Witam wszystkich na forum. Chciałbym wam przedstawić moją Historie.
Byliśmy ze sobą 6 lat, w tym 2 w narzeczeństwie. Poświeciłem całego siebie dla tego związku. Tworzyliśmy świetną para, każdy kto nas widział mówił: „ale to będzie świetne małżeństwo ”. My też tak uważaliśmy. Nigdy się nie kłóciliśmy, jak już to na bardzo krótko, mogliśmy my na siebie liczyć, o wszystkim sobie mówiliśmy, pomagaliśmy sobie we wszystkim, każde nasze spotkanie zaczynało się uśmiechem na twarzy. Mieliśmy tyle planów życiowych(dzieci, budowa domu).
To co wydarzyło się 2 miesiące przed naszym ślubem, to nikt nie mógł uwierzyć.
Powiedzcie. Czy to jest normalne?
Od roku pracuje na delegacji, ale przyjeżdżałem w każdy weekend. Ona pracowała jako recepcjonistka w hotelu. Nie pojechałem tam dla siebie tylko dla nas, to była nasza wspólna decyzja. Nie było dnia żebyśmy nie zadzwonili do siebie, wysyłaliśmy bardzo dużo sms-ów. Wiem że nie to samo co rozmowa w 4 oczy, ale to nie powód żeby tak się zachować. Co najgorsze ja nic nie podejrzewałem: Za każdym razem czułe przywitanie, obiadek na stole, po prostu zero odtrącenia(nawet w łóżku), zazdrość o inne kobiety. Pomijając kupno obrączek, pójście do księdza, załatwianie spraw w urzędzie stanu cywilnego, zaproszenie całej rodziny na uroczystość. Po co to wszystko, jak od pół roku miała romans z praktykantem w pracy?
Dowiedziałem się o wszystkim na kawalerskim, zadzwoniła do mnie i powiedziała: „ja już nic nie czuje, nic Ci nie brakuje, znajdziesz sobie nową”. Przyjechałem do niej najszybciej mogłem, jak jeszcze spała. 1 raz w życiu sprawdziłem jej komórkę. Niestety pełno smsów od niego. Z nerwów nawet ich nie przeczytałem, tylko pamiętam że on jej pisał nie jedz po tą sukienkę, wysłała mu też to samo sexowne zdjęci co mi. Obudziłem ją i wyszliśmy na zewnątrz. Rozmowa była bardzo bolesna ale spokojna, poprosiłem żeby się odcięła od niego. Niestety, co z tego że się zgodziła, jak podczas gdy jej pojechałem po lekarstwo do apteki pierwsze co zrobiła to napisała kilka smsów do niego.
Postanowiłem się wyprowadzić od niej. Co dziwne to tak strasznie płakała za mną jak wychodziłem, że mi chciało serce szczelić.
Następnego dnia spotkaliśmy żeby pozamykać sprawy formalne. Prosiłem ja żeby mnie nie zostawiała, żebyśmy gdzieś wyjechali. Zgodziła się, nawet się ucieszyła, puściła mi piosenkę ze słowami „przetrwamy wszystko”. Nie wyjechaliśmy, bo rozmyśliła się w ostatniej chwili. Powiedziała mi: „daj mi czas, bo czym bardziej naciskasz tym gorzej”, a i jeszcze to: „tak- muszę się z nim spotkać żeby zobaczyć czy mu na mnie zależy”.
Kolejny dzień to jej wyjazd i sms do mnie, że postanawia się odciąć, przemyśleć. Jak się dowiedziałem zrobiła to po rozmowie z siostra, która jej powiedziała: „jeszcze nie widziałam żeby ktoś tak kogoś kochał”. Wróciła po 1 dniu i pierwsze co zrobiła to poleciała do niego. Wiedziałem że się spotkali, dlatego czekałem do 2 w nocy pod jej domem. Pocałowała go, uśmiechnięta, serownie ubrania wyszła z jego samochodu. A ja stałem zamurowany i to co czułem, nigdy nie zapomnę.
Spotkałem się z nią. Zapytałem: jak mogłaś mi to zrobić ? Odpowiedziała: widzisz takie jest prawo dżungli.
Rozumiem ludzie się rozstają bo dochodzą do wniosku, że tak będzie lepiej, ale zdrada przez tak długi czas jeszcze przed naszym ślubem? Jak można tak kogoś oszukiwać ?
Nie życzę nikomu tego co mnie spotkało.
ciesz się że 2miechy przed a nie po
za dobre intencje wyrwą nam serce
Na razie nie mogę się pozbierać. Śni mi sie po nocach, nie potrafię o niej nie myśleć, tęsknie,obwiniam siebie co źle zrobiłem. Zły jestem że ją spotkałem, bo nie jedna dziewczyna by doceniła to co miała, a trafiłem na dziewczynę bez wartości przez którą muszę to wszystko teraz przechodzić. Przez 6 lat człowiek sie strasznie przywiązuje, jest tyle wspomnień, przyzwyczajeń. Nigdy bym nie powiedział że ona mi to zrobi.Kiedyś dał bym sobie za nią rękę uciąć , dziś bym był bez ręki.
Prosiłem ja żeby mnie nie zostawiała, żebyśmy gdzieś wyjechali. Zgodziła się, nawet się ucieszyła, puściła mi piosenkę ze słowami „przetrwamy wszystko”. Nie wyjechaliśmy, bo rozmyśliła się w ostatniej chwili. Powiedziała mi: „daj mi czas, bo czym bardziej naciskasz tym gorzej”, a i jeszcze to: „tak- muszę się z nim spotkać żeby zobaczyć czy mu na mnie zależy”.
[...]
Zapytałem: jak mogłaś mi to zrobić ? Odpowiedziała: widzisz takie jest prawo dżungli.
Rozumiem ludzie się rozstają bo dochodzą do wniosku, że tak będzie lepiej, ale zdrada przez tak długi czas jeszcze przed naszym ślubem? Jak można tak kogoś oszukiwać ?
Ja z kolei rozumiem, że ta Twoja piękna miłość dopiero teraz utraciła zwykłą ludzką empatię i kilka punktów IQ.
Wcześniej to był ideał chodzący, a dopiero od dwóch miesięcy tak jakoś się porobiło...
Podsumowując: oczy miałeś w doopie, chyba, ze gustujesz w takich kobietach, a to oznacza świetlaną przyszłość...
Mam straszny mętlik w głowie, z jednej strony mam ją jako świetną kobietę z która chciałem spędzić resztę życia, a z drugiej to jak ona się zachowała wobec mnie jak już przestałem być jej oczkiem w głowie, i to że potrafiła zdradzać emocjonalnie przez 6 miesięcy. Ktoś kiedyś napisał "Ludzi poznaje się po tym jak zachowują się wobec ludzi, których już nie potrzebują". Co najgorsze szukam swojej winy w tej całej sytuacji, co mogłem zrobić lepiej, może tego nie można było uniknąć jak byli skazani na siebie w pracy tyle godzin. Z tego co czytam to forum jest tu naprawdę dużo inteligentnych osób i pewnie każdy się dziwi z kim ja chciałem być resztę życia, bo naprawdę sam się dziwie. Jak by mi ktoś powiedział jakiś czas temu że tak się zachowa to bym go wyśmiał. Co najgorsze ona sobie tam żyje szczęśliwa z tym facetem a ja nadal przeżywam koszmar życia. Nie potrafił bym już z nią żyć, ale nadal ją Kocham:( Chciałbym porozmawiać z kimś kto to przeżył.
6 2016-08-09 02:58:48 Ostatnio edytowany przez klaudeksmutek (2016-08-09 03:07:54)
Strasznie.ci wspolczuje :-( to co teraz przechodzisz musi byc straszne. Nie wyobrazam sobie tego nawet co musisz teraz czuc,przezywac to przykre. Ale tylko czas moze ukoic twoj bol. Z dnia na dzien niestety to nie minie ale z czasem bedzie lepiej. Kiedys poznasz kogos kto ciebie.naprawde doceni I pokocha.Mysle ze nikt nie jest w stanie ci teraz jakos szczegolnie ulzyc w tych trudnych chwilach bo musisz sam przezyc te zalobe. A slowa w stylu .,nie byla ciebie warta" ciesz ze teraz.a.nie po slubie" sa malo pocieszajace. I co niekorzy powinni sie zastanowic zanim cos takiego napisza. Zeby to wszyscy byli tacy madrzy I przewidywali zdrady swoich partnerow czy partnerek zycie bylo by latwiejsze. Jak sie jest w zwiazku to sie.ufa drugiej osobie. I mysli sie ze skoro.kocha to nie zdradzi to chyba oczywiste . Nie zawsze wszystko widac wczesniej golym okiem ze ktos kogo bardzo kochamy jest w stanie zrobic cos takiego . Jak czytam komentarze ,gdzie ty miales oczy" to az cisnienie mi skacze. Gdzie mogl je miec ?! Kochal ja I kocha nadal ufal jej ! To normalne ze jest zdruzgotany I swiat mu sie zawalil. Facet liczyl na inteligentne odpowiedzi a doczekal sie na jakims marnym poziomie.
7 2016-08-09 07:59:02 Ostatnio edytowany przez bullet (2016-08-09 08:01:41)
trochę trąca trollem ale ... niech tam.
Kolego Ty się ciesz, że blerw ujawniła talent przed ślubem. Uwierz, że ta cecha charakteru wcześniej czy później by przejęła nad nią kontrolę, a Ty będąc po ślubie kilka lat, mając dzieci cierpiałbyś jeszcze bardziej, pomyśl co z ew. dziećmi ? Ten typ tak ma. Przyjmij to na klatę, że ten koleś wcale nie był pierwszym, który przyprawił Ci poroże ale pierwszym, o którym się dowiedziałeś. TWoim błędem było, że byłeś ślepy.
Ciesz się chłopie, bo życie dało Ci prezent, nam nie dało. Ty masz szansę na znalezienie porządnej dziewczyny
ona się zachowała wobec mnie jak już przestałem być jej oczkiem w głowie, i to że potrafiła zdradzać emocjonalnie przez 6 miesięcy
Jej oczkiem w głowie przestałeś być dawno, trzymała Cię w odwodzie "jakby co" bo nie była pewna tamtego. Zrozum Twoja ex emocjonalnie była daleko od Ciebie już dużo wcześniej skoro szukała emocji. To, że ciągnęła tak długo zawdzięczasz wyłącznie jej umiejętnościom aktorskim.
powtórzę: CIESZ SIĘ CHŁOPIE, postaw gościowi dobrą whisky, że Cię od niej uwolnił. Teraz on musi mieć oczy dookoła głowy
8 2016-08-09 08:41:06 Ostatnio edytowany przez derp (2016-08-09 08:41:50)
Wiem, co przeżywasz, mam to samo, chodź jestem od Ciebie młodszy. Sytuację miałem trochę podbną, bo też widywaliśmy się w weekendy i też mnie zostawiła.
