Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 216 z 216 ]

196

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
chceuciekacstad napisał/a:
anszan napisał/a:
KajkaKa napisał/a:

Anaszan co tam u Ciebie słychać? Jak wygląda obecna sytuacja? smile

KajkaKa, miło że się odzywasz. U mnie powoli do przodu. Cały czas wspomnienia siedzą z tyłu głowy a z drugiej strony strach przed nieznanym, przed samotnością, życiem w pojedynkę. Ale próbuję ogarnąć się i dbać o siebie i dziecko.

Ex wytrzymał niecałe 2 tygodnie po czy poinformował mnie, że chce żebym się w weekend zajęła synkiem bo on jedzie do swojej kochanki. Tzn oni nie są razem, jak to powiedział, tylko jedzie do niej bo chce. A co będą robić to on jeszcze nie wie big_smile
W każdym razie można się było tego spodziewać. Myślałam jedynie, że coś dotarło do niego i że zaczął myśleć o małym. A on powiedział mi że jak się synkiem w weekend nie zajme to on mu opiekunke znajdzie i zostawi go z nią. A to jest weekend zaraz po mojej przeprowadzce do nowego, mniejszego mieszkania i przed tym jak synek idzie do żłobka. Więc nie dość że ja chciałabym mieć czas na ogarnięcie nowego mieszkania to jeszcze ex wie, że synek rozpoczyna żłobek i to juz jest wielka zmiana dla niego, to jeszcze bez skrupułów dołożyłby mu opiekunke. Tzn myślę, że on chciał zwyczajnie na mnie wymusić to że zajmę się synkiem ale bardzo to niefair zachowanie.
Skończyło się na kłótni i od tamtej pory on w ogóle nie przychodzi do synka. Chyba czeka aż ja się odezwę i zachęcę go do spędzenia czasu z synkiem. A ja już mam dość. Zechce to sam będzie umiał zadbać o swoje kontakty z dzieckiem, tak jak umiał zawalczyć o bycie z kochanką, a jak nie to trudno ja go nie zmusze do bycia ojcem.

Także tak to mniej więcej wygląda. Powoli się godzę z tym, że ex pewnie w ogóle nie powinien mieć dzieci bo nie rozumie, co to oznacza w praktyce. Ale łatwe to nie jest bo szkoda mi dziecka, tego co mógłby dostać od ojca w sensie wychowania bo ex ma dużo dobrych cech. Tyle, że ja już mam dość bycia tą co stoi na straży ich relacji i chronię jej kosztem wszystkiego innego.

Już się pogodziłam z tym, że ex odszedł i nigdy bym go nie chciała z powrotem. Pewnego dnia po prostu coś zaskoczyło w mojej głowie i taka ulga na mnie spłynęła i wiedziałam, że to koniec. Boli to dalej i trudne są wspomnienia - nie chcę do żadnych wracać jak na razie.
Jedynie czego się boję tak naprawdę to samotność. To że nikogo nie poznam, bo się nie trafi , bo nie będzie gdzie (z małym dzieckiem bardzo trudno gdzieś wyjść a na jego ojca nie wiem czy mogę liczyć). To jest coś co mnie najbardziej na tę chwilę przeraża.

Nie myśl tak !
Jesteś wartościowym człowiekiem,  najlepszą matką na świecie ! masz bezgraniczną miłość małego faceta ! Twojego syna
Pamiętaj , że już  nigdy nie będziesz samotna , bo masz dziecko !
I masz szansę nauczyć go jak traktować dobrze  ludzi.
Teraz skup się na swojej rodzinie.
Co do Twojego faceta w przyszłości - wszystko przed Tobą .... ale proszę ... nigdy nie bądź z kimś bo się trafił tongue nie rób sobie tego .

Chceuciekacstad dziękuję za tak ciepłe słowa. Masz rację, że już mam dużo. Więcej niż niejedna osoba. Nauczę go jak być dobrym człowiekiem i jak traktować innych dobrze. Mam nadzieję, że będzie empatyczny i dojrzały. Ale jak mi to wyjdzie to się okaże za X lat big_smile

Co do mojego faceta w przyszłości to nie chcę być z kimś tylko dlatego że się trafi. Trochę źle się wyraziłam. Boję się bardziej, że właśnie nie spotkam tego właściwego. Że nie będę mieć okazji bo moje życie to głównie praca i synek i nawet nie mam gdzie kogoś spotkać. A wokół mnie albo faceci którzy mnie nie interesują albo już w związkach, czyli też tacy którzy mnie nie interesują jako potencjalni partnerzy big_smile
Pewnie się trochę na wyrost martwię ale chyba tak już jest, że jedna faza mija to przychodzi kolejna i trzeba się z nia oswoić.

Teraz się właśnie przeprowadzam do nowego mieszkania więc odetnę się jeszcze bardziej od przeszłości. I tak krok po kroczku powinno być lepiej smile

Zobacz podobne tematy :

197

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Tak.:) myślę że na wyrost się martwisz.
Przemyśl swój związek, bo trafilaś na narcyza, a narcyze rosną na podatnej, żyznej glebie..
To sobie przepracuj, a w Twoim zyciu zajdą dobre zmiany, zakwitną inne kwiaty, bez specjanych poszukiwań:)
A Twój byly nie zmieni się. To nie niedojrzalosc, to taka osobowość..

