Rozwód - koniec mojego świata - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód - koniec mojego świata

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

Temat: Rozwód - koniec mojego świata

Witam.
Bardzo lubię podczytywać  to forum, ale nie spodziewałam się, że problem rozwodu dotknie także mnie. Miałam nadzieję, że wszystko się w końcu ułoży. Nie zrobiłam jednak tego, co do tej pory - nie poszłam przeprosić, bo uznałam , że nie mam za co.
Jutro moje urodziny, dzieci nie mogą się doczekać, szykują niespodzianki, a ja chciałabym umrzeć. jestem za słaba psychicznie, by przejść przez to piekło sama, a nie mam nikogo, na kogo mogłabym liczyć. M. jest prawnikiem. Boję się zderzenia z tamtym światem, dla mnie tak samo obcym, jak M. I choć czuję, że racja jest po mojej stronie, to wiem też, jak bardzo nieprzewidywalne potrafią być wyroki.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Nie umieraj także dla dzieci to nie wyjście uwierz tak jak u mnie i innych zdradzonych czas leczy rany.

3

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Diament Twój post jest bardzo ogólny. Ciężko wywnioskować, co się stało. Mam tylko jedną refleksję: "...nie poszłam przeprosić...". Może nie poszłaś, bo w końcu uznałaś, że nie watro i nie masz powodu?. Że nie musisz się kajać z nie swojej winy? Rozwód to nie koniec świata. Czasami to dopiero początek lepszego życia.

Wszystkiego najlepszego Ci życzę z okazji urodzin i nie tylko - przede wszystkim stabilizacji wewnętrznej. Bądź silna. Dla siebie i dzieci.

4

Odp: Rozwód - koniec mojego świata
talerz123 napisał/a:

Diament Twój post jest bardzo ogólny. Ciężko wywnioskować, co się stało. Mam tylko jedną refleksję: "...nie poszłam przeprosić...". Może nie poszłaś, bo w końcu uznałaś, że nie watro i nie masz powodu?. Że nie musisz się kajać z nie swojej winy? Rozwód to nie koniec świata. Czasami to dopiero początek lepszego życia.

Wszystkiego najlepszego Ci życzę z okazji urodzin i nie tylko - przede wszystkim stabilizacji wewnętrznej. Bądź silna. Dla siebie i dzieci.

Dobry wpis, lajkuję tu!

Diament, za krótki wpis, by się rozpisać. Często strach ma wielkie oczy. Gdy go przełamiemy możemy zobaczyć co po drugiej stronie. I nie musi być gorzej wink.

5

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Dasz rade. Jak powtarza moja kolezanka: kto jak nie my?

Musisz byc silna dla dzieci - one bardzo Cie potrzebuja.

Wszystko sie jakos ulozy. Daj sobie czas na ogarniecie wszystkiego I jak zawsze powtarzam w takich sytuacjach - nie podejmuj pochopnych krokow. Czasem czas/los jest najlepszym doradca.

