Problemy pół roku po weselu... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy pół roku po weselu...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 111 ]

Temat: Problemy pół roku po weselu...

Witam.

Nie mam się komu wygadać więc napisze tutaj.
Jestem nie całe pół roku po weselu a już nie mam siły do tego związku.
Przed weselem ustaliliśmy z żoną że zamieszkamy przez nie cały rok z moimi rodzicami w domu, a następnie rodzice się wyprowadzą i zostaniemy sami. (Mają drugi dom który aktualnie jest w remoncie).

Przez to pół roku zdarzyły się ze dwa lub trzy konflikty z rodzicami, jednak nie jakieś poważne.
Teraz nagle moja żona stwierdziła że ona już nie chce tutaj mieszkać i wyprowadza się do swoich rodziców i "jeśli chce to mogę iść z nią".
Nie docierają do niej tłumaczenia że jeszcze trochę i zostaniemy sami.
Próbowałem rozmawiać, tłumaczyć że od ich domu będę miał 50 kilometrów do pracy a od mojego mam nie całe 20, że tam nie ma na nic miejsca itp, żadne argumenty nie docierają.

Sytuacja wygląda tak, że u moich rodziców mamy tylko wspólną kuchnie, osobne pokoje, lodówki, a u niej w domu będziemy mieć tylko jeden pokój i 7 osób w domu.

Już sam nie wiem co mam myśleć, nie stać nas aktualnie na wynajęcie mieszkania gdyż na umowę pracuje tylko ja, a żona dorywczo.
Tłumacze jej że tutaj mamy jakąś przyszłość, dom niedługo będzie tylko nasz, ale to też nie dociera, zaczynam podejrzewać że rodzina ją "buntuje" bo ostatnio mega mili dla mnie są.
Sam już nie wiem czy to ja jestem ten zły... Miałem ostatnio trochę problemów w pracy, mało pomocny byłem...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Może napisz o co były te sprzeczki Twojej żony z rodzicami? Dla Ciebie może to być bzdura, ale dla nie być może jest to coś co dyskwalifikuję mieszkanie z nimi.

3

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Sprzeczki była o jej rodziców którzy zaczęli się wtrącać do remontu domu, druga sprzeczka była o to że kot którego ma niszczy wszystko i robi bałagan.
Szczerze powiedziawszy już nie wiem co myślec.

4

Odp: Problemy pół roku po weselu...

To rzeczywiście słabe powody do wyprowadzki. Proponuję rozmowę z żoną. Ty jesteś głównym żywicielem Waszej rodziny i nie może być tak, że dla jej widzi mi się musisz dojeżdżać do pracy 50km. Ile zostało czasu do tego aż Twoi rodzice się wyprowadzą?
Jeśli jednak Twoja żona postawi na swoim i będzie chciała się wyprowadzić to jeśli ją kochasz uważam, że powinieneś za nią pójść, bo jeśli nie to będzie gwóźdź do trumny Waszego związku. Sugeruję spokojną rozmowę o tym co żonie nie pasuje, czy da radę wytrzymać jeszcze te kilka miesięcy i o tym, że ekonomicznie nie opłaca Wam się przeprowadzać

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Autorze, a w tych sprzeczkach żony z Twoimi rodzicami, to po czyjej stanąłeś stronie?

6

Odp: Problemy pół roku po weselu...
santapietruszka napisał/a:

Autorze, a w tych sprzeczkach żony z Twoimi rodzicami, to po czyjej stanąłeś stronie?

Oczywiście że po jej stronie, chociaż też uważam że rodzice akurat w jednej kwestii mieli rację.
Spróbuje jeszcze  z nią porozmawiać, ale raczej nic jej nie przekona bo dla niej to "albo idziesz ze mną albo nie masz wybór".

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Cóż, jeśli rzeczywiście chce odejść,to puść ją wolno.. albo zmądrzeje,albo dobrze się stanie, że wszystko się rozpadło zanim pojawiły się dzieci.

Odp: Problemy pół roku po weselu...

No Autorze, lekko nie masz. Twoja żona zachowuje się kapryśnie i niedojrzale. Prawdopodobnie ma na to wpływ, że nie ma stałego zajęcia, więc niewiele ma ro roboty.
Jak wyglądał Wasz związek przed ślubem, gdzie mieszkaliście? Jak do tej pory wyglądały jej kontakty z Twoimi Rodzicami?

9 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-07-04 14:25:35)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Autorze, a w tych sprzeczkach żony z Twoimi rodzicami, to po czyjej stanąłeś stronie?

Oczywiście że po jej stronie, chociaż też uważam że rodzice akurat w jednej kwestii mieli rację.
Spróbuje jeszcze  z nią porozmawiać, ale raczej nic jej nie przekona bo dla niej to "albo idziesz ze mną albo nie masz wybór".

Skoro nie miała racji to po co stajesz po jej stronie?  Twoja partnerka pracuje dorywczo, a dąży do tego żebyś dodatkowo tracił 60km dziennie na dojazd do pracy? Przecież to godzina mniej czasu dla Ciebie i was. Do tego nielogiczna przeprowadzka z domu, gdzie macie jakiś powiew samodzielnego życia. I teraz jeszcze może Ciebie ogołocić ze wszystkiego wink

10 Ostatnio edytowany przez mateusz77 (2018-07-04 14:48:16)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Pokręcona Owieczka napisał/a:

No Autorze, lekko nie masz. Twoja żona zachowuje się kapryśnie i niedojrzale. Prawdopodobnie ma na to wpływ, że nie ma stałego zajęcia, więc niewiele ma ro roboty.
Jak wyglądał Wasz związek przed ślubem, gdzie mieszkaliście? Jak do tej pory wyglądały jej kontakty z Twoimi Rodzicami?

Niestety nie mieszkaliśmy razem przed ślubem, tylko sporadycznie po tygodniu jak któryś z rodziców wyjechał i dom był wolny u niej lub u mnie.
Kontakty z moimi rodzicami wyglądały bardzo dobrze, a teraz wszystko się odmieniło, żona wiecznie zła i obrażona że każdy to widzi.



Miłycham napisał/a:
mateusz77 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Autorze, a w tych sprzeczkach żony z Twoimi rodzicami, to po czyjej stanąłeś stronie?

Oczywiście że po jej stronie, chociaż też uważam że rodzice akurat w jednej kwestii mieli rację.
Spróbuje jeszcze  z nią porozmawiać, ale raczej nic jej nie przekona bo dla niej to "albo idziesz ze mną albo nie masz wybór".

Skoro nie miała racji to po co stajesz po jej stronie?  Twoja partnerka pracuje dorywczo, a dąży do tego żebyś dodatkowo tracił 60km dziennie na dojazd do pracy? Przecież to godzina mniej czasu dla Ciebie i was. Do tego nielogiczna przeprowadzka z domu, gdzie macie jakiś powiew samodzielnego życia. I teraz jeszcze może Ciebie ogołocić ze wszystkiego wink

Po to żeby nie czuła się samotnie w "obcym" domu.
Ale później jej wyjaśniłem że trochę racji mieli.
Jej to nie przeszkadza że będę jeździł 60 kilometrów, nie zdaje sobie sporawy z tego że to nie takie łatwe...
Też jej tak to tłumaczę że tutaj mamy luz bo gotujemy sami, lodówki własne, prywatności trochę, a tam tylko pokój i więcej ludzi w domu.
Sam już nie wiem jak z nią rozmawiać, czy to ja źle robię że nie chce się wyprowadzić.
Ja po prostu myślę tak że warto byłoby zacisnąć zęby przetrwać nie całe pół roku i coś mieć.\
A tam pójdziemy to będzie tylko pokój i tułaczka później z wynajmami bo założę się że za jakiś czas kolorowo z jej rodziną nie będzie.

Odp: Problemy pół roku po weselu...

ok, no to może zaproponuj jej kompromis. Pomieszkajcie jeszcze 3 miesiące u Twoich Rodziców, a na ostatnie trzy, przeprowadźcie się do jej.
Jeśli komuś na czymś zależy, to potrafi zacisnąć zęby i przetrwać ciężki okres. Ona, jak widać, albo zaciskała do czasu, albo nigdy nie miała ochoty na mieszkanie u Ciebie.
Szkoda, że wcześniej nie mieszkaliście razem, bo wtedy wiele sytuacji weryfikuje związek. Tutaj ona nie szuka rozwiązań, tylko ucieka. Ciekawe, czy jak już zamieszkacie razem i będziecie mieć jakieś sprzeczki, to też spakuje się do mamy?

Ile macie lat?

12 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-07-04 17:03:28)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:

Po to żeby nie czuła się samotnie w "obcym" domu.

To nie weestern z chatą w szczerym polu. Niech dorośnie. Chyba że ma zamiar mieszkać z rodziną we wspólnym domu, zamiast tworzyć ją z Tobą we własnym.

mateusz77 napisał/a:

Jej to nie przeszkadza że będę jeździł 60 kilometrów, nie zdaje sobie sporawy z tego że to nie takie łatwe...

Najwidoczniej, jej to nie przeszkadza. Wnioski wyciągnij sam.

mateusz77 napisał/a:

Też jej tak to tłumaczę że tutaj mamy luz bo gotujemy sami, lodówki własne, prywatności trochę, a tam tylko pokój i więcej ludzi w domu.
Sam już nie wiem jak z nią rozmawiać, czy to ja źle robię że nie chce się wyprowadzić.
Ja po prostu myślę tak że warto byłoby zacisnąć zęby przetrwać nie całe pół roku i coś mieć.\
A tam pójdziemy to będzie tylko pokój i tułaczka później z wynajmami bo założę się że za jakiś czas kolorowo z jej rodziną nie będzie.

Dorosła osoba myśli o przyszłości, samodzielności i możliwościach jakie obecny czas dla niej stwarza, planuje. Niestety Twoja partnerka jest rozkapryszona, oceniająca sytuację w kontekście emocji na tu i teraz. Nie ma przy tym problemu, że będziesz tracił na dojazd dodatkową godzinę dziennie, mimo że jednocześnie stanowisz główne źródło finansowe tej dwuosobowej rodziny.
Rezygnując ze swoim planów i z tego co napisałeś, skazujesz się na pokrywanie przy tym kosztów przyszłego, niepotrzebnego wynajmu. Tutaj nie ma miejsca na kompromis, a wytłumaczenie, że na tym stracicie oboje.

