Mój świat się chyba zawalił...pomocy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mój świat się chyba zawalił...pomocy

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 469 ]

196

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Dokładnie im szybciej pozbędziecie  się chałupy, tym lepiej dla was.
Uwierz, że rozmów z mężem wcale mi nie brakowało, wręcz przeciwnie, czułam ulgę, że nie muszę więcej słuchać tych kłamstw. Umiejętność bajkopisarstwa u mojego byłego można określić jako level hard. Wiadomo, że czasem brakowało mi żeby ktoś mnie przytulił, ale zaraz potem wyobrażałam sobie jak podczas sexu ze mną musiał fantazjować o niej i od razu mi przechodziło. U Ciebie jak piszesz, będzie pewnie trudniej bo byłeś z nią tyle lat i była Twoją pierwszą kobietą. Musisz podnieść swoja samoocenę, uwierzyć w siebie. Pisałeś na początku, że Twoja żona jest atrakcyjną kobietą, więc nie jest pewnie z Tobą aż tak źle, super szprycha nie poleciałaby na ogra, no chyba że miałeś miliony na koncie, ale wątpię, abyś w tak młodym wieku dorobił się fortuny;). Zadbaj o swoją atrakcyjność, pewność siebie,spraw aby kobiety się za Tobą oglądały, wtedy będzie Ci łatwiej wink.

Bajkopisarstwo to kurwa jedyna rzecz która im tak naprawdę wychodzi najlepiej. No ja teraz też sobie uświadomiłem jak dochodziło do zbliżeń między nami jak to ona musiała fantazjować w czasie sexu o nim i huj wie jeszcze o czym...:( . Właśnie bardzo trudno jest się rozstać z kimś z kim się było tyle czasu...no i na dodatek pierwsza kobieta (zobacz mam 37 lat i miałem w życiu jedną poważną kobiete- dziwne prawda)... boli oj boli. Nie nie jestem milionerem (jeszcze) ...:)...może kiedyś. Wręcz przeciwnie jestem frajerem który z miłości do drugiej osoby nie zauważał wielu złych rzeczy wokół siebie...:).
Pisząc z Tobą mam wrażenie że jesteś bardzo dorosła w swych wypowiedziach mimo młodego wieku...zapewne sprawka doświadczeń życiowych( niestety przykrych).
No myślę że jakimś paszczurem nie jestem...lecz nie mnie to oceniać...:).

To dobrze, że parchaty nie jesteś, będzie ci łatwiej sobie życie ułożyć smile Wiesz, ciało wyrobione na siłowni i dobry ciuch, też robią robotę.
Nie uważam żeby było dziwne że miałeś tylko jedną kobiete, to reczej dobrze o Tobie świadczy, że nie brałeś wszystkiego co się nawinie big_smile
Taaaa moje małżeństwo to był przyspieszony kurs dorastania. A czy jestem dojrzała to nie wiem, czasem mi się wydaje że zatrzymałam się na poziomie gimnazjum z moimi durnymi pomysłami smile.

No takie odnoszę wrażenie pisząc o Twojej dorosłości...a jakie miewasz pomysły i czy są mądre czy durne  to już nie wiem smile smile
Chodzę póki co na basen jak Tobie pisałem wcześniej...i na razie to mi wystarcza, później się zobaczy będzie więcej czasu itp...
Dzisiaj z synkiem na basen a dwa razy no jak się udaje trzy razy chodzę sam. Przynajmniej w chacie nie siedzę...:)

Zobacz podobne tematy :

197

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Bajkopisarstwo to kurwa jedyna rzecz która im tak naprawdę wychodzi najlepiej. No ja teraz też sobie uświadomiłem jak dochodziło do zbliżeń między nami jak to ona musiała fantazjować w czasie sexu o nim i huj wie jeszcze o czym...:( . Właśnie bardzo trudno jest się rozstać z kimś z kim się było tyle czasu...no i na dodatek pierwsza kobieta (zobacz mam 37 lat i miałem w życiu jedną poważną kobiete- dziwne prawda)... boli oj boli. Nie nie jestem milionerem (jeszcze) ...:)...może kiedyś. Wręcz przeciwnie jestem frajerem który z miłości do drugiej osoby nie zauważał wielu złych rzeczy wokół siebie...:).
Pisząc z Tobą mam wrażenie że jesteś bardzo dorosła w swych wypowiedziach mimo młodego wieku...zapewne sprawka doświadczeń życiowych( niestety przykrych).
No myślę że jakimś paszczurem nie jestem...lecz nie mnie to oceniać...:).

To dobrze, że parchaty nie jesteś, będzie ci łatwiej sobie życie ułożyć smile Wiesz, ciało wyrobione na siłowni i dobry ciuch, też robią robotę.
Nie uważam żeby było dziwne że miałeś tylko jedną kobiete, to reczej dobrze o Tobie świadczy, że nie brałeś wszystkiego co się nawinie big_smile
Taaaa moje małżeństwo to był przyspieszony kurs dorastania. A czy jestem dojrzała to nie wiem, czasem mi się wydaje że zatrzymałam się na poziomie gimnazjum z moimi durnymi pomysłami smile.

No takie odnoszę wrażenie pisząc o Twojej dorosłości...a jakie miewasz pomysły i czy są mądre czy durne  to już nie wiem smile smile
Chodzę póki co na basen jak Tobie pisałem wcześniej...i na razie to mi wystarcza, później się zobaczy będzie więcej czasu itp...
Dzisiaj z synkiem na basen a dwa razy no jak się udaje trzy razy chodzę sam. Przynajmniej w chacie nie siedzę...:)

Ja basenu nienawidzę, najgorsza forma aktywności. Z resztą basen kiepsko rzeźbi sylwetkę wink
E tam, gadasz, jak się chce to się znajdzie na wszytsko czas. Będziesz miał co tydzień  labę, jak młody będzie u mamy. Wymyślaj sobie nowe formy aktywności, to mi pomogło przeżyć rozwód. Powinieneś mieć głowę ciągle zajętą czymś pozytywnym smile

198

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

To dobrze, że parchaty nie jesteś, będzie ci łatwiej sobie życie ułożyć smile Wiesz, ciało wyrobione na siłowni i dobry ciuch, też robią robotę.
Nie uważam żeby było dziwne że miałeś tylko jedną kobiete, to reczej dobrze o Tobie świadczy, że nie brałeś wszystkiego co się nawinie big_smile
Taaaa moje małżeństwo to był przyspieszony kurs dorastania. A czy jestem dojrzała to nie wiem, czasem mi się wydaje że zatrzymałam się na poziomie gimnazjum z moimi durnymi pomysłami smile.

No takie odnoszę wrażenie pisząc o Twojej dorosłości...a jakie miewasz pomysły i czy są mądre czy durne  to już nie wiem smile smile
Chodzę póki co na basen jak Tobie pisałem wcześniej...i na razie to mi wystarcza, później się zobaczy będzie więcej czasu itp...
Dzisiaj z synkiem na basen a dwa razy no jak się udaje trzy razy chodzę sam. Przynajmniej w chacie nie siedzę...:)

Ja basenu nienawidzę, najgorsza forma aktywności. Z resztą basen kiepsko rzeźbi sylwetkę wink
E tam, gadasz, jak się chce to się znajdzie na wszytsko czas. Będziesz miał co tydzień  labę, jak młody będzie u mamy. Wymyślaj sobie nowe formy aktywności, to mi pomogło przeżyć rozwód. Powinieneś mieć głowę ciągle zajętą czymś pozytywnym smile

No ja akurat lubię basen...ale to ja smile. Dokładnie jak będę miał tygodniowe wolności jeśli tak to można nazwać to będzie sobie trzeba poszukać wiele zajęć. Pewnie tak jak pisze trzeba mieć zajętą głowe...:)

199

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

No takie odnoszę wrażenie pisząc o Twojej dorosłości...a jakie miewasz pomysły i czy są mądre czy durne  to już nie wiem smile smile
Chodzę póki co na basen jak Tobie pisałem wcześniej...i na razie to mi wystarcza, później się zobaczy będzie więcej czasu itp...
Dzisiaj z synkiem na basen a dwa razy no jak się udaje trzy razy chodzę sam. Przynajmniej w chacie nie siedzę...:)

Ja basenu nienawidzę, najgorsza forma aktywności. Z resztą basen kiepsko rzeźbi sylwetkę wink
E tam, gadasz, jak się chce to się znajdzie na wszytsko czas. Będziesz miał co tydzień  labę, jak młody będzie u mamy. Wymyślaj sobie nowe formy aktywności, to mi pomogło przeżyć rozwód. Powinieneś mieć głowę ciągle zajętą czymś pozytywnym smile

No ja akurat lubię basen...ale to ja smile. Dokładnie jak będę miał tygodniowe wolności jeśli tak to można nazwać to będzie sobie trzeba poszukać wiele zajęć. Pewnie tak jak pisze trzeba mieć zajętą głowe...:)

A Ty jakie sporty uprawiasz/ Jeśli mogę wiedzieć

200

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

No takie odnoszę wrażenie pisząc o Twojej dorosłości...a jakie miewasz pomysły i czy są mądre czy durne  to już nie wiem smile smile
Chodzę póki co na basen jak Tobie pisałem wcześniej...i na razie to mi wystarcza, później się zobaczy będzie więcej czasu itp...
Dzisiaj z synkiem na basen a dwa razy no jak się udaje trzy razy chodzę sam. Przynajmniej w chacie nie siedzę...:)

Ja basenu nienawidzę, najgorsza forma aktywności. Z resztą basen kiepsko rzeźbi sylwetkę wink
E tam, gadasz, jak się chce to się znajdzie na wszytsko czas. Będziesz miał co tydzień  labę, jak młody będzie u mamy. Wymyślaj sobie nowe formy aktywności, to mi pomogło przeżyć rozwód. Powinieneś mieć głowę ciągle zajętą czymś pozytywnym smile

No ja akurat lubię basen...ale to ja smile. Dokładnie jak będę miał tygodniowe wolności jeśli tak to można nazwać to będzie sobie trzeba poszukać wiele zajęć. Pewnie tak jak pisze trzeba mieć zajętą głowe...:)

nie, nie, nie, basen jest bleeee ;p
Na pewno znajdziesz sobie jakieś ciekawe zajęcia, o ile nie mieszkasz gdzieś na wygwizdowiu smile Z resztą nawet jak Twój syn będzie z Tobą, też możesz zrobić coś dla siebie. A swoją drogą taki 7-latek jest samodzielny? Może zostawać sam w domu ;D? Ja już w pierwszej klasie chodziłam sama do szkoły i potrafiłam obiad odgrzać, ale nie wiem jak dzisiejsza młodzież jest ogarnięta ;p

201

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Ja basenu nienawidzę, najgorsza forma aktywności. Z resztą basen kiepsko rzeźbi sylwetkę wink
E tam, gadasz, jak się chce to się znajdzie na wszytsko czas. Będziesz miał co tydzień  labę, jak młody będzie u mamy. Wymyślaj sobie nowe formy aktywności, to mi pomogło przeżyć rozwód. Powinieneś mieć głowę ciągle zajętą czymś pozytywnym smile

No ja akurat lubię basen...ale to ja smile. Dokładnie jak będę miał tygodniowe wolności jeśli tak to można nazwać to będzie sobie trzeba poszukać wiele zajęć. Pewnie tak jak pisze trzeba mieć zajętą głowe...:)

A Ty jakie sporty uprawiasz/ Jeśli mogę wiedzieć

Sporty? podstawówka i gimnazjum - trójbój, gimnastyka. Nawet z umiarkowanymi  sukcesami wink. Teraz siłownia, rower, wcześniej bieganie, ale odkąd zobaczyłam kopulującą parę żuli w parku, to się jakoś zniechęciłam wink

202

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Ja basenu nienawidzę, najgorsza forma aktywności. Z resztą basen kiepsko rzeźbi sylwetkę wink
E tam, gadasz, jak się chce to się znajdzie na wszytsko czas. Będziesz miał co tydzień  labę, jak młody będzie u mamy. Wymyślaj sobie nowe formy aktywności, to mi pomogło przeżyć rozwód. Powinieneś mieć głowę ciągle zajętą czymś pozytywnym smile

No ja akurat lubię basen...ale to ja smile. Dokładnie jak będę miał tygodniowe wolności jeśli tak to można nazwać to będzie sobie trzeba poszukać wiele zajęć. Pewnie tak jak pisze trzeba mieć zajętą głowe...:)

nie, nie, nie, basen jest bleeee ;p
Na pewno znajdziesz sobie jakieś ciekawe zajęcia, o ile nie mieszkasz gdzieś na wygwizdowiu smile Z resztą nawet jak Twój syn będzie z Tobą, też możesz zrobić coś dla siebie. A swoją drogą taki 7-latek jest samodzielny? Może zostawać sam w domu ;D? Ja już w pierwszej klasie chodziłam sama do szkoły i potrafiłam obiad odgrzać, ale nie wiem jak dzisiejsza młodzież jest ogarnięta ;p

Nie nie mieszkam na wygwizdowie...:) Zobaczymy jak to będzie. Pewnie teraz z dnia na dzień będzie musiał szybko "dorosnąć" niestety.

203

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

No ja akurat lubię basen...ale to ja smile. Dokładnie jak będę miał tygodniowe wolności jeśli tak to można nazwać to będzie sobie trzeba poszukać wiele zajęć. Pewnie tak jak pisze trzeba mieć zajętą głowe...:)

nie, nie, nie, basen jest bleeee ;p
Na pewno znajdziesz sobie jakieś ciekawe zajęcia, o ile nie mieszkasz gdzieś na wygwizdowiu smile Z resztą nawet jak Twój syn będzie z Tobą, też możesz zrobić coś dla siebie. A swoją drogą taki 7-latek jest samodzielny? Może zostawać sam w domu ;D? Ja już w pierwszej klasie chodziłam sama do szkoły i potrafiłam obiad odgrzać, ale nie wiem jak dzisiejsza młodzież jest ogarnięta ;p

Nie nie mieszkam na wygwizdowie...:) Zobaczymy jak to będzie. Pewnie teraz z dnia na dzień będzie musiał szybko "dorosnąć" niestety.

No to dobrze, jak się mieszka na zadupiu, to niestety ma się liche perspektywy.

E, Twój syn jest pewnie bardziej ogarnięty niż Ci się wydaje. Za parę lat Ci podziękuje, że nie musiał być świadkiem codziennych kłótni smile

204

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

nie, nie, nie, basen jest bleeee ;p
Na pewno znajdziesz sobie jakieś ciekawe zajęcia, o ile nie mieszkasz gdzieś na wygwizdowiu smile Z resztą nawet jak Twój syn będzie z Tobą, też możesz zrobić coś dla siebie. A swoją drogą taki 7-latek jest samodzielny? Może zostawać sam w domu ;D? Ja już w pierwszej klasie chodziłam sama do szkoły i potrafiłam obiad odgrzać, ale nie wiem jak dzisiejsza młodzież jest ogarnięta ;p

Nie nie mieszkam na wygwizdowie...:) Zobaczymy jak to będzie. Pewnie teraz z dnia na dzień będzie musiał szybko "dorosnąć" niestety.

No to dobrze, jak się mieszka na zadupiu, to niestety ma się liche perspektywy.

E, Twój syn jest pewnie bardziej ogarnięty niż Ci się wydaje. Za parę lat Ci podziękuje, że nie musiał być świadkiem codziennych kłótni smile

Zgadzam się z Tobą, pewnie masz rację...za parę lat pewnie tak będzie smile

205

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Nie nie mieszkam na wygwizdowie...:) Zobaczymy jak to będzie. Pewnie teraz z dnia na dzień będzie musiał szybko "dorosnąć" niestety.

No to dobrze, jak się mieszka na zadupiu, to niestety ma się liche perspektywy.

E, Twój syn jest pewnie bardziej ogarnięty niż Ci się wydaje. Za parę lat Ci podziękuje, że nie musiał być świadkiem codziennych kłótni smile

Zgadzam się z Tobą, pewnie masz rację...za parę lat pewnie tak będzie smile

Taaaa dzięki sprawie rozwodowej zdobędziesz nowe doświadczenie, może Twój syn w przyszłości też trafi na niedobrą kobietę, to będziesz wiedział co mu doradzić smile

206

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

No to dobrze, jak się mieszka na zadupiu, to niestety ma się liche perspektywy.