198

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
Ela210 napisał/a:

Tak.:) myślę że na wyrost się martwisz.
Przemyśl swój związek, bo trafilaś na narcyza, a narcyze rosną na podatnej, żyznej glebie..
To sobie przepracuj, a w Twoim zyciu zajdą dobre zmiany, zakwitną inne kwiaty, bez specjanych poszukiwań:)
A Twój byly nie zmieni się. To nie niedojrzalosc, to taka osobowość..


Dokładnie tak jak pisze Ela - zajrzyj w siebie.
Traktuj siebie dobrze , troszcz się o Siebie i syna .

I wierz,  że pisane Ci/Wam dobre  życie.

199

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
Ela210 napisał/a:

Tak.:) myślę że na wyrost się martwisz.
Przemyśl swój związek, bo trafilaś na narcyza, a narcyze rosną na podatnej, żyznej glebie..
To sobie przepracuj, a w Twoim zyciu zajdą dobre zmiany, zakwitną inne kwiaty, bez specjanych poszukiwań:)
A Twój byly nie zmieni się. To nie niedojrzalosc, to taka osobowość..

Pracuję nad sobą bo widzę, ze ja mu pozwoliłam na takie zachowanie. Mieliśmy podział obowiązków i on dużo robił. Ale widzac ze na przykład zajmuje się obowiązkami domowymi odpuszczałam mu coś innego bo przecież wyszłabym na wymagająca i chcąca nie wiadomo czego żonę gdybym więcej chciała... ale sama mogłam to załatwiać hmm
I dużo błędów popełniłam w tym związku i widzę to coraz wyraźniej. Trochę tez winie się za nie ale staram się myśleć ze każdy je popełnia a gdyby mu nie pasowało to nie byłby ze mną ponad 10 lat. Poza tym mógł wcześniej coś zmienić czy powiedzieć mi ze chce zmian.

Chodzę na terapie i staram się przerabiać te tematy i patrzeć co w sobie zmienić żeby więcej takich błędów nie popełniać. Żeby być lepsza osoba dla siebie i swojego synka. I żeby nie dawać sobie wchodzić na głowę. Bo u mnie nie było to tak oczywiste jak w niektórych związkach ale jednak pozwoliłam mu na bycie na pierwszym miejscu a sama, mimo całego potencjału jaki mam i potrzeb, usunęłam się bo stwierdziłam ze i tak dam sobie radę. A nie chodzi o to żeby dawać sobie radę tylko o to żeby żyć w zgodzie ze sobą, szczęśliwie, wykorzystując swoje umiejętności.
Trudno mi teraz wyjść z tej roli i zacząć myśleć bardziej o sobie. Ale staram się.

Przeraża mnie jedynie ile na około jest fajnych, ładnych i mądrych babeczek które są same. I to nie dlatego ze chcą ale dlatego ze jakoś nie mogę spotkać tego właściwego. I czy ja to spotkam? A chciałabym z kimś być, chciałabym żeby mój synek miał rodzeństwo. Chciałabym mieć większa rodzine.

200

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
chceuciekacstad napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Tak.:) myślę że na wyrost się martwisz.
Przemyśl swój związek, bo trafilaś na narcyza, a narcyze rosną na podatnej, żyznej glebie..
To sobie przepracuj, a w Twoim zyciu zajdą dobre zmiany, zakwitną inne kwiaty, bez specjanych poszukiwań:)
A Twój byly nie zmieni się. To nie niedojrzalosc, to taka osobowość..


Dokładnie tak jak pisze Ela - zajrzyj w siebie.
Traktuj siebie dobrze , troszcz się o Siebie i syna .

I wierz,  że pisane Ci/Wam dobre  życie.

Traktuje się coraz lepiej i zaczynam bardziej troszczyć się o siebie i synka a potrzeby ex zostawiać w jego rękach. Dluga droga przede mną ale widzę postępy.

Właśnie się przeprowadziłam i może to jest kolejny krok do nowego lepszego początku

201

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Anszan, jak bliskie są mi twoje problemy i twoje myslenie. Też jestem po rozstaniu z ojcem mojej córki i bardzo boję się samotności. On już ułożył sobie życie z kims nowym ( znacznie młodszym) a ja wciąż sama i zaczynam dopuszczać do siebie myśl że być może tak już zostanie. Jestem grubo po 30 do tego nie jestem oszałamiająca pięknością. Też nie mam gdzie kogoś poznać bo moje życie to praca i dziecko. Próbuję być szczęśliwa pomimo wszystko ale też zawsze marzyłam o większej rodzinie a przynajmniej o pelnej. Dlatego gdzieś tam z tyłu głowy pozostaje ten smutek i niespełnienie, mimo że na codzien jestem usmiechnieta. Zazdroszczę przeprowadzki, ja nadal mieszkam w domu w którym żyliśmy wszyscy razem

202

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
Kleosia napisał/a:

Anszan, jak bliskie są mi twoje problemy i twoje myslenie. Też jestem po rozstaniu z ojcem mojej córki i bardzo boję się samotności. On już ułożył sobie życie z kims nowym ( znacznie młodszym) a ja wciąż sama i zaczynam dopuszczać do siebie myśl że być może tak już zostanie. Jestem grubo po 30 do tego nie jestem oszałamiająca pięknością. Też nie mam gdzie kogoś poznać bo moje życie to praca i dziecko. Próbuję być szczęśliwa pomimo wszystko ale też zawsze marzyłam o większej rodzinie a przynajmniej o pelnej. Dlatego gdzieś tam z tyłu głowy pozostaje ten smutek i niespełnienie, mimo że na codzien jestem usmiechnieta. Zazdroszczę przeprowadzki, ja nadal mieszkam w domu w którym żyliśmy wszyscy razem