Problem w tym, że ona (Twoja ex) miała dużo czasu dla siebie, skoro widywaliście się w wekekendy przez ostatni rok. Wypisywała, że kocha, obiadki na stole, ale to tylko pozory. Tak naprawdę myślami była już wtedy gdzie indziej. Bo po za tymi 2-3 dniami co widywaliście się razem miała pozostałe 4-5 dni tylko dla siebie. Praca w hotelu to do siebie ma, że spotykasz dużo osób płci przeciwnej i to jeszcze takiej (zwłaszcza w hotelach) co nie stroni od miłych słów i zaczepek w strone recepcjonistek. Może poczuła się wtedy pewniejsza siebie, jej ego moze wzrosło dlatego też potrzebowała więcej emocji może czegoś nowego. Trudno to powiedzieć, ale skoro Twoja kobieta potrafiła Cię zdradzić emocjonalnie, to nawet jak wrócisz do niej, nie przypilnujesz jej, zrobi to samo drugi i trzeci raz. To nie był jednorazowy wyskok, to ciągnie się dłużej a to tylko znaczy to, że to taka już kobieta. Nie zmienisz jej i tyle. Pewnie ma resztki honoru skoro płakała za Tobą, bo dużo przeszliście widziała, że sie starałeś i ją kochałeś, ale ona już myśli inaczej, traktuje Cię inaczej i zobaczysz że niestety szybko o Tobie zapomni.
Jak czytam komentarze ,gdzie ty miales oczy" to az cisnienie mi skacze. Gdzie mogl je miec ?!
Rozumiem, że jest to odniesienie do mojego komentarza. Śpieszę z wyjaśnieniami. Nie napisałam: gdzie miał oczy? Napisałam: miał je w doopie. Mam nadzieję, że ciśnienie wróciło do normy...
Wiecie jak to jest? Czuć że z tym kimś zaraz masz tworzyć rodzinę, tzn. w zasadzie już ją tworzycie, a tu nagle w 1 dzień to wszystko się wali... Wiecie jak to jest? Zobaczyć swoją narzeczoną w progu jej domu praktycznie nagą, wiedząc że on jest w środku?, Wiecie jak to jest? Wejść do kościoła w termin naszego ślubu, i wiedzieć te puste mury, Wiecie jak to jest? Tęsknić za kimś kto Cie tak zranił, Wiecie jak to jest? Mieć tyle wspomnień i wiedzieć że tylko one Ci zostały, Wiecie jak to jest? Przywiązać się do kogoś przez 6 lat i nagle zostać sam, mimo że to nie twoja decyzja, Wiecie jak to jest? Wiedzieć że teraz twoja miłość pozwala się dotykać jakiemuś innemu mężczyźnie.
Pewnie większość z Was nie, też kiedyś tego nie wiedziałem…
Dziękuję za współczucia klaudeksmutek, ale rozumiem też ludzi krytycznie oceniający tą sytuację bo z „prawem dżungli” to naprawdę przegięła, to zasada zwierząt, które nie mają czegoś takiego jak uczucia. Nigdy w życiu bym tak człowiekowi nie powiedział, a już na pewno temu z którym tyle przeżyłem. To nie Była osoba w której się zakochałem.
Uwierz, że ta cecha charakteru wcześniej czy później by przejęła nad nią kontrolę, a Ty będąc po ślubie kilka lat, mając dzieci cierpiałbyś jeszcze bardziej, pomyśl co z ew. dziećmi ? Ten typ tak ma.
powtórzę: CIESZ SIĘ CHŁOPIE, postaw gościowi dobrą whisky, że Cię od niej uwolnił. Teraz on musi mieć oczy dookoła głowy
Czyli co ona już zawsze będzie zdradzać? Oj ciekawe czy byś postawił jak byś był na moim miejscu...
zobaczysz że niestety szybko o Tobie zapomni.
To mnie boli właśnie, ja dzień w dzień od 2 miesięcy o niej myślę, a ona ? Policzył by pewnie na palcach jednej ręki te myśli.
Napisała tylko smsa Prześlij mi moją wypłatę, bo nie zmieniła konta w pracy. Nawet nie zapytała jak się czuję.
13 2016-08-09 20:47:50 Ostatnio edytowany przez derp (2016-08-09 20:48:27)
derp napisał/a:zobaczysz że niestety szybko o Tobie zapomni.
To mnie boli właśnie, ja dzień w dzień od 2 miesięcy o niej myślę, a ona ? Policzył by pewnie na palcach jednej ręki te myśli.
Napisała tylko smsa Prześlij mi moją wypłatę, bo nie zmieniła konta w pracy. Nawet nie zapytała jak się czuję.
No to tylko pokazuje jaka to osoba i jak Cię szanuje bardzo (mimo tych 6 lat). Dziwi mnie że po tak dlugim czasie razem dopiero ujawniła swoje prawdziwe "ja".
Wiem jak bardzo trudno zapomnieć, mi też każdy mówił, "aa zapomnisz szybciej niż myślisz, znajdziesz szybko inną, tego kwiatu pół światu". To nie jest tak, mi minęły już 3 miesiące ciągłego myślenia o niej, aż do momentu kiedy tu napisałem i ludzie mi bardzo pomogli, wyjaśnili coś czego ja nie mogłem pojąć. Ty to musisz zrobić samo i po prostu starać sie zapomnieć, robić wszystko żeby o niej nie myśleć. Wiem, choelrnie trudno ale nic innego Ci nie zostało. Olej temat tak samo jak ona, ona nie ma serca żeby Cię tak traktować, to chociaż Ty nie staraj siebie pogrążać w smutku. Nie tędy droga.
Dziwi mnie że po tak dlugim czasie razem dopiero ujawniła swoje prawdziwe "ja".
I słusznie, że Ciebie to dziwi. Jej "ja" było widoczne dla każdego kto chciał je widzieć. Kto nie chciał, ten teraz płacze.
Brak krytycznego osądu jej osoby wynikać mógł tylko z dwóch przyczyn: zamierzonej ślepoty, albo zamiłowania do takich kobiet i takiego traktowania. Nie oszukujmy się: wyznawczyni praw dżungli była nią jeszcze na długo przed ostatecznym zerwaniem.
Z obu przypadłości można się wyleczyć, ale najpierw trzeba wiedzieć, że jest się chorym, nazwać chorobę i ją zwalczyć. W przeciwnym racie ślepota i gusta nie ulegną zmianie.
15 2016-08-10 07:36:39 Ostatnio edytowany przez bullet (2016-08-10 07:44:01)
... Oj ciekawe czy byś postawił jak byś był na moim miejscu...
rozbawiłeś mnie ... cierpisz i przez to nie masz właściwego dystansu ale ten nadejdzie jak u każdego, potrzebny jest wyłącznie czas. Uwierz mi, że nie chciałbyś przejść tego co ja przeszedłem ...
16 2016-08-10 08:04:56 Ostatnio edytowany przez darknes (2016-08-10 08:18:35)
Myślę, że nie ma sensu licytować się i wykazywać, co kto przeszedł w życiu. Czytając wątki i wypowiedzi forumowiczów można śmiało stwierdzić, że gro użytkowników ma na koncie sporo życiowego sponiewierania... Każdy swoje przeżył i to daje podstawy do oceny i osądów. Dla jednych takie "lekcje życiowe" to podstawa do wyważonych. refleksyjnych i wyrozumiałych wypowiedzi, a dla innych - do cynicznych, gniewnych i pełnych negatywnych emocji, jakie pojawiają się przy takich tematach.
Do Autora:
Przyznaję, paskudnie się porobiło. Ale pamietaj - "co cię nie zabije to cię wzmocni". Ja też mam jakieś tam bagaże na karku i wiem, że wiele jesteśmy w stanie przejść, a za każdym razem, za każdym "życiowym kopem" jesteśmy jakby twardsi i bardziej odporni - szybciej wstajemy, otrzepujemy sie i idziemy dalej. Owszem, to, co Cię spotkało to takie już ...pojechanie po bandzie, ale za jakiś czas nabierzesz dystansu, przestaniesz szukać winy w sobie, zaczniesz dostrzegać rzeczy, sprawy, których wczesniej - tak zaslepiony miłoscią i ufnoscią - nie widziałeś. I wówczas zaczniesz normalnie juz funkcjonować. Polecam Ci doskonałą lekturę, wątek warty poczytania. Poszukaj na forum wątku Icemana o tytule "Jak odnaleźć w sobie siłę..." (nie mogę wkleić linku - prosiłbym innych forumowiczów o to).
Jak poczytasz to prócz niesamowicie odkrywczych wypowiedzi zauważysz coś jeszcze. Coś bardzo waznego i9 dającego nadzieję: przemianę, uleczenie, odnalezienie "siebie". Porównując wczesniejsze wypowiedzi z późniejszymi zobaczysz, ze kazdy z takiego stanu wychodzi. Ty też!
Powodzenia...
