Problemy pół roku po weselu... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy pół roku po weselu...

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 111 z 111 ]

66

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:

Warto skorzystać,  pod warunkiem, że WSZYSTKIM z tym bedzie dobrze. Dziewczynie nie jest.  Może i to jest  jej "widzimisię". Ale nie rozumiem sensu zmuszania jej do życia i mieszkania tam, skoro tego nie chce. Bo kasa? Ważna,  ale problemów w związku nie uleczy.

big_smile Uśmiałam się big_smile
Biedna niunia zmuszana do mieszkania w urągających jej wymaganiom warunkach big_smile

Mateusz, zrób to, co Ci większość tu doradza i pozwól swojej źonie na własne wybory, decyzje i ponoszenie ich konsekwencji, bo inaczej zawsze będziesz tym złym i zmuszającym

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Problemy pół roku po weselu...
summerka88 napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Warto skorzystać,  pod warunkiem, że WSZYSTKIM z tym bedzie dobrze. Dziewczynie nie jest.  Może i to jest  jej "widzimisię". Ale nie rozumiem sensu zmuszania jej do życia i mieszkania tam, skoro tego nie chce. Bo kasa? Ważna,  ale problemów w związku nie uleczy.

big_smile Uśmiałam się big_smile
Biedna niunia zmuszana do mieszkania w urągających jej wymaganiom warunkach big_smile

Mateusz, zrób to, co Ci większość tu doradza i pozwól swojej źonie na własne wybory, decyzje i ponoszenie ich konsekwencji, bo inaczej zawsze będziesz tym złym i zmuszającym

Czasem najlepsze  "warunki" bywają nieznośne. Może woli na kupie w SWOIM domu rodzinnym niż luksusowo w JEGO. . Mnie osobiście to nie dziwi, ja nie lubilam z wzajemnoscia rodziców mojego męża.  Ale dogadywalismy sie dzięki temu że szczęśliwie nikt na taki pomysł nie wpadl.

68

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:
summerka88 napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Warto skorzystać,  pod warunkiem, że WSZYSTKIM z tym bedzie dobrze. Dziewczynie nie jest.  Może i to jest  jej "widzimisię". Ale nie rozumiem sensu zmuszania jej do życia i mieszkania tam, skoro tego nie chce. Bo kasa? Ważna,  ale problemów w związku nie uleczy.

big_smile Uśmiałam się big_smile
Biedna niunia zmuszana do mieszkania w urągających jej wymaganiom warunkach big_smile

Mateusz, zrób to, co Ci większość tu doradza i pozwól swojej źonie na własne wybory, decyzje i ponoszenie ich konsekwencji, bo inaczej zawsze będziesz tym złym i zmuszającym

Czasem najlepsze  "warunki" bywają nieznośne. Może woli na kupie w SWOIM domu rodzinnym niż luksusowo w JEGO. . Mnie osobiście to nie dziwi, ja nie lubilam z wzajemnoscia rodziców mojego męża.  Ale dogadywalismy sie dzięki temu że szczęśliwie nikt na taki pomysł nie wpadl.

Tylko postanowili założyć rodzinę i nie ma juz, ze ona woli, czy on woli. Powinni wolec razem, ale nie moga dojsc do kompromisu, bo żona Autora nie posiada racjonalnych argumentów. Więc, albo jej ustąpi, albo będzie czuł się tym najgorszym.

69

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Czytam i czytam i uwierzyć nie mogę. Kop w pośladki na do widzenia i życzenie szerokiej drogi dla słodkiej księżniczki którą uwiera ziarnko grochu. Niech idzie do rodziców.
Jak teraz się nie postawisz to będziesz holował tą swoją księżniczkę do końca życia. Utrzymuje ją, dajesz dach nad głową, stabilizację życiową i możliwość rozwoju tak żeby mogła na spokojnie znaleźć pracę po szkole. W zamian fochy i terror. Na twoim miejscu nic bym nie tłumaczyła bo między uszami widać pusto jest i echo gra. Postaw do pionu dziewczę bo zamiast kobiety będziesz miał roszczeniowego dzieciaka.

70 Ostatnio edytowany przez assassin (2018-07-08 10:36:12)

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Stawiam orzechy przeciw żołędziom, że "na swoim" omawiany egzemplarz również odstawiałby cyrki.
Obserwuję sobie z boku w realu analogiczną sytuację, najpierw teściowie byli be, no to wynieśli się na swoje. Na swoim dama również nie spuściła z tonu, ale pech chciał, że jest już dziecko. Jak się po czasie okazuje, młoda nakręcana jest cały czas przez swoich starych.

A post LeśnegoOwocu wzbudza u mnie jedynie uśmiech politowania...

71

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:
summerka88 napisał/a:

big_smile Uśmiałam się big_smile
Biedna niunia zmuszana do mieszkania w urągających jej wymaganiom warunkach big_smile

Mateusz, zrób to, co Ci większość tu doradza i pozwól swojej źonie na własne wybory, decyzje i ponoszenie ich konsekwencji, bo inaczej zawsze będziesz tym złym i zmuszającym

Czasem najlepsze  "warunki" bywają nieznośne. Może woli na kupie w SWOIM domu rodzinnym niż luksusowo w JEGO. . Mnie osobiście to nie dziwi, ja nie lubilam z wzajemnoscia rodziców mojego męża.  Ale dogadywalismy sie dzięki temu że szczęśliwie nikt na taki pomysł nie wpadl.

Tylko postanowili założyć rodzinę i nie ma juz, ze ona woli, czy on woli. Powinni wolec razem, ale nie moga dojsc do kompromisu, bo żona Autora nie posiada racjonalnych argumentów. Więc, albo jej ustąpi, albo będzie czuł się tym najgorszym.


Dom to miejsce, gdzie KAŻDY powinien czuć sie dobrze. Od początku do końca.   Nie poczekalnia, że kiedyś bedzie lepiej. Bo gdy  do tego kiedys dojdzie, nie będzie już co zbierać.  Tu racjonalizm nic nie pomoże.  Nie chodzi o to, kto ma rację. Tylko że ktoś jest nieszczęśliwy. A obowiązkiem ślubnym  jest "zgodne, szczęśliwe i trwałe " małżeństwo.  Tu kompromisem jest niestety pójście na swoje. Z warunkiem, że  kiedy ona już dostanie ten "jakiś dyplom z uczelni" (swoją droga ciekawa jestem wykształcenia Autora), idzie do roboty i współdzieli koszty. Idę o zakład,  że troszkę wtedy zmądrzeje.

72

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:

Witam.

Nie mam się komu wygadać więc napisze tutaj.
Jestem nie całe pół roku po weselu a już nie mam siły do tego związku.
Przed weselem ustaliliśmy z żoną że zamieszkamy przez nie cały rok z moimi rodzicami w domu, a następnie rodzice się wyprowadzą i zostaniemy sami. (Mają drugi dom który aktualnie jest w remoncie).

Przez to pół roku zdarzyły się ze dwa lub trzy konflikty z rodzicami, jednak nie jakieś poważne.
Teraz nagle moja żona stwierdziła że ona już nie chce tutaj mieszkać i wyprowadza się do swoich rodziców i "jeśli chce to mogę iść z nią".
Nie docierają do niej tłumaczenia że jeszcze trochę i zostaniemy sami.
Próbowałem rozmawiać, tłumaczyć że od ich domu będę miał 50 kilometrów do pracy a od mojego mam nie całe 20, że tam nie ma na nic miejsca itp, żadne argumenty nie docierają.

Sytuacja wygląda tak, że u moich rodziców mamy tylko wspólną kuchnie, osobne pokoje, lodówki, a u niej w domu będziemy mieć tylko jeden pokój i 7 osób w domu.

Już sam nie wiem co mam myśleć, nie stać nas aktualnie na wynajęcie mieszkania gdyż na umowę pracuje tylko ja, a żona dorywczo.
Tłumacze jej że tutaj mamy jakąś przyszłość, dom niedługo będzie tylko nasz, ale to też nie dociera, zaczynam podejrzewać że rodzina ją "buntuje" bo ostatnio mega mili dla mnie są.
Sam już nie wiem czy to ja jestem ten zły... Miałem ostatnio trochę problemów w pracy, mało pomocny byłem...


A skąd wiesz,że jeśli posłuchasz swojej żony i wyprowadzisz się do jej rodziców nie będziesz miał przechlapane? Ona nie chce mieszkać u Twoich rodziców, równie dobrze Ty może nie chcesz mieszkać u jej rodziców. Jeśli tego Twoja żona nie rozumie i nie chce Ci iść na rękę (choćby z odległością do Twojej pracy) to niech idzie mieszkać do swoich rodziców,gdzie nie ma w sumie warunków, zatęskni sama przyjdzie do Ciebie.Ja bym to proponowała,zobaczysz co z tego wyniknie,bo może rzeczywiście jej rodzina buntuje Twoją żonę przeciwko Tobie - o ile ma jakiekolwiek podstawy,aby to robić - jeśli tak sprawę postawisz,ona coś zrozumie? Jedno jest pewne,zły początek na starcie Waszego małżeństwa,a co dalej? jeśli już po pół roku są takie problemy?

73 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-07-08 12:44:42)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:
summerka88 napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Warto skorzystać,  pod warunkiem, że WSZYSTKIM z tym bedzie dobrze. Dziewczynie nie jest.  Może i to jest  jej "widzimisię". Ale nie rozumiem sensu zmuszania jej do życia i mieszkania tam, skoro tego nie chce. Bo kasa? Ważna,  ale problemów w związku nie uleczy.

big_smile Uśmiałam się big_smile
Biedna niunia zmuszana do mieszkania w urągających jej wymaganiom warunkach big_smile

Mateusz, zrób to, co Ci większość tu doradza i pozwól swojej źonie na własne wybory, decyzje i ponoszenie ich konsekwencji, bo inaczej zawsze będziesz tym złym i zmuszającym

Czasem najlepsze  "warunki" bywają nieznośne. Może woli na kupie w SWOIM domu rodzinnym niż luksusowo w JEGO. . Mnie osobiście to nie dziwi, ja nie lubilam z wzajemnoscia rodziców mojego męża.  Ale dogadywalismy sie dzięki temu że szczęśliwie nikt na taki pomysł nie wpadl.

