hej, chciałabym opowiedziec wam moja historie i prosic o pomoc, rady lub wsparcie ponieważ nic sama nie wiem i nic nie rozumiem. Kilka lat temu poznalam wspanialego faceta, moze nie bratnia dusza ale ktos kto sprawial ze czulam sie jak ksiezniczna, łykałam wszytsko jak młody pelikan ale oboje z tym facetem wiedzielismy ze to jest prawdziwe, ze to co spadło na nas jak grom z jasnego nieba to milosc i to przez duze M, śmieliśmy sie od samego patrzenia na siebie i nie bylo dla nas rzeczy niemozliwych, niestety przez okolicznosci i nasze wybuchowe charaktery kłótnie były bardzo burzliwe, to rozumiem zdarza sie. zdarza sie ze ludzie w złości powiedza pare słów za duzo ale ja moglabym to przełknąć i wybaczyc. niestety jestem słabsza emocjonalnie od mojego faceta on przestal sie starac, jestesmy 3 lata razem a od dwóch lat nie usłyszałam szczerych przeprosin, nie uslyszalam ze zaluje, ze to nieprawda co mowil. Dostawalam wymiszony przeprosiny, wymuszone kwiaty po ktore juz sama kazałam mu chodzic, piekne chwile sie skonczyly, wszytsko działo sie stopniowo a ja zanim zobaczylam co jest grane dalam sobie kompletnie wejsc na glowe i zadowalam sie byle czym, potem czulam sie winna, ze jest taki bo ja na to zasluguje. moim jedynym zyciowym celem bylo zrobienie wszytskiego aby odzyskac jego zachwyt. pozwalalam sobie doslownie na wszytsko, olalam doslownie wszytsko w moim zyciu dla niego, nie chodzilam na studia zeby pobyc z nim w weekend, olewalam przyjaciol zeby pobyc z nim, on nadal chcial sie spotykac ze swoimi wiec czasem chodzilismy razem teraz on spotyka sie ze swoimi znajomymi glownie ze mna i oboje sie dusimy. Wczoraj pierwszy raz w zyciu mnie uderzyl, go byl pierwszy raz kiedy w ogole facet mnie uderzyl. wybaczylam mu od razu. nie przeprosil nawet. oklamywal mnie conajmniej 3 razy spotykajac sie lub rozmawiajac z innymi dziewczynami za moimi plecami. obrazil mnie w kazdy mozliwy sposob oraz moja rodzine, raz juz wyladowalam u psychologa z jego powodu a jednak nie potrafie przespac bez niego ani jednej nocy, nie potrafie spedzic dnia bez niego, robiac cos gapie sie no. stop w telefon, wymyslam w glowie rozne historie, tesknie za nim, za jego czuloscia, marze o nim. on natomiast mowi ze jest ze mna tylko dlatego ze jestem dobra w lozku. tez nie jestem swieta tez go uderzylam nieraz, tez uzywalam wobec niego slow ktorych nie powiedzialabym do nikogo, to co czuje nawet nie nazwe miloscia, nie wiem co to jest gardze tym czlowiekiem, nienawidze go, nie ufam, nie szanuje, nie moge patrzec na niego a jednoczesnie nie potrafie bez niego zyc. blagam niech ktos powie mi jak sie z tego uwolnic. blagam bo zwariuje. moja nienawisc jest tak silna jak milosc, wiem ze kompletnie trace szacunek do siebie, staje sie kims innym, nic mnie w ayciu nie cieszy juz po prostu tylko o tym mysle 24h na dobe raz ze musze go zostawic musze zachowac resztki godnosci a zaraz ze on sie zmieni, ze znajde sposob, ze nie wybrazam sobie aby on moglby byc z inna. bardzo cierpie
hej, chciałabym opowiedziec wam moja historie i prosic o pomoc, rady lub wsparcie ponieważ nic sama nie wiem i nic nie rozumiem. Kilka lat temu poznalam wspanialego faceta, moze nie bratnia dusza ale ktos kto sprawial ze czulam sie jak ksiezniczna, łykałam wszytsko jak młody pelikan ale oboje z tym facetem wiedzielismy ze to jest prawdziwe, ze to co spadło na nas jak grom z jasnego nieba to milosc i to przez duze M, śmieliśmy sie od samego patrzenia na siebie i nie bylo dla nas rzeczy niemozliwych, niestety przez okolicznosci i nasze wybuchowe charaktery kłótnie były bardzo burzliwe, to rozumiem zdarza sie. zdarza sie ze ludzie w złości powiedza pare słów za duzo ale ja moglabym to przełknąć i wybaczyc. niestety jestem słabsza emocjonalnie od mojego faceta on przestal sie starac, jestesmy 3 lata razem a od dwóch lat nie usłyszałam szczerych przeprosin, nie uslyszalam ze zaluje, ze to