Mam problem… Z mezem.
On ma 25, ja 29. Pobralismy sie po roku znajomosci, po slubie jestesmy niecale 2 lata. Zaczne od tego, ze jestem osoba ambitna, zrobilam 2 matury, studia za granica i zawsze wiedzialam, ze w Polsce nie zostane. Obecnie mam dobra prace, w zawodzie i jestem zadowolona (pensja nie jest zadowalajaca, ale warunki tak). Moj maz skonczyl liceum (robila wczesniej technikum, ale nie skonczyl i przeniosl sie do liceum, bez matury, bez zawodu), jezyk kraju w ktorym jestesmy uczyl sie tylko w szkole. Przed slubem mieszkalismy razem, pracowal dorywczo. Ambicji wtedy juz nie mial wielkich, ale myslalm, ze decyzja malzenstwa wywiera duzy nacisk na chec robienia czegokolwiek. Po slubie zamieszkalismy w innym miescie. Ja zrobilam kurs doksztalcajacy i znalazlam od razu prace. On pracowal dorywczo u znajomego, w sumie z 1,5 miesiaca. Nie szukal stalej pracy migajac sie jezykiem – co bylo wymyslem, bo tu jest duzo Polakow i znalazlby cos na pewno – po prostu mu sie nie chcialo. Po jakims czasie zapisalam go na kurs jezyka, trwajacy okolo 5 miesiecy, codzienna nauka po 4h od pon do pt. Checi na poczatku mial, przychodzil ze szkoly, odrabial lekcje, pytal sie, opowiadal jak bylo. Zeby go nie obciazac stwierdzilam, ze niech sie uczy, a do pracy pojdzie jak sie douczy jezyka (ale moglby isc chociazu na kilka godzin do pracy w tyg, zawsze by cos wpadlo). Po skonczonym kursie i zdobyciu certyfikatu moglby isc do szkoly i moglby uczyc sie zawodu, zarobilby marne pieniadze w ciagu tych 3 lat, ale mialby zawod i pewna prace w przyszlosci. Tydzien temu dowiedzialam sie przez przypadek, ze od 2 miesiecy nie chodzi do tej szkoly! Nic nie powiedzial, klamal w zywe oczy, ze wszystko w szkole ok... Oklamywal wszytskich wokol. W ciagu tych dwoch miesiecy mial oferte pracy, ale oczywiscie ja odrzucil, bo chodzi do szkoly... Utrzymuje nas sama, nie mamy zadnej pomocy, ledwo nam starcza. On niczym nie przejety zamawia sobie gry (jeszcze nie wiedzialam, ze olal szkole) i siedzi w domu, gra na konsoli, czasami posprzata. Nie ma zadnych ambicji, odpowiedzialnosc zerowa, zero checi ksztalcenia sie. Dzisiaj mam wrazenie, ze wzielam sobie nieroba i lekkoducha do domu i jestem dla niego sponsorem. Jest oczywiscie kochany (byl – mamy ciche dni przez ta sprawe ze szkola), przytula itd. Ale bezpieczenistwa w tym malzenstwie nie czuje. Myslelismy o dziecku, ale teraz ciesze sie, ze nic z tych planow nie wyszlo, bo ladnie bym wpadla... Jestem sfrustrowana juz dluzszy czas, bo nie widze w nim checi zmiany. Sfera lozkowa tez nie jest zadowalajaca, nie czuje checi... z powodu frustracji, ze wszystko na mojej glowie i z powodu jego oschlosci. W wieku 25 lat powinno sie miec chetke zawsze i wszedzie, a u nas 2 razy w miesiacu i wtedy jak ja zaproponuje...
Nie wiem co robic, mam zle przeczucie, ze to sie wypala. Nie chce tak zyc. Chce osiagnac cos w zyciu. Zyc spokojnie i czuc bezpieczenstwo, a nie liczyc od 1 do pierwszego...
