Mój problem polega na tym ze poznałam chłopaka który bardzo mi się spodobal.Poznalismy się na dyskotece. Nie wymieniliśmy się numerami tel. Ale ja poczułam ze warto jest go poszukać m.in. na facebooku i bliżej się poznac. Napisalam do niego czy mnie pamięta, odparl ze tak.Chlopak jest młodszy ode mnie o rok. Fajnie nam się nawet rozmawia, ani ja ani on nie byliśmy jeszcze nigdy w związkach, sam mi się przyznal ze jest bardzo niesmialy, nie spotykal się nigdy z zadnymi dziewczynami, nie ma zadnego doświadczenia w relacjach damsko-meskich. Potem się trochę wyzalil, ze zbliza mu się wesele u znajomych i nie ma z kim isc. A ja mu wypaliłam, ze jeśli by sobie długo nie mogl kogos znaleźć na to wesele, to ja chętnie mogę z nim isc, niby jestem niesmiala ale do niego poczułam smialosc by mu to zaproponować, potem sama się sobie dziwiłam… Powiedział ze nie wiem, ze musielibyśmy się bliżej poznac, pospotykac..Powiedzialam ze dobrze i zaproponowal spotkanie. W międzyczasie w tygodniu normalnie ze sobą pisaliśmy, dzień przed spotkaniem tez, no a ze chciałam wiedzieć na czym stoje to pytam go w końcu, co ze spotkaniem które mi zaproponowal…
No to mi wypalil, ze sam nie wie, ze może bym wziela ze sobą jakas kolezanke a on wezmie kolege i we 4 się spotkamy. Generalnie, wcześniej gdy mowil o swej niesmialosci , to powiedział, ze nie szuka nikogo , bo uważa ze nie jest gotowy jeszcze na związki, ogolnie mowil ze jak widzi jak teraz ludzie się zdradzają to ma odraze do zwiazkow i nie chce cierpieć jak oni.. Podobno nigdy nie był zakochany.
Wypowiedział się ze poki co szuka nowych znajomości, ponieważ wcześniejsza paczka z która się trzymal posypała się..
Odnosnie spotkania we 4 powiedzialam mu ze nie mam takiej koleżanki, żeby mogla się tak spotkać.No to powiedział ze odezwie się później jeśli chodzi o to czy się spotkamy we 2.
Po jakims czasie odezwal się i powiedział ze chce się ze mna spotkać. Spotkalismy się, gdy weszłam do auta, na wstępie dal mi kwiaty, ogolnie widziałam ze był strasznie speszony moja obecnoscia, zachowywal się niesmialo, mimo to nawet rozmowa nawet nam się układała.. No i od tej pory nadal ze sobą piszemy tak jak przed spotkaniem, nic się nie zmieniło, on traktuje mnie jak dobra kumpele..
Widze ze on boi się zwiazkow,może i by z kims chciał być, ale zwyczajnie boi się. Jest zakompleksiony.
Raczej nie ma mowy o tym by miał kogos na boku, czy jest babiarzem, wiem ze ma pełno koleżanek,otwacie o tym mowil, ale jedynie pisza czasem z jakas się spotka tak pogadać.
Zgadało nam się ostatnio o kolejnym spotkaniu, tym razem powiedziałam ze mogę wziąć kolezanke.. On z entuzjazmem , ze chętnie się spotka, ze spiszemy się bliżej weekendu. Przed tym domniemanym spotkaniem w weekend pialiśmy normalnie, ale nic nie wspomniał o spotkaniu, mimo ze wiem ze nie miał zadnych planow na weekend. Ja już się nie odezwałam nic w tej kwestii, nie chce się narzucać.
Jak myślicie jest sens utrzymywać tą znajomość? Nie ukrywam ze trochę zaczyna mi na nim zalezec.. I bardzo bym chciała się znim widywać. Al. Jak widzicie po jego zachowaniu, to niemożliwe..