Cześć
Chciałabym spytać jak można zmienić w sobie negatywne przekonania, które mi rodzice wpajali. Chodzi mi o te, że ludzie są okropni, dwulicowi i że coś kobiecie nie wypada. Ciążą mi te przekonania i czuje się blokowana wewnętrznie.
Jestem też zapisana do psychologa ale to za 2 tygodnie mam wizytę.
Nie potrafię się otworzyć na ludzi skoro rodzice mi wpajali że ludzie są żli. Oni sami nie mają znajomych i z nikim się nie zadają więc nie mam wzorców. Nie potrafię ufać, bo w gimnazjum rówieśnicy mi dokuczali. Od tamtego czasu boję się ufać ludziom. Boję się rówieśników. Na studiach zadawano się ze mną po to by mieć od kogo brać notatki.
Ostatnio pracę znalazłam w markecie. U mnie w Elblągu nie ma pracy za bardzo, a muszę doświadczenie nabrać. Potem szukam czegoś w Gdańsku bo męczy mnie mieszkanie z rodzicami. Męczą mnie osoby, które mi wpajały te przekonania. Czy nawet te że który facet poważnie potraktuje kobietę co o motoryzacji opowiada. Interesuje się motoryzacją i bloga piszę. Mam marzenia z motoryzacją związane, ale kto to zrozumie bo jak mi matka wpajała kobieta musi się dla domu poświęcić. Przez to związki kojarzą mi się żle, z utratą siebie.
Nie mam w nikim wsparcia i czuję się czasem samotna, ale popadam ze skrajności w skrajność. Mówiono mi że robię z siebie ofiarę jak opowiadam że mam toksycznych rodziców. To mam nie mówić wcale o niczym jak nie mam fajnego życia. Z czego się mam cieszyć jak 25 lat nie wiedziałam że mam pasję.
1 2016-09-10 23:02:00 Ostatnio edytowany przez serena66 (2016-09-10 23:04:36)
2 2016-09-11 01:06:08 Ostatnio edytowany przez AloneWolf90 (2016-09-11 01:07:09)
Cześć
Chciałabym spytać jak można zmienić w sobie negatywne przekonania, które mi rodzice wpajali. Chodzi mi o te, że ludzie są okropni, dwulicowi i że coś kobiecie nie wypada. Ciążą mi te przekonania i czuje się blokowana wewnętrznie.
Jestem też zapisana do psychologa ale to za 2 tygodnie mam wizytę.
Nie potrafię się otworzyć na ludzi skoro rodzice mi wpajali że ludzie są żli. Oni sami nie mają znajomych i z nikim się nie zadają więc nie mam wzorców. Nie potrafię ufać, bo w gimnazjum rówieśnicy mi dokuczali. Od tamtego czasu boję się ufać ludziom. Boję się rówieśników. Na studiach zadawano się ze mną po to by mieć od kogo brać notatki.
Ostatnio pracę znalazłam w markecie. U mnie w Elblągu nie ma pracy za bardzo, a muszę doświadczenie nabrać. Potem szukam czegoś w Gdańsku bo męczy mnie mieszkanie z rodzicami. Męczą mnie osoby, które mi wpajały te przekonania. Czy nawet te że który facet poważnie potraktuje kobietę co o motoryzacji opowiada. Interesuje się motoryzacją i bloga piszę. Mam marzenia z motoryzacją związane, ale kto to zrozumie bo jak mi matka wpajała kobieta musi się dla domu poświęcić. Przez to związki kojarzą mi się żle, z utratą siebie.
Nie mam w nikim wsparcia i czuję się czasem samotna, ale popadam ze skrajności w skrajność. Mówiono mi że robię z siebie ofiarę jak opowiadam że mam toksycznych rodziców. To mam nie mówić wcale o niczym jak nie mam fajnego życia. Z czego się mam cieszyć jak 25 lat nie wiedziałam że mam pasję.
Cześć, przeczytałem większość twoich postów i rzeczywiście twoi rodzice zrobili Ci wielką krzywdę swoim zachowaniem i podejściem, tak naprawdę osoby takie jak oni, nie powinny mieć dzieci. Krzywd nie wymażesz na 100% nigdy, zawsze gdzieś będą znajdować się w twojej podświadomości. Jaki jest jedyny sposób by zmienić negatywne przekonania? Wyjść im na przeciw i je obalić inaczej się nie da. W twoim wypadku musiałbyś znaleźć/poznać prawdziwych przyjaciół, którzy obalili by twój dogmat o tym, że nie można ufać ludziom.
Po części Cię rozumiem, mi również rodzice wyrządzili krzywdy w umyśle (to taki sam typ Polaka-katolika jak twoi), również sprawiali mi takie przykrości jak tobie z ogniskiem, typu w poście nie ma zabaw, jako dziecko nie mogłem oglądać Harryego Pottera, bo satanistyczna historia
itp. Przez ich przygłupie zachowanie odwrócili się od mnie wszyscy koledzy w gimnazjum poza jednym i byli zawsze przeciw mnie. W liceum także rodzice wyrządzili mi krzywdy w psychice, przez ich głupie podejście do alkoholu (co zmienia wiek 18 lat?) opuściłem wszystkie imprezy i przegapiłem czas, którego nic mi nie zwróci. Na studiach zacząłem pomału wychodzić na ludzi, dzięki znajomym, którzy ciągle mnie wyciągali nawet na siłę, udało mi się trochę nadrobić stracony czas.
Jeżeli chodzi oto jak zwiększyć swoje zaufanie do ludzi, to proponuję najpierw zrobić im małe testy, na to czy potrafią zachowywać twoje tajemnice, jeżeli w małych rzeczach będą godni zaufania, to też w wielkich będziesz mogła na nich liczyć.
Po studiach, również miałem tak jak ty ze znalezieniem pracy, w końcu wyprowadziłem się z dala od domu, pracę sam sobie znalazłem, a dofinansowanie do przeprowadzki dostałem z urzędu pracy. Ty również powinnaś postarać się znaleźć pracę w Gdańsku i wystąpić o tzw. bon stażowy na przeprowadzkę do innego miasta. Mieszkanie z rodzicami źle wpłynie na twoja psychikę, dlatego radzę Ci za wszelką cenę tak zrobić, przyniesie Ci to ulgę, ale i samotność.
Studiowałem mechanikę na Politechnice i wśród Pań, które ze mną studiowały było kilka, które interesowały się motoryzacją, żaden z kolegów nie miał do tego obiekcji i wszyscy mieliśmy przyjacielskie relacje. Myślę, że wielu mężczyznom odpowiadałoby by partnerka miała takie same zainteresowania jak oni w tym i motoryzację. Ja również interesuję się motoryzację (i pracuję w tej branży), a twój blog jest bardzo dobry i zawiera rzeczy, o których nawet ja nie miałem pojęcia jak ten o złączu CAN, może dla tego, że interesuję sie głównie mechaniką i sposobem działania, a nie elektrycznym wykonaniem.
Odnośnie robienia z siebie ofiary, nigdy nie żal się każdej napotkanej osobie, bo ludzie preferują osoby. którym mogą się wypłakać, jednak nie lubią robić sami za "pocieszycieli".
serena66 napisał/a:Cześć
Chciałabym spytać jak można zmienić w sobie negatywne przekonania, które mi rodzice wpajali. Chodzi mi o te, że ludzie są okropni, dwulicowi i że coś kobiecie nie wypada. Ciążą mi te przekonania i czuje się blokowana wewnętrznie.
Jestem też zapisana do psychologa ale to za 2 tygodnie mam wizytę.
Nie potrafię się otworzyć na ludzi skoro rodzice mi wpajali że ludzie są żli. Oni sami nie mają znajomych i z nikim się nie zadają więc nie mam wzorców. Nie potrafię ufać, bo w gimnazjum rówieśnicy mi dokuczali. Od tamtego czasu boję się ufać ludziom. Boję się rówieśników. Na studiach zadawano się ze mną po to by mieć od kogo brać notatki.
Ostatnio pracę znalazłam w markecie. U mnie w Elblągu nie ma pracy za bardzo, a muszę doświadczenie nabrać. Potem szukam czegoś w Gdańsku bo męczy mnie mieszkanie z rodzicami. Męczą mnie osoby, które mi wpajały te przekonania. Czy nawet te że który facet poważnie potraktuje kobietę co o motoryzacji opowiada. Interesuje się motoryzacją i bloga piszę. Mam marzenia z motoryzacją związane, ale kto to zrozumie bo jak mi matka wpajała kobieta musi się dla domu poświęcić. Przez to związki kojarzą mi się żle, z utratą siebie.
Nie mam w nikim wsparcia i czuję się czasem samotna, ale popadam ze skrajności w skrajność. Mówiono mi że robię z siebie ofiarę jak opowiadam że mam toksycznych rodziców. To mam nie mówić wcale o niczym jak nie mam fajnego życia. Z czego się mam cieszyć jak 25 lat nie wiedziałam że mam pasję.Cześć, przeczytałem większość twoich postów i rzeczywiście twoi rodzice zrobili Ci wielką krzywdę swoim zachowaniem i podejściem, tak naprawdę osoby takie jak oni, nie powinny mieć dzieci. Krzywd nie wymażesz na 100% nigdy, zawsze gdzieś będą znajdować się w twojej podświadomości. Jaki jest jedyny sposób by zmienić negatywne przekonania? Wyjść im na przeciw i je obalić inaczej się nie da. W twoim wypadku musiałbyś znaleźć/poznać prawdziwych przyjaciół, którzy obalili by twój dogmat o tym, że nie można ufać ludziom.
Po części Cię rozumiem, mi również rodzice wyrządzili krzywdy w umyśle (to taki sam typ Polaka-katolika jak twoi), również sprawiali mi takie przykrości jak tobie z ogniskiem, typu w poście nie ma zabaw, jako dziecko nie mogłem oglądać Harryego Pottera, bo satanistyczna historia
itp. Przez ich przygłupie zachowanie odwrócili się od mnie wszyscy koledzy w gimnazjum poza jednym i byli zawsze przeciw mnie. W liceum także rodzice wyrządzili mi krzywdy w psychice, przez ich głupie podejście do alkoholu (co zmienia wiek 18 lat?) opuściłem wszystkie imprezy i przegapiłem czas, którego nic mi nie zwróci. Na studiach zacząłem pomału wychodzić na ludzi, dzięki znajomym, którzy ciągle mnie wyciągali nawet na siłę, udało mi się trochę nadrobić stracony czas.
Jeżeli chodzi oto jak zwiększyć swoje zaufanie do ludzi, to proponuję najpierw zrobić im małe testy, na to czy potrafią zachowywać twoje tajemnice, jeżeli w małych rzeczach będą godni zaufania, to też w wielkich będziesz mogła na nich liczyć.
Po studiach, również miałem tak jak ty ze znalezieniem pracy, w końcu wyprowadziłem się z dala od domu, pracę sam sobie znalazłem, a dofinansowanie do przeprowadzki dostałem z urzędu pracy. Ty również powinnaś postarać się znaleźć pracę w Gdańsku i wystąpić o tzw. bon stażowy na przeprowadzkę do innego miasta. Mieszkanie z rodzicami źle wpłynie na twoja psychikę, dlatego radzę Ci za wszelką cenę tak zrobić, przyniesie Ci to ulgę, ale i samotność.