6

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Dopiero dziś odebrałam pismo z poczty, więc poznałam szczegóły pozwu.
Jesteśmy 13 lat po ślubie, dzieci w wieku 8 i 5 lat. On jest prawnikiem, wzięliśmy ślub tuż po zakończeniu moich studiów. Trochę pracowałam, ale gdy miało przyjść na świat starsze dziecko, zrezygnowałam z pracy, zajęłam się dziećmi na 7 lat, w międzyczasie budowaliśmy dom, przeprowadzka. Do pracy wróciłam rok temu.
M. jest osobą bardzo małomówną, bo "w pracy się nagada", tzn. ja zawsze byłam dla niego zbyt nudna, by ze mną rozmawiać, lecz gdy tylko nadarzyła się okazja, robił się strasznie rozmowny ale wobec innych. No cóż, jestem nudziarą :-(
Gdy przeprowadziliśmy się do nowego domu, jedyną osobą z którą mogłam porozmawiać, była niania, która pomagała mi przy dzieciach, bo jego ciągle nie było w domu, wracał  późno, dużo pracował, rzadko mówił, o której wróci, a nawet jeśli, to spóźniał się. Wpadłam w depresję. K****, tak to jest jak człowiek nawet nie ma do kogo ust otworzyć. I o wszystko pytać, pytać, pytać, bo jaśnie pan nie raczy nic od siebie powiedzieć.
Starałam się bardzo dla dzieci, chciałam być dla nich najlepszą mamą pod słońcem - ale z czasem to się zmieniło. Urządzanie domu, ogród, alergie dzieci, mój chory tata i z czasem coraz bardziej, coraz częściej powierzałam opiekę nad dziećmi jemu. A on potrafi bawić się z dziećmi i tym zdobył ich serce. Kochają go bardzo - za to, że je rozpieszcza - gry na komputerze, na telefonie, teraz zwierzątko - króliczek. Czuję się tak, jakbym to ja była ta od wychowywania i wymagania - lekcje, sprzątanie, ciągle czegoś od nich chcę. Aż w końcu zabrał je w góry na tydzień, starsze miało skończone 6 lat, młodsze niespełna 4. Zrobił to wbrew mnie, uważałam, że małe jest zbyt małe na taki wyjazd beze mnie. Tam opiekę zlecał opiekunkom, żeby sam mógł pojeździć na nartach.
Gdy rozpoczęłam pracę nawet nie chciałam mu powiedzieć, gdzie pracuję. W końcu ja też nic o nim nie wiem - nie wiem, jakie sprawy i dla kogo prowadzi, mamy oddzielne konta, więc nawet nie wiem, ile zarabia, wszelkie opłaty ponosi on, więc tylko mniej więcej wiem, ile kosztuje utrzymanie domu. w końcu wymogłam na nim, żeby wpłacał mi na konto pieniądze, bo to ja zajmowałam się zakupami do domu, dla dzieci.
W łóżku od zawsze było beznadziejnie, nawet nie wiem, co to seks - przepraszał, obarczał winą mnie, w końcu poszedł z problemem do lekarza, było ciut lepiej i... umarło śmiercią naturalną.
W pozwie obwinia mnie o to, że dla mnie zrezygnował z życia towarzyskiego - choć kiedyś mówił mi, że jest domatorem. w weekendy nie chciał jechać do kina z dziećmi, bo musiałby jechać tą samą drogą, co do pracy.
W tegoroczne wakacje zabrałam sama dzieci i wyjechałam na 2 tygodnie. Potem on na tydzień do swoich rodziców i jeszcze na 10 dni. Chciałam, żeby dzieci miały jak najdłuższe wakacje, jak najmniej siedziały w domu z nianią - też źle, bo nie pojechaliśmy razem. Chyba dlatego, że nie zabrałam go ze sobą.
No i mam pozew o rozwód bez orzekania o winie, mam mieć zasądzone kwoty na dzieci, bo dzieci mają być zawsze tam, gdzie będą zamieszkiwać dzieci - szkoda tylko, że to on pyta je które ubrania są czyje, bo ciągle myli i starsze potrafi ubrać w ciuchy młodszego - za krótkie rękawy, nogawki itp., ale on tego nie widzi. Nie ma też za grosz pedagogicznego podejścia, nie potrafi przekazywać swojej wiedzy. Nigdy nie opowiadał im o swojej pracy, gdzie pracuje, czym się zajmuje, choć dzieci powinny takie rzeczy wiedzieć. Poniekąd z tego powodu poszłam do pracy, żeby móc im opowiadać o tym, co w tej pracy robię.
Mój ogromny błąd wychowawczy polega na tym, że dużo krzyczę, by wyrzucić z siebie tę złość - na niego, na dzieci, cała ta beznadziejna sytuacja naszego wspólnego życia bardzo mnie wkurza,  pełna niedomówień, bo nie zapytałam, bo nie powiedział, bo się nie domyślił itp. i dlatego czuję się zrezygnowana. Moje życie rodzinne się wali, choć marzyłam, by być dobrą żoną, mamą, gotową do poświęceń. Nie udało się. Szkoda mi dzieci, żal mi siebie, nie wiem, co robić dalej. Mogę mieszkać w domu, obok M., z dziećmi, ale wiem, że to, co mamy jest głównie jego dobytkiem a nie moim. Ja wykonałam pracę rodzicielki, opiekunki gdy dzieci chorowały, projektantki domu i ogrodu. On sobie dalej poradzi sam. ja mogę out.
Nie wiem, czy znajdę w sobie siłę, by dalej walczyć. Rzeczywiście jestem raczej typem aspołecznym, nie ciągnie mnie za bardzo do ludzi. Dla dzieci chciałabym to zmienić -  zapraszać do domu znajomych, ich kolegów, koleżanki, ale kto czułby się dobrze w takim domu jak nasz, w którym brakuje uczuć - tych najcieplejszych, gdzie wszyscy są dla wszystkich mili, pomocni.
Znowu w życiu mi nie wyszło - przepraszam, że tak nudziłam, ale musiałam to z siebie wyrzucić.