13

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Niech idzie do rodziców, Ty zostań. Remont się skończy, wtedy niech się wprowadzi z powrotem i będziecie mieszkać sami. Proste.

14

Odp: Problemy pół roku po weselu...

A może po prostu nie dostrzegasz tego że twoja rodzina się z nią nie dogaduje, że to z nimi coś nie tak? Szczerze? Gdybym ja miała zamieszkać z moimi teściami wolałabym się rzucić z mostu. Jeżeli chodzi o moich rodziców są super, natomiast rodzice chłopaka tragedia, jednego dnia z nimi nie da się wytrzymać. Być może twoja żona nie czuje się tam komfortowo, być może wyobrażała to sobie inaczej? Tak czy siak zdaje sobie sprawę że to trudna sytuacja dla was dwojga, ale naprawdę chcesz żeby twoje małżeństwo rozpadło się zanim właściwie się zaczęło? Ja bym wolała się zmusić i chociażby na kilka dni spróbować zamieszać u rodziny żony, widziałbyś jak ona się zachowuje, czy dogadujecie się lepiej, trzeba iść na kompromis.

15

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Katrinx3 napisał/a:

A może po prostu nie dostrzegasz tego że twoja rodzina się z nią nie dogaduje, że to z nimi coś nie tak? Szczerze? Gdybym ja miała zamieszkać z moimi teściami wolałabym się rzucić z mostu. Jeżeli chodzi o moich rodziców są super, natomiast rodzice chłopaka tragedia, jednego dnia z nimi nie da się wytrzymać. Być może twoja żona nie czuje się tam komfortowo, być może wyobrażała to sobie inaczej? Tak czy siak zdaje sobie sprawę że to trudna sytuacja dla was dwojga, ale naprawdę chcesz żeby twoje małżeństwo rozpadło się zanim właściwie się zaczęło? Ja bym wolała się zmusić i chociażby na kilka dni spróbować zamieszać u rodziny żony, widziałbyś jak ona się zachowuje, czy dogadujecie się lepiej, trzeba iść na kompromis.

To nie jest kompromis. Zostana - ustepuje ona. Pojda - ustepuje on. Gdzie tu kompromis?
Gdyby moj maz zaproponowal mi, ze mam isc do rodzicow i wprowadzic sie jak tesciowie sie wyprowadza- nie wprowadzilabym sie juz do tego domu.
Autorze na spokojnie musicie porozmawiac. Nie moze byc tak, ze w tak waznej sprawoe ktoeas strona czuje sie pokrzywdzona, bo to sie na was odbije

16 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-04 19:50:09)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Katrinx3 napisał/a:

A może po prostu nie dostrzegasz tego że twoja rodzina się z nią nie dogaduje, że to z nimi coś nie tak?

Właśnie też odnoszę takie wrażenie. Tylko trzy "poważne sprzeczki", w tym jedna o kota... no, przykro mi, ale coś jest nie tak, skoro awantura jest o kota, który ponoć robi bałagan... gdyby to był pies, to jeszcze bym zrozumiała, ale jaki bałagan może robić kot? O którym zresztą zapewne było wiadomo wcześniej, że wprowadzi się wraz z właścicielką? To jest powód do poważnej sprzeczki??? Dwie sprzeczki o to, że rodzice żony wtrącają się do remontu? A czy to aby na pewno było wtrącanie, a nie tylko doradzanie, skoro wiadomo, że dom będzie za chwilę tylko Wasz? Może chcieli tylko po prostu coś doradzić własnej córce?  Bo chyba nie wtrącali się do remontu domu Twoich rodziców, Autorze, a jeśli nawet, to to nie jest powód do robienia awantury synowej, tylko ewentualnie osobom wtrącającym się...
Ja tak sobie myślę, że Autor jeździ do pracy, żona przebywa głównie w domu, skoro ma pracę tylko dorywczą, z rodzicami Autora -  i on po prostu nie widzi pewnych rzeczy - albo nie chce ich widzieć, udaje, że ich nie ma. Bez powodu nikt nie chciałby się wyprowadzić z prawie luksusowych warunków do gorszych, nawet najbardziej rozkapryszony człowiek.

17

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Ludzie, bądźcie elastyczni, to tylko kilka miesięcy i sytuacja się ostatecznie unormuje. Nie wszyscy członkowie rodziny muszą się ze sobą świetnie dogadywać. Jeśli ona z jakichś względów nie wytrzymuje tego psychicznie, to niech idzie do rodziców, a potem wróci na gotowe. Po co się męczyć, łamać, zmuszać? Ty nie chcesz mieszkać z jej rodzicami, ona z Twoimi, macie wielki komfort, że to się zaraz skończy, nie każdy ma takie szczęście.

18

Odp: Problemy pół roku po weselu...
MotoMegi napisał/a:

Ludzie, bądźcie elastyczni, to tylko kilka miesięcy i sytuacja się ostatecznie unormuje. Nie wszyscy członkowie rodziny muszą się ze sobą świetnie dogadywać. Jeśli ona z jakichś względów nie wytrzymuje tego psychicznie, to niech idzie do rodziców, a potem wróci na gotowe. Po co się męczyć, łamać, zmuszać? Ty nie chcesz mieszkać z jej rodzicami, ona z Twoimi, macie wielki komfort, że to się zaraz skończy, nie każdy ma takie szczęście.

I pozniej przy kazdej wiekszej klotni bedzie slyszal, ze wybral rodzicow, bo nie poszedl za nia tylko zostal z nimi

19

Odp: Problemy pół roku po weselu...
MotoMegi napisał/a:

Niech idzie do rodziców, Ty zostań. Remont się skończy, wtedy niech się wprowadzi z powrotem i będziecie mieszkać sami. Proste.

Teraz już twierdzi że ona nawet nie chce tego domu.

Katrinx3
Masz rację, chyba bardzo jej ciężko, ale tak naprawdę nie ma już ku temu poważnych powodów.
O kota chodziło o to że nie sprzątała mu jak zrobił kupę i śmierdziało, dopiero ja z pracy wróciłem to to posprzątałem i to kilka razy się powtórzyło...

Ciężko znaleźć tutaj kompromis bo jak ja się wyprowadzę to nie będę tam miał nic, nie ma co ukrywać że u mnie są większe możliwości nawet z tego względu że mam wielkie podwórko, sam naprawiam samochody itp, a tam nie będę miał na to miejsca.

Czasem ją rozumiem, ale uważam, że nie powinna się tak upierać.

20

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Kot potrafi narobić niezłego syfu, po pierwsze, jak mu nie ogarniesz kuwety, to raz, że śmierdzi, a dwa, narobi potem gdzie popadnie, bo do brudnej kuwety się nie załatwi.
Koty potrafią też niszczyć tapety, meble.
Także to jest poważny powód do pretensji, moim zdaniem.

Autorze, puść ją, niech wraca do swoich rodziców. Niech ochłonie. Za jakiś czas wrócicie do tematu.

21 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-05 09:54:59)

Odp: Problemy pół roku po weselu...

zgadzam się co do kota, pozrywane i pozaciągane firanki, podrapane meble, jak wróci z dworu, a jest mokro to i błotko przyniesie.

Ja na Twoim miejscu bym się nie wyprowadziła. Ustaliliście coś na początku i należy się tego trzymać. Krzywda wielka na pewno jej się nie dzieje, musi szanować Twoich rodziców i zasady, jakie panują póki co w ICH domu.
Nie mieszkacie tam juz 10 lat i nie macie szans na wyprowadzkę, tylko to jest kwestia kilku miesięcy. Jak Twoja żona nie ma zajęcia, to niech znajdzie pracę na cały etat i nie będzie miała tyle czasu na myślenie o głupotach. Może też Twoim rodzicom przeszkadza, że nie pracuje i siedzi w domu, a może mało pomaga w obowiązkach domowych, skoro Ty musisz wrócić z pracy i sprzątać kupę jej kota. Bez przesady.

Jeżeli się uprze i wyprowadzi, to możesz pójść na kompromis, i w dni wolne od pracy, np. weekendy u niej nocować, ale resztę dni tygodnia, gdzie musisz dojeżdzac do pracy, zostań u swoich rodziców. Kobieta nie rozumie, że 120 km dziennie to sporo? Godzinę wcześniej trzeba wstać, wracasz też głodny godzinę później, niż wcześniej. Jeżeli tego nie rozumie i dba tylko o siebie, to i Ty zatroszcz się w pierwszej kolejności o siebie.

22

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Koty kotami, ja sama mam dwa i nie uważam, żeby to był jakiś straszny problem smile No, chyba że żona Autora faktycznie tej kuwety nie sprząta, o tym nie pomyślałam smile

Tak czy siak - mnie się wydaje, że całkowicie leży tu komunikacja - zarówno między Autorem i żoną, jak i żoną i jego rodzicami... Trudno ocenić po paru słowach, kto jest temu "bardziej winny", ale fakt jest bezsporny, że się nie dogadują. O kota można zwrócić uwagę... a z drugiej strony, jeśli faktycznie żona Autora nie ogarnia sprzątania po nim, to i jej tu wina...

23 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-07-05 10:12:19)

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Mateusz,
Żonka strzeliła focha i każe Ci wybierać „ja albo oni”. Taki szantażyk emocjonalny na początku małżeństwa. Jak jej odpowiesz pięknym za nadobne, to się zacietrzewi i kto wie, jak to się skończyłoby. Gdy pójdziesz za nią, to czekają Cię kolejne szantaże, które będziesz znosił coraz gorzej aż wreszcie żyłka Ci pęknie, powiesz lub zrobisz za dużo i kto wie, jak to się skończy.
Na Twoim miejscu powiedziałabym jej coś w stylu „Kochanie, przykro mi, że mieszkając wspólnie z moimi rodzicami nie czujesz się szczęśliwa i chcesz się wyprowadzić. Rozumiem to. Skoro uważasz, że lepsza będzie dla Ciebie przeprowadzka do rodziców, to nie będę Cię zmuszał do pozostania tutaj, ale sam nie mam zamiaru przenosić się z Tobą, ponieważ... (tutaj podajesz listę racjonalnych argumentów, które przytoczyłeś powyżej). Będę tu na Ciebie czekał i tęsknił za Tobą, ale czuję, że nie mam prawa dyyktować Tobie, co masz robić a czego nie powinnaś, bo szanuję Ciebie i Twoją decyzję.”
Po czy pozwalasz jej zrobić to, co ona chce.

