Uważam jak Wielokropek. Ten problem to wierzchołek góry lodowej. Przede wszystkim widać, że chłopak wychowany w patriarchacie taki też układ zamierza stworzyć. Przy czym to taka specyficzna wersja patriarchatu. W normalnej role były podzielone: facet zarabiał, reperował/remontował, kobieta prowadziła dom. W tej zmienionej w latach 70-80-tych wersji pracują zarówno kobieta jak i mężczyzna, reperuje facet, remontuje fachowiec, za to obowiązki domowe związane z prowadzeniem domu z jakichś niewyjaśnionych przyczyn pozostają kobiecie. Efekt: facet po pracy zalega na kanapie, kobieta po pracy musi zrobić dokładnie to samo co kobiety niepracujące zawodowo tylko w krótszym czasie. Jak słyszę męski argument: "ty cieknącego kranu nie naprawisz/śrubki nie wkręcisz" to mnie trafia. Tak jakby reperowanie było czynnością codzienną, taką jaką jest robienie zakupów, gotowanie, sprzątanie czy pranie.
Na szczęście coraz mniej takich mężczyzn. Ogromna większość rozumie, że jak oboje po pracy, to trzeba razem się zorganizować, podzielić pozostałe obowiązki. Forma dowolna. Nie musi być tak, że gotuje raz facet/raz kobieta. To zależy od preferencji. Jest sporo do zrobienia.
Twój mężczyzna jednak do takich - jak widać - nie należy. Praca umysłowa potrafi być tak samo wykańczająca jak fizyczna. Wiem z doświadczenia. Każdemu po pracy należy się odpoczynek. A jak oboje wezmą się do pracy, to jest szansa, że oboje odpoczną. Inaczej tylko jedna osoba w tym układzie będzie odpoczywać.
Myślę, że trochę w ramach protestu pokazujesz, że uczyć się gotować nie zamierzasz. Gdyby mój facet powiedział mi, że to mój obowiązek, to sama nie wiem, jak bym zareagowała.
Cóż, pozostaje rozmowa. Jeśli Twój facet nie zmieni stanowiska, pozostanie mu poszukanie takiej kobiety, która się na takie warunki zgodzi (choć dobrze by było, by jeszcze był gotów zarobić także na nią, by ona mogła poświęcić się dogadzaniu jego podniebieniu). Inna opcja jest dla mnie haniebnym wykorzystywaniem i robieniem z kobiety służącej.
A gotowanie rzeczywiście nie jest trudne. Jestem pewna, że jak przeczytasz jakieś przepisy w necie, to spokojnie będziesz w stanie zrobić dużo więcej niż ten makaron czy ryż. Można też gotować na parę dni, mrozić część. Wcale nie trzeba gotować dzień w dzień. Mnie też codzienne stanie przy garach by denerwowało.
Ale na jego oczekiwania się gódź. Są niedzisiejsze, uwłaczające Ci.
Ach... i od razu dodam, że nie mam nic przeciwko kobietom siedzącym w domu i prowadzącym dom. 