Witam.
Nie mam się komu wygadać więc napisze tutaj.
Jestem nie całe pół roku po weselu a już nie mam siły do tego związku.
Przed weselem ustaliliśmy z żoną że zamieszkamy przez nie cały rok z moimi rodzicami w domu, a następnie rodzice się wyprowadzą i zostaniemy sami. (Mają drugi dom który aktualnie jest w remoncie).
Przez to pół roku zdarzyły się ze dwa lub trzy konflikty z rodzicami, jednak nie jakieś poważne.
Teraz nagle moja żona stwierdziła że ona już nie chce tutaj mieszkać i wyprowadza się do swoich rodziców i "jeśli chce to mogę iść z nią".
Nie docierają do niej tłumaczenia że jeszcze trochę i zostaniemy sami.
Próbowałem rozmawiać, tłumaczyć że od ich domu będę miał 50 kilometrów do pracy a od mojego mam nie całe 20, że tam nie ma na nic miejsca itp, żadne argumenty nie docierają.
Sytuacja wygląda tak, że u moich rodziców mamy tylko wspólną kuchnie, osobne pokoje, lodówki, a u niej w domu będziemy mieć tylko jeden pokój i 7 osób w domu.
Już sam nie wiem co mam myśleć, nie stać nas aktualnie na wynajęcie mieszkania gdyż na umowę pracuje tylko ja, a żona dorywczo.
Tłumacze jej że tutaj mamy jakąś przyszłość, dom niedługo będzie tylko nasz, ale to też nie dociera, zaczynam podejrzewać że rodzina ją "buntuje" bo ostatnio mega mili dla mnie są.
Sam już nie wiem czy to ja jestem ten zły... Miałem ostatnio trochę problemów w pracy, mało pomocny byłem...