nieprawda co mowil. Dostawalam wymiszony przeprosiny, wymuszone kwiaty po ktore juz sama kazałam mu chodzic, piekne chwile sie skonczyly, wszytsko działo sie stopniowo a ja zanim zobaczylam co jest grane dalam sobie kompletnie wejsc na glowe i zadowalam sie byle czym, potem czulam sie winna, ze jest taki bo ja na to zasluguje. moim jedynym zyciowym celem bylo zrobienie wszytskiego aby odzyskac jego zachwyt. pozwalalam sobie doslownie na wszytsko, olalam doslownie wszytsko w moim zyciu dla niego, nie chodzilam na studia zeby pobyc z nim w weekend, olewalam przyjaciol zeby pobyc z nim, on nadal chcial sie spotykac ze swoimi wiec czasem chodzilismy razem teraz on spotyka sie ze swoimi znajomymi glownie ze mna i oboje sie dusimy. Wczoraj pierwszy raz w zyciu mnie uderzyl, go byl pierwszy raz kiedy w ogole facet mnie uderzyl. wybaczylam mu od razu. nie przeprosil nawet. oklamywal mnie conajmniej 3 razy spotykajac sie lub rozmawiajac z innymi dziewczynami za moimi plecami. obrazil mnie w kazdy mozliwy sposob oraz moja rodzine, raz juz wyladowalam u psychologa z jego powodu a jednak nie potrafie przespac bez niego ani jednej nocy, nie potrafie spedzic dnia bez niego, robiac cos gapie sie no. stop w telefon, wymyslam w glowie rozne historie, tesknie za nim, za jego czuloscia, marze o nim. on natomiast mowi ze jest ze mna tylko dlatego ze jestem dobra w lozku. tez nie jestem swieta tez go uderzylam nieraz, tez uzywalam wobec niego slow ktorych nie powiedzialabym do nikogo, to co czuje nawet nie nazwe miloscia, nie wiem co to jest gardze tym czlowiekiem, nienawidze go, nie ufam, nie szanuje, nie moge patrzec na niego a jednoczesnie nie potrafie bez niego zyc. blagam niech ktos powie mi jak sie z tego uwolnic. blagam bo zwariuje. moja nienawisc jest tak silna jak milosc, wiem ze kompletnie trace szacunek do siebie, staje sie kims innym, nic mnie w ayciu nie cieszy juz po prostu tylko o tym mysle 24h na dobe raz ze musze go zostawic musze zachowac resztki godnosci a zaraz ze on sie zmieni, ze znajde sposob, ze nie wybrazam sobie aby on moglby byc z inna. bardzo cierpie
Moja jedyna możliwa porada: idź do psychologa...
bylam u psychologa, pani psycholog zadala mi pytanie co bym powiedziala swojej przyjaciolce gdyby mi to opowiedziala- odpowiedzialam "zostaw go i uciekaj". Ja mam swiadomosc tego co sie dzieje ale nie potrafie tego przezwyciezyc
bylam u psychologa, pani psycholog zadala mi pytanie co bym powiedziala swojej przyjaciolce gdyby mi to opowiedziala- odpowiedzialam "zostaw go i uciekaj". Ja mam swiadomosc tego co sie dzieje ale nie potrafie tego przezwyciezyc
Wiesz... Jesteś dorosłą osobą i masz pełną świadomość w czym tkwisz. Skoro sama - pomimo tej świadomości - nie potrafisz tego zmienić i ...sie ratować - nikt tego za Ciebie nie zrobi. Twoje postępowanie mógłbym zilustrować takim oto przykładem: człowiek ma w ręce młotek i waląc nim z całych sił w palce drugiej ręki krzyczy "oj, boli, ratujcie mnie, pomóżcie...!".
Tak wygląda Twoja postawa...
nie potrafie sama wyjsc z tej relacji, wiem ze strasznie sie ponizam i sama zatracam jeszcze bardziej poczucie wlasnej wartosci ale po prostu wiem ze gdybym odeszla i tak bym pierwsza napisala i wiem ze ja bardziej bym przezywala to rozstanie bo ja juz zostalam z niczym bo zrezygnowalam dla niego ze wszytskiego, moze ktos z Was mial takie doswiadczenie? moze ktos moze mi poradzic jak spojrzec na to aby nabrac sily? jestem osoba wyksztalcona z dobrej rodziny, staram sie myslec racjonalnie ale zakochalam sie po uszy w facecie ktory byl ksieciem a teraz mnie uderzyl mimo wszytsko moje uczucia nie osłably na tyle aby go zostawic, czuje ze on mna manipuluje i coraz bardziej wykorzystuje ale nie umiem sie postawic i dlatego poprosilam was o pomoc
6 2016-05-06 11:50:01 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-05-06 11:50:44)
(...) jak spojrzec na to aby nabrac sily? (...)
