Zuza miałabyś o wiele łatwiej kiedy idzie o podejmowanie jakichkolwiek decyzji w tą czy w tamtą, gdybyś stała na własnych nogach. A tak szukasz żywiciela to w mężu, bądź kochanku i żyjesz w niepewności, bo jak jeden, bądź drugi nie zajmie się Tobą, to po Tobie
Zajmij się sama sobą. A kiedy już nie będziesz petentem proszącym to tego, bądź owego, będziesz mogła świadomie dokonywać wyborów, bez myślenia życzeniowego, bez uwieszania się na kimkolwiek. Wtedy odpadną też wątpliwości czy dasz radę i wybierzesz dla siebie drogę w której Twoje potrzeby są zaspokajane. Albo mąż sie obudzi w międzyczasie, albo nie. Albo kochanek odpadnie w międzyczasie, albo nie. Żaden z nich nie wygląda na księcia z bajki
Po co więc składasz nadzieje na lepsze, szczęśliwsze życie w cudzych rękach. Zadbaj o siebie najpierw sama, a reszta wyjdzie w praniu. Zdecydujesz wtedy świadomie czy chcesz naprawić małżeństwo czy to jednak koniec. Bez stania na własnych nogach zawsze będziesz marionetką, którą poruszają sznurki instynktu przetrwania. Zadbaj o swoje przetrwanie sama, a zmienią się priorytety na podstawie których podejmujesz decyzje. Jest to rozwiązanie długotrwałe, ale w takich sytuacjach ludzie w gorącej wodzie kąpani tracą najwięcej...
Nie wiem, co dla autorki jest dobre; jak ognia unikam różnych 'powinno się' i do zaprzestania używania takiego zwrotu namawiam. Namawiam też do zastanowienia się nad tym, co jest dobre dla niej i podjęcie decyzji bez zasłaniania się 'dobrem' innych osób. Nie zauważyłam też, by autorka rad nie słuchała, a że od razu nie zachwyca się proponowanymi rozwiązaniami i nie postępuje już teraz tak, jak autorzy rad napisali, jest dla mnie sprawą normalną.
Masz rację, tylko autorka wie co dla niej dobre. Ja nie rozumiem stwierdzenia "zostając z mężem musiałabym odejść od kochanka a tak nie potrafię".
Ja nie boję się słów "powinna/nie powinna" , bo czasem to są rzeczy oczywiste. Dlatego wg mnie powinna podjąć jedyną słuszną dla niej decyzję. Nikt za nią tego nie zrobi.
Zuza, oczywiście że nikt nie lubi być oceniany. Wiem, że wybór nie jest łatwy. Takich decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień, ale Ty już trwasz w tej sytuacji co najmniej pół roku. Pobądź ze sobą, zrób sobie za i przeciw. Ale nie porównuj facetów, tylko swoje życie. Co stracisz ale też co zyskasz.
Ja sama dorastałam do decyzji o odejściu długo, chyba za długo. Zostałam z niczym. Bez dachu nad głową, z niskopłatną pracą i z dzieckiem w przedszkolu. Wiesz co zyskałam? Życie. Wolność. Bałam się, że sobie nie poradzę. Ten strach mnie paraliżował. No bo jak ja się sama utrzymam? I wiesz, daję sobie radę. Nie żyję na takim poziomie jak wcześniej, ale jestem w końcu szczęśliwa i spokojna.
Masz przed sobą całe życie, pomyśl nad tym.
1. To nie my wybielamy Twojego męża , ale Ty to zrobiłaś . Dopóki on (tylko on?) był winy kryzysu w małżeństwie , wina ( przynajmniej częściowa) była po jego stronie, ale od momentu kiedy zamiast od niego odejść zaczęłaś go zdradzać to cała wina spadła na Ciebie. On nie jest w żadnym stopniu winny Twojej decyzji o oszukiwaniu, zdradzie. Miałaś kilka możliwych sposobów na rozwiązanie kryzysu, ale sama zdecydowałaś o wybraniu sposobu niecywilizowanego. Gdybys go otruła , to tez byłby winny takiej Twojej decyzji ?
2. Kochanek chce Twojego rozwodu, ale nie chce brać na siebie odpowiedzialności jeżeli Wam nie wjdzie . Czyli inaczej "będę z Tobą tak długo aż mi się to będzie podobało, aż mi się nie znudzi lub nie znajdzie się ktoś ciekawszy " Dosyć uczciwe postawienie sprawy na samym początku. Znacznie uczciwsze niż to co Ty robisz, co obiecywałaś mężowi.
3. Odejdź do kochanka, ale nie zabieraj dziecka z jego domu, z jego rodziny. Dziecko ma już swoje miejsce na ziemi i nie musi podążać za Tobą dlatego bo Ty szukasz Lepsiejszego. To Twój problem, Twoje ryzyko , Twoja niepewność co zrobi kochanek, skoro już teraz stawia sprawy otwarcie. Byłoby ostatnia głupota, nieodpowiedzialnością , egoizmem skazywać dziecko na takie ryzyko.
Zuza miałabyś o wiele łatwiej kiedy idzie o podejmowanie jakichkolwiek decyzji w tą czy w tamtą, gdybyś stała na własnych nogach. A tak szukasz żywiciela to w mężu, bądź kochanku i żyjesz w niepewności, bo jak jeden, bądź drugi nie zajmie się Tobą, to po Tobie
Zajmij się sama sobą. A kiedy już nie będziesz petentem proszącym to tego, bądź owego, będziesz mogła świadomie dokonywać wyborów, bez myślenia życzeniowego, bez uwieszania się na kimkolwiek. Wtedy odpadną też wątpliwości czy dasz radę i wybierzesz dla siebie drogę w której Twoje potrzeby są zaspokajane. Albo mąż sie obudzi w międzyczasie, albo nie. Albo kochanek odpadnie w międzyczasie, albo nie. Żaden z nich nie wygląda na księcia z bajki
Po co więc składasz nadzieje na lepsze, szczęśliwsze życie w cudzych rękach. Zadbaj o siebie najpierw sama, a reszta wyjdzie w praniu. Zdecydujesz wtedy świadomie czy chcesz naprawić małżeństwo czy to jednak koniec. Bez stania na własnych nogach zawsze będziesz marionetką, którą poruszają sznurki instynktu przetrwania. Zadbaj o swoje przetrwanie sama, a zmienią się priorytety na podstawie których podejmujesz decyzje. Jest to rozwiązanie długotrwałe, ale w takich sytuacjach ludzie w gorącej wodzie kąpani tracą najwięcej...
Nic dodać, nic ująć. ![]()
Nie wiem, dlaczego nie możemy zrozumieć rozterek Autorki?
Wyraźnie napisała, że kochanka pewna nie jest. A mąż, choć (jej zdaniem) obojętny, a wręcz, między wierszami, zachęcający ją do podjęcia przez nią decyzji o rozwodzie z powodu "niezgodności charakterów", nie zamierza walczyć o utrzymanie małżeństwa.
Kto winien rozpadu związku, o tym wiedzą tylko oni oboje.
Zwłaszcza, że w którymś z kolejnych postów Zuza twierdzi, że ślubny też święty nie był niegdyś.
Licytowanie się zaś, kto winien zdrady małżeńskiej nie prowadzi do niczego, bo wiadomo, czym jest zdrada.
Decyzją, która z pewnością nie została podjęta na skutek, np. zwiększonej aktywności Słońca, ale przemyślana i w przypadku Autorki, realizowana do tej pory.
Myślę, że Zuza powinna złożyć pozew o rozwód. Mąż temu przyklaśnie. Może udawanie dobrego małżeństwa już go zmęczyło?
Na razie nie wie zapewne albo udaje nieświadomość tego, że od jakiegoś czasu rysuje sufity w mieszkaniu swoim porożem Sadzę jednak, że mało go to interesuje w kontekście godności samca, o ile na wiarę przyjąć słowa Autorki.
