z nami wychodzi, czasami córka chce mieć mnie tylko dla siebie i czasami mojej zonie jest to na reke. A nie raz sam jej tluamcze ze mama jedzie z nami. Kiedys jak miala gdzies iść w ramach odpoczynku od domowych obowiązków to faktycznie nie chciała. Nawet z siostra nigdzie nie wychodziła albo bardzo rzadko.
Ela210- nie doczytałas niestety. Praca nie wiem jaka będzie ale jest w innej branży i ja jestem bardzo zadowolony. Bo w końcu moje kilkuletnie tłumaczenia żeby dała sobie spokoj z przedszkolami, odniosły skutek. I jeszcze raz.powtarzam nie lubiła przedszkoli otwarcie o tym mówiła. Nie.miala chyba odwagi tego zmienić. Ja jej te odwagę dałem.

207 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-08-22 10:45:33)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

smile smile masz rację, przydałaby się jej asertywność big_smile
Wiesz Co odpowiedział jeden z filozofów Aleksandrowi Macedońskiemu, gdy ten zapytał, co może dla niego zrobić?
" przesuń się trochę, bo zasłaniasz mi słońce" big_smile big_smile

208

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

smile smile masz rację, przydałaby się jej asertywność big_smile
Wiesz Co odpowiedział jeden z filozofów Aleksandrowi Macedońskiemu, gdy ten zapytał, co może dla niego zrobić?
" przesuń się trochę, bo zasłaniasz mi słońce" big_smile big_smile

Rozumiem że asertywność glownie w kontaktach ze mną?

209

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

W kontaktach ze wszystkimi. smile
Ale chyba głównie z Tobą mieszka, co ?? smile

Słowian, zrozum wreszcie, tu nie o to chodzi, że Ty jesteś złym mężem, niejedna tu pewnie uzna Cię za ideał.
A silniejsza kobieta poradziłaby sobie z Tobą i wyglądałbyś niegroźnie.. smile
ale Twoja żona jest delikatna i wpadła w deprechę.. Bo Ty zasłaniasz jej słońce Królu Słońce.. smile
Odsuń się  big_smile troszeczkę..

210 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-08-22 11:23:51)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:
Ela210 napisał/a:

smile smile masz rację, przydałaby się jej asertywność big_smile
Wiesz Co odpowiedział jeden z filozofów Aleksandrowi Macedońskiemu, gdy ten zapytał, co może dla niego zrobić?
" przesuń się trochę, bo zasłaniasz mi słońce" big_smile big_smile

Rozumiem że asertywność glownie w kontaktach ze mną?

Zona powinna byc asertywna i Ty rowniez. Na drugi raz jak powie daj kase na zakupy bo obiad trzeba zrobic to powiedz asertywnie ja juz jadlem a Ty sobie kochanie wygrzeb z kibla ten wczorajszy ktory wywalilas bo juz Ci nie pasowal. Nikt nikogo nie bedzie" urabial" i zona zapewne bedzie duzo bardziej szczesliwa:)

211

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
feniks35 napisał/a:
Slovian napisał/a:
Ela210 napisał/a:

smile smile masz rację, przydałaby się jej asertywność big_smile
Wiesz Co odpowiedział jeden z filozofów Aleksandrowi Macedońskiemu, gdy ten zapytał, co może dla niego zrobić?
" przesuń się trochę, bo zasłaniasz mi słońce" big_smile big_smile

Rozumiem że asertywność glownie w kontaktach ze mną?

Zona powinna byc asertywna i Ty rowniez. Na drugi raz jak powie daj kase na zakupy bo obiad trzeba zrobic to powiedz asertywnie ja juz jadlem a Ty sobie kochanie wygrzeb z kibla ten wczorajszy ktory wywalilas bo juz Ci nie pasowal. Nikt nikogo nie bedzie" urabial" i zona zapewne bedzie duzo bardziej szczesliwa:)

a tu się zgadzam. smile bez tego kibla może..;)

212 Ostatnio edytowany przez Nirvanka87 (2018-08-22 11:45:09)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Moim zdaniem za bardzo naskoczyliście na Autora. Możliwe, ze jego żona jest chora, a możliwe, ze po prostu ma taki charakter, chce, zeby za nią decydowano, bo tak łatwiej, bo nie ponosisz konsekwencji podejmowanych decyzji, bo masz na kogo zwalić winę, jak coś sie nie uda. Nie mówię, że żona taka jest- mozliwe, ze rzeczywiście ma to związek z chorobą. Nikt z nas nie wie jak jest, jeżeli ktoś zakąłda swój wątek na forum trzeba przyjąć, że pisze prawdę- bo w końcu pisze ze swojego punktu widzenia i doradzać pod tym kątem, a nie tworzyć tysiące teorii, tak to nie doradzilibyśmy nikomu póki nie przeczytalibyśmy wątku partnera/ partnerki danego Autora tematu.

Tak czy siak, zakładając, że Autor napisał prawdę o sobie i swojej żonie, to ja na jego miejscu już dawno  bym wpadła w furię- ale ja jestem choleryczka. Ileż można się zajmować dwójką dzieci- i od razu odpowiem na argument "a może jego żona wcale nie chce żeby się nią zajmować"- gdyby nie chciała to by przejęła JAKĄKOLWIEK inicjatywę w JAKIMKOLWIEK  zakresie. Zatem albo to jej wygoda, albo choroba. Przykładowo w ojej rodzinie jest podobna sytuacja. Mój wujek związał się z dziewczyną (ona 2 lata starsza od niego) która całe zycie byla wyręczana przez rodziców, ponieważ ojciec był alkoholik i zdradzacz matka chciała jej wszystko wynagrodzić, a ojciec mając wyrzuty sumienia także ja chronił przed światem. No i sobie przygruchała mojego wujka, obecnie mają dwójkę dzieci w wieku szkolnym 12 lat i chyba 7 lat. A ona ani razu nie pracowała w życiu, wujek robi wszystko w domu i przy dzieciach, a ona siedzi całymi dniami i ogląda tv, jedzą to co wujek ugotuje wieczorem, albo kupne rzeczy. Gdy mieszkali blizej rodziny to dziećmi zajmowała się babcia, i mimo wnerwu też ciotki, kuzynki- szkoda im było dzieciaków.
Dlaczego moja ciotka taka jest? całe życie wmawiano jej, że ma stwardnienie rozsiane- bo była diagnozowana w tym zakresie, ale diagnoza się nie potwierdziła, rodzice ją wyręczali- nawet na maturę nie poszła, bo bardzo się stresowała i rodzice machnęli ręką- a niech nie idzie po co jej to, a jeszcze jej się coś stanie. Teraz rolę rodziców przejął mąż, a ona ma bajlandoo, zero odpowiedzialności, zero obowiązków (żona Autora przynajmniej dzieckiem się zajmuje), tylko tv i nic więcej.

Moja rada? kompleksowe badania bo to jednak może być wina choroby, ale osobiście na czuja obstawiam permanentne lenistwo i roszczeniowość. a Autorowi współczuję, bo nie dość, ze pracuje i ciągnie ten cały majdan finansowo, to jeszcze ogarnia dom i nawet dobrego słowa za to nie dostanie, związek polega na wzajemnym wsparciu, a nie na byciu rodzicem swojego partnera. Ciągłe podejmowanie decyzji za kogoś to jest męczarnia a nie tyrania, jezeli nie ma się charakteru tyrana a u Autora takiego charakteru nie dostrzegam, facet, po prostu chce być w dobrze funkcjonującym związku, w którym każdy będzie miał swoje obowiązki i będzie się z nich wywiązywał, a obowiazki trzeba uzgodnić także względem obecnej sytuacji ekonomicznej, mieszkaniowej, rodzinnej itp.

213 Ostatnio edytowany przez adiafora (2018-08-22 11:56:32)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

gdybym miała takiego męża jak Ty żonę to chciałabym rozwodu i to szybko. Zwiazek nie polega na dzwiganiu na plecach partnera. Ty nie  masz zony tylko sublokatorke, która wydaje się być niezainteresowana waszym wspólnym życiem.  I to się ciągnie nie od wczoraj.  Mam wrażenie, ze traktuje Cie bardziej jak ojca, który się nią opiekuje. Jest jej tak wygodnie. Siedzi w domu,  Ty pracujesz, dajesz kasę, zapewniasz wygode. Gdybyś jeszcze tylko nie chciał seksu to byłaby pełnia szczęścia. Jej wystarczy bycie matka a nie zona i kochanką. Taki typ. Nie dziwi mnie, ze masz dość. Każdy w końcu by miał.
Podejrzewam, ze jej by nawet pasowało, gdybyś znalazł sobie dyskretnie na boku kochankę i dal jej święty spokoj w tym temacie.

214 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-08-22 12:01:41)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

No właśnie, Nirvanko, nikt mu nie każe tym rodzicem być. Niech przestanie i zobaczy co bedzie. Zawsze może się rozwieść, jak mu nie będzie pasować.
Ale tak jak Ona być może jak mówisz - nie wykluczam chce być dzieckiem.. to tak samo może z jakiegoś powodu On chce tak zarządzać i być tym rodzicem..
Problem w tym, że nie są z tego   zadowoleni.. bo są pary ktore są. Więc ktoś musi ruszyć tę bryłę. A tu On pisze i tylko na swoje zachowania ma wpływ, nie jej..!
Więc jemu tylko można tu doradzać, a jak nie chce nic zmienić- to pozostaje rozejść się. Bo  samo się nie zmieni. Itrzeba gdzieś ten koniec zamotanej nitki znaleźć, bez gwarancji powodzenia.
Może tez jutro złożyć pozew i poszukać innej. Jak na moje przeczucie- podobną znajdzie- najpierw fajnie będzie, a potem On zacznie ją przyduszać i skończy się podobnie.
Dopóki nie zrozumie swoich motywacji, a do tego trzeba pracy nad sobą, a nie nad żoną.

