Cześć, mam 18 lat i wiem, że może to nie jest dużo ale chciałabym opisać swoją historię i poznać wasze opinie na jej temat.
Kiedy byłam młodsza poznałam pewnego chłopaka, w którym można powiedzieć się zakochałam. Był starczy i imponowało mi to jak na nastolatkę. Pisał ze mną przez jakiś czas, ale później kontakt się urwał. Potem znowu pisaliśmy i znowu kontakt się urwał. Działo się to tak dużo razy, że przestałam liczyć. Najgorsze, że za każdym razem, gdy tak po prostu urywał kontakt, ja cierpiałam. On miał w tym czasie inne dziewczyny, a ja dalej cierpiałam i gdy jakimś cudem udawało mi się zapomnieć i uspokoić on znowu pisał, a ja nie potrafiłam tego ignorować i mu odpisywałam.
Ostatnio po bardzo długim okresie nieodzywania się, napisał. Myślałam, że już mi kompletnie przeszło, więc zaczęłam z nim pisać jako znajomi. Jednak potem wyszło inaczej, pisał do mnie codziennie, był miły i kochany, interesował się mną i potem zaczynały się bardziej intymne tematy. Wiadomo jest starczy i pisał co to by nie chciał ze mną robić. Wiedział, ze jestem niedoświadczona i mówił, że nie mam się czym martwić. Niestety ani razu nie powiedział, że chce ze mną być. Spotkaliśmy się kilka razy, całowaliśmy itp.
Kiedy on chciał się spotkać i "pobawić" oznajmiłam, że nie jestem doświadczona i najwyraźniej w życiu boje się, że coś mi nie wyjdzie. I tak właśnie znowu przestał się odzywać.
Doskonale wiem, że z mojej opowieści wychodzi, że szukał tylko laski do zabawy, a nie dziewczyny. Zwłaszcza, że nie zabierał mnie nigdzie, prócz spotkanko w autku, bo na dworze przecież zimno i wyjście do parku, gdzie nie ma ludzi. Raz nawet wyszło, że uważam go za takiego co szuka dziewczyny do zabawy i wielce się obraził.
Najgorsze jest to, że mimo, iż wiem, że szukał dziewczyny do zabawy to ciągle o nim myślę i nie potrafię zapomnieć. Niestety zakochałam się w nim jeszcze w gimnazjum i ciągnie się to za mną jak nie wiem co.
Mam jedynie nadzieję, że popieracie moją decyzję, że nie poszłam na to ostatnie spotkanie.
Dziękuję, jeżeli ktoś to przeczytał.