Skoro, jak twierdzisz, nie możesz sama wyjść z tej relacji, poszukaj psychoterapeuty (nie każdy psycholog jest psychoterapeutą, nie każdy psychoterapeuta jest psychologiem) i rozpocznij własną terapię. Przeczytaj też wątek "Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo", bardzo obszerny, ale będący kopalnią wiedzy na interesujący Cię temat.
Potrafisz z tego wyjść.
Sama widzisz, że traktuje Cię jak szmate. Nie lubisz tego. Daj się ponieść złości a zobaczysz ile masz sił do walki o siebie. .. nawet wbrew sobie.
Uciekaj.
Ja uciekłam chociaż mi było łatwiej bo był przy mnie ktoś którego "nie zasługujesz na to" zmieniło całe moje życie.
Sama też dasz radę, masz prawo do szczęścia a tu jak w letargu będziesz czekać aż coś się zmieni. U mnie przez 6 lat się nie zmieniło...
Potrafisz z tego wyjść.
Sama widzisz, że traktuje Cię jak szmate. Nie lubisz tego. Daj się ponieść złości a zobaczysz ile masz sił do walki o siebie. .. nawet wbrew sobie.
I owszem - Autorka potrafi, ale jeszcze tego ...nie chce. W każdym jest siła pozwalająca odciąć się od kogos tak wyniszczającego życie, jednak jednym do takiej decyzji wystarczy niewiele, a inni muszą być mocno i długo "ciorani" by zrozumieć, iż ...to nie jest to czego chcą od życia. No cóż, Autorka widać potrzebuje jeszcze paru "okazań" miłości od tego faceta i posiniaczona, z podbitym okiem, upodlona ...zatrybi sama i zrozumie.
zgadzam sie ze faktycznie wglebi ducha tego nie chce. Staram sie sama siebie zrozumiec, czy moje zachowanie moze byc spowodowane tym ze boje sie zycia bez niego bo jeszcze nie zdajac sobie sprawy z tego po prostu sama zniszczylam sobie zycie bo za bardzo przyzwyczailam sie do niego bo bylo mi wygodnie i juz nie chce wracac do siebie skoro tu mam mieszkanie w centrum stolicy, bo odcielam sie od swoich znajomych swoj czas poswiecajac jemu? olalam szkole i prace tzn mam prace ale jestem z niej kompletnie niezadowolona jednak nie szukalam innej do tej pory bo doslownie cala swoja energie wkladalam w ten zwiazek, po wyczerpujacych klotniach ktore byly non stop nie mialam sily na nic, nie chcialam sie skupiac na innych rzeczach nie mialam do tego juz glowy. Czy dobrze robie ustalajac sobie teraz taki plan ze przełkne to ale bede chlodna zeby nie dawac sobie wejsc na glowe, powoli bedac z nim odzyskac swoj zycie, nie wychodzic z kolezankami na pokaz zeby on wiedzial ze sobie dam rade bez niego ale tak samej z siebie coraz czesciej, zmienic prace zeby skupic sie na czyms co da mi prawdziwa satysfakcje? czy dobrze mysle idac tokiem ze jesli sama zaczen dbac o swoje zycie bedzie ono dla mnie bardziej wartosciowe i ja zaczne byc bardziej wartosciowa dla siebie to otworze oczy? przestane sie bac? czy wredy dam mu do zrozumienia ze mam swoje oczekiwania i on bedzie chial je spelnic? czy on sie zmieni? czy ja dam rade? co o tym sadzicie? czy to ma sens?
Od takich ludzi się odchodzi raz, a dobrze.
tak jak juz pisalam nie jestem w stanie od niego odejsc i nie rozumiem z jakiego powodu, natomiast za wszelka cene chce szacunku i dobrego traktowania, jestem w stanie zrobic wiele a moze wszytsko zeby ten zwiazek wyszedl na prosta nie wiem czemu nadal czuje taka wiez z tym czlowiekiem. Moje pytanie to obecnie-co zrobic aby przestac to czu? otworzyc oczy? albo co zrobic zeby odzyskac szacunek? bardzo licze na Wasze wsparcie. wiem ze najlatwiej i najmadrzej napisac zostaw go ale dla mnie to jest niewyobrazalne prosze o zrozumienie
to bardzo trudna dla mnie sytuacja z ktora nie potrafie sobie poradzic
13 2016-05-06 12:50:49 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2016-05-06 12:54:01)
Kobieto Ty masz walczyć o szacunek? On powinien Cię szanować tak po prostu, on się nie zmieni, napisałam Ci wcześniej ja czekałam 6 lat i się nie doczekałam, ile jeszcze życia chcesz zmarnować? Wiesz jaki to potem zostawia ślad w psychice?
