Cześć,
Mam właściwie problem w relacji z kolegą z pracy... Kolega był chory psychicznie w dzieciństwie (lub jest nadal) i brał leki.
Ma problemy w pracy, jest czasem zgorzkniały tzn. narzeka. Jednak nasze relacje są słodkie, jego wpatrywanie się we mnie lub przysuwanie się krzesełkiem, telefony z jego strony w pracy (na szczęście mamy darmowe
). Zaprosiłam go raz do siebie do domu, co chwilę się pytał, czy aby na pewno chcę by tu (u mnie w domu) był, nazwał mnie najlepszą przyjaciółką, ciągle tulił a gdy chciałam by mnie puścił to nie chciał. Dzwoniliśmy do siebie po pracy.. (rzadko się w niej widujemy bo pracujemy w osobnych budynkach).
Z jednej strony to wszystko słodkie, miła odmiana... To dobry człowiek, religijny, uczynny i uczciwy.. (choć zataja pewne fakty te np. o chorobie, wiem o niej od znajomych). Coś mnie uderzyło po tym tuleniu, w momencie gdy nie chciał puścić... tak mnie nigdy nie tulił no i masz..
Jednak...
Gdy zeszło ostatnio na temat życia uczuciowego.. stało się źle.
Zapytałam czy ma kogoś, on powiedział że ktoś mu się podoba, ale nie wie czy nie ma ona kogoś i tu strasznie się zawstydził i spuścił głowę i zapytał mnie o to samo (nie mam nikogo i tak mu odpowiedziałam). Po jakimś czasie jako przyjaciółka poczułam się aby go zdopingować do walki o dziewczynę.. on powiedział że a może ona ma kogoś i zaczął krzyczeć że a skąd wiem, że nie chce być sam... Olewał mnie przez jakiś czas, a potem zaprosił na spacer (sytuacja na nim wymusiła, by mnie zaprosił, ale jednak to zaproszenie z jego ust wyszło) i było kiepsko.. narzekał na pracę, później trochę coś innego opowiadał, gdy ja mówiłam to jakby mało mnie słuchał. Był zagubiony gdy ja wstałam z ławki on momentalnie wstawał wystraszony również itp. Po spacerze znowu cisza. Jego urlop, mój urlop. Cisza. Sytuacja zmusiła mnie bym do niego zadzwoniła z prośbą o mini przysługę. Na koniec mojej prośby stwierdziłam, że jest kochany, a on tylko pa.
Dalej cisza...
Po prostu jestem głupia. Doradźcie co tu widzicie i jak tu się zachować.
Dzięki.