17 2016-08-10 19:32:24 Ostatnio edytowany przez kuknoyel (2016-08-10 19:59:19)
Przyjacielu w niedoli - jakbym siebie widział jeszcze niecałe 4 miesiące temu. Podobny zawód, podobnie emocjonalna kobieta, jednak jakby nie patrzeć - nie tak długo i bez takich deklaracji, choć z poważnymi planami uklęknięcia. Pozwól że podzielę się swoimi wnioskami. Podobnie jak ja, tak i Ty, i każdy inny zdrowy społecznie mężczyzna w szczęśliwym związku myśli o jego bezpiecznej przyszłości. Uskrzydleni w miłość zdobywamy największe szczyty by stworzyć rodzinę, poświęcamy całych siebie dla nauki i pracy by zapewnić tej podstawowej jednostce mądrego, zamożnego męża. Naszą wspaniałą wybrankę malujemy w obrazach świadomości aniołem, absolutnie zapominając że to tylko kobieta, kreująca często zupełnie inne wyobrażenia tego jak wygląda Wasz związek i do czego właściwie zmierza. Nie daj Boże określamy ją mianem "MOJA JEDYNA", jakoś nieświadomie uważamy że jej uczucia i ciało należą tylko do nas (bo w końcu tyle robimy dla związku, kochamy), o dziwo nie działa to zawsze w drugą stronę (gdyż u emocjonalnej paradoksalnie obdarowywanie ją raz jej imponuje, drugi raz oznacza uległość i nie czuje chemii). Kiedy byłem jeszcze w tym wadliwym schemacie, tj. zakochany na amen w długonogiej blondynie, która z kolei we mnie zapatrzona jak w obrazek (i oboje oddalibyśmy za siebie życie, bla, bla, bla... dopóki było z górki), kompletnie nie zwracałem uwagi na takie przykre przypadki, cieszyłem się tym stanem emocjonalnym w którym byłem, a było to przeszło 4 lata sielanki przy pięknej dziewczynie. Dopiero gdy mnie samego dotknął ból rozstania zwróciłem głębiej na to uwagę, a jako początkujący naukowiec podszedłem do tego dość analitycznie, choćby wyłapując najważniejsze kwestie z niepowodzeń innych braci, jak również pobieżnie wnikając w psychologię społeczną. Pewne kwestie skorelowane z przypadkiem zdradliwej/zbyt emocjonalnej (czyt. nierozsądkowej, a generalnie - głupkowatej) kobiety którą się bardzo kocha notorycznie się powtarzają. Pierwszym czynnikiem działającym zdecydowanie na niekorzyść jest długość trwania związku. Kobiecie emocjonalnej, nasyconej po uszy Twoimi codziennymi zachowaniami, po prostu zaczyna się nudzić, choćbyś dobrym ogierem był i spontanicznym niemniej. Kwestia kolejna to utrata kontroli, panowania nad związkiem. Życie ma to do siebie że rzeczownik "stabilizacja" w jego obrębie nie występuje. Kiedy robi się pod górkę, i przeważnie Ciebie - ambitnego, skłonnego do poświęceń faceta, coś zaczyna przerastać - ona podświadomie to wyczuwa, i mimo że jeszcze kocha, powoli zaczyna się odsuwać (traci bezpieczny grunt pod nogami, szuka miejsca w którym będzie czuła większe bezpieczeństwo). Odsuwanie się p. kobietę zaczyna się dość subtelnie - pozwalaniem sobie na więcej, utratą zainteresowania, a w końcowym etapie wyzwiskami a nawet podnoszeniem ręki (drobne kłótnie o nic przeobrażają się w wielkie awantury). Najgorsze co mężczyźni robią w tym przypadku to poświęcają się jeszcze bardziej, wykładają się przed pannami zapewniając że "ogarną", by było jak dawniej - te czują już pełną kontrolę i robią z naszymi uczuciami co chcą. Jest wersja inna, tj. że mężczyzna znający swoją wartość, godność, w życiu nie da sobą pomiatać i ze zdecydowanej większości kłótni wychodzi z uniesioną głową. Wówczas z czasem sam przestaje kochać, a jego skrzętnie ułożony "plan na życie" z kobietą zaczyna się walić i jest to równie dotkliwe, bo również oznacza niejako męską porażkę i potrafi uciąć krocza. Byłem tym drugim przypadkiem, i kiedy wyczułem, że w b. trudnym okresie dziewczyna niesamowicie się zmieniła (dosłownie w kilka miesięcy), do tego jak to zwykle pojawił się ktoś niepewny w jej otoczeniu, a ona specjalnie nie miała nic przeciwko - rozsądek zrobił swoje, trzeba było to skończyć by nie narażać się na najgorsze. Etap rozstawania tylko potwierdził moje oczekiwania - przeżywała to zaledwie dzień/dwa, po czym zaczęła wieść spokojne, szczęśliwe życie, już chwilę po tym spotykając się z kolegami, prowokując mnie do okazania zazdrości, i inne takie, głupkowate kobiece zagrywki do olania. U Ciebie doszła jeszcze jedna, niezwykle istotna kwestia... Odległość, tj. utrata kontroli (i nie mówię tu o skrajności w tym zakresie, kontrolowaniu osoby jako takiej), niezapewnienie kobiecie jej potrzeb "na miejscu". Kobiety emocjonalne niezwykle szybko tracą głowę, żądne przygód łamią najistotniejsze zasady funkcjonujące w społeczeństwie/związkach euroamerykańskich (z początku deklarują że to tylko niewinne testowanie, chęć zaspokojenia zaledwie ułamka ciekawości), a zanim się obejrzą są już przywiązane uczuciowo do kogoś innego. A przeważnie tą osobą jest jakiś samczyk alfa/bad-boy/dupek, bo owych emocji dostarcza (później aż nadto) i to że jest zajęta specjalnie go nie wzrusza (gdyż w przeciwieństwie do Ciebie on nie traktuje tego poważnie, a jako zabawę). Schemat znany od wieków. Mogę mnożyć przykłady z bliskiego i dalszego otoczenia, scenariusze minimalnie w 75% się pokrywają. Czas, utrata kontroli, spadek szacunku, nuda, odległość - jak do tego jeszcze dodać wizję małżeństwa to koniec (u mnie na odmianę szalę goryczy przelało zamieszkanie razem) - taki typ kobiet przeważnie chce się jeszcze w takim wieku "wyszaleć" (tfu).
Ja tam się cieszę, że całkowicie się odkochałem. Oczywiście wspomnienia wracają, a z mojej strony było to bardzo na serio. Miałem okres bycia samczykiem, ciupciałem w najlepsze b/zobowiązań. Miałem okazję również pokochać bez granic, przyznaję - czasami przeginając w okazywaniu uczuć. I wiecie co. Jak zwykle - prawda leży po środku. Ci typowi alfa nie zaznając miłości b. wiele tracą, obdarowywanie drugiej osoby i zadurzenie się w niej już za sprawą samej gospodarki neurohormonalnej (o aspektach psychicznych, ideologicznych nie wspomnę) daje niezwykle dużo korzyści obojgu. Ci wieczni romantycy przeważnie wchodzą w kochanie zbyt ideologicznie, zapominając o zwierzęcej naturze człowieka, nie dostarczając partnerce emocji. I tak można by jeszcze długo.
Kilka słów na koniec. Potraktuj to jako proces męskiej inicjacji, wejście w dorosłość. To bezcenna lekcja akceptacji, zrozumienia ludzkiej natury. Różnic światów męskiego i kobiecego. Nie ma nic cenniejszego niż wiedza, którą właśnie zdobyłeś - z czasem jej przybędzie, gdy w cierpieniu będziesz rozpracowywał ciąg przyczynowo-skutkowy. I owszem, brak tego zapachu, smaków, idealnej dla Ciebie buźki i ciała, obecności - boli. Będzie boleć, jeszcze długo. Ale sama miłość też boli, szczególnie gdy skomlisz wewnątrz jak pies gdy jej nie ma/gdy coś idzie nie tak. Warto pobyć singlem, osobiście czerpię z życia i planuję tak jeszcze długo, użyłem sobie w cielesności przez ubiegłe lata. Cały czas i energia wyłącznie dla mnie, a przygody już mnie nie interesują (zaznając prawdziwej miłości seks nawet z świetną laską już zwyczajnie nie bawi). Rozwijam się jak nigdy, i wszystkim w podobnej sytuacji też radzę... Choć samobójów, ćpunów i pijaczków, a także nieszczęśliwych małżeństw z "plastrami" te sytuacje wygenerowały multum - chyba nie chcecie podzielić ich losów?
"Widzisz, takie prawo dżungli" - pełna zgoda, pod warunkiem że jest się zwierzęciem. A tendencja którą obserwuję już od dawna tak się właśnie kształtuje. Im człowiek głupszy, bardziej emocjonalny - tym więcej w nim zwierzęcia, uległości, a mniej zahamowań, moralności i zasad. Tysiące lat budowania kultury w której żyjemy jak krew w piach przy takich ludziach, ale co zrobisz?
Witam, nie było mnie trochę, ale ostatnio dużo pracuję. Powiem wam że jest już dużo lepiej, zaczynam przede wszystkim nie czuć poczucia winy, co naprawdę mnie dołowało. Przecież ja byłem sobą, starałem się,dawałem dużo z siebie. Nie mogłem jej pilnować 24 godziny na dobę, to była jej decyzja którą podjęła sama, jak na prawdziwą egoistkę przystaje. Wiem że to nie koniec walki o siebie, ale poczułem że na końcu tak naprawdę tylko ja będę zwycięzcą , i że warto o to walczyć. "Chłodne rozstania-podejście drugie, jak obudzić w sobie siłę" temat który polecił mi Darknes, jest moim prawdziwym lekarstwem. Dzięki Darknes. Iceman autor wątku, w jaki sposób się wypowiada, jak umiał o siebie walczyć w takiej sytuacji, to wzór do naśladowania. Jest naprawdę inteligentnym facetem, i powiem wam, że jak by na świeci byli sami tacy ludzie, to było by nas tu zdecydowanie mniej. Już na pewno nie na forum pt. "Rozstanie Flirt Zdrady Rozwody".
Jeśli chodzi o moją Ex, to ją usprawiedliwiacie: nudą, rutyną, to że jej nie dostarczałem już emocji... a ja co ? nie potrzebowałem tego wszystkiego? z przyjemności sobie wyjeżdżałem ? Cholera przecież robiłem to wszystko dla NAS, a ona potrafiła powiedzieć "Nie zrobiła bym Ci tego jak byś nie wyjeżdżał". Zaufałem kobiecie która tego nie doceniła. Spędzała dużo czasu w pracy z "pocieszaczem" jak go nazwałem, i żaliła się o naszych problemach, że nie jest już jak dawniej bla bla bla. Nie zaczęła nigdy ze mną żadnej rozmowy. Bo problem był jeden, Ona sama i jej zasady a w raczej brak zasad. Osoba która świadomie oszukuje partnera, nie zasługuje na bycie z kimś lojalnym, szczerym. Gówno prawda że nie wiedziała co robi, doskonale wiedziała jak ją Kocham, i jak mnie zaboli jak się dowiem. Nie spróbowała nawet zawalczyć o ten związek, bo przecież po co? "pocieszacz" to coś nowego, interesującego. Wiem jak jest fajnie na początku związku, ale po 6 latach też jest fajnie tylko trzeba zrozumieć różnice miedzy Zakochaniem a Miłością.
"I owszem, brak tego zapachu, smaków, idealnej dla Ciebie buźki i ciała, obecności - boli." Boli, ale co zrobię, muszę to przetrwać i obiecać sobie ze już żadnej kobiecie nie dam z siebie zrobić takiego cipusia. Tak właśnie, wykorzystała, naobiecywała a na koniec wyrzuciła jak starą szmatę do podłogi.
Klio to prawdziwe "ja" o jakim piszesz doskonale podsumowuje Kuknoyel w ostatnim zdaniu swojej wypowiedzi, a ta ślepota nazywa się miłość.
Napewno każdy z was sporo przeżył, pewnie mało kto trafia na to forum z zainteresowania tematu, większość w potrzebie pomocy, która naprawdę można dostać.
Kolejny dzień przetrwany... Nie był łatwy, ale cieszę że się dałem rade.
Dzisiaj to złość na siebie to co zrobiłem 2,5 miesiąca temu- błaganie o Miłość, a chyba nie ma nic gorszego. Zastanawiałem się czy osoby które zdradzają chociaż trochę są świadome jak nas zranią tym co robią. Wczoraj na forum przeczytałem tą fajną wypowiedz, która myślę będzie pasowała do tego mojego pytania: " Uważam że, to jest dojrzałość w związku. Wiadomo człowiek zawsze darzy do tego by mieć lepiej, ale nie każdy wie i zdaje sobie sprawę, że lepsze jest złem dobrego, bo jak się ma coś co jest dobre, to zawsze przez nadgorliwość człowiek traci wszystko, to jak hazard chcesz więcej i więcej, aż zostajesz bez niczego. Pozdrawiam i postępujcie w życiu tak by było Wam dobrze, a nie ganiajcie za lepszym."