24

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Ja znam wady swoich rodziców i wiem że są uparci, ale akurat z tym kotem to mieli racje, bo w całym domu śmierdziało, a rodzicom głupio było że ktoś z rodziny wpadnie na kawę a tam taki smród...
Moim zdaniem kot jest takim zwierzęciem, że jak zrobi do kuwety o 22 to trzeba wstać i mu to ogarnąć a nie czekać do rana.

Ona ma takie podejście, że teraz dorywczo dojeżdża dzień lub dwa w tygodniu do pracy 15 kilometrów, ja dojeżdżam 20 5-6 dni w tygodniu, to obliczyła że lepiej będzie jak ja będę sam robił prawie 50 w jedną stronę to i tak to lepiej wyjdzie bo ona do tej dorywczej będzie mieć znacznie bliżej i teoretycznie to spowoduje te same koszty dojazdu bo ona będzie mniej wydawać a ja więcej :-)

Widzę że w tej kwestii nie ma dyskusji, nie ma moich argumentów, odbijają się jak od ściany.

25

Odp: Problemy pół roku po weselu...
summerka88 napisał/a:

Mateusz,
Żonka strzeliła focha i każe Ci wybierać „ja albo oni”. Taki szantażyk emocjonalny na początku małżeństwa. Jak jej odpowiesz pięknym za nadobne, to się zacietrzewi i kto wie, jak to się skończyłoby. Gdy pójdziesz za nią, to czekają Cię kolejne szantaże, które będziesz znosił coraz gorzej aż wreszcie żyłka Ci pęknie, powiesz lub zrobisz za dużo i kto wie, jak to się skończy.
Na Twoim miejscu powiedziałabym jej coś w stylu „Kochanie, przykro mi, że mieszkając wspólnie z moimi rodzicami nie czujesz się szczęśliwa i chcesz się wyprowadzić. Rozumiem to. Skoro uważasz, że lepsza będzie dla Ciebie przeprowadzka do rodziców, to nie będę Cię zmuszał do pozostania tutaj, ale sam nie mam zamiaru przenosić się z Tobą, ponieważ... (tutaj podajesz listę racjonalnych argumentów, które przytoczyłeś powyżej). Będę tu na Ciebie czekał i tęsknił za Tobą, ale czuję, że nie mam prawa dyyktować Tobie, co masz robić a czego nie powinnaś, bo szanuję Ciebie i Twoją decyzję.”
Po czy pozwalasz jej zrobić to, co ona chce.

Obawiam się tego że później ja wyjdę na najgorszego że rozpada się małżeństwo niedługo po weselu.
Staram się jej tłumaczyć, że tuta mamy lepsze opcje, ale ona tego nie rozumie, albo nie chce rozumieć.
Aktualnie mamy odrobinę prywatności, a tam tego mieć nie będziemy, będziemy jak dzieci ze wspólną kuchnią bez decydowania...
Będę próbował jeszcze z nią rozmawiać, ale czarno to widzę.

26

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Mateusz,
Żonka strzeliła focha i każe Ci wybierać „ja albo oni”. Taki szantażyk emocjonalny na początku małżeństwa. Jak jej odpowiesz pięknym za nadobne, to się zacietrzewi i kto wie, jak to się skończyłoby. Gdy pójdziesz za nią, to czekają Cię kolejne szantaże, które będziesz znosił coraz gorzej aż wreszcie żyłka Ci pęknie, powiesz lub zrobisz za dużo i kto wie, jak to się skończy.
Na Twoim miejscu powiedziałabym jej coś w stylu „Kochanie, przykro mi, że mieszkając wspólnie z moimi rodzicami nie czujesz się szczęśliwa i chcesz się wyprowadzić. Rozumiem to. Skoro uważasz, że lepsza będzie dla Ciebie przeprowadzka do rodziców, to nie będę Cię zmuszał do pozostania tutaj, ale sam nie mam zamiaru przenosić się z Tobą, ponieważ... (tutaj podajesz listę racjonalnych argumentów, które przytoczyłeś powyżej). Będę tu na Ciebie czekał i tęsknił za Tobą, ale czuję, że nie mam prawa dyyktować Tobie, co masz robić a czego nie powinnaś, bo szanuję Ciebie i Twoją decyzję.”
Po czy pozwalasz jej zrobić to, co ona chce.

Obawiam się tego że później ja wyjdę na najgorszego że rozpada się małżeństwo niedługo po weselu.
Staram się jej tłumaczyć, że tuta mamy lepsze opcje, ale ona tego nie rozumie, albo nie chce rozumieć.
Aktualnie mamy odrobinę prywatności, a tam tego mieć nie będziemy, będziemy jak dzieci ze wspólną kuchnią bez decydowania...
Będę próbował jeszcze z nią rozmawiać, ale czarno to widzę.


Nie daj się wkręcić smile
Przecież to Twoja żona chce się wyprowadzić. Ty tylko nic na niej nie wyruszasz i szanujesz jej wybory.

27

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Jeżeli Twoi rodzice jej nie dręczą codziennie, nie każą przesiewać maku od grochu to masz żonę egoistkę.

Sama mieszkałam z teściami po ślubie. Było ciężko na początku, tęskniłam za rodzinnym domem, ale zaczęłam nowe WSPÓLNE życie z mężem. Do głowy, by mi nie przyszło, żeby stawiać w męża w takiej sytuacji. Mąż 4 miesiące po ślubie wyjechał w delegację, przez jakieś 4 miesiące wracał tylko na weekendy, a ja zostałam sama, bez znajomych i "starej" rodziny, do domu rodzinnego miałam też kawałek (50 km), więc więcej jak raz w tygodniu nie jeździłam.
Kobieta pracuje dwa dni w tygodniu, pozostały czas siedzi w domu. Daje 90 % szansy, że gdyby pracowała 5 dni w tygodniu i wracała po 8 godzinach, miała by o wiele mniej problemów z Twoimi rodzicami. Poza tym jak ona obliczyła, te Wasze koszty dojazdów? Zastanowiła się jak ta wyprowadzka wpłynie na Wasze małżeństwo? Bo to również zaprzepaści jakieś normalne relacje z teściami, ale to temat drugorzędny.

Co do kupy, my sprzątamy kuwetę raz dziennie, jak są pochłaniacze zapachu, to nie trzeba wyciągać od razu każdej kupy, no chyba, że naprawdę gruba akcja. No i zależy gdzie stoi kuweta, najlpiej jak w wentylowanym miejscu. Bo jak wstaliśmy kiedyś do łazienki, to rzeczywiście trzeba sprzątać po każdej wizycie kotka.

Odp: Problemy pół roku po weselu...
summerka88 napisał/a:

Na Twoim miejscu powiedziałabym jej coś w stylu „Kochanie, przykro mi, że mieszkając wspólnie z moimi rodzicami nie czujesz się szczęśliwa i chcesz się wyprowadzić. Rozumiem to. Skoro uważasz, że lepsza będzie dla Ciebie przeprowadzka do rodziców, to nie będę Cię zmuszał do pozostania tutaj, ale sam nie mam zamiaru przenosić się z Tobą, ponieważ... (tutaj podajesz listę racjonalnych argumentów, które przytoczyłeś powyżej). Będę tu na Ciebie czekał i tęsknił za Tobą, ale czuję, że nie mam prawa dyyktować Tobie, co masz robić a czego nie powinnaś, bo szanuję Ciebie i Twoją decyzję.”
Po czy pozwalasz jej zrobić to, co ona chce.

Mnie by to przekonało. Racjonalne podejście z szacunkiem do drugiej osoby. Ale uwaga, tylko racjonalna osoba, która szanuje drugiego człowieka to zrozumie.
Mateusz, Twoja żona wydaje się być rozkapryszoną dziewczynką, która tupie nóżkami, nie pozwól na takie traktowanie. Wejdzie Ci na głowę i dopiero będziesz miał problemy.

29 Ostatnio edytowany przez mateusz77 (2018-07-05 10:37:58)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:

Jeżeli Twoi rodzice jej nie dręczą codziennie, nie każą przesiewać maku od grochu to masz żonę egoistkę.

Sama mieszkałam z teściami po ślubie. Było ciężko na początku, tęskniłam za rodzinnym domem, ale zaczęłam nowe WSPÓLNE życie z mężem. Do głowy, by mi nie przyszło, żeby stawiać w męża w takiej sytuacji. Mąż 4 miesiące po ślubie wyjechał w delegację, przez jakieś 4 miesiące wracał tylko na weekendy, a ja zostałam sama, bez znajomych i "starej" rodziny, do domu rodzinnego miałam też kawałek (50 km), więc więcej jak raz w tygodniu nie jeździłam.
Kobieta pracuje dwa dni w tygodniu, pozostały czas siedzi w domu. Daje 90 % szansy, że gdyby pracowała 5 dni w tygodniu i wracała po 8 godzinach, miała by o wiele mniej problemów z Twoimi rodzicami. Poza tym jak ona obliczyła, te Wasze koszty dojazdów? Zastanowiła się jak ta wyprowadzka wpłynie na Wasze małżeństwo? Bo to również zaprzepaści jakieś normalne relacje z teściami, ale to temat drugorzędny.

Co do kupy, my sprzątamy kuwetę raz dziennie, jak są pochłaniacze zapachu, to nie trzeba wyciągać od razu każdej kupy, no chyba, że naprawdę gruba akcja. No i zależy gdzie stoi kuweta, najlpiej jak w wentylowanym miejscu. Bo jak wstaliśmy kiedyś do łazienki, to rzeczywiście trzeba sprzątać po każdej wizycie kotka.

Nikt jej nic nie każe robić, poza tymi awanturami nie ma żadnych problemów, moi rodzice nawet jej w drogę nie wchodzą, gdy ona sobie coś robi w kuchni to nikt jej nie przeszkadza...
Szczerze mówiąc to już sam powoli nie rozumiem tej sytuacji, ona mi mówi że się w tym domu denerwuje itd.
Ona to widzi w superlatywach wszystko, że tam będzie lepiej, fakt wygodniej, ale na pewno nie lepiej.
Wygodniej bo u mnie jest więcej pracy, jest piec węglowy a u nich gazowy, chociaż ani razu jeszcze w nim nie paliła bo robię to ja lub moja mama, zresztą potrafi to bo w kominku paliła, jest kawał podwórka i trzeba trawę skosić, w sumie raz przez pół roku skosiła, bo kosimy my (ja) i moja mam na zmianę.


