Cześć wszystkim! Dopiero założyłam to konto, w nadziei na poznanie różnych punktów widzenia co do mojego małego problemu.
Otóż: sądzę, że nie nadaję się na życie z drugą osobą. Już teraz zdaję sobie z tego sprawę i staram się przez to unikać romansów, żeby nie zawieść potencjalnych wielbicieli (choć pewnie jeszcze takowych nie mam). Problem leży po części w mojej psychice, a po części w temperamencie. Otóż nie mam ojca od małego i jestem dlatego dosyć nieufna w stosunku do mężczyzn: zarówno do rówieśników, starszych kolegów brata czy nauczycieli.
Co do sfery koleżeństwa, wszystko jest okej, potrafię pożartować z chłopcami (mam charakter chłopczycy, chociaż ubieram się normalnie jak dziewczyna w moim wieku i jestem hetero bez cienia wątpliwości). Jeśli natomiast zdarzy się sytuacja, że jakiś chłopak poczuje do mnie miętę, zaraz się odsuwam, bo szczerze... boję się tego.
Nie wiem sama czemu. Czasem myślę, że to przez brak taty, że nie było go ze mną. Z drugiej strony mam ognisty temperament, cenię sobie niezależność i samowystarczalność, dlatego bycie z kimś też mnie trochę obawia, nie ze względu na np. brak wolności (choć wolność, zaraz po rodzinie cenię sobie najbardziej) a raczej boję się, że przez moje deficyty w empatii czy też w kontaktach z płcią przeciwną inna osoba nie będzie szczęśliwa i tak czy inaczej zostanę sama.... Może ktoś coś doradzić, pomóc? Nie wiem, czy wybrać się na terapię, bo trochę mi wstyd, a jestem bardzo dumną niestety osobą i boję się, że wyśmieją mnie inni że ,,BOI SIĘ FACETÓW'', ,,DZIWACZKA! LUDZI SIĘ OBAWIA!'', ,,DZIEWICA! Nawet się nie całowała z facetem!''
....