Nikt na jaki pomysł nie wpadł? Bo tutaj mamy sytuację, że młodzi przez kilka miesięcy będą jeszcze mieszkać z rodzicami, którzy wkrótce się wyprowadzają.
Zresztą tutaj nie wyprowadzka jest problemem, bo na jakiś czas to można od biedy pomieszkać w róźnych warunkach. Ale mamy młodą, bezrobotną kobietę, która nie ma ani racjonalnych powodów do wyprowadzki, ani realnych planów na przyszłość, za to skonności do manipulowania i szantażu a swojego męża traktuje, jak tatusia, który powinien spełniać jej zachcianki, wymuszane płaczem.
Ludzie lubią różne układy w związkach, Jak Mateuszowi pasuje układ tupu „odpowiedzialny i troskliwy tatuś + labilne emocjonalnie i rozkapryszone dziecko”, to nic mi do tego. Tylko niech zwróci uwagę, że jego chęć rozwiązania konfliktu, przy jednoczesnym nieodwracaniu się od siebie, skutkuje tym, że staje się osobą - jak to ujęłaś - zmuszającą.

EDIT: z terrorystami się nie negocjuje wink

74

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:

No niestety u siebie w domu miała o wiele mniej obowiązków niż u mnie może być.
Mam przeczucie że ona właśnie chce iść w kredyt lub wynajem mieszkania w bloku.

Ja również mam przeczucie, że ona raczej chce iść w kierunku zakupu czegoś wspólnego i te cyrki oraz manipulacje sprowadzają się do tego, abyś z czasem, za jej pomocną radą wink sprzedał swój własnościowy dom i zakupił coś co już będzie na was oboje. Robi to okrężną drogą, ale wydaje mi się, że sednem konfliktów są sprawy majątkowe. Jeśli pójdziesz na to, to będziesz ugotowany, bo już teraz widać, że ekstra żonę sobie wybrałeś...

75

Odp: Problemy pół roku po weselu...
younglady napisał/a:

Ty jesteś głównym żywicielem Waszej rodziny i nie może być tak, że dla jej widzi mi się musisz dojeżdżać do pracy 50km.

Z tym się zgadzam...

Jeśli jednak Twoja żona postawi na swoim i będzie chciała się wyprowadzić to jeśli ją kochasz uważam, że powinieneś za nią pójść, bo jeśli nie to będzie gwóźdź do trumny Waszego związku.

...a z tym nie.
Autorze - piszesz, że żonie nie przeszkadza TWÓJ dojazd do pracy - codziennie 50km. Jasne, że nie przeszkadza, bo to nie ona będzie jeździć. Brzmi jak rozkapryszone dziecko i egoistka. Poważna rozmowa się szykuje i ja bym na Twoim miejscu nie ustąpiła. Jak chce, niech jedzie - rozpad pożycia małżeńskiego będzie z jej winy, bo to ona się wyniosła. Nie jedź z nią, zostań tu gdzie masz pracę, takie dojazdy szybko dałyby Ci się we znaki.

Gdyby jeszcze awantury z Twoimi rodzicami dotyczyły poważnych spraw, to rozumiem, ale tu kłótnia o głupoty, a ona robi focha i chce się wyprowadzać? Droga wolna. Niech dziewczyna dorośnie do małżeństwa, niech się zacznie zachowywać, jak odpowiedzialny dojrzały człowiek, bo na razie to mam w oczach obraz sfochowanej królewny.

76

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:

Czasem najlepsze  "warunki" bywają nieznośne. Może woli na kupie w SWOIM domu rodzinnym niż luksusowo w JEGO. . Mnie osobiście to nie dziwi, ja nie lubilam z wzajemnoscia rodziców mojego męża.  Ale dogadywalismy sie dzięki temu że szczęśliwie nikt na taki pomysł nie wpadl.

Gagatka, chyba żartujesz. Jak jej tak tęskno za mamusią, to po co w ogóle za mąż wychodziła? Widać, że jeszcze nie dojrzała do tego. Tęskni za słodkim nieróbstwem, bo u niej w domu mamusia za jej kota kupę sprzątnie, a teściowa nie chce i stąd cały wielki dramat. Mała dziewczynka wzięła się za małżeństwo. Dziecko, któe nie potrafi spojrzeć na dłuższą metę co jest lepsze, że jeszcze trochę a dom będzie ich - bez kredytów. Tylko jak ona ten dom ogarnie jak siedząc cały tydzień w domu nie potrafi sprzątnąć kuwety własnego kota. Co ona robi cały dzień? Siedzi, obija się po kątach to jest jasne, że teściowa krzywo patrzy jak jej syn po powrocie z pracy musi za królewnę posprzątać. Jak pojedzie do swoich rodziców, to mamusia będzie to robić bez gadania - i o to się cała kłótnia rozbija. Ta dziewczyna to mentalne dziecko, rozkapryszony leń. niech wraca do mamusi.

77

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Mateusz,   czytam Twoje wpisy,  to tylko jedna wielka żenada. Przecież ona Ciebie testuje ile wytrzymasz. Ma wygody, męża który zarabia na życie mieszkanie i jeszcze jej źle?.
Jeśli chce się wyprowadzić, powiedz- droga prosta -.  Przemyśli wróci. Niech każde mieszka u siebie i rozporządza swoją kasą .Ona ma kurzy móżdżek. Myśli tylko o sobie a nie o rodzinie.  Twój dojazd do pracy tak zróżnicowany w km. nie tylko czasowo ale wiąże się z kosztami. Niech  żona idzie do pracy i sama na siebie zarabia.
Pozdrawiam.Irena

78

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Autorze po przeczytaniu Twoich postow nasuwa mi sie przypuszczenie ze Twoja zona  zrozumiala, ze jednak nie ma sie ochoty bawic w malzenstwo. Moze inaczej sobie to wyobrazala, moze jako mloda osoba miala kaprys a gdy go juz zrealizowala to stwierdzila ze jednak to nie to. Zastanow sie... Ona chce wrocic do rodzicow a Ty zgodnie z jej wizja... mozesz wrocic z nia lub mozesz zostac tutaj i bedziecie sie nie wiem odwiedzac. Hmm. Ktora mloda zakochana zona z 6  miesiecznym stazem malzenskim rzucilaby taka propozycje? Moim zdaniem zadna bo nie wyobrazalaby sobie zycia i mieszkania bez kochanego meza. Ja mimo wielu lat malzenstwa sobie tego nie wyobrazam. Twoja zonka natomiast sobie to jakos wyobraza i to w sumie bezproblemowo. Nie dosc ze wroci do mamusi i bedzie znowu zwolniona z wszelkich obowiazkow to przy okazji bedzie slomiana wdowka. Juz widze jak mloda, zakladam atrakcyjna 23 latka bedzie siedziala w domu i potulnie wieczorami tesknila za mezem wink Taaa. Zacznie sie wychodzenie, spotkania z kolezankami i... kolegami a gdy ktorys zblizy sie za mocno to to bedzie Twoja wina bo to Ty za bidulka nie pojechales.
Kolejna sprawa o ktorej wspomniala juz Klio to kasa. Zona zapewne podrzuci Ci o ile juz tego nie zrobila pomysl bys sprzedal dom i  zainwestowal te pieniadze we wspolne mieszkanko na was oboje. W ten oto gladki sposob stanie sie wspolwlascicielka czegos na co nawet zlotowki nie dolozyla (za to ciezko pracowales na to Ty lub Twoi rodzice) a co w razie rozwodu bedzie musialo zostac podzielone rowniez dla niej. Ktos powie ale czemu od razu zakladac ze bedzie jakis rozwod? Ano dlatego ze skoro juz teraz malzonka pokazala z dnia na dzien drugie, zupelne odmienne oblicze i stosuje chwyty ponizej pasa z cyklu histeria, fochy bo jej ktos zwrocil uwage to widac ze jest to osoba niedojrzala i mocno manipulujaca. Nie zakladalabym wiec ze planuje ze mna zycie "na dobre i na zle" tylko predzej dopoki jej sie to oplaca.
Zastanow sie wiec czy nie lepiej od razu postawic sprawe jasno ze wiedziala i zgadzala sie na taki a nie inny plan waszego zycia po slubie. Albo zachowuje sie dojrzale i przestaje odwalac numery tylko wytrzyma te pare mscy z Twoimi rodzicami by potem miec dom tylko do waszej dyspozycji albo niech faktycznie wraca do swoich rodzicow ale ze swiadomoscia ze to moze przypieczetowac koniec Waszego malzenstwa. Wolalabym naprawde zeby ludzie se nawet pogadali ze sie rozwiodlam w rok po slubie niz zebym ja sie kiedys musiala obudzic ze swiadomoscia ze zyje pod jednym dachem z terrorystka, egocentryczka i manipulantka ktora mnie nie kocha a ja zmarnowalam dla niej najlepsze lata swego zycia. Wybierz co dla Ciebie jest bardziej istotne. Co ludzie powiedza czy Twoje szczescie.

79 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2018-07-08 16:56:38)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
CatLady napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Czasem najlepsze  "warunki" bywają nieznośne. Może woli na kupie w SWOIM domu rodzinnym niż luksusowo w JEGO. . Mnie osobiście to nie dziwi, ja nie lubilam z wzajemnoscia rodziców mojego męża.  Ale dogadywalismy sie dzięki temu że szczęśliwie nikt na taki pomysł nie wpadl.