Kleosiu, przepraszam jakoś umknął mi Twój post. Rozumiem Cię bo jest ciężko. Ja owszem przeprowadziłam się dlatego że wynajmuję mieszkanie i musiałam poszukać czegoś tańszego żeby nie wyrzucać pieniędzy na marne i mieć do tego więcej metrów do sprzątania!! Teraz mam mniejsze przytulne mieszkanie dla nas dwojga. Ale dużo mnie kosztowała ta przeprowadzka. I wywołała dużo emocji bo nie tak to wszystko planowaliśmy. Wiesz ostatnio wróciłam do wiadomości między mną i ex z tygodnia kiedy wyszła jego zdrada i my wtedy szukaliśmy mieszkania żeby coś dla siebie kupić i on mi podsyłał różne opcje. A co mam zamiast wspólnych planów? Przeprowadzkę, dziecko na głowie i brak czasu.
Ja jeszcze mieszkam za granicą i w ogóle nie wiem jak kogoś poznać sad Gdzie? Jak? Jak jedyne co mam to pracę i dom i dziecko. Jeśli cokolwiek chcę zrobić to muszę to robic z dzieckiem bo aktualnie ex nie interesuje sie małym więc wszystko jest na mojej głowie. Także albo poszukam jakiejś pomocy w postaci niani - tylko muszę znaleźć kogoś zaufanego, albo zostaje mi chodzenie tylko tam gdzie można z dzieckiem. A jak kogoś znaleźć? Jak wyjść na jakąć randkę jak już się kogoś pozna? Z rocznym dzieckiem nie wyobrażam sobie tego.

A ja nie chcę być sama. Chcę kochać i być kochana. I na razie uczę się kochać siebie i dbać o siebie i synka bez względu czy ktoś jeszcze z nami jest czy nie. Ale chcę spotkać kogoś z kim będę dzielić to życie. I chciałabym mieć więcej dzieci oraz żeby mój synek miał rodzeństwo. Mam 32 lata i zastanawiam się czy mi się to jeszcze uda? Najgorsze jest to że ja zawsze bylam tylko z moim ex. Nie miałam żadnych innych związków. Tzn jakieś dwie krótkie relacje z czasów licealnych ale nic więcej. Więc ja nawet nie wiem jak się do tego zabrać. Przeraża mnie to szczerze powiem. A z dzieckiem to jeszcze trudniej kogoś znaleźć. bo nie każdy chce wiązać się z osobą z dzieckiem.

Piszesz, że nie jesteś oszałamiająca pięknością... ja myślę, że to akurat nie ma znaczenia. Bardziej chodzi o pewność siebie. Ja myślę, że jestem atrakcyjna i mądra, mam ustabilizowaną sytuację zawodową itd ale ta sytuacja z ex dość porządnie nadszarpnęła moje poczucie własnej wartości i myślę, że przez to ciężej będzie mi kogoś spotkać o ile nie popracuję porządnie nad sobą. Ale uroda czy jej brak nie mają takiego znaczenia. Może gdybyśmy miały 20-parę lat...

Ale powiem Ci, że np. teraz miałam okropny weekend - pełen żalu, smutku, rozgoryczenia. Chciałabym kogoś poznać bo wtedy łatwiej byłoby iść przez życie razem. Ale jestem gotowa przetrwać te okropne dni jak ten weekend, popracować nad sobą i poczekać na właściwy moment aż będę gotowa na rozpoczęcie z kimś związku i aż ten ktoś stanie na mojej drodze. Moja jedyna obawa jest taka, że nie spotkam tego kogoś. I co wtedy? Umiem zorganizować sobie czas, zadbać o siebie i o dziecko ale jednak dla mnie pełnia życia to też bycie z tą drugą osobą i kochanie się i wspieranie. Sama mogę być przez jakiś czas ale jednak chciałabym mieć kogoś obok mnie i nie na chwilę bo mnie przelotne relacje nie interesują ale na dłużej, dopóki nam obojgu będzie razem dobrze. Strach przed tym, że to się nie stanie jest duży sad

203

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Czyli Twój mąż jest przewidywalny do bólu. Pewnie wcześniej coś się posprzeczali, może ona robiła mu uwagi o kontakt z dzieckiem i dał jej lekcję, że może w każdej chwili z niej zrezygnować. Pewnie liczył na to, że zaraz Ty będziesz chciała go odzyskać, co byłoby kolejną kartą przetargową do ustawienia tamtej pani. Dobrze że nie uległaś jego planom.