Obawa o byt własny i tzw. dobro dziecka (bo jak zostanie z byłym już mężem, to źle; gdy przy niej, to już lepiej, dużo lepiej?), to tylko wymówka.
Nie chodzi o obawę, że Autorka sobie nie poradzi albo wbrew jej oczekiwaniom, dziecko zamieszka z ojcem.
Chodzi o rozdarcie między chłodną i stęchłą stabilizacją, a wyprawą w nieznane, gdy nie wiadomo, czy przewodnik będzie czekał w umówionym miejscu.
Chodzi o rozdarcie między chłodną i stęchłą stabilizacją, a wyprawą w nieznane, gdy nie wiadomo, czy przewodnik będzie czekał w umówionym miejscu.
Dlatego zawsze potrzebny jest własny samochód/ciężarówka/łódka/samolot
Wtedy nie trzeba się oglądać na przewoźników. Dopiero wtedy można znaleźć partnerów, kierując się tymi właściwymi kryteriami.
A moim zdaniem autorka nas nieźle wkręca. Niby chce spokoju, tak? No to wszystko wygląda raczej na toż że ona podjęła decyzję, ale wie, że to jest niemoralne i szuka na forum kogoś, kto potwierdzi jej banialuki. Tak to wygląda aktualnie. Bo nie przemawia kompletnie nic do niej.
Szczerze mówiąc nie jestem w tej chwili w stanie podjąć żadnej decyzji. Zbyt bardzo się boję. To prawda jestem w tej chwili uzależniona od męża, niepewna siebie, przestraszona. Choćbym chciała odejść nie dam rady teraz. A kochanek, boję się, że go stracę jak będę to przeciągać. Dlatego tak się miotam, chciałabym szybko, już, ale wiem, że pośpiech jest niewskazany.Dziękuję Wam za mądre rady. Będę tu jeszcze pisała o moich rozterkach.
oklaski, kurtyna.
75 2017-04-26 14:35:13 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-04-26 15:14:24)
Przyszłaś na forum, żeby posłuchać obiektywnych opinii? Owszem, znajdą się tutaj takie, ale będą one w znacznej mniejszości. Jeśli pobędziesz na tym forum dłużej to zobaczysz kogo warto słuchać, a czyje opinie puścić mimo uszu.
Taką osobą jest np Wielokropek- nie wiem jak ona to robi, ale w każdej jej wypowiedzi można zobaczyć, że jest to wypowiedź "w punkt" i warto wziąć jej słowa pod uwagę. <3
Zuza, też kiedyś przyszedłem tutaj z podobnym tematem z zamiarem wysłuchania obiektywnych opinii. Niestety, zostałem zjechany z góry na dół, szczególnie przez Pana anderstud, który nazwał mnie śmieciem, zerem, krętaczem, kłamcą i nie wiadomo czym jeszcze. A Tobie wręcz rozkazuje co masz robić ze swoim życiem. No, trzymajcie mnie! ![]()
Przedstawiając Ci tę historię w skrócie, powiem Ci, że kiedyś zacząłem spotykać się z dziewczyną, która miała już chłopaka (jak to wspomniała na którymś spotkaniu.) Spodobaliśmy się sobie bardzo (wizualnie i z charakterów), w późniejszym czasie zaczęliśmy budować przyjacielski kontakt, z pewną nutką pożądania, które, mimo tego, że byliśmy bardzo blisko siebie, nie zostało spełnione.
Wiem jedno, nie pozwoliłbym jej na to, aby zdradziła ze mną swojego chłopaka, sama też nie chciała traktować mnie jako chłopaka do zabawy, czy tam kochanka. Skoro już udało nam się zbudować kontakt oparty na zaufaniu, nie chcieliśmy tego tracić dla chwili uniesienia, bo wiedziałem, że każde przekroczenie tej linii mogłoby wywołać wyrzuty sumienia. U mnie, dlatego że rozwaliłbym czyiś związek, sprawiając jej kłopot, oraz u niej, gdyż mogłaby czuć się okropnie wobec swojego chłopaka. To też odbiłoby się na naszej znajomości.
W każdym razie, nie warto sobie zawracać głowy opiniami ludzi, którzy umieją tylko i wyłącznie oceniać, nie dając przy tym żadnej konstruktywnej rady. Uważam natomiast, że jakakolwiek zdrada jest zła, ale nie będę Cię tutaj moralizować. Kim ja jestem, żeby oceniać pod tym względem motywy osoby, której nie znam? Myślę, że dla własnego dobra warto tutaj pójść w jedną stronę, albo w drugą. Ryzyko może wiązać się ze stratami, ale w pewnym momencie następuje czas w którym przejęcie odpowiedzialności nad swoimi czynami to najlepsze rozwiązanie.
- Boisz się samotności? Ktoś kiedyś powiedział: "Myślałem, że najgorsze w życiu, to bycie samotnym. Tak nie jest, najgorsze to być z ludźmi, którzy sprawiają, że jesteś samotny." To dobre odniesienie do związku z Twoim mężem, który nie wypalił.
- Chcesz zostać z mężem dla dobra dziecka? Dziecko wyczuwa związki na siłę i w dodatku buduje sobie obraz relacji międzyludzkich na przykładzie swoich rodziców. Nie jesteś pewna swojego kochanka, tak jak i on Ciebie. Dla bezpieczeństwa dziecka, powinno ono w tej sytuacji zostać z Twoim mężem.
- Zastanów się czy nie będzie Ci brakować związku z Twoim męzem i czy nie zostaniesz z nim "z braku laku" lub tym gorzej dla stabilizacji finansowej? Jeśli tak, to najlepszym rozwiązaniem będzie drukowanie pozwu rozwodowego
- Twoja znajomość z kochankiem trwa już jakiś czas. Wygodniej będzie powiedzieć sobie "albo wóz, albo przewóz" bo jakby nie patrzyć, granie na dwa fronty nigdy nie jest w porządku. Dla mnie byłby to czas, aby porozmawiać z mężem, ale to Twoja decyzja.
Poza tym, nie do końca pasuje mi tutaj sprawa z kochankiem, który chyba nie myśli o Tobie tak poważnie jak Ty myślisz o nim. Jak sama to nazwałaś, jest bardzo asekuracyjny, ale co nim kieruje? Może to, że widzieliście się tylko 9 razy, a oboje dobrze wiemy, że 9 razy to nie jest dużo...
Kochanek pokazał Ci, że jesteś nieszczęśliwa w małżeństwie, Ty z kolei masz duże wątpliwości, czy będziesz szczęśliwa z kochankiem. Jest tutaj trochę znaków zapytania, co po takiej liczbie spotkań jest zrozumiałe.
A może to czas by poszukać miłości w zupełnie innym miejscu?
Excop napisał/a:Chodzi o rozdarcie między chłodną i stęchłą stabilizacją, a wyprawą w nieznane, gdy nie wiadomo, czy przewodnik będzie czekał w umówionym miejscu.
Dlatego zawsze potrzebny jest własny samochód/ciężarówka/łódka/samolot
Wtedy nie trzeba się oglądać na przewoźników. Dopiero wtedy można znaleźć partnerów, kierując się tymi właściwymi kryteriami.
Tyle, że Zuza nie ma, według niej samej, uprawnień do kierowania samochodem, etc.
Ale podoba mi się Twoje odniesienie do mojej metafory, choć niezupełnie oddaje moją myśl.
Według mnie, dotychczasowe rady, by zajęła się samą sobą najpierw, zajmują u niej poślednie miejsce wśród tych, przeznaczonych do posłuchania ich. ![]()
Szczerze mówiąc nie jestem w tej chwili w stanie podjąć żadnej decyzji. Zbyt bardzo się boję. To prawda jestem w tej chwili uzależniona od męża, niepewna siebie, przestraszona. Choćbym chciała odejść nie dam rady teraz. A kochanek, boję się, że go stracę jak będę to przeciągać. Dlatego tak się miotam, chciałabym szybko, już, ale wiem, że pośpiech jest niewskazany.