Gagatka, chyba żartujesz. Jak jej tak tęskno za mamusią, to po co w ogóle za mąż wychodziła? Widać, że jeszcze nie dojrzała do tego. Tęskni za słodkim nieróbstwem, bo u niej w domu mamusia za jej kota kupę sprzątnie, a teściowa nie chce i stąd cały wielki dramat. Mała dziewczynka wzięła się za małżeństwo. Dziecko, któe nie potrafi spojrzeć na dłuższą metę co jest lepsze, że jeszcze trochę a dom będzie ich - bez kredytów. Tylko jak ona ten dom ogarnie jak siedząc cały tydzień w domu nie potrafi sprzątnąć kuwety własnego kota. Co ona robi cały dzień? Siedzi, obija się po kątach to jest jasne, że teściowa krzywo patrzy jak jej syn po powrocie z pracy musi za królewnę posprzątać. Jak pojedzie do swoich rodziców, to mamusia będzie to robić bez gadania - i o to się cała kłótnia rozbija. Ta dziewczyna to mentalne dziecko, rozkapryszony leń. niech wraca do mamusi.

A co Twoim zdaniem tu jest żartem?  To że ktoś się z kimś nie lubi, nie dogaduje, nie potrafi razem z tym kimś mieszkać? Nie jest to jakaś rzadkość.  Nie szukam tu winnych, jakie by nie były starania tych teściow, ona nie chce. No to nie. Ma siedzieć tam bo wyszła za mąż? Jest na to jakiś przepis? Po weselu dała się przekonać do zamieszkania z nim, nie wyszło,  a że demokracja jest to chyba ma prawo zmienić zdanie i je wyrazić?
Pewnie że najwidoczniej nie jest dojrzała, pochopna była decyzja o slubie. Sama ze sobą go nie brala. Jak to mówią:  widziały gały co brały. Przed slubem na pewno nie była inna, lub niewiele. Oboje tu zawalili sprawę.  Najpierw klapki na oczach, potem płacz.  Nie oni pierwsi i nie ostatni. 23 lata i jego kilka więcej to nie taka dojrzalosc jak sie idealistom marzy. Docieranie się nigdy łatwe nie jest. Zawsze jeszcze warto cos zmienic i powalczyć,  chyba że oboje odpuszcza.  Czy Wy tu na forum nie umiecie inaczej doradzać jak rozstanie? Na palcach jednej ręki policzyć mozna tu wątki z konstruktywnymi radami utrzymania związku.
Rozstać  się zawsze zdąża. 
A to co ona robi cały dzień to chyba jest przez "Autora" niedopowiedziane? Bo skoro ma odebrać dyplom to najwyraźniej kończy naukę?  Nie wiadomo w jakim trybie bo "Autor" standardowo zamilkł...
A gdzie jest napisane że "dom bedzie ich"? To nastepna kwestia: tu gdzies w którymś watku jest o tesciu, który "dał"  mieszkanie, a żona syna ma w nim guzik do powiedzenia, o prawie współwłasności nie wspominając.  Malo to historii, ze ktos mieszka latami, remontuje, inwestuje, a guzik do powiedzenia ma? Dlatego tu bym też na miejscu dziewczyny entuzjastyczna nie była.

80

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:

To nastepna kwestia: tu gdzies w którymś watku jest o tesciu, który "dał"  mieszkanie, a żona syna ma w nim guzik do powiedzenia, o prawie współwłasności nie wspominając.  Malo to historii, ze ktos mieszka latami, remontuje, inwestuje, a guzik do powiedzenia ma? Dlatego tu bym też na miejscu dziewczyny entuzjastyczna nie była.

Dziewczyna nie pracuje właściwie, nie remontuje, nie inwestuje, a z tego co napisał do tej pory Autor wynika, że ogranicza się do bardzo podstawowych czynności w domu, a nawet i niektóre z nich olewa... Nie wygląda na kogoś, kto wkłada pot i krwawicę w obecne gniazdko i nie zanosi się na to w przyszłości. Postawę dziewczyny zrozumiałabym gdyby mówiła o swoich potrzebach wprost, bez tworzenia dramy oraz gdyby miała plan finansowania i realizacji swoich pomysłów wink Tymczasem planów i własnego wkładu niet, a są jedynie żądania, których ciężar poniesie autor wątku.

81

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:
CatLady napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Czasem najlepsze  "warunki" bywają nieznośne. Może woli na kupie w SWOIM domu rodzinnym niż luksusowo w JEGO. . Mnie osobiście to nie dziwi, ja nie lubilam z wzajemnoscia rodziców mojego męża.  Ale dogadywalismy sie dzięki temu że szczęśliwie nikt na taki pomysł nie wpadl.

Gagatka, chyba żartujesz. Jak jej tak tęskno za mamusią, to po co w ogóle za mąż wychodziła? Widać, że jeszcze nie dojrzała do tego. Tęskni za słodkim nieróbstwem, bo u niej w domu mamusia za jej kota kupę sprzątnie, a teściowa nie chce i stąd cały wielki dramat. Mała dziewczynka wzięła się za małżeństwo. Dziecko, któe nie potrafi spojrzeć na dłuższą metę co jest lepsze, że jeszcze trochę a dom będzie ich - bez kredytów. Tylko jak ona ten dom ogarnie jak siedząc cały tydzień w domu nie potrafi sprzątnąć kuwety własnego kota. Co ona robi cały dzień? Siedzi, obija się po kątach to jest jasne, że teściowa krzywo patrzy jak jej syn po powrocie z pracy musi za królewnę posprzątać. Jak pojedzie do swoich rodziców, to mamusia będzie to robić bez gadania - i o to się cała kłótnia rozbija. Ta dziewczyna to mentalne dziecko, rozkapryszony leń. niech wraca do mamusi.

A co Twoim zdaniem tu jest żartem?  To że ktoś się z kimś nie lubi, nie dogaduje, nie potrafi razem z tym kimś mieszkać? Nie jest to jakaś rzadkość.  Nie szukam tu winnych, jakie by nie były starania tych teściow, ona nie chce. No to nie. Ma siedzieć tam bo wyszła za mąż? Jest na to jakiś przepis? Po weselu dała się przekonać do zamieszkania z nim, nie wyszło,  a że demokracja jest to chyba ma prawo zmienić zdanie i je wyrazić?
Pewnie że najwidoczniej nie jest dojrzała, pochopna była decyzja o slubie. Sama ze sobą go nie brala. Jak to mówią:  widziały gały co brały. Przed slubem na pewno nie była inna, lub niewiele. Oboje tu zawalili sprawę.  Najpierw klapki na oczach, potem płacz.  Nie oni pierwsi i nie ostatni. 23 lata i jego kilka więcej to nie taka dojrzalosc jak sie idealistom marzy. Docieranie się nigdy łatwe nie jest. Zawsze jeszcze warto cos zmienic i powalczyć,  chyba że oboje odpuszcza.  Czy Wy tu na forum nie umiecie inaczej doradzać jak rozstanie? Na palcach jednej ręki policzyć mozna tu wątki z konstruktywnymi radami utrzymania związku.
Rozstać  się zawsze zdąża. 
A to co ona robi cały dzień to chyba jest przez "Autora" niedopowiedziane? Bo skoro ma odebrać dyplom to najwyraźniej kończy naukę?  Nie wiadomo w jakim trybie bo "Autor" standardowo zamilkł...
A gdzie jest napisane że "dom bedzie ich"? To nastepna kwestia: tu gdzies w którymś watku jest o tesciu, który "dał"  mieszkanie, a żona syna ma w nim guzik do powiedzenia, o prawie współwłasności nie wspominając.  Malo to historii, ze ktos mieszka latami, remontuje, inwestuje, a guzik do powiedzenia ma? Dlatego tu bym też na miejscu dziewczyny entuzjastyczna nie była.


Chyba przeczytałaś inny wątek i historie Ci się pomyliły.

Piszesz, że najlepiej iść na SWOJE. Ale co to jest swoje? Ja rozumiem to tak, że mamy odłożona kase, którą zarobilismy SAMI, albo bierzemy kredyt, albo to i to. Bo w większości przypadków młodym pomagają usamodzielnic się rodzice i wtedy są super. I to jest takie pójście na SWOJE? Rodziców czy to swoich, czy partnera trzeba szanować. Wspólne mieszkanie absolutnie nie, nawet przez chwilę, ale przyjęcie domu, czy kasy na swoje mieszkanie by już na pewno nie przeszkadzało żonie Autora.

82 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2018-07-08 18:16:50)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:
MotoMegi napisał/a:

Niech idzie do rodziców, Ty zostań. Remont się skończy, wtedy niech się wprowadzi z powrotem i będziecie mieszkać sami. Proste.

Teraz już twierdzi że ona nawet nie chce tego domu.

Przyganiał kocioł o innych watkach. ..
Dziewczynie nie zależy na tym domu. To tylko dopowiedzenia "jasnowidzących" jak zwykle forumowiczow big_smile
Na "swoje" mam na mysli wynajęte. Naprawdę wiele mlodych par tak żyje i jakoś z głodu nie umiera. Sama tak zaczynałam,  dorobilismy się później,  fakt, ale razem. To wiele znaczy.
Jaki ma sens ta dyskusja? Przecież w większości tematów szkalujecie jak nie opisywanego partnera/partnera, to chociaż Autora/Autorke, na podstawie tak skąpych faktów,  że pogratulować. .."przenikliwości" big_smile
Mam swoje zdanie, kieruję je do Autora, nawet jesli jest tylko wytworem wyobrazni Moderacji, a Wy macie swoje i git. Po co te pseudopsychologiczne kazania? Mnie nie przeszkadza jak się ktoś ze mną nie zgadza big_smile
Pozdrawiam

83

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:

Na "swoje" mam na mysli wynajęte. Naprawdę wiele mlodych par tak żyje i jakoś z głodu nie umiera.