Pozytywy dnia przyszły jak sobie wracałem z pracy. Słuchałem radia i prezenter do Słuchacza, że wygrał bilety na jakiś koncert i, że życzy mu poznania tam dużo Mądrych Kobiet.Wtedy krzyknąłem na całe auto: Właśnie stary, MĄDRYCH. Nawet też miał na imię Dawid:)
Jadę sobie dalej, a tu widzę że jakaś Dziewczyna idzie sobie poboczem, wracała chyba z siłowni bo miała torbę sportową na ramieniu, najlepszy moment to gdy moje światła oświeciły jej twarz. Była Piękna, oglądnąłem się i przez chwile chciałem wrócić, ale nie pomyślałem... to nie ten czas, muszę wyjść z jednego żeby myśleć o następnym, ale powiem wam że jeśli będę miał kiedyś szczęście i spotkam taką kobietę, kto wiem może nawet tą samą, to muszę o siebie teraz walczyć, bo wtedy mogę żałować że się podałem, a teraz przecież nie mam nic do stracenia.
Dobrej nocy życzę, ja idę jeszcze trochę poćwiczyć.
Współczuje Tobie Dawid szczerze ,ale naprawdę lepiej przed ślubem niż po ,szkoda że Tobie te kilka lat zmarnowała ,czasami się zastanawiam o co tym kobietom chodzi ,niektórym w dupie się przewraca i trzeba nimi wstrząsnąć ,sam wiem po sobie też mnie zdradziła i przeżyłem to niestety po ślubie i to krótko....a powiedziała mi po 2 latach co mnie jeszcze bardziej dobiło....
Wybaczyłem i trochę czasu minęło ale z mojej strony nie jest tak jak kiedyś.
Miłość to przereklamowana sprawa .Zawsze jest tak że jednej stronie bardziej zależy niestety....
Najważniejsze że jesteś bogatszy o doświadczenia i już w baluna się nie dasz zrobisz...
Rutyna i brak zaskoczenia czasami się nad tym zastanawiam a czy to nie powinno działać w obydwie strony>??
Zresztą to nie tak zawsze jest bo jak partnerka nie chce tego i tamtego i stęka>?więc>?
Dawid jeżeli widzisz szanse próbuj kto wie gdzie twoja miłość czeka może to ta co przechodziła
Ćwiczysz fajnie że masz zajęcie ,zadbaj o siebie jakaś dobra książka przy okazji nie wiem co lubisz bym coś polecił ![]()
21 2016-08-17 08:43:10 Ostatnio edytowany przez bullet (2016-08-17 08:55:33)
Dawid: powoli staniesz na nogi ale zła wiadomość jest taka i bądź na to przygotowany, że to niestety wróci. Będzie taka sinusoida, rollercoaster - raz tęsknota i miłość, potem nienawiść do niej połączona z takim jak teraz z horraoptymizmem. Potrzebujesz czasu, nic więcej. Ta sinusoida będzie wygasać aż się spłaszczy, wtedy będzie dobrze.
Najgorsze będzie jeśli Panienka spróbuje wykorzystać Twoje dni gorsze, a one jeszcze nadejdą, bądź tego świadom.
"Twoja słabość jest jej siłą, Twoja siła jej słabością" wbij sobie to do głowy.
Niestety ... ona jak zobaczy Ciebie, ze stoisz na nogach, twardego gościa z podniesioną głową, może zechcieć wrócić (na chwilę), efekt powrotu jest ten sam tylko czas zmarnowany.
Z najbliższych bo na tej samej stronie głównej - poczytaj watek Piotra, poszukaj dziewana
Jeśli chcesz poznać mechanizm myślenia swojej exi poszukaj wątku krotki - matki i żony, zrozumiesz, gdzie ona ma Twój los oraz to, że jeszcze jak była z Tobą ciałem, z tamtym była i ciałem i duchem
Jedentaki, w tym jest właśnie problem jak traktować kobiety? Chcą żebyśmy byli wierni, dobrzy, opiekuńczy, kochający, a gdy to mają po prostu tego nie doceniają, i to się to nudzi. Jeśli chodzi o emocję to naprawdę też o to dbałem… Tylko jak to miało działać jak ona już miała innego w głowie? Naprawdę czułem wartość tego związku i nie potrzebowałem żadnych innych flirtów. Obydwoje to docenialiśmy, jak widać do czasu. Pamiętam jak sąsiadka mojej Ex zdradziła męża który też na delegacji pracował. Wiecie jak ją określiła? „ale kur…”.
Jedentaki nie dziwię się że nie jest już jak dawniej, i tak podziwiam że wybaczyłeś. Naprawdę współczuję, cieszyłeś się świeżo upieczoną żoną, a tu na to wychodzi że przed ołtarzem już go znała. Wiem co musiałeś przejść. Czy ta moc pożądania jest taka mocna, że rozwali każdy związek? Zły jestem na tych ludzi którzy pakują się w buciorach w czyjeś życie. Nie wiedzą pierścionka czy obrączki na palcu? !!!!
Zmarnowała mi te lata? Tego nie wiem, może mogłem trafić na jeszcze gorszą, może lepiej, może był bym sam. Najgorsza była by 2 opcja, ale tego się nigdy nie dowiem. Wtedy naprawdę było mi dobrze, to naprawdę super uczucie jak wiemy że ktoś tak na nas czeka, tęskni, kocha. Skończyło się strasznym rozczarowaniem… Nie mogłem przewidzieć, że tak się stanie. Jedno jest pewne osoba za która bym oddał wszystko potrafiła mi wyrwać serce.
Bullet wiem o jakiej huśtawce nastrojów mówisz, to co dzieje się w mojej głowie to naprawdę jest nie do zniesienia. Mam nadzieje że wyjdę z tego, że dam radę, że się nie poddam. Tylko czasami tak ciężko o motywację. „mechanizm myślenia mojej exi” Już poznałem, ma mnie głęboko w d… cieszy się z tego co ma, żyje w sielance, ja dla niej jestem już obcym człowiekiem, czuję się dowartościowana, o naszym związku- myśli nie byliśmy sobie pisani (jak ja nie znoszę tego zdania!).
Eh, Dawid, moja ex również wiedzie wspaniałe, sielankowe życie - a zaczęła już kilka dni po rozstaniu. Uwolniła się z klatki, wyszła z szafy naszego wspólnego mieszkania - jak określiła nie raz z wielką satysfakcją kiedy się rozstawaliśmy. A tak, później wchodziła mi do łóżka. Było jeszcze "byłam jak zwiędnięty kwiat, teraz w końcu czuję że rozkwitam jak kiedyś". Generalnie zaleczyła swoje wyrzuty sumienia, robiąc ze mnie tyrana. Nie ważne że jako pierwsza nazywała mnie sk***ysynem, pierwsza z bezsilności zaczynała mnie kopać - ja byłem ten gorszy, bo nazwałem ją słabą psychicznie gówniarą, która nie dorosła do poważnej rozmowy. Nie ważne że nie było mnie cały dzień w domu bo siedziałem na uczelni, najistotniejsze było to że ona biedna była pozostawiana sama sobie (świetny argument kiedy wychodziła na imprezy po całodniowym siedzeniu na tyłku - Ty mnie też zostawiałeś idąc na cały dzień na uczelnię lub biegać - a bieg zaledwie godzinę, dla zdrowia!). Gromki śmiech mnie brał gdy jej matka stwierdziła że ponoć wyrzuciłem ją z mieszkania i nie chciałem wpuścić. Dziewczyna sama wyszła podczas kłótni nie zabierając ze sobą kluczy, wróciła gdy spałem bez słowa. Wszystkiego zaczęło jej robić się mało, a ja nie dawałem za wygraną, efekt - ciągłe awantury z jej inicjatywy. Jak sobie teraz myślę to kompletnie nie wiem z kim ja żyłem przez ostatnie 4 lata. Przez 3 i pół roku wydawała się być dorosłą emocjonalnie dziewczyną, która wie czego chce i z pewnością, że u mego boku. Skromną. Pół roku zrobiło z nią rozwydrzonego bachora żądnego przygód i emocji, a może wyszło szydło z worka gdy zrobiło się naprawdę ciężko? Albo tak odwaliło bo nowe koleżanki, "kolega" i duże miasto, a dziewczę bardzo emocjonalne? Brak odpowiedzialności bo z dala od rodzin?
Czego bym tu nie napisał na "nie", blizna w sercu zostaje. Seks, seks, i jeszcze raz wspaniały seks, wszędzie, namiętnie, spontanicznie. Brakuje jej uśmiechu i dziewczęcej beztroski na każdym kroku. Moje życie choć pełne sukcesów i celów nie jest kolorowe jak wtedy. Nasze rodziny były tak blisko. Dziewczyna była przez te lata podobnie jak ja niesamowicie wierna, przywiązana, wrażliwa, delikatna, nikt nie spodziewał się że tak jej od*ebie. Do tej pory nic na boku, choć jednej podejrzliwej sytuacji, ani na tle uczuciowym, ani w praktyce. Kocham nasze wspomnienia, ale jej już nigdy nie zaufam, nic do niej nie czuję oprócz niesamowitej niechęci do jej osoby, zawodu.
Atrakcyjne koleżanki w pracy, jutro kolejna impreza, mam powodzenie. Co z tego? Nie mam energii, ochoty, koncepcji na budowanie relacji. Nie wiem czy to kwestia czasu, czy niezwykle złożony okres rozdrabniania na kawałki tego co się stało, zgłębianie literatury i innych, podobnych przypadków - ogólnie b. niekorzystne wnioski. Nie zacząłem nagle bać się kobiet czy skrzywdzenia. Jakoś tak zobojętniałem, nie zależy mi - szczególnie że dokładnie znam proces uwodzenia, zapewniania potrzeb kobiety, co mnie dodatkowo odpycha, bo mechanizmy są dla mnie - intelektualisty, żenujące (niestety działają). I tymi mechanizmami "odbili" nam nasze ex. I teraz do sedna. Kobieta/mężczyzna - nie ważne. Zdrowy rozsądek, powściągliwość, doświadczenie. Te trzy cechy umożliwiają jednostce nie wchodzić tam, gdzie się nie powinno. U głupiutkich, młodych (niestety nie tylko) dziewcząt wygrywają emocje i ciekawość. I dlatego większość z nas - odpowiedzialnych, inteligentnych facetów, jak to określiłeś - kończy z wyrwanym sercem. Są też Ci pocieszyciele, którzy też mają w życiu bardzo źle, hehe.
Spytałem "kolegę" starszego o 8 lat od mojej eks bezpośrednio czy planuje coś konkretnego wobec niej (jeszcze byliśmy wtedy "razem", rozmowa wynikła z tego, że dziewczyna chciała się z nim spotkać na kawę i powiedziała mi o tym). Odpowiedział "te stary, nie podbijam do lasek które mają gości"... Po co znowu to rozgrzebuję to nie wiem, ale zwyczajnie nie mogę pojąć tego jak można być tak głupim lub tak zakłamanym jak moja eks.