Nie martw się o kochanka. Nie stracisz go ![]()
Nie odejdzie, obecny układ nie jest dla niego taki zły .
Inna sprawa wyglada z pośpiechem .
Jeżeli będziesz przeciągała swoje odejście, trwała w obecnym układzie , to będzie rosło ryzyko, ze mąż odkryje ze jest oszukiwany. Co prawda nauczyłaś się już jak zacierać ślady, ale jakiś głupi przypadek sprawi ze sytuacja wymknie Ci się spod kontroli i mąż odkryje prawdę.
A wtedy możesz stracić ich obu... ![]()
Nie martw się o kochanka. Nie stracisz go
Nie odejdzie, obecny układ nie jest dla niego taki zły .Inna sprawa wyglada z pośpiechem .
Jeżeli będziesz przeciągała swoje odejście, trwała w obecnym układzie , to będzie rosło ryzyko, ze mąż odkryje ze jest oszukiwany. Co prawda nauczyłaś się już jak zacierać ślady, ale jakiś głupi przypadek sprawi ze sytuacja wymknie Ci się spod kontroli i mąż odkryje prawdę.
A wtedy możesz stracić ich obu...
Sugerujesz Zuzie rozwiązanie: "mieć ciastko i zjeść ciastko" jak najdłużej jest to możliwe?
Lukas25, niczego nie sugeruje.
Przedstawiam szanse i zagrożenia dla wizji świata empatii podporzadkowanej potrzebom Autorki. ![]()
Szczerze mówiąc nie jestem w tej chwili w stanie podjąć żadnej decyzji. Zbyt bardzo się boję. (...)
Właśnie ją podjęłaś. Mimo strachu.
Swanen napisał/a:Nic nie musisz. Podejmiesz decyzję kiedy do niej dojrzejesz. Oczywiście może się tak stać, że mąż się dowie sam i wtedy poniesiesz konsekwencje - to musisz brać pod uwagę.
Musi podjąć decyzję, bo tak się nie da żyć. Autorka chce ją podjąć, ale większość wypowiedzi na forum nie jest dla niej łaskawa. Nikt nie głaszcze jej po głowie i nie współczuje. Jej się to niestety nie podoba. Zamiast wziąć sobie nasze rady i głosy do serca, atakuje i usprawiedliwia. Nie słucha rad, mówiących "odejdź". A tak powinna zrobić, przede wszystkim dla samej siebie.
Podejmie tę decyzję ale musi do niej dojrzeć. Mało kto jest taki wartki i krytyczne decyzje życiowe podejmuje ot tak. Ma prawo do tego czasu i do namysłu.
Pewnie, że da się tak żyć. Mało to ludzi, co żyli lata w oszustwie?
pytanie raczej brzmi: po co tak żyć.
Z tym, że ja nie chcę dłużej żyć w kłamstwie. Pół roku wystarczająco wykończyło mnie psychicznie.Jednak muszę jeszcze wytrzymać, poczekać aż dziecko pójdzie do przedszkola. Iść do pracy.Czuję również presję że strony kochanka, nie chce się ukradkowo spotykać, pyta kim dla mnie jest i kiedy będę wolna.
(...) np Wielokropek- nie wiem jak ona to robi (...)
Wielokropek zna trochę ludzi, nie wykorzystuje ich do odreagowania nieprzyjemnych uczuć i używa z rozumu zgodnie z jego przeznaczeniem. ![]()
Dziękuję. ![]()
Z tym, że ja nie chcę dłużej żyć w kłamstwie. Pół roku wystarczająco wykończyło mnie psychicznie.Jednak muszę jeszcze wytrzymać, poczekać aż dziecko pójdzie do przedszkola. Iść do pracy.Czuję również presję że strony kochanka, nie chce się ukradkowo spotykać, pyta kim dla mnie jest i kiedy będę wolna.
Ustaliłaś plan działania: przed Tobą kilka miesięcy podobnych do tych, które Cię wykończyły psychicznie. Zmień słowo 'muszę' na 'podjęłam decyzję', nie zaprzeczaj rzeczywistości.
Dziecko ma już 3 lata, faktycznie mało czasu pozostało.
86 2017-04-26 19:05:32 Ostatnio edytowany przez tom999 (2017-04-26 19:19:17)
Odpowiem autorce. nie sluchaj chorych oszołomów jak niejakie Alojzy. Ten czlowiek ma jakies skrajne skrzywienia.
Powiem tak - to co mowi Wielokropek ma duzo wspolnego z tym co ja sądze jako - były kochanek.
Tak mnie zajęło 4 lata czekania aż ona zdecyduje. Nie zdecydowala. Była za słaba psychicznie, patrzyla sie na zdanie bliskich, nie umiala całymi latami zdecydowac czy zostać czy odejść od męża - który tak samo jak Twój postępował. Też była jego wina - tak mówiła - wręcz mówiła że nie żałuje że go zdradza. A na końcu co się stało - to poniżej wyjaśniłem
Ja straciłem wiele, nerwy, najlepsze lata życia. Teraz to powoli analizuje - byłem gotowy na związek, oferowałem wszystko, przygarnięcie dziecka to by była oczywistość.
A ona? Kluczyła, oszukiwała i męża i mnie. Twoj kochanek jest fair - mówi - rozwiedz sie, wtedy on będzie mógł uczciwie Cię mieć i być dla Ciebie jedynym. Ja też tego chciałem. Nie udało się bo trafiłem na kogoś kto się wahał - im więcej czasu mijało - tym więcej było zerwań i powrotów. Robiła mi z życia koszmar - huśtawkę, mówiła jak to kocha - i jak to boi się o tym mówić - bo może musiała zostać z mężem dla dobra dziecka. Ściema. Sama nie wiedziała czego chce.
A powód? Taki jak zawsze - niskie poczucie własnej wartości - zawdzięczasz rodzicom, dzieciństwu, mężowi, środowisku w którym się obracasz. Ty też chyba tak masz.
Ja z tym nie umiałem wygrać. W końcu nie wytrzymałem - powiadomiłem męża o całej szopce - i co śmieszne - wyszło wtedy, że jak będę ich nachodził to wezwą Policję, potem usłyszałem o kolejnej ciąży i że nowy dom się buduje....
Tak że sory, wbrew pozorom kochanek zachowuje się fair - chce mieć czystą sytuację a nie to co ja miałem.
Decyduj prawo, lewo. A przede wszystkim idz na terapie i odnajdź swoje poczucie wartości - bo to jest główny problem - dlaczego jestem w tym miejscu w którym jesteś. Będziesz silna, będziesz umiała
decydować dla siebie. Przestaniesz krzywdzić ludzi, bedziesz miała szczęśliwe życie, z kimś. Może z kochankiem może z kimś innym. Rób cokolwiek - ale nie przedłużaj - zdecyduj. Brak decyzji to wegetacja całej trójki. I zniszczenie życia co najmniej 2 osobom...
Tak, masz rację podjęłam decyzję. Myślę, że każda którą w tej sytuacji bym podjęła byłaby trudna i sprawiłaby komuś ból.
Mało czasu do czego?
Tak, masz rację podjęłam decyzję. Myślę, że każda którą w tej sytuacji bym podjęła byłaby trudna i sprawiłaby komuś ból.
Mało czasu do czego?
No właśnie. Okłamujesz nas tu pięknie, a sprawa dla Ciebie jest prosta. Nie odejdziesz od męża i będziesz do końca chciała mieć kochanka. Przecież tak Ci jest wygodnie. Forum to tylko przegadanie tematu, żeby to tak w środku nie zgrzytało.
Z resztą kochanka tu szkoda najmniej, dostanie po d...pie za swoje błędy, tak jak nam tu opowiedział tom999.
tom999, jeżeli jak piszesz, jesteś taki fair,
-to dlaczego wchodziłeś z buciorami w czyjś związek ?