No, ale to chyba dopiero wtedy, jak i ona zacznie pracować? Bo niby dlaczego Autor miałby robić na jej zachcianki, skoro mieszkać mają gdzie?

84

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:
mateusz77 napisał/a:
MotoMegi napisał/a:

Niech idzie do rodziców, Ty zostań. Remont się skończy, wtedy niech się wprowadzi z powrotem i będziecie mieszkać sami. Proste.

Teraz już twierdzi że ona nawet nie chce tego domu.

Przyganiał kocioł o innych watkach. ..
Dziewczynie nie zależy na tym domu. To tylko dopowiedzenia "jasnowidzących" jak zwykle forumowiczow big_smile
Na "swoje" mam na mysli wynajęte. Naprawdę wiele mlodych par tak żyje i jakoś z głodu nie umiera.

A co ma mówić? Skoro chce się wyprowadzić żeby się nie dokładać do rachunków, to już widzę jak odrzuca kasę ze sprzedaży tego domu.

Tak, wiele par wynajmuje, a później wraca do rodziców bo nie ogarnia się finansowo.
I wynajmowaniu juz się wypowiadałam kilka postów wyżej.

85

Odp: Problemy pół roku po weselu...
santapietruszka napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Na "swoje" mam na mysli wynajęte. Naprawdę wiele mlodych par tak żyje i jakoś z głodu nie umiera.

No, ale to chyba dopiero wtedy, jak i ona zacznie pracować? Bo niby dlaczego Autor miałby robić na jej zachcianki, skoro mieszkać mają gdzie?

Skoro on chciał pożyczyc rodzicom na remont to chyba by miał na start?  Ale tak, to by było najbardziej sprawiedliwe.

86 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-08 18:28:33)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Na "swoje" mam na mysli wynajęte. Naprawdę wiele mlodych par tak żyje i jakoś z głodu nie umiera.

No, ale to chyba dopiero wtedy, jak i ona zacznie pracować? Bo niby dlaczego Autor miałby robić na jej zachcianki, skoro mieszkać mają gdzie?

Skoro on chciał pożyczyc rodzicom na remont to chyba by miał na start?  Ale tak, to by było najbardziej sprawiedliwe.

Nie bardzo rozumiem, co mają do tego odłożone pieniądze? Chyba nie oszczędza się ich po to, żeby je przepuścić na bezsensowny wynajem, bo ktoś ma taki kaprys? Serio uważasz, że te parę miesięcy, które zostało mieszkania z rodzicami, to taka straszna tragedia? A jeśli tak - to dlaczego dziewczyna nie chce tych pieniędzy pożyczyć rodzicom, żeby sobie poszli szybciej? Nie widzisz tu sprzeczności?

Mnie się wydaje, że - jak tu ktoś wcześniej zauważył - dziewczynę przerosło małżeńskie życie. Było fajnie, ślub, biała sukienka - ale nie zdawała sobie sprawy, co dalej. Że już nie będzie tak fajnie, że mamusia sprzątnie po kocie itd. Że trzeba posprzątać, poprasować czy coś, a pieniądze się zarabia.
Tak zazwyczaj się kończy brak wspólnego mieszkania przed ślubem, swoją drogą. I do tego związek był właściwie na odległość. Oni się z Autorem nawet praktycznie przed ślubem nie znali...
Myślę, że nawet jakby poszli na to legendarne "swoje", to i tak by się nie dogadali. To widać choćby po jej podejściu do pracy Autora - no, bo co tam, dojeżdżać codziennie 50 km... i kredyt się weźmie... i wszystko pięknie, ładnie, pinionżki spadną z nieba, a kuweta sama się posprząta - ale niestety rzeczywistość nie jest taka słodka.

87 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-07-08 18:34:37)

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Sprawiedliwie to by bylo gdyby oboje mieli jakas kase i wymagania a tak kase jakas ma on a wymagania ona. To ze powiedziala ze nie chce tego domu wcale nie oznacza ze nie jest zainteresowana kasa z jego ewentualnej sprzedazy. A moze wlasnie o to chodzi zeby tl nie byl TEN dom bo do niego zadnych praw nie ma. wink
Edit: i jak slusznie zauwazyla juz Santa nie po to chlopak jakies pienadze odkladal zeby spelniac widzimisie zony i ladowac je w wynajem gdy maja gdzie mieszkac.

88 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2018-07-08 18:57:40)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:

Kto normalny chce znosić cudze wymagania?
Zastanów się lepiej, bo wiele par nie ma wyjścia i mieszka z rodzicami. Kiedyś było mnóstwo rodzin wielopokoleniowych i jakoś nikt nie narzekał. I u jakich obcych ludzi? To są rodzice, czyli najbliżsi partnera, więc nie obcy.
Gdyby każda para chciała czekać, aż pójdą na swoje to by śluby i wyprowadzki miały miejsce przed 40.
Można również wynajmować, wówczas nadal nie ma się nic swojego oraz nic odlozonego, bo kasa idzie dla właściciela mieszkania. Jak jest możliwość mieszkania na początku u rodziców to warto skorzystać i odłożyć na lepszy start. Poza tym dobrze wychowany człowiek, który szanuje innych nie będzie miał problemu z dogadaniem się z treściami. Tak samo jak ingerencja rodziców nie zaszkodzi związkowi, którzy tworzą dojrzali ludzie. Żona Autora powinna się ogarnąć, znaleźć pracę i dopiero stawiać jakieś warunki. Bo w tej chwili ta wyprowadzka to jej widzi mi się.


A rodzice się zgodzili, bo chcieli pomóc dzieciom, to nie jest skomplikowane.

Przykro mi Lady, ale to jest czyste wygodnictwo ze strony młodej pary. Kiedyś trudno było o kredyt dlatego wiele par mieszkało z rodzicami, ale potrafili normalnie współżyć w jednym domu, bo rozumieli położenie obu stron. Autor z żoną nie chcieli wynajmować mieszkania przez 1 rok tylko z wygody i "oszczędności" wejść rodzicom na głowę - obecnie rodzice są nadopiekuńczy, oni niby od własnych za darmo coś dostali? Pobrali się nie mając tak naprawdę gdzie mieszkać (Jego rodzicom mogło się odwidzieć, tak samo jak żonie - co się stało), bo dopóki nie ma się papierka na własność to nie jest to Ich, dodatkowo zapewne nie będzie stać Ich na utrzymanie tego domu, nie mówiąc o dzieciach jeśli nie stać Ich na wynajem mieszkania itp.
Kuriozalnie gdyby nie pchali się nie do Swojego domu to przez rok dotarliby się jako para, a co za tym idzie wyszłoby czy żona ma problem z Jego rodzicami, czy z Nim oraz jaki Ona ma charakter. Tak się kończy chodzenie na skróty. Pytanie jakie mają wartości: oszczędzać kosztem wolności, czy wolność kosztem braku oszczędności.

Lady Siggy napisał/a:

Żona Autora powinna się ogarnąć, znaleźć pracę i dopiero stawiać jakieś warunki. Bo w tej chwili ta wyprowadzka to jej widzi mi się.

Nie twierdzę, że dobrze robi, ale jeśli czuje się źle w towarzystwie teściów to co ma zrobić? Ty na siłę byś tam siedziała, gdyby wtrącali się do ważnych dla Ciebie aspektów? Ja osobiście mam za silny charakter, dlatego od początku wynajmowaliśmy mieszkanie, pomimo wolnego piętra u teściów (dom naprawdę zrobiony na bogato). Dopóki mieszkała z Jej rodzicami to było dobrze, tak na siłę została wsadzona (na własne życzenie - nie wiem gdzie miała głowę) do obcego domu i na pewno poczuła się zaszczuta, że ktoś obcy mówi jak ma żyć. Można odwrócić kota ogonem i zapytać się dlaczego to On się nie dostosowuje? Mój mąż miał dalej do pracy i jakoś przeżył bez narzekania. Fakt powinna pójść do pracy, aby mieć kontakt z ludźmi i zarobić pieniądze, temu nie zaprzeczę. Dlaczego tego nie robi? Może nie widzi sensu, albo po prostu On od Niej tego nie oczekiwał? Tego nie wiem. To już Ich sprawa, niby są dorośli.

feniks35 napisał/a:

Sprawiedliwie to by bylo gdyby oboje mieli jakas kase i wymagania a tak kase jakas ma on a wymagania ona. To ze powiedziala ze nie chce tego domu wcale nie oznacza ze nie jest zainteresowana kasa z jego ewentualnej sprzedazy. A moze wlasnie o to chodzi zeby tl nie byl TEN dom bo do niego zadnych praw nie ma. wink
Edit: i jak slusznie zauwazyla juz Santa nie po to chlopak jakies pienadze odkladal zeby spelniac widzimisie zony i ladowac je w wynajem gdy maja gdzie mieszkac.

Z całym szacunkiem feniks - On wiedział, że Ona nie pracuje zatem jak na moje IQ nie mógł wymagać Jej wkładu własnego. To tak jakbym wiedziała, że koleżanka nie pracuje a zaprosiła Ją na obiad. Skrajny nietakt, albo wyszłabym na niezłą mendę prosząc o zapłacenie rachunku. Także nie zamieszkałabym w domu, który prawnie nie należałby również do mnie - to świadczyłoby również o moim niskim IQ, bo czasy jak widzimy są jakie są.

