mateusz77 napisał/a:już nie mam siły do tego związku.
Gratuluje wytrwalosci. To Twoja zona opuscila swoj dom rodzinny, swoje srodowisko i mieszka w domu, gdzie najwyrazniej zle sie czuje. Ty nie zrobiles nic, mieszkasz dalej za pazucha u mamusi. Jak dla mnie to ona wiecej z siebie daje, ale to Ty nie masz juz sily.
mateusz77 napisał/a:Przed weselem ustaliliśmy z żoną że zamieszkamy przez nie cały rok z moimi rodzicami w domu, a następnie rodzice się wyprowadzą i zostaniemy sami.
Czyli zona jak najbardziej chciala isc na kompromis. Musialo sie cos powaznego stac skoro ona juz tego nie chce.
mateusz77 napisał/a:Przez to pół roku zdarzyły się ze dwa lub trzy konflikty z rodzicami, jednak nie jakieś poważne.
Nie powazne? Chyba jednak powazne, skoro ona nie tylko nie chce tam mieszkac, ale nawet z tego domu chce zrezygnowac.
mateusz77 napisał/a:Teraz nagle moja żona stwierdziła że ona już nie chce tutaj mieszkać i wyprowadza się do swoich rodziców i "jeśli chce to mogę iść z nią ».
Ona poszla z Toba, to teraz ty mozesz sobie pomieszkac u tesciow. Zona mogla, a Ty nie?
Miłycham napisał/a:ale akurat z tym kotem to mieli racje, bo w całym domu śmierdziało
mateusz77 napisał/a:u moich rodziców mamy tylko wspólną kuchnie,
Macie tylko wspolna kuchnie, to jak im ten kot przeszkadza? Kuwety w kuchni chyba nie trzyma, wiec jak im smierdzi, skoro gdzies na poddaszu ta nieszczesna kuweta stoi?
mateusz77 napisał/a:u niej w domu będziemy mieć tylko jeden pokój i 7 osób w domu.
Z tego co piszesz tutaj macie ledwie jeden pokoj i lazienke na poddaszu. Duzej roznicy nie widze.
Katrinx3 napisał/a:A może po prostu nie dostrzegasz tego że twoja rodzina się z nią nie dogaduje, że to z nimi coś nie tak?
Cos mi sie wydaje, ze wlasnie o to chodzi. Zwlaszcza, ze sam na wlasnym punkcie jest przewrazliwiony (patrz ponizej)
Miłycham napisał/a:Ja znam wady swoich rodziców i wiem że są uparci,
Sam przyznajesz, ze maja wady, ze sa uparci, ale klotni bylo raptem 2-3, a poza tym sa dla zonki cod miod. Cos mi sie nie wydaje, ze tok naprawde jest…
mateusz77 napisał/a:mili dla mnie są.
Na czym polega ich « niemilosc »? Moze Twoi rodzice sa niemili wobec Twojej zony? Przeciez Ciebie tam calymi dniami nie ma. Jak juz jestes to dlubiesz w samochodzie. Wiec ile z tego, co sie dzieje miedzy nimi widzisz? Moze ona musi dzien w dzien znosic ich zlosliwosci, przytyki, do ktorych pojedynczo nie mozna sie przyczepic, ale ciaglosci i kumulacja sprawily, ze ona nie moze patrzec na Twoich rodzicow, nie chce tam mieszkac i nie chce tego domu? Musieli jej niezle obrzydzic zycie, skora ona nawet tego domu bez nich nie chce (patrz ponizej).
Miłycham napisał/a:Wprost mi powiedziała że ona nie chce już tego domu że nie może patrzeć na moich rodziców bo jak ich widzi to się denerwuje, jak zapytałem dlaczego to nie potrafi mi dokładnie powiedzieć.
mateusz77 napisał/a:mało pomocny byłem…
Co masz na mysli? Bo w innych postach piszesz, ze w razie klotni stajesz po stronie zony. To Ty czyscisz kuwete, zapalasz w piecu, biegasz z kosiarka. Wiec o co chodzi?
mateusz77 napisał/a:Sprzeczki była o jej rodziców którzy zaczęli się wtrącać do remontu domu
Domu, w ktorym Twoi rodzice zamieszkaja? Jesli tak, to nie maja do tego zadnego prawa. Jesli domu, w ktorym mieszkacie, to maja prawo jak najbardziej. W koncu to rowniez dom ich corki. No chyba, ze do konca zycia ma na zasadzie lokatora, tam mieszkac. Wtedy tez bym w takiej sytuacji wolala 30-letni kredyt, niz inwestowanie w dom, do ktorego nie mam zadnych praw.
mateusz77 napisał/a:warto byłoby zacisnąć zęby przetrwać nie całe pół roku i coś mieć.
