Nya napisał/a:silent napisał/a:Jakiej tradycji? Są rzeczy które kobieta zrobi lepiej niż facet i są rzeczy które facet zrobi lepiej niż kobieta.
No nie wiem co się tak buntujesz.
Np.?
Są tylko dwie czynności, które moja żona wykonuje lepiej, niż ja: urodzenie dziecka oraz karmienie go piersią, przy czym karmienie piersią można w pewnych okolicznościach zastąpić butelką.
Wszystkie pozostałe czynności potrafię wykonać nie gorzej niż żona, a często lepiej a te czynności, które potrafię wykonać lepiej nie ograniczają się do sikania na stojąco...;-)
Mieszkamy w domu jednorodzinnym ze sporą działką i nie ma ANI JEDNEGO weekendu, podczas którego nie byłoby do zrobienia czegoś w domu/przy domu. W ciągu ostatniego miesiąca wymieniałem np. czujnik ruchu do oświetlenia na zewnątrz, baterię podtrzymującą pamięć oraz akumulator instalacji systemu alarmowego, dziś dowiedziałem się, że trzeba wymienić oświetlenie w garderobie na mocniejsze (będzie wycinanie otworu w suficie podwieszanym). W kolejce czeka naprawa pompy w wannie z hydromasażem, do której części nie wiem skąd będę ściągał, chyba z Chin...
Sama skrzynka bezpieczników ma u mnie wymiary metr na metr, bezpieczników jest pewnie ze 70, do tego transformatory do oświetlenia niskonapięciowego.
Wymiana głupiego bezpiecznika różnicowo-prądowego jest wyzwaniem dla 90% kobiet, nie dlatego, że są mniej inteligentne, ale dlatego, że mają mniejsze obycie z techniką.
Kiedy żona jest w pracy a ja wracam z dziećmi do domu, gotuję im obiad, pomagam przy odrabianiu lekcji, kładę spać, jeśli trzeba. Przy drugim dziecku przewijałem bąbla od pierwszego dnia życia, bo nauczyłem się przy pierwszym.
Kiedy ja jestem w pracy i zgaśnie światło a bezpiecznik wywala, żona dzwoni do mnie "misiu przyjeżdżaj, światło się zepsuło!", na obiad robi kanapki, bo płyta indukcyjna nie działa bez prądu. Nie ma wody, ogrzewania i właściwie cały dom jest martwy. Takie czasy.
Dopóki nie przyjadę i nie naprawię, nie będzie naprawione.
Nie wspominam już o koszeniu trawnika, bo kosiarka za ciężka dla żony, ale powiedzmy, że można było kupić mniejszą. Nie kupiło się, bo wiadomo, że to męska robota i po co mam biegać dwa razy więcej z mniejszą, skoro żona i tak jej nie dotknie :>
Jeśli więc para mieszka w kawalerce z jedną łazienką i dwoma bateriami wodnymi, jedną w łazience, drugą w kuchni, to rzeczywiście może wydawać się, że do czego niby ten facet może być potrzebny...?
Jeśli jednak wyjechać za miasto, okazuje się, że jednak bywa potrzebny a często niezastąpiony. I to niezależnie od tego, czy naprawę robi mąż za darmo, czy elektryk/hydraulik za niemałe pieniądze. A nigdy jeszcze nie widziałem elektryczki lub hydrauliczki...
Ja podczas małżeństwa nauczyłem się i gotować, i opiekować dziećmi, i prać sprzątać i w ogóle. W tym czasie moja żona nie nauczyła się niczego nowego.
Kocham ją, jest mi bliska, nie oczekuję od Niej latania z łopatą i wkrętakiem. Sam zrobię to lepiej. Ale faktem jest, że chcąc doprowadzić do równego podziału obowiązków w małżeństwie, doprowadziła mnie do pełnej niezależności od niej, a siebie do sporej zależności ode mnie. Gdyby wyjechała na 2 miesięczny kontrakt za granicę, poradzę sobie sam z dziećmi w domu bez żadnego problemu. Gdybym ja wyjechał, zamiast mnie w domu prędzej czy później musiałby pojawić się jakiś mężczyzna do pomocy.
Taka jest moja odpowiedź na pytanie, w czym tradycyjnie lepsze są kobiety, a w czym mężczyźni :-)
I naprawdę bardzo dziwię się tym paniom, które cieszą jak dzieci, że zagoniły chłopów do kuchni :-)