Nie tłumacz, że jedna z osób w tym związku tego chciała.
Bo to nie tłumaczy Twojego zachowania, a tym bardziej że jak piszesz jesteś "fair".
Nie byleś.
Chyba, te "fair" dotyczy bycia "fair" we wspólnym oszukiwaniu innej osoby.
Czyli takie bycie "fair", w byciu nie "fair" wobec kogoś innego.
Ale to już za bardzo pokrętna parabola myślowa, jak na mój prosty umysł ![]()
zuza00 napisał/a:Tak, masz rację podjęłam decyzję. Myślę, że każda którą w tej sytuacji bym podjęła byłaby trudna i sprawiłaby komuś ból.
Mało czasu do czego?No właśnie. Okłamujesz nas tu pięknie, a sprawa dla Ciebie jest prosta. Nie odejdziesz od męża i będziesz do końca chciała mieć kochanka. Przecież tak Ci jest wygodnie. Forum to tylko przegadanie tematu, żeby to tak w środku nie zgrzytało.
Z resztą kochanka tu szkoda najmniej, dostanie po d...pie za swoje błędy, tak jak nam tu opowiedział tom999.
A czemu wg Ciebie kochanek jest winny? To że ktoś osoba ze związku zaczyna romans jest decyzją tego zdradzającego. Bardzo często kochanek ma mydlone oczy o zakochaniu o wspólnym życiu i tego pragnie i w to sie angażuje. Na podstawie swojego doświadczenia twierdzę i będę zawsze twierdził - że byłem jedyną niewinną osobą w tym układzie - bo ufałem bezgranicznie, bo kochałem, bo czekałem, bo wierzyłem że osoba, która mówi że kocha to naprawdę kocha. Błędem było to że nie wymogłem decyzji już na poczatku - ale wtedy były właśnie dylematy - czy ta osoba jest warta tego, żeby z nią zacząć coś budować - finalnie okazało się że nie była warta. Ale 4 lata życia straciłem ja, a ona - ma wygodę, wybrała wygodne wyjście nic nie robić. I nie wiem do teraz po co to wszystko było. Nie rozumiem tego kompletnie - teraz wiem, że byłem lekarstwem na ich chory związek. Że to co ja dawałem - to pozwalało jej szantażować męża rozwodem - bo miała pewność - że nie zostanie sama z dzieckiem. I tak się właśnie zabawiła - więc moje zdanie jest takie - im dłużej taka sytuacja trwa - tym więcej będzie strata. I ktoś tego nie wytrzyma i odpali temat. Ze swojej strony życze załatwienia tematu od razu - kto nie ryzykuje ten nigdy nie dostanie niczego dobrego. Wolisz żyć w syfiastym małżeństwie - Twój wybór. Chcesz lepszego życia - to je zmień. Zacznij od siebie.
91 2017-04-26 19:32:08 Ostatnio edytowany przez tom999 (2017-04-26 19:33:27)
tom999, jeżeli jak piszesz, jesteś taki fair,
-to dlaczego wchodziłeś z buciorami w czyjś związek ?Nie tłumacz, że jedna z osób w tym związku tego chciała.
Bo to nie tłumaczy Twojego zachowania, a tym bardziej że jak piszesz jesteś "fair".
Nie byleś.Chyba, te "fair" dotyczy bycia "fair" we wspólnym oszukiwaniu innej osoby.
Czyli takie bycie "fair", w byciu nie "fair" wobec kogoś innego.
Ale to już za bardzo pokrętna parabola myślowa, jak na mój prosty umysł
Ja nikomu nic nie obiecywałem. Nie ślubowałem.
Co więcej cały czas miałem więcej wyrzutów sumienia niż ta "żona".
I nie wchodziłem w związek buciorami - tylko ta Pani sama się wprosiła w moje życie. Od początku obiecywała rozwód, a że postępowała inaczej - to jest już temat na inny wątek. Autorce wątku polecam - decyzję. Obojetnie jaką. Ale nie bycie tchórzem. Nie musi walczyć o związek - jeżeli wcześniej walczyła i nic to nie dało. Sama wie najlepiej. Ale to ona decyduje - i nie ma absolutnie prawa - zamieniać życia 3 ludzi w koszmar - a jak nie zdecyduje - nic nie zrobić - to tak będzie.
Nie zamierzam wiecznie żyć w takim zawieszeniu, zresztą kochanek również twierdzi że długo tego znosił nie będzie.Więc mogę go stracić, a zależy mi na nim.Myślę, że każda decyzja będzie bolesna. Żal mi też męża, to jednak 8 lat razem, 6 małżeństwa.
93 2017-04-26 19:49:07 Ostatnio edytowany przez lukas25 (2017-04-26 19:57:40)
Napisałaś w jednym z poprzednich postów, że podjęłas już decyzję. Czy tą decyzją na tę chwilę jest właśnie "życie w zawieszeniu" jak to nazwałaś? Czy może skierowanie całej uwagi na jedną ze stron?
Daję sobie jeszcze czas, kilka mięsięcy na uporządkowanie swojego życia. A następnie podejmę wybór. Nie chcę tak żyć w kłamstwie.
95 2017-04-26 20:05:33 Ostatnio edytowany przez tom999 (2017-04-26 20:07:40)
Daję sobie jeszcze czas, kilka mięsięcy na uporządkowanie swojego życia. A następnie podejmę wybór. Nie chcę tak żyć w kłamstwie.
Właścnie straciłem do Ciebie szacunek.
Nie idź tą drogą. mówię Ci. kilka misięcy to taka sciema - nie kontrolujesz już sytuacji i swoich uczuć, a za rok powiesz - ze kochasz 2 naraz. albo inna bajka sie pojawi. Jesteś w moich oczach niestety przykładem tchórza - to co piszesz już słyszałem. Dla mnie nie bedzie tu rozwiązania.
Bo nie jesteś w stanie podjąc decyzji - i wcalej jej nie podejmujesz. Nie oszukuj się. I tych 2.
Rzuć moneta - 50% szans że będziesz szcześliwa. To więcej niż to co "wybierasz", bo tego nie można nazwać wyborem - tylko ucieczką od odpowiedzialności
96 2017-04-26 20:17:42 Ostatnio edytowany przez Klio (2017-04-26 20:18:13)
Tom patrzysz przez pryzmat swojego doświadczenia, swoim motywacji i swoich uczuć jakie żywiłeś i nadal żywisz. Nie masz jednak absolutnej pewności, że te same motywacje i uczucia kierują jej kochankiem. Taka przestroga przed zapędzaniem się...
Jeżeli podjęła decyzję o uporządkowaniu swojego życia, stanięciu na własne nogi, tak aby zgodnie z intencją kochanka zresztą „zobaczyć jak będzie” to uważam że jest to rozsądny wybór. Kochanek nie poczeka aż będzie miała pracę i będzie w stanie zaopiekować się sama sobą? Cóż, miłość przychodzi, miłość odchodzi. W tym wszystkim pozostanie ona i najlepiej dla niej byłoby gdyby nie pozostała na lodzie...
Pomyśl o czym Ty piszesz. Patrzysz na mnie przez pryzmat swojej niespełnionej miłości.
To wszystko nie jest takie proste. Nie pracuję w tej chwili, dziecko dopiero od września idzie do przedszkola. Mam odejść od męża, z dzieckiem bez pracy? Mieszkanie jest moje, ale nie wyrzucę z niego męża, nie wystawę mu walizek, nie mam sumienia.A kochanek nie zabierze mnie do siebie, on chce się spotykać, poznawać i ma rację. Dopiero później zastanowimy się co dalej. Muszę mieć poczucie bezpieczeństwa i dać je mojemu dziecku.
98 2017-04-26 20:28:45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-04-26 20:29:03)
(...) Jesteś w moich oczach niestety przykładem tchórza (...)
Autorka wątku tak siebie nazwała, przeczytaj.