Na co Ty czekasz? Uderzył i będzie bił dalej, nadal będzie to robił i Cię wyzywał, tacy ludzie się nie zmieniają.
Dla mnie też było niewyobrażalne, przeszłam przez piekło, dałam się zmanipulować a mam silny charakter, jednak zrobiłam to, a gdy stałam spakowana usłyszałam ja się zmienię, ale miałam dość sił by nie uwierzyć w to kolejny raz.
On był jak dwie różne osoby w jednej osobie, jedna wspaniała i kochana, druga..... ale czy to że jakąś jego część kochałam miała być powodem by znosić całą resztę?
Jak odzyskać szacunek? Zająć się sobą. Swoim życiem. Pracą, szkołą, znajomymi. Jeśli jeszcze raz Cię uderzy - iść na policję. Każdą awanturę uciąć stanowczo.
Mieć szacunek do samej siebie i wymagać go konsekwentnie.
Ryzyko? Pan walnie focha i odejdzie do innej niewolnicy.
Oczekujesz szacunku i dobrego traktowania od tego człowieka, nie szanując siebie samej ani dobrze siebie nie traktując.
zgadzam sie ze faktycznie wglebi ducha tego nie chce. (...)
To jest klucz.
Dopóki nie zechcesz, wszystkie Twe działania będą pozorowane.
Przeczytaj, ze zrozumieniem, zdania z mej sygnatury.
16 2016-05-06 14:01:52 Ostatnio edytowany przez zyfika (2016-05-06 14:47:42)
nie potrafie sama wyjsc z tej relacji, wiem ze strasznie sie ponizam i sama zatracam jeszcze bardziej poczucie wlasnej wartosci ale po prostu wiem ze gdybym odeszla i tak bym pierwsza napisala i wiem ze ja bardziej bym przezywala to rozstanie bo ja juz zostalam z niczym bo zrezygnowalam dla niego ze wszytskiego, moze ktos z Was mial takie doswiadczenie? moze ktos moze mi poradzic jak spojrzec na to aby nabrac sily? jestem osoba wyksztalcona z dobrej rodziny, staram sie myslec racjonalnie ale zakochalam sie po uszy w facecie ktory byl ksieciem a teraz mnie uderzyl mimo wszytsko moje uczucia nie osłably na tyle aby go zostawic, czuje ze on mna manipuluje i coraz bardziej wykorzystuje ale nie umiem sie postawic i dlatego poprosilam was o pomoc
Tak, ja miałam. Jeden raz i nigdy więcej. Byłam w szoku i nie mogłam w to uwierzyć. Nigdy więcej już mnie na oczy nie zobaczył. Oczywiście próbował mnie przepraszać, pisał, dzwonił, przyjechał. Ja nie otworzyłam drzwi, tel nie odebrałam a na sms odpisałam że jeśli nie da mi spokoju to zgłosze to na policję. Tak więc jest to bardzo proste jeśli się ma do siebie szacunek. Zrób tak samo.
Edit: sory, że będe brutalna ale takich historii jak Twoja jest pełno. I zawsze ten sam scenariusz. Najpierw książę z bajki, a później leje, brak szacunku itd...sory ale nie szanujesz siebie więc nikt Ciebie też nie będzie szanować. Jak czytam takie historie to aż mnie mdli po prostu jak można być tak głupim i tak się poniżać. Więcej godności kobieto!
17 2016-05-06 15:01:01 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-05-06 15:01:51)
Śmieszą mnie wątki kobiet które użalają się jak źle traktuje je facet, ale potem znienacka wspominają że też go tłuką i wyzywają.
NIC Cię nie usprawiedliwia. NIC, absolutnie NIC. Jesteś taką samą patologią jak on. Zasługujecie na siebie.
Facet oddał Ci w końcu i bardzo dobrze.
Było tu już parę tematów kobiet które tłuką faceta i facet tłucze je. One dla siebie zawsze znajdowały usprawiedliwienie ("zdenerwował mnie, więc mu przywaliłam w ryj"), ale dla faceta nie ("matkoboska, biją! ratujcie! przecież jestem damą! dam się nie bije!")
Ja mam dla Ciebie tylko jedną radę: nie rozmnażajcie się. Bo jestem pewna że będziecie też tłuc Wasze dzieci.