Czy popełniałaś błędy? Przy sypiącej się relacji każdemu można coś wytknąć. I każdą rzecz/cechę można obrócić w błąd wadę. Dbałaś o dom - normalnie to super, ale w chwili rozstania można powiedzieć, że za bardzo się na tym skupiałaś, nie pracowałaś - dobrze, zajmowałaś się domem, ale w chwili rozstania źle, bo nie dbałaś o swój rozwój, stałaś się nudna... itd, itp.
Więc dla mnie to bzdury. O ile nie wnosił sprzeciwu, o ile nie mówił głośno "to i to mi nie pasuje, zmień/zmieńmy to" to znaczy, że pasowało mu wszystko. Skoro nie tak dawno starał się z Tobą o dziecko, to chyba nieszczęśliwy w tym związku nie był". Dla mnie jednak znamienne, że jego romans się zszedł z z sytuacją, gdy na świecie pojawiło się Wasze dziecko. To trudny okres dla kobiety. Poród, nowa rola, wyczerpanie i po ciąży, i po porodzie, i w codziennym trudzie opieki nad niemowlęciem. To bardzo nie w porządku, jeśli w tym czasie od kobiety jeszcze wymaga się, by była seksowna, uważna na potrzeby, problemy partnera, chętna na igraszki. To czas, gdy partner powinien wykazać się cierpliwością i być wsparciem. A często niestety tak bywa, że zamiast tego szuka innej, która nie będzie obciążona, przemęczona opieką nad (jego!!) dzieckiem. Więc nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina, że coś zrobiłaś nie tak. Nawet jeśli, jak mówisz, za mało od niego wymagałaś. Cóż, ulegamy często tej presji... Dajemy z siebie za dużo swoim kosztem. To też nie Twoja wina. To on okazał się słabym, egoistycznym dupkiem.

A czy jest dobrym ojcem? Nie, nie jest. Dobry ojciec nie porzuca półrocznego dziecka. A porzucił. Przecież nie tylko Ciebie porzucił. Dobry ojciec nie zajmuje się dzieckiem od przypadku do przypadku. On jest obecny w jego życiu. 1,5 roku temu nie wiedział, że jest nieszczęśliwy, by się nie starać o dziecko, nie wiedział, że Cię nie kocha? Nie wiedział.

Nie zasługuje on na nic. Olej go całkowicie i nie myśl nigdy o powrocie.


A czy znajdziesz kogoś? To będzie zależało tylko od Ciebie. Te atrakcyjne kobiety, które są samotne, może wcale nie szukają nikogo. Nie wszyscy chcą na nowo układać sobie życie. Czasem (niestety) nie wierzą, że ma to sens. Wolą święty spokój. Jest też na pewno część, która może i chciałaby kogoś mieć, ale wychodzą z założenia, że ktoś tak po prostu im się trafi. Owszem, zdarza się, że któraś spotka miłość w pracy, czy choćby będąc w parku czy nawet w sklepie, ale ja jednak myślę, że to nie są zbyt częste przypadki. Nie mamy na czole napisane, że jesteśmy wolni i chętni, by kogoś poznać. Młodzież z góry może założyć, że ktoś jest wolny lub ma ewentualnie chłopaka/dziewczynę. Zawsze można spróbować zagadać. Ludzie dojrzali już mają gorzej, bo znakomita większość jest już w poważnych związkach z zobowiązaniami. Myślę, że to tylko na filmach tak wygląda, że ot poznają się przypadkiem podczas np. porannego biegania. Dlatego zachęcam Cię do skorzystania z narzędzia takiego jak net i odwiedzenia miejsc/stron, gdzie wiadomo, że ludzi kogoś szukają.
Myślę, że duża część wolnych kobiet może gdzieś jednak myśleć o byłych i sabotować nowe znajomości. Ja chyba przez pewien czas nie umiałam ułożyć sobie życia, bo nie do końca zamknęłam rozdział związany z moim małżeństwem. Dlatego to ważne byś Ty zamknęła tamten rozdział, byś była pewna, że z mężem być już nie chcesz choćby przed Tobą klęczał i Cię o to błagał.
Nawiasem mówiąc, mam koleżankę, która jest po rozwodzie, ale nie ma dzieci. Teoretycznie więc powinno być jej łatwiej kogoś znaleźć. Ale ona właśnie wychodzi z założenia, że na siłę nie będzie szukać, że woli kogoś ot tak spotkać. No i długo już jest sama.

A to że kogoś szukasz przez net nie znaczy, że to robisz na siłę i że masz zamiar związać się z pierwszym lepszym. Przeciwnie, tam akurat wybór jest duży i nie ma powodu, by ładować się w związek pierwszym, kto zaklika. A może też za jakiś czas znajdziesz zaufaną opiekunkę i będziesz mogła gdzieś wyskoczyć, na jakąś dyskotekę. Tu jednak musiałabyś mieć jakieś towarzystwo, jaką koleżankę, bo samemu nie za bardzo iść w takie miejsce.

Nie myśl jednak o tym. Na spokojnie podejdź do tego. Najpierw się rozwiedź. Niech będzie to rozwód z jego winy. Jeśli zaczniesz się spotykać z kimś wcześniej, sądu nie będzie interesowało, że on pierwszy Cię zostawił. Pomalutku. Przyjdzie czas i na Ciebie, na Twoje randki. Zobaczysz, ile jest jeszcze fajnych ludzi wokół, ile możliwości. smile
Naprawdę mimo że mam dziecko, poznałam sporo ludzi. Nigdy nie byłam zmuszona spotykać się z kimś na siłę, byle by był. Nawet bym tak nie umiała. Jak miałabym się poświęcać i być z kimś na siłę, zostałabym z mężem, przynajmniej dziecku nie rozwaliłabym rodziny. Nie mówię, że wszyscy od razu chcieli kobietę z dzieckiem, pewnie nie, ale tacy po prostu do mnie nie zagadywali, bo o dziecku wspominałam w profilu. Owszem i Ci co spotkali się też może nie zawsze wiedzieli, czego chcą, ale no tak wygląda szukanie. Nie ma co się poddawać po jednym i nawet kolejnym niepowodzeniu.