215

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

No właśnie, Nirvanko, nikt mu nie każe tym rodzicem być. Niech przestanie i zobaczy co bedzie. Zawsze może się rozwieść, jak mu nie będzie pasować.
Ale tak jak Ona być może jak mówisz - nie wykluczam chce być dzieckiem.. to tak samo może z jakiegoś powodu On chce tak zarządzać i być tym rodzicem..
Problem w tym, że nie są z tego   zadowoleni.. bo są pary ktore są. Więc ktoś musi ruszyć tę bryłę. A tu On pisze i tylko na swoje zachowania ma wpływ, nie jej..!

a wyobrazasz sobie co by było gdyby... - pobawmy się w zgadywanie
gdyby olał wszystko to jego dziecko żyłoby w syfie, nic nie jadło i nie miało żadnych rozrywek poza siedzeniem z marudną matką z ciągłym fochem. A jeszcze by non stop dostawał opierdziel,jakoś nie obstawiam, ze jego zona wtedy się ogarnie, raczej będzie mu dogryzać i facet już w oóle nie będzie miał życia.
aczkolwiek jest to jakiś pomysł, gdyby nie było dziecka ja pewnie bym tak zrobila, jak radzisz

216

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Nirvanka87 napisał/a:

Moja rada? kompleksowe badania bo to jednak może być wina choroby, ale osobiście na czuja obstawiam permanentne lenistwo i roszczeniowość. a Autorowi współczuję, bo nie dość, ze pracuje i ciągnie ten cały majdan finansowo, to jeszcze ogarnia dom i nawet dobrego słowa za to nie dostanie, związek polega na wzajemnym wsparciu, a nie na byciu rodzicem swojego partnera. Ciągłe podejmowanie decyzji za kogoś to jest męczarnia a nie tyrania, jezeli nie ma się charakteru tyrana a u Autora takiego charakteru nie dostrzegam, facet, po prostu chce być w dobrze funkcjonującym związku, w którym każdy będzie miał swoje obowiązki i będzie się z nich wywiązywał, a obowiazki trzeba uzgodnić także względem obecnej sytuacji ekonomicznej, mieszkaniowej, rodzinnej itp.

Tez tak obstawiam. Czesto przyczyna jest banalnie prosta ale ludzie chca wierzyc, ze za takim tumiwisizmem kryje sie choroba albo inna wazna i mądra przyczyna. Nie przyjmują do wiadomości, ze partner ma ich w dupie mówiąc brutalnie. I tysiące badan tego nie zmieni.

217 Ostatnio edytowany przez Slovian (2018-08-22 13:25:08)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Asertywność- w klotniach ze mną jest bardzo asertywna i potrafi wymyślne bzdury tworzyć. Brakuje jej asertywności w codziennym Życiu.
Nirvanka87- trafiłaś w punkt. Chciałbym mieć po prostu normalny związek oparty na partnerstwie. Wspólnym podejmowaniu decyzji, ścieraniu się, ale na zasadzie przekonywania do swojej racji, krytyce ale konstruktywnej. I przede wszystkim możliwość polegania na drugiej osobie. Bo teraz to ja nie wiem co moja zona może sobie wymyślić. Jednego dnia rzuca pracę, drugiego przychodzę do domu nic nie ogarnięte. I w sumie często nie wiem czego się spodziewać. Męcząca jest taki brak stabilizacji.
Adiaphora- o seks już nie zabiegam. Uważam że i tak to nie wyjdzie jeśli się ogólnie nie dogadamy. Ja tak niestety mam że jak ktoś mnie denerwuje to nie chce nawet z nim czasu spędzać. A co dopiero seks uprawiać. Ja jej nawet na seks jakoś szczególnie nie naciskalem, jakoś pogodzilem sie kiedys ze ma mniejsze potrzeby. Kiedyś mi na odczepnego rzuciła że mam sobie iść do prostytutki. Odpowiedzialem jej że chyba nie po to się zenilem żeby chodzić po agencjach i jakiegoś syfa jeszcze złapać i do tego ja zarazić. Chociaż ostatnio parę razy stwierdziła że mogę mieć kochankę. Ale nie dlatego że gdzieś się wlócze i daje jej powody do podejrzen. Z jej perspektywy jak wracam ostatnio częściej po 17, a czasami bylem juz po 14, to może i tak wyglądać. Tylko nie bierze pod uwagę że jak jestem w pracy o 8:30 to muszę siedzieć do 16:30. Jak jestem o 6 to mogę wyjść od 14. Do tego pewnie cos ja chwycilo że jako żona się w ogóle nie sprawdza. Jakisj tydzien temu w ogóle rzuciła totalna bzdurę. Powiedziała mi że może ja ją zdradzilem z jakąś kobieta i potem się z nią kochałem i być może zarazilem ja jakąś choroba od tej rzekomej kobiety. Większej bzdury nie słyszałem. Nie dość że jej nie zdradzam i to pomimo że mnie do prostytutek juz wysylala, to jeszcze probowala mi wmowic ze jej objawy to znowu moja wina. I teraz widzicie jak to jest. Takich pierdół moja żona przez nasze wspólne życie wymyśliła jeszcze więcej. Ale szkoda gadac. A ona mnie jeszcze próbowała zmusić i namówić na drugie dziecko. Żeby w ogóle już.siedzieć w domu i mieć mnie w głębokim poważaniu.
Ela210- ciągle mi wmawialas ze jestem jakiś dominujący. Jestem taki gdy jest taka potrzeba. Nie szukam ofiary i nie zaduszam swoich ofiar. Poza tym uważam że obecny stan to bardziej wynik braku inicjatywy że strony mojej żony niż z powodu tego że jestem zbyt "intensywny" i upierdliwy. Znałem masę osób wampirów- kontrolowaly wszystko w życiu swoich partnerów. I ja nie jestem tego typu człowiekiem- daje dużą swobodę i sam takiej swobody oczekuje. Daje duże zaufanie i wierzę w druga osobe. Jednak po latach ciągłych zawodów musiałem reagować.
Nirvanka87- gdyby nie nasza córka już dawno temu bym ja zostawił, nie ukrywam. Oczywiście pod warunkiem że tak samo by się zachowywała.
Adiaphora- na razie zakładam że to jakaś choroba, bo i tak mi zarzuca od miesiąca że jej nie wierzę że jest chora. 10 razy już jej mówiłem że wierzę, ale i tak przy każdej okazji mi wyrzuca że na pewno jej nie wierzę. Już z nią nie polemizuje na ten temat. Niech się w końcu zdiagnozuje i zacznie się leczyć. Pojechała mi nawet że mi by było na rękę żeby umarła, tylko dziecka byłoby szkoda, że zostałoby polsierota. Ehh.
Aha, tak po paru tekstach w wątku zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem na serio sobie nie wymyśliła tej boreliozy. Bo dużo ludzi to bagatelizuje, ale jednak to ciężka choroba. Do tego trudno ją zdiagnozować. I tak się zastanawiam że może to trwać miesiącami i latami. A ona całkowicie nie poczuwa się prawie do niczego obecnie bo ona jest chora. Tzn. Przyznaje obiad raczej robi i pierze. Ale do dziecka ostatnio w ogóle cierpliwości nie ma. O innych kwestiach nawet nie wspomnę. Nie zabiega, na hasło o terapii niby chce A Potem mi gada że ona musi być najpierw zdrowa A nie że sobie jakąś terapię wymyśliłem. A ona moze być zdrowa czy lepiej się czuć dopiero np. Za 2 lata. A znając ja, jej hipochondrie ( bo kiedyś jej zarzucano), to będzie jeszcze chorować przez resztę życia. Jak nie borelioza to co innego. A mnie bedzie wodzic za nos ze teraz terapia nie bo chora na to, potem na tamto itd. I tak do starości. Nic, musimy iść na te terapie.

218

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Nirvanka87 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

No właśnie, Nirvanko, nikt mu nie każe tym rodzicem być. Niech przestanie i zobaczy co bedzie. Zawsze może się rozwieść, jak mu nie będzie pasować.
Ale tak jak Ona być może jak mówisz - nie wykluczam chce być dzieckiem.. to tak samo może z jakiegoś powodu On chce tak zarządzać i być tym rodzicem..
Problem w tym, że nie są z tego   zadowoleni.. bo są pary ktore są. Więc ktoś musi ruszyć tę bryłę. A tu On pisze i tylko na swoje zachowania ma wpływ, nie jej..!

a wyobrazasz sobie co by było gdyby... - pobawmy się w zgadywanie
gdyby olał wszystko to jego dziecko żyłoby w syfie, nic nie jadło i nie miało żadnych rozrywek poza siedzeniem z marudną matką z ciągłym fochem. A jeszcze by non stop dostawał opierdziel,jakoś nie obstawiam, ze jego zona wtedy się ogarnie, raczej będzie mu dogryzać i facet już w oóle nie będzie miał życia.
aczkolwiek jest to jakiś pomysł, gdyby nie było dziecka ja pewnie bym tak zrobila, jak radzisz

jest też opcja ze skończy się jak u mnie, kontakt z ex sprowadzony do minimum, syn ma kontakt z tatą bez ograniczeń, ja pracuje na pełny etat, wynajmuje mieszkanie, opłacam rachunki, po 2 latach poznałam kogoś nie probujacego mną rzazić i jest dobrze, dziecko przestało chorować a ja mam siłę i chęci na zabieranie go na wycieczki i aktywne spędzanie czasu. Mam dużo mniej do ogarnięcia w domu niż w czasie małżeństwa i ten oddech bezcenny ja nie wiem jak to się działo kiedy byłam z ex, byłam tak sparaliżowana że potrafiłam klucze w domu zatrzasnac, zapomnieć zrobić zakupy wywieszenia prania to był wyczyn powyżej moich możliwosci i dlatego wierze że żona autora może czuć się aż tak źle.


Autorze a siostra żony Cię o pomoc prosiła?

Dlaczego tak personalnie podchodzę do sprawy? Po 1 bo mi wolno po 2 bo jak o żonie piszesz to jak bym siebie widziała i przypuszczam ze ona jeszcze dużo będzie musiała znieść zanim to małżeństwo się rozleci i jeśli się rozleci to będzie tylko Twoja decyzja i to jest w tym najbardziej dolujace.

219 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-08-22 13:29:05)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Moim zdaniem Twoja żona i świadomie i nieświadomie bojkotuje wasz związek. A Ty jej nie kochasz, tyle.
Nie napisalam, ze.jesteś dominujący. Tylko że przyduszasz i nie dajesz wolności. A to co innego.
Przypuszczam ze źle się czujesz, gdy coś jest nie po.Twojemu.
Napisalam Ci co widzę i życzę powodzenia.

220

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

Moim zdaniem Twoja żona i świadomie i nieświadomie bojkotuje wasz związek. A Ty jej nie kochasz, tyle.