Studiowałem mechanikę na Politechnice i wśród Pań, które ze mną studiowały było kilka, które interesowały się motoryzacją, żaden z kolegów nie miał do tego obiekcji i wszyscy mieliśmy przyjacielskie relacje. Myślę, że wielu mężczyznom odpowiadałoby by partnerka miała takie same zainteresowania jak oni w tym i motoryzację. Ja również interesuję się motoryzację (i pracuję w tej branży), a twój blog jest bardzo dobry i zawiera rzeczy, o których nawet ja nie miałem pojęcia jak ten o złączu CAN, może dla tego, że interesuję sie głównie mechaniką i sposobem działania, a nie elektrycznym wykonaniem.
Odnośnie robienia z siebie ofiary, nigdy nie żal się każdej napotkanej osobie, bo ludzie preferują osoby. którym mogą się wypłakać, jednak nie lubią robić sami za "pocieszycieli".
Co do magistrali CAN to jak wsiąkałam w motoryzacje czytałam książkę samochodowe sieci informatyczne. Zdziwiłam się że informatyka zazębia się z motoryzacją. Zawsze myślałam że motoryzacja to tylko mechanika i części. Narazie znalazłam prace w Elblągu. Chce nabrać doświadczenia i się nauczyć nawyków i zachowań w pracy. Potem chce szukać czegoś w Gdańsku i wyprowadzić się z domu. Nie chce całe życie mieszkać z rodzicami. Widzę jak mnie zranili. Czy nawet tym że wczoraj byłam z nimi w Borsku. Tata dostał prezent w postaci przejażdżki super autami. W nocy przez to płakałam. Od 5 lat mam prawo jazdy. Nie jestem dopuszczana do jazdy samochodem. Boje się jeździć. A jak widziałam jak dziewczyna jeździła Audi R8 V10. A to auto jest dla mnie cudowne i piękne. Bolało mnie to jak patrzyłam na to jak ona jeździ. Ja sobie mogę marzyć o takiej jeździe. Choć panuje nad sobą to nie wiedziałam czy się rozpłaczę. A ja to sobie mogę jedynie czytać i pisać o takich super autach.
AloneWolf90 napisał/a:serena66 napisał/a:Cześć
Chciałabym spytać jak można zmienić w sobie negatywne przekonania, które mi rodzice wpajali. Chodzi mi o te, że ludzie są okropni, dwulicowi i że coś kobiecie nie wypada. Ciążą mi te przekonania i czuje się blokowana wewnętrznie.
Jestem też zapisana do psychologa ale to za 2 tygodnie mam wizytę.
Nie potrafię się otworzyć na ludzi skoro rodzice mi wpajali że ludzie są żli. Oni sami nie mają znajomych i z nikim się nie zadają więc nie mam wzorców. Nie potrafię ufać, bo w gimnazjum rówieśnicy mi dokuczali. Od tamtego czasu boję się ufać ludziom. Boję się rówieśników. Na studiach zadawano się ze mną po to by mieć od kogo brać notatki.
Ostatnio pracę znalazłam w markecie. U mnie w Elblągu nie ma pracy za bardzo, a muszę doświadczenie nabrać. Potem szukam czegoś w Gdańsku bo męczy mnie mieszkanie z rodzicami. Męczą mnie osoby, które mi wpajały te przekonania. Czy nawet te że który facet poważnie potraktuje kobietę co o motoryzacji opowiada. Interesuje się motoryzacją i bloga piszę. Mam marzenia z motoryzacją związane, ale kto to zrozumie bo jak mi matka wpajała kobieta musi się dla domu poświęcić. Przez to związki kojarzą mi się żle, z utratą siebie.
Nie mam w nikim wsparcia i czuję się czasem samotna, ale popadam ze skrajności w skrajność. Mówiono mi że robię z siebie ofiarę jak opowiadam że mam toksycznych rodziców. To mam nie mówić wcale o niczym jak nie mam fajnego życia. Z czego się mam cieszyć jak 25 lat nie wiedziałam że mam pasję.Cześć, przeczytałem większość twoich postów i rzeczywiście twoi rodzice zrobili Ci wielką krzywdę swoim zachowaniem i podejściem, tak naprawdę osoby takie jak oni, nie powinny mieć dzieci. Krzywd nie wymażesz na 100% nigdy, zawsze gdzieś będą znajdować się w twojej podświadomości. Jaki jest jedyny sposób by zmienić negatywne przekonania? Wyjść im na przeciw i je obalić inaczej się nie da. W twoim wypadku musiałbyś znaleźć/poznać prawdziwych przyjaciół, którzy obalili by twój dogmat o tym, że nie można ufać ludziom.
Po części Cię rozumiem, mi również rodzice wyrządzili krzywdy w umyśle (to taki sam typ Polaka-katolika jak twoi), również sprawiali mi takie przykrości jak tobie z ogniskiem, typu w poście nie ma zabaw, jako dziecko nie mogłem oglądać Harryego Pottera, bo satanistyczna historia
itp. Przez ich przygłupie zachowanie odwrócili się od mnie wszyscy koledzy w gimnazjum poza jednym i byli zawsze przeciw mnie. W liceum także rodzice wyrządzili mi krzywdy w psychice, przez ich głupie podejście do alkoholu (co zmienia wiek 18 lat?) opuściłem wszystkie imprezy i przegapiłem czas, którego nic mi nie zwróci. Na studiach zacząłem pomału wychodzić na ludzi, dzięki znajomym, którzy ciągle mnie wyciągali nawet na siłę, udało mi się trochę nadrobić stracony czas.
Jeżeli chodzi oto jak zwiększyć swoje zaufanie do ludzi, to proponuję najpierw zrobić im małe testy, na to czy potrafią zachowywać twoje tajemnice, jeżeli w małych rzeczach będą godni zaufania, to też w wielkich będziesz mogła na nich liczyć.
Po studiach, również miałem tak jak ty ze znalezieniem pracy, w końcu wyprowadziłem się z dala od domu, pracę sam sobie znalazłem, a dofinansowanie do przeprowadzki dostałem z urzędu pracy. Ty również powinnaś postarać się znaleźć pracę w Gdańsku i wystąpić o tzw. bon stażowy na przeprowadzkę do innego miasta. Mieszkanie z rodzicami źle wpłynie na twoja psychikę, dlatego radzę Ci za wszelką cenę tak zrobić, przyniesie Ci to ulgę, ale i samotność.
Studiowałem mechanikę na Politechnice i wśród Pań, które ze mną studiowały było kilka, które interesowały się motoryzacją, żaden z kolegów nie miał do tego obiekcji i wszyscy mieliśmy przyjacielskie relacje. Myślę, że wielu mężczyznom odpowiadałoby by partnerka miała takie same zainteresowania jak oni w tym i motoryzację. Ja również interesuję się motoryzację (i pracuję w tej branży), a twój blog jest bardzo dobry i zawiera rzeczy, o których nawet ja nie miałem pojęcia jak ten o złączu CAN, może dla tego, że interesuję sie głównie mechaniką i sposobem działania, a nie elektrycznym wykonaniem.
Odnośnie robienia z siebie ofiary, nigdy nie żal się każdej napotkanej osobie, bo ludzie preferują osoby. którym mogą się wypłakać, jednak nie lubią robić sami za "pocieszycieli".
Co do magistrali CAN to jak wsiąkałam w motoryzacje czytałam książkę samochodowe sieci informatyczne. Zdziwiłam się że informatyka zazębia się z motoryzacją. Zawsze myślałam że motoryzacja to tylko mechanika i części. Narazie znalazłam prace w Elblągu. Chce nabrać doświadczenia i się nauczyć nawyków i zachowań w pracy. Potem chce szukać czegoś w Gdańsku i wyprowadzić się z domu. Nie chce całe życie mieszkać z rodzicami. Widzę jak mnie zranili. Czy nawet tym że wczoraj byłam z nimi w Borsku. Tata dostał prezent w postaci przejażdżki super autami. W nocy przez to płakałam. Od 5 lat mam prawo jazdy. Nie jestem dopuszczana do jazdy samochodem. Boje się jeździć. A jak widziałam jak dziewczyna jeździła Audi R8 V10. A to auto jest dla mnie cudowne i piękne. Bolało mnie to jak patrzyłam na to jak ona jeździ. Ja sobie mogę marzyć o takiej jeździe. Choć panuje nad sobą to nie wiedziałam czy się rozpłaczę. A ja to sobie mogę jedynie czytać i pisać o takich super autach.
Ja właśnie pracuję przy projektach Audi.
Nie przejmuj się wszystko przyjdzie z czasem, chociaż jeździć autem powinnaś cały czas, rodzice powinni Cię wpuszczać za kierownicę, ja nie miałem takich problemów rodzice zawsze pozwali mi jeździć swoim samochodem, potem, gdy kupili sobie nowy, dostałem ich stary pojazd, bo nie opłacało się go sprzedawać, 3 miesiące temu kupiłem sobie samochód za własne pieniądze (1/3 część kasy pożyczyli mi rodzice, bo kupiłem w miarę nowy 5-letni pojazd).
A na te jazdy super-samochodami były zaproszenia imienne czy każdy, kto przyszedł mógł jeździć? Czy rozmawiałaś z rodzicami o tym, że chcesz poprowadzić ich samochód? Czy użyłaś argumentacji, że w przyszłości, gdy będziesz miała własny samochód będziesz bała się jeździć, że przyda Ci się to w pracy?
5 2016-09-11 13:00:18 Ostatnio edytowany przez serena66 (2016-09-11 13:14:32)
serena66 napisał/a:AloneWolf90 napisał/a:Cześć, przeczytałem większość twoich postów i rzeczywiście twoi rodzice zrobili Ci wielką krzywdę swoim zachowaniem i podejściem, tak naprawdę osoby takie jak oni, nie powinny mieć dzieci. Krzywd nie wymażesz na 100% nigdy, zawsze gdzieś będą znajdować się w twojej podświadomości. Jaki jest jedyny sposób by zmienić negatywne przekonania? Wyjść im na przeciw i je obalić inaczej się nie da. W twoim wypadku musiałbyś znaleźć/poznać prawdziwych przyjaciół, którzy obalili by twój dogmat o tym, że nie można ufać ludziom.
Po części Cię rozumiem, mi również rodzice wyrządzili krzywdy w umyśle (to taki sam typ Polaka-katolika jak twoi), również sprawiali mi takie przykrości jak tobie z ogniskiem, typu w poście nie ma zabaw, jako dziecko nie mogłem oglądać Harryego Pottera, bo satanistyczna historia
itp. Przez ich przygłupie zachowanie odwrócili się od mnie wszyscy koledzy w gimnazjum poza jednym i byli zawsze przeciw mnie. W liceum także rodzice wyrządzili mi krzywdy w psychice, przez ich głupie podejście do alkoholu (co zmienia wiek 18 lat?) opuściłem wszystkie imprezy i przegapiłem czas, którego nic mi nie zwróci. Na studiach zacząłem pomału wychodzić na ludzi, dzięki znajomym, którzy ciągle mnie wyciągali nawet na siłę, udało mi się trochę nadrobić stracony czas.
Jeżeli chodzi oto jak zwiększyć swoje zaufanie do ludzi, to proponuję najpierw zrobić im małe testy, na to czy potrafią zachowywać twoje tajemnice, jeżeli w małych rzeczach będą godni zaufania, to też w wielkich będziesz mogła na nich liczyć.