Pokręcona Owieczka napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Na Twoim miejscu powiedziałabym jej coś w stylu „Kochanie, przykro mi, że mieszkając wspólnie z moimi rodzicami nie czujesz się szczęśliwa i chcesz się wyprowadzić. Rozumiem to. Skoro uważasz, że lepsza będzie dla Ciebie przeprowadzka do rodziców, to nie będę Cię zmuszał do pozostania tutaj, ale sam nie mam zamiaru przenosić się z Tobą, ponieważ... (tutaj podajesz listę racjonalnych argumentów, które przytoczyłeś powyżej). Będę tu na Ciebie czekał i tęsknił za Tobą, ale czuję, że nie mam prawa dyyktować Tobie, co masz robić a czego nie powinnaś, bo szanuję Ciebie i Twoją decyzję.”
Po czy pozwalasz jej zrobić to, co ona chce.

Mnie by to przekonało. Racjonalne podejście z szacunkiem do drugiej osoby. Ale uwaga, tylko racjonalna osoba, która szanuje drugiego człowieka to zrozumie.
Mateusz, Twoja żona wydaje się być rozkapryszoną dziewczynką, która tupie nóżkami, nie pozwól na takie traktowanie. Wejdzie Ci na głowę i dopiero będziesz miał problemy.

Tego się boje, że wyprowadzimy się tam, wiadomo że też po jakimś czasie nie będzie kolorowo, więcej ludzi w domu,  ja będę musiał wcześniej do pracy wstawać, wtedy ona będzie chcieć coś wynająć, a wynajem to wyrzucanie kasy w błoto jeśli się nie zarabia tyle żeby później coś wykupić, a ja niestety tyle nie zarabiam i tak będziemy wiecznie stać w miejscu.
Kocham ją i zależy mi na niej, ale niestety coraz częściej widzę że ona życia nie zna, myśli krótko do przodu...

Dziękuje wszystkim za rady, bo nie miałem z kim o tym pogadać, a już zastanawiałem się że to może ja mam nietrzeźwe podejście do życia. (Wiadomo rozmowy z rodziną nie są bezstronne zazwyczaj).

30

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Pokręcona Owieczka napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Na Twoim miejscu powiedziałabym jej coś w stylu „Kochanie, przykro mi, że mieszkając wspólnie z moimi rodzicami nie czujesz się szczęśliwa i chcesz się wyprowadzić. Rozumiem to. Skoro uważasz, że lepsza będzie dla Ciebie przeprowadzka do rodziców, to nie będę Cię zmuszał do pozostania tutaj, ale sam nie mam zamiaru przenosić się z Tobą, ponieważ... (tutaj podajesz listę racjonalnych argumentów, które przytoczyłeś powyżej). Będę tu na Ciebie czekał i tęsknił za Tobą, ale czuję, że nie mam prawa dyyktować Tobie, co masz robić a czego nie powinnaś, bo szanuję Ciebie i Twoją decyzję.”
Po czy pozwalasz jej zrobić to, co ona chce.

Mnie by to przekonało. Racjonalne podejście z szacunkiem do drugiej osoby. Ale uwaga, tylko racjonalna osoba, która szanuje drugiego człowieka to zrozumie.
Mateusz, Twoja żona wydaje się być rozkapryszoną dziewczynką, która tupie nóżkami, nie pozwól na takie traktowanie. Wejdzie Ci na głowę i dopiero będziesz miał problemy.

Niestety, ale Autor raczej woli się poświęcić, ustąpić. Stracić możliwość mieszkania "na swoim", ale żeby na zewnątrz wyglądali na szczęśliwe małżeństwo.

Tylko pamiętaj Mateuszu, mimo, że masz żonę, swoich rodziców należy szanować cały czas. A rodzice chcą Wam oddać dom. To nie jest ich obowiązek, tylko dobra wola.  Ludzie przez 30 lat spłacają kredyty z połowy, albo z całej swojej pensji, aby mieć 50 m kwadratowych, albo pchają w kieszeń właścicielom i wynajmują. Wy macie mieć swój kąt za kilka miesięcy, bez zobowiązań kredytowych. Jak można tego nie docenić i w priorytetach stawiać fochy żony?

31

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Na Twoim miejscu powiedziałabym jej coś w stylu „Kochanie, przykro mi, że mieszkając wspólnie z moimi rodzicami nie czujesz się szczęśliwa i chcesz się wyprowadzić. Rozumiem to. Skoro uważasz, że lepsza będzie dla Ciebie przeprowadzka do rodziców, to nie będę Cię zmuszał do pozostania tutaj, ale sam nie mam zamiaru przenosić się z Tobą, ponieważ... (tutaj podajesz listę racjonalnych argumentów, które przytoczyłeś powyżej). Będę tu na Ciebie czekał i tęsknił za Tobą, ale czuję, że nie mam prawa dyyktować Tobie, co masz robić a czego nie powinnaś, bo szanuję Ciebie i Twoją decyzję.”
Po czy pozwalasz jej zrobić to, co ona chce.

Mnie by to przekonało. Racjonalne podejście z szacunkiem do drugiej osoby. Ale uwaga, tylko racjonalna osoba, która szanuje drugiego człowieka to zrozumie.
Mateusz, Twoja żona wydaje się być rozkapryszoną dziewczynką, która tupie nóżkami, nie pozwól na takie traktowanie. Wejdzie Ci na głowę i dopiero będziesz miał problemy.

Niestety, ale Autor raczej woli się poświęcić, ustąpić. Stracić możliwość mieszkania "na swoim", ale żeby na zewnątrz wyglądali na szczęśliwe małżeństwo.

Tylko pamiętaj Mateuszu, mimo, że masz żonę, swoich rodziców należy szanować cały czas. A rodzice chcą Wam oddać dom. To nie jest ich obowiązek, tylko dobra wola.  Ludzie przez 30 lat spłacają kredyty z połowy, albo z całej swojej pensji, aby mieć 50 m kwadratowych, albo pchają w kieszeń właścicielom i wynajmują. Wy macie mieć swój kąt za kilka miesięcy, bez zobowiązań kredytowych. Jak można tego nie docenić i w priorytetach stawiać fochy żony?

Ja to doceniam i jej tłumaczę, ale ona zbytnio tego nie rozumiem.
Nawet jej proponowałem, żebyśmy pożyczyli trochę pieniędzy moim rodzicom dzięki czemu może udałoby się szybciej ukończyć ten remont drugiego domu, ale też nie chce tak.
Widzę że ona ma do nich teraz ogromny uraz tylko nie wiem o co, cały czas mi powtarza że ją denerwuje ich obecność, że nawet jak pójdą do drugiego domu to będą blisko...
Nie rozumiem tego.

32

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

Jeżeli Twoi rodzice jej nie dręczą codziennie, nie każą przesiewać maku od grochu to masz żonę egoistkę.

Sama mieszkałam z teściami po ślubie. Było ciężko na początku, tęskniłam za rodzinnym domem, ale zaczęłam nowe WSPÓLNE życie z mężem. Do głowy, by mi nie przyszło, żeby stawiać w męża w takiej sytuacji. Mąż 4 miesiące po ślubie wyjechał w delegację, przez jakieś 4 miesiące wracał tylko na weekendy, a ja zostałam sama, bez znajomych i "starej" rodziny, do domu rodzinnego miałam też kawałek (50 km), więc więcej jak raz w tygodniu nie jeździłam.
Kobieta pracuje dwa dni w tygodniu, pozostały czas siedzi w domu. Daje 90 % szansy, że gdyby pracowała 5 dni w tygodniu i wracała po 8 godzinach, miała by o wiele mniej problemów z Twoimi rodzicami. Poza tym jak ona obliczyła, te Wasze koszty dojazdów? Zastanowiła się jak ta wyprowadzka wpłynie na Wasze małżeństwo? Bo to również zaprzepaści jakieś normalne relacje z teściami, ale to temat drugorzędny.

Co do kupy, my sprzątamy kuwetę raz dziennie, jak są pochłaniacze zapachu, to nie trzeba wyciągać od razu każdej kupy, no chyba, że naprawdę gruba akcja. No i zależy gdzie stoi kuweta, najlpiej jak w wentylowanym miejscu. Bo jak wstaliśmy kiedyś do łazienki, to rzeczywiście trzeba sprzątać po każdej wizycie kotka.

Nikt jej nic nie każe robić, poza tymi awanturami nie ma żadnych problemów, moi rodzice nawet jej w drogę nie wchodzą, gdy ona sobie coś robi w kuchni to nikt jej nie przeszkadza...
Szczerze mówiąc to już sam powoli nie rozumiem tej sytuacji, ona mi mówi że się w tym domu denerwuje itd.
Ona to widzi w superlatywach wszystko, że tam będzie lepiej, fakt wygodniej, ale na pewno nie lepiej.
Wygodniej bo u mnie jest więcej pracy, jest piec węglowy a u nich gazowy, chociaż ani razu jeszcze w nim nie paliła bo robię to ja lub moja mama, zresztą potrafi to bo w kominku paliła, jest kawał podwórka i trzeba trawę skosić, w sumie raz przez pół roku skosiła, bo kosimy my (ja) i moja mam na zmianę.

I to są obowiązki? Skoro ma 5 dni wolnych w tygodniu, a Ty dwa lub jeden to sama powinna latać z kosiarką, jak Ty jesteś w pracy.
To jak ona będzie później dbała o ten dom, jak zostaniecie sami? Od razu mi się wydawało, że masz żonę księżniczkę i leniuszka. Pewnie w domu rodzinnym nie miała obowiązków. Jedzonko podane,w  domu ciepło. To nic, że zero prywatności, rodzina za ścianą, ale nic nie trzeba robić. Żyć, nie umierać. Tylko będziecie chcieli powiększyć rodzinę i co wtedy? Wrócicie spod kulonymi ogonami do Twoich rodziców, czy władujecie się  w kredyt? Tylko na kredyt trzeba pracować, raczej 2 dni w  tygodniu nie starczą.

33 Ostatnio edytowany przez mateusz77 (2018-07-05 10:49:53)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:
mateusz77 napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

Jeżeli Twoi rodzice jej nie dręczą codziennie, nie każą przesiewać maku od grochu to masz żonę egoistkę.

