Długo zastanawiałam się nad opisaniem tej historii. Z jednej strony strach przed ludzką opinią, z drugiej potrzeba wyrzucenia z serca tego co ciąży od lat. Może także chęć ostrzeżenia innych kobiet przed podobnym błędem? Historia już nieaktualna, ale mająca swoje miejsce w teraźniejszości. Patrząc z dzisiejszej perspektywy (mając 27 lat), cofając się o cztery lata wstecz...
Poznałam go całkiem przypadkiem, wysyłając sms'a do koleżanki z nowym numerem telefonu- pomyliłam cyfry. Nie przyszło mi jeszcze wtedy do głowy, że jedna pomyłka będzie mnie tak drogo kosztować. Na wiadomość "Hej Kasiu to mój nowy numer. Masz może jakieś notatki z andragogiki? Ania" odpisał: "To pomyłka. Numer nie należy do Kasi". Spawdziłam jeszcze raz dokładnie cyfry. No tak. Pomyliłam się. Wysłałam więc wiadomość z przeprosinami. Odpowiedź przyszła szybko. "Ile masz lat? Może popiszemy? Paweł". Nie zastanawiając się nad tym co robię, zaczęłam odpisywać nieznajomemu. Kilka smsów przerodziło się w dłuższą konwersację, potem w telefoniczne rozmowy. Paweł przedstawił się jako 27 letni informatyk. Mówił, że prowadzi swoją własną małą działalność związaną z komputerami i sprzętem elektronicznym. Mieszkał ode mnie 45 km dalej. Po kilku tygodniach wirtualnej znajomości postanowiliśmy się spotkać. Obiecał, że przyjedzie do mnie na kawę. Spotkanie z nieznajomym Pawłem bardzo mnie stresowało, ale byłam szczerze zaintrygowana tym mężczyzną. Wydawał się inny niż wszyscy, bardziej romantyczny, bardziej ułożony, inteligentny i ciepły. Kiedy się wreszcie spotkaliśmy okazało się, że i w realu świetnie nam się rozmawia, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Paweł jednak zawsze unikał tematu swojej pracy. Nawet kilka razy złapałam go na tym, że guzik wie o komputerach itp. Z początku nie drążyłam tematu, ale kiedy po dwóch miesiącach znajomości zaczęło mi na nim zależeć postanowiłam do tego wrócić. Powiedział, że trochę mnie oszukał, że wcale nie ma firmy, że nie jest informatykiem lecz zwykłym budowlańcem i wstydził mi się o tym powiedzieć. Temat na jakiś czas został zamknięty. Wybaczyłam mu kłamstwo. Potem jednak zaczęły pojawiać się inne niepokojące fakty. Nigdy nie miał czasu na rozmowę o określonych godzinach, rzadko chciał się spotykać w niedziele. Pamiętam, że pewnego czerwcowego dnia przyjechał do mnie mówiąc, że się zakochał. Pocałował mnie po raz pierwszy. Odwzajemniłam pocałunek, wiedziałam że również nie jest mi obojętny. Właśnie wtedy poznałam prawdę. Paweł był księdzem. W pierwszym momencie wyrzuciłam go z domu, zaczęłam płakać, nie chciałam go znać. Zadzwonił po kilku dniach, prosił o spotkanie. Zgodziłam się. Potem sprawa była jasna, wplątałam się w beznadziejny romans. Nie umiałam tego zakończyć choć wiem, że powinnam. Spotykałam się z nim ukradkiem, okłamując rodzinę, znajomych. Prawdę znała tylko moja przyjaciółka. Romans trwał pół roku, aż do dnia kiedy Paweł oświadczył mi, że to koniec. Pamiętam do dziś słowa ostre jak nóż "Nie możemy sie dłużej spotykać. Powołanie jest ważniejsze". Wtedy zrozumiałam, że tylko mnie wykorzystał, byłam chwilową uciechą dla jego słabości. Zaczęły się wizyty u psychologa, załamanie itp. Dziś jestem kimś zupłnie innym, żałuję tego co się stało. Zakochałam się i dałam się uwieść, ale teraz wiem, że miłośc musi się mieścić w granicach rozsądku. Niech ta historia będzie ostrzeżeniem dla wszystkich kobiet ślepo szukających uczucia.