18 2016-05-06 15:13:25 Ostatnio edytowany przez zyfika (2016-05-06 15:23:03)
Śmieszą mnie wątki kobiet które użalają się jak źle traktuje je facet, ale potem znienacka wspominają że też go tłuką i wyzywają.
NIC Cię nie usprawiedliwia. NIC, absolutnie NIC. Jesteś taką samą patologią jak on. Zasługujecie na siebie.
Facet oddał Ci w końcu i bardzo dobrze.Było tu już parę tematów kobiet które tłuką faceta i facet tłucze je. One dla siebie zawsze znajdowały usprawiedliwienie ("zdenerwował mnie, więc mu przywaliłam w ryj"), ale dla faceta nie ("matkoboska, biją! ratujcie! przecież jestem damą! dam się nie bije!")
Ja mam dla Ciebie tylko jedną radę: nie rozmnażajcie się. Bo jestem pewna że będziecie też tłuc Wasze dzieci.
Madoja ja mam wrażenie, że to nie jest ten przypadek. Autorka po prostu straciła zdolność logicznego myślenia bo się kieruje emocjami i ma totalnie zaniżone poczucie wartości. Ma syndrom ofiary i nie wydaje mi się, żeby sama miała takie skłonności. Ale oczywiście mogę sie mylić.
Edit: sory nie doczytałam wszystkiego z postu autorki. Jednak masz całkowitą rację.
Czego tu nie rozumieć?
Zakochałaś się - a zakochanie się to nie miłość. Nie ma to nic wspólnego z miłością. Zakochujemy się w tym, jakie uczucia wzbudza w nas druga osoba. To nie jest miłość, gdzie jest przede wszystkim pragnienie dobra dla drugiej osoby, tylko lubisz to, że jak się z nim spotykasz, to jest ci lekko, przyjemnie, radośnie, głowa odlatuje, jest mnóstwo pozytywnych emocji, bujasz w chmurach, wszystko jest piękne i kolorowe. To robi z nami zakochanie. Jest ogromne, uczuć jest tak dużo, że ludziom odbija, śmieją się na swój widok, cieszą się samym spotkaniem.
Ludzie uzależniają się od tego uczucia. Jest jak narkotyk. Dlatego tak trudno odejść - bo liczą na powrót tych uczuć, gdy wybaczą wszystko co złe. Ale zakochanie ma to do siebie, że mija. To całe szaleństwo, które sprawia, że ma się ochotę rzucić wszystko i podążać za ukochanym na koniec świata - przemija. Zostaje cała reszta. No i jak reszta się okazuje niefajna, no to po co tkwić w związku?
Zwłaszcza w takim, gdzie:
on przestal sie starac,
a od dwóch lat nie usłyszałam szczerych przeprosin,
nie uslyszalam ze zaluje, ze to nieprawda co mowil. Dostawalam wymiszony przeprosiny, wymuszone kwiaty po ktore juz sama kazałam mu chodzic
dalam sobie kompletnie wejsc na glowe
czulam sie winna,
moim jedynym zyciowym celem bylo zrobienie wszytskiego aby odzyskac jego zachwyt.
nie chodzilam na studia zeby pobyc z nim w weekend,
olewalam przyjaciol zeby pobyc z nim,
Wczoraj pierwszy raz w zyciu mnie uderzyl, go byl pierwszy raz kiedy w ogole facet mnie uderzyl.
oklamywal mnie conajmniej 3 razy spotykajac sie lub rozmawiajac z innymi dziewczynami za moimi plecami.
obrazil mnie w kazdy mozliwy sposob oraz moja rodzine,gardze tym czlowiekiem, nienawidze go, nie ufam, nie szanuje, nie moge patrzec na niego
staje sie kims innym, nic mnie w ayciu nie cieszy
I sorry, ale to:
wybaczylam mu od razu. nie przeprosil nawet.
??!!
Kobieto. Gdzie twoja godność? Gdzie twoje potrzeby - potrzeba bycia szanowaną, ważną, poczucie, że ktoś liczy się z twoim zdaniem, chce być z tobą, pragnie ciebie, ceni ciebie, twoje zdanie? Myślisz, że możesz tego faceta zmienić, żeby teraz zaczął się zachowywać dokładnie odwrotnie niż do tej pory?
20 2016-05-06 15:34:09 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-05-06 15:35:02)
Kobieto. Gdzie twoja godność? Gdzie twoje potrzeby - potrzeba bycia szanowaną, ważną, poczucie, że ktoś liczy się z twoim zdaniem, chce być z tobą, pragnie ciebie, ceni ciebie, twoje zdanie? Myślisz, że możesz tego faceta zmienić, żeby teraz zaczął się zachowywać dokładnie odwrotnie niż do tej pory?