Sama mieszkałam z teściami po ślubie. Było ciężko na początku, tęskniłam za rodzinnym domem, ale zaczęłam nowe WSPÓLNE życie z mężem. Do głowy, by mi nie przyszło, żeby stawiać w męża w takiej sytuacji. Mąż 4 miesiące po ślubie wyjechał w delegację, przez jakieś 4 miesiące wracał tylko na weekendy, a ja zostałam sama, bez znajomych i "starej" rodziny, do domu rodzinnego miałam też kawałek (50 km), więc więcej jak raz w tygodniu nie jeździłam.
Kobieta pracuje dwa dni w tygodniu, pozostały czas siedzi w domu. Daje 90 % szansy, że gdyby pracowała 5 dni w tygodniu i wracała po 8 godzinach, miała by o wiele mniej problemów z Twoimi rodzicami. Poza tym jak ona obliczyła, te Wasze koszty dojazdów? Zastanowiła się jak ta wyprowadzka wpłynie na Wasze małżeństwo? Bo to również zaprzepaści jakieś normalne relacje z teściami, ale to temat drugorzędny.

Co do kupy, my sprzątamy kuwetę raz dziennie, jak są pochłaniacze zapachu, to nie trzeba wyciągać od razu każdej kupy, no chyba, że naprawdę gruba akcja. No i zależy gdzie stoi kuweta, najlpiej jak w wentylowanym miejscu. Bo jak wstaliśmy kiedyś do łazienki, to rzeczywiście trzeba sprzątać po każdej wizycie kotka.

Nikt jej nic nie każe robić, poza tymi awanturami nie ma żadnych problemów, moi rodzice nawet jej w drogę nie wchodzą, gdy ona sobie coś robi w kuchni to nikt jej nie przeszkadza...
Szczerze mówiąc to już sam powoli nie rozumiem tej sytuacji, ona mi mówi że się w tym domu denerwuje itd.
Ona to widzi w superlatywach wszystko, że tam będzie lepiej, fakt wygodniej, ale na pewno nie lepiej.
Wygodniej bo u mnie jest więcej pracy, jest piec węglowy a u nich gazowy, chociaż ani razu jeszcze w nim nie paliła bo robię to ja lub moja mama, zresztą potrafi to bo w kominku paliła, jest kawał podwórka i trzeba trawę skosić, w sumie raz przez pół roku skosiła, bo kosimy my (ja) i moja mam na zmianę.

I to są obowiązki? Skoro ma 5 dni wolnych w tygodniu, a Ty dwa lub jeden to sama powinna latać z kosiarką, jak Ty jesteś w pracy.
To jak ona będzie później dbała o ten dom, jak zostaniecie sami? Od razu mi się wydawało, że masz żonę księżniczkę i leniuszka. Pewnie w domu rodzinnym nie miała obowiązków. Jedzonko podane,w  domu ciepło. To nic, że zero prywatności, rodzina za ścianą, ale nic nie trzeba robić. Żyć, nie umierać. Tylko będziecie chcieli powiększyć rodzinę i co wtedy? Wrócicie spod kulonymi ogonami do Twoich rodziców, czy władujecie się  w kredyt? Tylko na kredyt trzeba pracować, raczej 2 dni w  tygodniu nie starczą.

No niestety u siebie w domu miała o wiele mniej obowiązków niż u mnie może być.
Mam przeczucie że ona właśnie chce iść w kredyt lub wynajem mieszkania w bloku.
Tłumaczę jej że u mnie nie jest źle, moi rodzice kładą się spać o 20 (tak przyzwyczajeni), sypialnie mają na parterze a my mamy łazienkę i sypialnie na poddaszu, jedynie do kuchni i salonu schodzimy po schodach w dół, jednak to i tak plus bo miedzy kuchnią a sypialnią rodziców jest jeszcze jednej pokój i kawałek korytarza, także nawet w majtkach można sobie zejść wieczorem swobodnie bo na 99,9% nikt do kuchni nie pójdzie.
Będe się starał jeszcze z nią rozmawiać racjonalnie i spokojnie bo jestem wybuchowym człowiekiem i już kilka razy się o to zdenerwowałem, ale nie mogę wytrzymać gdy żaden mój racjonalny argument nie dociera.

Staram się ją odciążać, w soboty jak jestem w domu to koszę trawę a ona robi obiad, tak żeby te większe pracy nie zostawały na tydzień i żeby po pracy było spokojniej.
A że jestem takim człowiekiem że lubię sobie np. podłubać w samochodzie, żeby wszystko było sprawne bez oddawania do mechanika to ona stwierdza że mamy dla siebie mało czasu i że u niej będziemy mieć więcej... No i tak będzie bo tam nawet nie będe miał na to miejsca chyba że na poboczu przy głównej drodze bo podjazd mają 5x5 metrów i już dwa samochody tam stoją jej rodziców i jej brata.

34

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Jeżeli przedstawiać logiczne argumenty, a przedstawiasz, to jest problem z osobą, do której one nie docierają.

No, cóż życzę powodzenia wink

35 Ostatnio edytowany przez mateusz77 (2018-07-05 10:57:40)

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Jak próbuje z nią rozmawiać argumentami to ona ich nie ma tak naprawdę, jedynie to takie:
*będzie spokojniej,
*denerwuje się w tym domu,
*nie mogę patrzeć na Twoich rodziców,
*u moich będziemy mieć lepiej nawet nie będziemy musieli dokładać się do części rachunków.
I tak w koło...

Mówi mi że ten dom nie jest wart tych nerwów które ona miała, chociaż moim zdaniem nie było powodu do takiego zdenerwowania bo sama sobie tworzyła problemy z tym kotem...
A też się nie dziwię moim rodzicom bo całe życie pracowali na to a teraz zobaczyli że ktoś tego nie szanuje, tylko się niszczy.


Lady Siggy napisał/a:

Jeżeli przedstawiać logiczne argumenty, a przedstawiasz, to jest problem z osobą, do której one nie docierają.

No, cóż życzę powodzenia wink

Masz rację, coraz częściej myślę, że tan ślub to był błąd, ale przed weselem było inaczej, nawet podejście jej widzę że się zmieniło.

36

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:

Jak próbuje z nią rozmawiać argumentami to ona ich nie ma tak naprawdę, jedynie to takie:
*będzie spokojniej,
*denerwuje się w tym domu,
*nie mogę patrzeć na Twoich rodziców,
*u moich będziemy mieć lepiej nawet nie będziemy musieli dokładać się do części rachunków.
I tak w koło...


Nigdy bym nie powiedziała mężowi, że nie mogę patrzeć na jego rodziców. Brak szacunku, również do Ciebie, brak kultury, brak wszystkiego.
Kieruje się SWOJĄ  wygodą, ale to już było jasne wcześniej, skoro nie przeszkadza jej, że do pracy będziesz miał 60 km. Tylko nie myśli co będzie dalej. Czy Wasze życie nadal będzie spokojne, jak będziecie spłacać kredyt? Czy zamierza, mieszkać z dziećmi i swoją rodziną w jednym pokoju cały czas?

Naprawdę chodzenie w majtkach po domu,jeżeli sytuacja mieszkaniowa jest przejściowa to nie jest tak istotna. Chyba można i w koszuli nocnej zejść jak dopadnie nocy głód. To wszystko świadczy, jakie ma dobre warunki, a których nie umie docenić. Bądź mądrzejszy.

37 Ostatnio edytowany przez mateusz77 (2018-07-05 11:07:58)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:
mateusz77 napisał/a:

Jak próbuje z nią rozmawiać argumentami to ona ich nie ma tak naprawdę, jedynie to takie:
*będzie spokojniej,
*denerwuje się w tym domu,
*nie mogę patrzeć na Twoich rodziców,
*u moich będziemy mieć lepiej nawet nie będziemy musieli dokładać się do części rachunków.
I tak w koło...


Nigdy bym nie powiedziała mężowi, że nie mogę patrzeć na jego rodziców. Brak szacunku, również do Ciebie, brak kultury, brak wszystkiego.
Kieruje się SWOJĄ  wygodą, ale to już było jasne wcześniej, skoro nie przeszkadza jej, że do pracy będziesz miał 60 km. Tylko nie myśli co będzie dalej. Czy Wasze życie nadal będzie spokojne, jak będziecie spłacać kredyt? Czy zamierza, mieszkać z dziećmi i swoją rodziną w jednym pokoju cały czas?

Naprawdę chodzenie w majtkach po domu,jeżeli sytuacja mieszkaniowa jest przejściowa to nie jest tak istotna. Chyba można i w koszuli nocnej zejść jak dopadnie nocy głód. To wszystko świadczy, jakie ma dobre warunki, a których nie umie docenić. Bądź mądrzejszy.

Dokładnie te same pytania jej zadaje co dalej, ale poza "będzie dobrze" "poradzimy sobie" nie potrafi podać mi konkretnych rozwiązań.
Mówię jej że wynajem to wyrzucanie kasy w błoto, że do tego będziemy musieli oboje pracować a jak coś się złego stanie i jedno straci pracę to zostaniemy bez mieszkania i pieniędzy bo wydamy na wynajem i nic prawie nie odłożymy.
Mówię jej że będziemy się gnieść w jednym pokoju i że u niej też w końcu konflikty będą to też mało to widzi.
Ciężka sprawa, bardzo uparta jest.

Wprost mi powiedziała że ona nie chce już tego domu że nie może patrzeć na moich rodziców bo jak ich widzi to się denerwuje, jak zapytałem dlaczego to nie potrafi mi dokładnie powiedzieć.

Postaram się jeszcze z nią porozmawiać spokojnie i racjonalnie, ale widzę że ciężko to idzie, bo ja mam sensowny argument a ona błahą odpowiedź i to taka rozmowa.

38

Odp: Problemy pół roku po weselu...
summerka88 napisał/a:

Mateusz,
Żonka strzeliła focha i każe Ci wybierać „ja albo oni”. Taki szantażyk emocjonalny na początku małżeństwa. Jak jej odpowiesz pięknym za nadobne, to się zacietrzewi i kto wie, jak to się skończyłoby. Gdy pójdziesz za nią, to czekają Cię kolejne szantaże, które będziesz znosił coraz gorzej aż wreszcie żyłka Ci pęknie, powiesz lub zrobisz za dużo i kto wie, jak to się skończy.
Na Twoim miejscu powiedziałabym jej coś w stylu „Kochanie, przykro mi, że mieszkając wspólnie z moimi rodzicami nie czujesz się szczęśliwa i chcesz się wyprowadzić. Rozumiem to. Skoro uważasz, że lepsza będzie dla Ciebie przeprowadzka do rodziców, to nie będę Cię zmuszał do pozostania tutaj, ale sam nie mam zamiaru przenosić się z Tobą, ponieważ... (tutaj podajesz listę racjonalnych argumentów, które przytoczyłeś powyżej). Będę tu na Ciebie czekał i tęsknił za Tobą, ale czuję, że nie mam prawa dyyktować Tobie, co masz robić a czego nie powinnaś, bo szanuję Ciebie i Twoją decyzję.”
Po czy pozwalasz jej zrobić to, co ona chce.


skoro racjonalne argumenty do niej nie trafiają, zostaje Ci posłuchac się summerka88 ;D

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Mateusz, zapytaj się żony jak ona widzi Waszą przyszłość. Bo coś mi się wydaje, że ona chce się ewakuować z Waszego małżeństwa.