Po studiach, również miałem tak jak ty ze znalezieniem pracy, w końcu wyprowadziłem się z dala od domu, pracę sam sobie znalazłem, a dofinansowanie do przeprowadzki dostałem z urzędu pracy. Ty również powinnaś postarać się znaleźć pracę w Gdańsku i wystąpić o tzw. bon stażowy na przeprowadzkę do innego miasta. Mieszkanie z rodzicami źle wpłynie na twoja psychikę, dlatego radzę Ci za wszelką cenę tak zrobić, przyniesie Ci to ulgę, ale i samotność.
Studiowałem mechanikę na Politechnice i wśród Pań, które ze mną studiowały było kilka, które interesowały się motoryzacją, żaden z kolegów nie miał do tego obiekcji i wszyscy mieliśmy przyjacielskie relacje. Myślę, że wielu mężczyznom odpowiadałoby by partnerka miała takie same zainteresowania jak oni w tym i motoryzację. Ja również interesuję się motoryzację (i pracuję w tej branży), a twój blog jest bardzo dobry i zawiera rzeczy, o których nawet ja nie miałem pojęcia jak ten o złączu CAN, może dla tego, że interesuję sie głównie mechaniką i sposobem działania, a nie elektrycznym wykonaniem.
Odnośnie robienia z siebie ofiary, nigdy nie żal się każdej napotkanej osobie, bo ludzie preferują osoby. którym mogą się wypłakać, jednak nie lubią robić sami za "pocieszycieli".
Co do magistrali CAN to jak wsiąkałam w motoryzacje czytałam książkę samochodowe sieci informatyczne. Zdziwiłam się że informatyka zazębia się z motoryzacją. Zawsze myślałam że motoryzacja to tylko mechanika i części. Narazie znalazłam prace w Elblągu. Chce nabrać doświadczenia i się nauczyć nawyków i zachowań w pracy. Potem chce szukać czegoś w Gdańsku i wyprowadzić się z domu. Nie chce całe życie mieszkać z rodzicami. Widzę jak mnie zranili. Czy nawet tym że wczoraj byłam z nimi w Borsku. Tata dostał prezent w postaci przejażdżki super autami. W nocy przez to płakałam. Od 5 lat mam prawo jazdy. Nie jestem dopuszczana do jazdy samochodem. Boje się jeździć. A jak widziałam jak dziewczyna jeździła Audi R8 V10. A to auto jest dla mnie cudowne i piękne. Bolało mnie to jak patrzyłam na to jak ona jeździ. Ja sobie mogę marzyć o takiej jeździe. Choć panuje nad sobą to nie wiedziałam czy się rozpłaczę. A ja to sobie mogę jedynie czytać i pisać o takich super autach.
Ja właśnie pracuję przy projektach Audi.
Nie przejmuj się wszystko przyjdzie z czasem, chociaż jeździć autem powinnaś cały czas, rodzice powinni Cię wpuszczać za kierownicę, ja nie miałem takich problemów rodzice zawsze pozwali mi jeździć swoim samochodem, potem, gdy kupili sobie nowy, dostałem ich stary pojazd, bo nie opłacało się go sprzedawać, 3 miesiące temu kupiłem sobie samochód za własne pieniądze (1/3 część kasy pożyczyli mi rodzice, bo kupiłem w miarę nowy 5-letni pojazd).
A na te jazdy super-samochodami były zaproszenia imienne czy każdy, kto przyszedł mógł jeździć? Czy rozmawiałaś z rodzicami o tym, że chcesz poprowadzić ich samochód? Czy użyłaś argumentacji, że w przyszłości, gdy będziesz miała własny samochód będziesz bała się jeździć, że przyda Ci się to w pracy?
Kiedyś akurat jak sprzedawali Hondę ale nie pracowałam jeszcze to chcieli mi ją przekazać. Teraz się tak złożyło, że nie sprzedają auta żadnego.
Co do jazd to był wykupiony voucher na daną osobę i po przeszkoleniu taka osoba jechała z instruktorem tyle okrążeń ile sobie wykupiła. Poza tym wykupić też można było bo brat sobie kupił.
Co do argumentacji. Nie rozmawiałam później o tym. Prawo jazdy zrobiłam w wieku 19 lat, bo ich zdaniem później do tego dojrzeję. Mają swoją filozofię, że jak przyjdzie czas to zacznę jeżdżić. Teraz bardzo się boje jeżdżić autem. A przestawianie auta tylko po to by przestawiać do garażu to nie sprawia mi w ogóle frajdy (ich zdaniem to nie zapomnę przez to jak się jeżdżi ale przestawiałam po podwórku auta jeszcze zanim robiłam prawo jazdy). Nie wiem po co w ogóle robiłam prawo jazdy. Do niczego mi się nie przydaje. Zazdrościłam z początku rówieśnikom tego, że jeżdżą samochodem. Później mi przeszło. Nie ciągnie mnie do tego za bardzo. Patrząc na to, że interesuje mnie motoryzacja spotykam się z pytaniem czy jeżdżę autem. Mówię, że nie. Nic na to ludzie nie mówią.
AloneWolf90 napisał/a:serena66 napisał/a:Co do magistrali CAN to jak wsiąkałam w motoryzacje czytałam książkę samochodowe sieci informatyczne. Zdziwiłam się że informatyka zazębia się z motoryzacją. Zawsze myślałam że motoryzacja to tylko mechanika i części. Narazie znalazłam prace w Elblągu. Chce nabrać doświadczenia i się nauczyć nawyków i zachowań w pracy. Potem chce szukać czegoś w Gdańsku i wyprowadzić się z domu. Nie chce całe życie mieszkać z rodzicami. Widzę jak mnie zranili. Czy nawet tym że wczoraj byłam z nimi w Borsku. Tata dostał prezent w postaci przejażdżki super autami. W nocy przez to płakałam. Od 5 lat mam prawo jazdy. Nie jestem dopuszczana do jazdy samochodem. Boje się jeździć. A jak widziałam jak dziewczyna jeździła Audi R8 V10. A to auto jest dla mnie cudowne i piękne. Bolało mnie to jak patrzyłam na to jak ona jeździ. Ja sobie mogę marzyć o takiej jeździe. Choć panuje nad sobą to nie wiedziałam czy się rozpłaczę. A ja to sobie mogę jedynie czytać i pisać o takich super autach.
Ja właśnie pracuję przy projektach Audi.
Nie przejmuj się wszystko przyjdzie z czasem, chociaż jeździć autem powinnaś cały czas, rodzice powinni Cię wpuszczać za kierownicę, ja nie miałem takich problemów rodzice zawsze pozwali mi jeździć swoim samochodem, potem, gdy kupili sobie nowy, dostałem ich stary pojazd, bo nie opłacało się go sprzedawać, 3 miesiące temu kupiłem sobie samochód za własne pieniądze (1/3 część kasy pożyczyli mi rodzice, bo kupiłem w miarę nowy 5-letni pojazd).
A na te jazdy super-samochodami były zaproszenia imienne czy każdy, kto przyszedł mógł jeździć? Czy rozmawiałaś z rodzicami o tym, że chcesz poprowadzić ich samochód? Czy użyłaś argumentacji, że w przyszłości, gdy będziesz miała własny samochód będziesz bała się jeździć, że przyda Ci się to w pracy?
Kiedyś akurat jak sprzedawali Hondę ale nie pracowałam jeszcze to chcieli mi ją przekazać. Teraz się tak złożyło, że nie sprzedają auta żadnego.
Co do jazd to był wykupiony voucher na daną osobę i po przeszkoleniu taka osoba jechała z instruktorem tyle okrążeń ile sobie wykupiła. Poza tym wykupić też można było bo brat sobie kupił.
Co do argumentacji. Nie rozmawiałam później o tym. Prawo jazdy zrobiłam w wieku 19 lat, bo ich zdaniem później do tego dojrzeję. Mają swoją filozofię, że jak przyjdzie czas to zacznę jeżdżić. Teraz bardzo się boje jeżdżić autem. A przestawianie auta tylko po to by przestawiać do garażu to nie sprawia mi w ogóle frajdy (ich zdaniem to nie zapomnę przez to jak się jeżdżi ale przestawiałam po podwórku auta jeszcze zanim robiłam prawo jazdy). Nie wiem po co w ogóle robiłam prawo jazdy. Do niczego mi się nie przydaje. Zazdrościłam z początku rówieśnikom tego, że jeżdżą samochodem. Później mi przeszło. Nie ciągnie mnie do tego za bardzo. Patrząc na to, że interesuje mnie motoryzacja spotykam się z pytaniem czy jeżdżę autem. Mówię, że nie. Nic na to ludzie nie mówią.
Mnie rodzice przekazali samochód jak byłem na 1 roku studiów, czyli też nie pracowałem, mimo to byłem w stanie utrzymać auto ze stypendium. Z twojej wypowiedzi wynika, że twoi rodzice nie są tacy źli, a czemu nie skorzystałaś z ich propozycji? Bałaś się, że nie utrzymasz auta? Z tego napisałaś, to wynika, że chodziłaś na siłownię i coś jeszcze, więc jakieś tam pieniądze miałaś, a utrzymanie Hondy jest zwykle dość tanie, bo to porządne i niezawodne auta (gorzej z blachą). Czyli teoretycznie miałaś wybór, ale bałaś się zaryzykować?
Jeśli dobrze zrozumiałem nie wykupiłaś vouchera, bo bałaś się jechać? A potem zazdrościłaś kobiecie, która jeździła? Niby zazdrościć kobietom jazdy super-autami, a nie ciągnie Cię do kierowania. Nie widzisz, że to się wyklucza nawzajem. Musisz sam wiedzieć czego chcesz, ja nigdy nie mam problemów z wyborem, zawsze wiem czego chce. Prawdopodobnie nadal chciałabyś jeździć autem, ale z jakiś nieznanych powodów wmawiasz sobie, że już tego nie lubisz. Zastanów się czego oczekujesz od życia, pracy, co sprawia Ci radość.
Co do jazdy samochodem, parkowanie i jazda po podwórku nic nie da. Ważniejsze jest doświadczenie na drodze i wyrobione nawyki przy wyprzedzaniu, zmianie pasa, jeździe na rondzie, nauczenie się wyczuwania zachowania kierowców. Skoro więc nie rozmawiałaś z rodzicami o tym później to może powinnaś teraz odbyć z nimi taką rozmowę? Użyj argumentów, które Ci wyżej podałem, możesz dodać też, że teraz praktycznie każdy pracodawca wymaga prawa jazdy. Jeżeli twoi rodzice są homo-sapiens-sapiens i im na tobie zależy to powinni sami pomóc Ci przezwyciężyć strach jaki pojawił się u Ciebie w związku z zaprzestaniem regularnej jazdy. Ja niestety nie mogę Ci w tym pomóc (chociaż w weekendy odbywam sobie bezcelowe wycieczki po górskich drogach), bo mieszkam na drugim krańcu Polski (płd-zach część dolnego Śląska).
Co do utrzymania auta niby z czego miałam to zrobić. Jedyne moje dochody to było stypendium dla niepełnosprawnych. A auto to nie tylko paliwo, ale i przeglądy, opłaty. Nie miałam też i zniżek. Samo ubezpieczenie sporo by mnie wyniosło. Zrobiłam prawko bo rodzice kazali.