E, Twój syn jest pewnie bardziej ogarnięty niż Ci się wydaje. Za parę lat Ci podziękuje, że nie musiał być świadkiem codziennych kłótni smile

Zgadzam się z Tobą, pewnie masz rację...za parę lat pewnie tak będzie smile

Taaaa dzięki sprawie rozwodowej zdobędziesz nowe doświadczenie, może Twój syn w przyszłości też trafi na niedobrą kobietę, to będziesz wiedział co mu doradzić smile


Hej. Dzisiaj załapałem jakąś dolinę. Zaczyna mnie dobijać to milczenie w domu i czekanie zarówno za pozwem jak i samym rozwodem. Staram się nie myśleć o tym wszystkim ale jest ciężko sad.
Dni są takie same...normalnie dzień świstaka...masakra

207

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Zgadzam się z Tobą, pewnie masz rację...za parę lat pewnie tak będzie smile

Taaaa dzięki sprawie rozwodowej zdobędziesz nowe doświadczenie, może Twój syn w przyszłości też trafi na niedobrą kobietę, to będziesz wiedział co mu doradzić smile


Hej. Dzisiaj załapałem jakąś dolinę. Zaczyna mnie dobijać to milczenie w domu i czekanie zarówno za pozwem jak i samym rozwodem. Staram się nie myśleć o tym wszystkim ale jest ciężko sad.
Dni są takie same...normalnie dzień świstaka...masakra

Hej;) ja wczoraj miałam wieczorem doła, zasnąć nie mogłam i miałam jakieś głupie myśli. To się zdarza raz na jakiś czas. Po wykryciu zdrady codziennie miałam takie doły, białe noce, bla bla... uwierz, złe myśli będą przychodziły coraz rzadziej smile Skoro piszesz, że każdy dzień jest taki sam, to zadbaj o to żeby tak nie było. Weź syna do kina, umów się z kolegami, idź pobiegać(to mi pomogło po rozstaniu z poprzednim partnerem i niestety przez to bieganie poznałam tez mojego męża), zapisz się na jakiś język, zakupów Ci nie proponuję bo pewnie jak dla większości facetów jest to dla Ciebie traumą smile. Twój nastrój zależy jedynie od Ciebie.
A tak zmieniając temat, nie jesteś czasem z Wielkopolski? Bo napisałeś, że czekasz „za” pozwem. Większość Polaków czeka jednak „na” pozew, stąd moje pytanie

208

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Taaaa dzięki sprawie rozwodowej zdobędziesz nowe doświadczenie, może Twój syn w przyszłości też trafi na niedobrą kobietę, to będziesz wiedział co mu doradzić smile


Hej. Dzisiaj załapałem jakąś dolinę. Zaczyna mnie dobijać to milczenie w domu i czekanie zarówno za pozwem jak i samym rozwodem. Staram się nie myśleć o tym wszystkim ale jest ciężko sad.
Dni są takie same...normalnie dzień świstaka...masakra

Hej;) ja wczoraj miałam wieczorem doła, zasnąć nie mogłam i miałam jakieś głupie myśli. To się zdarza raz na jakiś czas. Po wykryciu zdrady codziennie miałam takie doły, białe noce, bla bla... uwierz, złe myśli będą przychodziły coraz rzadziej smile Skoro piszesz, że każdy dzień jest taki sam, to zadbaj o to żeby tak nie było. Weź syna do kina, umów się z kolegami, idź pobiegać(to mi pomogło po rozstaniu z poprzednim partnerem i niestety przez to bieganie poznałam tez mojego męża), zapisz się na jakiś język, zakupów Ci nie proponuję bo pewnie jak dla większości facetów jest to dla Ciebie traumą smile. Twój nastrój zależy jedynie od Ciebie.
A tak zmieniając temat, nie jesteś czasem z Wielkopolski? Bo napisałeś, że czekasz „za” pozwem. Większość Polaków czeka jednak „na” pozew, stąd moje pytanie

Pisząc że każdy dzień jest taki sam miałem na myśli głównie ...tragiczne wieczory kiedy już mały śpi a my się na kanapach wpatrujemy w telewizor w całkowitym milczeniu...jak obce osoby sad.
Staram się jak mogę zapełnić swój dzienny grafik...ale czasem dopada zwątpienie .
Nie nie jestem z Wielkopolski smile

209

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Hej. Dzisiaj załapałem jakąś dolinę. Zaczyna mnie dobijać to milczenie w domu i czekanie zarówno za pozwem jak i samym rozwodem. Staram się nie myśleć o tym wszystkim ale jest ciężko sad.
Dni są takie same...normalnie dzień świstaka...masakra

Hej;) ja wczoraj miałam wieczorem doła, zasnąć nie mogłam i miałam jakieś głupie myśli. To się zdarza raz na jakiś czas. Po wykryciu zdrady codziennie miałam takie doły, białe noce, bla bla... uwierz, złe myśli będą przychodziły coraz rzadziej smile Skoro piszesz, że każdy dzień jest taki sam, to zadbaj o to żeby tak nie było. Weź syna do kina, umów się z kolegami, idź pobiegać(to mi pomogło po rozstaniu z poprzednim partnerem i niestety przez to bieganie poznałam tez mojego męża), zapisz się na jakiś język, zakupów Ci nie proponuję bo pewnie jak dla większości facetów jest to dla Ciebie traumą smile. Twój nastrój zależy jedynie od Ciebie.
A tak zmieniając temat, nie jesteś czasem z Wielkopolski? Bo napisałeś, że czekasz „za” pozwem. Większość Polaków czeka jednak „na” pozew, stąd moje pytanie

Pisząc że każdy dzień jest taki sam miałem na myśli głównie ...tragiczne wieczory kiedy już mały śpi a my się na kanapach wpatrujemy w telewizor w całkowitym milczeniu...jak obce osoby sad.
Staram się jak mogę zapełnić swój dzienny grafik...ale czasem dopada zwątpienie .
Nie nie jestem z Wielkopolski smile

Dziwię się, że przeszkadza Ci milczenie. Ja nie miałam ochoty na rozmowy ze swoim mężem, za to on nawijał non stop, jakby nic się nie stało. Organizował, wyjścia, wycieczki, których nie chciałam, marzyłam żeby się zamknął i chciałam mieć święty spokój. Miałam dosyć jego hipokryzji. Z resztą nie wierzyłam w ani jedno słowo.
Musisz zrozumieć, że jesteście obcymi sobie osobami. Bo jak dobrze znałeś swoją żonę? Spodziewałeś się po niej tego, co zrobiła? Przed wykryciem zdrady rozmawialiście wieczorami? Przytulaliście się? Czy może było podobnie, a Ty zwyczajnie tęsknisz za czasami z początków waszej znajomości.

210

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Hej;) ja wczoraj miałam wieczorem doła, zasnąć nie mogłam i miałam jakieś głupie myśli. To się zdarza raz na jakiś czas. Po wykryciu zdrady codziennie miałam takie doły, białe noce, bla bla... uwierz, złe myśli będą przychodziły coraz rzadziej smile Skoro piszesz, że każdy dzień jest taki sam, to zadbaj o to żeby tak nie było. Weź syna do kina, umów się z kolegami, idź pobiegać(to mi pomogło po rozstaniu z poprzednim partnerem i niestety przez to bieganie poznałam tez mojego męża), zapisz się na jakiś język, zakupów Ci nie proponuję bo pewnie jak dla większości facetów jest to dla Ciebie traumą smile. Twój nastrój zależy jedynie od Ciebie.
A tak zmieniając temat, nie jesteś czasem z Wielkopolski? Bo napisałeś, że czekasz „za” pozwem. Większość Polaków czeka jednak „na” pozew, stąd moje pytanie

Pisząc że każdy dzień jest taki sam miałem na myśli głównie ...tragiczne wieczory kiedy już mały śpi a my się na kanapach wpatrujemy w telewizor w całkowitym milczeniu...jak obce osoby sad.
Staram się jak mogę zapełnić swój dzienny grafik...ale czasem dopada zwątpienie .
Nie nie jestem z Wielkopolski smile

Dziwię się, że przeszkadza Ci milczenie. Ja nie miałam ochoty na rozmowy ze swoim mężem, za to on nawijał non stop, jakby nic się nie stało. Organizował, wyjścia, wycieczki, których nie chciałam, marzyłam żeby się zamknął i chciałam mieć święty spokój. Miałam dosyć jego hipokryzji. Z resztą nie wierzyłam w ani jedno słowo.
Musisz zrozumieć, że jesteście obcymi sobie osobami. Bo jak dobrze znałeś swoją żonę? Spodziewałeś się po niej tego, co zrobiła? Przed wykryciem zdrady rozmawialiście wieczorami? Przytulaliście się? Czy może było podobnie, a Ty zwyczajnie tęsknisz za czasami z początków waszej znajomości.

Przeszkadza mi myślenie w takim sensie że siedzisz w czterech ścianach obok ciebie osoba a ty nie wymieniasz z nią ani słowa...to trochę dziwne. No widzisz twój mąż nawijał, organizował wyjścia wycieczki...a moja organizowała i organizuje  sobie wyjścia sama...może to i dobrze smile.
Jak bardzo ją znam...myślę że dobrze bo choćby nie wiej jak dobrze się zna partnera to nikt nie dopuszcza się czegoś tak złego z jej strony.
Wcześniej tęskniłem za czasami z początku znajomości...chciałem przeżyć choć jeden dzień-być może ostatni dzień taki sam jak kiedyś...jaki stary taki durny czego oczekiwałem...:)
Byliśmy po prostu jeśli można to tak nazwać -starym dobrym małżeństwem, przynajmniej tak  mi się wydawało. Wiesz po tylu latach nie ma już tak wielkich emocji jeśli chodzi o przytulanie całowanie itp. a szkoda...Myślę że gdybyś była ze swoim mężem tyle czasu co ja ze swoją żoną to wiedziałabyś o tym. smile

211

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Pisząc że każdy dzień jest taki sam miałem na myśli głównie ...tragiczne wieczory kiedy już mały śpi a my się na kanapach wpatrujemy w telewizor w całkowitym milczeniu...jak obce osoby sad.
Staram się jak mogę zapełnić swój dzienny grafik...ale czasem dopada zwątpienie .
Nie nie jestem z Wielkopolski smile

Dziwię się, że przeszkadza Ci milczenie. Ja nie miałam ochoty na rozmowy ze swoim mężem, za to on nawijał non stop, jakby nic się nie stało. Organizował, wyjścia, wycieczki, których nie chciałam, marzyłam żeby się zamknął i chciałam mieć święty spokój. Miałam dosyć jego hipokryzji. Z resztą nie wierzyłam w ani jedno słowo.
Musisz zrozumieć, że jesteście obcymi sobie osobami. Bo jak dobrze znałeś swoją żonę? Spodziewałeś się po niej tego, co zrobiła? Przed wykryciem zdrady rozmawialiście wieczorami? Przytulaliście się? Czy może było podobnie, a Ty zwyczajnie tęsknisz za czasami z początków waszej znajomości.

Przeszkadza mi myślenie w takim sensie że siedzisz w czterech ścianach obok ciebie osoba a ty nie wymieniasz z nią ani słowa...to trochę dziwne. No widzisz twój mąż nawijał, organizował wyjścia wycieczki...a moja organizowała i organizuje  sobie wyjścia sama...może to i dobrze smile.
Jak bardzo ją znam...myślę że dobrze bo choćby nie wiej jak dobrze się zna partnera to nikt nie dopuszcza się czegoś tak złego z jej strony.
Wcześniej tęskniłem za czasami z początku znajomości...chciałem przeżyć choć jeden dzień-być może ostatni dzień taki sam jak kiedyś...jaki stary taki durny czego oczekiwałem...:)
Byliśmy po prostu jeśli można to tak nazwać -starym dobrym małżeństwem, przynajmniej tak  mi się wydawało. Wiesz po tylu latach nie ma już tak wielkich emocji jeśli chodzi o przytulanie całowanie itp. a szkoda...Myślę że gdybyś była ze swoim mężem tyle czasu co ja ze swoją żoną to wiedziałabyś o tym. smile

Wiesz, to już być może wasz ostanie wspólne, milczące wieczory. Jeśli szybko rozwiążecie kwestie mieszkaniowe, to ten nieprzyjemny dla Ciebie stan rzeczy się zakończy. A swoją drogą nie możesz wziąć laptopa i pójść do drugiego pokoju, bo faktycznie głupio tak siedzieć niby razem a jednak osobno ;p

No domyślam się, że po tylu latach nie jest tak samo jak na początku. Piszesz, że nie ma już takich emocji w sferze całowania, przytulania, jak więc między wami dochodziło do sexu, skoro tego nie było ;p? Mówiłeś: "teraz ściągaj gacie, mała". big_smile?

212

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Dziwię się, że przeszkadza Ci milczenie. Ja nie miałam ochoty na rozmowy ze swoim mężem, za to on nawijał non stop, jakby nic się nie stało. Organizował, wyjścia, wycieczki, których nie chciałam, marzyłam żeby się zamknął i chciałam mieć święty spokój. Miałam dosyć jego hipokryzji. Z resztą nie wierzyłam w ani jedno słowo.
Musisz zrozumieć, że jesteście obcymi sobie osobami. Bo jak dobrze znałeś swoją żonę? Spodziewałeś się po niej tego, co zrobiła? Przed wykryciem zdrady rozmawialiście wieczorami? Przytulaliście się? Czy może było podobnie, a Ty zwyczajnie tęsknisz za czasami z początków waszej znajomości.

Przeszkadza mi myślenie w takim sensie że siedzisz w czterech ścianach obok ciebie osoba a ty nie wymieniasz z nią ani słowa...to trochę dziwne. No widzisz twój mąż nawijał, organizował wyjścia wycieczki...a moja organizowała i organizuje  sobie wyjścia sama...może to i dobrze smile.
Jak bardzo ją znam...myślę że dobrze bo choćby nie wiej jak dobrze się zna partnera to nikt nie dopuszcza się czegoś tak złego z jej strony.
Wcześniej tęskniłem za czasami z początku znajomości...chciałem przeżyć choć jeden dzień-być może ostatni dzień taki sam jak kiedyś...jaki stary taki durny czego oczekiwałem...:)
Byliśmy po prostu jeśli można to tak nazwać -starym dobrym małżeństwem, przynajmniej tak  mi się wydawało. Wiesz po tylu latach nie ma już tak wielkich emocji jeśli chodzi o przytulanie całowanie itp. a szkoda...Myślę że gdybyś była ze swoim mężem tyle czasu co ja ze swoją żoną to wiedziałabyś o tym. smile

Wiesz, to już być może wasz ostanie wspólne, milczące wieczory. Jeśli szybko rozwiążecie kwestie mieszkaniowe, to ten nieprzyjemny dla Ciebie stan rzeczy się zakończy. A swoją drogą nie możesz wziąć laptopa i pójść do drugiego pokoju, bo faktycznie głupio tak siedzieć niby razem a jednak osobno ;p

No domyślam się, że po tylu latach nie jest tak samo jak na początku. Piszesz, że nie ma już takich emocji w sferze całowania, przytulania, jak więc między wami dochodziło do sexu, skoro tego nie było ;p? Mówiłeś: "teraz ściągaj gacie, mała". big_smile?

Czasami tak się zdarzało..hehe ale to już nie takie emocje co kiedyś smile:):)

213

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Przeszkadza mi myślenie w takim sensie że siedzisz w czterech ścianach obok ciebie osoba a ty nie wymieniasz z nią ani słowa...to trochę dziwne. No widzisz twój mąż nawijał, organizował wyjścia wycieczki...a moja organizowała i organizuje  sobie wyjścia sama...może to i dobrze smile.
Jak bardzo ją znam...myślę że dobrze bo choćby nie wiej jak dobrze się zna partnera to nikt nie dopuszcza się czegoś tak złego z jej strony.
Wcześniej tęskniłem za czasami z początku znajomości...chciałem przeżyć choć jeden dzień-być może ostatni dzień taki sam jak kiedyś...jaki stary taki durny czego oczekiwałem...:)
Byliśmy po prostu jeśli można to tak nazwać -starym dobrym małżeństwem, przynajmniej tak  mi się wydawało. Wiesz po tylu latach nie ma już tak wielkich emocji jeśli chodzi o przytulanie całowanie itp. a szkoda...Myślę że gdybyś była ze swoim mężem tyle czasu co ja ze swoją żoną to wiedziałabyś o tym. smile

Wiesz, to już być może wasz ostanie wspólne, milczące wieczory. Jeśli szybko rozwiążecie kwestie mieszkaniowe, to ten nieprzyjemny dla Ciebie stan rzeczy się zakończy. A swoją drogą nie możesz wziąć laptopa i pójść do drugiego pokoju, bo faktycznie głupio tak siedzieć niby razem a jednak osobno ;p

No domyślam się, że po tylu latach nie jest tak samo jak na początku. Piszesz, że nie ma już takich emocji w sferze całowania, przytulania, jak więc między wami dochodziło do sexu, skoro tego nie było ;p? Mówiłeś: "teraz ściągaj gacie, mała". big_smile?

Czasami tak się zdarzało..hehe ale to już nie takie emocje co kiedyś smile:):)

Domyślam się, wszystko co nowe wydaje nam się atrakcyjniejsze, nasi kochani małżonkowie potwierdzają tę tezę wink

214

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy

Dokładnie tak jak piszesz:). Sam nie raz zastanawiałem się jak po tylu razem spędzonych latach może "smakować" inna kobieta, z tym że na myślach pozostało . Z analizy życiowej Twojej i mojej wynika że zarówno inna kobieta i mężczyzna musi smakować wspaniale, jakże ten zakazany owoc jest atrakcyjny  skoro nasi małżonkowie poszli tą drogą...mało tego ciągle nie mogą przestać...hehe smile.
Kiedyś i im partnerom ten smak się znudzi okaże mało atrakcyjny..i poczują gorzki smak tego co przed chwilą tak im smakowało smile

215

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:

Dokładnie tak jak piszesz:). Sam nie raz zastanawiałem się jak po tylu razem spędzonych latach może "smakować" inna kobieta, z tym że na myślach pozostało . Z analizy życiowej Twojej i mojej wynika że zarówno inna kobieta i mężczyzna musi smakować wspaniale, jakże ten zakazany owoc jest atrakcyjny  skoro nasi małżonkowie poszli tą drogą...mało tego ciągle nie mogą przestać...hehe smile.
Kiedyś i im partnerom ten smak się znudzi okaże mało atrakcyjny..i poczują gorzki smak tego co przed chwilą tak im smakowało smile

Jak im się znudzi to poszukają kolejnych obiektów, tak można ciągnąć całe życie, póki moce przerobowe pozwalają i póki znajdują się chętni wink. Jeszcze im te amory bokiem wyjdą. Dla mnie mój mąż po tym co zrobił to z automatu przestał być atrakcyjny i czułam do niego wstręt. Równie mocno pociągał mnie kij od szczotki, dlatego dziwię Ci się, że tak długo Twoja pani jeszcze na Ciebie działała. Ale być może to magi pierwszej partnerki wink. Jak zwiążesz się z nową kobietą, to się pewnie rozczarujesz, bo o ile nowa nie będzie totalną kłodą, to przekonasz się, że w zasadzie wszystko jest podobnie wink.