40

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Mateusz, zapytaj się żony jak ona widzi Waszą przyszłość. Bo coś mi się wydaje, że ona chce się ewakuować z Waszego małżeństwa.

Ona to widzi w tak kolorowych barwach że pomieszkamy trochę z jej rodzicami, weźmiemy kredyt i coś sobie kupimy... Szkoda że tylko w kolorowych barwach to widzi, że będzie pracować i w ogóle że super będzie.

41

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Już widzę, jak oddaje swoją wypłatę na ratę, skoro teraz kombinuje jak zrobic, zeby rachunkow nie płacić

42 Ostatnio edytowany przez mateusz77 (2018-07-05 14:00:42)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:

Już widzę, jak oddaje swoją wypłatę na ratę, skoro teraz kombinuje jak zrobic, zeby rachunkow nie płacić

Ona widzi wszystko ale tylko w kolorowych barwach... Że będzie super i bez problemów.
Szkoda tylko że tak rzadko jest.

Już sił do tego nie mam, żadne słowa i rozmowy nie pomagają, ona nie chce i już, niby moi rodzice sprawili jej przykrość, czuje się z tym źle, nienawidzi ich i nie będzie mieszkać w tym domu.

43

Odp: Problemy pół roku po weselu...

A jak długo Wy w ogóle się znaliście, zanim wzięliście ten ślub? Zamieszkaliście razem dopiero po ślubie, dobrze zrozumiałam?

44

Odp: Problemy pół roku po weselu...
santapietruszka napisał/a:

A jak długo Wy w ogóle się znaliście, zanim wzięliście ten ślub? Zamieszkaliście razem dopiero po ślubie, dobrze zrozumiałam?

Tak zamieszkaliśmy razem dopiero po ślubie.
Znaliśmy się 4 lata przed ślubem wszystko było ok, inne ustalenia i wszystko a teraz w ciągu "chwili" diametralna zmiana.
Ona sobie chyba nie zdaje sprawy że jak się wyprowadzi a ja zostanę to to będzie związek na odległość... Aż sobie tego nie potrafię wyobrazić.

45 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-05 14:11:56)

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Możesz również zaproponować kompromis polegający na tym, że wyprowadzicie się, ale dopiero na swoje. Niech znajdzie najpierw pracę, zdobędziecie zdolność kredytową i postaracie się o kredyt. Ciekawe, co ona na to wtedy? Bo teraz Ty bedziesz dojezdzał kawał drogi do pracy, a ona będzie sobie siedziała w domku i się obijała, bez stresu, że teściowa patrzy, jak jej syn musi po pracy po jej kocie posprzątać. A do tego skłóci Cię z rodzicami.

I w jakim jesteście wieku? Bo myślenie ma bardzo niedojrzałe.

46 Ostatnio edytowany przez mateusz77 (2018-07-05 14:39:58)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:

Możesz również zaproponować kompromis polegający na tym, że wyprowadzicie się, ale dopiero na swoje. Niech znajdzie najpierw pracę, zdobędziecie zdolność kredytową i postaracie się o kredyt. Ciekawe, co ona na to wtedy? Bo teraz Ty bedziesz dojezdzał kawał drogi do pracy, a ona będzie sobie siedziała w domku i się obijała, bez stresu, że teściowa patrzy, jak jej syn musi po pracy po jej kocie posprzątać. A do tego skłóci Cię z rodzicami.

I w jakim jesteście wieku? Bo myślenie ma bardzo niedojrzałe.

Ja mam 27 a ona 23 lata.
Próbuje to proponować, ale ona i tak zaparte idzie w to że możemy poczekać na to ale u niej w domu.
A jak znajduje jakieś mieszkanie pod wynajem to takie że za pół roku braknie na utrzymanie się...
Cały czas pod górkę, staram się tłumaczyć mówić o przyszłości to ona wtedy mówi że nie muszę z nią iść teraz, ale nie wiem jak to sobie wyobraża, po weselu na odległość, rozumiem z powodu pracy np. za granicą a nie z powodu błahostek.

47

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Moim zdaniem ona po prostu nie chce być z Tobą. Szuka rozpaczliwie powodu, by odejść.

48

Odp: Problemy pół roku po weselu...

No i dalej  nic nie ustaliłem, kolejne rozmowy i moje argumenty jak o ścianę.
W sumie to teraz tylko płacz jest, żebyśmy się wyprowadzili do jej rodziców.

49

Odp: Problemy pół roku po weselu...

oo etap płaczu.W sumie nie musisz wysłuchiwać tych idiotycznych argumentów, które podawała Ci wcześniej.

Oprócz płaczu robi coś np. w kwestii znalezienia pracy?

50

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Nie robi i nie zrobi.
Nie myśli racjonalnie, jest niedojrzała.

Współczuję, aczkolwiek nie chce mi się wierzyć, że dopiero się problemy zaczęły po ślubie.

51

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Na pewno jej zachowanie było takie samo, tylko Autor ustępował we wszystkim, w imię dobra ich związku i teraz zbiera żniwo tego.

52

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:

oo etap płaczu.W sumie nie musisz wysłuchiwać tych idiotycznych argumentów, które podawała Ci wcześniej.

Oprócz płaczu robi coś np. w kwestii znalezienia pracy?

Tak planuje szukać stałej pracy, ale dopiero od września bo wtedy będzie mieć jakiś dyplom z uczelni.

Cyngli napisał/a:

Nie robi i nie zrobi.
Nie myśli racjonalnie, jest niedojrzała.

Współczuję, aczkolwiek nie chce mi się wierzyć, że dopiero się problemy zaczęły po ślubie.

Były wcześniej sprzeczki ale często ustępowała, a teraz idzie w zaparte i żaden argument nie pomaga.
Dla niej "łatwo" jest zamieszkać w jednym pokoju u jej rodziców, pomieszkać rok dwa, wziąć kredyt i kupić mieszkanie w bloku, nie widzi wad, zagrożeń, ewentualnych problemów.

53

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:

No i dalej  nic nie ustaliłem, kolejne rozmowy i moje argumenty jak o ścianę.
W sumie to teraz tylko płacz jest, żebyśmy się wyprowadzili do jej rodziców.

Chyba trollujesz.
Nie wierzę, że tak się dajesz wodzić za nos, manipulować i szantażować. Czy Ty aby na pewno jesteś facetem?

54

Odp: Problemy pół roku po weselu...
summerka88 napisał/a:
mateusz77 napisał/a:

No i dalej  nic nie ustaliłem, kolejne rozmowy i moje argumenty jak o ścianę.
W sumie to teraz tylko płacz jest, żebyśmy się wyprowadzili do jej rodziców.

Chyba trollujesz.
Nie wierzę, że tak się dajesz wodzić za nos, manipulować i szantażować. Czy Ty aby na pewno jesteś facetem?


to uwierz, bo taki sytuacje się zdarzają. Rozkapryszona księżniczka, w zasadzie bez pracy, nie chce siedzieć z teściową w jednym domu, bo pewnie jej głupio, że nic nie robi całe dnie. Więc chce wrócić do domu rodzinnego, gdzie nie ma żadnych obowiązków, ale i żadnych perspektyw. Nie ma żadnych racjonalnych argumentów, bo się nie przyzna do powyższego. Więc teraz będą histerie.
Natomiast Autor jest z mężczyzn, którzy pewnie zawsze ustępowali i teraz ma problem.

55 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-07-06 10:53:18)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:
summerka88 napisał/a:
mateusz77 napisał/a:

No i dalej  nic nie ustaliłem, kolejne rozmowy i moje argumenty jak o ścianę.
W sumie to teraz tylko płacz jest, żebyśmy się wyprowadzili do jej rodziców.

Chyba trollujesz.
Nie wierzę, że tak się dajesz wodzić za nos, manipulować i szantażować. Czy Ty aby na pewno jesteś facetem?


to uwierz, bo taki sytuacje się zdarzają. Rozkapryszona księżniczka, w zasadzie bez pracy, nie chce siedzieć z teściową w jednym domu, bo pewnie jej głupio, że nic nie robi całe dnie. Więc chce wrócić do domu rodzinnego, gdzie nie ma żadnych obowiązków, ale i żadnych perspektyw. Nie ma żadnych racjonalnych argumentów, bo się nie przyzna do powyższego. Więc teraz będą histerie.
Natomiast Autor jest z mężczyzn, którzy pewnie zawsze ustępowali i teraz ma problem.

To musi zrozumieć, że NIE ona jest jego problemem, bo ona jest jaka jest, ale on sam utrudnia sobie życie. Jak pojął za żonę rozkapryszonego dzieciaka (bo księźniczka to mi się kojarzy jednak z pewnym wyrafinowaniem, którego tu nie ma za grosz big_smile), to niech teraz jej nie wychowuje, tylko tańczy, jak mu gra, bo od wychowywania, to są rodzice, a nie partner. On może tylko się zająć sobą i przemyśleć, po co mu właściwie takiego pokroju kobieta przy boku.

56 Ostatnio edytowany przez mateusz77 (2018-07-06 11:00:24)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
summerka88 napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Chyba trollujesz.
Nie wierzę, że tak się dajesz wodzić za nos, manipulować i szantażować. Czy Ty aby na pewno jesteś facetem?


to uwierz, bo taki sytuacje się zdarzają. Rozkapryszona księżniczka, w zasadzie bez pracy, nie chce siedzieć z teściową w jednym domu, bo pewnie jej głupio, że nic nie robi całe dnie. Więc chce wrócić do domu rodzinnego, gdzie nie ma żadnych obowiązków, ale i żadnych perspektyw. Nie ma żadnych racjonalnych argumentów, bo się nie przyzna do powyższego. Więc teraz będą histerie.
Natomiast Autor jest z mężczyzn, którzy pewnie zawsze ustępowali i teraz ma problem.