Ja naprawdę nie uważam, aby Ona była święta, ale On chyba nie był głupi i wiedział jaki Ona ma stan materialny itp.? Teraz szantażem ma Ją zmusić do zamieszkania z Nim u Jego rodziców? To obusieczny miecz, bo dojdzie do wniosku, że nie chce posiadać dzieci, bo zawsze ze względu na niskie zarobki będzie w gorszym położeniu w tym małżeństwie.

No ale właśnie obecnie młodzi ludzie wolą wszystko mieć podane pod nos na złotej tacy, zamiast dorobić się czegokolwiek.
Także najważniejsze pytania: czy autor przed założeniem rodziny cokolwiek odkładał? Czy miał obowiązek dokładania się do rachunków/żywności/napraw itp.? Czy od początku liczył na to, że jeden z tych domów będzie Jego? Czy żona będzie współwłaścicielką domu? Co zrobią gdy One znajdzie dobrze płatną pracę, ale daleko od tego domu - będzie musiała się dostosować, czy będzie mogła wywlec argument o tych km - zmusić do przeprowadzki, bo Jej tak będzie wygodniej?
Do tego według mnie dziewczyna była za młoda na ślub. Gdyby miała pracę to być może doszłaby do wniosku, że woli drogę kariery? Troszkę jak na moje ma właśnie charakter wolnego ducha - szanuje, ale nie dostosowuje się. Do czego ma prawo.

89 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2018-07-08 18:58:29)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
santapietruszka napisał/a:

Nie bardzo rozumiem, co mają do tego odłożone pieniądze? Chyba nie oszczędza się ich po to, żeby je przepuścić na bezsensowny wynajem, bo ktoś ma taki kaprys? Serio uważasz, że te parę miesięcy, które zostało mieszkania z rodzicami, to taka straszna tragedia? A jeśli tak - to dlaczego dziewczyna nie chce tych pieniędzy pożyczyć rodzicom, żeby sobie poszli szybciej? Nie widzisz tu sprzeczności?

Nie widzę.
Ma na tyle przyzwoitości,  żeby nie liczyć na ich odejście wczesniej, tylko ze to ona musi sie wyprowadzic. I tak, mieszkanie kilka jeszcze miesiecy z kimś,  gdy sie tego nie chce, to może nie straszna tragedia", ale rzecz nie do przeskoczenia.
Wydawanie pieniędzy na wynajem nie jest bezsensowny.  Mnóstwo ludzi tak żyje gdy nie ma wyjscia lub gdy inne wyjscia są nieakceptowalne dla obojga.
Mam córkę prawie  w wieku żony Autora, sama byłam też trudna, usiłuje nie byc hipokrytka. Nie  ma ideałów,  kazdy ma swoje za uszami, ale większość metodą prób i błędów wychodzi na ludzi mniej lub wiecej. Trzeba im tylko podpowiedzieć,  że warto próbować,  a nie zniechęcać.

90

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Może i nie na temat będzie, ale dlaczego "wesele" jest często sednem tego wszystkiego, co wokół niego się dzieje?
To, takie odniesienie do tytułu.
Nie czytałem całości wątku, ale wydaje mi się, że celem samym w sobie, było owo wesele. Nie, ślub i uroczyste przyrzeczenia, bo to, szczegół, jak się okazuje.
Zadość czynienia rodzicom i teściom, by się pokazać , schowało pod dywan rzeczywiste problemy, które pół roku po ślubie, pierwsza "zawierucha" wydostała na zewnątrz.

91 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-08 19:08:24)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:

  Ale tu nasze zdanie sie różni.  Tez czujesz potrzebę zmiany mojego? Z gory zapowiadam, że próżny trud smile

A ja myślałam, że po prostu dyskutujemy tongue

Ja też raczej nie staram się być hipokrytką, też byłam trudna - i wyobraź sobie, też z początku przerosło mnie życie w małżeństwie, jak młodo wyszłam za mąż. Mniej więcej właśnie okazało się, że "kuweta sama się nie sprząta, a rachunki się same nie zapłacą" big_smile
Taka tylko różnica, że my od razu poszliśmy "na swoje", chociaż w sumie moje, bo dom był moją współwłasnością, ale za to za darmo i z daleka od rodziców. A i tak teściowa mi palcem pokazywała, co jest niezrobione - szczęście, że rzadko big_smile - więc wiem, o czym mowa. Tylko że unoszeniem się honorem (ja się wyprowadzę!!!) niczego nie da się załatwić. I przecież ona nie chce wcale iść "na swoje", może kiedyś tam w przyszłości, na razie chce tylko wrócić do rodziców, mimo że to będzie się wiązało z większymi kosztami - ale za to mniejszą odpowiedzialnością za własne życie żony Autora...
Według mnie - po prostu brakuje komunikacji między nimi, a do tego mają różne oczekiwania i tego się nie będzie dało pogodzić. Tak samo zresztą, jak i w moim byłym małżeństwie, mimo że "na swoim" mieszkaliśmy i nikt nam nic nie dał big_smile

P.S. I tak dodatkowo - ja w sumie żonę Autora rozumiem w pewnym sensie. Po prostu zderzyła się z rzeczywistością, do tej pory mieszkała w domu pełnym ludzi i pewnie nawet nie zauważała, że ktoś kuwetę tego kota sprząta... a tu się okazuje, że dorosłe życie to nie bajka i trzeba kosić trawnik i w piecu palić...

92 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2018-07-08 19:14:46)

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Santa, ale co tu da dyskusja? Ja dziewczyny nie przekreślam, młoda i głupia, ale może sie ogarnie. Niektórzy  uważają inaczej, ich prawo. Szkoda mi juz po prostu czasu i energii na tlumaczenia.
Może właśnie pomysł z powrotem do domu jest także z przyczyny niewydawania kasy na wynajem. Mogła ona do niego, nie udało się,  może więc on do niej. Z pewnością wyda na dodatkowe paliwo mniej niż na wynajem. A w tym czasie zmienić sie w głowie może wiele. Nie sprobuja, nie dowiedzą się.  Nie twierdzę,  że to się da uratować.  Tylko że warto coś zmienić by spróbować.
P.S. Dokładnie.  Palę bo lubię.   Nie koszę , bo nie znoszę.  Szczęśliwie mój nie ma z tym problemu. Ale znam kobiety, które poza blokami życia sobie nie wyobrażają.

93 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2018-07-08 19:10:22)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Excop napisał/a:

Może i nie na temat będzie, ale dlaczego "wesele" jest często sednem tego wszystkiego, co wokół niego się dzieje?
To, takie odniesienie do tytułu.
Nie czytałem całości wątku, ale wydaje mi się, że celem samym w sobie, było owo wesele. Nie, ślub i uroczyste przyrzeczenia, bo to, szczegół, jak się okazuje.
Zadość czynienia rodzicom i teściom, by się pokazać , schowało pod dywan rzeczywiste problemy, które pół roku po ślubie, pierwsza "zawierucha" wydostała na zewnątrz.

Również tak uważam. Dosłownie bezmyślnie wzięli ślub, zamiast na własnych siłach spróbować zamieszkać. Wszystko stałoby się klarowne. Dla mnie zawarcie tak poważnego związku, bez wspólnych chęci poświęcenia i zrozumienia drugiej strony to jakieś kpiny. Żaden związek nie będzie trwały jeśli na początku, nawet dosłownie, nie będzie się jadło ze starych garów i spało na starym łóżku w kawalerce. Zabraknie pieniążków i wygody to zabraknie miłości jak tutaj - Ona ma focha na mieszkanie z Jego rodzicami, Ona ma focha na dalsze dojazdy do pracy. Dlaczego? Bo nie chcą przesunąć dla drugiej strony własnej strefy komfortu. On i Ona okopali się w domach Ich rodziców. Przepraszam gdzie tutaj kompromis? Nie można znaleźć mieszkania, które byłoby całkiem blisko Jego pracy? Może gdyby była dalej od rodzinnego gniazdka i tylko przy mężu to zakasałaby rękawy do roboty, a tak nadal żyje mentalnością dorosłego dziecka.
Co więcej nie mieszkali ze Sobą jako narzeczeństwo.

94 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-08 19:13:58)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:

Santa, ale co tu da dyskusja? Ja dziewczyny nie przekreślam, młoda i głupia, ale może sie ogarnie. Niektórzy  uważają inaczej, ich prawo. Szkoda mi juz po prostu czasu i energii na tlumaczenia.
Może właśnie pomysł z powrotem do domu jest także z przyczyny niewydawania kasy na wynajem. Mogła ona do niego, nie udało się,  może więc on do niej. Z pewnością wyda na dodatkowe paliwo mniej niż na wynajem. A w tym czasie zmienić sie w głowie może wiele. Nie sprobuja, nie dowiedzą się.  Nie twierdzę,  że to się da uratować.  Tylko że warto coś zmienić by spróbować.

Dopisałam coś jeszcze w poprzednim poście.

Dyskusja dyskusją, chodziło mi o to, że nie zamierzałam Cię przekonywać do zmiany twojego zdania, bo i po co? smile A jakie wnioski wysnuje Autor z tej dyskusji - to już jego sprawa.
Ale do jednej rzeczy jeszcze bym się "przyczepiła" - może i wyda na dodatkowe paliwo mniej niż na wynajem... ale 50km to jest godzina, czyli tam i z powrotem dodatkowe 2 godziny dziennie, plus zmęczenie. Czy aby nie zacznie się dla odmiany "nie masz dla mnie czasu"? Albo - w drugą stronę - totalna olewka, jest mąż i zarabia kasę, a ja mam z kim rozmawiać, bo mieszkam z rodziną, więc co mnie to obchodzi? Scenariusze mogą być różne i nie chodzi mi o gdybanie - ale o to, że nie tylko koszt paliwa jest tutaj ważny...