7

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Nie jest tak zle. Masz prace masz srodki do zycia zeby dzieci wychowac. Mnie jak maz zostawial to w srodku mojej szkoly bylam wtedy bez pracy a on byl taka swinia ze chcial mnie zostawic bez srodkow do zycia i zlozyc pozew z orzekaniem o mojej winie bo tak mu kochanka kazala. Uratowalam wtedy to cos co dzisiaj nie mozna nawet nazwac malzenstwem. Na jedno to dobrze zrobilam bo przynajmniej dziecko z glodu nie umarlo ale na drugie to zastanawiam sie dzisiaj jak mozna zyc z kims takim kto chcial zrobic mi tyle swinstwa. Pewnie dobrze na tym wyjdziesz i poukladasz sobie zycie z kims badz sama.

8

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Dasz rade!! Nie jestes w najgorszej sytuacji.

Moze powinnas porozmawiac z psychologiem. Wiem, ze czasem to pomaga.
Ja tez bylam w sytuacji traumatycznej I doskonale rozumiem ten punkt o krzyczeniu. Jestes w traumie I masz problem z zachowaniem cierpliowosci I koncentracja. To typowe objawy.

Masz adwokata? Moze powinnas o tym pomyslec jesli Twoj maz jest prawnikiem. Tak dla czystego sumienia. Niech rzuci okiem na pozew. Musisz teraz "ugrac" dla siebie I dzieci jak najwiecej.

Zrob cos dla siebie... jakie SPA albo inna przyjemnosc. Idz do kina, na spacer. Wiem ze to pomaga:)
Musisz nabrac dystansu I odpoczac.

9

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Dziękuję za porady, niestety, tak trudno zachować spokój i zdrowe myślenie mając taką perspektywę przed sobą.

Z pracą nie jest tak wesoło, póki co jest, ale nie mam gwarancji jak długo jeszcze, bo jestem na zastępstwie.
Z pomocy psychologów korzystałam kilka razy, ale nie mam zbyt dobrych doświadczeń - może źle trafiałam, ale nie mam ochoty na kolejne tego typu spotkanie.
Jedynie szukam adwokata, bo bez fachowej pomocy będzie ciężko.

10

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

To w sumie dobrze, ze on podjal taka decyzje/
Nie ukladalo sie Wam.Chcialas trwac w tym malzenstwie ?
Alimenty na dzieci dostaniesz, i to pewnie nie najnizsze, skoro jest prawnikiem.
Prace utzymasz, a jak nie , to moze znajdziesz nowa.
Po co Ci adwokat, skoro rozwod ma byc bez orzekania o winie ?


      I tak na marginesie.
Wczoraj spotkalam dawno nie widziana znajoma.Pare lat temu rozwodzila sie z mezem.To znaczy, ze on rozwodzil sie z nia.Bo jej nie kocha, bo kogos poznal...
I co sie okazalp po latach ?Ona sobie swietnie radzi, znalazla super partnera, zyje pelnia zycia.
A on ?  Tula sie po babach.Z zadna mu nie wyszlo, mieszka w wynajetch mieszkaniach.
  Tak ze nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo.
Ty tez masz szanse na szczescie.A przy Twoim jeszcze mezu szczesliwa nie bylas.

11

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

No akurat z tym prawnikiem to bym uwazala. Znam przypadek dziewczyny ktora miala meza prawnika i tak ja wyrobil ze dostala tylko 400 zl alimentow na dziecko. Smiechu warte przy takich zarobkach zeby tyle placil na dziecko. No ale wlaczyl swoje znajomosci. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem jak facetowi nie wstyd jest ze placi jakies marne pieniadze na dziecko albo co gorsza wogole nie placi. Jak taki wyrzut spoleczny moze patrzec wogole swojemu dziecku w oczy? No ale taki to uwaza ze placi kobiecie nie dziecku. Palcem taki nie kiwa przy dziecku jeszcze go nie zamierza utrzymywac. W definicji alimentow jest tez napisana opieka nad dzieckiem. A w wiekszosci to tylko matka sprawuje opieke nad dzieckiem a tatus dobrze bawi sie z kochanka wydaje pieniadze na nia i co gorsza czasem tez na jej dzieci. Ma tak wyprany mozg ze wlasnego dziecka wogole nie zauwaza. Fajnie miec dziecko ale ja juz bym sie bala miec je z jakimkolwiek facetem jak taki pozna babe to nastepuje obrot o 180 stopni i czlowiek sie juz tylko zastanaia kim jest ten czlowiek co kiedys byl do rany przyloz i cieszyl sie ze mu sie dziecko urodzilo.Jak moge Ci cos doradzic to rozwiedz sie z nim poki jakas baba nim jeszcze nie rzadzi. Potem to on zrobi juz wszystko tylko to co mu jego dupodajka karze.