Nie ciągnęło mnie potem do jazdy. O tym voucherze na miejscu się dowiedziałam. Za moimi plecami były ustalane szczegóły tego prezentu. Nic wcześniej nie wiedziałam. Jeszcze moja mama kłamała ojcu że ja też miałam coś wspólnego z tym prezentem. Tylko że ja o niczym nie wiedziałam.
Ich zdaniem jak kupie sobie auto to dopiero zacznę jeździć. Poza tym 5 lat nie jeździłam, czuje w sobie lęk do jazdy. Nie chce z nimi jeździć. Ojciec nawet nie dopuści mnie do tego bym sama się nauczyła jak samochód naprawiać.
Nie wiem czy są tacy źli. Tylko przez te przekonania jakie mi wpajali mam dużo do nich żalu. Mało się odzywam na forach bo nie chce dużo narzekać. Nie wiedziałam że ja mogę coś chcieć od życia jak większość życia byłam kujonem który nie wiedział że czegoś może chcieć i o czymś marzyć. Jestem jedyną osobą w domu co ma pasje, ale nie mam z kim o tym rozmawiać. Nie mam auta to kto mnie poważnie w tej dziedzinie potraktuje. A jako iż w siebie nie wierzę to choćbym dużo godzin wyjeździła to nie będę czuła się dobra w jeździe.
Zdaniem rodziców to nie zapomnę jak się jeździ jak tylko przestawiam auta do garażu. Myślą zaściankowo i w ograniczony sposób. Jak coś do nich mówię to nic nie dociera.
Co do utrzymania auta niby z czego miałam to zrobić. Jedyne moje dochody to było stypendium dla niepełnosprawnych. A auto to nie tylko paliwo, ale i przeglądy, opłaty. Nie miałam też i zniżek. Samo ubezpieczenie sporo by mnie wyniosło. Zrobiłam prawko bo rodzice kazali.
Nie ciągnęło mnie potem do jazdy. O tym voucherze na miejscu się dowiedziałam. Za moimi plecami były ustalane szczegóły tego prezentu. Nic wcześniej nie wiedziałam. Jeszcze moja mama kłamała ojcu że ja też miałam coś wspólnego z tym prezentem. Tylko że ja o niczym nie wiedziałam.
Ich zdaniem jak kupie sobie auto to dopiero zacznę jeździć. Poza tym 5 lat nie jeździłam, czuje w sobie lęk do jazdy. Nie chce z nimi jeździć. Ojciec nawet nie dopuści mnie do tego bym sama się nauczyła jak samochód naprawiać.
Nie wiem czy są tacy źli. Tylko przez te przekonania jakie mi wpajali mam dużo do nich żalu. Mało się odzywam na forach bo nie chce dużo narzekać. Nie wiedziałam że ja mogę coś chcieć od życia jak większość życia byłam kujonem który nie wiedział że czegoś może chcieć i o czymś marzyć. Jestem jedyną osobą w domu co ma pasje, ale nie mam z kim o tym rozmawiać. Nie mam auta to kto mnie poważnie w tej dziedzinie potraktuje. A jako iż w siebie nie wierzę to choćbym dużo godzin wyjeździła to nie będę czuła się dobra w jeździe.
Zdaniem rodziców to nie zapomnę jak się jeździ jak tylko przestawiam auta do garażu. Myślą zaściankowo i w ograniczony sposób. Jak coś do nich mówię to nic nie dociera.
Ok, faktycznie nie mam racji, stypendium dla niepełnosprawnych jest trochę za niskie, ja otrzymywałem dwa razy wyższe stypendium za dobre wyniki w nauce (kierunek zamawiany). Przegląd to 99 zł, więc nie za wysoki koszt, ubezpieczyć auto można ze starszym kierowcą, wtedy nie jest tak drogo. Jedynie naprawy to niewiadoma.
Widzę, że masz żal do rodziców, o wszystko, przeszłości jednak nie zmienisz, strat nie odzyskasz, ale spróbuj pomyśleć o sobie i swoim szczęściu oraz o tym co możesz jeszcze osiągnąć, wciąż nie odpowiedziałaś czy chcesz jeździć autem? Jak chcesz to przemyśl jak możesz to osiągnąć, napisałaś, że nie chcesz jeździć z rodzicami, może jednak warto by przełamać się i zacząć jeździć autem (jako kierowca) nawet z nimi dla własnego interesu? Dla nich to także interes, bo szybciej znajdziesz pracę i nabierzesz trochę pewności, której Ci brakuję.
Widzę też, że chciałabyś naprawiać auta, nie wiem czy wiesz są specjalne policealne studium na mechanika, może warto by się na takie coś zapisać, może nawet urząd pracy Ci dofinansuję?
Dlaczego nie wierzysz w siebie? Czyż nie musisz być zdolna skoro potrafiłaś przez wiele lat uczyć się wielu rzeczy (napisałaś, że byłaś kujonem) w tym tak trudnych jak programowanie w C, twoje problemy wynikają jedynie z tego, że nie wiesz czego chcesz i co sprawia Ci radość. Nie uwierzę, że nigdy nie zastanawiałaś się co chciałabyś robić to praktycznie niemożliwe, każde dziecko ma jakieś marzenia, ty także musiałaś jakieś mieć i na pewno teraz też masz.
9 2016-09-11 16:44:43 Ostatnio edytowany przez serena66 (2016-09-11 16:53:55)
Co do stypendium na początku dostawałam 250 złotych na miesiąc potem je podnieśli i było chyba 450 złotych jak kończyłam studia.
Czy bym chciała. Ogólnie teraz nie. Bardziej chciałabym doświadczenia zawodowego nabrać i jakiś czas popracować w Elblągu a następnie do Gdańska się przenieść. Rozmawiałam raz z urzędem pracy odnośnie wózków widłowych bo ciekawiło mnie to. Nie dofinansowują żadnych szkoleń. Wtedy mi mówili że na własną rękę muszę sobie robić kurs albo szukać firmy co mi sfinansuje.
Byłam kiedyś w centrum kształcenia praktycznego bo byłam na warsztatach z Urzędu Pracy. Oglądałam sale w jakich się kształcą technicy pojazdów samochodowych. Miałam takiego banana na twarzy jak je oglądałam.
Poznałam podstawy C# i mam jakieś pojęcie o nim. Mam nawet narzędzia programistyczne. Sporo tego pobierałam bo uczelnia w której studiowałam miała licencje Dreamspark. Ale potem przestałam się dogadywać z chłopakami i nie wiedziałam jak się w C# rozwijać więc to rzuciłam. W motoryzacji podoba mi się mechanika i dziennikarstwo.
Co do marzeń to narazie mam takie żeby nabrać doświadczenia w Elblągu a potem znaleźć w Gdańsku pracę. I wyprowadzić się z domu. Prace w markecie jako kasjer-sprzedawca traktuje jako nabranie doświadczenia by później w Gdańsku łatwiej coś znaleźć.
Jeździłam na rozmowy do Gdańska ale nie udawało mi się nic znaleźć. Jako iż nie mam auta nie mam jak dojeżdżać do Gdańska a mieszkam na obrzeżach Elbląga (Krasny Las, Próchnik). Zanim dojechałabym do Gdańska autobusami a potem pociągiem to po 7:00 by było. Nie mam u kogo się zatrzymać w Gdańsku. Wiem że chrześnica mojego taty mieszka w Sopocie ale nie weźmie mnie do siebie bo ma dzieci. Co do dalszych marzeń to jako dziecko nic takowego nie miałam. O czym mogłam marzyć skoro słyszałam że mam co mam bo rówieśnicy mi dokuczali bo ja jestem temu winna, bo się nie modlę. A z chłopakami z informatyki nie utrzymuje kontaktów. Włamali mi się na facebooka dzięki czemu musiałam zabezpieczyć konto. Nie chce ich znać.
Bardziej to u mnie są bieżące plany chodzić do psychologa, nabierać doświadczenia w pracy w Elblągu, później w Gdańsku coś szukać i tam się przenieść, w dalszym ciągu chodzić do psychologa. Pojechać do ciechocinka do sanatorium (byłam tam i mi się podobało), zobaczyć światowe targi samochodowe i zrobić do bloga relacje taką na żywo.
Ogólnie staram się nie narzekać za dużo ale to trudne skoro z takimi ludźmi mieszkam. Nie odzywam się dużo bo o czym mogę gadać. Kiedyś mi koleżanka mówiła że ludzie na studiach ekonomicznych chcieli się ze mną zadawać. Ale im nie przeszkadzało oskarżyć mnie o usuwanie wiadomości z poczty grupowej a każdy miał do niej dostęp. Zresztą o czym taki kujon miał z nimi gadać jak nie miałam wtedy pasji. Czytałam książkę Jesteś Ważna. Tam czytałam o tym że w przyrodzie nic nie ginie. Wcześniej czy później twoje powołanie się o ciebie upomni. Zacznie się objawiać w postaci braku niezadowolenia. Ekonomia mnie brzydziła ale to skończyłam bo 5 lat w plecy bym miała. Rok filologie studiowałam bo mi mówiono że jestem dobra z języków. Miałam raz pomysł chodzić na kurs księgowych ale moja mama studia mi kazała skończyć. Początkowo ekonomia mnie ciekawiła (jestem po technikum ekonomicznym) ale studia i niewypał z kursem mi obrzydziły księgowość.
Nieświadomie w stronę motoryzacji mnie ciągnęło. Ale jako iż studiowałam ekonomie to nie miałam z kim rozmawiać o tym. Rówieśnicy albo dzieci mieli albo po ślubach albo chłopaka mają czy dziewczynę. Nie ciągnie mnie do związków. Prócz planów jakie mam chce się wyszumieć bo nie imprezowałam dużo i brakuje mi tego.
Jak widziałam jak ludzie jeżdżą autami to miałam poczucie ze po co mam prawko. 3 tysiące złotych w nie wywaliłam a jedynie mogę patrzeć jak oni jeżdżą autami.
Taki wewnętrzny ból. Schowałam prawko bo nie mam ochoty na nie patrzeć.
I jeszcze miałam pogadankę że czemu nie mówię dokąd wychodzę. Mam 25 lat i nie mam ochoty mówić gdzie wychodzę. Mówię tylko że wychodzę. Mam tak dosyć mojej mamy. Czepia się mnie że się nie uśmiecham na zdjęciach i mało mówię. Tylko nigdy jej nie obchodziły moje uczucia ani potrzeby. Nie widzi że mój stan psychiczny jest z jej powodów.
Z czego się mam cieszyć. Sama ma prace po znajomości i mi gada że się martwią bym prace znalazła. Nie przechodzili przez to samo co ja. Dzisiaj byłam dokończyć badania do pracy w markecie.
Miałam myśli żeby zasnąć i się nie obudzić ale moja motoryzacyjna natura mi na to nie pozwoli.
I jeszcze miałam pogadankę że czemu nie mówię dokąd wychodzę. Mam 25 lat i nie mam ochoty mówić gdzie wychodzę. Mówię tylko że wychodzę. Mam tak dosyć mojej mamy. Czepia się mnie że się nie uśmiecham na zdjęciach i mało mówię. Tylko nigdy jej nie obchodziły moje uczucia ani potrzeby. Nie widzi że mój stan psychiczny jest z jej powodów.