Ale takich historii jest cała masa - Ty układny, pracowity, uczciwy i wierny...poważnie myślisz o małżeństwie. Starasz się, robisz wiele rzeczy z myślą o niej. A ona? Jak tylko poczuła odrobinę wolności - bo związek na odległość do tego prowadzi - uciekła do innego bolca i uwierzcie wszyscy bądź nie, te pół roku trwa pewnie zdecydowanie dłużej niż Tobie autorze wątku podaje. Zrobiłeś błąd, że gdy się Tobie do tego przyznała - jeszcze na Twoim kawalerskim, sic - powinieneś podziękować jej za lata życia i podziękować za brak kolejnych zmarnowanych lat. A tu klasyczny przypadek ponownego pieskowania, proszenia i reanimacji trupa. Ona miała Cię w garści a Ty pokazałeś jaki słaby byłeś. Gdybyś jej wtedy powiedział, że to Ty odchodzisz i to z hukiem...to ona pewnie w gruncie rzeczy wiedząc, że może stracić taki ułożony grunt pod nogami - pewnie jeszcze pomarnowała by Tobie trochę czasu. A tak ona - po namowach siostry - poszła do typa, który dał jej to, czego Ty pewnie od dawna nie dawałeś. Z wiadomych względów - nie dawałeś jej emocji w związku. Kobieta w związku - szczególnie dzisiaj - potrzebuje emocji. Na pocieszenie dopiszę, że ona do tego typa czuje zapewne przywiązanie fizyczne i tylko aż fizyczne. On daje jej dobry seks, emocje, zainteresowanie a ona myśli, że jest panią sytuacji. Ale spokojnie. Za jakiś czas krótszy albo dłuższy, ona zapragnie powrotu do Ciebie. Przybiegnie z płaczem, że tęskni, że kocha, że strasznie żałuje, że prosi abyś wybaczył. A wtedy Ty jej odpowiesz, że nie masz już ochoty na nią - bo takie jest prawo dżungli.
Gdzie obrończynie tej dziewczyny?!
Gdzie obrończynie tej dziewczyny?!
Właśnie. Gdzie?! Bo tu bić się chcą, a nie ma z kim... ![]()
Nie zacząłem nagle bać się kobiet czy skrzywdzenia. Jakoś tak zobojętniałem, nie zależy mi - szczególnie że dokładnie znam proces uwodzenia, zapewniania potrzeb kobiety, co mnie dodatkowo odpycha, bo mechanizmy są dla mnie - intelektualisty, żenujące (niestety działają).
Mogłabym się pod tym zdaniem podpisać, tylko powiedziałabym to samo o facetach. Dokładnie to samo.
Wiem co Was kręci i jak 'okręcić' Was wokół palca, m.in. seksem, dostarczaniem emocji itd. Tylko tak jak zauważyłeś, to wszystko nie jest funta kłaków warte, bo jak tylko emocje Wam się skończą, to .. dokładnie ta sama akcja ![]()
Być może tylko ten mały procent spokojnych, odpowiedzialnych, nastawionych na budowanie relacji facetów nie postępuje schematycznie, bo dopuszczają rozsądek, ale oni z z kolei z reguły nie bardzo znają się na kobietach i cholerne kółko się zamyka ;/
Także nie ma co demonizować jednej płci faceci dokładnie tak samo szukają emocji, tylko bardziej ukierunkowują je na romans (pożądanie, seks), a kobieta lubi je czuć na codzień i niekoniecznie muszą się wiązać z seksem głównie.
Nie zacząłem nagle bać się kobiet czy skrzywdzenia. Jakoś tak zobojętniałem, nie zależy mi - szczególnie że dokładnie znam proces uwodzenia, zapewniania potrzeb kobiety, co mnie dodatkowo odpycha, bo mechanizmy są dla mnie - intelektualisty, żenujące (niestety działają).
Przykre jest to, że pociągając za odpowiednie sznurki i postępując według pewnego schematu można o wiele łatwiej coś "wyhaczyć" niż będąc po prostu sobą.
Po co? Dla seksu?
Bo na dłuższą metę takie coś nie ma prawa istnieć.
Być może tylko ten mały procent spokojnych, odpowiedzialnych, nastawionych na budowanie relacji facetów nie postępuje schematycznie, bo dopuszczają rozsądek, ale oni z z kolei z reguły nie bardzo znają się na kobietach i cholerne kółko się zamyka ;/
Właśnie ja akurat nie jestem osobą emocjonalną,nie ma chyba wydarzenia które wywołałoby u mnie skrajne emocje,
stawiam na myślenie zdroworozsądkowe,wszelkie decyzje zostają uprzednio przeanalizowane z każdej strony,może to nudne i przewidywalne,ale tak jest...no i właśnie ta druga część zdania,niestety się potwierdza ![]()
Elle88 napisał/a:Być może tylko ten mały procent spokojnych, odpowiedzialnych, nastawionych na budowanie relacji facetów nie postępuje schematycznie, bo dopuszczają rozsądek, ale oni z z kolei z reguły nie bardzo znają się na kobietach i cholerne kółko się zamyka ;/
Właśnie ja akurat nie jestem osobą emocjonalną,nie ma chyba wydarzenia które wywołałoby u mnie skrajne emocje,
stawiam na myślenie zdroworozsądkowe,wszelkie decyzje zostają uprzednio przeanalizowane z każdej strony,może to nudne i przewidywalne,ale tak jest...no i właśnie ta druga część zdania,niestety się potwierdza
Anonsik dla Elle? ![]()
theonlyone napisał/a:Elle88 napisał/a:Być może tylko ten mały procent spokojnych, odpowiedzialnych, nastawionych na budowanie relacji facetów nie postępuje schematycznie, bo dopuszczają rozsądek, ale oni z z kolei z reguły nie bardzo znają się na kobietach i cholerne kółko się zamyka ;/
Właśnie ja akurat nie jestem osobą emocjonalną,nie ma chyba wydarzenia które wywołałoby u mnie skrajne emocje,
stawiam na myślenie zdroworozsądkowe,wszelkie decyzje zostają uprzednio przeanalizowane z każdej strony,może to nudne i przewidywalne,ale tak jest...no i właśnie ta druga część zdania,niestety się potwierdzaAnonsik dla Elle?
Hahaha,nie-jedna zołza mi w życiu wystarczyła ![]()
31 2016-08-19 16:19:24 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-08-19 16:19:54)
Elle88 napisał/a:Być może tylko ten mały procent spokojnych, odpowiedzialnych, nastawionych na budowanie relacji facetów nie postępuje schematycznie, bo dopuszczają rozsądek, ale oni z z kolei z reguły nie bardzo znają się na kobietach i cholerne kółko się zamyka ;/
Właśnie ja akurat nie jestem osobą emocjonalną,nie ma chyba wydarzenia które wywołałoby u mnie skrajne emocje,
stawiam na myślenie zdroworozsądkowe,wszelkie decyzje zostają uprzednio przeanalizowane z każdej strony,może to nudne i przewidywalne,ale tak jest...no i właśnie ta druga część zdania,niestety się potwierdza
Ale to też, nie obraź się, jest podejście do dupy.
Życie jest po to żeby je przeżywać, a do tego potrzebne jest uwolnienie emocji, a na pewno nie blokowanie ich i kierowanie się TYLKO chłodną logiką i rozsądkiem.
Wiem co mówię, bo sama jestem mistrzem logicznego myślenia i nie raz z uśmiechem politowania obserwuje reakcje facetów gdy przycisnę odpowiedni przycisk. Sprawdzalność reakcji niemal 100%.
Co z tego?
Ano g..o, tak jak wyżej się co do tego zgodziliśmy.
Marna to satysfakcja gdy chce się czegoś więcej niż 'zabawa' i carpe diem. Jedno w czym pomaga powiedzmy to to, że jest się osobą, która moderuje całą relację i nie da sobie skopać dupy, choć też w 100% przewidzieć się wszystkiego nie da, to jednak jest to lepsze niż bycie bezwolną, uległą pipką, nieodporną na żaden cios, łamiącą się pod wpływem zachowania drugiej osoby, definiującą siebie przez czyjeś oczy. Fuck this shit! ![]()
Żeby się zakochać potrzebne jest ryzyko i twarda dupa. W pewnym momencie trzeba 'skoczyć' w przepaść.
Ale też nie na główkę.. tego się człowiek uczy z wiekiem i z czasem.
Byle nie zgorzknieć..
theonlyone napisał/a:Elle88 napisał/a:Być może tylko ten mały procent spokojnych, odpowiedzialnych, nastawionych na budowanie relacji facetów nie postępuje schematycznie, bo dopuszczają rozsądek, ale oni z z kolei z reguły nie bardzo znają się na kobietach i cholerne kółko się zamyka ;/
Właśnie ja akurat nie jestem osobą emocjonalną,nie ma chyba wydarzenia które wywołałoby u mnie skrajne emocje,
stawiam na myślenie zdroworozsądkowe,wszelkie decyzje zostają uprzednio przeanalizowane z każdej strony,może to nudne i przewidywalne,ale tak jest...no i właśnie ta druga część zdania,niestety się potwierdzaAle to też, nie obraź się, jest podejście do dupy.
Życie jest po to żeby je przeżywać, a do tego potrzebne jest uwolnienie emocji, a na pewno nie blokowanie ich i kierowanie się TYLKO chłodną logiką i rozsądkiem.
Wiem co mówię, bo sama jestem mistrzem logicznego myślenia i nie raz z uśmiechem politowania obserwuje reakcje facetów gdy przycisnę odpowiedni przycisk. Sprawdzalność reakcji niemal 100%.
Co z tego?
Ano g..o, tak jak wyżej się co do tego zgodziliśmy.
Marna to satysfakcja gdy chce się czegoś więcej niż 'zabawa' i carpe diem. Jedno w czym pomaga powiedzmy to to, że jest się osobą, która moderuje całą relację i nie da sobie skopać dupy, choć też w 100% przewidzieć się wszystkiego nie da, to jednak jest to lepsze niż bycie bezwolną, uległą pipką, nieodporną na żaden cios, łamiącą się pod wpływem zachowania drugiej osoby, definiującą siebie przez czyjeś oczy. Fuck this shit!Żeby się zakochać potrzebne jest ryzyko i twarda dupa. W pewnym momencie trzeba 'skoczyć' w przepaść.
Ale też nie na główkę.. tego się człowiek uczy z wiekiem i z czasem.
Byle nie zgorzknieć..
Tylko,że problem jest taki,że ja nie blokuje żadnych emocji...i albo ich prawie nie mam,albo potrafię się od nich mocno zdystansować,poobserwować je,na tyle,że nie kierują moim zachowaniem,więc naciskanie przez Ciebie przycisków,u mnie nie zadziała ![]()
Chyba nic na to nie poradzę,nie zakocham się w kimś bezmyślnie jak jakiś nastolatek,bo w "moim wieku" wiele ludzi myśli bardziej zdroworozsądkowo,mają większe wymagania,bo wiedzą jakich cech szukają u potencjalnego partnera,a jakich nie.