To musi zrozumieć, że NIE ona jest jego problemem, bo ona jest jaka jest, ale on sam utrudnia sobie życie. Jak pojął za żonę rozkapryszonego dzieciaka (bo księźniczka to mi się kojarzy jednak z pewnym wyrafinowaniem, którego tu nie ma za grosz big_smile), to niech teraz jej nie wychowuje, tylko tańczy, jak mu gra, bo od wychowywania, to są rodzice, a nie partner. On może tylko się zająć sobą i przemyśleć, po co mu właściwie takiego pokroju kobieta przy boku.

Właśnie powoli zaczynam o tym myśleć...

Lady Siggy napisał/a:
summerka88 napisał/a:
mateusz77 napisał/a:

No i dalej  nic nie ustaliłem, kolejne rozmowy i moje argumenty jak o ścianę.
W sumie to teraz tylko płacz jest, żebyśmy się wyprowadzili do jej rodziców.

Chyba trollujesz.
Nie wierzę, że tak się dajesz wodzić za nos, manipulować i szantażować. Czy Ty aby na pewno jesteś facetem?


to uwierz, bo taki sytuacje się zdarzają. Rozkapryszona księżniczka, w zasadzie bez pracy, nie chce siedzieć z teściową w jednym domu, bo pewnie jej głupio, że nic nie robi całe dnie. Więc chce wrócić do domu rodzinnego, gdzie nie ma żadnych obowiązków, ale i żadnych perspektyw. Nie ma żadnych racjonalnych argumentów, bo się nie przyzna do powyższego. Więc teraz będą histerie.
Natomiast Autor jest z mężczyzn, którzy pewnie zawsze ustępowali i teraz ma problem.

Też zaczynam tak to odbierać, ona chce i już, a argumenty jak o ścianę, wydaje jej się że wszystko będzie super czyli później praca, kredyt i w ogóle życie to bajka...
Ja już nie wiem co ją tak u mnie w domu męczy i dręczy, jeszcze jakbym to widział że ktoś jej zwraca uwagę lub dogaduje to bym zrozumiał, ale tego nie ma, poza tymi sytuacjami o których pisałem.

summerka88 napisał/a:
mateusz77 napisał/a:

No i dalej  nic nie ustaliłem, kolejne rozmowy i moje argumenty jak o ścianę.
W sumie to teraz tylko płacz jest, żebyśmy się wyprowadzili do jej rodziców.

Chyba trollujesz.
Nie wierzę, że tak się dajesz wodzić za nos, manipulować i szantażować. Czy Ty aby na pewno jesteś facetem?

Nie trolluję, nie chce żeby później było na mnie że związek rozpadł się pół roku po ślubie bo nie zrobiłem dla niej jednej rzeczy.
Tylko i wyłącznie dlatego biorę pod uwagę wyprowadzkę z nią, chociaż nie chce tego.
Widzę że ona była "chowana pod kloszem", bo twierdzi że u niej w domu to nigdy awantury nie było...

57 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-07-06 11:10:46)

Odp: Problemy pół roku po weselu...
mateusz77 napisał/a:
summerka88 napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

to uwierz, bo taki sytuacje się zdarzają. Rozkapryszona księżniczka, w zasadzie bez pracy, nie chce siedzieć z teściową w jednym domu, bo pewnie jej głupio, że nic nie robi całe dnie. Więc chce wrócić do domu rodzinnego, gdzie nie ma żadnych obowiązków, ale i żadnych perspektyw. Nie ma żadnych racjonalnych argumentów, bo się nie przyzna do powyższego. Więc teraz będą histerie.
Natomiast Autor jest z mężczyzn, którzy pewnie zawsze ustępowali i teraz ma problem.

To musi zrozumieć, że NIE ona jest jego problemem, bo ona jest jaka jest, ale on sam utrudnia sobie życie. Jak pojął za żonę rozkapryszonego dzieciaka (bo księźniczka to mi się kojarzy jednak z pewnym wyrafinowaniem, którego tu nie ma za grosz big_smile), to niech teraz jej nie wychowuje, tylko tańczy, jak mu gra, bo od wychowywania, to są rodzice, a nie partner. On może tylko się zająć sobą i przemyśleć, po co mu właściwie takiego pokroju kobieta przy boku.

Właśnie powoli zaczynam o tym myśleć...

Lady Siggy napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Chyba trollujesz.
Nie wierzę, że tak się dajesz wodzić za nos, manipulować i szantażować. Czy Ty aby na pewno jesteś facetem?


to uwierz, bo taki sytuacje się zdarzają. Rozkapryszona księżniczka, w zasadzie bez pracy, nie chce siedzieć z teściową w jednym domu, bo pewnie jej głupio, że nic nie robi całe dnie. Więc chce wrócić do domu rodzinnego, gdzie nie ma żadnych obowiązków, ale i żadnych perspektyw. Nie ma żadnych racjonalnych argumentów, bo się nie przyzna do powyższego. Więc teraz będą histerie.
Natomiast Autor jest z mężczyzn, którzy pewnie zawsze ustępowali i teraz ma problem.

Też zaczynam tak to odbierać, ona chce i już, a argumenty jak o ścianę, wydaje jej się że wszystko będzie super czyli później praca, kredyt i w ogóle życie to bajka...
Ja już nie wiem co ją tak u mnie w domu męczy i dręczy, jeszcze jakbym to widział że ktoś jej zwraca uwagę lub dogaduje to bym zrozumiał, ale tego nie ma, poza tymi sytuacjami o których pisałem.

summerka88 napisał/a:
mateusz77 napisał/a:

No i dalej  nic nie ustaliłem, kolejne rozmowy i moje argumenty jak o ścianę.
W sumie to teraz tylko płacz jest, żebyśmy się wyprowadzili do jej rodziców.

Chyba trollujesz.
Nie wierzę, że tak się dajesz wodzić za nos, manipulować i szantażować. Czy Ty aby na pewno jesteś facetem?

Nie trolluję, nie chce żeby później było na mnie że związek rozpadł się pół roku po ślubie bo nie zrobiłem dla niej jednej rzeczy.
Tylko i wyłącznie dlatego biorę pod uwagę wyprowadzkę z nią, chociaż nie chce tego.
Widzę że ona była "chowana pod kloszem", bo twierdzi że u niej w domu to nigdy awantury nie było...


Już Ci pisałam, żebyś się wziął w garść i zaczął antycypować, jakie życie czeka Cię z kobietą, która płacze, żeby wymusić spełnianie jej zachcianek. To jak tupanie nóźką w sklepie przez dziecko, które nie chce odejść bez zabawki, czy słodycza. Jeśli się ugniesz, to wzmocnisz działanie tupania i masz jak w banku, że podobne zachowania powyórzą się w przyszłości. Albo możesz spokojnie, traktując swoją żonę po partnersku wyjaśnić jej, dlaczego nie możesz/nie chcesz zgodzić się na jej widzi-mi-się, trzymać się tego i pozwolić jej wybrać.
Ona jest dorosłym człowiekiem, odpowiada za swoje wybory i decyzje, a Ty za swoje. Ale z jakiegoś piwodu Ty uważasz, że na Tobie spoczywa odpowiedzialność za to, co ona zrobi.
Pewnie już wiesz a przynajmniej czujesz, że wybrałeś sobie na żonę kobietę niedojrzałą, skoncentrowaną na sobie egocentryczkę, dla której będziesz musuał być tatusiem, spełniającym jej zachcianki zamiast partnerem. Twój wybór, co zrobisz z tym dalej.

58

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Jak ustąpisz jej teraz, to pozniej bedziesz musiał za kazdym razem. W nastepnej kolejnosci stwierdzi ze nie oplaca sir jej isc do pracy, pozniej ze trzeba wziac kredyt na mieszkanie, pozniej ze musisz wiecej pracowac na ten kredyt, a na samym koncu pusci Cie kantem bo nie bedziesz mial dla niej czasu, no i pewnie jeszcze doda ze jestes miękką fają bo na wszystko sie godzisz i nie umiesz postawic na swoim. Powodzenia przy rozwodzie

59

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Moim zdaniem oboje mieliście masę hurraoptymizmu biorąc ślub,  a kompletnie nie zadając sobie trudu dogłębnym poznaniem wzajemnie swoich charakterów i preferencji co do życia. 
Bardzo podobną sytuację miała moja znajoma, z wyjątkiem,  że młodzi byli tylko zaręczeni,  2 lata z hakiem, mieszkali ze soba ok. 3. Mniej kosztowalo rozejscie się po prostu. Miejska, rozpieszczona dziewczyna nie odnalazla sie na wsi, nie dogadała sie również z przyszłymi teściami, mimo raczej dobrych chęci obu stron. Ale nie grało, atmosfera wiecznie pełna napiecia, niedomówien, wzajemnych żali.   Wszyscy mieli ciężko.  Nie darmo zaleca sie młodym zamieszkanie na dotarciu z dala od wszystkich , nawet kosztem wyrzeczeń.  Warto. I to, że komuś jest źle w domu z podworkiem, zamiast bloku, też można zrozumieć.  Niektórzy lubią komfort, miasto, dostęp do rozrywek. U moich znajomych ona po ukonczeniu studiów znalazła pracę i wynajęla mieszkanie w miescie. On został u rodziców. Troszke to jeszcze pokulało , az wreszcie sie rozstali. Inne pomysły na życie. I spory upór każdego. 
Ona zle się czuje u Ciebie w domu, Ty źle bys się czuł u niej. Ty po pracy dłubiesz przy autach, zamiast spedzac czas z nią,  kiedy jak nie tuż po slubie? Powinniscie cieszyc sie sobą,  nie przezywac kryzysy.  Ona się nudzi, racja, przez to nie myśli racjonalnie, powinna iść na etat i współdzwigac Wasze  finanse, może wtedy zmieni myślenie. Ale sumując:  Ty masz swoje racje, ona ma prawo do swojej wizji przyszłości.  Do pogodzenia tylko gdy będzie Wam na sobie zależało i dojrzejecie do wysluchania i rozważenia zdania drugiej osoby.  Sam sobie odpowiedz, czy dacie radę i czy warto.