Znalazł sobie nową mamę. Zajmie się synkiem, utrzyma, posprząta, ugotuje itp. Wyszłaś za dziecko, a nie mężczyznę. Dopóki będziesz się zachowywać jak dobra mamusia, która wszystko pod nos podstawi nic się nie zmieni. Z kolei jeśli zaczniesz wychowywać dziecko, dojdzie do buntu i będziesz się zastanawiać, czy dzieciaczka zbyt mocno nie karzesz...
Zaproponuj mu, żeby się wyprowadził i wrócił jak dorośnie i ogarnie. No chyba, że lubisz mieć dziecko w domu.
Juz mielismy rozmowe kilka dni temu i powiedzialam mu co czuje. Kazalam szukac pracy, bo za 2 tygodnie mial konczyc ten kurs jezyka. Wczoraj napisal, ze ma jakas rozmowe o prace (ja mu wysylalam wczesniej cv), odpisalam mu, ze od kwietnia ma zaczac placic polowe rachunkow, jesli nie to ma szukac innej mety. Moze poskutkowalo, tylko, ze ja nie wiem czy jestem mu w stanie zaufac. Bardzo mnie rozczarowal i widac, ze mu jakos szczegolnie nie zalezy, nie szuka nawet rozmowy ze mna. Od kilku dni spi w salonie (wyprowadzilam go z sypialni) i sie nie odzywa - gra i oglada seriale... Gdyby sie zmienil fajnie by bylo, ale nie wiem czy tego chce, jesli do tego dochodzi brak jakiegokolwiek popedu i ochoty na sex...?
Juz powoli mam wlasnie takie uczucie matkowania i poczucia winy, ze go zmuszam i ze naciskam. Ale zaraz sobie przypominam jak mnie oklamal i przechodzi na szczescie...
Juz mielismy rozmowe kilka dni temu i powiedzialam mu co czuje. Kazalam szukac pracy, bo za 2 tygodnie mial konczyc ten kurs jezyka. Wczoraj napisal, ze ma jakas rozmowe o prace (ja mu wysylalam wczesniej cv), odpisalam mu, ze od kwietnia ma zaczac placic polowe rachunkow, jesli nie to ma szukac innej mety. Moze poskutkowalo, tylko, ze ja nie wiem czy jestem mu w stanie zaufac. Bardzo mnie rozczarowal i widac, ze mu jakos szczegolnie nie zalezy, nie szuka nawet rozmowy ze mna. Od kilku dni spi w salonie (wyprowadzilam go z sypialni) i sie nie odzywa - gra i oglada seriale... Gdyby sie zmienil fajnie by bylo, ale nie wiem czy tego chce, jesli do tego dochodzi brak jakiegokolwiek popedu i ochoty na sex...?
Nie ma ochoty na seks, bo jak się kochać z mamusią? Staliście się dla siebie kompletnie aseksualni, bo odgrywacie role mamy i dziecka. Jemu z tym dobrze na razie, więc nie będzie miał parcia na zmianę. Człowiek bez ambicji, bo nie musiał i nie musi jej mieć. Wzięłaś go z całym inwentarzem nieodpowiedzialności i lenistwa. Tak było, ale starałaś się tego nie widzieć. Ślepym jednak nie można być zawsze.
Nie ma ochoty na seks, bo jak się kochać z mamusią? Staliście się dla siebie kompletnie aseksualni, bo odgrywacie role mamy i dziecka. Jemu z tym dobrze na razie, więc nie będzie miał parcia na zmianę. Człowiek bez ambicji, bo nie musiał i nie musi jej mieć. Wzięłaś go z całym inwentarzem nieodpowiedzialności i lenistwa. Tak było, ale starałaś się tego nie widzieć. Ślepym jednak nie można być zawsze.
To prawda, wierzylam, ze bedzie inny, czekalam, ale moja cierpliowsc sie skonczyla... Dzieki za te slowa, duzo mi uzmyslowily!
I dobrze zrobiłaś. O tym czy mu zaufasz zdecydujesz później.