(...) Dla mnie nie bedzie tu rozwiązania. (...)
Ale to nie Ciebie wątek i opisana sprawa dotyczy.
(...)Bo nie jesteś w stanie podjąc decyzji - i wcalej jej nie podejmujesz. (...)
Właśnie ją podjęła, tyle tylko, że jest ona niezgodna z Twoimi sugestiami.
(...) bo tego nie można nazwać wyborem - tylko ucieczką od odpowiedzialności
Autorka miała cztery rozwiązania:
1. rozstać się z mężem, pozostać z kochankiem
2. rozstać się z mężem, rozstać się z kochankiem
3. zostać z mężem, rozstać się z kochankiem
4. nie zmieniać nic, czyli pozostać i z mężem, i z kochankiem.
Wybrała ostatnie rozwiązanie. Ona, ale nie tylko ona (jak zwykle w podobnych sytuacjach) poniesie konsekwencje tego wyboru (każdego innego także by poniosła).
99 2017-04-26 20:33:38 Ostatnio edytowany przez tom999 (2017-04-26 20:46:10)
Pomyśl o czym Ty piszesz. Patrzysz na mnie przez pryzmat swojej niespełnionej miłości.
To wszystko nie jest takie proste. Nie pracuję w tej chwili, dziecko dopiero od września idzie do przedszkola. Mam odejść od męża, z dzieckiem bez pracy? Mieszkanie jest moje, ale nie wyrzucę z niego męża, nie wystawę mu walizek, nie mam sumienia.A kochanek nie zabierze mnie do siebie, on chce się spotykać, poznawać i ma rację. Dopiero później zastanowimy się co dalej. Muszę mieć poczucie bezpieczeństwa i dać je mojemu dziecku.
wiesz jakie ja bajki słyszałem? te same - ze jak dziecko podrosnie, ze jak zmieni prace, ze jak bedzie miala lepszego szefa, ze ją boli cos i teraz nie moze zdecydowac bo nie mogla od 1.5 miesiaca o tym myslec bo ciągle jest na lekach przeciwbolowych. tych powodów do odwlekania były dziesiąt - niektóre tak przekonujące że to 4 lata zabrało...
Szczerze życzę kochankowi żeby zauważył że nie jesteś zdolna do zmian i żeby on sam to uciał. Bo jego to gówno rozwleczone w czasie najbardziej dotknie, a ty spadniesz na 4 łapy. I wiem to bo usłyszałem kiedyś "jestem perfidną suką, i wiem że zawsze mi wybaczysz. nawet nie wiesz do czego są zdolne kobiety". I dlatego jak czytam teraz Twóje motywacje - to mogę się założyc że to się źle skończy. W związku z tym, że Twój wybór to nie żaden świadomy i odpowiedzialny wybór - życze tym 2 panom - żeby jak najszybciej udało im sie spotkać i rozwiązać tą kwestię. Wtedy przynajmniej będzie mniej strat i cierpienia.
Ja wiele razy błagałem w myślach - żeby ten mąż się w końcu skapnął, zajarzył i wtedy sytuacja by się rozwiązała. Skończyło by sie całe to gówno - te powróty, te rozstania, te huśtawki i braki decyzji jakie ona serwowała - A ty mi wyglądasz niestety na podobny model.. i stąd moja poczatkowa sympatia do Ciebie, teraz zamieniła się w obojetnośc i powiem wprost - jesteś kompletnie niedojrzała emocjonalnie,. Nie powinna być w żadnym związku - najlepiej by Ci zrobiło bycie SAMEJ.
ps. chyba ze widzialas faceta 9 razy na oczy - to wtedy wiadomo - nic o nim nie wiesz. nie znasz go. i prawdziwych uczuc tez nie macie. bo co to jest 9 razy. to jest nic w skali zycia czy zwiazku. po roku to mozna cos powiedziec. no ale po roku w trojkąciku to będzie taki młyn ze sama nie bedziesz wierzyć ze w tym tkwisz i jak to sie stalo
co nie zmienia faktu - ze jak nie kochasz meza to powinnas odejsc. miec Tą odwage a nie byc wygodna
Czemu każda kobieta zwala winę za swoje szmacenie się na męża?
Bo nie był czuły, bo nie miał czasu, bo się spocił w pracy...
Zawsze jest wina faceta, wy wielce poszkodowane MUSIAŁYSCIE zdradzić, bo oczywiście nie ma innych wyborów na tym świecie.
Trzeba było nie wychodzić za mąż, tylkoi korzystać z życia jak jedna z drugą potrzebujecie non stop emocji.
Co za typiara
Nie masz pojęcia o czym mówisz. Ale ulżyj sobie.
Czemu każda kobieta zwala winę za swoje szmacenie się na męża?
Bo nie był czuły, bo nie miał czasu, bo się spocił w pracy...Zawsze jest wina faceta, wy wielce poszkodowane MUSIAŁYSCIE zdradzić, bo oczywiście nie ma innych wyborów na tym świecie.
Trzeba było nie wychodzić za mąż, tylkoi korzystać z życia jak jedna z drugą potrzebujecie non stop emocji.Co za typiara
Tak tylko zauwaze, że nie tylko kobiety zdradzają, a tłumaczenia Panów są równie fantazyjne.
103 2017-04-26 21:15:32 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-04-26 21:23:26)
Czemu każda kobieta zwala winę za swoje szmacenie się na męża?
Bo nie był czuły, bo nie miał czasu, bo się spocił w pracy...
...bo nie chciał się zgodzić na lot balonem (czyt. nie spełniał moich życiowych potrzeb) a ja zawsze byłam idealna i doskonała,
dlatego teraz mam prawo nadstawiać tyłka ile wlezie komu tylko zechcę, a od męża i tak nie odejdę, no i co mi kto zrobi ![]()
Nie masz pojęcia o czym mówisz. Ale ulżyj sobie.
A przestań już z tym swoim "nie masz pojęcia" bo najwyraźniej sama nie masz pojęcia.
Nie minęła nawet doba od założenia przez Ciebie tematu i jest już kolejny, identyczny http://www.netkobiety.pl/t104130.html
i tak jest tutaj każdego dnia, świątek piątek i niedziela. Nadal uważasz, że ta twoja historyjka jest jakaś wyjątkowa i nikt nie ma pojęcia?
Przykro mi, nadal tak uważam, ponieważ to moje życie i mój temat.
Off- top @Tom999,
Jak pisałam nie tłumacz , nie usprawiedliwiaj Twojego zachowania, Twoich decyzji wplywem kochanki, jej zalotami, jej obietnicami.
Masz swój rozum i jakiś kręgosłup.
Nie Ty ślubowałes mężowi kochanki, ale wiedziałeś ze ona ślubowała.
I nie przeszkadzało Ci to w takim działaniu by zdradzała , oszukiwała . Przecież by Ciebie nie uwiodła , nie zgwałciła gbybys Ty tego nie chciał .
Stałeś się jej wspólnikiem w oszukiwaniu męża .
A z perspektywy czasu - to ciesz się , ze tak się stało jak się stało .
W czasie romansu, nigdy nie zastanawiałeś się , czy kiedy będziesz na miejscu jej męża , to nie zacznie Ciebie traktować tak samo jak jego ?
Czemu każda kobieta zwala winę za swoje szmacenie się na męża?
Bo nie był czuły, bo nie miał czasu, bo się spocił w pracy...Zawsze jest wina faceta, wy wielce poszkodowane MUSIAŁYSCIE zdradzić, bo oczywiście nie ma innych wyborów na tym świecie.
Trzeba było nie wychodzić za mąż, tylkoi korzystać z życia jak jedna z drugą potrzebujecie non stop emocji.Co za typiara
nie każda kobieta, tylko każdy zdradzający.. Nie ma to związku z płcią, więc niepotrzebnie jeździsz po kobietach.
Ciekawe Zuza czy wasze małżeństwo jest aby na pewno martwe w każdej sferze, bo przebija mi tu egoizm w czystej formie.