216

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy

Sam nie wiem dlaczego tak czułem do niej jeszcze coś...nie potrafię powiedzieć dlaczego...może to ślepa miłość smile.
Jak zwiąże się z nową kobietą kiedyś to pewnie będzie odwrotnie niż mówisz... dopiero będzie można wyrabiać cuda na kiju...a cała otoczka podobna tak jak piszesz smile

217

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:

Sam nie wiem dlaczego tak czułem do niej jeszcze coś...nie potrafię powiedzieć dlaczego...może to ślepa miłość smile.
Jak zwiąże się z nową kobietą kiedyś to pewnie będzie odwrotnie niż mówisz... dopiero będzie można wyrabiać cuda na kiju...a cała otoczka podobna tak jak piszesz smile

haha to takiej wyrabiającej cuda na kiju Ci życzę big_smile W początkowej fazie jak będziesz zakochany, to pewnie wystarczy Ci, że się rozbierze i będzie gapić w sufit, a i tak będziesz zadowolony wink. Uroki początków. Aaaaaaaaa i teraz w dobie smartfonów będziesz  mógł też powymieniać się fotkami dla dorosłych, bo podejrzewam, że jak zaczynałeś spotykać się ze swoją kobietą to szczytem techniki były dzwonki polifoniczne w telefonie big_smile

218

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Sam nie wiem dlaczego tak czułem do niej jeszcze coś...nie potrafię powiedzieć dlaczego...może to ślepa miłość smile.
Jak zwiąże się z nową kobietą kiedyś to pewnie będzie odwrotnie niż mówisz... dopiero będzie można wyrabiać cuda na kiju...a cała otoczka podobna tak jak piszesz smile

haha to takiej wyrabiającej cuda na kiju Ci życzę big_smile W początkowej fazie jak będziesz zakochany, to pewnie wystarczy Ci, że się rozbierze i będzie gapić w sufit, a i tak będziesz zadowolony wink. Uroki początków. Aaaaaaaaa i teraz w dobie smartfonów będziesz  mógł też powymieniać się fotkami dla dorosłych, bo podejrzewam, że jak zaczynałeś spotykać się ze swoją kobietą to szczytem techniki były dzwonki polifoniczne w telefonie big_smile


...hehe dzięki smile. No w początkowej fazie to zawsze wszystko wystarcza nawet leżąc nago i patrząc się w sufit smile. Pewnie nasi małżonkowie wyprawiali na swoich schadzkach rzeczy o które nigdy by nas nie zapytali...takie to ogiery...:)
No 15 lat temu polifonia była szczytem możliwości inżynieryjnej...hehe smile.

219

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Sam nie wiem dlaczego tak czułem do niej jeszcze coś...nie potrafię powiedzieć dlaczego...może to ślepa miłość smile.
Jak zwiąże się z nową kobietą kiedyś to pewnie będzie odwrotnie niż mówisz... dopiero będzie można wyrabiać cuda na kiju...a cała otoczka podobna tak jak piszesz smile

haha to takiej wyrabiającej cuda na kiju Ci życzę big_smile W początkowej fazie jak będziesz zakochany, to pewnie wystarczy Ci, że się rozbierze i będzie gapić w sufit, a i tak będziesz zadowolony wink. Uroki początków. Aaaaaaaaa i teraz w dobie smartfonów będziesz  mógł też powymieniać się fotkami dla dorosłych, bo podejrzewam, że jak zaczynałeś spotykać się ze swoją kobietą to szczytem techniki były dzwonki polifoniczne w telefonie big_smile


...hehe dzięki smile. No w początkowej fazie to zawsze wszystko wystarcza nawet leżąc nago i patrząc się w sufit smile. Pewnie nasi małżonkowie wyprawiali na swoich schadzkach rzeczy o które nigdy by nas nie zapytali...takie to ogiery...:)
No 15 lat temu polifonia była szczytem możliwości inżynieryjnej...hehe smile.

No mój ze swoją za dużo nie nafikał, bo dzieliła ich duża odległość. Wystarczy mi co wyczytałam w ich wiadomościach, dla mnie to było gorsze niż jakbym przyłapała ich na gorącym uczynku. Zdrada emocjonalna zawsze była dla mnie gorsza niż jednorazowy skok w bok w trakcie delegacji wink.
No No mój to miał zawsze wysokie mniemanie o sobie to i był przekonany że jest genialnym kochankiem, grunt to wysoka samoocena wink.
No mój to akurat w propozycjach był bardzo śmiały, watpie czy z nią zdarzył wszytsko zrealizować, bo sprawa mu się dość szybko rypła. Bieduszek sad

220

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

haha to takiej wyrabiającej cuda na kiju Ci życzę big_smile W początkowej fazie jak będziesz zakochany, to pewnie wystarczy Ci, że się rozbierze i będzie gapić w sufit, a i tak będziesz zadowolony wink. Uroki początków. Aaaaaaaaa i teraz w dobie smartfonów będziesz  mógł też powymieniać się fotkami dla dorosłych, bo podejrzewam, że jak zaczynałeś spotykać się ze swoją kobietą to szczytem techniki były dzwonki polifoniczne w telefonie big_smile


...hehe dzięki smile. No w początkowej fazie to zawsze wszystko wystarcza nawet leżąc nago i patrząc się w sufit smile. Pewnie nasi małżonkowie wyprawiali na swoich schadzkach rzeczy o które nigdy by nas nie zapytali...takie to ogiery...:)
No 15 lat temu polifonia była szczytem możliwości inżynieryjnej...hehe smile.

No mój ze swoją za dużo nie nafikał, bo dzieliła ich duża odległość. Wystarczy mi co wyczytałam w ich wiadomościach, dla mnie to było gorsze niż jakbym przyłapała ich na gorącym uczynku. Zdrada emocjonalna zawsze była dla mnie gorsza niż jednorazowy skok w bok w trakcie delegacji wink.
No No mój to miał zawsze wysokie mniemanie o sobie to i był przekonany że jest genialnym kochankiem, grunt to wysoka samoocena wink.
No mój to akurat w propozycjach był bardzo śmiały, watpie czy z nią zdarzył wszytsko zrealizować, bo sprawa mu się dość szybko rypła. Bieduszek sad

No wiesz ale jak już się doczekał z racji odległości to pewnie dostawał co chciał smile...no a jeśli twój w propozycjach był taki śmiały to nie wiem jeśli je spełniałaś to musieliście ewentualnie on być bardzo zadowoleni z relacji łóżkowych...:). A jeśli mu się sprawa szybko rypła to nie pozostaje nic innego jak ze szczerego serca mu wspólczuć...hehe:)

221

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

...hehe dzięki smile. No w początkowej fazie to zawsze wszystko wystarcza nawet leżąc nago i patrząc się w sufit smile. Pewnie nasi małżonkowie wyprawiali na swoich schadzkach rzeczy o które nigdy by nas nie zapytali...takie to ogiery...:)
No 15 lat temu polifonia była szczytem możliwości inżynieryjnej...hehe smile.

No mój ze swoją za dużo nie nafikał, bo dzieliła ich duża odległość. Wystarczy mi co wyczytałam w ich wiadomościach, dla mnie to było gorsze niż jakbym przyłapała ich na gorącym uczynku. Zdrada emocjonalna zawsze była dla mnie gorsza niż jednorazowy skok w bok w trakcie delegacji wink.
No No mój to miał zawsze wysokie mniemanie o sobie to i był przekonany że jest genialnym kochankiem, grunt to wysoka samoocena wink.
No mój to akurat w propozycjach był bardzo śmiały, watpie czy z nią zdarzył wszytsko zrealizować, bo sprawa mu się dość szybko rypła. Bieduszek sad

No wiesz ale jak już się doczekał z racji odległości to pewnie dostawał co chciał smile...no a jeśli twój w propozycjach był taki śmiały to nie wiem jeśli je spełniałaś to musieliście ewentualnie on być bardzo zadowoleni z relacji łóżkowych...:). A jeśli mu się sprawa szybko rypła to nie pozostaje nic innego jak ze szczerego serca mu wspólczuć...hehe:)

No raczej był „z tych spraw” zadowolony. Wiesz, my naprawde duże ze sobą rozmawialiśmy, na wszystkie tematy. Ale wiesz, nowe zawsze lepsze smile A co Żonka  nie chciała się godzić na Twoje propozycje smile?

222

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

No mój ze swoją za dużo nie nafikał, bo dzieliła ich duża odległość. Wystarczy mi co wyczytałam w ich wiadomościach, dla mnie to było gorsze niż jakbym przyłapała ich na gorącym uczynku. Zdrada emocjonalna zawsze była dla mnie gorsza niż jednorazowy skok w bok w trakcie delegacji wink.
No No mój to miał zawsze wysokie mniemanie o sobie to i był przekonany że jest genialnym kochankiem, grunt to wysoka samoocena wink.
No mój to akurat w propozycjach był bardzo śmiały, watpie czy z nią zdarzył wszytsko zrealizować, bo sprawa mu się dość szybko rypła. Bieduszek sad

No wiesz ale jak już się doczekał z racji odległości to pewnie dostawał co chciał smile...no a jeśli twój w propozycjach był taki śmiały to nie wiem jeśli je spełniałaś to musieliście ewentualnie on być bardzo zadowoleni z relacji łóżkowych...:). A jeśli mu się sprawa szybko rypła to nie pozostaje nic innego jak ze szczerego serca mu wspólczuć...hehe:)

No raczej był „z tych spraw” zadowolony. Wiesz, my naprawde duże ze sobą rozmawialiśmy, na wszystkie tematy. Ale wiesz, nowe zawsze lepsze smile A co Żonka  nie chciała się godzić na Twoje propozycje smile?

Zadowolony może i był tak jak piszesz...ale i tak go to nie powstrzymywało przed lewizną...My po tylu latach uprawialiśmy po prostu sex...czy był dobry czy nie nie mnie oceniać...propozycje były spełniane pewnie nie zawsze takie jakie byśmy obije chcieli ale cóż...życie

223

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

No wiesz ale jak już się doczekał z racji odległości to pewnie dostawał co chciał smile...no a jeśli twój w propozycjach był taki śmiały to nie wiem jeśli je spełniałaś to musieliście ewentualnie on być bardzo zadowoleni z relacji łóżkowych...:). A jeśli mu się sprawa szybko rypła to nie pozostaje nic innego jak ze szczerego serca mu wspólczuć...hehe:)

No raczej był „z tych spraw” zadowolony. Wiesz, my naprawde duże ze sobą rozmawialiśmy, na wszystkie tematy. Ale wiesz, nowe zawsze lepsze smile A co Żonka  nie chciała się godzić na Twoje propozycje smile?

Zadowolony może i był tak jak piszesz...ale i tak go to nie powstrzymywało przed lewizną...My po tylu latach uprawialiśmy po prostu sex...czy był dobry czy nie nie mnie oceniać...propozycje były spełniane pewnie nie zawsze takie jakie byśmy obije chcieli ale cóż...życie

Hehhe No chyba właśnie Tobie przyszło oceniać czy mieliście dobry sex czy nie, bo kto inny miałby to oceniać big_smile A co stało na przeszkodzie abyście spełniali swoje propozycje? Wiesz też miałam przed niektórymi rzeczami opory, na niektóre się nie godziłam, ale ważne żeby o tym rozmawiać. Co widział mój mąż w nowej - nie mam pojęcia. Niektórzy zdradzają bo poprostu mogą i chcą i nie ma co doszukiwać się w tym drugiego dna smile

224

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

No raczej był „z tych spraw” zadowolony. Wiesz, my naprawde duże ze sobą rozmawialiśmy, na wszystkie tematy. Ale wiesz, nowe zawsze lepsze smile A co Żonka  nie chciała się godzić na Twoje propozycje smile?

Zadowolony może i był tak jak piszesz...ale i tak go to nie powstrzymywało przed lewizną...My po tylu latach uprawialiśmy po prostu sex...czy był dobry czy nie nie mnie oceniać...propozycje były spełniane pewnie nie zawsze takie jakie byśmy obije chcieli ale cóż...życie

Hehhe No chyba właśnie Tobie przyszło oceniać czy mieliście dobry sex czy nie, bo kto inny miałby to oceniać big_smile A co stało na przeszkodzie abyście spełniali swoje propozycje? Wiesz też miałam przed niektórymi rzeczami opory, na niektóre się nie godziłam, ale ważne żeby o tym rozmawiać. Co widział mój mąż w nowej - nie mam pojęcia. Niektórzy zdradzają bo poprostu mogą i chcą i nie ma co doszukiwać się w tym drugiego dna smile

Hej. No chyba raczej nie. Słyszałaś kiedyś jakiegoś faceta który powiedział że jest cieniasem jeśli chodzi o sex...raczej nie bo jeden jest lepszy od drugiego> Nie wiem co stało na przeszkodzie abyśmy spełniali swoje propozycje- może to że nie potrafiliśmy tak na prawdę o tym rozmawiać a gdzie dopiero realizować

225

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Zadowolony może i był tak jak piszesz...ale i tak go to nie powstrzymywało przed lewizną...My po tylu latach uprawialiśmy po prostu sex...czy był dobry czy nie nie mnie oceniać...propozycje były spełniane pewnie nie zawsze takie jakie byśmy obije chcieli ale cóż...życie

Hehhe No chyba właśnie Tobie przyszło oceniać czy mieliście dobry sex czy nie, bo kto inny miałby to oceniać big_smile A co stało na przeszkodzie abyście spełniali swoje propozycje? Wiesz też miałam przed niektórymi rzeczami opory, na niektóre się nie godziłam, ale ważne żeby o tym rozmawiać. Co widział mój mąż w nowej - nie mam pojęcia. Niektórzy zdradzają bo poprostu mogą i chcą i nie ma co doszukiwać się w tym drugiego dna smile

Hej. No chyba raczej nie. Słyszałaś kiedyś jakiegoś faceta który powiedział że jest cieniasem jeśli chodzi o sex...raczej nie bo jeden jest lepszy od drugiego> Nie wiem co stało na przeszkodzie abyśmy spełniali swoje propozycje- może to że nie potrafiliśmy tak na prawdę o tym rozmawiać a gdzie dopiero realizować

Hahah na racja, jak piszesz, jeden lepszy od drugiego wink Może siebie jest ciężko oceniać ale czy się żona starała czy nie to chyba byłeś w stanie stwierdzić big_smile.
Cóż to przykre, jeśli ludzie się kochają a nie potrafią ze sobą rozmawiać, bo w końcu kiedyś kochana małżonka darzyla Cie uczuciem. Kiedyś gdzieś usłyszałam, że związek to ciągła walka dwóch osób o to, żeby było dobrze i coś w tym jest. Jak już ostatnie motyle w brzuchu zdechną, trzeba się nieustannie starać o drugą osobę ze zdwojoną mocą, chociaż ja się starałam, a i tak wyszło jak wyszło smile

226

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Hehhe No chyba właśnie Tobie przyszło oceniać czy mieliście dobry sex czy nie, bo kto inny miałby to oceniać big_smile A co stało na przeszkodzie abyście spełniali swoje propozycje? Wiesz też miałam przed niektórymi rzeczami opory, na niektóre się nie godziłam, ale ważne żeby o tym rozmawiać. Co widział mój mąż w nowej - nie mam pojęcia. Niektórzy zdradzają bo poprostu mogą i chcą i nie ma co doszukiwać się w tym drugiego dna smile

Hej. No chyba raczej nie. Słyszałaś kiedyś jakiegoś faceta który powiedział że jest cieniasem jeśli chodzi o sex...raczej nie bo jeden jest lepszy od drugiego> Nie wiem co stało na przeszkodzie abyśmy spełniali swoje propozycje- może to że nie potrafiliśmy tak na prawdę o tym rozmawiać a gdzie dopiero realizować

Hahah na racja, jak piszesz, jeden lepszy od drugiego wink Może siebie jest ciężko oceniać ale czy się żona starała czy nie to chyba byłeś w stanie stwierdzić big_smile.
Cóż to przykre, jeśli ludzie się kochają a nie potrafią ze sobą rozmawiać, bo w końcu kiedyś kochana małżonka darzyla Cie uczuciem. Kiedyś gdzieś usłyszałam, że związek to ciągła walka dwóch osób o to, żeby było dobrze i coś w tym jest. Jak już ostatnie motyle w brzuchu zdechną, trzeba się nieustannie starać o drugą osobę ze zdwojoną mocą, chociaż ja się starałam, a i tak wyszło jak wyszło smile

Wiesz co czy się starała? Sam nie wiem. Nie było jakiś fajerwerków...bielizny, kolacji czy coś w tym stylu. Były normalne zwykłe relacje jak w 15 letnim związku. Jak poznała swego kochasia to już wogóle wszystko się zmieniło. Ja starałem się w jakiś sposób naprawiać błędy z przeszłości odrobić lekcje pokory poprzez jakiś wspólny wyjazd, zachęcić ją do romantycznych wieczorów, kolacji przy świecach itp. a ona wręcz przeciwnie odkąd go poznała to obróciła się o 180 stopni. W sumie się teraz już nie dziwię skoro w domu miała gościa którego znała na wylot z którym było zapewne "tylko zwyczajnie" a po drugiej stronie tęczy był księciu na białym koniu który dawał jej wszystko to co wspaniałe czym my się obdarzaliśmy na początku naszego wspólnego życia- to po której stronie tęczy byś chciała być...? Odpowiedź znamy oboje.
Tak masz rację związek dwóch osób to ciągła walka...tylko że ona nigdy nie dała sobie ani nam szansy żeby powalczyć o nasze uczucia...wybrała najprostsze a zarazem najbardziej raniącą drugą osobę drogę.
Widzisz piszesz że się starałaś a i tak nic z tego nie wyszło...wiesz dlaczego? Bo zarówno w Twoim przypadku jak i moim żeby coś z tego wyszło to muszą się zaangażować na 100 procent dwie osoby nigdy jedna. Moja twierdziła cały czas że jak to nie ona się stara...aż mi się nie chce myśleć o jej płytkich staraniach i zaangażowaniu. Myślę że w naszych przypadkach staranie obojga powinno wyglądać dokładnie tak samo jak na początku znajomości. Wiesz o co chodzi...:). Inaczej żadna siła nie jest w stanie uzdrowić związku

227

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Hej. No chyba raczej nie. Słyszałaś kiedyś jakiegoś faceta który powiedział że jest cieniasem jeśli chodzi o sex...raczej nie bo jeden jest lepszy od drugiego> Nie wiem co stało na przeszkodzie abyśmy spełniali swoje propozycje- może to że nie potrafiliśmy tak na prawdę o tym rozmawiać a gdzie dopiero realizować

Hahah na racja, jak piszesz, jeden lepszy od drugiego wink Może siebie jest ciężko oceniać ale czy się żona starała czy nie to chyba byłeś w stanie stwierdzić big_smile.
Cóż to przykre, jeśli ludzie się kochają a nie potrafią ze sobą rozmawiać, bo w końcu kiedyś kochana małżonka darzyla Cie uczuciem. Kiedyś gdzieś usłyszałam, że związek to ciągła walka dwóch osób o to, żeby było dobrze i coś w tym jest. Jak już ostatnie motyle w brzuchu zdechną, trzeba się nieustannie starać o drugą osobę ze zdwojoną mocą, chociaż ja się starałam, a i tak wyszło jak wyszło smile