I z tym ostatnim sie zgodze. Dlatego napisalam ze za pozno juz chyba na ratowanie tego zwiazku. Autor na ten moment jest juz tak emocjonalnie o lata swietlne od zony ze nawet jakby to jakos poskladali do kupy to on i tak zylby w poczuciu ze sie poswiecil na maxa dla dobra dziecka a zona czujac to tymbardziej nie bylaby sklonna sie do niego zblizyc.

221

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
terazszczesliwa napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

No właśnie, Nirvanko, nikt mu nie każe tym rodzicem być. Niech przestanie i zobaczy co bedzie. Zawsze może się rozwieść, jak mu nie będzie pasować.
Ale tak jak Ona być może jak mówisz - nie wykluczam chce być dzieckiem.. to tak samo może z jakiegoś powodu On chce tak zarządzać i być tym rodzicem..
Problem w tym, że nie są z tego   zadowoleni.. bo są pary ktore są. Więc ktoś musi ruszyć tę bryłę. A tu On pisze i tylko na swoje zachowania ma wpływ, nie jej..!

a wyobrazasz sobie co by było gdyby... - pobawmy się w zgadywanie
gdyby olał wszystko to jego dziecko żyłoby w syfie, nic nie jadło i nie miało żadnych rozrywek poza siedzeniem z marudną matką z ciągłym fochem. A jeszcze by non stop dostawał opierdziel,jakoś nie obstawiam, ze jego zona wtedy się ogarnie, raczej będzie mu dogryzać i facet już w oóle nie będzie miał życia.
aczkolwiek jest to jakiś pomysł, gdyby nie było dziecka ja pewnie bym tak zrobila, jak radzisz

jest też opcja ze skończy się jak u mnie, kontakt z ex sprowadzony do minimum, syn ma kontakt z tatą bez ograniczeń, ja pracuje na pełny etat, wynajmuje mieszkanie, opłacam rachunki, po 2 latach poznałam kogoś nie probujacego mną rzazić i jest dobrze, dziecko przestało chorować a ja mam siłę i chęci na zabieranie go na wycieczki i aktywne spędzanie czasu. Mam dużo mniej do ogarnięcia w domu niż w czasie małżeństwa i ten oddech bezcenny ja nie wiem jak to się działo kiedy byłam z ex, byłam tak sparaliżowana że potrafiłam klucze w domu zatrzasnac, zapomnieć zrobić zakupy wywieszenia prania to był wyczyn powyżej moich możliwosci i dlatego wierze że żona autora może czuć się aż tak źle.


Autorze a siostra żony Cię o pomoc prosiła?

Dlaczego tak personalnie podchodzę do sprawy? Po 1 bo mi wolno po 2 bo jak o żonie piszesz to jak bym siebie widziała i przypuszczam ze ona jeszcze dużo będzie musiała znieść zanim to małżeństwo się rozleci i jeśli się rozleci to będzie tylko Twoja decyzja i to jest w tym najbardziej dolujace.

Rozumiem Ciebie i to, że Twoje życie wyglądało jak życie żony Autora, ale ciekawi mnie jedno, czy Ty będąc ze swoim już exem czułaś, ze on Cię tyranizuje? Czy to, że byłas w domu, a on w pracy i on oczekiwał obiadu co jest raczej normalne, albo ogarniecia w domu było dla Ciebie tyranią? Czy on używał agresji: slownej, fizycznej, przemocy psychicznej? Czy tak po prostu wpadłaś w marazm. Bardzo mnie to interesuje ze względu na to jak kształtuje się psychika takiej osoby. A jak czułaś, ze jest źla, źle z Tobą, źle w takim układzie, rozmawiałas o tym z mężem? mówiłaś mu, ze źle Ci, że nie chcesz tak żyć?

222

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Slovian, post Nirvanki87 w Twoim wątku uzmysłowił mi, że Twojej żonie jest w związku z Tobą tak po prostu wygodnie. Nirvanko87, Ty to ma nosa do sytuacji, gdzie kobiety są w związku wygodne, szacun.
Slovian, fakty są takie, że oboje z żoną się nie kochacie, nie szanujecie, nie wspieracie, tylko kontynuujcie coś, co nie ma sensu, bo jest dziecko. Ona tego nie zakończy, bo jej jest wygodnie, żerując na Tobie, Twoim poczuciu odpowiedzialności, miłości do dziecka, a dodatkowo jeszcze może jest chora, a może tylko manipuluje Tobą i otoczeniem. Ty nie zakończysz, bo miłość do dziecka i poczucie odpowiedzialności, a do tego możesz wyjść na nieempatyczne bobka, który opuszcza chorą, bezrobotną żonę. Patowa sytuacja. Chyba, że się jednak weźmiesz w garść i coś z tym zrobisz, bo ona z pewnością nie zrobi nic.

223

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Terazszczesliwa- siostra żony nie, ale żona nie mogła przeżyć, że jej siostra sobie życie marnuje. Wkroczyła więc kawaleria w postaci mnie i temat załatwiła. I tyle. Dziewczyna wprawdzie nie ominęła depresji, ale jak twierdzi to są sprawy które długo w niej siedziały, ale jednak uwielbia miasto w którym mieszka, a do którego ja ja, że tak to powiem, wprowadziłem. Swoją drogą matka chrzestna mojej żony (siostra mamy) i jej siostra maja/miały problemy psychiczne. Możliwe że moja zona też może mieć. Sugerowałem jej psychologa parokrotnie. Temat zbojkotowala.
Małżeństwo się rozleci- A przepraszam A moja zona jest bezwolna kuklą? Nie ma mocy sprawczej? Tak jest chora. Przyjmując Twoja nomenklature- ja ja doprowadziłem do takiego stanu bo mam charakter dominujacy- ogółem zaprzaglem ja w homonto, a ona biedna nie ma nawet siły żeby po sobie posprzątać. No super. A może ja też nagle zachoruje, powiem że mnie żona dołuje. Rzuce pracę, syf w domu zrobię i tak będziemy sobie zyli. Skoro ona moze to czemu ja nie mogę. Nie może się leczyć? Nie ograniczam jej pieniędzy na leczenie. Według Ciebie jedyne rozwiązanie to rozwód bo po co nad sobą pracować, po co iść do psychologa itd. Nie.wiem co ma znaczyć że rozwód to będzie moja decyzja. Z jakiej racji. To będzie nasza decyzja- zaniechanie lub stwierdzenie: nie wiem lub rob co chcesz to też decyzja. A wiesz jak ta decyzja się nazywa? To się nazywa WYJE***IE na dziecko na małżeństwo i na te 15 lat które byliśmy że sobą.

224

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

A może ja też nagle zachoruje, powiem że mnie żona dołuje. Rzuce pracę, syf w domu zrobię i tak będziemy sobie zyli. Skoro ona moze to czemu ja nie mogę. ?

zrób tak. to doskonały pomysł. zrób tak czasowo, na miesiąc np. udaj chorego, w nic się nie wtrącaj.
Jak nic się nie zmieni, żona nie przejmie inicjatywy, złóż o rozwód.
Zaobserwuj przy tym, jak Cie traktuje wtedy, czy tak samo jak Ty. serio piszę.

225

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:
Slovian napisał/a:

A może ja też nagle zachoruje, powiem że mnie żona dołuje. Rzuce pracę, syf w domu zrobię i tak będziemy sobie zyli. Skoro ona moze to czemu ja nie mogę. ?

zrób tak. to doskonały pomysł. zrób tak czasowo, na miesiąc np. udaj chorego, w nic się nie wtrącaj.
Jak nic się nie zmieni, żona nie przejmie inicjatywy, złóż o rozwód.
Zaobserwuj przy tym, jak Cie traktuje wtedy, czy tak samo jak Ty. serio piszę.

tak kiedyś radziłam, ba nawet tak kiedyś robiłam, ale sytuacja zmienia się o 180 stopni, gdy ma sie dziecko. Nawet nie przypuszczałam, ze perspektywa może ulec aż takiej zmianie, ale ulega. Nie da się tak zrobić wiedząc, że jest się jedyną osobą, na która może liczyć dziecko. Tzn. da się, ja nawet raz tak zrobiłam, ale potem wyrzuty sumienia mnie zabijały przez kilka dni.

226

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Małżeństwo się rozleci- A przepraszam A moja zona jest bezwolna kuklą? Nie ma mocy sprawczej? Tak jest chora. Przyjmując Twoja nomenklature- ja ja doprowadziłem do takiego stanu bo mam charakter dominujacy- ogółem zaprzaglem ja w homonto, a ona biedna nie ma nawet siły żeby po sobie posprzątać. No super. A może ja też nagle zachoruje, powiem że mnie żona dołuje. Rzuce pracę, syf w domu zrobię i tak będziemy sobie zyli. Skoro ona moze to czemu ja nie mogę. Nie może się leczyć? Nie ograniczam jej pieniędzy na leczenie. Według Ciebie jedyne rozwiązanie to rozwód bo po co nad sobą pracować, po co iść do psychologa itd. Nie.wiem co ma znaczyć że rozwód to będzie moja decyzja. Z jakiej racji. To będzie nasza decyzja- zaniechanie lub stwierdzenie: nie wiem lub rob co chcesz to też decyzja. A wiesz jak ta decyzja się nazywa? To się nazywa WYJE***IE na dziecko na małżeństwo i na te 15 lat które byliśmy że sobą.


No nareszcie, aż miło przeczytać.

Ja dodam od siebie, na małe twoje pocieszenie, że mam podobnie jeśli chodzi o asertywność i inicjatywę mojej żony. Jednem slowem żadnej inicjatywy nigdy nie przejawiala do niczego. Żadnej.
Czy to do wyjazdu na weekend, czy pomysłu na wakacje, czy wyjść gdzieś razem, czy czegokolwiek innego. Nic, zero. Od 12 lat by siedziała w domu bo nic nigdy nie potrafi wymyśleć.
Rachunki twoja żona chociaż ogarnia ? Moja nawet nie umie zalogować się do konta w banku a na wielokrotne prośby z mojej strony ze jej pokaze jak konto obslugiwac, reaguje wymuszonym zainteresowaniem, bardzo chwilowym. Jak próbuje jej pokazać jak przelew zrobić to patrzy wszędzie ale nie na monitor. Na ścianę, na stół, nagle przypomina sobie że prania nie wstawila, albo robi się taka śpiąca i mówi: długo jeszcze ? Urwa mac, jakby nie to dziecko to by miała długo jeszcze.