95

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Ja też dopisałam. 
Wszystko jest ważne,  i ten czas, i paliwo, ale tez i jej brak nerwów z powodu mieszkania tam gdzie czuje się dobrze. Leśny Owoc ma tu wyżej rację-  potrzebna jest decyzja zadowalajaca wszystkich, podjeta wskutek szczerej, ale spokojnej rozmowy. On zaczyna ją traktować niepoważnie, ona się najeża za lekcewazenie, może sie nie udać.

96

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Uważam,że autor tematu traktuje bardzo poważnie nie tylko swoją niedojrzałą do małżeństwa żonę,ale i życie.Znalazła się księżniczka na ziarnku grochu,której nie chce się zakasać rękawów i wziążć się do jakiejkolwiek pracy.Wiadomo,że teściowa nie będzie patrzała na lenia synową,dlatego ta chce zamieszkać na kupie u swojej mamusi,gdzie nic nie będzie musiała robić,ale ubrać się i dobrze zjeść to i owszem. Różni są faceci ,ale tego szkoda mi,wpadł w to małżeństwo jak śliwka w kompot.Ciekawe jaki będzie tego końcowy efekt. smile I czyje będzie na wierzchu.

97 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2018-07-08 20:00:52)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:

Ja też dopisałam. 
Wszystko jest ważne,  i ten czas, i paliwo, ale tez i jej brak nerwów z powodu mieszkania tam gdzie czuje się dobrze. Leśny Owoc ma tu wyżej rację-  potrzebna jest decyzja zadowalajaca wszystkich, podjeta wskutek szczerej, ale spokojnej rozmowy. On zaczyna ją traktować niepoważnie, ona się najeża za lekcewazenie, może sie nie udać.

Dokładnie, nie ma kompromisu. Dla mnie jak poniektórzy napisali tutaj "zarabia jest Panem" było tak płytkie, że hej. Może się zdarzyć, iż z jakiegoś powodu nie będzie On mógł pracować, Ona będzie lepiej zarabiać lub zza granicą będzie mogła liczyć na lepsze zarobki? O to chodzi, aby zasobność portfela miała wpływ na dyktowanie warunków?
Niech szukają mieszkania blisko Jego pracy (z wcześniejszych Jego postów wyczytałam, że chodzi głównie o czas (km), a nie pieniądze na wynajem). Przez ten rok pomieszkaliby Sami i się dotarli, a po wyprowadzce rodziców weszliby na Swoje (prawne Jego i Jej). Również nie rozumiem podejścia nadopiekuńczych rodziców - po co proponowali wspólne zamieszkanie, jak to tylko rok do Ich wyprowadzki? Ok 12 msc. w kawalerce to tak dużo, jak później za free mieliby dom? Nauczyliby młode małżeństwo, że życie daje nieźle po 4 literach. Zaraz nauczyliby się dokonywania własnych wyborów bez wchodzenia innym na głowę.

Jak teraz posiadają takie problemy to jak Oni wychowają dzieci? Lepiej o tym nie myśleć... zapomniałam Ich rodzice będą dokładać i niańczyć.

98

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Leśny_owoc napisał/a:

Również nie rozumiem podejścia nadopiekuńczych rodziców - po co proponowali wspólne zamieszkanie, jak to tylko rok do Ich wyprowadzki?

Mnie to też zastanowiło smile Pamiętajcie, że znamy tylko jedną stronę historii, a Autor może nie zauważać u siebie pewnych wad lub uważać je za naturalne smile

99 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2018-07-08 20:21:24)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
santapietruszka napisał/a:
Leśny_owoc napisał/a:

Również nie rozumiem podejścia nadopiekuńczych rodziców - po co proponowali wspólne zamieszkanie, jak to tylko rok do Ich wyprowadzki?

Mnie to też zastanowiło smile Pamiętajcie, że znamy tylko jedną stronę historii, a Autor może nie zauważać u siebie pewnych wad lub uważać je za naturalne smile

No cóż nie ma ludzi bez wad smile. Jednakże tutaj najbardziej nawalili rodzice, którzy za free i kosztem wchodzenia Sobie na głowę oddali dom. Autorowi nie pasuje mieszkać u teściów to nie powinien żony wprowadzać do Swoich rodziców. Oni jakoś tak kompletnie bezrefleksyjnie myślą. Może rodzice poniekąd nie chcieli, aby tam zamieszkali, ale jak to rodzicom głupio było powiedzieć: "wiesz co jesteś mężem to weź się do roboty i zamieszkaj na Swoim z żoną, którą wybrałeś. Byłeś na tyle dorosły, aby wziąć ślub to weź za to odpowiedzialność". Jacy dojrzali ludzie czepiają się o jakiegoś kota jak mają rok do wyprowadzki i zdawali sobie sprawę, iż będzie mieszkać z Nimi zwierzę. No jak na moje to było trochę po złości wywołanej bezsilnością. Zacisnęli zęby dla syna.
Wszystko ma być tu i teraz, do tego za darmo. Ciekawe czy zaproponowali chociażby "symboliczną" kwotę za dom, bądź wakacje dla rodziców? Niby te oszczędzone pieniądze z paliwa (bo ma bliżej do pracy) powinien przekazać na ten cel. Jeśli ułatwia się życie to później wychodzą takie szczeniackie problemy. Założę się, że nikt z Nich nigdy nie musiał wyrzec się rzeczy, które mogłyby być dla Nich dotkliwe. Rodzice jak tylko mogli kładli złote tace.
No właśnie On jest jedynakiem, że tak otrzymuje dom? Rodzeństwo nie powinno dostać doli?

100

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:

A co Twoim zdaniem tu jest żartem?  To że ktoś się z kimś nie lubi, nie dogaduje, nie potrafi razem z tym kimś mieszkać? Nie jest to jakaś rzadkość.  Nie szukam tu winnych, jakie by nie były starania tych teściow, ona nie chce. No to nie. Ma siedzieć tam bo wyszła za mąż? Jest na to jakiś przepis? Po weselu dała się przekonać do zamieszkania z nim, nie wyszło,  a że demokracja jest to chyba ma prawo zmienić zdanie i je wyrazić?
Pewnie że najwidoczniej nie jest dojrzała, pochopna była decyzja o slubie. Sama ze sobą go nie brala. Jak to mówią:  widziały gały co brały. Przed slubem na pewno nie była inna, lub niewiele. Oboje tu zawalili sprawę.  Najpierw klapki na oczach, potem płacz.  Nie oni pierwsi i nie ostatni. 23 lata i jego kilka więcej to nie taka dojrzalosc jak sie idealistom marzy. Docieranie się nigdy łatwe nie jest. Zawsze jeszcze warto cos zmienic i powalczyć,  chyba że oboje odpuszcza.  Czy Wy tu na forum nie umiecie inaczej doradzać jak rozstanie? Na palcach jednej ręki policzyć mozna tu wątki z konstruktywnymi radami utrzymania związku.
Rozstać  się zawsze zdąża. 
A to co ona robi cały dzień to chyba jest przez "Autora" niedopowiedziane? Bo skoro ma odebrać dyplom to najwyraźniej kończy naukę?  Nie wiadomo w jakim trybie bo "Autor" standardowo zamilkł...
A gdzie jest napisane że "dom bedzie ich"? To nastepna kwestia: tu gdzies w którymś watku jest o tesciu, który "dał"  mieszkanie, a żona syna ma w nim guzik do powiedzenia, o prawie współwłasności nie wspominając.  Malo to historii, ze ktos mieszka latami, remontuje, inwestuje, a guzik do powiedzenia ma? Dlatego tu bym też na miejscu dziewczyny entuzjastyczna nie była.

Żartem jest cała ta sytuacja. Narzekanie jak jej źle przy okazji samej nic nie wnosząc - nie pracuje, nie sprzata, kupę jej kota sprząta mąż który ją i tego kota utrzymuje. Ona nic nie robi tylko wymaga, żąda i wymusza płaczem. Jak zacznie pracować na cały etat, to niech się wtedy wypowiada, kto skąd będzie do pracy jeździł.

Jest napisane, że dom będzie ich po wyprowadzce rodziców, którzy kończą ogarniać swój dom. Pół roku jest do wytrzymania. Przeczekałabym każde warunki przez pół roku gdyby ktoś chciał ot tak podarować mi dom. A ona nie dość, że nierób to jeszcze niewdzięczna.

Nie trzeba sięz każdym lubić, wystarczy się szanować - ale ona tego też nie potrafi - bo "nie moze patrzeć na jego rodziców". Jakby mój partner tak powiedział o moich, to bym mu powiedziała, że jak mu tak źle, to niech wraca do swoich. Nie ma między nią a jego rodzicami poważnego konfliktu - ten który jest to głupoty powodowane przez samą "żonę" - takie jak zostawianie kociej kupy, niech śmierdzi cały dzień bo jaśniewielmożna pani jest zajeta. Też bym się wkurzała, gdyby ktoś wprowadził się do mojego domu i robił bałagan, nie szanował zwyczajów. Wróci do siebie, to mamusia ją oporządzi, a ona będzie mogła leżeć i zajmować się głupotami.

Jedyne z czym się zgodzę to to, że przed ślubem pewnie była taka sama tylko autor albo tego nie widział, albo spełniał jej zachcianki i ulegał szantażom. Teraz nie chce, to ona gotowa rozwalić małżeństwo by postawić na swoim. Ot, niedojrzała smarkula.

101

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Ja bym tak nie uznawała jednoznacznie, że za sytuację dwojga - ponoć dorosłych, a przynajmniej na tyle dorosłych, żeby wziąć ślub - ludzi odpowiedzialni są inni ludzie. Rodzice, jak rodzice, pewnie chcieli dobrze, ułatwić dzieciom życie, może i nierozsądnie... a Autor to pewnie jedynak, więc i dom mu się dostałby gratis niezależnie od sytuacji...