A to, że naciskasz? Cóż. .. chyba nie masz zamiaru robić za matkę Teresę? Masz mieć w domu mężczyznę i partnera. Kogoś kto Cię wesprze w trudnych chwilach. Dzieci tego nie umieją.
Oczywiscie, ze nie chce byc Matka Teresa. Chce miec partnera i miec poczucie bezpieczenstwa. Czasami zastanawiam sie, czy nie za szybko wzielismy ten slub... dzisiaj zrobilabym inaczej... czego nie robi zakochana kobieta...
Oczywiscie, ze nie chce byc Matka Teresa. Chce miec partnera i miec poczucie bezpieczenstwa. Czasami zastanawiam sie, czy nie za szybko wzielismy ten slub... dzisiaj zrobilabym inaczej... czego nie robi zakochana kobieta...
A co zrobi zakochana, to naprawi rozsądna. Twoje dziecko obok partnera nawet nie stało. Przynajmniej tak jest z Tobą, bo jesteś silna i ogarnięta życiowo, więc nie musi być Twoim partnerem, wystarczy mu rola dziecka.
Dokladnie. Dalam mu wejsc w role dziecka i od poczatku za malo naciskalam. heh teraz tylko, zebym nie mialam poczucia winy, ze to jednak ja zawinilam i do tego doprowadzilam. On pewnie na to czeka. Ale ciesze sie, ze w pore sie ogarnelam i jakos z tej sytuacji wybrne, w ten czy inny sposob.
Nie daj się wpędzić w poczucie winy, bo nie masz ku temu powodu. Stworzyłaś mu idealne warunki do rozwoju. Nie chciał go, nie chciał być Twoim partnerem. Wyboru dokonał on.
heh teraz tylko, zebym nie mialam poczucia winy, ze to jednak ja zawinilam i do tego doprowadzilam.
Nie idź tą drogą. .. on jest dorosły i sam ponosi konsekwencje swoich czynów. Ty nie jesteś od matkowania i ponoszenia za niego odpowiedzialności.
Nie Ty rzucilas szkołę
Nie Ty masz w nosie pracę
Nie Ty zachowujesz się jakbyś miała mleko pod nosem.
Niech się chlopina nauczy, że za decyzjami idą konsekwencje a miękka matczyna podusia została gdzieś tam.
Myslicie, ze on sie moze zmienic? Ze po takim czasie moze wrocic uczucie porzadania? W lozku nigdy nie bylo wysmienicie, nie bylo wielkiej namietnosci, ale w porownaniu do tego co jest teraz to bylo ok... kurcze ciezki orzech do zgryzienia, mam nadzieje, ze czas jakos to rozwiaze.
Najgorzej teraz stanac przed rodzina i powiedziec "sluchajcie, on mnie oklamal, klamal nas wszytskich". Wszyscy mu kibicowali, cieszyli sie, ze idzie do przodu, ze bedzie robil zawod, a zrobil zawod tylko ze zupelnie inny.
heh teraz tylko, zebym nie mialam poczucia winy, ze to jednak ja zawinilam i do tego doprowadzilam.
Nie idź tą drogą. .. on jest dorosły i sam ponosi konsekwencje swoich czynów. Ty nie jesteś od matkowania i ponoszenia za niego odpowiedzialności.
Nie Ty rzucilas szkołę
Nie Ty masz w nosie pracę
Nie Ty zachowujesz się jakbyś miała mleko pod nosem.
Niech się chlopina nauczy, że za decyzjami idą konsekwencje a miękka matczyna podusia została gdzieś tam.
Swiete slowa... Dzieki!
takich slow mi brakowalo!
Zmieni się nie zmieni. ... czas pokaże, nie wizualizuj sobie wszystkich możliwych rozwiązań. Małe kroczki są najlepsze.
Rodzinie powiedz i się nie wstydź. Nie Ty dałaś ciała. Jesteś w tym wypadku ofiarą a nie sprawcą.