227

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Ela210- nie dziękuję, bo za życzenia powodzenia się nie dziekuje. Nie ukrywam że jak mam coś ustalone albo robimy coś po raz kolejny raz to nie lubię jak jest nie po mojej myśli. Ogółem wolności daje dużo, ale mam też wymagania- troche wyznaje zasadę marchewki i kija. Daje cos ale w zamian rowniez chce cos. Ale potrafie byc bezinteresowny. Nie ukrywam jednak że jak się do kogoś zraze to raczej bezinteresowną się nie zachowam już w stosunku do tej osoby.
Feniks35- mam nadzieję że się mylisz i jednak jest dla.nas szansa.

Pytanie ogolne- czy można wybaczyć i zapomnieć przeszłość? Chodzi mi to, że przez lata sobie wypominaliśmy co kto zrobił itd. I mnie to w sumie już meczy. Chciałbym to wszystko zapomnieć skasować i do tego nie wracać. Dlatego trochę wierzę będę w te terapie. Pod warunkiem oczywiście że każdy z nas się zaangazuje.

MagdaLenka1111- tak, na pewno jest jej wygodnie. Wiem, że ona nic nie zrobi i będzie dalej tak trwać. Ja chce iść dalej albo z nią albo bez niej. Niestety. Od wrzesnia zaczyna nowa prace i jestem pewien że będzie miała dodatkową wymowke. Jeśli zatem nie pójdziemy na terapię jeszcze w sierpniu to potem mi powie, że przecież jest chora i do tego pracuje.

228 Ostatnio edytowany przez Slovian (2018-08-22 14:21:11)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Hrefi- heh, płacić to ona umie, przez Internet lubi kupować. Ale rachunków nie placi mimo ze umie. Nie pamieta numeru klienta aby wejść na naszą lokatę. Pokazywałem jej kilkanaście razy. Teraz mówię że ma sobie poszukać numer klienta w szufladzie bo ja juz nie pamiętam.

Ela210 i Nirvanka- A wiecie że ja.marze żeby móc tak sobie zachorować? A najchętniej bym walnął wszystko w cholerę, w tym pracę i wyjechał na pół roku. I może wrócił A może nie. Moja żona podtrzymuje stereotyp o chorym facecie w domu. Co jest wierutna bzdura bo ja jak jestem chory, co i tak zdaza się rzadko, to normalnie w miarę funkcjonuje. Często tez chodzę do pracy bo czy wyleze czy w pracy wyzdrowieje nie ma dla mnie znaczenia. Nie jestem raczej umierający. A u mnie w pracy czesto ma znaczenie jeśli ktoś nie miał chorobowego. Moja zona w dzieciństwie była nauczony że jak ona jest chora to mamusia koło niej skakala. Ja tego zasadniczo nie robię. Może stąd ten jej ból.

229

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Pytanie ogolne- czy można wybaczyć i zapomnieć przeszłość? Chodzi mi to, że przez lata sobie wypominaliśmy co kto zrobił itd. I mnie to w sumie już meczy. Chciałbym to wszystko zapomnieć skasować i do tego nie wracać. Dlatego trochę wierzę będę w te terapie. Pod warunkiem oczywiście że każdy z nas się zaangazuje.

Odpowiadam na pytanie- czy można wybaczyć? nie wiem, ale dzięki MotoMegi i linkowi, który wrzuciła, staram się i na razie dobrze mi idzie. W końcu pokazano mi racjonalna definicję wybaczenia. Zrób ćwiczenie z tego linku i poczytaj o wybaczeniu, może pomoże, a na pewno nie zaszkodzi. A i kiedyś też nie wierzyłam w takie bzdety.
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=363

230 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2018-08-22 14:19:29)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

MagdaLenka1111- tak, na pewno jest jej wygodnie. Wiem, że ona nic nie zrobi i będzie dalej tak trwać. Ja chce iść dalej albo z nią albo bez niej. Niestety. Od wrzesnia zaczyna nowa prace i jestem pewien że będzie miała dodatkową wymowke. Jeśli zatem nie pójdziemy na terapię jeszcze w sierpniu to potem mi powie, że przecież jest chora i do tego pracuje.

Świetnie, że zaczyna pracę, bo odpada Ci jeden z obowiązków. A chora nie jest póki co, bo diagnozy brak. Co więcej, jak będzie diagnoza, to rosną Twoje szanse opieki nad dzieckiem, z którym chcesz mieć stały, bliski kontakt.

Miłości, szacunku i wsparcia w Waszym związku z powodu jej pracy nie przybędzie. Chyba że Ty zaczniesz ją lepiej postrzegać.

231 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-08-22 14:25:54)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Nirvanka87 napisał/a:
Ela210 napisał/a:
Slovian napisał/a:

A może ja też nagle zachoruje, powiem że mnie żona dołuje. Rzuce pracę, syf w domu zrobię i tak będziemy sobie zyli. Skoro ona moze to czemu ja nie mogę. ?

zrób tak. to doskonały pomysł. zrób tak czasowo, na miesiąc np. udaj chorego, w nic się nie wtrącaj.
Jak nic się nie zmieni, żona nie przejmie inicjatywy, złóż o rozwód.
Zaobserwuj przy tym, jak Cie traktuje wtedy, czy tak samo jak Ty. serio piszę.

tak kiedyś radziłam, ba nawet tak kiedyś robiłam, ale sytuacja zmienia się o 180 stopni, gdy ma sie dziecko. Nawet nie przypuszczałam, ze perspektywa może ulec aż takiej zmianie, ale ulega. Nie da się tak zrobić wiedząc, że jest się jedyną osobą, na która może liczyć dziecko. Tzn. da się, ja nawet raz tak zrobiłam, ale potem wyrzuty sumienia mnie zabijały przez kilka dni.

A ja nie wierzę, że coś się dziecku złego stanie. Nie  ma podstaw, by tak sądzić.
Ja przy małych dzieciach intuicyjnie przekladałam rzeczy w bezpieczne miejsca. A moja poukładana aż do bólu bratowa była  z dzieckiem ze 2 razy w szpitalu, przez rutynę i brak wyobraźni. Nóż bezpieczniejszy na dnie zlewu ( czasowo niż w szufladzie.  U mnie stał w rogu kuchni daleko..
przykłady można mnożyć.

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Według Ciebie jedyne rozwiązanie to rozwód bo po co nad sobą pracować, po co iść do psychologa itd. Nie.wiem co ma znaczyć że rozwód to będzie moja decyzja. Z jakiej racji. To będzie nasza decyzja- zaniechanie lub stwierdzenie: nie wiem lub rob co chcesz to też decyzja. A wiesz jak ta decyzja się nazywa? To się nazywa WYJE***IE na dziecko na małżeństwo i na te 15 lat które byliśmy że sobą.

Człowieku, co to jest 15 lat? Od kilku lat, to co jest u Was to gehenna. Ile jeszcze masz zamiar to ciągnąć?
Chcesz nad tym pracować? zacznij od siebie. Ale nie na zasadzie robienia złośliwości, by pokazać jej, że skoro ona może to Ty też, tylko pomyśl co jesteś w stanie zmienić na stałe, by zacząć ratowanie tego co wg Ciebie zostało.

Macie przed sobą całe życie, możecie je przeżyć bez siebie, dziecko też na tym nie ucierpi, wręcz przeciwnie. Zamiast wysłuchiwać awantur, będzie miało spokojnych rodziców, ale żyjących osobno. Uwierz mi, jest to możliwe. Zawsze możesz wystąpić o prawo do wychowywania, a żona będzie weekendowym rodzicem. Skoro wg Ciebie nie zajmuje się niczym, nie dba o dom, udowodnij to w sądzie, że jest złą matką, może Ci się uda.

233

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Jezu...gdzie macie problem Panowie?
jak żona nie chce się nauczyć nawet posługiwać kontem, to nie ma kasy i już. dziecko weźmiesz na obiad na miasto, a Ona niech sobie radzi.

234

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

zrób tak. to doskonały pomysł. zrób tak czasowo, na miesiąc np. udaj chorego, w nic się nie wtrącaj.
Jak nic się nie zmieni, żona nie przejmie inicjatywy, złóż o rozwód.
Zaobserwuj przy tym, jak Cie traktuje wtedy, czy tak samo jak Ty. serio piszę.

tak kiedyś radziłam, ba nawet tak kiedyś robiłam, ale sytuacja zmienia się o 180 stopni, gdy ma sie dziecko. Nawet nie przypuszczałam, ze perspektywa może ulec aż takiej zmianie, ale ulega. Nie da się tak zrobić wiedząc, że jest się jedyną osobą, na która może liczyć dziecko. Tzn. da się, ja nawet raz tak zrobiłam, ale potem wyrzuty sumienia mnie zabijały przez kilka dni.

A ja nie wierzę, że coś się dziecku złego stanie. Nie  ma podstaw, by tak sądzić.
Ja przy małych dzieciach intuicyjnie przekladałam rzeczy w bezpieczne miejsca. A moja poukładana aż do bólu bratowa była  z dzieckiem ze 2 razy w szpitalu, przez rutynę i brak wyobraźni. Nóż bezpieczniejszy na dnie zlewu ( czasowo niż w szufladzie.  U mnie stał w rogu kuchni daleko..
przykłady można mnożyć.

może i racja, a ja na razie jestem przewrażliwiona smile

235

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Slovian napisał/a:

Pytanie ogolne- czy można wybaczyć i zapomnieć przeszłość? Chodzi mi to, że przez lata sobie wypominaliśmy co kto zrobił itd. I mnie to w sumie już meczy. Chciałbym to wszystko zapomnieć skasować i do tego nie wracać. Dlatego trochę wierzę będę w te terapie.

Czy wiesz że celem terapii małżeńskiej nie jest ratowanie małżeństwa ? Celem terapii jest wyjaśnienie wzajemnych konfliktów. Terapia może rowniez przyczynić się lub ułatwić decyzję o rozwodzie co będzie traktowane jako sukces terapii.

Dużo ludzi, mam wrażenie, widzi terapię jednostronnie, zapominając że jest ona rodzajem narzędzia, które ma być bezstronne.

236

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
Slovian napisał/a:

Pytanie ogolne- czy można wybaczyć i zapomnieć przeszłość? Chodzi mi to, że przez lata sobie wypominaliśmy co kto zrobił itd. I mnie to w sumie już meczy. Chciałbym to wszystko zapomnieć skasować i do tego nie wracać. Dlatego trochę wierzę będę w te terapie.