12

Odp: Rozwód - koniec mojego świata
eni.lij napisał/a:

No akurat z tym prawnikiem to bym uwazala. Znam przypadek dziewczyny ktora miala meza prawnika i tak ja wyrobil ze dostala tylko 400 zl alimentow na dziecko. Smiechu warte przy takich zarobkach zeby tyle placil na dziecko. No ale wlaczyl swoje znajomosci. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem jak facetowi nie wstyd jest ze placi jakies marne pieniadze na dziecko albo co gorsza wogole nie placi. Jak taki wyrzut spoleczny moze patrzec wogole swojemu dziecku w oczy? No ale taki to uwaza ze placi kobiecie nie dziecku. Palcem taki nie kiwa przy dziecku jeszcze go nie zamierza utrzymywac. W definicji alimentow jest tez napisana opieka nad dzieckiem. A w wiekszosci to tylko matka sprawuje opieke nad dzieckiem a tatus dobrze bawi sie z kochanka wydaje pieniadze na nia i co gorsza czasem tez na jej dzieci. Ma tak wyprany mozg ze wlasnego dziecka wogole nie zauwaza. Fajnie miec dziecko ale ja juz bym sie bala miec je z jakimkolwiek facetem jak taki pozna babe to nastepuje obrot o 180 stopni i czlowiek sie juz tylko zastanaia kim jest ten czlowiek co kiedys byl do rany przyloz i cieszyl sie ze mu sie dziecko urodzilo.Jak moge Ci cos doradzic to rozwiedz sie z nim poki jakas baba nim jeszcze nie rzadzi. Potem to on zrobi juz wszystko tylko to co mu jego dupodajka karze.

Zgadzam sie z Toba eni.lij.

Z moich obserwacji wynika, iz im lepiej "upasazony" facet tym bardziej oszczedza na alimentach.

Ja zawsze mowie, ze gdy dochodzi do rozpadu zwiazku to zaczyna sie walka na smierc I zycie. Facetom wlacza sie swego rodzaje "cwaniakowanie", sluchaja rad swoich wspanialyc I wszechwiedzacych kolegow,ktorzy jak z rekwa wala radami jak "wykonczyc" byla. Szkoda tylko ze przy okazji cierpia dzieci.

Uwazam, ze autorka watku powinna skonsultowac swoja sytuacje z adwokatem, ZWLASZCZA ze ma meza prawnika.

Chodzi o przyszlosc jej I jej dzieci. Dlaczego ma czekogolwiek im zabraknac a tatus bedzie zyl jak paczek w masle I w wielkiej laskawosci zabierze dzieci na lody w weekend.
My kobiety musimy byc silne I wiedziec czego chcemy...

13

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Diamencie, kończy się jedno życie, ale zaczyna nowe. Może się boisz, bo go nie znasz, ale uwierz, że nowe życie przyniesie Ci wiarę we własne siły, zobaczysz.

14

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Kasia Kicia jakbys przeczytala w myslach moja historie z tymi kolegami. Zniszczyl taki jeden z drugim nasza rodzine przez buntowanie a teraz cieszy sie ze ma swoja szczesliwa a komus dowalil. Sluchajcie panowie kolegow dobrze na tym wyjdziecie. Twoja historia to podobna troche do mojej z tym wybaczaniem. Moze Ty sobie to kiedys jakos w glowie poukladasz ale ja juz wiem ze nie dam rady. Piaty rok sie z tym zmagam i chocbym nie wiem jak sie starala sie oszukiwac to wiem ze nie wybacze nigdy. To wraca jak bumerang zrzera mnie od srodka i powoli zabija. Stracilam kupe zdrowia urody i calkowita wiare w ludzi przez niego .ile jeszcze wytrzymam? .nie wiem. Tez juz staram sie zyc dla siebie. Nauczylam sie swojej odrebnosci. Faceci mieli kiedys kupe szczescia ze mieli oddane zony . po zdradzie juz nigdy tego nie odzyskaja. A Ty drogi Diamecie skup sie na dzieciach masz 2 bardzo bliskie osobki ktore zawsze beda Twoje i dla nich zyj. Nie dla jakiegos faceta ktory dzis jest jutro go nie ma.