Myslicie, ze on sie moze zmienic? Ze po takim czasie moze wrocic uczucie porzadania? W lozku nigdy nie bylo wysmienicie, nie bylo wielkiej namietnosci, ale w porownaniu do tego co jest teraz to bylo ok... kurcze ciezki orzech do zgryzienia, mam nadzieje, ze czas jakos to rozwiaze.
Najgorzej teraz stanac przed rodzina i powiedziec "sluchajcie, on mnie oklamal, klamal nas wszytskich". Wszyscy mu kibicowali, cieszyli sie, ze idzie do przodu, ze bedzie robil zawod, a zrobil zawod tylko ze zupelnie inny.
Jedną kwestią jest dziecinada Twojego męża, ale drugą fakt, że zadowalasz się w życiu miernością. Jeżeli od początku nie było dobrze zarówno w łóżku, jak i w jego podejściu do obowiązków, pracy, rozwoju, to czemu zdecydowałaś się na małżeństwo? Prawdą jest, że oszukiwał Ciebie, ale prawda jest również, że Ty oszukiwałaś siebie. Potraktowałaś go jak białą kartę do zapisania, materiał do skrojenia na własną miarę. Chciałaś go zmienić tak, aby odpowiadał Twoim wyobrażeniom i ambicjom, ale tak nie działa partnerstwo. Trzeba było znaleźć kogoś kto spełnia Twoje wyobrażenia o partnerze, a nie starać się zmieniać kogoś. Zarówno Ty, jak i on męczycie się z tym. Ja nie widzę szansy na prawdziwy związek między wami, bo Ty go nie akceptujesz jako partnera takim, jaki jest, a on nie szuka partnerki w Tobie, lecz wiktu i opierunku.
Kurcze, duzo w tym racji. Nawet bardzo duzo... Moje poprzednie zwiazki byly zupelnie inne i jak go poznalam i zobaczylam, ze jest kochany, oddany, zawsze byl przy mnie to utonelam. Czemu zdecydowalam sie na malzenstwo? Bo poczulam, ze mnie ktos kocha, tak szczerze. Moze to mnie zgubilo, oslepilo.
Kurcze, duzo w tym racji. Nawet bardzo duzo... Moje poprzednie zwiazki byly zupelnie inne i jak go poznalam i zobaczylam, ze jest kochany, oddany, zawsze byl przy mnie to utonelam. Czemu zdecydowalam sie na malzenstwo? Bo poczulam, ze mnie ktos kocha, tak szczerze. Moze to mnie zgubilo, oslepilo.
Potrzeba miłości i akceptacji jest oczywista i naturalna, ale o ile bardziej gratyfikująca jeżeli będziesz mogła ją zrealizować z partnerem. Kimś kogo będziesz mogła nie tylko kochać, ale i szanować. Miłość jak najbardziej, ale między partnerami, a nie mamą na niby i dzieckiem na niby.
Potrzeba miłości i akceptacji jest oczywista i naturalna, ale o ile bardziej gratyfikująca jeżeli będziesz mogła ją zrealizować z partnerem. Kimś kogo będziesz mogła nie tylko kochać, ale i szanować. Miłość jak najbardziej, ale między partnerami, a nie mamą na niby i dzieckiem na niby.
Na poczatku myslalam, ze bedzie cudownie, ze bedziemy partnerami, gleboko w to wierzylam, ale rzeczywistosc okazala sie inna. Wyjde z tego z dodatkowym doswiadczeniem, nauka na przyszlosc. Dobrze, ze jestem w miare mloda i w zyciu sobie dam rade w kazdej sytuacji. Ciezko mi bedzie zaufac, ale przez to bede mogla dokladniej obserwowac, wyciagac wnioski z pewnych zachowan i bede wyczulona na niektore rzeczy.
Pieknie powiedziane "o ile bardziej gratyfikująca jeżeli będziesz mogła ją zrealizować z partnerem". Tego wlasnie zycze sobie.
Dziekuje Wam Dziewczyny z calego serca. Otworzylyscie mi oczy. Uswiadomilam sobie kilka rzeczy i wezme je na pewno pod uwage jesli przyjdzie mi podejmowac decyzje!