Czy wiesz że celem terapii małżeńskiej nie jest ratowanie małżeństwa ? Celem terapii jest wyjaśnienie wzajemnych konfliktów. Terapia może rowniez przyczynić się lub ułatwić decyzję o rozwodzie co będzie traktowane jako sukces terapii.

Dużo ludzi, mam wrażenie, widzi terapię jednostronnie, zapominając że jest ona rodzajem narzędzia, które ma być bezstronne.

ale kto tak niby widzi? terapia to nie pieszczoty i często kończy się rozstaniem. ale właśnie o to chodzi by wszystko na wierzch wypłynęło..

237

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Slovian, tu nie ma co zbierać. Twoja żona nigdy nie była inna po prostu się dobrze maskowała i teraz jej przyrodzony charakter się tylko coraz bardziej uwyraźnia.
JAabym na Twoim miejscu powiedział pas i poszukał jakiejś lepszej parterki. A z córką rozstawać się nie musisz, choć daję sobie głowę uciąć, że po rozwodzie żona nastawii ją przeciwko Tobie.

238

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

Jezu...gdzie macie problem Panowie?
jak żona nie chce się nauczyć nawet posługiwać kontem, to nie ma kasy i już. dziecko weźmiesz na obiad na miasto, a Ona niech sobie radzi.


Ale to przecież nie o to chodzi. Każdy z nas ma potrzebę bliskości i przyjaźni. W małżeństwie tym bardziej. Więc można by samemu ale nie po to się zenilem aby być samotny w związku.

Zresztą, nawiązując do twojego wcześniejszego posta do mnie gdzie zarzuciłas mi że zachowuje się jak dziecko. To nie prawda. Była tak 2-3 miesiące temu. Faktycznie chciałem aby ktoś podjął decyzję za mnie. Od tamtego czasu sporo się wydarzyło. Romans ujawnilem, przeszedłem stan totalnego zmęczenia aż mi w pewnym momencie śmierć przestała widzieć się jako straszna, o mało co nie odeszłem do kochanki,  dosłownie godziny mnie dzieliły, później miałem okazję pobyć sam 2 tygodnie (sam nie byłem bo że znajomymi ale bez rodziny), w pracy chyba takiego natłoku zadań jeszcze nie miałem w mojej ilustam letniej karierze.

Ja już wiem co jest dla mnie najlepsze. Rozwod (żony nie kocham i nie szanuje) + rozstanie z kochanką (wspaniałą kobieta ale dwoje cudzych dzieci to bariera dla mnie nie do przejścia) + zmiana pracy (choć nie koniecznie).
Teraz zwyczajne na zimno kalkuluje jak to zrobić aby  każdy z nas jak najmniej na tym stracił

Zauważyłem również że coraz lepiej radzę sobie z uczuciem do kochanki. Tak jakby slablo. Nie chce mówić hop za wczasu ale wydaje że słabnie albo po prostu z racji tego że nie widziałem jej 3 tygodnie to mi się tak wydaje. Jednak coś musi być na rzeczy. Widzę po sobie że jakbym wychodzil z jakiegoś letargu. Jakbym odzyskiwal radość życia, bardzo powoli ale jednak.

239

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Jezu...gdzie macie problem Panowie?
jak żona nie chce się nauczyć nawet posługiwać kontem, to nie ma kasy i już. dziecko weźmiesz na obiad na miasto, a Ona niech sobie radzi.


Ale to przecież nie o to chodzi. Każdy z nas ma potrzebę bliskości i przyjaźni. W małżeństwie tym bardziej. Więc można by samemu ale nie po to się zenilem aby być samotny w związku.

Zresztą, nawiązując do twojego wcześniejszego posta do mnie gdzie zarzuciłas mi że zachowuje się jak dziecko. To nie prawda. Była tak 2-3 miesiące temu. Faktycznie chciałem aby ktoś podjął decyzję za mnie. Od tamtego czasu sporo się wydarzyło. Romans ujawnilem, przeszedłem stan totalnego zmęczenia aż mi w pewnym momencie śmierć przestała widzieć się jako straszna, o mało co nie odeszłem do kochanki,  dosłownie godziny mnie dzieliły, później miałem okazję pobyć sam 2 tygodnie (sam nie byłem bo że znajomymi ale bez rodziny), w pracy chyba takiego natłoku zadań jeszcze nie miałem w mojej ilustam letniej karierze.

Ja już wiem co jest dla mnie najlepsze. Rozwod (żony nie kocham i nie szanuje) + rozstanie z kochanką (wspaniałą kobieta ale dwoje cudzych dzieci to bariera dla mnie nie do przejścia) + zmiana pracy (choć nie koniecznie).
Teraz zwyczajne na zimno kalkuluje jak to zrobić aby  każdy z nas jak najmniej na tym stracił

Zauważyłem również że coraz lepiej radzę sobie z uczuciem do kochanki. Tak jakby slablo. Nie chce mówić hop za wczasu ale wydaje że słabnie albo po prostu z racji tego że nie widziałem jej 3 tygodnie to mi się tak wydaje. Jednak coś musi być na rzeczy. Widzę po sobie że jakbym wychodzil z jakiegoś letargu. Jakbym odzyskiwal radość życia, bardzo powoli ale jednak.

Wszystko dla ludzi... Nie kochasz żony.. Jeśli jestes wobec niej uczciwy, powiedziałeś jej o swoich uczuciach i o tym, że ją zdradzasz..To co niby możesz zrobić więcej? Udawać miłość? Chyba nie tędy droga.  Walcz o swoje szczęście, ale tak, aby jak najmniej cierpienia sprawić tym, którzy cię mimo wszystko jakoś tam kochają. To bardzo trudne i nie zadroszczę ci...

240

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Slovian
Twoja zona wybrala hipochondrie jak metode radzenia sobie z rzeczywistoscia i z toba. W terapii sa tylko 3 metody radzenia sobie za swiatem wokol nas - kompensacja, nadkompensacja i hipochondria.

Jesli okaze sie ze nie berelioza to wymysli inna chorobe i bedzie robic kolejne badania a ty masz sie litowac nad nia i skakac wokol niej, za duzo od niej nie wymagajac.
Zadam ci pytanie - jak ona zachowuje sie wobec ciebie jak jestes chory, masz np. grype I wysoka goraczke? Martwi sie , przynosi lekarstwa czy ignoruje?

Co do ciebie to sadze ze teraz przezywasz to wszystko (sytuacje w malzenstie) przez pryzmat opoznionej zaloby po mamie.
Co do twojego malzenstwa - do ratowania go trzeba dwojga, sam tego nie pociagniesz.

Moze napisz do zony list, wypisujac swoje zarzuty i popros by sie ustosukowala (tez pisemnie) - co na pismie to nie to samo co powiedziane. Oczywiscie daj jej mozliwosc napisania listu z zarzutam do siebie.

Rozmawiales z kims bliskim na temat sytuacji w twoim malzenstwie? Z tata?

241 Ostatnio edytowany przez netkobieta88 (2018-08-22 19:53:06)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Dobra, nie czytam tej litanii. Nie mam tyle czasu.  Powiem tylko tyle, miłość, to nie zakochanie. To zupełnie inne rzeczy. 

Ktoś tu powiedział, że autor nie kocha żony. Nie, to żona nie kocha męża. Ewidentnie.

Jeśli opis jest autentyczny, to mąż kocha żonę, a żona ma go w "d__pie".

To żona niby była zakochana, ale jak jej zakochanie minęło, to okazało się, że męża nie kocha.

I go w 100% wykorzystuje - jak taki zwykły pasożyt.

Uciekaj od tej żony, bo to zwykły pasożyt.

242

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

netkobieto milisz się wpierw trzeba ją zbadać. Jak wykluczy się choroby w tym psychiczne to mamy śmierdzącego lenia.

243 Ostatnio edytowany przez netkobieta88 (2018-08-22 20:42:17)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
authority napisał/a:

netkobieto milisz się wpierw trzeba ją zbadać. Jak wykluczy się choroby w tym psychiczne to mamy śmierdzącego lenia.

Nie, te choroby to jej wymysł. To jakaś psycholka. Dwa lata zachowywała się bardzo podobnie zanim wymyśliła tą "trudną do wykrycia chorobę". Śmierdzi na odległość.

Szuka usprawiedliwienia.

Jest bezczelna, manipulatorka. I tyle. Albo nienormalna.

Jestem teraz chora. Mam wszystko w dupie.

TO Twój obowiązek 'KLĘKAĆ' przede mną, bo jestem chora. Teraz klękaj dwa razy więcej, bo zachorowałam. I ładuj we mnie dwa razy więcej kasy, bo ja tak chcę.

Czy taka postawa usprawiedliwia jej podejście? Które nie zmieniło się w ogóle zanim "niby w ogóle zachorowała" na chorobę, której zapewne nie wykryją?

244 Ostatnio edytowany przez authority (2018-08-22 22:25:49)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

bbb

245 Ostatnio edytowany przez authority (2018-08-22 22:26:37)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
netkobieta88 napisał/a:

Tak na marginesie, to tu chyba mało normalnych (szczęśliwych, dobrych i wyluzowanych) ludzi na tym forum. Tu nie promuje się normalności. Tylko pewne, specyficzne poglądy, dobre dla pewnej grupy kobiet. .

Całkowita racja. Każdy kto jest zarejestrowany albo śledzi to forum jest w pewien sposób doświadczony przez życie. Trochę uszkodzony.

Patrz na siebie. Może to twoje drugie alterego albo autora postu.Po postach "netkobiety" widać iż albo to jakaś patologia(ala Krysia Pawłowicz) albo pisze to mocno sfrustrowany facet jakoś skłaniam się do tego drugiego.

