Szanowne (a może i Szanowni, nie mam pojęcia),
z góry przepraszam, jeżeli wybrałem zły dział. Z góry też przepraszam, jeżeli moja obecność na forum kobiecym wyda Wam się zła, niekonieczna, niepożądana. Mam jednak nadzieję, że nie wywołam u Was negatywnych emocji, a przynajmniej nie przez samą obecność. Zastanawiałem się nad tym, do kogo mógłbym zwrócić się ze swoim problemem. Szukałem for związanych z uczuciami, ich okazywaniem i wszystkim co z tym związane, niestety, większość for pozostaje nieaktywna, albo odpowiedzi pojawiają się raz na miesiąc.
Przechodzę do sedna.
Jestem dwudziestodwuletnim studentem, otaczam się wspaniałymi przyjaciółmi, powodzi mi się w życiu, studiuję to co kocham najbardziej, nie mam większych problemów niż te, które są typowe dla ludzi w moim wieku. Borykam się jednak z trudnym dla mnie problemem dotyczącym uczuć, ich odczuwania i okazywania. Od zawsze byłem samotnikiem, trudno było mi nawiązać więzy z kimkolwiek. Jedyną osobą z którą takie więzy miałem jest mój Tatuś, który od zawsze był moim najlepszym przyjacielem i osobistym bohaterem. Byłem w trzech związkach, które zniszczyłem własnie z powodu braku umiejętności okazywania uczuć. Nie potrafiłem zdobyć się na kłamstwo i wmawiać sobie i partnerce, że wszystko jest dobrze, mówić co chwilę, że bardzo je kocham i tak dalej. W zasadzie to zawsze bałem się zobowiązań tego typu, ponieważ bałem się, że któregoś dnia zostanę rzucony w kąt przez takie osoby. Zdarzało się to już wielokrotnie, wiele razy ktoś mnie porzucał dla własnej zachcianki. Mówię tutaj o takich pseudo przyjaźniach, które były u mnie obecne na każdym etapie życia.
Prawie dwa miesiące temu poznałem pewną dziewczynę. Zaczęliśmy rozmawiać bardzo długo. Początkowo tylko przez facebook'a, zaczynaliśmy rozmowy z samego rana a kończyliśmy późną nocą. Odkryłem, że jest do mnie bardzo podobna pod względem humoru, zainteresowań, oboje lubimy to samo i tak dalej. Potem przerzuciliśmy się na sms-y (neoromantyzm jak się patrzy, prawda?) i coś zaiskrzyło. Autentycznie cieszyłem się jak czternastolatka czytając od niej wiadomości, zastanawiając się co odpisać i tak dalej. A potrafiliśmy pisać o bzdurach bez znaczenia. Ale to właśnie te bzdury dawały mi tyle radości. Znajomi zauważyli, że z kimś coś się dzieje, mówili to samo, że cieszę się jak zakochana nastka. Od miesiąca jesteśmy razem. Pierwszy raz czuje, ze na kimś tak bardzo mi zależy. Skaczę jak dziecko z radości na myśl, że zobaczymy się w danym dniu, zaczynam tęsknić jak długo się nie widzimy, lubię napisać o np. 15:15 informując tylko o tym, że jest ta właśnie godzina. Pewnie dlatego, że ona potrafiła robić z tęsknoty to samo. Teraz wyjechała i autentycznie za nią tęsknię, nigdy za nikim nie tęskniłem tak bardzo.
Niby wszystko wydaje się w porządku, prawda? Ale oczywiście jestem na tyle pokręcony, że wszędzie widzę problem. Moim problemem jest to, że bardzo się boję, że to wszystko we mnie pęknie, że wróci strach przed odrzuceniem i zamknę się w sobie, znów nie będąc gotowy na okazywanie jej uczuć na które z pewnością zasługuje. Proszę, pomóżcie mi coś ze sobą zrobić, ponieważ nie chcę jej stracić, za bardzo mi na niej zależy.
Zdaję sobie sprawę, że wiadomość jest napisana bardzo chaotycznie, ale liczę na zrozumienie.
Z wyrazami wszelkiego szacunku
Astkay