Nie jestem typem,który stawia wszystko na jedną kartę,wiem napiszesz,że się asekuruję,ale tak już mam i tyle.
Ja po prostu nie poddam się dobrowolnie "bezmyślnemu" programowi ewolucji-"rozmnóż się za wszelką cenę,a potem radź sobie sam"
Żeby było chociaż trochę na temat,to powiem,że kobieta potrzebująca huśtawki emocji,nie może wiązać się z facetem "za dobrym" bo wtedy finał będzie taki jak u kolegów powyżej,z resztą schemat zauważalny także u innych.
Elle88 napisał/a:theonlyone napisał/a:Właśnie ja akurat nie jestem osobą emocjonalną,nie ma chyba wydarzenia które wywołałoby u mnie skrajne emocje,
stawiam na myślenie zdroworozsądkowe,wszelkie decyzje zostają uprzednio przeanalizowane z każdej strony,może to nudne i przewidywalne,ale tak jest...no i właśnie ta druga część zdania,niestety się potwierdzaAle to też, nie obraź się, jest podejście do dupy.
Życie jest po to żeby je przeżywać, a do tego potrzebne jest uwolnienie emocji, a na pewno nie blokowanie ich i kierowanie się TYLKO chłodną logiką i rozsądkiem.
Wiem co mówię, bo sama jestem mistrzem logicznego myślenia i nie raz z uśmiechem politowania obserwuje reakcje facetów gdy przycisnę odpowiedni przycisk. Sprawdzalność reakcji niemal 100%.
Co z tego?
Ano g..o, tak jak wyżej się co do tego zgodziliśmy.
Marna to satysfakcja gdy chce się czegoś więcej niż 'zabawa' i carpe diem. Jedno w czym pomaga powiedzmy to to, że jest się osobą, która moderuje całą relację i nie da sobie skopać dupy, choć też w 100% przewidzieć się wszystkiego nie da, to jednak jest to lepsze niż bycie bezwolną, uległą pipką, nieodporną na żaden cios, łamiącą się pod wpływem zachowania drugiej osoby, definiującą siebie przez czyjeś oczy. Fuck this shit!Żeby się zakochać potrzebne jest ryzyko i twarda dupa. W pewnym momencie trzeba 'skoczyć' w przepaść.
Ale też nie na główkę.. tego się człowiek uczy z wiekiem i z czasem.
Byle nie zgorzknieć..Tylko,że problem jest taki,że ja nie blokuje żadnych emocji...i albo ich prawie nie mam,albo potrafię się od nich mocno zdystansować,poobserwować je,na tyle,że nie kierują moim zachowaniem,więc naciskanie przez Ciebie przycisków,u mnie nie zadziała
Chyba nic na to nie poradzę,nie zakocham się w kimś bezmyślnie jak jakiś nastolatek,bo w "moim wieku" wiele ludzi myśli bardziej zdroworozsądkowo,mają większe wymagania,bo wiedzą jakich cech szukają u potencjalnego partnera,a jakich nie.
Nie jestem typem,który stawia wszystko na jedną kartę,wiem napiszesz,że się asekuruję,ale tak już mam i tyle.
Ja po prostu nie poddam się dobrowolnie "bezmyślnemu" programowi ewolucji-"rozmnóż się za wszelką cenę,a potem radź sobie sam"Żeby było chociaż trochę na temat,to powiem,że kobieta potrzebująca huśtawki emocji,nie może wiązać się z facetem "za dobrym" bo wtedy finał będzie taki jak u kolegów powyżej,z resztą schemat zauważalny także u innych.
Ja mam podobne podejście, dlatego nie mam przekonania do związku z mężczyznami. Od czasu do czasu spotykam się po kilka m-cy z kimś, są emocje, jest adorowanie, miło przyjemnie..a jak się kończy to nie czuję większych emocji.
Jestem podobnym 'typem' do Ciebie.
Niestety, żeby tak sobie poprzeżywać love jak inni ludzie musiałabym bardzo mocno obniżyć poprzeczkę, jeśli chodzi o cechy jakich szukam u facetów 'na związek', jeśli chodzi o ich podejście, charakter, osobowość etc. Nie chcę tego robić, bo nie czuję takiej potrzeby.
Rozumiem o czym piszesz, twierdzę tylko że to jest "do duszy" o tyle, że tak sobie będziemy 'obserwować' love u innych, bo za mało w nas tego hedonizmu i zafascynowania krótkotrwałymi emocjami żeby chciało nam się tym podniecać i ryzykować.
Ja mam podobne podejście, dlatego nie mam przekonania do związku z mężczyznami. Od czasu do czasu spotykam się po kilka m-cy z kimś, są emocje, jest adorowanie, miło przyjemnie..a jak się kończy to nie czuję większych emocji.
Jestem podobnym 'typem' do Ciebie.
Niestety, żeby tak sobie poprzeżywać love jak inni ludzie musiałabym bardzo mocno obniżyć poprzeczkę, jeśli chodzi o cechy jakich szukam u facetów 'na związek', jeśli chodzi o ich podejście, charakter, osobowość etc. Nie chcę tego robić, bo nie czuję takiej potrzeby.
Rozumiem o czym piszesz, twierdzę tylko że to jest "do duszy" o tyle, że tak sobie będziemy 'obserwować' love u innych, bo za mało w nas tego hedonizmu i zafascynowania krótkotrwałymi emocjami żeby chciało nam się tym podniecać i ryzykować.
Czas spróbować związku z kobietami zatem... ![]()
Ja żeby poprzeżywać love musiałbym znów mieć 15 lat. Wtedy nawet trawa była bardziej zielona ![]()
theonlyone napisał/a:Elle88 napisał/a:Ale to też, nie obraź się, jest podejście do dupy.
Życie jest po to żeby je przeżywać, a do tego potrzebne jest uwolnienie emocji, a na pewno nie blokowanie ich i kierowanie się TYLKO chłodną logiką i rozsądkiem.
Wiem co mówię, bo sama jestem mistrzem logicznego myślenia i nie raz z uśmiechem politowania obserwuje reakcje facetów gdy przycisnę odpowiedni przycisk. Sprawdzalność reakcji niemal 100%.
Co z tego?
Ano g..o, tak jak wyżej się co do tego zgodziliśmy.
Marna to satysfakcja gdy chce się czegoś więcej niż 'zabawa' i carpe diem. Jedno w czym pomaga powiedzmy to to, że jest się osobą, która moderuje całą relację i nie da sobie skopać dupy, choć też w 100% przewidzieć się wszystkiego nie da, to jednak jest to lepsze niż bycie bezwolną, uległą pipką, nieodporną na żaden cios, łamiącą się pod wpływem zachowania drugiej osoby, definiującą siebie przez czyjeś oczy. Fuck this shit!Żeby się zakochać potrzebne jest ryzyko i twarda dupa. W pewnym momencie trzeba 'skoczyć' w przepaść.
Ale też nie na główkę.. tego się człowiek uczy z wiekiem i z czasem.
Byle nie zgorzknieć..Tylko,że problem jest taki,że ja nie blokuje żadnych emocji...i albo ich prawie nie mam,albo potrafię się od nich mocno zdystansować,poobserwować je,na tyle,że nie kierują moim zachowaniem,więc naciskanie przez Ciebie przycisków,u mnie nie zadziała
Chyba nic na to nie poradzę,nie zakocham się w kimś bezmyślnie jak jakiś nastolatek,bo w "moim wieku" wiele ludzi myśli bardziej zdroworozsądkowo,mają większe wymagania,bo wiedzą jakich cech szukają u potencjalnego partnera,a jakich nie.
Nie jestem typem,który stawia wszystko na jedną kartę,wiem napiszesz,że się asekuruję,ale tak już mam i tyle.
Ja po prostu nie poddam się dobrowolnie "bezmyślnemu" programowi ewolucji-"rozmnóż się za wszelką cenę,a potem radź sobie sam"Żeby było chociaż trochę na temat,to powiem,że kobieta potrzebująca huśtawki emocji,nie może wiązać się z facetem "za dobrym" bo wtedy finał będzie taki jak u kolegów powyżej,z resztą schemat zauważalny także u innych.
Ja mam podobne podejście, dlatego nie mam przekonania do związku z mężczyznami. Od czasu do czasu spotykam się po kilka m-cy z kimś, są emocje, jest adorowanie, miło przyjemnie..a jak się kończy to nie czuję większych emocji.
Jestem podobnym 'typem' do Ciebie.
Niestety, żeby tak sobie poprzeżywać love jak inni ludzie musiałabym bardzo mocno obniżyć poprzeczkę, jeśli chodzi o cechy jakich szukam u facetów 'na związek', jeśli chodzi o ich podejście, charakter, osobowość etc. Nie chcę tego robić, bo nie czuję takiej potrzeby.
Rozumiem o czym piszesz, twierdzę tylko że to jest "do duszy" o tyle, że tak sobie będziemy 'obserwować' love u innych, bo za mało w nas tego hedonizmu i zafascynowania krótkotrwałymi emocjami żeby chciało nam się tym podniecać i ryzykować.
Widzisz,tylko,że Ty (ja też
) chciałabyś połączyć rozsądek z miłością,ale to niestety tak nie działa,myślisz,że jak już spotkasz idealnego faceta,to sobie stwierdzisz "ok w nim się zakocham"-jeśli Ci się to uda,to daj znać ![]()
Cały właśnie chwyt polega na tym,że ludzie najpierw dają się ponieść emocjonalnemu haju,a potem dopiero dociera do nich prawdziwe oblicze partnera,a wtedy już jest najczęściej za późno.Mało kto uruchomi myślenie,bo tutaj chodzi o to,aby wytworzyć iluzje idealnego partnera(do rozmnożenia ofkors),właściwie nie tylko wytworzyć,ale i odebrać...Po prostu mózg nas oszukuje i to nie tylko w tym aspekcie.Całe pożądanie rozgrywa się poza świadomością,no chyba,że ktoś jest tego świadomy,ale i to czasem zawodzi ![]()
36 2016-08-19 19:14:46 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-08-19 19:15:44)
Widzisz,tylko,że Ty (ja też
) chciałabyś połączyć rozsądek z miłością,ale to niestety tak nie działa,myślisz,że jak już spotkasz idealnego faceta,to sobie stwierdzisz "ok w nim się zakocham"-jeśli Ci się to uda,to daj znać
Cały właśnie chwyt polega na tym,że ludzie najpierw dają się ponieść emocjonalnemu haju,a potem dopiero dociera do nich prawdziwe oblicze partnera,a wtedy już jest najczęściej za późno.Mało kto uruchomi myślenie,bo tutaj chodzi o to,aby wytworzyć iluzje idealnego partnera(do rozmnożenia ofkors),właściwie nie tylko wytworzyć,ale i odebrać...Po prostu mózg nas oszukuje i to nie tylko w tym aspekcie.Całe pożądanie rozgrywa się poza świadomością,no chyba,że ktoś jest tego świadomy,ale i to czasem zawodzi
Zgadzam się z Tobą. Dlatego jestem sama i nie wiem czy to się zmieni kiedyś.