Wiesz co czy się starała? Sam nie wiem. Nie było jakiś fajerwerków...bielizny, kolacji czy coś w tym stylu. Były normalne zwykłe relacje jak w 15 letnim związku. Jak poznała swego kochasia to już wogóle wszystko się zmieniło. Ja starałem się w jakiś sposób naprawiać błędy z przeszłości odrobić lekcje pokory poprzez jakiś wspólny wyjazd, zachęcić ją do romantycznych wieczorów, kolacji przy świecach itp. a ona wręcz przeciwnie odkąd go poznała to obróciła się o 180 stopni. W sumie się teraz już nie dziwię skoro w domu miała gościa którego znała na wylot z którym było zapewne "tylko zwyczajnie" a po drugiej stronie tęczy był księciu na białym koniu który dawał jej wszystko to co wspaniałe czym my się obdarzaliśmy na początku naszego wspólnego życia- to po której stronie tęczy byś chciała być...? Odpowiedź znamy oboje.
Tak masz rację związek dwóch osób to ciągła walka...tylko że ona nigdy nie dała sobie ani nam szansy żeby powalczyć o nasze uczucia...wybrała najprostsze a zarazem najbardziej raniącą drugą osobę drogę.
Widzisz piszesz że się starałaś a i tak nic z tego nie wyszło...wiesz dlaczego? Bo zarówno w Twoim przypadku jak i moim żeby coś z tego wyszło to muszą się zaangażować na 100 procent dwie osoby nigdy jedna. Moja twierdziła cały czas że jak to nie ona się stara...aż mi się nie chce myśleć o jej płytkich staraniach i zaangażowaniu. Myślę że w naszych przypadkach staranie obojga powinno wyglądać dokładnie tak samo jak na początku znajomości. Wiesz o co chodzi...:). Inaczej żadna siła nie jest w stanie uzdrowić związku

Piszesz, że nie było fajerwerków, bielizny... ale na serio by Cię to kręciło? Bo widzisz ja będąc z moim mężem i chcąc mu swego czasu zaimponować, nakupowałam sobie sexownej bielizny, pończoch, pasów, szpilek i innych bajerów, owszem docenił, ale potem powiedział, że wbrew obiegowej opinii facetów to aż tak nie kręci i w sumie miał tylko jednego kumpla, którego szczerze to jarało. Mój preferował u kobiet krótkie topy, bokserki, zakolanówki - taki styl amerykańskiej cheerleaderki, ale on to zapalony sportowiec, więc może stąd takie upodobania. U nas romantyczne kolacje były, nawet sam przygotowywał, ale widać i tak było mu mało.

Wiesz możemy się starać stawać na głowie, ale chemia i fascynacja prędzej czy później i tak minie. Jeżeli ktoś jest uzależniony od tych emocji i miłość utożsamia z szalejącym stadem motyli w brzuch, to będzie zmieniał partnerów co 2-3 lata. Mój właśnie cierpi na taką przypadłość. Nie potrafi zagrzać miejsca przy jednej kobiecie. Szybko się zapala i równie szybko gaśnie wink. Mam szczerą nadzieję, że w końcu dostanie za swoje. Tak jak nikomu źle nie życzę, tak jemu życzę jak najgorzej smile.

228

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Hahah na racja, jak piszesz, jeden lepszy od drugiego wink Może siebie jest ciężko oceniać ale czy się żona starała czy nie to chyba byłeś w stanie stwierdzić big_smile.
Cóż to przykre, jeśli ludzie się kochają a nie potrafią ze sobą rozmawiać, bo w końcu kiedyś kochana małżonka darzyla Cie uczuciem. Kiedyś gdzieś usłyszałam, że związek to ciągła walka dwóch osób o to, żeby było dobrze i coś w tym jest. Jak już ostatnie motyle w brzuchu zdechną, trzeba się nieustannie starać o drugą osobę ze zdwojoną mocą, chociaż ja się starałam, a i tak wyszło jak wyszło smile

Wiesz co czy się starała? Sam nie wiem. Nie było jakiś fajerwerków...bielizny, kolacji czy coś w tym stylu. Były normalne zwykłe relacje jak w 15 letnim związku. Jak poznała swego kochasia to już wogóle wszystko się zmieniło. Ja starałem się w jakiś sposób naprawiać błędy z przeszłości odrobić lekcje pokory poprzez jakiś wspólny wyjazd, zachęcić ją do romantycznych wieczorów, kolacji przy świecach itp. a ona wręcz przeciwnie odkąd go poznała to obróciła się o 180 stopni. W sumie się teraz już nie dziwię skoro w domu miała gościa którego znała na wylot z którym było zapewne "tylko zwyczajnie" a po drugiej stronie tęczy był księciu na białym koniu który dawał jej wszystko to co wspaniałe czym my się obdarzaliśmy na początku naszego wspólnego życia- to po której stronie tęczy byś chciała być...? Odpowiedź znamy oboje.
Tak masz rację związek dwóch osób to ciągła walka...tylko że ona nigdy nie dała sobie ani nam szansy żeby powalczyć o nasze uczucia...wybrała najprostsze a zarazem najbardziej raniącą drugą osobę drogę.
Widzisz piszesz że się starałaś a i tak nic z tego nie wyszło...wiesz dlaczego? Bo zarówno w Twoim przypadku jak i moim żeby coś z tego wyszło to muszą się zaangażować na 100 procent dwie osoby nigdy jedna. Moja twierdziła cały czas że jak to nie ona się stara...aż mi się nie chce myśleć o jej płytkich staraniach i zaangażowaniu. Myślę że w naszych przypadkach staranie obojga powinno wyglądać dokładnie tak samo jak na początku znajomości. Wiesz o co chodzi...:). Inaczej żadna siła nie jest w stanie uzdrowić związku

Piszesz, że nie było fajerwerków, bielizny... ale na serio by Cię to kręciło? Bo widzisz ja będąc z moim mężem i chcąc mu swego czasu zaimponować, nakupowałam sobie sexownej bielizny, pończoch, pasów, szpilek i innych bajerów, owszem docenił, ale potem powiedział, że wbrew obiegowej opinii facetów to aż tak nie kręci i w sumie miał tylko jednego kumpla, którego szczerze to jarało. Mój preferował u kobiet krótkie topy, bokserki, zakolanówki - taki styl amerykańskiej cheerleaderki, ale on to zapalony sportowiec, więc może stąd takie upodobania. U nas romantyczne kolacje były, nawet sam przygotowywał, ale widać i tak było mu mało.

Wiesz możemy się starać stawać na głowie, ale chemia i fascynacja prędzej czy później i tak minie. Jeżeli ktoś jest uzależniony od tych emocji i miłość utożsamia z szalejącym stadem motyli w brzuch, to będzie zmieniał partnerów co 2-3 lata. Mój właśnie cierpi na taką przypadłość. Nie potrafi zagrzać miejsca przy jednej kobiecie. Szybko się zapala i równie szybko gaśnie wink. Mam szczerą nadzieję, że w końcu dostanie za swoje. Tak jak nikomu źle nie życzę, tak jemu życzę jak najgorzej smile.

Nie wiem jakich kolegów miał twój mąż ale powiem jedno...nie ma nic bardziej sexownego niż kobieta w szpilkach sexy bieliźnie..już nie wspomnę o innych bajerach. Tak to zdecydowanie kręci facetów uwierz że tak jest smile smile smile. Ja też przygotowywałem romantyczne kolacje z tym że bez odwzajemniania. Moja żona od dwóch lat robiła wszystko podejrzewam że kurewsko świadomie żeby było jak najmniej romantyzmu uczuć zbliżeń itp.
Owszem chemia i fascynacja mija i zgadzam się z Tobą. Tylko jesli para jest ze sobą długo i dochodzi do takiej sytuacji jak u mnie to musi powrócić fascynacja u obojga ...tęsknota za motylami. Ja chciałem jeszcze swego czasu dać to swojej żonie ale ona karmiła mnie kłamstwami jak to mnie kocha i na tym kurwa  koniec...zero od siebie ale twierdzenie że jak to się nie stara.
Ja też bym chciał życzyć jej wszystkiego najgorszego ale cokolwiek jej się stanie złego syn ucierpi najbardziej...ja mogę mieć tylko satysfakcję smile

229

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Wiesz co czy się starała? Sam nie wiem. Nie było jakiś fajerwerków...bielizny, kolacji czy coś w tym stylu. Były normalne zwykłe relacje jak w 15 letnim związku. Jak poznała swego kochasia to już wogóle wszystko się zmieniło. Ja starałem się w jakiś sposób naprawiać błędy z przeszłości odrobić lekcje pokory poprzez jakiś wspólny wyjazd, zachęcić ją do romantycznych wieczorów, kolacji przy świecach itp. a ona wręcz przeciwnie odkąd go poznała to obróciła się o 180 stopni. W sumie się teraz już nie dziwię skoro w domu miała gościa którego znała na wylot z którym było zapewne "tylko zwyczajnie" a po drugiej stronie tęczy był księciu na białym koniu który dawał jej wszystko to co wspaniałe czym my się obdarzaliśmy na początku naszego wspólnego życia- to po której stronie tęczy byś chciała być...? Odpowiedź znamy oboje.
Tak masz rację związek dwóch osób to ciągła walka...tylko że ona nigdy nie dała sobie ani nam szansy żeby powalczyć o nasze uczucia...wybrała najprostsze a zarazem najbardziej raniącą drugą osobę drogę.
Widzisz piszesz że się starałaś a i tak nic z tego nie wyszło...wiesz dlaczego? Bo zarówno w Twoim przypadku jak i moim żeby coś z tego wyszło to muszą się zaangażować na 100 procent dwie osoby nigdy jedna. Moja twierdziła cały czas że jak to nie ona się stara...aż mi się nie chce myśleć o jej płytkich staraniach i zaangażowaniu. Myślę że w naszych przypadkach staranie obojga powinno wyglądać dokładnie tak samo jak na początku znajomości. Wiesz o co chodzi...:). Inaczej żadna siła nie jest w stanie uzdrowić związku

Piszesz, że nie było fajerwerków, bielizny... ale na serio by Cię to kręciło? Bo widzisz ja będąc z moim mężem i chcąc mu swego czasu zaimponować, nakupowałam sobie sexownej bielizny, pończoch, pasów, szpilek i innych bajerów, owszem docenił, ale potem powiedział, że wbrew obiegowej opinii facetów to aż tak nie kręci i w sumie miał tylko jednego kumpla, którego szczerze to jarało. Mój preferował u kobiet krótkie topy, bokserki, zakolanówki - taki styl amerykańskiej cheerleaderki, ale on to zapalony sportowiec, więc może stąd takie upodobania. U nas romantyczne kolacje były, nawet sam przygotowywał, ale widać i tak było mu mało.

Wiesz możemy się starać stawać na głowie, ale chemia i fascynacja prędzej czy później i tak minie. Jeżeli ktoś jest uzależniony od tych emocji i miłość utożsamia z szalejącym stadem motyli w brzuch, to będzie zmieniał partnerów co 2-3 lata. Mój właśnie cierpi na taką przypadłość. Nie potrafi zagrzać miejsca przy jednej kobiecie. Szybko się zapala i równie szybko gaśnie wink. Mam szczerą nadzieję, że w końcu dostanie za swoje. Tak jak nikomu źle nie życzę, tak jemu życzę jak najgorzej smile.

Nie wiem jakich kolegów miał twój mąż ale powiem jedno...nie ma nic bardziej sexownego niż kobieta w szpilkach sexy bieliźnie..już nie wspomnę o innych bajerach. Tak to zdecydowanie kręci facetów uwierz że tak jest smile smile smile. Ja też przygotowywałem romantyczne kolacje z tym że bez odwzajemniania. Moja żona od dwóch lat robiła wszystko podejrzewam że kurewsko świadomie żeby było jak najmniej romantyzmu uczuć zbliżeń itp.
Owszem chemia i fascynacja mija i zgadzam się z Tobą. Tylko jesli para jest ze sobą długo i dochodzi do takiej sytuacji jak u mnie to musi powrócić fascynacja u obojga ...tęsknota za motylami. Ja chciałem jeszcze swego czasu dać to swojej żonie ale ona karmiła mnie kłamstwami jak to mnie kocha i na tym kurwa  koniec...zero od siebie ale twierdzenie że jak to się nie stara.
Ja też bym chciał życzyć jej wszystkiego najgorszego ale cokolwiek jej się stanie złego syn ucierpi najbardziej...ja mogę mieć tylko satysfakcję smile

Skoro Cię kręci taka bielizna to pewnie na romansie żony też przy okazji skorzystałeś, w końcu w jej szafie za sprawą kochasia pewnie pojawiło się parę nowych egzemplarzy. Przynajmniej miałeś na co popatrzeć big_smile. Ale serio mój mi mówił, że nie muszę się przebierać, bo i tak zaraz się wszystkich ciuchów pozbędę a on ma dodatkowy problem z odpinaniem tych wszystkich bajerów tongue To samo tyczyło się bielizny do spania, nie lubił żadnych sukieneczek, haleczek i innych tego typu atrakcji, tylko obcisły top i bokserki, tu akurat byliśmy zgodni bo mi takie koszule nocne nawet jak sexowne kojarzyły się ze starymi babami big_smile Widocznie ilu facetów, tyle preferencji.
Może te romantyczne kolacje w Twoim wykonaniu były po prostu kiepskie, może robiłeś je pod siebie tongue Mój były maż robił bardziej pode mnie, więc lubiłam, poza tym dbał o atmosferę ;p Bo jakoś ciężko mi zrozumieć czemu unikała tego, nawet jak nie chciała sexu to mogła chociaż się nażreć big_smile Dziwna jakaś jest, nie wiem skąd ją wytrzasnąłeś tongue

230

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy

Nie nie skorzystałem . Ja nie mówię tu o czasie kiedy moja żona jeszcze nikogo nie miała na boku tylko po poznaniu jego.
Wiesz. Ubieranie się kobiet w sexowne ciuszki to jest swego rodzaju gra wstępna, uwodzenie, ...rzekłbym wspaniały widok smile...no a po zrzuceniu wiadomo...wisienki na torcie smile.
Myślę że odkąd ona poznała młodego to wszystko czego się tknąłem było "Kiepskie"...no ale gdyby on zrobił coś dokładnie tak samo no to wtedy było by to wspaniałe...hehe
Dziwna nie jest. Dziwni to oni się robią jak mają kogoś na boku.

231

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:

Nie nie skorzystałem . Ja nie mówię tu o czasie kiedy moja żona jeszcze nikogo nie miała na boku tylko po poznaniu jego.
Wiesz. Ubieranie się kobiet w sexowne ciuszki to jest swego rodzaju gra wstępna, uwodzenie, ...rzekłbym wspaniały widok smile...no a po zrzuceniu wiadomo...wisienki na torcie smile.
Myślę że odkąd ona poznała młodego to wszystko czego się tknąłem było "Kiepskie"...no ale gdyby on zrobił coś dokładnie tak samo no to wtedy było by to wspaniałe...hehe
Dziwna nie jest. Dziwni to oni się robią jak mają kogoś na boku.

Owszem, takie przebieranie się może być miłe i można je traktować jako grę wstępną, ale pod warunkiem, że Twojego partnera też to kręci. Bo wiesz, jeżeli Twój facet reaguje tak samo jak wyskoczysz z sexy bieliźnie i szpilkach i tak samo jak w powyciąganych gaciach, to przebieranek Ci się odechciewa wink Więc to działa w dwie strony, jeżeli chłop nie docenia starań kobiety odnoście "kreacji" to szybko traci ona zapał. Uwierz, że opakowanie się w te wszystkie pasy, pończochy, staniki z dziwnymi zapięciami, do łatwych nie należy, tak samo jak balansowanie w wysokich szpilkach po śliskich  panelach wink.
Tu się z Tobą zgodzę, jak była już zauroczona w tamtym, to co byś nie zrobił byłoby źle. Takie nadskakiwanie pewnie dodatkowo ją irytowało. Do miłości niestety nie da się nikogo zmusić.

232

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Nie nie skorzystałem . Ja nie mówię tu o czasie kiedy moja żona jeszcze nikogo nie miała na boku tylko po poznaniu jego.
Wiesz. Ubieranie się kobiet w sexowne ciuszki to jest swego rodzaju gra wstępna, uwodzenie, ...rzekłbym wspaniały widok smile...no a po zrzuceniu wiadomo...wisienki na torcie smile.
Myślę że odkąd ona poznała młodego to wszystko czego się tknąłem było "Kiepskie"...no ale gdyby on zrobił coś dokładnie tak samo no to wtedy było by to wspaniałe...hehe
Dziwna nie jest. Dziwni to oni się robią jak mają kogoś na boku.

Owszem, takie przebieranie się może być miłe i można je traktować jako grę wstępną, ale pod warunkiem, że Twojego partnera też to kręci. Bo wiesz, jeżeli Twój facet reaguje tak samo jak wyskoczysz z sexy bieliźnie i szpilkach i tak samo jak w powyciąganych gaciach, to przebieranek Ci się odechciewa wink Więc to działa w dwie strony, jeżeli chłop nie docenia starań kobiety odnoście "kreacji" to szybko traci ona zapał. Uwierz, że opakowanie się w te wszystkie pasy, pończochy, staniki z dziwnymi zapięciami, do łatwych nie należy, tak samo jak balansowanie w wysokich szpilkach po śliskich  panelach wink.
Tu się z Tobą zgodzę, jak była już zauroczona w tamtym, to co byś nie zrobił byłoby źle. Takie nadskakiwanie pewnie dodatkowo ją irytowało. Do miłości niestety nie da się nikogo zmusić.