Czy mieszkanie w tym domu w czasie remontu domu rodzicow jest warunkiem przepisania go na Ciebie?
Miłycham napisał/a: Chyba że ma zamiar mieszkać z rodziną we wspólnym domu, zamiast tworzyć ją z Tobą we własnym.
To nie jest ich dom, to jest dom jego rodzocow (o czym awantury o to, co dzieje sie na ich poddaszu swiadcza).
Pokręcona Owieczka napisał/a:kompromis. Pomieszkajcie jeszcze 3 miesiące u Twoich Rodziców, a na ostatnie trzy, przeprowadźcie się do jej.
Katrinx3 napisał/a:Ja bym wolała się zmusić i chociażby na kilka dni spróbować zamieszać u rodziny żony, widziałbyś jak ona się zachowuje, czy dogadujecie się lepiej,
Lady Siggy napisał/a: i w dni wolne od pracy, np. weekendy u niej nocować, ale resztę dni tygodnia, gdzie musisz dojeżdzac do pracy, zostań u swoich rodziców.
Trzy sensowne rady. Do wyboru, do koloru. Zwlaszcza, ze Twoja zona juz przesz 6 miesiecy szla na kompromis, gdzie Tobie bylo wygodnie, a ona musiala sie poswiecac.
Miłycham napisał/a:Aktualnie mamy odrobinę prywatności, a tam tego mieć nie będziemy,
Prywatnosci juz teraz nie macie, skoro ona musi na bacznosc byc przygotowana, jesli ktos z Twojej rodziny na kawusie wpadnie. Tobie to nie przeszkadza, bo to Twoj dom rodzinny i Twoja rodzina. Ale juz « do niej » isc mieszkac nie chcesz, bo jej rodzina, bo zero prywatnosci…
Miłycham napisał/a:będziemy jak dzieci ze wspólną kuchnią
Tutaj tez macie wspolna kuchnie. Lodowki tylko osobne… Mieszkasz u rodzicow. Jestes ich dzieckiem i pewnie Cie tak dalej traktuja. A ja przy okazji tez. Tyle, ze ona to inaczej odbiera i jest to zupelnie naturalne.
Miłycham napisał/a:jest kawał podwórka i trzeba trawę skosić
Szczerze mowiac, mnie tez by sie nie chcialo kosic na cudzym podworku. To, ze ktos sobie hektary do koszenia zafundowal nie znaczy, ze ona ma teraz z kosiarka biegac. Proste.
Miłycham napisał/a:a ja niestety tyle nie zarabiam i tak będziemy wiecznie stać w miejscu.
To nie zamierzasz wiecej zarabiac? Twoja praca jest tak nierozwojowa? Z takim podejsciem, na pewno bedziesz stal w miejscu.
Miłycham napisał/a:Nawet jej proponowałem, żebyśmy pożyczyli trochę pieniędzy moim rodzicom
To jak to jest? Stac Cie w koncu, czy nie?
Miłycham napisał/a:Tak planuje szukać stałej pracy, ale dopiero od września bo wtedy będzie mieć jakiś dyplom z uczelni.
Wazny szczegol, a przedstawiasz do dopiero po dluzszym czasie. Zona studiuje, pracuje dorywczo, musi ciagle dojezdzac, a dotad to wygladalo, ze siedzi w domu i baki zbija. Poza tym sformuowanie « jakis dyplom » swiadczy o zupelnym braku zainteresowania wazna w koncu sprawa i lekcewazeniu tego, co sie w zyciu zony dzieje. Wiec niby dlaczego mialaby dalej siedziec w domu, w ktorym zle sie czuje, gdzie Ty jej malo czasu poswiecasz, ktory pewnie nigdy nie bedzie jej?
Co do argumentu, ze to maz zarabia: ona studiuje i zarabia, wiec tak zle z nia nie jest. Poza tym, jak juz bedzie wiecej zarabiac od meza, to czy on bedzie musial wszystko rzucac, bo to w koncu ona zarabia wiecej? Naprawde na tym polega malzenstwo?
Na moj rozum: idzcie na jakas terapie. Wtedy bezstronna osoba Wam pomoze znalezc zloty srodek. Bo na forum to jest tak, ze Ty przedstawiasz Twoja wersje wydarzen. Zona nie moze przedstawic swojej. Komentujacy moga cos zle zrozumiec, dopowiedziec sobie, ich wlasne uprzedzenia moga grac role. W realu, rodzina i znajomi zawsze bedza po stronie osoby, ktora jest im blizsza. Na dzien dzisiejszy, Wasze malzenstwo trzeszczy w szwach.