107 2017-04-26 23:02:47 Ostatnio edytowany przez Nana666 (2017-04-26 23:03:31)
Nie chcesz odejść, bo w ogóle nie szukasz żadnej odwagi i niespecjalnie to do siebie dopuszczasz. Nie osłabiaj nikogo tylko tłumaczeniem, że z dzieckiem się nie da. Zbyt wiele osób udowodniło, że to nieprawda. W najbliższym otoczeniu mam koleżankę, która od męża odeszła mając jakoś ze 20 lat, samo gimnazjum, dwójkę malutkich dzieci i żadnej pracy. Było ciężko, ale zaryzykowała. Dzisiaj dzieci są już dość duże, ona pracuje, uczy się zaocznie, pozostaje w normalnym związku z innym facetem. Bo chciała. I nie miała żadnego kochanka, by nie zostać samą.
Nikt Cię nie zmusi, każdy może coś napisać, spróbować nakierować albo doradzić. Tutaj się w zasadzie tłumaczyć nie musisz, w naszych życiach niczego nie zmieniasz. Chyba nikogo nie ruszają tu usprawiedliwienia, za to powinnaś się zastanowić, czemu w ogóle potrzebujesz się usprawiedliwiać.
Ja ja ja a co z mężem? Obojętnie jaki on jest,nawet jeżeli jest najgorszym złamasem ,czy nie zasługuje na to żeby sam rownież mógł dokonać wyboru?
109 2017-04-27 08:05:01 Ostatnio edytowany przez bullet (2017-04-27 08:24:06)
własnie !!!
ja ja ja ja ja ja ja ja .... ja ja ja ja ja ja ja ja .... aż oczy bolą. Gdzie dobro dziecka, rodzina, szacunek ? Znasz takie pojęcia ?
Przykro mi, nadal tak uważam, ponieważ to moje życie i mój temat.
to nie jest twoje życie, ty bawisz się życiem innych ...męża, dziecka. Kochanek i ty jesteście siebie warci... ale oni nie zasługują na takie traktowanie ...
Nie napisze ci żadnych epitetów bo zapewne moderator nie przepuści tego co myślę ....
Takich niewiernych żon bywają tu duże ilości, tak sezonowo ...
Chcesz rad ? Proszę bardzo...
Poszukaj watek usera o nazwie krotka i zobacz czym kończy się próba przeczekania ... podpowiem ci, że od momentu gdy rozłożyłaś nogi przed kochankiem twoja wiarygodność jest ZEROWA,
Dla zachowania minimum uczciwości, choć tyle co brudu za paznokciem skoro jest ci źle powinnaś rozwieść się z mężem. Daj mu szansę na życie z jakąś niezakłamaną kobietą, która na to zasługuje.
Skoro tak kochasz kochanka to idź do niego w cholerę, im szybciej tym lepiej by nie marnować lat męża. On co prawda trochę pocierpi ale w końcu stanie na nogi gdy zrozumie kim była jego żona i wtedy gdy kochaś zasunie ci kopa w d..pę, a jm będzie miał już inną kobietę i zacznie się twój skowyt "CO JA ZROBIŁAM !!!" pamiętaj by nie próbować naprawiać relacji z mężczyzną , który jest jeszcze, w tej chwili, twoim mężem.
Oczywiście najuczciwiej będzie zaproponować rozwód z orzekaniem twojej winy, bo przecież ty jesteś winna.
Kolejna rada: dziecko przy mężu niech wychowuje go uczciwy człowiek. Jeśli nie zgodzisz się oby wystąpił z pozwem na wychowywanie dziecka przez niego i w najlepszym przypadku będziesz widywać je zgodnie z wyznaczonym przez sąd harmonogramem.
Potrafisz ? ... to nie s-f, taki los jest b. prawdopodobny
Ahh, mam tez nadzieję, że mąż się domyśla, zbiera dowody i niedługo pokaże ci gdzie raki zimują.
110 2017-04-27 08:33:51 Ostatnio edytowany przez Pokręcona Owieczka (2017-04-27 08:34:41)
Wracając do wątku i podjęcia przez autorkę decyzji.
Decyzja podjęta. Chce przeczekać, usamodzielnić się, stanąć na nogi. To jest dobry plan, jeśli zaczniesz coś w tym kierunku robić. Bo zakładając z góry, że dajesz sobie pół roku i zrobisz "tadam!" bez wcześniejszego przygotowania, możesz się rozczarować. Zacznij już teraz szukać pracy, a wnioski do przedszkola składa się lada dzień.
Ja też długo podejmowałam decyzję. Zawsze było "coś". Pieniądze, rodzina, strach. Zawsze to nie było moje 5 minut. Aż nagle, pewnego pięknego marcowego dnia, spakowałam dziecko i siebie do jednej torby, wsiadłam w samochód i odeszłam. Nie bałam się już. To było moje 5 minut.
Zuza. Wielokropek pisał, że jak ognia boi się używać sformułowań "powinnaś/nie powinnaś". Ma rację. Nikt nie może Ci powiedzieć co masz zrobić. Moje "powinnaś" dot. tylko podjęcia przez Ciebie decyzji, ale to już wiesz sama, podjęłaś, czekasz. Każdy dzień może być straconym, ale może być też kolejnym na plus. To jest Twoje życie.
111 2017-04-27 09:03:54 Ostatnio edytowany przez bullet (2017-04-27 09:11:33)
.... To jest dobry plan, jeśli zaczniesz coś w tym kierunku robić. Bo zakładając z góry, że dajesz sobie pół roku i zrobisz "tadam!" bez wcześniejszego przygotowania, możesz się rozczarować. Zacznij już teraz szukać pracy, a wnioski do przedszkola składa się lada dzień. ...
jaki qwa plan. Niech się wyprowadzi teraz
Dlaczego mąż ma na nią nadal pracować ? Niech idzie w cholerę !! Najlepiej od razu do kochanka, na pewno będzie się cieszył, ze może ją urzymywać. Tylko niech zabierze kanapki bo jak fagas jej zasadzi kopa to w powietrzu z głodu może przymierać.
Każdy dzień może być straconym, ale może być też kolejnym na plus. To jest Twoje życie.
Na prawdę nie widzisz, ze takie wyrachowanie to marnowanie życia innego człowieka ?
Minimum uczciwości to wyprowadzenie się teraz. Każdy kolejny dzień na utrzymaniu męża to zwykła podłość.
Dlaczego decydujecie o losie dziecka ? Niech autorka nie decyduje o losie innych, sama nawarzyła piwa i niech sama je wypije
Co znaczy spakować dziecko ?
Zabrać od ojca bo tak chcesz, jakim prawem ? Niech sama sobie zafunduje komfort taki jaki chcesz dla jej męża !
Niech się sama wynosi ! W czym jest lepsza od męża ?
Wracając do wątku i podjęcia przez autorkę decyzji.
Decyzja podjęta.
Serio? He he, a moim zdaniem to nie jest żadna decyzja podjęta, tylko wyrachowane działanie i manewry pozorowane
obliczone tylko i wyłącznie na to, żeby uspokoić sumienie i odwlec w czasie konieczność podejmowania jakichkolwiek decyzji.
Jest dobrze tak jak jest i autorka nie ma najmniejszego zamiaru niczego zmieniać, podobnie zresztą jak jej Romeo,
któremu tylko w to graj, że laska siedzi z dupą i dzieciakiem daleko, a że sobie gada pierdoły, to każdy jeden gada to samo.
Jak już mówiłem, gadanie nic nie kosztuje, a dopóki ona mieszka z mężem, który nie ma o niczym bladego pojęcia,
to gadanie lovelasa można sobie o kant tyłka potłuc. Autorce też ten układ pasuje i będzie go przeciągać w nieskończoność,
tak jak tam ktoś wyżej opisywał, rok, dwa, cztery, ciągle coś będzie stało na przeszkodzie, a to szkoła, a to wakacje, a to święta,
a to globalne ocieplenie, a to klęski żywiołowe w Południowej Republice Kongo, a to złamany paznokieć i tak dalej bez końca.