Hej. Chwilę mnie nie było ...dużo pracy sad. Czekam cały czas na pozew...w domu praktycznie bez zmian...sytuacja napięta. To oczekiwanie to jakaś masakra

233

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Nie nie skorzystałem . Ja nie mówię tu o czasie kiedy moja żona jeszcze nikogo nie miała na boku tylko po poznaniu jego.
Wiesz. Ubieranie się kobiet w sexowne ciuszki to jest swego rodzaju gra wstępna, uwodzenie, ...rzekłbym wspaniały widok smile...no a po zrzuceniu wiadomo...wisienki na torcie smile.
Myślę że odkąd ona poznała młodego to wszystko czego się tknąłem było "Kiepskie"...no ale gdyby on zrobił coś dokładnie tak samo no to wtedy było by to wspaniałe...hehe
Dziwna nie jest. Dziwni to oni się robią jak mają kogoś na boku.

Owszem, takie przebieranie się może być miłe i można je traktować jako grę wstępną, ale pod warunkiem, że Twojego partnera też to kręci. Bo wiesz, jeżeli Twój facet reaguje tak samo jak wyskoczysz z sexy bieliźnie i szpilkach i tak samo jak w powyciąganych gaciach, to przebieranek Ci się odechciewa wink Więc to działa w dwie strony, jeżeli chłop nie docenia starań kobiety odnoście "kreacji" to szybko traci ona zapał. Uwierz, że opakowanie się w te wszystkie pasy, pończochy, staniki z dziwnymi zapięciami, do łatwych nie należy, tak samo jak balansowanie w wysokich szpilkach po śliskich  panelach wink.
Tu się z Tobą zgodzę, jak była już zauroczona w tamtym, to co byś nie zrobił byłoby źle. Takie nadskakiwanie pewnie dodatkowo ją irytowało. Do miłości niestety nie da się nikogo zmusić.

Hej. Chwilę mnie nie było ...dużo pracy sad. Czekam cały czas na pozew...w domu praktycznie bez zmian...sytuacja napięta. To oczekiwanie to jakaś masakra

Współczuje, ja czekałam na termin n 2 tyg, ale na moją sprawę sędzia przewidział jedynie 30 min, na sprawy z orzekaniem i świadkami z tego co widziałam na wokandzie przeznaczone było od 1,5-3 godz, więc pewnie jest problem, żeby gdzieś was „upchać”. To pewnie zależy od sądu, u mnie poszło szybko, mimo że składałam w jedym z największych miast w pl i wszyscy straszyli, że przez to będę wieki czekać. Na Twoim miejscu jeżeli minie miesiąc od złożenia pozwu, zadzwoniłabym do sadu i zapytała czy chociaż sędzia został Ci przydzielony. Może być też tak, że pismo do Ciebie w tej sprawie jest już sporządzone, ale nie zostało  jeszcze wysłane. U mnie na piśmie z sadu data była zawsze Ok tygodnia wcześniejsza niż data nadania pisma z sadu. Nie wiem, może listonosz odbiera pisma z sądu raz w tygodniu, albo sekretariat się nie pali do roboty wink. Mam też nadzieję, że pozew w kwocie 600zł już opłaciłeś, bo jeżeli nie, to będziesz czekał na pismo wzywające do zapłaty zanim jeszcze wyznaczą termin, tak samo z dokumentami, jak nie wypełniłeś wszystkiego poprawnie to wezwą Cię w pierwszej kolejności do uzupełnienia dokunetów.

Sytuacji w domu również nie zazdroszczę, o wilele łatwiej byłoby gdybyś nie musiał z nią mieszkać. Twoja piękna siedzi na tyłku w domu, czy nadal odwiedza niewidziane od wielu lat koleżanki wink?

234

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Owszem, takie przebieranie się może być miłe i można je traktować jako grę wstępną, ale pod warunkiem, że Twojego partnera też to kręci. Bo wiesz, jeżeli Twój facet reaguje tak samo jak wyskoczysz z sexy bieliźnie i szpilkach i tak samo jak w powyciąganych gaciach, to przebieranek Ci się odechciewa wink Więc to działa w dwie strony, jeżeli chłop nie docenia starań kobiety odnoście "kreacji" to szybko traci ona zapał. Uwierz, że opakowanie się w te wszystkie pasy, pończochy, staniki z dziwnymi zapięciami, do łatwych nie należy, tak samo jak balansowanie w wysokich szpilkach po śliskich  panelach wink.
Tu się z Tobą zgodzę, jak była już zauroczona w tamtym, to co byś nie zrobił byłoby źle. Takie nadskakiwanie pewnie dodatkowo ją irytowało. Do miłości niestety nie da się nikogo zmusić.

Hej. Chwilę mnie nie było ...dużo pracy sad. Czekam cały czas na pozew...w domu praktycznie bez zmian...sytuacja napięta. To oczekiwanie to jakaś masakra

Współczuje, ja czekałam na termin n 2 tyg, ale na moją sprawę sędzia przewidział jedynie 30 min, na sprawy z orzekaniem i świadkami z tego co widziałam na wokandzie przeznaczone było od 1,5-3 godz, więc pewnie jest problem, żeby gdzieś was „upchać”. To pewnie zależy od sądu, u mnie poszło szybko, mimo że składałam w jedym z największych miast w pl i wszyscy straszyli, że przez to będę wieki czekać. Na Twoim miejscu jeżeli minie miesiąc od złożenia pozwu, zadzwoniłabym do sadu i zapytała czy chociaż sędzia został Ci przydzielony. Może być też tak, że pismo do Ciebie w tej sprawie jest już sporządzone, ale nie zostało  jeszcze wysłane. U mnie na piśmie z sadu data była zawsze Ok tygodnia wcześniejsza niż data nadania pisma z sadu. Nie wiem, może listonosz odbiera pisma z sądu raz w tygodniu, albo sekretariat się nie pali do roboty wink. Mam też nadzieję, że pozew w kwocie 600zł już opłaciłeś, bo jeżeli nie, to będziesz czekał na pismo wzywające do zapłaty zanim jeszcze wyznaczą termin, tak samo z dokumentami, jak nie wypełniłeś wszystkiego poprawnie to wezwą Cię w pierwszej kolejności do uzupełnienia dokunetów.

Sytuacji w domu również nie zazdroszczę, o wilele łatwiej byłoby gdybyś nie musiał z nią mieszkać. Twoja piękna siedzi na tyłku w domu, czy nadal odwiedza niewidziane od wielu lat koleżanki wink?

No tak czekam, czekam i czekam smile. Tak pozew opłaciłem od razu w tym samym dniu kiedy adwokat składał pozew do sądu.
Niestety póki co to musimy mieszkać jeszcze razem , najpierw muszę sprzedać to czego się razem dorabialiśmy ...latami sad...masakra teraz to wszystko sprzedawać. sad sad sad
Na razie siedzi w domu nigdzie jej nie ciągnie...hehe ciekawe czemu

235

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Hej. Chwilę mnie nie było ...dużo pracy sad. Czekam cały czas na pozew...w domu praktycznie bez zmian...sytuacja napięta. To oczekiwanie to jakaś masakra

Współczuje, ja czekałam na termin n 2 tyg, ale na moją sprawę sędzia przewidział jedynie 30 min, na sprawy z orzekaniem i świadkami z tego co widziałam na wokandzie przeznaczone było od 1,5-3 godz, więc pewnie jest problem, żeby gdzieś was „upchać”. To pewnie zależy od sądu, u mnie poszło szybko, mimo że składałam w jedym z największych miast w pl i wszyscy straszyli, że przez to będę wieki czekać. Na Twoim miejscu jeżeli minie miesiąc od złożenia pozwu, zadzwoniłabym do sadu i zapytała czy chociaż sędzia został Ci przydzielony. Może być też tak, że pismo do Ciebie w tej sprawie jest już sporządzone, ale nie zostało  jeszcze wysłane. U mnie na piśmie z sadu data była zawsze Ok tygodnia wcześniejsza niż data nadania pisma z sadu. Nie wiem, może listonosz odbiera pisma z sądu raz w tygodniu, albo sekretariat się nie pali do roboty wink. Mam też nadzieję, że pozew w kwocie 600zł już opłaciłeś, bo jeżeli nie, to będziesz czekał na pismo wzywające do zapłaty zanim jeszcze wyznaczą termin, tak samo z dokumentami, jak nie wypełniłeś wszystkiego poprawnie to wezwą Cię w pierwszej kolejności do uzupełnienia dokunetów.

Sytuacji w domu również nie zazdroszczę, o wilele łatwiej byłoby gdybyś nie musiał z nią mieszkać. Twoja piękna siedzi na tyłku w domu, czy nadal odwiedza niewidziane od wielu lat koleżanki wink?

No tak czekam, czekam i czekam smile. Tak pozew opłaciłem od razu w tym samym dniu kiedy adwokat składał pozew do sądu.
Niestety póki co to musimy mieszkać jeszcze razem , najpierw muszę sprzedać to czego się razem dorabialiśmy ...latami sad...masakra teraz to wszystko sprzedawać. sad sad sad
Na razie siedzi w domu nigdzie jej nie ciągnie...hehe ciekawe czemu

Nie martw się, jeszcze do piachu nie idziesz, zdążysz się dorobić lepszej chałupy wink. Rozumiem, że Ci żal, ale sam rozumiesz, że to jedyne wyjście. Skoro piękna siedzi w domu to pozostało jej jedynie prowadzenie gorącej linii z ukochanym. Szczerze, to wątpię aby jej love story się zakończyło, jeżeli tak by się stało, to pewnie zaczęłaby ujadać, żeby nie brać tego  rozwodu smile.

236

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Współczuje, ja czekałam na termin n 2 tyg, ale na moją sprawę sędzia przewidział jedynie 30 min, na sprawy z orzekaniem i świadkami z tego co widziałam na wokandzie przeznaczone było od 1,5-3 godz, więc pewnie jest problem, żeby gdzieś was „upchać”. To pewnie zależy od sądu, u mnie poszło szybko, mimo że składałam w jedym z największych miast w pl i wszyscy straszyli, że przez to będę wieki czekać. Na Twoim miejscu jeżeli minie miesiąc od złożenia pozwu, zadzwoniłabym do sadu i zapytała czy chociaż sędzia został Ci przydzielony. Może być też tak, że pismo do Ciebie w tej sprawie jest już sporządzone, ale nie zostało  jeszcze wysłane. U mnie na piśmie z sadu data była zawsze Ok tygodnia wcześniejsza niż data nadania pisma z sadu. Nie wiem, może listonosz odbiera pisma z sądu raz w tygodniu, albo sekretariat się nie pali do roboty wink. Mam też nadzieję, że pozew w kwocie 600zł już opłaciłeś, bo jeżeli nie, to będziesz czekał na pismo wzywające do zapłaty zanim jeszcze wyznaczą termin, tak samo z dokumentami, jak nie wypełniłeś wszystkiego poprawnie to wezwą Cię w pierwszej kolejności do uzupełnienia dokunetów.

Sytuacji w domu również nie zazdroszczę, o wilele łatwiej byłoby gdybyś nie musiał z nią mieszkać. Twoja piękna siedzi na tyłku w domu, czy nadal odwiedza niewidziane od wielu lat koleżanki wink?

No tak czekam, czekam i czekam smile. Tak pozew opłaciłem od razu w tym samym dniu kiedy adwokat składał pozew do sądu.
Niestety póki co to musimy mieszkać jeszcze razem , najpierw muszę sprzedać to czego się razem dorabialiśmy ...latami sad...masakra teraz to wszystko sprzedawać. sad sad sad
Na razie siedzi w domu nigdzie jej nie ciągnie...hehe ciekawe czemu

Nie martw się, jeszcze do piachu nie idziesz, zdążysz się dorobić lepszej chałupy wink. Rozumiem, że Ci żal, ale sam rozumiesz, że to jedyne wyjście. Skoro piękna siedzi w domu to pozostało jej jedynie prowadzenie gorącej linii z ukochanym. Szczerze, to wątpię aby jej love story się zakończyło, jeżeli tak by się stało, to pewnie zaczęłaby ujadać, żeby nie brać tego  rozwodu smile.

No jeszcze sie tam nie wybieram póki co...:). Żal to jest mało powiedziane...rozstawać się z czymś co budowało się z taką pieczołowitością...z marzeniami na przyszłość...właśnie rozpierdoliła całą naszą przyszłość na poczet kilku chwil spędzonych z młodym...ehhhh.
Masz rację że raczej się miłość między nimi nie zakończyła...ona i ujadanie to dwa przeciwległe bieguny. Nie wiem jak po tylu latach i w tak krótkim czasie można kogoś tak znienawidzić jak ona mnie.
Ona tylko czeka żeby w końcu się uwolnić ode mnie.
Chciała ostatnio gdzieś pójść z koleżankami oczywiście...ale powiedziałem że póki jeszcze jest ze mną to nie będzie mi przyprawiać rogów. Strzeliła takiego focha że myślałem że ją normalnie  rozniesie

237

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

No tak czekam, czekam i czekam smile. Tak pozew opłaciłem od razu w tym samym dniu kiedy adwokat składał pozew do sądu.
Niestety póki co to musimy mieszkać jeszcze razem , najpierw muszę sprzedać to czego się razem dorabialiśmy ...latami sad...masakra teraz to wszystko sprzedawać. sad sad sad
Na razie siedzi w domu nigdzie jej nie ciągnie...hehe ciekawe czemu

Nie martw się, jeszcze do piachu nie idziesz, zdążysz się dorobić lepszej chałupy wink. Rozumiem, że Ci żal, ale sam rozumiesz, że to jedyne wyjście. Skoro piękna siedzi w domu to pozostało jej jedynie prowadzenie gorącej linii z ukochanym. Szczerze, to wątpię aby jej love story się zakończyło, jeżeli tak by się stało, to pewnie zaczęłaby ujadać, żeby nie brać tego  rozwodu smile.

No jeszcze sie tam nie wybieram póki co...:). Żal to jest mało powiedziane...rozstawać się z czymś co budowało się z taką pieczołowitością...z marzeniami na przyszłość...właśnie rozpierdoliła całą naszą przyszłość na poczet kilku chwil spędzonych z młodym...ehhhh.
Masz rację że raczej się miłość między nimi nie zakończyła...ona i ujadanie to dwa przeciwległe bieguny. Nie wiem jak po tylu latach i w tak krótkim czasie można kogoś tak znienawidzić jak ona mnie.
Ona tylko czeka żeby w końcu się uwolnić ode mnie.
Chciała ostatnio gdzieś pójść z koleżankami oczywiście...ale powiedziałem że póki jeszcze jest ze mną to nie będzie mi przyprawiać rogów. Strzeliła takiego focha że myślałem że ją normalnie  rozniesie

Trzeba było pozwolić jej pójść, teraz w sądzie będzie gadać, że jesteś despotą, a z siebie zrobi ofiarę. Nie strzelaj sobie w kolano. Ona udawała przez 1,5 roku, ty też musisz do rozprawy poudawać, że jest ok. Mój ex jak wyszły jego zdrady, w ciągu kilku miesięcy jeden jedyny raz poszedł na imprezę, nie broniłam mu absolutnie. Szczerze to miałam gdzieś z kim idzie. Dziwę się, że Ciebie jeszcze to rusza, w końcu "dzieliłeś się" swoją żoną przez prawie 2 lata, to nie wytrzymasz jeszcze kilku miesięcy tongue? Następnym razem niech idzie w długą, bądź miły, bo jaką masz pewność, że ona Cię nie nagrywa wink? Jej linia obrony będzie pewnie taka, że spróbuje zrobić z Ciebie przemocowca, który przez lata się nad nią pastwił, a takie zakazy i krzyki z Twojej strony tylko jej w tym pomogą. Wiem, że Ci ciężko ale musisz się powstrzymać.

238

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Nie martw się, jeszcze do piachu nie idziesz, zdążysz się dorobić lepszej chałupy wink. Rozumiem, że Ci żal, ale sam rozumiesz, że to jedyne wyjście. Skoro piękna siedzi w domu to pozostało jej jedynie prowadzenie gorącej linii z ukochanym. Szczerze, to wątpię aby jej love story się zakończyło, jeżeli tak by się stało, to pewnie zaczęłaby ujadać, żeby nie brać tego  rozwodu smile.

No jeszcze sie tam nie wybieram póki co...:). Żal to jest mało powiedziane...rozstawać się z czymś co budowało się z taką pieczołowitością...z marzeniami na przyszłość...właśnie rozpierdoliła całą naszą przyszłość na poczet kilku chwil spędzonych z młodym...ehhhh.
Masz rację że raczej się miłość między nimi nie zakończyła...ona i ujadanie to dwa przeciwległe bieguny. Nie wiem jak po tylu latach i w tak krótkim czasie można kogoś tak znienawidzić jak ona mnie.
Ona tylko czeka żeby w końcu się uwolnić ode mnie.
Chciała ostatnio gdzieś pójść z koleżankami oczywiście...ale powiedziałem że póki jeszcze jest ze mną to nie będzie mi przyprawiać rogów. Strzeliła takiego focha że myślałem że ją normalnie  rozniesie

Trzeba było pozwolić jej pójść, teraz w sądzie będzie gadać, że jesteś despotą, a z siebie zrobi ofiarę. Nie strzelaj sobie w kolano. Ona udawała przez 1,5 roku, ty też musisz do rozprawy poudawać, że jest ok. Mój ex jak wyszły jego zdrady, w ciągu kilku miesięcy jeden jedyny raz poszedł na imprezę, nie broniłam mu absolutnie. Szczerze to miałam gdzieś z kim idzie. Dziwę się, że Ciebie jeszcze to rusza, w końcu "dzieliłeś się" swoją żoną przez prawie 2 lata, to nie wytrzymasz jeszcze kilku miesięcy tongue? Następnym razem niech idzie w długą, bądź miły, bo jaką masz pewność, że ona Cię nie nagrywa wink? Jej linia obrony będzie pewnie taka, że spróbuje zrobić z Ciebie przemocowca, który przez lata się nad nią pastwił, a takie zakazy i krzyki z Twojej strony tylko jej w tym pomogą. Wiem, że Ci ciężko ale musisz się powstrzymać.


Wiesz co. Powiedziałem jej spokojnie że nie ufam jej i nie zgadzam się aby mi znowu przyprawiała rogi oraz gdziekolwiek szła ...nawet jeśli to nagrywała to ma nagrane że nie chcę aby mnie więcej zdradzała póki ze mną jest. Nie wiem co ona będzie mówić przed sądem...po prostu czeka na pozew...później konsultacje z prawnikiem itp.

