Klio, czytałaś może tego sms-a? Jak według Ciebie, jak z kobiecego punktu widzenia miał zachować się Jacenty?
Zrezygnować, bo ona zrezygnowała. Pisałam o tym już. To, że "wygadali" sobie powrót oznacza, że rezygnacja została tylko rozciągnięta w czasie. Nie ma tu testów, a zwykła rezygnacja z czegoś do czego szczególnie przywiązana nie była...
198 2016-12-01 20:24:07 Ostatnio edytowany przez _Wojtas_ (2016-12-01 20:27:08)
Doskonale wiedziała jaka będzie reakcja Jacka.
Gdyby faktycznie chciała zrezygnować to by zrezygnowała. Na ile w czasie się to rozciągnie nie wiadomo, ale z czasem Jackowi będzie coraz trudniej zrezygnować.
Jedyne czego mogła być i czego nadal jest pewna, to to, że to nie to i postąpiła zgodnie z tym. To, ze potem powrót został wygadany, wyjęczany, wytłumaczony, i inne wy... to juz inna rzecz. A to, że Jacenty nie jest w stanie zrezygnować, to już widać po reakcji na sms. Cichy z tego będzie jak nic...
Jedyne czego mogła być i czego nadal jest pewna, to to, że to nie to i postąpiła zgodnie z tym. To, ze potem powrót został wygadany, wyjęczany, wytłumaczony, i inne wy... to juz inna rzecz. A to, że Jacenty nie jest w stanie zrezygnować, to już widać po reakcji na sms. Cichy z tego będzie jak nic...
Nie będzie żadnego Cichego, tak jak napisałem Harveyowi maksymalnie do końca roku albo będzie wszystko ok albo już będzie pozamiatane i tego będę się trzymał.
Dosyć długo byłem singlem i nie mam ciśnienia na związek dla samego związku, gdyby nie nadrabiała w tygodniu swoim zaangażowaniem to zapewne dawno nie byłoby ani związku ani tego tematu.
Do końca roku to na pewno będzie ok. Może być tak przez najbliższe miesiące.
Do końca roku to na pewno będzie ok. Może być tak przez najbliższe miesiące.
To i tak osiągnę już dużo więcej niż Cichy :-D
_Wojtas_ napisał/a:Do końca roku to na pewno będzie ok. Może być tak przez najbliższe miesiące.
To i tak osiągnę już dużo więcej niż Cichy :-D
tylko po co?
jaki masz cel?
jaki jest cel tego zwiazku?
A chociażby po to by mieć darmowe ruchanko. Ja bym do tego podszedł na luzaku.
A ona dobrze się czuje w Warszawie? "Zaprzyjaźniła się" z nią? Ma ulubione miejsca w których lubi być? Knajpki, parki, kluby, itp. coś co ogólnie dobrze odbiera (właściwe tylko dla Warszawy)?
Jeśli nie mieszka tu zbyt długo to może ją to miasto; mentalność ludzi, tempo życia itp. męczy? I szuka spokoju wyjeżdżając z niego jak najczęściej się da, "ładując baterie" w innych miejscach, bardziej jej odpowiadających, zwłaszcza jeżeli kojarzy je z beztroską lub dobrą zabawą?
Dodać do tego ewentualny stres w pracy, rozterki o których była mowa, lub jeszcze jakieś inne.
Przy Tobie pewnie odpoczywa, ale przy okazji może widzieć Cię jednocześnie jako część świata którego do końca nie trawi, takie uosobienie Warszawy która wyciąga do niej swoje łapy.
Jacuś, piatkosobota, jak tam na polu bitwy? ![]()
Nie rozumiem dlaczego wszyscy tu zebrani wmawiają chłopakowi, że z tego nic nie będzie, że ona sobie owija go wokół palca itp itd. ![]()
Ludzie, przecież nikt z nas nie siedzi ani w skórze jego ani jej.
Nie wiemy co im siedzi w głowach i co czują - słowa to jedno a myśli i czyny to drugie.
Od całej sytuacji minęło już trochę czasu i jak widać na razie idzie po myśli autora.
a na podstawie jednego suchego smsa powstały teorie spiskowe niczym z 11 września ;P
208 2016-12-03 18:20:10 Ostatnio edytowany przez Jacenty89 (2016-12-03 18:30:02)
A ona dobrze się czuje w Warszawie? "Zaprzyjaźniła się" z nią? Ma ulubione miejsca w których lubi być? Knajpki, parki, kluby, itp. coś co ogólnie dobrze odbiera (właściwe tylko dla Warszawy)?
Jeśli nie mieszka tu zbyt długo to może ją to miasto; mentalność ludzi, tempo życia itp. męczy? I szuka spokoju wyjeżdżając z niego jak najczęściej się da, "ładując baterie" w innych miejscach, bardziej jej odpowiadających, zwłaszcza jeżeli kojarzy je z beztroską lub dobrą zabawą?
Dodać do tego ewentualny stres w pracy, rozterki o których była mowa, lub jeszcze jakieś inne.
Przy Tobie pewnie odpoczywa, ale przy okazji może widzieć Cię jednocześnie jako część świata którego do końca nie trawi, takie uosobienie Warszawy która wyciąga do niej swoje łapy.
Nie czuje się ani skrajnie źle, ani jakoś szczególnie dobrze też nie dbiera. Ma kilka takich miejsc szczególnie np lubi "zgubić się" w Łazienkach (tam początkowo się spotyakliśmy)W dużej mierze masz rację co do tego wszystkiego. Stopniowo zaprzyjaznia sie z Warszawa i jak sama twierdzi całkiem nieźle jej idzie, ale jeszcze to nie jest jakieś wielkie love.
Trochę ją rozumiem, ja też na początku studiów nie czułem się tutaj wybornie.
Jacuś, piatkosobota, jak tam na polu bitwy?
Bardzo dobrze, blisko doba razem, wpadłem wczoraj o 19, spodziewałem się wyjścia lekko po północy, wyszedłem przed 15, nareszcie poznałem drugą współlokatorkę z którą są blisko. Ona teraz jest w kinie z kumpelą, a ja przygotowuje imprezę, jak nie padnie po powrocie, to może jeszcze wieczorem wpadnie na imprezę.
Nie rozumiem dlaczego wszyscy tu zebrani wmawiają chłopakowi, że z tego nic nie będzie, że ona sobie owija go wokół palca itp itd.
Ludzie, przecież nikt z nas nie siedzi ani w skórze jego ani jej.
Nie wiemy co im siedzi w głowach i co czują - słowa to jedno a myśli i czyny to drugie.
Od całej sytuacji minęło już trochę czasu i jak widać na razie idzie po myśli autora.a na podstawie jednego suchego smsa powstały teorie spiskowe niczym z 11 września ;P
Dzięki za odsiecz :-P Spokojnie, wypowiadają się tu też osoby, które zachowują zdrowy rozsądek mimo, że mniej lub bardziej nie wierzą w pozytywne zakończenie.