15

Odp: Rozwód - koniec mojego świata
diament.45 napisał/a:

Mój ogromny błąd wychowawczy polega na tym, że dużo krzyczę, by wyrzucić z siebie tę złość - na niego, na dzieci, cała ta beznadziejna sytuacja naszego wspólnego życia bardzo mnie wkurza,  pełna niedomówień, bo nie zapytałam, bo nie powiedział, bo się nie domyślił itp. i dlatego czuję się zrezygnowana. Moje życie rodzinne się wali, choć marzyłam, by być dobrą żoną, mamą, gotową do poświęceń. Nie udało się. Szkoda mi dzieci, żal mi siebie, nie wiem, co robić dalej. Mogę mieszkać w domu, obok M., z dziećmi, ale wiem, że to, co mamy jest głównie jego dobytkiem a nie moim. Ja wykonałam pracę rodzicielki, opiekunki gdy dzieci chorowały, projektantki domu i ogrodu. On sobie dalej poradzi sam. ja mogę out.


Strasznie przeraziło mnie to co napisałaś o sobie i swoim życiu sad. Związek powinien bazować na partnerstwie dwojga ludzi, wasz niestety bazował tylko na Tobie. Niby byliście razem, a tak naprawdę byłaś ze wszystkim sama. Czemu się dziwisz sobie, że Cię to przerosło? Ile mogłaś znieść tyle zniosłaś i teraz Twoje poczucie beznadziei wynika po prostu z bezsilności...

Naprawdę wolałabyś, żeby to wszystko dalej trwało? Ta fikcja, którą miałaś dookoła siebie?

Jesteś silną kobietą. Wytrzymałaś przecież w tym wszystkim tyle lat. Dasz więc radę jeszcze trochę. Czeka Cię rozwód, ale jestem pewna, że i lepsze życie po nim. Poradzisz sobie. Masz dzieciaki, dla których jesteś całym światem. Pokaż im, że można żyć inaczej. Pokaż im i sobie, że też potrafisz korzystać z życia i być szczęśliwą kobietą. Udowodnij jemu, że wszystko co zarzuca Tobie jest wyssane z palca.



diament.45 napisał/a:

Nie wiem, czy znajdę w sobie siłę, by dalej walczyć. Rzeczywiście jestem raczej typem aspołecznym, nie ciągnie mnie za bardzo do ludzi. Dla dzieci chciałabym to zmienić -  zapraszać do domu znajomych, ich kolegów, koleżanki, ale kto czułby się dobrze w takim domu jak nasz, w którym brakuje uczuć - tych najcieplejszych, gdzie wszyscy są dla wszystkich mili, pomocni.

Walcz. Jesteś stłamszona wiec i do ludzi cię nie ciągnie. Zacznij odbudowywać wiarę w siebie to i wróci wiara w innych ludzi. Sama piszesz, że w waszym domu brakuje podstawowych uczuć, ciepła. Takiego wzorca rodziny chcesz dla swoich dzieciaków?

diament.45 napisał/a:

Znowu w życiu mi nie wyszło - przepraszam, że tak nudziłam, ale musiałam to z siebie wyrzucić.

Nie wyszło, ale możesz to zmienić. Wyjdzie i Tobie. Daj sobie tylko szansę.

16

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

staram się wszystko sobie poukładać, jeszcze raz przemyśleć, by nie popełnić błędów, bo to będzie walka, gdzie nie będę mogła popełnić najmniejszego błędu. Jednym ze świadków ma być jego były wspólnik, który sam się rozwiódł i sprawę wygrał tak, że kilkuletnia córka jest z nim a nie z mamą. Wyobrażacie sobie, jak można dziecku i matce zrobić coś takiego? Tego obawiam się najbardziej, że stracę wszystko, co najbardziej kocham.
Faktem jest też, że M. ma wyjątkowo dobry kontakt z naszymi dziećmi, one go uwielbiają, bo naprawdę dużo czasu spędza z nimi na wygłupach. ja wolę im poczytać książki, zrobić coś konkretnego, nie potrafię wymyślać bzdurnych zabaw.
Póki co nie ma w jego życiu innej, a przynajmniej nic o tym nie wiem.