Z czego się mam cieszyć. Sama ma prace po znajomości i mi gada że się martwią bym prace znalazła. Nie przechodzili przez to samo co ja. Dzisiaj byłam dokończyć badania do pracy w markecie.
Miałam myśli żeby zasnąć i się nie obudzić ale moja motoryzacyjna natura mi na to nie pozwoli.
Rozumiem Cię dokładnie, też nie mam dobrego kontaktu z matką i chciałem wyprowadzić się jak najdalej (wyprowadziłem się do Bydgoszczy z Częstochowy, teraz z kolei przeprowadziłem się za lepszą pracą do Jeleniej Góry) od domu co ciekawe, gdy się wyprowadziłem nasze relacje się poprawiły
. Nie martw się ja też nie wychodzę z uśmiechem na zdjęciu, bo nie umiem i wszyscy mówią bym się nie uśmiechał, bo robię głupie miny
, znajomi nigdy nie zmuszają mnie do zdjęć, bo widzą, że nie jestem ich miłośnikiem (zawsze wychodzę gorzej na zdjęciach niż w rzeczywistości).
Co do pracy nie przejmuj się, ja z mgr inżynierem i dyplomem obronionym na 5 na jednej z najlepszych politechnik w Polsce (Politechnika Wrocławska), przez 9 miesięcy szukałem pracy i nie tylko ja, jedna koleżanka musiała podjąć pracę jako nauczyciel w technikum, mimo, że miała znajomości w KGHM, może po części to moja wina, bo ustaliłem sobie pewną kwotę poniżej której nie zgodziłem się pracować (2500 netto) i oferty niższe odrzucałem, parę razy też nieładnie potraktowali mnie pracodawcy (miałem dwie oferty zatrudnienia i wybrałem jedną i zostawili mnie na lodzie), nie mniej jestem dumny z siebie, teraz robię to co chciałem i zarabiam całkiem nieźle, wszystko to osiągnąłem bez żadnych znajomości, ciężką pracą i ciągłym dokształcaniem.
Najgorzej jest znaleźć pierwszą pracę później to już leci i jest dużo łatwiej, także głowa do góry, ty także możesz wiele osiągnąć. Co do pracy radzę szukać od razu takiej co będzie Ci sprawiała przyjemność (chociaż częściową), bo inaczej długo nie popracujesz i się wypalisz i będziesz mieć dużą większą depresję jak teraz. Tylko nie mów jak mój brat, że żadna praca Ci nie odpowiada chcesz miliona
.
JJako ateista zabraniam Ci mówić o nieobudzeniu się, nie-wyobrażasz sobie czym jest przestać istnieć. Nie ma nic gorszego! Dobrze, że masz jedną pasję, poszukaj dla bezpieczeństwa jeszcze kilku, bo pasję potrafią się wypalić (ja kiedyś lubiłem modelarstwo i grać w gry komputerowe), dzisiaj już mnie nie bawią niestety i nie dają mi już takiej radości jak kiedyś.
Teraz to bardziej jest gram by zapomnieć. ![]()
Z twoich wypowiedzi wynika, że masz poważną depresję.
Obowiązkowo zrób ten test:
http://psychiatra.bydgoszcz.eu/publikac … sji-becka/
I jak wyjdzie pozytywny tonie waż się nawet nie pójść na tą wizytę co się zapisałaś i powiedz, że podejrzewasz depresję u siebie. Niestety potrzebujesz pomocy specjalisty, obawiam się, że nawet znalezienie wymarzonej pracy i wyprowadzenie się od rodziców Ci nie pomoże, w tym stanie co jesteś, a jeszcze dojdzie Ci samotność i zdanie tylko na samą siebie.
12 2016-09-12 20:29:44 Ostatnio edytowany przez serena66 (2016-09-12 20:33:35)
serena66 napisał/a:I jeszcze miałam pogadankę że czemu nie mówię dokąd wychodzę. Mam 25 lat i nie mam ochoty mówić gdzie wychodzę. Mówię tylko że wychodzę. Mam tak dosyć mojej mamy. Czepia się mnie że się nie uśmiecham na zdjęciach i mało mówię. Tylko nigdy jej nie obchodziły moje uczucia ani potrzeby. Nie widzi że mój stan psychiczny jest z jej powodów.
Z czego się mam cieszyć. Sama ma prace po znajomości i mi gada że się martwią bym prace znalazła. Nie przechodzili przez to samo co ja. Dzisiaj byłam dokończyć badania do pracy w markecie.
Miałam myśli żeby zasnąć i się nie obudzić ale moja motoryzacyjna natura mi na to nie pozwoli.Rozumiem Cię dokładnie, też nie mam dobrego kontaktu z matką i chciałem wyprowadzić się jak najdalej (wyprowadziłem się do Bydgoszczy z Częstochowy, teraz z kolei przeprowadziłem się za lepszą pracą do Jeleniej Góry) od domu co ciekawe, gdy się wyprowadziłem nasze relacje się poprawiły
. Nie martw się ja też nie wychodzę z uśmiechem na zdjęciu, bo nie umiem i wszyscy mówią bym się nie uśmiechał, bo robię głupie miny
, znajomi nigdy nie zmuszają mnie do zdjęć, bo widzą, że nie jestem ich miłośnikiem (zawsze wychodzę gorzej na zdjęciach niż w rzeczywistości).
Co do pracy nie przejmuj się, ja z mgr inżynierem i dyplomem obronionym na 5 na jednej z najlepszych politechnik w Polsce (Politechnika Wrocławska), przez 9 miesięcy szukałem pracy i nie tylko ja, jedna koleżanka musiała podjąć pracę jako nauczyciel w technikum, mimo, że miała znajomości w KGHM, może po części to moja wina, bo ustaliłem sobie pewną kwotę poniżej której nie zgodziłem się pracować (2500 netto) i oferty niższe odrzucałem, parę razy też nieładnie potraktowali mnie pracodawcy (miałem dwie oferty zatrudnienia i wybrałem jedną i zostawili mnie na lodzie), nie mniej jestem dumny z siebie, teraz robię to co chciałem i zarabiam całkiem nieźle, wszystko to osiągnąłem bez żadnych znajomości, ciężką pracą i ciągłym dokształcaniem.
Najgorzej jest znaleźć pierwszą pracę później to już leci i jest dużo łatwiej, także głowa do góry, ty także możesz wiele osiągnąć. Co do pracy radzę szukać od razu takiej co będzie Ci sprawiała przyjemność (chociaż częściową), bo inaczej długo nie popracujesz i się wypalisz i będziesz mieć dużą większą depresję jak teraz. Tylko nie mów jak mój brat, że żadna praca Ci nie odpowiada chcesz miliona
.
JJako ateista zabraniam Ci mówić o nieobudzeniu się, nie-wyobrażasz sobie czym jest przestać istnieć. Nie ma nic gorszego! Dobrze, że masz jedną pasję, poszukaj dla bezpieczeństwa jeszcze kilku, bo pasję potrafią się wypalić (ja kiedyś lubiłem modelarstwo i grać w gry komputerowe), dzisiaj już mnie nie bawią niestety i nie dają mi już takiej radości jak kiedyś.
Teraz to bardziej jest gram by zapomnieć.
Z twoich wypowiedzi wynika, że masz poważną depresję.
Obowiązkowo zrób ten test:
http://psychiatra.bydgoszcz.eu/publikac … sji-becka/I jak wyjdzie pozytywny tonie waż się nawet nie pójść na tą wizytę co się zapisałaś i powiedz, że podejrzewasz depresję u siebie. Niestety potrzebujesz pomocy specjalisty, obawiam się, że nawet znalezienie wymarzonej pracy i wyprowadzenie się od rodziców Ci nie pomoże, w tym stanie co jesteś, a jeszcze dojdzie Ci samotność i zdanie tylko na samą siebie.
Za 2 tygodnie mam psychologa. Nie zdążyłam na wizycie u psychiatry wspomnieć, że to podejrzewam. Nie wiem czy dostałabym do tego też i jakieś leki.
Narazie to znalazłam u siebie w Elblągu. Praca w markecie jako kasjer-sprzedawca. Nie ma nic niestety sensownego, a nie mam wymarzonego zawodu. Potem jak nabiorę doświadczenia walę w Gdańsk. Długo w Elblągu nie zagrzeję miejsca zwłaszcza po tym jak widzę jak mnie moja matka traktuje. Męczy mnie to i czuje się w domu żle. Robiłam sobie dzisiaj dalsze badania do pracy. Z morfologii mi wyszło że parę parametrów krwi mam obniżone zupełnie jakby nie wiem miałabym jakąś niedokrwistość czy coś. Resztę mam w normie.
Test sobie zrobię z ciekawości.
Domyślam się, że samotność do mnie dojdzie. Na razie muszę z sobą samą nauczyć się przebywać. Nie mam jak się tego nauczyć bo moja szanowna matka sądzi, że mi do szczęścia są potrzebni ludzie (mi bardziej potrzebne jest samo przebywanie w jakimś gronie osób niż rozmawianie z nimi takie, że jestem w pracy czy w mieście i otaczają mnie ludzie poza tym to wolę bycie sama ze sobą). Przez co jak słyszę jak koleżanka się ożeniła to człowiek se myśli farciara. A i skoro większość rówieśników ma drugą połówkę to ta też by chciała bym miała. Mój brat ma dziewczynę. Ja jestem na bocznym torze.
Co do zdania na siebie i tak mam to w życiu. Pracę szukałam sama. A przez to jak rodzice mi po znajomości szukali pracy zmarnowałam 2 miesiące. A te teksty chamskie mojej mamy, że nie po to ci ojciec staż załatwiał byś rezygnowała, mam nadzieję że masz rozum. W podświadomości mi się odzywa że to są kompletnie dla mnie obce osoby z którymi nie mam nic nawet wspólnego. A co słyszę czasem jesteś podobna do ciotki (budowa ciała i że jestem zasadnicza), albo do jakiegoś dziadka (tylko dlatego bo lubię bajkę Sąsiedzi - mi się ona naprawdę podoba).
A jak będę z dala od nich to chcę poznać siebie i zobaczyć co chcę w życiu robić. I przyznam chcę pochodzić na basen (spróbować nauczyć się pływać, a wiem że są gogle dla osób co mają wadę wzroku takie ze szkłami korekcyjnymi). Dużo chcę spróbować. Mam też i dylemat czy iść na mechanikę i budowę maszyn o specjalności samochodowej czy jednak technik pojazdów samochodowych. Sama wiem, że technik daje więcej niż studia. Nauczyłam się odnośnie ekonomii w technikum dużo. Na studiach zmarnowałam czas i się wypaliłam.
Jak mnie wyzywano na praktykach od tępaków to wiesz co słyszałam to przez ciebie bo się nie modlisz, jak mi dokuczano to przez ciebie. Tylko nikt mi nie mówił jak się mam zachowywać i bronić.
Niestety ,nie wszystkie pojazdy na czterech kołach są samochodami i nie wszystkie używają tego samego protokołu do komunikacji po CAN.
Chociaż w sumie jak jest więcej roboty to zawsze można powiedzieć ze coś jest bardziej skomplikowane.
