Cyngli napisał/a:Błagam Cię, tylko się na mnie nie pogniewaj za to, co Ci teraz napiszę...
Twój mąż to bezwolna ciota. Każdy może nim dyrygować, wydawać polecenia, bo on ma uległy charakter. To wyjaśnia, dlaczego nie zareagował, gdy jego ojciec Cię uderzył.
Wiem, to okropne, ale zapewne sam robi w majtki ze strachu przed swoim ojcem, nauczył się, że ojca się słucha i tyle (wiem, chore).
Z drugiej strony jest dobry, wrażliwy, spokojny. Nie baluje, zajmuje się dziećmi i pomaga w domu. Coś za coś.
Zastanów się, czy Tobie to odpowiada. Jeśli tak, to musisz się pogodzić, że on NIGDY nie stanie między Tobą i jego rodzicami. Nie będzie Cię bronił - bo jest za słaby, ceni sobie święty spokój i woli stać z boku. Za to będzie świetnym ojcem, pomocny w domu. Musisz wybrać. Zostajesz i doceniasz to, co masz - albo odchodzisz.
Bo on się nie zmieni.
Miałam podobna sytuację w swojej rodzinie. U mnie główną stroną atakującą był teść, atakował zarówno mnie jak i nasze dzieci, teściowa nie była tak jawnie agresywna, ona działała podstępnie. Mąż nigdy nie stanął w naszej obronie, zachowywał się jak twój mąż Samotna w małżeństwie. Wspaniały mąż i ojciec pod warunkiem, że nie poruszałam tematu jego rodziny. Bolało mnie ich zachowanie, bo to nie tylko o ich stosunek do mnie mi chodziło, ale również o dzieci. One nie były traktowane tak jak dziadkowie powinni traktować swoje wnuki. Tez miałam problem co robić, bo to była taka huśtawka, bo z jednej strony niby dobry mąż i taki opiekuńczy przed obcymi, a z drugiej strony wystawiał nas na docinki, wyzwiska itp. swoich rodziców. Awantury w domu doprowadziły do tego, że mąż zaczął pić, miął usprawiedliwienie sam prze sobą, - byłem pijany i nic nie widziałem. Kiedyś na terapii dla współuzaleznionych omawiałam zachowanie męża i terapeutka poleciła mi zwrócić uwagę na relację męża z jego rodzina, maiłam robić notatki ze swoich spostrzeżeń. Obserwowałam go przez jakiś czas i robiłam notatki. I obserwując go doszłam do wniosku, że on nie robi tego z miłości do rodziców, on był od nich wspóluzależniony, widać to było (na co wcześniej nigdy nie zwróciłam uwagi) po sposobie poruszania się jego i jego rodzeństwa również w rodziców domu , głowa schowana w ramionach, pochyła postawa odpowiedzi na baczność. Wystarczyło,że komuś łyżka głośniej stuknęła o talerz, wszyscy zamierali w oczekiwaniu na atak i ten atak następował, bo ojciec wodził oczami po wszystkich i tylko szukał przyczyny w kogo uderzyć. Przez całe swoje dzieciństwo i młodość słyszał jakim jest tępakiem (pozostałe rodzeństwo również), więc dla niego wyzwiska i zły sposób traktowania to był tak zwany chleb powszedni . Nie polegało to na tym, że oni stosowali kary fizyczne tam był terror psychiczny, pranie mózgów. Teściowie byli ludźmi z tak zwanego dobrego środowiska , ludzie na stanowiskach inni liczyli się z ich zdaniem, oni otrzymywali nagrody, mieli w środowisku różne przywileje. Czasami mąż w przypływie wspomnień opowiedział, że czasami próbował pożalić się babce, ale dostał tylko od niej ścierka po głowie, jak on może takich szanowanych ludzi oczerniać. Tak dzieciaki zakodowały w swojej głowie zasadę, że to co powie ojciec i matka to święte i przenieśli to na swoje dorosłe życie.
Uświadomienie sobie tej złej relacji panującej w rodzinie męża pomogło mi zrozumieć, że mój mąż nigdy nie będzie nas bronił przez swoimi rodzicami, bo on nie ma do tego siły, bo konflikt z rodzicami jest to dla niego nie do przebrnięcia. Sama musiałam zacząć bronić siebie i dzieci, doszło do zerwania stosunków (teść również podniósł na mnie rękę jednak powstrzymał się przed samym uderzeniem) z teściami i od lat nie mamy z sobą kontaktu. Mąż musiał pogodzić się z tym, że on do nich jeździ, kiedy chce i na ile chce (w to nie ingeruje), ale sam. Ja przyjęłam zasadę o teściach nie rozmawiam z mężem, a jego traktuje jak by był najcudowniejszym mężem na świecie i muszę przyznać, że on takim się po prostu stawał z czasem. Rodziców swoich zaczął odwiedzać coraz rzadziej i przebywał tam co raz krócej.
Samotna w małżeństwie zastanów się czy Twój mąż nie miał podobnej sytuacji w relacjach ze swoimi rodzicami, czy nie dopadło go coś na kształt syndromu sztokholmskiego, jeżeli tak to tylko terapia pozwoliła by mu uwolnić się z pod ich negatywnych wpływów, ale na to on by musiał mieć silna potrzebę psychiczną (co raczej przy takim uzależnieniu od rodziców nie jest możliwe). To ty musisz zdecydować, czy warto utrzymać wasze małżeństwo (piszesz, że na co dzień jest bardzo dobrym mężem i ojcem), jeżeli podejmiesz decyzje na tak to tak jak pisze Cyngli musisz pogodzić się z tym, że on nie stanie w twojej obronie na przeciwko swojej rodzinie. To ty musisz rozdzielić u niego te dwa światy, w jednym Ty i dzieci w drugim on i jego rodzina i nigdy nie dopuścić do tego aby one się zeszły.
Pamiętaj, że im nie zależy na jego dobru (bo nigdy nie rozbijali by mu rodziny) oni chcą postawić na swoim i rozbić waszą rodzinę po to aby mu udowodnić, że z niego jest taki fajtłapa, co to nawet żony nie umiał sobie porządnej znaleźć. Zastanów się czy w ich atakach na ciebie to na pewno chodzi o ciebie, a nie o niego? Moi teściowie jawnie rozpijali swojego syna wiedząc, że mam traumę związaną z nadużywaniem alkoholu i wydaje mi się , ze to nie o mnie im chodziło to chodziło im o męża. To w niego był pośrednio skierowany atak (uciekł z domu jak tylko skończył 18 lat), to miała być kara za niesubordynację. On miał zostać sam, na zasadzie "widzisz, że nic nie wart jesteś, nawet rodzina cię opuściła" kiedy sobie to uświadomiłam to cała złość mi na niego wyparowała, bo zrozumiałam ze jemu potrzeba pomóc, nie atakować. Zanim jednak zrozumiałam to to sporo lat upłynęło, dlatego pisze teraz to do ciebie, przeanalizuj swoja sytuację bo może warto utrzymać waszą rodzinę w całości tylko zasada żadnych twoich kontaktów się z teściami. Mężowi pokazać , że w waszym domu ma ciepło i miłość, potwierdzać mu ze jest wspaniałym mężem i ojcem, niech poczuje się doceniony, a może sam odsunie się od toksycznych rodziców.
Przepraszam za taki długi tekst 