Uff... Mam nadzieję, że Cię przekonałam. smile

A jak tam u Ciebie?

204

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Droga KajkaKa, dziękuję Ci za wiadomość. Czytałam ją kilka razy i dużo w niej kwestii o których już sama myślałam i gdzieś tam miałam z tyłu głowy ale usłyszeć je od kogoś innego jest ważne. Upewniam się tylko, że moje przeczucie nie zawodzi mnie.

U mnie wszystko idzie w dobrym kierunku. Poprawia mi się chociaż mam też złe dni, gdy poczucie pewnego rodzaju porażki wraca. Ale nawet nie to jest najgorsze. Najgorsza jest samotność. Boję się jej i tego, że nie poznam nikogo. Widzę dużo prawdy w tym co piszesz ale jeszcze nie jestem gotowa na szukanie kogoś w sieci. W ogole nie wiem czy jestem gotowa na nowy związek czy bardziej chciałabym kogoś poznać bo tak się boję nieznanego i samotności.
Do tego dochodzi, że jak poznam kogoś kto wydaje mi się atrakcyjny to od razu zaczynam myśleć, że może to ktoś z kim mogłabym być. I zaczyna mi się układanie projekcji w głowie, jak to by mogło wyglądać. Mimo, że nie widzę tak naprawdę sygnałów, że druga osoba jest zainteresowana. Ja chyba po tylu latach nie wiem jak w ogóle zabrać się za szukanie kogoś, za poznawanie kogoś, za pokazanie komuś, że mi się podoba. To jest przerażające i mam obawy czy będę umiała. To jakbym się uczyła kompletnie nowej umiejętności. Tylko jak to zrobić?
Ale zamykam inne sprawy powolutku i chcę zakończyć związek z eks tak jak powinnam. Już wiem, że to koniec i nie chcę być z nim. Nigdy. Nawet jakbym miała być sama. Więc tylko rozwód mi zostaje sfinalizować.

Taka chaotyczna ta moja wiadomość ale ostatnio jestem w takim stanie, że ciężko mi zebrać myśli i wyrazić to co czuję. Ja ogólnie jestem mało cierpliwą osobą i już... teraz... chciałabym kogoś poznać też żeby upewnić się, że są tam mężczyźni którzy mi się podobają i ja im. Poza tym smutno mi nie mieć się do kogo przytulić, nie mieć z kim położyć się spać, nie mieć z kim robic wszystkiego co z partnerem się robi. I znajomych mam i żyję aktywnie - przez ostatnie 3tyg moje życie towarzyskie było duzo bardziej aktywne niż przez ostatnie 3 lata. Tylko brak mi tej bliskości i różnych jej aspektów. Takiej bliskości jaką się ma z partnerem. To jest też chyba trening mojej cierpliwości.

205

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Cześć dziewczyny,
Pomyślałam, że napisze krótko co u mnie. A przy okazji poradzę się.
Otóż ex nie widziałam już od 2,5 miesięcy. To znaczy, że tak nie widział on juz syna tyle czasu. Ja sie ostatnio wkurzyłam i powiedziałam mu, że jeśli tak ma mnie i dziecko traktować tzn ciągle mnie z wszystkimi obowiązkami zostawiać i olewać małego to że takiego czegoś ja nie potrzebuję. No i chyba to bbyła dobra wymówka żeby przestać przychodzić. Ostatnio się odezwał, że chce przyjść odwiedzić małego i może się dogadać w sprawie regularnych wizyt choć jeszcze pewien nie jest itd. Po czym kilka dni później wysłał mi SMS z informacją, że jego kochanka się do niego przeprowadza. Cyrk na kółkach... i nie wiem po co mi ta wiadomość była..

Co do mnie to ja się powoli zebrałam do kupy, organizuję sobie życie, zajęcia. Często wyjeżdżam, w pracy idzie mi dobrze. I mimo, ze jest ciężko bo ledwo co wyrabiam z pracą na etat i zajmowaniem się mały to jednak dałam radę i powoli czuję się coraz lepiej. Pracuję te dużo nad sobą i widzę, że bardzo się zmieniłam na lepsze. Jeszcze dluga droga przede mną ale widze to coraz lepiej.

To było tak w ramach krótkiego streszczenia jak sobie dawałam rade i że jest dobrze smile

A teraz to o co chciałam się poradzić:
Już przestałam mieć jakiekolwiek złudzenia, że mojego ex obchodze ja czy dziecko. I sprawiedliwy podział obowiązków? Wspólne wychowywanie dziecka? Niestety ale nie z tym facetem.
Obecnie mój ex napisał mi, że chce przychodzić do syna na jedno popołudnie w tyg i co drugi weekend chce go odwiedzić ale zastrzegł sobie, że jak coś może przesuwać te weekendy gdyby miał jakieś plany. Jak to ujął chciałby żeby mogli z synem spędzić trochę czasu razem.