Włażąc gachowi do wyra jakoś takich rozterek nie miała i nie musiała czekać z tym pół roku, aż pracę znajdzie i przedszkole.
A teraz jak trzeba wziąć odpowiedzialność na własne barki, to nagle się pojawiają jak króliki z kapelusza same problemy.
No masz ci los ...
Pokręcona Owieczka napisał/a:.... To jest dobry plan, jeśli zaczniesz coś w tym kierunku robić. Bo zakładając z góry, że dajesz sobie pół roku i zrobisz "tadam!" bez wcześniejszego przygotowania, możesz się rozczarować. Zacznij już teraz szukać pracy, a wnioski do przedszkola składa się lada dzień. ...
jaki qwa plan. Niech się wyprowadzi teraz
Dlaczego mąż ma na nią nadal pracować ? Niech idzie w cholerę !! Najlepiej od razu do kochanka, na pewno będzie się cieszył, ze może ją urzymywać. Tylko niech zabierze kanapki bo jak fagas jej zasadzi kopa to w powietrzu z głodu może przymierać.
Pokręcona Owieczka napisał/a:Każdy dzień może być straconym, ale może być też kolejnym na plus. To jest Twoje życie.
Na prawdę nie widzisz, ze takie wyrachowanie to marnowanie życia innego człowieka ?
Minimum uczciwości to wyprowadzenie się teraz. Każdy kolejny dzień na utrzymaniu męża to zwykła podłość.Dlaczego decydujecie o losie dziecka ? Niech autorka nie decyduje o losie innych, sama nawarzyła piwa i niech sama je wypije
Co znaczy spakować dziecko ?
Zabrać od ojca bo tak chcesz, jakim prawem ? Niech sama sobie zafunduje komfort taki jaki chcesz dla jej męża !
Niech się sama wynosi ! W czym jest lepsza od męża ?
Bullet, przeczytaj moje wcześniejsze odpowiedzi. Tak, zgadzam się z Tobą, że to wyrachowanie i podłość. Ostro pisałam o tym co "powinna" zrobić. Że ma się wyprowadzić do kochanka i zacząć układać sobie z nim życie.
Autorce wygodnie i jej przeczekanie nic na tę chwilę nie da. Ale skoro "podjęła" taką decyzję to jej sprawa.
My wiemy , większość z doświadczenia, że to jest obłuda. Nikt z nas nie trafi do niej atakując i obrażając. Trafi do niej w momencie kiedy mąż dowie się o wszystkim. Wtedy będzie za późno i będzie pić naważone piwo. Teraz też nie wyjdzie już z tego obronną ręką, bo oszukuje męża od miesięcy. Ale to jej życie.
Co do dziecka się nie zgadzam. Pewnie dlatego, że sama jestem matką.
Już się tak nie bulwersuj. Życie pisze różne scenariusze, żebyś się kiedyś nie zdziwił.Dla mnie zdrada to była ostateczność, nie planowałam tego.
Tak, podjęłam decyzję, tylko co to za decyzja?
Mam nadzieję, że na tę chwilę najlepsza.Mam wyrzuty sumienia, myślę o mężu, żal mi go, żal mi siebie i naszej rodziny. Wciąż myślę czy nie zerwać z kochankiem i ciągnąć dalej to małżeństwo, nie chcę mu tego robić - mężowi, z drugiej strony kochanek przekonany, że chcę się rozwieść. Jego też nie chcę skrzywdzić. Siebie nie chcę skrzywdzić. Nie mogę popełnić kolejnego błędu.
Panowie, jak chcecie sobie ulżyć, to idźcie gdzie indziej. Biedne, sfrustrowane misie, gdyby mogli i nie bali sie bana to wiadro pomyj by powylewali na te wstetne żmije o czym nawet bez wyrzutów pisza. Nie ma juz w sieci męskich for, gdzie wsrod podobnych sobie możecie powyklinac ten grzeszny puszczajacy sie rodzaj ludzki? ![]()
Siedzą tu takie zuczki i tylko czekają okazji, by poujadac. Źenua.
(...) Tak, podjęłam decyzję, tylko co to za decyzja? (...)
Twoja. Taka, na którą było Cię stać.
(...) Wciąż myślę czy nie zerwać z kochankiem i ciągnąć dalej to małżeństwo, nie chcę mu tego robić - mężowi, z drugiej strony kochanek przekonany, że chcę się rozwieść. Jego też nie chcę skrzywdzić. Siebie nie chcę skrzywdzić. Nie mogę popełnić kolejnego błędu.
Biznes jest biznes. Weź kartkę i wypisz plusy i minusy wszystkich wariantów. Nie zajmuj się tym, że nie chcesz skrzywdzić nikogo. Gdyby była to prawda, to nie zdecydowałabyś się na romans.
Nie mydl sobie oczu, to nie jest dobry sposób dla osoby, która chce przywitać się z rozumem.
117 2017-04-27 10:23:42 Ostatnio edytowany przez 2rank (2017-04-27 10:35:52)
No właśnie. Okłamujesz nas tu pięknie, a sprawa dla Ciebie jest prosta. Nie odejdziesz od męża i będziesz do końca chciała mieć kochanka. Przecież tak Ci jest wygodnie. Forum to tylko przegadanie tematu, żeby to tak w środku nie zgrzytało.
Z resztą kochanka tu szkoda najmniej, dostanie po d...pie za swoje błędy, tak jak nam tu opowiedział tom999.
Za jakie bledy?
Ludzie nie nam decydowac nie znamy faceta. Znamy tylko autorke. Z opisu wynika ze to ona oszukuje bliskich, kochanek jest kawalerem.
I nie ma co sie ludzic, ze najbardziej winny bedzie cierpial proporcjonalnie. Wszyscy ucierpia. Dla wszystmich to bedzie bol. Dla kochanka nawet jesli wygra walke o te kobiete to tez nie jest wymarzona sytuacja. Nikt nie marzy o takiej historii. ![]()
Tom... sporo w Tobie jeszcze tego bolu?
Wiem jak straszny musial byc ten moment w ktorym kiedy postanowiles zawalczyc oni oboje staneli przeciwko Tobie. Czy Ty rozmawiales z nia po tym wszystkim? Juz na spokojnie?
Piszesz ze ona spadla na 4 lapy, ze ma wygodne dobre zycie...
Moim zdaniem to malo prawdopodobne ![]()
Źenua.
Źenua, to jest poklepywanie się po pleckach w towarzystwie wzajemnej adoracji i niczym niezmąconym przekonaniu,
że MAMY PRAWO robić co nam się tylko podoba, kłamać, zdradzać, oszukiwać, wykorzystywać i wisieć na chłopie latami.
Zero honoru, jakiejkolwiek godności, odwagi cywilnej, czegokolwiek, nawet wyrzutów sumienia, nic. Masakra jakaś...
Panowie, jak chcecie sobie ulżyć, to idźcie gdzie indziej. Biedne, sfrustrowane misie, gdyby mogli i nie bali sie bana to wiadro pomyj by powylewali na te wstetne żmije o czym nawet bez wyrzutów pisza. Nie ma juz w sieci męskich for, gdzie wsrod podobnych sobie możecie powyklinac ten grzeszny puszczajacy sie rodzaj ludzki?
Siedzą tu takie zuczki i tylko czekają okazji, by poujadac. Źenua.
Gratuluję, nabiłaś sobie kolejnego posta ponad te 3 tysiące. Jeszcze trochę takich mądrości i będziesz mieć 4 tys.
Wygrasz wreszcie ten zasłużony bilet w kosmos, w którym mentalnie już jesteś.
