"Małżeństwo to nie są zawody. Ściganie się i udowadnianie wszystkim, że jesteśmy Hiper Super Team. Ty odbijasz nasz "atak", pokazując jak inni mają gorzej. Że Twoje małżeństwo to jest generalnie cudowne, ćwierkacie sobie przy kawce, gdzie kręcisz noskiem mówiąc mu, że Tobie to nie podobają się jego wyjazdy i on ma to zrozumieć. Bzdura. Ty masz to zaakceptować, bo to jest jego praca i jego kariera.
Teraz szykujesz się do kolejnej walki, szukasz poradników i robisz plany, bo Twój mąż wyjeżdża na JEDEN (!!!!!) DZIEŃ! Dziewczyno! Co z Tobą? Ocknij się, bo on nie wytrzyma Twojej nieuzasadnionej zazdrości i zaborczości. "
A więc
Tak, moje małżeństwo w gruncie rzeczy jest bardzo dobre. Obydwoje tak twierdzimy, dużo rozmawiamy i mało się kłócimy. Po prostu się kochamy i jest nam dobrze ze sobą. Zdaje sobie sprawę, że to ja muszę to zaakceptować,a nie on. Przecież nie będę kazała mu zwalniać się z pracy. Cały czas uczę się. Tak naprawdę sytuacja z zazdrością ma miejsce pierwszy raz. Wcześniej, gdy mąż pracował w innym miejscu jeździł też na szkolenia (zdarzały się i 4 dniowe) czy to do Katowic czy do Wawy i też bywało, że jechał z dwiema koleżankami i jakoś wtedy nie było problemu. Ja sama nie do końca rozumiem co się zmieniło, że teraz wyszło tak problemowo z mojej strony, co teraz jesteśmy małżeństwem, a wtedy byliśmy zaręczeni. Może dlatego, że znałam te dziewczyny, widziałam i wiedziałam z kim jedzie, a teraz nie miałam pojęcia co to za dziewczyna, widziałam ją tylko n zdjęciach. On sam mi to przypomniał i zapytał właśnie dlaczego wcześniej nie było żadnego problemu a teraz był..Nie odbijam ataku, czytam uważnie wszystko co mi tu piszecie, szukam przyczyny mojego idiotycznego zachowania.Z całym szacunkiem, ale z tą walką przesadziłaś. Nie traktuje tego tak, a jeśli szukam poradników to tylko po to, żeby na przyszłość łatwiej było mi to zrozumieć.
"Zostałaś chyba wychowana w rodzinie, gdzie rodzice wszystko robili razem. Wyjazd służbowy - razem, wyjazd na zakupy - razem, wyjście do lekarza - razem...To nie jest normalne, to jest złota klatka, trzymanie kogoś na własność i ograniczenie wszystkiego. Próbujesz zrobić to samo ze swoim małżeństwem. Nam piszesz, że nie chcesz by ono wyglądało, jak u Twojej siostry, ale małymi, wstrętnymi kroczkami, doprowadzisz do tego, że sama będziesz chciała mieć męża pod pantoflem. Mam nadzieję, że jest on na tyle inteligenty, że się nie da i po ludzku Cię zostawi. Bo tak się nie da żyć. "
Tak w dużej mierze było. W mojej rodzinie jest trochę takie przekonanie, że "musi być idealnie" i to właśnie wykreowane jest przez moich najbliższych. Przecież ostatnio usłyszałam : 'o matko, i puszczasz go tak? nie wiesz co sie dzieje na delegacjach. Ja bym go nie puściła". Tylko dlatego wspomniałam o siostrze, w celu znalezienia podstawy tego, a nie po to, żeby było, że inni mają gorzej, więc ja nie jestem taka zła. A ja właśnie dlatego tu się radzę, bo chcę to zmienić. Chcę odciąć się od tego przekonania i pokazać im, że w moim małżeństwie jest inaczej i jest nam z tym bardzo dobrze. To my we dwoje żyjemy ze sobą, a nie z nimi. I to mąż i jego potrzeby są dla mnie najważniejsze, a nie opinia mamy czy siostry. (Choć nie ukrywam, że takie docinki są wkurzające i bolesne). Jest bardzo inteligentny i nie pozwoli sobie wejść na głowę, ale Twoja " nadzieja", że mnie zostawi to trochę słaba zagrywka. Jesteśmy mężem i żoną i gdyby każdy miał się rozstawać po tym jak komuś coś nie pasuje albo ktoś ma niewłaściwe zachowanie to ludzie w ogóle nie wiązaliby się na stałe..Wiesz, że małżeństwo jest na dobre i złe? A nie, że jedna potyczka czy zła tendencja i "mam nadzieję, ze Cię zostawi".
Zaczynasz wpadać w paranoję, specjalista to jest baaardzo dobry pomysł.
Mąż wyjeżdża? Świetnie, możesz poczytać książki, pooglądać filmy, iść na siłownię, na noc do koleżanki, masz wachlarz możliwości. Weź się za siebie, zanim będzie za późno.
óki co próbuje sama nad sobą pracować, nie uważam, że to taka tragedia, żeby lecieć od razu do specjalisty. Będę pracować nad sobą, jeśli się nie uda to wtedy pomyślę o jakiejś konsultacji.