Chciałam zapytać te z Was które były/są w podobnej sytuacji: jak jesteście w stanie nie udusić takiego osobnika? To jest tak, że wszystkie obowiązki na mnie spadają a on ma przywilej przyjścia sobie do syna bo to jego syn... I nie jest ważne że ja mam być 24h na dobę przy dziecku i robić przy nim wszystko. Najważniejsze jest że ja mam mu umożliwić przyjście wtedy kiedy on łaskawie będzie miał czas (może prawnie nie do końca tak to byłyby ustalone określone dni itd. ale według mojego ex to jest ok zrzucić wszystko na mnie).
W sumie to nie wiem czy bardziej mi się z tego chce śmiać czy płakać. Tak naprawdę to powoli się z tym godzę, bo wiem, że umożliwiam synowi żeby poznał swojego ojca, jakikolwiek ten ostatni by nie był i robię to tylko dla syna. Ale wkurza mnie to całe podejście ludzi na świecie. To ciągłe pytanie: "i co pomaga Ci w końcu?" albo "pojawił się wreszcie?", albo "no i co chce widywać syna?". No masakra. Jakie widywanie? Jaka pomoc? To jego zasrany obowiązek być, zajmowac sie tym dzieckiem i wychowywac go. On go chciał, on go świadomie sprowadził na ten świat.

Albo moja znajoma: "No w sumie możesz jeszcze dać mu czas bo jak on jeszcze nie będzie go widział z rok-półtora to jeszcze nic się nie stanie i da się to jeszcze nadrobić. Ale jak już syn bedzie mial 4 lata liub więcej to już bedzie to dla niego obcy czlowiek i już tego nie nadrobi wtedy"  No tak najlepiej żeby wielmożny pan wyszumiał się, ja w tym czasie podchowam mu syna a on wtedy wkroczy w jego życie i zbierze śmietankę.

Dziewczyny, staram się i chcę mu umożliwić kontakt z dzieckiem nawet gdyby miał go widziec raz w tyg. I nie zamierzam mu już nic mówić. Nie oczekuję nic. To są moje własne spostrzerzenia i złość jaką mam na niego i na ten świat, który pozwala facetom spłodzić dziecko a potem potraktować to dziecko i jego matkę tak okropnie. Wiem, że nikt mi nie powie czemu świat na to pozwala. Ale może ktoś mi da cenne wskazówki jak sobie radzić z tą złością. Jak nie dać się tej złości i jak przełknąć to, ze on sobie robi co chce podczas gdy ja zapieprzam dzień w dzień i codziennie padam wykończona. Nawet te jego alimenty nie pokrywają potrzeb dziecka, więc to żaden obowiązek. Nie mówiąc o tym, że teraz jest najciężej przy takim małym dziecku i mam naprawdę dużo obowiązków. Za jakiś czas będzie lepiej i skąd mam mieć pewność że on wtedy nie stwierdzi sobie - o jest łatwiej, syn jest bardziej komunikatywny, mogę z nim robić fajne rzeczy i zechce z nim nagle więcej czasu spędzać i będzie super tatusiem.

Mija mi ta złość powoli, mija. I jest mi lepiej i już wiem, że go nie potrzebuję. I że bez niego mogę być szczęśliwa.
Ale złoszczące jest to, że on sobie rości prawa ale nie widzi żadnych obowiązków. I wiem, że nie on jedyny jest taki na świecie. I to jeszcze bardziej mnie złości.

206

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Nie przejmuj się, mój ex dzwonił dziś ze jest mega zajęty i czy musi przyjść jutro, nie nie musi. Zapytałam czy chce rozmawiać z synem on chciał a młody na to że jest mega zajęty smile bo w coś gra. I tak to się kończy - jak Kuba Bogu...

207

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
terazszczesliwa napisał/a:

Nie przejmuj się, mój ex dzwonił dziś ze jest mega zajęty i czy musi przyjść jutro, nie nie musi. Zapytałam czy chce rozmawiać z synem on chciał a młody na to że jest mega zajęty smile bo w coś gra. I tak to się kończy - jak Kuba Bogu...

Haha aż się zaśmiałam. No u mnie to jeszcze trochę potrwa zanim syn tak się zachowa bo on dopiero ma roczek. Ale wierzę, że i tak jeszcze będzie.
Mega zajęty... No rozbroiłaś mnie tym big_smile

208

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

anszan, nie pozwól, żeby on dyktował Ci jakiekolwiek warunki, co nie oznacza, że masz robić mu problemy w kontaktach z synem. Najlepiej będzie jeśli kontakty ojca z dzieckiem ustalisz sądownie, to zupełnie co innego, niż na tzw gębę. Nie musisz iść mu na rękę, gdy będzie chciał zmieniać plany, nie pozwól ciosać sobie kołków na głowie.
Rozumiem twój żal i złość, ale niestety, gdy ojciec porzuca rodzinę, to zdecydowana większość obowiązków spada na samotną matkę. To niesprawiedliwe, ale pogódź się z tym, bo nie masz innego wyjścia. Szkoda, że nie zagroziłaś mu pozbawianiem go praw rodzicielskich, gdy zupełnie zapomniał o dziecku,  może szybciej by się ogarnął.
Zresztą pozbawienie praw nie oznacza uniemożliwienia kontaktu. Nie musiałabyś w przyszłości prosić go o łaskę wyrobienia paszportu dla dziecka, czy konsultowania z nim edukacji, czy leczenia i tak, będziesz ze wszystkim sama.
Niestety będziesz musiała znosić jego obecność w Twoim mieszkaniu, dopóki synek jest niemowlęciem, ale gdy dorośnie on powinien go zabierać na weekendy, organizować mu miesiąc wakacji, tydzień ferii zimowych itd.
Tymczasem ustal godziny jego wizyt u dziecka, nie żałuj sobie, wychodź w tym czasie z domu, niech się małym zajmuje, nakarmi go, przewinie, powiesi pranie, wyprasuje rzeczy dziecka. Niech sobie tatuś nie wyobraża, że bedzie tylko od przyjemności.
Im dziecko będzie starsze, tym więcej będziesz miała czasu dla siebie w czasie, gdy jego ojciec z nim będzie. Wykorzystuj go, gdy trzeba będzie iść do lekarza, skręcić meble dla dziecka itd. Nie stawiaj się na pozycji żebrzącej, to jego obowiązek, jesli będzie robił łaskę, uchylał się, zastanów się nad przynajmniej ograniczeniem mu praw, to na ogół działa, chociażby na ambicję, chociaż kochanka pewnie byłaby zadowolona.
Przede wszyskim idź do prawnika po porade i wnieś sprawę do sądu o ustalenie kontaktów. Przy okazji, sędzia poinformuje go, jakie są konsekwencje (finansowe) w przypadku niewywiązywania się z obowiązku rodzicielskiego.