239

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

No jeszcze sie tam nie wybieram póki co...:). Żal to jest mało powiedziane...rozstawać się z czymś co budowało się z taką pieczołowitością...z marzeniami na przyszłość...właśnie rozpierdoliła całą naszą przyszłość na poczet kilku chwil spędzonych z młodym...ehhhh.
Masz rację że raczej się miłość między nimi nie zakończyła...ona i ujadanie to dwa przeciwległe bieguny. Nie wiem jak po tylu latach i w tak krótkim czasie można kogoś tak znienawidzić jak ona mnie.
Ona tylko czeka żeby w końcu się uwolnić ode mnie.
Chciała ostatnio gdzieś pójść z koleżankami oczywiście...ale powiedziałem że póki jeszcze jest ze mną to nie będzie mi przyprawiać rogów. Strzeliła takiego focha że myślałem że ją normalnie  rozniesie

Trzeba było pozwolić jej pójść, teraz w sądzie będzie gadać, że jesteś despotą, a z siebie zrobi ofiarę. Nie strzelaj sobie w kolano. Ona udawała przez 1,5 roku, ty też musisz do rozprawy poudawać, że jest ok. Mój ex jak wyszły jego zdrady, w ciągu kilku miesięcy jeden jedyny raz poszedł na imprezę, nie broniłam mu absolutnie. Szczerze to miałam gdzieś z kim idzie. Dziwę się, że Ciebie jeszcze to rusza, w końcu "dzieliłeś się" swoją żoną przez prawie 2 lata, to nie wytrzymasz jeszcze kilku miesięcy tongue? Następnym razem niech idzie w długą, bądź miły, bo jaką masz pewność, że ona Cię nie nagrywa wink? Jej linia obrony będzie pewnie taka, że spróbuje zrobić z Ciebie przemocowca, który przez lata się nad nią pastwił, a takie zakazy i krzyki z Twojej strony tylko jej w tym pomogą. Wiem, że Ci ciężko ale musisz się powstrzymać.


Wiesz co. Powiedziałem jej spokojnie że nie ufam jej i nie zgadzam się aby mi znowu przyprawiała rogi oraz gdziekolwiek szła ...nawet jeśli to nagrywała to ma nagrane że nie chcę aby mnie więcej zdradzała póki ze mną jest. Nie wiem co ona będzie mówić przed sądem...po prostu czeka na pozew...później konsultacje z prawnikiem itp.

Ale serio, robi Ci teraz jakąś różnicę to czy Cię zdradza czy nie? Dalej coś do niej czujesz, czy chodzi tu o urażoną męską dumę? Powinieneś mieć już na to wylane.

A przed sądem będzie kłamać, zwalać na Ciebie. Pogadaj ze znajomymi jak wyglądały ich sprawy rozwodowe. Najczęściej to niestety wojna, dlatego cieszę się, że mój maż okazał się takim tchórzem i nie stawił się na żadną wink

240

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Trzeba było pozwolić jej pójść, teraz w sądzie będzie gadać, że jesteś despotą, a z siebie zrobi ofiarę. Nie strzelaj sobie w kolano. Ona udawała przez 1,5 roku, ty też musisz do rozprawy poudawać, że jest ok. Mój ex jak wyszły jego zdrady, w ciągu kilku miesięcy jeden jedyny raz poszedł na imprezę, nie broniłam mu absolutnie. Szczerze to miałam gdzieś z kim idzie. Dziwę się, że Ciebie jeszcze to rusza, w końcu "dzieliłeś się" swoją żoną przez prawie 2 lata, to nie wytrzymasz jeszcze kilku miesięcy tongue? Następnym razem niech idzie w długą, bądź miły, bo jaką masz pewność, że ona Cię nie nagrywa wink? Jej linia obrony będzie pewnie taka, że spróbuje zrobić z Ciebie przemocowca, który przez lata się nad nią pastwił, a takie zakazy i krzyki z Twojej strony tylko jej w tym pomogą. Wiem, że Ci ciężko ale musisz się powstrzymać.


Wiesz co. Powiedziałem jej spokojnie że nie ufam jej i nie zgadzam się aby mi znowu przyprawiała rogi oraz gdziekolwiek szła ...nawet jeśli to nagrywała to ma nagrane że nie chcę aby mnie więcej zdradzała póki ze mną jest. Nie wiem co ona będzie mówić przed sądem...po prostu czeka na pozew...później konsultacje z prawnikiem itp.

Ale serio, robi Ci teraz jakąś różnicę to czy Cię zdradza czy nie? Dalej coś do niej czujesz, czy chodzi tu o urażoną męską dumę? Powinieneś mieć już na to wylane.

A przed sądem będzie kłamać, zwalać na Ciebie. Pogadaj ze znajomymi jak wyglądały ich sprawy rozwodowe. Najczęściej to niestety wojna, dlatego cieszę się, że mój maż okazał się takim tchórzem i nie stawił się na żadną wink

Nie nic nie czuję. Tak po prostu zrobiłem jej zwyczajnie w świecie na złość. Pewnie będzie wymyślać w sądzie  ale ja już nic na to nie poradzę.

241

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Wiesz co. Powiedziałem jej spokojnie że nie ufam jej i nie zgadzam się aby mi znowu przyprawiała rogi oraz gdziekolwiek szła ...nawet jeśli to nagrywała to ma nagrane że nie chcę aby mnie więcej zdradzała póki ze mną jest. Nie wiem co ona będzie mówić przed sądem...po prostu czeka na pozew...później konsultacje z prawnikiem itp.

Ale serio, robi Ci teraz jakąś różnicę to czy Cię zdradza czy nie? Dalej coś do niej czujesz, czy chodzi tu o urażoną męską dumę? Powinieneś mieć już na to wylane.

A przed sądem będzie kłamać, zwalać na Ciebie. Pogadaj ze znajomymi jak wyglądały ich sprawy rozwodowe. Najczęściej to niestety wojna, dlatego cieszę się, że mój maż okazał się takim tchórzem i nie stawił się na żadną wink

Nie nic nie czuję. Tak po prostu zrobiłem jej zwyczajnie w świecie na złość. Pewnie będzie wymyślać w sądzie  ale ja już nic na to nie poradzę.

Na złość? hehe, faceci to jednak zawsze pozostają dziećmi. Nie rób jej więcej na złość, mało to wycierpiała nie mogąc być ze swoim młodziutkim oblubieńcem? Nie znęcaj się nad nią, ona cierpi wink.

242

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Ale serio, robi Ci teraz jakąś różnicę to czy Cię zdradza czy nie? Dalej coś do niej czujesz, czy chodzi tu o urażoną męską dumę? Powinieneś mieć już na to wylane.

A przed sądem będzie kłamać, zwalać na Ciebie. Pogadaj ze znajomymi jak wyglądały ich sprawy rozwodowe. Najczęściej to niestety wojna, dlatego cieszę się, że mój maż okazał się takim tchórzem i nie stawił się na żadną wink

Nie nic nie czuję. Tak po prostu zrobiłem jej zwyczajnie w świecie na złość. Pewnie będzie wymyślać w sądzie  ale ja już nic na to nie poradzę.

Na złość? hehe, faceci to jednak zawsze pozostają dziećmi. Nie rób jej więcej na złość, mało to wycierpiała nie mogąc być ze swoim młodziutkim oblubieńcem? Nie znęcaj się nad nią, ona cierpi wink.

...przepraszam hehe  nie wiem dlaczego tak zrobiłem...:) teraz mi uświadomiłaś że ona może cierpieć z tego powodu...chyba zapadnę się zaraz pod ziemię smile
Obiecuję natychmiastową  poprawę smile

243

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Nie nic nie czuję. Tak po prostu zrobiłem jej zwyczajnie w świecie na złość. Pewnie będzie wymyślać w sądzie  ale ja już nic na to nie poradzę.

Na złość? hehe, faceci to jednak zawsze pozostają dziećmi. Nie rób jej więcej na złość, mało to wycierpiała nie mogąc być ze swoim młodziutkim oblubieńcem? Nie znęcaj się nad nią, ona cierpi wink.

...przepraszam hehe  nie wiem dlaczego tak zrobiłem...:) teraz mi uświadomiłaś że ona może cierpieć z tego powodu...chyba zapadnę się zaraz pod ziemię smile
Obiecuję natychmiastową  poprawę smile

Tak serio to musicie mieć nieźle na chacie, jakby ktoś tak z boku na was popatrzył to pewnie miałby niezły ubaw - i śmieszno i straszno big_smile A tak serio to weź ją w końcu totalnie olej i nie interesuj się gdzie chodzi, bo w sumie co Ci do tego, po rozwodzie to będzie jedynie matka Twojego dziecka. Sam też zacznij wychodzić, w końcu ona zacznie się zastanawiać, gdzie wyłazisz wink

244

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Na złość? hehe, faceci to jednak zawsze pozostają dziećmi. Nie rób jej więcej na złość, mało to wycierpiała nie mogąc być ze swoim młodziutkim oblubieńcem? Nie znęcaj się nad nią, ona cierpi wink.

...przepraszam hehe  nie wiem dlaczego tak zrobiłem...:) teraz mi uświadomiłaś że ona może cierpieć z tego powodu...chyba zapadnę się zaraz pod ziemię smile
Obiecuję natychmiastową  poprawę smile

Tak serio to musicie mieć nieźle na chacie, jakby ktoś tak z boku na was popatrzył to pewnie miałby niezły ubaw - i śmieszno i straszno big_smile A tak serio to weź ją w końcu totalnie olej i nie interesuj się gdzie chodzi, bo w sumie co Ci do tego, po rozwodzie to będzie jedynie matka Twojego dziecka. Sam też zacznij wychodzić, w końcu ona zacznie się zastanawiać, gdzie wyłazisz wink

Uwierz że jest mi to obojętne...zrobiłem to celowo żeby nigdzie nie poszła o tak po prostu.
Nie sądzę żeby ona się przejmowała tym gdzie jestem i co robię...przecież to by oznaczało w pewnym sensie jakieś zainteresowanie w moja stronę...przecież z niej teraz największa twardzielka świata..nie okazuje żadnych uczuć

245

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

...przepraszam hehe  nie wiem dlaczego tak zrobiłem...:) teraz mi uświadomiłaś że ona może cierpieć z tego powodu...chyba zapadnę się zaraz pod ziemię smile
Obiecuję natychmiastową  poprawę smile

Tak serio to musicie mieć nieźle na chacie, jakby ktoś tak z boku na was popatrzył to pewnie miałby niezły ubaw - i śmieszno i straszno big_smile A tak serio to weź ją w końcu totalnie olej i nie interesuj się gdzie chodzi, bo w sumie co Ci do tego, po rozwodzie to będzie jedynie matka Twojego dziecka. Sam też zacznij wychodzić, w końcu ona zacznie się zastanawiać, gdzie wyłazisz wink

Uwierz że jest mi to obojętne...zrobiłem to celowo żeby nigdzie nie poszła o tak po prostu.
Nie sądzę żeby ona się przejmowała tym gdzie jestem i co robię...przecież to by oznaczało w pewnym sensie jakieś zainteresowanie w moja stronę...przecież z niej teraz największa twardzielka świata..nie okazuje żadnych uczuć

No wiesz, mój mąż jak zaczęłam wychodzić i nie mówić dokąd, wkurzał się strasznie. Pies ogrodnika. Dla nich najgorszą karą jest to jak nam się powodzi. Mój były skończył i bez żony i bez kochanki, z nadszarpniętą reputacją w rodzinie. Te ich bajki szybko się kończą. To że Twoja nie ryczy, to nie znaczy, że nie przeżywa. Może jak przyjdzie jej łazić po sadach wtedy zaczną się lamenty.

Nie patrz na nią. Układaj sobie życie po swojemu. Czas tak szybko leci, szkoda go marnować na na kogoś, kogo nie watro, albo trwać w zawieszeniu smile

246

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Tak serio to musicie mieć nieźle na chacie, jakby ktoś tak z boku na was popatrzył to pewnie miałby niezły ubaw - i śmieszno i straszno big_smile A tak serio to weź ją w końcu totalnie olej i nie interesuj się gdzie chodzi, bo w sumie co Ci do tego, po rozwodzie to będzie jedynie matka Twojego dziecka. Sam też zacznij wychodzić, w końcu ona zacznie się zastanawiać, gdzie wyłazisz wink

Uwierz że jest mi to obojętne...zrobiłem to celowo żeby nigdzie nie poszła o tak po prostu.
Nie sądzę żeby ona się przejmowała tym gdzie jestem i co robię...przecież to by oznaczało w pewnym sensie jakieś zainteresowanie w moja stronę...przecież z niej teraz największa twardzielka świata..nie okazuje żadnych uczuć

No wiesz, mój mąż jak zaczęłam wychodzić i nie mówić dokąd, wkurzał się strasznie. Pies ogrodnika. Dla nich najgorszą karą jest to jak nam się powodzi. Mój były skończył i bez żony i bez kochanki, z nadszarpniętą reputacją w rodzinie. Te ich bajki szybko się kończą. To że Twoja nie ryczy, to nie znaczy, że nie przeżywa. Może jak przyjdzie jej łazić po sadach wtedy zaczną się lamenty.

Nie patrz na nią. Układaj sobie życie po swojemu. Czas tak szybko leci, szkoda go marnować na na kogoś, kogo nie watro, albo trwać w zawieszeniu smile

Pewnie masz rację.Czy przeżywa ? Nie wiem może i tak tylko skrzętnie to musi ukrywać...jej sprawa Trzeba patrzeć w przyszłość smile. Nie oglądać się za siebie...

247

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Uwierz że jest mi to obojętne...zrobiłem to celowo żeby nigdzie nie poszła o tak po prostu.
Nie sądzę żeby ona się przejmowała tym gdzie jestem i co robię...przecież to by oznaczało w pewnym sensie jakieś zainteresowanie w moja stronę...przecież z niej teraz największa twardzielka świata..nie okazuje żadnych uczuć

No wiesz, mój mąż jak zaczęłam wychodzić i nie mówić dokąd, wkurzał się strasznie. Pies ogrodnika. Dla nich najgorszą karą jest to jak nam się powodzi. Mój były skończył i bez żony i bez kochanki, z nadszarpniętą reputacją w rodzinie. Te ich bajki szybko się kończą. To że Twoja nie ryczy, to nie znaczy, że nie przeżywa. Może jak przyjdzie jej łazić po sadach wtedy zaczną się lamenty.

Nie patrz na nią. Układaj sobie życie po swojemu. Czas tak szybko leci, szkoda go marnować na na kogoś, kogo nie watro, albo trwać w zawieszeniu smile

Pewnie masz rację.Czy przeżywa ? Nie wiem może i tak tylko skrzętnie to musi ukrywać...jej sprawa Trzeba patrzeć w przyszłość smile. Nie oglądać się za siebie...

Dokaldnie, nie oglądaj się za siebie. Podjąłeś jedyną słuszną decyzję o rozwodzie i tego się trzymaj. Zacznij układać sobie życie na nowo bez tej pani.

Co do rozprawy, to jak pisałam, zadzwoń do sądu albo pogadaj ze swoim adwokatem, może czegoś się dowie odnośnie terminu. Miał byś chociaż jasną sytuacje i wiedziałbyś czy musisz czekać jeszcze miesiąc czy też może kilka. Niepewność jest zawsze najgorsza wink No i pogadajcie z synem, im szybciej zacznie się oswajać z waszym rozwodem, tym lepiej smile

248

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

No wiesz, mój mąż jak zaczęłam wychodzić i nie mówić dokąd, wkurzał się strasznie. Pies ogrodnika. Dla nich najgorszą karą jest to jak nam się powodzi. Mój były skończył i bez żony i bez kochanki, z nadszarpniętą reputacją w rodzinie. Te ich bajki szybko się kończą. To że Twoja nie ryczy, to nie znaczy, że nie przeżywa. Może jak przyjdzie jej łazić po sadach wtedy zaczną się lamenty.

Nie patrz na nią. Układaj sobie życie po swojemu. Czas tak szybko leci, szkoda go marnować na na kogoś, kogo nie watro, albo trwać w zawieszeniu smile

Pewnie masz rację.Czy przeżywa ? Nie wiem może i tak tylko skrzętnie to musi ukrywać...jej sprawa Trzeba patrzeć w przyszłość smile. Nie oglądać się za siebie...

Dokaldnie, nie oglądaj się za siebie. Podjąłeś jedyną słuszną decyzję o rozwodzie i tego się trzymaj. Zacznij układać sobie życie na nowo bez tej pani.

Co do rozprawy, to jak pisałam, zadzwoń do sądu albo pogadaj ze swoim adwokatem, może czegoś się dowie odnośnie terminu. Miał byś chociaż jasną sytuacje i wiedziałbyś czy musisz czekać jeszcze miesiąc czy też może kilka. Niepewność jest zawsze najgorsza wink No i pogadajcie z synem, im szybciej zacznie się oswajać z waszym rozwodem, tym lepiej smile

Hej. Zadzwonię i dowiem się co i jak. Z synem chcemy pogadać w sumie jak najpóźniej żeby nie przechodził tego wszystkiego w długim oczekiwaniu na rozwód...nie wiem czy to dobre czy złe ale tak ustalilismy

249

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Pewnie masz rację.Czy przeżywa ? Nie wiem może i tak tylko skrzętnie to musi ukrywać...jej sprawa Trzeba patrzeć w przyszłość smile. Nie oglądać się za siebie...

Dokaldnie, nie oglądaj się za siebie. Podjąłeś jedyną słuszną decyzję o rozwodzie i tego się trzymaj. Zacznij układać sobie życie na nowo bez tej pani.