Jacenty ma dziewczynę...moje serce krwawi </3 ;D Nie no tak serio, to z jednej strony mi się właśnie podoba to, że Ona ma swoje własne życie, przyjaciół, pasje- często gęsto dziewczyny wyrzekają się tego wszystkiego na rzecz swojego chłopaka jednocześnie stając się o wiele mniej atrakcyjne, więc tu jest dla niej plus, ale z drugiej strony jakbym miała wybrać sobotni wieczór z przyjaciółką, czy chłopakiem to raczej ona by zrozumiała, że wolę go spędzić z nim...to trochę dziwne, że zazwyczaj stawia Cię wtedy na drugim miejscu...Jednak jak sama Ci mówiła, wolno się angażuje i mogła się może przestraszyć? Ale ta wiadomość to już przegięcie pały...jeszcze, żeby takie coś NAPISAĆ, a nie powiedzieć prosto w twarz to jest kompletny brak szacunku do Twojej osoby...i to wytłumaczenie w stylu "Piszę Ci to bo i tak pewnie nie będziesz chciał się ze mną spotkać" ŻAŁOSNE! Jedyne co ją może tłumaczyć to niedojrzałość emocjonalna i brak doświadczenia w związkach. Uważam, że Ona może być wartościową kobietą skoro się nią zainteresowałeś , a przecież każdy popełnia błędy;) Ona popełniła pisząc tą straszną wiadomość, a Ty popełniłeś błąd biegnąc do niej po tym wszystkim...wiec jesteście kwita. Nie wiem jak to się zakończy bo wróżką nie jestem, ale życzę Ci Jacenty wszystkiego najlepszego
:*
212 2016-12-05 18:51:13 Ostatnio edytowany przez cichyfacet (2016-12-05 18:51:34)
Mnie dobre kilka razy korciło, żeby po prostu wkleić tutaj swój temat o "związku agonalnym", ale tak sobie myślę...
Życzę Ci, żeby to akurat był wyjątek od reguły ![]()
Znakzapytania7 Bardzo Ci dziękuje za analizę i życzenia.
Cichy to dobrze, że nie wkleiłeś, bo to jednak inna sytuscja.
No to daje kolejny meldunek z frontu.
Wczoraj się widzieliśmy wieczorem, oczywiście tak jak się spodziewałem ostatni piątek był pierwszym i ostatnim dniem weekendu, który w grudniu spędzimy razem. W najbliższy przyjeżdża siostra, tydzień później Białystok (bo chce ich zobaczyć przed świętami), potem są święta. Sylwester mamy wstępnie obgadany. Kupiłem jej prezent na mikołajki i chciałem dać, ale jednak dogadaliśmy się, że jeszcze dzisiaj się zobaczymy. Ja puściłem z ogranicznikiem spotkań, ale i nie jestem ich pomysłodawcą. Rozmawialiśmy o przeszłości trochę i dowiedziałem się, że to co robi wynika ze schematu, który powstał na studiach (wtedy był piątek na wyjścia z dziewczynami, w sobotę miała pracę i kilka innych rzeczy, a w niedzielę i w tygodniu spotykała się z chłopakami), teraz to poprostu powiela.
Nadal nie wiem jak odnieść się do sytuacji, że nie poznaje praktycznie Jej znajomych. Minął 3 miesiąc związku i znam 3 osoby (wszystkie poznane dość przypadkowo) z których tak naprawdę z żadną się nie spotyka i nie wychodzi aktualnie (2 to wspollokatorki, 1 to kumpela, ktora jest w Anglii). Wprawdzie trochę rozumiem, że to żeńskie towarzystwo i wychodzą same, ale jestem ciekaw czy ich faceci też kompletnie nie znają towarzystwa.
Rozmawiałeś z nią jak ona widzi spotkanie Twoje i tych jej kumpelek? Ja nie wyobrażam sobie, żeby dobre koleżanki czy przyjaciółki nie miały ochoty poznać kogoś kto jest dla niej ważny. Przecież nie musisz z nimi cały dzień siedzieć i wysłuchiwać babskich tematów. Może mieć opory przed poznaniem, bo "za wcześnie", ale wtedy warto wiedzieć dlaczego za wcześnie.
Wszystko to u Was jest strasznie przegadane, brakuje naturalności, lekkości w tej relacji. Musicie iść na kompromis, żeby się móc w ogóle spotykać. Mnie się to kojarzy z syzyfowymi pracami. Mnie by to zniechęciło i nie chciałoby mi się tak ciągle kombinować z kalendarzem.
215 2016-12-06 12:27:15 Ostatnio edytowany przez Jacenty89 (2016-12-06 12:41:50)
Rozmawiałeś z nią jak ona widzi spotkanie Twoje i tych jej kumpelek? Ja nie wyobrażam sobie, żeby dobre koleżanki czy przyjaciółki nie miały ochoty poznać kogoś kto jest dla niej ważny. Przecież nie musisz z nimi cały dzień siedzieć i wysłuchiwać babskich tematów. Może mieć opory przed poznaniem, bo "za wcześnie", ale wtedy warto wiedzieć dlaczego za wcześnie.
Wszystko to u Was jest strasznie przegadane, brakuje naturalności, lekkości w tej relacji. Musicie iść na kompromis, żeby się móc w ogóle spotykać. Mnie się to kojarzy z syzyfowymi pracami. Mnie by to zniechęciło i nie chciałoby mi się tak ciągle kombinować z kalendarzem.
No właśnie chce o tym dzisiaj porozmawiać też. Z tego co zrozumiałem to chyba za wcześnie, tyle że nie bardzo właściwie wie dlaczego. Ogólnie jest zaangażowana i to coraz bardziej, ale te dwie sprawy są niepokojące (weekendy teraz mniej zobaczymy co będzie dalej, ale szczególnie znajomi kuleje).
Nie, to nie tak. Wczoraj czy dzisiaj spotkaliśmy, spotkamy się bez żadnych kompromisów, mało tego dzisiejsze spotkanie wyszło spontanicznie wczoraj. Spotkania (poza piątkiem i sobotą) nigdy nie są jakoś przegadane, czasami umawiamy się kilka dni wcześniej, a bywało nawet że tego samego dnia w czasie pracy.