60

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Chłopie, masz żonę manipulantkę. Nie podaje Ci konkretnych argumentów co jej robią Twoim rodzice, tylko cały czas rzuca hasła w stylu: "jestem źle traktowana, rodzice sprawili jej przykrość, nie potrafi się z nimi dogadać itd." Żadnych konkretów. Czemu? Bo ich nie ma! Najpierw były u niej spokojne rozmowy, potem wywołanie awantury z kotem, aby Ci pokazać, że się z nimi kłóci, później teksty jakie napisałam powyżej, a teraz to już się zaczął płacz. A i dochodzą jeszcze aluzje, że to Ty będziesz winny rozpadowi tego związku (chociaż nie wiem, czy sam sobie to wkręciłeś, czy żoneczka Ci takie tekściki podsuwa).

Po co Ty dalej próbujesz jej tłumaczyć, dyskutować z nią? Ona nie chce dyskusji, ona chce wyprowadzki. Już mnie nerwy biorą jak czytam kolejny Twój post w stylu: pogadam z nią jeszcze... Ile można gadać, co?
Powiedz jej, że Ty nie wyprowadzisz się, bo to jest po prostu bardzo głupi pomysł i tyle.

Ja rozumiem, że nie chcesz tracić tego małżeństwa, ale Twoja żona też o tym wie i to wykorzystuje.

61

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Myszeczka23 napisał/a:

Chłopie, masz żonę manipulantkę. Nie podaje Ci konkretnych argumentów co jej robią Twoim rodzice, tylko cały czas rzuca hasła w stylu: "jestem źle traktowana, rodzice sprawili jej przykrość, nie potrafi się z nimi dogadać itd." Żadnych konkretów. Czemu? Bo ich nie ma! Najpierw były u niej spokojne rozmowy, potem wywołanie awantury z kotem, aby Ci pokazać, że się z nimi kłóci, później teksty jakie napisałam powyżej, a teraz to już się zaczął płacz. A i dochodzą jeszcze aluzje, że to Ty będziesz winny rozpadowi tego związku (chociaż nie wiem, czy sam sobie to wkręciłeś, czy żoneczka Ci takie tekściki podsuwa).

Po co Ty dalej próbujesz jej tłumaczyć, dyskutować z nią? Ona nie chce dyskusji, ona chce wyprowadzki. Już mnie nerwy biorą jak czytam kolejny Twój post w stylu: pogadam z nią jeszcze... Ile można gadać, co?
Powiedz jej, że Ty nie wyprowadzisz się, bo to jest po prostu bardzo głupi pomysł i tyle.

Ja rozumiem, że nie chcesz tracić tego małżeństwa, ale Twoja żona też o tym wie i to wykorzystuje.


Tym bardziej, że żonie też powinno zależeć, aby nie tracić tego małżeństwa, czego po jej zachowaniu nie widać. Więc wyciągnij wnioski, co to za związek, jak za szczęście w małżeństwie ma być odpowiedzialna jedna osoba.

62

Odp: Problemy pół roku po weselu...

@Mateusz... przeczytałem twoje posty...

Nie mieszkaliście razem -- to pierwszy błąd. Ale to nic...

Twoja żona nie zrozumiała, że jest w obcym domu i sprowadziła kota, który śmierdzi i bałagani. To wina twojej żony. Przyczyniła się do tej zaognionej sytuacji, bo dziewczynka musi mieć maskotkę.

Twoi rodzice nie zrozumieli, że Wy, młode małżeństwo musicie mieć trochę wolności, więc jeśli macie swoją przestrzeń życiową, to możecie mieć tam śmierdzącego kota... No i fakt, że mieszkacie z nimi na pewno będzie miał na twoich rodziców wpływ. To wina twoich rodziców-perfekcjonistów, nietolerancyjnych.

W końcu dochodzimy do Ciebie... Użalasz się, że 50km do pracy będizesz jeździł przez pół roku jakby to byla praca w kamieniołomach. Młody jesteś, dasz radę, a zachowujesz się jak mazgaj, który tupie nóżką i chce postawić na swoim. Twoja wina. Ona chce wrócić do rodziców, czyli jakbyście tam razem zamieszkali, to sytuacja się odwróci -- to Ty będziesz u kogoś, a ona u siebie -- i tutaj brakuje Ci sprawiedliwości... Twoja wina. W końcu nie rozumiesz żony, że ona się czuje zniewolona w tym "waszym niebie", które to niebo organizujesz Ty i twoi niewyrozumiali rodzice... wcale się dziewczynie nie dziwię, że nie wytrzymuje psychicznie. Twoja wina, że nie rozumiesz.

Ja na twoim miejscu bym zrobił tak -- niech żona z Tobą jedzie do jej rodziców i tam zamieszka. Ty dojeżdzaj 50km do pracy, ale zostań na dwie-trzy noce u swoich rodziców. Nie musisz do żonki wracać każðego dnia. Za pół roku zamieszkacie sami. Pewnie to rozwiązanie Ci się nie spodoba... bo ona osobno, Ty osobno... ale to tylko pół roku.

63 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2018-07-08 01:28:05)

Odp: Problemy pół roku po weselu...

Najgłupszym co można było zrobić to z żoną zamieszkać z rodzicami - gdzie Ty masz głowę? Jednego nie mogę pojąć: dlaczego nie poczekaliście roku, aby wprowadzić się na "Swoje"? Dlaczego Ona się na to zgodziła? Kto normalny chce mieszkać u obcych ludzi i znosić cudze wymagania? Dlaczego Twoi rodzice się na to zgodzili i czy w ogóle jak mężczyzna podjąłeś z Nimi poważną rozmowę, że Wasza wydzielona przestrzeń = Wasza sprawa co robicie, nie wtrącać się?
Również dlaczego uważasz, że tylko Ona ma podejście: "jakoś to będzie" jak Sam nie potrafiłeś zorganizować wspólnej rozmowy,  na której omówilibyście zasady życia w mieszkaniu Twoich rodziców? Według mnie to również postawa "jakoś się dogadają" i się nie dogadali.

Według mnie Ona powinna się wyprowadzić i przez rok mieszkać u własnych rodziców. Ty zostań u Swoich.  Po Ich wyprowadzce do drugiego mieszkania przekonaj żonę do wspólnego zamieszkania. Zapewnij Ją, że Twoi rodzice nie będą się wtrącać i tyle.

64

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Leśny_owoc napisał/a:

Najgłupszym co można było zrobić to z żoną zamieszkać z rodzicami - gdzie Ty masz głowę? Jednego nie mogę pojąć: dlaczego nie poczekaliście roku, aby wprowadzić się na "Swoje"? Dlaczego Ona się na to zgodziła? Kto normalny chce mieszkać u obcych ludzi i znosić cudze wymagania? Dlaczego Twoi rodzice się na to zgodzili i czy w ogóle jak mężczyzna podjąłeś z Nimi poważną rozmowę, że Wasza wydzielona przestrzeń = Wasza sprawa co robicie, nie wtrącać się?
Również dlaczego uważasz, że tylko Ona ma podejście: "jakoś to będzie" jak Sam nie potrafiłeś zorganizować wspólnej rozmowy,  na której omówilibyście zasady życia w mieszkaniu Twoich rodziców? Według mnie to również postawa "jakoś się dogadają" i się nie dogadali.

Według mnie Ona powinna się wyprowadzić i przez rok mieszkać u własnych rodziców. Ty zostań u Swoich.  Po Ich wyprowadzce do drugiego mieszkania przekonaj żonę do wspólnego zamieszkania. Zapewnij Ją, że Twoi rodzice nie będą się wtrącać i tyle.


Kto normalny chce znosić cudze wymagania?
Zastanów się lepiej, bo wiele par nie ma wyjścia i mieszka z rodzicami. Kiedyś było mnóstwo rodzin wielopokoleniowych i jakoś nikt nie narzekał. I u jakich obcych ludzi? To są rodzice, czyli najbliżsi partnera, więc nie obcy.
Gdyby każda para chciała czekać, aż pójdą na swoje to by śluby i wyprowadzki miały miejsce przed 40.
Można również wynajmować, wówczas nadal nie ma się nic swojego oraz nic odlozonego, bo kasa idzie dla właściciela mieszkania. Jak jest możliwość mieszkania na początku u rodziców to warto skorzystać i odłożyć na lepszy start. Poza tym dobrze wychowany człowiek, który szanuje innych nie będzie miał problemu z dogadaniem się z treściami. Tak samo jak ingeremcja rodziców nie zaszkodzi związkowi, którzy tworzą dojrzali ludzie. Żona Autora powinna się ogarnąć, znaleźć pracę i dopiero stawiać jakieś warunki. Bo w tej chwili ta wyprowadzka to jej widzi mi się.


A rodzice się zgodzili, bo chcieli pomóc dzieciom, to nie jest skomplikowane.

65

Odp: Problemy pół roku po weselu...
Lady Siggy napisał/a:

Gdyby każda para chciała czekać, aż pójdą na swoje to by śluby i wyprowadzki miały miejsce przed 40.
Można również wynajmować, wówczas nadal nie ma się nic swojego oraz nic odlozonego, bo kasa idzie dla właściciela mieszkania. Jak jest możliwość mieszkania na początku u rodziców to warto skorzystać i odłożyć na lepszy start. Poza tym dobrze wychowany człowiek, który szanuje innych nie będzie miał problemu z dogadaniem się z treściami. Tak samo jak ingeremcja rodziców nie zaszkodzi związkowi, którzy tworzą dojrzali ludzie. Żona Autora powinna się ogarnąć, znaleźć pracę i dopiero stawiać jakieś warunki. Bo w tej chwili ta wyprowadzka to jej widzi mi się.


Warto skorzystać,  pod warunkiem, że WSZYSTKIM z tym bedzie dobrze. Dziewczynie nie jest.  Może i to jest  jej "widzimisię". Ale nie rozumiem sensu zmuszania jej do życia i mieszkania tam, skoro tego nie chce. Bo kasa? Ważna,  ale problemów w związku nie uleczy.
I na pewno nie jest "dojrzałym człowiekiem" . Niestety w naszym kraju nie ma obowiązku zawierania małżeństw wyłącznie przez dojrzałe osoby. Jedynie pełnoletnie. Niektórzy nawet nie dojrzewają nigdy. Ale taką ją Autor poślubił. Może niech chociaż spróbuje się ułożyć. Tak by OBOJE byli przynajmniej zadowoleni. Po slubie poszła gdzie chciał,  nie wyszło,  to trzeba coś zmienić.  O ile bedzie chciał.  Bo sam też nie powala "dojrzałością" . Jedynie oszczędnością,  chwalebne, ale niestety nie jednoznaczne.

Posty [ 1 do 65 z 111 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy pół roku po weselu...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024