14 2016-09-12 23:13:03 Ostatnio edytowany przez AloneWolf90 (2016-09-12 23:13:19)
AloneWolf90 napisał/a:serena66 napisał/a:I jeszcze miałam pogadankę że czemu nie mówię dokąd wychodzę. Mam 25 lat i nie mam ochoty mówić gdzie wychodzę. Mówię tylko że wychodzę. Mam tak dosyć mojej mamy. Czepia się mnie że się nie uśmiecham na zdjęciach i mało mówię. Tylko nigdy jej nie obchodziły moje uczucia ani potrzeby. Nie widzi że mój stan psychiczny jest z jej powodów.
Z czego się mam cieszyć. Sama ma prace po znajomości i mi gada że się martwią bym prace znalazła. Nie przechodzili przez to samo co ja. Dzisiaj byłam dokończyć badania do pracy w markecie.
Miałam myśli żeby zasnąć i się nie obudzić ale moja motoryzacyjna natura mi na to nie pozwoli.Rozumiem Cię dokładnie, też nie mam dobrego kontaktu z matką i chciałem wyprowadzić się jak najdalej (wyprowadziłem się do Bydgoszczy z Częstochowy, teraz z kolei przeprowadziłem się za lepszą pracą do Jeleniej Góry) od domu co ciekawe, gdy się wyprowadziłem nasze relacje się poprawiły
. Nie martw się ja też nie wychodzę z uśmiechem na zdjęciu, bo nie umiem i wszyscy mówią bym się nie uśmiechał, bo robię głupie miny
, znajomi nigdy nie zmuszają mnie do zdjęć, bo widzą, że nie jestem ich miłośnikiem (zawsze wychodzę gorzej na zdjęciach niż w rzeczywistości).
Co do pracy nie przejmuj się, ja z mgr inżynierem i dyplomem obronionym na 5 na jednej z najlepszych politechnik w Polsce (Politechnika Wrocławska), przez 9 miesięcy szukałem pracy i nie tylko ja, jedna koleżanka musiała podjąć pracę jako nauczyciel w technikum, mimo, że miała znajomości w KGHM, może po części to moja wina, bo ustaliłem sobie pewną kwotę poniżej której nie zgodziłem się pracować (2500 netto) i oferty niższe odrzucałem, parę razy też nieładnie potraktowali mnie pracodawcy (miałem dwie oferty zatrudnienia i wybrałem jedną i zostawili mnie na lodzie), nie mniej jestem dumny z siebie, teraz robię to co chciałem i zarabiam całkiem nieźle, wszystko to osiągnąłem bez żadnych znajomości, ciężką pracą i ciągłym dokształcaniem.
Najgorzej jest znaleźć pierwszą pracę później to już leci i jest dużo łatwiej, także głowa do góry, ty także możesz wiele osiągnąć. Co do pracy radzę szukać od razu takiej co będzie Ci sprawiała przyjemność (chociaż częściową), bo inaczej długo nie popracujesz i się wypalisz i będziesz mieć dużą większą depresję jak teraz. Tylko nie mów jak mój brat, że żadna praca Ci nie odpowiada chcesz miliona
.
JJako ateista zabraniam Ci mówić o nieobudzeniu się, nie-wyobrażasz sobie czym jest przestać istnieć. Nie ma nic gorszego! Dobrze, że masz jedną pasję, poszukaj dla bezpieczeństwa jeszcze kilku, bo pasję potrafią się wypalić (ja kiedyś lubiłem modelarstwo i grać w gry komputerowe), dzisiaj już mnie nie bawią niestety i nie dają mi już takiej radości jak kiedyś.
Teraz to bardziej jest gram by zapomnieć.
Z twoich wypowiedzi wynika, że masz poważną depresję.
Obowiązkowo zrób ten test:
http://psychiatra.bydgoszcz.eu/publikac … sji-becka/I jak wyjdzie pozytywny tonie waż się nawet nie pójść na tą wizytę co się zapisałaś i powiedz, że podejrzewasz depresję u siebie. Niestety potrzebujesz pomocy specjalisty, obawiam się, że nawet znalezienie wymarzonej pracy i wyprowadzenie się od rodziców Ci nie pomoże, w tym stanie co jesteś, a jeszcze dojdzie Ci samotność i zdanie tylko na samą siebie.
Za 2 tygodnie mam psychologa. Nie zdążyłam na wizycie u psychiatry wspomnieć, że to podejrzewam. Nie wiem czy dostałabym do tego też i jakieś leki.
Narazie to znalazłam u siebie w Elblągu. Praca w markecie jako kasjer-sprzedawca. Nie ma nic niestety sensownego, a nie mam wymarzonego zawodu. Potem jak nabiorę doświadczenia walę w Gdańsk. Długo w Elblągu nie zagrzeję miejsca zwłaszcza po tym jak widzę jak mnie moja matka traktuje. Męczy mnie to i czuje się w domu żle. Robiłam sobie dzisiaj dalsze badania do pracy. Z morfologii mi wyszło że parę parametrów krwi mam obniżone zupełnie jakby nie wiem miałabym jakąś niedokrwistość czy coś. Resztę mam w normie.
Test sobie zrobię z ciekawości.
Domyślam się, że samotność do mnie dojdzie. Na razie muszę z sobą samą nauczyć się przebywać. Nie mam jak się tego nauczyć bo moja szanowna matka sądzi, że mi do szczęścia są potrzebni ludzie (mi bardziej potrzebne jest samo przebywanie w jakimś gronie osób niż rozmawianie z nimi takie, że jestem w pracy czy w mieście i otaczają mnie ludzie poza tym to wolę bycie sama ze sobą). Przez co jak słyszę jak koleżanka się ożeniła to człowiek se myśli farciara. A i skoro większość rówieśników ma drugą połówkę to ta też by chciała bym miała. Mój brat ma dziewczynę. Ja jestem na bocznym torze.
Co do zdania na siebie i tak mam to w życiu. Pracę szukałam sama. A przez to jak rodzice mi po znajomości szukali pracy zmarnowałam 2 miesiące. A te teksty chamskie mojej mamy, że nie po to ci ojciec staż załatwiał byś rezygnowała, mam nadzieję że masz rozum. W podświadomości mi się odzywa że to są kompletnie dla mnie obce osoby z którymi nie mam nic nawet wspólnego. A co słyszę czasem jesteś podobna do ciotki (budowa ciała i że jestem zasadnicza), albo do jakiegoś dziadka (tylko dlatego bo lubię bajkę Sąsiedzi - mi się ona naprawdę podoba).
A jak będę z dala od nich to chcę poznać siebie i zobaczyć co chcę w życiu robić. I przyznam chcę pochodzić na basen (spróbować nauczyć się pływać, a wiem że są gogle dla osób co mają wadę wzroku takie ze szkłami korekcyjnymi). Dużo chcę spróbować. Mam też i dylemat czy iść na mechanikę i budowę maszyn o specjalności samochodowej czy jednak technik pojazdów samochodowych. Sama wiem, że technik daje więcej niż studia. Nauczyłam się odnośnie ekonomii w technikum dużo. Na studiach zmarnowałam czas i się wypaliłam.
Jak mnie wyzywano na praktykach od tępaków to wiesz co słyszałam to przez ciebie bo się nie modlisz, jak mi dokuczano to przez ciebie. Tylko nikt mi nie mówił jak się mam zachowywać i bronić.
Doświadczenie w handlu nie będzie brane pod uwagę w pracy jako inżynier mechanik i technik mechanik, będziesz tak samo traktowana jak osoby bez doświadczenia.
Widzisz mi też wszyscy mówią, że jestem zasadniczy, bo w pracy zawsze pytam o procedury, ścieżkę załatwiania danej sprawy i ogólnie formalności .:D W życiu też bardzo poważnie traktuję dane słowo i zawsze spełniam dane obietnice. Nie należę jednak do ludzi wylewnych, otwieram się dopiero jak widzę, że dana osoba jest godna zaufania, wcześniej jestem ostrożny, zdystansowany.
Ja jestem po studiach Mechanika i Budowa Maszyn tyle, że specjalizacji Konstrukcja i Eksploatacja Maszyn, polecam zawód praca umysłowa nie fizyczna, jako technik będziesz musiała pracować fizycznie (mój kręgosłup nie wytrzymał i nie dałem rady pracować jako mechanik), jakbyś miała magistra lub chociaż inżyniera to mogę pomóc Ci załatwić pracę. jak konstruktor tyle, że albo w Gliwicach albo w Jeleniej Górze.
Z własnego doświadczenie powiem Ci, że jak się wyprowadzisz to brak drugiej połówki odczujesz jeszcze bardziej dotkliwiej niż mieszkasz z rodzicami, wracasz do pustego domu nie masz do kogo się odezwać, nie masz z kim porozmawiać o swoim dniu i z kim podzielić się codziennymi sukcesami i porażkami. A najgorzej jak zachorujesz albo coś Ci się stanie tak jak mi w sobotę. Wstrzeliłem sobie klej do oka (ściskając dwa klejone elementy wytworzyłem taką siłę, że klej wystrzelił mi prosto w lewe oko), przepłukałem sobie oko wodą i wziąłem "sprawcę tragedii" i pojechałem do szpitala jako, że jestem zbyt dumny by prosić sąsiadów o pomoc (lub zbyt głupi
) i zbyt oszczędny by zamawiać taksówkę, wziąłem swoje auto i wybrałem się w drogę do szpitala, całą drogę polewałem sobie oko myśląc, że powstrzyma to klej od wyschnięcia. Na szczęście nie skleiło mi się oko z powieką, na ostrym dyżurze byłem jedynym pacjentem do okulisty, to wszystko udało mi się załatwić w godzinę (mam poparzenia chemiczne na spojówce lewego oka, dostałem 2 krople i jak po pięciu dniach będę miał jakieś problemy ze wzrokiem, mam iść do okulisty). Na szczęście na razie nic mi nie jest.
Dobranoc.
Racja. Tylko że muszę cokolwiek wziąć. W większości ofert pracy chcą kogoś z doświadczeniem i nie mam gdzie go nabrać. U mnie w Elblągu to albo gastronomia albo na kasę do marketu. W Gdańsku trudno mi się zaczepić bo chcą kogoś na miejscu. Dopiero w Gdańsku chce o studiach zaocznych myśleć. U mnie w Elblągu nie ma magisterskich studiów
Wiem że będę odczuwała samotność tylko trudno mi komuś ufać, a męczy mnie mieszkanie z rodzicami. Co do kleju to raz kleiłam sobie nosek do okularów z okularami bo mi odpadł i o mało co palce bym sobie skleiła.
Rozwiązałam sobie test o którym mówiłeś. Wyszła mi ciężka depresja.
Nie mam z czego się cieszyć. Niby ta praca jest ale martwi mnie to że nie mogę się dodzwonić do kierowniczki, a miałam się do niej odezwać jak zrobię badania. Raz tak w Elblągu miałam jak studiowałam, że miałam iść na wykładanie towarów i niby przyjęta byłam ale nic z tego nie wyszło.
Rozwaliło mnie to co mi mama gadała to twój brat jest i wspierać się będziecie jak nas nie będzie. Sama jest jedynaczką a z takimi gadkami mi wyjeżdża. Ojciec ma brata z którym nie utrzymuje kontaktu i to ma być przykład dla mnie, że ze swoim bratem mam utrzymywać kontakt. Nie byłam nigdy blisko z bratem. Na studniówkę musiałam iść sama, bo nie miałam z kim. Czułam się tam źle. Wolę już samotność niż takich ludzi jak rodzice i brat.