Ciekawe czy ona go przepraszała po tym jak go tłukła i kopała. ![]()
Dziewczyny, nie bądźcie takie zaślepione samym tylko faktem że autorka jest kobietą. To osoba stosująca przemoc (o wiele częściej niż jej partner), przestańcie jej wmawiać że jest ofiarą i głaskać ją po głowie.
Facet walnął ją RAZ (pewnie w końcu oddał wariatce), a ona lała go przez cały związek.
21 2016-05-06 16:00:01 Ostatnio edytowany przez zyfika (2016-05-06 16:05:47)
Monoceros napisał/a:Kobieto. Gdzie twoja godność? Gdzie twoje potrzeby - potrzeba bycia szanowaną, ważną, poczucie, że ktoś liczy się z twoim zdaniem, chce być z tobą, pragnie ciebie, ceni ciebie, twoje zdanie? Myślisz, że możesz tego faceta zmienić, żeby teraz zaczął się zachowywać dokładnie odwrotnie niż do tej pory?
Ciekawe czy ona go przepraszała po tym jak go tłukła i kopała.
Dziewczyny, nie bądźcie takie zaślepione samym tylko faktem że autorka jest kobietą. To osoba stosująca przemoc (o wiele częściej niż jej partner), przestańcie jej wmawiać że jest ofiarą i głaskać ją po głowie.
Facet walnął ją RAZ (pewnie w końcu oddał wariatce), a ona lała go przez cały związek.
Racja! Po prostu nie doczytałam końcówki
Oboje są siebie warci.
Edit: nawiasem...to taki zgubny mechanizm jest dla niektórych kobiet...bo kobiety potrzebują emocji...i jak się kończy etap zakochania, to emocje spadają...jedne pary potrafią wtedy je podgrzać pozytywnie, robić razem i przezywać fajne rzeczy, które dostarczają pozytywnych emocji a inne niestety jak autorka zaczynają robić chore jazdy. Nieważne, że złe emocje, ważne, że są i jest jazda, coś się dzieje
No cóż...każdy ma co lubi ![]()
Racja! Po prostu nie doczytałam końcówki
![]()
Oboje są siebie warci.
![]()
Gdzie jest napisane, że ona go "tłukła i kopała"? Chodzi o to
"tez nie jestem swieta tez go uderzylam nieraz"
Nie wiem, czy to rzeczywiście "tłukła go i kopała" czy uderzyła go z liścia za to, że ją poniżał, więc nie oceniam i nie nadinterpretuję
Gdzie jest napisane, że ona go "tłukła i kopała"? Chodzi o to
"tez nie jestem swieta tez go uderzylam nieraz"
Nie wiem, czy to rzeczywiście "tłukła go i kopała" czy uderzyła go z liścia za to, że ją poniżał, więc nie oceniam i nie nadinterpretuję
Nie no spoko
jak tylko uderzyła to całkiem to normalne ![]()
25 2016-05-06 19:32:53 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-05-06 19:35:52)
Nie wiem, czy to rzeczywiście "tłukła go i kopała" czy uderzyła go z liścia za to, że ją poniżał, więc nie oceniam i nie nadinterpretuję
To jakaś różnica czy tłukła czy "tylko" waliła z otwartej dłoni?
No proszę... To ja nie wiedziałam że jest bicie gorsze i lepsze. Czyli jak kopnę faceta w łydkę to nieładnie, ale przykładowo jak walnę z pięści w nos to już można, bo jest niemiły?
Czy w przypadku przemocy wobec dzieci też masz takie podejście? Np. można walnąć w głowę bo są denerwujące? Czy może tylko liść w twarz jest dozwolony?
Jak możesz w przypadku jakiejkolwiek przemocy napisać ignorancko "nie oceniam", a nawet bronić agresora i szukać dla niego usprawiedliwień?
Ciekawe czy w odwrotnym przypadku - gdyby facet opisał że kobieta go denerwuje i czasami jej wleje - też pisałabyś że pewnie miał swój powód więc go "nie oceniasz"?
Edit: sory, że będe brutalna ale takich historii jak Twoja jest pełno. I zawsze ten sam scenariusz. Najpierw książę z bajki, a później leje, brak szacunku itd...sory ale nie szanujesz siebie więc nikt Ciebie też nie będzie szanować. Jak czytam takie historie to aż mnie mdli po prostu jak można być tak głupim i tak się poniżać. Więcej godności kobieto!