Co do rozprawy, to jak pisałam, zadzwoń do sądu albo pogadaj ze swoim adwokatem, może czegoś się dowie odnośnie terminu. Miał byś chociaż jasną sytuacje i wiedziałbyś czy musisz czekać jeszcze miesiąc czy też może kilka. Niepewność jest zawsze najgorsza wink No i pogadajcie z synem, im szybciej zacznie się oswajać z waszym rozwodem, tym lepiej smile

Hej. Zadzwonię i dowiem się co i jak. Z synem chcemy pogadać w sumie jak najpóźniej żeby nie przechodził tego wszystkiego w długim oczekiwaniu na rozwód...nie wiem czy to dobre czy złe ale tak ustalilismy

To dobrze, że przynajmniej w kwestii dziecka potraficie się dogadać. Dzieci jednak widzą więcej niż wydaje się rodzicom, syn na pewno czuje, że coś jest nie tak.  Z resztą w dzisiejszych czasach, gdzie tyle małżeństw się rozpada, młody ma pewnie w przedszkolu/szkole (nie wiem gdzie chodzi dziecko w jego wieku) kolegów, których rodzice nie są razem. To już nie ta epoka, gdzie dziecko z rozbitej rodziny jest czymś dziwnym.
A jak psychicznie sobie radzisz? Śpisz już spokojnie, czy dalej masz jazdy wink?

250

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Dokaldnie, nie oglądaj się za siebie. Podjąłeś jedyną słuszną decyzję o rozwodzie i tego się trzymaj. Zacznij układać sobie życie na nowo bez tej pani.

Co do rozprawy, to jak pisałam, zadzwoń do sądu albo pogadaj ze swoim adwokatem, może czegoś się dowie odnośnie terminu. Miał byś chociaż jasną sytuacje i wiedziałbyś czy musisz czekać jeszcze miesiąc czy też może kilka. Niepewność jest zawsze najgorsza wink No i pogadajcie z synem, im szybciej zacznie się oswajać z waszym rozwodem, tym lepiej smile

Hej. Zadzwonię i dowiem się co i jak. Z synem chcemy pogadać w sumie jak najpóźniej żeby nie przechodził tego wszystkiego w długim oczekiwaniu na rozwód...nie wiem czy to dobre czy złe ale tak ustalilismy

To dobrze, że przynajmniej w kwestii dziecka potraficie się dogadać. Dzieci jednak widzą więcej niż wydaje się rodzicom, syn na pewno czuje, że coś jest nie tak.  Z resztą w dzisiejszych czasach, gdzie tyle małżeństw się rozpada, młody ma pewnie w przedszkolu/szkole (nie wiem gdzie chodzi dziecko w jego wieku) kolegów, których rodzice nie są razem. To już nie ta epoka, gdzie dziecko z rozbitej rodziny jest czymś dziwnym.
A jak psychicznie sobie radzisz? Śpisz już spokojnie, czy dalej masz jazdy wink?

Wiesz w kwestii dziecka póki co jet tak jak Tobie napisałem...no chyba że mojej coś się odmieni jak dostanie pozew, nigdy nic nie wiadomo. Nie chcę sobie nawet wyobrażać jak ten mój synek to przeżyje..nie będzie miał już nigdy normalnej rodziny. Mam nadzieję że moją żonę będą z tego powodu prześladować koszmary do końca życia. Jak nie będzie widziała dziecka przez dwa tygodnie to może sobie uświadomi w końcu co nawyrabiała. Ja sobie póki co nie wyobrażam takiej rozłąki...:(
Czy śpię już spokojnie? Staram się pogodzić z tą sytuacją choć nie ukrywam że jest mi kurewsko ciężko...wiesz tyle lat ,całe marzenia przyszłość poszło w chuj przez pieprzonego amatora mężatek...ehhh

251

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Hej. Zadzwonię i dowiem się co i jak. Z synem chcemy pogadać w sumie jak najpóźniej żeby nie przechodził tego wszystkiego w długim oczekiwaniu na rozwód...nie wiem czy to dobre czy złe ale tak ustalilismy

To dobrze, że przynajmniej w kwestii dziecka potraficie się dogadać. Dzieci jednak widzą więcej niż wydaje się rodzicom, syn na pewno czuje, że coś jest nie tak.  Z resztą w dzisiejszych czasach, gdzie tyle małżeństw się rozpada, młody ma pewnie w przedszkolu/szkole (nie wiem gdzie chodzi dziecko w jego wieku) kolegów, których rodzice nie są razem. To już nie ta epoka, gdzie dziecko z rozbitej rodziny jest czymś dziwnym.
A jak psychicznie sobie radzisz? Śpisz już spokojnie, czy dalej masz jazdy wink?

Wiesz w kwestii dziecka póki co jet tak jak Tobie napisałem...no chyba że mojej coś się odmieni jak dostanie pozew, nigdy nic nie wiadomo. Nie chcę sobie nawet wyobrażać jak ten mój synek to przeżyje..nie będzie miał już nigdy normalnej rodziny. Mam nadzieję że moją żonę będą z tego powodu prześladować koszmary do końca życia. Jak nie będzie widziała dziecka przez dwa tygodnie to może sobie uświadomi w końcu co nawyrabiała. Ja sobie póki co nie wyobrażam takiej rozłąki...:(
Czy śpię już spokojnie? Staram się pogodzić z tą sytuacją choć nie ukrywam że jest mi kurewsko ciężko...wiesz tyle lat ,całe marzenia przyszłość poszło w chuj przez pieprzonego amatora mężatek...ehhh

Nic ją nie będzie prześladować, żadne koszmary. W końcu dziecko jest szczęśliwe jak mamusia jest szczęśliwa, a mamusia nie jest szczęśliwa z tatusiem - tak sobie będzie to tłumaczyć twoja gwiazda. Serio jesteś tak przywiązany do syna, że nie wyobrażasz sobie 2 tyg bez niego ;p? Nie jeździłeś w delegacje, nie wysyłaliście młodego do rodziny, nie wyjeżdżałeś sam odwiedzić swoich bliskich? Nigdy nie miałeś z dzieckiem dłuższej rozłąki?
Zrozum wreszcie, że Twoje życie nie poszło się bujać, przez tego małolata. Twoja miała ochotę Cię zdradzić i tyle, jakby nie on to napatoczyłby się jakiś inny w pracy albo w inny miejscu. Jemu powinieneś podziękować, za to że w porę pomógł Ci zrozumieć z kim masz do czynienia. Nie jesteś jeszcze starym dziadem, wydajesz się być spoko kolesiem, więc jakoś sobie życie ułożysz. Myślisz, że byłoby to tak samo proste za kolejne 15 lat? Z wiekiem coraz trudniej jest zacząć wszystko od nowa, a i rynek matrymonialny coraz bardziej się kurczy. Ja w sumie jestem wdzięczna kochance swojego męża bo w porę pozwoliła mi na odkrycie z jaką dwulicową szują mam do czynienia. Jestem przekonana, że jak nie ona to byłaby inna. Z resztą nawet jakby sprawa się nie rypła, a romans by się wypalił, jestem przekonana, że za jakiś czas pojawiłaby się kolejna pani, bo w końcu skoro raz się udało, to czemu drugi raz miałoby nie wypalić? Reasumując - kochanka żony traktuj jako wybawcę a nie wroga smile.

252

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

To dobrze, że przynajmniej w kwestii dziecka potraficie się dogadać. Dzieci jednak widzą więcej niż wydaje się rodzicom, syn na pewno czuje, że coś jest nie tak.  Z resztą w dzisiejszych czasach, gdzie tyle małżeństw się rozpada, młody ma pewnie w przedszkolu/szkole (nie wiem gdzie chodzi dziecko w jego wieku) kolegów, których rodzice nie są razem. To już nie ta epoka, gdzie dziecko z rozbitej rodziny jest czymś dziwnym.
A jak psychicznie sobie radzisz? Śpisz już spokojnie, czy dalej masz jazdy wink?

Wiesz w kwestii dziecka póki co jet tak jak Tobie napisałem...no chyba że mojej coś się odmieni jak dostanie pozew, nigdy nic nie wiadomo. Nie chcę sobie nawet wyobrażać jak ten mój synek to przeżyje..nie będzie miał już nigdy normalnej rodziny. Mam nadzieję że moją żonę będą z tego powodu prześladować koszmary do końca życia. Jak nie będzie widziała dziecka przez dwa tygodnie to może sobie uświadomi w końcu co nawyrabiała. Ja sobie póki co nie wyobrażam takiej rozłąki...:(
Czy śpię już spokojnie? Staram się pogodzić z tą sytuacją choć nie ukrywam że jest mi kurewsko ciężko...wiesz tyle lat ,całe marzenia przyszłość poszło w chuj przez pieprzonego amatora mężatek...ehhh

Nic ją nie będzie prześladować, żadne koszmary. W końcu dziecko jest szczęśliwe jak mamusia jest szczęśliwa, a mamusia nie jest szczęśliwa z tatusiem - tak sobie będzie to tłumaczyć twoja gwiazda. Serio jesteś tak przywiązany do syna, że nie wyobrażasz sobie 2 tyg bez niego ;p? Nie jeździłeś w delegacje, nie wysyłaliście młodego do rodziny, nie wyjeżdżałeś sam odwiedzić swoich bliskich? Nigdy nie miałeś z dzieckiem dłuższej rozłąki?
Zrozum wreszcie, że Twoje życie nie poszło się bujać, przez tego małolata. Twoja miała ochotę Cię zdradzić i tyle, jakby nie on to napatoczyłby się jakiś inny w pracy albo w inny miejscu. Jemu powinieneś podziękować, za to że w porę pomógł Ci zrozumieć z kim masz do czynienia. Nie jesteś jeszcze starym dziadem, wydajesz się być spoko kolesiem, więc jakoś sobie życie ułożysz. Myślisz, że byłoby to tak samo proste za kolejne 15 lat? Z wiekiem coraz trudniej jest zacząć wszystko od nowa, a i rynek matrymonialny coraz bardziej się kurczy. Ja w sumie jestem wdzięczna kochance swojego męża bo w porę pozwoliła mi na odkrycie z jaką dwulicową szują mam do czynienia. Jestem przekonana, że jak nie ona to byłaby inna. Z resztą nawet jakby sprawa się nie rypła, a romans by się wypalił, jestem przekonana, że za jakiś czas pojawiłaby się kolejna pani, bo w końcu skoro raz się udało, to czemu drugi raz miałoby nie wypalić? Reasumując - kochanka żony traktuj jako wybawcę a nie wroga smile.

No masz rację. Ona czeka na pełnię swego szczęścia jak w końcu się formalnie rozstaniemy i rozejdziemy...hehe. Na całe szczęście nie musiałem nigdy wyjeżdżać w żadne delegacje itp historie.
Oczywiście że mały jeździł do rodziny ale nigdy ta rozłąka nie trwała dłużej niż parę dni. Jak będziesz miała kiedyś swoje dzieci to poczujesz to co czuje każdy rodzic smile. Tak jestem bardzo do niego przywiązany, kocham go nad życie smile w sumie teraz będzie wszystkim co mam, osobą która jest szczera, nie kłamie i bezwarunkowo kocha...:)
Masz rację za 15 lat wcale nie było by łatwiej...pewnie jeszcze trudniej niż teraz...może za jakiś czas ja również będę wdzięczny temu kolesiowi za to że otworzył mi oczy, a on niech się martwi czy aby moja żona jemu nie wykręci za kilka lat takiego samego numeru smile.
A co tam u Ciebie jak się trzymasz ?

253

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Wiesz w kwestii dziecka póki co jet tak jak Tobie napisałem...no chyba że mojej coś się odmieni jak dostanie pozew, nigdy nic nie wiadomo. Nie chcę sobie nawet wyobrażać jak ten mój synek to przeżyje..nie będzie miał już nigdy normalnej rodziny. Mam nadzieję że moją żonę będą z tego powodu prześladować koszmary do końca życia. Jak nie będzie widziała dziecka przez dwa tygodnie to może sobie uświadomi w końcu co nawyrabiała. Ja sobie póki co nie wyobrażam takiej rozłąki...:(
Czy śpię już spokojnie? Staram się pogodzić z tą sytuacją choć nie ukrywam że jest mi kurewsko ciężko...wiesz tyle lat ,całe marzenia przyszłość poszło w chuj przez pieprzonego amatora mężatek...ehhh

Nic ją nie będzie prześladować, żadne koszmary. W końcu dziecko jest szczęśliwe jak mamusia jest szczęśliwa, a mamusia nie jest szczęśliwa z tatusiem - tak sobie będzie to tłumaczyć twoja gwiazda. Serio jesteś tak przywiązany do syna, że nie wyobrażasz sobie 2 tyg bez niego ;p? Nie jeździłeś w delegacje, nie wysyłaliście młodego do rodziny, nie wyjeżdżałeś sam odwiedzić swoich bliskich? Nigdy nie miałeś z dzieckiem dłuższej rozłąki?
Zrozum wreszcie, że Twoje życie nie poszło się bujać, przez tego małolata. Twoja miała ochotę Cię zdradzić i tyle, jakby nie on to napatoczyłby się jakiś inny w pracy albo w inny miejscu. Jemu powinieneś podziękować, za to że w porę pomógł Ci zrozumieć z kim masz do czynienia. Nie jesteś jeszcze starym dziadem, wydajesz się być spoko kolesiem, więc jakoś sobie życie ułożysz. Myślisz, że byłoby to tak samo proste za kolejne 15 lat? Z wiekiem coraz trudniej jest zacząć wszystko od nowa, a i rynek matrymonialny coraz bardziej się kurczy. Ja w sumie jestem wdzięczna kochance swojego męża bo w porę pozwoliła mi na odkrycie z jaką dwulicową szują mam do czynienia. Jestem przekonana, że jak nie ona to byłaby inna. Z resztą nawet jakby sprawa się nie rypła, a romans by się wypalił, jestem przekonana, że za jakiś czas pojawiłaby się kolejna pani, bo w końcu skoro raz się udało, to czemu drugi raz miałoby nie wypalić? Reasumując - kochanka żony traktuj jako wybawcę a nie wroga smile.

No masz rację. Ona czeka na pełnię swego szczęścia jak w końcu się formalnie rozstaniemy i rozejdziemy...hehe. Na całe szczęście nie musiałem nigdy wyjeżdżać w żadne delegacje itp historie.
Oczywiście że mały jeździł do rodziny ale nigdy ta rozłąka nie trwała dłużej niż parę dni. Jak będziesz miała kiedyś swoje dzieci to poczujesz to co czuje każdy rodzic smile. Tak jestem bardzo do niego przywiązany, kocham go nad życie smile w sumie teraz będzie wszystkim co mam, osobą która jest szczera, nie kłamie i bezwarunkowo kocha...:)
Masz rację za 15 lat wcale nie było by łatwiej...pewnie jeszcze trudniej niż teraz...może za jakiś czas ja również będę wdzięczny temu kolesiowi za to że otworzył mi oczy, a on niech się martwi czy aby moja żona jemu nie wykręci za kilka lat takiego samego numeru smile.
A co tam u Ciebie jak się trzymasz ?

No no z tą szczerością dzieci to bym nie przesadzała ;p Zaraz podrośnie zacznie podbierać Ci kasę z portfela, wagarować, palić fajki na długiej przerwie, bajerować koleżanki i tyle będziesz miał z jego szczerości big_smile. A czy każdy rodzic czuje takie przywiązanie do dzieci? Śmiem wątpić.

Myślisz, że ten koleś martwi się, że Twoja żona wywinie mu taki sam numer? Na bank nie. Przecież jest młody. Pewnie za kilka-kilkanaście? lat będzie chciał zakładać rodzinę. Dziunia po menopauzie mu przecież dzieci nie urodzi wink. Z resztą fizycznie już całkiem będzie odbiegać od jego dwudziestoletnich koleżanek. To prędzej ona powinna się modlić, żeby Romeo nie wywinął jej takiego numeru jak ona Tobie. A tak się pewnie skończy. Z resztą znasz jakiegoś dwudziestolatka, który chciałby wychowywać obce dziecko? Sama jeszcze całkiem niedawno miałam tyle lat co on i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. W tym wieku myśli się o zabawie a nie o zakładaniu rodziny.

254

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Nic ją nie będzie prześladować, żadne koszmary. W końcu dziecko jest szczęśliwe jak mamusia jest szczęśliwa, a mamusia nie jest szczęśliwa z tatusiem - tak sobie będzie to tłumaczyć twoja gwiazda. Serio jesteś tak przywiązany do syna, że nie wyobrażasz sobie 2 tyg bez niego ;p? Nie jeździłeś w delegacje, nie wysyłaliście młodego do rodziny, nie wyjeżdżałeś sam odwiedzić swoich bliskich? Nigdy nie miałeś z dzieckiem dłuższej rozłąki?
Zrozum wreszcie, że Twoje życie nie poszło się bujać, przez tego małolata. Twoja miała ochotę Cię zdradzić i tyle, jakby nie on to napatoczyłby się jakiś inny w pracy albo w inny miejscu. Jemu powinieneś podziękować, za to że w porę pomógł Ci zrozumieć z kim masz do czynienia. Nie jesteś jeszcze starym dziadem, wydajesz się być spoko kolesiem, więc jakoś sobie życie ułożysz. Myślisz, że byłoby to tak samo proste za kolejne 15 lat? Z wiekiem coraz trudniej jest zacząć wszystko od nowa, a i rynek matrymonialny coraz bardziej się kurczy. Ja w sumie jestem wdzięczna kochance swojego męża bo w porę pozwoliła mi na odkrycie z jaką dwulicową szują mam do czynienia. Jestem przekonana, że jak nie ona to byłaby inna. Z resztą nawet jakby sprawa się nie rypła, a romans by się wypalił, jestem przekonana, że za jakiś czas pojawiłaby się kolejna pani, bo w końcu skoro raz się udało, to czemu drugi raz miałoby nie wypalić? Reasumując - kochanka żony traktuj jako wybawcę a nie wroga smile.

No masz rację. Ona czeka na pełnię swego szczęścia jak w końcu się formalnie rozstaniemy i rozejdziemy...hehe. Na całe szczęście nie musiałem nigdy wyjeżdżać w żadne delegacje itp historie.
Oczywiście że mały jeździł do rodziny ale nigdy ta rozłąka nie trwała dłużej niż parę dni. Jak będziesz miała kiedyś swoje dzieci to poczujesz to co czuje każdy rodzic smile. Tak jestem bardzo do niego przywiązany, kocham go nad życie smile w sumie teraz będzie wszystkim co mam, osobą która jest szczera, nie kłamie i bezwarunkowo kocha...:)
Masz rację za 15 lat wcale nie było by łatwiej...pewnie jeszcze trudniej niż teraz...może za jakiś czas ja również będę wdzięczny temu kolesiowi za to że otworzył mi oczy, a on niech się martwi czy aby moja żona jemu nie wykręci za kilka lat takiego samego numeru smile.
A co tam u Ciebie jak się trzymasz ?