Na iluzje i oszukiwanie siebie tylko po to żeby dłużej mieć dobry seks z "ideałem" jestem za stara, a na udawanie, że jestem ślepa i głucha na czyjeś nie fair zachowania tym bardziej.
theonlyone, Elle
Jakby nie popęd seksualny, to w sumie nie czułbym potrzeby posiadania przy sobie kogoś.
Myślałem, że jestem sam, uff ![]()
theonlyone, Elle
Jakby nie popęd seksualny, to w sumie nie czułbym potrzeby posiadania przy sobie kogoś.
Myślałem, że jestem sam, uff
Dlatego też trzeba wsłuchać się we własne potrzeby,a nie ślepo zapie*dalać w owczym pędzie....
A popęd,da się rozładować różnymi sposobami ![]()
theonlyone, Elle
Jakby nie popęd seksualny, to w sumie nie czułbym potrzeby posiadania przy sobie kogoś.
Myślałem, że jestem sam, uff
Ja odwrotnie: z popędem sobie radzę, inna sprawa, że seks mam jako kobieta na wyciągnięcie ręki zawsze, więc tego mi nie brakuje. Brakuje mi seksu z kimś kogo postrzegałabym jako kogoś więcej niż penisa z przystojną nadbudową ![]()
Widocznie tak to już jest, że dopóki człowiek młody i naiwny to wiele zniesie i poświęci żeby ten związek mógł przetrwać, a w dojrzalszym wieku i będąc silna kobietą, nie czuje się tej motywacji i bodźca żeby stawać na głowie żeby utrzymać czy zachęcić do związku jakiegoś faceta.
Pisząc "zachęcić" mam na myśli te 'sztuczki' i karuzele emocjonalną, o których pisaliśmy.
Ja odwrotnie: z popędem sobie radzę, inna sprawa, że seks mam jako kobieta na wyciągnięcie ręki zawsze, więc tego mi nie brakuje.
Zazdroszczę Ci
(nie facetów ofc
)
Sine jaja tak potrafią nasrać w głowie, że momentami zachowujesz się jak zombie.
Aż wstyd jak rozmawiasz z kobietą, a tu widzisz mega dekolt i walczysz sam ze sobą żeby się nie gapić jak prostak ![]()
Też bym chciał zaspokoić swoją ciekawość seksualną, żeby mieć już z tym dziadostwem spokój.
Elle88 napisał/a:Ja odwrotnie: z popędem sobie radzę, inna sprawa, że seks mam jako kobieta na wyciągnięcie ręki zawsze, więc tego mi nie brakuje.
Zazdroszczę Ci
(nie facetów ofc
)
Sine jaja tak potrafią nasrać w głowie, że momentami zachowujesz się jak zombie.
Aż wstyd jak rozmawiasz z kobietą, a tu widzisz mega dekolt i walczysz sam ze sobą żeby się nie gapić jak prostakTeż bym chciał zaspokoić swoją ciekawość seksualną, żeby mieć już z tym dziadostwem spokój.
Rozumiem, że jesteś prawiczkiem?
Wiesz, dla mnie seks to trochę przereklamowana sprawa.. Potrafi być super z odpowiednią osobą, ale zazwyczaj jest 'taki sobie'
Żeby naprawdę iskrzyło w łóżku to musi być coś więcej niż ten dekolt czy piękne umięśnione ciało u faceta. Przynajmniej ja tak mam.
Zazdrościć mi nie wiem czy masz czego. Chyba, że chciałbyś z 10 prób kontaktu 9 odrzucać albo się wkur..ć, że znowu chodzi o jedno.
Zazdroszczę tego, że nie masz na to takiego parcia, masz czystszy umysł i w efekcie zdrowszą relację, łatwiej jest prowadzić rozmowę itp.
Ta, prawiczek, chyba ciekawość po prostu zżera + gryzie męskie ego że jeszcze tego nie zrobiłem.
RavenKnight napisał/a:Elle88 napisał/a:Ja odwrotnie: z popędem sobie radzę, inna sprawa, że seks mam jako kobieta na wyciągnięcie ręki zawsze, więc tego mi nie brakuje.
Zazdroszczę Ci
(nie facetów ofc
)
Sine jaja tak potrafią nasrać w głowie, że momentami zachowujesz się jak zombie.
Aż wstyd jak rozmawiasz z kobietą, a tu widzisz mega dekolt i walczysz sam ze sobą żeby się nie gapić jak prostakTeż bym chciał zaspokoić swoją ciekawość seksualną, żeby mieć już z tym dziadostwem spokój.
Rozumiem, że jesteś prawiczkiem?
Wiesz, dla mnie seks to trochę przereklamowana sprawa.. Potrafi być super z odpowiednią osobą, ale zazwyczaj jest 'taki sobie'
Żeby naprawdę iskrzyło w łóżku to musi być coś więcej niż ten dekolt czy piękne umięśnione ciało u faceta. Przynajmniej ja tak mam.
Zazdrościć mi nie wiem czy masz czego. Chyba, że chciałbyś z 10 prób kontaktu 9 odrzucać albo się wkur..ć, że znowu chodzi o jedno.
Wg mnie seks jest najlepszy na wyżyszym poziomie-połączenia dusz i ciał,a nie samo połączenie fizyczne,ale chyba rzadko coś takiego się zdarza.
44 2016-08-19 23:10:56 Ostatnio edytowany przez kuknoyel (2016-08-19 23:29:32)
Właśnie wróciłem z imprezy. Wcześnie, bo zakończyłem na "biforze". Mam cele i marzenia które realizuję, więc jedno piwo wystarczy, a jutro rano na siłownię i do nauki. Było u znajomego dużo atrakcyjnych, wielkomiejskich dziewcząt, zacząłem testy. Pewność siebie, zawadiackość, niedostępność, dobry żart i już przy pierwszym papierosie miałem jedną obok siebie. Gadka szmatka. Od długiego czasu sam się śmieje w duszy jakie to durne, a mimo tego robię to, choćby dla potwierdzenia pewnych hipotez, czy żeby się nie nudzić... Dziewczyna już ciepło spogląda, nie odpuszcza mnie kilkadziesiąt minut na krok, non-stop dotyka udem na łóżku na którym siedzimy, zaczepia. Poszli do klubu, ja w swoją stronę z przyjaciółmi którzy podobnie jak ja przyszli na imprezę niemal prosto z pracy, zmęczeni. Powiedziała, że bardzo szkoda, bo wydaję się być bardzo wartościowym człowiekiem, a ona jeszcze... Tylko jedną noc zostaje w tym mieście. Wartościowym. No shit, wielka strata dla Ciebie dziewczę że tym razem bolec nie tylko twardy, a i należy do wartościowego fagasa. Od 5 lat jest z chłopakiem który studiuje lekarski, wielka miłość. Facet został z rodziną na ten weekend. Jakie to jest smutne, żałosne. Jesteś człowiekiem atrakcyjnym pod wieloma względami, a jesteś sam jak palec. Nie bawi Cię ciupcianie pustych lalek, nie chcesz tracić na to czasu i energii, jak jest ciśnienie wolisz pojechać na ręcznym i podobnie bez większych starań go nieco upuścić, no taka prawda. Jesteś niemal adorowany w grupie ludzi, ale Cię to nie bawi, bo widzisz ich przeciętność i zwierzęce zachowanie. Na imprezach wyłączam się po 3 h, zwyczajnie nudzi mi się. Myślami jestem już daleko w przyszłości - doktorat, niesamowita forma sportowa, piękne wakacje w egzotycznym kraju i przeżycia (emocje) zbudowane na odkrywaniu nowego, pięknego, spontanicznego. Nie chlaniu na umór i bujaniu się bezsensu co piątek, zaliczanie kolejnych bolców i picz. Ci ludzie nigdy nie doświadczą prawdziwych uniesień, bo to wymaga poświęceń, życia wg. pewnych idei. Samo pojęcie miłości to oprócz aspektów hormonalnych i w neuroprzekaźnictwie właśnie poświęcenie, idea za którą oddaje się całego siebie. Ja potrafiłem szczerze kochać, ona do czasu. Szara masa płynąca z prądem, tymi ludźmi steruje się jak się chce. Dno. Moja eks teraz należy do tego zacnego grona. Osoba której blaskiem byłem zaślepiony przez tak długi czas okazała się być wpisana w te ramy. Gdy na odchodne spytałem na co teraz najbardziej czeka, odparła: "chcę zobaczyć jak odwala koledze X po alkoholu bo siostry koleżanka jest jego żoną i ponoć ją zdradza na imprezach". No krwa gdzie ja miałem oczy? To była grzeczna, kochana, ciepła dziewczyna. Jak to usłyszałem oplułem się wodą i z ciśnienia w kopule wstałem od stołu i poszedłem do łazienki ochłonąć żeby nie robić sceny przy ludziach w restauracji. Zmieniła percepcję w ciągu kilku miesięcy, kwestia niedojrzałości i tyle.
Po długich miesiącach wnikliwej analizy i obserwacji, przejść, wyjściu z depresji na SSRI, etc., po prostu nie chce mi się. Niby zadowolony z życia, idę do przodu jak burza, ale tej osoby u boku brak jak cholera. Seksu może w 1/4, a test mam ponad normę
. Te 3/4 to moje potrzeby uczuciowe, wszystko co osiągnąłem w życiu właśnie podyktowane jest ideom, to przenosi się na każdy aspekt życia. To wraca przy każdej ucieczce myśli. OBDAROWYWAĆ KOGOŚ wszystkim co najlepsze, robić wielkie rzeczy nie tylko dla siebie. Dawać jej całą swoją męskość. Marzę jeszcze kiedyś to przeżyć więc będę ryzykował, ale coś czuję że jeszcze chwila musi minąć. Towarzystwo które mnie otacza nie pomaga. Na zmiany w tym względzie się zdecydowanie nie zapowiada. No nic, robię swoje, może kiedyś ktoś to doceni i zostanie na dłużej.
Poświęciłem całego siebie dla tego związku. Tworzyliśmy świetną parę, każdy kto nas widział mówił: „ale to będzie świetne małżeństwo ”. My też tak uważaliśmy. Nigdy się nie kłóciliśmy, jak już to na bardzo krótko, mogliśmy na siebie liczyć, o wszystkim sobie mówiliśmy, pomagaliśmy sobie we wszystkim, każde nasze spotkanie zaczynało się uśmiechem na twarzy. Mieliśmy tyle planów życiowych(dzieci, budowa domu).
1. 'Poświęciłem całego siebie dla TEGO ZWIĄZKU. Pytanie: A ile ona poświęciła?