Ehhh, to człowiek tu się męczy, szuka, stara itd. i chce zrobić wszystko jak najlepiej i Gje to daje a tu kolejna (ponoć z wielu
) historia o związku gdzie kobieta jest bita. Za bardzo nie mogę Ci nic poradzić bo mi się coś takiego w głowie nie mieści... nigdy nie uderzyłem kobiety... Wy naprawdę jesteście dziwne...
Ale może coś w tym jest
Zawsze byłem miły itd. a tu chyba trzeba inaczej: Zamiast kwiatów i uczyć trzeba solidnego kopniaka zasadzić na dzień dobry, jeśli dobro i szczerość nie działa to może trzeba bić? Im mocniejszy cios tym mocniejszy związek???
A tak na serio. Sama chcesz z nim być - no to masz co chcesz. O co krzyk?
Też nie doczytałam, w takim razie zmieniam zdanie, jesteście siebie warci, tłuczcie się dalej do woli.
Śmieszą mnie wątki kobiet które użalają się jak źle traktuje je facet, ale potem znienacka wspominają że też go tłuką i wyzywają.
NIC Cię nie usprawiedliwia. NIC, absolutnie NIC. Jesteś taką samą patologią jak on. Zasługujecie na siebie.
Facet oddał Ci w końcu i bardzo dobrze.Było tu już parę tematów kobiet które tłuką faceta i facet tłucze je. One dla siebie zawsze znajdowały usprawiedliwienie ("zdenerwował mnie, więc mu przywaliłam w ryj"), ale dla faceta nie ("matkoboska, biją! ratujcie! przecież jestem damą! dam się nie bije!")
Ja mam dla Ciebie tylko jedną radę: nie rozmnażajcie się. Bo jestem pewna że będziecie też tłuc Wasze dzieci.
W sedno.
Wow nie wiedziałam że mam w domu monitoring i tak wiele obcych osób wie co się działo u mnie w związku
...
Ludzie czasem są dziwni. Przyczepiliście się jednego sformułowania z całego tekstu pełnego negatywów i nawet nie zrzuciliście winy na babkę, tylko zalaliście ją falą hejtu z szóstego piętra, i dodaliście, że sama sobie winna.
Ja stwierdziłam tylko, że może lepiej poczekać na wyjaśnienie, zanim się zacznie rzucać kamieniami, ale dla was widocznie wystarczy niezręczne sformułowanie i cała historia nie ważna.
A jak go uderzyła w obronie?
A jak napisała, że go uderzyła, mając na myśli klepnięcie w ramię ze słowami "zamknij się"?
Wszystko wiecie lepiej. Nawet jak nie wiecie. *ukłony*
31 2016-05-08 02:14:59 Ostatnio edytowany przez ilo27 (2016-05-08 02:31:09)
Wiesz.. Ty jego już dawno nie kochasz. Kochasz wspomnienia.
Pomyśl, będziesz to ciągnąć, wpadka i co? Wasze dziecko będzie słuchać? Zamiast mama tata to będzie mówić szmata itp?
Facet jest prosty. Jeśli raz pokażesz, że jesteś słaba, że on może wszystko on już nigdy nie przestanie próbować.
Jeśli odejdziesz, a on zamilknie to tylko znak, że nigdy Cię nie kochał, a jedynie był zakochany.
Ja jednak twierdzę, że jest co takiego jak kryzys roku trzeciego.
Taki jest u 3 letnich dzieci i w 3 letnich związkach także. Kiedyś Gdzieś czytałam, że procentowo naprawdę dużo związków rozpada się w 3 roku.
Zazwyczaj wtedy gdy nadchodzi codzienność i problemy i zamiast się wspierać ludzie wyladowuja się na sobie, a że w tych czasach się wyrzuca, a nie naprawia to cóż..
Czy między wami chociaż czasami jest ok?
Psychoterapia. Natychmiast.
Kobieta chce się wygadać a co poniektórzy jak sekundanci na ringu bokserskim - ile punktów za jaki cios.Żenujące.
Pisała że skorzystała z rady psychologa więc pewnie sama sobie jest już w stanie udzielić niektórych odpowiedzi.
Znam osobiście kobiety które są uzależnione od swoich facetów - zdradzają,piją,biją.
Uciekać - wiśta wio to łatwo powiedzieć koniowi, nie komuś kto tkwi głęboko w takim związku.Każdy jest inny i indywidualnie podchodzi do różnych problemów.
Faceci nie zawsze widzą problem tam gdzie kobiety i trudno czasem im przychodzi zwykle przepraszam dlatego iż nie widzi za co ma przepraszać.
Kobiety czasem same przyzwyczajają mężczyzn do pewnego rodzaju wygodnictwa najpierw matki a potem żony lub partnerki. Po jakimś czasie,, o matko on mi nie pomaga" a dlaczego by miał skoro wcześniej nikt tego od niego nie wymagał.