No no z tą szczerością dzieci to bym nie przesadzała ;p Zaraz podrośnie zacznie podbierać Ci kasę z portfela, wagarować, palić fajki na długiej przerwie, bajerować koleżanki i tyle będziesz miał z jego szczerości big_smile. A czy każdy rodzic czuje takie przywiązanie do dzieci? Śmiem wątpić.

Myślisz, że ten koleś martwi się, że Twoja żona wywinie mu taki sam numer? Na bank nie. Przecież jest młody. Pewnie za kilka-kilkanaście? lat będzie chciał zakładać rodzinę. Dziunia po menopauzie mu przecież dzieci nie urodzi wink. Z resztą fizycznie już całkiem będzie odbiegać od jego dwudziestoletnich koleżanek. To prędzej ona powinna się modlić, żeby Romeo nie wywinął jej takiego numeru jak ona Tobie. A tak się pewnie skończy. Z resztą znasz jakiegoś dwudziestolatka, który chciałby wychowywać obce dziecko? Sama jeszcze całkiem niedawno miałam tyle lat co on i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. W tym wieku myśli się o zabawie a nie o zakładaniu rodziny.

On się pewnie martwi tym  dlaczego tak długo musi czekać na legalne dymanie ....
Ze szczerością dzieci chodziło mi o wiek do kilkunastu lat...bo wiadomo że później bywa to różnie. dlatego trzeba się tym nacieszyć póki jest szczerość  bezinteresowność oraz miłość z jego strony smile.
Nie wiem czy każdy rodzic tak czuje no ja tak czuję i tyle. Nie wiem czy to zaleta czy wada ...myślę że jednak zaleta.
Wiesz on teraz pewnie jest domyślam się zakochany w mojej żonie...ale tak jak piszesz pewnie długo ten stan nie potrwa...zderzenie z rzeczywistością jest bolesne hehe

255

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

No masz rację. Ona czeka na pełnię swego szczęścia jak w końcu się formalnie rozstaniemy i rozejdziemy...hehe. Na całe szczęście nie musiałem nigdy wyjeżdżać w żadne delegacje itp historie.
Oczywiście że mały jeździł do rodziny ale nigdy ta rozłąka nie trwała dłużej niż parę dni. Jak będziesz miała kiedyś swoje dzieci to poczujesz to co czuje każdy rodzic smile. Tak jestem bardzo do niego przywiązany, kocham go nad życie smile w sumie teraz będzie wszystkim co mam, osobą która jest szczera, nie kłamie i bezwarunkowo kocha...:)
Masz rację za 15 lat wcale nie było by łatwiej...pewnie jeszcze trudniej niż teraz...może za jakiś czas ja również będę wdzięczny temu kolesiowi za to że otworzył mi oczy, a on niech się martwi czy aby moja żona jemu nie wykręci za kilka lat takiego samego numeru smile.
A co tam u Ciebie jak się trzymasz ?

No no z tą szczerością dzieci to bym nie przesadzała ;p Zaraz podrośnie zacznie podbierać Ci kasę z portfela, wagarować, palić fajki na długiej przerwie, bajerować koleżanki i tyle będziesz miał z jego szczerości big_smile. A czy każdy rodzic czuje takie przywiązanie do dzieci? Śmiem wątpić.

Myślisz, że ten koleś martwi się, że Twoja żona wywinie mu taki sam numer? Na bank nie. Przecież jest młody. Pewnie za kilka-kilkanaście? lat będzie chciał zakładać rodzinę. Dziunia po menopauzie mu przecież dzieci nie urodzi wink. Z resztą fizycznie już całkiem będzie odbiegać od jego dwudziestoletnich koleżanek. To prędzej ona powinna się modlić, żeby Romeo nie wywinął jej takiego numeru jak ona Tobie. A tak się pewnie skończy. Z resztą znasz jakiegoś dwudziestolatka, który chciałby wychowywać obce dziecko? Sama jeszcze całkiem niedawno miałam tyle lat co on i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. W tym wieku myśli się o zabawie a nie o zakładaniu rodziny.

On się pewnie martwi tym  dlaczego tak długo musi czekać na legalne dymanie ....
Ze szczerością dzieci chodziło mi o wiek do kilkunastu lat...bo wiadomo że później bywa to różnie. dlatego trzeba się tym nacieszyć póki jest szczerość  bezinteresowność oraz miłość z jego strony smile.
Nie wiem czy każdy rodzic tak czuje no ja tak czuję i tyle. Nie wiem czy to zaleta czy wada ...myślę że jednak zaleta.
Wiesz on teraz pewnie jest domyślam się zakochany w mojej żonie...ale tak jak piszesz pewnie długo ten stan nie potrwa...zderzenie z rzeczywistością jest bolesne hehe

Myślisz, że dzieci są szczere do kilkunastu lat? Wydaje mi się, że jak idą do szkoły to zaczynają ściemniać. Ile razy jak byłeś w podstawówce, niby bolał Cię brzuch, ile razy bania którą miałeś w dzienniku niby nie była Twoja, a uwaga w dzienniczku była z winy kolegi:D? Z tym,że dzieci są szczere to się nie zgodzę, ale z tym że potrafią kochać bez warunkowo to zgodzę się jak najbardziej. Założę się, że całkiem niedługo usłyszysz od syna: "ojciec, nie przyjeżdżaj po mnie do szkoły, nie rób mi siary big_smile". Dlatego nie uzależniaj się od syna, bo jak zacznie dorastać to kontakt siłą rzeczy wam się poluzuje.  Nie możesz więc myśleć, że syn jest wszystkim co masz. Bo co będzie jak wyfrunie z domu? Załamiesz się? No chyba, że machniesz sobie jeszcze jakieś potomstwo smile.
Oczywiście nie ma nic złego, że jesteś tak bardzo za swoim dzieckiem, to w sumie urocze i godne podziwu, oby inni tatusiowie wykazywali się podobną postawą.

Czy małolat jest zakochany w Twojej żonie? Być może. Istnieje też możliwość, że pociąga go to, co nieosiągalne, więc zaraz po tym jak Twoja ex stanie się obiektem na wyciągnięcie ręki, wszystkie motyle zdechną.

256

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy

Zakładam z dużą dozą prawdopodobieństwa że tak będzie...bolący brzuch, pała w dzienniku itp. To nieuniknione. Chodziło mi głównie o szczerość w okazywaniu uczuć smile.
Z tym że usłyszę zapewne niedługo od niego żebym nie robił mu siary itp. też się liczę.
Bardziej w tym wszystkim chodziło mi o to że jest może teraz źle to nazwę "lekiem na całe to zło" które żonka nam funduje.
Wiesz zanim wyfrunie z domu to minie trochę czasu...co nie oznacza że prędzej czy później taka sytuacja będzie miała miejsce. Póki co nie myślę o tym.
Jest to co tu i teraz i to się liczy.
Nie wspomniałaś co tam u Ciebie ? smile

257

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:

Zakładam z dużą dozą prawdopodobieństwa że tak będzie...bolący brzuch, pała w dzienniku itp. To nieuniknione. Chodziło mi głównie o szczerość w okazywaniu uczuć smile.
Z tym że usłyszę zapewne niedługo od niego żebym nie robił mu siary itp. też się liczę.
Bardziej w tym wszystkim chodziło mi o to że jest może teraz źle to nazwę "lekiem na całe to zło" które żonka nam funduje.
Wiesz zanim wyfrunie z domu to minie trochę czasu...co nie oznacza że prędzej czy później taka sytuacja będzie miała miejsce. Póki co nie myślę o tym.
Jest to co tu i teraz i to się liczy.
Nie wspomniałaś co tam u Ciebie ? smile

Syn może Cię opuścić szybciej niż Ci się wydaje, ja już w liceum uciekłam do innego miasta wink. Bierzecie pod uwagę z żona taką sytuację, że syn nie będzie chciał mieszkać na dwa domy? Co jeśli będzie chciał zostać wyłącznie z Tobą albo wyłącznie z matką? Teraz jest jeszcze mały, więc być może nie będzie stawiał warunków, ale za kilka lat. Co zrobisz jak powiedzmy za 5 lat będzie chciał mieszkać tylko z mamą?
U mnie dobrze, nie narzekam. Najgorszy etap życia mam za sobą. Idę do przodu. Nawet ostatnio spotkałam się parę razy z kolesiem. Widzę jednak, że to nie ma sensu, bo za bardzo porównuję go do swojego byłego męża i niestety w porównaniu do mojego ex i tego jak wyglądały początki naszej znajomości, wypada blado wink. To trochę też daje mi do myślenia, bo zaczęłam się obawiać, że żaden nie oczaruje mnie już tak jak mój były mąż. Może widocznie jeszcze dla mnie za wcześnie na schadzki wink.

258

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Zakładam z dużą dozą prawdopodobieństwa że tak będzie...bolący brzuch, pała w dzienniku itp. To nieuniknione. Chodziło mi głównie o szczerość w okazywaniu uczuć smile.
Z tym że usłyszę zapewne niedługo od niego żebym nie robił mu siary itp. też się liczę.
Bardziej w tym wszystkim chodziło mi o to że jest może teraz źle to nazwę "lekiem na całe to zło" które żonka nam funduje.
Wiesz zanim wyfrunie z domu to minie trochę czasu...co nie oznacza że prędzej czy później taka sytuacja będzie miała miejsce. Póki co nie myślę o tym.
Jest to co tu i teraz i to się liczy.
Nie wspomniałaś co tam u Ciebie ? smile

Syn może Cię opuścić szybciej niż Ci się wydaje, ja już w liceum uciekłam do innego miasta wink. Bierzecie pod uwagę z żona taką sytuację, że syn nie będzie chciał mieszkać na dwa domy? Co jeśli będzie chciał zostać wyłącznie z Tobą albo wyłącznie z matką? Teraz jest jeszcze mały, więc być może nie będzie stawiał warunków, ale za kilka lat. Co zrobisz jak powiedzmy za 5 lat będzie chciał mieszkać tylko z mamą?
U mnie dobrze, nie narzekam. Najgorszy etap życia mam za sobą. Idę do przodu. Nawet ostatnio spotkałam się parę razy z kolesiem. Widzę jednak, że to nie ma sensu, bo za bardzo porównuję go do swojego byłego męża i niestety w porównaniu do mojego ex i tego jak wyglądały początki naszej znajomości, wypada blado wink. To trochę też daje mi do myślenia, bo zaczęłam się obawiać, że żaden nie oczaruje mnie już tak jak mój były mąż. Może widocznie jeszcze dla mnie za wcześnie na schadzki wink.

Nie zastanawialiśmy się nad tym co będzie za 5 lat jeśli zechce mieszkać ze mną lub z nią. Staram się aż tak nie wybiegać w przyszłość...a już na pewno nie myśleć o takiej sytuacji, co nie oznacza że owszem może taka zaistnieć.
O no to fajnie że wszystko dobrze u Ciebie.
Nie wiem ale myślę że takie porównania zawsze będą miały miejsce zarówno u Ciebie jak i zapewne kiedyś u mnie.
Nie można co prawda mierzyć wszystkich jedną miarą (wiem łatwo się mówi smile ), ale pewnie z czasem zaczniesz podchodzić do tego z większym dystansem, nie porównując facetów z Twoim byłym, zaczniesz ufać choć pewnie nigdy do końca, ale trzeba czasu. smile
Będzie dobrze smile

259

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:

Zakładam z dużą dozą prawdopodobieństwa że tak będzie...bolący brzuch, pała w dzienniku itp. To nieuniknione. Chodziło mi głównie o szczerość w okazywaniu uczuć smile.
Z tym że usłyszę zapewne niedługo od niego żebym nie robił mu siary itp. też się liczę.
Bardziej w tym wszystkim chodziło mi o to że jest może teraz źle to nazwę "lekiem na całe to zło" które żonka nam funduje.
Wiesz zanim wyfrunie z domu to minie trochę czasu...co nie oznacza że prędzej czy później taka sytuacja będzie miała miejsce. Póki co nie myślę o tym.
Jest to co tu i teraz i to się liczy.
Nie wspomniałaś co tam u Ciebie ? smile

Syn może Cię opuścić szybciej niż Ci się wydaje, ja już w liceum uciekłam do innego miasta wink. Bierzecie pod uwagę z żona taką sytuację, że syn nie będzie chciał mieszkać na dwa domy? Co jeśli będzie chciał zostać wyłącznie z Tobą albo wyłącznie z matką? Teraz jest jeszcze mały, więc być może nie będzie stawiał warunków, ale za kilka lat. Co zrobisz jak powiedzmy za 5 lat będzie chciał mieszkać tylko z mamą?
U mnie dobrze, nie narzekam. Najgorszy etap życia mam za sobą. Idę do przodu. Nawet ostatnio spotkałam się parę razy z kolesiem. Widzę jednak, że to nie ma sensu, bo za bardzo porównuję go do swojego byłego męża i niestety w porównaniu do mojego ex i tego jak wyglądały początki naszej znajomości, wypada blado wink. To trochę też daje mi do myślenia, bo zaczęłam się obawiać, że żaden nie oczaruje mnie już tak jak mój były mąż. Może widocznie jeszcze dla mnie za wcześnie na schadzki wink.

Nie zastanawialiśmy się nad tym co będzie za 5 lat jeśli zechce mieszkać ze mną lub z nią. Staram się aż tak nie wybiegać w przyszłość...a już na pewno nie myśleć o takiej sytuacji, co nie oznacza że owszem może taka zaistnieć.
O no to fajnie że wszystko dobrze u Ciebie.
Nie wiem ale myślę że takie porównania zawsze będą miały miejsce zarówno u Ciebie jak i zapewne kiedyś u mnie.
Nie można co prawda mierzyć wszystkich jedną miarą (wiem łatwo się mówi smile ), ale pewnie z czasem zaczniesz podchodzić do tego z większym dystansem, nie porównując facetów z Twoim byłym, zaczniesz ufać choć pewnie nigdy do końca, ale trzeba czasu. smile
Będzie dobrze smile

Jasne, rozumiem że nie chcesz wyciągać tak w przyszłość ale równie dobrze za parę miesięcy młody może zacząć lamentować, że chce zostać tylko z Tobą i tyle. Lepiej przyszykuj się na kazdy scenariusz smile

No wiesz mam akurat określony typ faceta, w który idealnie wpisywał się mój ex więc jego następny siła rzeczy muszą być podobni (fizycznie i jeżeli chodzi o pasje) wink.

Ufać to już nigdy na 100% nie będę, mojemu byłemu też z resztą nie ufałam bezgranicznie. Ludzie z natury są podli i wszystkiego można się po nich spodziewać.

260

Odp: Mój świat się chyba zawalił...pomocy
naiwna911 napisał/a:
adrian37 napisał/a:
naiwna911 napisał/a:

Syn może Cię opuścić szybciej niż Ci się wydaje, ja już w liceum uciekłam do innego miasta wink. Bierzecie pod uwagę z żona taką sytuację, że syn nie będzie chciał mieszkać na dwa domy? Co jeśli będzie chciał zostać wyłącznie z Tobą albo wyłącznie z matką? Teraz jest jeszcze mały, więc być może nie będzie stawiał warunków, ale za kilka lat. Co zrobisz jak powiedzmy za 5 lat będzie chciał mieszkać tylko z mamą?
U mnie dobrze, nie narzekam. Najgorszy etap życia mam za sobą. Idę do przodu. Nawet ostatnio spotkałam się parę razy z kolesiem. Widzę jednak, że to nie ma sensu, bo za bardzo porównuję go do swojego byłego męża i niestety w porównaniu do mojego ex i tego jak wyglądały początki naszej znajomości, wypada blado wink. To trochę też daje mi do myślenia, bo zaczęłam się obawiać, że żaden nie oczaruje mnie już tak jak mój były mąż. Może widocznie jeszcze dla mnie za wcześnie na schadzki wink.

Nie zastanawialiśmy się nad tym co będzie za 5 lat jeśli zechce mieszkać ze mną lub z nią. Staram się aż tak nie wybiegać w przyszłość...a już na pewno nie myśleć o takiej sytuacji, co nie oznacza że owszem może taka zaistnieć.
O no to fajnie że wszystko dobrze u Ciebie.
Nie wiem ale myślę że takie porównania zawsze będą miały miejsce zarówno u Ciebie jak i zapewne kiedyś u mnie.
Nie można co prawda mierzyć wszystkich jedną miarą (wiem łatwo się mówi smile ), ale pewnie z czasem zaczniesz podchodzić do tego z większym dystansem, nie porównując facetów z Twoim byłym, zaczniesz ufać choć pewnie nigdy do końca, ale trzeba czasu. smile
Będzie dobrze smile

Jasne, rozumiem że nie chcesz wyciągać tak w przyszłość ale równie dobrze za parę miesięcy młody może zacząć lamentować, że chce zostać tylko z Tobą i tyle. Lepiej przyszykuj się na kazdy scenariusz smile

No wiesz mam akurat określony typ faceta, w który idealnie wpisywał się mój ex więc jego następny siła rzeczy muszą być podobni (fizycznie i jeżeli chodzi o pasje) wink.

Ufać to już nigdy na 100% nie będę, mojemu byłemu też z resztą nie ufałam bezgranicznie. Ludzie z natury są podli i wszystkiego można się po nich spodziewać.

Nie chcę póki co o tym myśleć. Jeśli zajdzie taka potrzeba z jego strony to będziemy rozmawiać. Najpierw trzeba załatwić wszystkie sprawy związane z rozwodem itp smile.
Może jeśli masz typ faceta który idealnie wpisuje się w twojego ex...to będziesz pewnie zawsze porównywała swoich przyszłych partnerów do byłego męża a to będzie Tobie przypominać niestety  jaką jest szują...i wszystkie złe wspomnienia zawsze będą wracać

Posty [ 196 do 260 z 469 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mój świat się chyba zawalił...pomocy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024