Jacenty, nie piszę o kompromisach, dlatego, że każde spotkanie umawiacie w procesie negocjacji za pośrednictwem mediatora, tylko dlatego, że macie kompletnie różne oczekiwania. Jeszcze niedawno Ty nie uważałeś, żeby to był czas na spotykanie się w tygodniu tyle razy, ona nie uważała za stosowne spotkać się z Tobą w weekendy, a teraz oboje spuściliście z tonu. Jeśli to pozostanie Waszym największym problemem to spoko i luz, gorzej jak się okaże, że tych różnych oczekiwań jest więcej. Mnie doświadczenie mówi, że jednak się one pojawiają i jest coraz trudniej. Z jednej strony im więcej energii zużyjesz na zbudowanie związku, tym mocniej się go trzymasz, dużo zainwestowałeś, z drugiej strony im więcej kompromisów tym związek jest bardziej podatny na zachwiania. W ogóle to ja nie cierpię słowa kompromis, samego kompromisu też nie cierpię, ponieważ kompromis to sytuacja, w której dwie strony ponoszą jakąś stratę. Obie przegrywają (zgodnie z teorią gier, a nie związku traktowanego jako grę). Uważam, że jedynie pójście na współpracę daje pozytywne rezultaty i należy szukać wspólnego pola do korzyści, a nie wspólnie ponosić straty.
W ogóle to ja nie cierpię słowa kompromis, samego kompromisu też nie cierpię, ponieważ kompromis to sytuacja, w której dwie strony ponoszą jakąś stratę. Obie przegrywają (zgodnie z teorią gier, a nie związku traktowanego jako grę). Uważam, że jedynie pójście na współpracę daje pozytywne rezultaty i należy szukać wspólnego pola do korzyści, a nie wspólnie ponosić straty.
dzięki Ci, kobieto, za te słowa.
Tak się wszyscy upierają na te kompromisy, że związek to muszą być kompromisy i docieranie się.
A figa! nie muszą.
No niestety kompromis wszedł w nasze życie społeczne z przytupem i przyklaskiem, a naród kochający poświęcenia i martyrologię i inne takie chwalebne czyny zakupił kompromisy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Upiera się przy tym, że tak należy i to jest dobre, podczas gdy już od dawna wiadomo, że to bzdety i ogłupianie człowieka.
Jacenty, nie piszę o kompromisach, dlatego, że każde spotkanie umawiacie w procesie negocjacji za pośrednictwem mediatora, tylko dlatego, że macie kompletnie różne oczekiwania. Jeszcze niedawno Ty nie uważałeś, żeby to był czas na spotykanie się w tygodniu tyle razy, ona nie uważała za stosowne spotkać się z Tobą w weekendy, a teraz oboje spuściliście z tonu. Jeśli to pozostanie Waszym największym problemem to spoko i luz, gorzej jak się okaże, że tych różnych oczekiwań jest więcej. Mnie doświadczenie mówi, że jednak się one pojawiają i jest coraz trudniej. Z jednej strony im więcej energii zużyjesz na zbudowanie związku, tym mocniej się go trzymasz, dużo zainwestowałeś, z drugiej strony im więcej kompromisów tym związek jest bardziej podatny na zachwiania. W ogóle to ja nie cierpię słowa kompromis, samego kompromisu też nie cierpię, ponieważ kompromis to sytuacja, w której dwie strony ponoszą jakąś stratę. Obie przegrywają (zgodnie z teorią gier, a nie związku traktowanego jako grę). Uważam, że jedynie pójście na współpracę daje pozytywne rezultaty i należy szukać wspólnego pola do korzyści, a nie wspólnie ponosić straty.
Nie do końca się zgadzam. W przypadku spotkań w tygodniu to ja nic nie przegrałem, bo to była tylko kwestia rezygnacji ze schematu, który mi został po ostatnim porzuceniu, podświadomie bałem się, że zbyt wiele czasu spędzonego wspólnie znowu spowoduje taki sam skutek. Co do weekendów masz trochę rację oboje poszliśmy na kompromis.
Ona bo jednak czasem będzie jakiś dla mnie, a ja bo nie będę miał nic przeciwko jej samotnym weekendom. Zobaczymy jak dalej będzie w tych kwestiach. Mnie teraz bardziej nurtuje kwestia poznawania koleżanek, jak to było u Was, czy 3 miesiące związku i 5 spotykania to rzeczywiście za wcześnie na jakiekolwiek poznawanie? U mnie było zazwyczaj tak, że dziewczyna wchodząc ze mną w związek już znała większość mojego grona znajomych, u niej z tego co mowiła dokładnie tak samo, więc dla Nas obojga to sytuacja nowa, jak się w niej zachować? Czekać na jej inicjatywę czy coś sugerować czy może mówić wprost?
Kwestia rezygnacji ze schematu w tym co napisałam to jest właśnie przegrana, ale oczywiście nie chodzi o to, że przegrałeś. Przegrana w tym przypadku polega na tym, że ponosisz koszty związane ze zmianą tego schematu, na przykład podświadomy strach.
U mnie nigdy nie było tematu problemu z połączeniem towarzystwa i chłopaka, ponieważ raczej się spotykam w towarzystwie mieszanym, do którego często ktoś wpada taki trochę z boku. Nie było to zatem żadne wydarzenie, ot kolejna osoba i to dość wcześnie, bo dla mnie też ważne jest jak się taki kandydat zachowuje wśród innych ludzi, a nie tylko ze mną.
Mamidełko, to co napisałaś o kompromisach to jedna z wazniejszych rzeczy, jakie wyniosę sobie z tego forum, dziękuję.
A w samym temacie: Jacenty, czy taki absolutny brak spontaniczności i roztrząsanie relacji w tak szczegółowy sposób nie jest dla Ciebie męczące? Co ile spotkania, po jakim czasie co powinno nastąpić... jesteś pewien, ze takie podejście do relacji daje Ci więcej niz pochłania?
Mamidełko, to co napisałaś o kompromisach to jedna z wazniejszych rzeczy, jakie wyniosę sobie z tego forum, dziękuję.
A w samym temacie: Jacenty, czy taki absolutny brak spontaniczności i roztrząsanie relacji w tak szczegółowy sposób nie jest dla Ciebie męczące? Co ile spotkania, po jakim czasie co powinno nastąpić... jesteś pewien, ze takie podejście do relacji daje Ci więcej niz pochłania?
To tak nie wygląda. Po prostu tutaj na forum pokazuj, pisze to co jest problemem, przeszkodą a opuszczam to co nie jest. Spontaniczne jest zdecydowana większość spotkań, rozmów, zachowań. Ja wolałbym, że spotkanie ze znajomymi wyszło spontanicznie tylko boje się, że jeśli przez 5 miesięcy nie wyszło (nawet tak konkretnie nie było żadnej propozycji czy pomysłu) to w końcu chyba nigdy się nie doczekam. Nawet wtedy gdy była taka możliwość, mam takie wrażenie że ona tego unikała. Czasami się zastanawiam czy ona np czegoś przede mną nie ukrywa.
Jacenty, żyjesz w dwóch równoległych światach: w tym rzeczywistym i w tym wyobrażanym sobie. Masz z tego sporo korzyści, bo inaczej byś z tego zrezygnował. Pomyśl jednak nad tym, czy korzyści nie są mniejsze od ponoszonych przez Ciebie kosztów.