16 2016-09-13 10:33:51 Ostatnio edytowany przez Averyl (2016-09-13 15:14:11)
Przeczytałam twój temat.
Serena66 - wydajesz się być bardzo fajną osobą, wiesz czego chcesz, dostrzegasz problemy w realizowaniu swoich celów, ale nie paraliżuje cię to, nie przyjmujesz postawy, "nawet nie kiwnę palcem, bo i tak się nie uda". To fajne, to podstawa, pierwszy krok do odniesienia sukcesu. Głowa do góry i do przodu!
Napisałaś się, że nie masz się z czego cieszyć. Ale też nie masz chyba powodów do dramatu, do płakania całymi dniami i nocami, prawda? Tak większość ludzi ma, i chyba tak powinno być, to właśnie poprzez kontrast wiesz, że coś jest miłe, a coś niemiłe, coś jest dobre, albo złe.
Rodzice wpajali ci, że wszyscy wokół są źli, chcą ci zrobić krzywdę, powinnaś być nieufna. Pomyśl sobie o tym inaczej, możesz przeżyć całe życie z boku, nie wchodząc w relację z innymi, nie prowokując losu, że ktoś cię zrani, ale też nie przeżywając chwil szczęścia, radości, warto? Co jest dla ciebie istotniejsze strach przed zranieniem, czy szczęście? Przed zranieniem, nie zabezpieczysz się, ale możesz zminimalizować ryzyko - możesz dążyć do samodzielności (wiele kobiet popełnia błąd, że czepia się faceta, a gdy ten odchodzi zostają z niczym), możesz żyć w zgodzie z sobą samą, ze swoimi wartościami (nawet jeśli ci się nie uda w związku, to będziesz wiedziała, że ty byłaś w porządku). Korzystaj z życia, masz niesamowite hobby, a boisz się jeździć, każdy na początku się boi, to normalne, jedyny sposób to praktykować, jeśli rodzice nie pozawalają używać ich samochodu, korzystaj z każdego innego - znajomych, kursy doszkalające, może jakiś stary używany, do spółki z kimś z rodziny dalszej, może znajomych.
Nawet jeśli schowasz się pod kloszem, który rodzice nad tobą roztaczają, to i tak życie ci dokopie w sferze emocjonalnej --> depresja. Nie da się przejść przez życie bez żadnych problemów, tylko ciesząc się.
Całymi dniami i nocami nie płacze. Organizm też potrzebuje odpocząć od płaczu.
Nie chce być zależna od faceta. Sama chcę jak najwięcej umieć. Byłam dziś dopiąć formalności w kwestii pracy. Od poniedziałku zaczynam.
Co do korzystania z życia póki mieszkam z rodzicami nie mam takowych możliwości. Nie chcę mieć chłopaka ani dzieci. Nie chce być taka jak moja mama, a nie mam dobrych wzorców. Nie chce porzucać swojego hobby na rzecz związku. A moja mama by mi gadała potem a kiedy ślub i dzieci. Boje się że jak w związku będę skończę jak ona. Że koniec z motoryzacją i marzeniami o Światowych targach samochodowych oraz koniec z wyprowadzką z domu. Widzę to po mojej mamie że tylko praca dom. Przez to jak ona się mnie czepia odnoszę wrażenie że robi to co jej mama. Kontroluje mnie i się czepia.
18 2016-09-13 15:12:40 Ostatnio edytowany przez Averyl (2016-09-13 15:15:03)
Słuchaj, z tymi facetami to jak w "Seksmisji"
Lamia: Co to znaczy „mieć chłopa”?
Berna: Prawdopodobnie chodzi o męską służbę domową, bardzo rozpowszechnioną w XX wieku.
Trzymaj się swojego hobby, czasem możesz skorzystać z męskiej służby domowej
dla przyjemności.... oczywiście, o ile będzie znał się na samochodach tak jak ty.
Powodzenia!
Słuchaj, z tymi facetami to jak w "Seksmisji"
Lamia: Co to znaczy „mieć chłopa”?
Berna: Prawdopodobnie chodzi o męską służbę domową, bardzo rozpowszechnioną w XX wieku.
Trzymaj się swojego hobby, czasem możesz skorzystać z męskiej służby domowejdla przyjemności.... oczywiście, o ile będzie znał się na samochodach tak jak ty.
Powodzenia!
Moja matka to oczywiście z pretensjami, że ja nerwowa jestem.
Tylko oni niech nie przesadzają. Żartują sobie z tego, że ja w niedzielę muszę o 22:00 spać. A dla mnie to nie jest powód do żartów. Tylko przez nich nie potrafię zluzować. Fakt nie wiem wszystkiego w kwestii pracy tylko niech nie przesadzają, że nie wiem co ja do pracy muszę wziąć. Chodziłam na praktyki.
Męczą mnie oni. Myślę sobie przepraszam, że się w ogóle w domu odzywam.
I nawet psa nie mogę uciszyć, bo ma sobie szczekać.
Averyl napisał/a:Słuchaj, z tymi facetami to jak w "Seksmisji"
Lamia: Co to znaczy „mieć chłopa”?
Berna: Prawdopodobnie chodzi o męską służbę domową, bardzo rozpowszechnioną w XX wieku.
Trzymaj się swojego hobby, czasem możesz skorzystać z męskiej służby domowejdla przyjemności.... oczywiście, o ile będzie znał się na samochodach tak jak ty.
Powodzenia!
Moja matka to oczywiście z pretensjami, że ja nerwowa jestem.
Tylko oni niech nie przesadzają. Żartują sobie z tego, że ja w niedzielę muszę o 22:00 spać. A dla mnie to nie jest powód do żartów. Tylko przez nich nie potrafię zluzować. Fakt nie wiem wszystkiego w kwestii pracy tylko niech nie przesadzają, że nie wiem co ja do pracy muszę wziąć. Chodziłam na praktyki.
Męczą mnie oni. Myślę sobie przepraszam, że się w ogóle w domu odzywam.
I nawet psa nie mogę uciszyć, bo ma sobie szczekać.
Widzisz, a ja z kolei lubię siedzieć do późna i nienawidzę rano wstawać, a do pracy mam na siódmą
. Będziesz idealnym pracownikiem
.
Tak jak Ci napisałem i wielu mężczyzn chciałoby kobietę, która będzie podzielała ich pasję, a motoryzacja to typowo męska branża zainteresowań, na targi także wielu chodzi, na pewno każdy "wziąłby" taką kobietę do związku z pocałowaniem ręki. Bo ile można słuchać, że kobieta interesuję się modą i lubi chodzić po galeriach handlowych? Także w twoim przypadku związek z odpowiednim facetem na pewno nie zastopuję twojego hobby, a nawet rozwinię. ![]()
Co do pracy Od czego masz forum i internet?:) Pamiętaj, że zgodnie ze zmianami w prawie pracy, musisz dostać umowę przed rozpoczęciem pracy tj. przed poniedziałkiem, przed pracą powinnaś odbyć staż stanowisko-wy i przejść kurs BHP. Jeżeli chodzi o urlop to przez pierwszy rok pracy będzie Ci przysługiwało 1,6 dnia urlopu za każdy przepracowany miesiąc za wyjątkiem grudnia, a od stycznia będziesz miała 20 dni urlopu "przyznane z góry". Pierwszego dnia twój przełożony/przełożona powinna Cię przedstawić współpracownikom, zaznajomić z obowiązkami, poinformować o przerwach jakie przysługują w pracy i godzinach, jakie Cię obowiązują. Więcej informacji możesz znaleźć tu:http://www.nafalipierwszejpracy.pl/
Widzisz ja chciałbym, żeby mój pies dalej szczekał, ale niestety przez Pana Weterynarza zdechł 2 miesiące temu, a miałem ją od 14 lat
Ale konowałowi nie odpuszczę, na wszystkich forach napisałem o jego fachowości, na Google konował sam się skompromitował i napisał to co ja mu zarzuciłem
Moi rodzice złożyli też skargę do okręgowej izby weterynaryjnej i będzie śledztwo
Mnie już nic to nie da, ale może innym pomogę.
Co pracy to trzymam kciuki i życzę powodzenia, ja od poniedziałku z kolei idę na tygodniowy urlop
Zamierzam przez ten czas zwiedzić sobie CNK i Stadion w Warszawie, przejachać szlaki rowerowe na Jurze oraz przygotować blacharkę auta do zimy.
PS. Jakbyś chciała udać się na wyścig GP Niemiec w F1, to teraz jest najlepszy moment na kupno biletu za 60 euro masz bilet na cały wyścigowy Weekend (treningi, kwalifikacje i wyścig). A jak zaczniesz pracować to polecam udać się na Targi motoryzacyjne do Poznania, na początek powinnaś być zadowolona, a fortuny nie stracisz. Targi w Niemczech i w Europie Zachodniej to zupełnie inna półka cenowa z kosztami podróży i noclegu co najmniej 1000 zł na jedną osobę.
serena66 napisał/a:Averyl napisał/a:Słuchaj, z tymi facetami to jak w "Seksmisji"
Lamia: Co to znaczy „mieć chłopa”?
Berna: Prawdopodobnie chodzi o męską służbę domową, bardzo rozpowszechnioną w XX wieku.
Trzymaj się swojego hobby, czasem możesz skorzystać z męskiej służby domowejdla przyjemności.... oczywiście, o ile będzie znał się na samochodach tak jak ty.
Powodzenia!
Moja matka to oczywiście z pretensjami, że ja nerwowa jestem.
Tylko oni niech nie przesadzają. Żartują sobie z tego, że ja w niedzielę muszę o 22:00 spać. A dla mnie to nie jest powód do żartów. Tylko przez nich nie potrafię zluzować. Fakt nie wiem wszystkiego w kwestii pracy tylko niech nie przesadzają, że nie wiem co ja do pracy muszę wziąć. Chodziłam na praktyki.
Męczą mnie oni. Myślę sobie przepraszam, że się w ogóle w domu odzywam.
I nawet psa nie mogę uciszyć, bo ma sobie szczekać.Widzisz, a ja z kolei lubię siedzieć do późna i nienawidzę rano wstawać, a do pracy mam na siódmą
. Będziesz idealnym pracownikiem
.
Tak jak Ci napisałem i wielu mężczyzn chciałoby kobietę, która będzie podzielała ich pasję, a motoryzacja to typowo męska branża zainteresowań, na targi także wielu chodzi, na pewno każdy "wziąłby" taką kobietę do związku z pocałowaniem ręki. Bo ile można słuchać, że kobieta interesuję się modą i lubi chodzić po galeriach handlowych? Także w twoim przypadku związek z odpowiednim facetem na pewno nie zastopuję twojego hobby, a nawet rozwinię.