102 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-08 20:41:17)

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Nie jest problemem kot, tylko niesprzątanie po kocie.
I nie demonizujcie rodziców, którzy dali teraz dach nad głową i chcą oddać dom. To nie jest ich obowiązek.
U mnie w rodzinie się pomaga sobie nawzajem. Jak byl taki układ to trochę głupio wyprowadzić się na rok do kawalerki a później przyjść na gotowe, jak rodzice się wyprowadzą.

103 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2018-07-08 21:44:06)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
CatLady napisał/a:

Jest napisane, że dom będzie ich po wyprowadzce rodziców, którzy kończą ogarniać swój dom. Pół roku jest do wytrzymania. Przeczekałabym każde warunki przez pół roku gdyby ktoś chciał ot tak podarować mi dom. A ona nie dość, że nierób to jeszcze niewdzięczna.

TY bys przeczekała. JA bym się do swoich teściow nawet nie wprowadziła.  ONA pomieszkala i nie chce ani chwili dłużej.  Każdy jest inny. Różnice między mną a Tobą : ja ostrożniej i mniej negatywnie oceniam ludzi, ja nie uważam swojej opinii za jedyną słuszną. 

CatLady napisał/a:

Nie trzeba sięz każdym lubić, wystarczy się szanować - ale ona tego też nie potrafi - bo "nie moze patrzeć na jego rodziców". Jakby mój partner tak powiedział o moich, to bym mu powiedziała, że jak mu tak źle, to niech wraca do swoich.

Z całym szacunkiem, takiej odpowiedzi też bym nie uznała za dojrzałą smile
A BTW: zdarzało mi się wypowiedzieć w złości przykre  slowa, które nie były prawdziwe. Jak pewnie wielu osobom. Tu też może zachodzić taka sytuacja.

104

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Puść ją nie idzie. Myślę że po tygodniu wróci. Ja dziewczyna nie potrafi zrozumieć ze nie można stawiać sprawy na ostrzu noża tylko dlatego że remont trwa 6 miesięcy. To szkoda mi jej

105 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-09 10:57:14)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:
CatLady napisał/a:

Jest napisane, że dom będzie ich po wyprowadzce rodziców, którzy kończą ogarniać swój dom. Pół roku jest do wytrzymania. Przeczekałabym każde warunki przez pół roku gdyby ktoś chciał ot tak podarować mi dom. A ona nie dość, że nierób to jeszcze niewdzięczna.

gagatka0075 napisał/a:

TY bys przeczekała. JA bym się do swoich teściow nawet nie wprowadziła.  ONA pomieszkala i nie chce ani chwili dłużej.  Każdy jest inny. Różnice między mną a Tobą : ja ostrożniej i mniej negatywnie oceniam ludzi, ja nie uważam swojej opinii za jedyną słuszną.

CatLady napisał/a:

Nie trzeba sięz każdym lubić, wystarczy się szanować - ale ona tego też nie potrafi - bo "nie moze patrzeć na jego rodziców". Jakby mój partner tak powiedział o moich, to bym mu powiedziała, że jak mu tak źle, to niech wraca do swoich.

Z całym szacunkiem, takiej odpowiedzi też bym nie uznała za dojrzałą smile
A BTW: zdarzało mi się wypowiedzieć w złości przykre  slowa, które nie były prawdziwe. Jak pewnie wielu osobom. Tu też może zachodzić taka sytuacja.

YY? Informując, że Ty byś się do teściów nie wprowadziła potwierdza, że nie uważasz swojej opinii za jedyną słuszną? Miałaś taką sytuację życiową, a nie inną. Mogło być tak, że rozsądniej byłoby chwile pomieszkać z teściami, do czego by Cię przekonywał Twój mąż? No ale ze swoim mało negatywnym ocenianiem ludzi, byś się nie wprowadziła. Żona Autora pomieszkała i nie chce, dlaczego nie chce? Czasami trzeba w życiu zacisnąć zęby i przetrwać jakiś okres w życiu, nawet dla partnera. Teraz Autor jej ustąpi, a za miesiąc napiszesz "No była trochę w małżeństwie i już nie chce ani chwili", albo "Chciała mieć dziecko, teraz nie chce, ani chwili".  To nie jest postawa, która jest dojrzała do życia w związku, ale to już problem Autora, że nie poznał dobrze swojej obecnej żony.
Można powiedzieć coś w złości, ale wówczas notorycznie się tego nie powtarza i się za to przeprasza, jak emocje puszczą. Żona Autora nie szanuje swojego męża i jego rodziców.

106

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:

już nie mam siły do tego związku.

Gratuluje wytrwalosci. To Twoja zona opuscila swoj dom rodzinny, swoje srodowisko i mieszka w domu, gdzie najwyrazniej zle sie czuje. Ty nie zrobiles nic, mieszkasz dalej za pazucha u mamusi. Jak dla mnie to ona wiecej z siebie daje, ale to Ty nie masz juz sily.


mateusz77 napisał/a:

Przed weselem ustaliliśmy z żoną że zamieszkamy przez nie cały rok z moimi rodzicami w domu, a następnie rodzice się wyprowadzą i zostaniemy sami.

Czyli zona jak najbardziej chciala isc na kompromis. Musialo sie cos powaznego stac skoro ona juz tego nie chce.


mateusz77 napisał/a:

Przez to pół roku zdarzyły się ze dwa lub trzy konflikty z rodzicami, jednak nie jakieś poważne.

Nie powazne? Chyba jednak powazne, skoro ona nie tylko nie chce tam mieszkac, ale nawet z tego domu chce zrezygnowac.


mateusz77 napisał/a:

Teraz nagle moja żona stwierdziła że ona już nie chce tutaj mieszkać i wyprowadza się do swoich rodziców i "jeśli chce to mogę iść z nią ».

Ona poszla z Toba, to teraz ty mozesz sobie pomieszkac u tesciow. Zona mogla, a Ty nie?

Miłycham napisał/a:

ale akurat z tym kotem to mieli racje, bo w całym domu śmierdziało

mateusz77 napisał/a:

u moich rodziców mamy tylko wspólną kuchnie,

Macie tylko wspolna kuchnie, to jak im ten kot przeszkadza? Kuwety w kuchni chyba nie trzyma, wiec jak im smierdzi, skoro gdzies na poddaszu ta nieszczesna kuweta stoi?

mateusz77 napisał/a:

u niej w domu będziemy mieć tylko jeden pokój i 7 osób w domu.

Z tego co piszesz tutaj macie ledwie jeden pokoj i lazienke na poddaszu. Duzej roznicy nie widze.

Katrinx3 napisał/a:

A może po prostu nie dostrzegasz tego że twoja rodzina się z nią nie dogaduje, że to z nimi coś nie tak?

Cos mi sie wydaje, ze wlasnie o to chodzi. Zwlaszcza, ze sam na wlasnym punkcie jest przewrazliwiony (patrz ponizej)

Miłycham napisał/a:

Ja znam wady swoich rodziców i wiem że są uparci,

Sam przyznajesz, ze maja wady, ze sa uparci, ale klotni bylo raptem 2-3, a poza tym sa dla zonki cod miod. Cos mi sie nie wydaje, ze tok naprawde jest…

mateusz77 napisał/a:

mili dla mnie są.

Na czym polega ich « niemilosc »? Moze Twoi rodzice sa niemili wobec Twojej zony? Przeciez Ciebie tam calymi dniami nie ma. Jak juz jestes to dlubiesz w samochodzie. Wiec ile z tego, co sie dzieje miedzy nimi widzisz? Moze ona musi dzien w dzien znosic ich zlosliwosci, przytyki, do ktorych pojedynczo nie mozna sie przyczepic, ale ciaglosci i kumulacja sprawily, ze ona nie moze patrzec na Twoich rodzicow, nie chce tam mieszkac i nie chce tego domu? Musieli jej niezle obrzydzic zycie, skora ona nawet tego domu bez nich nie chce (patrz ponizej).

Miłycham napisał/a:

Wprost mi powiedziała że ona nie chce już tego domu że nie może patrzeć na moich rodziców bo jak ich widzi to się denerwuje, jak zapytałem dlaczego to nie potrafi mi dokładnie powiedzieć.

mateusz77 napisał/a:

mało pomocny byłem…

Co masz na mysli? Bo w innych postach piszesz, ze w razie klotni stajesz po stronie zony. To Ty czyscisz kuwete, zapalasz w piecu, biegasz z kosiarka. Wiec o co chodzi?

mateusz77 napisał/a:

Sprzeczki była o jej rodziców którzy zaczęli się wtrącać do remontu domu

Domu, w ktorym Twoi rodzice zamieszkaja? Jesli tak, to nie maja do tego zadnego prawa. Jesli domu, w ktorym mieszkacie, to maja prawo jak najbardziej. W koncu to rowniez dom ich corki. No chyba, ze do konca zycia ma na zasadzie lokatora, tam mieszkac. Wtedy tez bym w takiej sytuacji wolala 30-letni kredyt, niz inwestowanie w dom, do ktorego nie mam zadnych praw.

mateusz77 napisał/a:

warto byłoby zacisnąć zęby przetrwać nie całe pół roku i coś mieć.

Czy mieszkanie w tym domu w czasie remontu domu rodzicow jest warunkiem przepisania go na Ciebie?


Miłycham napisał/a:

Chyba że ma zamiar mieszkać z rodziną we wspólnym domu, zamiast tworzyć ją z Tobą we własnym.

To nie jest ich dom, to jest dom jego rodzocow (o czym awantury o to, co dzieje sie na ich poddaszu swiadcza).


Pokręcona Owieczka napisał/a:

kompromis. Pomieszkajcie jeszcze 3 miesiące u Twoich Rodziców, a na ostatnie trzy, przeprowadźcie się do jej.