Jacenty, żyjesz w dwóch równoległych światach: w tym rzeczywistym i w tym wyobrażanym sobie. Masz z tego sporo korzyści, bo inaczej byś z tego zrezygnował. Pomyśl jednak nad tym, czy korzyści nie są mniejsze od ponoszonych przez Ciebie kosztów.
Tego to już kompletnie nie rozumiem. Mogłabyś to jakoś rozwinąć? Bo to może być ciekawe co piszesz.
Proszę. ![]()
Na temat świata rzeczywistego pisać, chyba, nie muszę.
Do świata wyobrażonego zaliczam wszystko to, co tworzysz sobie na podstawie faktów. To wszystkie Twe interpretacje, dopisywanie ideologii, wyobrażanie sobie, co (w tym wypadku) ona zrobi, jak się zachowa i co myśli (bo przecież to wiesz, bez jej zapytania), to dopisywanie znaczeń i podtekstów.
To wszystko przez to, że nigdy nie byłem w tak dziwnej relacji. Zawsze było tak, że albo wszystko co ważne dla mnie w miarę trybiło spontanicznie i zasadniczo nie było zbytnio o czym myśleć albo stopniowo wychodziło, że większość nie trybi i wtedy było pożegnanie. Pierwszy raz widzę, że i mi i drugiej osobie zależy na tej relacji, ale jednak są problemy, które teoretycznie powinny być banalne, ale z nieznanych powodów nie są.
227 2016-12-06 15:36:08 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-12-06 15:38:55)
Ok. Jest inaczej niż z poprzednimi kobietami. I co z tego?
Ok. Jest inaczej niż sobie wyobraziłeś. I co z tego?
Ok. Jest inaczej, bo jesteś bardziej zaangażowany niż ona. I co z tego?
Problemem jest to, że usiłujesz waszą relację wsadzić w ramkę, a jeśli coś się w nią nie mieści, coś z niej wystaje, to LARUM! Nie tak powinno być! Tymczasem relacje między ludźmi, wybacz truizm, są różne, różni ludzie różnie reagują i żyją w swoim tempie. Według Ciebie jest tylko jeden sposób zachowań, jeden sposób reakcji, i jedno tempo. Jeden, czyli Twój.
Stąd me pytanie o Twe korzyści i koszty; pytanie, na które sam sobie udziel odpowiedzi, albo je... zignoruj.
Kolejna aktualizacja:
Mieliśmy się widzieć dzisiaj po 18 u niej, przed chwilą dostałem sms: Dzisiaj nie przyjeżdżaj, bo nie chce mi się sprzątać, zresztą dziewczyny już za bardzo o Ciebie wypytują bo często się u mnie widzimy, a nie chce im nic tłumaczyć, trochę wiedzą i to powinno wystarczyć więc albo u Ciebie albo w niedzielę.
229 2016-12-06 17:32:35 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-12-06 17:33:42)
(...) albo u Ciebie albo w niedzielę.
![]()
Twoja decyzja?
Kwestia rezygnacji ze schematu w tym co napisałam to jest właśnie przegrana, ale oczywiście nie chodzi o to, że przegrałeś. Przegrana w tym przypadku polega na tym, że ponosisz koszty związane ze zmianą tego schematu, na przykład podświadomy strach.
Przecież on ten "stracho-schemat" wyniósł z przeszlości i przerzucił go na dziewczynę, która nie jest w żaden sposób odpowiedzialna za jego powstanie i ma prawo oczekiwać, że on podejdzie do związku z nią pozbawiony jakiegokolwiek negatywnego bagażu z poprzednich związków. Tymczasem ponosiła tego konsekwencje i to, oprócz tego że nie jest fair, mogło rzutować z kolei na jej zaangażowanie (i w efekcje na cały związek).
Przezwyciężenie tego "strachu" to raczej zysk, a nie strata. I to zarówno dla związku, jak i dla niego.
Jacenty89 napisał/a:(...) albo u Ciebie albo w niedzielę.
Twoja decyzja?
Nie uważasz, że uzasadnienie jest dziwne?
Mamidełko napisał/a:Kwestia rezygnacji ze schematu w tym co napisałam to jest właśnie przegrana, ale oczywiście nie chodzi o to, że przegrałeś. Przegrana w tym przypadku polega na tym, że ponosisz koszty związane ze zmianą tego schematu, na przykład podświadomy strach.
Przecież on ten "stracho-schemat" wyniósł z przeszlości i przerzucił go na dziewczynę, która nie jest w żaden sposób odpowiedzialna za jego powstanie i ma prawo oczekiwać, że on podejdzie do związku z nią pozbawiony jakiegokolwiek negatywnego bagażu z poprzednich związków. Tymczasem ponosiła tego konsekwencje i to, oprócz tego że nie jest fair, mogło rzutować z kolei na jej zaangażowanie (i w efekcje na cały związek).
Przezwyciężenie tego "strachu" to raczej zysk, a nie strata. I to zarówno dla związku, jak i dla niego.
Zdecydowanie zgadzam się z tym ostatnim zdaniem, o to mi właśnie chodziło.
Nie. Nie uważam jej uzasadnienia za dziwne.
234 2016-12-06 17:41:00 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-12-06 17:42:38)
... zresztą dziewczyny już za bardzo o Ciebie wypytują bo często się u mnie widzimy, a nie chce im nic tłumaczyć, trochę wiedzą i to powinno wystarczyć ...
To chyba jakaś sekta...
edit.
Czarownice z Eastwick, albo coś w tym stylu.
Jacenty89 napisał/a:... zresztą dziewczyny już za bardzo o Ciebie wypytują bo często się u mnie widzimy, a nie chce im nic tłumaczyć, trochę wiedzą i to powinno wystarczyć ...
To chyba jakaś sekta...
Jaka sekta?
To było półżartem.
Uważam jej wytłumaczenie za dziwne. Co ma im tłumaczyć? Że jestes jej chłopakiem? Dlaczego maja nie wiedzieć więcej? Zawarła z nimi umowę, że nie będzie zadawać się z chłopakami do 150 roku życia, czy co? Powinno wystarczyć do czego?
Cała nadzieja w Wielokropce, że to jakoś wytłumaczy bo dla mnie ten sms to jakiś kosmos, może mam jakieś zaćmienie umysłu, nie wiem...
237 2016-12-06 17:54:17 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-12-06 17:58:00)
Pochlebiasz mi. ![]()
Co ma tłumaczyć? To nie o tłumaczenie chodzi tylko o odpowiedzi na spodziewane (a zna je dobrze) pytania typu "Co jest między wami', 'Kim on jest dla Ciebie'. Dla dziewczyny za wcześnie jeszcze na takie wyznania, pewnie sama nie jest pewna czy i co z tej relacji wyniknie, więc woli nie stwarzać pretekstów do zadania tych pytań.