209

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
josz napisał/a:

anszan, nie pozwól, żeby on dyktował Ci jakiekolwiek warunki, co nie oznacza, że masz robić mu problemy w kontaktach z synem. Najlepiej będzie jeśli kontakty ojca z dzieckiem ustalisz sądownie, to zupełnie co innego, niż na tzw gębę. Nie musisz iść mu na rękę, gdy będzie chciał zmieniać plany, nie pozwól ciosać sobie kołków na głowie.
Rozumiem twój żal i złość, ale niestety, gdy ojciec porzuca rodzinę, to zdecydowana większość obowiązków spada na samotną matkę. To niesprawiedliwe, ale pogódź się z tym, bo nie masz innego wyjścia. Szkoda, że nie zagroziłaś mu pozbawianiem go praw rodzicielskich, gdy zupełnie zapomniał o dziecku,  może szybciej by się ogarnął.
Zresztą pozbawienie praw nie oznacza uniemożliwienia kontaktu. Nie musiałabyś w przyszłości prosić go o łaskę wyrobienia paszportu dla dziecka, czy konsultowania z nim edukacji, czy leczenia i tak, będziesz ze wszystkim sama.
Niestety będziesz musiała znosić jego obecność w Twoim mieszkaniu, dopóki synek jest niemowlęciem, ale gdy dorośnie on powinien go zabierać na weekendy, organizować mu miesiąc wakacji, tydzień ferii zimowych itd.
Tymczasem ustal godziny jego wizyt u dziecka, nie żałuj sobie, wychodź w tym czasie z domu, niech się małym zajmuje, nakarmi go, przewinie, powiesi pranie, wyprasuje rzeczy dziecka. Niech sobie tatuś nie wyobraża, że bedzie tylko od przyjemności.
Im dziecko będzie starsze, tym więcej będziesz miała czasu dla siebie w czasie, gdy jego ojciec z nim będzie. Wykorzystuj go, gdy trzeba będzie iść do lekarza, skręcić meble dla dziecka itd. Nie stawiaj się na pozycji żebrzącej, to jego obowiązek, jesli będzie robił łaskę, uchylał się, zastanów się nad przynajmniej ograniczeniem mu praw, to na ogół działa, chociażby na ambicję, chociaż kochanka pewnie byłaby zadowolona.
Przede wszyskim idź do prawnika po porade i wnieś sprawę do sądu o ustalenie kontaktów. Przy okazji, sędzia poinformuje go, jakie są konsekwencje (finansowe) w przypadku niewywiązywania się z obowiązku rodzicielskiego.

josz, moja sprawa jest o tyle skomplikowana, że ja nie mieszkam w Polsce a tu prawo wygląda trochę inaczej. Kontaktowałam się z prawnikiem i niestety o ile on płaci alimenty (a robi to) - to ma prawo widzieć syna co drugi weekend. Ale prawo a nie obowiązek. Jak nie chce może go w ogóle nie widywać. I dopóki płaci alimenty ja nie moge nic zrobić. Jeśli chcę żeby on więcej mi pomagał to tylko jego dobra wola a on ma to w dupie. No może nie do końca, ale na zasadzie - przez miesiąc będzie mi pomagał a potem nagle powie, że przez kolejne dni on nie może. I nie obchodzi go czy ja mam jakieś plany albo że dziecko nagle nie będzie go widzieć. On nie może i tyle. I jest w tym tak nieugiety, że ja nie jestem w stanie nic przeforsować.
Także ja mam dość takiej przepychanki bo najwięcej ja sie na tym spalam i denerwuje. W tym sęk, że ja muszę ciągle o coś walczyć, o coś prosić o coś zabiegać. No ile można? I jak się tym nie denerwować? Chciałam jakiegoś w miarę równego podziału obowiązków to jak wyszło? Tak, że ostatnio właśnie zrobił tak, że zaszantażował mnie i jak ja się postawiłam to przestał przychodzić na ponad 2 miesiące.
Ograniczenie praw rodzicielskich? To tez nie jest takie proste bo to jest mnóstwo użerania się, sprawa na którą ja przy obecnej ilości obowiązków nie mam nawet czasu ani ochoty. A on jest też zbyt cwany na to żeby dać sobie odebrać/ograniczyć prawa rodzicielskie i on jest tego świadomy.
On jest wygodny, cwany. A zostawienie z nim dziecka? On byłby w stanie zostawić go z pierwszą lepszą opiekunką i nie przejmowac sie że mały płacze. To mam tak dziecko krzywdzić?