Co do pracy Od czego masz forum i internet?:) Pamiętaj, że zgodnie ze zmianami w prawie pracy, musisz dostać umowę przed rozpoczęciem pracy tj. przed poniedziałkiem, przed pracą powinnaś odbyć staż stanowisko-wy i przejść kurs BHP. Jeżeli chodzi o urlop to przez pierwszy rok pracy będzie Ci przysługiwało 1,6 dnia urlopu za każdy przepracowany miesiąc za wyjątkiem grudnia, a od stycznia będziesz miała 20 dni urlopu "przyznane z góry". Pierwszego dnia twój przełożony/przełożona powinna Cię przedstawić współpracownikom, zaznajomić z obowiązkami, poinformować o przerwach jakie przysługują w pracy i godzinach, jakie Cię obowiązują. Więcej informacji możesz znaleźć tu:http://www.nafalipierwszejpracy.pl/
Widzisz ja chciałbym, żeby mój pies dalej szczekał, ale niestety przez Pana Weterynarza zdechł 2 miesiące temu, a miałem ją od 14 lat
Ale konowałowi nie odpuszczę, na wszystkich forach napisałem o jego fachowości, na Google konował sam się skompromitował i napisał to co ja mu zarzuciłem
Moi rodzice złożyli też skargę do okręgowej izby weterynaryjnej i będzie śledztwo
Mnie już nic to nie da, ale może innym pomogę.
Co pracy to trzymam kciuki i życzę powodzenia, ja od poniedziałku z kolei idę na tygodniowy urlop
Zamierzam przez ten czas zwiedzić sobie CNK i Stadion w Warszawie, przejachać szlaki rowerowe na Jurze oraz przygotować blacharkę auta do zimy.
PS. Jakbyś chciała udać się na wyścig GP Niemiec w F1, to teraz jest najlepszy moment na kupno biletu za 60 euro masz bilet na cały wyścigowy Weekend (treningi, kwalifikacje i wyścig). A jak zaczniesz pracować to polecam udać się na Targi motoryzacyjne do Poznania, na początek powinnaś być zadowolona, a fortuny nie stracisz. Targi w Niemczech i w Europie Zachodniej to zupełnie inna półka cenowa z kosztami podróży i noclegu co najmniej 1000 zł na jedną osobę.
Dzięki za link. Poczytam co muszę wiedzieć. Bardziej to się obawiam skąd będę wiedziała kiedy iść na kasę, kiedy towar wykładać. Takie kiedy co robić.
Mówisz tyle kosztują światowe targi. Jeszcze się tym nie interesowałam. Narazie chcę nabrać doświadczenia i później w Gdańsku coś szukać. Może nawet od tej samej pracy zacznę tam, aby się zaczepić. Nie wiem.
W poniedziałek najpierw umowę dostanę, szkolenie BHP, o ocenie ryzyka zawodowego coś poznam. I do pracy.
Wystarczy, że męczą mnie w domu. Mam ich dosyć. A te opieprzanie, że nie chciało mi się wczoraj włosów umyć. Jeny jak zacznę do pracy jeżdżić owszem o siebie bardziej zadbam, bo w końcu to kontakt z klientem. Wiem o tak oczywistych rzeczach. A jeszcze matka mi przypina łatkę, że jestem jak ciocia (zasadnicza i poważna). Nie wiem. Ją chyba zazdrość zżera, że ja coś robię, a ona siedzi na jednym stanowisku od wielu lat.
Nie odróżniam kiedy kto żartuje i jeszcze ich żarty odnośnie spania to trochę nie na miejscu. Czuję się nieco samotna w domu.
I do tego mi mama gada że czemu ty taka niedotykalska jesteś, a psa broni jak mnie dotyka tym że cię lubi. Nie obchodzi jej to że tego nie lubię. Nawet nie wiem czy nie mam nadwrażliwości na dotyk. Czasami jak mnie dotykano w pasie to się bałam. Nie byłam molestowana ale sam dotyk powodował we mnie agresje.
Nie lubiłam gryzących metek że nie wspomnę o problemach z myciem. Nie to że o siebie nie dbam. Dbam o siebie. Jak miałam problemy w okresie dojrzewania. Raz że hormony i nadmierna potliwość a dwa że rówieśnicy wyśmiewali się ze mnie i mi dokuczali a trzy mi w domu mówiono że to przez ciebie wszystko. Pamiętam że potem sypnęłam się psychicznie z czego nie zdawałam sobie sprawy.
Tylko że trudno mi się zmobilizować do smarowania kremem nawilżającym cery. Nie ciągnie mnie nawet do malowania się. Mam alergie na pewne składniki i zraziłam się do podkładów i tuszów do rzęs.
Nie ma się co czarować, że po tym świecie trochę typów spod ciemnej gwiazdy chodzi... ale, żeby tak zaraz wszyscy ludzie byli źli, to jednak zbyt duże uogólnienie. W dodatku niesprawiedliwe. Najważniejsze, to dość szybko nauczyć się odróżniać jednych ludzi od drugich. Nie dawać się wykorzystywać cwaniakom i szantażystom emocjonalnym, bo w każdej relacji mamy prawo oczekiwać przynajmniej pewnej wzajemności. Nie zawsze jest różowo, ale pracując każdy z nas jest narażony na spotkania z różnymi typami ludzi. Jedynych lubi się bardziej innych mniej, jeszcze z innymi ogranicza się kontakt do niezbędnego minimum. Tak po prostu jest i trzeba przyjąć to do wiadomości ![]()
Może nie powinnam tak pisać... ale nasi rodzice nie zawsze mają rację
Zakładam, że Twoi kiedyś bardzo się na kimś zawiedli i dziś próbują uchronić Ciebie przed podobnym rozczarowaniem. Przy okazji ograbiając Cię z możliwości zawarcia wartościowych przyjaźni. Masz jakiś plan na bliższą przyszłość, ciekawe zainteresowania i trzymaj się tego. Ciągnie Cię do motoryzacji, to rozwijaj tę pasję na ile możesz. Dzisiaj dostęp do wiedzy jest zdecydowanie łatwiejszy,a w sieci jest sporo tematycznych portali na których można spotkać podobnych pasjonatów i wymienić z nimi poglądy. Teraz rozpoczniesz zdobywać doświadczenie w sklepie spożywczym, potem może zmienisz prace i zaczniesz sprzedawać części samochodowe, jeszcze później zrobisz tego magistra i zostaniesz konstruktorem samochodów, albo instruktorem jazdy... albo... no, nie mam już koncepcji, bo się na motoryzacji nie znam, ale zachęcam Cię do rozwijania swojej pasji. Pracą i konsekwencją można osiągnąć wszystko ![]()
24 2016-09-17 20:08:29 Ostatnio edytowany przez serena66 (2016-09-17 20:12:00)
Nie ma się co czarować, że po tym świecie trochę typów spod ciemnej gwiazdy chodzi... ale, żeby tak zaraz wszyscy ludzie byli źli, to jednak zbyt duże uogólnienie. W dodatku niesprawiedliwe. Najważniejsze, to dość szybko nauczyć się odróżniać jednych ludzi od drugich. Nie dawać się wykorzystywać cwaniakom i szantażystom emocjonalnym, bo w każdej relacji mamy prawo oczekiwać przynajmniej pewnej wzajemności. Nie zawsze jest różowo, ale pracując każdy z nas jest narażony na spotkania z różnymi typami ludzi. Jedynych lubi się bardziej innych mniej, jeszcze z innymi ogranicza się kontakt do niezbędnego minimum. Tak po prostu jest i trzeba przyjąć to do wiadomości
Może nie powinnam tak pisać... ale nasi rodzice nie zawsze mają racjęZakładam, że Twoi kiedyś bardzo się na kimś zawiedli i dziś próbują uchronić Ciebie przed podobnym rozczarowaniem. Przy okazji ograbiając Cię z możliwości zawarcia wartościowych przyjaźni. Masz jakiś plan na bliższą przyszłość, ciekawe zainteresowania i trzymaj się tego. Ciągnie Cię do motoryzacji, to rozwijaj tę pasję na ile możesz. Dzisiaj dostęp do wiedzy jest zdecydowanie łatwiejszy,a w sieci jest sporo tematycznych portali na których można spotkać podobnych pasjonatów i wymienić z nimi poglądy. Teraz rozpoczniesz zdobywać doświadczenie w sklepie spożywczym, potem może zmienisz prace i zaczniesz sprzedawać części samochodowe, jeszcze później zrobisz tego magistra i zostaniesz konstruktorem samochodów, albo instruktorem jazdy... albo... no, nie mam już koncepcji, bo się na motoryzacji nie znam, ale zachęcam Cię do rozwijania swojej pasji. Pracą i konsekwencją można osiągnąć wszystko
Zdaje sobie sprawę, że nie ma co popadać ze skrajności w skrajność i ufać nawet mordercom. Rodzice równie dobrze mogą chcieć bym żyła według ich koncepcji nie patrząc na to, że mam 25 lat i chcę żyć po swojemu (widzę, że moja mama zachowuje się jak jej mama - chciałaby wszystko wiedzieć, kontrolować mnie i się czepiać, jako dziecko to widziałam i po śmierci babci mama taka w stosunku do mnie była). Mam sporo planów: wyprowadzić się do Gdańska tam mieć pracę, pojechać sobie do sanatorium Pod Tężniami do Ciechocinka (byłam tam i mi się bardzo podobało), myśleć w Gdańsku o studiach zaocznych (możliwe, że w kierunku motoryzacji), pojeżdżić na targi samochodowe i zrobić do bloga relację na żywo, chcę też spróbować nauczyć się pływać (rodzice nie pływają a ja się boje im zaufać i położyć się na wodzie). W sklepie 2 lata chcę maksymalnie porobić. Nie chcę całe życie być kasjerem. Ta praca którą mam traktuje dorażnie jako nabranie doświadczenia (i żeby finansowo zebrać jak najwięcej oszczędności). Potem chce do Gdańska się wyprowadzić. Jestem zmęczona przebywaniem z toksycznymi ludźmi którym nie podoba się to, że chcę mieć własne życie z którego nie chcę się spowiadać. Męczy mnie to, że chcą wszystko wiedzieć. Pasja pasją tylko przyznaję brakuje mi posiadania jakichś znajomych, przyjaciół. Nie udzielam się za bardzo na forach o motoryzacji. Nie mam auta i nie jeżdżę. To o czym ktoś taki jak ja może opowiadać. Nawet w domu nie rozmawiają o tym ze mną. Niewielkiego kontaktu z ludźmi mi brakuje. Nie jestem osobą rozgadaną. Wolę nic nie mówić niż narzekać i nieświadomie zrażę kogoś do siebie. Nie umiem ufać facetom poprzez to jakiego mam ojca w domu, który z moim bratem spędza głównie czas. I jeszcze filozofie mojej mamy, że kobieta musi się dla domu poświęcić. Zawsze to ja z mamą w domu robiłam. Mówiłam jej niech ojca czy brata o pomoc poprosi. Ta do mnie, że mój brat tu nie mieszka. A prawda jest taka, że mieszkanie owszem ma swoje, ale przyjeżdża tu bo ma swoją działalność także się nie wyprowadził z domu. Ma dziewczynę. Mnie nie ciągnie do związków, bo nie chcę powielać schematów z domu a nie mam dobrych wzorców.
Mam jakieś takie ciągoty do motoryzacji przyznaję. Kiedyś sądziłam, że nie nadaję się do pisania bloga. Miałam depresję takową. Przeszło mi jak wróciłam do pisania. Są osoby, które twierdzą, że mam talent do tego i podoba im się moja stronka.
Wymyślam autom pseudonimy. Białe Audi nazywam białą damą, a podobne jej modele to nazywam je kuzynami, że to wujek białej damy czy kuzyn. Nieraz się uśmiecham na widok aut.