246 Ostatnio edytowany przez blanka56 (2018-08-23 05:17:24)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Przeczytalam wszystkie wasze opinie do postu jaki napisal Slovian a przy okazji wasze "wtracane " sytuacje zyciowe .
Pozwolcie ze i ja sie odniose do calosci tresci jako kobieta bardzo dojrzala ktora miala swoje upadki i wzloty ,matka syna 38 letniego ...ale i tez obserwatorka zycia nas otaczajacego ( nie mylic z plotkarstwem i wscibstwem ) .
Musze stwierdzic ,ze pokolenie mojego syna ale i tez to mlodsze bardzo rozni sie od pokolenia moich rowiesnikow i tych troche mlodszych tez..ale to byly inne czasy ,nie bylo takich "wyscigow szczurow " jak to obecnie dzieje sie na swiecie .Zmienily sie piorytety mlodych ,zmienily sie relacje miedzy ludzmi ,zmienily sie zasady zycia moralnego ,wychowanie bezstresowe ,duzo by tu mozna jeszcze wymieniac .
Mysle ,ze w obecnym swiecie pary powinny zamieszkac razem przez jakis czas a potem podejmowac decyzje o slubie ...to gwarantuje czy tak naprawde pasuja do siebie ,aby budowac i tworzyc szczesliwa rodzine . Takie wspolne zamieszkanie pokazuje kto jest odpowiedzialny ,opiekunczy ,wybuchowy ,pedantyczny czy sa dopasowni sexualnie ,czy maja podobne zainteresownia itd
Ludzie " z motylami w brzuchu " widza u partnera same zalety ,dopiero jak sa juz po slubie to wychdza wszystkie wady ,zachowania ,choroby ..i tak pewnie bylo u Sloviana .
Slovian ,nikt nie jest idealem i Ty tez pewnie nie jestes ,tez masz jakies wady ale ja Ciebie odbieram jako (33lat ) bardzo dojrzalego odpowiedzialnego faceta ,z duza zaradnoscia zyciowa ( szukanie tanszego badania ,targowanie sie ,szukania innej opcji w danej sprawie,motywacja zony ,gotowanie ,zakupy ,sprzatanie ,opieka nad dzieckiem itd.) czego brakuje niektorym mlodym mezczyzna w dzisiejszych czasach .
Uwazam ,ze wychowales sie w normalnej kochajacej sie rodzinie ( dowodem na to jest twoj tekst o ojcu , matce ..i bol po jej smieci ) z pewnymi zasadami i stad ta twoja odpowiedzialnosc i zaradosc ( dla niektorych osob ...w wojsku polskim tez pracowali i pracuja inteligentne osoby, nie tylko trepy jak ktos napisal )rodzice uczciwie pracowali na wasze wyksztalcenie ale i tez na podwyzszenie standartu zyciowego ( nie widze nic materialistycznego aby jezdzic lepszym autem ,czy mieszkac w domu ,kupic sobie lepszy ciuch ,pojechac na wczasy za granice ale nie kosztem skapstwa czy zasad po trupach, ze musze to miec !!!!! ) .Tylko ludzie bez zadnych ambicji ,malo kreatywni, nie  szanujacy pieniedzy  itd ..beda zawsze w zyciu pozostawac w ogonie spolecznosci .
Ty jednak  masz duza zaradnosc zyciowa i jak widac uczysz tego swoja corke ..a dlaczego tak sadze ? Bo wychodzisz z nia do kina ,odkrwasz z nia nowe miejsca ,pokazujesz jej nowe rzeczy ,nowe otoczenie poza domem ,pokazujesz jak mozna spedzic czas ...tak wlasnie dziecko uczy sie najszybciej ,uczy sie samodzielnosci i zaradnosci od najwczesniejszych lat ,problemy u takich dzieci nie sa potem tragedia zyciowa....tak jak u wychuchanych dzieci gdzie tatus lub mamusia ( w twoim przypadku zona )truchleje aby sie nie przewrocilo ,nie skaleczylo ,nie poparzylo itd ..dziecko male jak sie oparzy to wie ze to "si " i jak pojdzie w to samo miejsce to pokazuje ze "si " ...nam doroslym tez zdarza sie ze stluczemy kolano czy sie oparzymy .
Dziewczyny tylko nie piszcie ,ze ....tak ,tak wiem ,ze sa takie sytuacje ze trzeba dopilnowac dziecko np .aby nie wylalo na siebie wrzatku  itd ale nie przesadzajcie ,bo to co teraz sie dzieje to jakies kaleki rosna ....3 letnie dziecko kopie matke po nogach i spazmuje bo mu cos nie chciala kupic a ona go przeprasza ..no sorry ..wiecie co ja bym zrobila ...oddala bym mu te kopniecie moja noga w jego nogi ..i uwazam ze to nie bicie dziecka tylko stosowanie jego myslenia i mysle ze wiecej by tego nie zrobilo bo by wiedzialo ze nastepne inne takie zachowanie bedzie tak samo skutkowalo...
Slovian ,nie widze tez nic zlego, ze jestes oszczedny (oszczednosc to nie skapstwo )tym bardziej ze masz na utrzymaniu 3 osoby + rachunki .Uwazam.ze nie zyjesz dniem dzisiejszym tylko myslisz przyszlosciowo ,wskazane jest miec troche oszczednosci ...bo dzisiaj takie czasy, ze masz prace ..a jutro mozesz byc na bruku, albo nie daj ..jakis losowy wypadek ...nie ma co ukrywac ...oszczednosci na koncie to tez duzy komfort psychiczny .
Nic zlego rowniez nie widze w propozycji jak zasugerowales zonie odosnie ...fryzjera ,wakacji ,spaceru idt....maz zaplaci za fryzjera ,za wakacje ,za badania ,zawiezie ,przywiezie ...czy to jakies tlamszenie ,gnebienie,ciemiezenie ,nekanie ,dreczenie swoja osobowoscia ....jak tu niektore panie pisalaly .
Mezczyzni to wzrokowcy...nie tak jak my kobiety ...gesty ,uczucia itd ...ktora kobieta by chcial aby jej maz siedzial w domu cuch acy ,zaniedbany ,ciagle w wyciagnietych dresach i to jeszcze w balaganie jaki sam zrobil ....i odwrotnie ?
Nie widze nic zlego ,ze mowiles ( no szkoda ze po ktoryms razie jeszcze nie pojela o co chodzi ) aby gasila swiato jak tam nie ma zamiaru byc ,zeby nie wyurzacala notorycznie jedzienia ( chyba kazdej sie to zdarza, ale nie tak jak u Ciebie ) zrobila porzadki ,nie musza przeciez byc az takie gruntowne itd.....masz racje ze w skali roku to uzbiera sie jakas "gorka " ktora wspolnie mozecie wydac na jakis inny cel ....ale napisze Ci , ze na to wszystko patrzy i uczy sie Twoja corka ...ze mozna nie szanowac .rzeczy (puder ktory zniszczyla,okulary ) nie szanowac jedzienia ,zyc w brudzie ...to z pewnoscia wyniesie z domu jako dorosla osoba jak tak dalej bedzie.
Jesli nadal zalezy Ci na rodzinie to .....poczekaj do wrzesnia az zona podejmnie prace ,w tym czasie mobilizuj zona do badan(troche to dziwne ,bo chyba kazda rozsadna i madra osoba staralaby sie dociec jaka jest przyczyna tak zlego samopoczucia ) by jak najszybciej zrobic czy naprawde jest chora czy wmawia sobie rozne choroby aby wymigac sie od wszystkiego... bo znalazla sobie jelenia w postaci wyjscia za maz (kto wie czy Ciebie kochala ,moze chciala tak jak siostra uciec ze wsi )
Nie daj sie namowic na kolejne dziecko ( jest wyksztalcona ,urodzila i dziwie sie ze przy takim zdrowiu nie wie ,ze kolejna ciaza dla jej organizmu bedzie wyniszczajaca ,ona teraz nie daje sobie rade z podstawowymi obowiazkami to jak bedzie z dwoja dzieci ?)
Badz wyrozumialy ,bez nerwow ,podniesionego glosu ...i mysle ze dobrze tu ktoras dziewczyna Ci doradzila ...napisz list do zony co w niej Cie denerwuje ,czego od niej oczekujesz ,jak widzisz z nia dalsze zycie i popros ja aby w taki sam sposob odpisala..tak,tak to jest bardzo dobry pomysl ,wtedy czlowiek bardziej sie uzewnetrznia ,nie ma nerow ,na spokojnie napisze to co chcialby powiedziec a czasami nie moze w afekcie .
Slovian ...jesli nie bedzie zadnych pozytywnych zmian ,nie bedzie widokow na lepsza przyszlosc jako rodzina .....to nie patrz na corke, tylko bierz dobrego adwokata aby tak przebiegl rozwod zeby  miec bez ograniczen kontakt z corka ......bo ona moze byc zlosliwa a jeszcze pod wplywem swojej matki .....wiesz dlaczego tak Ci radze ....bo teraz Twoja corka nie za wiele rozumie ,nie przejdzie tak zle waszego rozwodu jak 15 czy 17 letnie dziecko ...dla takiego nastolatka to dopiero trauma bo juz duzo,duzo wiecej ma w swojej glowie , dla takiego malucha jeszcze nie az tak .....ach to tez wszystko zalezy od podejscia rodzicow ...z klasa tez trzeba umiec sie rozjesc ....szkoda ,ze tak malo osob tego nie stosuje chociazby wlasnie na to aby ich dzieciom zaoszczedzic traumy .....
Zycze Ci duzo szczescia i oby wszystko sie pomyslnie ulozylo !!!!

247

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Te pieniądze (spore) rzekomo na badania, to ona nie sklada przez przypadek na inne konto? Nie wierze, że nie umie czy nie może mieć konta, o którym nie wie mąż. Albo daje mamie lub siostrze. Nie da się robić badan w nieskończoność.

248

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
newlife napisał/a:

Slovian
Twoja zona wybrala hipochondrie jak metode radzenia sobie z rzeczywistoscia i z toba. W terapii sa tylko 3 metody radzenia sobie za swiatem wokol nas - kompensacja, nadkompensacja i hipochondria.

skąd takie informacje????

249

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
chceuciekacstad napisał/a:
newlife napisał/a:

Slovian
Twoja zona wybrala hipochondrie jak metode radzenia sobie z rzeczywistoscia i z toba. W terapii sa tylko 3 metody radzenia sobie za swiatem wokol nas - kompensacja, nadkompensacja i hipochondria.

skąd takie informacje????

Zapewne z .upy.
Może chodziło jej o metody obronne ale ich też jest kilkadziesiąt.