210

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Nie gniewaj się Anszan, ale skoro nie chcesz się użerać w sądach, ani zaakceptować obecnej sytuacji, to jakie widzisz wyjście z tej sytuacji?

I naprawdę znam gorsze krzywdy dla dziecka, niż zostawienie go na parę godzin z opiekunką...
Swoją drogą, skoro nie dajesz sobie rady sama, to może właśnie o tej opiekunce powinnaś pomyśleć.

211

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Hej Anszan..
Ten cud zwany mężem niech sobie weźmie kochanka, a Ty szukaj prawdziwego mężczyzny dla siebie. Mały też będzie miał jakiś wzór.
U prawnika walczyłabym głównie o pieniądze.

212

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
Cyngli napisał/a:

Nie gniewaj się Anszan, ale skoro nie chcesz się użerać w sądach, ani zaakceptować obecnej sytuacji, to jakie widzisz wyjście z tej sytuacji?

I naprawdę znam gorsze krzywdy dla dziecka, niż zostawienie go na parę godzin z opiekunką...
Swoją drogą, skoro nie dajesz sobie rady sama, to może właśnie o tej opiekunce powinnaś pomyśleć.

Cyngli, ja mam to poukładane i próbuję sie dogadać z ex a propos jego jakiejkolwiek obecności w życiu dziecka. Opiekunkę też sobie organizuję, ale kogoś na stałe żeby syn poznał ją i był przyzwyczajony. To nie sa problemy jako takie, jedynie starałam się naświetlić obecną sytuację.

Moje pytanie było jedynie o to jak radzić sobie z tą frustracją związaną z tym że ex wszystko na mnie zrzuca i ja musze o wszystko prosić, o wszystko zabiegać, ze on moze powiedziec że nide moze przyjsc do małego a ja nie. I że jeśli to zrobi to tak mogę iść do sądu ale znów to ja muszę się użerać.

I godzę się z tym powoli ale chyba miałam zwyczajną potrzebę wyżalenia się wink I też spojrzenia na to innymi oczami niż tylko moje.

213

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Jak sobie radzić z frustracją? Sposób jest tylko jeden - zaakceptowanie stanu rzeczy i pogodzenie się z tym, że jest jak jest, i musisz sobie teraz sama radzić. Inaczej Cię to zeżre.
Może jakiś psycholog?

214

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

I chodzi mi też o to, że widzę jak to jest u moich znajomych, które mają dzieci z ex-partnerami. One o wszystko ciągle muszą dbać. Czy ja myślałam, że kiedykolwiek będę w takiej sytuacji? Absolutnie nie. Nawet jeśli brałam pod uwagę, że moglibyśmy nie być razem z jakiegokolwiek powodu to wierzyłam, ze oboje weźmiemy odpowiedzialność za dziecko/dzieci.
Moja znajoma ma dziecko w wieku szkolnym ze swoim ex. Czy on pomyśli o czymkolwiek dla dziecka? Nie. Zajęcia dodatkowe ona musi organizować a jego jeszcze musi prosić żeby zawoził lub odbierał ich dziecko i on czasem to robi. On bierze ich dziecko na weekendy do siebie i co? Zazwyczaj "zapomina" odrobić z dzieckiem lekcji... Ojcowie od praw i przyjemności - o ile nie są w związku z matką swoich dzieci to tak to bardzo często się kończy. I u mnie już tak też jest i to jest frustrujące.

I nie, nie jestem jakąś zahukaną kobietą. Jestem wykształconą, pracującą, zadbaną babką. Znam swoją wartość, umiem o siebie zadbać i niczego mi nie brak wręcz przeciwnie. Ale czy byłabym taka czy inna, czy miałabym dziecko z długoletnim partnerem czy z kimś kogo ledwo co znam, to mam wrażenie, że większość facetów i tak wykpiłaby się od obowiązków. A my musimy o wszystko walczyć o wszystko dbać a oni co? Mają wszytsko w nosie.

215

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
Cyngli napisał/a:

Jak sobie radzić z frustracją? Sposób jest tylko jeden - zaakceptowanie stanu rzeczy i pogodzenie się z tym, że jest jak jest, i musisz sobie teraz sama radzić. Inaczej Cię to zeżre.
Może jakiś psycholog?

Psychoterapię już mam i pomaga mi. Tylko myślę, że to długotrwały proces żeby się z tym pogodzić i żeby było tak na 100% lepiej.

216

Odp: Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki
anszan napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Jak sobie radzić z frustracją? Sposób jest tylko jeden - zaakceptowanie stanu rzeczy i pogodzenie się z tym, że jest jak jest, i musisz sobie teraz sama radzić. Inaczej Cię to zeżre.
Może jakiś psycholog?

Psychoterapię już mam i pomaga mi. Tylko myślę, że to długotrwały proces żeby się z tym pogodzić i żeby było tak na 100% lepiej.

Tak, to długotrwały proces.
Wiem, że masz silne poczucie niesprawiedliwości i masz ku temu powody.
Ale musisz sobie uświadomić, że pielęgnowanie tego niczego nie zmieni.
Nie masz żadnego wpływu na zachowanie Twojego byłego faceta. Jedyny sposób to właśnie pójście do sądu i uporządkowanie Waszych spraw (tudzież kontaktów z dzieckiem).
Jak będziesz gotowa, to załatwisz to jak trzeba.

Posty [ 196 do 216 z 216 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Porzucona z półrocznym dzieckiem dla kochanki

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024