Nie mydl sobie oczu, to nie jest dobry sposób dla osoby, która chce przywitać się z rozumem.
tu masz rację
najgorsze, ze autorka z premedytacją prowadzi obliczenia, wyrachowane działania .... co ... gdzie ... kiedy mimo, że przecież jest nieszczęśliwa z mężem i chce odejść. Sorki ale faktycznie może zemdlić.
adiaphora napisał/a:Źenua.
Źenua, to jest poklepywanie się po pleckach w towarzystwie wzajemnej adoracji i niczym niezmąconym przekonaniu,
że MAMY PRAWO robić co nam się tylko podoba, kłamać, zdradzać, oszukiwać, wykorzystywać i wisieć na chłopie latami.
Zero honoru, jakiejkolwiek godności, odwagi cywilnej, czegokolwiek, nawet wyrzutów sumienia, nic. Masakra jakaś...
Rozumiem, ze niechęć do palenia na stosie to dla Ciebie poklepywanie po pleckach, ale tak nie jest. Rozumiem też, ze cierpisz bo skrzywdziła Cie jakas niewiasta, kłamiąc, zdradzając, wykorzystując i wisząc na Tobie latami, ale odreagowywanie na innych wlasnych krzywd to masakra jakas.
Wielokropek napisał/a:Nie mydl sobie oczu, to nie jest dobry sposób dla osoby, która chce przywitać się z rozumem.
tu masz rację
najgorsze, ze autorka z premedytacją prowadzi obliczenia, wyrachowane działania .... co ... gdzie ... kiedy mimo, że przecież jest nieszczęśliwa z mężem i chce odejść. Sorki ale faktycznie może zemdlić.
A mnie wcale o jakiekolwiek 'racje' nie chodzi; daleka też jestem od moralizowania.
adiaphora napisał/a:Panowie, jak chcecie sobie ulżyć, to idźcie gdzie indziej. Biedne, sfrustrowane misie, gdyby mogli i nie bali sie bana to wiadro pomyj by powylewali na te wstetne żmije o czym nawet bez wyrzutów pisza. Nie ma juz w sieci męskich for, gdzie wsrod podobnych sobie możecie powyklinac ten grzeszny puszczajacy sie rodzaj ludzki?
Siedzą tu takie zuczki i tylko czekają okazji, by poujadac. Źenua.Gratuluję, nabiłaś sobie kolejnego posta ponad te 3 tysiące. Jeszcze trochę takich mądrości i będziesz mieć 4 tys.
Wygrasz wreszcie ten zasłużony bilet w kosmos, w którym mentalnie już jesteś.
Ty za to nic nie wygrasz, bo juz siedzisz w czarnej dziurze i kwikasz.
oj, to się zagotowało na linii damsko-męskiej...
Panowie, jesteście na forum dla kobiet. Krucjaty są tu nie na miejscu.
Mi też się nie podoba zachowanie autorki, ale po co pisać to wielokrotnie, w dodatku w agresywny sposób?
świata nie naprawicie - kręgosłupa też nie.
To któryś z kolei post, gdzie forumowicze chcą dociekać jakiś głębin, a autor i jego motywacje , zdolność analizy głębokie jak kałuża po burzy...
Tu jest tylko jedno- egoizm- a troska o męża maskuje własną wygodę. Kochankowi Zuzy życzę powodzenia w skoku na główkę do tej kałuży. Ale chyba On też zaczyna coś podejrzewać.
Rozumiem, ze niechęć do palenia na stosie to dla Ciebie poklepywanie po pleckach...
No właśnie chyba nie rozumiesz, chociaż kpiąco drwiący ton mógłby wskazywać na to, że jednak tylko udajesz.
Nikt nigdzie nie wspominał ani słowem o paleniu na stosie i nie o tym jest rozmowa przecież. O czym więc jest?
Ja mówię o tym, że to co autorka robi mężowi jest podłe i parszywe, a ckliwe banialuki nie są żadnym usprawiedliwieniem
dla takiego postępowania, zwłaszcza wzruszające historyjki o wielkiej miłości kochanka do niej czy tam odwrotnie.
Ty zaś uważasz, że nie ma nic nagannego w tym co robi, a wręcz piszesz wprost i zachęcasz na poprzednich stronach,
że MA PRAWO robić co jej się tylko podoba, a zasranym obowiązkiem męża jest zapewniać jej komfort oraz wszelkie wygody.
Moim zdaniem podobne poglądy może prezentować tylko osoba, która albo sama zdradzała i nie widzi w tym nic złego,
albo nie ma mglistego pojęcia o tym jak to jest być zdradzanym, nie mówiąc już o regularnym półrocznym romansie,
a jakby jeszcze tego było mało, to na kolejne pół roku się zanosi, przy ogólnym zadowoleniu oraz poklasku publiczności.
Mi to tam wisi kalafiorem co kto robi z własnym życiem, ale nie mogę zgodzić się z tym, że MA PRAWO marnować je innym
z cynicznym uśmieszkiem na ustach snując łzawe opowieści o tym jaka jest rozdarta i zagubiona i sama już nie wie co robić
i chyba kolejne pół roku potrzebuje na podjęcie decyzji czy ciągnąć ten romans z gachem, czy może nie ciągnąć...
No dramat po prostu. A może zaprosimy tutaj męża do dyskusji, niech się wypowie czy on na taki układ się zgadza, co?
Przepraszam, wygłupiłem się, przecież jakiś tam mąż nie ma prawa głosu. Tylko ona MA PRAWO a kogo jej mąż obchodzi.
127 2017-04-27 12:28:39 Ostatnio edytowany przez takata (2017-04-27 12:29:07)
Tylko ona MA PRAWO a kogo jej mąż obchodzi.
Jeśli to to małżeństwo autorki topica wygląda tak jak ona je opisuje, to gwarantuje Ci, że znajdzie się laska, która zainteresuje się facetem, który dba o dom, dziecko i utrzymuje żonę łajdaczkę, bo to dobrze o nim świadczy..
Myśle,zupełnie niepotrzebnie się denerwujecie. Autorka podjęła decyzję,że daje sobie czas na uporządkowanie życia czyli przez najbliższy czas bedzie jak wcześniej,ONA,kochanek i na szarym końcu mąż...tutaj decyzje o jakiejkolwiek decyzji
musi podjąć któryś z panów. ![]()
A może zaprosimy tutaj męża do dyskusji, niech się wypowie czy on na taki układ się zgadza, co?
Przepraszam, wygłupiłem się, przecież jakiś tam mąż nie ma prawa głosu. Tylko ona MA PRAWO a kogo jej mąż obchodzi.
Przeczytałam dyskusję i tez jestem zniesmaczona. Wychodzi na to, że ten mąż nie ma praw tylko obowiązki. I najważniejszym z nich jest utrzymywanie żonki aby ładnie ubrana, najedzona, wypachniona (za kaskę męża) oddawała się kochankowi. A kto wspomni, że to trochę ohydne to pac go w łeb bo pani musi mieć czas na przemyślenia w komfortowych warunkach.
Gdy w innych wątkach kobiety odkrywają zdradę i cierpią jakoś nikt im nie doradza aby dały spokój zdradzaczowi bo on musi przemyśleć i musi mieć czas i najlepiej aby go utrzymywały w tym momencie. Nie wiem skąd ten rozdźwięk?
anderstud napisał/a:Tylko ona MA PRAWO a kogo jej mąż obchodzi.
Jeśli to to małżeństwo autorki topica wygląda tak jak ona je opisuje, to gwarantuje Ci, że znajdzie się laska, która zainteresuje się facetem, który dba o dom, dziecko i utrzymuje żonę łajdaczkę, bo to dobrze o nim świadczy..
W to nie wątpię, tylko że ona, pomimo płomiennych zapewnień o dozgonnej miłości kochanka ani myśli odchodzić od męża.
Dlaczego? Ano dlatego, bo tak jak jest po prostu jest dobrze i nawet przez sekundę nie rozpatrywała opcji, żeby z tego zrezygnować.