17 Ostatnio edytowany przez Kasia-Kicia (2016-09-23 13:09:21)

Odp: Rozwód - koniec mojego świata
diament.45 napisał/a:

staram się wszystko sobie poukładać, jeszcze raz przemyśleć, by nie popełnić błędów, bo to będzie walka, gdzie nie będę mogła popełnić najmniejszego błędu. Jednym ze świadków ma być jego były wspólnik, który sam się rozwiódł i sprawę wygrał tak, że kilkuletnia córka jest z nim a nie z mamą. Wyobrażacie sobie, jak można dziecku i matce zrobić coś takiego? Tego obawiam się najbardziej, że stracę wszystko, co najbardziej kocham.
Faktem jest też, że M. ma wyjątkowo dobry kontakt z naszymi dziećmi, one go uwielbiają, bo naprawdę dużo czasu spędza z nimi na wygłupach. ja wolę im poczytać książki, zrobić coś konkretnego, nie potrafię wymyślać bzdurnych zabaw.
Póki co nie ma w jego życiu innej, a przynajmniej nic o tym nie wiem.

Nie martw sie na zapas, ale masz racje musisz szykowac sie do wojny (parafrazujac rzymskie przyslowie).

Na lekkie pocieszenie 2 aspekty
1. Sady w Polsce bardzo niechetnie oddaja faktyczna opieke nad dziecmi ojcu. Zwykle jako standard jest "wpsolne sprawowanie opieki nad maloletnimi".
Oczywiscie, fakt ze Twoj maz jest prawnikiem I ma pewnie znajomosci bedzie mial pewen wplyw, ale Ty tez bedziesz miec adwokata.
Wspolnik meza jako swiadek bedzie przytaczal w sadzie tylko to, co usyszal z ust Twojego meza - czyli nie bedzie traktoway jak "naoczny" swiadek.
Zstanow sie na swoja lista swiadkow. Rodzina, sasiedzi, niania itp.
2. Nie uwazam (aczolwiek to moja opinie - nie znam twojego meza) ze bedzie marzyl o otrzymaniu opieki nad dziecmi. Po co mu "klopot". Dzieci marudza, bywaja chore o on duzo pracuje. Dla niego to uklad idealny - dzieci pod twoja opieka, a on weekendowy super tata - bo tak latwo.

Radze Ci najlepiej przy swiadkach powarzac u w kolko I a okraglo ze nigdy nie bedziesz ograniczac mu kontaktow z dziecmi bo uwazasz ze jest swietnym ojcem. Zeby nie mogl podniesc przed sadem zarzutu, ze bedziesz mu ograniczac kontakty z dziecmi.

I generalnie uwazaj co mowisz - to jest wojna - pamietaj. Slyszalam o wypadku zalozenia podsluchu w domu celem nagrywana wspolmalzonka przed rozwodem. Czytalam rowniez na tym forum historie kobiety, ktorej maz (w trakcie rozwodu) mial wglad do jej komutera I wydruki z jej pywatnych maili I czatow z przyjaciolmi przedstawil  sadzie jako dowod . Ze ona go niby oczerniai buntuje przeciw dzieciom.
Nie chc Cie straszyc - ale uwazac trzeba:)

18

Odp: Rozwód - koniec mojego świata
eni.lij napisał/a:

Nie jest tak zle. Masz prace masz srodki do zycia zeby dzieci wychowac. Mnie jak maz zostawial to w srodku mojej szkoly bylam wtedy bez pracy a on byl taka swinia ze chcial mnie zostawic bez srodkow do zycia i zlozyc pozew z orzekaniem o mojej winie bo tak mu kochanka kazala. Uratowalam wtedy to cos co dzisiaj nie mozna nawet nazwac malzenstwem. Na jedno to dobrze zrobilam bo przynajmniej dziecko z glodu nie umarlo ale na drugie to zastanawiam sie dzisiaj jak mozna zyc z kims takim kto chcial zrobic mi tyle swinstwa. Pewnie dobrze na tym wyjdziesz i poukladasz sobie zycie z kims badz sama.

Nie mów że jesteś nadal ze swoim "mężem"

19

Odp: Rozwód - koniec mojego świata

Tak authority zyje z tym "mezem"dalej. Wiem. Bez komentarza. Na razie podnosze sie psychicznie po tym co mi zrobil. Tak naprawde to nie potraktowal mnie nawet jak czlowieka,co dzien chce mnie to wszystko zabic. Moze kiedys bede miec na tyle sily zeby odejsc. No ale pewnie bede juz sama choc calkiem niezle jeszcze wygladam. stracilam wiare w facetow.

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwód - koniec mojego świata

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024