Jestem z chłopakiem 3 lata. Jesteśmy w tym samym wieku - 23 lata.
Ostatnio zaczęliśmy rozmawiać o wspólnym mieszkaniu i tu nastąpił
problem. Otórz mój chłopak chce żebym to ja w domu gotowała.
On nie umie gotować i mówi też, że próbował kiedyś ale nie lubi tego.
Rzecz w tym, że ja też nie lubie gotowania. A nawet więcej.. nie potrafię.
Powiem jeszcze więcej - nie mam ochoty na to zeby się nauczyć.
I wiem świetnie, że są proste przepisy choćby w internecie
ale po pierwsze nie mam wyczucia ( na jakim ogniu, jak długo itp.)
Często mimo, że trzymałam się przepisu i dokładnych instrukcji
potrafiłam coś przypalić.po drugie - Po prostu tego nie lubię i nie chcę.
Potrafię zrobić tylko jajecznicę, kotlety w papirusie ( bo wystarczy
tylko ubić i dać w papierusie na patelni) oraz zagotować wodę i
wrzucić makaron. Nie gotuję codziennie, tak właściwie to bardzo rzadko
tylko jeśli mam wielką ochotę zjeść któreś z tych dań.
Na co dzień nie jem obiadów, jem kanapki albo coś co można szybko
przygotować bez stania przy garnkach.
Mój facet pracuje, ja na razie tylko studiuje, a po studiach od razu
idę do pracy, więc nie jest tak że będę w domu na jego utrzymaniu.
On chciałby, żebym po pracy mu gotowała, a na argument, że ja też
będę pracować mówi, że on pracuje fizycznie, więc ja powinnam się tym zająć.
Dodatkowo mówi, że teraz dopóki '' tylko '' studiuje to
mam więcej czasu i powinnam się tym zająć.
Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Czy widzicie jakieś możliwe
rozwiązania? Od razu powiem, że wspólne gotowanie nie wchodzi w grę,
on nawet sobie nie wyobraża robić cokolwiek w kuchni. Już i tak z wielką
łaską robi sobie kanapki, a najlepiej chciałby żebym ja mu je robiła
jak zamieszkalibyśmy razem. Na razie jego matka czasem mu podwozi obiadki,
albo chodzi jeść na mieście.
Poza tym problemem, nie mieliśmy do tej pory żadnych poważnych
konfliktów, w innych kwestiach dogadujemy się.