Chce się spotkać, tylko zmienia miejsce. Co w tym dziwnego? ![]()
Edycja:
To oczywiście moje "wyobrażanie sobie", uczyniłam to na wyraźną prośbę. Dla mnie sytuacja jest prosta: dziewczyna chce się spotkać, proponuje zmianę miejsca, więc szybko myślę, czy to mi odpowiada, jeśli chcę się spotkać, odpowiadam "Do zobaczenia u mnie."
THE END
Pochlebiasz mi.
Co ma tłumaczyć? To nie o tłumaczenie chodzi tylko o odpowiedzi na spodziewane (a zna je dobrze) pytania typu "Co jest między wami', 'Kim on jest dla Ciebie'. Dla dziewczyny za wcześnie jeszcze na takie wyznania, pewnie sama nie jest pewna czy i co z tej relacji wyniknie, więc woli nie stwarzać pretekstów do zadania tych pytań.
Chce się spotkać, tylko zmienia miejsce. Co w tym dziwnego?
Edycja:
To oczywiście moje "wyobrażanie sobie", uczyniłam to na wyraźną prośbę. Dla mnie sytuacja jest prosta: dziewczyna chce się spotkać, proponuje zmianę miejsca, więc szybko myślę, czy to mi odpowiada, jeśli chcę się spotkać, odpowiadam "Do zobaczenia u mnie."
THE END
Problem w tym, że one już wiedzą kim jestem. "Oczywiście one widzą o Tobie, ale pragną szczegółów".
239 2016-12-06 18:07:20 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-12-06 18:17:20)
A ona nie chce dawać pretekstu do zadawania dalszych pytań.
Edycja:
A kysz! Dałam się wciągnąć w tę wymyślankę. Apage satanas!
Chcę się spotkać, to się spotykam. Nie chcę się spotkać, to się nie spotykam.
Niby z czego ona ma się tłumaczyć? Z tego co rozumiem jej współlokatorki wiedzą, że jesteś jej facetem.
Ona ewidentnie izoluje Cię od swojego życia i jeśli jakkolwiek rozwija ten związek, to w jakiejś bańce izolacyjnej, w której jesteście tylko wy. Prędzej czy później to się rypnie.
A wtedy będzie zaskoczenie, bo ty tę bańkę łyknąłeś już dawno. Cóż, trzeba pewne rzeczy poczuć na własnej skórze.
Niby z czego ona ma się tłumaczyć? Z tego co rozumiem jej współlokatorki wiedzą, że jesteś jej facetem.
Ona ewidentnie izoluje Cię od swojego życia i jeśli jakkolwiek rozwija ten związek, to w jakiejś bańce izolacyjnej, w której jesteście tylko wy. Prędzej czy później to się rypnie.
A wtedy będzie zaskoczenie, bo ty tę bańkę łyknąłeś już dawno. Cóż, trzeba pewne rzeczy poczuć na własnej skórze.
Uff myślałem że już to ja zwariowałem. Cieszę się że ktoś myśli podobnie jak ja.
Kolejna aktualizacja:
Mieliśmy się widzieć dzisiaj po 18 u niej, przed chwilą dostałem sms: Dzisiaj nie przyjeżdżaj, bo nie chce mi się sprzątać, zresztą dziewczyny już za bardzo o Ciebie wypytują bo często się u mnie widzimy, a nie chce im nic tłumaczyć, trochę wiedzą i to powinno wystarczyć więc albo u Ciebie albo w niedzielę.
Jacenty,
tak szczerze: nie czujesz się naprawdę ani trochę urażony takim tekstem?
ruda102 napisał/a:Niby z czego ona ma się tłumaczyć? Z tego co rozumiem jej współlokatorki wiedzą, że jesteś jej facetem.
Ona ewidentnie izoluje Cię od swojego życia i jeśli jakkolwiek rozwija ten związek, to w jakiejś bańce izolacyjnej, w której jesteście tylko wy. Prędzej czy później to się rypnie.
A wtedy będzie zaskoczenie, bo ty tę bańkę łyknąłeś już dawno. Cóż, trzeba pewne rzeczy poczuć na własnej skórze.
Uff myślałem że już to ja zwariowałem. Cieszę się że ktoś myśli podobnie jak ja.
Nie do końca myślimy tak samo.
Ja myślę, że ta dziewczyna jest w związku jedną nogą - i że nie zmieni tego żadna ilość dogadywania się i kompromisów . Zmienić to może wyłącznie ona i jej refleksja, że jednak chce być w związku na 100%. Ale do tego najpierw potrzebne jest zrozumienie, co i dlaczego ją blokuje i zmierzenie się z tymi faktami. Tymczasem ona zatrzymała się na stwierdzeniu, że ona chce ten związek rozwijać stopniowo, powoli i w swoim tempie. I wszystko byłoby cudnie, tyle że Tobie to tempo nie odpowiada. Ale zamiast postawić sprawę jasno - wóz albo przewóz, albo jesteśmy w związku i nie mamy się z czego tłumaczyć współlokatorkom, albo mamy jakąś pseudozwiązkową gimnastykę i musimy się zastanawiać, czy aby spotkanie 2 dni pod rząd nie wzbudzi zainteresowania koleżanek - Ty czekasz na gwiazdkę z nieba i jakąś cudowną poprawę sytuacji.
Jacenty89 napisał/a:Kolejna aktualizacja:
Mieliśmy się widzieć dzisiaj po 18 u niej, przed chwilą dostałem sms: Dzisiaj nie przyjeżdżaj, bo nie chce mi się sprzątać, zresztą dziewczyny już za bardzo o Ciebie wypytują bo często się u mnie widzimy, a nie chce im nic tłumaczyć, trochę wiedzą i to powinno wystarczyć więc albo u Ciebie albo w niedzielę.Jacenty,
tak szczerze: nie czujesz się naprawdę ani trochę urażony takim tekstem?
Gdybym się nie czuł to bym go tu nie wrzucał.
Jacenty89 napisał/a:ruda102 napisał/a:Niby z czego ona ma się tłumaczyć? Z tego co rozumiem jej współlokatorki wiedzą, że jesteś jej facetem.
Ona ewidentnie izoluje Cię od swojego życia i jeśli jakkolwiek rozwija ten związek, to w jakiejś bańce izolacyjnej, w której jesteście tylko wy. Prędzej czy później to się rypnie.
A wtedy będzie zaskoczenie, bo ty tę bańkę łyknąłeś już dawno. Cóż, trzeba pewne rzeczy poczuć na własnej skórze.
Uff myślałem że już to ja zwariowałem. Cieszę się że ktoś myśli podobnie jak ja.
Nie do końca myślimy tak samo.