250 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-08-23 09:47:47)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

fajnie że napisał ktoś nowy z doświadczeniem smile
Ale post Blanki przekonał mnie do tego, że tym bardziej warto dokladnie przyjrzeć się partnerowi na życie, bo myślenie  rożni ludzi nie "pionowo"  czyli w zależności od wieku, lecz od czego innego to zależy. Blanka ceni te rzeczy, które  wiele 20 latek- są one ważne, ale tu  innym dopasowaniu mowa- i od wieku to nie zależy.
Chceuciekaćstąd tym bardziej podziwiam w rozwoju samoświadomości. smile
Kolejność działań zaproponowana przez Blankę jest rozsądna, i jest to jakieś wyjście dla Słowiana, chociaż wg mnie nic się nie zmieni, no chyba żeby ich "szczęściem" była ta choroba, którą wyleczą i już. Ja w  to nie wierzę już widząc myślenie Słowiana.
I dla jasności-gdyby to żona poszła na terapię i dała rady się zmieniać,  Słowian też musiałby się zmieniać, lub by się rozpadli całkiem.
Od czegoś trzeba zacząć.
No można mieć do niego szacunek za chęci i energię- rozumiem- tylko ze ta energia nie do końca jest dobrze ulokowana..
uff.. ale pisząc to czuję się jakbym namawiała gościa na wyprawę na K2.. a tymczasem można wsiąść do pociągu bez żony i szybko przeniesć  się na drugą stronę góry- bez żony. Więc pytanie- czy jest miłość- i co to jest takiego? I czy jest obustronna. Bo moim zdaniem jak jest obustronna chęć- to dwojga nic nie powstrzyma by razem do jakiegoś punktu dojść, potrzebny sposób znajdą.

251

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

. Blanka ceni te rzeczy, które  wiele 20 latek- są one ważne, ale tu  innym dopasowaniu mowa- i od wieku to nie zależy..

Elu nie wiem ile masz lat .....czy 20 latka ceni rzeczy ktore ja wymienilam jako zalety( tu nie bede sie powtarzac o jakie mi rzeczy i zachowanie chodzilo )moze jakies przypadki duzej dojrzalosci znajdzie sie w takiej osobie ktora zaledwie skonczyla liceum ,a co niektore jeszcze nie mialy chlopaka na powaznie ,nie posmakowaly co to sex  (tu akurat to chyba ewenement ).
Dlaczego napisalam ,ze zmienily sie piorytety w dzisiejszych czasach ...to z doswiadczenia(20 lat przepracowalam w roznym srodowisku ,rozne wyksztalcenia ,wsrod mlodziezy tej mlodszej i tej studiujacej )..dzisiaj takie panny mysla o ciuchach ,ladnie wygladac ,poderwac chlopaka przystojnego ale tez z kasa aby dobrze sie zylo .......20 letni chlopak .. raczej aby poznac fajna laske ,isc na impreze ,miec fajne auto i zyc pelna para ,miec wysportowane cialo ,wszelkie  uzywki ...nie mysla aby sie doksztalcac ,aby rozwijac sie intelektualnie ,miec jakas wizje przyszlosci ...tylko tu i teraz ....rozrywkowo .....aczkolwiek sa tez tacy co chca miec dobre wyksztalcenie ,czytaja ksiazki ,mysla inaczej anizeli wyzej opisani ...ale to sa osoby ktore wyniosly to z domu rodzinnego ,zasady wpajane przez rodzicow od najmolodszych lat .....kreatywnosc ,wiara w swoje sily ,patrzenie i przewidywanie w przyszlosc ,rozasdne i pozytywne myslenie ......bo nie sztuka zlapac chlopaka na ciaze i ukladac sobie zycie ...potem wlasnie tak powstaja zyciowe tragedie ..tych mlodych ,ich malych dzieci i rodzicow bo to po czesci rodzice w wiekszosci maja na glowi swoje niby dorosle dzieci i jeszcze wnuki !!!!
Ela .....o jakim Ty innym dopasowniu myslisz ? Dobrze jesli mlodzi pobieraja sie z milosci .....bo o to glownie powinno chodzic ....nie o juz ciezarna partnerke ,czy aby sie dobrze urzadzic w zyciu ......ale jesli nie ma milosci ,wspolnego porozumienia , brak kompromisu z obu stron ,mentalnosci ,podobnej kultury zachowania juz nie wspominam o wyksztalceniu ...bo z tym to roznie bywa ,mozna byc dr .nauk a byc prostakiem i chamem ...nie  dopasowniem w sexsie i co najwazniejsze nie miec wspolnych zainteresowan ....to dupa zima ,ze tak napisze... bo to nie rokuje dlugiego i szczesliwego pozycia .....motyle jak wiesz mijaja po latach ...co zostaje ....dzieci lub nie ....i jesli nie ma tych wszystkich lub po czesci  "skladnikow " zadna para ,zadne malzenstwo nie bedzie szczesliwe ....z czasem milosc nie jest tak goraca jak na poczatku malzenstwa ...potem zostaje szacunek ,wspolne cel ,wspolne plany odnosnie rekreacji i wyjazdow .
Wracajac do sytuacji Sloviana a i tez sytuacji podobnych u kobiet ....czy warto kosztem tylko.. bo jest dziecko... dalej reanimowac taka rodzine,no bo tak to tylko mozna nazwac .....dorosli szarpia sie w codziennym zyciu ...dziecko to ciagle slyszy ,widzi ,to raczej negatywny obraz zycia przekazywany swojemu potomstwu anizeli pozytywny ...dla takiego dziecka ktore ksztaltuje swoj charakter ...czasami jesli naprawde nie mozna dojsc do wspolnych wnioskow do wspolnego kompromisu ..lepiej sie rozejsc w kulturze dla dobra wlasnie swoich dzieci .....kazde moze potem miec lepsze ,szczesliwsze zycie ....a i dzieci tez z pewnie beda miec mniej stresow nie sluchajac klotni swoich rodzicow ....
Ludzie boja sie podejmowac zyciowych decyzji ...a to ze wzgledu na dzieci ,a to ze wzgledu na mieszkanie ,a to ze wzgledu na pieniadze ......a czy tak czasami pomyslicie przyszlosciowo .....no tak bylem dla dziecka... .bo nie chcialem /chcialam aby moje dziecko zylo w rozbitej..rodzinie ...nastepuje refleksja ..dzisiaj mam 50 lat ,moje zycie bylo nieszczesliwe  ,pelne nienawisci ,pretensji ....dziecko / dzieci wyprowadzily sie z domu .....ja w jednym pokoju ,zona w drugim .....albo  dopiero w tym wieku postanawiaja  sie rozstac ....i tak bujaja sie od jednej osoby do drugiej ze swoimi pretensjami ,zalami ,ze mialy takie zafajdane zycie ...to tylko przyklad takich zwiazkow ktore znam ....ze na starosc zostaja sami ,zgorzkniali bo bali sie podjac kiedys w przeszlosci odwaznej decyzji .....bo ktos musi taka deczyzje podjac...maz lub zona ...Elu ...bo widzisz gdyby byly jakies wspolne cel,wspolne zainteresowania ...to taki zwiazek ma szanse przetrwac pomimo wspolnych klopotow ...bo kazdy je ma gdzies... tam po drodze swojego zycia...ten kto mowi .ze mial zycie bez trosk i klopotow ...klamie !!!

252

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

I jeszcze jedno .....daje duzy + dla Sloviana ...iz nie postepuje pochopnie ....ze jednak widzi jakas iskierke ,ze dla niego jeszcze nie wszystko stracone w malzenstwie ....ale tak musza mysle ..obie strony ...a tu jak widac tylko on tak mysli ....wiec jesli tak bedzie nadal w ich zyciu ...to najlepszym wyjsciem bedzie zakonczyc ten zwiazwk dla dobra wszystkich ..ale przede wszystkim dla dobra corki ...bo dorosli sobie poradza ....Slovian napewno poradzi sobie dobrze znajac jego podejscie do zycia ...a jego zona ....tak jak napisala tu jedna z pan ....zatonie lub wyplynie ....

253

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
newlife napisał/a:

Slovian
Twoja zona wybrala hipochondrie jak metode radzenia sobie z rzeczywistoscia i z toba. W terapii sa tylko 3 metody radzenia sobie za swiatem wokol nas - kompensacja, nadkompensacja i hipochondria.

skąd takie informacje????

Zapewne z .upy.
Może chodziło jej o metody obronne ale ich też jest kilkadziesiąt.

Z Uniwersytetu w Londynie. Mam dyplom terapeuty.

Wprawdzie te "nauki" byly jakis czas temu i to po angielsku - w Polsce jest napewno inaczej i nauczyciele sa madrzejsi...... Chyle glowe przed .upa

254

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Hrefi ....napislaes ,ze nie chcesz sie wiazac z kochanka .bo nie chcesz dobrodziejstwa w postaci jej inwentarza ..DZIECI ......a czy pomyslales ..ze kiedys tak moze myslec inny facet o twoim dziecku ....ze nie chce inwentarza w postaci TWOJEGO DZIECKA !!!!!

255

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
blanka56 napisał/a:

Hrefi ....napislaes ,ze nie chcesz sie wiazac z kochanka .bo nie chcesz dobrodziejstwa w postaci jej inwentarza ..DZIECI ......a czy pomyslales ..ze kiedys tak moze myslec inny facet o twoim dziecku ....ze nie chce inwentarza w postaci TWOJEGO DZIECKA !!!!!

Będzie mu na rękę. Żaden obcy facet nie będzie mu się koło dziecka kręcił tongue

256 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-08-23 18:47:07)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Blanka, pisałam o dopasowaniu osobowosci i spojrzenia na swiat. Mam 47 lat i od dwóch lat pisząc na forum stwierdzam ze poglądy na różne sprawy niekoniecznie zależne są od wieku, czy nawet doświadczenia. Na tym forum jest wiele przenikliwych, myślących dwudziestolatek i wcale nie są to puste panny więc splycenie sorawy. Zdarzają się niezbyt mądre obrazalskie 60'..Panów to samo dotyczy zresztą.:)
Kazdy ma swoją ścieżkę rozwoju, elastyczność i otwartość i na swój sposób wykorzystuje doświadczenia.
I cóż a może cale szczęście nie tylko z domu rodzinnego wynosimy wartości, czasem z takich domów wychodzą wspaniali ludzie, chociaż mieli pod górkę. Rozumiem ze cenisz cechy, ktore ma Slowian jako mąż, ja widzę rownież problemy, które tworzy jego myślenie o związkach. Ale nie ma obowiązku się zmieniać, może nic nie zmieniać i zmienić żonę.