Autorka dla niego zrezygnowała z samej siebie i tu nie potrzebnie ale zrobiła to świadomie z własnej woli.
Być może wtedy uważała że ta należy postąpić - i nie należy jej potępiać. Teraz chce odzyskać coś co poświęciła dla partnera to trochę trudno straconego czasu nie da się odzyskać. Problem nie powstał z niczego, wiele nawet zgodnych związków przechodzi kryzys nikt nie jest idealny .Upokrzanie osoby która potrzebuje zostać wysluchana i raczej pragnie uzyskać zdrowy pogląd na sprawę. No brawo w stronę co poniektórych osób. Oby wasze problemy też w sposób trywialny ktoś potraktował. Moja rada- nie radzcie .
Pozdrawiam sekundantów i psychologów z piekła rodem.
34 2016-05-08 16:41:05 Ostatnio edytowany przez bywalec (2016-05-08 16:41:51)
Kobieta chce się wygadać (...) Upokrzanie osoby która potrzebuje zostać wysluchana i raczej pragnie uzyskać zdrowy pogląd na sprawę. No brawo w stronę co poniektórych osób. Oby wasze problemy też w sposób trywialny ktoś potraktował. Moja rada- nie radzcie .
Pozdrawiam sekundantów i psychologów z piekła rodem.
W pewnym stopniu podzielam Twoją opinię. Ale to niczego nie wnosi do całej sytuacji. Poklepywanie po ramieniu Autorkę, pisanie: ok, on sie zmieni, wszystko sie ułoży, "jeszcze bedzie przepieknie, jeszcze będzie normalnie" to byłoby zbrodnią z naszej strony. Owszem, takie ...linczowanie Autorki i wyciąganie niektórych - być może drobnych - spraw i stawianie jako czegoś usprawiedliwiającego przewinienia jej oprawcy to juz mocne przegięcia. Ale - jak sugerujesz - tylko "wysłuchanie" Autorki? Tego "se neda", bo normalnego człowieka rzuca, gdy czyta o takich sytuacjach, widzi szansę wyjścia i słyszy jednoczesnie, że ofiara niby ratunku szuka, ale nie chce, bo jest jej dobrze.
Ja przynajmniej obojętnie obok przejść nie potrafię...
Dlatego bywalec napisałam zdrowy pogląd.
Zdrowy to znaczy wyrażenie poglądu z zasugerowaniem ewentualnego wyjścia z sytuacji.Nie serwowanie tekstu,,o godności" komuś o podkopanej własnej wartości. Nie przechodzę obojętnie obok ludzi którzy potrzebują pomocy bo być może kiedyś sama będę jej potrzebować.
36 2016-05-08 18:14:00 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-05-08 18:16:46)
Anula70 - to NIE JEST ten przypadek o którym piszesz. To nie jest poniewierana kobieta, upokorzona, bita, tłamszona. To NIE TO.
Oni są siebie warci, ona biła go długo zanim on jej oddał.
Nie bądź taka zaślepiona tylko dlatego, że tu przyszła i coś napisała. To za mało. Sama na żywo znałam wariatkę która tłukła swojego faceta, ale gdy w końcu ją złapał mocno za ręce, biadoliła i płakała że jest z damskim bokserem.
Nie daj sobie mydlić oczu autorce. Oceń ten przypadek obiektywnie.
Wszystkie wpisy typu "nie daj sobą pomiatać, nie daj się tak traktować" tylko utwierdzają ją w przekonaniu że dalej może go wyzywać i bić, bo cała wina jest po jego stronie.
Otrząśnijcie się, dziewczyny. Solidarność jajników powinna mieć swoje granice.
madoja wśród kobiet jest coraz mniej ,,solidarności jajników' .
Znam osobiście parę która na siebie wrzeszczy i tu muszę przyznać -sekundant byłby ok.
Tłuką się do przysłowiowej,,pierwszej krwi '' ale świata po za sobą nie widzą są już 5 lat parą a spróbuj powiedzieć ze mają problem - nie radzę.
są ludzie i ludziska niestety tego nie da się zmienić pogłaskaniem po głowie ani dobrym słowem.
I wśród kobiet i mężczyzn są - bokserzy .
Tyle że bity mężczyzna się do tego nie przyzna a co poniektóre panie to płaczą nad złamanym paznokciem.
Jeśli facet nie bił i nagle uderzył to znaczy że została przekroczona granica jego wytrzymałości psychicznej .
Nie przedstawiłam Autorki jako bierną ofiarę .
Czasem trzeba coś przeczytać ze zrozumieniem a nie wyjąć fragment z kontekstu bo akurat mi pasuje.