Ja myślę, że ta dziewczyna jest w związku jedną nogą - i że nie zmieni tego żadna ilość dogadywania się i kompromisów . Zmienić to może wyłącznie ona i jej refleksja, że jednak chce być w związku na 100%. Ale do tego najpierw potrzebne jest zrozumienie, co i dlaczego ją blokuje i zmierzenie się z tymi faktami. Tymczasem ona zatrzymała się na stwierdzeniu, że ona chce ten związek rozwijać stopniowo, powoli i w swoim tempie. I wszystko byłoby cudnie, tyle że Tobie to tempo nie odpowiada. Ale zamiast postawić sprawę jasno - wóz albo przewóz, albo jesteśmy w związku i nie mamy się z czego tłumaczyć współlokatorkom, albo mamy jakąś pseudozwiązkową gimnastykę i musimy się zastanawiać, czy aby spotkanie 2 dni pod rząd nie wzbudzi zainteresowania koleżanek - Ty czekasz na gwiazdkę z nieba i jakąś cudowną poprawę sytuacji.
Ja dałem sobie kilka dni temu czas mniej więcej do końca roku do obserwowania sytuacji i do tego czasu nie będę raczej podejmował żadnych konkretnych kroków.
I w ten sposób sam się zapędzasz w kozi róg. Bo pod koniec roku, jak będziesz miał dalsze uwagi, to ona Ci powie - moim zdaniem całkiem słusznie - że o co masz nagle pretensje, skoro renegocjowaliście i zachowywałeś się, jakby Ci nowe warunki w pełni odpowiadały. Jak bym była na jej miejscu, to bym się nieźle wkurzyła, bo zamiast rozwiązywać problemy na bieżąco Ty czekasz, aż nazbiera Ci się pretensji pod jej adresem i wtedy możesz jej powiedzieć, że z tym czy tamtym ty się czujesz źle i np. przykro Ci było, jak się wykręcała od spotkania w mikołajki. Tylko co ona będzie mogła z tym zrobić za parę tygodni? Tylko się pokajać. Serio, zaczynam mieć wrażenie, że Ciebie jakoś rajcuje, że ona ma Cię przepraszać, a w międzyczasie Ty się możesz żalić, bo nic nie robisz, by realnie i na bieżąco porawiać sytuację.
Moim zdaniem odkładanie rozwiązania sedna problemu w czasie niczego Ci nie da, bo już na tym etapie masz wszystkie informacje potrzebne do oceny, czy Ci ten związek odpowiada, czy nie. Zrozumiałabym, jakbyś nie chciał sobie i jej psuć świąt i Sylwestra potencjalnym rozstaniem. Ale tłumaczenie się "obserwacją" to jest dla mnie po prostu chowanie głowy w piasek i liczenie, że tę sytuację da się jakoś przeczekać.
ruda102, chapeau bas! ![]()
248 2016-12-06 20:23:10 Ostatnio edytowany przez Mamidełko (2016-12-06 20:25:29)
Naprędce napisał/a:Mamidełko napisał/a:Kwestia rezygnacji ze schematu w tym co napisałam to jest właśnie przegrana, ale oczywiście nie chodzi o to, że przegrałeś. Przegrana w tym przypadku polega na tym, że ponosisz koszty związane ze zmianą tego schematu, na przykład podświadomy strach.
Przecież on ten "stracho-schemat" wyniósł z przeszlości i przerzucił go na dziewczynę, która nie jest w żaden sposób odpowiedzialna za jego powstanie i ma prawo oczekiwać, że on podejdzie do związku z nią pozbawiony jakiegokolwiek negatywnego bagażu z poprzednich związków. Tymczasem ponosiła tego konsekwencje i to, oprócz tego że nie jest fair, mogło rzutować z kolei na jej zaangażowanie (i w efekcje na cały związek).
Przezwyciężenie tego "strachu" to raczej zysk, a nie strata. I to zarówno dla związku, jak i dla niego.Zdecydowanie zgadzam się z tym ostatnim zdaniem, o to mi właśnie chodziło.
Okej, jak tam chcecie, nie zabraniam nikomu robić kompromisów, to, że mnie nie leżą nie znaczy, że nie mogą się gdzieś sprawdzić ![]()
W kwestii smsa.. Wymówkę o sprzątaniu rozumiem doskonale, tego nie cierpię prawie tak samo jak kompromisów
Ale koleżankom to ona może po prostu powiedzieć, że na razie nie chce rozmawiać. Nie ma problemu, żeby Tobie ograniczać spotkania weekendowe, to na pewno sobie z koleżankami poradzi. Tego bym nie kupiła za żadne skarby. Czy ona w innych sprawach też ma skłonności do zmieniania zdania co chwilę?
edit: no tak, Ruda w punkt ![]()
Jacuś, tu nie ma co czekać, tu działać trzeba ![]()
Dla mnie to wygląda na zwyczajne podchody partyzanckie. Wybadanie terenu "wroga" i na ile ten "wróg" będzie skłonny "zejść mi z drogi (czyt. mam to w d*pie i rób co chcesz)" lub "daj mi jasny sygnał, że to moje i nie ruszaj (czyt. wykaż się człowieku teraz ty)".
Sesemesa ja rozumiem tak:
"Dzisiaj nie przyjeżdżaj, bo nie chce mi się sprzątać" - nie wierzę w to, że ma taki syf w pokoju... toż to kobieta ![]()
"dziewczyny już za bardzo o Ciebie wypytują" - coś w stylu, "jaki on jest", "czy to ten", "z nim będziesz mieć dzieci" itp itd... A ją to zaczyna drażnić bo sama nie wie. Jakby wiedziała to by opowiadała 24h na dobę o tym, że koleżanki same by tym rzygały.
"bo często się u mnie widzimy" - O, tu jest pies pogrzebany. Więc może by tak zmienić scenerię? Jak nie u ciebie to może np odpisać "jadłaś już coś? Bo mi kiszki marsza grają, pizza na mieście?" - albo kabanosy, co kto tam lubi.
"a nie chce im nic tłumaczyć, trochę wiedzą i to powinno wystarczyć" - słowo klucz: NIC. Trochę się pałętam po tej ziemi i u kobiet nie ma "nic". Zawsze jest coś. Coś do pogadania, obgadania, obsmarowania, powspominania, pofantazjowania. "Nic" w ustach kobiety to zło. A co wiedzą? A no to, że nic nie wiedzą bo "wybranka" smaczki zachowuje dla siebie... albo smaczków w ogóle nie ma to i o czym gadać nie ma ![]()
"więc albo u Ciebie albo w niedzielę" - dzisiaj mamy wtorek... wiesz ile jest do niedzieli? Zestarzeć się idzie
No chyba nie ma co opisywać co o tym myślę ![]()
Jacuś, więc jeżeli będziesz "czekał i nic nie robił tylko obserwował" - to padnie. Jeżeli zadziałasz i "potrząśniesz" (nie piszę tu o rękoczynach, żeby mnie kto nie posądził o jakieś damskobokserstwo, tfu!) kobietą - może wygrasz. Ona czeka na twój ruch. Zdecydowany ruch. Męski ruch, który ją porwie od tych koleżanek ![]()
Jacuś, tu nie ma co czekać, tu działać trzeba
Dla mnie to wygląda na zwyczajne podchody partyzanckie. Wybadanie terenu "wroga" i na ile ten "wróg" będzie skłonny "zejść mi z drogi (czyt. mam to w d*pie i rób co chcesz)" lub "daj mi jasny sygnał, że to moje i nie ruszaj (czyt. wykaż się człowieku teraz ty)".