2. 'Tworzyliśmy świetną parę,każdy kto nas widział,mówił: 'Ale to będzie świetne małżeństwo'. MY też tak uważaliśmy.' Z tego co widzę,to inni widzieli może w was idealną parę,nawet Ty sam. Ale nie wiesz jak to widziała Twoja narzeczona.Bo przecież liczyły się pozory idealnego związku.
3. 'Mieliśmy tyle planów życiowych.' Ale nie wiesz jakie miała ona.
Wniosek:
Tak naprawdę to widziałeś to co chciałeś widzieć,a nie to co było naprawdę.
Nie interesowało Cię to,czego ona pragnie naprawdę i czy jest szczęśliwa w tym związku.
A nawet jeżeli by to sygnalizowało,choćby kłótniami to byłeś zaślepiony.
Wolałeś odgrywać teatrzyk i nie widzieć tego, co było naprawdę.
A teraz masz pretensję,bo odeszła.
Może nie zachowała się fair,ale czy Ty byłeś?
W związku trzeba umieć mówić i słuchać.
Ty widziałeś i słyszałeś co chciałeś,zamiast skupić się na rzeczywistości.
Wtedy może jej odejście nie byłoby takim szokiem ..
46 2016-08-20 18:04:24 Ostatnio edytowany przez dawid27 (2016-08-20 18:10:10)
Kuknoyed, właśnie to samo było podczas rozmów z moją EX, to co kiedyś jej nie przeszkadzało, albo akceptowała naglę stało się strasznym problemem. Dlaczego żyły z nami tyle lat jak to był aż taki straszny problem? Masz rację nasze partnerki były słabe bo potrafiły zdradzić, ale przyznać się do tego nie umiały, tylko wymyślają to co się im nie podobało w nas czy w naszych relacjach, po to żeby siebie usprawiedliwić. Związek to przede wszystkim rozmowa, ty czy ja na pewno byśmy chcieli
porozmawiać o problemach jakie zaistniały w związku. Te twoje argumenty o uczelni czy bieganiu są dla mnie śmieszne, już lepiej jak by już nic nie mówiła. Tak jak sobie czytam twój opis tej dziewczyny to tak jak bym widział swoją partnerkę. Coś jak by się zamieniła w potwora. Jesteś wartościowym facetem, który zakochał się w swoim przeciwieństwie. To co robisz: spędzasz czas ze znajomymi, sport, nauka to najlepsza rzecz jaką robisz w tym momencie. To jak postąpiłeś z tą kobietą na imprezie udowodniło że czujesz wartość własnej osoby.
"Samo pojęcie miłości to oprócz aspektów hormonalnych i w neuroprzekaźnictwie właśnie poświęcenie, idea za którą oddaje się całego siebie. Ja potrafiłem szczerze kochać, ona do czasu"
Kolejna rzecz jaka ceń w sobie, potrafiłeś i ktoś kiedyś to doceni.
Odlotowy, wiem strasznie się czuję jak pomyślę jaką ci... z siebie zrobiłem na końcu, ale zachowałem się wtedy najlepiej jak uważałem. Kiedyś może jej powiem to co wtedy powinienem. Ja to nazwałem czas wyrównanych szans,moment kiedy stanie się dla mnie taka obojętna jak ja dla niej.
Strasznie mnie wkurza ta wieczna otwarta furtka, była ze mną bo jej było nie źle ale tak naprawdę była zauroczona po uszy w tamtym, przez weekendy organizując sobie ze mną wesele jak by czasami tamten zniknął. Pamiętam jak ksiądz nas zapytał: Czy macie przed sobą jakieś ukryte tajemnicę: Bez zastanowienia odpowiedziała: NIE. Jesteś Fałuszywa, tyle Ci powiem, potrafisz tak perfidnie kłamać!!!!!!
Kobiety lubią czuć pożądanie; a my faceci lubimy je pożądać, problem jest wtedy kiedy ktoś przekracza pewne granicę, spróbuję czegoś nowego. Który partner będzie bardziej pożądał kobietę? Ten stały z którym się jest 10 lat czy ten obcy który dostał nagle oszołomienia. Tak samo kobieta, czym więcej spróbuję tego nowego, tym większa chęć do tego. To się chyba nazywa zdrada emocjonalna.
Sex z osobą która się Kocha to coś wspaniałego. A Ci którzy nie doznali tego skaczą z kwiatka na kwiatek.
"Żeby się zakochać potrzebne jest ryzyko i twarda dupa. W pewnym momencie trzeba 'skoczyć' w przepaść"
Elle, to dobre zdanie dla 1 etapu związku, ale zmienił bym jeden wyraz "trzeba", na może się tak zdarzyć że będziemy musieli. Niestety nie można się tym kierować w dalszych etapach jakim jest narzeczeństwo, małżeństwo.
Koteczek Powiem Ci tyle że jeszcze 2 miesiące bym uwierzył w to co napisałaś pod wpływem emocji i szoku, po tym co sie stało. Uciekł bym do pokoju i bym się obwiniał w samotności. Dzisiaj wiem że szczerze Kochałem i ten związek był dla mnie najważniejszy, dlatego tak boli jej odejście. Te 3 pkt, to opis czasów kiedy mnie Kochała
47 2016-08-20 19:08:52 Ostatnio edytowany przez kuknoyel (2016-08-20 19:10:44)
Też się wyłożyłem na końcu, nie ukrywam. Jestem młody, mam 23 lata, to była moja pierwsza miłość po licealnych, głupkowatych wybrykach - mogłem sobie na to pozwolić. Było prawie klękanie na kolanach i błaganie o kolejną szansę, haha! PRAWIE. W środku pizduś, na zewnątrz grałem twardziela by się nie upodlić, ale choć sekundową słabość dziewucha potrafiła wykorzystać i wycisnąć mnie jak szmatę
. Nie uważam tego czasu z nią za stracony, niesamowicie dorosłem emocjonalnie i jako mężczyzna, dokonałem pewnych zmian których prawdopodobnie bym nie dokonał bez tak dużej odpowiedzialności którą wziąłem sobie na barki będąc z nią. Teraz te decyzje mi służą, cieszę się z tego. Cieszę się również ze wspaniałych wspomnień, wiem do jakich chwil dążyć w kolejnym związku. Nie zrobiłem tego błędu i nie podporządkowałem się pod nią, było dokładnie odwrotnie bo to ja miałem plan, a ona w nim do czasu szczęśliwie żyła. Ja się jej nie dziwie. Mogłem się tego spodziewać, widziałem jej słabość i uległość na każdym kroku. Życie które obrałem jest ciężkie. Skromne mieszkanie, jeden z trudniejszych obecnie kierunków, ścisła dieta, mordercze treningi o 6:00 rano, jeden dzień w tygodniu wolny, byleby wziąć oddech. Ona nic nie musiała, ale widziałem że błądzi myślami w innej rzeczywistości. Do dzisiaj z pewnością nie rozumie że wielkie sukcesy wymagają wielkiego bólu i warto czasami na dłuższą chwilę zagryźć zęby. Nie obwiniam jej dzisiaj za nic, wybrała drogę na skróty jak większość społeczeństwa, ma bardzo ubogi kręgosłup moralny, wciąż mimo 20-ki na karku brak swojego zdania. Mówią - z kim przystajesz, takim się stajesz. W tym przypadku ani w jedną, ani w drugą stronę. Świecenie jej przykładem pracowitości na nic w jej postępowaniu, mnie imprezy jak nie bawiły tak nie bawią. Grupa przyjaciół z którymi jest o czym rozmawiać i z którymi można jechać na koniec świata mi wystarczą - jej oczywiście nie pasowali (kompleksy, bo dziewczyna przyjaciela wykształcona, a ona nie). Mimo wszelkich różnic kochasz i znosisz to delikatne, słabe stworzonko. Kiedy się jej znudzisz (lub widzi potencjalną korzyść z Ciebie w zbyt dalekim odcinku czasu) przeobraża się w potwora który wygarnie Ci wszystko w ciągu jednego wieczora, tak że Twój cały wypracowany system wyobrażeń na jej temat rujnuje się jak domek z kart i co najśmieszniejsze wierzysz w to o czym ona mówi, bo oddałeś jej serce. Nie wiesz gdzie jesteś i dlaczego tak się stało... Lawina nienawiści wobec siebie, później wobec jej, mętlik bo nie jesteś pewien kto tak naprawdę dał ciała. W moim przypadku nic z tego że jestem generalnie atrakcyjnym facetem pod wieloma względami. Co z tego, jak niezdatny do użycia bo albo go nie ma, albo zmęczony. A wspólne wieczory, kolacje na mieście, wyjazdy za miasto w weekend już niestety się znudziły. Najważniejsze argumenty za tym jak było jej cholernie źle to właśnie "tyle czasu czekałam żebyśmy poszli na imprezę poznać fajnych ludzi" i "nie wyciągasz nosa z książek". Z resztą każdy, choćby najmniejszy argument na NIE dawał radę w jej przypadku by właśnie oczyścić się z wyrzutów sumienia... Naginanie faktów, dopisywanie swoich historyjek byś był ten zły. Skarżenie do rodziców, sic! Na jej nieszczęście widzieli we mnie właściwą osobę i zweryfikowali fakty, wobec tego teraz to już jest totalnie wolna bo dobrze wie że nie ma uznania w bliskim otoczeniu i szkoda do niego wracać.
Fundament procesu wylizywania się z tych ran to upływający czas... U mnie żadnych nowych wniosków, piszę te posty by utrwalić to do czego doszedłem już kilkakroć, by myśli nie uciekały już tak często w nieprawidłową stronę. Z tygodnia na tydzień i wspomnienia, jej brak u boku, a także piekielnie bolesne obrazki z okresu rozstawania się - dotykają coraz subtelniej. Kolejna drobna, cholernie pociągająca dziewczyna złamała następnego prze ch*ja. Los napisał takich historii setki. Cieszę się że w stosunkowo niedługim czasie wyszedłem z tego bagna a nie podzieliłem losów kolegów - obecnie alkoholików/ćpunów/denatów.
Witam wszystkich, minął rok od tej całej sytuacji w moim życiu. Teraz już wiem dlaczego się ten związek rozlecial. Problemem byłem ja, byłem słodkim,przewidywalny, uległy misiem. Popełniłem bardzo dużo błędów ,ale największy był ten że brałem tą kobietę za pewnik (kto tak robi to zawsze oznacza początek końców). Nie potrafiliśmy że sobą rozmawiać,a jak już rozmawialiśmy to o jakiś pierdolach, zamiast skupić się na sobie. Do tego monotonia, w kolko wypady do restauracji, zjeść i do domu, sex i do spania.
Dziewczyna najprościej mówiąc straciła mną zainteresowanie, i wcale się jej nie dziwię. Cieszę się że nie doszło do ślubu, bo to była by prawdziwa tragedia.
Życzę jej dużo szczęścia bo to dobra dziewczyna,a z mojej strony mogę dodać że to była bolesna lekcja życia ale potrzeba abym umiał otworzyć oczy.
Pozdrawiam Dawid