Bardziej nakręca mnie to, że wciąż idzie w zaparte. Gdyby mi powiedziała wszystko jak było naprawdę, to wiadomo, że bolałoby przez długi czas, ale takie ostre katharsis oczyściło by nasze relacje. Ja już nie patrzyłbym na nią przez obraz nastolatki, w której się zakochałem, tylko jak na dojrzałą kobietę po przejściach, z którą może udałoby się zbudować coś zupełnie nowego. Kto wie, może lepszego i stabilniejszego.
Jak pisałem wcześniej w małżeństwie miała parę wyskoków, jest atrakcyjną 40-tką, niepracującą, trochę pomaga mi w firmie i może z nudów do głowy jej przychodzą pomysły z pogranicza tanich romansów. Trudno powiedzieć do końca jak jest. Jakiś czas temu zahasłowała swojego smartfona przed mną. I co mam o tym myśleć? Podobno hasło na telefonie to oznaka, że znowu coś zaczyna...
NIe wiem czy dla Ciebie nie jest wazniejsze to co jest teraz ?
A to co TERAZ - jest groźniejsze od tego co było kiedyś ?.
Za chwilę dowiesz się ze z powodu Twojej podejrzliwości, chorobliwej zazdrości "musiała" Cie naprawdę zdradzić.
Te "wyskoki w małżeństwie" - czy one istnieją jedynie w Twojej głowie czy są rzeczywistością.
Dlaczego nie bolą Cię jej "wyskoki" po ślubie a jedynie to co było przed ślubem ?
Dlaczego teraz kiedy masz symptomy ukrywania czegoś przed Tobą, może próby oszustwa dalej patrzysz w przeszłość ?
Zgadzam się, że jej zdrada z przeszłości zaistniała w Twojej głowie dopiero teraz i teraz ją przeżywasz.
Ale dlaczego zaniedbujesz to co dzieje się tu i teraz ?
Może lepiej zmienić cel swoich zmartwień.
To co się stało to się nie odstanie, ale można wpłynąć na to co się może stać.
Jesteś w stanie zaniedbać Wasze małżeństwo i przegapić moment w którym żona teraz odpłynie w kierunku osoby trzeciej (może tego samego faceta z którym miała romans przed ślubem ?) w imię rozliczenia się z przeszłością ?
Pisze to dlatego, żebyś za chwile nie rozważał podobnych dylematów jak facet z wątku "Odeszła do innego z mojej winy. Ogromny żal i poczucie winy"
Zainteresuj się tym co teraz, chyba, ze ważniejsze jest dla Ciebie to co zdarzyło się kiedyś.
O ile pozytywnie oceniasz Wasze małżeństwo, to co między Wami było po ślubie
to uznaj że jest to jej wkład w wykupienie swojej winy za to co Tobie wyrządziła przed ślubem i zajmij się teraźniejszością.
Nie warto niszczyć relacji (czyli również swojego postrzegania drugiej osoby) w imię poznania całej prawdy która może zniszczyć tą relację.
Popatrz jak na to patrzy zona :
w jej oczach, zmieniasz się z człowieka, który był mocnym oparciem dla niej, doceniała jego wartość, szanowała - w faceta który stał się upierdliwym płaczkiem który trzyma głowę w chmurach i poniża się łkając o szczegóły historii sprzed lat.
Facet z jajami sam zdecydowałby co dalej - albo jesteśmy razem albo odchodzę.
Dla jednego i drugiego są za i przeciw - taką analizę wykonałby sam, bez męczenia partnerki o to żeby to ona dala mu wskazowki, podpowiedziała.
Bez stawiania jej quasi warunków, bo to żaden warunek " bedę z Tobą ale powiedz mi jak to było naprawdę"
Przecież Ty nie jesteś w stanie wyegzekwować od niej prawdy, czyli nie jesteś w stanie w stanie spełnić groźby wynikającej z takiego "niby - warunku".
Sorry ale to niemęskie podejście.
Albo - albo.
Decyzje podejmij sam.
Lepiej, skup sie na tym co TERAZ się szykuje.
Przylepiony, zahasłowany telefon - to jest temat do rozwiązania.
Jak przepracowaliście jej "wyskoki" - czy brak właściwego ich przepracowania nie ma wpływu na to co teraz...