Sesemesa ja rozumiem tak:
"Dzisiaj nie przyjeżdżaj, bo nie chce mi się sprzątać" - nie wierzę w to, że ma taki syf w pokoju... toż to kobieta
"dziewczyny już za bardzo o Ciebie wypytują" - coś w stylu, "jaki on jest", "czy to ten", "z nim będziesz mieć dzieci" itp itd... A ją to zaczyna drażnić bo sama nie wie. Jakby wiedziała to by opowiadała 24h na dobę o tym, że koleżanki same by tym rzygały.
"bo często się u mnie widzimy" - O, tu jest pies pogrzebany. Więc może by tak zmienić scenerię? Jak nie u ciebie to może np odpisać "jadłaś już coś? Bo mi kiszki marsza grają, pizza na mieście?" - albo kabanosy, co kto tam lubi.
"a nie chce im nic tłumaczyć, trochę wiedzą i to powinno wystarczyć" - słowo klucz: NIC. Trochę się pałętam po tej ziemi i u kobiet nie ma "nic". Zawsze jest coś. Coś do pogadania, obgadania, obsmarowania, powspominania, pofantazjowania. "Nic" w ustach kobiety to zło. A co wiedzą? A no to, że nic nie wiedzą bo "wybranka" smaczki zachowuje dla siebie... albo smaczków w ogóle nie ma to i o czym gadać nie ma
"więc albo u Ciebie albo w niedzielę" - dzisiaj mamy wtorek... wiesz ile jest do niedzieli? Zestarzeć się idzie
No chyba nie ma co opisywać co o tym myślę
Jacuś, więc jeżeli będziesz "czekał i nic nie robił tylko obserwował" - to padnie. Jeżeli zadziałasz i "potrząśniesz" (nie piszę tu o rękoczynach, żeby mnie kto nie posądził o jakieś damskobokserstwo, tfu!) kobietą - może wygrasz. Ona czeka na twój ruch. Zdecydowany ruch. Męski ruch, który ją porwie od tych koleżanek
No Harvey niestety w kwestii spotkań mam ograniczone pole manewru. Ona w tygodniu po pracy już nic nie je. Co do niedzieli to poprostu ustaliliśmy na wtedy spotkanie następne. Jutro uznaliśmy że prawie codziennie 5 dni pod rząd to za dużo, w czwartek ona ma wolontariat, siłownia a ja trochę dłużej pracuje, a od piątku jest siostra. Ty mi powiedz o jaki ruch chodzi, bo teraz mi myślenie nie idzie.
No Harvey niestety w kwestii spotkań mam ograniczone pole manewru. Ona w tygodniu po pracy już nic nie je. Co do niedzieli to poprostu ustaliliśmy na wtedy spotkanie następne. Jutro uznaliśmy że prawie codziennie 5 dni pod rząd to za dużo, w czwartek ona ma wolontariat, siłownia a ja trochę dłużej pracuje, a od piątku jest siostra. Ty mi powiedz o jaki ruch chodzi, bo teraz mi myślenie nie idzie.
Jak to, nic nie je? Olaboga... głodzi się
No wee nakarm ją, przygotuj jakąś kolację albo coś
- to tak żartem
... ale z kolacją to nie ![]()
Powiedz mi ty jedną rzecz... o 20 lub 21 godzinie spotkać się na "godzinkę" jest wam tak trudno?
Spotykać się... nawet codziennie jest wam tak trudno? Bo, co? Za dużo? Musicie "to" sobie dawkować?
A co będzie jak zamieszkacie razem i będziecie się widzieć CODZIENNIE po pracy... to wam tak trudno?
Widzisz... ja tu widzę jeden problem. Ani Ona ani Ty nie "popłynęliście". I to tak trochę na siłę jest. Przekalkulowane, przekombinowane, przemyślane, przeksięgowane. Nie ma tego "flow"... tylko się teraz zastanawiam... kto zabił "flow" ![]()
Jacenty89 napisał/a:No Harvey niestety w kwestii spotkań mam ograniczone pole manewru. Ona w tygodniu po pracy już nic nie je. Co do niedzieli to poprostu ustaliliśmy na wtedy spotkanie następne. Jutro uznaliśmy że prawie codziennie 5 dni pod rząd to za dużo, w czwartek ona ma wolontariat, siłownia a ja trochę dłużej pracuje, a od piątku jest siostra. Ty mi powiedz o jaki ruch chodzi, bo teraz mi myślenie nie idzie.
Jak to, nic nie je? Olaboga... głodzi się
No wee nakarm ją, przygotuj jakąś kolację albo coś
- to tak żartem
... ale z kolacją to nie
Powiedz mi ty jedną rzecz... o 20 lub 21 godzinie spotkać się na "godzinkę" jest wam tak trudno?
Spotykać się... nawet codziennie jest wam tak trudno? Bo, co? Za dużo? Musicie "to" sobie dawkować?
A co będzie jak zamieszkacie razem i będziecie się widzieć CODZIENNIE po pracy... to wam tak trudno?
Widzisz... ja tu widzę jeden problem. Ani Ona ani Ty nie "popłynęliście". I to tak trochę na siłę jest. Przekalkulowane, przekombinowane, przemyślane, przeksięgowane. Nie ma tego "flow"... tylko się teraz zastanawiam... kto zabił "flow"
No nie je serio, je obiad w pracy , a jak wraca to tylko jakieś owoce itp Nie je wogóle kolacji, co innego sobota, niedziela wtedy sobie to wszystko odbija z jedzeniem.
Niestety trudno bo oboje jesteśmy po pracy w domu po 17, a wycieczka od jednego do drugiego to w dwie strony najbiedniej poltorej godziny (autobus w jedną stronę bez korków co się nie zdarza jedzie 30 minut). Codziennie w tygodniu mamy realnie z 4-5 godzin na wszystko w to wchodzi zrobienie zakupów, przygotowanie obiadu do pracy na następny dzień, sprzątanie etc. Z środą jest tak, że nam wygodnie było wcisnąć tam coś (ona karaoke z dziewczynami, ja mecz z chłopakami), bo mieliśmy i tak spotkać się w piątek, oczywiście w piątek jednak wcisnęła się siostra (bo już jakiś czas temu jej obiecała szukanie sukienki na studniówkę), więc została niedziela.