Wspólny cel jest ok, ale tym celem może być i spokojne życie w domku w górach.
Wspólne zainteresowania nie są konieczne, ale powinny być akceptowane..
Wątpię czy młodzi pobierają się z milosci, raczej z fascynacji i chęci budowania wspólnego domu
Milość, przyjaźń, na to potrzeba czasu. .
Na fascynacji jednak latwiej budowac niż z rozsądku.
Pracuję w biznesie, mialam często młodszych pracownikow jako szefowa, mam 20 letniego syna i powiem Ci dzisiejsza mlodzież jest jak my kiedyś. Ambitna, pełna planów i ..różna, jak różni są ludzie..

257

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Ela210 napisał/a:

Blanka, pisałam o dopasowaniu osobowosci i spojrzenia na swiat. Mam 47 lat i od dwóch lat pisząc na forum stwierdzam ze poglądy na różne sprawy niekoniecznie zależne są od wieku, czy nawet doświadczenia. Na tym forum jest wiele przenikliwych, myślących dwudziestolatek i wcale nie są to puste panny więc splycenie sorawy. Zdarzają się niezbyt mądre obrazalskie 60'..Panów to samo dotyczy zresztą.:)
Kazdy ma swoją ścieżkę rozwoju, elastyczność i otwartość i na swój sposób wykorzystuje doświadczenia.
I cóż a może cale szczęście nie tylko z domu rodzinnego wynosimy wartości, czasem z takixh domów wychodzą wspaniali ludzie, chociaż mieli pod górkę. Rozumiem ze cenisz cechy, ktore ma Slowian jako mąż, ja widzę rownież problemy, które tworzy jego myślenie o związkach. Ale nie ma obowiązku się zmieniać, może nic nie zmieniać i zmienić żonę.

Wspólny cel jest ok, ale tym celem może być i spokojne życie w domku w górach.
Wdpólne zainteresowania nie są konieczne, ale powinny być akceptowane..
Wąrpię czy młodzi pobierają się z milosci, raczej z fascynacji i chęci budowania wspólnego domu
Milość, przyjaźń, na to potrzeba czasu. .
Na fascynacji jednak latwiej budowac niż z rozsądku.
Pracuję w biznesie, mialam często mlofszych pracownikow jako szefowa, mam 20 letniego syna i powiem Ci dzisiejsza mlodzież jest jak my kiedyś. Ambitna, pełna planów i ..różna, jak różni są ludzie..

Ela, ale ja nie wsadzilam wszystkich do jednego wora ....wiek nie ma tu nic do rzeczy ...wlasnie tak jak napisalas ....ja (63 wiosenek) dalej slucham rocka ,uwielbiam przebywac z mlodzieza i mam jak na swoj wiek bardzo nowoczesne podejscie do zycia a co najwazniejsze potrafie isc z duchem czasu i zmieniajaca sie technika ...i wcale nie neguje mlodych ludzi ..bo i wsrod mlodych i tych w wieku juz starszym zdarzaja sie kobiety i mezczyzni nieodpowiedzialni ,cale zycie  niezdecydowani ,co tak naprawde chca w zyciu ....i tez tak jak napisalas... sa decyzyjni i rozsadnie myslacy ...
Nie mozna zyc ciagle w zawieszeniu tak jak Slovan ....widac ze on chce isc do przodu ...jego zona w ciaglym zawieszeniu ,stoi w miejscu ...ale sprawy codzienne ,praca i swiat nie stoja w miejscu ...ida do przodu ....jesli zona Sloviana ciagle nie ma zdania .nie potrafi podjac decyzji ..to jak zyc z taka osoba .....ktos musi zdecydowac ....i w tym przypadku decyduje Slovian ...to nie jest narzucanie jej jakis nakazow ...to jest podjecie decyzji w danej sprawie przez niego bo ona tego nie potrafi ,nie umie ....
Wiesz ,przykro mi czytac ,ze mlodzi teraz pobieraja sie z fascynacji ....czyzby nie byli w tych domach nauczeni milosci ,przytulania itd ...czyzby wyroslo spoleczenstwo zimnego chowu bez zadnych uczuc ....

258

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Elu ...jeszcze dopisze aby nie bylo jakies ale ,ale ...wiem ,ze nie kazdemu ..podoba sie to co nowe ,nie kazdy musi isc z postepem  czasu , nie kazdy musi dolaczyc do "wyscigu szczurow " nie kazdy musi ulegac obowiazujacej modzie ....kazdy ma swoj sposob na swoje zycie i w tej masie roznych sytuacji wybiera to co uwaza dla siebie za najlepsze ...i  nikt nie powinien wtracac sie w zycie tej osoby ..bo to samo zycie zweryfikuje dana osobe ..czy dobrze mysli czy dobrze  podjal decyzje ...ale jak juz jest rodzina... to juz trzeba wspolnie podejmowac zyciowe sprawy ...a jak tego brak z jednej strony ....to jak zyc ....tu sie powtarzam ...ktos musi .....aby nie stac sie balastem w spoleczenstwie ,destrukcja dla wlasnego dziecka ...

259

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
blanka56 napisał/a:

Hrefi ....napislaes ,ze nie chcesz sie wiazac z kochanka .bo nie chcesz dobrodziejstwa w postaci jej inwentarza ..DZIECI ......a czy pomyslales ..ze kiedys tak moze myslec inny facet o twoim dziecku ....ze nie chce inwentarza w postaci TWOJEGO DZIECKA !!!!!

Temat jest dyskusyjny. Ogólnie my mężczyźni nie za bardzo chętnie chcemy utrzymywać cudze dzieci. Ja i tak mam łagodne poglądy w tej sprawie bo jak słyszę moich kolegów to się włos na głowie jeży.
Dwie sprawy.
1. Osoby po rozwodach lub brak własnego dziecka - w takie sytuacji raczej nie miałbym dużych problemów z akceptacją cudzych dzieci.
2. Romans i wyciąganie dzieci z rodziny + zostawienie wlasnego dziecka. Brzydka sprawa lekko powiedziane. Czyje się jakbym miał wyrzucić własne dziecko bo jest gorsze i wziąść cudze, innego faceta. Dla mnie nie do przejścia, bez względu na urok nowej partnerki.

260 Ostatnio edytowany przez blanka56 (2018-08-24 02:19:04)

Odp: Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka
Hrefi napisał/a:

Temat jest dyskusyjny. Ogólnie my mężczyźni nie za bardzo chętnie chcemy utrzymywać cudze dzieci. Ja i tak mam łagodne poglądy w tej sprawie bo jak słyszę moich kolegów to się włos na głowie jeży.
Dwie sprawy.
1. Osoby po rozwodach lub brak własnego dziecka - w takie sytuacji raczej nie miałbym dużych problemów z akceptacją cudzych dzieci.
2. Romans i wyciąganie dzieci z rodziny + zostawienie wlasnego dziecka. Brzydka sprawa lekko powiedziane. Czyje się jakbym miał wyrzucić własne dziecko bo jest gorsze i wziąść cudze, innego faceta. Dla mnie nie do przejścia, bez względu na urok nowej partnerki.

Hrefi ..czegos tu nie rozumiem ...utrzymywac cudze dzieci ?...przeciez takie dziecko dostaje alimenty, to dlaczego Ty czy jakis inny mezczyzna ma utrzymywac dziecko/dzieci nowej partnerki .....Ty najwyzej mozesz ..jesli bedziesz chcial ....cos kupic czy cos sfinansowac np .jakas gre,bilet do kina,doplate do zajec sportowych ....kto Ci kaze zaraz utrzymywac dzieci ....Ty jesli sie kiedys rozstasz z zona tez bedziesz placic alimenty na dziecko ....czy nowy partner ma obowiazek utrzymywac twoje dziecko ....tez nie !!!
Uwazam ,ze jesli bys wprowadzil sie do nowej partnerki to jakis podzial rol powinien byc .....tych finansowych rowniez ,jak doplata do czynszu ,czy jedzenia ....wszystko mozna i TRZEBA uzgodnic przed wspolnym zamieszkaniem ....finansowanie ,wychowanie dziecka / dzieci uwazam ,ze tez powinno sie uzgodnic ....aby w przyszlosci uniknac niesnasek .
Co do punktu 2 ...tu przyznaje Ci czesciowa racje..bo to bardzo zly przyklad dla dzieci  partnerki i Twojego dziecka .....ja uwazam ,ze jesli masz romans ( mowie tu o wolnych strzelcach nie zonatych i zameznych ) to lepiej upewnic sie ,ze to jest ta osoba z ktora bede mogl stworzyc trwaly zwiazek ( jesli chcesz miec staly zwiazek nie tylko przelotny)i o tym rowniez mysli nowa partnerka ( no bo to musi byc w 2 strony) to wtedy mozna zaaranzowac jakies wspolne spotkanie na neutralnym gruncie ...a potem ewentualnie w domu partnerki / partnera .Takie zapoznawanie dzieci z coraz to nowa osoba uwazam za bardzo zle ....moi drodzy to tylko moje zdanie ...
Hrefi ,alez nikt Ci nie kaze porzucac wlasnego dziecka .....przeciez to oczywiste ....tylko daje przyklad, wcale nie namawiam cie na rozstanie ...wyprowadzasz sie z domu do nowej partnerki ....sad przydzielil opieke nad dzieckiem twojej zonie  ,bla bla bla......masz prawo (jesli tak macie z zona ustalone  ) ze w kazdej chwili mozesz miec kontakt z dzieckiem ....i to tylko od ojca zalezy jak czeste beda te kontakty ...wiec gdzie tu porzucenie .
Inna kwestia ..uwazam za bardziej wazne to... juz nowe kontakty w nowej rodzinie ....bo tu wchodzi czesto zazdrosc dzieci o nowa partnerke  ,zazdrosc bylego partnera ,zazdrosc nowego partnera ze ma sie poprzez dziecko dalej kontakt z ex itd ...ale jesli ktos jest troche myslacy ,tolerancyjny ( oczywiscie tolerancja musi miec swoje granice) kulture i tlumaczenie dziecku ,rozmawianie z dzieckiem o nowej sytuacji zyciowej , zorganizowanie ciekawego i absorbujacego czasu u ojca to wszystko napewno dobrze sie ulozy .
Nigdy dziecku nie powinno mowic sie zle.... o jego matce czy o  partnerze matki i odwrotnie ...to dziala zawsze jak bumerang ....nie wypytuj dziecko ..jak bylo u ojca ...jak bylo u matki .....bedzie chcialo ...samo powie ....

Posty [ 196 do 260 z 337 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Moje małżeństwo prawie nie istnieje nie chce rozwodu żal mi dziecka

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024