Katrinx3 napisał/a:

Ja bym wolała się zmusić i chociażby na kilka dni spróbować zamieszać u rodziny żony, widziałbyś jak ona się zachowuje, czy dogadujecie się lepiej,

Lady Siggy napisał/a:

i w dni wolne od pracy, np. weekendy u niej nocować, ale resztę dni tygodnia, gdzie musisz dojeżdzac do pracy, zostań u swoich rodziców.

Trzy sensowne rady. Do wyboru, do koloru. Zwlaszcza, ze Twoja zona juz przesz 6 miesiecy szla na kompromis, gdzie Tobie bylo wygodnie, a ona musiala sie poswiecac.

Miłycham napisał/a:

Aktualnie mamy odrobinę prywatności, a tam tego mieć nie będziemy,

Prywatnosci juz teraz nie macie, skoro ona musi na bacznosc byc przygotowana, jesli ktos z Twojej rodziny na kawusie wpadnie. Tobie to nie przeszkadza, bo to Twoj dom rodzinny i Twoja rodzina. Ale juz « do niej » isc mieszkac nie chcesz, bo jej rodzina, bo zero prywatnosci…

Miłycham napisał/a:

będziemy jak dzieci ze wspólną kuchnią

Tutaj tez macie wspolna kuchnie. Lodowki tylko osobne… Mieszkasz u rodzicow. Jestes ich dzieckiem i pewnie Cie tak dalej traktuja. A ja przy okazji tez. Tyle, ze ona to inaczej odbiera i jest to zupelnie naturalne.

Miłycham napisał/a:

jest kawał podwórka i trzeba trawę skosić

Szczerze mowiac, mnie tez by sie nie chcialo kosic na cudzym podworku. To, ze ktos sobie hektary do koszenia zafundowal nie znaczy, ze ona ma teraz z kosiarka biegac. Proste.

Miłycham napisał/a:

a ja niestety tyle nie zarabiam i tak będziemy wiecznie stać w miejscu.

To nie zamierzasz wiecej zarabiac? Twoja praca jest tak nierozwojowa? Z takim podejsciem, na pewno bedziesz stal w miejscu.

Miłycham napisał/a:

Nawet jej proponowałem, żebyśmy pożyczyli trochę pieniędzy moim rodzicom

To jak to jest? Stac Cie w koncu, czy nie?

Miłycham napisał/a:

Tak planuje szukać stałej pracy, ale dopiero od września bo wtedy będzie mieć jakiś dyplom z uczelni.

Wazny szczegol, a przedstawiasz do dopiero po dluzszym czasie. Zona studiuje, pracuje dorywczo, musi ciagle dojezdzac, a dotad to wygladalo, ze siedzi w domu i baki zbija. Poza tym sformuowanie « jakis dyplom » swiadczy o zupelnym braku zainteresowania wazna w koncu sprawa i lekcewazeniu tego, co sie w zyciu zony dzieje. Wiec niby dlaczego mialaby dalej siedziec w domu, w ktorym zle sie czuje, gdzie Ty jej malo czasu poswiecasz, ktory pewnie nigdy nie bedzie jej?

Co do argumentu, ze to maz zarabia: ona studiuje i zarabia, wiec tak zle z nia nie jest. Poza tym, jak juz bedzie wiecej zarabiac od meza, to czy on bedzie musial wszystko rzucac, bo to w koncu ona zarabia wiecej? Naprawde na tym polega malzenstwo?

Na moj rozum: idzcie na jakas terapie. Wtedy bezstronna osoba Wam pomoze znalezc zloty srodek. Bo na forum to jest tak, ze Ty przedstawiasz Twoja wersje wydarzen. Zona nie moze przedstawic swojej. Komentujacy moga cos zle zrozumiec, dopowiedziec sobie, ich wlasne uprzedzenia moga grac role. W realu, rodzina i znajomi zawsze bedza po stronie osoby, ktora jest im blizsza. Na dzien dzisiejszy, Wasze malzenstwo trzeszczy w szwach.

107

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Haida wyjęłaś mi to z ust kiedyś tez pracowałem dorywczo studiowałem później znalazłem lepszą pracę awansowałem na kierownika później dyrektora w korpo a później założyłem firmę których klientami są min oni a także innych klientów biznesowych. Od czegoś trzeba zacząć. A jeśli źle się z tym czujesz zazdrościsz boisz się zdrady to najlepiej od razu rozwiedź się bo to się udziela wtedy czarne scenariusze na bank się spełnią.

108

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Żona ma cie gdzieś. Jesteś dla niej tyle warty że "jak chcesz to możesz pójść za nią". Jej już nawet nie nie zależy czy ty z nią jesteś czy nie, ale sama prowokuje sytuacje ku rozstaniu. Może wiedziała że się nie przeprowadzisz i liczyła że się od ciebie wyprowadzi pod pretekstem? Nawet jakbyś za nią poszedł to najprawdopodobniej zrobi ci piekło w nowym gniazdku. Zresztą widać że w jej oczach jesteś nikim, takim kundlem bym powiedział.

Ps: Ja na twoim miejscu poważnie zastanowiłbym się czy nie ma na jakiegoś bolca na boku lub nie jest w zaawansowanych poszukiwaniach.

Wiem że ostre słowa, ale jak to mówią smaczne lekarstwo nie leczy.

109

Odp: Problemy pół roku po weselu...
gagatka0075 napisał/a:
CatLady napisał/a:

Jest napisane, że dom będzie ich po wyprowadzce rodziców, którzy kończą ogarniać swój dom. Pół roku jest do wytrzymania. Przeczekałabym każde warunki przez pół roku gdyby ktoś chciał ot tak podarować mi dom. A ona nie dość, że nierób to jeszcze niewdzięczna.

TY bys przeczekała. JA bym się do swoich teściow nawet nie wprowadziła.  ONA pomieszkala i nie chce ani chwili dłużej.  Każdy jest inny. Różnice między mną a Tobą : ja ostrożniej i mniej negatywnie oceniam ludzi, ja nie uważam swojej opinii za jedyną słuszną. 

CatLady napisał/a:

Nie trzeba sięz każdym lubić, wystarczy się szanować - ale ona tego też nie potrafi - bo "nie moze patrzeć na jego rodziców". Jakby mój partner tak powiedział o moich, to bym mu powiedziała, że jak mu tak źle, to niech wraca do swoich.

Z całym szacunkiem, takiej odpowiedzi też bym nie uznała za dojrzałą smile
A BTW: zdarzało mi się wypowiedzieć w złości przykre  slowa, które nie były prawdziwe. Jak pewnie wielu osobom. Tu też może zachodzić taka sytuacja.

Nie musisz się ze mną zgadzać, ale oceny dojrzałości bądź nie sobie odpuść. Odnieś się do faktów - a są one takie, że pani małżonka jest niedojrzała i wygodnicka, a jej sytuacja z teściami nie jest tragiczna, nie ma wielkiego konfliktu, a ten który jest jest wywołany przez postawę owej pani małżonki.

Z ciekawości - czy Ty byś pozwoliła swojemu partnerowi obrażać swoich rodziców? traktować ich bez szacunku? Bo ja nie - dlatego, że to moi rodzice, że są dla mnie ważni. Jak mówię - lubić ich nie musi, ale nie tolerowałabym braku szacunku i chamskich komentarzy na ich temat.

110 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2018-07-10 22:12:29)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
CatLady napisał/a:

Nie musisz się ze mną zgadzać, ale oceny dojrzałości bądź nie sobie odpuść. Odnieś się do faktów - a są one takie, że pani małżonka jest niedojrzała i wygodnicka, a jej sytuacja z teściami nie jest tragiczna, nie ma wielkiego konfliktu, a ten który jest jest wywołany przez postawę owej pani małżonki.

Z ciekawości - czy Ty byś pozwoliła swojemu partnerowi obrażać swoich rodziców? traktować ich bez szacunku? Bo ja nie - dlatego, że to moi rodzice, że są dla mnie ważni. Jak mówię - lubić ich nie musi, ale nie tolerowałabym braku szacunku i chamskich komentarzy na ich temat.

Odniosłam się nieraz. Tak - nie jest dojrzała. Przy jej 23 latach nie uważam tego za kuriozum. "Wygodnicka" to też żaden ewenement. Hedonizm to cecha bardzo popularna. Mąż także poszedł i nadal idzie  po najmniejszej linii oporu: jego dom rodzinny, niskie o ile jakiekolwiek koszty, bliżej do pracy, podwórko dla pasji. Zmiana też mu nie leży. Ale fakt, konflikt w otwartą wojnę zamieniła ona. Moja rada zgodna jest z jej żądaniem: wyprowadzić się,  ostudzić emocje, perspektywa da bardziej obiektywna ocenę. 
A co do rodziców: u nas panuje zasada bezpośredniości,  rodzice to nie święte krowy, ważni nie znaczy nietykalni. Jeśli obrażaliby sie nawzajem to ich problem, jeśli partner miałby rację to bym mu ją przyznała. Bez racji byśmy się o to starli. Na pewno z tego powodu nie zaczelibysmy rozmów o rozstaniu.  Ale zasada prosta: nie lubimy,  to nie zmuszamy nikogo do kontaktu, wspólny dach absolutnie wykluczony. Lepsza bieda i spokój niż oszczędności i kryzysy.

111

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Można powiedzieć że miałam podobnie chociaż to bardzo mocno odbiega od tego. Miałam chłopaka który pewnego razu uległ wypadkowi jak jechał na motorze. Niestety w wypadku stracił nogę i stał się jedną z wielu osób nie pełnosprawnych. Oczywiście dla mnie to był koszmar ale stwierdziłam że będę blisko niego ale on jakby zaczął się ode mnie odsuwać. Nie wiem dlaczego

Posty [ 66 do 111 z 111 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy pół roku po weselu...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024