Popłynęliśmy i nadal zdarza nam się popłynąć, ale czasem wpadamy w kanał.
Jacenty89 napisał/a:Naprędce napisał/a:Przecież on ten "stracho-schemat" wyniósł z przeszlości i przerzucił go na dziewczynę, która nie jest w żaden sposób odpowiedzialna za jego powstanie i ma prawo oczekiwać, że on podejdzie do związku z nią pozbawiony jakiegokolwiek negatywnego bagażu z poprzednich związków. Tymczasem ponosiła tego konsekwencje i to, oprócz tego że nie jest fair, mogło rzutować z kolei na jej zaangażowanie (i w efekcje na cały związek).
Przezwyciężenie tego "strachu" to raczej zysk, a nie strata. I to zarówno dla związku, jak i dla niego.Zdecydowanie zgadzam się z tym ostatnim zdaniem, o to mi właśnie chodziło.
Okej, jak tam chcecie, nie zabraniam nikomu robić kompromisów, to, że mnie nie leżą nie znaczy, że nie mogą się gdzieś sprawdzić
W kwestii smsa.. Wymówkę o sprzątaniu rozumiem doskonale, tego nie cierpię prawie tak samo jak kompromisów
Ale koleżankom to ona może po prostu powiedzieć, że na razie nie chce rozmawiać. Nie ma problemu, żeby Tobie ograniczać spotkania weekendowe, to na pewno sobie z koleżankami poradzi. Tego bym nie kupiła za żadne skarby. Czy ona w innych sprawach też ma skłonności do zmieniania zdania co chwilę?
edit: no tak, Ruda w punkt
No właśnie poza emocjami, życiem uczuciowym jest bardzo konkretna, a tu często odwrotnie i tak podobno zawsze miała.
I w ten sposób sam się zapędzasz w kozi róg. Bo pod koniec roku, jak będziesz miał dalsze uwagi, to ona Ci powie - moim zdaniem całkiem słusznie - że o co masz nagle pretensje, skoro renegocjowaliście i zachowywałeś się, jakby Ci nowe warunki w pełni odpowiadały. Jak bym była na jej miejscu, to bym się nieźle wkurzyła, bo zamiast rozwiązywać problemy na bieżąco Ty czekasz, aż nazbiera Ci się pretensji pod jej adresem i wtedy możesz jej powiedzieć, że z tym czy tamtym ty się czujesz źle i np. przykro Ci było, jak się wykręcała od spotkania w mikołajki. Tylko co ona będzie mogła z tym zrobić za parę tygodni? Tylko się pokajać. Serio, zaczynam mieć wrażenie, że Ciebie jakoś rajcuje, że ona ma Cię przepraszać, a w międzyczasie Ty się możesz żalić, bo nic nie robisz, by realnie i na bieżąco porawiać sytuację.
Moim zdaniem odkładanie rozwiązania sedna problemu w czasie niczego Ci nie da, bo już na tym etapie masz wszystkie informacje potrzebne do oceny, czy Ci ten związek odpowiada, czy nie. Zrozumiałabym, jakbyś nie chciał sobie i jej psuć świąt i Sylwestra potencjalnym rozstaniem. Ale tłumaczenie się "obserwacją" to jest dla mnie po prostu chowanie głowy w piasek i liczenie, że tę sytuację da się jakoś przeczekać.
Ale ja rozwiązuje problemy na bieżąco, mi chodziło wyłącznie o jakieś decyzje ostateczne typu rozstanie, do tego trzeba być pewnym, że się nie popełnia błędu, a na to potrzebuje czasu.
uwielbiam ten wątek ![]()
czyta się jak powieść szpiegowska ![]()
A mnie się to raczej kojarzy z telenowelą (niekoniecznie brazylijską) ![]()
Jacenty, to rozumiem, że powiedziałeś już dziewczynie, że jej tłumaczenia związane z odwołaniem spotkania u niej w domu są słabe (sprzątanie ok. - dziewczyny też potrafią mieć bajzel) i że nie masz pojęcia, z czego ona ma się współlokatorkom tłumaczyć. Może im wszak powiedzieć, że nie ma ochoty na rozkminianie z nimi waszego związku.
A mnie się to raczej kojarzy z telenowelą (niekoniecznie brazylijską)
Jacenty, to rozumiem, że powiedziałeś już dziewczynie, że jej tłumaczenia związane z odwołaniem spotkania u niej w domu są słabe (sprzątanie ok. - dziewczyny też potrafią mieć bajzel) i że nie masz pojęcia, z czego ona ma się współlokatorkom tłumaczyć. Może im wszak powiedzieć, że nie ma ochoty na rozkminianie z nimi waszego związku.
Taaak, zgadza się. Twierdzi, że z dziewczynami to było tak półżartem, półserio i zbyt poważnie do tego podszedłem. Ze sprzątaniem jest tak, że ona dosyć pedantcznie podchodzi do wszystkich wizyt. Generalnie chodziło jej o spotkanie u mnie.
uwielbiam ten wątek
czyta się jak powieść szpiegowska
Może czas wydać książkę ;-) ?
259 2016-12-06 21:51:46 Ostatnio edytowany przez Harvey (2016-12-06 21:53:09)
ruda102 napisał/a:A mnie się to raczej kojarzy z telenowelą (niekoniecznie brazylijską)
Jacenty, to rozumiem, że powiedziałeś już dziewczynie, że jej tłumaczenia związane z odwołaniem spotkania u niej w domu są słabe (sprzątanie ok. - dziewczyny też potrafią mieć bajzel) i że nie masz pojęcia, z czego ona ma się współlokatorkom tłumaczyć. Może im wszak powiedzieć, że nie ma ochoty na rozkminianie z nimi waszego związku.
Taaak, zgadza się. Twierdzi, że z dziewczynami to było tak półżartem, półserio i zbyt poważnie do tego podszedłem. Ze sprzątaniem jest tak, że ona dosyć pedantcznie podchodzi do wszystkich wizyt. Generalnie chodziło jej o spotkanie u mnie.
I wyszlo na moje ![]()
Jacus, skoro problemem sa dojazdy bo to strata czasu... to nie uwazasz, by po 4 miesiacach zwiazku "zaprosic" dziewczyne na noc? (Edit: do siebie)
Zabierasz sie jak pies do jeza majac oczywiste sygnaly - a mianowicie "wez ze przejmij inicjatywe, bo mnie zaraz cos strzeli" ... pomyslala twoja luba ![]()
_v_ napisał/a:uwielbiam ten wątek
czyta się jak powieść szpiegowska
Może czas wydać książkę ;-) ?
Czyli nie spotkaliście się skoro siedzisz na forum ?